Bundesliga. Niezwykła opowieść o niemieckim futbolu

Bundesliga. Niezwykła opowieść o niemieckim futbolu

Autorzy: Ronald Reng

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 416

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 26.18 zł

To nie naszpikowana datami, nazwiskami i pustymi liczbami historia niemieckich rozgrywek piłkarskich. Ta opowieść sięga znacznie głębiej – do samego wnętrza ligi. I pokazuje ją oczami człowieka związanego z nią od momentu jej założenia.

Heinz Höher – jako piłkarz, szkoleniowiec, dyrektor sportowy i trener młodzieży – poświęcił Bundeslidze całe życie. Ceniony dziennikarz Ronald Reng napisał na podstawie jego wspomnień pełną anegdot książkę, świetnie ukazując zmiany zachodzące w niemieckim futbolu.

Od rozgrywek targanych aferą korupcyjną po ligę bijącą rekordy frekwencji. Od trenerów wybierających kandydatów do gry na podstawie tego, jak daleko kopną piłkę, po ekspertów analizujących każdy szczegół. Od piłkarzy dorabiających w kopalniach, hutach i browarach po najlepiej opłacanych zawodników świata…

To żywa, pełna niezwykłych ludzkich historii opowieść. Lektura daleko wykraczająca poza sport. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów piłki prosto zza naszej zachodniej granicy!

Literatura faktu i powieść przygodowa. Dramat i komedia. Sensacja i proza życia. Meidericher SV i RB Lipsk. W tej pełnej skrajności książce poznacie fascynującą historię człowieka – piłkarza, trenera, wychowawcy i kibica, na którego oczach Bundesliga rodziła się, rozwijała i budowała swą potęgę.

Tomasz Urban, „Piłka Nożna”

Wielka Bundesliga to małe historie prostych ludzi. Ronald Reng opowieść o rozgrywkach, które kojarzą się z profesjonalizmem, pełnymi trybunami i milionami euro, poprowadził w mistrzowski sposób – przez morze alkoholu, korupcji i prywatnych układów, które miały większy wpływ na futbol niż to, co działo się na boisku. Reng na ojczyznę piłkarskiej Bundesrodziny wybrał tereny górnicze, gdzie futbol był religią. Autor nie sprowadził go na ziemię, ale dokopał się nawet głębiej. Przypomniał, że obecne kosmiczne sukcesy narodziły się z codziennych problemów, a piłka zanim stała się biznesem, była pasją.

Michał Kołodziejczyk, Red. nacz. WP SportoweFakty

Znakomicie napisana opowieść pokazująca, jak długą drogę musiała przebyć liga niemiecka, zanim stała się ulubioną rozrywką fanów futbolu na całym świecie. Heinz Höher, były piłkarz i trener, zabiera nas w fascynującą podróż, w czasie której śledzimy ewolucję Bundesligi i niemieckiego społeczeństwa.

Michał Trela, „Przegląd Sportowy”

Spieltag to po polsku kolejka. Spieltag w Niemczech ma jednak w sobie coś z magii, której symbolem była kiedyś sobota, gdy o 15:30 rozgrywano wszystkie spotkania. Bundesliga przez ponad pół wieku mocno się zmieniła i Ronald Reng w towarzystwie Heinza Höhera wędruje przez tę historię, odkrywając jej ludzki wymiar. Efekt jego podróży jest pasjonujący.

Roman Kołtoń, Polsat Sport

Doskonałe pióro i wielką wrażliwość Ronalda Renga polski czytelnik miał okazję poznać, czytając książkę „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk”. Teraz ma okazję poznać niesamowitą wręcz wnikliwość dziennikarską, dbałość o szczegóły, a także fantastyczne poczucie humoru. Historia Bundesligi opowiedziana z perspektywy Heinza Höhera jest nie tylko całkowicie odmienna od wersji oficjalnej, ale i znacznie bardziej zajmująca. 

Piotr Żelazny, „Rzeczpospolita” i „Magazyn Kopalnia”

– Tak, słucham, przy telefonie Höher.

– Dzień dobry. Z tej strony Ronald Reng. Próbował się pan do mnie dodzwonić.

– Panie Reng, dziękuję, że pan oddzwonił. Muszę się z panem spotkać.

– Ale o co chodzi?

– Nie mogę tego wyjaśnić przez telefon.

– No dobrze.

– Pan wie, kim ja jestem?

