Fizymatenta

Fizymatenta

Autorzy: Kazimierz Kutz

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Literatura faktu Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 368

Cena książki papierowej: 39.99 zł

cena od: 22.49 zł

To książka, którą zabierzesz ze sobą w drogę. Tę krótką, tramwajem do pracy, dłuższą,

weekendową - ale i taką na kraniec świata. Będziesz pożerać ją zachłannie, niczym babciny

przysmak z dzieciństwa - od czasu do czasu wyjmując z gardła ość. Bo to opowieść niezwykła i niełatwa.

Przez kilkanaście minionych lat Kazimierz Kutz, wybitny reżyser, pisarz, działacz społeczny i

polityk, na łamach katowickiego dodatku „Gazety Wyborczej” publikował felietony,

w których co tydzień bez miłosierdzia tarmosił nasze paranoje, odzierał nas z codziennych

małostek, kpił z zadufanych i uziemiał ideologicznie lewitujących. Od czasu do czasu żegnał

też największych – ludzi pięknych, swoich braci i siostry z polskiego Parnasu. I upominał się

o Śląsk, najbardziej sponiewierany zakątek Polski. A wszystko to czynił z literacką klasą

godną „Kronik tygodniowych” Słonimskiego, pasją lekarza zatrutej polskiej duszy i gorzką

intuicją śląskiego Wernyhory. Jak cały ten Kutz.

Kazimierz  Kutz – polski reżyser filmowy, teatralny i telewizyjny, scenarzysta filmowy oraz polityk, członek założyciel Stowarzyszenia Filmowców Polskich . Wyreżyserował ponad dwadzieścia filmów fabularnych, z czego sześć o Górnym Śląsku. Zrealizował m.in. filmową trylogię śląską Sól ziemi czarnej (1969), Perła w koronie (1971), Paciorki jednego różańca (1979), za który otrzymał Grand Prix Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w 1980 na 7. FPFF. 

WARSZAWA 2017

Redakcja: Robert Siewiorek

Korekta: Karolina Pospiszil

Projekt okładki: Krzysztof Rychter

Zdjęcie na okładce: Albert Zawada/Agencja Gazeta

Projekt graficzny makiety, skład i łamanie:

Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART. DESIGN

www.panczakiewicz.pl

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Katarzyna Kubicka

© Copyright 2017 by Kazimierz Kutz

© Copyright 2017 by Agora SA

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2017

ISBN: 978-83-268-1950-6 (EPUB), 978-83-268-1951-3 (MOBI)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

Wstęp – Szlachecki warchoł podlany śląskim sosem. Adam Michnik

Pokłóćmy się!

Dwa pogrzeby

Uległość i ugodowość – nasz śląski pypeć

Znamienny był 2004 rok

Na górnym C patosu

Pełnia sprawiedliwości

Witaj majowa jutrzenko!

...a głupiemu radość

Al Kaida zapukała do drzwi naszego sąsiada

Gorące żniwa w toku

Nasz śląski dziadek

Politycy zagrali w kościele

Dramat opętanych władzą

Uroki internetowej spluwaczki

Dziwy świata tego

Rodzima grawitacja

Wizyta starszego pana

Dlaczego uciekają młodzi

Znów gonią zajączka

Nadchodzi czas patriotów

Lodowce topnieją

Güntera Grassa płacz „Przy obieraniu cebuli”

Odgrzewane kotlety, czyli znowu o ewolucji

Pani Barbara

Prałat od św. Brygidy

Rozkwit operetki narodowej

Drugi koniec kija

Brzydota

Doda i Tusk

Stare szkielety

Podróże w czasie

Gustaw

Wyliczanki

Koślawość jako cnota

Kaczki na Mount Evereście

Patrz tam jako

Letnie reminiscencje

Śląska siekiera

Przedświąteczny szok

2010 – rok przedni

Doda szyku doda

Żyd w szafie

Wtórny kanibalizm

Idą burze

Dzień Boży

Łomoty w starych pierzynach

Paszoł won

Wiosenna macanka

Wielkie niepokoje i małe szaleństwa

Żniwa Rydzyka

Bilanse i danse

Terror kiczu

Maskwa maja

Śląski ogród

Czekoladowy anioł

Odszedł za daleko od domu

Kto warzy ten żur?

Piękny smutek

Urocza biedna majówka

Pośmiertna poprawność

Ni ma fartu

Zew natury

Wielka wajcha

Misjonarz

Górnośląskie fatum

Urodzinowe grajcarki

Równiacha

Znów będziemy się czule głaskać

Mroczne symbole

Kornblumenblau

Pełne lato

Rycerz Okrągłego Stołu

Lament nad biało-czerwoną

Stara chabeta

Samoistnienie

Wojtek

Gender w środku miasta

Spiętrzenie piętra

Poeta przyjął ziemię

Browning

Sierpień, czyli napór „Godziny W”

Życie jest po to, żeby je przeżyć

Noga Lewandowskiego

Czas leci i poszerza się

Głowacze

Zeskok

Skumbria w tomacie

Prawo do kultury

Szary dym

Rozporek prezydenta

Górny Śląsk, czyli jajo ichtiozaura

Śląski święty

Czarna łza

Spalcie żółte kalendarze

Damskie derby i pocałunki

Idzie wiktoria

W koło Macieju

Życie w starych fugach

Prawdziwy koniec „Ziemi obiecanej”

Studnia czasu

Koniec udręki

Kult fiaska

Błogosławiony kompleks dziadka z W.

Jezuita z Ameryki Południowej

Ora pro nobis

Duszpasterz

Suchy Franek

Koło historii

Łoszkrabina

Druga katastrofa smoleńska

Boskie baby wzięły los Polski w swoje ręce

Andrzej

Zgasła śląska petronelka

Dostojeństwo przytulnej śmierci

Święto niedobrego poczęcia

Przypisy

W S T Ę P

Szlachecki warchoł podlany śląskim sosem

Adam Michnik

Kazimierz Kutz, wybitny artysta, reżyser filmowy i teatralny, jest też znakomitym pisarzem. Dowiódł tego w książce „Piąta strona świata”, przejmującej opowieści o śląskich losach.

„Fizymatenta” to rodzaj kroniki polskich wydarzeń ostatniego czasu sporządzonej z perspektywy śląskiej. To jest Polska widziana krytycznym okiem artysty i obywatela, który głośno upomina się o prawo śląskiej tożsamości kulturalnej i historycznej do istnienia.

Ale przecież Kutz jest patriotą polskim. Dlatego oddaje hołd wartościom polskiej kultury i wielkim duchom: Miłoszowi i Wajdzie, Holoubkowi i Cybulskiemu, Różewiczowi i Kuroniowi, Mazowieckiemu i bp. Nosolowi, Korfantemu, Ziętkowi i Bartoszewskiemu. Ci ludzie ożywają pod piórem Kutza jako znaki nadziei i szacunku.

Nie ukrywa też swoich antypatii: ostrym piórem, w słowach pełnych ironii i sarkazmu, piętnuje to, co uważa za głupie i szkodliwe w polskim życiu publicznym.

Śląsk kocha, ale Ślązaków nie oszczędza. Pisze o ich „dupowatości” i o „dziedzicznym kompleksie poddanego”.

O ekipie rządzącej dziś Polską mówi dosadnie: „PiS-owski szmaciak od podsłuchów kala dzień po dniu uszy Polaków. Tu śmierdzi jego gównem”.

Kutz jest przekorny, prowokujący, miejscami ironizujący, ale jakże smakowity.

Kiedyś – minęło już 27 lat – był moim nauczycielem Śląska, tak jak wszystkich Polaków uczył Śląska w swoich filmach. Ta książka to dalszy ciąg jego śląskich rekolekcji.

Powiada: „Polski polonocentryzm jest dziedzictwem zaboru rosyjskiego, podlany faszystowskim sosem, rozwija się w kierunku jagiellońskiego warcholstwa dawnej szlachty”.

A Kutz? Myślę, że to szlachecki warchoł podlany śląskim sosem. Uwielbiam danie z takiego warchoła.

Pokłóćmy się!

Czytuję prawie wszystko z wyjątkiem organów skrajnie prawicowych. Z zoologicznej ciekawości zaglądam do TV „Trwam”, dzięki czemu nareszcie mogę poprzyglądać się o. Rydzykowi, potem przelatuję po stacjach o dzikich zwierzętach i ląduję na dłużej w TVN24. To mój codzienny pacierz. Z całkowitą uległością poddaję się temu codziennemu rytuałowi rzeczywistości, jak jakiemu bóstwu. Potem wypijam dwa naparstki ziołowej nalewki zalecanej po siedemdziesiątce przez św. Piotra i przemielony gradem informacji oraz skojarzeń zapadam w 15-minutowy kamienny sen, by szlam codzienności mógł osiąść na dnie zapomnienia. Pilnuję rzeczywistości równie chciwie, jak ona mnie. Ale zawsze coś we łbie zostaje, zwłaszcza jeśli dotyczy Śląska, choć tego niewiele.

Jednak trzymanie się tylko czasopism świadczy o konserwatyzmie, bo w internecie przepływ informacji jest znacznie szybszy i spontaniczne są reakcje ludzi. Łatwiej zorientować się w nastrojach społecznych i dowiedzieć się, co ich naprawdę dotyka. Tu spór jest oczywistością, choć czasem przybiera formy zgoła humorystyczne, jak ten po dyskusji nad mitem wieży spadochronowej, gdzie postawiono problem, czy Tadeusza Kijonki (który bronił radykalnie nietykalności mitu wieży) nie należałoby eksmitować do Polski. Podobnie było z dynamiczną wymianą zdań na temat socjalistycznej architektury Katowic, wywołaną głównie publikacją Michała Smolorza[1]. I tak być powinno, w tym wielka wartość niekontrolowanego, często nieprzyzwoitego demokratyzmu internetu. Zresztą, Michał Smolorz – niezależnie, co napisze – funkcjonuje na prawach „czerwonej płachty na byka”. Ale przynajmniej wiadomo, czego się po nim spodziewać.

Przy okazji wymiany zdań o architekturze Katowic wyłonił się po raz któryś problem katowickiego rynku i w ogóle wizji miasta. Ostatnio zaproszono dla porady wybitnych architektów spoza zachodnich granic i ci powiedzieli to samo, co niżej podpisany już parę lat temu. Katowice są tworem bez serca, bo nie mają swojego przychylnego dla ludzi centrum. A to co jest, to jeno rozwidlenie komunikacyjne z dość kaprawą architekturą z nieodległych czasów. Ale, paradoksalnie, Katowice od paru lat uchodzą w różnych rankingach za jedno z najlepiej rozwijających się miast, gdzie głównym kryterium oceny są inwestycje. Ta renoma działa dzięki wielkim nakładom na przelotowe arterie komunikacyjne. To oczywiście jest godne pochwalenia, ale w dyskusji w sprawie centrum jest sprawą drugorzędną. Marzenia mieszkańców Katowic o przytulnym centrum miasta były i są większe niż jakakolwiek inwestycja w mieście. Ale poza Jerzym Ziętkiem nigdy nie zalęgały się w głębszych warstwach szarych komórek rządzących.

Sprawa ma kontekst szerszy i wiąże się z tradycyjnie niskim poziomem identyfikowania się ze Śląskiem wielu ekip i formacji politycznych, które rządziły Śląskiem i Katowicami. Ale wielu polityków tamtych czasów miało w ogóle kłopoty z szarymi komórkami. Nie będę odgrzewał starych kotletów na temat „kolonizatorskiego” traktowania Śląska lub jako ziemi zdobycznej. Ale poza wspomnianą głupotą wiele rzeczy dałoby się łatwo wyjaśnić, gdyby tylko sporządzić notki biograficzne sekretarzy PZPR-u miast śląskich, wyższych urzędników, szefów policji i UB; skąd przyszli, co tu robili itd. Przy okazji można by dowiedzieć się, co dziś robią ich potomkowie.

Słowem, jest to problem utożsamiania się z miejscem, gdzie się żyje, zwłaszcza kiedy jest się przy władzy, a nie uznaje się wartości wspólnych dla mieszkańców regionu. A Śląsk je ma. Ta negatywna tradycja ciąży na Śląsku bardziej niż w innych regionach Polski i dlatego dzisiejszy rozwój świadomości regionalnej – aż po głoszenie odrębności narodowej – nie powinien aż tak dziwić. Bo przecież jak się trochę zastanowić, Ślązacy zawsze, w którym państwie by nie żyli, byli traktowani jak obcokrajowcy. I jest tak do dziś. Dlatego tak ważną sprawą jest odnalezienie się Ślązaków w możliwościach demokracji; jej potencjalnych instytucjach, a zwłaszcza w samorządności. Cała Polska otrzymała upragniony od wielu, wielu pokoleń dar wolności. Śląsk także, a może zwłaszcza – więc o co idzie?

Toczę ten wywód poniekąd po przeczytaniu w „Życiu” (z kropką) artykułu Szczepana Twardocha (doktoranta z UŚ) pt. „W obronie Śląska”, który na bardzo dobrym poziomie polemizuje z Włodzimierzem Paźniewskim[2], który co najmniej pół życia spędził w Katowicach, z niejednego pieca chleb jadał i niejedno oskalpowanie ma za sobą, ale bardzo ładnie i kompletnie nie oswoił się ze Śląskiem. I czasem beknie coś obstrukcyjnie, choć przygarnie go jakiś cmentarzyk na zawsze. Teraz znów zaplątał się w pisemko dość podejrzanej konduity i dla chleba dał głos. Szkoda go, aby się tam marnował; szkoda jego umysłu i talentu pisarskiego. Przydałaby mu się jakaś korzystna reanimacja na stare lata. On jest godzien pierwszej linii! Dziś inteligentny antyśląski głos potrzebny jest bardziej niż kiedykolwiek, bo nieodzowny jest otwarty i nieustanny spór o dzisiejszy Śląsk. On jest potrzebny całej Polsce! Ale co tam Polska, ona też jest tutaj, i taka będzie, jaką ją sobie ludzie urządzą.

Jest pora, aby myślenie pionowe – a także urazowe – wyrzucić na śmietnik i zacząć kultywować myślenie poziome, organiczne rzec można, bo ono jest naturą demokracji. To obywatele muszą sobie teraz wymyślać swoją wieś, miasto i region; tworzyć wizje przyszłe i wynajdować środki na ich realizację. Państwo ma dziś inne zadania.

Dlatego trzeba ciągle dialogować, kłócić się o sprawy konkretne, a nie tylko o mity, i wciągać w dysputy społeczeństwo. Dlatego znacznie ważniejsza wydaje się dyskusja o architekturze Katowic, i w ogóle wizji tego miasta, niż modernistyczne zacietrzewienie nad wieżą spadochronową. Choć zdałoby się dwa razy do roku wyciągnąć jakiegoś trupa z szafy i zbulwersować opinię lokalnego społeczeństwa. Na przykład sprawy udziału Ślązaków w Wehrmachcie, o których Alojzy Lysko[3] pisze przejmująco w ostatnim Biuletynie IPN-u. „Problem Górnoślązaków służących podczas drugiej wojny światowej w Wehrmachcie był i nadal jest tematem kontrowersyjnym zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. W polskim systemie myślowym Górnoślązacy w niemieckich mundurach to zdrajcy niegodni pamięci, w niemieckim – to Polacy, którzy przez fakt służby w Wehrmachcie i podpisania volkslisty chcą zapewnić sobie prawo do stałego pobytu i przywilejów socjalnych” – tak zaczyna się jego niezwykły esej. Jest o czym rozmawiać, choćby i przez to, że 50 tys. tych chłopców zdezerterowało i zasiliło Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie.

Tematem równie serio, choć dotyczącym rzeczywistości istniejącej, jest owo magiczne miejsce nazywane w Katowicach rynkiem. Wszyscy po nim chodzą i wiedzą, że powinno być inne – marzą o takim miejscu. Można by mieszkańców Katowic namówić, aby przez wakacje – w chwilach wolnych, pod jakąkolwiek szerokością geograficzną by nie byli – wyrysowali swoją wizję serca swojego miasta i w odpowiednim czasie złożyli ją w miejscu określonym przez redakcję. Potem można by urządzić na rynku, na przykład z okazji pierwszego dnia jesieni, wystawę wszystkich prac i urządzić regionalny piknik w starych kostiumach i dekoracjach. I ze starą muzyką do tańca. Potem, przy udziale powszechnym, wybrać pięć najbardziej odważnych projektów, zwycięzców nagrodzić, a na koniec zebrać się w kupę i zrobić pamiątkowe zdjęcie ku potomności tych, którzy być może doczekają się w Katowicach centrum, z którego nie będzie się chciało wracać do domu.

16/07/2004

Dwa pogrzeby

Nie wiem, czy przyjętym jest mówienie o pogrzebach jako źródle szczęścia. Jeśli nie, to ja powiem. Tak, miałem szczęście uczestniczyć w pochówkach dwóch wielkich ludzi. W Polsce zdarzają się od niedawna. Nie zawsze znamienici obywatele umierali na własnej ziemi i we własnej pościeli, i mieli u siebie godne swoich zasług pogrzeby. Sfiksowana historia Polski sprawiła, że wielkich obywateli co rusz wykopuje się z obcych cmentarzy, w szczątkach przywozi do kraju i z uroczystą oprawą chowa w należnym im miejscu. Nie wszystkich to zadowala, bo pojmowanie patriotyzmu u Polaków jest specyficzne; obciążone starą i nową przeszłością, bardzo roztrzaskaną, powoduje, że nawet ludzie dawno umarli budzą gwałtowne spory ideowe. I polityczne machinacje, a także przejawy nadętej głupoty. Mentalny terror Polaka-katolika – ten historyczny HIV – jest jak kwas pruski, który wyżera z mózgów co lepsze komórki i staje się dekoracją, w której od wieków toczy się funeralna postintegracja społeczna.

Dziś, dzięki nowemu ułożeniu się rzeczywistości, po raz kolejny zasłużeni minionego wieku wracają do siebie, a co najbardziej godne podkreślenia, nareszcie współcześni bohaterowie – już bez piętna wygnańców – mogą najpóźniej w 14 dni od śmierci odnaleźć u siebie ostatni skrawek ziemi.

Los podarował mi możliwość uczestniczenia w dwóch nadzwyczajnych pogrzebach: w niezwykłych widowiskach, jakich dawno nie było i nie będzie. Ale obydwaj umarli przyczynili się ważnej sprawie – by nastał świat, w którym od 15 lat uczestniczymy. Słowem, byłem na pogrzebach Jacka Kuronia i Czesława Miłosza. W uroczystościach pogrzebowych miałem zaszczyt być przedstawicielem Senatu. W perspektywie osobistej oznaczało to komfort, a co za tym idzie i dobry punkt do poznawania spraw i rzeczy.

[...]

Przypisy

[1] Michał Smolorz (1955–2013) – śląski publicysta, scenarzysta i reżyser.

[2] Włodzimierz Paźniewski – rocznik 1942, pisarz, publicysta i poeta.

[3] Alojzy Lysko – rocznik 1942, śląski pisarz, działacz społeczny, samorządowiec i polityk, poseł na Sejm V kadencji.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Fizymatenta 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI