Milion cudownych listów

Milion cudownych listów

Autorzy: Jodi Ann Bickley

Wydawnictwo: Insignis

Kategorie: Lifestyle

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 272

Cena książki papierowej: 34.99 zł

cena od: 17.43 zł

Podnosząca na duchu historia dziewczyny, która myślała, że wszystko straciła

Kiedy Jodi Ann Bickley miała pięć lat, zmarła jej ukochana babcia. Mama Jodi zachęciła ją, by napisała list do babci, i zapewniła, że listonosz dostarczy go do nieba. Dziewczynka zapamiętała, jak napisanie listu pocieszyło nie tylko ją, ale i mamę. To doświadczenie sprawiło, że jako nastolatka Jodi zaczęła pisać pełne optymizmu liściki i notki, którymi podnosiła na duchu nieznajomych.

Latem 2011 roku Jodi wiodła szczęśliwe życie. Udało się jej przezwyciężyć różne trudności, angażowała się w działalność artystyczną i z nadzieją patrzyła w przyszłość. To właśnie wtedy zachorowała na zapalenie mózgu i na długie tygodnie trafiła do szpitala.

Przykuta do łóżka i załamana, Jodi doszła do wniosku, że albo się podda, albo wykorzysta ten czas, by zdziałać coś dobrego. Założyła stronę internetową, zachęcając tych, którym mniej lub bardziej nie układa się w życiu, by skontaktowali się z nią, a ona napisze do nich pokrzepiające listy.

Odzew był nieprawdopodobny.

Przeczytajcie inspirującą historię Jodi i jej miliona cudownych listów.

Tytuł oryginału

One Million Lovely Letters

Copyright © Jodi Ann Bickley. All rights reserved.

First published in Great Britain in 2014

by Yellow Kite Books

An Imprint of Hodder & Stoughton

An Hachette UK company

Przekład

Olga Siara

Redaktor prowadzący

Maria Brzozowska

Redakcja i korekta

Dominika Pycińska, Lidia Kowalczyk

Konwersja

Tomasz Brzozowski

Copyright © for this edition

Insignis Media, Kraków 2016. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia na okładce

© Alamy

ISBN 978-83-65315-83-0

Insignis Media

ul. Szlak 77/228–229, 31-153 Kraków

telefon / fax +48 (12) 636 01 90

biuro@insignis.pl, www.insignis.pl

facebook.com/Wydawnictwo.Insignis

twitter.com/insignis_media (@insignis_media)

instagram.com/insignis_media (@insignis_media)

Snapchat: insignis_media

Dziękuję wszystkim, którzy do tej pory uczestniczyli w projekcie Milion Cudownych Listów! Mam nadzieję, że będę mogła robić to zawsze.

xxx

Jodi

Cudowne listy to koło ratunkowe dla wszystkich, którzy cierpią i zmagają się z trudnościami, ale zamiast dać za wygraną, chcą o siebie walczyć.

Książka Jodi Ann Bickley jest doskonałym lekarstwem. Nieważne, czy boli cię ciało, serce czy dusza – jej słowa cię uleczą.

Jeśli czujesz, że pora się poddać, przemyśl to jeszcze raz i zajrzyj do Miliona cudownych listów. Czytając tę książkę, docenisz swoje cudowne życie i sięgniesz po jeszcze więcej.

Regina Brett,

autorka bestsellerów Bóg nigdy nie mruga,

Jesteś cudem i Bóg zawsze znajdzie ci pracę

Znam Jodi od prawie siedmiu lat. Kiedy spotkałem ją po raz pierwszy, była początkującą poetką i tak samo jak ja próbowała się przebić, występując przy każdej okazji. W 2011 roku przyszła na mój koncert na Bestivalu, a kilka miesięcy później dowiedziałem się, że jest sparaliżowana – większość ludzi w takiej sytuacji zrezygnowałaby ze swoich marzeń i planów albo nawet zaczęłaby się nad sobą użalać. Tymczasem za każdym razem, kiedy widziałem się z Jodi, okazywało się, że odzyskuje władzę w kolejnej części ciała i powoli wraca do zdrowia.

To fantastyczna książka fantastycznie utalentowanej autorki. Jestem niesamowicie dumny ze wszystkiego, co osiągnęła Jodi.

Zachwycony Ed x

Ed Sheeran

Przedmowa

Siedzę przy biurku obsypana brokatem, z rękami poplamionymi tuszem aż po łokcie. Przed popołudniową wizytą w szpitalu chciałabym zdążyć napisać jeszcze dziesięć listów. W tym tygodniu czuję się bardzo zmęczona, ale próbuję nie zwracać na to uwagi. Mam dużo pracy.

Zerkam na ekran laptopa i zauważam, że w skrzynce odbiorczej pojawił się nowy mail. Ten przyszedł aż z Nowej Zelandii! Mam ochotę go przeczytać i dowiedzieć się, kto do mnie napisał, ale powstrzymuję się, choć przychodzi mi to z trudem. Najpierw muszę dokończyć, co zaczęłam.

Proszę bardzo – kolejny list gotowy. Papeteria, której używam, to prezent od pewnej Amerykanki. Papier jest maślanożółty, więc wybieram bladobłękitną kopertę. Kładę ją na stosie naszykowanym do wysłania. Lubię ozdabiać również koperty – jeśli chodzi o drobne przyjemności, trudno o bardziej magiczny moment niż ten, gdy śliczna, odręcznie zaadresowana koperta wpada do mieszkania przez otwór na listy. Jest jak mały, wykaligrafowany skarb. A ty, kiedy ostatni raz napisałeś list? Dziś rzadko je wysyłamy i dostajemy, a to bardzo miły gest, dzięki któremu można wnieść odrobinę radości w czyjeś życie.

Gdyby dwa lata temu ktoś mi powiedział, że będę poświęcać dużo czasu na pisanie odręcznych listów do osób, których nigdy nie spotkałam, parsknęłabym śmiechem. Z drugiej strony dwa lata temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Dziś wiem już, że za cenę znaczka pocztowego można podarować komuś dobry nastrój na cały dzień.

Więc może już czas wygrzebać długopis z kuchennej szuflady i odszukać papeterię, którą dostałeś kilka lat temu na urodziny? No dalej – powiedz komuś, jaki jest wspaniały. Czasem każdy z nas potrzebuje, żeby mu o tym przypomnieć. Jeśli nie jesteś jeszcze przekonany, czytaj dalej. Mam nadzieję, że zmienisz zdanie, kiedy poznasz moją historię.

1 | Wszystko może się zmienić

25 października 2013

Kochana Jodi (lat 22),

wyglądasz cudownie! Przestań się martwić, że masz grube ramiona, bo wcale tak nie jest. Nie przejmuj się głupotami. Piszę, żeby wyjaśnić Ci kilka rzeczy. Po pierwsze, jestem Tobą. Mamy rok 2013, a Twiggy i Musa zaraz przyjdą na tortille do Twojego małego, jaskrawo urządzonego domu. Josh jest chwilowo wytytłany w farbie do włosów, bo kiedy ją spłukiwałaś, postanowił wskoczyć pod prysznic. Zostałaś (znów!) rudzielcem. Kim jest Josh? Josh to Twój szczeniak. Nie jest jedynym nowym futrzastym domownikiem, ale pozostali będą dla Ciebie niespodzianką.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale coś muszę Ci powiedzieć. Przez następne dwa i pół roku w Twoim życiu wydarzą się różne niezwykłe rzeczy. Pamiętasz, jak pierwszy raz jechałaś kolejką górską w parku rozrywki Drayton Manor i obsługa trochę za długo zostawiła cię do góry nogami? Przypominasz sobie to uczucie? Więc słuchaj – teraz przyniesie Ci je życie. Na jakiś czas stracisz nad nim kontrolę i nie będziesz mogła nic na to poradzić. Ale z miejsca, w którym jestem, mogę Ci obiecać, że Twój los potoczy się w magiczny sposób. Może nie tak, jak się spodziewałaś, ale w końcu wszystko się ułoży.

Kocham Cię,

Jodi (lat 25)

xx

Nikt z nas nie spodziewa się, że nagle wydarzy się coś bardzo złego. Coś, co wywróci nasze życie do góry nogami i kompletnie zamiesza nam w głowie, nie pozostawiając nawet mapy, pozwalającej jakoś odnaleźć się w tym świecie na opak, świecie, który teoretycznie mieliśmy już rozpracowany. Jednak wszystko może się zmienić w jednej chwili – ot tak, po prostu.

I właśnie tak było ze mną. Zachorowałam na zapalenie mózgu. Tak, ja też nie wiedziałam, że coś takiego istnieje.

Miałam dwadzieścia trzy lata i występowałam na festiwalu muzycznym na wyspie Wight. Pojechałam tam z Sarah, jedną z moich najbliższych przyjaciółek. Świetnie się bawiłyśmy i wróciłyśmy do domu z kieszeniami pełnymi brokatu, pustymi piersiówkami i mnóstwem wspomnień ze ścieżką dźwiękową złożoną z piosenek naszych ulubionych zespołów. Tydzień później zaczęłam się kiepsko czuć – nie dolegało mi nic konkretnego, po prostu coś było nie tak. Uznałam, że to zmęczenie, bo wakacje spędziłam bardzo intensywnie.

Dwa tygodnie po festiwalu, 27 września 2011 roku, obudziłam się z najgorszą grypą w życiu. Zadzwoniłam do mamy zapytać, kiedy wraca z pracy, a ona poradziła, żebym umówiła się do naszego lekarza rodzinnego. Ale to bardzo trudne zadanie. Ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby połączyć wszystkie gabinety lekarskie w okolicy w jedną wypasioną klinikę, ale teraz trzeba rezerwować wizytę pół miesiąca przed tym, jak przyjdzie ci do głowy zachorować. Zamiast tego poprosiłam, żeby mój brat Jake zawiózł mnie do przychodni, do której można przyjść bez zapisu. Pamiętam, jak siedziałam na podłodze w poczekalni, gapiąc się na tłum ludzi w kolejce, i pytałam recepcjonistkę, kiedy będę mogła porozmawiać z lekarzem. Zwykle się tak nie zachowuję. Normalnie siedziałabym bez słowa do samego zamknięcia, ale tego dnia drażniły mnie rozmowy innych pacjentów i byłam kompletnie zdezorientowana. Może miałam wysoką gorączkę. Nagle poczułam, że muszę stamtąd wyjść. Zrezygnowałam z wizyty, a brat odwiózł mnie do domu.

Jake często nabija się z mojej bladej skóry. Sam ma piękną oliwkową karnację, a ja, będąc w dobrej formie, jestem praktycznie przezroczysta, a w złej wyglądam jak śmierć. Tym razem się ze mnie nie śmiał. Zapytał tylko, czy wszystko w porządku, a potem prowadził w milczeniu. Kiedy wróciłam, mama była już w domu. Na szczęście zorientowała się, że nie mam po prostu gorszego dnia, że to nie jest zwykłe przeziębienie, i zabrała mnie do przychodni naprzeciwko szpitala. Później wyjaśniła, że zrobiłam się cała szara na twarzy, miałam zapadnięte oczy i siniały mi usta.

Lekarz w przychodni kazał mi się położyć i zbadał mnie od stóp do głów. W tym momencie czułam się już naprawdę okropnie, ale byłam wciąż na tyle przytomna, żeby zauważyć, że oboje z mamą są bardzo zmartwieni. Wyjaśniłam, że obudziłam się z objawami grypy, tylko cięższymi niż kiedykolwiek wcześniej. Potem lekarz znalazł na mojej stopie małą czerwoną plamkę – ślad po ukąszeniu, wokół którego zrobił się siniak. Zapytał, gdzie ostatnio wyjeżdżałam i czy ugryzł mnie jakiś owad. Mama opowiedziała mu o festiwalu na wyspie Wight, a ja przypomniałam sobie, że przywiozłam stamtąd mnóstwo ukąszeń. Lekarz stwierdził, że to może być odkleszczowe zapalenie mózgu. Chciał zadzwonić po karetkę, która zawiezie mnie do szpitala po drugiej stronie ulicy, ale nie było już na to czasu, bo obraz rozmazywał mi się przed oczami i niemal nie mogłam chodzić. Mama i lekarz zapakowali mnie na wózek inwalidzki i zawieźli prosto na szpitalny ostry dyżur. Dwadzieścia minut później straciłam przytomność.

Nie pamiętam niczego z następnych dwóch dni. Słyszałam, że natychmiast dostałam dwa różne lekarstwa przez kroplówkę. Lekarze zrobili mi nakłucie lędźwiowe – tak zwaną punkcję kręgosłupa – czyli wetknęli mi igłę w plecy. Musieli zbadać płyn mózgowo-rdzeniowy pod kątem przyczyn infekcji i upuścić go trochę, bo zbyt mocno uciskał na kręgosłup. Potem miałam tomografię, żeby lekarze zobaczyli, co się dzieje w moim mózgu. Mama mówi, że ciągle wszystkim dziękowałam, ale ja sobie tego nie przypominam.

Mama bardzo się denerwuje, kiedy o tym rozmawiamy, więc staram się unikać tego tematu. Przeżyła prawdziwy koszmar, bo zapalenie mózgu może skończyć się śmiercią. Przez parę dni nikt nie wiedział, czy z tego wyjdę.

To, co mnie spotkało, zdarza się rzadko, ale może przytrafić się każdemu. Mniej więcej jedna na dwieście tysięcy osób dostaje zapalenia mózgu po ugryzieniu kleszcza. To tylko głupie ukąszenie malutkiego owada, a można od niego umrzeć. Ale ja nie umarłam. Za to ten jeden moment odmienił moje życie w sposób, o jakim nawet nie śniłam.

Ciąg dalszy w wersji pełnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Milion cudownych listów 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sekretne życie Chanel No. 5