– Tak szczerze to nie do końca…

– Nazywam się Heinz Höher.

– Aha. Oczywiście, że wiem. Jest pan byłym trenerem VfL Bochum oraz 1. FC Nürnberg.

– Przepraszam, może powinienem się na początku odpowiednio przedstawić.

– Nic się nie stało. Jak pan zapewne wie, mieszkam w Barcelonie, zatem z Norymbergi ma pan nie po drodze. Od czasu do czasu przyjeżdżam do Niemiec, więc może wówczas się odezwę?

– No nie wiem…

– Myślę, że tak byłoby najrozsądniej.

– Na pewno najrozsądniej.

Godzinę później.

– Słucham?

– Panie Reng, z tej strony Höher.

– Tak, panie Höher?

– Panie Reng, właśnie zabukowałem lot do Barcelony. Będę w ten czwartek.

– W ten czwartek!

– Zostanę do wtorku.

– Do wtorku!

– Proszę, niech poświęci mi pan kilka godzin swojego czasu. Chcę panu coś opowiedzieć. Muszę panu coś opowiedzieć.

15 lutego 1976 roku

Gołoledź w polu karnym

Około 22:00 Heinz Höher mówi swojej żonie – która przyzwyczaiła się do tego, że mąż nieczęsto wyjaśnia jej, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej – że na chwilę wychodzi. W Bochum temperatura oscyluje wokół zera. Śnieg i resztki lodu, które służby porządkowe zwalczały za dnia za pomocą 180 ton piasku i soli, powoli zaczynają zamarzać. Minionej nocy 65 kierowców uległo wypadkom. Na Dorstener Straße 18-latek wjechał autem niczym na sankach wprost w latarnię, w Stiepel 20-latek wleciał jak wystrzelony z katapulty wprost na ścianę garażu.

Heinz Höher otwiera drzwi swojego srebrnego mercedesa, model 190. Choć ceremonia zamknięcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Innsbrucku dawno już się zakończyła, w niektórych oknach sąsiednich mieszkań widać poświatę bijącą od włączonych telewizorów. Tego dnia austriacki skoczek narciarski zdobył jeden z ostatnich złotych medali. Höher oglądał konkurs, nie był jednak w stanie zapamiętać nazwiska zwycięzcy.

Warunki na drodze były niekorzystne, ale już po kwadransie dotarł do stadionu znajdującego się na Castroper Straße. Heinz kieruje pojazdem według własnych zasad. Jego największą ambicją jest, by nigdy nie stać na początku kolejki na czerwonym świetle. Nie chodzi o szybką jazdę, ale raczej o to, aby dzięki wymyślonym przez siebie zadaniom zabijać czas w trakcie prowadzenia wozu. Pewnego razu postanowił jechać autostradą z prędkością 150 kilometrów na godzinę. Nie chodziło o średnią, ale o stałą prędkość na 440-kilometrowej trasie z Fürth do Bochum.

Jego pomocnicy punktualnie pojawiają się przy otulonym ciemnością stadionie – są to August Liese oraz Erwin Höffken, prezesi klubu VfL Bochum, którzy są odpowiedzialni za wszystko, ich zadania rozpoczynają się bowiem na zakontraktowaniu nowego napastnika, a kończą na zakupie skrzynki piwa. Nie potrzebują światła, ponieważ śnieg zalegający na płycie boiska rozjaśnia ciemność nocy. Za dwa dni o 19:30 VfL rozegra tu mecz Bundesligi z Schalke 04. Heinz Höher już od czterech sezonów trenuje drużynę z Bochum. Swoich piłkarzy przygotował na ten pojedynek najlepiej, jak potrafił, a teraz sprawi, że spotkanie zostanie odwołane.

Liese i Höffken wiedzą, gdzie Rickenberg, stary pracownik obsługi stadionu, trzyma wiadra. Pod prysznicem napełniają je wodą. Jest tylko jedno pomieszczenie z natryskami, przez co piłkarze obydwu drużyn myją się po meczu wspólnie – zarówno zwycięzcy, jak i przegrani, ci, którzy kopali po nogach, i ci, których kopano. Czy gdzieś w Bundeslidze jest podobnie? Czy w 1976 roku taka sytuacja zdarza się chociażby w lidze regionalnej?

We trzech taszczą wiadra na boisko. Od chłodnego powietrza czują mrowienie w palcach. Heinz Höher jest przekonany, że metalowy uchwyt przymarzł mu do dłoni. Temperatura musiała spaść poniżej zera.

Zaczynają od pola karnego po prawej. Heinz Höher ma dokładny plan. Pomyślał, że skują boisko lodem, lecz właśnie sobie uświadomił, jak trudno będzie to zrobić. Po wylaniu jednego wiadra tworzy się tylko mała kałuża. Ile wiader potrzeba na całe boisko? Dziesiątek tysięcy? Setek tysięcy? Bezgłośnie biegają 150 metrów w tę i z powrotem, od boiska do szatni – z jednym wiadrem, aby zrobić jedną kałużę. Na szczęście przynajmniej woda szybko zamarza na śniegu.

Obydwa pola karne zostają zalane wodą dopiero po północy. To musi wystarczyć.

Następnego dnia automatyczna sekretarka siedziby klubu VfL Bochum w dalszym ciągu przekazuje informację: „Mecz Bundesligi pomiędzy VfL Bochum i Schalke 04 odbędzie się we wtorek 17 lutego o 19:30. Bilety na sektor stojący są dostępne w kasach biletowych. Koniec komunikatu. Dziękuję za państwa telefon”.

Szacuje się, że na mecz przyjdzie 20 tysięcy widzów. Franz Borner, dziennikarz gazety „Ruhr Nachrichten”, pisze: „Piłkarze VfL w meczach przeciwko Schalke potrafili niejednokrotnie grać lepiej, niż potrafią. Niech moje życzenie stanie się więc rozkazem: drogie VfL, zagraj lepiej, niż potrafisz i zagraj lepiej niż Schalke!”. Skąd wziął się entuzjazm u Bornera, który już od miesięcy wnerwiał Höhera swoimi docinkami?

W mieszkaniu rodziny Höherów, znajdującym się na Kaulbachstraße 26, zadzwonił szary telefon. Od niedawna można mieć również kolorowe telefony, za nie jednak poczta niemiecka każe sobie dodatkowo płacić (1,10 marki miesięcznie). W południe na stadionie spotyka się komisja miasta Bochum, aby sprawdzić, czy boisko nadaje się do gry.

Do Nadrenii Północnej-Westfalii w dalszym ciągu napływa zimne alpejskie powietrze, któremu towarzyszyć będą śnieg i deszcz ze śniegiem oraz temperatury do -5 stopni. Większość wtorkowych i środowych meczów powinna się odbyć.

– Nie bój się – mówi Liese – gołoledź w polu karnym się utrzyma, a komisja jest w rękach Ottokara.

Heinz Höher odpowiada, że się nie boi.

Ottokar Wüst, prezes VfL, siedział wraz z nimi przy stole, gdy Heinz Höher podczas niedzielnego obiadu w restauracji Mense wpadł na pomysł: a co, jeśli sprawimy, że mecz się nie odbędzie?

Bez zgody prezesa nie odważyłby się sam podjąć decyzji. Heinzowi Höherowi od najmłodszych lat wpajano wiarę w autorytety. Nie pozwalał, aby ktokolwiek powiedział złe słowo na kanclerza Konrada Adenauera, mimo że nie wiedział, jak ten kieruje państwem. W trakcie pracy na stanowisku trenera jego najważniejszym partnerem do rozmów stał się prezes klubu, który był też jego pomocnikiem i obrońcą. Ottokar Wüst, mężczyzna o srebrnych – ale nie siwych – włosach, zawsze w garniturze i pod krawatem, był właścicielem sklepu z męską odzieżą na Brückstraße. Podczas ważnych spotkań zawsze pozwalał innym mówić, prosił o głosowanie, ale na koniec i tak postępował, jak chciał.

Trzy minuty na pieszo od stadionu, w restauracji Mense na Castroper Straße, Wüst zapytał Höhera, co kryje się za jego słowami. We czterech, wraz z Liesem i Höffkenem, omówili sytuację. Wüst miał mocny kręgosłup moralny, co zaś najciekawsze, pracownicy klubu i piłkarze podziwiali jego namaszczony język. Stoły w restauracji były z litego drewna, nie kładziono na nie obrusów, a w niedzielę o poranku sprzedawano tam piwo.

Ze względów sportowych rozegranie tego spotkania miałoby sens. Na murawie pokrytej śniegiem gra się trudno, co sprzyjałoby walecznej grze pragnących zwycięstwa piłkarzy z Bochum. Ich ekipa była w tabeli czwarta od końca i miała tylko punkt przewagi nad strefą spadkową. Ale nawet trener dostrzegł wielką szansę, jaka wiązała się z przesunięciem terminu meczu. Za trzy tygodnie, 7 marca 1976 roku, miała rozpocząć się czteromiesięczna przebudowa stadionu przy Castroper Straße, a VfL musiałoby wówczas wszystkie pozostałe starcia w roli gospodarza rozegrać na obcym terenie. Pojedynek z Schalke mógłby więc zostać rozegrany wiosną i przeniesiony na obiekt w Dortmundzie. Westfalenstadion mógł pomieścić 54 tysiące widzów, podczas gdy w warunkach syberyjskich na stary stadion przyszłoby 20 tysięcy kibiców.

W Dortmundzie można zarobić 400 tysięcy marek, a może nawet i pół miliona.

Rekordowy przychód z biletów na stadionie przy Castroper Straße, ze starcia z Bayernem Monachium, wynosił 150 tysięcy marek netto. Podobnie jak wszystkie kluby Bundesligi, VfL żyło z wpływów biletowych, no bo niby skąd jeszcze miały pochodzić pieniądze?

Trenera nie powinno to interesować. Trener powinien skupiać się na swoim zadaniu, Heinz Höher miał jednak przed oczami liczby. Budząc się w niedzielę rano, spoglądał przez okno i gdy widział deszcz, przez głowę przelatywała mu myśl: Cholera, trzy tysiące kibiców mniej, czyli 18 tysięcy marek. Klub pokroju VfL mógł odczuć stratę takich pieniędzy. Trener klubu pokroju VfL odczuwał to bez przerwy. Całoroczny budżet Bochum wynosił trzy i pół miliona marek, a zarząd musiał podejmować nadzwyczajne działania, aby wystarczyło na wszystko: na przykład opłaty za hotel prawie nigdy nie były regulowane na czas, a niekiedy w ogóle.

Pół miliona, pomyślał Höher. Pół miliona w jednym meczu. Niesamowite.

W poniedziałek 16 lutego 1976 roku około 12:00 Heinz Höher wkłada niebieskie spodnie dzwony oraz wybrany przez żonę niebieski płaszcz w wojskowym stylu. Kiedyś nie miał problemów z wychodzeniem na zakupy, lecz od pewnego czasu próby zaciągnięcia go przez żonę do sklepu kwitował panicznym okrzykiem: „Przecież wszystko mam!”. Wydawało jej się, że to wina stresującej pracy trenera. Jej znajomi powiedzieli jednak, że z wiekiem staje się to u mężczyzn normalne.

Jak na trenera jest młodzikiem – ma 38 lat. Nawet specjalnie się nie starając, na swój dziwny sposób wygląda dobrze. Zapewne dzięki spojrzeniu zza krzaczastych blond brwi. Heinz wiąże szalik na szyi i w rozpiętym płaszczu wyrusza na obchód stadionu z komisją. Mecz powinien zostać odwołany. Mimo wzrastającej temperatury lód nie mógł się tak szybko rozpuścić. Co się stanie, jeśli uznają za podejrzane, że zamarzło tylko pole karne?

Przez 37 lat tylko cztery osoby wiedziały o tym sabotażu na stadionie. Erwin Höffken zabrał sekret do grobu, zmarli też August Liese oraz Ottokar Wüst, a Heinz Höher w listopadzie 2011 roku uznał, że te wspomnienia powinny przeżyć. Powiedział żonie, że wyrusza do Barcelony. Zarówno jego dzieci, jak i żona Dora dziwiły się, czego tam szuka. Ona też nic o tym nie wiedziała.

Ma 73 lata. Nosi plecak Adidasa w neonowym odcieniu żółci z lat 80. W środku ma plik dokumentów, poświęcone jego grze w MSV Duisburg wycinki prasowe sprzed 50 lat, notatki dotyczące Juriego Judta, z którego sam zrobił profesjonalnego piłkarza, trenując go od najmłodszych lat, listy z banków mówiące o wielomilionowych długach, internetowe wpisy o alkoholizmie – jego piłkarskie życie spakowane w jeden plecak. Odczuwa dziwne pragnienie mówienia o wszystkim, a jako partnera do rozmów wybiera pisarza z Barcelony, którego nie widział nigdy na oczy. Ale wydaje mu się bliski, ponieważ przeczytał jego książki. Heinz Höher łatwiej odnajdywał siebie samego, czytając książki; wtedy rozumiał sam siebie lepiej niż podczas rozmowy. Łatwiej jest mu pisać, niż mówić.

