Magiczne Drzewo. Inwazja

Magiczne Drzewo. Inwazja

Autorzy: Andrzej Maleszka

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Dla dzieci Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 448

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 24.99 zł

Idalia, Alik, Kuki i inni muszą stawić czoła wielkim niebezpieczeństwom. Naprawdę wielkim!

Na Ziemię przybywają Ogromni.

Jak walczyć z olbrzymami? Jak ukryć przed ludźmi giganta większego niż dom? Co robić, by ogromne stworzenia zniknęły z ziemskiego świata?

W dwutysięcznym roku nad doliną Warty przeszła straszliwa burza. Trwała bez przerwy przez trzy dni i trzy noce. Przerażone zwierzęta kryły się w najgłębszych norach. Małe dzieci chowały głowy pod poduszki, by nie słyszeć nieustającego huku grzmotów. W wielu domach zgasło światło, a dachy porwała wichura.

Trzeciego dnia piorun uderzył w olbrzymi stary dąb rosnący na wzgórzu. Drzewo pękło i runęło na ziemię. Zadrżały domy w całej dolinie, a burza natychmiast ustała.

Nie był to zwyczajny dąb. Było to Magiczne Drzewo. Miało w sobie ogromną, cudowną moc, lecz wtedy nikt o tym nie wiedział.

Ludzie zawieźli je do tartaku i pocięli na deski. Z drewna zrobiono setki różnych przedmiotów, a w każdym przedmiocie została cząstka magicznej mocy. W zwyczajnych rzeczach ukryła się siła, jakiej nie znał dotąd świat. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły się niesamowite zdarzenia.

INWAZJA

TRACH! Coś wielkiego spadło za murem.

Alik skulił się w kryjówce. Nie widział, co uderzyło w ziemię, ale musiało być olbrzymie, bo mur zadygotał i uniósł się pył. Po chwili usłyszał miarowy huk. ŁUP! ŁUP! ŁUP! Jakby szedł ktoś wielki.

Ogromny!

Chodnik drżał. Huk narastał. Zbliżał się do Alika.

Chłopak rzucił się do ucieczki. Pędził jak szalony. Musiał zawiadomić przyjaciół o straszliwym niebezpieczeństwie.

Musiał zdążyć.

Kuki, Gabi, Idalia i Blubek stali naprzeciwko szkoły, obok budki z lodami. Sprzedawano tu najlepsze lody w okolicy. Zwłaszcza jagodowe były super. Uczniowie często tu wstępowali przed lekcjami.

– Naprawdę nie macie? – spytał Kuki.

– Nie – westchnął Blubek. – Zapomniałem zabrać kasę.

– Ja też nie mam – powiedziała Gabi. – Ani grosza…

– Może polecimy do domu po forsę?

– Nie zdążymy. Za pięć minut zaczynają się lekcje.

– No to nie ma wyjścia – zdecydował Kuki. – Idalia, musisz to załatwić.

– Gotówka czy karta? – spytała dziewczynka.

– Raczej gotówka. Tylko ostrożnie, żeby ludzie nie zobaczyli.

Idalia zamknęła oczy i coś wyszeptała. Powiał gwałtowny wiatr, zaszumiały liście na drzewach. Potem wszystko się uspokoiło.

– Już! – powiedziała Ida. – Masz to w kieszeni.

Kuki sprawdził, czy nikt nie patrzy, i sięgnął do kieszeni.

– Jest.

Wyciągnął banknot, który wyglądał jakoś dziwnie.

– Ej… Ida! Coś ty wyczarowała? To nie są nasze pieniądze!

Wszyscy się pochylili.

– To banknot japoński – szepnęła Gabi. – Jeny.

– Przepraszam – westchnęła Ida. – Nie powiedziałam dokładnie, jakie mają być. Zaraz go wymienię.

Szybko coś wyszeptała. Banknot wyrwał się z ręki Kukiego, obrócił się kilka razy i znów wylądował na jego dłoni. Wyglądał inaczej.

– Okej – powiedział Kuki. – Teraz jest w porządku. To nasza forsa.

– Szybko, kupujmy! – popędził go Blubek. – Bo zaraz zaczną się lekcje.

– A co z Alikiem? – spytała Ida.

– Weź dla niego porcję jagodowych. Na pewno zaraz przyjdzie…

Alik pędził jak szalony ulicą Kasztanową. Pełno tu było uczniów idących do szkoły. Dzieci śmiały się i wygłupiały, nieświadome zagrożenia. Alik dostrzegł przyjaciół stojących obok budki z lodami. Pobiegł do nich. Z rozpędu wpadł na Blubka, wytrącając mu lody z ręki.

– Ej! Co robisz!? – krzyknął Blubek.

Chłopiec nie odpowiedział. Z trudem łapał oddech. Podeszła do niego Idalia.

– Co się stało?

– Oni… – wyszeptał Alik. – Oni przybyli!

– Kto!?

– Ogromni! Przylecieli na Ziemię! Wylądowali w starej fabryce… To jest inwazja!*

– Jesteś pewny!? – krzyknął Kuki.

– Tak!

– Znowu coś ci się przywidziało! – mruknął Blubek, próbując zetrzeć z bluzy jagodową plamę.

– Nie! Oni naprawdę tam są! – krzyczał Alik. – Chodźcie!

Pociągnął Idalię za rękę i pobiegli razem ulicą Kasztanową.

Kuki spojrzał na szkołę. Zaraz miały się rozpocząć lekcje, ale jeżeli Ogromni naprawdę przybyli, nie miało to znaczenia. Razem z Gabi popędzili za Alikiem. Za nimi ruszył Blubek, mrucząc coś pod nosem.

Dobiegli do skrzyżowania z ulicą Stromą. Na jej końcu znajdowała się stara fabryka motocykli, od dawna nieczynna.

– Są tam! – szepnął Alik.

Z fabryki dochodziło głośne dudnienie, jakby olbrzym rozwalał kopniakami dom. Słychać było huk sypiącego się gruzu. Nad murem, który otaczał fabrykę, unosiła się chmura pyłu.

Wszyscy zbladli. Wyglądało na to, że Alik mówi prawdę.

– Trzeba sprawdzić, co się tam dzieje – powiedział niepewnie Kuki.

Podbiegli do muru. Tutaj huk był jeszcze większy. ŁUP! ŁUP! Chodnik drżał.

– To Ogromni… Na pewno! – wyszeptał Alik. – Kiedy chodzą, zawsze jest taki huk. Pamiętam to…

Inni też pamiętali. Przecież oni także byli w Świecie Ogromnych. Gdy szły olbrzymy, ulica zawsze drżała.

TRACH! Rozległ się łoskot przewracanej ściany.

– Olbrzymy niszczą domy! – krzyknął Alik. Chciał uciekać.

– Alik, spokojnie! – szepnął Kuki. – Powiedz, czy ich widziałeś? Wchodziłeś za ten mur?

– Nie. Jak tylko ich usłyszałem, zaraz pobieg­łem po was…

TRZASK! Za murem posypało się jakieś żelas­two. Jakby ktoś zrzucił samochód z trzeciego piętra.

– Trzeba zawiadomić policję! – zawołała przerażona Gabi. – Ludzie muszą uciekać z miasta, bo olbrzymy ich zadepczą.

Kuki ją zatrzymał.

– Czekaj! Najpierw trzeba sprawdzić, co się tam dzieje. Ida, przygotuj się. Jeśli tam są Ogromni, bądź gotowa wykonać czar.

Wszyscy spojrzeli na Idalię. W razie niebezpieczeństwa tylko ona mogła ich ocalić.

– Jestem gotowa – powiedziała dziewczynka.

– Ruszamy!

Zaczęli się skradać wzdłuż muru, aż dotarli do bramy. Ostrożnie zajrzeli. Nad fabrycznym placem unosił się pył. Nie było widać olbrzymów, ale budynek fabryki był zniszczony. Została tylko jedna ściana. Nagle rozległ się huk i ściana się rozpadła.

W tej chwili usłyszeli wołanie:

– Co wy tu robicie!?

Odwrócili się. Biegł do nich mężczyzna w kasku i w pomarańczowej kamizelce. Nie był ol­b­rzymem. Miał normalny wzrost i wyglądał na zwykłego robotnika.

– Dzieciaki! Czy wyście zwariowały!? – krzyczał. – Nie wolno tu wchodzić. Tutaj wyburzają budynki.

– Olbrzymy?

– Co? Jakie olbrzymy? Firma rozbiórkowa burzy starą fabrykę. Powstanie tu pływalnia.

Pył opadł i zobaczyli żółtą maszynę kruszącą ścianę. Dalej wielkie koparki ładowały gruz na ciężarówki. Żadnych Ogromnych tu nie było. Po prostu odbywała się rozbiórka starych budynków.

– Idźcie stąd! – zawołał pracownik. – Bo jeszcze coś na was spadnie. No już! Uciekajcie!

Wypchnął dzieci za bramę i zatrzasnął ją.

W milczeniu szli do szkoły. Alik wlókł się na końcu i patrzył w chodnik. Było mu wstyd, że niepotrzebnie wywołał alarm.

Blubek próbował zetrzeć z bluzy plamę po lodach. Spoglądał ze złością na Alika.

– Wiedziałem, że to ściema – burknął. – Spóźnimy się na lekcje przez twoje głupie obsesje.

– Blubek, nie mów tak! – szepnęła Gabi.

– Przecież to prawda. Już dwa razy narobił paniki: „Ratujcie! Ogromni spadli mi na głowę! Pożarli pół miasta”. Więcej nie dam się nabrać!

Alik patrzył na Blubka, zagryzając wargi, nagle się odwrócił i popędził na szkolne boisko.

– Dokąd lecisz!? – zawołał Kuki. – Musimy iść na lekcje!

Alik nie reagował. Przebiegł boisko i zniknął za budynkiem sali gimnastycznej.

– Trzeba go poszukać – powiedział Kuki.

– Idźcie na lekcje! – zawołała Ida. – Ja go znajdę.

Nie czekając na odpowiedź, pobiegła na boisko.

– Żal mi Alika – westchnęła Gabi. – On nadal boi się Ogromnych… Wciąż mu się wydaje, że olbrzymy tu przylecą…

– To chyba lepiej – powiedział Kuki.

– Co jest lepiej? – spytał Blubek.

– Że mu się tylko wydaje. Chyba nie chcecie, żeby Ogromni naprawdę tu przybyli?

– Poważnie myślisz, że oni kiedyś do nas przylecą?

Zanim Kuki odpowiedział, usłyszeli wołanie:

– Na co czekacie!? Na specjalne zaproszenie? – W drzwiach szkoły stała woźna. – Lekcje już się dawno zaczęły. Pędźcie do klas! Szybko!

Pobiegli do budynku.

Idalia wędrowała wokół szkoły, szukając wszędzie Alika. Nigdzie go nie było. Po namyśle Ida przeszła przez dziurę w płocie do parku za szkołą. Był to zarośnięty i ponury teren. W środku parku stały budynki twierdzy z czasów wojny. Mieściło się tam muzeum wojskowe. Na trawniku ustawiono kilka starych armat, był też podziemny schron ze stalowymi drzwiami. Muzeum pilnował strażnik, który najczęściej drzemał.

Idalia nie lubiła tego miejsca, za to Alik często tu przychodził. Kiedy było mu smutno, chował się w podziemnym schronie.

Ida minęła budkę strażnika i wbiegła na teren twierdzy. Zobaczyła, że drzwi do schronu są otwarte. Ostrożnie tam zajrzała.

– Alik!

Nikt jej nie odpowiedział, ale usłyszała jakiś szelest. Zeszła schodami do podziemnego pomieszczenia. Zobaczyła Alika. Siedział na ławce oparty o betonową ścianę schronu.

– Alik…

– Zostaw mnie.

Idalia podeszła do chłopca.

– Chodź na lekcje…

Alik spojrzał na nią niechętnie.

– Nie chcę nigdzie iść – mruknął.

– Czemu?

– Wszyscy się ze mnie śmiejecie! Blubek i wszyscy. Myślicie, że jestem tchórzem. Że mam pomieszane w głowie!

– Nikt się z ciebie nie śmieje.

– Właśnie że tak! Śmieszy was, że wciąż się boję Ogromnych. A zresztą to prawda. Tak! Boję się. Stale mi się zdaje, że Ogromni przylecą i mnie porwą. Albo że wszystko tu zniszczą. Blubek ma rację! Mam obsesję! Jestem porąbany.

– To nieprawda! – zawołała Idalia. – Jesteś zupełnie normalny. Po prostu żyłeś wiele lat w Świecie Ogromnych. I to wciąż siedzi w twojej głowie. Ja byłam tam krótko, a i tak stale mi się to śni. Na przykład wielka łapa, która włazi do pokoju i mnie porywa.

Chłopiec zerknął na Idę, ale nic nie powiedział. Dziewczynka usiadła obok niego.

– Alik, naprawdę myślisz, że olbrzymy przylecą kiedyś na Ziemię?

– Tak. Pewnego dnia odkryją działanie puzzli i tu przybędą. Jestem pewny! I jeśli kogoś porwą, to na pewno mnie! Bo ja wiem wszystko o ich świecie. Jestem dla nich niebezpieczny. Dlatego przygotowałem w tym schronie kryjówkę. Mam tu zapasy. – Alik wskazał ciemną przestrzeń pod ławką. – Schowałem tam śpiwory i jedzenie. I puzzle.

– Trzymasz tu puzzle!? – zawołała zdumiona Idalia. – Po co?

– Żeby ktoś ich nie znalazł i przypadkiem nie przeniósł się do ich świata. I żeby…

– Co?

– Ida… Ja czasem myślę, że trzeba obronić Ziemię przed Ogromnymi. Spowodować, żeby oni tu nie przybyli.

– W jaki sposób?

– Powinienem ułożyć puzzle i znów przenieść się do Świata Ogromnych…

– Zwariowałeś!? – krzyknęła Ida. – Po co chcesz się tam przenosić?

– Żeby zniszczyć ich puzzle. Rozumiesz? Spaliłbym tamte puzzle, które są w Świecie Ogromnych. W ten sposób droga zostałaby odcięta i oni nie mogliby nas zaatakować. To byłoby jak akcja komandosów. Wyprawa, by ocalić świat.

– Bez sensu! – zawołała Ida. – Gdybyś zniszczył ich puzzle, nie wróciłbyś na Ziemię! Zostałbyś na zawsze w Świecie Ogromnych.

– Wiem… – szepnął Alik. – Dlatego nie mam odwagi tego zrobić… Ale kiedyś się odważę!

– Nie zgadzam się, żebyś zrobił coś tak głupiego! – krzyknęła Ida. Chwyciła Alika za rękę. – Posłuchaj. Może Ogromni naprawdę kiedyś tu przybędą. Ale ja też mam wielką moc. Jeśli olbrzymy przylecą, to będę z nimi walczyć. Wszyscy będziemy. Obronimy ciebie.

– Ja sam się obronię! – zawołał Alik. – Nie potrzebuję niczyjej pomocy. Nie jestem tchórzem.

– Alik…

– Zostaw mnie w spokoju!

Chłopiec się zerwał, popędził na schody i wybiegł ze schronu.

Idalia chciała biec za nim, ale nagle się zatrzymała. Chwilę stała bez ruchu, intensywnie o czymś rozmyślając. Potem uklękła i zajrzała pod ławkę.

Było tam czerwono-złote pudło z napisem TERRA MAGNORUM. Karton z puzzlami! Dziewczynka na jego widok zadrżała. To był przedmiot, który przeniósł ją kiedyś do strasznego Świata Ogromnych. Nienawidziła go.

Wyciągnęła pudło i otworzyła je. Stos puzzli świecił w mroku. Idalia patrzyła na nie ze złością.

– Nie chcę, by Alik się przenosił do Świata Ogromnych – szepnęła. – Nie chcę, żeby stało mu się coś złego… Skupiła wzrok na puzzlach i zawołała: – Żądam, żeby one zniknęły! Żeby przestały istnieć!

Karton z puzzlami podskoczył. Wystrzeliły z niego płomienie i dym. Elementy układanki się zapaliły. W kilka sekund spłonęły, zmieniając się w garść popiołu.

Puzzle przestały istnieć.

Idalia zamknęła karton i schowała go pod ławką.

– Dobrze, że to zrobiłam – szepnęła i wybiegła ze schronu.

Przez kilka następnych dni Alik unikał przyjaciół. Nie rozmawiał z nimi i nie odpowiadał na esemesy.

– Żal mi Alika – mówiła Gabi, kiedy wracali po lekcjach z Idalią, Kukim i Blubkiem. – On myśli, że uważamy go za tchórza.

– To moja wina – westchnął Blubek. – Bez sensu mu powiedziałem, że ma obsesję. Zawsze coś głupiego powiem…

– Mam pomysł! – zawołała Idalia.

– Jaki? – spytał Blubek.

– Alik ma w piątek urodziny. Przygotujmy dla niego coś fajnego. Żeby wiedział, że go lubimy.

– Masz na myśli jakiś wypasiony prezent?

– Nie. Chodzi o coś specjalnego. O superurodziny.

– Czyli co? – zapytał Kuki.

– Zabierzmy Alika w jakieś niesamowite miejsce. Ja wyczaruję tam piękny dom. I niezwykłe potrawy. Dekoracje i fajerwerki. Żeby było jak w filmie!

– Polecimy dra-kulą?

– Tak.

– Dokąd? – spytał Blubek.

– No… Tego jeszcze nie wiem… – powiedziała Ida.

– Niech do jutra każdy wymyśli, gdzie najfajniej można urządzić urodziny Alika – zaproponowała Gabi. – Wybierzemy najlepszy pomysł.

– Rodzice nas nie puszczą na żadną wyprawę – powiedział niepewnie Blubek.

– Idalia ich zaczaruje, żeby się zgodzili!

– No dobra – powiedział Kuki. – Spotkajmy się jutro po lekcjach i wszystko ustalimy.

– Tylko Alikowi ani słowa – powiedziała Ida. – To musi być niespodzianka.

Następnego dnia spotkali się wszyscy u Kukiego. Oczywiście był także Budyń.

– No więc – spytała Gabi – jakie macie pomysły?

– Przede wszystkim na urodzinach musi być pyszne jedzonko – powiedział kundelek. – Ja proponuję tort z kiełbasek…

Kuki mu przerwał:

– Budyń, przestań gadać o żarciu. Najpierw trzeba ustalić, dokąd lecimy.

– Może na Antarktydę? – zaproponował Blubek. – Urządzimy mu urodziny w zamku z lodu.

– Nienawidzę zimna! – zawołała Gabi. – Lećmy na tropikalną wyspę, gdzie jest ciepło i można nurkować.

– A może polecimy dookoła świata – zaproponowała Idalia. – I będziemy lądować w najciekawszych miejscach.

– To potrwa rok – zaprotestował Blubek. – A w dra-kuli jest masakrycznie ciasno.

– No to co robimy?

Kuki wstał.

– Słuchajcie. Ja myślę, że powinniśmy lecieć gdzieś blisko.

– Dlaczego? – spytała Gabi.

– Bo w razie kłopotów będzie łatwo wrócić do domu.

– A konkretnie jaką masz propozycję?

– Góry Złote. Byłem tam z rodzicami, pod namiotem. Tam jest bardzo fajnie. Wysokie góry, rzeka i las. I nie ma ludzi. Możemy tam wyczarować dom i różne rzeczy i nikt tego nie zobaczy.

– Jak daleko jest do tych gór?

– Blisko… Dra-kulą dolecimy w godzinę.

Ustalili, że polecą w góry na trzy dni. Idalia wyczarowała specjalne „ciasteczka zgody”. Kto je zjadł, spełniał każdą prośbę. Dali ciastka rodzicom i spytali: „Zgadzacie się, żebyśmy pojechali sami w góry?”. Rodzice zawołali: „Tak!” (oczywiś­cie normalnie nigdy by się nie zgodzili).

Jeden problem został więc rozwiązany.

Pozostawała sprawa Alika. Jak go zabrać w góry? Oczywiście mogli użyć ciastka zgody, ale wtedy zdradziliby niespodziankę. Poza tym Alik nadal ich unikał.

– Ja wymyśliłam sposób – powiedziała Idalia.

Wyciągnęła z plecaka przedmiot, który wyglą­dał jak połączenie radia z zegarem. Miał wyświetlacz, dwa pokrętła i głośnik.

– Co to jest? – zdziwił się Kuki.

– Antybudzik.

– Czemu „anty”?

– Bo zwykły budzik nas budzi. A antybudzik usypia.

– Usypia?

– Tak. Gdy się go włączy, zaczyna grać muzyka. Kto ją usłyszy, zaraz zasypia. Te dźwięki mają taką moc, że uśpią każdego człowieka. Na minutę albo na wiele dni. Zależy, jak nastawisz antybudzik.

Blubek oglądał z zaciekawieniem urządzenie.

– A można sterować zasięgiem?

– Tym pokrętłem ustawiasz czas snu. A tym zasięg działania i moc. Gdy przekręcisz w prawo, dźwięk się wzmacnia i słychać go daleko. Przy maksymalnej mocy nawet bardzo daleko! Można uśpić całe miasto.

– Ale po co nam ten antybudzik? – pytał Budyń.

– Włączymy go przy Aliku i uśpimy go na dwie godziny. Wsadzimy do dra-kuli i polecimy. Zanim Alik się obudzi, wszystko przygotujemy. Kiedy otworzy oczy, zobaczy superniespodziankę.

– A my? Przecież nas to też uśpi!

– Założymy słuchawki, więc nie usłyszymy tej muzyki.

– Jakaś megaskomplikowana sprawa – powiedział Kuki. – Nie lepiej dać mu tabletki na sen?

– Nie.

– Czemu?

– Bo po tabletkach boli głowa. I nie można sterować długością snu.

– Czuję, że będą kłopoty – westchnął Kuki.

Spotkali się z Alikiem na szkolnym boisku. Od kilku dni ze sobą nie rozmawiali. Chłopak patrzył na nich nieufnie.

– Po co mnie zawołaliście? – mruknął.

– Chcemy ci coś pokazać – powiedziała Idalia.

Wyciągnęła antybudzik. Potem ona i reszta szybko wcisnęli na uszy słuchawki.

– Co wy kombinujecie!? – zawołał Alik

PSTRYK. Ida włączyła urządzenie. Zamigotała czerwona lampka. A potem cicho zagrała muzyka. Dziwne dźwięki, jakich nie słyszał jeszcze nikt na świecie.

Alik krzyknął:

– Co to…!?

Nie dokończył. Nagle jego oczy się zamknęły. Zachwiał się i powoli osunął się na trawę.

Ida uklękła i dotknęła jego policzka. Chłopak nawet nie drgnął.

– Śpi…

Wyłączyli antybudzik i zdjęli słuchawki. Szybko powiększyli dra-kulę. Ostrożnie umieścili Alika w pojeździe i wystartowali.

Polecieli na południe, w stronę gór. Dra-kula mknęła szybko na dużej wysokości. Kierował Blubek. Alik spał skulony na fotelu. Ida otuliła go kocem i pilnowała, żeby było mu wygodnie.

Na konsoli sterującej siedział minirobot Korto. Zaprosili go na urodziny, bo dzięki niemu odnaleźli kiedyś Alika w Świecie Ogromnych. Robot patrzył na uśpionego chłopca i mruczał:

– Głupio… Zły pomysł…

– Korto ma rację – powiedziała Gabi. – Alikowi nie będzie się to podobać. Powie, że go porwaliśmy.

– Przecież to dla jego dobra! – protestowała Idalia. – Chcemy zrobić mu fajną niespodziankę…

– Zobaczcie! – przerwał jej Kuki. – Widać już Góry Złote… Tam…

Przed nimi pojawiły się wzniesienia porośnięte lasem. Dalej było widać wysokie szczyty, które w świetle zachodzącego słońca naprawdę wyglądały jak złote. Po paru minutach głos w nawigacji obwieścił: JESTEŚMY NA MIEJSCU. Blubek pociągnął za joystick. Dra-kula łagodnie wylądowała na leśnej polanie.

Otworzyli właz i wysiedli.

– Ale tu ślicznie! – zawołała Gabi.

Polanę otaczały wielkie świerki obrośnięte mchem. Wyglądały jak baśniowe stwory. Na skraju polany płynął strumień. Dalej piętrzyły się wysokie góry. Miejsce było piękne i zupełnie bezludne.

– Dokładnie tu byliśmy z rodzicami! – zawołał Kuki. – Nawet są ślady po namiotach. Chodźcie, pokażę wam coś.

– Nie ma czasu! – protestowała Ida.

– To jest blisko. Chodźcie.

Śpiącego Alika zostawili w dra-kuli. Pozostałych Kuki poprowadził drogą przez las. Po stu metrach ścieżka się urywała jak ucięta nożem. Dalej była przepaść, okrągła jak garnek i straszliwie głęboka. Ze wszystkich stron otaczały ją pionowe skały. Brzegi zabezpieczał łańcuch umocowany do drewnianych słupów. Podeszli ostrożnie i zajrzeli w czeluść przepaści. Aż się wzdrygnęli, tak była głęboka.

– Ta przepaść nazywa się Czarny Kocioł – szepnął Kuki. – Jest straszna, no nie? Tato nie pozwalał mi tu przychodzić.

– Chyba miał rację – mruknął Blubek. – Kto tam wpadnie, to raczej już nie wylezie.

– Okropne miejsce – powiedziała Gabi. – Chodźmy stąd… Trzeba wszystko przygotować, zanim Alik się obudzi.

Wrócili na polanę.

– Od czego zaczynamy? – spytała Idalia.

– Najpierw trzeba wyczarować dom – powiedziała Gabi.

– Ale jaki?

Każdy miał inny pomysł. Blubek chciał stworzyć supernowoczesny budynek, gdzie wszystko będzie automatyczne. Kuki wolał coś tajemniczego, na przykład stary zamek. Gabi zaprojektowała chatkę z żywych roślin, która sama wyrośnie. Ida wymyśliła dom jak karuzela. Miał się powoli obracać, żeby za oknami był wciąż inny widok. Każdy narysował swój projekt na kartce.

– No więc który mam wyczarować? – spytała Idalia.

Nie mogli się zdecydować. W końcu spytali robota:

– Korto, powiedz, który pomysł jest najlepszy?

– Żaden… Nie rób nic – mruknął zgrzytliwym głosem Korto. – Marnotrawstwo… Marnujesz wszystko.

Robot patrzył na Idalię jakby ze złością.

– O co mu chodzi? – szepnął Kuki.

– Nieważne – mruknął Blubek. – Korto stale narzeka. Chyba procesory mu się już zestarzały…

Rzeczywiście, robot ostatnio chodził z trudem i często miał zły humor.

– Pospieszmy się, bo Alik zaraz się obudzi! – zawołała Gabi.

– Dobra. Będę losować – powiedziała Ida. Zamknęła oczy i na oślep wyciągnęła jedną z kartek z narysowanym budynkiem. – Chcę, żeby powstał taki dom! – powiedziała.

Ziemia pod ich stopami poruszyła się gwałtownie. Idalia otworzyła oczy. Spod ziemi powoli wysuwał się błyszczący, stalowy budynek.

– Łał! – krzyknął Blubek. – Ja wygrałem!

Faktycznie. Ida wylosowała projekt Blubka. Dom był z metalu i szkła. Przypominał bazę kosmiczną z Gwiezdnych wojen. Wyglądało to, jakby w lesie wylądowało UFO. Prawdę mówiąc, dom Blubka kompletnie nie pasował do leśnej polany.

Podeszli nieufnie do błyszczących stalowych drzwi. Nie było klamki.

– Ej… Blubek! Jak mamy wejść do tego wynalazku? – spytał Kuki.

– Drzwi są na pilota.

– Dawaj go.

Blubek rozejrzał się niepewnie.

– Pilot chyba się nie wyczarował. Pewnie zapomniałem go narysować. Ale na pewno da się jakoś wejść.

Zaczął pchać drzwi, które nawet nie drgnęły. W końcu rozłoszczony Blubek wymierzył drzwiom kopniaka. Wtedy rozległ się piskliwy alarm. AŁU! AŁU! Zamigotały lampy. Ptaki zerwały się z drzew i odfrunęły. A potem ze ścian domu zaczęły się wysuwać rury, jakby lufy armatnie. Skierowały się w stronę dzieci. TRACH! TRACH! Z luf wystrzeliły metalowe siatki. Spadły na Blubka i na Gabi, a potem dopadły Kukiego i Idalię. Sieci zacisnęły się, krępując ciasno jeńców. Zostali uwięzieni jak muchy w pajęczynie.

– Blubek! Co to ma być!? – wydzierał się Kuki, próbując rozerwać sieć. – Coś ty wymyślił, kretynie!?

– Sorry… To miała być pułapka na złodziei – jęczał Blubek. – Jakby ktoś chciał się włamać, to dom strzela sieciami i łapie złodzieja.

– Rany! Czy musiałeś wymyślić coś tak głupiego!? – krzyczał Kuki.

– Idalia, zlikwiduj ten dom! – błagała Gabi.

– Nie mogę!

– Czemu!?

– Nie widzę go!

Sieć uwięziła Idę, gdy dziewczynka stała tyłem do budynku. Oplątana stalową siatką nie mogła się obrócić i spojrzeć na dom. A jej rozkazy działały tylko na to, co widziała!

– No to będą fajne urodziny! – wykrztusił Kuki. Ledwo mówił, bo stalowa siatka go dławiła.

Uratował ich Budyń. On jeden nie został uwięziony. Podbiegł do Idy i zaczął szarpać metalową sieć. Ciągnął z całej siły. Zdołał ją trochę rozluźnić i Idalia olbrzymim wysiłkiem odwróciła głowę. Skupiła wzrok na domu i krzyknęła:

– Zniknij!

Dom rozpłynął się w powietrzu. Stalowe sieci zniknęły razem z nim.

Byli wolni.

Minęła dłuższa chwila, zanim doszli do siebie. W końcu Gabi powiedziała:

– Słuchajcie. Trzeba wyczarować zwykły dom, bez żadnych kombinacji!

Idalia zamknęła oczy i powiedziała:

– Proszę o zwyczajny dom, ale żeby był ładny.

Tym razem poszło lepiej. Najpierw powiał wiatr, unosząc wir piasku i igliwia. Gdy kurzawa opadła, odsłonił się dom. Był zwykły, trochę staroświec­ki, ale wyglądał bardzo miło. Drzwi były otwarte.

Weszli do środka. Na parterze był duży salon pomalowany na niebiesko. Stał tu wielki stół przykryty obrusem, a dookoła krzesła z wesołymi żółtymi poduszkami.

– Fajnie, tylko brakuje urodzinowych dekoracji – stwierdziła Gabi.

– Zaraz to załatwię! – zawołała Ida.

Zaczęła szeptać. Po chwili na stole pojawiło się mnóstwo balonów. PUFF! Same się nadmuchały i poleciały pod sufit. Miały kształty słoni, hipo­potamów i lwów. Na każdym był napis: ALIK, LUBIMY CIĘ. Potem Idalia wyczarowała kolorowe lampki, które fruwały pod sufitem jak motyle. Na środku pokoju stworzyła fontannę z konfetti. Wyglądało to naprawdę fajnie i wszystkim się podobało. Tylko robot Korto skrzeczał:

– Marnotrawstwo… Co za głupie marnotrawstwo!

Nie zwracali na niego uwagi.

– Teraz coś do jedzenia! – zawołał Kuki.

Idalia otarła czoło, chyba była zmęczona tyloma życzeniami.

– Dobrze się czujesz? – spytała Gabi.

– Tak. Co mam wyczarować?

– No… różne pyszne rzeczy. I dużo owoców!

– I naleśniki! – dodał Kuki.

– Pizzę! – zawołał Blubek.

– Serki, różne smaki! – poprosiła Gabi. – I ciastka migdałowe!

– I kilka arbuzów! – zamówił Kuki.

– I dużo kiełbasek czosnkowych… – pisnął Budyń.

– Poczekajcie… Bo nie zapamiętam wszystkiego! – Idalia zaczęła wymieniać zamówione potrawy, a na końcu dodała: – Niech tutaj przylecą.

Spojrzeli w okno. Niebo pociemniało i rozległ się głośny szum. Jakaś wielka chmura zbliżała się do domu.

– Co to jest? – spytała niepewnie Gabi.

– Spokojnie… Po prostu leci jedzenie.

– Wygląda trochę dziwnie – mruknął Blubek.

Kiedy chmura się zbliżyła, zobaczyli coś zdumiewającego. Leciały do nich owoce, ciastka i kiełbasy. Wszystkie miały skrzydła i dzioby jak ptaki! A także łapy z pazurami! Za nimi szybowały naleśniki i pizze, wirując w powietrzu jak eskadra UFO.

Nim ktoś się odezwał, okno się otworzyło i jedzenie wleciało do pokoju. Fruwało nad dziećmi, wymachując skrzydłami. Kuki próbował złapać przelatującą gruszkę, ale wrzasnął z bólu.

– Ała!

– Szefie, co jest!? – zawołał Budyń.

– Ta debilna gruszka mnie dziobnęła! Ida! Coś ty wyczarowała!?

– Nie wiem… Ja tylko chciałam, żeby jedzenie samo tu przyleciało. Jak te ptaki, co fruwają nad drzewami.

Spojrzeli w okno. Na niebie unosiło się kilka dużych ptaków.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

* Na końcu książki znajdziecie opis Świata Ogromnych i inne ważne informacje.

ŚWIAT OGROMNYCH

Żyją tam olbrzymy z wyglądu podobne do ludzi, ale wielokrotnie od nich większe. Do Świata Ogromnych można się przenieść, gdy złoży się puzzle z obrazem planety TERRA MAGNORUM.

Pewnego dnia został tam przeniesiony Alik, syn nauczycielki. Spędził w Świecie Ogromnych pięć lat. Był jedynym „małym” stworzeniem wśród olbrzymów. Ogromni uczniowie w szkole gnębili go, zwłaszcza olbrzymi Gigun.

Alika uratowała Idalia i inni bohaterowie Magicznego Drzewa. Dzięki nim powrócił na Ziemię.

Wyprawę na ratunek Alika i zdarzenia na planecie olbrzymów opisuje powieść Świat Ogromnych.

PUZZLE TERRA MAGNORUM

Mają niezwykłą moc, bo zrobiono je z tektury zawierającej cząstki Magicznego Drzewa (papier powstaje z celulozy, a ta z drewna). Osoba, która nieopatrznie złoży te puzzle, zostaje przeniesiona do Świata Ogromnych.

By wrócić na Ziemię, trzeba na planecie olbrzymów odnaleźć drugie, bliźniacze puzzle nazywane TERRA MINORUM. Gdy się je złoży, powstaje tajemnicza mapa kosmosu, która pozwala przenieść się do świata ludzi.

IDALIA

Gabi wygrała w konkursie tańca drewnianą figurkę baletnicy. Figurka zmieniła się w dziewczynkę o imieniu Idalia. Wyglądała zwyczajnie, ale miała niesamowite właściwości. Wszystkie życzenia Idalii spełniały się. Pewnego dnia Idalia, w chwili złości, wywołała niechcący katastrofę. Poprosiła, by na świat przybył smok, którego widziała w wideoklipie! Idalia i inni bohaterowie Magicznego Drzewa musieli stoczyć walkę ze smokiem i z jego armią. Te zdarzenia są opisane w tomie Cień smoka.

W czasie walki, dla bezpieczeństwa, Idalia rozkazała, by jej życzenia spełniały się, gdy wypowie je dwukrotnie. Potem z tego zrezygnowała. Teraz Idalia mieszka w domu Gabi i chodzi do szkoły.

DRA-KULA

Pojazd stworzony dzięki magii czerwonego krzesła. Jest kulisty i lata z dużą prędkością. W razie niebezpieczeństwa pojazd potrafi rozdzielić się na cztery osobne miniloty. Dra-kulę można zmniejszać do rozmiaru monety, co ułatwia jej przechowywanie. O tym, jak powstała dra-kula, można się dowiedzieć z tomu Pojedynek.

BUDYŃ – PIES, KTÓRY UMIE MÓWIĆ

Kuki, używając mocy czerwonego krzesła, zmienił głos swego psa na ludzki. W ten sposób Budyń stał się jedynym psem na świecie, który mówi jak człowiek. Kuki i Budyń zostali potem prawdziwymi przyjaciółmi. Razem walczyli z przeciwnikami i ratowali się w czasie niebezpiecznych wypraw. Pierwsze zdarzenia z mówiącym psem są opisane w tomie Olbrzym.

KORTO

Robot o wyglądzie skorpiona. Jest niezwykle mądry. Nazywany jest przewodnikiem, bo wskazuje drogę do przedmiotów z Magicznego Drzewa. Dzięki Korto bohaterowie znaleźli tajemniczą kostkę do gry. A także drewnianą figurkę, która zmieniła się w Idalię, i puzzle, dzięki którym Alik powrócił na Ziemię.

Projekt okładki i ilustracje

Andrzej Maleszka

Copyright © by Andrzej Maleszka, 2016

Opieka redakcyjna

Maria Makuch

Adiustacja

Anna Szulczyńska

Korekta

Anna Szulczyńska

Judyta Wałęga

Projekt typograficzny

PARASTUDIO

Na okładce i ilustracjach wykorzystano fotografie bohaterów autorstwa Macieja Mańkowskiego i Moniki Lisieckiej oraz elementy zdjęć autorstwa

© Andrzej Maleszka

© PIMPAN/Shutterstock

© zhu difeng/Shutterstock

© Denis Belitsky/Shutterstock

© Abeselom Zerit/Shutterstock

© Juniors Bildarchiv GmbH/Alamy Stock Photo

© Kevin Foy/Alamy Stock Photo

© agsandrew/Depositphotos

© Bluekaizer/Dreamstime

© Algol/Dreamstime

© Manuela Ferreira/Dreamstime

© Jacek Chabraszewski/Dreamstime

© Abeselom Zerit/123RF

© MyShotz/bigstockphoto.com

Wykonanie modelu robota 3D

Piotr Budzowski

ISBN 978-83-240-3996-8

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Magiczne Drzewo. Inwazja Bohaterowie Magicznego Drzewa. Porwanie Magiczne Drzewo. Świat ogromnych Magiczne Drzewo. Cień smoka Magiczne Drzewo. Czerwone krzesło Magiczne Drzewo. Tajemnica mostu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia