Ściśle tajne w II wojnie światowej

Ściśle tajne w II wojnie światowej

Autorzy: William B. Breuer

Wydawnictwo: Amber

Kategorie: Historia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 336

Cena książki papierowej: 39.80 zł

cena od: 22.96 zł

NIEZNANA WOJNA WYWIADÓW I KONTRWYWIADÓW 1939–1945: dywersja, sabotaż, dezinformacja, szantaż, fałszerstwa, porwania, zamachy, zabójstwa.
• Nazistowski szpieg na Kapitolu
• Dziesięć wtyczek w najwyższym dowództwie Hitlera
• Biskup w przebraniu
• Plan zbombardowania Stanów Zjednoczonych
• Hitlerowscy piloci samobójcy
• Rozbrojenie miny magnetycznej
• Rozszyfrowanie hitlerowskiej Enigmy
• Tajna wojna pogodowa
• Złamanie japońskiego kodu purpurowego
• Udane utajnienie operacji „Overlord”
• Tajny konwój z brytyjskim złotem, który uniknął ataków U-Bootów

Redaktor serii

Zbigniew Foniok

Korekta

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© AKG/BE&W

Tytuł oryginału

Top Secret Tales of World War II

Copyright © 2000 by William B. Breuer.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6264-2

Warszawa 2017. Wydanie III

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Pamięci Edwarda M. Flanagana Jr., generała porucznika Armii Stanów Zjednoczonych (w st. spocz.), który jako młodszy oficer wojsk powietrznodesantowych podczas II wojny światowej zyskał szacunek i podziw podkomendnych, a później wspiął się na wyżyny swojej profesji.

Na wysokim szczeblu tajnych działań [w czasie II wojny światowej] w wielu przypadkach prawdziwe wydarzenia przypominały, z całym szacunkiem, najbardziej fantastyczne scenariusze romansów i melodramatów.

Winston S. Churchill

Wstęp

Pięknego dnia 28 czerwca 1919 roku Sala Lustrzana we wspaniałym pałacu w Wersalu, zbudowanym przez Ludwika XIV w 1661 roku, wypełniła się zaaferowanymi delegatami wielu krajów w strojach galowych. Zebrali się pod Paryżem, aby podpisać traktat pokojowy, kładący kres konfliktowi, który politycy alianccy określili w euforii „wojną kończącą wszystkie wojny”.

Nastąpiła jedna z najczarniejszych godzin w niemieckiej historii, ponieważ zwycięzcy – przede wszystkim Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone – narzucili pokonanym twarde warunki. Jednym z nich było zmuszenie Niemiec do przyjęcia odpowiedzialności za rozpoczęcie czteroletniego okresu rozlewu krwi i rzezi, zwanego wówczas Wielką Wojną.

Otoczone ze wszystkich stron wrogimi sąsiadami Niemcy zostały w rzeczywistości rozbrojone przez traktat wersalski. Sześciomilionową armię niemiecką, Reichswehrę, ograniczono do 100 000 ochotników i zakazano jej posiadania samolotów i czołgów.

Ledwie wysechł atrament na traktacie pokojowym, przebiegły stary pruski generał Hans von Seeckt zainicjował serię tajemniczych działań, mających doprowadzić do odrodzenia niemieckiej potęgi militarnej i przemysłowej. Jako dowódca Reichswehry Seeckt, nazywany z powodu w swojej tajemniczości „Sfinksem”, zaczął obmyślać plan wykorzystania oficjalnego wojska liczącego 100 000 ludzi w charakterze kadry dla przyszłej błyskawicznej ekspansji. Tylko najlepiej wykształconym oficerom i sierżantom, którzy udowodnili, że są dynamicznymi i odważnymi przywódcami, pozwolono zostać w służbie.

Generał von Seeckt i jego konspiratorzy w Reichswehrze postępowali ze szczególną ostrożnością i korzystali z różnych pomysłowych podstępów, aby zamaskować swoją prawdziwą działalność. Wielu brytyjskich, francuskich i amerykańskich oficerów stacjonowało na terenie Niemiec, aby kontrolować przestrzeganie warunków traktatu wersalskiego.

Seeckt przeprowadził selekcję wśród członków swojego prywatnego klubu, zapewnił im lepsze warunki życia, żywność niedostępną dla cywilów i wysokie pensje. Następnie generał zorganizował rygorystyczny trening i różne zajęcia sportowe, dzięki którym żołnierze byli silni i zdrowi.

Później Seeckt stworzył sieć szkół wojskowych, gdzie „cywilni” instruktorzy – w rzeczywistości wysoko wykwalifikowani oficerowie z czasów Wielkiej Wojny – uczyli sierżantów i poruczników technik dowodzenia całymi dywizjami, przygotowując ich do przyszłej wojny. Do grupy najbystrzejszych studentów należał młody Erwin Rommel, podczas wojny dowódca plutonu. Zwierzchnicy uważali go za „perfekcyjnie walczące zwierzę, zimne, chytre, bezlitosne, niezmordowane, niewiarygodnie odważne”.

W 1921 roku Stary Prusak, nie informując swojego rządu, wynegocjował tajny pakt o wzajemnej pomocy militarnej z bardzo dziwnym sojusznikiem, Związkiem Radzieckim, z którym Niemcy zaciekle walczyły podczas Wielkiej Wojny.

Inicjatorem porozumienia był Włodzimierz Iljicz Lenin, twórca Związku Radzieckiego. W marcu 1917 roku wiadomość o abdykacji cara Mikołaja II zastała Lenina na wygnaniu w Szwajcarii, gdzie próbował wzniecić rewolucję. Ponieważ chciał natychmiast wrócić do kraju, przyjął wraz z przyjaciółmi złożoną przez niemieckiego cesarza Wilhelma propozycję podróży do Rosji przez Niemcy prywatnym wagonem kolejowym.

Kajzer Wiluś, jak nazywali go Sprzymierzeni, ufał, iż Lenin wesprze jego sprawę i wycofa Rosję z wojny przeciwko Niemcom. Ale celem Lenina było uczynienie nie tylko z Rosji, ale z krajów całego świata, w tym także z Niemiec, państw komunistycznych.

Po przybyciu do Piotrogrodu w kwietniu Lenin wezwał rodaków, aby przyłączyli się do niego w celu obalenia umiarkowanego rządu i zastąpienia go komunistycznym. Większość chłopów udzieliła poparcia bolszewikom i w październiku 1917 roku rząd został usunięty.

Lenin stał się dyktatorem. Tak jak miał nadzieję Kajzer Wiluś, podjął wielką, ale niedorzeczną decyzję o wycofaniu armii rosyjskiej z wojny.

Teraz, trzy lata później, gdy zarówno radzieccy, jak i niemieccy ekonomiści zmagali się z wymykającą się spod kontroli inflacją, Włodzimierz Lenin poinstruował radzieckiego ambasadora w Niemczech Nikołaja Kriestinskiego, aby dyskretnie zbliżył się do generała von Seeckta. Zaowocowało to tajnym układem między dwoma państwami.

Jeśli nawet nie było to małżeństwo z przymusu, zawarto je z konieczności. Armii Czerwonej brakowało i profesjonalnych przywódców, i szkół wojskowych. Niemcy nie miały czołgów i ciężkiej broni, sił powietrznych ani floty.

Zgodnie z warunkami porozumienia, niemieccy doradcy wojskowi mieli potajemnie pomagać Związkowi Radzieckiemu w modernizacji armii. W zamian Reichswehra otrzymywała nieoficjalnie dostawy ciężkiej broni wyprodukowanej w ZSRR. W tym samym czasie najlepsi przedstawiciele Reichswehry zostali wysłani do tego kraju (w cywilu), aby szkolić się w obsłudze samolotów i czołgów, które powstawały tam pod okiem niemieckich ekspertów od uzbrojenia.

Żołnierze 100-tysięcznej Reichswehry trenują na atrapie czołgu, zbudowanej z brezentu na zwykłym samochodzie (National Archives).

Każdego roku jedna trzecia rocznego budżetu Reichswehry szła na dziwny kartel: Gesellschaft zur Förderung Gewerblichen Unternehmen (Korporacja Rozwoju Przedsiębiorstw Przemysłowych). Ze swoich biur, jednego w Berlinie, drugiego w Moskwie, współdziałał on bezpośrednio z rządem radzieckim i miał kilka podległych filii w całym Związku Radzieckim.

Pozornie komercyjna korporacja była przykrywką dla Reichswehry. Pod szyldem firmy telefonicznej w Związku Radzieckim produkowano elementy samolotów, okrętów podwodnych i gaz trujący. Wszystko to przewożono ukradkiem do Niemiec.

We wrześniu 1921 roku generał von Seeckt w swojej kwaterze głównej w Berlinie powołał Sondergruppe R (Grupę Specjalną R). Był to kryptonim operacji prowadzonej przez wybranych oficerów. Mieli oni koordynować tajną produkcję niemiecką i liczne programy wsparcia wojskowego na terenie ZSRR.

W tym samym czasie Stary Prusak wydelegował jednego ze swoich głównych współpracowników, pułkownika Oskara von Niedermayera, do Związku Radzieckiego, aby otworzył Zentrale Moskau (Centrala Moskwa). Niedermayer natychmiast zaczął przemierzać ZSRR w cywilnym ubraniu, wypełniając swoją funkcję koordynatora wszystkich tajnych niemieckich działań na tym terenie.

Pułkownik von Niedermayer zwrócił szczególną uwagę na trzy ogromne bazy szkoleniowe w odległych punktach ZSRR, przygotowane dla „Czarnej Reichswehry” w sile 20 000 ludzi, gdzie miały być przeprowadzane ćwiczenia polowe na wielką skalę.

Żołnierzy tych, najlepszych z najlepszych, wyznaczono do objęcia najwyższych stanowisk w przyszłej armii niemieckiej. Przed wyjazdem do Związku Radzieckiego nazwisko każdego z nich wymazano z ewidencji. Teoretycznie przestali istnieć.

Wysłani w najściślejszej tajemnicy z Niemiec do obozów szkoleniowych w ZSRR członkowie „Czarnej Reichswehry” uczyli się sztuki wojennej od wykwalifikowanych niemieckich żołnierzy, ramię w ramię z młodymi oficerami radzieckimi, również wybranymi do sprawowania najwyższych stanowisk dowódczych. W hermetycznie zamkniętych ocynkowanych skrzyniach wracały do Niemiec zwłoki niemieckich żołnierzy zabitych w trakcie rygorystycznych treningów, podczas których niekiedy używano ostrej amunicji.

Przezbrojenie Niemiec nastąpiło także w dziedzinie sił powietrznych. Chociaż w 1919 roku traktat wersalski nakazał Niemcom zniszczenie wszystkich samolotów bojowych i zabronił produkcji nowych, nie wspominał nic o szybowcach. Tak więc zaraz po podpisaniu dokumentu w całych Niemczech rozpoczęły działalność liczne kluby szybowcowe.

Szybownictwo rozwijało się dynamicznie w ciągu kilku lat po Wielkiej Wojnie. Mimo że młodzi lotnicy traktowali ten sport jako przyjemny sposób spędzania czasu, wielu innych uznało kluby za świetne punkty szkoleniowe dla pilotów samolotów, gdy nadejdzie dzień, kiedy Niemcy znów będą miały siły powietrzne. Jednym ze zwolenników tego poglądu był Hermann Göring, pracujący dorywczo jako sprzedawca.

Göring należał do wysoko odznaczonych asów lotnictwa z 22 zestrzeleniami na koncie. Przejął po zestrzelonym Manfredzie von Richthofenie – słynnym Czerwonym Baronie – dowództwo eskadry. Teraz, jako cywil w powojennych Niemczech, rozgoryczony traktatem wersalskim ślubował odwet.

Na początku 1922 roku kapitan Edward V. Rickenbacker, najwybitniejszy amerykański as lotniczy z czasów Wielkiej Wojny, obecnie członek zarządu korporacji lotniczej, przebywał w Berlinie w interesach. Przyjmowało go czterech byłych niemieckich pilotów, którzy uczestniczyli w pojedynkach z eskadrą Rickenbackera nad Francją. Jednym z nich był Hermann Göring.

W rozmowie podczas obiadu Göring powiedział do Amerykanina:

– Cała nasza przyszłość leży w powietrzu. I właśnie za pomocą potężnych sił powietrznych zamierzamy odbudować niemieckie imperium.

Rickenbacker starannie ukrył szok. Zaledwie cztery lata po zakończeniu największej rzezi w dotychczasowej historii słynny Niemiec głosi odbudowę narodowej siły zbrojnej i po raz kolejny zmierza ku wojnie.

Göring precyzyjnie wyjaśnił, jak Niemcy obejdą restrykcje nałożone przez traktat wersalski.

– Po pierwsze, w ramach sportu będziemy uczyć pilotowania szybowców wszystkich młodych mężczyzn – powiedział. – Następnie rozbudujemy lotnictwo cywilne. Wreszcie stworzymy szkielet wojskowych sił powietrznych. Gdy nadejdzie czas, połączymy te trzy elementy i odrodzi się niemieckie imperium.

Rok później, w 1923 roku, Międzysojusznicza Komisja Kontroli, trzymająca pieczę nad niemiecką aktywnością od czasów Wersalu, rozluźniła więzy narzucone przez traktat i zezwoliła państwu na rozwój przemysłu, w tym na budowę „ograniczonej liczby” cywilnych samolotów.

W niemieckich fabrykach lotniczych, uruchomionych po prawie pięcioletniej przerwie, swobodnie zinterpretowano „ograniczoną liczbę” i zaczęto produkcję setek samolotów wszelkich rodzajów.

Następnie, w 1926 roku, generał von Seeckt zrobił kolejny gigantyczny krok w swoim mistrzowskim planie potajemnego przezbrojenia Niemiec, tworząc nielegalną „Czarną Luftwaffe”. Specjalny oddział lotniczy, Fliegerzentrale (Ośrodek Lotnictwa), uformowano z kilku eskadr samolotów przebudowanych z jednostek cywilnych.

Brakowało nowoczesnego wyposażenia lotniczego i projektów; przemysł niemiecki, hamowany przez restrykcje traktatu wersalskiego, nie mógł wprowadzić zaawansowanej technologii. Dlatego Fliegerzentrale, kierowana przez potężnie zbudowanego majora Hugona Sperrlego, asa bojowego z czasów Wielkiej Wojny, wysłała za granicę wywiadowców, aby kupowali informacje o lotnictwie dostępne na wolnym rynku. Wysiłki skupiono na Stanach Zjednoczonych, gdzie przemysł i możliwości technologiczne były największe.

Sperrle dowiedział się od swoich wywiadowców, że większość pożądanych materiałów, takich jak projekty samolotów, automatycznych celowników bombowych i wciąganych podwozi, Departament Wojny w Waszyngtonie zakwalifikował jako tajemnice wojskowe i nie można ich kupić za żadną cenę. Nieustraszony Sperrle i inni spiskowcy z Fliegerzentrale zdecydowali, że czego nie mogą kupić, ukradną.

Zadanie wykradnięcia sekretów wojskowych Stanów Zjednoczonych powierzono Abwehrze, której działalność najwidoczniej została przeoczona w Wersalu. Fritz Gempp, szef Abwehry, wysłał w 1927 roku do Stanów Zjednoczonych pierwszego powojennego niemieckiego szpiega, 34-letniego Wilhelma Lonkowskiego. W niemieckim paszporcie figurował jako William Schneider, stroiciel fortepianów.

Przed wypłynięciem z Bremerhaven Lonkowski zaopatrzony został w „listę zakupów”, ułożoną przez majora Sperrlego. Poszczególne pozycje zaczerpnął z amerykańskich czasopism lotniczych i dzienników ekonomicznych. Cel misji Lonkowskiego oszołomiłby każdego szpiega słabszego duchem: samotny agent miał ukraść tajemnice wojskowe takich wielkich korporacji, jak Curtiss Aircraft, Westinghouse Electric, Seversky Aircraft, Fairchild Aviation i Douglas Aircraft oraz z lotnisk wojskowych Mitchela i Roosevelta pod Nowym Jorkiem.

Ambasador Stanów Zjednoczonych Joseph C. Grew, cel zamachu japońskich militarystów (Library of Congress).

Lonkowski szybko odkrył, że Stany Zjednoczone to raj dla szpiegów. Żadna agencja federalna nie zajmowała się operacjami kontrwywiadowczymi. Było to jedyne mocarstwo na świecie, które nie miało tajnych służb śledzących zamiary wrogich państw. Zatem nie niepokojony i nie obawiając się wykrycia i aresztowania, Wilhelm Lonkowski szybko zorganizował siatkę miejscowych szpiegów i zaczął zbierać największe amerykańskie tajemnice wojskowe.

Tymczasem w Niemczech Sfinks, generał Hans von Seeckt, nadal za pomocą podstępów po cichu wzmacniał Reichswehrę. Używając celowo mylącej nazwy, stworzył Truppenamt (Urząd Wojskowy) złożony z 60 jego najzdolniejszych oficerów. Zadaniem tej grupy było uformowanie nowego sztabu generalnego, co było zakazane przez traktat wersalski.

Seeckt, posługując się najsprytniejszymi sztuczkami, zapewnił Niemcom olbrzymią liczbę wysoko wyszkolonych oficerów rezerwy. Osiągnął cel poprzez rotację ludzi w Reichswehrze, utrzymując stałą siłę 100 000 żołnierzy.

Na początku lat 30., kiedy nowy przywódca Adolf Hitler oznajmił światu, że Niemcy nie będą dłużej przestrzegać traktatu wersalskiego, i rozpoczął błyskawiczną, jawną rozbudowę sił zbrojnych, dysponował wielkim, wykwalifikowanym korpusem oficerów, najlepszym na świecie.

Tymczasem po drugiej stronie globu, w Japonii, pod koniec lat 20. i na początku 30. powstał tajny ruch, którego celem było utworzenie państwa totalitarnego pod absolutną kontrolą wojskową. Liczne grupy, z których najbardziej znana to Czarny Smok, działały na rzecz sprawy, posługując się zamachami, morderstwami i torturami.

W 1927 roku japońscy przywódcy wojskowi podpisali w tajemnicy Memoriał Tanaki, plan podboju Dalekiego Wschodu i usunięcia Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii z Pacyfiku. Ich marzeniem była idea Hakko Ichiu (Osiem Stron Świata pod Jednym Dachem).

Japonia poświęciła wiele lat na przygotowania do nieuchronnej wojny na Pacyfiku. Od dzieciństwa młodych ludzi kształcono w sztuce walki. Szkoły działały na podobieństwo małych oddziałów wojskowych. Niektórzy nauczyciele byli oficerami armii i uczyli wrażliwych chłopców, że ich obowiązkiem jest umrzeć, jeśli zaistnieje taka konieczność, aby wspomóc Japonię w wypełnianiu boskiego przeznaczenia – podboju.

Od 1931 roku każdy absolwent japońskiej akademii morskiej otrzymywał na ostatnim egzaminie pytanie: „Jak przeprowadzić niespodziewany atak na Pearl Harbor?”

Trzydziestego września 1931 roku japońscy żołnierze zaminowali japońskie tory kolejowe w Mandżurii, oddzielonej od Korei rzeką Jalu. Spisek mający sprowokować wojnę z Chinami nie powiódł się, gdyż pociąg ekspresowy przejechał nad ładunkiem, nie wywołując eksplozji.

Wówczas japońscy sabotażyści zabili kilku chińskich żołnierzy i Tokio sfabrykowało historię o tym, że Chińczycy próbowali wykoleić japoński pociąg. Opierając się na tym oszustwie, generał Senjuro Hayashi, wyznawca ideologii Hakko Ichiu, wyruszył ze swoją armią z Korei przez Jalu do Mandżurii i przejął kontrolę nad prowincją.

Militaryści dalej wzmacniali swe siły w Japonii, usuwając niewygodnych ludzi. W 1932 roku klika oficerów floty zamordowała 75-letniego umiarkowanego premiera Tsuyoshi Inukaiego. Kiedy minister finansów odmówił zwiększenia funduszy na wojsko, został zabity przez oficerów armii.

Próbując wciągnąć słabe militarnie Stany Zjednoczone w wojnę, uknuto spisek, mający na celu zamordowanie supergwiazdy Hollywoodu, Charliego Chaplina (przebywającego wówczas w Tokio) i amerykańskiego ambasadora Josepha C. Grewa, absolwenta Harvardu, działającego od dawna na rzecz powstrzymania Japonii i Stanów Zjednoczonych od konfliktu zbrojnego. Spisek zakończył się niepowodzeniem.

Tymczasem japońscy przywódcy wojskowi zbudowali jedną z najpotężniejszych machin niszczycielskich w całej historii1.

Część pierwsza

Zmierzając ku Otchłani

Złowieszczy spisek w „Nowych Niemczech”

Przejrzyste, błękitne niebo rozciągało się nad Berlinem popołudniem 29 czerwca 1934 roku, gdy generała Ludwiga Becka, szefa niemieckiego sztabu generalnego, prowadzono pod eskortą do biura Adolfa Hitlera. Hitler – kapral podczas I wojny światowej – przejął całkowitą kontrolę nad rządem, po tym jak 17 miesięcy wcześniej został wybrany na kanclerza przez wiekowego prezydenta Paula von Hindenburga.

Pięćdziesięcioczteroletni Beck był niezwykle szanowany w kraju i za granicą jako najbardziej skuteczny i ludzki żołnierz tego pokolenia. Zażądał spotkania, bo coraz więcej było dowodów na to, że nowy niemiecki przywódca planuje ponowne uzbrojenie 80-milionowego państwa i wszczęcie wojny agresywnej. Dość oględnie Beck powiedział Hitlerowi, że nie zamierza budować armii w celu podboju innych krajów. Jego celem było stworzenie skutecznej armii do obrony Niemiec.

Hitler, znany z wybuchowego temperamentu, odpowiedział gniewnie:

– Generale Beck, nie można stworzyć wartościowej armii, jeśli celem jej egzystencji nie jest przygotowanie do walki. Armie służące zachowaniu pokoju nie istnieją; istnieją, by odnosić triumfy na wojnie.

Przed wyjściem Beck powiedział Hitlerowi, że kolejna wojna stanie się konfliktem na wielką skalę, a Niemcy mogą jej nie przetrwać.

Kilka minut po powrocie do okazałego budynku na Bendlerstrasse, gdzie mieściła się kwatera sztabu generalnego, Beck odebrał telefon od admirała Wilhelma Canarisa, przebiegłego szpiega z okresu I wojny światowej, którego Hitler mianował sześć miesięcy wcześniej, w jego czterdzieste siódme urodziny, szefem Abwehry.

Drobny, przedwcześnie posiwiały, trochę sepleniący Canaris był wykształcony i znał języki potencjalnych wrogów Niemiec – angielski, francuski i rosyjski. On również obawiał się, że Hitler wstąpi na ścieżkę wojenną, co doprowadzi do zniszczenia narodu niemieckiego.

Dobierając ostrożnie słowa, Canaris poinformował Becka, że dyktator przygotowuje się do czystki w całej opozycji wobec reżimu nazistowskiego. Na liście celów znajduje się generał Kurt von Schleicher, poprzednik Hitlera na stanowisku kanclerza, oraz bliski przyjaciel i współpracownik Schleichera Kurt von Bredow, sprawujący wysokie stanowisko w Abwehrze.

Canaris powiedział Beckowi, że Hitler jest przekonany, iż Schleicher konspiruje z francuskim ambasadorem, aby usunąć reżim nazistowski poprzez przywrócenie Hohenzollernów, potomków dawnej rodziny królewskiej, na tron Niemiec. Beck wiedział, że podejrzenia Hitlera nie były bezpodstawne, i wysłał zaufanego asystenta, aby ostrzegł Schleichera przed niebezpieczeństwem. Jednak on nie wydawał się zaniepokojony.

W południe 30 czerwca, niecałe 24 godziny od starcia Becka z Hitlerem, pięciu mężczyzn w cywilnych ubraniach wtargnęło do willi generała Schleichera. Weszli do gabinetu, gdzie generał przeglądał dokumenty, przystawili mu pistolet do głowy i zastrzelili byłego kanclerza. Pani Schleicher, która przybiegła z sąsiedniego pokoju, też zginęła od kuli.

Dwie godziny później generał von Bredow pił herbatę z francuskim dyplomatą w hotelu Adlon w Berlinie, kiedy posłaniec przyniósł mu kopertę z krótką wiadomością, że Schleicher został zamordowany. Bredow pobladł z gniewu. Odwrócił się do Francuza i wycedził:

– Zastanawiam się, dlaczego te świnie jeszcze mnie nie zabiły.

Bredow powiedział swojemu towarzyszowi, że Schleicher był jedynym człowiekiem, który mógł ocalić Niemcy.

– Był moim wodzem. Teraz nie pozostało mi już nic – oznajmił.

Bredow wrócił taksówką do domu. Chwilę po piątej po południu ktoś zadzwonił do drzwi frontowych. Kiedy otworzył, dwaj mężczyźni oddali kilka strzałów, zabijając go na miejscu.

Adolf Hitler rozpoczął jedną z najbardziej krwawych czystek w historii Europy. Uświadomił sobie, że wojna jest ostatnią rzeczą, jakiej pragną jego generałowie, i był przekonany, iż spiskują na rzecz przywrócenia panowania Hohenzollernów.

Hitler zainicjował serię złowieszczych spisków nie tylko po to, aby fizycznie wyeliminować podejrzanych nieprzyjaciół, ale także by splamić ich honor. Natychmiast zawiadomił ministra wojny generała Wernera von Blomberga, że Schleicher i Bredow zostali uznani za zdrajców i żaden generał ani admirał nie może uczestniczyć w ich pogrzebie.

Ryzykując swoją karierą – albo nawet życiem – generał Ludwig Beck i admirał Wilhelm Canaris zignorowali surowy rozkaz. W pełnej gali, niosąc medale Schleichera na jedwabnej poduszce, poszli w kondukcie na cmentarz. W bramie zatrzymała ich grupa czarno umundurowanych członków Schutzstaffel (SS), elitarnego korpusu służącego jako straż przyboczna Hitlera i fanatycznie mu oddanego.

Drugiego sierpnia 1934 roku, miesiąc po uznaniu Schleichera i Bredowa za zdrajców i ich pogrzebie, wiekowy, 87-letni prezydent Paul Ludwig von Hindenburg zmarł w swojej posiadłości w Prusach Wschodnich. Wcześniej Hitler uzyskał polityczny testament Starego Wojownika, który mianował go na stanowisko prezydenta.

Teraz Hitler wykonał szybki ruch. Nie był zainteresowany pełnieniem funkcji prezydenta. Kilka minut po śmierci Hindenburga ogłosił się Führerem (wodzem) i wprowadził zwyczaj, aby admirałowie i generałowie składali mu przysięgę na wierność.

Na rozkaz Führera minister wojny von Blomberg zgromadził wszystkich niemieckich generałów – około 300 – o 15.00 tego samego popołudnia u stóp Siegessäule, Kolumny Zwycięstwa w Berlinie. Bez wiedzy najwyższych oficerów Hitler przygotował się do przeprowadzenia coup d’état, co miało mu dać całkowitą kontrolę nad Niemcami i siłami zbrojnymi.

Generałom powiedziano, że będą uczestniczyć w ceremonii poświęconej zmarłemu prezydentowi Hindenburgowi. Oddano salwę armatnią. Orkiestra zaintonowała pieśń żałobną. Nastąpiły dwie minuty ciszy. Generał Blomberg wystąpił, aby złożyć Fahneneid – krwawą przysięgę rycerzy germańskich. Dowódca armii, generał Werner von Fritsch, i generał Ludwig Beck poszli w jego ślady. Każdy z nich trzymał flagę niemiecką w jednym ręku i Biblię w drugim, recytując:

Przysięgam na Boga, że będę bezwarunkowo posłuszny Adolfowi Hitlerowi, Führerowi niemieckiego państwa i narodu, najwyższemu dowódcy sił zbrojnych, i jestem gotów jako dzielny żołnierz ryzykować życiem w każdej chwili dla wypełnienia tej przysięgi.

Równocześnie w całych Niemczech szeregi żołnierzy recytowały tekst tej samej przysięgi.

Wracając z generałem Fritschem do kwatery, Beck zatrzymał się nagle i uroczyście oznajmił:

– To fatalna chwila. Przysięga oznacza fizyczne i moralne samobójstwo.

Kawałek dalej Beck znowu przystanął. Obaj generałowie uświadomili sobie, że zręcznie manipulowani złożyli przysięgę nie Niemcom czy konstytucji, ale Adolfowi Hitlerowi.

– Wziął nas podstępem – powiedział Beck grobowym tonem. – Nie zauważyliśmy, że składamy zupełnie nową rotę przysięgi.

Tylko dwóch z tych trzech przywódców niemieckich sił zbrojnych przetrwało spisek zawiązany przeciwko nim przez Adolfa Hitlera. Od lewej: generał Werner von Fritsch, admirał Erich Raeder i generał Werner von Blomberg (National Archives).

W ciągu kilku kolejnych miesięcy Hitler kontynuował zbrojenie armii. Jednak by przeprowadzić plany rozległego podboju, musiał pozbyć się tych członków sztabu generalnego, którzy mogli mu się sprzeciwić, i zastąpić ich innymi – którzy wykonają jego rozkazy bez szemrania i wahania. Dziwne, ale jego pierwszym celem był Werner von Blomberg, minister wojny, pierwszy generał awansowany przez Führera na feldmarszałka.

Blomberg, znany w korpusie oficerskim jako Gumowy Lew, zawsze postępował zgodnie z życzeniem Führera. W grudniu 1937 roku Blomberg, 59-letni wdowiec, poprosił Hitlera o pozwolenie na ślub z 26-letnią maszynistką. Führer dał swoje błogosławieństwo i został świadkiem na ceremonii.

Blomberg i jego nowa, młoda żona wyjechali na miesiąc miodowy na romantyczną wyspę Capri.

Wieloletni przyjaciel Hitlera, generał Hermann Göring, zaczął knuć plan wygryzienia ministra wojny. Nazywany za plecami Grubym Hermanem, Göring bardzo pragnął objąć stanowisko Blomberga.

Göring powierzył zadanie zdyskredytowania Blomberga doświadczonemu Reinhardowi Heydrichowi, młodemu szefowi Sicherheitsdienst (SD), służb bezpieczeństwa SS. Błyskotliwy i ambitny Heydrich, o instynkcie barakudy, i jego podwładni zaczęli węszyć w prywatnym życiu Blomberga. Odkryli, że bardzo interesuje się kobietami. Nie było to zbrodnią w Trzeciej Rzeszy, ale stanowiło podstawę do szantażu. Blomberg, jak odkryli agenci Heydricha, czasami zakładał cywilne ubranie i spędzał wieczór w jednym z erotycznych nocnych klubów.

W tym samym czasie członkowie SD zaczęli wertować stare raporty Kriminalpolizei (Policja Kryminalna) i trafili w dziesiątkę. Piękna druga żona Blomberga, Erna Gruhn, była skazana za prostytucję. Jej matkę również znano w Berlinie jako właścicielkę „salonu masażu”, który stale odwiedzali panowie na wysokich stanowiskach, przypuszczalnie pilnie wymagający zabiegów leczniczych.

Göring wpadł w ekstazę. Od razu pośpieszył do Führera i pokazał mu raport policyjny. Hitler wydawał się bardzo strapiony i rozkazał ministrowi wojny natychmiastowy powrót z miesiąca miodowego do Berlina.

Blomberg został zwolniony ze stanowiska i udał się wraz z żoną na wygnanie. Zignorował sugestie niemieckich generałów, których znał od wielu lat, żeby wziął lugera i palnął sobie w łeb.

Teraz Hitler zastanawiał się, kto zastąpi Blomberga na czele błyskawicznie rosnącej w siłę niemieckiej organizacji wojskowej. Führer skłaniał się ku kandydaturze generała Wernera von Fritscha, wyznaczonego przez Hindenburga na naczelnego wodza armii w maju 1935 roku. Göring, zdumiony, że to nie on zostanie wybrany, przystąpił do „grzebania w brudach” generała von Fritscha.

Ponownie tropiciele Reinharda Heydricha przekopali stare policyjne rejestry kryminalne. Dotarli do nazwiska niemieckiego oficera szantażowanego przez byłego skazańca i męską prostytutkę Ottona Schmidta. Bez wątpienia postraszony torturami przez agentów wysokiego urzędnika rządowego Schmidt, znany jako Bawarski Jasio, przyznał się do odbycia na dworcu kolejowym Wannsee aktu homoseksualnego z człowiekiem zidentyfikowanym jako generał von Fritsch.

Mając nadzieję na zdobycie większej liczby „dowodów”, że Fritsch to czynny homoseksualista, agenci Heydricha rozjechali się po całych Niemczech, aby przepytać oficerów służących pod komendą Fritscha. Żaden z nich nic nie wiedział o rzekomej homoseksualnej orientacji dowódcy.

Pomimo braku decydującego dowodu wszczęto postępowanie sądowe przeciwko Fritschowi.

Dowiedziawszy się o zmyślonych oskarżeniach, bliski apopleksji Fritsch zażądał bezzwłocznego widzenia z Führerem. Bez wiedzy generała Hermann Göring zaaranżował konfrontację z Bawarskim Jasiem.

W bibliotece Reichskanzlei (Kancelaria Rzeszy) Bawarski Jaś powtórzył swoją historię przed marszczącym brwi Hitlerem. Schmidt został dobrze poinstruowany. Notowany eksskazaniec oznajmił, że „starszawy jegomość” z monoklem, w krótkim płaszczu z futrzanym kołnierzem, z laską ze srebrną gałką wkroczył na stację kolejową. W toalecie Bawarski Jaś poderwał oficera i udał się z nim w ciemną aleję.

Fritsch twierdził, że od wielu lat nie był na dworcu Wannsee i że nigdy nie miał laski ze srebrną gałką. Fritsch, człowiek o łagodnym głosie, nieświadomy rozgrywek politycznych, zmierzał prosto w ręce Göringa, nie reagując gwałtownie na opowieść Bawarskiego Jasia, jedyny „dowód” przeciwko niemu. W rezultacie Hitler zdymisjonował wysokiego rangą generała.

Kiedy później odkryto, że prawdziwym klientem Bawarskiego Jasia był nieznany oficer kawalerii o podobnie brzmiącym nazwisku, Achim von Frisch, Führer odmówił przywrócenia zdegradowanemu generałowi poprzedniej rangi.

Tymczasem Hitler reorganizował siły zbrojne, aby mieć pewność, że kiedy będzie gotowy do wojny, sztab generalny zastosuje się do rozkazów bez szemrania. Führer stworzył Oberkommando der Wehrmacht (OKW – Naczelne Dowództwo Wehrmachtu), najwyższe dowództwo sił zbrojnych. Wszystkie sztaby zostały podporządkowane OKW. Hitler przyjął tytuł wodza naczelnego. Jego dwaj najwyżsi adiutanci byli führertreu – całkowicie lojalni wobec niego. Jeden z nich to generał Wilhelm Keitel, szef sztabu Hitlera, a drugi – generał Alfred Jodl, mianowany przez Hitlera szefem operacyjnym.

Czwartego lutego 1938 roku Radio Berlin, jak wszystkie instytucje w Niemczech kontrolowane przez Führera, wyemitowało długie oświadczenie OKW, że feldmarszałek von Blomberg i generał von Fritsch odeszli na emeryturę z „powodów zdrowotnych”. Następnie spiker przeczytał nazwiska 35 innych sławnych generałów, którzy nie okazali się lojalni wobec Hitlera i Göringa. Oni również odeszli na wcześniejszą emeryturę ze „względów zdrowotnych”.

Wieść o „epidemii nagłych zachorowań”, która zdziesiątkowała szeregi niemieckich generałów, obiegła świat dzięki informacyjnym serwisom telegraficznym. W stolicach europejskich zrozumiano, że dzięki serii przebiegłych posunięć i bezwzględnych manewrów Führer zyskał całkowitą kontrolę nad 80-milionowym narodem, potężną armią, flotą i Luftwaffe.

„Włamywacze” odwiedzają japońskiego superszpiega

Komandor porucznik Ellis M. Zacharias, przydzielony do biura wywiadu morskiego, Office of Naval Inteligence (ONI), w Waszyngtonie, był przekonany, że kapitan floty cesarskiej Tamon Yamaguchi to szef japońskich szpiegów w Stanach Zjednoczonych. Japoński attaché wojskowy Yamaguchi, uprzejmy i charyzmatyczny, mówił płynnie po angielsku i wydawał się być zadowolony z uczestnictwa w życiu towarzyskim Waszyngtonu.

Z powodu tych podejrzeń Zacharias zadbał o nawiązanie osobistych kontaktów z Yamaguchim. Pewnego razu, w styczniu 1936 roku, Zacharias i jego żona byli gośćmi na uroczystym przyjęciu wydawanym przez Yamaguchiego w Sali Chińskiej hotelu Mayflower.

Popijając łyczkami koktajl, 44-letni Zacharias, jeden z kilku absolwentów Jewish Naval Academy ze swojego pokolenia, zauważył, że dwóch niemieckich attaché wojskowych, kontradmirał Robert Witthoft-Emden i generał porucznik Friedrich von Bötticher, zachowuje się zbyt przyjacielsko wobec gospodarza. Taka postawa zaskoczyła agenta ONI. Poprzednio stosunki między dwoma nazistami i Yamaguchim były dość oziębłe, odzwierciedlające poglądy ich rządów.

Kiedy przyjęcie zmierzało ku końcowi, Zacharias powiedział żonie, że muszą zostać jak najdłużej, aby zobaczyć, do czego dojdzie między dwoma Niemcami i Japończykiem. Podczas spotkań towarzyskich organizowanych przez Yamaguchiego w przeszłości dwaj Niemcy zawsze wychodzili po kilku minutach. Dziś zostali przez prawie trzy godziny. Zacharias pomyślał, że przyjęcie wydano, aby dać Niemcom i gospodarzowi możliwość przedyskutowania jakichś ważnych spraw bez zwracania na siebie uwagi.

W przestronnej sali, prawie opuszczonej przez gości, generał Bötticher i admirał Witthoft-Emden wciąż nie odstępowali Yamaguchiego. Niemcy co chwila rzucali spojrzenia w kierunku Zachariasa. Najwyraźniej byli zirytowani, że jeszcze nie opuścił przyjęcia.

Skinąwszy Niemcom i Japończykowi głową, Zacharias powiedział do żony:

– Coś się święci!

Sytuacja przypominała grę w kotka i myszkę. Kto kogo przeczeka?

Wreszcie, gdy kelnerzy posprzątali półmiski, Zacharias z żoną pośpiesznie podeszli do Yamaguchiego, aby mieć pewność, że wszyscy wyjdą razem, pozbawiając tym sposobem Niemców możliwości omówienia spraw z gospodarzem.

Rankiem następnego dnia Zacharias rozmawiał ze swoim szefem, kapitanem Williamem D. Pulestonem, na temat zagadkowego rendez-vous w Mayflower. Ponieważ głównym zadaniem attaché wojskowych w ambasadach jest działalność szpiegowska, oficerowie ONI doszli do wniosku, że niemieckie i japońskie agencje wywiadowcze pracują teraz w ścisłym sojuszu.

Chociaż dwaj agenci ONI nie mieli sposobu, by poznać szczegóły współpracy, ich przeczucia były trafne. Niemiecki pułkownik Walter Nicolai, który zajmował się szeroko rozgałęzionym aparatem wywiadowczym cesarza Wilhelma w czasie Wielkiej Wojny, odbył tajne spotkanie ze swoim japońskim odpowiednikiem w Tokio zaledwie dwa tygodnie wcześniej. Walter Nicolai zasugerował, by oba państwa połączyły swoje siły wywiadowcze.

Nicolai podkreślił, że tylko ludzie rasy kaukaskiej mogą być skutecznymi szpiegami w Stanach Zjednoczonych, ponieważ agenci o rysach azjatyckich są łatwiejsi do wykrycia. Japończycy przyjęli propozycję. Mogli szpiegować dla Niemców w rejonie Pacyfiku, gdzie z kolei agenci rasy kaukaskiej wyróżnialiby się z tłumu. W zamian Niemcy przekazywałyby informacje zebrane w Stanach Zjednoczonych i strefie Kanału Panamskiego.

Adolf Hitler odniósł się do porozumienia entuzjastycznie i mianował Eugena Otta ambasadorem w Japonii oraz koordynatorem wymiany informacji między oboma państwami.

Teraz, w ciągu 48 godzin od przyjęcia w hotelu Mayflower, ONI zaczęło nadzorować Alban Towers, okazały budynek apartamentowy u zbiegu ulic Wisconsin i Massachusetts w Waszyngtonie. Tutaj miał swoją kwaterę kapitan Yamaguchi. Zacharias sądził, że apartament służy również jako punkt dowodzenia japońską działalnością szpiegowską w Stanach Zjednoczonych.

Pierwszej nocy inwigilacji technicy ONI, stłoczeni w zamkniętej ciężarówce zaparkowanej nieopodal Alban Towers i korzystający z urządzeń elektronicznych, wychwycili gdzieś w budynku tajemnicze dźwięki. Zacharias wywnioskował, że generuje je maszyna do kodowania wiadomości wysyłanych do Tokio przez nietykalnego kuriera dyplomatycznego lub poprzez nadajnik radiowy.

W związku z tym przystąpiono do realizacji projektu, zwanego przez agencje „ukradkowym wejściem” do apartamentu Yamaguchiego, aby zbadać maszynę kodującą i zarekwirować szyfry i inne materiały używane zwykle w pracy szpiegowskiej.

Głównym zmartwieniem było to, że Yamaguchi może być w domu i zdoła schwytać „bezszelestnych włamywaczy” na gorącym uczynku, wywołując zadrażnienia w stosunkach między amerykańskim rządem a Japończykami. Zacharias wpadł na znakomity pomysł: on i jego żona zaproszą swojego dobrego przyjaciela Yamaguchiego na obiad w ich domu na przedmieściach Waszyngtonu w wieczór wyznaczony na akcję.

Kiedy Yamaguchi, uśmiechnięty i uprzejmy jak zwykle, przybył do rezydencji Zachariasów, oficer ONI przeprosił go i z sąsiedniego pokoju zadzwonił do kwatery głównej. Wypowiedział jedno słowo kodowe, oznaczające, że Japończyk już jest i „włamywacze” mogą przystąpić do pracy.

Tymczasem wczesnym wieczorem porucznik marynarki Jack S. Holtwick oraz kryptoanalityk i ekspert radiowy marynarki nazwiskiem McGregor przebrali się w kombinezony elektryków. Następnie pojechali do Alban Towers furgonetką z nazwą firmy telefonicznej wymalowaną wielkimi literami na boku. Wyjaśniwszy stróżowi, że zostali wezwani przez jednego z mieszkańców, dwaj mężczyźni wjechali windą na piętro Yamaguchiego i podeszli na palcach do jego drzwi. Chwilę posłuchali, czy z wewnątrz nie wydobywa się żaden dźwięk wskazujący na obecność uzbrojonych strażników.

Kapitan marynarki Tamon Yamaguchi, japoński superszpieg w Stanach Zjednoczonych (U.S. Navy).

Pracując bezszelestnie, nasłuchując uważnie, czy nikt nie nadchodzi, intruzi używając specjalnych narzędzi otworzyli drzwi, nie zostawiając żadnych śladów. Rozpoczęli ostrożne przeszukiwanie. Starali się nie przestawiać przedmiotów, co mogłoby zdradzić ich obecność. Nie znaleźli żadnego urządzenia kodującego.

Po schowaniu do kieszeni kilku dokumentów z biurka Yamaguchiego (w nadziei, że pomyśli, iż je gdzieś przełożył) „elektrycy” zjechali windą na dół, przeszli obok znudzonego stróża i wsiedli do furgonetki.

Źródło złowieszczego „klikania” w budynku pozostało dla Zachariasa tajemnicą. Pomyślał, że pewnie jakiś niezidentyfikowany Amerykanin wynajął dla Yamaguchiego dodatkowe mieszkanie w tym budynku, wykorzystywane dla utrzymywania potajemnego kontaktu ze źródłami wywiadu w Tokio.

ONI kontynuowało obserwację Alban Towers. Stało się jasne, że apartament Yamaguchiego jest punktem dowodzenia połączonej niemiecko-japońskiej działalności szpiegowskiej w Stanach Zjednoczonych.

Kilka miesięcy później, 25 listopada 1936 roku, przyjazne stosunki między nazistowskimi Niemcami Adolfa Hitlera i cesarstwem japońskim cesarza Hirohito stały się publicznie znane. Na ceremonii zorganizowanej w Berlinie japońscy i niemieccy dyplomaci podpisali Pakt Antykominternowski, zobowiązujący oba państwa do przeciwstawiania się wszelkiej aktywności wywrotowej na całym świecie.

Dwa lata później Tamon Yamaguchi został odwołany do Tokio, mianowany kontradmirałem i przydzielony do ministerstwa marynarki jako główny asystent admirała Isoruku Yamamoto, szefa połączonej floty cesarskiej. Na tym stanowisku Yamaguchi odegrał decydującą rolę w ściśle tajnej operacji: niespodziewanym ataku na Flotę Pacyfiku Stanów Zjednoczonych w Pearl Harbor na Hawajach2.

Dziesięć wtyczek w najwyższym dowództwie Hitlera

Szwajcaria, położona przepięknie wśród ośnieżonych zboczy Alp, miała wówczas tylko 5 000 000 mieszkańców. Spokojni, pracowici ludzie produkowali najwyższej jakości zegarki i hodowali najlepsze krowy. Ale największym majątkiem Szwajcarów była neutralność: konstytucja Federacji Szwajcarskiej nakazywała absolutną bezstronność w przypadku wojny, o ile kraj nie zostanie napadnięty.

Przez dziesięciolecia Szwajcaria stanowiła oazę pokoju, a dzięki swojemu położeniu w centrum Europy i sąsiedztwu z wielkimi mocarstwami – Niemcami, Francją i Włochami – stała się pod koniec lat 30. mekką dla szpiegów różnej narodowości. Dwie niemieckie agencje wywiadowcze, Abwehra i Sicherheitsdienst (SD), miały w tym małym kraju więcej tajnych agentów niż w jakimkolwiek innym państwie.

Przywódcy tych współzawodniczących niemieckich agencji szpiegowskich całkiem słusznie założyli, że żadna wewnętrzna opozycja przeciwko Adolfowi Hitlerowi i jego reżimowi nie skupi się w Szwajcarii. Dlatego organizacje te ustanowiły filie w Stuttgarcie, 120 kilometrów na północ od granicy, które przejęły sprawy w Szwajcarii.

Tajne służby zgromadziły 20 000 teczek dotyczących szwajcarskich obywateli, którzy mogliby być użyteczni dla Trzeciej Rzeszy. Co roku emisariusze ze Stuttgartu przemykali się do Szwajcarii i werbowali agentów. Tych następnie szkolono w Niemczech i wysyłano z powrotem do ich kraju, aby zjednywali dalszych współpracowników.

W tym samym czasie, gdy nazistowskie agencje szpiegowskie rozwijały swoją działalność w Szwajcarii, Alexander Radolfi, szanowany węgierski geograf, przybył do Genewy wraz z żoną Heleną. Powiedział sąsiadom, że szukają no-wych wyzwań, i małżeństwo otworzyło wydawnictwo kartograficzne „GeoPress”. W rzeczywistości firma była tylko przykrywką. Radolfi służył jako pułkownik w armii radzieckiej i został wysłany do Genewy z poleceniem zbudowania wielkiej siatki szpiegowskiej w Szwajcarii, aby przekazywała informacje dotyczące gwałtownej mobilizacji Niemiec.

Urodzony na Węgrzech, ale kształcony w szkole kierowanej przez radziecki wywiad niedaleko od Moskwy, Rado (jak nazywali go przyjaciele) spędził ostatnich kilka lat, pracując dla Kominternu, przygotowując rewolucje na Węgrzech, w Polsce, Czechosłowacji i Niemczech.

Głównym źródłem informacji Rada w pierwszych miesiącach jego pobytu w Szwajcarii w 1937 roku był szpieg o ciętym języku Otto Pünter (pseudonim Pakbo), twórca własnej małej siatki szpiegowskiej Rot w południowych Niemczech, złożonej z rodzimych wrogów reżimu nazistowskiego.

Były szwajcarski dziennikarz Pünter był wiernym, tajnym agentem komunistycznym od 10 lipca 1930 roku, kiedy wziął udział w locie samolotem nad Mediolanem. Nad miastem rozrzucono tysiące drukowanych karteczek obwieszczających przejęcie władzy przez nowego dyktatora, Benita Mussoliniego.

Kilka lat po osiedleniu się Rada w Genewie, inny radziecki agent, Alexander A. „Jim” Foote, przybył do miasta. Trzydziestotrzyletni, potężnie zbudowany mężczyzna o wzroście ponad 180 centymetrów był przystojny i czarujący. Potomka brytyjskiej rodziny klasy średniej spotkały niepowodzenia w kilku przedsięwzięciach i obwiniał o to wszystkich, tylko nie siebie.

W 1936 roku, gdy wybuchła wojna domowa w Hiszpanii, i armia rządowa stanęła przeciwko rebeliantom, siłom nacjonalistycznym Francisca Franco, który otrzymał broń, fundusze, informacje i „ochotnicze” niemieckie oddziały od Adolfa Hitlera, Foote wreszcie znalazł sprawę wartą, by o nią walczyć. W ciągu kilku tygodni znalazł się koło Madrytu jako członek brytyjskiego batalionu Komunistycznej Brygady Międzynarodowej, walczącej po stronie legalnego rządu.

Po upadku rządu hiszpańskiego we wrześniu 1938 roku Foote wrócił do Londynu i został zaproszony do kwatery partii komunistycznej przy King Street. Tam spotkała go niespodzianka. Douglas Springhall, komisarz polityczny Brygady Międzynarodowej w Hiszpanii, polecił go na specjalne stanowisko: szpiega działającego na rzecz Związku Radzieckiego w Szwajcarii, z Niemcami jako głównym celem.

Foote od dziecka chciał zostać tajnym agentem, więc z radością przyjął propozycję i otrzymał instrukcje.

Kazano mu pojawić się przed główną pocztą przy Rue du Mont-Blanc w Genewie 10 października 1938 roku. Miał założyć biały szalik i trzymać w prawej ręce skórzany pasek. W południe podejdzie do niego kobieta i spyta o godzinę. Będzie miała w jednej ręce pomarańczową paczkę, a w drugiej zieloną.

Kontaktem Foota okazała się Ursula Schultz (pseudonim Sonia), Żydówka urodzona w Niemczech, kierująca własną małą komórką, która działała ze Szwajcarii przeciwko Niemcom od 1936 roku. Wysoka, zgrabna, atrakcyjna 35-latka mieszkała z dwójką dzieci i gosposią w dużej willi w Caux, popularnym kurorcie górującym nad Jeziorem Genewskim, na zachodzie Szwajcarii.

Sonia żyła komfortowo ze swojej miesięcznej pensji w wysokości 1000 franków szwajcarskich, płaconej przez sowiecki wywiad. Ukryta przed ludzkimi spojrzeniami, w ogrodzie znajdowała się antena radiowa, a odbiornik schowany był w pojemniku na chleb w jadalni. Regularnie raz na dwa tygodnie kobieta nadawała transmisję do Moskwy i otrzymywała informacje od wielu swoich agentów w Niemczech.

Sonia dała Foote’owi sporą sumę 2000 franków szwajcarskich i nakazała mu wyjazd do Monachium. Miał tam zdobywać użyteczne wiadomości wojskowe, a po trzech miesiącach wrócić do Genewy. Dziesiątego stycznia 1939 roku spotkali się przed pocztą w Lozannie. Anglika rozpierała duma. Odkrył, że kiedy Adolf Hitler przebywał w Monachium, miejscu narodzin partii nazistowskiej, zwykł jadać obiad w Osteria Bavaria, eleganckiej restauracji koło Karlsplatz. Dlaczego w odpowiednim momencie ktoś nie miałby podłożyć tam bomby i wysadzić Führera?

Sonia była zaszokowana. Hitlera bardzo pilnie strzeżono, tak więc każdego zamachowca niemal na pewno by wykryto, co prawdopodobnie spowodowałoby zdemaskowanie radzieckiej siatki szpiegowskiej w Szwajcarii, a także schwytanie i rozstrzelanie jej agentów w Niemczech.

Po ostudzeniu entuzjazmu Foote’a Sonia nakazała mu powrót do Monachium. Powiedziała, że jeden z jej agentów skontaktuje się z nim w kwietniu i dostarczy funduszy.

Przychodząc na umówione miejsce, zaskoczony Foote odkrył, że kontaktem jest jego stary przyjaciel William Philips, także Anglik. Służyli razem podczas hiszpańskiej wojny domowej w Brygadzie Międzynarodowej. Trzy miesiące później, w sierpniu 1939 roku, Sonia rozkazała dwóm brytyjskim szpiegom powrót do Szwajcarii. Plotki głosiły, że Niemcy wkrótce rozpoczną wojnę.

Tymczasem dwóch mężczyzn w średnim wieku w cywilnych ubraniach wysiadło z pociągu w Lucernie, w Szwajcarii, i udało się do domu starego przyjaciela Rudolfa Roesslera. Gośćmi byli niemieccy generałowie, którzy wraz z innymi ośmioma oficerami wysokiej rangi z Oberkommando der Wehrmacht w Berlinie zaangażowali się w spisek, aby powstrzymać Adolfa Hitlera od realizacji planów podboju Europy.

Roessler, drobny człowiek o łagodnym głosie, któremu okulary w rogowej oprawie nadawały sowi wygląd, jako nastolatek walczył w armii niemieckiej podczas Wielkiej Wojny i został zwolniony z wojska w stopniu kaprala. W czasie służby zaprzyjaźnił się z młodymi mężczyznami, wcielonymi później do Reichswehry. Pięciu z nich, w tym dwóch odwiedzających teraz Roesslera w Lucernie, osiągnęło stopień generała w armii niemieckiej, a inni zostali pułkownikami i majorami.

W przeciwieństwie do swoich przyjaciół Roessler nie zdecydował się na karierę oficerską, ponieważ czuł odrazę do przemocy. Zamiast tego pozostał pacyfistą i z wielkim niepokojem obserwował umacnianie się „brązowych koszul”, jak na początku nazywano nazistów, podżeganych przez byłego kaprala Adolfa Hitlera.

Roessler zdecydował, że zrobi wszystko, co będzie mógł, by Herrenvolk (naród niemiecki) uświadomił sobie niebezpieczeństwo związane z nazizmem. Zaczął więc pracę jako reporter w „Augsburg Post Zeitung” i pisał zjadliwe artykuły o „brązowych koszulach”. Wkrótce stał się znaczącą osobą. Przez cały czas spotykał się ze swoimi dziesięcioma kumplami z armii i odkrył, że oni również są zaniepokojeni narastaniem nazizmu.

Latem 1934 roku, 18 miesięcy po tym, jak Hitler objął stanowisko kanclerza Niemiec i zaczął usuwać swoich wrogów, 36-letni Rudolph Roessler i jego żona Olga, piękna, dużo młodsza od męża kobieta, wyjechali do Szwajcarii. Założyli w Lucernie wydawnictwo „Vita Nova” (Nowe Życie).

Teraz dwaj niemieccy generałowie w przebraniu dotarli do celu. Jeden z nich powiedział Rudolfowi:

– Wojna wybuchnie za kilka tygodni.

Nakłonili swojego przyjaciela, aby odegrał znaczącą rolę w spisku mającym zbrojnie powstrzymać rozprzestrzenianie się nazizmu w Europie.

Generałowie wyjaśnili, że 10 konspiratorów będzie znało wcześniej plany Führera, ponieważ znajdowali się wśród oficerów opracowujących strategię. Jednym z mężczyzn w domu Roesslera był generał Erich F. Fellgiebel, szef łączności Wehrmachtu. Jako główny adiutant miał zawsze dostęp do wielkiego centrum radiowego OKW w Berlinie, gdzie nieustannie hałasowało około setki radiostacji. Radiooperatorzy wysyłali mnóstwo zakodowanych wiadomości i zapisywali je, nie znając znaczenia tysięcy kropek i kresek.

Generał powiedział Roesslerowi, że wtyczki w Berlinie chcą wysyłać mu przez radio ściśle tajne informacje. Konspiratorzy zawsze je szyfrowali, tak więc radiooperatorzy niczego nie będą podejrzewać.

– Przekaż informacje albo je sprzedaj, jeśli uznasz to za bardziej stosowne – powiedział jeden z gości. – Ale najlepiej najgorętszym wrogom Hitlera i nazizmu.

Roessler rozważał propozycję przez kilka minut, wreszcie uroczyście się zgodził.

Narażając się osobiście, dwaj generałowie przywieźli ze sobą do Lucerny mały kufer, a w nim najnowszy typ krótkofalówki. Radioodbiornik rozłożony był na części, ponieważ każdy komponent wynoszono ukradkiem z centrum łączności Wehrmachtu w Berlinie.

Czy Roessler miał w Szwajcarii kogoś zaufanego, kto złożyłby aparat i kto wystarczająco dobrze zna alfabet Morse’a, aby go obsługiwać? Roessler znał takiego człowieka: Christiana Schneidera, Niemca, żarliwego antynazistę.

– Das ist gut! – powiedział jeden z generałów. Przed wyjazdem gości opracowano szyfr i procedurę nawiązywania regularnej łączności między wtyczkami w najwyższym dowództwie i Roesslerem w Lucernie.

Teraz Roessler stanął przed najważniejszą decyzją w życiu: komu powinien przekazywać tajne informacje, które wkrótce napłyną do niego drogą radiową? Czy ma dyskretnie przejść się po alianckich ambasadach z towarem w walizce? Żaden dyplomata nie potraktuje go poważnie. Wreszcie zdecydował się, że zaproponuje bezcenne wiadomości swojej przybranej ojczyźnie – Szwajcarii. Jeśli szwajcarski wywiad będzie chciał, przekaże je innym zaprzyjaźnionym państwom.

Kilka dni po powrocie niemieckich generałów do Berlina Roessler zaaranżował spotkanie z Xavierem Schnieperem, swoim bliskim, młodym szwajcarskim przyjacielem. Schnieper, jak orientował się Roessler, przez jakiś czas służył w szwajcarskich tajnych służbach i często prześlizgiwał się przez granicę do Trzeciej Rzeszy w mundurze niemieckiego kaprala.

Ostrożnie, by nie zdradzić całej prawdy, Roessler powiedział przyjacielowi, że ma tajne kontakty w Berlinie. Będzie otrzymywał stamtąd bieżące wiadomości, które chciałby przekazywać Szwajcarom. Schnieper zgodził się pogadać z kimś wyżej postawionym.

Wkrótce do Roesslera dotarła wieść, że pułkownik Roger Masson, 70-letni szef szwajcarskiego wywiadu, zgodził się na szpiegowską działalność Roesslera pod warunkiem, że wszystkie informacje nadchodzące z Berlina będą przekazywane bezpośrednio do niego.

Masson miał ogromne wyrzuty sumienia, że będzie przyjmował wiadomości od tajnego agenta działającego w Szwajcarii. Jednak wiedział, że Adolf Hitler szykuje się do wywołania wojny w Europie, a jego sympatia dla aliantów spowodowała, iż szukał sposobu na ostrzeżenie ich o niemieckich planach militarnych bez bezpośredniego mieszania w to Szwajcarii.

Główny adiutant Massona, major Hans Hausamann, zacięty wróg hitlerowskich Niemiec, znalazł rozwiązanie. Znajomy Czech, zwany „wujem Tomem”, zgodził się służyć jako łącznik z brytyjskimi tajnymi służbami. W rzeczywistości był to pułkownik Thomas Sedlacek, który odgrywał tę rolę przez ponad pięć lat.

Tymczasem Rudolf Roessler po namyśle zaufał Christianowi Schneiderowi. Ten złożył mu radio zostawione przez dwóch niemieckich generałów i nauczył je obsługiwać. Rudolf mógł sam wysyłać wiadomości i otrzymywać je od berlińskich konspiratorów.

Roessler nie wiedział, że Schneider (pseudonim Taylor) był agentem radzieckiej komórki szpiegowskiej z Rachel Duebendorfer (pseudonim Sisi) na czele, która działała w Genewie w biurze Partii Pracy, gdzie Rachel pracowała. Mieszkała z córką Tamarą i przyjacielem Paulem Boetcherem, byłym pastorem, w jego rodzinnych Niemczech.

Na początku maja 1940 roku konspiratorzy z Berlina przekazali Roesslerowi, że Hitler jest prawie gotów do rozpoczęcia planu „Żółtego”, zmasowanego ataku na Francję, Belgię i Holandię. Wuj Tom natychmiast poinformował ambasady brytyjską, holenderską i belgijską, ale kiedy siły Wehrmachtu uderzyły 10 maja, obrońcy byli całkowicie zaskoczeni. Ostrzeżenie Roesslera zostało zignorowane.

W ciągu sześciu tygodni potężna niszczycielska machina opanowała większość Europy Zachodniej i rozważała skok przez kanał La Manche na podbój Wielkiej Brytanii. W tym momencie Moskwa rozkazała Jimowi Foote’owi, aby został radiooperatorem Rada, wielkiego radzieckiego superszpiega, który mieszkał w Genewie. Ze względu na bezpieczeństwo Foote działał w Lozannie, około 80 kilometrów na północny wschód od Genewy.

Wynająwszy apartament na najwyższym piętrze wielkiego budynku, zorientował się, że to idealne miejsce dla jego tajnej radiostacji. Intruz musiałby sforsować dwie pary ciężkich, zamkniętych drzwi, tak więc on miałby wystarczająco dużo czasu, aby zniszczyć radio i szyfry.

Foote znalazł technika, który zainstalował mu na dachu ogromną antenę, nie informując policji o tej niezwykłej działalności cudzoziemca. Rozmiar anteny miał decydujące znaczenie dla kontaktowania się z Moskwą. Foote osiągnął swój cel, przekonując instalatora, że jest ekscentrycznym angielskim milionerem, uwięzionym przez wybuch wojny w Szwajcarii, który chciałby wysłuchiwać wiadomości nadawanych przez BBC z Londynu.

Istniał jeszcze jeden powód, dla którego Foote potrzebował wielkiej anteny: aby mieć pewność, że jego wiadomości dotrą do Londynu. Chociaż maskował się jako lojalny komunista, w rzeczywistości był podwójnym agentem zatrudnionym przez brytyjski wywiad do rozszyfrowania radzieckiej siatki szpiegowskiej w Szwajcarii i przekazywania drogą radiową do Londynu informacji o nazistowskich Niemczech.

W 1938 roku, kiedy Foote wrócił do Londynu po hiszpańskiej wojnie domowej, komunizm mu obrzydł. Skontaktował się więc z Claude’em Danseyem, zastępcą szefa MI-6 (brytyjskich tajnych służb odpowiedzialnych za operacje zamorskie), który zwerbował go na współpracownika. Dansey poinstruował go, by przyjął ofertę złożoną przez partię komunistyczną z siedzibą przy King Street i przystąpił do współpracy ze Związkiem Radzieckim w Szwajcarii. Foote został podwójnym agentem.

W listopadzie 1940 roku szefowa Foote’a w radzieckiej komórce szpiegowskiej, Sonia, powiedziała mu, iż zakochała się w brytyjskim agencie Williamie Philipsie i zamierza z nim zamieszkać w Londynie. Foote był zdruzgotany. Wiedział, że niezwykle skuteczny brytyjski kontrwywiad starannie prześwietla wszystkich wjeżdżających do kraju. Doszedł więc do wstrząsającego wniosku: Sonia i Philips również pracowali jako brytyjscy podwójni agenci. Trzy dni przed Bożym Narodzeniem para wyjechała do Londynu przez Lizbonę.

Tymczasem w Lucernie Rudolfa Roesslera zalał potok informacji najwyższej wagi pochodzących od jego berlińskich przyjaciół. Kilka dni po Bożym Narodzeniu 1940 roku otrzymał rewelacyjną wiadomość, która dotarła do niego w ciągu 48 godzin od ogłoszenia. Rozkodowanie jej zajęło mu 12 godzin. W ten sposób otrzymał kompletną kopię planu „Barbarossa”, inwazji Hitlera na Związek Radziecki. Atak miał nastąpić wiosną 1941 roku.

Roessler był zaszokowany. Desperacko próbował znaleźć trzecią drogę, aby ostrzec Sowietów. W końcu skontaktował się z Christianem Schneiderem, człowiekiem, który złożył mu aparat radiowy i wydawał się skłaniać ku komunizmowi.

Roessler nie owijał w bawełnę.

– Niemcy zamierzają wiosną zaatakować Związek Radziecki – powiedział Schneiderowi. – Nie wiesz, jak mogę poinformować o tym sowieckich agentów?

Roessler przypomniał mu o radioodbiorniku i zapewnił go, że ma kontakty w Berlinie na samej górze.

Miesiąc później Schneider zawiadomił Roesslera, że „moi ludzie” są w kontakcie z ministerstwem bezpieczeństwa narodowego – zwanym przez radzieckich szpiegów „Centralą” – w Moskwie i że jest zgoda na wciągnięcie niemieckiego emigranta na listę płac. W ten sposób Roessler, protestant z szanowanej, konserwatywnej rodziny należącej do wyższej klasy średniej, stał się radzieckim szpiegiem.

Pułkownik Masson dał swoje błogosławieństwo porozumieniu, pod warunkiem że Roessler (w Centrali nadano mu pseudonim Lucy) będzie nadal przekazywał Szwajcarom wiadomości z Berlina, które mogłyby być użyteczne dla Brytyjczyków.

Układ funkcjonował w ten sposób, że Rachel Duebendorfer (Sisi) i Christian Schneider (Taylor) przekazywali codziennie informacje z Berlina od Rudolfa Roesslera Jimowi Foote’owi, który ostatnio zastąpił Rada na czele radzieckiego aparatu szpiegowskiego w Szwajcarii.

Rado dowiedział się, że BUPO – szwajcarski wywiad – zamierza go lada chwila aresztować, szybko więc podał Foote’owi adresy i telefony członków siatki. Następnie Rado, jego żona Helena i dwaj synowie uciekli z kraju.

Teraz Jim Foote, podwójny agent, znalazł się w nietypowej sytuacji. Zalewany był informacjami zarówno z Berlina, jak i od całej szpiegowskiej organizacji radzieckiej w Szwajcarii. Wiele dni i nocy strawił na nadawaniu tej rzeki wiadomości do Moskwy i do Londynu.

Przez cały ten czas moskiewska Centrala raz za razem pytała o źródło informacji Roesslera. Wytrwale odmawiał on zdemaskowania berlińskich konspiratorów. Dlatego kiedy niemiecki emigrant ostrzegł Sowietów, że Adolf Hitler planuje inwazję na ZSRR wzdłuż 1500-kilometrowego frontu o świcie 22 czerwca 1941 roku, zostało to zlekceważone. Wojenna machina Adolfa Hitlera, korzystając z całkowitego zaskoczenia, wtargnęła w głąb Związku Radzieckiego.

Przez ponad dwa miesiące moskiewska Centrala uparcie odmawiała wysłuchania alarmujących sygnałów od Roesslera. Teraz, 24 godziny po uderzeniu Wehrmachtu, nagle zyskał on wiarygodność i Centrala zaoferowała mu więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek zapłacono tajnemu agentowi – miesięczną pensję w wysokości 7000 franków szwajcarskich.

Na dalszych etapach wojny Roessler, za pośrednictwem swoich doskonale umiejscowionych szpiegów, dostarczył informacji, które pozwoliły armii Józefa Stalina dokonać decydującego uderzenia na Wehrmacht.

Jim Foote, podwójny agent, który przekazywał do Centrali w Moskwie tysiące stron informacji najwyższej wagi, został powiadomiony na początku 1943 roku, że wdzięczny Związek Radziecki nadał mu stopień majora Armii Czerwonej3.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Tajne bronie w II wojnie światowej Tajne epizody II wojny światowej Niewyjaśnione tajemnice II wojny światowej Najbardziej pomysłowe fortele w II wojnie światowej Ściśle tajne w II wojnie światowej 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Wołyń '43 Romanowowie Liberator Zapomniane narody Europy