Tajne archiwa FBI

Tajne archiwa FBI

Autorzy: Nicholas Redfern

Wydawnictwo: Amber

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 39.21 zł

W styczniu 2017 o UFO stało się głośno. CIA zaszokowała opinię publiczną: odtajniła nieznane akta dotyczące swoich śledztw m.in. w sprawie UFO! Blisko 13 milionów stron zostało po raz pierwszy opublikowanych w Internecie. Informowały o tym wszystkie media za granicą i w Polsce.
Wydawnictwo AMBER proponuje książkę, która jako jedyna ujawnia całą historię śledztw FBI w sprawie UFO.

Specjalnie do nowego wydania autor napisał w styczniu 2017 przedmowę, komentując najnowsze doniesienia o odtajnieniu przez CIA archiwów UFO.

FBI – Federalne Biuro Śledcze prowadziło tajne monitorowanie UFO przez 50 lat, choć jeszcze w 1972 roku jego dyrektor J. Edgar Hoover zdecydowanie temu zaprzeczał: „Dochodzenie w sprawie niezidentyfikowanych obiektów latających nie wchodzi i nigdy nie wchodziło w zakres kompetencji FBI”.

Redaktor serii

Zbigniew Foniok

Przekład przedmowy do wydania polskiego

Jacek Złotnicki

Redakcja stylistyczna

Agnieszka Weseli

Korekta

Barbara Granops

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© efks/iStock/Thinkstock

Tytuł oryginału

The FBI Files. The FBI’s UFO Top Secrets Exposed

Copyright © Nick Redfern

All rights reserved.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978–83–241–6263-5

Warszawa 2017. Wydanie II

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02–954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Książkę tę pragnę zadedykować „Fantazji”–

za fantazję, jaką obdarza ona wszystko, co żyje

Przedmowa do wydania Polskiego

Pierwsze wydanie książki, którą trzymasz w ręku – Tajne archiwa FBI – ukazało się na początku 1998 roku. Była to w tamym czasie i jest obecnie jedyna publikacja, opisująca całościowo zaangażowanie FBI w badanie przypadków pojawiania się niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO), bliskich spotkań z kosmitami, okaleczeń bydła, wojskowych raportów na temat aktywności UFO oraz dokumentów FBI dotyczących tajemniczych „facetów w czerni”.

Wtedy świat wyglądał całkiem inaczej. Internet dopiero zaczynał raczkować, nie istniało pojęcie „media społecznościowe” i nikomu nawet nie śniło się o Facebooku, Twitterze czy iPhone’ach. Dziś żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości. Za jednym przyciśnięciem guzika możemy połączyć się z kimkolwiek w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej. Stały dostęp do światowej sieci telekomunikacyjnej jest dla nas czymś najzupełniej normalnym. Co więcej, jesteśmy od niego uzależnieni. Za sprawą Internetu zmianie uległy formy rozpowszechniania wiadomości, zakupów towarów i usługi oraz kontaktów z przyjaciółmi i kolegami z pracy. Rozwój nowoczesnych technologii przeobraził też sposób postrzegania i badania zjawisk związanych z UFO.

Na etapie gromadzenia materiałów i pracy nad książką, co miało miejsce w latach 1993-1996, chcąc uzyskać wgląd w zawartość archiwów FBI zgodnie z „Ustawą o swobodnym dostępie do informacji”, musiałem wypełniać wnioski i wysłać je pocztą lotniczą z Wielkiej Brytanii do Stanów Zjednoczonych. Po długich miesiącach, a czasem latach oczekiwania na ich rozpatrzenie, żądane dokumenty docierały do mnie drogą mailową. Dziś wygląda to zupełnie inaczej.

W 2011 roku FBI stworzyło witrynę internetową o nazwie The Vault (Krypta) i jeszcze w tym samym roku znalazły się na niej setki tysięcy stron odtajnionych dokumentów, dotyczących rozmaitych spraw i ludzi, w tym prowadzone przez FBI teczki osobowe Marylin Monroe, Franka Sinatry, Kuby Rozpruwacza, Beatlesów i Adolfa Hitlera.

Wśród materiałów udostępnionych poprzez witrynę The Vault znalazły się wszystkie posiadane przez FBI dokumenty na temat UFO. Zbiór składa się z około 1700 stron, na których opisano pojawienia się UFO i kontakty z kosmitami w latach 1947-1977. Nie zabrakło wśród nich raportów dotyczących słynnego incydentu w Roswell w stanie Nowy Meksyk z lipca 1947 roku, wszystkich wspomnianych wyżej przypadków okaleczeń bydła (z lat 1974–1980) oraz różnorakich informacji o badaczach UFO i zajmujących się tą problematyką organizacjach, takich jak nie istniejący już amerykański Narodowy Komitet Badawczy Zjawisk Powietrznych (NICAP). W połączeniu z dokumentami, zamieszczonymi przeze mnie w Tajnych archiwach FBI, jak choćby akta George’a Adamskiego, George’a Van Tassela, Thrumana Berthruma i Daniela Frya, którzy zgodnie twierdzili, że nawiązali kontakt z humanoidalnymi przybyszami z kosmosu w latach 50. XX wieku, otrzymujemy wyczerpującą wiedzę o zaangażowaniu FBI w badanie zjawisk związanych z UFO wraz z raportami agentów specjalnych odnoszących się do tego zagadnienia. Zapewne z czasem na witrynę The Vault trafią kolejne dokumenty, dotyczące latających spodków i bliskich spotkań z kosmitami, zapewniając nam jeszcze pełniejszy wgląd w fascynujące dociekania FBI dotyczące szeroko rozumianego zjawiska UFO.

Warto wspomnieć o tym, że nie tylko FBI opublikowało zawartość swoich archiwów. Amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) ujawniła setki stron raportów dotyczących UFO, wśród których znalazło się wiele meldunków pilotów samolotów o spotkaniach z tajemniczymi obiektami latającymi. Podobne materiały udostępniła Agencja Wywiadowcza Departamentu Obrony (DIA). Także brytyjskie ministerstwo obrony umieściło większość odtajnionych dokumentów o UFO na witrynie Archiwum Narodowego rządu Jej Królewskiej Mości, które zlokalizowane jest w Kew, tuż pod Londynem.

W styczniu 2017 roku światowe media obiegła wiadomość o odtajnieniu przez CIA ponad 13 milionów stron dokumentów, obejmujących okres od lat 40. do 90. ubiegłego stulecia. Zgodnie z oczekiwaniami, większość dotyczyła zimnowojennych operacji wywiadowczych, kubańskiego przywódcy Fidela Castro i kryzysu rakietowego z 1962 roku, zaangażowania agencji w wynalezienie i stosowanie tak zwanego „niewidzialnego atramentu”, powiązań słynnego parapsychicznego medium Uriego Gellera z CIA, a także projektów wykorzystywania ludzi dysponujących zdolnością postrzegania pozazmysłowego (ESP) do telepatycznego szpiegowania Rosjan. W następnej kolejności przyszedł czas na materiały o UFO.

Już w tym samym miesiącu CIA udostępniła w sieci ponad 800 stron tajnych do niedawna dokumentów dotyczących UFO. Podobnie jak w przypadku materiałów FBI, są wśród nich meldunki pilotów wojskowych, którzy widzieli, a nawet ścigali latające spodki w latach 50. Z akt CIA wynika, że największym zmartwieniem agencji była możliwość wykorzystania fenomenu UFO przez Związek Radziecki do rozpuszczania fałszywych pogłosek o „inwazji kosmitów”, żeby zasiać niepokój w amerykańskim społeczeństwie. W archiwach CIA zachowały się nawet krótkie, frapujące doniesienia o zagadkowym jajowatym obiekcie, który rzekomo rozbił się w boliwijskich górach w maju 1978 roku i podobno został potajemnie przejęty przez władze tego kraju. Mimo drobiazgowego dochodzenia, podjętego w tej sprawie przez CIA, wciąż pozostaje ona spowita mgłą tajemnicy.

Z ilości miejsca poświęconego rewelacjom CIA przez serwisy internetowe światowych agencji prasowych wynika, że tematyka UFO cieszy się wciąż niesłabnącym zainteresowaniem ze strony mediów, tropicieli latających spodków i całej opinii publicznej.

Wiele rządowych, wojskowych i wywiadowczych agencji z całego świata odtajniło posiadane materiały dotyczące UFO i udostępniło je w Internecie dla wszystkich zainteresowanych, wciąż jednak archiwa FBI pozostają najobszerniejszym, najbardziej intrygującym i inspirującym źródłem informacji z tej dziedziny. Jak wkrótce sam się przekonasz, Czytelniku, poczynając od 1947 roku J. Edgar Hoover, legendarny dyrektor FBI, uważnie śledził zjawiska UFO i utworzył w celu ich badania wydzielony zespół agentów specjalnych. Materiały na ich temat były skrupulatnie gromadzone, analizowane i archiwizowane, a obecnie zostały udostępnione dla wszystkich. Całościowo stanowią fascynujący zapis przyczyn i powodów, dla których FBI tak mocno zaangażowało się w badanie zagadki UFO oraz wszelkich jej aspektów, takich jak porywanie ludzi przez Obcych, katastrofy niezidentyfikowanych obiektów latających i pogłoski o martwych istotach pozaziemskich, przetrzymywanych przez wojsko.

Główni bohaterowie niezwykle popularnego serialu telewizyjnego Z Archiwum X, fikcyjni agenci FBI Dana Scully i Fox Mulder, zajmowali się badaniem UFO i zjawisk paranormalnych. Teraz nadszedł czas na dogłębne poznanie prawdziwego świata FBI i UFO oraz, rzecz jasna, prawdziwych odpowiedników Scully i Muldera.

Nick Redfern,

styczeń 2017

W 1972 roku FBI kategorycznie zaprzeczyło, jakoby kiedykolwiek miało coś wspólnego z zagadką UFO.

FBI – Wykaz Terminów

Airtel: wewnętrzna wiadomość FBI o najwyższym priorytecie. Początkowo był to dalekopis przesyłany pocztą lotniczą.

Sprawozdanie wewnętrzne: dokument zawierający dane administracyjne, rozporządzenia i oceny nie pojawiające się ani w listownych memorandach (patrz niżej), ani w raportach. Sprawozdania wewnętrzne nie są rozpowszechniane poza FBI.

List: wiadomość wysłana z kwatery głównej do oddziału terenowego, z oddziału terenowego do kwatery głównej lub z oddziału terenowego do jakiejkolwiek zewnętrznej agencji bądź osoby.

Listowne memorandum: memorandum na papierze listowym.

Memorandum: wiadomość na specjalnym druku FBI, skierowana do prokuratora generalnego i innych urzędników ministerialnych, krążąca między urzędnikami z kwatery głównej lub pracownikami oddziałów terenowych.

Raport: pismo zawierające wyniki dochodzenia, niemal zawsze sporządzane w oddziale terenowym.

Wstęp

W lipcu 1908 roku Charles J. Bonaparte, prokurator generalny w okresie prezydentury Theodore’a Roosevelta, stworzył w ramach Departamentu Sprawiedliwości specjalną jednostkę, która ostatecznie przekształciła się w jedną z najbardziej wpływowych i szanowanych organizacji amerykańskich – Federalne Biuro Śledcze (FBI). Kwatera główna FBI znajduje się w Waszyngtonie, we wszystkich stanach Biuro posiada delegatury lub oddziały terenowe, w których zatrudnia tysiące ludzi, wybranych ze względu na ich bardzo wysokie umiejętności.

FBI ma stać na straży prawa, a zwłaszcza zwalczać takie zjawiska, jak przestępczość zorganizowana, łamanie praw obywatelskich, porwania, napady na banki, działalność obcych kontrwywiadów, przestępczość gospodarcza i urzędnicza oraz handel narkotykami1.

Z wejściem w życie amerykańskiej „Ustawy o swobodnym dostępie do informacji” (Freedom of Information Act – FOIA) FBI zostało zobligowane do udostępnienia opinii publicznej dosłownie setek tysięcy oficjalnych dokumentów, które wcześniej pozostawały utajnione. W archiwach w czytelni kwatery głównej FBI akta poukładano w grupach tematycznych, pod takimi na przykład nagłówkami: „Organizacje Indian amerykańskich”; „Albert Einstein”; „zabójstwo Martina Luthera Kinga”; „Marilyn Monroe”; „Burgess, Philby i Maclean”; „Lee Harvey Oswald”; „Errol Flynn”; „sprawa Chappaquiddick”.

Najbardziej wstrząsający okazał się fakt, że od niemal pół wieku FBI zajmowało się tajnym monitorowaniem jednej z najbardziej poruszających zagadek współczesności – niezidentyfikowanymi obiektami latającymi. Co ciekawe, przed wejściem w życie „Ustawy o swobodnym dostępie do informacji” FBI kategorycznie zaprzeczało, jakoby miało jakikolwiek związek ze sprawą UFO. Na przykład 23 lutego 1972 roku dyrektor FBI, J. Edgar Hoover, tak odpisał na list pewnej dociekliwej obywatelki: „Dochodzenie w sprawie niezidentyfikowanych obiektów latających nie wchodzi i nigdy nie wchodziło w zakres kompetencji FBI”. Podobne oświadczenie złożył rok później następca Hoovera, Clarence M. Kelly. Dziś jest już jasne, że zapewnienia te były fałszywe.

W kolejnych rozdziałach książki opiszę nadzwyczajne przypadki spotkań z UFO, w które FBI angażowało się bezpośrednio od 1947 roku. Brali w nich udział wojskowi i cywilni piloci, operatorzy radarów, policja i osoby publiczne.

Zbadamy wspólnie także liczne relacje z archiwów Biura na temat „rozbitych UFO” i szczątków ciał obcych istot, będących w posiadaniu wojska, nieautoryzowane publikacje ściśle tajnych dokumentów, traktujących o niezidentyfikowanych obiektach latających, skrupulatnie przebadane przez Biuro zeznania ludzi, utrzymujących, że doświadczyli bezpośredniej konfrontacji z pozaziemskimi istotami w latach 50. Przyjrzymy się kwestii powtarzających się wizyt UFO w okolicy elektrowni atomowych i wreszcie przypadkom „zbierania” ziemskiego materiału biologicznego w nieokreślonym celu.

Brzmi to niewiarygodnie? Trzeba jednak pamiętać, że treść tej książki oparta została na systematycznych i dogłębnych badaniach oryginalnej dokumentacji FBI, która przez dziesięciolecia pozostawała utajniona. Nawet pobieżny przegląd faktów sugeruje, że na Ziemi dzieje się coś niezwykłego, a to „coś” ma bezpośredni związek z wizytami przedstawicieli obcych ras na naszej planecie. Pozwólmy jednak przemówić faktom.

Od dawna za początek występowania fenomenu UFO w Stanach Zjednoczonych przyjmuje się datę 24 czerwca 1947 roku, kiedy to pilot Kenneth Arnold zaobserwował dziewięć eliptycznych pojazdów lecących nad Górami Kaskadowymi w stanie Waszyngton. Relacja Arnolda przyciągnęła uwagę mediów i opinii publicznej, choć w rzeczywistości w lecie 1944 roku miało miejsce znacznie więcej spotkań z UFO.

Dokument pod tytułem Analysis of Flying Object Incidents in the US (Analiza incydentów z udziałem obiektów latających w Stanach Zjednoczonych) z 10 grudnia 1948 roku, wydany przez Siły Powietrzne Armii (Army Air Force – AAF) i zaklasyfikowany jako ściśle tajny, potwierdza, że w lecie tegoż roku zaobserwowano pojawienie się wielu niezwykłych pojazdów powietrznych. Na podstawie analizy licznych rzetelnych relacji Siły Powietrzne uznały, że: „Wiele doniesień o niezidentyfikowanych obiektach latających pochodzi od obserwatorów, którzy – ze względu na techniczne wykształcenie oraz doświadczenie zawodowe – nie mogli kierować się bezzasadnym pragnieniem wywołania sensacji. Nie mogliby też uznać jakiegoś znanego zjawiska za nowy typ maszyny latającej”.

Wybrane fragmenty materiałów dowodowych, zestawione przez Siły Powietrzne i włączone do ściśle tajnego raportu, brzmią:

W kwietniu 1947 roku dwaj pracownicy stacji meteorologicznej w Richmond w Wirginii zgłosili, że podczas obserwacji balonów atmosferycznych trzykrotnie widzieli przez teodolit dziwny metaliczny dysk. W jednym przypadku dysk towarzyszył balonowi przez 15 sekund na wysokości 4500 metrów. Obiekt był metalowy, w kształcie elipsy, o płaskim spodzie i zaokrąglonym wierzchołku. Pojawił się poniżej balonu i wydawał się znacznie od niego większy. Poruszał się raczej szybko, ale nie dało się oszacować jego prędkości.

Podczas lotu na wysokości 3000 metrów kursem 300°, 50 kilometrów na północny zachód od Lake Meade w Nevadzie, porucznik AAF zgłosił zaobserwowanie pięciu lub sześciu białych okrągłych obiektów, przemieszczających się w ścisłej formacji z prędkością 460 kilometrów na godzinę. Ten kontakt wzrokowy nastąpił 28 czerwca 1947 roku.

Następnego dnia trzej ludzie, w tym dwaj naukowcy, podróżujący autostradą nr 17 w kierunku White Sands w Nowym Meksyku, gdzie znajduje się baza rakiet V-2, zgłosili, że widzieli duży dysk lub kulę poruszającą się horyzontalnie z dużą prędkością, na wysokości około 3000 metrów. Nie zauważyli, żeby posiadał on jakiekolwiek wystające powierzchnie, jak na przykład skrzydła. Obiekt znajdował się w zasięgu wzroku przez około 60 sekund, zanim zniknął na północnym wschodzie. Relacje wszystkich trzech obserwatorów były zgodne w szczegółach, z tym wyjątkiem, że jeden dostrzegł smugi oparów.

7 lipca 1947 roku pięciu funkcjonariuszy policji z Portland w Oregonie zgłosiło pojawienie się wielu latających dysków nad różnymi rejonami miasta. Wszystkich obserwacji dokonano w ciągu minuty lub dwóch około godziny 13.05.

Tego samego dnia William Rhoads z Phoenix w Arizonie o zachodzie słońca dostrzegł pojazd zataczający kręgi nad jego domem i zrobił mu dwa zdjęcia. Fotografie przedstawiają obiekt o kształcie dysku z okrągłym dziobem i kwadratowym ogonem. Zdjęcia poddano ekspertyzie. Specjaliści orzekli, że są autentyczne, a obrazy nie powstały w wyniku skaz emulsji czy wad obiektywu.

10 lipca 1947 roku niejaki Woodruff, mechanik zatrudniony w liniach lotniczych Pan-American, zauważył okrągły obiekt, mknący z wielką prędkością i zostawiający ślad, który wyglądał jak „wypalony” w formacji chmur. Zjawisko wystąpiło nieopodal Harmon Field w kanadyjskiej Nowej Fundlandii. Dwie inne osoby również widziały ślad, który pozostawał na niebie przez około pół godziny i został nawet sfotografowany przez innego pracownika linii Pan-American2.

Założywszy, że nieznani i być może nawet wrodzy intruzi mogli wedrzeć się na terytorium Stanów Zjednoczonych, władze wojskowe uznały, że należy natychmiast przeprowadzić śledztwo i zbadać materiały dowodowe.

Minęło 50 lat. Dochodzenie wciąż trwa. Dokumentacja odtajniona na mocy „Ustawy o swobodnym dostępie do informacji” ujawniła, jak wielkie było zainteresowanie tematyką UFO ze strony Centralnej Agencji Wywiadowczej (Central Intelligence Agency – CIA), Agencji Wywiadowczej Departamentu Obrony (Defense Intelligence Agency – DIA), Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Agency – NSA), Departamentu Stanu i oczywiście Federalnego Biura Śledczego (Federal Bureau of Investigation – FBI).

Obcy Przybywają

Dwa tygodnie po przygodzie Kennetha Arnolda nad stanem Waszyngton generał brygady George F. Schulgen, szef Wydziału Operacyjnego Wywiadu Korpusu Lotnictwa, spotkał się z agentem specjalnym S.W. Reynoldsem z FBI w celu ustalenia, czy Siły Powietrzne mogą liczyć na wsparcie Biura w śledztwie dotyczącym zagadki UFO.

Odtajnione memoranda FBI dowodzą, że na prośbę J. Edgara Hoovera Biuro od końca czerwca 1947 roku dość powierzchownie badało pewne aspekty sprawy. W tym czasie jednak zainteresowanie Biura nie wynikało wprost z zaangażowania się we wspólną operację gromadzenia informacji.

Generał Schulgen poradził Reynoldsowi, by dołożono wszelkich starań w celu upewnienia się, czy latające dyski istnieją naprawdę. Jeśli istnieją, należy dowiedzieć się o nich wszystkiego.

Schulgen zdradził Reynoldsowi, że pilot Korpusu Lotnictwa, który ostatnio zgłosił zaobserwowanie latającego obiektu w kształcie dysku, starannie przepytany przez naukowców i psychologów, uparcie twierdził, że był świadkiem naprawdę niezwykłego fenomenu. W rezultacie do wszystkich baz Korpusu Lotnictwa trafił rozkaz, by „uzyskać wszelkie możliwe dane, które mogą okazać się pomocne w tym projekcie badawczym”.

Najwyraźniej przez kilka tygodni po spotkaniu Arnolda z UFO 24 czerwca 1947 roku generał Schulgen sądził, że spodki zostały skonstruowane w ZSRR. Zwierzył się nawet agentowi specjalnemu Reynoldsowi, że „pierwsze zgłoszone przypadki obserwacji UFO mogły pochodzić od osób sympatyzujących z komunistami, które pragnęły wywołać histerię i lęk przed tajemniczą bronią”. Z tego właśnie powodu Siły Powietrzne Armii szukały pomocy Biura w wyjaśnieniu fenomenu UFO.

Zapewniwszy Reynoldsa, że może zagwarantować FBI „wszelkie udogodnienia, aż do rozwikłania śledztwa”, generał Schulgen nakreślił plan, w którym Biuro zajmowałoby się wyszukiwaniem i przesłuchiwaniem świadków. Miało się przekonać, czy „mówili prawdę, twierdząc, że widzieli takie dyski, czy też ich oświadczenia powodowane były pragnieniem zyskania rozgłosu lub wynikały z przekonań politycznych”.

Schulgen wyraźnie uświadomił Reynoldsowi jedną rzecz: „Ustalono, że latające dyski nie są rezultatem żadnego eksperymentu wojskowego (ani Wojsk Lądowych, ani Marynarki Wojennej)”. Czy tajemniczymi intruzami rzeczywiście byli obywatele ZSRR, czy też pojazdy pochodziły ze znacznie bardziej niezwykłego miejsca?

24 lipca 1947 roku urzędnik Biura E. G. Fitch wystosował do zastępcy dyrektora Wydziału Wywiadu FBI, D. M. Ladda, dwustronicowe memorandum. Było ono odpowiedzią na niepokoje dyrektora Hoovera – w jednym konkretnym przypadku, na początku lipca, armia odmówiła FBI dostępu do spodka „przechwyconego” w Luizjanie (patrz też rozdział 11).

Pragnąc rozwiązać sprawę, Fitch polecił agentowi specjalnemu Reynoldsowi, aby skontaktował się z generałem Schulgenem i wytłumaczył mu, że Biuro może się zaangażować w badanie problemu UFO tylko pod jednym warunkiem – że będzie traktowane jak równy partner Sił Powietrznych Armii.

Reynolds przekazał Fitchowi następujące słowa: „Generał Schulgen pragnie zadeklarować pełną współpracę w tej sprawie. Oznajmił, że prześle instrukcje do jednostek terenowych i nakaże, by udzielono agentom FBI wszelkich informacji oraz udostępniono dyski do inspekcji”. Przekonamy się później, że zainteresowanie Biura doniesieniami o odnalezionych UFO nie było przelotne…

Schulgen nadal wyrażał przekonanie, że cały problem UFO stanowi efekt działań wywrotowców, choć trudno pogodzić ten pogląd z zeznaniami wojskowego pilota, którego relację Schulgen dobrze znał.

W trakcie dyskusji generał Schulgen poruszył kwestię sposobu, w jaki FBI – oczywiście, jeśli zaangażuje się w śledztwo – będzie udostępniać swoje dane AAF. Agent specjalny Reynolds podsunął, że najlepszym rozwiązaniem będzie wykorzystanie formalnych kanałów. W owym okresie oddziały terenowe Biura pozostawały w bezpośredniej łączności z Wywiadem Wojsk Lądowych i Departamentem Wojny. „Generał Schulgen zasygnalizował, że rad byłby otrzymywać informacje w ten sposób” – przekazał Fitchowi Reynolds. Zapewnienia generała Schulgena widocznie zadowoliły J. Edgara Hoovera, gdyż 30 lipca do oddziałów terenowych FBI na obszarze całych Stanów Zjednoczonych rozesłano biuletyn o następującej treści:

Każdy przypadek pojawienia się latającego dysku należy zbadać w celu ustalenia, czy jest to zjawisko prawdziwe, wyimaginowane, czy też zwykły dowcip. Nie można przy tym zapominać, że ludzie zgłaszający obserwacje latających dysków kierują się różnymi powodami: pragnieniem osobistego rozgłosu, wywołania histerii lub po prostu chęcią zażartowania z władz i współobywateli.

Biuro natychmiast powinno otrzymać dalekopis na temat każdego zgłoszonego przypadku i o wynikach śledztwa. Jeśli zgłoszenie wydaje się być zasadne, do dalekopisu należy dołączyć list ze szczegółowym opisem śledztwa. Siły Powietrzne Armii obiecały FBI pełną współpracę w tej sprawie, ale gdyby nie udzieliły informacji lub nie udostępniły przechwyconych dysków do oględzin, niezwłocznie należy zawiadomić o tym FBI.

Wszelkie informacje niezwłocznie winny zostać podane do wiadomości wojska za pośrednictwem zwykłych kanałów łączności.

Chociaż generał Schulgen zapewnił Biuro, że latające talerze nie są tajną bronią amerykańską, Siły Powietrzne Armii prowadziły badania nad możliwością konstruowania okrągłego samolotu, na co wskazuje notka dołączona do biuletynu z 30 lipca: „Siły Powietrzne powiadomiły nas w zaufaniu, że możliwe jest wypuszczenie trzech lub większej nieparzystej liczby połączonych przewodem dysków z samolotu na dużej wysokości w taki sposób, że te dyski, opadając łukiem na ziemię, uzyskają zawrotną prędkość”.

Wojska nie uważało więc UFO wyłącznie za fantazje wywrotowców – o czym przekonany był generał Schulgen.

Bez względu na wiarygodność teorii, które mnożyły się w owym czasie, latające talerze obserwowano coraz częściej. FBI zasypywane było doniesieniami o niezwykłej aktywności niezidentyfikowanych obiektów. Wiele z tych doniesień przesłało wojsko, sporo miało datę wcześniejszą niż 30 lipca, dzięki czemu Biuro uzyskało znacznie wyraźniejszy obraz sprawy UFO. Raport datowany na 15 lipca 1947 roku, przesłany do Biura do ekspertyzy, stanowi pasjonującą lekturę. Co godne szczególnej uwagi, autor relacji był żołnierzem armii amerykańskiej w służbie czynnej. Jednostronicowy raport, zaklasyfikowany jako poufny, podaje, że świadek (którego nazwisko usunięto z dokumentów Biura) „służył w armii 10 lat i 2 miesiące, z czego 26 miesięcy za granicą… w Korpusie Lotnictwa służył od około 10 miesięcy… 8 lipca 1947 roku, zmierzając ze swojego biura do pralni w bazie, znajdował się na chodniku w pobliżu koszar, gdy zobaczył 5 lub 6 mężczyzn wskazujących na niebo, ale ponieważ przywykł do takich widoków w bazie lotniczej, nie zwrócił na to większej uwagi, aż pewien porucznik i kapitan zatrzymali go, pokazując w tym samym kierunku”. Raport podaje dalej:

Ujrzał trzy obiekty, przesuwające się po niebie w kierunku północno-wschodnim. Dwa z nich zdawały się poruszać szybciej niż zwykły kursowy samolot P-80. Pułap lotu świadek oszacował na 2500–3000 metrów, odległość zaś na 11 do 16 kilometrów. Dwa obiekty na przedzie wyglądały na okrągłe i były bardzo jasnego, szarego koloru, podczas gdy trzeci obiekt wydawał się wirować lub obracać, podążając za dwoma pozostałymi… z tej odległości świadek nie potrafił dojrzeć kształtu trzeciego obiektu. Wydawał się on koziołkować i nie sposób powiedzieć, czy był płaski. Da się o nim powiedzieć tylko tyle, że wykonując obroty, stawał się na zmianę jasny i ciemny. Obiekt znajdował się w zasięgu wzroku przez około cztery sekundy… nie przypominał niczego, co świadek widział do tej pory. Świadek próbował nawet przekonać samego siebie, że było to optyczne złudzenie.

Mimo to pozostaje przekonany, że obserwował obiekty, które nam opisał.

Kapitan William L. Davidson z Korpusu Lotnictwa opisywał świadka w bardzo pozytywnych słowach: „Wydaje się inteligentny i należy do osób powściągliwych. Z początku niechętnie poruszał temat, wahał się, zdając sobie sprawę, że mógłby nie zostać potraktowany poważnie. Jest szczery w tym, co mówi, przyznał też uczciwie, że cała sprawa wprawiła go w zakłopotanie”.

W 1947 roku generał brygady George F. Schulgen z Wywiadu Korpusu Lotnictwa Wojsk Lądowych prosił FBI o pomoc w śledztwie dotyczącym spotkań z UFO.

Dziewięć dni później uwagę Biura zwróciło inne zaskakujące doniesienie dostarczone przez armię. Świadek, Byron B. Savage, był cywilnym pilotem z Oklahoma City, latał od 1929 roku. W rozmowie z wojskowym inspektorem, Kaimanem D. Simonem, Savage wspominał wydarzenia z 23 lipca i gotów był „współpracować w każdy możliwy sposób”:

Savage zeznał, że wraz z żoną właśnie opuścili dom i wsiadali do samochodu na podjeździe… Było między 20.30 a 21.00 – na obiekcie, który dostrzegł, pobłyskiwały światła Oklahoma City. Świadek stwierdził, że obiekt musiał znajdować się jakieś 160° na południe, kiedy zobaczył go po raz pierwszy. Do żony powiedział, że „nadlatuje wielki biały samolot”.

Savage oświadczył, że kiedy obiekt znalazł się pod kątem mniej więcej 45° od miejsca, w którym stał, uprzytomnił sobie, że nie ma do czynienia z typowym samolotem – z początku jego kształt zdawał się eliptyczny, a kiedy podleciał bliżej, okazało się, iż jest doskonale okrągły. Savage podkreślił również, że obiekt przypominał dysk i w żadnym razie nie był kulą, stosunek średnicy do grubości wynosił w przybliżeniu 10 do 1, przy czym w części środkowej pojazd wydawał się najgrubszy, choć nie można tego stwierdzić na pewno. Obiekt znajdował się na wysokości od 3000 do 5500 metrów, nie zostawiał żadnych smug spalinowych. Pojazd był tak duży jak sześć samolotów B-29, lecących na podobnej wysokości. Obiekt przebywał w zasięgu wzroku świadka przez około 15–20 sekund i przemieszczał się z prędkością mniej więcej trzy razy większą niż samolot o napędzie odrzutowym… Później przesłuchiwany świadek oznajmił, że obiekt miał barwę śnieżnej bieli.

W drugiej połowie sierpnia 1947 roku zgłoszono przypadki pojawienia się UFO w pobliżu lotniska Muroc w Kalifornii, a kopie złożonych pod przysięgą oświadczeń świadków przesłano do Biura. Przytaczam fragmenty jednego z nich:

…Wyszedłszy z budynku poczty, udałem się prosto do mojego biura i tuż przed wejściem usłyszałem jeden z naszych lokalnych samolotów regularnych linii. Spojrzawszy w górę, jak czynię zazwyczaj, zobaczyłem samolot i nieco w lewo – dwa srebrzyste obiekty o kształcie kuli lub dysku, poruszające się z prędkością około 500 kilometrów na godzinę (lub nieco mniejszą) na wysokości mniej więcej 2500 metrów, zmierzające kursem około 20° na północ.

Gdy tylko zauważyłem te obiekty, zawołałem [trzy osoby, których nazwiska zostały ocenzurowane przez Biuro], którzy natychmiast przybiegli do mnie. Wskazałem w kierunku obiektów i zadałem im pytanie „Powiedzcie mi, co widzicie?”. Cała trójka, dodając różne komentarze, stwierdziła: „To latające talerze”…

Miałem dość czasu, by odwrócić się kilkakrotnie i spojrzeć ponownie na obiekty. Chciałem upewnić się, iż widok ten nie jest wynikiem przemęczenia wzroku lub jakimś optycznym złudzeniem. Chciałbym podkreślić, że te obiekty nie były samolotami, nie mogły też być balonami meteorologicznymi, gdyż poruszały się pod wiatr. Zresztą prędkość, z jaką mknęły, i horyzontalny kierunek ich lotu przekreślają tę ostatnią możliwość…

Po zaobserwowaniu [tego] fenomenu… pośpiesznie pobiegłem do lokalnej przychodni, żeby ściągnąć personel złożony z oficerów medycznych i potwierdzić wiarygodność zjawiska, ale zanim dotarłem do tylnego wejścia… obiekty, które przemieszczały się z dużą prędkością…

Oświadczenie to złożyłem dobrowolnie, bez żadnego przymusu, gróźb czy obietnic…

Te trzy relacje uświadamiają nam, że w ciągu całego lata 1947 roku zdarzało się wiele wypadków występowania UFO, poświadczonych przez wysoce wiarygodne źródła. Ale są to jedynie dane przesłane FBI przez wojsko w ramach umowy o dzieleniu się informacjami. Czego o spotkaniach z UFO dowiedziało się samo FBI?

W lipcu 1947 roku Biuro uświadomiło sobie pewien problem – większość czasu jego urzędnicy poświęcali (a) odpisywaniu na listy od obywateli, (b) tropieniu spraw, które okazywały się zwykłymi żartami oraz (c) badaniu spraw, które, zgłoszone przez niefachowych obserwatorów, mogły w rzeczywistości nie mieć żadnego znaczenia.

Niektórzy pracownicy Biura przekonani byli, iż latające talerze to ściśle tajny projekt rządu amerykańskiego. W pewnych kręgach uważano, że FBI powinno jak najszybciej zrezygnować z udziału w dochodzeniu. Stawało się jasne, że początkowe plany zaczynają się komplikować.

Sytuację, w jakiej znalazło się FBI, doskonale ilustruje poniższy przykład. 11 lipca Biuro zajęło się „odnalezionym na ziemi UFO”, które okazało się niczym więcej jak zwykłym talerzem o średnicy niespełna 80 centymetrów z zamontowaną plastikową kopułką, otoczoną kilkoma „sworzniami”. Innymi słowy, cała sprawa okazała się kompletną bzdurą.

Podobnie 13 lipca do Biura dotarł list od mieszkańca Los Angeles, który próbował wyłudzić dotację w wysokości 10 000 dolarów na „kontynuowanie gromadzenia danych dotyczących dysków, póki jest jeszcze na to czas”!

W sierpniu w łonie FBI odezwały się głosy, że należałoby albo wycofać się ze sprawy UFO, albo podjąć aktywne działania, zamiast ograniczać się do pomagania wojsku. Te nastroje dobrze ilustruje wewnętrzne memorandum do D. M. Ladda.

Istnieją obawy, że sytuacja zaczyna przypominać zaistniałą podczas minionej wojny, kiedy to Biuro zajmowało się doniesieniami o pojawieniu się japońskich balonów. Pamiętamy, że gdy tylko zaczęły napływać te skargi, Biuro w ramach współpracy z armią przeprowadziło dokładne śledztwo i zlokalizowało balony, po czym armia oznajmiła, że jest to sprzęt wojskowy i przejęła sprawę. Niedługo w prasie pojawiły się wzmianki o tym, że armia wykonała wspaniałą robotę, tropiąc japońskie balony. Z uzyskanych dotychczas informacji wynika, że te dyski również należy traktować jako sprzęt wojskowy. Biuro nie jest w stanie określić, jakie eksperymenty przeprowadzają Wojska Lądowe i Marynarka Wojenna, i nie wiemy, czy dyski stanowią element takich prób. Nie potrafimy też ustalić, czy Rosjanie przeprowadzają podobne eksperymenty…

Pojawiły się także opinie, że „Biuro jest jedynie chłopcem na posyłki wojska i marnuje czas swoich pracowników, by uporać się ze skargami na latające dyski”.

Na szczęście, jak zauważył generał George F. Schulgen, w sierpniu wszechobecna histeria wywołana przez zagadkę UFO nieco się zmniejszyła, a do oddziałów terenowych Biura zaczęły napływać coraz bardziej rzetelne raporty.

7 sierpnia z delegatury FBI w Filadelfii wysłano do Hoovera pilny dalekopis:

Obiekty latające zauważone nad Filadelfią 6 sierpnia 1947 roku. Sabotaż. „Filadelfia Inquirer” z 7 sierpnia 1947 roku zawierał artykuł dotyczący obiektów latających… biuro przesłuchało ludzi, którzy widzieli takie obiekty. Uzyskano następujące informacje. O 10.45 6 sierpnia… niebiesko-biały lśniący obiekt pojawił się na wysokości około 300 metrów nad Filadelfią. Przemieszczał się z północnego wschodu na południowy wschód. Za obiektem ciągnęła się smuga dymu, która pozostawała na niebie przez około dwie sekundy. Zjawisku towarzyszył syczący lub brzęczący dźwięk. Świadkowie to osoby rozsądne i wiarygodne, wśród nich były pilot korpusu lotnictwa wojsk lądowych, który uważa, że wzmiankowany obiekt nie może być samolotem odrzutowym, ponieważ dźwięk towarzyszący zjawisku nie był tak głośny jak dźwięk odrzutowca. Prędkość obiektu oszacował na 650 kilometrów na godzinę. Na prośbę delegatury w Filadelfii wywiady wojsk lądowych i marynarki wojennej rozpoczęły śledztwo w celu ustalenia, czy wojska lądowe lub marynarka wojenna przeprowadzają eksperymenty z nowymi rodzajami samolotów w pobliżu Filadelfii. O wynikach zawiadomią delegaturę w Filadelfii w ciągu kilku dni.

FBI otrzymało wreszcie rzetelne doniesienie, pochodzące od „rozsądnych i wiarygodnych” świadków, wśród których był dawny pilot Korpusu Lotnictwa Wojsk Lądowych, a delegatura Biura w Filadelfii miała otrzymać pomoc ze strony wojsk lądowych i Marynarki Wojennej, gdyż wszystkie trzy strony pragnęły określić naturę tajemniczego obiektu, widzianego nad Filadelfią.

Sprawa pozostała jednak nierozwiązana, a Biuro musiało zająć się czym innym. Tydzień po pojawieniu się UFO nad Filadelfią oddział terenowy w Seattle trafił na coś ciekawego.

…L. R. Brummett oraz Sidney Decker, z Redmond w stanie Waszyngton, około godziny 9.00 13 sierpnia 1947 roku zauważyli dwa dyski. Podczas przesłuchania Decker oświadczył, że gdy stał obok budynku poczty w Redmond, dostrzegł dwa bardzo jasne obiekty, mknące z wielką prędkością. Decker opisał obiekty jako pozbawione skrzydeł, ogona, zwężone z obu stron. Dodał, że przypominały wielkie cysterny i poruszały się bezgłośnie.

W szczegółowym dwustronicowym raporcie oddział FBI w Seattle powiadomił Waszyngton, że oba obiekty były „bardzo jasne” i przemieszczały się w kierunku północnym. W ciągu 8 sekund, kiedy UFO znajdowały się w zasięgu wzroku, Decker zaobserwował, że poruszały się one znacznie szybciej niż zwyczajne samoloty, Brummett oszacował ich prędkość na co najmniej trzykrotnie większą niż konwencjonalnych maszyn latających.

Na szczęście Brummett i Decker zdołali zaalarmować jeszcze jedną osobę – panią Mamie English: „Pani English powiedziała, że gdy Brummett zwrócił jej uwagę na obiekty, zerknęła w niebo i ujrzała na nim dwie srebrne kule pędzące z wielką szybkością”.

Po raz kolejny nie udało się zidentyfikować zjawiska, lecz, jak to ujęło Biuro w swoim raporcie, nie ma wątpliwości, że troje świadków opisało spotkanie z zaawansowanymi technicznie pojazdami nieznanego pochodzenia i o nieznanych zamiarach. Dobę później zaobserwowanie niezwykłego latającego statku nad Idaho zaalarmowało agentów w Butte, którzy przesłali do Waszyngtonu dalekopis:

Do dyrektora FBI. Pilne. Dnia dzisiejszego niejaki [ocenzurowane] z Twin Falls w Idaho poinformował lokalną gazetę, że o godzinie 13.00 w środę 13 sierpnia wraz z dwoma synami, Billiem, lat 10, oraz Keithem, lat 8, 15 kilometrów na północny zachód od Twin Falls widział pewien obiekt przypominający latający dysk. [Ocenzurowane] oświadczył, że obiekt ten przemieszczał się wzdłuż rzeki Salmon z ogromną prędkością, którą oszacował na ponad 1500 kilometrów na godzinę. [Ocenzurowane] i jego synowie opisali obiekt jako długi na 6 metrów, szeroki na 3 i na tyleż wysoki, o jasnoniebieskiej barwie. Z jego boków wydobywały się płomienie. W chwili gdy [ocenzurowane] i jego synowie ujrzeli obiekt, rozległ się głośny świst, trwający do czasu, aż obiekt zniknął z widoku. Obecnie prowadzone są przesłuchania [ocenzurowane] i jego synów stosownie do zaleceń „Biuletynu biurowego” nr 42, podrozdział B, datowanego na 30 lipca 1947 roku. Biuro natychmiast otrzyma pełne dane o postępach w śledztwie. Bannister. Koniec.

W tym samym tygodniu Biuro badało plotkę, rozpowszechnioną przez media w Los Angeles, która głosiła, że radzieccy szpiedzy wypełniali w Stanach Zjednoczonych misję „rozwiązania zagadki latających dysków”.

W memorandum do zastępcy dyrektora FBI, Edwarda A. Tamma, D. M. Ladd z Wydziału Wywiadu FBI napisał:

14 sierpnia 1947 roku dyrektor powiadomił nas, że w nagłówkach gazet w Los Angeles pojawiły się informacje na temat agentów radzieckiego wywiadu, którzy mają badać fakty dotyczące latających spodków. Autor artykułu sugerował, jakoby agenci radzieckiego wywiadu dostali rozkaz rozwiązania kwestii latających dysków, ponieważ w opinii Rosjan dyski są jakimś nowym rodzajem broni wymyślonej przez amerykańskich wojskowych. Artykuł wspominał, że podczas ostatniej wojny kawałki cienkiej, metalowej folii rozrzucano w powietrzu w celu zmylenia radarów wroga, aluminiowe dyski zaś mogą stanowić kolejny etap rozwoju tego rozwiązania. Dyrektor prosi o odpowiedź, czy Biuro posiada jakąkolwiek wiedzę na ten temat.

Ladd powiadomił Tamma, że nigdy nie dotarły do niego żadne doniesienia, jakoby radzieccy agenci zostali wysłani do Stanów Zjednoczonych w celu spełnienia takiej misji. Wojska Lądowe, Marynarka Wojenna i Wywiad Korpusu Lotnictwa także nie potwierdziły tych informacji. Ponadto Ladd oznajmił: „Zgodnie z instrukcjami dyrektora powiadomiłem pana Nicholsa, że ponieważ FBI zaangażowało się w tę sprawę, w razie rozpoczęcia śledztwa wszystkiemu należałoby zaprzeczyć”.

18 sierpnia wydano kolejne memorandum, które przypisywało autorstwo plotek jakiejś „federalnej agencji śledczej” – nie podając jednak konkretów.

Wówczas nie rozstrzygnięto niczego, wiemy jednak, że radzieccy agenci rzeczywiście przebywali w Stanach Zjednoczonych – przeważnie w Nowym Meksyku – latem 1947 roku, wysłani tam przez radzieckiego przywódcę Józefa Stalina. Potwierdza to dziś Walerij Burdakow z Moskiewskiego Instytutu Lotnictwa. Co ważniejsze, Burdakow przyznaje, iż radzieckie badania przeprowadzone w owym czasie wykazały, że spodki nie zostały stworzone w Ameryce Północnej ani w żadnym innym państwie na Ziemi1.

W latach 40. naszego stulecia ani Hoover, ani żaden inny funkcjonariusz Biura nie miał o tym pojęcia. Jeśli Rosjanie węszą wokół całej sprawy, spodki musiały powstać w Stanach Zjednoczonych – uważano. Agent specjalny S. W. Reynolds z sekcji łączności miał zasięgnąć dalszych informacji u Sił Powietrznych.

19 sierpnia agent Reynolds spotkał się z pewnym pułkownikiem (którego nazwiemy tutaj „X”, ponieważ jego tożsamość nawet dziś pozostaje utajniona) z Wywiadu Sił Powietrznych (Air Force Intelligence – AFI). Podczas spotkania poważnie i otwarcie omawiali kwestię „sekretnej broni”, poruszając możliwe konsekwencje odsłonięcia przez Biuro szczegółów ściśle tajnego programu badawczego, który prawdopodobnie miał wielkie znaczenie dla bezpieczeństwa całego zachodniego świata. W następstwie tej dyskusji powstało ciekawe memorandum, zatytułowane „Latające dyski”. Prezentujemy niektóre jego fragmenty.

Podczas dyskusji z pułkownikiem X z Wywiadu Sił Powietrznych na temat wymienionego wyżej zjawiska, agent specjalny S. W. Reynolds z sekcji łączności wyraził przypuszczenie, że latające dyski mogą być częścią ściśle tajnego eksperymentu wojsk lądowych lub Marynarki Wojennej. Pan Reynolds z wielkim zdziwieniem przyjął słowa pułkownika X, który nie tylko stwierdził, iż rzeczywiście taka możliwość istnieje, ale również uznał ją za prawdopodobną. Pułkownik X podkreślił, że pan [ocenzurowane], który jest naukowcem pracującym w Wywiadzie Sił Powietrznych, jest tego samego zdania.

Pułkownik X oświadczył, że opiera swoje założenia na solidnych przesłankach. Przypomniał, że kiedy zgłoszono pojawienie się obiektów latających nad Szwecją, wysoko postawieni urzędnicy Departamentu Wojny wywierali silne naciski na Wywiad Sił Powietrznych, aby za wszelką ceną przeprowadzono badania, zebrano informacje i zidentyfikowano te zjawiska. Pułkownik X stwierdził, że w Stanach Zjednoczonych zanotowano mnóstwo przypadków pojawienia się nieznanych obiektów, jednak wysocy urzędnicy w ogóle się nimi nie zajmują. Uważa więc, iż tak dużo wiedzą już o tych obiektach, że przestały być one dla nich interesujące. Pułkownik X podkreślił również, że wspomniane obiekty widziało wielu tak zwanych wyszkolonych obserwatorów, takich jak piloci. Zaznaczył przy tym, że w liczbie świadków znaleźli się szanowani obywatele. Na koniec stwierdził, że świadkowie rzeczywiście coś zaobserwowali, tak więc i rząd musi posiadać pewne informacje o zauważonych przez nich obiektach.

W rozmowie z pułkownikiem agent specjalny Reynolds zaznaczył, że jeśli UFO rzeczywiście stanowi ściśle tajny projekt wojska amerykańskiego, to Biuro bezsensownie „wydaje pieniądze i traci cenny czas na prowadzenie śledztwa w tej sprawie”.

W sierpniu 1947 roku pewne osoby w FBI podejrzewały, że UFO to tajny amerykański projekt wojskowy.

Koniec wersji demonstracyjnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Krew bogów Tajne archiwa FBI 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI