Noah ucieka

Noah ucieka

Autorzy: John Boyne

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 216

Cena książki papierowej: 24.90 zł

cena od: 11.68 zł

Noah ma osiem lat. Zbyt dużo by nie widzieć, że wkrótce stanie się coś złego, coś smutnego, coś, co nie powinno się nigdy stać.
Równocześnie zbyt mało, by zrozumieć tę sytuację. Niestety, nikt nie rozmawia z chłopcem o tym, co się wokół niego dzieje. Dlatego Noah postanawia uciec z domu. Czuje, że ucieczka jest jedynym sposobem, by uniknąć stawienia czoła problemom.  Tylko -  czy to jest rozwiązanie?

Choć ucieczka  Noah trwa zaledwie dzień, to odmieni jego życie. Chłopiec dzięki przypadkowo poznanemu właścicielowi sklepu z zabawkami, dzięki ich rozmowie o przeszłości i rodzinie, czuje, że jego miejsce jest w domu, wśród bliskich, bez względu na to, co się wydarzy…

Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Rozdział pierwszy. Pierwsza wieś

Tytuł oryginału: NOAH BARLEYWATER RUNS AWAY

Tłumaczenie: HELENA SKOWRON

Redaktor prowadzący: AGNIESZKA SKÓRZEWSKA-SKOWRON

Redakcja: TERESA ZIELIŃSKA

Korekta: MAGDALENA WIŚNIOWSKA, MARZENA ZIELONKA

Skład: KAMIL PRUSZYŃSKI

Tekst: © Copyright by John Boyne, 2010

Ilustracje: © Copyright by Oliver Jeffers, 2010

Polish edition: © Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. Warszawa 2016

All rights reserved

Wydanie I

ISBN 978-83-8073-255-1

Żadna z części tej książki nie może być powielana, przesyłana, emitowana lub przechowywana w systemie przechowywania danych w jakiejkolwiek formie i za pomocą jakichkolwiek środków, graficznych, elektronicznych lub mechanicznych, włączając w to kopiowanie, przepisywanie, nagrywanie, bez wcześniejszej pisemnej zgody wydawcy.

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

Al. Jerozolimskie 96, 00-807 Warszawa

tel. 22 576 25 50, fax 22 576 25 51

e-mail: wydawnictwo@zielonasowa.pl

www.zielonasowa.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dla Katie Lynch

Rozdział pierwszy

Pierwsza wieś

Noah Barleywater wyszedł z domu wcześnie rano, zanim wzeszło słońce, zanim obudziły się psy, zanim rosa pokryła pola.

Wygramolił się z łóżka i założył przygotowane poprzedniego wieczoru ubranie. Wstrzymując oddech, zaczął cichutko skradać się po schodach. Trzy stopnie zawsze głośno trzeszczały w miejscu, gdzie drewno się rozeschło, więc stawał na nich ostrożnie, starając się robić jak najmniej hałasu.

W holu zdjął z wieszaka płaszczyk, ale buty założył dopiero po wyjściu z domu. Doszedł do furtki, otworzył ją, przeszedł i zamknął za sobą, stąpając najciszej jak mógł, w obawie, że rodzice usłyszą chrzęst żwiru pod jego stopami i zejdą na dół, aby sprawdzić, co się dzieje.

O tej porze było jeszcze ciemno i Noah mrużył oczy, żeby dostrzec wijącą się przed nim drogę. Miał nadzieję, że wstający świt pozwoli mu zauważyć wszelkie kryjące się w cieniu niebezpieczeństwa. Pokonał ćwierć mili i doszedł do ostatniego miejsca, gdzie obejrzawszy się, mógł jeszcze raz dostrzec w oddali swój dom. Popatrzył na dym unoszący się z komina nad kuchennym paleniskiem i pomyślał o członkach rodziny śpiących bezpiecznie w łóżkach, nieświadomych, że syn opuszcza ich na zawsze. Mimo woli poczuł lekki żal.

„Czy postępuję właściwie?” – przemknęło mu przez myśl, gdy pod ciepłym kocem szczęśliwych wspomnień zaczęły znikać te nowsze i smutniejsze.

Ale nie miał wyboru. Nie mógł zostać ani chwili dłużej. Nikt nie powinien go za to winić, to jasne. Zresztą nadeszła chyba pora, by zaczął szukać własnej drogi na tym świecie. Wszak miał już osiem lat i nie dokonał jeszcze niczego godnego uwagi.

O chłopcu z jego klasy, Charliem Charltonie, napisano w lokalnej gazecie, kiedy miał zaledwie siedem lat. Przyjechała Królowa, aby otworzyć dzienny dom opieki dla babć i dziadków z ich miejscowości, a Charlie został wybrany, by wręczyć jej wiązankę kwiatów i powiedzieć: „Jesteśmy WIELCE szczęśliwi, że raczyłaś Pani do nas zawitać”. Zrobiono fotografię, na której Charlie, wręczając bukiet, szczerzy się jak Kot z Cheshire, a Królowa ma taką minę, jakby poczuła dziwną woń, ale dobre wychowanie nie pozwala jej o tym wspomnieć. Noahowi zawsze chciało się śmiać, kiedy widział u niej ten wyraz twarzy. Zdjęcie powieszono następnego dnia na gazetce ściennej w szkole i pozostawało tam, dopóki ktoś – bynajmniej nie Noah – nie dorysował Jej Królewskiej Mości wąsów i chmurki z pewnymi brzydkimi wyrazami, które niemal doprowadziły dyrektora, pana Tushinghama, do zawału.

Cała ta sprawa wywołała okropny skandal, ale Charlie Charlton przynajmniej trafił do gazet i przez kilka dni cieszył się wielkim uznaniem na szkolnym boisku. Czy Noah dokonał w życiu czegokolwiek, co mogło się z tym równać? Niestety nie. Zaledwie kilka dni wcześniej usiłował spisać wszystkie swoje osiągnięcia i oto, co z tego wyszło:

1. Przeczytałem czternaście książek od deski do deski.

2. Zdobyłem brązowy medal w biegu na 500 metrów na zeszłorocznych szkolnych zawodach sportowych, a zdobyłbym srebrny, gdyby nie falstart Breiffniego O’Neilla.

3. Znam stolicę Portugalii (to Lizbona).

4. Może i jestem mały jak na swój wiek, ale jestem siódmym najmądrzejszym chłopcem w klasie.

5. Doskonale umiem literować.

„Pięć osiągnięć w wieku ośmiu lat – pomyślał wtedy, potrząsając głową i przyciskając czubek ołówka do języka, chociaż jego nauczycielka, panna Bright, krzyczała, jeśli ktoś tak robił i twierdziła, że można od tego dostać ołowicy. – To jedno osiągnięcie na... – zastanowił się chwilę i szybko obliczył na kawałku papieru. – Jedno osiągnięcie na rok, siedem miesięcy i sześć dni. Niezbyt imponujące”.

Usiłował wmówić sobie, że właśnie dlatego opuszcza dom, bo brzmiało to znacznie odważniej niż prawdziwy powód, o którym wolał nie myśleć. W każdym razie nie tak wcześnie rano.

Oto więc szedł zupełnie sam, jak młody żołnierz wyruszający na bitwę. Odwrócił się, pomyślał: „To koniec! Już nigdy więcej nie ujrzę domu!” i ruszył dalej swobodnym krokiem, z miną człowieka, który ma wszelkie powody przypuszczać, że w następnych wyborach zostanie wybrany burmistrzem. Pewność siebie ma wielkie znaczenie – Noah od początku zdawał sobie z tego sprawę. Istnieje bowiem wśród dorosłych nieznośna skłonność do spoglądania na podróżujące samotnie dzieci tak, jakby te planowały coś niegodziwego. Nikomu z nich nie przyjdzie do głowy, że widzą młodego chłopca, który wyruszył, by zwiedzić świat i przeżyć wspaniałe przygody. Dorośli są szalenie ograniczeni. To jedna z ich licznych wad.

„Muszę spoglądać przed siebie, jakbym spodziewał się ujrzeć kogoś znajomego – postanowił. – Jeśli będę się zachowywał jak osoba mająca jasno wyznaczony cel, jest mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś mnie zatrzyma lub zapyta, dokąd zmierzam. Gdy kogoś zauważę – myślał – ruszę żwawiej, tak jakbym strasznie się spieszył i był pewien solidnego lania, jeśli nie dojdę tam, gdzie idę, wtedy, kiedy mam dojść”.

Nie minęło wiele czasu, kiedy dotarł do pierwszej wsi. Właśnie zaczynał odczuwać lekki głód, bo od poprzedniego wieczoru nie miał nic w ustach. Zapach jajecznicy na boczku wypływał przez otwarte okna domów na ulice. Noah oblizał wargi i przyjrzał się parapetom. Z książek wiedział, że dorośli często zostawiają tam apetycznie wyrośnięte, stygnące placki i ciasta, właśnie po to, by mogli je podkraść wygłodniali chłopcy, tacy jak on. Niestety, w pierwszej wsi nie znalazł się nikt na tyle niemądry. Być może czytano tu inne książki.

Nagle los się do niego uśmiechnął! Pojawiła się przed nim jabłoń. Jeszcze chwilę wcześniej jej tam nie było – przynajmniej on jej nie zauważył – a teraz stała na porannym wietrze wysoka i wyniosła, a jej gałęzie zwieszały się pod ciężarem lśniących zielonych jabłek. Zatrzymał się i uśmiechnął, zachwycony tym odkryciem. Uwielbiał jabłka do tego stopnia, że matka zawsze powtarzała mu, iż pewnego dnia, jeśli nie będzie uważał, sam się zamieni w jabłko. (Wtedy z pewnością trafiłby do gazet).

„Śniadanie!” – pomyślał, biegnąc przed siebie, ale w tej samej chwili wydało mu się, że jedna z gałęzi jabłoni – ta zwieszająca się najbliżej niego – uniosła się lekko i przywarła do pnia, jakby wiedziała, że zamierza skraść jej skarb.

– Jakie to dziwne! – rzekł Noah, wahając się przez chwilę, zanim znowu zrobił krok do przodu.

Tym razem drzewo wydało głośny pomruk – podobny do tego, który wydawał jego ojciec, kiedy czytał gazetę, a Noah męczył go, żeby wyszedł z nim na dwór pograć w piłkę – i chociaż wiedział, że to niemożliwe, mógłby przysiąc, że jabłoń odsunęła się w lewo, byle dalej od niego, z gałęziami przyciśniętymi jeszcze mocniej do pnia i jabłkami drżącymi lekko ze strachu.

– To niemożliwe – orzekł, potrząsając głową. – Drzewa się nie poruszają, a jabłka z całą pewnością nie drżą.

A jednak jabłoń poruszała się. Z całą pewnością poruszała się. Nawet wydawało się, że coś do niego mówi. Co takiego? Spod kory wydobywał się cichutki szept...

– Nie, nie, proszę, nie, nie rób tego, błagam, nie, nie...

– Dość już tych głupstw z samego rana – zdecydował Noah i rzucił się na drzewo, które natychmiast zamarło, kiedy otoczył je ramionami i zerwał z gałęzi trzy jabłka – raz, dwa, trzy – po czym odskoczył, wrzucił jedno do lewej kieszeni, drugie do prawej, a z trzeciego triumfalnie odgryzł kęs.

Jabłoń już się nie poruszała. Zdawało się wręcz, że lekko oklapła.

– No cóż, byłem głodny! – wykrzyknął głośno, tak jakby musiał tłumaczyć się przed drzewem. – Co miałem zrobić?

Jabłoń nic nie odpowiedziała, więc Noah wzruszył ramionami i odszedł, czując się trochę winny, lecz zaraz mocno pokręcił głową, jakby chciał wyrzucić z niej te myśli i pozostawić je za sobą, toczące się po brukowanych ulicach pierwszej wsi.

W tej właśnie chwili z tyłu dobiegło go wołanie:

– Hej, ty!

Obrócił się i zobaczył jakiegoś mężczyznę idącego szybko w jego stronę.

– Widziałem cię! – krzyknął ów człowiek, wygrażając mu sękatym palcem. – Co ty sobie wyobrażasz, hę?

Noah zamarł na moment, a potem obrócił się na pięcie i zaczął uciekać. Nie dopuści, żeby tak szybko go złapali. Nie pozwoli, żeby go odesłali. Tak więc, bez chwili wahania, puścił się pędem najszybciej jak mógł, wzbijając tuman pyłu, który utworzył ciemną chmurę i przez resztę poranka opadał na wioskę, pokrywając ogrody i świeże wiosenne sadzonki oraz sprawiając, że mieszkańcy charczeli i kaszleli całymi godzinami. Noah nie miał pojęcia, że pozostawia za sobą szlak zniszczenia.

Dopiero kiedy upewnił się, że nikt już go nie ściga, zwolnił i wtedy właśnie zorientował się, że jabłko, które miał w lewej kieszeni, wypadło podczas ucieczki.

„Nieważne – pomyślał.– Drugie wciąż mam w prawej kieszeni”.

Ale nie, tego też nie było, a on przecież nie słyszał, żeby upadło.

„Irytujące! – pomyślał. – Przynajmniej zostało mi to, które mam w ręce...”

Ależ skąd, to też znikło gdzieś po drodze, a on wcale tego nie zauważył.

„Jakie to dziwne!” – uznał, ruszając w dalszą drogę, trochę zniechęcony, starając się nie myśleć, jak bardzo nadal jest głodny. Jeden kęs jabłka nie jest bądź co bądź zadowalającym śniadaniem dla ośmioletniego chłopca, zwłaszcza takiego, który wyruszył, by zwiedzić świat i przeżyć wspaniałe przygody.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

• Czy czasem tak jak Noah myślisz, żeby uciec od problemów, zamiast stawić im czoła?

• A może jest coś, czego bardzo żałujesz, tak jak Starzec?

• A może czujesz zagubienie i nie rozumiesz, co się wokół Ciebie dzieje?

• Myślisz, że nikt nie interesuje się tym, co czujesz i myślisz?

• A może po prostu chcesz porozmawiać?

Codziennie 12:00–22:00

Możesz też napisać www.116111.pl/napisz

Jeśli ktoś obraża, nęka lub hejtuje w sieci –

wejdź na czat: www.116111.pl/czat

• Nie wiesz, jak rozmawiać z dzieckiem o przemijaniu?

• A może martwisz się, że rozmowy na poważne tematy wystraszą dziecko?

• Starasz się uchronić dziecko przed smutkiem i cierpieniem związanym z odchodzeniem kogoś bliskiego?

• Czujesz, że dziecko oddala się w świat fantazji i nie wiesz, jak do niego dotrzeć?

• A może chcesz porozmawiać o tym, jak tworzyć z dzieckiem wspomnienia?

Wiemy, że rola rodzica czy nauczyciela nie jest prosta. Jeśli chcesz porozmawiać o bezpieczeństwie dziecka, zadzwoń.

Poniedziałek – piątek 12:00–18:00

Napisz: pomoc@800100100.pl

www.800100100.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Noah ucieka Spóźnione wyznania Chłopiec na szczycie góry 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę Szklany miecz Zwiadowcy: Wczesne lata. Turniej w Gorlanie Felix, Net i Nika oraz (nie)Bezpieczne Dorastanie