Zapomniana cywilizacja

Zapomniana cywilizacja

Autorzy: Robert M. Schoch

Wydawnictwo: Amber

Kategorie: Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 400

Cena książki papierowej: 59.80 zł

cena od: 32.40 zł

Ostrzeżenie o katastrofie, która może zniszczyć nasz świat, zakodowane w prehistorycznych megalitach?

Pojawienie się cywilizacji na Ziemi około 3 000 roku p.n.e. nie było jej narodzinami, lecz odrodzeniem po tysiącach lat.

Zaawansowana cywilizacja epoki lodowcowej poprzedzała kultury Egiptu i Mezopotamii. Z czasem ludzkość o niej zapomniała, choć wzmianki o jej rozkwicie można znaleźć w starożytnych tekstach i mitach. Ogród Edenu, relacja Platona o Atlantydzie, teksty rongo-rongo z Wyspy Wielkanocnej, kompleks kamiennych świątyń Göbekli  Tepe,  Wielki  Sfinks  są  jej  wspomnieniem.

Dlaczego  zniknęła  z  powierzchni  Ziemi?

Powodem zagłady globalnej cywilizacji sprzed 12 000 lat były rozbłyski słoneczne – zjawiska, podczas których w atmosferze Słońca emitowane są ogromne ilości energii w postaci fal elektromagnetycznych. Wywołały one wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, pożary i ogromne powodzie, kiedy lodowce topniały, a uderzenia piorunów powodowały ulewne deszcze. Te kataklizmy cofnęły ludzkość  w  rozwoju  o  tysiące  lat.

Taką rewolucyjną tezę stawia Robert Schoch – jeden z najsłynniejszych obok Grahama Hancocka i Andrew Collinsa kontrowersyjnych badaczy prehistorii ludzkości. Analizuje megalityczne budowle, pod-ziemne miasta, starożytne legendy i przedstawia naukowe dowody istnienia prehistorycznej cywilizacji oraz przyczyny katastrofy, która ją  zniszczyła.

W naszych czasach aktywność słoneczna wzrasta. Gigantyczny rozbłysk może się powtórzyć. Burza słoneczna uderzy w nas znowu.

 

I unicestwi nasz świat, jeśli nie odczytamy zapisanego w megalitach  ostrzeżenia  z  przeszłości...

Redaktor serii

Zbigniew Foniok

Korekta

Anna Raczyńska

Joanna Złotnicka

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcia na okładce

Sfinks: zbiory Roberta Schocha

Słońce: zbiory NASA

Tytuł oryginału

Forgotten Civilization: The Role of Solar Outbursts in Our Past and Future

Originally published in the English language by Inner Traditions International,

under the title FORGOTTEN CIVILIZATION.

THE ROLE OF SOLAR OUTBURSTS IN OUR PAST AND FUTURE

Copyright © 2012 by Robert M. Schoch

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6304-5

Warszawa 2017. Wydanie II

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Dedykuję tę książkę mojej ukochanej żonie Catherine (Katie) Ulissey. To ona była źródłem inspiracji i siłą napędową, która doprowadziła do jej powstania. Bez niej ta książka nie mogłaby zostać napisana, czego dowodzą dalsze strony.

Ta książka prezentuje informacje, wiedzę naukową, teorie i hipotezy w rozumieniu i interpretacji autora, jednak interpretacja, a także odbiór informacji i faktów może się zmieniać w miarę dokonywania dalszych odkryć. Przed podjęciem jakichkolwiek życiowych decyzji każdy powinien sięgnąć również do innych źródeł i zaufanych doradców, a w końcu samodzielnie wyciągnąć wnioski. Autor, wydawca i inne osoby związane z tą książką nie będą ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek decyzje podjęte przez czytelnika na podstawie zawartych w niej informacji, treści i koncepcji.

dr Robert M. Schoch

Przedmowa

Zapomniana cywilizacja. Winien jestem kilka słów wyjaśnienia odnośnie do tego tytułu, który wymyśliła moja żona, Katie.

Chcę przedstawić sprawę w odpowiednim kontekście: kiedy byłem młody, brytyjski historyk sztuki Kenneth Clark napisał i wyprodukował bardzo ważny trzynastoodcinkowy serial dokumentalny (po raz pierwszy wyświetlany przez British Broadcasting Corporation w 1969 roku) wraz z towarzyszącą mu książką, oba pod tym samym tytułem Civilisation: A Personal View (Cywilizacja: osobiste spojrzenie). Zafascynowani serialem i zachwyceni każdym słowem książki, ulegliśmy czarowi tego arbitra smaku i elegancji i bez wahania akceptowaliśmy jego stwierdzenia. Clark zdefiniował dla całego pokolenia pojęcie cywilizacji, a jego poglądy są do dziś przyjmowane wśród znacznej części społeczeństwa (w każdym razie w zachodniej Europie i Ameryce). Za swoje zasługi Clark otrzymał tytuł lorda Clarka z Saltwood (Saltwood to zamek w hrabstwie Kent, który Clark kupił w 1955 roku).

W rzeczywistości Clark reprezentował raczej wąskie spojrzenie na to, czym jest cywilizacja. Jego książka i film koncentrowały się na zachodniej cywilizacji chrześcijańskiej od około 1100 roku n.e. po XIX wiek i dawało się w nich odczuć wyraźnie angielski punkt widzenia. O bardziej ogólnej koncepcji cywilizacji, poprzedzającej pojawienie się tego, co uważał za szczytowy etap rozwoju, Clark pisał:

Jak się wydaje, bywały w dziejach ludzkości czasy, kiedy Ziemia stawała się cieplejsza lub bardziej radioaktywna… Nie przedstawiam tego jako naukowej hipotezy, ale faktem jest, że trzy lub cztery razy w historii ludzkość zrobiła wielki krok naprzód, jaki byłby nie do pomyślenia w normalnych warunkach ewolucyjnych. Jeden z takich przypadków miał miejsce około 3000 roku p.n.e., kiedy nagle pojawiła się cywilizacja nie tylko w Egipcie i Mezopotamii, ale również w dolinie Indusu; kolejny nastąpił pod koniec VI wieku p.n.e., kiedy cud zdarzył się nie tylko w Jonii i Grecji – filozofia, nauka, sztuka, poezja osiągnęły szczyty, na jakie nie wzniosły się przez następne 2000 lat – ale także duchowe oświecenie w Indiach, jakie nie miało sobie później równych. Do kolejnego skoku doszło około 1100 roku. Wydaje się, że oddziaływał on na cały świat, lecz najsilniejszy i najbardziej dramatyczny wpływ wywarł na zachodnią Europę. W każdej dziedzinie życia – w działaniu, filozofii, organizacji, technologii – nastąpił nadzwyczajny wybuch energii, niezwykłe wzmożenie (Clark 1969; fragmenty pominięte w oryginale).

Moim zdaniem, co zamierzam przedstawić w tej książce, wspominane przez Clarka nagłe pojawienie się cywilizacji około 3000 roku p.n.e. wcale nie było pierwszym pojawieniem się cywilizacji, lecz raczej jej odrodzeniem po około 5000 lat. Prawdziwa, niebudząca wątpliwości cywilizacja istniała około 10 000 do 9000 lat p.n.e., tysiące lat przed Egipcjanami i współczesnymi im mieszkańcami Mezopotamii i doliny Indusu. Z czasem ludzkość zapomniała o tym pierwszym rozkwicie cywilizacji, choć nawiązania do niego wciąż można znaleźć w świętych księgach, legendach i starożytnych tekstach; Ogród Edenu, opowieści o złotym wieku i relacja Platona o Atlantydzie – wszystko to może być wspomnieniem o tamtej pradawnej cywilizacji. Nadszedł czas, by docenić jej spuściznę.

Robert M. Schoch, październik 2016

Boston, Massachusetts, USA

(…) dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: „Pokój i bezpieczeństwo” – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą.

1 List do Tesaloniczan 5,2-3

A czwarty wylał swą czaszę na słońce: i dano mu władzę dotknąć ogniem ludzi.

Apokalipsa św. Jana 16,8

1. Błyskawiczna wyprawa

Jak mógłbym odmówić? Ambasador Chile (Jean-Paul Tarud-Kuborn) w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, z którym zaprzyjaźniłem się, kiedy występowałem na pierwszej Międzynarodowej Konferencji na temat Studiów nad Starożytnością w Dubaju, 29 i 30 listopada 2008 roku, zaprosił Katie (Catherine E. Ulissey, wówczas moją narzeczoną) i mnie nie tylko byśmy odwiedzili go w Santiago, ale i na krótką wyprawę na Wyspę Wielkanocną (która jest terytorium chilijskim od aneksji w 1888 roku). Szczerze mówiąc, początkowo myśl o takiej wyprawie nieco mnie niepokoiła. Z jednej strony, ten maleńki skrawek lądu jest niemal synonimem starożytnych zagadek, którym poświęciłem większą część ostatnich dwudziestu lat życia, podróżując po całym świecie, od Egiptu po Peru i Japonię. Wyspa Wielkanocna niewątpliwie znajdowała się na mojej liście miejsc od odwiedzenia. Z drugiej strony, mieliśmy spędzić na wyspie tylko 73 godziny – stanowczo za krótko, zważywszy, jak wielką odległość musielibyśmy pokonać. Co mógłbym zrobić w tak krótkim czasie? Ale Katie przekonała mnie, że powinniśmy skorzystać z okazji. A więc w drogę! Z perspektywy czasu widzę, że te 73 godziny na Wyspie Wielkanocnej zmieniły moje życie pod więcej niż jednym względem!

Tym, co mnie osobiście ciągnęło na Wyspę Wielkanocną, było jej oddalenie, ponieważ przypuszczałem, że mogły tam przetrwać starożytne tradycje, które w innych miejscach zanikły lub uległy przekształceniu pod wpływem kontaktu z innymi cywilizacjami i podboju. Ten maleńki trójkątny skrawek lądu (zaledwie 24,6 km długości i 12,3 km szerokości w najszerszym miejscu), odizolowany od reszty świata, nie był znany ludziom Zachodu, dopóki holenderski podróżnik Jacob Roggeveen nie dostrzegł go w Niedzielę Wielkanocną 1722 roku. Wyspa Wielkanocna jest ojczyzną zdobiących ją gigantycznych kamiennych głów i torsów zwanych moai. Jest też źródłem tajemniczych nieodczytanych glifów zapisanych na kawałkach drewna, pisma zwanego rongorongo; zachowało się tylko około 12 oryginalnych tabliczek i przedmiotów (na przykład drewniana laska), które są rozsiane po muzeach na całym świecie. Mimo wielokrotnie podejmowanych śmiałych prób – omówionych w dalszej części tej książki – pismo nie zostało do dzisiaj odczytane i stanowi jedną z największych zagadek lingwistyki. Zastanawiałem się, czy moai i teksty rongorongo mogły przechować jakąś spuściznę, rodzaj przesłania z zamierzchłej starożytności?

Wieczorem 28 grudnia 2009 roku Katie i ja wsiedliśmy na pokład samolotu do Miami, skąd polecieliśmy do Santiago w Chile. Kiedy przybyliśmy do Santiago następnego ranka, ambasador i jego żona (Valentina Troni) czekali na nas na lotnisku. Początkowo mieliśmy zatrzymać się u nich, ale ponieważ tak się złożyło, że odwiedzili ich krewni, zamieszkaliśmy u ich przyjaciela, przy czym wylewnie przepraszali nas za tę niedogodność. Był to wyjątkowo szczęśliwy zbieg okoliczności, ponieważ okazało się, że owym przyjacielem (który szybko stał się i naszym przyjacielem) był pochodzący z Wyspy Wielkanocnej (Rapa Nui) artysta mieszkający w Santiago, a co więcej, jego ojciec (który – o czym wtedy nie wiedzieliśmy – właśnie przebywał u niego z wizytą i wybierał się na wyprawę wraz z nami) był wcześniej gubernatorem wyspy.

Kilka następnych dni wypełniły nam wycieczki w Andy w okolicach Santiago i pochłanianie wiedzy o Wyspie Wielkanocnej. Katie i ja już od kilku miesięcy przygotowywaliśmy się do wyprawy, czytając wszystko, co wpadło nam w ręce, na temat Wyspy Wielkanocnej; byliśmy zdeterminowani wynieść z tego przeżycia jak najwięcej. Dla mnie szczególnie ekscytujący był zbiór setek starych fotografii, które pokazał nam nasz gospodarz, ponieważ mogliśmy zobaczyć liczne moai i inne starożytne kamienne konstrukcje jeszcze przed dotarciem na wyspę. Na wielu fotografiach widzieliśmy sceny z życia na wyspie w dawnych czasach. Z naukowego punktu widzenia taka dokumentacja jest bezcenna.

W wigilię Nowego Roku Katie i ja wzięliśmy udział w fantastycznym balu kostiumowym wydanym przez matkę ambasadora (która, wraz z innymi przyjaciółmi i krewnymi, dołączyła do ekspedycji na Wyspę Wielkanocną). W Nowy Rok odpoczywaliśmy i nabieraliśmy sił przed zbliżającą się wyprawą. Wczesnym rankiem w niedzielę 2 stycznia wyruszyliśmy na lotnisko w Santiago. Po pięciu godzinach lotu nad majestatycznym Pacyfikiem wylądowaliśmy na Wyspie Wielkanocnej o 13 lokalnego czasu.

Trzy następne dni były dzikie, szalone i cudowne. Lot na magicznym dywanie, jak mawia Katie. Kiedy wspominam tę wyprawę lub przeglądam tysiące fotografii stamtąd, nie jestem pewien, jak udało nam się tyle zrobić. Zjeździliśmy wyspę od krańca do krańca małym prywatnym busem, mając za przewodnika innego byłego gubernatora, który był także wybitnym archeologiem i znawcą Rapa Nui. Moai i ahu (platformy, na których stoi część moai) okazały się jeszcze bardziej niesamowite i zachwycające, niż sobie wyobrażałem, czytając o nich i oglądając zdjęcia. Z czasem nauczyłem się, że nic nie może zastąpić zobaczenia na własne oczy – i utwierdzałem się w tym przekonaniu w czasie każdej podróży, czy to w nowe miejsce (jakim była dla mnie wówczas Wyspa Wielkanocna), czy w dobrze znane (tak czuję się dziś w wielu częściach Egiptu). Ale to nie tylko moai wywarły na mnie wrażenie, ponieważ są one jednym z wielu elementów składających się na niezwykły, pierwotny krajobraz wyspy. Są też kamieniołomy, w których wykuwano moai, liczne petroglify (ryty naskalne, wiele z nich przedstawia dziwnych „ludzi ptaki”) oraz niskie kamienne konstrukcje o grubych murach („domy” w kamiennej wiosce i centrum ceremonialnym Orongo na południowo-zachodnim krańcu wyspy), kulisty kamień zwany pępkiem świata, naturalne jaskinie rozsiane po całej wulkanicznej wyspie, starożytne kaldery wulkaniczne i oczywiście tajemnicze pismo rongorongo. Pod wieloma względami było tego zbyt dużo, by wszystko pojąć w trzy dni, dlatego postanowiłem, że będę po prostu chłonął, a zrozumieć postaram się później.

Pragnienie zrozumienia świata jest tym, co pcha mnie naprzód. Staram się nie przyjmować bezkrytycznie łatwych odpowiedzi. Badając tak zwane starożytne tajemnice, przekonałem się, że czasami wcale nie są tajemnicze, ponieważ czasami dane są błędnie interpretowane (albo wręcz fałszowane), zaś w innych przypadkach konwencjonalne wyjaśnienia przesłaniają autentyczne tajemnice.

Prawdę mówiąc, wydaje mi się, że to ostatnie zdarza się aż nazbyt często, zwłaszcza w sytuacji, gdy zawoalowane grupy interesu uważają, że muszą chronić status quo (zajmiemy się tą sprawą dokładniej w dalszej części). W przypadku Wyspy Wielkanocnej szybko zdałem sobie sprawę, że standardowe wyjaśnienia archeologów – jakoby wyspa została po raz pierwszy skolonizowana około 1500 lat temu przez Polinezyjczyków, którzy ustawili moai, wyrzeźbili petroglify, niszcząc przy tym środowisko ekologiczne wyspy do tego stopnia, że Europejczycy zastali na niej w 1722 roku już tylko garstkę zubożałych mieszkańców – są z gruntu błędne.

Jestem z wykształcenia geologiem (uzyskałem doktorat z geologii i geofizyki w Yale w 1983 roku); studiując zróżnicowany poziom wietrzenia i erozji oraz warstwy osadów nagromadzonych wokół moai (niektóre z nich tkwiły w osadach do głębokości sześciu metrów), szybko nabrałem przekonania, że standardowa teoria jest w najlepszym razie mało prawdopodobna. Wysokość osadów wokół niektórych moai świadczy, że muszą liczyć znacznie więcej niż 1500 lat. A jakie było przeznaczenie niskich, kamiennych budowli o grubych ścianach, dziwnie przypominających współczesne bunkry lub schrony? Dlaczego rdzenna ludność mieszkała czasami w naturalnych jaskiniach? Co z legendami o olbrzymach żyjących w dawnych czasach na wyspie? I – co może najbardziej tajemnicze – co znaczą teksty rongorongo?

Takie pytania zadawaliśmy sobie, zwiedzając wyspę, ale nie mieliśmy gotowych odpowiedzi (wszystkie te sprawy będę omawiał w dalszej części książki). Ale co do jednego nie mieliśmy wątpliwości – że zupełnie nie przekonują nas niektóre z konwencjonalnych wyjaśnień. Na przykład czy rzeźbienie moai, rzekomo w ramach kultu przodków, naprawdę było pracą wymyśloną przez przywódców plemiennych, aby masy były czymś zajęte i zadowolone, aby związać społeczeństwo i zażegnać ryzyko rozruchów? Czy rongorongo było tylko XVIII-wieczną imitacją europejskiego pisma? Gdyby tak było, to teksty rongorongo liczyłyby w najlepszym razie kilkaset lat i nie miałyby większego znaczenia – byłyby jedynie efektem „dziecinnego” naśladowania Europejczyków przez „prymitywnych” wyspiarzy. A co, jeśli mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej byli w rzeczywistości strażnikami i opiekunami starożytnych skarbów? Zachodni przedstawiciele konwencjonalnej archeologii i ich wykształceni na Zachodzie koledzy z Rapa Nui z punktu odrzucają takie przypuszczenia (moim zdaniem podnoszące status wyspy) jako całkowicie fantastyczne.

Niezależnie od poznawania archeologicznych cudów Wyspy Wielkanocnej, staraliśmy się chłonąć współczesną i tradycyjną atmosferę Rapa Nui na tyle, na ile było możliwe w ciągu trzech dni. Miałem zaszczyt poznać obecnego gubernatora. Zobaczyliśmy „tradycyjny” występ taneczny (szczerze mówiąc, nie jestem pewien, na ile był on tradycyjny, ponieważ rdzenna kultura Wyspy Wielkanocnej została zatarta w wyniku kontaktu z Europejczykami, a później odtwarzano ją, głównie na podstawie importowanych polinezyjskich wzorców). Jedliśmy miejscowe potrawy. Wynajęliśmy małą motorówkę i popłynęliśmy wokół wyspy. Udało mi się nawet zejść na chwilę na maleńką przybrzeżną wysepkę, choć skąpałem się przy tym w Pacyfiku, gdy większa fala uderzyła w łódź. Chciałem tam na własne oczy zobaczyć dziewicze wulkaniczne skały i starożytną jaskinię.

Z bardziej osobistych spraw – Kate i ja wzięliśmy ślub na Wyspie Wielkanocnej, i to dwukrotnie! Po południu w poniedziałek 2 stycznia 2010 roku w obecności ambasadora, dwóch byłych gubernatorów i przedstawiciela wyspiarskiej starszyzny odbyła się cywilna ceremonia w odpowiednim chilijskim urzędzie na wyspie. Potem wyruszyliśmy oglądać kolejne moai i stanowiska archeologiczne. Wieczorem tego samego dnia pobraliśmy się ponownie, tym razem w tradycyjnej ceremonii odprawionej przez tego samego przedstawiciela starszyzny, który uczestniczył w naszym cywilnym ślubie. Pożyczyliśmy tradycyjne kostiumy ozdobione piórami. Skórę ozdobiono nam malunkami wykonanymi farbami z mułu i minerałów występujących na wyspie, dostaliśmy pierzaste nakrycia głowy. Ja mogłem z tej okazji włożyć starą pelerynę z kory drzewa, przekazywaną synom przez ojców od pięciu pokoleń. Ślub wzięliśmy boso, jak zawsze marzyliśmy, w kontakcie z Ziemią, naszą Ziemią, i pod otwartym niebem – w łączności z kosmosem. Nie znając języka Rapa Nui, nie rozumieliśmy ani słowa z całej ceremonii, a jednak jej sens do nas docierał. Po ceremonii urządzono ucztę na naszą cześć. To było magiczne przeżycie. Na zawsze pozostaniemy wdzięczni za okazaną nam gościnność i otwarte serca. Mieliśmy wyjątkowy zaszczyt być pierwszą parą, która wzięła ślub na Rapa Nui w 2010 roku.

We wtorek rano – w ostatnim dniu naszego pobytu na wyspie – odwiedziliśmy Museo Antropológico Padre Sebastián Englert, przechowujące mnóstwo fantastycznych i, moim zdaniem, zagadkowych artefaktów pochodzących z wyspy, wśród nich dziwne, małe żeńskie moai wyrzeźbione z bazaltu. Potem, mając już wcześniej spakowane bagaże, pojechaliśmy na lotnisko, by złapać popołudniowy lot do Santiago. W Santiago przesiedliśmy się na samolot do Nowego Jorku, a stamtąd polecieliśmy do Bostonu i po południu 6 stycznia 2010 roku znaleźliśmy się z powrotem w domu.

To była niezwykle wyczerpująca podróż. Byliśmy szczęśliwi, ale zmęczeni. Lecąc do Stanów Zjednoczonych, nie miałem wątpliwości, że warto było podjąć ten trud. Katie miała rację, namawiając mnie, byśmy polecieli. Ale dopiero po powrocie zdałem sobie sprawę, jak bardzo pożyteczna była ta wyprawa. Nie tylko pobraliśmy się w jednym z najbardziej egzotycznych miejsc na ziemi, w czasie autentycznej miejscowej ceremonii, nie tylko zobaczyliśmy na własne oczy archeologiczne tajemnice, ale 73 godziny spędzone na wyspie pozwoliły mi jeszcze raz przeanalizować i uporządkować dwie dekady przemyśleń o powstaniu i upadku starożytnych cywilizacji. Uświadomiłem sobie to wszystko mniej więcej dwa tygodnie po powrocie z Wyspy Wielkanocnej, dzięki jednej celnej uwadze poczynionej przez Katie.

Pewnego wieczoru, gdy wciąż jeszcze byłem oszołomiony wszystkim, co zobaczyłem na Wyspie Wielkanocnej – a przy tym rozmyślałem o starożytnych zagadkach i ich nieprzekonujących konwencjonalnych wyjaśnieniach – Katie zaproponowała, abyśmy ponownie obejrzeli film Symbols of an Alien Sky (Symbole obcego nieba) (Talbott 2009; patrz także: Talbott i Thornhill 2005). Jedna z jego części jest poświęcona pracy Anthony’ego L. Peratta, fizyka plazmowego związanego z laboratorium Los Alamos w Nowym Meksyku, który zainteresował się petroglifami (Peratt 2003). Znałem już wcześniej prace Peratta, a nawet miałem kiedyś okazję poznać go na konferencji. Mówiąc najprościej (zajmiemy się jego teoriami bardziej szczegółowo w dalszej części tej książki), Peratt zauważył, że wiele petroglifów na całym świecie wydaje się przedstawiać kształty, jakie mogły być widoczne na niebie, gdyby w starożytności doszło do wielkiego rozbłysku słonecznego – wyrzutu plazmy (zjonizowanych cząsteczek) oraz związanych z nim zjawisk elektrycznych i magnetycznych. Gdyby Słońce wyrzuciło w naszym kierunku wielką kulę plazmy, miałoby to smutne konsekwencje dla całej Ziemi, łącznie z wszelkimi formami życia na naszej planecie, której powierzchnia zostałaby dosłownie usmażona falami elektrycznymi. Nic podobnego nie wydarzyło się w czasach nowożytnych, chociaż mniejsze wyładowania plazmowe, zwane koronalnymi wyrzutami masy (CME), są normalną cechą aktywności dzisiejszego Słońca. Ja jednak, jako geolog, wiedziałem, że w przeszłości Słońce miało okresy znacznie silniejszej aktywności, z których jeden przypadał na koniec ostatniej epoki lodowcowej (około 9700 lat p.n.e.). Peratt i jego koledzy przypuszczali, że w starożytności mogło dojść do silnego rozbłysku słonecznego, choć nie wskazali żadnej konkretnej daty. Nie wzięli też pod uwagę jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy.

Kiedy oglądaliśmy film, Katie zauważyła – była to prosta, lecz niezwykle istotna obserwacja – że glify rongorongo są uderzająco podobne do petroglifów, które zdaniem Peratta przedstawiają wyładowania plazmowe i wywołane przez rozbłyski słoneczne zjawiska widoczne na starożytnym niebie. Czy rongorongo może być tekstem – można rzec naukowym – który opisuje szczegółowo, co działo się na niebie w zamierzchłej przeszłości? Czy mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej mogli być strażnikami starożytnej, dawno zapomnianej wiedzy?

Poczułem się jak rażony piorunem – albo wyładowaniem plazmowym. Wszystkie elementy układanki, oderwane od siebie wątki, które starałem się śledzić przez całe lata, nagle zaczęły same wskakiwać we właściwe miejsca. Moje badania nad datowaniem Sfinksa (szczegółowo omówione w rozdziale 2) wskazują, że cywilizacja i wysoko rozwinięta kultura istniała tysiące lat wcześniej, niż zakładają przedstawiciele głównego nurtu archeologii. To samo wydaje się dotyczyć najstarszych moai z Wyspy Wielkanocnej, które mogą być o tysiące lat starsze, niż się powszechnie przyjmuje. Kilka miesięcy po wyprawie na Wyspę Wielkanocną Katie i ja znaleźliśmy się w Turcji, gdzie oglądaliśmy niewiarygodnie zaawansowane i niewiarygodnie starożytne – liczące niemal 12 000 lat – stanowisko Göbekli Tepe, które potwierdza moje wnioski dotyczące wieku najstarszej cywilizacji. Ale zawsze nasuwało się pytanie, co stało się z tą starożytną, zaginioną cywilizacją? Dlaczego zostało po niej tak mało śladów?

Pod wpływem odkrycia dokonanego przez Katie w ciągu kilku tygodni po naszym powrocie wszystkie elementy, które studiowałem od tak dawna, zaczęły się układać w logiczną całość – zupełnie nową historię o starożytnej, dawno zapomnianej cywilizacji. Nie jest to jeszcze jedna opowieść o zaginionych kontynentach i zaawansowanych technologicznie istotach jak z filmów science fiction, luźno bazująca na nadinterpretacji kilku starożytnych mitów i legend. Historia ta opiera się na świadectwach, jakich dostarcza współczesna geologia, geofizyka, klimatologia, astrofizyka, archeologia, mitologia porównawcza i wiele innych dziedzin nauki. Jak zobaczymy, kataklizmy, które wydarzyły się ponad 10 000 lat temu, ścierając z powierzchni ziemi tę wczesną, zapomnianą cywilizację, mogą się wkrótce powtórzyć. Co więcej, starożytne ludy mogły wiedzieć o świecie i kosmosie coś, co od tamtych czasów popadło w zapomnienie. Ale jeśli uda nam się wyzwolić z okowów konwencjonalnych opinii i teorii, być może odzyskamy tę niezwykle istotną wiedzę.

Niniejsza książka jest poświęcona tym i pokrewnym tematom. Nasza historia sięga w zamierzchłą przeszłość i w przyszłość. Musimy zrozumieć liczne wątki materiału dowodowego, które łącznie splatają się w zupełnie nowy obraz początków cywilizacji, historii starożytnej i naszej przyszłości, a także dynamiki planety, na której żyjemy. To naprawdę wielka układanka, składająca się z wielu elementów. Zaczniemy od kluczowego – Wielkiego Sfinksa.

