Stephanie Plum (#17). Płomienna siedemnastka

Stephanie Plum (#17). Płomienna siedemnastka

Autorzy: Janet Evanovich

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Kategorie: Kryminał / sensacja

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 350

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 25.13 zł

Nie ma dymu bez ognia, a nikt nie wie tego lepiej niż łowczyni nagród z New Jersey Stephanie Plum.

Na pustej parceli budowlanej Vincenta Pluma porzucane są martwe ciała. Nikt nie wie, kim jest zabójca i jaki jest klucz wyboru ofiar. Oczywiste jest natomiast, że nazwisko Stephanie jest na liście zabójcy i to, że mało jest czasu na jego znalezienie.

Na dodatek w Trenton pojawia się była gwiazda piłki nożnej z czasów licealnych Stephanie. Czy jej rozterki sercowe mają szansę się zakończyć? Cała rodzina bowiem dąży do tego, aby trzydziestolatka w końcu się ustatkowała.

Gdy na dodatek babcia Joe Morellego spojrzy na Stephanie „urocznym okiem”, będzie to znak, że nadszedł czas, aby uciec z miasta.

Morderca czający się za rogiem, garść gorących mężczyzn, a także zlecenie schwytania tańczącego niedźwiedzia i emerytowanego wampira – wygląda na to, że życie Stephanie pójdzie z dymem.

Spis treści

Karta tytułowa

Łowczyni nagród Stephanie Plum

Raz

Dwa

Trzy

Cztery

Pięć

Sześć

Siedem

Osiem

Dziewięć

Dziesięć

Jedenaście

Dwanaście

Trzynaście

Czternaście

Piętnaście

Szesnaście

Siedemnaście

Osiemnaście

Dziewiętnaście

Dwadzieścia

Dwadzieścia jeden

Dwadzieścia dwa

Dwadzieścia trzy

Dwadzieścia cztery

Dwadzieścia pięć

Dwadzieścia sześć

Dwadzieścia siedem

Dwadzieścia osiem

Dwadzieścia dziewięć

Trzydzieści

Trzydzieści jeden

Trzydzieści dwa

Trzydzieści trzy

Trzydzieści cztery

Trzydzieści pięć

Trzydzieści sześć

Trzydzieści siedem

Trzydzieści osiem

Trzydzieści dziewięć

Janet Evanovich

Karta redakcyjna

Okładka

Łowczyni nagród Stephanie Plum:

Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy

Po drugie dla kasy

Po trzecie dla zasady

Zaliczyć czwórkę

Przybić piątkę

Po szóste nie odpuszczaj

Szczęśliwa siódemka

Ósemka wygrywa

Wystrzałowa dziewiątka

Dziesięć kawałków

Najlepsza jedenastka

Parszywa dwunastka

Złośliwa trzynastka

Odlotowa czternastka

Smakowita piętnastka

Obłędna szesnastka

Płomienna siedemnastka

Explosive Eighteen

Notorious Nineteen

Raz

Babcia Mazurowa zadzwoniła do mnie o poranku.

– Miałam sen – oznajmiła. – Śnił mi się wielki koń i umiał latać. Nie miał skrzydeł. Tylko unosił się w powietrzu. I leciał nad tobą, i zaczął zrzucać wielkie bobki, a ty biegłaś i próbowałaś ich unikać. A najzabawniejsze było to, że nie miałaś na sobie żadnych ubrań, tylko takie czerwone, koronkowe stringi czy coś. W każdym razie chwilę później nad twoją głowę nadleciał nosorożec, i tak jakby się unosił nad tobą. I wtedy się obudziłam. I miałam takie uczucie, że to wszystko coś znaczy.

– Co? – spytałam.

– Nie wiem, ale to nie może być nic dobrego. – I się rozłączyła.

I tak zaczął się mój dzień. A sen, prawdę mówiąc, stanowi doskonałe podsumowanie mojego życia.

Nazywam się Stephanie Plum. Pracuję jako agentka do spraw poręczeń dla mojego kuzyna Vinniego, do tego mieszkam w bezbarwnym, dwupiętrowym, niskoczynszowym ceglanym przykładzie budownictwa mieszkaniowego w Trenton, w New Jersey. Moje mieszkanie na pierwszym piętrze umeblowane jest rozbitkami z domów rozmaitych krewnych. Ja natomiast mam niezłą figurę, średni wzrost i jestem głęboko przekonana, że inteligencję też mam przeciętną. Za to jestem bardziej niż pewna, że pracę mam fatalną. Moje sięgające ramion, kręcone brązowe włosy odziedziczyłam po włoskiej części rodziny, niebieskie oczy po węgierskich przodkach, a idealny nos jest po prostu darem od Boga. Dobrze, że dał mi ten nos, zanim przekonał się, że nie jestem najlepszą katoliczką na świecie.

Było niedorzecznie gorąco, jak na początek września. Związałam włosy w kucyk, odpuściłam sobie makijaż, poprzestając na balsamie do ust. Miałam na sobie czerwoną, elastyczną koszulkę bez rękawów, jeansy i tenisówki. Idealny strój do ścigania przestępców albo kupowania pączków. Zaparkowałam mój złomochód, forda escorta, przed Słodkim Ciasteczkiem na Hamilton Avenue i przeliczyłam w myślach zawartość portfela. Z pewnością mogłam sobie pozwolić na dwa pączki. Na trzy już nie.

Kiedy weszłam do cukierni, za ladą stała Loretta Kucharski. W zeszłym roku Loretta była wicedyrektorem banku. Kiedy bank wyciągnął nogi, Loretta dostała pracę w Słodkim Ciasteczku. Z mojego punktu widzenia to niewątpliwie pożądany zwrot w karierze. No bo kto nie chciałby pracować w cukierni?

– Co będzie? – spytała Loretta. – Rurka z kremem? Włoskie ciasteczka? Pączek?

– Pączki.

– Z budyniem, czekoladą, z dżemem, cytrynowym lukrem, z posypką cynamonową, jagodowy, marchewkowy, z polewą czekoladową, z kremem, toffi czy syropem klonowym?

Przygryzłam dolną wargę. Chciałam wszystkie.

– Na pewno z budyniem.

Loretta ostrożnie włożyła pączka z budyniem do niewielkiego pudełka.

– I?

– Z dżemem. Nie, czekaj! Z toffi! Nie! Z syropem klonowym albo marchewkowy. Albo może z polewą czekoladową.

Drzwi cukierni otworzyły się i do środka wmaszerowała staruszka, która wyglądała jak statystka z niskobudżetowego filmu o włoskiej mafii. Niewielka, żylasta i cała w czerni. Prosta czarna sukienka, czarny szal na stalowoszarych włosach, czarne buty na niskim obcasie, czarne pończochy. I połyskujące gniewnie czarne oczy pod krzaczastymi brwiami. Do tego oliwkowa skóra.

Obie z Lorettą gwałtownie wciągnęłyśmy powietrze. To była Bella – najbardziej przerażająca kobieta w Trenton. Przybyła do Stanów ponad pięćdziesiąt lat temu, ale nadal była bardziej sycylijska niż amerykańska. Pokrętna, przebiegła i pewnie kompletnie obłąkana. Była też babcią mego chłopaka.

Loretta przeżegnała się szybko i poprosiła Matkę Boską o ochronę. Biorąc pod uwagę, że raczej unikałam bywania w kościele, nie czułabym się dobrze, prosząc Najświętszą Panienkę o ochronę, więc tylko uśmiechnęłam się blado i pomachałam lekko.

Babcia Bella wycelowała we mnie kościsty paluch.

– Ty! Co TY tu robisz?

Stwierdzenie, że moje relacje z babką Bellą są napięte, byłoby niedopowiedzeniem roku. Mało tego, że jestem ladacznicą, która uwiodła i zepsuła Josepha Anthony’ego Morellego, jej ulubionego wnuka, ale, co gorsza, jestem też wnuczką Edny Mazurowej. Babka Bella i babcia Mazurowa nie przepadają za sobą.

– P-p-pączki – wykrztusiłam.

– Zejdź mi z drogi – zażądała Bella, odpychając mnie na bok, by podejść do lady. – Ja tu byłam pierwsza.

Oczy Loretty – teraz rozmiarów kaczych jaj – wędrowały ode mnie do Belli i z powrotem.

– Em – powiedziała Loretta, wciąż trzymając w ręku pudełko z pączkiem.

– Właściwie to ja byłam pierwsza – zwróciłam się do Belli – ale może pani wejść przede mnie, jeśli ma pani ochotę.

– Co? Mówisz mi, że byłaś pierwsza? Śmiesz powiedzieć mi coś takiego? – Babka Bella walnęła mnie w ramię swoją torebką. – Nie masz za grosz szacunku.

– Jeju – jęknęłam. – Niech się pani opanuje.

– „Jezu”? Powiedziałaś „Jezu”? – Bella zrobiła znak krzyża i wyciągnęła z kieszeni różaniec. – Spłoniesz w piekle. Zostaniesz pochłonięta przez czeluść piekielną. Odsuń się ode mnie. Nie chcę być obok, gdy to się stanie.

– Nie powiedziałam „Jezu”, tylko „jeju”.

– Jesteś poganką – oznajmiła Bella. – Jak twoja babka Edna. Powinna smażyć się w piekle.

No dobrze, Bella była zwariowaną staruchą, ale tu już posunęła się za daleko.

– Hej, niech pani uważa, co mówi o mojej babci – zażądałam.

Bella pomachała paluchem w moją stronę.

– Spojrzę na ciebie urocznym okiem. Już ja cię załatwię.

Loretta ze świstem wciągnęła powietrze i schowała się za kontuarem.

– Naskarżę na panią Joemu – odpowiedziałam. – Nie powinna pani patrzeć na ludzi urocznym okiem.

Bella odchyliła głowę i rzuciła mi spojrzenie spod opuszczonych powiek.

– I myślisz, że uwierzy tobie, a nie swojej babci? Myślisz, że uwierzy ci, gdy będziesz paskudna z powodu pryszczy? Sądzisz, że ci uwierzy, gdy będziesz gruba? Albo gdy będziesz cuchnąć jak kapusta?

Loretta zaskomlała za ladą.

– Nie wstawaj – poleciła jej Bella. – Jesteś dobrą dziewczyną. Nie chcę, żebyś przypadkiem dostała urokiem.

Z tym urocznym okiem to jest tak: jestem prawie pewna, że to bzdury. Ale wciąż istnieje taka możliwość, że Junior Genovisi nie stracił wszystkich włosów wskutek męskiego łysienia plackowatego. Chodzi mi o to, że nikt inny w jego rodzinie nie wyłysiał. I wydarzyło się to zaraz po tym, jak Bella rzuciła na niego swój urok. No i była jeszcze Rosa DeMarco. Przypadkowo przejechała Bellę swoim zmotoryzowanym wózkiem inwalidzkim i następnego dnia dostała półpaśca.

Loretta wychyliła się na chwilę, wepchnęła kilka pączków do pudełka i rzuciła nim we mnie.

– Uciekaj!

Złapałam pudełko i spojrzałam nad ladą.

– Ile ich tu jest? Ile ci jestem winna?

– Nic! Tylko się stąd wynoś!

– Ha, dla niej już za późno – poinformowała Lorettę Bella. – Już na nią popatrzyłam urocznym okiem. Wezmę babkę migdałową. Tę, która ma najwięcej lukru.

W normalnych okolicznościach o tej porze kierowałabym się do biura firmy poręczycielskiej, przy Hamilton. Niestety, nie tak dawno biuro spłonęło do fundamentów i teraz mamy bazę w kamperze należącym do gościa nazywanego Zakrętem. Znam Zakręta od lat i z pewnością nie jego wybrałabym jako gospodarza domu, ale potrzeba matką wynalazków. Mój kuzyn Vinnie musiał znaleźć jakieś miejsce z niskim czynszem, a Zakręt potrzebował pieniędzy na benzynę i burrito. No i voilà! Ruchoma agencja poręczycielska. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, gdzie biuro akurat parkuje.

Przejechałam Hamilton, minęłam działkę, na której kiedyś znajdowała się agencja, i zobaczyłam autobus Zakręta. Za autobusem zaparkowano barakowóz, osmalony gruz został usunięty, a w ziemię działki wbito paliki. Agencja Poręczycielska Vincenta Pluma weszła w fazę odbudowy.

Zasadniczo był to poniedziałkowy ranek, normalny dzień pracy, no może poza tym, że dwa wozy policyjne, zielony SUV Morellego i chłodnia koronera, zacumowały pod dziwnymi kątami obok barakowozu i kampera. Przy niewielkiej koparce stało czterech policjantów w mundurach, Morelli, koroner, mój kuzyn Vinnie, Connie Rosolli, kierowniczka biura agencji, i Zakręt. Wszyscy zaglądali do niewielkiego dołu.

Znam Morellego całe życie. Należy on do tych mężczyzn, którzy zyskują z wiekiem. Był przystojnym i zuchwałym pożeraczem serc w szkole średniej. Teraz, gdy jego twarz zyskała nieco charakteru i dojrzałości, jeszcze wyprzystojniał. Jest smukły, ale umięśniony, ma czarne włosy, które wiją się za uszami i na karku. Brązowe oczy spoglądają bystro i taksująco, gdy pracuje. Ich wyraz łagodnieje, gdy Morelli jest podniecony. Joe jest detektywem w wydziale zabójstw w Trenton i nie nosi munduru. Tego dnia miał jeansy, buty do kostek i koszulę, a do paska przypiętą kaburę. Stanowił całkowite przeciwieństwo Vinniego, który jest niemal dziesięć centymetrów niższy, przypomina łasicę, włosy nosi zaczesane gładko do tyłu, a jego buty mają szpiczaste czubki.

Zaparkowałam za SUV-em Morellego i dołączyłam do malowniczej grupki.

– Na co patrzymy? – spytałam Morellego.

– Chyba na Lou Dugana – odparł.

Z poruszonej ziemi wystawała na wpół przegniła ręka, a obok niej dostrzegłam coś, co mogło być kawałkiem czaszki. W pracy widuję mnóstwo paskudnych rzeczy, ale to znalazło się na szczycie skali rzygometru.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Urodzona w South River amerykańska pisarka powieści kryminalno-sensacyjnych. Sławę przyniósł jej wielotomowy cykl o łowczyni nagród, Stephanie Plum – obecnie jedna z najpopularniejszych serii książkowych świata.

W latach dzieciństwa z pełnym przekonaniem wierzyła, że pisana jest jej kariera artysty. W sąsiedztwie rodzinnego domu Janet wciąż ze zgrozą wspomina się długie godziny poświęcone nauce śpiewu. Po ukończeniu South High River School spędziła cztery lata w Douglass College, próbując przełożyć rodzące się w głowie wizje na zagruntowane płótno. Wyniki w najlepszym przypadku były frustrujące. W dodatku odkryła, że jest uczulona na pigment.

Już jako matka i gospodyni domowa podjęła jeszcze jedną próbę rozwinięcia kariery artystycznej. Tym razem poprzez pisanie. Po zaliczeniu specjalnego kursu popełniła trzy tomiki prozy... i przez kolejne 10 lat bezskutecznie szukała wydawcy. Nie pamięta już, kto zasugerował jej napisanie romansu. Posłuchała. Do dziś wspomina zdumienie, z jakim wpatrywała się w czek na sumę 2 tysięcy dolarów, który zaoferował jej wydawca. Po dwunastym tomie stwierdziła, że nie ma już pomysłów na kolejne sceny erotyczne i wyczerpała zasób słów opisujących miłosne uniesienia.

Kiedy zobaczyła Roberta De Niro w filmie Zdążyć przed północą, wiedziała już, jakiego bohatera literackiego chce stworzyć. Dwa lata upłynęły Janet na przygotowaniach do pisania nowej książki. Obejmowały strzelanie, trening fizyczny, procedury policyjne, nawet picie piwa. Tak rodziła się Stephanie Plum.

Po pierwsze dla pieniędzy, tom otwierający serię, przez 75 tygodni okupował listę bestsellerów USA Today. Do dzisiaj Janet napisała już 24 książki z łowczynią nagród Stephanie Plum w roli głównej, a statusy bestsellerów New York Timesa czy Amazon stały się dla nich uświęconą tradycją.

Janet Evanovich mieszka z mężem w New Hampshire, niedaleko Dartmouth College. Jak podkreśla, to idealne miejsce na pisanie książek o dziewczynie z New Jersey.

Lubi robić zakupy, czytać komiksy, oglądać filmy. I chce być taka jak babcia Mazurowa.

Copyright © Janet Evanovich

Copyright © by Fabryka Słów sp. z o.o., lublin 2016

Copyright © for translation by Dominika Repeczko, 2016

Wydanie I

ISBN 978-83-7964-213-7

Wszelkie prawa zastrzeżone

All rights reserved

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Projekt i adiustacja autorska wydania Eryk Górski, Robert Łakuta

Fotografia na okładce © fotolia/chesterF

Projekt okładki Szymon Wójciak

Redakcja Dorota Pacyńska

Korekta Agnieszka Pawlikowska

Skład wersji elektronicznej pan@drewnianyrower.com

Sprzedaż internetowa

Zamówienia hurtowe

Firma Księgarska Olesiejuk sp. z o.o. sp.j.

05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91

tel./faks: 22 721 30 00

www.olesiejuk.pl, e-mail: hurt@olesiejuk.pl

Wydawnictwo

Fabryka Słów sp. z o.o.

20-834 Lublin, ul. Irysowa 25a

tel.: 81 524 08 88, faks: 81 524 08 91

www.fabrykaslow.com.pl

e-mail: biuro@fabrykaslow.com.pl

www.facebook.com/fabryka

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wybuchowa osiemnastka. Stephanie Plum #18 Stephanie Plum (#17). Płomienna siedemnastka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Przeklęty prom Szóste okno Belfer Zombie Syreny Plac zabaw