Sekrety dawnych zbrodni. Patolog o słynnych historycznych morderstwach

Sekrety dawnych zbrodni. Patolog o słynnych historycznych morderstwach

Autorzy: Philippe Charlier

Wydawnictwo: Esprit

Kategorie: Kryminał / sensacja Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 296

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 23.92 zł

Jakimi substancjami usiłowano otruć św. Benedykta z Nursji?

Jak umierał św. Tomasz Becket?

Czy Medyceusze truli się nawzajem za pomocą tzw. „proszku dziedziczenia”?

Co ujawnia protokół autopsji wielkiego pisarza Emila Zoli na temat tajemniczych przyczyn jego śmierci?

PHILIPPE CHARLIER, słynny francuski patolog i archeolog, nazywany Indiana Jonesem cmentarzy, znów zakłada rękawiczki używane do sekcji zwłok i proponuje nam ponowne odczytanie naszej historii – z perspektywy naukowca i detektywa.

Zbrodnia… czy nie? To pytanie musi się pojawić natychmiast, gdy w sposób gwałtowny lub podejrzany umierają wielcy ludzie danej epoki. Odpowiedzi natomiast często nie znajdujemy aż do dzisiaj! Tutaj właśnie musi wkroczyć nauka wyposażona we wszelkie współczesne zdobycze technologiczne. Czego może nauczyć nas ona w przypadku dawnych zbrodni?

Philippe Charlier oba swe fachy – archeologa i patologa sądowego – połączył z niebywałą pasją, którą czuć w tej książce na każdym kroku. Z jednej strony cofa się w głęboką przeszłość, by przybliżyć najbardziej spektakularne zbrodnie i zbrodniarzy.

Z drugiej, niby mimochodem ukazuje rozwój technik kryminalistycznych pozwalających na ujawnianie przyczyn zgonów oraz ich sprawców. Wszystko to zaś prezentuje z radością  odkrywcy, która udziela się podczas czytania.

RAFAŁ OTOKA-FRĄCKIEWICZ, UWAŻAM RZE. HISTORIA

Moim promyczkom, Isabelle, Julesowi i Paulowi

Antiquitatis memoriam omnibus utilem...

Warto pamiętać o dawnych dziejach. Ten, kto był tego świadom, nie wahał się pytać ojców i dziadków zgodnie z tym, co radziły słowa pieśni: „Wspominaj dni minione, wspominaj przeszłe pokolenia. Ojca pytaj, bo on cię pouczy; przodków, bo oni ci odpowiedzą”. Powszechnie się zresztą uważa, że poszukiwanie w Piśmie przykładów z życia tych, którzy przed nami stąpali po ziemi, to chwalebny obyczaj, wiedza o przeszłości bowiem pomaga w dążeniu do doskonałości, a pokora – w kształtowaniu dobrych zwyczajów.

(Les Gestes des abbés de Saint-Germain d’Auxerre,

tłum. Noëlle Deflou-Leca, Yves Sassier, Paryż 2011)

Zamiast wstępu

Historia medycyny sądowej w zarysie

Kiedy człowiek zaczął badać zwłoki, by określić przyczynę zgonu? Gdy chciał się dowiedzieć, czy za czyimś nagłym odejściem stoją osoby trzecie, czy też śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych. Kiedy chciał zrozumieć, czy to działanie nieuchronnego losu, czy zbrodnia.

Wśród najdawniejszych śladów ludzkiego bytowania na Ziemi zachowały się dowody na to, że starano się należycie osądzić tych, którzy zabili, okaleczyli lub zranili bliźniego. Przed wymierzeniem kary konieczne było bezstronne unaocznienie obrażeń cielesnych, przynajmniej zewnętrzne oględziny zwłok. Wspominają o tym na przykład starożytne teksty o charakterze prawno-sądowym: egipskie, hinduskie (Drahma-sutry i Drahma-śastry spisywane od 600 roku p.n.e. do 600 roku n.e.), sumeryjskie i babilońskie (Kodeks Ur-Nammu i Kodeks Hammurabiego pochodzące z około 2100 i 1750 roku p.n.e.{I}).

Nieznane są nam niestety szczegóły z medycznosądowych oględzin ciała Juliusza Cezara zamordowanego w 44 roku p.n.e., dlatego nie wiemy, czy w tym przypadku dokonano sekcji, czy poprzestano na zewnętrznym badaniu z wnikliwym przestudiowaniem obrażeń zadanych bronią białą – sztyletem. Jednego możemy być jednak pewni: grecki medyk Anstyst ocenił, że spośród dwudziestu kilku ran tylko jedna była śmiertelna, bo naruszyła kluczowy dla życia organ (niestety, więcej szczegółów w tej sprawie nie znamy…{II}). Autopsja w dzisiejszym rozumieniu tego słowa nie była wówczas powszechną praktyką (nie przeszkadzało to jednak w rozchylaniu brzegów głębokich ran w celu stwierdzenia, które z istotnych organów są widoczne lub które zostały uszkodzone). Wystawianie ciała (na widok publiczny lub w prywatnym gronie) było natomiast przyjętym zwyczajem, umożliwiającym obserwację urazów i obrażeń, a także potwierdzenie tożsamości zmarłego przez rozpoznanie jego rysów twarzy czy znaków szczególnych (blizn, tatuaży, biżuterii itd.). Tak się właśnie działo w 183 roku p.n.e., po nagłej śmierci Scypiona Afrykańskiego, a także wtedy, gdy rzymski wódz Germanik, najprawdopodobniej otruty, wyzionął ducha nieopodal Antiochii w 19 roku n.e.

Z czasem powoli umacniał się prawny status lekarza. Od około IV wieku p.n.e. rozpowszechnienie się przysięgi Hipokratesa, zaadaptowanej następnie przez tradycję judeochrześcijańską, sprawiło, że lekarzowi nie wolno było zabijać. Młody adept medycyny, nim rozpoczął praktykę, ślubował:

Sposób życia urządzać będę chorym dla ich dobra, podług sił moich i zdolności, nigdy nie zaniedbując tego. Nigdy nikomu, ani na żądanie, ani na prośby niczyje nie podam lekarstwa śmiertelnego, ani też sam nie powezmę takiego zamiaru, jak również nie udzielę żadnej niewieście środka poronnego. […] Życie moje zachowam w czystości i niewinności[1]{III}.

Od VI wieku n.e. obowiązywał Kodeks Justyniana będący podstawą prawną określającą między innymi status eksperta medycznosądowego. W konsekwencji lekarze stali się sługami wymiaru sprawiedliwości – do ich zadań należało odtąd formułowanie opinii o tym, czy obrażenia na ciele zmarłego spowodowały zgon.

Prawo zwyczajowe włączyło zatem lekarzy, cyrulików i chirurgów – oczywiście na miarę ich zawodowych kompetencji – do udziału w tego typu ekspertyzach. Źródła historyczne z XIII wieku wspominają o „lekarskich oględzinach” w Normandii, w Maine i w samym Paryżu, a także w Królestwie Jerozolimskim. Chirurdzy przychodzili do siedziby paryskiego prewota[2], do Châtelet, i tam składali konieczną przysięgę, zobowiązując się w ten sposób do wykonywania posługi.

W tym samym czasie chiński tekst Hsi Yuan Lu (Instrukcje dla koronerów) stał się podstawowym podręcznikiem dla „inspektorów zwłok”. Zawierał on szczegółowe wskazówki dotyczące tego, jak dokonywać oględzin ciał ofiar. Ogromne znaczenie przypisywał badaniu naturalnych otworów (ust, nosa, oczu itd.). Klasyfikacja chorób, którą proponował, była diametralnie różna od tej znanej na Zachodzie i skupiała się na zatruciach oraz naruszaniu równowagi między różnymi siłami drzemiącymi w człowieku.

Tymczasem na wydziałach medycyny zachodnich uniwersytetów przeprowadzano coraz więcej sekcji z ogromną korzyścią dla rozwoju anatomii, a także umiejętności rozpoznawania przyczyn zgonu. W latach 1260–1311 Arnaud de Villeneuve studiował najpierw w Montpellier, a następnie w Awinionie działanie trucizn na ludzki organizm. Obserwował też pośmiertne objawy otrucia. W tym samym czasie podobne badania prowadzono również w Wenecji. Lekarze, chirurdzy i akuszerki (położne wyspecjalizowane w oględzinach kobiet będących ofiarami gwałtu tudzież tych, które straciły dziewictwo wbrew własnej woli) często byli wzywani na oględziny, czego ślady zachowały się w „Registre criminel du Châtelet de Paris” (Kryminalny rejestr paryskiego Châtelet). Oto przykład pochodzący z tego źródła:

14 czerwca 1338 roku pod wiązem, w zwyczajowy miejscu wystawiono, aby pokazać ludowi i zaprzysiężonemu medykowi dworskiemu, ciało Huguelina, który utonął w studni Leberruiera. Mistrz de Largentière po stosownych oględzinach nie znalazł żadnej rany śmiertelnej, skąd domniemywa się, że ów zmarł na skutek upadku do studni, w której został odnaleziony, gdyż mózg jego doznał wstrząsu i uległ zmiażdżeniu.

Niemniej jednak początek ery medycyny sądowej przypada niewątpliwie na wiek XVI, kiedy w całej Europie powstają liczne instytucje naukowe kładące podwaliny pod współczesną medycynę sądową. W Świętym Cesarstwie Rzymskim ustanowiony między 1530 a 1532 rokiem przez Karola V kodeks karny, potocznie zwany Caroliną, narzuca obowiązek lekarskich oględzin w przypadku procesu karnego. W artykule 147 zapisano:

Kiedy ktoś został pobity, a potem umarł, ale nieco później, tak że nie jest pewne, czy śmierć nastąpiła na skutek otrzymanych ciosów, należy przedstawić stosowne świadectwa obu możliwości, tak by zebrać konieczne dowody. Trzeba się zwrócić szczególnie do tych, którzy mają praktykę w chirurgii, oraz do innych, którzy mają rozeznanie w dziedzinie śmierci na skutek pobicia, i podać, ile czasu upłynęło od momentu powstania obrażeń do śmierci: sędziowie powinni w takich przypadkach zwrócić się do rady prawnej wedle tego, co uwzględniono na końcu niniejszego rozporządzenia[3] {IV}.

Artykuł 149 kodeksu dotyczy badania zwłok przed ich pogrzebaniem (czyli zewnętrznych oględzin lub eksponowania ciała):

Aby dokonać oględzin i dostatecznie zapoznać się z różnorakimi obrażeniami, co mogłoby się okazać niemożliwe, gdyby zmarłego wcześniej pochowano, sędzia w towarzystwie dwóch asesorów i kancelisty oraz jednego lub kilku chirurgów, jeśli są dostępni i złożyli przysięgę, powinni z uwagą dokonać badania ciała, nim zostanie ono złożone do grobu, a następnie przygotować szczegółowy protokół z oględzin ran, nacięć i sińców, które zauważą.

Około 1575 roku we Francji chirurg Ambroży Paré wyszczególnia w swoim dziele Cinq livres de chirurgie to, co można by uznać za faktyczne podwaliny medycyny sądowej we francuskim kręgu kulturowym. Wywód lekarza jest uporządkowany z anatomicznego punktu widzenia, a także oparty na stosownej dokumentacji. Autor jest szczególnie zainteresowany obrażeniami o charakterze urazowym. Podejmuje także kwestie odpowiedzialności i poczytalności sprawcy oraz zajmuje się narzędziami zbrodni i określaniem przyczyn zgonu. Forma wywodu, który jawi się jako przejrzysty raport, zrozumiały także dla osób bez wykształcenia medycznego, również stanowi nowość wynikającą z poczucia uczciwości autora, za dowód której niech posłuży poniższy fragment:

Pozostaje teraz poinstruować młodego adepta chirurgii, jak powinien właściwie przygotować protokół dla sądu, jeśli zostanie wezwany z powodu śmierci chorego lub jego niemocy czy jakiegokolwiek błędu podczas leczenia. Winien on z wielką ostrożnością przedstawić rokowania, gdyż przebieg choroby najczęściej jest trudny do przewidzenia […]. Przede wszystkim zaś musi kierować się prawością duszy, a w sercu mieć bojaźń bożą, małe rany nazywać małymi, a duże dużymi, nie inaczej, wedle gustu czy uznania, bo sędziowie sądzą względem tego, co im się przedstawi.

Kolejnym przykładem obrazującym kunszt Ambrożego Parégo (oraz pokazującym, że symptomatologia właściwie nie rozwinęła się bardziej od XVI wieku, przynajmniej na polu medycyny sądowej) niech będzie fragment, w którym autor radzi, jak sporządzić opis i raport z oględzin ciała dziecka, które zmarło na skutek uduszenia. Nie trzeba nic dodawać do poniższej analizy klinicznej:

Dostatecznym znakiem, że zmarłe dziecko zostało uduszone przez mamkę, która przypadkiem zasnęła na nim podczas karmienia, albo też uczyniła to z premedytacją, jeśli dziecko wcześniej było zdrowe i nie wykazywało niepokojących symptomów, jest to, że jego usta i nos są wypełnione śliną; jego twarz nie jest blada, lecz sina i jakby purpurowa, a po otwarciu okazuje się, że płuca wypełnia spienione powietrze.

W 1606 roku Henryk IV wystawił swojemu osobistemu lekarzowi listy patentowe uprawniające go do mianowania w każdym większym mieście dwóch chirurgów odpowiedzialnych za sporządzanie raportów do wglądu dla innych medyków w sprawie rannych, zabitych i okaleczonych{V}. We Włoszech natomiast ukazały się wówczas takie oto traktaty: Baptiste Codronchi opublikował w Imoli Rozprawę o tym, jak sporządzać sprawozdania sądowe, w niektórych przypadkach zlecanych lekarzom; Fortunato Fedeli ukończył Cztery księgi o sprawozdaniach medycznych (Palermo 1598); Paolo Zacchia, osobisty lekarz papieża Innocentego X i współpracownik Trybunału Roty Rzymskiej, jednego z trzech trybunałów Kościoła rzymskokatolickiego, ogłosił drukiem Pytania medyczno-prawne{VI} (1621–1635).

We Francji na mocy dekretu z 14 frimaire’a roku III (grudzień 1794) na każdym wydziale medycznym w kraju tworzy się katedrę medycyny sądowej. Od tamtej pory, zgodnie z zasadą koniunkturalizmu (rozumianą w pozytywnym sensie) każdy postęp w nauce odbija się echem na polu medycyny sądowej: wynalezienie mikroskopu (Tardieu, Brouardel), rozwój toksykologii (Orfila), radiologii. Każde kolejne stulecie wnosi garść technologicznych innowacji oraz ich zastosowań w diagnostyce pośmiertnej, które wspomagają wymiar sprawiedliwości – działają „w służbie prawdy”, jak to się mawia. Przykładowo w Paryżu medycyna sądowa ulega instytucjonalizacji: na wschodnim krańcu wyspy La Cité Haussmann otwiera kostnicę (gdzie zatrudnienie znajdują biegli medycyny sądowej), później zburzoną (dziś w tym miejscu rozciąga się plac miejski). Klasycystyczny budynek stylizowany na starożytny przez długi czas był najpopularniejszym celem wycieczek w stolicy. Całe rodziny przychodziły oglądać anonimowe zwłoki rozłożone na dwunastu lekko pochyłych stołach z czarnego marmuru. Wystawiane przez trzy dni ciała (nie trzeba chyba dodawać, że postępowano tak z powodu braku zastosowania środków zapobiegających rozkładowi) były praktycznie nagie (skromność kazała zostawić bieliznę). Ubrania i rzeczy osobiste zmarłych zawieszano tuż obok na haku. Trupy oddzielała od zwiedzających szyba. Czy makabrycznej wystawie towarzyszył praktyczny cel? Owszem, umożliwiała identyfikację bezimiennych nieboszczyków. Nagość w tym pomagała – widoczne były charakterystyczne znaki na ciele (blizny, pieprzyki, tatuaże itd.).

Tuż przed pierwszą wojną światową, nieopodal, przy Quai de la Rapée, postawiono nowy budynek, Instytut Medycyny Sądowej. Albert Tournaire, jego architekt, należał do stypendystów Prix de Rome[4]. Dzięki wyjątkowej rozległości budynku oraz zainstalowanych wkrótce nowoczesnych chłodniach ciała można było przechowywać dłużej. Nowa kostnica była znacznie lepiej przystosowana do potrzeb kilkumilionowego miasta.

*

Trzydzieści kilka przypadków z przeszłości, na które spojrzymy okiem współczesnego biegłego medycyny sądowej i które przeanalizujemy w oparciu o najnowsze odkrycia, pozwoli nam pochylić się nad historią zbrodni. W wyniku tego powstanie także – nie warto przecież odmawiać sobie przyjemności – mała antologia zagadnień z zakresu medycyny sądowej i kryminalistyki, a wszystko po to, by zaspokoić czysto ludzką ciekawość, która każe pytać, jak to niegdyś bywało…

[1] Historia medycyny, red. T. Brzeziński, wyd. 4, Warszawa 2004, s. 39 [wszystkie przypisy podane cyframi arabskimi pochodzą od tumaczki].

[2] Średniowieczny francuski urzędnik królewski lub senioralny sprawujący władzę administracyjną i sądową, a także nadzorujący wojsko i finanse miejskie.

[3] Francuski przekład Franza Adama Vogela z 1779 r., tłum. Adriana Celińska.

[4] Prix de Rome – francuska nagroda dla artystów (malarzy, grafików, muzyków itd., od 1790 r. także dla architektów) przyznawana w latach 1666–1968. Nagrodę stanowiło trzyletnie stypendium z pobytem w Rzymie.

*

{I} W.J. Deadman, Forensic medicine. An aid to criminal investigation, „Canadian Medical Association Journal” 1965, nr 92, s. 666–670.

{II} P. Charlier, Male mort. Morts violentes dans l’Antiquité, Paryż 2009, s. 63.

{III} W przekładzie Émile’a Littrégo.

{IV} W przekładzie na francuski Franza Adama Vogela, 1779.

{V} C. Desmaze, Histoire de la médecine légale en France, d’après les lois, registres et arrêts criminels, Paris 1880.

{VI} M. Porret, La voie de Paolo Zacchias. Médecine et crime, „Crime, Histoire et Société” 2001, nr 5 (1), s. 129–133.

Otwarty bar z trucizną

Kwestia obyczajów w starożytnym Rzymie (I w. p.n.e.)

Mowa W obronie Aulusa Kluencjusza Habitusa autorstwa Cycerona mogłaby posłużyć za kanwę powieści kryminalnej – niestety daleko jej do fikcji, jest bowiem świadectwem ponurej rzeczywistości rozgrywek o władzę i pieniądze, zastraszania sądem, a także mrocznych sekretów rodzinnych…

*

Akcja toczy się w Rzymie około 66 roku p.n.e. Cyceron, wówczas jeszcze młody mówca, broni niejakiego Aulusa Kluencjusza Habitusa, rzymskiego żołnierza pochodzącego z maleńkiego miasteczka Larinum w Apulii, który został oskarżony o otrucie. To jeden z zarzutów postawionych mu przez Gajusza Oppianika – Kluencjusz nie tylko, za pomocą zatrutego chleba, pozbawił życia Stacjusza Albiusa Oppianika (którego będziemy nazywać Oppianikiem ojcem), swego teścia (i ojca powoda), rzymskiego żołnierza zamieszkałego w tej samej miejscowości, lecz ponadto, jak utrzymuje Oppianik syn, ten nikczemnik nastawał także wcześniej na jego życie (nieudana próba otrucia). Sprawa mogłaby się łatwo zakończyć, gdyby nie fakt, że osiem lat wcześniej ofiara, czyli Oppianik ojciec, sama została skazana za próbę otrucia tegoż właśnie Kluencjusza i, na mocy wyroku, zesłana na banicję, gdzie zmarła dwa lata później… Oppianik syn twierdzi, że Kluencjusz przekupił sędziów, którzy w trakcie procesu zadecydowali o wygnaniu jego ojca! O co zatem chodzi? Zemsta po latach? Stek pomówień? Sprawa jest znacznie bardziej złożona…

Zarysujmy szerszy kontekst. Uwaga, to nie będzie proste! W sprawę zaangażowanych jest kilka osób… Jedna z pierwszoplanowych postaci to Sassia, prawdziwa megiera, „mózg” całej operacji. Sassia to matka oskarżonego Aulusa Kluencjusza, który jest owocem jej pierwszego małżeństwa z mężczyzną o nazwisku Kluencjusz. Trzeba wiedzieć, że Sassia była zamężna trzykrotnie. Drugim jej małżonkiem po śmierci pierwszego został Aurius Melinus, wywodzący się z jej własnego rodu! Wcześniej był on mężem Kluencji, jej córki z pierwszego małżeństwa, która wciąż żyje! Wreszcie trzeci raz Sassia związała się z Oppianikiem ojcem, który uprzednio zgodził się na zabójstwo Melinusa, po czym, jak już wiadomo, sam źle skończył. Owdowiała Sassia obiecała Oppianikowi synowi rękę córki (poczętej z własnym zięciem), pod warunkiem że oskarży on Kluencjusza – wyrodna matka! – o otrucie jej trzeciego męża. Tym samym przypieczętowała własną zgubę… Skąd to spiętrzenie zbrodni? Cyceron, opierając się na faktach, które przedstawia sędziom, rysuje niezbyt pochlebny portret matrony:

Sassia, matka Kluencjusza, tak, jego rodzona matka, bo tak będę ją nazywał, choć okazała się bezlitosną nieprzyjaciółką własnego syna; w trakcie dalszej opowieści o jej zbrodniach i nienawiści nie przestanę nazywać jej tym pełnym szacunku mianem, do którego prawo posiadła z natury. Im silniej to słowo emanuje troską i czułością, tym bardziej będzie podkreślać nieprawdopodobną nikczemność tej matki, od dawna, choć obecnie z jeszcze większą zawziętością, dążącej do zguby własnego syna i budzącej wasze obrzydzenie. Sassia, powtarzam: matka Kluencjusza, żywi względem swego zięcia, młodego Melinusa, uczucie na wskroś nieprawe, i choć wpierw powstrzymuje się siłą, to jednak nie na długo. Szybko ulega plugawym żądzom, całkowicie oddając się trawiącym ją nieczystym pragnieniom, i ani wstyd, ani skromność, ani matczyna czułość, ani troska o honor rodziny czy opinię postronnych, ani ból syna czy rozpacz córki nie potrafią powstrzymać targających nią furii. Wobec tego młodzieńca, któremu ani wiek, ani rozum nie pozwoliły jeszcze umocnić się w cnocie, wytoczyła cały arsenał sztuczek zdolnych zwieść wciąż niedojrzałe serce.

Jej córka, we wrażliwości właściwej każdej niewieście, wobec zniewag ze strony męża, ale jeszcze bardziej na skutek potworności posiadania rywalki w osobie rodzonej matki, próbowała ukryć przed światem nieszczęście, z którego nie mogła się nawet bez poczucia hańby wypłakać, i tylko na oczach pełnych zrozumienia braci pozwalała sobie na łzy i rozpacz, które stały się jej codziennością. Niespodziewanie ogłoszono rozwód, jedyne ukojenie, na które mogła liczyć wśród ogromu swego cierpienia. Kluencja opuściła Melinusa bez żalu, ale też bez radości: był wiarołomcą, ale też jej mężem. Wtedy szlachetna i wyjątkowa matka nie kryła przed nikim radości. Namiętność wciąż miała we władzy triumfującą rywalkę. Widmo skandalu nie było w stanie ugasić nieprawej pasji: małżeńskie łoże, które dwa lata wcześniej własnoręcznie przygotowała dla córki, teraz zdobiła i szykowała dla siebie – w domu, z którego wygnała ową nieszczęśnicę. Teściowa została żoną zięcia – haniebne wesele, które nie nie odbyło się pod żadnymi auspicjami, które nie zrodziło zgody, które cały lud przeklął.

Och, zbrodnia niesłychana, podobnej do dziś dnia nie widziano! Porywcza i nieposkromiona namiętności! Niewyobrażalna zuchwałości! Sassia niczego się nie lęka: ani gniewu bogów, ani wzburzenia ludu, ani nocy zakrywającej cieniem rumieniec dziewictwa, ani płomieni, które rzucają nań światło! Ośmiela się przekroczyć próg, który jest jej zakazany, wejść do łoża własnej córki, spojrzeć na ściany, które były świadkami tamtego niewinnego związku! Wszystkim wzgardziła, wszystko zdeptała w pogoni za świętokradczym pragnieniem: rozpusta zwyciężyła cnotę, zuchwałość lęk, a szaleństwo rozum{I}.

Okazuje się, że już nieraz krew (a także trucizna) płynęła wokół Sassii, co zmusza do refleksji… Cyceron stara się obnażyć perfidny charakter Oppianika ojca, którego Kluencjusz oskarżył o próbę otrucia, człowiek ten bowiem kierował się nienasyconym apetytem na bogactwo. Wcześniej, jeszcze przed poślubieniem Sassii, Oppianik był jedynym spadkobiercą swojej teściowej (matki pierwszej żony) Dinei, której dzieci ginęły lub przepadały bez śladu jedno po drugim. Przypadek? Niespodziewanie, w tajemniczych okolicznościach, umarła też sama Dinea. Otruta? Cyceron nie ma najmniejszych wątpliwości…

Kiedy [Oppianik ojciec] przyprowadził do niej swojego zaufanego medyka, znanego z licznych występków, który nieraz już przysłużył się innym zbrodniom, chora, krzycząc, oznajmiła, że nie chce, aby zajmował się nią mężczyzna, przy pomocy którego Oppianik doprowadził do zguby wszystkich jej bliskich. Wówczas ten zwrócił się do szarlatana z Ankony, niejakiego Lucjusza Klodiusza, którego przypadek przywiódł do Larinum, i dobił z nim targu za czterysta sestercji. Dowód na to można odnaleźć w jego własnych rejestrach. Klodiusz w pośpiechu, bo czekały nań niezliczone miejsca, do których zmierzał, zamknął sprawę podczas pierwszej wizyty. Wystarczył jeden napar, by kobieta skończyła w grobie, a zdolny lekarz nie zwlekał ani minuty z opuszczeniem Larinum. Choć Dinea spisała testament, Oppianik, który wszakże był jej zięciem, przechwycił tabliczki i własnoręcznie wymazał kilka dyspozycji. Po śmierci Dinei, aby się przez to nie pogrążyć, przepisał wszystko od nowa i przystawił sfałszowaną pieczęć.

Trucizna najwyraźniej nie była obca Oppianikowi. Nie zawahał się nią posłużyć, czy to przy pomocy lekarza, czy szarlatana… Przygotowane przez nich trujące napary okazały się niezwykle skuteczne! Oppianik ojciec nie zadowolił się jednak zabiciem czy zleceniem zabójstwa wszystkich członków rodziny teściowej – chciał jak najszybciej przejąć majątek Dinei. Opanowany przez chciwość, pragnie teraz bogactw pani Sassii… Zabija więc jej drugiego męża Auriusa Melinusa i jeszcze ma czelność prosić ją o rękę!

Nie zwleka z oświadczynami. Ona natomiast wcale nie dziwi się jego zuchwałości, niezrażona bezczelnością, nie przeraża się na myśl o zamieszkaniu w domu Oppianika, którego ręce plami krew jej małżonka. Jedyna rzecz, która ją odstręcza, to fakt, że mężczyzna, którego zamierza poślubić, ma już trzech synów.

Sassia nie widzi innych przeszkód mogących ją powstrzymać przed wstąpieniem w związek małżeński z Oppianikiem ojcem. Bynajmniej nie odwodzi go od powziętych planów, on natomiast pozbywa się po kolei swoich dzieci (z wyjątkiem Oppianika syna, będącego stroną w procesie). Powoli uwodzi niecną Sassię, która najwyraźniej pała żądzą krwi. Swoimi czynami pokazuje nikczemnej kobiecie, kim tak naprawdę jest:

[Oppianik ze związku z Papią miał syna, który] mieszkał z matką w oddalonym o osiemnaście mil od Larinum Theranum, w Apulii. Niespodziewanie, bez słowa wyjaśnienia, wzywa swe dziecko z Theranum, co zazwyczaj czynił tylko w dni świąteczne i podczas zawodów. Nieszczęsna matka, niczego nie podejrzewając, wysyła chłopca. Oppianik udaje, że wyjeżdża do Tarentu, a dziecko, które widziano około godziny jedenastej tryskające zdrowiem, umiera w ciągu nocy, a przed nastaniem świtu z chłopca zostają jedynie popioły. Straszliwa nowina, przekazywana z ust do ust, dociera do matki, nim goniec z domu Oppianika zdąży przyjechać, aby ją o tym powiadomić. Kobieta popada w rozpacz, bo odebrano jej nie tylko biedne dziecko, ale też sposobność pocieszenia płynącą z odprawienia rytuałów pogrzebowych. Wyrusza więc, nie zwlekając ani chwili, nieprzytomna z bólu, i przybywa do Larinum. Na miejscu grzebie raz jeszcze syna, którego już strawił ogień. Nie mija dziesięć dni, a umiera jej najmłodsze dziecko. Wtedy Sassia rzuca się w ramiona Oppianika, odurzona radością i odtąd pełna pięknych nadziei. Nie dziwi to wcale: trupy dzieci były darem na jej miarę; takie właśnie ślubne podarki wznieciły płomień namiętności w jej sercu. Oppianik, w odróżnieniu od innych ojców, którzy pragną gromadzić bogactwa z myślą o dzieciach, uznał, że lepiej poświęcić dzieci, aby powiększyć majątek.

Wokół Sassii i mężczyzny, którego wzięła za męża, trup ściele się gęsto. Trucizna leje się strumieniami. Oczywiście budzi to podejrzenia, ale jest już za późno – piekielna machina została wprawiona w ruch.

Pewnego dnia [Oppianik ojciec] osobiście podał kielich Kluencji, ciotce mężczyzny, którego bronię [Kluencjusza syna]. Nim dopiła do dna, krzyknęła, bo konała w straszliwych boleściach. Były to jej ostatnie słowa, nim umarła, ponieważ gdy tylko zamknęła usta, wyzionęła ducha. Nagły zgon, wrzask w chwili agonii wzbudziły podejrzenia, które potwierdził ślad trucizny na jej ciele. Identyczny jad uwolnił Oppianika od jego brata Gajusza.

Ale to jeszcze nie koniec! Do grona zmarłych dołączyła wkrótce także jego bratowa Auria, co okazało się tym potworniejsze, że kobieta była brzemienna. Nic nie mogło powstrzymać morderców, dla których liczyło się tylko przejęcie całości rodzinnego majątku.

Choć zabójstwo brata wydawało się ukoronowaniem wszystkich zbrodni, to nim poważył się na ten potworny krok, wcześniej utorował sobie ścieżkę innym jeszcze występkiem. Auria, żona jego brata, była brzemienna i wkrótce miała wydać na świat dziecko, zatruł ją więc, aby jednocześnie zabić bratową i bratanka. Nie zwlekając, zamierzył się też na brata. Nieszczęśnik, ledwo przełknąwszy śmiercionośny napar, krzyknął, że został otruty, podobnie jak jego żona, i chciał – choć już było na to za późno – zmienić testament. Skonał, wyraziwszy swą ostatnią wolę. Złoczyńca zabił kobietę, aby dziecko narodzone z jej łona nie otrzymało majątku po bracie. Pozbawił życia bratanków, nim natura pozwoliła im poczuć dobrodziejstwa światła słonecznego, aby cały świat zrozumiał, że jego mordercze żądze nie szanują zasady uświęconego azylu, bowiem nawet matczyna pierś nie mogła ochronić dziecka przed zabójczym ciosem.

Oppianik ojciec popełniał kolejne zbrodnie. Przejął majątek niejakiego Gnaeusza Magikusa, wkupując się w łaski jego ciężarnej żony (w tym przypadku nie doszło do rozlewu krwi, Magikus bowiem zapadł na śmiertelną chorobę bez niczyjej pomocy):

Owa chciwa, wyrodna niewiasta przehandlowała z potworem bezcenny skarb, który nosiła w łonie i którym zobowiązała się opiekować, przysięgając to konającemu małżonkowi. Wydawałoby się, że już więcej potworności nie można tu dodać. Słuchajcie jednak dalej. Owa kobieta, która przez dziesięć długich miesięcy nie ruszała się z domu teściowej, zapomniała o ostatniej prośbie męża i w pięć miesięcy po jego śmierci trafiła do łoża Oppianika. Ich związek nie trwał długo. Nie było to poświęcone obrządkiem małżeństwo, lecz ohydne spółkowanie współzbrodniarzy.

Czy pasmo mordów znajdzie wreszcie swój kres?

Niejaki Asyniusz zginie wkrótce nieopodal rzymskich murów po spotkaniu Oppianika ojca i jeszcze jednego mieszkańca Larinum, znanego oszusta Awiliusza. W końcu schwytany Oppianik umknie sprawiedliwości, kupując, jak to ma w zwyczaju, przychylność sędziów (między innymi członka triumwiratu Kwintusa Maniliusza, który nie cieszy się ani dobrą reputacją, ani też szczególnym poważaniem Cycerona).

Ostatni występek niecnego łotra to nieudana próba zabójstwa pasierba Kluencjusza – oskarżonego, którego broni Cyceron. Chcąc sobie ułatwić sprawę, Oppianik ojciec wtajemnicza w ów morderczy spisek bliskiego przyjaciela Gajusza Fabrycjusza oraz Diogenesa, niewolnika lekarza:

Wtedy zwrócił się do Gajusza Fabrycjusza […] z zamiarem skrócenia dni Kluencjusza. Ten akurat był chory. Zajmował się nim niezbyt znany, lecz cieszący się nieposzlakowaną opinią lekarz zwany Kleofantem. Fabrycjusz próbował przekupić jego niewolnika Diogenesa, by otruł Kluencjusza. Niewolnik był człowiekiem obrotnym, ale też uczciwym i lojalnym, czego dowodem niech będzie dalszy rozwój wypadków. Dlatego wysłuchał, nie odmawiając, propozycji Fabrycjusza, a potem o wszystkim powiadomił swojego pana, który z kolei powtórzył rzecz Kluencjuszowi. Ów, nie zwlekając, przekazał sprawę senatorowi Markowi Bebriuszowi, który był jego przyjacielem. Pamiętamy też, mam nadzieję, że to człowiek z charakteru prawy, rozważny i szlachetny. Bebriusz poradził Kluencjuszowi odkupić od Kleofanta niewolnika Diogenesa, by móc dzięki temu łatwiej zdobyć dowód winy lub wykazać nieprawdę. Cóż mogę dodać? Zakupiono niewolnika i kilka dni później, w obecności wielu wiarygodnych świadków, którzy aż do odpowiedniej chwili pozostali w ukryciu, zaskoczono Skamandra, wyzwoleńca Fabrycjusza, który przyniósł truciznę i pieniądze, aby opłacić truciciela.

Jednak to wciąż jeszcze nie dosyć: widmo śmierci krąży wokół Sassii, jakby ta niecna kobieta samą swą osobą ściągała nieszczęścia. Pod jej własnym dachem niewolnik Straton dopuszcza się podwójnego zabójstwa, a przy okazji kradnie drogocenne drobiazgi. Okrutna Sassia czerpie korzyść z tej zbrodni: pozbywa się niewolnika, który najwyraźniej wiedział zbyt wiele o poczynaniach swej pozbawionej skrupułów pani. Mężczyzna zostaje ukrzyżowany, wpierw jednak ucina mu się język (lepiej dmuchać na zimne):

Jeśli zaś chodzi o Stratona, to, szanowni sędziowie, wiedzcie, że skonał na krzyżu, wpierw jednak wyrwano mu język […]. Zaślepiona w swej zajadłości kobieta nie obawiała się głosu sumienia, pogardy obywateli ani publicznej hańby. Bała się – tak, jakby cała ziemia nie krzyczała o jej występkach – że zgubią ją ostatnie słowa konającego niewolnika.

Przejdźmy teraz do sedna sprawy, czyli do próby otrucia Oppianika syna przez Kluencjusza, rzekomo mającej miejsce w dniu jego ślubu!

Kluencjusz – jak się twierdzi – chciał otruć młodego Oppianika w trakcie poczęstunku weselnego, na którym – wedle panującego w Larinum zwyczaju – zebrało się mnóstwo gości. Kiedy panu młodemu podawano puchar z trucizną zmieszaną z winem i miodem, naczynie przechwycił jego przyjaciel Balbuncjusz, który wszystko wypił i padł martwy. Gdybym owe oszczerstwa uznał za warte prawdziwej dyskusji, przedstawiłbym teraz argumenty, które jednakże streszczę w jednym zdaniu: czy kiedykolwiek wcześniej Kluencjusz dopuścił się występku, który pozwoliłby domniemywać, że jest zdolny do tak perfidnej zbrodni?

Proces został wszczęty na próżno, był zupełnie zbędny. W rzeczywistości bowiem według Cycerona w tamtym momencie nie było dowodu na obecność trucizny w rzeczonym pucharze (brak materialnych śladów i świadków, winowajca nie został ujęty na gorącym uczynku). Co gorsza, oskarżenie opierało się na kłamstwie, gdyż Balbucjusz przybył na weselne przyjęcie już chory i zmarł następnego dnia na skutek wcześniejszych dolegliwości, należało wykluczyć udział osób trzecich. Rodzony ojciec zmarłego, którego obrońca wezwał na świadka podczas procesu, potwierdził, że jego syn chorował.

Jeśli natomiast chodzi o drugi punkt oskarżenia, zgodnie z którym Kluencjusz zabił Oppianika ojca przy użyciu zatrutego chleba, Cyceron z radością udowadnia niedorzeczność takiego twierdzenia:

Co za nieprawdopodobieństwo! Co za dziwaczne nowe łgarstwo! Trucizna podana w chlebie! Miałoby to być łatwiejsze niż zmieszanie jej z winem? Trucizna ukryta wewnątrz chleba miałaby pozostać bardziej niewidoczna, niż gdyby rozpuszczono ją i zmieszano w pucharze? Lepiej ją zjeść niż wypić, żeby szybciej rozeszła się we krwi? Przecież gdyby odkryto ją w tym chlebie, to czy nie łatwiej byłoby ją rozpoznać niż idealną mieszaninę powstałą z połączenia z winem, taką, w której nie sposób wyodrębnić składniki?

Mówca proponuje inną wersję wydarzeń, bardziej prawdopodobną, która rozwieje wątpliwości co do tego, czy doszło do morderstwa, i przekona, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych… Według niego, choć zgon nastąpił szybko, nie był gwałtowny i absolutnie nie nastąpił w konsekwencji zabójstwa. Był to raczej wypadek, któremu uległa osłabiona chorobą osoba w podeszłym wieku… Tymczasem Sassia dopuściła się cudzołóstwa, wiążąc się z młodszym mężczyzną:

Wygnany i odrzucony przez wszystkich Oppianik błąkał się, aż znalazł schronienie w prowincji Falerno, u Gajusza Kwintyliusza. Tam zapadł na poważną chorobę, która trwała pewien czas. Sassia czuwała u jego boku, przy okazji zabawiając się z młodym postawnym robotnikiem, niejakim Stacjuszem Albiuszem, który bywał w tamtym domostwie. Tego związku nie ścierpiałby w innych okolicznościach mąż mniej czuły na punkcie honoru. Kobieta prowadziła się tak, jakby wyrok wydany na małżonka zniósł w jej oczach święte więzy małżeńskie. Niejaki Nikostrat, niewolnik Oppianika, człek o przenikliwym spojrzeniu i – jak mówią – bardzo wiarygodny, przekazywał swojemu panu niepokojące wieści. Oppianik zaczął wracać do zdrowia. Nie mogąc dłużej znieść skandalu i rywala w osobie robotnika z Falerno, wyjechał, ruszył do Rzymu, gdzie poza murami miasta znalazł schronienie, za które zamierzał płacić czynsz. Mówi się, że podczas podróży spadł z konia i – bardzo już osłabiony przez chorobę – mocno uderzył się w bok, a kiedy dojechał do bram miasta, zaczął gorączkować i zmarł po upływie kilku dni. Oto, sędziowie, jak skończył. Oczywiście śmierć jego nie wzbudziła żadnych podejrzeń, ale gdyby miała być owocem zbrodni, to chodzić może tylko o zbrodnię małżeńską, dlatego w jego własnym domu należy szukać winnego.

W trybunale, któremu przewodniczył niejaki Kwintus Wokoniusz Nazo, zasiadali sędziowie wybrani spośród senatorów, żołnierzy i trybunów skarbowych, zgodnie z wymogami niedawno uchwalonego prawa Lex Aurelia. Sprawa zakończyła się oddaleniem zarzutów przeciwko Kluencjuszowi, którego wyśmienicie wybronił Cyceron (trzeba też przyznać, że dowody na otrucie były niezwykle słabe…), mimo że napotkał wiele trudności, chcąc zniwelować pamięć o silnych podejrzeniach o przekupywanie sędziów podczas procesu przed ośmiu laty, który skłócił Kluencjusza z Oppianikiem ojcem. Później zresztą niektórzy sędziowie, oskarżeni o korupcję, zostali skazani, stało się to jednak już podczas innej sprawy sądowej.

{I}Wszystkie cytowane w tym rozdziale fragmenty pochodzą z: Marcus Tullius Cicero, Mowa w obronie A. Kluencjusza, w przekładzie M. Nisarda, 1869.

Immunitet błogosławionych

Dostępne w wersji pełnej

Cesarzowa-modliszka

Dostępne w wersji pełnej

Konika zapowiedzianej śmierci

Święty Tomasz Becket

Dostępne w wersji pełnej

Krew Armaniaków i Burgundczyków

Dostępne w wersji pełnej

Krwawy mord w Clanay

Dostępne w wersji pełnej

Franciszek I Medyceusz – trucizna czy pasożyt?

Dostępne w wersji pełnej

„Niecny mnichu, zabiłeś mnie!”

Henryk III

Dostępne w wersji pełnej

Carlo Gesualdo: morderca czy esteta?

Dostępne w wersji pełnej

Koniec Nieodżałowanego

Dostępne w wersji pełnej

Szlachetność śmierci

Madame de Brinvilliers

Dostępne w wersji pełnej

Jak się uchronić przed otruciem?

Dostępne w wersji pełnej

Pochwowe zatrucie żrącym chlorkiem rtęci

Dostępne w wersji pełnej

Karol XII Wittelsbach: skąd padł strzał?

Dostępne w wersji pełnej

Podejrzany zgon w Saint-Nectaire

Dostępne w wersji pełnej

Śmierć na Polach Elizejskich (1777–1791)

Dostępne w wersji pełnej

Zabójstwo księcia de Berry

Dostępne w wersji pełnej

Sprawa Légera

Dostępne w wersji pełnej

Antologia ekshumacji z przyczyn medycznosądowych

Dostępne w wersji pełnej

Nerval

W pogoni za zbrodniarzem

Dostępne w wersji pełnej

Lincoln

Koniec słynnego pacjenta

Dostępne w wersji pełnej

Skandalizujący kochankowie: Rimbaud, Verlaine

Dostępne w wersji pełnej

Trup, pasożyt i lekarz

Dostępne w wersji pełnej

Zola: do utraty tchu

Dostępne w wersji pełnej

„Jaurès zamordowany”

Dostępne w wersji pełnej

Trocki i czekan

Dostępne w wersji pełnej

Epilog

Montfaucon – tam, gdzie kończą zbrodniarze…

Dostępne w wersji pełnej

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej

Spis ilustracji

Mozaika bizantyjska przedstawiająca Zoe i jej ostatniego męża Konstantyna IX Monomacha; Hagia Sophia, Istambuł

Zabójstwo Tomasza Becketa. Detal z relikwiarza z końca XII wieku, Muzeum w Luwrze

Zabójstwo księcia Burgundii Jana bez Trwogi na moście w Montereau w 1419 roku. Miniatura z Kroniki Enguerrandta de Monstreleta, XV wiek

Giovanni Balducci, Przebaczenie Carla Gesualda, 1609. Kościół Santa Maria delle Grazie w Gesualdo

Szczątki Karola XII, około 1916 rok

Pola Elizejskie w latach 1734–1736, fragment planu Turgota

François-Édouart Cibot, Karol Ferdynand w Operze po pchnięciu sztyletem przez Louisa Louvela, 13 lutego 1820, Muzeum Carnavalet, Paryż

Ulica Vieille-Lanterne, gdzie 26 stycznia 1855 roku, znaleziono powieszonego Nervala. Anonimowa rycina z końca XIX wieku

Abraham Lincoln na łożu śmierci. Rycina z „Harper’s Weekly”, 6 maja 1865

Śmiertelnie ranny Trocki. Meksyk, sierpień 1940 roku

Szubienica w Montfaucon. Rycina autorstwa Eugène’a Viollet-le-Duca, 1856 rok

Originally published under the title

Les secrets des grands crimes de l’Histoire

Copyright © Éditions Vuibert – Paris 2012

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Esprit 2016

All rights reserved

Na okładce

© Ethan Miller/Getty Images

Redakcja

Anna Chojowska-Szymańska, Karolina Korbut, Monika Marczyk

ISBN: 978-83-65349-99-6

Wydawnictwo Esprit sc

ul. Przewóz 34, 30-716 Kraków

tel. / fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19

e-mail: sprzedaz@esprit.com.pl

ksiegarnia@esprit.com.pl

biuro@wydawnictwoesprit.com.pl

Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Sekrety dawnych zbrodni. Patolog o słynnych historycznych morderstwach Czego uczą nas umarli 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mężczyzna, który gonił swój cień Przeklęty prom Szóste okno Belfer Zombie Syreny