12 tajemnic chrześcijaństwa, które rzuciły wyzwanie nauce

12 tajemnic chrześcijaństwa, które rzuciły wyzwanie nauce

Autorzy: Patrick Sbalchiero

Wydawnictwo: Esprit

Kategorie: Filozofia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 21.52 zł

Czy figura może płakać?

Jak to możliwe, że ciała nie ulegają zepsuciu?

Co sądzić o „tańcu słońca” w Fatimie?

Jaką tajemnicę skrywa słynny Całun Turyński?

I czym naprawdę są stygmaty?

Historyk i dziennikarz Patrick Sbalchiero przeprowadza pasjonujące śledztwo, rozwiązując dwanaście największych tajemnic historii Kościoła. Bezlitośnie konfrontuje je z nauką, rozstrzygając ostatecznie zawzięty pojedynek wiary z chłodnym, analitycznym umysłem badacza. Jeśli sądziłeś, że współczesny świat udzielił już odpowiedzi na wszystkie pytania, ta książka z pewnością będzie dla ciebie zaskoczeniem. Autor dowodzi bowiem, że historia to także tajemnicze zdarzenia, wobec których naukowa metoda jest bezsilna.

Patrick Sbalchiero – dziennikarz, doktor historii, wykładowca prestiżowej uczelni L’École cathédrale de Paris. Autor kilkunastu książek, w tym biografii św. Ojca Pio.

Książka Sbalchiero pokazuje, że wbrew powszechnej opinii, nauka nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania. Rozum posiada granice poznania i dlatego nigdy nie wyeliminujemy z naszego życia wymiaru tajemnicy.

Grzegorz Górny, dziennikarz i publicysta,

założyciel kwartalnika „ FRONDA

Originally published under the title

Douze énigmes qui défient la science

Copyright © Éditions Salvator, 2013

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Esprit 2016

All rights reserved

Na okładce: © Lorik Laszlo / Depositphotos; Wikimedia Commons (stygmaty św. o. Pio); Soren0007 / 123RF (Oblicze z Całunu Turyńskiego)

Redakcja: Anna Chojowska-Szymańska, Karolina Korbut, Monika Nowecka

ISBN 978-83-65706-28-7

Wydanie I, Kraków 2016

Wydawnictwo Esprit

ul. Przewóz 34/100, 30-716 Kraków

tel./fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19

e-mail: sprzedaz@esprit.com.pl

ksiegarnia@esprit.com.pl

biuro@wydawnictwoesprit.com.pl

Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

SPIS TREŚCI

Wstęp. Czym jest ta książka?

Czy Całun Turyński mógłby być falsyfikatem?

Fałszywa debata i niewłaściwe odczytanie – kult relikwii

Najpopularniejsza z relikwii Chrystusa – Całun Turyński (Święty Całun)

Fakty wymykające się nauce

Błąd z 1988 roku

Znaki i ślady

Płaszcz Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe

Całkowita zagadka

Całkiem zwyczajny płaszcz

Obraz młodej kobiety

Badacze a oczy Maryi

Patronka Ameryki

Cud z Calandy

W tętniącej życiem Hiszpanii

Dochodzenie w sprawie cudu

Osoba Miguela niczego nie wyjaśnia

Wykluczenie naturalnej przyczyny

Autentyczne, medycznie potwierdzone przypadki inedii

Teresa Neumann

Najważniejsze zarzuty

Przypadek Rolande (Madame R.)

Lewitacja, czyli mistyczne uniesienie

Przypadki wyjątkowo istotne i dobrze udokumentowane

Najsłynniejszy przykład – św. Józef z Kupertynu

Przejście w „inny wymiar” rzeczywistości?

Ekstazy, wizje, przeczucia, uzdrowienia…

W przypadku św. Józefa nigdy nie było żadnego oszustwa!

Nauka w impasie

Fatima i taniec słońca

Mała spokojna parafia

Było sobie troje małych dzieci

„Przeźroczysta statua ze śniegu”

„Cud Słońca”

Pius XII – on także

Cuda eucharystyczne

Przygotowanie

Cuda widzialne

Cud z Lanciano (około 750)

Bolsena (1263)

Inne znaczące wydarzenia

Brak rozróżnienia pomiędzy sakramentalną obecnością a cudem?

Kartezjusz a Eucharystia?

Nieznane dowody: czepek z Cahors i tunika z Argenteuil

Czepek z Cahors – prawdziwa relikwia męki Pańskiej?

Tunika z Argenteuil

Ciała, które nie uległy zepsuciu

Święty Charbel Makhlouf

Służebnica Boża Catalina de Cristo

Święta Roselina z Villeneuve

Kiedy zachowane od zepsucia ciało idzie w parze ze świętością?

Zachowanie ciała od zepsucia nie jest wynikiem balsamowania

Zachowanie ciała od zepsucia nie jest główną oznaką świętości

Stygmaty – znak duchowy czy proces chorobowy?

Stygmaty ściśle związane ze świętymi

Bolesne piętno

Bajki z przeszłości czy teraźniejsza rzeczywistość?

Czy figura może płakać?

Stabat Mater dolorosa

Oszustwa – owszem!

Łzy latem 1796 roku

Madonnina z Syrakuz (1953)

Akita (1973) i Matka Boża z Dalekiego Wschodu

Zwykła, gipsowa figura, Civitavecchia (1995)

Uzdrowienia w Lourdes

Przypadek numer 1: Justin Bouhort

Przypadek numer 2: Louis Bouriette

Przypadek numer 3: Blaisette Cazenave

Przypadek numer 4: Pani Gestas

Przypadek numer 5: Henri Busquet

Przypadek numer 6: Aurélie Huprelle

Przypadek numer 7: Esther Brachmann

Przypadek numer 8: Élisa Seisson

Przypadek numer 9: Anna Santaniello

Przypadek numer 10: Luigina Traverso

Zakończenie

Podziękowania

Inne książki autorstwa Patricka Sbalchiero

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Mojej matce, która czeka na nas

w gwieździstych zaświatach.

Jedyna prawdziwa nauka to znajomość faktów.

Georges Louis Leclerc de Buffon, Historia naturalna

Wstęp

Czym jest ta książka?

Drogi Czytelniku, odpowiem na to pytanie, wyjaśniając, czego ona nie przypomina: nie jest to podręcznik do historii nauk ani traktat epistemologiczny, nie jest to tym bardziej rozprawa naukowa, do której napisania autor nie byłby zdolny.

Dzieło, które trzymasz w ręku, przedstawia ocenę faktów dokonywaną bez żadnych wstępnych założeń i bez filozoficznych presupozycji, w sposób bezstronny; to refleksja pozbawiona ideologicznych założeń a priori. Krótko mówiąc, omawiane tutaj zjawiska traktowane są jako przedmioty badań, których geneza i przyszłe losy pozostają nieznane na obecnym etapie rozwoju nauki.

Opisywane fakty można uznać za pokrewne względem zjawisk religijnych, takich jak Całun Turyński, meksykański płaszcz Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe, uzdrowienia w Lourdes, lewitacja.

Czy to zbieg okoliczności, czy raczej rozmyślny wybór?

Zjawiska niewytłumaczalne dla naukowców na podstawie obecnego stanu wiedzy można podzielić na trzy grupy:

– N i e s k o ń c z e n i e m a ł e: mimo trwającego od lat dwudziestych XX wieku powszechnie akceptowanego rozwoju intelektualnego oraz instytucjonalnego nowe paradygmaty organizacji materii stworzone przez fizykę kwantową i mechanikę falową kwestionują determinizm i prawa naturalne. Nikt nigdy nie widział elektronu. A jednak – jak pisał Leibniz – istnieje raczej coś niż nic!

– N i e s k o ń c z e n i e w i e l k i e: mimo że odkrycia dokonane współcześnie w astronomii i astrofizyce poszerzają naszą wiedzę na temat galaktyk, planet i najdalszych obiektów astronomicznych, wciąż jesteśmy w tym samym punkcie, co kardynał Bellarmin w XVII wieku – nadal nie wiemy, jak narodził się świat i d l a c z e g o powstał. Choć obecnie stwierdzamy, że wszechświat się zmienił, nie potrafimy powiedzieć, w jakim kierunku zmierza. Docierające do nas wspaniałe obrazy odległych galaktyk nie mówią o złożonych tajemnicach budującej rzeczywistość materii.

– Od czasów powojennych m e d y c y n a uczyniła nadzwyczajny postęp. Człowiek odnosi zwycięstwo nad chorobami niegdyś uznawanymi za nieuleczalne (grypą, trądem, dżumą, gruźlicą itp.), żyje coraz dłużej, przynajmniej na większości obszarów naszego globu. Wciąż jednak nie udaje mu się zwalczyć wirusów (AIDS), bakterii, chorób genetycznych i rozmaitych patologii.

Te trzy kategorie zostały wyodrębnione w sposób eksperymentalny, są związane z działalnością naukową i prowadzą do pytań o porządek n a t u r a l n y.

Zjawiska, o których mowa w tej książce, mają węższy zakres: to fakty natury r e l i g i j n e j. Ich materialność jest jednak oczywista: każdy może zobaczyć płaszcz z Guadalupe, stwierdzić uzdrowienie czy też zapoznać się z jego dokumentacją medyczną.

Do opisanych na następnych stronach zjawisk odnoszą się zatem zarówno pytania rozumowe dotyczące funkcjonowania natury (jak działa świat?), jak i nasze dociekania metafizyczne (dlaczego działa świat?), wspólne dla wszystkich religii.

Tutaj w naszym postępowaniu napotykamy główną trudność. W jaki sposób rzeczowe, widoczne fakty miałyby wyrażać to, co niewidzialne? W tej kategorii zjawisk pierwsze miejsce zajmują cuda. Z własnego wyboru ograniczyliśmy się do obszaru najbardziej nam znanego – judeochrześcijańskiego. Nasze rozważania na temat zdarzeń uznanych za cudowne stanowczo nie są natury wyznaniowej i nie można ich zamknąć w nieco przestarzałej kategorii apologetyki.

Niektórzy uznają być może, iż autor zamierza wykorzystać niepewne fakty, by sformułować hipotezę o istnieniu jakiegoś stwórcy! Nie! Nie zgadzamy się z tym, że dyskusje na temat cudów – a w każdym razie zjawisk aktualnie rozumowo i zdroworozsądkowo niewytłumaczalnych – kończą się paplaniną o idei Boga, boskości albo płci aniołów.

Świadomi własnych ograniczeń, wynikających chociażby z poziomu rozwoju współczesnej nauki, próbujemy z pokorą opisać zjawiska, które w 2013 roku pozostawały dla niej tajemnicą, i w ten sposób zastanowić się nad rzeczywistością i racjonalnością. Należymy do gatunku homo sapiens i jak każdemu z jego przedstawicieli zdarza się nam wpatrywać w gwiazdy…

Możemy stwierdzić, że opisywane przez nas zjawiska mają swoje korzenie w religiach monoteistycznych. Nie oznacza to w żadnym wypadku, iż wyznaniom politeistycznym obce jest to, co niezwykłe. Aby się o tym przekonać, wystarczy przypomnieć, że za czasów starożytnych interpretacyjnie odczytywano przyszłość1.

Trzeba jednak przyznać, że niewytłumaczalne naukowo zjawiska o wiele częściej związane są z religiami monoteistycznymi niż z politeistycznymi2. Nie jest oczywiście naszym zamiarem wartościowanie czy formułowanie jakichkolwiek subiektywnych osądów. Stwierdzamy jedynie, że judaizm, chrześcijaństwo i islam dostarczyły historii religii więcej przykładów niepojętych rozumowo zjawisk niż wierzenia politeistyczne, choć także w hinduizmie, a zwłaszcza w buddyzmie nie brakuje przykładów cudownych zdarzeń!

Od początku XX stulecia socjologia i etnologia widzą w człowieku zwierzę religijne. W naszym wyobrażeniu przymiotnik „religijny” bliski jest określeniu „cudowny”, a przynajmniej „niezwykły”.

Od stu tysięcy lat świadoma swej skończoności ludzkość chowa zmarłych według utrwalonych rytów. Od cywilizacji starożytnych Egipcjan po kulturę ludów celtyckich odnajdujemy mityczne opowieści opisujące pośmiertne losy dusz; w żadnej z nich nie zakładano przy tym istnienia namacalnych cudownych przedmiotów ani irracjonalnych zjawisk. Podobne zwyczaje da się zaobserwować na przestrzeni tysiącleci od Ameryki Zachodniej po Syberię w obrębie praktyk szamańskich – w systemach wierzeń, w których na drodze ekstazy i zrytualizowanych transów dążono do łączności z zaświatami. Nie chcemy tu udowadniać, że uzdrowienia dokonane przez szamanów są fałszywe, iluzoryczne lub czasowe, a jedynie zaznaczyć, że nie zostały one dotychczas zbadane naukowo, jak to było na przykład w przypadku uzdrowień z Lourdes.

Równolegle do praktyk szamańskich3 społeczeństwa używające pisma rozwinęły myśl o Bogu, o bóstwach i o transcendencji4. Starożytnym Grekom zawdzięczamy pojęcie rozumu, ale także rozległą mitologię organizującą ich sposób istnienia w świecie.

Na wyodrębnienie pojęcia transcendencji trzeba było długich wieków. Dlaczego?

Transcendencja to forma inteligencji wykraczającej poza własne możliwości, poza przestrzeń i czas – dwa progi ograniczające nasze poznanie rzeczywistości do tego, czego jesteśmy zdolni doświadczyć.

Z historycznego punktu widzenia należy stwierdzić, że transcendencja jest związana z wyznaniami monoteistycznymi, z wiarą w istnienie i działanie jedynego Boga, niestworzonego, wiecznego i niezmiennego, stwórcy życia i siły sprawczej dziejów. Wyznawcy religii politeistycznych zakładają niewidzialność bytów niebieskich i ich oddalenie od spraw tego świata, a swoje interpretacje rzeczywistości ujmują w legendarne epopeje, mitologiczne przygody, ale nie przypisują im cech transcendencji. Zeus miał dzieci, lecz nie były one „synami bożymi” w sensie biblijnym: nie były niestworzone, ale stanowiły owoc romansu.

Transcendencję wymyślili Hebrajczycy – niewielki lud wędrujący po ziemiach Bliskiego Wschodu, który toczył liczne wojny, a także osiągnął wysoki poziom cywilizacyjny. Izraelici ukształtowali niezwykłe dziedzictwo duchowe, które przetrwało cztery tysiąclecia i jest znane na całym świecie. Chrześcijanie i muzułmanie przejęli od nich ideę Stwórcy transcendentnego nadrzędnego wobec natury i jej praw.

Dla chrześcijan Jezus, syn Józefa, cieśla z Nazaretu, nędznego palestyńskiego miasteczka, to Przedwieczny, który stał się człowiekiem, to Bóg – nieumiejscowiony, niebędący ani podmiotem, ani przedmiotem, nieustanny dawca życia i czasu. Nie rozwijajmy dalej tej myśli, poprzestańmy na stwierdzeniu, że chrześcijanie kładą nacisk na ideę wcielenia, którego dopełnienie stanowi spirytualizacja materii. Muzułmanie z kolei czczą Jezusa jako jednego z wielkich proroków5. W obu przypadkach zostaje mu przypisana zdolność czynienia materialnych cudów.

Wspólna trzem monoteistycznym religiom kategoria transcendencji stanowi ukoronowanie rozwijającej się w czasie myśli, a nie punkt wyjścia określonego wierzenia religijnego. Potwierdzają to historycy starożytności śledzący rozliczne kontakty semickich ludów Bliskiego Wschodu z filozofią hellenistyczną.

Od czasów Greków znana jest koncepcja Boga i n t e l e k t u a l i s t ó w – bytu doskonałego, którego istnienie było ważnym paradygmatem przynajmniej do momentu, gdy w XVIII wieku Immanuel Kant stwierdził niezdolność człowieka do przekraczania czasu i przestrzeni – owych dwóch progów o charakterze fizycznym i ontologicznym.

Transcendencja pobudza rozum do dociekań, wywołuje debaty i pytania. Jeśli Bóg jest transcendentny, to czy nasz stan pozostaje Mu obcy? Czy Jego transcendencja pozwala Mu działać w tym świecie? W jaki sposób może pozostawić ślad swojego istnienia, jeżeli rzeczywiście znajduje się poza wszechświatem, który możemy sobie wyobrazić?

Istniała także koncepcja Boga f i l o z o f ó w, w naszych oczach najważniejsza: czy jak w XIII wieku sądził św. Tomasz z Akwinu, człowiek zawdzięcza swój byt i swoje istnienie jakiemuś Stwórcy? Czy też Bóg niczym Wolterowski zegarmistrz nadał jedynie impuls, który wprawił wszechświat w ruch?

Niedawno zrodziła się koncepcja Boga n a u k o w c ó w: około dziesięciu lat temu Bóg stał się „kwestią granicy” (Jacques Arnould6). Takie Jego pojmowanie spowszedniało i stało się truizmem. Wszechświat liczy sobie 13,7 miliarda lat. Doskonale. To wielkość przyprawiająca o zawrót głowy, jednak banalna w porównaniu z wiecznością – oczywiście o ile ona istnieje!

Belgijski duchowny, kanonik Georges Lemaître (1894–1966), astronom, opracował słynną teorię Wielkiego Wybuchu: na początku cała znajdująca się we wszechświecie materia (rodzaj poprzedzającego wszystko pierwotnego atomu niewiadomego pochodzenia) była fizycznie tak skoncentrowana, że mieściła się w łyżce stołowej. W pewnym momencie nastąpiła gigantyczna eksplozja: pierwotne jądro wybuchło, rozrzucając z niewyobrażalną prędkością cząstki biochemiczne niezbędne do utworzenia się galaktyk, planet, dinozaurów, naszych praprzodków i wreszcie nas samych. Ojciec Guy Gilbert7 tłumaczył ten proces żartobliwie, mówiąc, że jego babcia zapewne była pstrągiem…

Ale czy ów Wielki Wybuch, który wielu fizyków bierze za punkt wyjścia w swojej pracy, dostarcza jakichkolwiek informacji? Czy pozwala ustalić czasowość poprzedzającą akt stwórczy? Czy ustanawia naukowe podstawy stworzenia?

Zdaniem niektórych Bóg, napędzając ową pierwotną mieszaninę, uczynił materię nieskończenie złożoną. Dzisiaj wiadomo, że wszechświat składa się w siedemdziesięciu procentach z pustki, w dwudziestu siedmiu procentach z ciemnej materii i w trzech procentach z atomów, z których sami jesteśmy zbudowani. Wyznaczamy datę pojawienia się pierwszych naczelnych, naszych wspólnych przodków, na około 4,5 miliarda lat po narodzinach Ziemi. Z naukowego punktu widzenia to niesłychane. Ale z perspektywy metafizyki? Cóż…

Od dawna człowiek uważa, że wiedza na temat hipotetycznej drugiej rzeczywistości została mu objawiona. Dotąd jednak zdołaliśmy dowiedzieć się znacznie więcej o tym, czym ona nie jest, niż o tym, czym jest. Od XIV i XV stulecia mistyka nadreńska i suficka zgodnie twierdzą, że wiedza o atrybutach Boga streszcza się w tym, co możemy o Nim powiedzieć, innymi słowy: nie możemy powiedzieć nic albo prawie nic.

Pojawiają się jednak spekulacje. Pojedynek między wiarą a nauką przyciąga miliony widzów i słuchaczy. Wymieniane w nim ciosy idą w parze z pytaniem o sens. To, co nieskończenie małe, w połączeniu z tym, co nieskończenie wielkie, ukazuje cudowną fizjonomię świata. Stworzono nawet ideę, wedle której żadnego ze składników wszechświata nie można zmienić ani o jotę, nie wywołując degradacji życia i materii (Trinh Xuan Thuan).

Znana jest obok innych także koncepcja Boga f i z y k ó w „rzeczy niemożliwych”8. Zdaniem niektórych obecna fizyka miałaby wyrażać wolę Bożą. Nie zatrzymujemy się przy (niebezpiecznych) neokreacjonistycznych urojeniach. Czy cząstki elementarne – których długość życia, zauważmy na marginesie, jest nieskończona, prócz neutronów, które zanikają po dziewięciuset dwudziestu sekundach – miałyby tłumaczyć pochodzenie materii i nieskończoną mądrość stworzenia? Czy zdarzenie czasowe wywołuje wiecznie trwający skutek? A czy człowiek ze swoimi ułomnościami mógłby nosić w sobie ślad transcendentnego Boga?

A fizyka kwantowa, o której mówią wszyscy, a której niewiarygodną złożoność pojmuje mniej niż pięćset osób na świecie – czy wraz z tradycją buddyjską wyznaje nietrwałość materii i istnienie niezwykłych zjawisk materialnych, zaprzeczając w ten sposób tradycji żydowskiej, chrześcijańskiej i muzułmańskiej?

Z podobnych dociekań zrodziła się niedawno teoneurologia, czyli naukowe badanie ludzkiego mózgu w trakcie modlitwy lub medytacji funkcjonujące zarówno w buddyzmie (Matthieu Ricard), jak i w chrześcijaństwie (prace Kanadyjczyka Maria Beauregerda). Czy odkryjemy Boga pod skalpelem? Czy będziemy Go znajdować w rejonie lewego płata ciemieniowego i potylicznego9, czy też odgraniczać Go od fizjologii mózgu? Niektórzy mijają Go obok radzieckiego kosmonauty Gagarina na wirażu jakiejś astronomicznej obserwacji! Niekiedy pozdrawiamy Go z szacunkiem w obliczu potęgi oceanów.

Nauki, wspomagane swoimi metodami i sprawozdaniami, usiłują wyjaśnić prawa rządzące światem, w którym żyjemy, z taką intensywnością, że czasem godzą się na uznanie istoty boskiej i nieosiągalnej.

Gottfried Wilhelm Leibniz (1646–1716) otworzył ważne pole do rozmyślań, stawiając przyprawiające o zawrót głowy pytanie o istnienie „czegoś” przeciwstawianego nieokreślonemu absolutnemu niczemu. Filozofia, teologia i nauka, czyli mówiąc krótko, wszelkie struktury rozumowe, nie potrafią udzielić odpowiedzi na tę odwieczną zagadkę.

Opisy nawróceń, od św. Augustyna po św. Teresę z Ávili, od Paula Claudela po Andrégo Frossarda, poza tym, że były wartościowe literacko, miały niegdyś za zadanie świadczyć o boskiej wszechwiedzy. Czy jednak to jest ich głównym przedmiotem? Czy raczej przede wszystkim dają wyraz procesom psychologicznym zachodzącym u ich autorów? Wyłączymy te autobiograficzne zapiski ze zjawisk omawianych w niniejszej książce, gdyż mimo szczerości autorów oraz ich zdolności literackich nawrócenie religijne nie stanowi nigdy przedmiotu badań naukowych.

Czy jesteśmy zatem skazani na to, by wobec tajemnicy Boga pozostać bez odpowiedzi, uwięzieni niczym Baudelaire’owski albatros o ciężkich skrzydłach?10 Czy życie musi być pascalowskim zakładem? Czy Stwórca zawiera się w słowie „nada” [hiszp. ‘nic’], tak bliskim św. Janowi od Krzyża? „Można uznać, że nauka nie daje nam dostępu do rzeczywistości, ale tylko do jej matematycznego modelu”, jak słusznie uczył Thibault Damour11.

Przez długi czas mocno i nie bez naiwności wierzyłem w to, że nauka zdolna jest przeniknąć tajemnice wszechświata dzięki środkom, którymi dysponuje, swoim konceptualnym narzędziom, rygorystycznym metodologiom, korze mózgowej i dobrej woli badaczy oraz ich kompetencjom w przeprowadzaniu doświadczeń. Według mnie nauka miała ostatecznie wykazać oczywistość istnienia jakiegoś głównego Stwórcy, odpierając raz na zawsze krytyki nihilistów i agnostyków, którzy ze względu na brak kultury naukowej często są zmuszeni szukać wiatru w polu. Mieliśmy dowieść istnienia Boga za pomocą dedukcji. To były zbyt wygórowane oczekiwania!

Według wierzących (nie jest zbyt istotne, jakiego wyznania) Bóg, którego imienia w tradycji biblijnej się nie wymawia, jest niewypowiedziany. Ta Jego cecha stanowi element konstrukcyjny świadomości bez względu na poziom kulturowy jednostek i na etap rozwoju polityczno-ekonomicznego społeczeństw. Odkrycie tej prawidłowości zawdzięczmy Mircei Eliademu.

Ponieważ w parze z ludzką umysłowością idzie to, co niewypowiedziane, prawdziwa nauka nie pokazuje Boga ani nie udowadnia Jego istnienia. W nauce hipotezy nie poprzedzają faktów. Boska hipoteza to wciąż szczególna interpretacja życia. Innymi słowy: Bóg pozostaje nienamacalnym i powtarzalnym zjawiskiem, lecz jednocześnie – jakkolwiek godną przyjęcia – wciąż tylko hipotezą12. Owa prawda podobnie jak ta dotycząca sił zła ma swoje siedlisko w samej istocie duszy.

Nie można zanegować istnienia ani widzialności opisanych w tej książce zjawisk bez względu na to, czy jest się osobą wierzącą, czy też nie. Przyjęcie konkretnej postawy filozoficznej niczego tu nie zmienia – fakt pozostaje faktem i nauka pojmuje go jako taki. Podejście naukowe polega przede wszystkim na tym, że przyjmuje się zaobserwowane zjawisko tak, jak przedstawia się ono naszym oczom, nawet jeśli burzy to nasze osobiste przekonania.

Podajmy przykład: jestem lekarzem i osobą niewierzącą. Przychodzi do mnie nieznajomy wyraźnie cieszący się dobrym zdrowiem. Oznajmia: „Zostałem w tajemniczy sposób uzdrowiony z nieuleczalnej choroby”. Jest zdrowy na umyśle. Co mam zrobić? Uznać, że zmyśla? Rekompensuje sobie doświadczany brak zainteresowania lub uczucia? Ma przywidzenia? Tego nie wiem. Moim obowiązkiem jest jednak przebadać taką osobę, zapoznać się z jej historią choroby, przeprowadzić wywiad, wykonać dodatkowe analizy itd.

W skrajnym przypadku przyczyna poprawy samopoczucia tego pacjenta może zostać uznana za mało istotną. Nastąpiła i to jest najważniejsze – to niepodważalny fakt. Po sprawdzeniu danych i wykluczeniu wszelkiego oszustwa sprawa jest zamknięta.

Jeśli jestem ateistą, uznaję akt uzdrowienia, ale nie przypisuję go rzecz jasna działaniu mocy niebieskich! Brak rozumowego wytłumaczenia służy mi za hipotezę albo – jeszcze lepiej – proponuję wyjaśnienie, które wydaje się możliwe do przyjęcia: uzdrowienie psychosomatyczne, zmiana stanu świadomości, niekompletna dokumentacja medyczna itd. – nieistotne, które z powyższych. W centrum tego doświadczenia pozostaje fakt, że miało miejsce niewytłumaczalne, niezwykłe zdarzenie.

Pokuśmy się o drugi przykład. Zgłasza się do mnie jako wykwalifikowanego lekarza, nadal ateisty, dwunastu pacjentów. Wszyscy zapewniają, że zostali w cudowny sposób uzdrowieni. Badam ich, sprawdzam świadectwa, zbieram informacje, badam stan psychiczny pacjentów, zapoznaję się z ich powiązaniami interpersonalnymi itd. Również w tym wypadku naturalna przyczyna tych uzdrowień niczego nie zmienia: to fakt, który burzy mój sposób postrzegania rzeczywistości. Mam przed sobą dwanaście przypadków – nieznanych, niezrozumiałych, ale prawdziwych. Nie jest to mityczna opowieść, zawoalowany znak, rzecz subiektywna, ale spójny zbiór faktów.

Takie przypuszczenie, oczywiście pod warunkiem, że zostało sprawdzone, nabiera kształtów dowodu, kiedy wyczerpano wszelkie możliwości ludzkiego rozumowania.

Dowody na istnienie Boga, zapytacie? Z pewnością nie! Dowody na rzeczywistość uzdrowień niewytłumaczalnych przy obecnym stanie wiedzy!

Naukowcy i teologowie popełniają ten sam „grzech”: mieszają rodzaje lub inaczej mówiąc: porządki. Oto dlaczego bez żadnych ideologicznych uprzedzeń napisałem tę książkę jako rodzaj kontrzakładu pascalowskiego: czy Bóg miałby istnieć poza wyjątkowymi zjawiskami przedstawionymi w następnych rozdziałach? Czy wystarczyłby sam sobie?

Pascal przedstawił zakład dotyczący istnienia Boga. Opierając się na doświadczeniu nieskończenie małym, dzisiejsza nauka zakłada się z kolei o prawdziwość tego, co niewypowiedziane. Próbowałem zachować dobry humor Demokryta, którego życzliwy uśmiech nigdy nie umyka uwadze malarzy. Ów grecki filozof wiedział pięćset lat przed erą chrześcijaństwa, że nasz wszechświat zapełniają atomy i pustka.

Nie rozprawiał o tej pustce, nie komentował „niczego” – ten wpatrujący się w gwiazdy homo sapiens uśmiechał się i kontemplował.

I

Czy Całun Turyński mógłby być falsyfikatem?

„Oddajcie każdemu to, co mu się należy”13. Całun Turyński to najpopularniejsza na świecie relikwia męki Pańskiej. Od dziesięcioleci wzbudza emocje, kontrowersje i ciekawość, zachęca do naukowych dociekań. Ta tajemnica nie przestaje fascynować.

Odbite na Całunie twarz torturowanego skazańca i jego nabrzmiałe ciało zdumiewają badaczy we wszelkich możliwych aspektach. Debaty i polemiki na temat tkaniny przykuwają uwagę badaczy z całego świata, wierzących i niewierzących.

Aktualnie mimo rozgłaszanych pogłosek i podejmowanych bezowocnie prób nikt nie może jednoznacznie datować Całunu ani też wyjaśnić, w jaki sposób go wytworzono, i co najważniejsze, nikt nie jest w stanie go skopiować.

Gdy badane zjawisko udaje się powtórzyć w warunkach laboratoryjnych, hipoteza naukowa zyskuje status prawa. Całun Turyński w istocie wymyka się naukowym dochodzeniom. Jest wyjątkowy i pozostaje materialnym przedmiotem o parametrach, które wydają się wymykać obowiązującym zazwyczaj prawom.

Testy z zastosowaniem izotopu węgla C-14 potwierdziły hipotezę o datacji średniowiecznej14. Jak jednak stwierdziło później wielu specjalistów, do tych doświadczeń wdrożono niedopuszczalne protokoły postępowania.

Jakkolwiek by było, współczesna nauka nie może wyjaśnić obecności trójwymiarowego obrazu na tym fragmencie tkaniny.

Fałszywa debata i niewłaściwe odczytanie – kult relikwii

Pierwszym fałszywym poglądem na temat tej relikwii było przekonanie o jej historycznej nieautentyczności. Twierdzenie, że aby wierzyć, należy koniecznie oddawać cześć relikwiom i grobom świętych, jest błędne! Każdy może bezwarunkowo powoływać się na wiarę katolicką, nie wierząc ani przez chwilę w autentyczność Całunu czy jakiegokolwiek cudu, ponieważ tego typu zjawiska nie wchodzą w skład nauczania Magisterium Kościoła i nie angażują jego autorytetu.

Oczywiście Kościół rzymskokatolicki i Kościoły wschodnie od zawsze zalecają oddawanie czci świętym jako pomocne i korzystne dla wiary.

Przypomnijmy, że słowo relikwia (łac. reliquia) oznacza po prostu szczątki świętego: ciało, kości, ubranie, paznokcie, przedmioty itp. Nie chodzi tu o magiczny przedmiot, lecz o akt pamięci. Święty zostaje uznany za takiego przez wszystkich wierzących na wszystkich szczeblach hierarchii kościelnej i drabiny społecznej, w dodatku po latach badań15.

Relikwie wiążą się z wiarą, którą – jak się uważa – umacniają. Świadczy o tym otaczanie czcią grobów męczenników trwające od II wieku. Relikwie nie są świętymi pamiątkami, ale materialną podporą dla tego, co ponadzmysłowe.

Od około 150 roku ery chrześcijańskiej są one nośnikami cudów w znaczeniu stwierdzonych zjawisk, których pochodzenia, rozwoju i przyszłych losów nie można wytłumaczyć. Aż do dzisiaj do tej kategorii zalicza się wiele uzdrowień.

Około połowy II wieku chrześcijanie gromadzili się, początkowo potajemnie z obawy przed prześladowaniami, a później otwarcie, wokół grobów, w pobliżu których każdy z nich chciał być pochowany ad sanctos. Kulty męczenników i świętych były ze sobą nierozerwalnie związane. Męczennicy zaświadczają o wierze pierwszych pokoleń chrześcijan.

Bóg dokonuje cudów w swoich świętych. „Moc, która wychodzi z grobu [świętego], ogłasza, że żyje on w raju”16 – pisał Grzegorz z Tours. To rzeczywista świętość (André Vauchez), a relikwie są jej fizycznymi atrybutami.

Około 155 roku Polikarp, przyjaciel św. Jana Ewangelisty, został spalony żywcem. Gdy stos wygasł, zebrano kości „szlachetniejsze od drogich kamieni i cenniejsze od złota”, a następnie zgromadzono się „w radości i weselu”17. To pierwsze odniesienie do cnoty męczenników – zjednoczeni z Bogiem przez śmierć wstawiają się u Niego i modlą za żywych. Święty staje się „jedynym kluczem do raju” (Tertulian).

Po 313 roku (edykt mediolański) chrześcijanie zyskali wolność wyznawania swojej wiary na terytorium Cesarstwa Rzymskiego. Męczeństwo krwi zastąpiono męczeństwem pokuty. Pojawiły się nowe relikwie: biskupów, mnichów. Wielu z nich zasłynęło jako taumaturdzy, czyli uzdrowiciele. Słynny przykład stanowi tu przywoływany i adaptowany przez stulecia tekst Żywota św. Antoniego autorstwa św. Atanazego (zm. 373).

Począwszy od 350 roku, biskupi coraz częściej stosowali tzw. translatio (przeniesienie) lub elevatio corporis (wywyższenie ciała). Szczątki osoby zmarłej „w opinii świętości” umieszczano w godnym grobie, na przykład w ołtarzu.

Nie chodzi zatem o jakiś późny wynalazek, ale o pierwotną praktykę. W 383 roku św. Ambroży z Mediolanu dokonał ekshumacji szczątków męczenników Gerwazego i Protazego, którzy zginęli na skutek prześladowań w II wieku, a następnie nakazał ich przeniesienie. U schyłku epoki starożytnej Kościół starał się ewangelizować ludność wiejską (pagani – pogan), wrażliwą na cuda i podatną na kult relikwii uważanych za rękojmię konkretnej i skutecznej wiary.

Kult świętych szerzył się nie tylko wśród wykształconych mieszkańców miast, ale we wszystkich grupach społecznych. Tym tłumaczy się również sukces wyrosłych na owym gruncie pielgrzymek. Wszystkie bez wyjątku średniowieczne kościoły pełniły rolę relikwiarzy. Gromadzono się w nich na modlitwie, przybywano niekiedy z bardzo daleka w poszukiwaniu przedmiotu lub ubrania błogosławionego, któremu Kościół przypisywał nadnaturalne zdolności.

Od IV wieku zjawisko to uległo nasileniu na Wschodzie wskutek wdrożenia procederu rozczłonkowywania kości. Pozwoliło to na rozdzielanie relikwii pośród wiernych i klerków, biskupów i zakonników. Owa praktyka została wprowadzona w Rzymie w VIII wieku za pozwoleniem władz biskupich. „W podzielonym ciele łaska pozostaje nierozdzielna, a cząstki, choćby najmniejsze, zachowują tę samą właściwość co całe ciało”18.

W pierwszej połowie IV wieku, jak pokazuje Burdigalensis (Droga z Bordeaux do Jerozolimy19), pielgrzymi wyruszyli do Ziemi Świętej, aby modlić się przy Grobie Pańskim.

Podobnie coraz większe rzesze wiernych ściągały do Rzymu. W katakumbach modlono się do pierwszych męczenników, nawiedzano groby świętych Piotra i Pawła itd. W 750 roku papieże uczynili z Wiecznego Miasta wyjątkowy skład relikwii. Mirabilia urbis Romae przytaczają cuda, jakie dokonały się u grobów tamtejszych męczenników.

W okresie od V do VII wieku słynni teologowie udzielili doktrynalnej gwarancji kultowi relikwii. Według św. Augustyna Bóg używa ciał świętych jako narzędzi do swoich dzieł20. Papież Grzegorz Wielki potwierdził wiarygodność grobów jako miejsc niezwykłych i zaopiniował ponad dwieście cudów21.

W 610 roku relikwie zyskały status prawny – odtąd można było na nie przysięgać. Około roku 709 Aubertowi, biskupowi Avranches, objawił się św. Michał Archanioł i nakazał mu ufundować klasztor. Tak powstało Mont Saint-Michel. Osiedleni tam od 966 roku benedyktyni przechowywali w opactwie odnalezione w 1012 roku relikwie założyciela zakonu, a także między innymi św. Wawrzyńca, św. Marcina z Tours, św. Germana z Paryża, św. Sulpicjusza z Bourges, św. Tomasza Becketa.

Na mocy rozporządzeń Karola Wielkiego (742–814) i Ludwika Pobożnego (778–840) relikwie objęto nadzorem biskupim. Konieczność wprowadzenia nadzwyczajnych środków świadczy o popularności tego rodzaju kultu w okresie między VIII a X wiekiem. W 792 roku Libri Carolini22 odrzuciły zakładaną równość relikwii cielesnych i świętych obrazów (bizantyńskich ikon): ustalono, iż tylko relikwie ludzkie będą miały udział w ostatecznym zmartwychwstaniu na końcu czasów.

Ruch wokół relikwii niepokoił duchowieństwo i to nie bez powodu: dla niektórych wiernych szczątki świętych zyskały znaczenie takie samo jak abstrakcyjne i odległe sakramenty lub nawet większe niż one!

W tej kwestii głos zabrali intelektualiści. Alkuin (zm. 804) kierujący szkołą pałacową w Akwizgranie demaskował zabobony związane z kultem: „Lepiej naśladować w sercu przykład świętych, niż nosić na szyi ich kości”23. Hinkmar z Reims (zm. 882) postulował znalezienie równowagi pomiędzy wiarą a ludowymi praktykami: „Należy z gorliwością szukać pomocy u świętych, którzy królują w niebie wraz z Bogiem, a na ziemi objawiają się poprzez cuda; do ich grobów przybywają chorzy, którzy zostają uzdrowieni”24. W tamtym okresie Kościół ponownie zapewnił, że kult relikwii ma charakter chrystologiczny, ukierunkowany na Chrystusa. Oddając cześć szczątkom świętych, modlimy się do Boga.

Translacje relikwii nabrały tempa w nowych świątyniach romańskich, a później w budowlach gotyckich, które przekształcały w „kościoły-relikwiarze”25.

Sobór Nicejski II (787) nakazał konsekrację kościołów wraz ze „złożeniem w nich świętych relikwii męczenników”26. Od IX wieku oficjalnie uznano status uczestników powszechnie akceptowanych i prowadzonych pielgrzymek (ordo et lex peregrinorum).

W 794 roku synod we Frankfurcie zakazał wzywania „jakiegokolwiek nowego świętego” bez zezwolenia ze strony kapłanów, a także czczenia „fałszywej” relikwii27. W 801 roku biskupi przywrócili dawne prawo28 nakazujące, aby ołtarze były zaopatrzone w relikwie29.

W 813 roku synod w Moguncji przewidywał dla wszystkich nowych translacji relikwii konieczność uzyskania uprzedniego zezwolenia biskupów. W 816 roku synod w Chelsea oceniał skalę tej ewolucji: „Kiedy wznoszony jest kościół, niechaj będzie poświęcony przez biskupa diecezji […]. Niechaj biskup umieści konsekrowaną przez siebie podczas tego nabożeństwa hostię w szkatułce wraz z innymi relikwiami przechowywanymi w tym kościele”30. W 850 roku synod w Pawii przypomniał, że odpowiedzialność duszpasterska za kult spoczywa na biskupie. Europa klerków, czyli uczonych, doszła do porozumienia.

W tym samym czasie pewien pustelnik w sposób niewytłumaczony odkrył, że w Composteli (Hiszpania) znajdują się relikwie św. Jakuba Większego. Wkrótce rozwinął się ich lokalny kult, który później osiągnął europejską skalę. W 983 roku dokonało się pierwsze cudowne uzdrowienie w kościele Sainte-Foy w Conques (Rouergue).

Karol Łysy po tym, jak jego wuj Konrad doświadczył cudu przypisywanego relikwiom św. Germana, wzniósł bazylikę o długości 90 metrów. Budowę rozpoczęto dokładnie w tym miejscu, w którym królowa Klotylda (zm. 548) ufundowała pierwszy kościół na grobie św. Germana31. W 875 roku sprowadzono tam kości Urbana I oraz szczątki biskupa Lupusa z Sens zmarłego przed 627 rokiem.

Począwszy od IX wieku, powstawanie nowych opactw sprzyjało szybkiemu krążeniu relikwii. W 909 roku Cluny (Burgundia) rozsyłało je do zakładanych przez siebie wspólnot. W XI wieku podobnie postępowało Cîteaux. Relikwie przewozili w swoich bagażach anglosascy misjonarze, uznając je za użyteczne w ewangelizacji.

W XII wieku Suger, przełożony wspólnoty Saint-Denis, rozbudował swoje opactwo, aby umożliwić pielgrzymom obchodzenie relikwiarza wokół, wewnątrz budynku32.

Równocześnie organizowano kradzieże i handel relikwiami, co dowodzi, jak dużą wartość miały one w oczach ówcześnie żyjących. Około 828 roku relikwie św. Marka Ewangelisty wykradziono z Aleksandrii, a następnie dostarczono je do Wenecji.

Obecny spadek popularności kultu relikwii nie jest zatem związany ze środkami przymusu stosowanymi przez Kościół katolicki. Aby powstrzymać nadużycia, władze kościelne nieustannie sprawowały nadzór nad wykorzystaniem świętych szczątków i przedmiotów. Zainteresowanie relikwiami zmalało pół wieku temu.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

12 tajemnic chrześcijaństwa, które rzuciły wyzwanie nauce Ojciec Pio. Święty stygmatyk z Pietrelciny 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?