2. Wielki Sfinks

Muszę przyznać, że Mena House (nazwany na cześć Menesa, legendarnego pierwszego dynastycznego faraona zjednoczonego Egiptu) jest moim ulubionym hotelem na terenie Wielkiego Kairu. Uwielbiam jego XIX-wieczny klimat i historię. W kraju, w którym historia przytłacza na każdym kroku, ten hotel ma własną historię; tu zatrzymywali się królowie, książęta, prezydenci, gwiazdy Hollywood i sławy z wszelkich możliwych sfer. Ale bardziej niż cokolwiek innego kocham widok, jaki roztacza się z Mena House. Jeśli zarezerwujesz odpowiedni pokój, możesz mieć balkon wychodzący na Wielką Piramidę, jedyny istniejący do dziś cud starożytnego świata.

Mena House znajduje się w Gizie (która dzisiaj, sama będąc miastem, wchodzi w skład Wielkiego Kairu), zaledwie pół kilometra na północ od Wielkiej Piramidy. Wychodząc przez bramę, możesz się wybrać na spacer zatłoczonymi ulicami do samych piramid. Ale przygotuj się, że natychmiast opadnie cię armia ulicznych handlarzy, praktykujących starożytną sztukę sprzedawania błyskotek i fałszywych zabytków. Jeśli nie masz ochoty na spacer, znajdziesz mnóstwo gotowych do wynajęcia taksówek, a także wielbłądy i konie.

Niegdyś usytuowane z dala od wszelkich ludzkich siedzib piramidy w Gizie zostały zbudowane na skraju Sahary, na pozór bezkresnej, pięknej i strasznej pustyni, która rozciąga się przez całą szerokość północnej Afryki. Pierwotnie Mena House był królewską rezydencją używaną przez Ismaila Paszę (1830–1895), rządzącego jako osmański kedyw (wicekról) Egiptu i Sudanu w latach 1863–1879. Tutaj kedyw i jego goście odpoczywali i posilali się w czasie wypraw myśliwskich lub wycieczek do piramid. Oczywiście dzisiaj piramidy nadal znajdują się na skraju Sahary (pustynia się nie przemieściła!), ale wokół i pomiędzy nimi biegną drogi, a współczesne zabudowania, niezbędne, by pomieścić błyskawicznie rosnącą populację Kairu, podpełzają coraz bliżej.

Piramidy, a zwłaszcza Wielka Piramida, cieszą się zasłużoną sławą najbardziej niesamowitego cudu starożytnego świata. Zorientowane zgodnie z kierunkami świata (Wielka Piramida jest zorientowana z dokładnością, jaką udało się ponownie osiągnąć dopiero w XIX lub na początku XX wieku) i zbudowane z wielotonowych kamiennych bloków z precyzją wymykającą się wszelkim wyjaśnieniom piramidy pozostają zagadkowe pod wieloma względami. Dzisiejsi inżynierowie i zwykli ludzie zastanawiają się, jak je zbudowano. Ja również zainteresowałem się piramidami, a nawet napisałem o nich dwie książki (Schoch i McNally 2003, Schoch i McNally 2005). Jednak moją pierwszą miłością na płaskowyżu w Gizie jest coś innego, co znajduje się bardzo blisko: Wielki Sfinks.

Sfinks i ja

Egipski Wielki Sfinks, być może najsłynniejszy posąg na świecie, ma dla mnie bardzo osobiste znaczenie. Sfinks i ja mamy długą wspólną historię. Od ponad 20 lat Sfinks wpływa na moje życie i je kształtuje, nawiedza i przemawia do mnie. Po raz pierwszy zetknąłem się z problemem datowania Sfinksa w 1989 roku za sprawą „niezależnego egiptologa” Johna Anthony’ego Westa, znanego dzięki swoim badaniom i popularyzacji egiptologicznych prac filozofa i matematyka R.A. Schwallera de Lubicz (1887–1961), a także jako autora przewodnika zatytułowanego A Traveller’s Key to Ancient Egypt (Klucz podróżnika do starożytnego Egiptu) (1985). Schwaller de Lubicz zasugerował, nie podając na to dowodów, że erozja Wielkiego Sfinksa była spowodowana przez wodę, a nie wiatr i piasek (patrz: West 1993). West zdawał sobie sprawę, że jeśli to okazałoby się prawdą, miałoby doniosłe konsekwencje. Ale kto mógłby potwierdzić charakter śladów erozji i wietrzenia na Sfinksie? Oczywiście geolog! Tak więc West zaczął szukać geologa o otwartym umyśle, który mógłby krytycznie i obiektywnie spojrzeć na Wielkiego Sfinksa.

Tak się złożyło, że mój kolega, angielski profesor, który uczył w tym samym college’u co ja pod koniec lat 80., poznał Westa, gdy wykładał w Kairze. Wiedział, że West szuka geologa, więc zaprosił go do wygłoszenia wykładu na naszym uniwersytecie, a potem zabrał mnie i Westa na kolację. Wystarczyła jedna rozmowa, żebym połknął haczyk.

Następnego lata West i ja wyruszyliśmy do Egiptu. Po raz pierwszy stanąłem twarzą w twarz ze Sfinksem 17 czerwca 1990 roku. Od tamtego dnia wielokrotnie wracałem do Egiptu, żeby badać nie tylko Sfinksa, ale również inne starożytne tajemnice kraju faraonów.

Sprawa wietrzenia i erozji Sfinksa okazała się dość prosta z geologicznego punktu widzenia. Po kilku wyprawach do Egiptu, intensywnych studiach nad posągiem i jego otoczeniem oraz zebraniu danych sejsmicznych wraz z geofizykiem Thomasem Dobeckim (co omawiam w dalszej części tego rozdziału, zatytułowanej „Datowanie Wielkiego Sfinksa”; patrz także: Dobecki i Schoch 1992) nabrałem dostatecznej pewności, by ogłosić wyniki środowisku naukowemu i całemu światu. Na dorocznym spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego (GSA) w październiku 1991 roku przedstawiłem dowody, że Wielki Sfinks musiał powstać najpóźniej między 7000 a 5000 rokiem p.n.e., a być może wcześniej (wystąpienie moje i Westa zostało zaakceptowane na podstawie pozytywnie ocenionego abstraktu; patrz: Schoch i West 1991). Poparłem moje twierdzenia wynikami naukowych analiz, porównujących ślady erozji i wietrzenia wokół Sfinksa z historią egipskiego klimatu w starożytności. Natychmiast zostałem zaatakowany przez media i poddany ostrej krytyce przez establishment archeologów i egiptologów. Od tamtej brzemiennej w skutki konferencji moje życie już nigdy nie było takie samo. Prowadzony przez Charltona Hestona film dokumentalny stacji NBC pod tytułem Mystery of the Sphinx (Tajemnica Sfinksa), w którym opowiadałem o moich badaniach w Egipcie, został obejrzany przez miliony widzów i otrzymał nagrodę Emmy (Sphinx Project 1993; obecnie dostępna wersja na DVD powstała na podstawie oryginalnego filmu i zawiera dodatkowe materiały).

Wielu ludzi mnie zna lub sądzi, że mnie zna (albo – mówiąc ściślej – wie o mnie) dzięki dyskusji na temat wieku Sfinksa, jaką zapoczątkowały moje badania. Kiedyś usłyszałem nawet od pewnej autorki i producentki filmowej, że zna moje prace lepiej niż ja sam! Niech będzie; tutaj przedstawię historię Wielkiego Sfinksa i moich badań nad nim w takiej formie, jaką znam ja. Zacznijmy od kilku podstawowych informacji na temat tej ikony starożytności (więcej można znaleźć w moich artykułach i książkach wymienionych w bibliografii).

Historia pewnej zagadki

Zanim pójdziemy dalej, ważne jest, aby zrozumieć kontekst Wielkiego Sfinksa, głównie dlatego, że konwencjonalna archeologia posługuje się przede wszystkim kontekstem przy datowaniu Sfinksa. Tok rozumowania archeologów można streścić następująco: Sfinksa otaczają budowle datowane na około 2500 rok p.n.e., a zatem i on musi pochodzić z tego okresu. Oczywiście, jeśli się przez chwilę zastanowić, to wcale nie musi być prawdą. Pomyślmy o Rzymie. Historia tego miasta sięga – według legend – 753 roku p.n.e. Znajdują się w nim wspaniałe dzieła architektury, posągi i pomniki, które powstawały na przestrzeni ponad 2000 lat. Wyobraźmy sobie, że za tysiące lat archeolodzy znajdą Koloseum (z I wieku n.e.) i pomnik Wiktora Emanuela II (z początku XX wieku). Czy niefrasobliwie dojdą do wniosku, że zabytki te – ponieważ znajdują się stosunkowo blisko siebie – mieszczą się w tym samym kontekście, a więc są sobie współczesne?

Wróćmy do Egiptu. Wielki Sfinks jest usytuowany przy wschodniej krawędzi płaskowyżu w Gizie, na zachodnim brzegu Nilu, naprzeciwko Kairu. Sfinks znajduje się na południowy wschód od Wielkiej Piramidy, przypisywanej faraonowi z IV dynastii, Chufu (znanemu pod greckim imieniem Cheopsa, ok. 2550 p.n.e.), i dokładnie na wschód od drugiej piramidy, zwykle przypisywanej faraonowi Chafre (Chefrenowi), który mógł być synem lub bratem Chufu. Druga piramida jest tylko nieznacznie mniejsza od Wielkiej. Trzecia piramida, znacznie mniejsza od dwóch pozostałych, także znajduje się na płaskowyżu w Gizie; przypisuje się ją królowi Menkaure (Mykerinosowi), być może wnukowi lub synowi Chufu. Tak więc według standardowej teorii egiptologów wszystkie trzy piramidy w Gizie powstały około 2550 roku p.n.e. Według tych samych egiptologów Sfinks jest wyraźnie „związany” z piramidami, a więc musi pochodzić mniej więcej z tych samych czasów. Nie biorą oni pod uwagę możliwości, że Sfinks jest o wiele starszy niż piramidy – że to miejsce wykorzystywano wielokrotnie, za każdym razem dodając nowe budowle w sąsiedztwie znacznie wcześniejszych. A może – co jest jeszcze cięższą herezją – same piramidy zostały błędnie wydatowane? Tutaj należy przypomnieć, że różni badacze, przede wszystkim Robert Bauval (Bauval i Gilbert 1994; patrz także: Bauval i Brophy 2011), łączą trzy piramidy w Gizie z pasem konstelacji Oriona (będącej wyobrażeniem egipskiego boga Ozyrysa). Co ważniejsze, dokładna korelacja z Orionem nie wystąpiła około 2500 roku p.n.e., lecz w znacznie wcześniejszym okresie – być może 10 000 lub nawet 12 000 lat p.n.e. (Bauval i Brophy 2011). Nie chcę powiedzieć, że same piramidy pochodzą z tamtych czasów, ale wskazują na bardzo dawną epokę lub ją upamiętniają. Te niezależne świadectwa zamierzchłej starożytności na płaskowyżu w Gizie mogą tylko potwierdzić moje wnioski, że Sfinks jest niesłychanie stary.

Wielki Sfinks jest naprawdę wielki: ma około 20 metrów wysokości i ponad 70 metrów długości (ze względu na późniejsze naprawy trudno określić jego pierwotną długość). Jest wyrzeźbiony w litej wapiennej skale i zwrócony dokładnie na wschód. W dniach wiosennej i jesiennej równonocy Sfinks patrzy wprost na wschodzące słońce. W te dni pierwsze promienie słońca padają dokładnie na jego twarz. Ponad poziom gruntu wystaje tylko głowa; aby wyrzeźbić ciało, starożytni musieli wciąć się głęboko w skałę, dlatego Wielki Sfinks leży w tak zwanym Okręgu Sfinksa lub Rowie Sfinksa. Tuż przed nim, na nieco niższym poziomie, znajduje się Świątynia Sfinksa. Kiedy rzeźbiono ciało Sfinksa, z rowu wokół niego wydobyto ogromne, wielotonowe bloki, które posłużyły do wzniesienia Świątyni Sfinksa, a zatem oryginalna Świątynia Sfinksa dorównuje wiekiem ciału Sfinksa.

Akademiccy tradycjonaliści pod koniec XX wieku przypisali Wielkiego Sfinksa faraonowi Chafre, budowniczemu drugiej piramidy (około 2500 p.n.e.). Jednak niektórzy z egiptologów w XIX i na początku XX wieku datowali Sfinksa na znacznie wcześniejszy okres, niejako zapowiadając moje prace. Nie istnieją żadne starożytne źródła, które jednoznacznie mówiłyby, kto, kiedy i dlaczego wyrzeźbił Sfinksa. Nie wiemy nawet, jakim imieniem nazywali go Egipcjanie w czasach Starego Państwa.

Granitową stelę umieścił między łapami Sfinksa faraon Thotmes IV około 1400 roku p.n.e. Kiedy została odkopana w XIX wieku, ogłoszono, że umieszczona na niej inskrypcja zawiera imię Chafre, lub przynajmniej jego część (od tamtego momentu ta część inskrypcji uległa zniszczeniu). Przedstawiano różne interpretacje; niektórzy twierdzili, że Chafre kazał Sfinksa tylko odnowić, podobnie jak ponad 1000 lat później Thotmes IV. W rzeczywistości jednak wcale nie jest jasne, czy faraon z IV dynastii Chafre był wspomniany w inskrypcji na steli ani jaki związek między Chafre a Sfinksem mogłaby sugerować ta inskrypcja. Podsumowując, stela Thotmesa IV nie dostarcza rozstrzygających informacji o tym, kto i kiedy kazał wyrzeźbić Sfinksa. Nie bez znaczenia dla historii Sfinksa jest tak zwana Stela Inwentarza, znana też jako Stela Córki Cheopsa (Chufu). Wprawdzie sama stela pochodzi z VII lub VI wieku p.n.e., ale ma być kopią tekstu z czasów Starego Państwa. Według znajdującej się na niej inskrypcji Wielki Sfinks istniał już za panowania Chufu. Co więcej, według tej samej inskrypcji Chufu miał naprawić Sfinksa uszkodzonego przez piorun. Współcześni egiptolodzy uważają Stelę Inwentarza za fałszerstwo z Okresu Późnego.

W czasach Nowego Państwa (około 1550–1070 p.n.e.) Wielki Sfinks był znany jako Horemachet, co można przetłumaczyć jako „Horus w horyzoncie”, lub Re-Horachty, czyli „Re-Horus obu horyzontów”. W średniowieczu jedna z nazw nadawanych Sfinksowi przez Arabów brzmiała Abu al-Hul, czyli „Ojciec Strachu” lub „Przerażający”. Nazwa „Sfinks” pochodzi od greckiego czasownika „dusić”, ponieważ według jednej z legend grecki sfinks, często przedstawiany jako skrzydlaty lew o głowie kobiety, zwykł dusić i pożerać tych, którzy nie umieli rozwiązać jego zagadki. Według innej interpretacji słowo to zostało utworzone, zapewne przez odwiedzających Egipt Greków, od egipskiego określenia Szesep-anch, które oznacza „żywy wizerunek” lub „żywy posąg” i było używane w odniesieniu do królewskich posągów w czasach Starego Państwa.

Datowanie Sfinksa

Prowadziłem intensywne studia nad charakterem i zasięgiem śladów erozji i wietrzenia na samym posągu, a także nad podobnymi śladami w tak zwanym Okręgu Sfinksa (jak już wspomniałem, Sfinks leży w zagłębieniu, kamieniołomie, przy czym jego ciało znajduje się poniżej poziomu płaskowyżu), a także nad podziemnymi elementami pod posągiem i wokół niego. Przeanalizowałem także pozostałości licznych napraw, jakim poddawano Sfinksa (niektóre z nich były prowadzone już w czasach Starego Państwa). Moje ogólne wnioski nie zmieniły się od 1991 roku, ale z biegiem czasu dopracowałem swoje przemyślenia.

Na podstawie analiz geologicznych początkowo (i teraz przyznaję, że byłem raczej konserwatywny) oceniłem, że najstarsze części Sfinksa powstały między 7000 a 5000 rokiem p.n.e. Do tego wniosku doszedłem, wykorzystując kilka niezależnych metod, takich jak korelacja śladów wietrzenia z historią klimatyczną badanego obszaru, obliczenie ilości skały, jaka została usunięta w wyniku erozji, ustalenie, ile czasu mógł trwać ten proces, oraz kalibracja głębokości podpowierzchniowego wietrzenia wokół i pod Sfinksem.

Kluczem do mojego datowania Sfinksa jest interpretacja tego, że ślady wietrzenia widoczne na ciele Sfinksa i ścianach Okręgu Sfinksa nie powstały w suchych pustynnych warunkach, jakie panują w tym regionie od 4000 lub 5000 lat. Takie ślady wietrzenia mogły być raczej wywołane przez deszcze i płynącą wodę, a wystarczająco intensywne opady zdarzały się tutaj tylko w warunkach przedsaharyjskich, przed około 3000 rokiem p.n.e. (Schoch 1992b wraz z cytowaną tam literaturą). Inni geolodzy, na przykład Colin Reader i David Coxill (którzy pracowali niezależnie ode mnie, ale także od siebie nawzajem; patrz: Coxill 1998 i Reader 1997/1999), potwierdzili prawidłowość moich analiz śladów wietrzenia i erozji, dochodząc do wniosku, że czynnikiem, który je wywołał, była woda, a nie wiatr i piasek (patrz: Schoch 1992b, Schoch i McNally 2003). Muszę jednak zaznaczyć, że chociaż Reader, Coxill i ja zgadzamy się co do tego, że Sfinks był niszczony przez wodę i tym samym musi być starszy, niż się powszechnie przyjmuje, to różnie oceniamy jego wiek. Zwłaszcza Reader twierdzi, że Sfinks mógł powstać w stosunkowo wąskich ramach czasowych wczesnodynastycznego Egiptu, a więc jest zaledwie o kilkaset lat wcześniejszy od tradycyjnego datowania na około 2500 rok p.n.e. Ja jednak jestem głęboko przekonany, że skala erozji i wietrzenia każą datować tułów posągu na znacznie wcześniejszy okres. Co więcej, Reader nie bierze pod uwagę danych podpowierzchniowych zebranych przeze mnie i Dobeckiego (o czym będzie mowa poniżej) – danych, które pozwoliły mi skalibrować tempo wietrzenia podpowierzchniowego i ustalić zaproponowane przeze mnie datowanie Sfinksa. Moje datowanie przesuwa datę powstania Sfinksa głęboko w czasy predynastyczne – okres, w którym, zdaniem wielu uczonych, nie istniała ani technologia, ani struktury społeczne niezbędne do stworzenia takiego monumentu.

Z biegiem czasu wielu egiptologów i archeologów mówiło mi, że owszem, Wielki Sfinks nosi ślady erozji spowodowanej przez opady, ale jest tak dlatego, że ulewne deszcze padały w tym regionie jeszcze w III tysiącleciu p.n.e. Ja jednak jestem przekonany, że tak nie było, i mam na to wyraźne dowody świadczące, jak wcześnie zapanowały tu bardzo suche, pustynne warunki. Zbudowane z suszonej cegły grobowce zwane mastabami na położonym zaledwie o kilkanaście kilometrów na południe od Gizy płaskowyżu w Saqqarze, pochodzące bez wątpienia z około 2800 roku p.n.e., noszą tylko nieznaczne ślady erozji wodnej, mimo że powstały ze znacznie bardziej miękkiego i mniej trwałego materiału niż wapień, a podlegały tym samym warunkom klimatycznym, co Wielki Sfinks. Ceglane mastaby zostałyby bardzo szybko zniszczone przez deszcze znacznie mniej intensywne niż takie, które musiałyby padać, żeby pozostawić ślady erozji i wietrzenia widoczne na Sfinksie. Po prostu nie jest możliwe, żeby Sfinks został wyrzeźbiony po 2800 roku p.n.e., kiedy powstały mastaby, a jednak pod wpływem skąpych opadów uległ tak silnej erozji, że trzeba go było naprawiać już w czasach Starego Państwa (tak są datowane najwcześniejsze rekonstrukcje Sfinksa i Świątyni Sfinksa). Świadectwa archeologiczne wyraźnie przeczą twierdzeniom, że około roku 2500 p.n.e. i później opady deszczu były wystarczająco intensywne, by spowodować erozję Sfinksa, jakiej ślady możemy dziś na nim zaobserwować.

Mimo że na Sfinksie są wyraźnie widoczne ślady erozji wodnej, powstały one pod wpływem opadów i odpływu wody deszczowej, a nie powodzi lub wylewu Nilu. Sfinks nie erodował też pod wpływem stojącej wody, która wypełniała Okręg Sfinksa (teorii, że Sfinks stał pośrodku sadzawki lub był otoczony fosą, zaprzeczają świadectwa geologiczne; patrz: Załącznik 1). Kolejna istotna sprawa, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to fakt, że na płaskowyżu w Gizie można znaleźć skamieliny muszli, jeżowców i inne, lecz nie mają one nic wspólnego z erozją wodną, której ślady są widoczne na Sfinksie. Te skamieniałe organizmy morskie pochodzą sprzed milionów lat i zostały wydobyte przez erozję z wapiennej skały, z której zbudowany jest Sfinks, piramidy i wiele innych konstrukcji.

Jak już wspomniałem, na początku lat 90. oceniłem, że najstarsze części Sfinksa pochodzą z około 5000 roku p.n.e., a mogą być nawet nieco starsze. (O czym będę pisał w dalszej części tego rozdziału, głowa Sfinksa nie jest oryginalna; nie mam wątpliwości, że została ona zmodyfikowana w czasach dynastycznych). Jeszcze w 2007 roku pisałem: „Jeśli idzie o moje datowanie Sfinksa, chciałbym podkreślić, że bez wahania datuję go na okres około 5000 roku p.n.e. lub nieco wcześniej. Czy może być znacznie starszy? Na podstawie danych geologicznych, zależnie od interpretacji tych danych, jest to możliwe. Jednak nigdy nie twierdziłem, że Wielki Sfinks powstał przed okresem między 5000 a 7000 rokiem p.n.e.” (Schoch 2007, 43).

Od tamtego czasu, w świetle nowych danych, zweryfikowałem jednak moją opinię na temat wieku Sfinksa. Moje początkowe „konserwatywne” datowanie Wielkiego Sfinksa na około 5000 rok p.n.e. było oparte na skrajnej interpretacji powierzchniowych i podpowierzchniowych danych sejsmicznych – interpretacji wynikającej z chęci zamknięcia ich w możliwie najwęższych ramach czasowych. Jest to w znacznym stopniu związane z danymi sejsmicznymi i pomiarami wietrzenia podpowierzchniowego, których dokonaliśmy wokół Sfinksa (Dobecki i Schoch 1992).

Wietrzenie podpowierzchniowe obejmuje mineralogiczne i strukturalne zmiany zachodzące w skale, kiedy jej powierzchnia zostaje wystawiona na działanie czynników atmosferycznych; dla niewprawnego oka zerodowana skała może się nie różnić od niezerodowanej. Z biegiem czasu erozja sięga coraz dalej w głąb skały. Taką erozję można wykrywać za pomocą pomiaru szybkości fal sejsmicznych.

Sam Sfinks jest zwrócony na wschód. Dno Okręgu Sfinksa po północnej, południowej i wschodniej stronie jest zerodowane do głębokości od 1,8 do 2,5 metra poniżej powierzchni. Po zachodniej stronie erozja sięga jednak znacznie mniejszej głębokości, zaledwie 1,2 metra. Ta różnica wynika nie tylko ze zróżnicowania samej skały; odsłonięte dno okręgu ze wszystkich stron znajduje się w tej samej warstwie wapienia. Zachodnia strona podlegała jednak erozji przez krótszy czas. Najwyraźniej musiała zostać wykuta później.

Zachodni kraniec Okręgu Sfinksa tworzą dwie ściany – można je nazwać dwoma tarasami. Wyższy, położony dalej na zachód, nosi głębokie bruzdy i szczeliny pozostawione przez deszcze i spływającą wodę. Musiał zostać wykuty w czasie, gdy klimat Egiptu był wilgotny, z dużą ilością opadów, na długo przed Starym Państwem. Druga, niższa ściana, położona bliżej zadu Sfinksa, nosi znacznie mniej śladów erozji. To właśnie u podstawy tej ściany wykonaliśmy zachodnią linię pomiarów sejsmicznych, które wykazały erozję do głębokości 1,2 metra. Niższa ściana została wykuta później niż wyższa i oczywiście zachodnia strona okręgu, skąd pochodziły nasze odczyty sejsmiczne, powstała później niż pozostałe – kiedy Egipt stał się już suchy, w czasach Starego Państwa. Na podstawie moich analiz doszedłem do wniosku, że Wielki Sfinks został wyrzeźbiony, a Świątynia Sfinksa zbudowana na długo przed panowaniem Chafre, gdy w Egipcie regularnie padały ulewne deszcze. Potem całe to miejsce zaanektował Chafre, przerabiając świątynię i Sfinksa. Przypuszczam, że pierwotnie ciało Sfinksa wyłaniało się ze skalnego podłoża, jakby było integralną częścią płaskowyżu. Rzeźbiąc zad i pogłębiając zachodnią stronę okręgu, Chafre oddzielił monument od skały i nadał mu samodzielny byt.

Moja analiza charakteru i głębokości erozji podpowierzchniowej na płaskowyżu w Gizie wskazuje, że młodsza, zachodnia strona Okręgu Sfinksa musiała erodować 4500 lat, by erozja sięgnęła głębokości 1,2 metra. Ponieważ erozja z pozostałych stron sięga od 50 do 100 procent głębiej, początkowo uznałem, że północna, wschodnia i południowa strona muszą być od 50 do 100 procent – czyli 2200 do 4500 lat – starsze niż zachodnia. Jeśli przyjmiemy, że Chafre panował około 2500 roku p.n.e., co odpowiada dacie powstania zachodniej części okręgu, to można łatwo obliczyć, że pierwotna forma Wielkiego Sfinksa musiała powstać między 7000 a 4700 rokiem p.n.e., czyli między 6700 a 7000 lat temu. Zaokrąglając, datowałem powstanie Wielkiego Sfinksa na okres 7000–5000 p.n.e.

Należy się jednak liczyć z możliwością, że w tych analizach zaniżyłem wiek Sfinksa. Erozja podpowierzchniowa często postępuje w tempie nieliniowym; im głębiej sięga, tym wolniej przebiega, ponieważ głębsze warstwy skały są chronione przez te, które znajdują się bliżej powierzchni. Jeśli założymy, że tak było i w tym przypadku, to przyjęte przeze mnie wartości są najniższymi z możliwych. Założenie nieliniowego przebiegu erozji pozwala datować najwcześniejsze części Sfinksa na okres przed 7000 rokiem p.n.e., być może nawet około 10 000 roku p.n.e.

Niektórzy sądzą, że moje badania datują powstanie Sfinksa na okres około 10 500 roku p.n.e., co odpowiada na przykład proroctwom nieżyjącego już jasnowidza Edgara Cayce’ego (o czym więcej powiem w dalszej części tego rozdziału). To jednak jest raczej kwestią opinii niż faktów. W tym momencie nie mogę jednoznacznie odrzucić 10 500 roku p.n.e., ale mam poważne wątpliwości co do tak wczesnego datowania Sfinksa. Stanowisko Göbekli Tepe w Turcji (omówione w rozdziale 3) pochodzi ze schyłku ostatniej epoki lodowcowej, około 10 000–9000 p.n.e., i nie mogę wykluczyć, że najstarsze części Wielkiego Sfinksa mogą również pochodzić z tak odległej przeszłości.

Sugerowano, że lwie ciało Sfinksa łączy go z konstelacją Lwa. W kategoriach zmian precesyjnych przejście z Ery Panny do Ery Lwa nastąpiło około 10 500 roku p.n.e. Czy to tylko zbieg okoliczności, że Sfinks o lwim ciele (który pierwotnie mógł mieć również lwią głowę), symbolizujący konstelację Lwa, według danych geologicznych pochodzi z tego samego okresu? Czy Sfinks może być symbolem Ery Lwa, lub wręcz pochodzić z Ery Lwa, trwającej między około 10 500 a 8500 lub 8000 rokiem p.n.e. (dokładne daty jej początku i końca są przedmiotem kontrowersji)? Ja kwestionowałem ten związek, podkreślając, że wcale nie jest pewne, czy konstelacja Lwa była znana w takiej formie 12 000 lub więcej tysięcy lat temu. A nawet jeżeli Wielki Sfinks rzeczywiście symbolizuje lub upamiętnia Erę Lwa, to niekoniecznie znaczy, że został wyrzeźbiony w tamtym czasie. Jednak moim zdaniem coraz więcej dowodów wskazuje, że Sfinks mógł rzeczywiście powstać w Erze Lwa. Uważam, że powinniśmy brać pod uwagę taką możliwość. Jeszcze bardziej kruche podstawy ma teoria, że Sfinks został wyrzeźbiony nie w ostatniej, lecz w poprzedniej Erze Lwa, około 36 000 lat temu. Według innego dość rozpowszechnionego przekonania ludzko-lwia hybryda jest symbolem łączącym cechy Lwa i Panny (Era Panny bezpośrednio poprzedza Erę Lwa) – połączeniem pierwiastka męskiego i żeńskiego, zwierzęcej witalności i ludzkiego intelektu. Jednak, o czym piszę dalej, obecna ludzka głowa Sfinksa nie jest jego oryginalną głową. Moim zdaniem posąg pierwotnie miał lwią głowę na ciele lwa, połączonym ze skałą płaskowyżu na zachodnim krańcu Okręgu Sfinksa.

Choć niektóre autorytety zaatakowały moje datowanie Sfinksa jako niemożliwe, inni poważni badacze sugerowali, że zaniżyłem wiek najstarszych części Wielkiego Sfinksa o dziesiątki tysięcy lat lub więcej. Czytałem ostatnio książkę The Neandertal Legacy (Neandertalskie dziedzictwo) (2008) nieżyjącego już Stana Goocha (1932–2010). Twierdził on, że głowa Sfinksa łączy rysy neandertalskie i kromaniońskie. Czy to może wskazywać, że Sfinks powstał dziesiątki tysięcy lat temu? Według Goocha prehistoryczni neandertalczycy i kromaniończycy spotkali się i krzyżowali około 35 000 lat temu, dając początek współczesnym ludziom. Idea takiego krzyżowania jest intrygująca, lecz nie jestem przekonany, czy Sfinks stanowi dowód na jej potwierdzenie. Moim zdaniem głowa posągu nie jest oryginalna; co więcej, w dzisiejszej formie ma rysy czarne, afrykańskie lub nubijskie.

Zdarzają się jeszcze bardziej skrajne interpretacje wieku Sfinksa. Dwaj członkowie Ukraińskiej Akademii Nauk, Wiaczesław I. Maniczew i Aleksander G. Parchomienko (2008), powołując się na moje prace, zinterpretowali geologiczne i erozyjne cechy Wielkiego Sfinksa jako dowód, że ciało posągu pochodzi sprzed 800 000 lat. I wcale nie chodzi im o naturalny występ skalny, który mógł istnieć 800 000 lat temu, a później został wyrzeźbiony na kształt lwa.

Datowanie Maniczewa i Parchomienki może przesunąć Sfinksa w bardzo zamierzchłą przeszłość – w epokę, z której mogą (choć nie jest to pewne) pochodzić starożytne budowle, posągi i wizerunki znajdowane w różnych częściach świata, na przykład Markawasi w Peru (Schoch 2006/2007), Rumuński Sfinks (Welcome to Romania 2002) lub kamienny krąg nazwany przez Johana Heinego i Michaela Tellingera Kalendarzem Adama, datowany na od 75 000 (Heine i Tellinger 2008; Serrao 2008) do 160 000, a nawet 200 000 tysięcy lat (Eden 2009). Ja sam nie jestem przekonany, że Sfinks jest aż tak stary, jak sugerują Maniczew i Parchomienko, ani że silnie zerodowane skały są starożytnymi posągami, a nie naturalnymi formacjami skalnymi, jednak są to interesujące koncepcje (Schoch 2006/2007). Ale nawet bez sięgania po tak skrajne interpretacje, znamy również inne, poza Wielkim Sfinksem, wyraźne dowody istnienia bardzo wczesnej, wysoko rozwiniętej kultury (o czym będzie mowa w rozdziale 3).

Wprawdzie moje badania koncentrowały się głównie na Wielkim Sfinksie – i ten ich aspekt budził największe kontrowersje – ale moim zdaniem tak zwana Świątynia Sfinksa, położona bezpośrednio przed posągiem (na wschód od niego), z punktu widzenia konstrukcji i datowania jest pod wieloma względami jeszcze ważniejsza niż sam Sfinks. Świątynia Sfinksa jest wzniesiona z megalitycznych wapiennych bloków, z których wiele waży dziesiątki ton, ułożonych na bardzo niewielkiej przestrzeni. Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób nimi manewrowano. Najważniejszy dla naszych obecnych rozważań jest jednak fakt, że Świątynia Sfinksa (a przynajmniej oryginalne części budowli, ponieważ ona także – podobnie jak sam Sfinks – była przebudowywana i naprawiana w epoce dynastycznej) powstała równocześnie z najstarszymi częściami Wielkiego Sfinksa. Bloki, z których została wzniesiona świątynia, wydobyto ze skały wokół tułowia Sfinksa w czasie wykuwania posągu. Twórcy Sfinksa nie usunęli nadmiaru skały, po prostu ją rozbijając, lecz starannie wydobywali wielkie bloki, z których zbudowali Świątynię Sfinksa. Wprawdzie dziś jest zrujnowana, lecz moim zdaniem wzniesienie Świątyni Sfinksa było jeszcze bardziej niezwykłym dokonaniem inżynieryjnym niż wyrzeźbienie Wielkiego Sfinksa, a oba powstały w tym samym czasie.

Zmienne oblicze Sfinksa

Muszę podkreślić, że moim zdaniem Wielki Sfinks w czasach predynastycznych nie wyglądał jak Wielki Sfinks, którego znamy dzisiaj. Tylko to, co nazywam jego rdzeniem (klatka piersiowa i tułów), pochodzi z tamtych zamierzchłych czasów. Przednie łapy były przerabiane i naprawiane (dzisiaj pokrywają je współczesne wapienne bloki), a głowa z całą pewnością nie jest oryginalna. Zawsze podkreślałem, że głowa Wielkiego Sfinksa jest nieproporcjonalnie mała w stosunku do ciała. Uważam, że pierwotnie była większa, lecz uległa zniszczeniu w wyniku erozji i żeby ją „naprawić”, starożytni przekuli ją, nadając jej obecną formę. Oryginalna głowa mogła wcale nie być ludzka. Wprawdzie nie potrafię tego udowodnić, ale przypuszczam, że pierwotnie Sfinks miał lwią głowę, pasującą do lwiego ciała. Kilka lat temu pewien znany egiptolog odrzucił moją obserwację, że głowa Wielkiego Sfinksa jest zbyt mała w stosunku do tułowia. Później przeanalizował proporcje innych starożytnych egipskich sfinksów i okazało się, że niemal wszystkie mają podobne proporcje głowy do tułowia – z wyjątkiem Wielkiego Sfinksa, którego głowa jest znacznie mniejsza.

Na podstawie analizy erozji i śladów dłuta, a także stylistyki i wyraźnie negroidalnych rysów twarzy sądzę, że obecna głowa Sfinksa jest efektem modyfikacji dokonanej w epoce dynastycznej, lecz prawdopodobnie przed czasami IV dynastii. Niektórzy badacze twierdzą, że obecna twarz Wielkiego Sfinksa przypomina posągi faraona Chafre (budowniczego drugiej piramidy na płaskowyżu w Gizie), i używają tego argumentu na poparcie datowania Sfinksa na panowanie Chafre, około 2500 roku p.n.e. Ja nigdy nie widziałem żadnego podobieństwa między Sfinksem a posągami Chafre, ale nie jestem specjalistą w zakresie takich analiz. Na początku lat 90. specjalista medycyny sądowej Frank Domingo (niegdyś z policji nowojorskiej) przeprowadził szczegółowe porównanie twarzy Sfinksa z twarzą Chafre i doszedł do wniosku, że z całą pewnością nie przedstawiają tej samej osoby, a nawet nie są to osoby o tym samym typie etnicznym.

W ostatnich latach niektórzy badacze sugerowali, że Sfinks przedstawia króla Chufu (budowniczego Wielkiej Piramidy) i został wykuty na rozkaz samego Chufu lub jego syna Dżedefre (Radżedefa, który panował krótko między Chufu a Chafre). Nie jestem przekonany, że Sfinks przedstawia Chufu, po części dlatego, że Chufu i jego rodzina – jeżeli byli spokrewnieni z Chafre – powinni należeć do tej samej grupy etnicznej co on. Wspaniale zachowane posągi Chafre (niestety, do naszych czasów przetrwała tylko jedna maleńka figurka Chufu, której autentyczność jest w dodatku kwestionowana) z całą pewnością nie mają charakterystycznych negroidalnych rysów widocznych na współczesnej twarzy Sfinksa. Niektórzy jednak twierdzili, że Chufu miał rysy bardziej afrykańskie niż Chafre (patrz: Schoch i McNally 2005, 283).

Przypuszczam, że Wielki Sfinks został zmodyfikowany w czasach I–III dynastii (około 2920–2575 p.n.e.). Na moje oko stylistycznie pasuje właśnie do tego okresu. Zaś jego afrykańskie lub nubijskie rysy kojarzą się z wcześniejszym okresem, kiedy południowe wpływy w Egipcie były silniejsze niż w innych okresach historii Egiptu. Musimy też pamiętać, że głowa mogła być modyfikowana również w późniejszych czasach. Na przykład cały Sfinks mógł być przerabiany, naprawiany i malowany w różnych okresach historii, między innymi w czasach Nowego Państwa. Głowa, jaką oglądamy dzisiaj, była w przeszłości uszkadzana, zarówno przez erozję, jak i przez wandali, i prawdopodobnie jest niekompletna. Sugerowano, że Sfinksowi brakuje górnej części, korony lub szczytu głowy. Czy to tylko dzieło przypadku? A może korona została celowo usunięta ze względów symbolicznych? Twarz Wielkiego Sfinksa zawsze wydawała mi się androginiczna lub kobieca – a intuicja podpowiada mi, że jest kobieca.

Przyznaję, jest to subiektywne odczucie. Owszem, zostały odnalezione fragmenty „brody” Sfinksa (w rzeczywistości jest to sztuczna ceremonialna broda), dziś przechowywane w różnych muzeach, lecz to niczego nie dowodzi. Broda została dodana znacznie później, a potem usunięta. W każdym razie broda Sfinksa była symbolem władzy królewskiej, a nie wyznacznikiem płci posągu. Niejednokrotnie widziałem żyjące afrykańskie kobiety o rysach przypominających Wielkiego Sfinksa. Idąc dalej, nawet jeżeli dzisiejsza twarz Sfinksa jest kobieca, nie znaczy to, że oryginalny Sfinks przedstawiał kobietę. Jeżeli pierwotnie był lwem, mógł być samcem lub lwicą. Jeżeli symbolizował konstelację Lwa (która – pod względem astrologicznym – jest męska i rządzona przez Słońce) lub był z nią kojarzony, to mógł być męską postacią.

Ukryta komora?

W ramach studiów nad Sfinksem wraz z geofizykiem Thomasem Dobeckim przeprowadziliśmy niskoenergetyczne badania sejsmiczne wokół posągu i w innych częściach płaskowyżu. Moim głównym celem nie było poszukiwanie „ukrytych skarbów”, lecz zgromadzenie wiarygodnych danych dotyczących charakteru, nasilenia i głębokości podpowierzchniowej erozji, zarówno wokół Sfinksa, jak i w miejscach pewnie datowanych budowli dynastycznych. Jak już wcześniej wspomniałem, zebraliśmy doskonałe dane, które potwierdziły moje datowanie Sfinksa na 5000 rok p.n.e. lub wcześniej. Jednak odkryliśmy także wyraźne dowody istnienia pustej przestrzeni lub komory pod lewą łapą Sfinksa. Komora ta ma około 12 metrów w linii wschód–zachód, około 9 metrów w linii północ–południe i znajduje się na głębokości około 5 metrów poniżej obecnego poziomu Okręgu Sfinksa. Oprócz tego znaleźliśmy kilka mniejszych (i znanych już wcześniej) pustych przestrzeni pod Sfinksem i wokół niego; dane wskazują też, że struktura przypominająca korytarz może biec pod Sfinksem przez całą jego długość.

Możliwość istnienia komory w pobliżu łap Sfinksa była dla mnie niewątpliwie interesująca, ale nie przywiązywałem do tego większej wagi. Jednak po opublikowaniu naszych danych (Dobecki i Schoch 1992) szybko przekonałem się, że dla wielu osób taka komora jest ogromnie interesująca i ważna. Do dziś pamiętam dzień, kiedy siedząc w moim gabinecie między zajęciami, odebrałem telefon z centrali Association for Research and Enlightenment (Stowarzyszenia na rzecz Badań i Oświecenia – ARE, nieoficjalnie zwanego Fundacją Edgara Cayce’ego) w Virginia Beach. O czym wówczas nie wiedziałem, amerykański jasnowidz Edgar Cayce (1877–1945) przewidział, że Sala Zapisów zostanie odnaleziona mniej więcej w miejscu, gdzie odkryliśmy komorę pod Sfinksem. Według Cayce’ego starożytny kontynent Atlantydy został zniszczony około 10 500 roku p.n.e. Ci, którzy ocaleli, rozproszyli się po całym świecie, zakładając nowe cywilizacje, między innymi tę, która z czasem stała się faraońskim Egiptem. W kilku miejscach (Bimini na Bahamach, na Jukatanie i w Egipcie; patrz: Association for Research and Enlightenment 2011), między innymi w pobliżu Wielkiego Sfinksa, ukryli archiwa dokumentujące ich historię, naukę i dokonania. Przedstawiciel ARE poinformował mnie, że moje badania nad datowaniem Sfinksa stanowią wielki krok w kierunku potwierdzenia przedstawionej przez Cayce’ego chronologii Atlantydy i budowy monumentów na płaskowyżu w Gizie na długo przed okresem dynastycznym. Udzieliłem oficjalnego wywiadu magazynowi ARE i wystąpiłem na ich konferencji w Virginia Beach. (Warto dodać, że ARE ma długą tradycję zapraszania na swoje konferencje czołowych naukowców z różnych dziedzin – naukowców, którzy często prezentują opinie jawnie sprzeczne z założeniami i interesami tej organizacji. Zarząd i członkowie ARE zawsze byli wobec mnie życzliwi, otwarci i szczerzy).

Zapoznając się szczegółowo z ridingami Cayce’ego, znalazłem jeden, który wydaje się dotyczyć atlantydzkiej Sali Zapisów w pobliżu Sfinksa:

Kronika Atlantydy od początku tych czasów, kiedy Duch przybrał formę, czyli zaczął wcielać się na tej ziemi, i rozwój ludzi przez cały czas ich pobytu, wraz z kroniką pierwszego zniszczenia i zmian, które zaszły na ziemi…

Znajduje się we właściwym miejscu, kiedy słońce wyłania się z wód; linia cienia (lub światła) pada między łapy Sfinksa, który został później strażnikiem; nie będzie można tam wejść z połączonych komór pod łapą Sfinksa (prawą łapą), dopóki CZAS się nie wypełni, kiedy zmiany będą aktywne w tej sferze ludzkiego doświadczenia.

A więc między Sfinksem a rzeką. (Riding 378–16 [Association for Research and Enlightenment 2011]; wymieniony jako riding „10/29/33 [to prawdopodobnie data] 0378–016/11” przez Mandeville’a, 1995–1999)

Ta przepowiednia jest nieco niejasna, jeżeli chcemy ustalić dokładne położenie Sali Zapisów, lecz zauważmy, że wspomina o prawej łapie Sfinksa. Komora, którą znaleźliśmy w czasie badań sejsmicznych, znajduje się pod lewą łapą. Być może tę rozbieżność można wytłumaczyć tym, że lewa łapa Sfinksa znajduje się po prawej stronie kogoś, kto stoi zwrócony twarzą do posągu.

Okazuje się, że nie tylko członkowie ARE są żywo zainteresowani odkryciem komór i tuneli pod Sfinksem, ale także wiele innych grup, takich jak różne odłamy różokrzyżowców i masonów, którzy wierzą (i nie bez podstaw), że pod powierzchnią płaskowyżu w Gizie znajduje się skomplikowana sieć tuneli i korytarzy.

Często słyszę pytanie, gdzie znajduje się wejście do komory pod lewą łapą Sfinksa. I czy egipskie władze wyrażą zgodę na zbadanie tej komory, a jeśli nie, to dlaczego?

Odpowiadając na pierwsze pytanie – nie udało mi się zlokalizować żadnego wejścia do podziemnej komory. Jednak dane sejsmiczne i analizy wskazują, że tuż przed Świątynią Sfinksa (na wschód od niej) poziom skalnego podłoża znacznie się obniża. To znaczy, że gdyby usunąć piasek sprzed Świątyni Sfinksa, okazałoby się, że stoi ona na krawędzi klifu, a ponad nią góruje Wielki Sfinks. Musiało to wyglądać naprawdę imponująco. Przypuszczam, że wejście do komory pod łapą Sfinksa musi się znajdować w ścianie uskoku.

Egipskie władze do dzisiaj nie pozwoliły mi zbadać komory, którą znaleźliśmy. Oczywiście wiedzą, że chciałbym to zrobić, i muszę przyznać, że nigdy wprost nie odrzucono mojej prośby; po prostu nie udzielono mi zgody. Znam dość dobrze zawiłości i delikatną naturę prowadzenia badań archeologicznych w Egipcie. Nie jestem zaskoczony tym, że władze nie chcą otworzyć puszki Pandory, i nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Nie znam żadnych wiarygodnych dowodów na to, że ktokolwiek już wchodził do komory, jak twierdzą niektórzy, ale nie mogę też tego wykluczyć. W ostatnich latach coraz większy niepokój budzi podnoszący się poziom wód gruntowych, co jest spowodowane głównie przez szybko rosnącą liczbę mieszkańców w pobliżu Wielkiego Sfinksa. Pod tym pretekstem egipskie władze prowadziły wiercenia w pobliżu Sfinksa, w tym przy jego lewej łapie. Na filmie zamieszczonym w Internecie (Hawass i Lehner 2009) można zobaczyć, jak Egipcjanie wiercą dokładnie pod lewą łapą i zapewniają, że nie ma tam żadnego śladu komory. Sądząc z tego, co widać na filmie, musieli ją po prostu ominąć! Wiercili pod niewłaściwym (zbyt ostrym) kątem, żeby trafić w komorę, którą zlokalizowaliśmy. Również w ostatnich latach zauważyłem, że Egipcjanie zaczęli bardzo powoli odkopywać obszar przed Świątynią Sfinksa. Jeśli będą kontynuować, w pewnym momencie odsłonią klif, który zlokalizowaliśmy 20 lat temu, prowadząc badania geofizyczne, i nie byłbym zaskoczony, gdyby znajdowało się w nim wejście do korytarza pod Świątynią Sfinksa i dalej do komory pod samym Sfinksem. Pracując w Egipcie, nauczyłem się cierpliwości. Jednak bardzo bym się cieszył, gdybym miał okazję asystować przy tych pracach i kontynuować moje badania.

Koniec wersji demonstracyjnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zapomniana cywilizacja 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Romanowowie Królowe przeklęte Kacper Ryx i Król Żebraków Królowie przeklęci. Tom II Turniej cieni Moja piątka z Cambridge