W ten sposób, chwilę po pierwszym wspólnie spędzonym wieczorze w Barcelonie, zaczynamy rozmawiać poprzez listy. W tym samym czasie pojawiają się zapowiedzi książek z okazji 50-lecia Bundesligi – z niesamowitymi anegdotami, niezapomnianymi meczami, największymi gwiazdami. Z każdym listem od Höhera zarysowuje się większa rozbieżność pomiędzy przeżyciami bohatera, który przeżył półwiecze w najwyższej klasie rozgrywek piłkarskich w Niemczech, a wycinkami znajdującymi się w kronikach, które chciano by uważać za reprezentatywne. Czy o historii Bundesligi nie dowiemy się najwięcej, jeśli skupimy się na przeżyciach pojedynczej osoby, zamiast podsumowywać bramki, zliczać punkty w tabeli czy opisywać zawodników?

Heinz Höher to niespełniona nadzieja trenera reprezentacji Niemiec Seppa Herbergera. Skrzydłowy Höher znany był doskonale zarówno z celnych podań, jak i z elegancji na boisku. To jedyny szkoleniowiec, dla którego prezes wolał wyrzucić z klubu połowę kadry niż trenera – zdarzyło się to w 1984 roku, gdy drużyna 1. FC Nürnberg wszczęła bunt przeciwko trenerowi. Höherowi zdarzyło się po przedawkowaniu leków stracić przytomność na boisku i napisać książkę dla dzieci. Gdy pewnego dnia spotkał go nieodzowny los trenera i nagle został bezrobotny, dorabiał sobie dzięki grze w skata. Ludzie, którzy spotkali go na swojej drodze, mówią, że trudno im było zrozumieć jego pomysły, że Heini Höher myślami przebywał w swoim świecie. Uważali, że to dziwak. Ja mam wrażenie, że jest bardzo inteligentny.

W ciągu 50 lat przygody z Bundesligą przeżył niepowtarzalne chwile (oraz wyczyniał niesamowite rzeczy – wystarczy pomyśleć o sytuacji w Bochum). Dzięki Heinzowi Höherowi mogłem przynajmniej zrozumieć, jaka była Bundesliga w poszczególnych epokach, jak zmieniała się piłka nożna i jak potrafiła ona zmienić pojedynczego człowieka.

W poniedziałek 16 lutego 1976 roku najwyraźniej głupia czapa śnieżna dalej pokrywała murawę na stadionie przy Castroper Straße. Na śniegu widać było tylko kilka śladów po krokach, które zapewne pozostawił dozorca. Członkowie komisji ze wzrokiem pozornie wbitym w ziemię uderzali czubkami butów w śnieg, a piętami w lód. Obok doktora Johannesa Freimutha, kierownika sportowego, oraz Waltera Mahlendorfa, dyrektora sportowego miasta Bochum, obecny był również Max Merkel – trener FC Schalke 04. Szef działu gospodarczego VfL, Heinz Brämer, wykorzystał nietypową dla tego rejonu chłodną aurę, aby zaprezentować swoją rosyjską czapkę z futrem. Ottokar Wüst jako jedyny miał na sobie jasny płaszcz, swój wieczny trencz. Heinz Höher schował dłonie w kieszeniach. Wszyscy czekali na wyrok Maksa Merkela. Nawet tego nie wiedząc, jako jedyny miał on interes w tym, aby mecz został rozegrany. Zawodnicy Schalke byli w formie. Wygrali ostatnie dwa spotkania – 3:1 w Duisburgu oraz 5:1 z Essen.

– Tutaj można by kontynuować zimowe igrzyska olimpijskie – powiedział Merkel. Wszyscy głośno się roześmiali. Czy zorientuje się, że to nie tylko śmiech wywołany jego żartem? Może zauważy, że im ulżyło?

Media zostały poinformowane o zaistniałej sytuacji. Heinz Formann, szef działu sportu w „Westdeutsche Allgemeine Zeitung” z Bochum, napisał: „Max Merkel, trener Schalke, powiedział: »Można tu jeździć na łyżwach, ale nie da się tu grać w piłkę«. Miejmy nadzieję, że przekonuje to również tych, którzy zakładali, że VfL zależy na przełożeniu spotkania. Było wręcz odwrotnie. VfL chciało wykorzystać tę kolejkę, aby po raz ostatni przed rozpoczęciem przebudowy stadionu rozegrać prawdziwy mecz u siebie”. Tak zapewniał go jego przyjaciel, trener Heinz Höher.

Pierwszy piątek kwietnia 1976 roku okazał się pięknym wiosennym dniem. Na autostradzie z Bochum do Dortmundu powstał korek długi na 21 kilometrów. W czasach, gdy to słowo jeszcze nie istniało, spotkanie VfL Bochum z Schalke 04 urosło do miana eventu. Przeniesienie meczu na Westfalenstadion nadało mu koloryt i egzotykę, wzbudziło takie emocje, jakby to był finał pucharu. Rainer Holzschuh, korespondent „Kickera” odpowiedzialny za Bochum, gołym okiem oszacował, że na trybunach zasiadły 50–54 tysiące widzów. Na konto klubu wpłynie 450 tysięcy marek – trzy razy więcej niż podczas normalnych spotkań w roli gospodarza.

Mecz zakończył się porażką Bochum 1:4, ale żaden działacz w klubie nie może się złościć. Ottokar Wüst towarzyszy Heinzowi Höherowi w drodze do gabinetu prasowego, który w Dortmundzie jest najprawdziwszym pomieszczeniem konferencyjnym, z podestem i rozstawionymi krzesłami, a nie jak w Bochum – małym pomieszczeniem z dwoma wciśniętymi stolikami. Dziennikarze nie dają po sobie poznać, że nie w pełni rozumieją, co miał na myśli Wüst, gdy mówił: „Z całego serca dziękuję Heinzowi Höherowi za odwagę. Dziękuję za to, że w tak trudnym meczu, jak w tym przeciwko Schalke, zrezygnował z prawa do gry na własnym stadionie”. Jaką odwagę? Przecież mecz nie odbył się przez śnieg i lód, prawda? Heinz Höher, słysząc podziękowania Wüsta, pozostał niewzruszony. Jak zawsze, kiedy był zadowolony, radość rozpierała go od środka.

Spieltage. Die andere Geschichte der Bundesliga

Copyright © 2013 by Piper Verlag GmbH, München

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2017

Copyright © for the Polish translation Michał Jeziorny, Tomasz Urban 2017

Redakcja – Grzegorz Krzymianowski

Korekta – Maciej Cierniewski

Opracowanie typograficzne i skład – Joanna Pelc

Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Fotografia na okładce – Lars Baron / Getty Images

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek

inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu

bez pisemnej zgody wydawcy.

Wydanie I, Kraków 2017

ISBN EPUB: 978-83-7924-753-0

ISBN MOBI: 978-83-7924-752-3

wsqn.pl

WydawnictwoSQN

wydawnictwosqn

SQNPublishing

wydawnictwosqn

WydawnictwoSQN

Sprzedaż internetowa labotiga.pl

E-booki

Zrównoważona gospodarka leśna

Sic dilabitur aetas!

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

1. Gołoledź w polu karnym

2. Na stopa do Bundesligi

3. Drużyna gospodarza

4. Sekretarka przy gramofonie

5. Motorbiene

6. Wówczas

7. Zimno

8. Mężczyźni i kobiety

9. Bohaterowie jednego dnia

10. Na aucie

11. Prawdziwi przyjaciele

12. Nieliczni widzowie w zimnej szarzyźnie betonowych trybun

13. A w głowie poczucie: To był wielki czas

14. Czas kobiet

15. Nie spadniemy

16. Czy to już czas, by odejść?

17. Przed możliwą porażką

18. Długie włosy już nie fruwają na wietrze

19. Rebelia!

20. Tylko jeden kierunek – naprzód!

21. Dobrą rozrywkę, proszę!

22. Właściwy człowiek na niewłaściwym miejscu

23. Zaledwie chwila

24. Próby rozpoczęcia nowego życia

25. Bundesliga twierdzi, że stała się nowoczesna

26. Szansa

27. Parszywe odkrycie krycia strefą

28. Jego chłopcy

29. Gęsia skórka

30. Podwójny węzeł na wieki

31. Höher zawsze i wciąż

Posłowie do polskiego wydania. Tomasz Urban

Zdjęcia

Strona redakcyjna

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Bundesliga. Niezwykła opowieść o niemieckim futbolu Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila