George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia

George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia

Autorzy: Bryan Jay

Wydawnictwo: Wielka Litera

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 648

Cena książki papierowej: 54.90 zł

cena od: 23.94 zł

Miał stanąć za sklepową ladą, ale wolał stanąć za kamerą, by na zawsze odmienić kino i naszą wyobraźnię.

Biografia George Lucasa – twórcy Luke’a Skywalkera, Hana Solo i Indiany Jonesa, najbardziej wpływowej postaci w historii kina

W 1977 roku Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja weszły na ekrany zaledwie trzydziestu dwóch amerykańskich kin, jako niezależny film science-fiction. Czterdzieści lat później „The Telegraph” ocenił, że marka Star Wars jest warta więcej niż Harry Potter i James Bond razem wzięci. A pomyśleć że niewiele brakowało, by zamiast za gwiezdną sagę Lucas wziął się za kręcenie Czasu Apokalipsy.

Brian Jay Jones znalazł klucz do portretowania swojego bohatera w sposób ciekawy zarówno dla fanów, jak i tych, którzy lubią czytać dobre biografie. Lucas Jonesa to postać totalna – idol, ikona, przyjaciel Francisa Forda Coppoli i Stevena Spielberga – uchwycony w chwilach powszednich i zwyczajnych; chuderlawy chłopak z odstającymi uszami, mający trudności z pisaniem i ortografią, który odważył się podążyć za swoją pasją. Towarzyszymy mu w tej drodze ze stutysięcznego kalifornijskiego miasta na tunezyjską pustynię, gdzie zmagając się z ograniczonym budżetem i szwankującymi prototypami robotów, kręci sceny, które fani sagi zapamiętają jako krajobrazy planety Tatooine. Wraz z nim docieramy aż na szczyty box office’ów i na pierwsze strony gazet.

George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia to biografia reżysera wypełniona anegdotami z planów filmowych, odsłaniająca arkana pracy w przemyśle filmowym, męki pisania scenariuszy, morderczych walk o budżet, ale przede wszystkim pierwsze tak otwarte zaproszenie za kulisy Gwiezdnych Wojen. Jak wyglądała praca z zaawansowaną techniką w latach 80.? Czym inspirował się Lucas, tworząc kultowe postaci: Luke’a Skywalkera, Hana Solo, mistrza Yody? Jakie kłopoty sprawiał niedopasowany kostium C3PO? Prawdziwa gratka dla kinomaniaków.

Nerdzi wszystkich krajów łączcie się! Wreszcie mamy książkę opowiadającą historię herosa, który naprawdę zmienił nasze życie. ― Brad Meltzer

Świetnie napisana i wciągająca: dokładnie taka, na jaką czekali fani Lucasa i wszyscy maniacy, którzy uwielbiają opowieści z planów filmowych. ― Kirkus

Mistrz biografii mierzy się z kolejną wielką osobowością świata rozrywki. Znamy George’a Lucasa jako reżysera, który dał nam Gwiezdne wojny, jedną z najbardziej kultowych hollywoodzkich superprodukcji w historii, ale pogłębione, fascynujące i wciągające spojrzenie Jonesa ukazuje Lucasa jako kogoś więcej niż tylko uzdolnionego twórcę ciekawych opowieści. Jones sięga głębiej, by naświetlić blaski i cienie kariery i życia Lucasa, portretując jego pasję i nowatorstwo w przejrzystej, porywającej prozie. Mistrzowska i niezbędna lektura dla każdego fana filmu i popkultury. ― Booklist

Dla Barb.

Moc jest w niej silna.

Prolog

Poza kontrolą

Marzec 1976

R2-D2 przestał działać.

Nie dlatego, że droid był uparty, co zresztą później zaskarbi mu uwielbienie milionów fanów Gwiezdnych wojen na całym świecie. Pierwszego dnia pracy na planie Gwiezdnych wojen na tunezyjskiej pustyni, rankiem 22 marca 1976 roku, R2-D2 przestał działać, bo wyczerpały mu się baterie.

Zresztą nie tylko ten droid miał problemy. Kilka innych zdalnie sterowanych robotów nabawiło się usterek. Niektóre się przewracały albo w ogóle nie ruszały z miejsca. Sygnał zdalnego sterowania innych interferował z odbijającym się od powierzchni pustyni sygnałem arabskiej stacji radiowej, powodując zmiany trajektorii ruchu automatów i ich zderzenia. „Roboty szalały, wpadały na siebie, przewracały się, psuły”, wspomina Mark Hamill, który jako opalony dwudziestoczterolatek odtwarzał rolę Luka Skywalkera. „Ustawianie ich trwało godzinami”1.

Reżyser filmu, trzydziestojednoletni, zamyślony, brodaty Kalifornijczyk George Lucas, cierpliwie czekał. Gdy tylko robot działał, choćby przez chwilę, Lucas kręcił, ile się dało, do czasu aż droid znów odmawiał współpracy. Kiedy indziej zepsuta maszyna była ciągnięta za pomocą niewidocznych drutów tak długo, aż się przewracała albo pękały druty. To i tak nie miało znaczenia, bo Lucas planował nadrobić wszelkie niedociągnięcia w montażowni. To tam właśnie wolał przebywać, zamiast pochylać się nad kamerą pośrodku pustyni.

Był to pierwszy z osiemdziesięciu czterech mozolnych dni zdjęciowych Gwiezdnych wojen (ten etap produkcji filmu został przekroczony o dwadzieścia dni). Od samego początku plan zdjęciowy nękały katastrofy. „Przez cały czas byłem w depresji”, wspomina Lucas2.

Zniechęcenie Lucasa po części wynikało z faktu, że już wówczas czuł, że stracił kontrolę nad własnym filmem. Obwiniał o to skąpych szefów wytwórni 20th Century Fox, którzy podliczali go na każdym kroku, odmawiając pieniędzy niezbędnych do zapewnienia właściwego działania sprzętu. Białe kołnierzyki z 20th Century Fox były sceptycznie nastawione do filmu; panowie w garniturach uważali, że gatunek science-fiction się skończył, a wymagane przez Lucasa rekwizyty, kostiumy i efekty specjalne są zbyt drogie. Wytwórnia przyznała Lucasowi bardzo ograniczony budżet, a z usterkami robotów miał sobie radzić sam. „Fox nie dawał pieniędzy, dopóki nie było za późno”, kipiał ze złości Lucas. „Każdego dnia traciliśmy przynajmniej godzinę na rozwiązywanie problemów z robotami, i nie stracilibyśmy tego czasu, gdyby na początku dali nam dodatkowe sześć tygodni na spokojne dokończenie i przetestowanie maszyn, zanim zaczęliśmy zdjęcia”3.

Problemy sprawiały jednak nie tylko zdalnie sterowane roboty. Anthony Daniels, brytyjski aktor z klasycznym przygotowaniem, który został obsadzony w roli droida C-3PO, nienawidził swojego źle dopasowanego, pomalowanego na złoto, plastikowego kostiumu, ograniczającego mu widoczność i wyciszającego dźwięki otoczenia. Przy każdym ruchu coś go obcierało lub wbijało mu się w ciało, cały był pokryty ranami i zadrapaniami, a gdy się przewracał, co zdarzało się dość często, mógł jedynie czekać, aż zauważy go ktoś z ekipy i pomoże mu się podnieść4. Po pierwszym tygodniu zdjęć Daniels zastanawiał się, czy dotrwa do końca filmu w jednym kawałku. „Mieliśmy wiele problemów z maszynami”, wspomina Lucas. „Prawda jest taka, że roboty prawie w ogóle nie działały. Threepio był bardzo powolny, Artoo mógł przejść zaledwie metr, zanim na coś nie wpadł... Wszystkie maszyny były na poziomie prototypów... Myśleliśmy, że fajnie by było to zbudować, ale nie mamy pieniędzy, więc musimy zadowolić się tym, co jest. Tylko że nic tak naprawdę nie działało”5. Lucas zarzekał się, że już nigdy nie przekaże kontroli nad swoim filmem wytwórni. Co oni mogli wiedzieć o kręceniu filmu? „Mówią ludziom, co mają robić, bez konkretnego powodu. W końcu stwierdzają, że wiedzą o robieniu filmu więcej niż reżyserzy. Tak działają szefowie wytwórni i nie możesz z nimi walczyć, bo to oni mają pieniądze”6.

Jeśli Gwiezdne wojny miały powstać, jedna rzecz musiała ulec zmianie – Lucas musiał przejąć kontrolę nad budżetem.

Pewne aspekty produkcji zawsze jednak pozostaną poza jego kontrolą, nieważne jak bardzo chciałby to zmienić. Nieprzewidywalna tunezyjska pogoda z pewnością nie ułatwiała pracy. Podczas pierwszego tygodnia zdjęć w oazie Nefta zaczęło padać (po raz pierwszy od siedmiu lat) i padało bez przerwy przez cztery dni. Sprzęt i samochody grzęzły w błocie, aż musieli prosić o pomoc tunezyjską armię. Często ranki były bardzo zimne, a popołudnia niezwykle gorące; Lucas zaczynał dzień z rękami w kieszeniach brązowego płaszcza, a w miarę jak wznosiło słońce, zrzucał płaszcz, zakładał okulary przeciwsłoneczne i pracował w kraciastej koszuli i nisko nasuniętej na oczy baseballówce. Gdy nie padało, pustynię nawiedzały silne wiatry, wywiewając plan, jak to określiła ekipa „w pół drogi do Algierii”7.

Piasek był wszędzie. Drażnił oczy i skórę, dostawał się w każdą szczelinę i załamanie. Mimo iż Lucas owinął kamery w plastikowe osłony, żeby chronić je przez wiatrem i piaskiem, obiektyw jednej z nich uległ zniszczeniu. Reżyser zmagał się z problemami technicznymi oraz zwykłym pechem. W jednej z ciężarówek wybuchł pożar, niszcząc kilka robotów. Gdy zawodziły samochody, trzeba było transportować sprzęt na grzbietach osłów.

Po dwóch tygodniach pracy na planie Lucas był wykończony. Ciągłe problemy z pogodą, robotami, niedopasowanymi kostiumami sprawiły, że miał wrażenie, iż wykonał zaledwie dwie trzecie zaplanowanych zdjęć; na dodatek nie był z nich zadowolony. „Traciliśmy czas na rozwiązywanie problemów i cierpiała na tym jakość filmu”, wspomina Lucas. Był tak przygnębiony, że nie poszedł na party, które sam wyprawił dla uczczenia zakończenia zdjęć w Tunezji. Zamknął się w pokoju hotelowym i pogrążył w rozpaczy. „Byłem w tamtej chwili w poważnej depresji, bo nic nie szło zgodnie z planem. Wszystko było nie tak. Byłem bardzo nieszczęśliwy”8.

Trochę ponad rok przed planowaną premierą – o ile w ogóle do niej dojdzie – Gwiezdne wojny były w rozsypce i zmierzały ku porażce.

Lucas był tego pewien.

CZĘŚĆ I.

NADZIEJA

1944–1973

1

Chuderlawy diabełek

1944–1962

George’a Lucasa zawsze fascynowały opowieści o tryumfującym, wznoszącym się ponad przeciwności losu, choć z początku niedocenianym, bohaterze. Snując fantazje na temat swego pochodzenia, przyznał kiedyś w wywiadzie, że wśród przodków wyobrażał sobie zwycięskiego buntownika: „jakiegoś kryminalistę, czy wygnańca z Anglii lub Francji”. Jednak powszechnie wiadomo, że Lucas lubi być enigmatyczny, ma to we krwi. „Moja rodzina pochodzi znikąd”, powiedział kiedyś. „Nikt nie wie, skąd się wywodzimy”1.

Lucas, Kalifornijczyk w czwartym pokoleniu, zdołał prześledzić dzieje swojej rodziny bardziej wnikliwie niż większość Amerykanów. Prawie sto lat przed rewolucją amerykańską jego przodkowie przemierzyli Arkansas, Illinois i Wirginię, aby zapuścić korzenie w Modesto w Kalifornii. „I to by było na tyle”, twierdzi Lucas. Co działo się z nimi wcześniej – nie wiadomo. Zresztą nie było dla niego istotne, czy pochodził z osadniczej rodziny farmerów, szewców czy murarzy. „Żyję dniem jutrzejszym, na dobre i na złe, to takie moje dziwactwo”2, mówi Lucas. Jednego jest natomiast pewien – cieszy go, że nie urodził się księciem. Kiedyś powiedział: „Naprawdę wierzę w ten kraj; jeśli będziesz przykładał się do pracy, możesz osiągnąć wszystko”3.

Przykładaj się. Zapewne na to nalegał małomiasteczkowy metodysta, George Lucas senior, grożąc palcem przed nosem swego jedynego syna.

Lucas później tak opisywał swego ojca: „Był bardzo staroświecki, klasyczny przykład małomiasteczkowego biznesmana, jakiego przedstawiają w filmach”4. Jako właściciel najlepiej prosperującego sklepu z artykułami biurowymi w Modesto i prezydent lokalnego stowarzyszenia sprzedawców, inteligentny i konserwatywny George Lucas senior był jednym z filarów miejscowej społeczności. I ciężko pracował, przykładał się przez całe życie.

George Walton Lucas senior urodził się w 1913 roku w Laton w Kalifornii – ówcześnie była to zaledwie kropka na mapie, na południe od Fresno – jedyny syn wśród grona córek Waltona i Maud Lucasów. Pracujący na polu naftowym Walton chorował na cukrzycę i w 1928 roku, gdy George senior miał zaledwie piętnaście lat, zmarł w wyniku komplikacji związanych z chorobą, która – jak się okaże – „przeskoczy” jedno pokolenie i ujawni się u jego sławnego wnuka. W ciągu zaledwie roku po śmierci męża Maud przeprowadzała się wraz z George’em seniorem i jego starszą siostrą Eileen aż dwa razy: najpierw do pobliskiego Fresno, a potem dziewięćdziesiąt mil dalej, wzdłuż Doliny San Joaquin do Modesto, gdzie George senior spędzi resztę życia.

Założone w 1870 roku pośród porastających dolinę rzeki Tuolumne pól pszenicznych, Modesto było jednym z końcowych przystanków linii kolejowej, która biegła wzdłuż wybrzeża Pacyfiku z Los Angeles w kierunku Sacramento. Założyciele miasteczka chcieli je nazwać Ralston, na cześć Williama Ralstona, dyrektora linii kolejowej Central Pacific Railroad, jednak Ralston odmówił. Podobno to właśnie skromność dyrektora zainspirowała włodarzy miasteczka, gdy ostatecznie nadali mu nazwę (modesto to po hiszpańsku „skromny”).

Pomimo nazwy, małe Modesto miało wielkie ambicje, będące odzwierciedleniem kalifornijskiej buty i dążenia do szybkiego zysku. W 1884 roku, kiedy formalnie zostało założone, w miasteczku stało już dwadzieścia pięć budynków, których właściciele, licząc na korzyści płynące z bliskości linii kolejowej, przenieśli się do Modesto z pobliskich Paradise City i Tuolumne City.

Modesto nie od razu stało się lokalną metropolią – dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku liczba mieszkańców przekroczyła sto tysięcy, jednak już od początku dwudziestego stulecia rozrastające się miasto szczyciło się idealnie wypielęgnowanymi trawnikami i kolorowymi kwietnymi rabatami oraz inwestowało w edukację i kulturę. W 1912 roku dumni mieszkańcy wznieśli ogromny łuk witający wjeżdżających do miasta Dziewiątą Aleją przybyszy w automobilach – nowym, egzotycznym wynalazku o niepewnej przyszłości. Na łuku umieszczono podświetlane motto miasteczka: „Woda, Dobrobyt, Zadowolenie, Zdrowie”5. Motto równie prostolinijne, jak mieszkańcy Modesto.

Gdy w 1929 roku George Lucas senior osiadł wraz z matką w Modesto, liczyło ono prawie czternaście tysięcy mieszkańców i miało niską, równoległą zabudowę, charakterystyczną dla zachodnioamerykańskich miasteczek. Gdy Stany Zjednoczone pogrążały się w wielkiej depresji, George senior dzielił swój czas między naukę w lokalnej szkole średniej i pracę praktykanta u mechanika naprawiającego maszyny do pisania. Już w wieku szesnastu lat pragnął mieć fach w ręku. W cenzusie z roku 1930 zarówno Maud, jak i Eileen w rubryce zawód wpisały „brak”, czyniąc tym samym z George’a jedynego żywiciela rodziny6. George senior bardzo poważnie traktował swoje obowiązki. Nie tracił czasu na zabawy i rozmyślania. Postanowił zostać prawnikiem i bardzo przykładał się do nauki, żeby uzyskać oceny pozwalające mu na podjęcie studiów prawniczych. Jednak ów poważny, zasadniczy młodzieniec, z burzą kręconych ciemnych włosów i szczupłym ciałem, idealnie pasującym do garniturów, zakochał się od pierwszego wejrzenia w dziewczynie, z którą uczęszczał na lekcje historii i z miejsca oznajmił matce, iż zamierza ją poślubić, mimo że nie znał nawet jej imienia7.

Przeprowadziwszy krótkie śledztwo, George senior dowiedział się, że jego wybranka to Dorothy Bomberger, dziewczyna pochodząca z jednej z najstarszych i najbardziej wpływowych rodzin w Modesto. To właśnie dzięki temu, że wżenił się w rodzinę Bombergerów, których amerykańskie korzenie były starsze niż Deklaracja niepodległości, jego syn będzie mógł się określać mianem Kalifornijczyka w czwartym pokoleniu. Bombergerowie od pokoleń inwestowali w nieruchomości, które przyniosły im dobrobyt i wysoką pozycję społeczną. Na początku XX wieku różne odnogi rodziny Bombergerów posiadały nieruchomości (bądź nimi zarządzały) w całej Dolinie San Joaquin, a ojciec Dorothy, Paul, dodatkowo inwestował w przetwórnie zbóż i obrót samochodami, co czyniło ich jedną z najbardziej znanych i zamożnych rodzin w Modesto. Wiadomości o Bombergerach regularnie gościły na stronach towarzyskich lokalnej gazety „Modesto Bee and News–Herald”.

Dorothy była filigranową, ciemnooką i ciemnowłosą pięknością. Była świetną partią; z George’em seniorem tworzyli atrakcyjną, popularną i całkowicie oddaną sobie parę. W ostatniej klasie szkoły średniej oboje występowali w przedstawieniu klasowym, w trzyaktowej komedii Nothing but the Truth8. George grał rolę przewodniczącego klasy, a Dorothy – wiceprzewodniczącej. Po skończeniu szkoły oboje przez jakiś czas uczęszczali do lokalnego Business College, gdzie George wstąpił do bractwa Delta Sigma, a Dorothy udzielała się w żeńskim stowarzyszeniu Phi Gamma Girls’ Club9. Wkrótce George zaczął pracę u Lee Brothers, w nowym, maleńkim sklepie z artykułami biurowymi. Ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że podoba mu się praca w branży piśmienniczej. Opowiadał później: „To czysty przypadek, bo zaczynając pracę nie wiedziałem nawet, co znaczy określenie artykuły biurowe”10. I całkowicie porzucił plany podjęcia studiów prawniczych11.

Trzeciego sierpnia 1933 roku George senior poślubił Dorothy w miejscowym kościele metodystów. Ze względu na rozległe powiązania Bombergerów, miejscowe gazety obszernie komentowały przygotowania do uroczystości i listę zaproszonych gości12. Dwudziestoletni George i osiemnastoletnia Dorothy wkraczali w dorosłe życie w kraju pogrążonym w wielkiej depresji. Mimo że Dorothy była dobrze wykształcona i miała świetne koneksje, konserwatywny, wychowany w duchu tradycji metodystycznej George zabronił żonie pracować. Praca i utrzymanie rodziny było obowiązkiem mężczyzny. Tak więc według George’a to on miał pracować, natomiast Dorothy powinna zostać w domu i zająć się dziećmi, których pojawienie się na świecie było dla niego oczywiste i nieuniknione.

Wkrótce po ślubie Lucasowie przeprowadzili się do Fresno, gdzie George dostał pracę w H.S. Crocker Company, jednym z największych sklepów z artykułami biurowymi w Kalifornii. Zarabiał siedemdziesiąt pięć dolarów tygodniowo, co było całkiem przyzwoitą sumą w czasach, gdy nowa lodówka kosztowała sto dolarów13. Jednak Dorothy tęskniła za rodziną, więc na początku roku 1934, po zaledwie pięciu miesiącach we Fresno, młode małżeństwo wróciło do Modesto, gdzie George rozpoczął pracę w największym w mieście sklepie z artykułami piśmienniczymi, L. M. Morris Company14.

Założony przez kilku braci w 1904 roku L. M. Morris był jednym z najstarszych sklepów tego typu w regionie. Morris kupił rodzinny biznes w 1918 roku i nazwał go L. M. Morris Company, zakładając tym samym jeden z najważniejszych sklepów w Modesto, który będzie istniał pod tym samym adresem przez prawie sześćdziesiąt lat. Gdy George senior zaczynał pracę w sklepie (w 1934 roku), firma hucznie świętowała swe trzydzieste urodziny15.

Morris specjalizował się w meblach biurowych, maszynach do pisania i maszynach liczących, ale z biegiem lat wzbogacił asortyment o kamery, projektory, książki i zabawki dla dzieci oraz dział prezentów, który zdaniem dumnego właściciela oferował „wszystkie nowinki”. Jak zwykle George senior z oddaniem przykładał się do pracy. Tłumaczył później: „podobał mi się typ klientów przychodzących do naszego sklepu”; szybko zaczął się wyróżniać spośród dwunastu zatrudnionych w firmie pracowników16. I kiedy pod koniec 1934 roku LeRoy Morris zamieścił w „Modesto Bee” olbrzymią reklamę sklepu, tuż pod zdjęciem właściciela widniała fotografia przedstawiająca uśmiechniętego George’a17. George nie tylko ciężko pracował; był również ambitny, inteligentny i znał się na ludzkiej naturze. Z pewnością pomogło mu również to, że od razu bardzo się z LeRoyem Morrisem polubili, jakby wiedzieli, że są sobie nawzajem potrzebni. Pięćdziesięcioletni Morris miał dwie zamężne córki, lecz nie miał syna, któremu mógłby przekazać biznes18, zaś George senior, który dziesięć lat wcześniej stracił ojca, nie odziedziczył po nim niczego. Zatem w pewnym sensie każdy z nich wypełniał lukę w życiu tego drugiego. Łączyła ich subtelna, złożona relacja mentor – uczeń, dokładnie taka, jaką dziesięciolecia później syn George’a seniora wykorzysta w swoich filmach.

Sprawy toczyły się tak gładko, że zaledwie po roku pracy u Morrisa, George senior nieco bezczelnie zwierzył się pracodawcy, że zanim skończy dwadzieścia pięć lat, chciałby prowadzić swój własny sklep lub przynajmniej kierować jakimś działem19. W 1937 roku, kiedy George senior miał dwadzieścia cztery lata, Morris zaoferował swemu pracowitemu protegowanemu dziesięć procent udziałów w firmie, a w perspektywie wejście do spółki. George oświadczył, że nie ma pieniędzy, które mógłby zainwestować w firmę, ale Morris nie chciał o tym słyszeć. „Po prostu podpiszesz weksel, że jesteś mi winien tyle i tyle, i będzie po sprawie”, odrzekł młodzieńcowi. „W końcu ten biznes jest tyle tylko wart, ile przynosi zysku”20. Jako oficjalny udziałowiec firmy, George senior zaczął pracować sześć dni w tygodniu, chcąc okazać się wartym zawodowego i ojcowskiego zaufania Morrisa.

Podczas gdy George senior koncentrował swe wysiłki na sklepie, Dorothy z równym zapałem poświęcała się prowadzeniu domu. Pod koniec 1934 roku urodziło się ich pierwsze dziecko – córka, której nadali imię Ann, a po dwóch latach na świat przyszła kolejna dziewczynka, Katherine, którą wszyscy nazywali Katy lub Kate. Z myślą o powiększającej się rodzinie George kupił działkę przy Ramona Avenue na skraju Modesto i za pożyczone od rodziny Dorothy pieniądze (pięć tysięcy dolarów) wybudował jednopiętrowy dom, który pragnęli wraz z Dorothy wypełnić dziećmi.

Jednak dwie ciąże w ciągu dwóch lat odbiły się na zdrowiu jego żony. Dorothy, która zawsze była wątłego zdrowia, prawdopodobnie cierpiała na zapalenie trzustki i każdą ciążę znosiła coraz gorzej; doszło do tego, że musiała spędzać długie okresy w łóżku. Tak więc po narodzinach Kate lekarze odradzali jej kolejne ciąże21. Jednak Dorothy i George senior, wbrew zaleceniom medyków, przez następne osiem lat będą się starali o potomstwo, przeżywając w tym okresie przynajmniej dwa poronienia.

Wreszcie, pod koniec 1943 roku, Dorothy ponownie zachodzi w ciążę, którą tym razem donosi. W niedzielę, 14 maja 1944 roku o godzinie 5.30, w słoneczny poranek w Dzień Matki[*], na świat przychodzi syn państwa Lucasów. Być może z powodu słabnącego zdrowia żony George doszedł do wniosku, że nowo narodzony chłopiec jest jego jedyną szansą na doczekanie się dziedzica, porzuca zatem pomysł nadania synowi imienia Jeffrey i daje swemu potomkowi imię godne następcy: George Walton Lucas junior. Dziecko było małe, ważyło zaledwie dwa i pół kilograma, ale było zdrowe i tak ruchliwe, że położone przez lekarza na brzuchu matki, niemalże zsunęło się na podłogę. „Nie upuście go, to mój jedyny syn”22, ostrzegała przestraszona Dorothy.

Podobnie jak rodzice, George junior miał ciemne oczy i włosy. Odziedziczył także inną cechę Lucasów – odstające uszy. Cecha ta u George’a juniora była nawet jeszcze bardziej wyrazista niż u jego ojca, gdyż jedno ucho miał na dodatek nieco wiotkie, co George senior postanowił skorygować, przyklejając je do główki dziecka taśmą samoprzylepną. Później George senior stwierdzi, że to jego „lepsze ucho”23, chociaż odstające, wydłużone u góry uszy na zawsze pozostaną jego cechą charakterystyczną. „Był drobnym, chuderlawym dzieciakiem, z ogromnymi uszami”, wspomina go ciepło jego siostra Kate24.

Chuderlawy. To jedno z wielu umniejszających określeń, jakich nasłuchał się Lucas w dzieciństwie. We wspomnieniach matki „był małym brzdącem. Takim okruszkiem”25. W wieku sześciu lat ważył zaledwie szesnaście kilogramów, a gdy zaczynał szkołę średnią (miał wówczas sto sześćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu), waga pokazywała niewiele ponad czterdzieści pięć kilogramów. George senior nazywał go „chuderlawym diabełkiem”26.

Trzy lata później urodziła się młodsza siostra George’a, Wendy – ostatnie dziecko Lucasów. Zgodnie z ostrzeżeniami lekarzy dwie ostatnie ciąże poważnie nadwyrężyły zdrowie Dorothy, która przez większość dzieciństwa George’a juniora wiele czasu spędzi w szpitalach albo odpoczywając w łóżku. „Coraz bardziej podupadała na zdrowiu”, wspomina Kate. Wychowaniem dzieci zajmowała się głównie dochodząca pomoc domowa, Mildred (Till) Shelley. Till była surowa i nie stroniła od klapsów, ale była również inteligentna, zabawna i umiała opowiadać wspaniałe historyjki. Mówiła z południowym akcentem i dzieci Lucasów ją uwielbiały. Kate przyznaje, że „Till była dla nich jak druga matka”27.I dodaje, że Till zawsze miała słabość do George’a: „Jako jedyny chłopiec, zawsze był oczkiem w głowie całej rodziny”28. Zwykle powściągliwy w słowach George Lucas również miło wyrażał się o swej energicznej opiekunce: „Bardzo ciepło wspominam tamte czasy”29.

W 1949 roku, gdy George junior miał pięć lat, LeRoy Morris sprzedał George’owi seniorowi L. M. Morris Company, spełniając dane dziesięć lat wcześniej przyrzeczenie. Morris i Lucas ogłosili transakcję 26 stycznia na łamach „Modesto Bee”, po czym Morris przeszedł na emeryturę i niespodziewanie zmarł siedem dni później30. George senior określił swego partnera w interesach, zastępczego ojca i dobroczyńcę, „prawdziwym gentlemanem zesłanym przez Boga, który stopniowo przygotowywał mnie do przejęcia biznesu”31. Teraz George senior pragnął zrobić to samo dla własnego syna. Zgodnie z planem, George junior miał się przykładać do nauki, rozpocząć pracę w firmie i stopniowo przejąć rodzinny biznes. Niestety ten ambitny plan stał się główną kością niezgody pomiędzy ojcem i synem.

Jako syn jednego z najlepiej prosperujących kupców w Modesto, George Lucas junior cieszył się dostatnim życiem. Jednak Lucas zawsze miał mieszane, a nawet sprzeczne odczucia na temat swojego dzieciństwa. „Przeżywałem swoje traumy i problemy – opowiadał później – chociaż jednocześnie dobrze się bawiłem”32. Nierzadko irytował się na ojca, na przykład kiedy każdego lata George senior zmuszał syna, żeby ten bardzo krótko obcinał włosy. Lucas nienawidził tego rytuału. „Mój ojciec był bardzo surowy”, pisał późnej. „Nie twierdzę, że był zbyt surowy – dodaje – miał zasady i był sprawiedliwy, niezwykle sprawiedliwy”33. Czy był sprawiedliwy, czy też nie, Lucas wspomina, że jako dziecko był wściekły na ojca przez większość czasu.

Jego najwierniejszym kompanem w dzieciństwie była młodsza siostra Wendy, ale miał też swoje grono przyjaciół. Należeli do niego najlepszy i długoletni przyjaciel John Plummer, którego poznał, gdy miał cztery lata, oraz nieco starszy George Frankenstein. Bawili się we trójkę w domu Lucasa przy Ramona Avenue, gdzie Plummer i Frankenstein jak ognia unikali George’a seniora. „Pamiętam, że trzeba było się przy nim bardzo pilnować. Jak mu podpadłeś, miałeś przechlapane”34, wspomina Frankenstein. A John Plummer dodaje: „Jak tylko pojawiał się pan Lucas, lepiej było zejść mu z oczu”35.

Jednak były i zalety kolegowania się z synem właściciela sklepu z artykułami biurowymi: George junior miał najnowsze zabawki i gadżety prosto ze sklepowych półek. „Miał wszystkie nowinki i lubił się nimi dzielić”36, wspomina Frankenstein. George był szczególnie dumny z ogromnego modelu pociągu firmy Lionel, który zajmował większą część jego pokoju, przejeżdżając pośród poustawianych przez George’a żołnierzyków, samochodzików, chwastów i roślin z ogródka37. Raz nawet udało mu się znaleźć trochę cementu na lokalnym wysypisku, z którego wraz z kolegami uformowali modele budynków. Nieco później zaczął budować dioramy, które zawsze nazywał tak samo: „środowisko”, i wystawiał je w drewnianych skrzynkach z oszklonymi dwiema ściankami. „Zawsze lubiłem budować”, mówił Lucas. „Miałem małą szopę z narzędziami, gdzie konstruowałem zestawy do gry w szachy, domki dla lalek i samochody, mnóstwo samochodów wyścigowych, które później spuszczaliśmy z pagórków”38.

Jednym z największych projektów był wykonany przy pomocy Plummera misterny model kolejki górskiej. Używając zwiniętego w sprężynę kabla do telefonu, wciągali na górę wagonik, który następnie zjeżdżał z łoskotem na dół po serii ramp. „Dziwne, że nikogo nie zabiliśmy”, wyznał Plummer39. „Cała konstrukcja miała około stu dwudziestu centymetrów i zrobiliśmy ją całkiem sami. To była świetna zabawa, wszystkie okoliczne dzieciaki przyszły ją zobaczyć. Wkrótce staliśmy się znani w okolicy z tego typu projektów. George był bardzo kreatywny. Nie był liderem sensu stricto, ale miał dużo bujniejszą wyobraźnię... Zawsze miał mnóstwo pomysłów”40.

„Gdy byłem bardzo mały, lubiłem zabawy w udawanie”, mówi Lucas. „Z tym że używałem najnowszych technologicznie zabawek, jakie były dostępne, na przykład modeli samolotów i samochodów. Wydaje mi się, że te właśnie zainteresowania leżały u źródła opowieści o Gwiezdnych wojnach”41. „Chociaż nie sądzę, żeby moje dzieciństwo było inspiracją dla tego, czym się zajmowałem w dorosłym życiu”42.

W przeciwieństwie do swego późniejszego przyjaciela i współpracownika, Stevena Spielberga, który uczynił magię dzieciństwa tematem wielu filmów, Lucas nigdy nie podtrzymywał wyidealizowanej, romantycznej wizji tego okresu życia. „Zdawałem sobie sprawę, że dorastanie nie jest łatwe ani przyjemne, ono było... przerażające”, mówił Lucas. „Pamiętam, że bardzo często czułem się nieszczęśliwy. Może nie tyle nieszczęśliwy – miałem dobre dzieciństwo. Ale myślę, że wszystkie dzieciaki czują się przygnębione i onieśmielone. Mimo iż dobrze się bawiłem, cały czas miałem wrażenie, że za chwilę, za każdym rogiem, czyha jakaś katastrofa”43.

Czasem ucieleśnieniem katastrofy były dzieciaki z sąsiedztwa, które znęcały się nad drobnym George’em juniorem, łapiąc go i zdejmując mu buty, które następnie rzucały pod zraszacze trawnikowe. George nawet nie starł się z nimi walczyć. To jego siostra Wendy przeganiała agresorów i przynosiła mu mokre buty44.

Nic dziwnego, że niski George przez całe życie szukał „zastępczego” starszego brata, który byłby jego obrońcą i mentorem. Jedną z pierwszych takich osób był narzeczony jego starszej siostry, Ann. Lucas bardzo się do niego przywiązał. „To świetna forma nauki”, wyjaśniał później Lucas. „Przyczepiasz się do kogoś starszego i mądrzejszego, uczysz się od niego wszystkiego, co ma do zaoferowania i wykorzystujesz to do własnych osiągnięć”. Gdy ów młody mężczyzna zginął w Korei, Lucas był załamany. „Miałem normalne, trudne, stłamszone dzieciństwo, wypełnione strachem i niepewnością” – Lucas zawsze z mieszanymi uczuciami wspominał okres swego dorastania. „Ale ogólnie nie mogę narzekać”45.

Z równie niejednoznacznymi uczuciami mówi o Modesto. Przez pierwsze kilka dekad życia wydawał się wstydzić rodzinnego miasteczka. W końcu jednak pogodził się ze swym pochodzeniem, a nawet zaczął odczuwać z jego powodu dumę, gdy sukces jego filmu Amerykańskie graffiti uczynił z miasteczka atrakcję turystyczną. Wcześniej, pytany skąd pochodzi, Lucas odpowiadał wymijająco, że „z Kalifornii”. Zapytany o szczegóły, dodawał, że „z północnej Kalifornii” lub „z Kalifornii, na południe od San Francisco”, zanim wreszcie wydusił z siebie nazwę Modesto46. Chociaż przyznawał, że miasto miało swój urok. „Modesto kojarzy mi się z Normanem Rockwellem, magazynami „Boys’ Life”... grabieniem liści w sobotnie popołudnia i pokazami fajerwerków”, powiedział po latach. „Takie klasyczne amerykańskie miasteczko”47.

Dla dorastającego w Ameryce lat pięćdziesiątych chłopca normą było również uczęszczanie do szkółki niedzielnej – co Lucas bardzo szybko znienawidził. „Gdy tylko byłem wystarczająco duży, miałem może dwanaście, trzynaście lat, zbuntowałem się”48, wspomina. Już jako dzieciak miał skomplikowane relacje z Bogiem. W wieku sześciu lat, gdy większość dzieci wyobraża sobie Boga jako poczciwego, brodatego staruszka w niebie, Lucas doświadczył głębokiego, mistycznego przeżycia, które ukształtowało jego duchowość w życiu i pracy. Zaczął się zastanawiać, „czym jest Bóg?”. I więcej: „Czym jest rzeczywistość? Co to wszystko znaczy? Czym jest świat? Po co istnieją ludzie? Kim jestem ja? Jak ja w tym wszystkim funkcjonuję i co tu się w ogóle dzieje?”49. Próbując odpowiedzieć na takie pytania, Lucas wymyślił Moc w Gwiezdnych wojnach.

„Mam silne odczucia w stosunku do Boga i sił natury, ale nie jestem wyznawcą żadnej religii” twierdzi Lucas50. Mimo że wychowany w rodzinie metodystów, był bardziej zafascynowany obrządkami w niemieckim kościele luterańskim, do którego zabierała go Till, gdzie wierni przychodzili w szerokich kapeluszach i czepkach i mówili natchnionymi głosami z silnym akcentem. Lucasa fascynował formalizm ich obrzędów, które przypominały misterne, doskonale wyreżyserowane przedstawienie, gdzie każdy miał do odegrania swoją rolę. „Ten ceremoniał daje ludziom coś istotnego”51, mówił. Zawsze interesował się sformalizowaną religią z czysto akademickiego punktu widzenia, a jego poglądy na Boga i religię będą ewoluować wraz z upływającym czasem52. W końcu określi swą religię jako połączenie metodyzmu z buddyzmem. (W 2002 roku, dostrzegając lewicowe skłonności mieszkańców okolic San Francisco, Lucas powiedział: „Wszyscy tu jesteśmy buddystami”)53. Tymczasem jako dziecko pozostawał praktykującym, aczkolwiek sfrustrowanym metodystą. George Lucas senior nie dopuszczał żadnej innej możliwości.

Niechęć do szkółki niedzielnej była jednak niczym w porównaniu z nienawiścią do zwyczajnej szkoły. Lucas pamięta uczucie wszechogarniającej paniki, jakie zawładnęło nim pierwszego dnia w szkole podstawowej, do której poszedł (Muir Elementary School), a które nie opuściło go aż do ostatniego dnia spędzonego w jej murach. „Nigdy nie radziłem sobie dobrze z nauką, więc nie lubiłem szkoły”54. Początki nauki wydawały się jednak obiecujące. „Lucas dobrze sobie radzi. Jest zdolny”, napisała Dorothy Elliot, jego nauczycielka w drugiej klasie. „Jednak jest cichutki jak myszka. Nigdy nie odzywa się niepytany”55. George nie przejawiał zainteresowania większością zajęć, jakie prowadzone były w szkole. „Zawsze chciałem nauczyć się czegoś, czego akurat w szkole nie uczono, to był mój największy problem. Nudziłem się”56. Podobały mu się lekcje rysunku i występy w przedstawieniach – dlatego, mimo podrzędnej rólki, zaangażował się w klasowe przedstawienie. Nienawidził matematyki, robił okropne błędy ortograficzne i bardzo się męczył, gdy musiał cokolwiek napisać. Nawet gdy był już w szkole średniej, błędy w wypracowaniach poprawiała mu młodsza o trzy lata siostra.

Lucasowi ciężko przychodziło pisanie i nauka ortografii, uwielbiał za to czytać, do czego z pewnością zachęcała go matka, która lekturą wypełniała sobie długie dni rekonwalescencji spędzone w szpitalach i w domu. Gdy był mały, często czytała mu baśnie braci Grimm. Później natomiast sięgał po literaturę przygodową, na przykład po Porwanego za młodu, Wyspę skarbów czy Robinsona szwajcarskiego. Zgromadził również ogromną kolekcję książek historycznych i biografii słynnych postaci wydaną w ramach serii Landmark, przeznaczonej dla dzieci i młodzieży. „Byłem od nich uzależniony. Uwielbiałem te książki. Zapoczątkowały moją miłość do historii... Jako dziecko spędziłem wiele czasu, starając się powiązać przeszłość z teraźniejszością”57.

Lucas twierdził później, że nie był nigdy zapalonym czytelnikiem58. Nie było to jednak prawdą. Oprócz książek z serii Landmark Lucas namiętnie kolekcjonował i czytał komiksy. „Nigdy nie wstydziłem się, że czytam tyle komiksów”59, mówił. Odkrył komiksy w czasach, gdy te sprzedawały się w milionach egzemplarzy i poruszano w nich każdą tematykę, od romansu przez western, kryminał, horror po science fiction i przygody superbohaterów. Ojciec Johna Plummera miał znajomego w lokalnym kiosku i co tydzień znosił do domu góry niesprzedanych komiksów. „George godzinami przesiadywał na moim ganku, czytając komiksy”60, wspomina Plummer. Nawet gdy kolega musiał wracać do domu na kolację, George zostawał na ganku i zawzięcie czytał.

Po jakimś czasie George i Wendy zdecydowali się połączyć swoje kieszonkowe i zaczęli sami kupować komiksy (płacili dolara za dziesięć sztuk) i wkrótce uzbierali sporą kolekcję. Ojciec wybudował im w ogródku specjalną szopę, która stała się ich królestwem. Przynosili do szopy koce i siedzieli godzinami pochyleni nad komiksami61. Nie ma zresztą nic dziwnego w tym, że Lucasa tak pociągały komiksy. Biorąc pod uwagę jego trudności w nauce pisania i ortografii, lepiej uczył się drogą wzrokową niż werbalną. Komiksy „opowiadają historie w formie obrazkowej”62, mówił i podkreślał, że to z nich nauczył się „dziwnych faktów” i ciekawego słownictwa63. Jego własny styl opowiadania historii przypomina wielobarwną rytmikę komiksowej strony, gdzie słowa i obrazy współgrają ze sobą, pchając akcję do przodu, nie zostawiając miejsca na długie wywody i monologi.

Jak można się domyśleć, Lucas chętniej sięgał po komiksy o tematyce science fiction niż po te z przygodami superbohaterów. „Lubiłem przygody, których akcja rozgrywała się w kosmosie”64.

Młody Lucas upajał się rewelacyjnymi rysunkami Wally’ego Woodsa i niewiarygodnymi opowieściami z popularnej komiksowej serii Weird Science, preferował jednak wydawane przez DC Comics przygody intergalaktycznego policjanta, Tommy’ego Tomorrowa, który na dobre zadomowił się na końcowych stronach Action Comics, serii opisującej przygody Supermana. Plummer podzielał upodobania kolegi. „Komiksy wpoiły w nas hierarchię wartości. Bohaterowie dzielili się na dobrych i złych. Myślę, że ta filozofia głęboko wryła mu się w serce”65.

Jednak gdyby poprosić Lucasa o wskazanie jego ulubionego bohatera, nie byłaby to żadna z postaci przewijających się na stronach komiksów o tematyce science fiction. Był to bowiem Sknerus McKwacz, skąpy obieżyświat, wujek Kaczora Donalda, którego przygody opisywał, wydawany co miesiąc przez Dell, komiks Walta Disneya Sknerus McKwacz. Pisane i ilustrowane przez Carla Barksa perypetie wujka Sknerusa były błyskotliwe, zabawne i osobliwe. Barks wysyłał swego bohatera wraz z grupą intrygujących towarzyszy do południowoamerykańskich kopalni złota, na szczyty dalekowschodnich gór, na dno oceanów, w przestrzeń kosmiczną, a nawet wyprawiał w podróże w czasie.

Lucas uwielbiał te opowieści – inspiracji mającymi miejsce na różnych kontynentach przygodami Wujka Sknerusa można się dopatrzeć na przykład w postaci Indiany Jonesa. Jednak Lucasa fascynowały nie tylko przygody McKwacza, ale także jego smykałka do interesów. Historie o Sknerusie pełne były innowacyjnych pomysłów, dzięki którym bohater powiększał swoje bogactwo, zgodnie ze swym mottem: „Pracuj inteligentniej, nie ciężej”. W świecie Sknerusa ciężka praca popłacała, ale ważniejsze były spryt i chęć zrobienia czegoś w sposób, w jaki nikt tego jeszcze nie zrobił. Bohater zresztą uosabiał etykę samego Barksa, propagującego: „honor, uczciwość i umożliwienie ludziom podążania za własnymi ideami, zamiast prób wtłoczenia wszystkich w jedną formę”66.

Postać Sknerusa fascynowała Lucasa. „McKwacz jest dla mnie uosobieniem amerykańskiego psyche. Barksowi udało się uchwycić w tej postaci tak czystą esencję Ameryki, że jest to aż szokujące”67. Fascynacja Sknerusem w dużym stopniu wpłynie na to, jakim artystą i biznesmenem stanie się Lucas w przyszłości: konserwatywnym, konsekwentnym, uparcie realizującym swoją wizję, jednocześnie pielęgnującym w sobie nutkę nostalgii za lepszymi czasami, które zapewne istniały tylko w jego wyobraźni. Wiele lat później, gdy dorobił się fortuny godnej Sknerusa McKwacza, jako pierwsze w swej kolekcji dzieło sztuki kupił narysowaną przez Carla Barksa oryginalną stronę komiksu Sknerus McKwacz, czyniąc ukłon w stronę swego mistrza, malującego przy użyciu tylko czterech kolorów.

Oprócz Carla Barksa Lucas uwielbiał jeszcze jednego artystę, który również uprawiał rodzaj „obrazkowego opowiadania”, chociaż w zupełnie innej formie. Korzystał z każdej nadarzającej się okazji, żeby zdobyć numery „The Saturday Evening Post”, by móc podziwiać okładki pisma, ozdobione niezwykle realistycznymi, naśladującymi fotografie ilustracjami Normana Rockwella. Prace Rockwella dla „The Saturday Evening Post” były intencjonalnie sentymentalne i często przedstawiały uśmiechnięte, pływające, jeżdżące na łyżwach, grające w piłkę, grabiące liście, wspinające się po drzewach, celebrujące Boże Narodzenie lub Dzień Niepodległości dzieci. Bohaterowie ilustracji bawili się pod pobłażliwym okiem rozpromienionych rodziców i przedstawicieli zawodów zaufania publicznego i nawet gdy coś przeskrobali, były to najczęściej drobne psoty.

Lucas zachwycał się detalami w pracach Rockwella, które wyglądają, jakby autor upchnął cały pasek komiksu w jednym obrazku. Rozszyfrowywanie ukrytych w ilustracjach Rockwella historii stało się dla Lucasa rodzajem gry. „Każdy obrazek przedstawia środek lub koniec opowieści, ale mimo iż brakuje początku, widzisz go oczami wyobraźni. Możesz uzupełnić brakujące części... bo ten jeden rysunek dostarcza ci wszystkich potrzebnych informacji”68.

„Rockwell przedstawiał esencję amerykańskiego sposobu myślenia, amerykańskich ideałów, tego co tkwiło w amerykańskich sercach”69, mówił Lucas. I nieważne, że on sam nigdy nie wskoczył do leśnego jeziorka, nie widział białego Bożego Narodzenia ani że nie umiał grać w baseball; ilustracje Rockwella przedstawiały idealne amerykańskie życie. Lucas nie miał sentymentu do własnego dzieciństwa, ale z rozrzewnieniem myślał o idealnym dzieciństwie odmalowanym na ilustracjach Rockwella. Wiele lat później zacznie kolekcjonować obrazy Normana Rockwella, podobnie jak dzieła Carla Barksa. Ta sztuka do niego przemawiała.

W maju 1954 roku George Lucas junior skończył dziesięć lat. Tego lata pojawiło się w jego domu coś, co na zawsze zmieniło jego świat: telewizor.

Przez pierwsze dziesięć lat swego życia George, podobnie jak miliony Amerykanów, przesiadywał na podłodze, pochłonięty przez słuchowiska radiowe, oszołomiony niezwykle dopracowanymi i realistycznymi efektami dźwiękowymi. „Zawsze fascynowała mnie magia radia. Słuchałem i wyobrażałem sobie, jak mogłaby wyglądać prezentowana rzeczywistość”70. Szczególnym upodobaniem darzył trzymające w napięciu thrillery, takie jak Inner Sanctum czy The Whistler, oraz słuchowiska przygodowe, na przykład The Lone Ranger. „Radio odegrało w moim życiu bardzo istotną rolę, ale to nic w porównaniu z telewizją”71.

John Plummer miał w domu telewizor jako pierwszy z grupki znajomych George’a juniora. W 1949 roku jego ojciec przyniósł do domu mały odbiornik typu Champion. Zainstalował go w garażu, a dookoła wybudował proste ławeczki, żeby sąsiedzi mogli przychodzić na transmisje walk bokserskich. George senior był sceptycznie nastawiony do nowego wynalazku i postanowił odczekać kilka lat na udoskonalenie technologii, zanim zdecydował się na zakup tak drogiego sprzętu. George junior musiał więc poczekać kolejne pięć lat na własny odbiornik, a póki co oglądał ile się dało w domu kolegi.

Gdy w końcu doczekał się upragnionego telewizora, nie za bardzo wiedział, co z nim zrobić. Jak później wspominał, „problem tkwił w tym, że nie było co oglądać”72. Gazeta „Modesto Bee” codziennie drukowała program telewizyjny nadawany na kanałach KJEO z Fresno i KOVR z Sacramento, ale oba miały zbyt słaby sygnał, żeby móc je bez zakłóceń odbierać w Modesto. Dostrojenie odbiornika do kilku stacji emitujących silniejszy sygnał wymagało czasu i umiejętności. Jednak gdy Lucas w końcu złapał sygnał stacji KRON z San Francisco i KTVU ze Stockton, nie można go było oderwać od telewizora. Nigdy.

Jak typowy przedstawiciel swojej generacji, Lucas wstawał w sobotę rano i siedząc po turecku na podłodze, oglądał rysunkowe przygody kota Dinky73. Telewizor grał cały dzień, wyświetlając teleturnieje, wiadomości, mecze baseballa i komedie; George senior umieścił go na obrotowym stojaku, tak żeby można było odwrócić odbiornik w stronę jadalni i oglądać program podczas spożywania obiadu. Wieczory były zarezerwowane na poważniejsze programy, jak na przykład serial Perry Mason albo western Have Gun – Will Travel, których Lucas nigdy nie opuszczał74.

Jednak najcieplej wspomina trzydziestominutowe popołudniowe bloki programowe, które stacje wypełniały powtórkami odcinków starych seriali75. Były to kręcone specjalnie na potrzeby telewizji, pocięte na trzydziestominutowe odcinki westerny, filmy przygodowe, kryminalne, detektywistyczne, science fiction, które zawsze kończyły się w momencie gwarantującym, że widz włączy odbiornik następnego dnia, żeby zobaczyć, co się stało dalej. „Te seriale były fantastyczne. Mój ulubiony to Flash Gordon76.

Nakręcone w latach trzydziestych przez Universal, na podstawie komiksu Alexa Raymonda, trzy serie Flasha Gordona były tanie w produkcji; głównie dzięki temu, że do ich nakręcenia użyto pożyczonych z horrorów i filmów science fiction planów, kostiumów i rekwizytów. Flash walczył z Imperatorem Mingiem i ratował galaktykę, dostarczając widzom niewymagającej, popularnej rozrywki; może nieco kiczowatej, ale za to widowiskowej. „Podobały mi się te seriale, z ich dziwnym spojrzeniem na rzeczywistość. Zresztą chyba nigdy z nich nie wyrosłem. Cały czas je doskonale pamiętam, mimo że były bardzo słabe pod względem technicznym”77.

Lucas należał do pierwszej generacji wychowanej przed telewizorem, był częścią popkulturowego fenomenu, który na zawsze zmienił relację widz – widowisko. Telewizja dostarczała szybkiej, wygodnej, łatwej rozrywki, dostępnej po naciśnięciu jednego guzika. Gdy czasu na opowiedzenie historii, na dodatek przerywanej reklamami, jest zaledwie pół godziny do godziny, programy telewizyjne wymuszają szybkie tempo akcji, często kosztem dopracowania postaci bohaterów. Za wszelką cenę walczono o uwagę widza, który znudzony zbyt wolną akcją jednym pokrętłem mógł poszukać czegoś ciekawszego na innym kanale. Coraz bardziej dynamiczna telewizja sprawiała, że finezja i wyrafinowanie zaczęły odchodzić w przeszłość, a przynajmniej były trudniejsze do zrealizowania. Wpłynęło to również na sposób, w jaki Lucas i współcześni mu filmowcy operowali kamerą.

Odkąd weszła telewizja, nie trzeba było iść do kina, żeby zobaczyć film. George oglądał je we własnym salonie, przekręcając telewizor w stronę jadalni, żeby nie stracić ani chwili akcji. Lucas wspomina oglądane w telewizji „westerny, filmy z Johnem Waynem, w reżyserii Johna Forda, zanim wiedziałem, kim był John Ford. Obrazy te wywarły duży wpływ na to, jak później postrzegałem film”78.

Jeśli zaś chodzi o kino... No cóż, Lucas bywał w kinie bardzo rzadko. „Mieliśmy kilka kin w Modesto. Można było tam zobaczyć filmy, takie jak Blob – zabójca z kosmosu czy Lawrence z Arabii”79 – jednak te produkcje nie wywarły na przyszłym reżyserze wielkiego wrażenia. Bardziej interesowało go to, co działo się na sali kinowej. „Do kina chodziłem głównie po to, by uganiać się za dziewczynami”80, przyznaje. Jednakże kilka filmów telewizyjnych lub kinowych zapadło mu w pamięć: Zakazana planeta, Metropolis, Most na rzece Kwai – filmy fabularne były dla niego raczej rozrywką niż inspiracją.

Młody Lucas był dość wybredny jeżeli chodzi o filmy, jednak z pewnością pasjonował go jeden rodzaj filmowej rozrywki. „Kochałem Disneyland” przyznaje, a jego miłość najwidoczniej podzielał George senior, który zabrał całą rodzinę do południowej Kalifornii na otwarcie parku w 1955 roku81. Lucasowie spędzili w Anaheim cały tydzień. W Disneylandzie mieszkali w hotelu i codziennie bawili się w parku, co zresztą później stało się ich wieloletnią tradycją. Jedenastoletni wówczas George junior od razu pokochał park tematyczny. „Przechadzałem się po parku. Jeździłem samochodzikami, stateczkami parowymi, wagonikami przez dżunglę, chodziłem na strzelnicę. Byłem w raju”82.

Disneyland z lat pięćdziesiątych nie umywa się do współczesnego, wypełnionego technologią parku, ale czy to teraz, czy też wtedy, nikt nie potrafił stworzyć takich atrakcji jak słynni „inżynierowie marzeń” [ang. Imagineers – tłum.] Disneya. Jedną z bardziej pomysłowych atrakcji była Rakieta na Księżyc, zabierająca zwiedzających w podróż na Księżyc i z powrotem. Kryjąca się pod nią maszyneria była prosta, ale sprytna: goście siadali w niewielkim, okrągłym audytorium wyposażonym w okna, które w rzeczywistości były projektorami wideo. Na górnych ekranach wyświetlano otwartą przestrzeń kosmiczną i Księżyc, podczas gdy dolny ekran ukazywał Ziemię, zmniejszającą się w miarę, jak rakieta „oddalała się” od niej. Parę dziesiątków lat później, gdy Lucas projektował dla parków Disneya atrakcje związane z Gwiezdnymi wojnami, wykorzystał podobną instalację – monitory wideo imitujące okna statku kosmicznego, synchronizując wyświetlane na nich obrazy z najnowocześniejszymi symulatorami ruchu, które gwarantowały wiarygodniejsze i bardziej ekscytujące wrażenie podróży kosmicznej niż to, które George pamiętał z dzieciństwa. Jednak w tamtych czasach przejażdżka Rakietą na Księżyc Disneya była tak niesamowitym przeżyciem, że po powrocie do Modesto chłopiec, który nienawidził pisać, sporządził dla lokalnej gazety sprawozdanie ze swych przygód w Disneylandzie.

Owa gazeta nazywała się „Daily Bugle” i została niedawno założona przez Lucasa i jego dziesięcioletniego kolegę, Melvina Celliniego. Zainspirowany programem telewizyjnym, w którym bohaterowie usiłowali wymyślić tytuł nowej gazety, Cellini postanowił założyć własny periodyk i zaprosił Lucasa do współpracy. Na okładce pierwszego numeru gazety, który Cellini i Lucas 4 sierpnia rozdali za darmo w Muir Elementary School, widniał nagłówek informujący, że „Melvin Cellini zakłada nową gazetę i zatrudnia George’a Lucasa jako głównego reportera”83.

Chłopcy byli pełni entuzjazmu, ale wydawanie codziennej gazety w nakładzie stu egzemplarzy wymagało wiele pracy. „Gazeta będzie ukazywać się od poniedziałku do piątku”, ogłosili. „Jednak nie ukaże się w najbliższy piątek, z powodu awarii drukarki”. Zaradny Lucas szybko przekonał ojca, żeby pozwolił im używać drukarek w L.M. Morris, obiecując zwrot kosztów. Niestety po tygodniu nowa przygoda zaczęła im się nudzić. „Koniec «Daily Bugle»”, ogłosili czytelnikom. I jednocześnie poinformowali, że nowa gazeta, „«Weekly Bugle», z tymi samymi wiadomościami, będzie ukazywała się w każdą środę”. Podkreślili również, że nie szukają nowych współpracowników. „Nie potrzebujemy reporterów, drukarzy ani roznosicieli gazet. Nie przyjmujemy również subskrypcji”84.

Pomimo trudności dziecięca gazeta była na tyle istotnym wydarzeniem, że trafiła na łamy „Modesto Bee”, wraz z pozowaną fotografią pogrążonych w rozmowie George’a Lucasa i Melvina Celliniego, pochylających się nad numerem „Weekly Bugle”. Już wtedy ubrany w przewiewną hawajską koszulę Lucas wiedział, jaki rekwizyt podkreśli jego image głównego reportera „Bugle’a” i włożył za prawe ucho świeżo zatemperowany ołówek85.

Wkrótce gazeta upadła i o ile Cellini był zawiedziony utratą przewidywanych dochodów ze sprzedaży „około dwustu egzemplarzy tygodniowo” po centa za sztukę, Lucas nie przejął się tym za bardzo. Nie tworzył gazety dla pieniędzy, jak powiedział w wywiadzie dla „Modesto Bee”. Wszystkie zarobione pieniądze zamierzał zainwestować z powrotem w gazetę, wynająć roznosicieli, zwrócić ojcu koszty papieru, tuszu i matryc86. Zapewne Lucas nie zdawał sobie jeszcze z tego sprawy, jak wiele nauczył się od swojego ojca i Sknerusa McKwacza: myśl nieszablonowo, bądź pewny siebie i jeśli tylko możesz, inwestuj w siebie. Ale przede wszystkim spłacaj swoje długi.

Lucas wykazywał się podobną dojrzałością, zarządzając swoim kieszonkowym. W domu George’a seniora pieniądze trzeba było zarobić i każde z dzieci miało swoje obowiązki. Jedną z podstawowych powinności George’a juniora było cotygodniowe koszenie trawy za pomocą ciężkiej kosiarki rotacyjnej. Było to niezwykle trudne zajęcie i szybko je znienawidził. „Byłem małym chłopcem, a praca była bardzo ciężka; to było frustrujące”87, wspomina Lucas. W końcu zaoszczędził wystarczająco dużo pieniędzy, by pożyczywszy resztę od matki, kupić spalinową kosiarkę, która bardzo ułatwiła mu zadanie. Lucas ocenił sytuację, znalazł rozwiązanie problemu i zainwestował własne pieniądze. Zainwestował w siebie. Ojciec był z niego dumny.

Jednak pomimo dobrych chęci George’a seniora, który podczas wypłaty kieszonkowego wygłaszał pogadanki na temat oszczędności i zalet ciężkiej pracy, ojciec i syn nigdy nie darzyli się szacunkiem. „Nigdy mnie nie słuchał. Był pupilkiem matki. Ale gdy chciał kamerę czy cokolwiek, zawsze wszystko dostawał. Trudno go było zrozumieć”88 – tak mówił George senior o swym jedynym synu. Im bardziej George senior starał się przekazać synowi swe tradycyjne metodystyczne wartości, tym bardziej ten się buntował i irytował ojca. „Jest konserwatywnym człowiekiem, który sam do wszystkiego doszedł, jednak rządzi nim mnóstwo uprzedzeń, co zawsze mnie denerwowało”89 – tak z kolei powiedział o swym ojcu George Lucas junior.

George senior musiał bardzo cierpieć z powodu nieporozumień z synem, szczególnie że firma, którą zamierzał mu przekazać, była w rozkwicie. W 1956 roku, po pięciu dekadach od założenia, George senior przeniósł L.M. Morris w nowe miejsce, do budynku przy I Street 1107, oraz otworzył Lucas Company, firmę będącą jedynym sprzedawcą nowoczesnych fotokopiarek w okolicy. Prosperujący biznes pozwolił mu również rozejrzeć się za lepszym domem. Rodzina sprzedała dom przy Ramona Avenue i przeprowadziła się do domu z basenem, stojącego na trzynastoakrowym, porośniętym orzechami włoskimi ranczu przy Sylvan Road 821. Chociaż oba adresy były od siebie oddalone zaledwie o pięć mil, George czuł się tak, jakby przeniósł się na inną planetę.

Bardzo przeżył tę przeprowadzkę. „Byłem bardzo przywiązany do domu na Ramona Avenue”90, wspomina. Był przygnębiony. „Zaczął się zmieniać”, wspomina John Plummer. „Coraz bardziej interesował się muzyką. Stał się bardziej zamknięty w sobie. Zaczął nawet kolegować się z lokalnymi łobuzami”. Lucas wzdryga się, słysząc tę insynuację: „Miałem znajomych ze wszystkich kręgów. Byłem drobny i śmieszny. Byłem lubiany i łatwo nawiązywałem przyjaźnie”91. A przynajmniej tak o sobie myślał. W tym również czasie Lucas, podobnie jak miliony nastolatków, odkrył rock and rolla.

Lucas uczęszczał na lekcje gry na wielu instrumentach i mimo że nigdy nie osiągnął na tym polu wielkich sukcesów, kochał muzykę. Jako dziecko uwielbiał marsze Johna Philipa Sousy, jakby intuicyjnie przeczuwał znaczenie dobrego motywu przewodniego. Lubił to uczucie, kiedy rytm marsza rezonował w jego klatce piersiowej. Jednak prawdziwy zwrot w jego postrzeganiu muzyki nastąpił we wrześniu 1956 roku, gdy zobaczył występ Elvisa Presleya w programie telewizyjnym The Ed Sullivan Show. Zafascynowany piosenkarzem, w październiku 1957 roku pojechał na koncert Elvisa do San Francisco92. W krótkim czasie jego nową pasją stał się Presley i jego muzyka – rock and roll. Codziennie po szkole Lucas zamykał się w pokoju, czytał ukochane komiksy, zajadał się batonikami Hershey i popijał colę przy ryczących z małego adaptera dźwiękach rock and rolla. W ciągu kolejnych dziesięciu lat zgromadzi pokaźną kolekcję płyt rockandrollowych93.

W 1958 roku rozpoczął naukę w Thomas Downey High School i – jak można się domyślić – najlepsze stopnie miał z plastyki i muzyki. Jeśli chodzi o inne przedmioty, był raczej w gorszej połowie klasy. „Nie byłem złym uczniem, raczej przeciętnym, trójkowym, czasem trójkowym z minusem. Z pewnością nie byłem prymusem”94, wspomina Lucas. To delikatnie powiedziane, bo pod koniec pierwszej klasy szkoły średniej przynosił dwóje z angielskiego i nauk przyrodniczych. „Spędzałem dużo czasu na fantazjowaniu. Nikt nigdy nie powiedział, że nie jestem zdolny. Zawsze określano mnie jako kogoś, kto mógłby osiągać dużo lepsze wyniki, kto nie wykorzystywał swego potencjału. Ale ja byłem po prostu strasznie znudzony”95.

Prawdopodobnie więcej uczył się w domu. Zainteresował się fotografią i przerobił jedną z łazienek na ciemnię. Sam nauczył się podstaw, fotografując przelatujące nad domem samoloty i w końcu nabrał wprawy na tyle, że z powodzeniem robił zdjęcia skaczącego kota. Ale podobnie jak nauka ustąpiła miejsca rysunkowi i muzyce, również i fotografia zacznie ustępować miejsca pasji, która na kolejne sześć lat niemal całkowicie zawładnie jego życiem. „Jako nastolatek szalałem na punkcie samochodów. Motoryzacja stała się moją największą pasją między czternastym a dwudziestym rokiem życia”96.

Zaczęło się od motocykli, którymi trzynastoletni Lucas jeździł z zawrotną prędkością, przy akompaniamencie ryczącego silnika i piszczących opon, wśród drzew orzechowych rodzinnego rancza. („Od zawsze fascynowała mnie prędkość”97, przyzna później). W wieku piętnastu lat przerzucił się na samochody. „Przesiadywałem w warsztatach i grzebałem się w silnikach”98, wspomina. Miał do tego smykałkę. Dzieciak, który ulepszał modele pociągów i zbudował kolejkę górską z kabla telefonicznego, bardzo dobrze sobie radził pod maską samochodu. Wkrótce Lucas zaczął marzyć o własnym aucie, a George senior, który obserwował syna rozbijającego się na motorze po ranczu, postanowił nieco ostudzić jego fascynację niebezpieczną jazdą i kupił mu samochód. Pierwsze auto George’a Lucasa – maleńki, żółty fiat bianchina z dwucylindrowym silnikiem. „Myślał, że samochód jest bezpieczny, bo nie rozwijał dużych prędkości”99, mówi Lucas. A ten silnik „bardziej nadawał się do maszyny do szycia... to był okropny grat, jak motorower z dachem. Co miałem z nim niby robić?”100

Jedyne, co mógł zrobić, to rozłożyć małe autko na części i dokonać kilku przeróbek. „Samochód stał się niezwykle szybki”101, chwali się Lucas. „Gazowałem w sadzie, obracałem się, rozbijałem go”102. Następnie ściągał go do lokalnego warsztatu, specjalizującego się w naprawach europejskich samochodów, gdzie odbudowywał fiata. Usunął dach, obciął przednią szybę, zostawiając z niej wąski pasek, podrasował silnik, zainstalował pasy i metalową ramę rodem z samochodów wyścigowych, ulepszył zawieszenie. Podobnie jak Sokół Millenium Hana Solo, bianchina Lucasa nie była może piękna, ale miała to, co najważniejsze, a wiele modyfikacji jej właściciel zrobił własnoręcznie.

W maju 1960 roku Lucas skończył szesnaście lat. Doszedł do wniosku, że czas skończyć z rozbijaniem się po ranczu. „Wreszcie mogę wyjechać na ulicę”103, stwierdził. Szkoła, która nigdy nie była dla niego najważniejsza, zeszła na jeszcze dalszy plan. „W szkole średniej nie przykładałem się za bardzo do nauki. Nudziło mnie to i cały wolny czas poświęcałem na grzebanie w samochodzie”104. Od tego momentu, jak powiedział Lucas, samochody pochłonęły go całkowicie105.

W szkole dostawał coraz gorsze stopnie i nauczyciele zaczęli traktować go jak młodocianego przestępcę. Nawet jego wygląd zdawał się potwierdzać ich przypuszczenia: zapuścił włosy, które zaczesywał na żel do tyłu albo podnosił do góry w stylu Pompadour. Lucas nie nabrał jednak zwyczajów typowego łobuza – nie pił alkoholu, a jego największą wadą było pochłanianie ogromnej ilości batoników Hershey. Mimo to w niepranych levisach i zakończonych metalowymi czubami butach wyglądał jak chuligan. Mierzący ledwie sto sześćdziesiąt siedem centymetrów chłopak nie budził jednak postrachu, a jego przyjaciel John Plummer uważa, że „wśród niepożądanego elementu miasteczka wyglądał na zagubionego”106.

Przypadkiem złożyło się tak, że pewna spora grupa zaliczana do owego „niepożądanego elementu miasteczka” była związana z klubem samochodowym Faros. Jak określił to jeden z członków klubu, ich zainteresowania koncentrowały się wokół „dziewczyn, piwa i samochodów”107. Nie stwarzali jakiegoś szczególnego zagrożenia dla porządku publicznego – sami przyznawali, że prawie nie palą i nie przeklinają – ale wyglądali groźnie, co czasem skutkowało problemami z konkurencyjnymi lokalnymi gangami i klubami samochodowymi. Lucas od zawsze umiał zaprzyjaźniać się ze starszymi i silniejszymi „protektorami” i również kręcił się koło Faros, chociaż był traktowany bardziej jak klubowa maskotka niż pełnoprawny członek klubu. Jak sam stwierdził, „najlepszym sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa było zaprzyjaźnienie się z lokalnymi twardzielami”. Tymczasem ci lokalni twardziele z klubu Faros używali Lucasa w charakterze swoistego wabika wciągającego członków konkurencyjnych gangów prosto w sidła jego silniejszych kolegów. „Wysyłali mnie do nich i czekali, aż ktoś mnie zaczepi, po czym zjawiali się i spuszczali im łomot” – wspomina Lucas. „Służyłem za przynętę. Chociaż zawsze bałem się, że w końcu sam oberwę”108.

Lucas nie był zainteresowany bijatykami. Wolał przejażdżki swoim samochodem i wyścigi. „Myślę, że był uzależniony od prowadzenia samochodu. A Modesto z jego długimi alejami nadawało się do tego idealnie”109, wspomina John Plummer. Zresztą dla Lucasa krążenie samochodem po ulicach miasteczka było czymś więcej niż uzależnieniem. „Był to specyficzny amerykański rytuał godowy. Bardzo charakterystyczny, bo odbywał się wyłącznie w samochodach”110, wspomina Lucas.

Rytuał był skomplikowany, ale miał ściśle określone reguły: zwykle Lucas i inni kierowcy jechali wzdłuż Dziesiątej Alei – nazywali to „włóczeniem Dziesiątej” – skręcali na wschód w Jedenastą, po czym wracali na Dziesiątą, i tak w koło przez całą noc. Czasami zatrzymywali się w restauracjach drive-through, żeby kupić coś do jedzenia i przechodzili z samochodu do samochodu, puszczali na cały regulator piosenki Buddy’ego Holly’ego czy Chucka Berry’ego, rozmawiali, a jeśli komuś udało się wyrwać dziewczynę, obściskiwał się z nią na tylnym siedzeniu. Wkrótce ten rytuał zaczął pochłaniać większość czasu Lucasa. „To była nasza główna rozrywka, całe noce jeździliśmy w kółko, uganiając się za dziewczynami. Wracaliśmy do domu około czwartej nad ranem, spaliśmy kilka godzin, i rano do szkoły”111.

Jednak mimo wielogodzinnego krążenia, Lucas nie poderwał wielu dziewczyn. „W czasach szkolnych nigdy nie miałem stałej dziewczyny” – wspomina. „Jeździłem, zapraszając dziewczyny do samochodu, i liczyłem na szczęście”112. Rzekomo stracił dziewictwo na tylnym siedzeniu samochodu, ale zawsze bardziej interesowały go rytuał i pogoń niż sam cel113. „Te samochodowe przejażdżki były jak łowienie ryb” – wyjaśniał później. „Rzadko zdarzają się ciekawe momenty... No chyba że złowisz rekina. Głównie siedzieliśmy, gadając, i cieszyliśmy się swoim towarzystwem... Czasami trafiała się jakaś ryba, ale nie to było najważniejsze”114.

Prawdziwie ekscytujące były dla niego wyścigi. Jeżdżący podrasowanym fiatem bianchina Lucas był liczącym się zawodnikiem na długich prostych Modesto. Jego samochód był szybki, niski i lekki, a za kółkiem siedział kierowca ważący mniej niż pięćdziesiąt kilogramów. „George był świetnym kierowcą”, z podziwem wspomina Plummer. Lucas uwielbiał „dawać po garach i wsłuchiwać się w pisk opon. Wiedział, że jest w tym dobry”115. Był łatwym celem dla lokalnej policji, zatem nic dziwnego, iż „dorobił się” tylu mandatów za przekroczenie prędkości, że musiał stawić się w sądzie i to, co gorsza, w znienawidzonym garniturze.

Dzięki przygodzie z samochodami Lucas doskonale wiedział, co chce robić w życiu. Nie wystarczało mu ściganie się po ulicach Modesto, pragnął zostać zawodowym kierowcą rajdowym. Niestety, według kalifornijskiego prawa nie mógł oficjalnie brać udziału w wyścigach przed ukończeniem dwudziestego pierwszego roku życia. Jeździł więc na imprezy autocrossowe organizowane na północy Kalifornii i ścigał się na prowizorycznych, oznaczonych czerwonymi pachołkami torach na parkingach i opuszczonych lotniskach. Udało mu się nawet zdobyć kilka trofeów, którymi nie omieszkał się przechwalać wśród innych entuzjastów motoryzacji skupionych wokół Foreign Car Service – warsztatu w Modesto, który specjalizował się w naprawach europejskich samochodów. Był w tej grupie jeszcze lepszy kierowca autocrossowy niż Lucas. Cztery lata starszy od George’a Allen Grant nigdy nie przegrał wyścigu. Lucas był pod jego wrażeniem. „Ponieważ byłem najszybszym kierowcą, Lucas zainteresował się mną i zostaliśmy przyjaciółmi”116, wspomina Grant. Lucas znalazł w nim kolejnego zastępczego starszego brata. Dołączył do Granta jako mechanik i w razie potrzeby drugi kierowca. Pracując przy samochodzie Granta, Lucas potrafił doprowadzić do szału całą załogę warsztatu. „Bez przerwy nadawał... «A co z tym? A może by zrobić to tak?» Nigdy nie traktowaliśmy go zupełnie serio. Ale lubiliśmy go”117, opowiada Grant.

Społeczność skupiona wokół wyścigów w pewien sposób uporządkowała życie Lucasa. Nie miało to nic wspólnego ze szkołą, niemniej było to zajęcie zorganizowane i wzbudzające szacunek, przynajmniej w niektórych kręgach. Lucas wstąpił do nowo utworzonej stajni AWOL Sports Car Competition Club, która ułatwiała swym członkom starty w wyścigach autocrossowych. Lucas prowadził klubową gazetkę, pisał do niej reportaże i sporządzał rysunki samochodów, które były umieszczane na jej stronach. Dostał również swą pierwszą płatną pracę – jako mechanik samochodowy w warsztacie Foreign Car Service. Wciąż wyglądał jak żółtodziób, ale zachowywał się już jak młody profesjonalista. Naprawiał samochody, podrasowywał silniki, a podczas wyścigów stanowił integralną część zespołu Granta, który zawsze wygrywał, zdawałoby się, że bez jakiegokolwiek wysiłku118.

Oprócz krążenia po ulicach miasteczka i wyścigów, samochód dał Lucasowi wolność i umożliwił poznanie świata poza Modesto119. Po raz pierwszy trafił do kin studyjnych, pokazujących filmy, o których nigdy wcześniej nie słyszał. Przyciągnęły go dziwne, wyszukane tytuły, jak: Les quatre cents coups czy Àbout de souffle i egzotyczne nazwiska reżyserów: Truffaut, Godard. Filmy tak zwanej francuskiej Nowej Fali poruszały egzystencjalne, społeczne, współczesne problemy. Kręcone były nieco drżącą kamerą, a ich bohaterowie jakby wprost przemawiali do publiczności. Lucas nigdy nie doświadczył czegoś podobnego w kinie w Modesto. „Uwielbiałem styl filmów Godarda” – wyznał. „Grafikę, poczucie humoru, sposób prezentowania świata – był bardzo kinematograficzny”120. W 1962 roku Lucas nie umiał do końca wyrazić, co myśli o będących na szczycie popularności filmach Nowej Fali. Wiedział tylko, że bardzo różniły się od takich obrazów jak Blob – zabójca z kosmosu czy Kopciuch.

Lucas i Plummer w tym czasie regularnie jeździli na północ, do Berkeley, do niedawno powstałego kina Canyon Cinema. Założona przez awangardowego filmowca Brice’a Bailliego i jego podobnie myślących przyjaciół z branży filmowej „pływająca cinematheque” pokazywała undergroundowe, eksperymentalne, wyprzedzające swe czasy filmy. Dla Lucasa była to absolutna rewelacja. Baillie otworzył Canyon Cinema na tyłach swojego domu. Wyświetlał filmy z kuchennego okna na stojący w ogródku ekran, oferując widzom darmowy popcorn i wino. Niekiedy seanse odbywały się w innych miejscach; zdarzało się nawet, że filmy wyświetlano na porozwieszanych prześcieradłach121. Baillie promował głównie lokalnych twórców, których filmy miały niewielkie szanse na zaistnienie w regularnych kinach, ale na jego ekran czasem trafiały również filmy zagranicznych reżyserów, takich jak Federico Fellini, Ingmar Bergman czy Jonas Mekas. Lucas uważał je za interesujące, chociaż najbardziej fascynowały go filmy awangardowe, „bardziej abstrakcyjne”122. Po każdym seansie wracał swoim fiacikiem do Modesto z głową wypełnioną niezwykłymi obrazami i dźwiękami.

Jego rodzice nic o tym nie wiedzieli – ani o przejażdżkach Dziesiątą Aleją, ani o wyścigach autocrossowych z Allenem Grantem, ani o kinie artystycznym w San Francisco. „Po prostu znikał wieczorami”123, wspomina siostra George’a, Wendy. Lucas myślał, że brak zainteresowania ze strony ojca jest normalny i w pełni uzasadniony. „Byłem niepokorny. Nie uczyłem się dobrze. Ojciec myślał, że zostanę mechanikiem samochodowym i niczego w życiu nie osiągnę... Moi rodzice, no może nie matka, matki nigdy nie skreślają synów, ale mój ojciec z pewnością spisał mnie na straty”124, komentował Lucas.

Narastające między ojcem i synem napięcie eksplodowało, gdy Lucas skończył osiemnaście lat. Zresztą obaj wiedzieli, że to musi kiedyś nastąpić. George’a seniora denerwowały długie włosy syna, jego złe stopnie, znikanie na całe noce, ale miarka się przebrała, gdy Lucas zaczął pracować w sklepie ojca. Nie cierpiał przenoszenia ciężkich pudeł, zamiatania podłogi, mycia toalet. Nie chciał nawet rozwozić paczek swym ukochanym samochodem. Zrezygnował z pracy – a ojciec się wściekł.

Lucas również był zły. „Naprawdę wkurzyłem się na ojca i powiedziałem mu, że nie interesuje mnie praca, w której będę musiał robić to samo dzień w dzień, ale on nie przyjmował tego do wiadomości”. Doszło do awantury. „Ojciec całe życie ciężko pracował, żeby kiedyś przekazać mi rodzinny biznes, mój brak zainteresowania bardzo go zabolał. Bał się, że zostanę przymierającym głodem artystą”125.

„Jeszcze tu wrócisz za parę lat”, przepowiadał George senior. „Nigdy tu nie wrócę!”, odkrzyknął Lucas. I dodał: „I żebyś wiedział, że będę milionerem, zanim skończę trzydziestkę!”126.

Czterdzieści lat później, gdy był już jednym z najlepiej prosperujących biznesmenów na świecie, Lucas z uśmiechem wspominał, jak podczas tej sprzeczki odgrażał się swojemu ojcu-przedsiębiorcy i wyznaczył sobie nieoczekiwany cel. „To była przełomowa chwila w naszych relacjach, gdy on namawiał mnie do przyłączenia się do jego firmy, a ja odmówiłem”, powiedział Lucas w 1997 roku. „Powiedziałem mu, że dwie rzeczy wiem na pewno. Po pierwsze, chciałbym robić coś związanego z samochodami, a po drugie, że nigdy nie zostanę prezesem firmy. No cóż, los mnie przechytrzył”127.

Tymczasem Lucas zgodził się skończyć szkołę, zanim na dobre opuści L. M. Morris, a być może i Modesto. Obaj z Plummerem planowali spędzić lato w Europie, pojechać do Francji, by obejrzeć wyścig Le Mans, albo do Niemiec, gdzie mogliby jeździć po tamtejszych autostradach, nie zważając na limity prędkości. Lucas planował pójść potem do szkoły plastycznej – co wywołało grymas niezadowolenia na twarzy ojca i kolejną falę awantur – ewentualnie zostać pełnoetatowym mechanikiem samochodowym lub kierowcą rajdowym. Ale przede wszystkim musiał skończyć szkołę, a im bliżej było do wakacji, tym mniej stawało się to prawdopodobne. Kilka tygodni przed zakończeniem roku szkolnego Lucas wciąż nie miał zaliczenia z kilku przedmiotów, nie oddał też trzech prac semestralnych.

W gorący wtorek, 12 czerwca 1962 roku, na trzy dni przed końcem roku szkolnego, Lucas wsiadł do bianchiny obładowany podręcznikami, żeby pojechać do biblioteki, gdzie planował spędzić popołudnie na nauce i pisaniu zaległych prac semestralnych. Jak łatwo się domyślić, szybko się znudził i około 16.30 wsiadł do swego małego samochodziku, żeby wrócić do domu. O 16.50 dojechał do drogi prowadzącej do rancza, zwolnił i zaczął skręcać w lewo.

Lucas nie widział ani nie słyszał pędzącego z przeciwnej strony Sylvan Road chevroleta impali, prowadzonego przez siedemnastoletniego Franka Ferreirę. Gdy Lucas przecinał jezdnię, skręcając w stronę domu, rozpędzony samochód uderzył w małego fiata. Bianchina kilka razy przekoziołkowała i zatrzymała się na ogromnym drzewie orzechowym, oplatając je jak metalowa śmiertelna pułapka. A perfekcyjnie wyregulowany silnik samochodu Lucasa upadł z hukiem na ziemię, zalewając ubity grunt Modesto olejem i płynem chłodniczym128.

* * *

[*] W Stanach Zjednoczonych Dzień Matki jest świętem ruchomym, przypada na drugą niedzielę maja (przyp. red.).

2

Kujony i filmowi maniacy

1962–1966

W rodzinnym domu Lucasów Dorothy usłyszała pisk opon i przyprawiający o dreszcze łomot miażdżonej przez uderzenie w drzewo karoserii bianchiny. „To było straszne dla rodziców. To stało się na skręcie w naszą drogę, mama wszystko słyszała, a gdy poszła zobaczyć, co się stało... To był jej syn...”1, wspomina Kate Lucas.

Wrak wyglądał okropnie, jego fotografia ukazała się nazajutrz na pierwszej stronie „Modesto Bee”. Na szczęście w chwili uderzenia w drzewo Lucasa nie było w samochodzie. Gdy bianchina koziołkowała po raz trzeci, wyścigowe pasy, które Lucas własnoręcznie przykręcił do samochodu na grubych metalowych płytkach, nie wytrzymały i pękły. Wyrzuciło go z pojazdu tuż przed uderzeniem w drzewo; spadł na brzuch i klatkę piersiową z taką siłą, że momentalnie stracił przytomność. Uderzając o ziemię, złamał lewy bark, odbił płuco, a jego tętno spadło tak bardzo, że organizm wpadł w stan wstrząsu. Został poważnie ranny, ale gdyby pas bezpieczeństwa wytrzymał, najpewniej zginąłby zgnieciony w samochodzie, który uderzył w ogromne drzewo z taką siłą, że przechylił je o czterdzieści pięć stopni, wyrywając z ziemi część korzeni.

Z wyciem syren przyjechała karetka i zabrała Lucasa do pobliskiego szpitala miejskiego. Po drodze Lucas zaczął sinieć i wymiotować krwią. Z otwartej rany na głowie płynęła krew, zalewając mu twarz i koszulę. Nie wyglądało to dobrze i natychmiast po przyjeździe do szpitala ściągnięto najlepszego diagnostę, doktora Paula Carlsena, aby ocenił stan rannego. Ku zaskoczeniu lekarza, Lucas był w lepszym stanie niż to wyglądało na pierwszy rzut oka. Krwawił trochę z obitych płuc, ale badania nie wykazały innych źródeł utraty krwi. Poza kilkoma niegroźnymi złamaniami Lucas nie odniósł poważniejszych obrażeń; żadne narządy wewnętrzne nie uległy uszkodzeniu.

Kilka godzin później Lucas obudził się w szpitalu, podłączony do rurki dostarczającej mu tlen do nosa i kilku innych, tkwiących w ramieniu, którymi przetaczano mu krew. Jego matka, która prawie zemdlała na widok jego obrażeń, stała obok łóżka wraz z siostrą Wendy. Otumaniony Lucas zapytał tylko: „Mamo, czy zrobiłem coś złego?”, a Dorothy Lucas wybuchnęła płaczem2.

Zmiażdżony fiat Lucasa trafił prosto na złom. „Większość dzieciaków w szkole myślała, że zginąłem”, wspomina Lucas. „Widzieli, jak wieźli mój totalnie skasowany samochód główną ulicą, gdzie umawialiśmy się na nasze przejażdżki... Wszyscy myśleli, że nie żyję”3. Niefortunny kierowca dostrzega także pozytywne skutki swego wypadku: „Nauczyciele zlitowali się nad ledwie żywym chłopakiem i zaliczyli mi wszystkie przedmioty. Otrzymałem dyplom ukończenia szkoły średniej tylko dlatego, że każdy myślał, że i tak nie przeżyję najbliższych trzech tygodni”4.

Lucas spędził kolejne cztery miesiące w łóżku, dochodząc do siebie. Dużo rozmyślał – o wypadku, o życiu, o swoim miejscu w świecie. Zastanawiał się nad ironią faktu, że uratował go defekt urządzenia, które specjalnie zainstalował dla własnego bezpieczeństwa. „Uświadomiłem sobie, na jakiej wątłej nitce wisi nasze życie, i jak bardzo chciałbym coś w tym życiu osiągnąć”, mówi. Przeżył kolejny egzystencjalny kryzys, jak w wieku sześciu lat. Powróciły te same pytania: „Czym jestem? Jak do tego wszystkiego pasuję i co tu się w ogóle dzieje?”. Tyle że tym razem zdawał się być bliżej znalezienia odpowiedzi. „Miałem wypadek, którego teoretycznie nie powinienem był przeżyć. Więc od teraz każdy kolejny dzień jest mi dany ekstra. Dostałem ten dzień w prezencie, więc muszę jak najlepiej go wykorzystać. A następnego dnia miałem już dwa ekstra dni. W podobnych sytuacjach nie sposób nie poddać się takim myślom... Otrzymałem podarunek. Każdy kolejny dzień jest jak prezent. I chciałem wykorzystać go najlepiej jak potrafię”5. To był „początek nowego życia”6.

Pytanie, co zrobić z tym nowym życiem, traktował bardzo poważnie. Zawód kierowcy rajdowego raczej nie wchodził już w grę. „Przed pierwszym wypadkiem nie myślisz o niebezpieczeństwie, bo nie zdajesz sobie sprawy, jak blisko przysuwasz się do krawędzi. Jednak gdy raz z niej spadniesz, i zobaczysz, co kryje się na dole, twoja perspektywa ulega zmianie... Zaczynasz widzieć, z czym wiąże się przyszłość rajdowca i uświadamiasz sobie, że najprawdopodobniej długo nie pożyjesz. Więc postanowiłem, że to raczej nie dla mnie”7. Lucas zawsze będzie interesował się samochodami, ale jego kariera rajdowca była skończona. „I jeśli nie chciałem być mechanikiem samochodowym, musiałem wymyślić dla siebie coś zupełnie innego”8.

Tak więc na jesieni 1962 roku chłopak, który wcześniej nie cierpiał szkoły, zapisał się do Modesto Junior College, gdzie – co Lucas podkreśla – „bardzo łatwo było się dostać”9. Nowe spojrzenie na życie sprawiło, że zdecydował przyłożyć się do nauki. Zmiana ta zapewne zyskała aprobatę ojca, chociaż George senior uważał studiowanie sztuki i nauk humanistycznych za stratę czasu10. Wyzwolony z trybów państwowego systemu szkolnictwa, Lucas mógł wreszcie wybrać kursy, które naprawdę go interesowały: socjologię, antropologię, psychologię, czyli „przedmioty, których nie nauczano w szkole średniej”11. „To mnie naprawdę kręciło”, wspomina Lucas po latach. „Chociaż bez odpowiedniego przygotowania było mi bardzo ciężko – nie potrafiłem nawet poprawnie pisać”12.

Po raz pierwszy w życiu był zainteresowany szkołą. John Plummer natychmiast zauważył zmianę, która dokonała się w jego przyjacielu: „Bardzo poważnie podchodził do nauki, pasjonował się socjologią i antropologią”13. Lucas ciężko pracował i był dumny ze swych osiągnięć: „Uczyłem się czegoś, co było dla mnie naprawdę ważne i moje stopnie to odzwierciedlały. Zawsze myślałem, że jestem kiepskim uczniem, a nagle się okazało, że jestem świetny”14. „Świetny” to może jednak trochę za dużo powiedziane. Dostał wprawdzie piątki z astronomii i czwórki z przemówień, socjologii i historii sztuki, ale większość jego stopni stanowiły trójki. Mimo wszystko, była to ogromna zmiana na lepsze.

Dziewiątego czerwca 1964 roku Lucas otrzymał dyplom nauk humanistycznych w Modesto Junior College. O ile przez ostatnie dwa lata skupiał się głównie na antropologii, o tyle teraz postanowił poważniej zainteresować się rysunkiem i fotografią i bardzo chciał kontynuować naukę w szkole artystycznej, najchętniej w Art Center College of Design w Pasadenie. Niestety, ojciec nie podzielał jego entuzjazmu. George Lucas senior postawił sprawę jasno: w rodzinie Lucasów nie będzie żadnych artystów, szczególnie, jeśli to on miałby za to płacić. „Nie ma mowy”, stwierdził kategorycznie. „Nie na mój koszt. Jeśli chcesz, zrób to na własny rachunek. Nigdy nie zarobisz na życie jako artysta”15.

Książeczka czekowa dawała ojcu przewagę, z którą Lucas nie mógł konkurować. „Ojciec był przeświadczony, że jestem leniwy, wiedział, że nie pójdę do szkoły artystycznej, jeśli będę musiał sam na to zapracować”16. Zabrnąwszy w ślepą uliczkę, Lucas postanowił złożyć papiery na Uniwersytet Stanowy San Francisco, gdzie nauka, jak na większości państwowych uczelni, była darmowa. Postanowił studiować dziedzinę, która najbardziej go wtedy pasjonowała – antropologię. Ten pomysł zyskał aprobatę ojca, stopnie z college’u okazały się wystarczająco dobre i Lucas został przyjęty. Jego życiowa ścieżka wydawała się już jasno sprecyzowana, gdy nagle wszystko się zmieniło.

Była to po części wina Johna Plummera. Tego lata Plummer postanowił złożyć podanie do szkoły biznesu na Uniwersytecie Południowej Kalifornii (USC) w Los Angeles i namawiał Lucasa, żeby pojechał z nim do Stockton na egzaminy wstępne. Lucas skrzywił się na słowa przyjaciela i zapytał: „I co miałbym tam niby studiować?”. Plummer odrzekł, że w USC jest wydział kinematografii, co jego zdaniem brzmiało na tyle podobnie do fotografii, że powinno Lucasa zainteresować17. I George rzeczywiście połknął haczyk; kinematografia brzmiała poważniej niż szkoła artystyczna i mogła zyskać aprobatę ojca. „Zatem pojechaliśmy do Stockton i... podeszliśmy do egzaminów. Złożyłem papiery”, wspomina Lucas. Chociaż Plummer zapewniał go, że egzaminy będą łatwe, a program studiów na kinematografii jeszcze łatwiejszy, Lucas wcale nie był tego taki pewny. „Nie sądziłem, że zastanę przyjęty, bo mimo iż moje stopnie były teraz o niebo lepsze niż kiedyś, nie wierzyłem, że okażą się wystarczająco dobre”18.

W ramach przygotowań do jesiennej przeprowadzki, Lucas kupił srebrnego chevroleta camaro, tyle że jeszcze nie wiedział, czy będzie nim jechał do San Francisco czy do Los Angeles. Chociaż skończył z wyścigami, nie porzucił zainteresowania samochodami. Co jakiś czas jeździł z Allenem Grantem, pomagając mu przygotować maszynę do startu19. Jednak tym razem był bardziej zainteresowany fotografowaniem wyścigu, niż udziałem w nim. Nawet nie tyle fotografowaniem pędzących wozów i kierowców, ile ich filmowaniem przy pomocy ośmiomilimetrowej kamery, którą dostał od ojca. Kręcąc się koło Granta, natknął się na innego wielbiciela wyścigów, zręcznie posługującego się kamerą filmowca Haskella Wexlera.

Czterdziestodwuletni Wexler właśnie skończył pracę przy politycznym dramacie z Henrym Fondą grającym główną rolę, zatytułowanym Ten najlepszy, i przygotowywał społecznie zaangażowany dokument The Bus. Pomiędzy filmami jeździł na wyścigi z własnym zespołem i właśnie dzięki temu doszło do jego spotkania z Lucasem. Panowie zaczęli rozmawiać o samochodach i fotografii i szybko zawiązała się między nimi nić przyjaźni. Wexler stał się kolejnym w życiu Lucasa substytutem starszego brata, od którego mógł się wiele nauczyć. George wspomniał, że niedawno złożył papiery na USC i z niecierpliwością czeka na odpowiedź. Słysząc to, Wexler obiecał zadzwonić do kolegi na uniwersytecie i poprosić, żeby wziął pod swoje skrzydła dzieciaka z Modesto. „Wyczułem u niego palącą chęć odkrywania unikalnych efektów wizualnych i ekranowych motywów”, powie Wexler po latach o Lucasie20.

Niedługo później Lucas dowiedział się, że został przyjęty na studia w USC. Przez jakiś czas krążyła plotka, że Lucas dostał się na USC dzięki protekcji Wexlera, ale zbieg tych dwóch wydarzeń był tylko kwestią przypadku. Sam Wexler twierdzi, że zaledwie „zachęcał Lucasa do podjęcia studiów w szkole filmowej”21. Ku swemu zaskoczeniu, Lucas zdał egzaminy i dostał się do szkoły wyłącznie dzięki swoim staraniom, chociaż zawsze będzie pamiętał o wsparciu Wexlera i odwdzięczy się za nie w przyszłości.

George senior zgodził się na studia na USC. Uczelnia miała dobrą reputację. Może nieco zbyt liberalna jak na jego gust, ale była to porządna prywatna szkoła. Jako instytucja niepaństwowa, pobierała czesne i ojciec zgodził się pokryć koszty nauki, podręczników, a nawet zobowiązał się co miesiąc wysyłać synowi kieszonkowe, pod warunkiem, że potraktuje studia tak poważnie, jakby była to jego praca. Jasno dał synowi do zrozumienia, że w przypadku porażki czeka go powrót do Modesto i praca w L. M. Morris. George senior był tak zdeterminowany, by zapewnić mu godziwą edukację, że – zgodnie z przewidywaniami Lucasa – nawet nie zwrócił uwagi, na jaki wydział zapisał się jego syn. „Gdybym wybrał sztukę – mówi Lucas – pewnie by się zorientował, ale kinematografia była dla niego wystarczająco niezrozumiała. Nie wiedział, co to znaczy, cieszył się tylko, że nie byłem na wydziale sztuki”22. Zapewne podjąłby inną decyzję, gdyby dokładniej wczytał się w opis studiów. Ale tego nie zrobił i Lucas rozpoczął naukę na wydziale filmowym w Szkole Teatralnej Uniwersytetu Południowej Kalifornii23.

W połowie lat sześćdziesiątych nie było w Stanach Zjednoczonych wielu szkół filmowych. Dwie z trzech największych i zarazem najlepszych z nich znajdowały się w Los Angeles: jedna na USC, a druga na Uniwersytecie Kalifornijskim (UCLA); trzecia mieściła się na Uniwersytecie Nowojorskim (NYU) na Manhattanie. USC oferował najstarszy i najbardziej rozbudowany program nauczania w kraju, ustanowiony w 1929 roku przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej (Academy of Motion Picture Arts and Sciences), w skład której wchodziły największe sławy Hollywood, między innymi aktor Douglas Fairbanks i producent Irving Thalberg. Szkoła bardzo poważnie podchodziła do realizowanego programu i była na bieżąco z nowymi mediami. Już w 1947 roku w ofercie uczelni pojawił się wydział telewizyjny, a pod koniec lat pięćdziesiątych jedyne w kraju studia doktoranckie ze sztuki filmowej. Powstające w szkole filmy edukacyjne i dokumentalne zdobywały prestiżowe nagrody. W 1956 roku jeden z wykładowców, Wilber T. Blume, zdobył Oscara za najlepszy film krótkometrażowy The Face of Lincoln24. Dzięki zupełnemu przypadkowi Lucas wybrał świetną szkołę, chociaż to nie profesorowie mieli największy wpływ na jego karierę, ale inni studenci i dostęp do sprzętu filmowego.

W połowie lata Lucas spakował się do swojego chevroleta i pojechał do Los Angeles. Zamieszkał z Plummerem w wynajmowanym przez kolegę mieszkaniu w Malibu. Przed rozpoczęciem roku akademickiego Lucas zamierzał popracować w nadmorskich restauracjach, rysować portrety dziewczyn za pieniądze, a przy odrobinie szczęścia załapać się do jakiejś sezonowej pracy przy produkcji filmów. Niestety, gorzko się zawiódł, bo wszystkie wytwórnie filmowe przy Ventura Boulevard zatrzasnęły mu drzwi przed nosem. Kręcenie filmów było zarezerwowane dla starych wyjadaczy i nikt bez znajomości i kontaktów w środowisku nie miał wstępu do tego hermetycznego światka. „Chodziłem od studia do studia, gotowy na każdą pracę. Niestety, bez rezultatów”25, wspomina Lucas.

Lucas znał tylko jedną osobę ze świata filmu – Haskella Wexlera. Doświadczony filmowiec bardzo polubił Lucasa i pozwolił mu obserwować produkcję filmów w swojej własnej wytwórni, Dove Films. Jednak nawet Wexler nie był w stanie dać mu pracy, bo Lucas nie należał do żadnego zrzeszenia filmowców. Lucas nigdy nie lubił się angażować, a antypatię do wszelkiego rodzaju zrzeszeń i związków zawodowych odziedziczył po swym konserwatywnym ojcu. Była to dla niego kolejna życiowa lekcja: żeby dostać się do przemysłu filmowego, musi stać się częścią systemu. „Byłem wrogo nastawiony do przemysłu filmowego, głównie dlatego, że uniemożliwili mi pracę z Haskellem. Uważałem, że to bardzo niesprawiedliwe”26, powiedział Lucas w 1971 roku, wciąż nie mogąc się pogodzić z odrzuceniem.

Studiowanie w szkole filmowej również nie gwarantowało uzyskania dostępu do środowiska. W tym czasie „żaden absolwent amerykańskiej szkoły filmowej nie pracował w przemyśle filmowym. Zapisanie się do szkoły było głupotą, bo nie miałeś szansy na pracę. Chodzili tam ludzie, którzy kochali film, więc tworzyliśmy taki undergroundowy ruch miłośników kina, którzy nigdy do niczego nie dojdą. Wytwórnie hollywoodzkie nie miały pojęcia o naszym istnieniu”27. Lucas miał dużo racji. W tamtych latach dyplom szkoły filmowej nie miał dla wytwórni filmowych żadnego znaczenia. Znalezienie jakiejkolwiek pracy było trudne, a praca przy filmach fabularnych była marzeniem ściętej głowy. Większość studentów zakładała, że skończą, kręcąc filmy dokumentalne, reklamy albo filmy edukacyjne – o ile w ogóle będą pracować w przemyśle filmowym. Nawet najbardziej znany absolwent USC z tamtego okresu, czterdziestojednoletni reżyser Irvin Kershner, z trudem torował sobie drogę, zaczynając od rządowych filmów propagandowych, poprzez telewizję, zanim w 1958 roku dostał szansę zrobienia kiczowatego Stakeout on Dope Street, co z kolei umożliwiło mu nakręcenie poważniejszego obrazu A Face in the Rain z 1963 roku. To była długa, kręta droga do sukcesu. Studiujący razem z Lucasem Walter Murch, późniejszy zdobywca Oscarów za montaż obrazu i dźwięku, wspomina, że już pierwszego dnia w szkole wylano im kubeł zimnej wody na głowę. „Na pierwszych zajęciach ze sztuki filmowej nasz wykładowca powiedział nam: «Lepiej od razu uciekajcie z tego biznesu. Tu nie ma dla was przyszłości. Żaden z was nie znajdzie pracy. Nie róbcie tego»”28.

Lucas również słyszał dużo negatywnych stwierdzeń i narzekań. Jednak, jak mówi, nie brał tego poważnie: „Moim celem było ukończenie szkoły i na tym się koncentrowałem. Nie zastanawiałem się, co będzie później”. Chociaż wiedział, że „wszyscy wokoło myśleli, że zwariował”29. George senior pozornie aprobował wybór syna, chociaż martwił się, że Lucas nigdy nie znajdzie porządnej pracy i na wszelki wypadek trzymał dla marnotrawnego syna miejsce w Lucas Company w Modesto. Wybór ścieżki kariery naraził Lucasa również na docinki ze strony kolegów z torów wyścigowych. „Zupełnie straciłem dla nich twarz. Dla twardzieli z toru zainteresowanie filmem było dość żałosne”30.

Lucas zaczął studia na USC jesienią 1964 roku. Jeśli spodziewał się znaleźć w kampusie hollywoodzki splendor, z pewnością był zawiedziony. Mimo że szkoła filmowa od wielu lat stanowiła część uniwersytetu, usytuowana była na obrzeżu miasteczka studenckiego, tuż przed żeńskim akademikiem. Na wydział szło się przez zdobioną bramę hiszpańską, a sale wykładowe mieściły się w półkolistych barakach z cynkowanej blachy stalowej lub w bungalowach zbudowanych z desek pochodzących z baraków wojskowych, ocalałych po pierwszej wojnie światowej. Jeden z dziekanów porównał pomieszczenia szkoły do studiów filmowych. „Czuło się tam atmosferę wytwórni filmów. Z długimi korytarzami, zakamarkami, skrzydłami. Były tu działy fabuły, montażu, edycji dźwięku i tak dalej”. Nawet Steven Spielberg, który studiował w oddalonym o dwadzieścia pięć mil uniwersytecie Long Beach State, słyszał o obskurnym wyglądzie szkoły. „To filmowe getto. Kinowy odpowiednik osiedla na południowym Bronxie”31, powiedział reżyser Parku Jurajskiego, wzruszając ramionami.

Jednak coś w burym, zdewastowanym wyglądzie szkoły rozbudzało poczucie wspólnoty i koleżeństwa wśród studentów – z których większość, zdaniem Lucasa, „była kujonami i filmowymi maniakami tamtych czasów”32. Wielu z nich po raz pierwszy miało grupę bliskich przyjaciół i miejsce, gdzie mogli porozmawiać o swoich zainteresowaniach, bez narażania się na przytyki i uśmieszki popularniejszych kolegów. Budynki może i były w złym stanie, ale były to ich budynki, wypełnione klekoczącym, głośnym sprzętem: kamerami, projektorami, maszynami do montażu, którego potrzebowali, żeby urzeczywistniać swoje wizje. Nad wejściem do jednej z klas ktoś napisał: Tu kończy się rzeczywistość, i jeśliby spojrzeć na to w kontekście kreatywności, to w pewnym sensie była to prawda, chociaż dla wielu z nich rzeczywistość tak naprawdę zaczęła się wraz z rozpoczęciem nauki w szkole. Na pewno Lucas należał do tych, którzy odnaleźli tu swoje powołanie, o czym świadczą jego słowa: „Długo błądziłem we mgle, poszukując czegoś dla siebie. A kiedy w końcu odkryłem film, zakochałem się bez pamięci, żyłem tym dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie było już dla mnie odwrotu”33.

To samo można było powiedzieć o wielu kolegach Lucasa. Okres od połowy lat sześćdziesiątych do połowy lat siedemdziesiątych był szczególny dla amerykańskich szkół filmowych. Uniwersytety opuściło wtedy wielu wielkich, wspaniałych reżyserów, montażystów, scenarzystów, producentów i innych pracujących przy filmie specjalistów. Szkoły nowojorskie wypuszczały absolwentów o ostrzejszym, bardziej drapieżnym podejściem do filmu. Byli wśród nich na przykład Martin Scorsese i Oliver Stone z NYU, i Brian De Palma z Uniwersytetu Columbia. Z kolei w Kalifornii wszechstronny Francis Ford Coppola studiował na UCLA, jednocześnie kręcąc niskobudżetowe horrory dla Rogera Cormana, a z kolei Steven Spielberg realizował swój własny program w Long Beach State, skąd odszedł w 1968 roku, tuż przed uzyskaniem dyplomu. Jednak to USC będzie przez dekadę wypuszczać jeden wybitny rocznik za drugim.

„Nazywałem nasz rocznik klasą, na którą posypały się gwiazdy”34, mówi kolega z roku Lucasa, John Milius, nawiązując do słynnego rocznika (1915) absolwentów akademii West Point, wśród których znalazło się nadspodziewanie wielu przyszłych generałów[*], a nawet przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych. W USC Lucas należał do grupy ambitnych i utalentowanych młodych filmowców, którzy w przyszłości mieli odcisnąć trwałe piętno na filmie i kulturze jako takiej, i skoro śmiało można było tę grupę przyjaciół porównać do owych słynnych absolwentów West Point, to Lucas, jako najbogatszy i najbardziej utytułowany z nich pełnił rolę prezydenta stojącego na czele oddziału uzdolnionych, nagradzanych Oscarami generałów. Pod wpływem znanego filmu z 1967 roku o elitarnym oddziale amerykańskich komandosów walczącym z Niemcami nazwali swoją grupę Parszywą Dwunastką, chociaż Lucas określał ich raczej mianem „mafii z USC”35. Było to trafne, jeśli się weźmie pod uwagę, że przez następne pięćdziesiąt lat będą się nawzajem zatrudniać, zwalniać, współpracować przy niezliczonej ilości projektów, tworząc swój własny „system”.

„George zawarł na USC kilka przyjaźni i stwierdził, że to mu wystarczy na całe życie”, mówi należący do owej grupy przyjaciel Lucasa, scenarzysta Willard Huyck, który pracował z Lucasem przy filmach Amerykańskie graffiti oraz Indiana Jones i Świątynia Zagłady36. Do „mafii” zaliczał się również Randal Kleiser, przystojniak z Pensylwanii, który zarabiał na czesne, pracując jako model – jego podobizny pojawiały się na reklamach i billboardach. Po skończeniu szkoły zajmie się reżyserowaniem programów telewizyjnych, takich jak Marcus Welby, lekarz medycyny oraz Starsky i Hutch, a później przerzuci się na filmy i zostanie między innymi reżyserem głośnej ekranizacji musicalu wszech czasów – Grease.

Kolejnym długoletnim przyjacielem Lucasa i jednym z najbarwniejszych studentów USC był wspomniany już John Milius. Już w wieku dwudziestu lat Milius był człowiekiem ponadprzeciętnym: potężnie zbudowany, głośny i tak uzależniony od surfingu, jak Lucas od swoich przejażdżek samochodowych. Milius, wielbiciel rewolwerowców i samurajów, mieszkał w schronie przeciwlotniczym i ubierał się jak kubański bojownik o niepodległość, a po szkole filmowej planował wstąpić do piechoty morskiej (marines) i chwalebnie zginąć w Wietnamie. Chroniczna astma pokrzyżowała jego militarne plany, zamiast tego zajął się pisaniem scenariuszy i reżyserowaniem jednego mocnego filmu po drugim, począwszy od Czasu Apokalipsy i Brudnego Harry’ego po Conana Barbarzyńcę i Czerwony świt.

Nieco starszy niż Lucas był Walter Murch, który wraz z kolegami Calebem Deschanelem i Matthew Robbinsem trafił do USC na studia podyplomowe z Uniwersytetu Johna Hopkinsa. Żartowniś Murch od dziecka pasjonował się dźwiękiem. W poszukiwaniu oryginalnych dźwięków miał w zwyczaju spuszczać z okien mikrofony, ciąć i kleić taśmy czy łomotać w metalowe rzeźby. W późniejszych latach zrewolucjonizuje sztukę dźwiękową w filmie i zdobędzie statuetki Oscara za pracę na planie Czasu Apokalipsy i Angielskiego pacjenta. Natomiast Deschanel pięciokrotnie zostanie nominowany do Oscara za zdjęcia, zaś Robbins napisze scenariusze lub wyreżyseruje ponad tuzin filmów, między innymi Pogromcę smoków i Bez baterii nie działa.

Pierwsze spotkanie Murcha z Lucasem było dość obcesowe. Murch wywoływał filmy w ciemni, gdy nadszedł Lucas, chwilę popatrzył i oznajmił bez ogródek: „Źle to robisz”. Murch wygonił go z pokoju, ale był pod wrażeniem tupetu młodszego kolegi. „To było typowe dla George’a zachowanie w tych czasach. Wiedział, co robić i chciał się upewnić, że wszyscy wiedzą, że on wie”37, wspomina rozbawiony Murch. Tak zaczęła się ich wieloletnia przyjaźń.

Studenci szkoły filmowej tworzyli bardzo zżytą grupę, wszyscy byli w podobnym wieku i podzielali tę samą miłość do kina. Od początku pomagali sobie nawzajem przy produkcji filmów: czy to przy montażu, zdjęciach, grając rolę statystów, czy przy noszeniu sprzętu; niezależnie od gatunku czy tematyki. A mieli przecież dość rozbieżne zainteresowania. Lucas gustował w ezoterycznych, artystycznych produkcjach, jakie swego czasu oglądał w Canyon Cinema, Murch uwielbiał filmy francuskiej Nowej Fali, a inny kolega z ich grupy, Don Glut, pochłaniał wręcz filmy o potworach i superbohaterach. „Mimo że moją pasją było kino abstrakcyjne, angażowałem się w projekty wszystkich gatunków. W szkole spotykałem ludzi o bardzo różnych zainteresowaniach, począwszy od komiksów, przez filmy Godarda, Johna Forda; niektórzy pragnęli kręcić reklamówki, a inni filmy o surfingu. I wszyscy świetnie się ze sobą dogadywaliśmy”38, wspomina Lucas. A Caleb Deschanel dodaje: „Robiąc nasze filmy, czuliśmy się częścią specjalnej, wyselekcjonowanej grupy”39.

Uważali również, że robili znacznie lepsze filmy niż studenci konkurencyjnego Uniwersytetu Kalifornijskiego; zresztą zdrowa rywalizacja pomiędzy tymi dwiema szkołami przetrwała do dziś. Jak wyjaśnia absolwent UCLA, Francis Ford Coppola, panowała wówczas powszechna opinia, że USC kształcił lepszych dokumentalistów, filmowców z doskonałym warsztatem technicznym, podczas gdy studenci UCLA lepiej radzili sobie z popularnymi filmami fabularnymi40. Słysząc to, Walter Murch parsknął z pobłażaniem: „To nonsens. Wszyscy się nawzajem dobrze znaliśmy. Studenci UCLA oskarżali nas o bezduszne zaprzedanie się technologii, my uważaliśmy, że oni są zaćpanymi narcyzami, którzy nie potrafili skonstruować fabuły ani posługiwać się kamerą”41. Studenci „filmówki” USC razem chodzili na pokazy filmowe i wygwizdywali produkcje pochodzące z konkurencyjnej uczelni.

Jak wszyscy nowi studenci, Lucas musiał zamieszkać na terenie kampusu. Dostał miejsce w Touton Hall – zaniedbanym, wielopiętrowym męskim akademiku w centrum kampusu, gdzie nie było nawet stołówki. Co gorsze, Lucas, który zawsze miał własny pokój, musiał dzielić maleńkie lokum z kolegą, towarzyskim młodzieńcem z Los Angeles, Randym Epsteinem. Mimo że Lucas bez problemów dogadywał się ze swoim współlokatorem, pragnął jak najszybciej uciec z akademika do własnego mieszkania. Tymczasem i tak nie spędzał w pokoju zbyt wiele czasu, obiady i kolacje kupował w maszynach ze słodyczami w bractwie kinematograficznym Delta Kappa Alpha i przesiadywał na głównym dziedzińcu szkoły filmowej, przy którymś ze stolików piknikowych otaczających zmarniałe drzewko bananowe. „Lucas i ja przesiadywaliśmy na trawie i zaczepialiśmy przechodzące dziewczyny”42 – tak wspomina to miejsce Milius. Ze wspomnień Lucasa wynika, że najwyraźniej nie mieli w tych „łowach” zbyt wiele szczęścia: „Dziewczyny zwykle dużym łukiem omijały studentów szkoły filmowej, bo cieszyliśmy się opinią dziwaków”43.

Nie da się ukryć, że Lucas był dziwny, nawet na tle studentów filmówki. Ubiór robola i zaczesane wysoko do góry na żel włosy zamienił na przeszywaną srebrną nitką kurtkę sportową, która wyglądała na nim, jakby była za duża o dwa rozmiary. Całości dopełniały okulary w grubych oprawach, nadające mu wygląd miniaturowego Buddy’ego Holly’ego. Według Dona Gluta Lucas „wyglądał bardzo konserwatywnie... jak młody biznesmen”44. Inni uważali, że wygląd Lucasa umiejscawiał go gdzieś pomiędzy hipsterem a lalusiem, co było konsekwencją jego błędnej interpretacji kalifornijskiego luzu. Również mówił nietypowo. Miał wysoki, nieco piskliwy głos, który osiągał jeszcze wyższe tony, gdy Lucas był podekscytowany lub poirytowany. „Zupełnie jak Kermit z Muppetów,” śmieje się Epstein45.

Można więc przypuszczać, że Lucas nie chciał się za bardzo rzucać w oczy na USC. Był tam, żeby się uczyć, a nie martwić o garderobę. Podobnie jak inni studenci, którzy rozpoczęli edukację w college’u musiał nadrobić pewne podstawowe przedmioty, wymagane do ukończenia uczelni wyższej, takie jak angielski, historia czy astronomia. W pierwszym semestrze miał tylko dwa przedmioty filmowe: historię filmu i historię animacji. Ale to wystarczyło, by Lucas stwierdził: „Po jednym półroczu byłem całkowicie zafascynowany”46 – mimo że później przyznał, że dopóki nie zaczęły się zajęcia, nie był pewien, co oznacza kinematografia. „Odkryłem, że w szkole filmowej chodzi o robienie filmów. Myślałem, że to coś nieosiągalnego. Nie miałem pojęcia, że można iść do szkoły, gdzie nauczą cię robić filmy”47.

W przeciwieństwie do konkurencyjnego UCLA, gdzie praktycznie od samego początku studenci dostawali do ręki kamery i zaczynali kręcić filmy, na USC adeptów sztuki filmowej wprowadzano w jej arkana stopniowo. „Nie uczyli nas jednej specjalizacji, musieliśmy zapoznać się z całym warsztatem produkcji filmów”, wspomina kolega Lucasa, Bob Dalva, nominowany do Oscara montażysta. I wyjaśnia: „Uczyłeś się robienia zdjęć, obróbki filmu, montażu”48. Na innych zajęciach dyskutowali o obejrzanych filmach, a wykładowca Arthur Knight, mający rozległe powiązania w środowisku filmowym, zapraszał znanych reżyserów, na przykład David Leana, który omawiał ze studentami swój film, Doktor Żywago. Lucas później porównywał studia w szkole filmowej do oglądania filmu z komentarzem na DVD. Nic dziwnego, że studenci z innych wydziałów patrzyli na nich z lekceważeniem. „W tamtych czasach studiowanie sztuki filmowej było jak studiowanie plecenia koszy wiklinowych. Wszyscy pozostali studenci uważali, że z łatwością zbieramy dobre oceny za oglądanie filmów”49, wspomina Randal Kleiser.

Dla Lucasa nie było to takie proste. „Musiałem zaliczyć zajęcia z pisania scenariuszy, ale jakoś przez nie przeszedłem. Musiałem pójść do szkoły teatralnej, uczyć się dramatu i grać na scenie. Nie cierpiałem grać. Chciałem się znaleźć w realnym świecie i z kamerą na ramieniu podążać za akcją. Tylko to mnie interesowało”50. Lucas i wszyscy jego koledzy aż się palili, żeby zrobić swój pierwszy film. Niestety, najpierw musieli zaliczyć przedmioty wstępne: pisanie, montaż, edycję dźwięku, oświetlenie, a nawet krytykę filmową, zanim dopuszczono ich do robienia własnych projektów. W końcu docierali do Mekki: moduł 480, czyli warsztaty z produkcji, gdzie wreszcie pozwalano im kręcić filmy, chociaż z odgórnie narzuconym i ściśle kontrolowanym budżetem, harmonogramem, lokalizacją i typem filmu. Ale to właśnie dla tych zajęć studenci zapisywali się do filmówki.

Lucas, mimo chęci pozostania w cieniu, stanie się jedną z wschodzących gwiazd USC, jeszcze zanim jego rocznik trafi na zajęcia z produkcji filmowej. „Wszyscy chodzili i marudzili: «Chciałbym już zrobić film, nie mogę doczekać się zajęć z produkcji»”51, wspomina Lucas. On sam nie zamierzał czekać. Postanowił zrobić film przy pierwszej okazji, gdy ktoś udostępni mu rolkę filmu, niezależnie od zleconego zadania.

Okazja nadarzyła się na pierwszym roku, na zajęciach z animacji, gdy wykładowca Herb Kosower zlecił każdemu studentowi nakręcenie za pomocą kamery poklatkowej minutowego filmu, będącego demonstracją podstawowych umiejętności korzystania ze sprzętu przez jego operatora. „To był test. Musiałeś spełnić pewne wymagania. Umieć skierować kamerę w górę i w dół, tak aby oglądający film wykładowca mógł ocenić twoje umiejętności posługiwania się urządzeniem”52. Podczas gdy większość studentów przykładnie nakręciła krótkie klipy w technice animacji poklatkowej lub narysowane odręcznie kreskówki, Lucas miał całkiem inny pomysł.

Podczas swego krótkiego pobytu na USC, Lucas stał się zagorzałym fanem serbskiego reżysera i montażysty Slavko Vorkapicha, byłego dziekana wydziału filmowego USC i współpracownika awangardowego rosyjskiego reżysera Siergieja Eisensteina. Podobnie jak Eisenstein, Vorkapich przedkładał psychologiczny przekaz filmu ponad płynną narrację i tworzył zawikłane montaże pozornie przypadkowych i niepowiązanych ze sobą obrazów i dźwięków, z których część służyła narracji, a inne budowaniu nastroju. Zafascynowanego ezoterycznymi filmami wyświetlanymi w Canyon Cinema Lucasa zachwyciły produkcje Serba i wielokrotnie do nich wracał. „Wpływ Vorkapicha czuło się na całym wydziale. Dużo uwagi poświęcaliśmy wypowiedzi filmowej, gramatyce filmowej. Nie interesowało mnie proste opowiedzenie fabuły”53.

Twórczość Vorkapicha wywrze bardzo duży wpływ na studenckie filmy Lucasa. Serb był mistrzem „wizualnych fantazji”, takich jak krótkometrażowy film Moods of the Sea z 1941 roku, w którym widzimy uderzające o skały fale, startujące do lotu mewy i baraszkujące w wodzie foki, a to wszystko przy dźwiękach muzyki Felixa Mendelssona-Bartholdy’ego. W tym samym roku Vorkapich nakręcił również Forest Murmurs, ośmiominutowy film o niedźwiedziach, drzewach, górach, jeziorach, wiewiórkach, które sadzą susy, falują i miotają się dziwacznie zsynchronizowane z muzyką Richarda Wagnera. Nawet bardziej zorientowane na fabułę dzieła Vorkapicha były niezwykle oryginalne; w filmie Life and Death of 9413: A Hollywood Extra z 1928 roku reżyser przeplatał sceny z aktorami z miniaturowymi, wyciętymi z kartonu planami i teatrem cieni, żeby opowiedzieć historię o aspirującym aktorze, dostającym zaledwie role statystów, którego bezduszna machina Hollywood redukowała do bezosobowego, wykonanego pieczątką na czole numeru (tytułowy 9413).

Do Lucasa przemawiało nie tylko wykorzystywane przez Vorkapicha medium, ale również przekazywane przez niego treści. Własne doświadczenia pozwalały mu identyfikować się z pogardą okazywaną przez reżysera hollywoodzkiemu systemowi, a pomysł zredukowanego do numeru, walczącego ze zobojętniałym społeczeństwem bohatera tak bardzo zapadł mu w pamięć, że wykorzystał go później w filmie THX 1138. Tymczasem, jeszcze jako student USC, poszukiwał u Vorkapicha inspiracji do stworzenia jednominutowej animacji. W starych numerach magazynów „Look” i „Life” szukał zdjęć, po których mógłby jeździć kamerą w górę, na dół, w poprzek, w tę i z powrotem, podporządkowując się instrukcjom wykładowcy Herba Kosowera, ale również przekraczając je w stopniu, jakiego nikt się nie spodziewał.

Następujący po planszy tytułowej napis LOOK AT LIFE jasno określał intencje Lucasa. To nie była zwykła praca domowa, to był „Krótki film w reżyserii George’a Lucasa”. Co więcej, wbrew wyraźnemu zakazowi Kosowera, Lucas dodał do swego projektu muzykę, na dodatek wybrał A Felicidade-Batucada, furiacki utwór na perkusję skomponowany przez Antônio Carlosa Jobima do filmu Czarny Orfeusz. Przez kolejne pięćdziesiąt pięć sekund, w pełnej harmonii z eksplozywnymi dźwiękami bębnów i innych instrumentów perkusyjnych, Lucas strzelał do widza, niczym z broni maszynowej, gradem przelatujących przez ekran obrazów ukazujących niepokój i anarchię: zamieszki na tle rasowym, atakujące protestujących psy policyjne, gestykulujących polityków, martwe ciała.

Przez chwilę fala prezentujących zamieszki i protesty obrazów ustąpiła miejsca słowu MIŁOŚĆ i wizerunkom całujących się par oraz tańczących młodych kobiet. Zdjęcia wydawały się pulsować i tętnić w rytm bębnów – zabieg wprost z podręcznika Vorkapicha – aż Lucas w końcu zaczął odsuwać kamerę od zdjęcia unoszącego w górę ręce młodego człowieka z zakrwawionym nosem, przy akompaniamencie kaznodziei, głośno wykrzykującego cytaty z Księgi Przysłów: „Nienawiść wznieca kłótnie, miłość wszelki błąd ukrywa”[**]. Film kończy się zdjęciem wycinka z gazety informującego: „Każdy dla przetrwania”, który najpierw blaknie do napisu KONIEC, potem przechodzi w samotny znak zapytania, który wreszcie rozpływa się we mgle. Finis.

Nawet po pięćdziesięciu latach Look at LIFE robi imponujące wrażenie. Debiutancki film Lucasa jest drapieżny, zaangażowany politycznie, niezwykle profesjonalny. Tak się o nim wypowiadał jego twórca: „Gdy tylko zrobiłem mój pierwszy film, pomyślałem sobie: «Hej, jestem w tym dobry. Wiem, co robię», i od tego czasu nigdy w to nie zwątpiłem”54. Już ten pierwszy, ledwie sześćdziesięciosekundowy film Lucasa ukazuje w pełni jego talent do umiejętnego, precyzyjnego montażu: reżyser przechodzi od wyciągniętego w górę palca jednej postaci, do machającej dłoni drugiej postaci; a chwilę później zdjęcie Draculi zatapiającego zęby w szyi kobiety poprzedza obrazkiem całującej się pary. W innym miejscu Lucas uzyskuje iluzję ruchu pośpiesznie panoramując po zdjęciu uciekających protestantów czy tańczących młodych kobiet. „Robiąc ten film, zrozumiałem, czym jest montaż. A chyba właśnie w montażu leży mój największy talent”55, zauważa Lucas.

Jego koledzy patrzyli w osłupieniu. „Nikt się czegoś podobnego nie spodziewał... Wszyscy patrzyli się po sobie, pytając: «Kto to zrobił?». A to był George”56, wspomina Murch. Nagle Lucas stał się cudownym dzieckiem filmu. „Nigdy wcześniej nikt czegoś podobnego nie widział, włączając nauczycieli. Odcisnąłem swoje piętno na wydziale filmowym. Z dnia na dzień zyskiwałem nowych przyjaciół, a nauczyciele na mój widok mówili: «O, mamy tu kogoś specjalnego»”57. A Murch dodaje: „Po raz pierwszy również dostrzegliśmy w George’u tę niezwykłą iskierkę, której nikt inny nie miał”58.

Lucas ukończył pierwszy rok studiów w atmosferze tryumfu, ale ciężka praca odcisnęła piętno na jego zdrowiu – nabawił się mononukleozy. Prawdopodobnie do rozwoju choroby przyczyniła się również dieta Lucasa; większość jego posiłków pochodziła z maszyny ze słodyczami i barów z przekąskami. Na pewno jednak nie nabawił się choroby w sposób, w jaki zaraża się większość studentów – „Lucas uganiał się za dziewczynami, ale nie odnosił na tym polu wielu sukcesów”59, podśmiewa się Milius. Mimo że „mafia z USC” chichotała, że Lucas nabawił się tak zwanej choroby całowania, wszyscy wiedzieli, że to stres zmógł młodego kolegę, nie pocałunki.

Po ukończeniu pierwszego roku studiów Lucas wreszcie mógł opuścić akademik. Wynajął trzypiętrowy drewniany dom z dwiema sypialniami na Portola Drive 9803, na wzgórzach Benedict Canyon, jakieś pół godziny samochodem od USC. Do domu dochodziło się zatopionymi w zboczu wzgórza stromymi, betonowymi schodami. Łazienki były maleńkie, pokoje zagracone, a do sypialni na górnym piętrze dostać się można było jedynie wspinając się po biegnącej na zewnątrz budynku drabinie. George senior niechętnie zgodził się płacić osiemdziesiąt dolarów miesięcznego czynszu. Dręczony poczuciem winy Lucas ostatecznie zdecydował się zaprosić do domu współlokatora, Randala Kleisera, tnąc koszty o połowę i redukując tym samym wydatki ponoszone przez ojca.

Kleiser miał na Lucasa dobry wpływ; schludny, skromny, a jednocześnie ekstrawertyczny chłopak postanowił wprowadzić swego kolegę w życie towarzyskie, czy ten tego chciał, czy nie. To dzięki Kleiserowi Lucas założył Clean Cut Cinema Club, do którego jako pierwsi przystąpili również: Don Glut, były współlokator Lucasa Randy Epstein i młody człowiek o nazwisku Chris Lewis, syn zdobywczyni Oscara i nagrody Emmy aktorki Loretty Young. Klub powstał przede wszystkim jako grupa wsparcia przy pracy nad projektami filmów. „Relacje George’a z przyjaciółmi oscylowały głównie wokół robienia filmów, ale i tak był to okres największego rozkwitu stosunków towarzyskich w życiu George’a”60, stwierdziła później jego pierwsza żona.

Pomimo największych wysiłków Kleiser nie był w stanie szczególnie mocno wpłynąć na Lucasa, który notorycznie zamykał się w górnej sypialni, gdzie siedział przed tablicą, planował filmy, szkicował nowe pomysły. „Zawsze starałem się chodzić na imprezy, do klubów i na inne zabawy, a George zwykle zostawał na górze, w swoim pokoju, rysując te swoje małe gwiezdne żołnierzyki”, wspomina Kleiser. Ale Lucas bawił się o wiele lepiej niż na jakiejkolwiek imprezie. „Pracowałem całymi dniami, całymi nocami, żyłem czekoladkami i kawą. To był cudowny czas”61.

Podczas gdy kampusy uniwersyteckie były opanowane przez przeróżne narkotyki, najgorszymi używkami, na jakie narażał swój organizm Lucas, były batony, kawa, ciasteczka z czekoladą i coca-cola. „Miałem w sobie cały ten młodzieńczy entuzjazm i byłem zbyt zajęty, żeby zainteresować się narkotykami. A po jakimś czasie stało się jasne, że nie przynosiły niczego dobrego”62. Lucas nie uzależnił się od marihuany, ale od filmów. I podobnie jak większość swoich kolegów ze szkoły filmowej uważał, że filmy Akiry Kurosawy czy George’a Cukora dostarczały lepszego haju niż narkotyki. „Pasjonowaliśmy się kinem... To było jak uzależnienie. Ciągle szukaliśmy okazji, żeby zdobyć następną „działkę”, żeby skombinować kawałek taśmy i coś nakręcić”63.

Lucas pracował również nad projektami wykraczającymi poza te zadane na zajęcia. Na ostatnim roku studiów Lucas, Kleiser i Lewis założyli własną firmę produkcyjną, Sunrise Productions, której biuro mieściło się przy Sunset Boulevard. Kleiser stwierdził, że jako wytrawni cinéastes, a za takich się uważali, powinni przybrać bardziej chwytliwe pseudonimy. „Ja stałem się Randalem Jonem, a Lucas został Lucasem Beaumontem”64, mówi Kleiser. Sunset Productions wyprodukuje zaledwie jeden krótki film, Pięć, Cztery, Trzy, którego tytuł nawiązywał do odliczania na początku filmu i był ironicznym dokumentem pokazującym, jak kręcono satyryczny film dla nastolatków Orgy Beach Party. Lucas nakręcił go w stylu dokumentalnym. Biegał z kamerą za Kleiserem, który usiłował uratować ubraną w bikini dziewczynę z rąk potwora, w którego wcielił się Don Glut, podczas gdy na ścieżce dźwiękowej dyrektorzy studia filmowego wygwizdywali film. Obraz był autoreferencyjny, samokrytyczny i nigdy nie został ukończony.

Lucas rozpoczął ostatni rok studiów jesienią 1965 roku. Zaliczywszy większość przedmiotów przygotowawczych, mógł całkowicie poświęcić się zajęciom dotyczącym filmu. Wreszcie zapisał się na moduł Kino 310 – zajęcia z produkcji filmowej o artystycznej nazwie Język Filmu, podczas których będzie mógł kręcić prawdziwe filmy, na prawdziwym sprzęcie, zamiast pożyczać kamerę poklatkową, jak był zmuszony zrobić to w przypadku Look at LIFE. Studenci mogli tworzyć małe, przypominające ekipę filmową grupy. Jednak Lucas, który chciał jak najwięcej pracy wykonywać samodzielnie, ograniczył się do członków Clean Cut Cinema Club, angażując Kleisera i Lewisa jako aktorów i ludzi od sprzętu.

Na zaliczenie zajęć Lucas nakręcił trzyminutowy, zaangażowany politycznie zimnowojenny thriller, który zatytułował Freiheit, co w języku niemieckim oznacza „wolność”. Nakręcony w Malibu Canyon film przedstawia ubranego w koszulę i eleganckie buty Kleisera, z przekrzywionym krawatem i nieco połamanymi okularami, jako przerażonego młodzieńca, uciekającego przed niewidocznymi prześladowcami w stronę granicy oddzielającej Niemcy Wschodnie od Zachodnich. Widząc zbliżającą się granicę, grany przez Kleisera student biegnie ile sił w nogach, po to tylko, by paść rażony ogniem broni maszynowej kilka metrów przed upragnioną wolnością. Przy akompaniamencie frazesów wygłaszanych przez narratora: „Na wolność trzeba zasłużyć”, „Musisz na to zapracować”, Kleiser podejmuje ostatnią próbę dosięgnięcia ogrodzenia, zanim ostatecznie zginie pod kolejną serią strzałów. Podczas napisów końcowych Chris Lewis, przebrany za radzieckiego żołnierza, stoi nad martwym Keiserem z bronią w ręku. „Oczywiście za wolność warto umierać”, intonuje głos narratora. „Bo bez wolności i tak jesteśmy martwi”.

„W latach sześćdziesiątych chadzałem na różne marsze, ale nie byłem podżegaczem ani wichrzycielem”65, mówi o sobie Lucas. Jednakże w filmie Freiheit bardzo dobitnie wyraża swoje poglądy. Jest to wyrazisty obraz nakręcony przez młodego człowieka, który pragnie być traktowany poważnie, i jako artysta, i jako buntownik. I trzeba przyznać, że Lucas osiągnął swój cel. „Potrafił nakręcić coś, co było jednocześnie pełne artyzmu i komercyjne. A na dodatek w dobrym stylu”66, zauważa Kleiser. We Freiheit Lucas posługuje się płynniejszą narracją niż w Look at LIFE i wykorzystuje zabarwiony na niebiesko filtr monochromatyczny, żeby nadać filmowi nieco nieziemski, złowieszczy charakter. I ponownie to fantastyczny montaż jest najsilniejszą stroną filmu. Gdy Kleiser stara się dobiec do ogrodzenia, Lucas zatrzymuje kamerę na zdyszanym bohaterze trochę zbyt długo, co sprawia, że jego nieudana ucieczka ku wolności jest jeszcze bardziej rozdzierająca. Natomiast podczas szaleńczego biegu Kleisera Lucas na chwilę pokazuje ujęcie z perspektywy bohatera, czyniąc z widza – na moment – biegacza i ofiarę.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

* * *

[*] Stąd właśnie – od generalskich gwiazdek – wzięło się określenie „klasa, na którą posypały się gwiazdy” [przyp. red.].

[**] Cytat za Biblią Tysiąclecia [przyp. red].

3

Właściwy koń

1967

Dostępne w wersji pełnej

4

Radykałowie i hippisi

1967–1971

Dostępne w wersji pełnej

5

Amerykańskie graffiti

1971–1973

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ II.

IMPERIUM

1973–1983

6

Ciężka krwawica

1973–1976

Dostępne w wersji pełnej

7

„Mam złe przeczucia”

1976–1977

Dostępne w wersji pełnej

8

Kontratak

1977–1979

Dostępne w wersji pełnej

9

Nadciągają chmury

1979–1983

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ III.

POWRÓT

1983–2016

10

Pusty blask

1983–1994

Dostępne w wersji pełnej

11

Cyfrowe uniwersum

1994–1999

Dostępne w wersji pełnej

12

Cyniczny optymizm

1999–2005

Dostępne w wersji pełnej

13

Odpuścić sobie

2005–2016

Dostępne w wersji pełnej

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej

Przypisy

Dostępne w wersji pełnej

Wybrana bibliografia

Dostępne w wersji pełnej

Indeks osób

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

GWIEZDNE WOJNY I RESZTA ŻYCIA

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Dedykacja

Prolog Poza kontrolą Marzec 1976

CZĘŚĆ I. NADZIEJA 1944–1973

1 Chuderlawy diabełek 1944–1962

2 Kujony i filmowi maniacy 1962–1966

3 Właściwy koń 1967

4 Radykałowie i hippisi 1967–1971

5 Amerykańskie graffiti 1971–1973

CZĘŚĆ II. IMPERIUM 1973–1983

6 Ciężka krwawica 1973–1976

7 „Mam złe przeczucia” 1976–1977

8 Kontratak 1977–1979

9 Nadciągają chmury 1979–1983

CZĘŚĆ III. POWRÓT 1983–2016

10 Pusty blask 1983–1994

11 Cyfrowe uniwersum 1994–1999

12 Cyniczny optymizm 1999–2005

13 Odpuścić sobie 2005–2016

Podziękowania

Przypisy

Wybrana bibliografia

Indeks osób

Fotografie

Karta redakcyjna

Tytuł oryginału

GEORGE LUCAS A LIFE

Projekt graficzny okładki

Lauren Harms © 2016 Hachette Book Group, Inc.

Opracowanie graficzne okładki

Janusz Staszczyk

Zdjęcie na okładce

© Lucasfilm/Walt Disney/Collection Christophel/EAST NEWS

Redakcja

Krystian Gaik

Korekta

Redaktornia.com

Indeks

Mirosława Kostrzyńska

Copyright © Brian Jay Jones 2016

This edition published by arrangement with Little, Brown, and Company, New York, New York, USA.

All right reserved

Copyright © for the Polish translation by Małgorzata Miłosz, Katarzyna Rosłan,

Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik, 2016

Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., 2016

Wielka Litera Sp. z o.o.

ul. Kosiarzy 37/53

02-953 Warszawa

www.wielkalitera.pl

ISBN ISBN 978-83-8032-133-5

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curie Sekretne życie Chanel No. 5 Nienasycony – Robert Lewandowski