Kroniki królewskie

Kroniki królewskie

Autorzy: William Shakespeare

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kategorie: Klasyka Powieść, opowiadanie, poezja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 760

Cena książki papierowej: 59.90 zł

cena od: 27.92 zł

Nowe wydanie największych dzieł Williama Szekspira w przekładzie Macieja Słomczyńskiego

Wydawnictwo Literackie w Światowym Roku Williama Szekspira przedstawia trzytomową edycję dzieł genialnego dramaturga w wybitnym tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego.

W tomie II Kroniki Królewskie:  Żywot i śmierć Ryszarda Trzeciego, Pierwsza i Druga część dziejów Henryka Czwartego, Dzieje żywota króla Henryka Piątego.

Maciej Słomczyński (1922-1998) jako pierwszy przetłumaczył na język polski wszystkie utwory mistrza ze Stratfordu.

Spis treści

Karta redakcyjna

ŻYWOT I ŚMIERĆ RYSZARDA TRZECIEGO

Akt I

Akt II

Akt III

Akt IV

Akt V

PIERWSZA CZĘŚĆ DZIEJÓW KRÓLA HENRYKA CZWARTEGO

Akt I

Akt II

Akt III

Akt IV

Akt V

DRUGA CZĘŚĆ DZIEJÓW KRÓLA HENRYKA CZWARTEGO

Wprowadzenie

Akt I

Akt II

Akt III

Akt IV

Akt V

Epilog

DZIEJE ŻYWOTA KRÓLA HENRYKA PIĄTEGO

Prolog

Akt I

Akt II

Akt III

Akt IV

Akt V

Copyright for this edition © by Wydawnictwo Literackie, 2016

Wydanie oparte na edycji Dzieł Williama Shakespeare’a Wydawnictwa Literackiego w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego

Podstawa tłumaczenia:

The Arden Shakespeare

THE TRAGEDY OF KING RICHARD THE THIRD

Edited by A. Hamilton Thompson

Methuen & CO LTD, London 1918

Copyright for the Polish translation © by the Estate of Maciej Słomczyński, 1984

The Arden Shakespeare

THE FIRST PART OF KING HENRY IV

Edited by A. R. Humpreys

Editorial matter © 1966, Methuen & CO LTD

Copyright for the Polish translation © by the Estate of Maciej Słomczyński, 1987

The Arden Shakespeare

THE SECOND PART OF KING HENRY IV

Edited by A. R. Humpreys

Editorial matter © 1966, Methuen & CO LTD

Copyright for the Polish translation © by the Estate of Maciej Słomczyński, 1987

The Arden Shakespeare

KING HENRY V

Edited by John H. Walter

Methuen & CO LTD, London 1977

Copyright for the Polish translation © by the Estate of Maciej Słomczyński, 1984

Opieka redakcyjna: KATARZYNA KRZYŻAN-PEREK

Redakcja: BARBARA TABORSKA-CEPIL

Opracowanie graficzne: MAREK PAWŁOWSKI

z wykorzystaniem opracowania LECHA PRZYBYLSKIEGO

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: Infomarket

ISBN 978-83-08-05929-6

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

.

Dramatis Personae

KRÓL EDWARD IV.

EDWARD, książę Walii, później król Edward V; RYSZARD, książę Yorku, królewscy synowie.

GEORGE, książę Clarence; RYSZARD, książę Gloucester, później król Ryszard III, królewscy bracia.

Młodziutki Syn księcia Clarence.

HENRYK, hrabia Richmond, później król Henryk VII.

KARDYNAŁ BOURCHIER, arcybiskup Canterbury.

TOMASZ ROTHERHAM, arcybiskup Yorku.

JAN MORTON, biskup Ely.

KSIĄŻĘ BUCKINGHAM.

KSIĄŻĘ NORFOLK.

HRABIA SURREY, jego syn.

HRABIA RIVERS, brat Elżbiety.

MARKIZ DORSET, LORD GREY, synowie Elżbiety.

HRABIA OXFORD.

LORD HASTINGS.

LORD STANLEY, zwany także HRABIĄ DERBY.

LORD LOVEL.

SIR TOMASZ VAUGHAN.

SIR RYSZARD RATCLIFF.

SIR WILLIAM CATESBY.

SIR JAMES TYRREL.

SIR JAMES BLOUNT.

SIR WALTER HERBERT.

SIR ROBERT BRAKENBURY, namiestnik zamku Tower.

CHRISTOPHER URSWICK, ksiądz.

Inny Ksiądz.

LORD MAYOR LONDYNU.

SZERYF WILTSHIRE.

TRESSEL, BERKELEY, dworzanie Lady Anny.

ELŻBIETA, królowa, małżonka króla Edwarda IV.

MAŁGORZATA, wdowa po królu Henryku VI.

KSIĘŻNA YORKU, matka króla Edwarda IV, Clarence’a i Gloucestera.

LADY ANNA, wdowa po Edwardzie, księciu Walii, synu króla Henryka VI; później małżonka Ryszarda, księcia GLOUCESTER.

Młoda Córka Clarence’a (MAŁGORZATA PLANTAGENET).

Lordowie i inni Dworzanie; Herold, Pisarz, Mieszczanie, Mordercy, Gońcy, Żołnierze etc.

Miejsce: Anglia.

.

Scena I

Londyn. Ulica.

Wchodzi samotnie RYSZARD, książę GLOUCESTER.

GLOUCESTER

Zimę goryczy naszej przemieniło

Dziś słońce Yorku w lato pełne chwały

I pogrzebało w łonie oceanu

Chmury wiszące ponad naszym domem.

Wieńce zwycięskie zdobią nasze czoła,

Pamiątką stała się broń poszczerbiona,

Zgiełk boju zmienił się w pieśni wesołe,

A groźne marsze w tańce sercu miłe.

Wojna zmarszczone lico wygładziła,

Zeszła z rumaka zakutego w zbroję

I już nie budzi lęku w groźnym wrogu,

Lekko stąpając przez komnatę damy

Do wtóru lutni miłej i zmysłowej.

Lecz ja, stworzony nie do tych igraszek

I spoglądania w miłosne zwierciadła;

Ja, mą brzydotą tak napiętnowany

I z majestatu miłości wyzuty,

Bym nie mógł łasić się do płochej nimfy;

Ja, pozbawiony urody cielesnej,

Odarty z wdzięku przez zdradę Natury;

Ja, zniekształcony, niepełny, zesłany

Przedwcześnie na świat, na pół wykonany,

Tak nieforemnie i nędznie, że wszystkie

Psy ujadają, gdy stanę w pobliżu –

Cóż, ja w tych słabych, pokojowych czasach

Nie umiem miło spędzać czasu; mogę

Jedynie własny cień oglądać w słońcu

I śpiewać cienko o moim kalectwie.

Więc, że nie mogę na modłę kochanków

Spędzać dni pięknych i godnych pochwały,

Postanowiłem okazać się łotrem

I próżną radość dni tych znienawidzić,

Knuję więc spiski i zastawiam sidła;

Groźbą fałszywą, obmową i snami

Budzę wzajemną śmiertelną nienawiść

Między mym bratem Clarence’em i królem.

Jeśli król Edward jest tak sprawiedliwy

I mądry, jak ja jestem pełen fałszu,

Zły i zdradziecki, Clarence dzisiaj jeszcze

Będzie zamknięty w związku z przepowiednią,

Która powiada, że jakiś G żyje,

Który Edwarda potomstwo zabije.

Myśli, w głąb duszy nurkujcie: – To Clarence.

Wchodzą CLARENCE, pod strażą, i BRAKENBURY.

Dzień dobry, bracie. Cóż to za straż zbrojna,

Wasza łaskawość?

CLARENCE

To jego majestat,

W trosce o moje bezpieczeństwo, kazał,

By aż do Tower szedł ze mną ten orszak.

GLOUCESTER

Dlaczego?

CLARENCE

Bowiem George brzmi moje imię.

GLOUCESTER

Lecz, panie, nie ma w tym żadnej twej winy.

Chrzestnych rodziców twych winien uwięzić. –

O, może jego majestat chce tylko,

Aby cię w Tower ochrzczono ponownie.

Lecz co się stało, Clarence? Mogę wiedzieć?

CLARENCE

Tak, tak, Ryszardzie, gdy sam będę wiedział;

Oświadczam bowiem ci, że dotąd nie wiem.

Lecz z tego, czego mogłem się dowiedzieć,

Sądzę, że słucha on snów i wyroczni,

I z alfabetu pragnie skreślić G,

Albowiem pewien wieszcz mu rzekł, że G

Potomstwo jego zamordować chce.

Ja, George, w imieniu mam inicjał G,

Więc za to właśnie pragnie skazać mnie.

Jak dowiaduję się, jego wysokość

Dla takich mrzonek kazał mnie uwięzić.

GLOUCESTER

Tak jest, gdy rządzi mężczyzną kobieta. –

To nie król kazał cię wtrącić do Tower,

Lecz jego żona, Lady Grey, mój Clarence;

Ona go spycha w twardą ostateczność.

Czy to nie ona i jej brat czcigodny,

Anthony Woodville, kazali mu posłać

Lorda Hastingsa do Tower, skąd dzisiaj

Został zwolniony? Nie jest tu bezpiecznie

Dla nas, mój Clarence; nie jest tu bezpiecznie.

CLARENCE

O, na Niebiosa; myślę, że nikt z ludzi

Nie jest bezpieczny, prócz krewnych królowej

I tych posłańców, którzy pośród nocy

Pomiędzy królem a panią Shore krążą.

Czy nie słyszałeś, jak pokornie błagał

Lord Hastings, aby wstawiła się za nim?

GLOUCESTER

Pokorne prośby słane tej bogini

Zdobyły wolność lorda szambelana.

Wiesz, co ci powiem – że jedyny sposób

Dla nas, by w łaskach królewskich pozostać,

To wejść w jej służbę i przybrać jej barwy.

Gdyż ta zawistna, podstarzała wdowa

I ona stały się najmożniejszymi

Kumami tego królestwa, od chwili

Gdy je pasował brat nasz na szlachcianki.

BRAKENBURY

Błagam, wybaczcie, wasze łaskawości;

Jego majestat wyraźnie zakazał,

Aby nikt z ludzi, nie bacząc na godność,

Nie mówił z bratem jego w cztery oczy.

GLOUCESTER

Aż tak? Czcigodny Brakenbury, możesz

Słuchać wszystkiego, o czym tu mówimy.

Nie ma w tym zdrady, człowieku; – mówimy,

Że król jest mądry, niezwykle cnotliwy

I ma szlachetną, sędziwą królową

Wielkiej urody, ale niezazdrosną; –

Mówimy także, że małżonka Shore’a

Ma piękną stópkę, wiśniowe usteczka,

Pogodne oko i wesoły język;

I że królowej krewnych uszlachcono.

I co ty na to? Czy pragniesz zaprzeczyć?

BRAKENBURY

Panie mój, nie chcę mieć z tym nic wspólnego.

GLOUCESTER

Z panią Shore nie chcesz? Mówię ci, człowieku,

Że każdy, który ma z nią coś wspólnego,

Każdy, prócz jego jednego, powinien

Czynić to cicho w wielkiej tajemnicy.

BRAKENBURY

Prócz jakiego jednego, panie mój?

GLOUCESTER

Jej męża, łotrze! – Czy pragniesz mnie zdradzić?

BRAKENBURY

Zechciej wybaczyć mi, wasza łaskawość,

I przestań mówić ze szlachetnym księciem.

CLARENCE

Wiemy, że rozkaz masz, więc usłuchamy.

GLOUCESTER

Służąc królowej, musimy usłuchać. –

Bądź zdrów, mój bracie. Idę wprost do króla;

Uczynię wszystko, co mogę, dla ciebie;

I siostrą nazwę wdowę po Edwardzie –

Po to jedynie, aby cię uwolnić.

Dotyka mnie ta braterska niesława

Bardziej, niż możesz sobie wyobrazić.

CLARENCE

Wiem, że nas obu nie może to cieszyć.

GLOUCESTER

Nie potrwa długo twoje uwięzienie;

Wybawię ciebie lub dla ciebie zginę.

Do tego czasu zachowaj cierpliwość.

CLARENCE

Muszę zachować, cóż mam robić? Żegnaj.

Wychodzą Clarence, Brakenbury i straż.

GLOUCESTER

Idź, drepcz po ścieżce, którą nie powrócisz,

Szczery i głupi bracie! – Tak cię kocham,

Że wkrótce poślę twą duszę Niebiosom,

Jeśli z rąk naszych dar taki wziąć zechcą. –

Lecz któż to idzie? Uwolniony Hastings?

Wchodzi HASTINGS.

HASTINGS

Życzę dobrego dnia, panie łaskawy!

GLOUCESTER

I ja ci życzę, lordzie szambelanie!

Świeże powietrze także wita ciebie.

Jakże znosiłeś więzienie, mój lordzie?

HASTINGS

Cierpliwie, panie szlachetny, jak muszą

Znosić więźniowie. Lecz dożyję, panie,

Chwili, gdy będę mógł złożyć me dzięki

Tym, którym moje więzienie zawdzięczam.

GLOUCESTER

Tak, bez wątpienia; podobnie jak Clarence;

Tych samych bowiem macie nieprzyjaciół,

Którzy pojmali was obu przemocą.

HASTINGS

Tym większy smutek, że więzi się orła,

Dając żerować kaniom i jastrzębiom.

GLOUCESTER

Jakie nowiny z zagranicy?

HASTINGS

Gorsze domowe niźli zagraniczne. –

Król chory, słaby i melancholijny

Budzi poważne obawy lekarzy.

GLOUCESTER

O, na świętego Pawła, złe to wieści.

Zbyt długo zdrowiem swoim poniewierał

I nadwerężył królewską osobę.

Myśl o tym musi boleść wywoływać.

Co, czy jest w łożu?

HASTINGS

Tak.

GLOUCESTER

Idź pierwszy, wkrótce podążę za tobą.

Wychodzi Hastings.

Powinien umrzeć; lecz nie może umrzeć,

Nim George nie pomknie rozstawnymi końmi

Do nieba. Wejdę, by jego nienawiść

Umocnić; szczuć go będę na Clarence’a

Kłamstwem podkutym celnym dowodzeniem,

A jeśli zamysł mój mnie nie zawiedzie,

Clarence nie będzie żył ani dnia dłużej.

Gdy to się stanie, niechaj Bóg zabierze

Króla Edwarda do swego królestwa,

A mnie pozwoli zająć się tym światem!

Poślubię córkę najmłodszą Warwicka.

Cóż, że jej męża zabiłem i ojca!

Lecz się odpłacę najlepiej dziewczynie,

Gdy sam zostanę jej mężem i ojcem.

I tak uczynię; nie tyle z miłości,

Ale dla pewnych tajemnych zamiarów,

Których spełnienie da mi to małżeństwo.

Lecz na targ pędzę, wyprzedzając konia;

Clarence oddycha wciąż, Edward panuje.

Gdy znikną obaj, zyski porachuję.

Wychodzi.

.

Scena II

Miejsce to samo. Inna ulica.

Wnoszą ciało HENRYKA SZÓSTEGO w otwartej trumnie otoczonej halabardnikami; za trumną LADY ANNA w żałobie, TRESSEL i BERKELEY.

LADY ANNA

Złóżcie, ach, złóżcie to szlachetne brzemię –

Jeśli szlachetność można złożyć w trumnie –

Bym mogła podnieść mój lament żałobny

Nad tym przedwcześnie umarłym Lancastrem.

Zimny posągu cnotliwego króla!

Rodzie Lancaster przemieniony w popiół!

O wy, bezkrwiste resztki krwi królewskiej!

Zezwól przywołać mi tu ducha twego,

By mógł wysłuchać zawodzenia Anny,

Żony Edwarda twego, zabitego

Tą ręką, która zadała ci rany!

Spójrz, wlewam, biedna, balsam z oczu smutnych

W okna, którymi uszło twoje życie. –

Przeklęta ręka, która cię przebiła!

Przeklęte serce, pozbawione serca!

Przeklęta krew ta, co cię wykrwawiła!

Niechaj nędznika, który przez śmierć twoją

Nędzę nam przyniósł, gorszy los napotka,

Niż życzę żmijom, ropuchom, pająkom

I wszystkim stworom jadowitym świata!

Niech dzieci jego będą poronione,

Wyrodne, na świat wydane przedwcześnie;

Niech ich plugawy i niezwykły widok

Zmieni nadzieję matki w przerażenie

I jego nieszczęść dziedzicem zostanie!

Jeśli mieć będzie żonę kiedykolwiek,

Niech więcej nieszczęść ześle jej śmierć jego

Niż mnie śmierć twoja i mego małżonka!

Nasz drogi ciężar od Świętego Pawła

Do Chertsey nieśmy, by go tam pochować.

Lecz odpocznijcie, jeśli wam sił zbrakło;

Ja lament wzniosę nad królem Henrykiem.

Wchodzi GLOUCESTER.

GLOUCESTER

Niosący zwłoki, stać i tu je złożyć!

LADY ANNA

Jaki czarownik zaklął tego diabła,

By zmącił świętą, pobożną powinność?

GLOUCESTER

Złóżcie te zwłoki! Na świętego Pawła,

Kto nie posłucha, tego w zwłoki zmienię!

PIERWSZY SZLACHCIC

Usuń się, panie, i pozwól przejść trumnie.

GLOUCESTER

Nieokrzesany psie! Stój, gdy ci każę!

I halabardę cofnij od mej piersi

Lub cię przebiję, na świętego Pawła,

I pod stopami zdepczę twą zuchwałość.

LADY ANNA

Co? Drżycie wszyscy ogarnięci trwogą?

Nie mogę winić was, ludzi śmiertelnych,

Gdyż wzrok śmiertelny cofa się przed diabłem. –

Precz stąd, straszliwy wysłanniku piekła!

Nad jego ciałem miałeś moc jedynie –

Nie możesz duszy zabrać, a więc odejdź.

GLOUCESTER

Zlituj się, słodka, święta, gniew pohamuj.

LADY ANNA

Plugawy diable, w imię Boże, precz stąd;

Nie dręcz nas więcej. Przemieniłeś bowiem

Szczęśliwą ziemię w piekło pełne przekleństw

I głosów bólu. Jeśli cię raduje

Widok twych czynów nikczemnych, spójrz tutaj,

Na ślad widomy twojej krwawej zbrodni.

Spójrzcie, panowie! Ach, rany Henryka

Otwarły usta zaschnięte i krwawią!

O, wstydź się, wstydź się, plugawy kaleko,

Bo to obecność twoja krew wyciska

Z zimnych i pustych żył, gdzie krwi już nie ma.

Twój czyn nieludzki i sprzeczny z Naturą

Wywołał strumień ten, sprzeczny z Naturą. –

Boże, tyś krew tę stworzył, więc ją pomścij!

Ziemio, tyś krew tę piła, śmierć tę pomścij!

Niech piorun Niebios zabije mordercę

Lub, ziemio, otwórz się, pożryj go żywcem,

Tak jak przyjęłaś krew dobrego króla,

Którego przebił tą piekielną ręką.

GLOUCESTER

Obce ci, pani, prawa miłosierdzia,

Które zło dobrem płacić nakazują,

Błogosławieństwo dając za przekleństwo.

LADY ANNA

Łotrze, co nie znasz praw boskich ni ludzkich;

Bestia najgorsza zna nieco litości.

GLOUCESTER

Lecz ja jej nie znam, więc nie jestem bestią.

LADY ANNA

O, to cud chyba, diabeł mówi prawdę!

GLOUCESTER

Większy cud, kiedy anioł się tak gniewa. –

Zezwól mi, boska, doskonała pani,

Bym mógł oczyścić się z domniemanego

Zła; proszę teraz o taką sposobność.

LADY ANNA

Zezwól mi, strzępie zgnilizny człowieczej,

Bym za to całe zło, dobrze mi znane,

Mogła cię przekląć tutaj, przeklętego.

GLOUCESTER

Piękniejsza ponad słowa wszelkie, zezwól

Cierpliwie, abym mógł wszystko wyjaśnić.

LADY ANNA

Podlejszy ponad wszelką myśl, wyjaśnisz

Wszystko, lecz wówczas, kiedy się powiesisz.

GLOUCESTER

Oskarżyłby mnie czyn tak rozpaczliwy.

LADY ANNA

Właśnie ta rozpacz by cię oczyściła,

Gdyż godną zemstę wymierzyłbyś sobie

Za tak niegodne zbrodnie wobec innych.

GLOUCESTER

A cóż, jeżeli nie ja ich zabiłem?

LADY ANNA

Więc nie umarli. A przecież nie żyją.

Tyś zamordował ich, sługo diabelski.

GLOUCESTER

Twój mąż nie zginął z mej ręki.

LADY ANNA

Więc żyje.

GLOUCESTER

Nie, nie. Nie żyje. Padł z ręki Edwarda.

LADY ANNA

Kłamie twa gardziel plugawa. Widziała

Twój miecz królowa Małgorzata; dymił

Skąpany w jego krwi; później go wzniosłeś

Godząc w jej serce, ale bracia twoi

Zdołali ostrze jego w górę podbić.

GLOUCESTER

Wzburzył mnie język jej oszczerczy, który

Winę ich złożył na mój grzbiet niewinny.

LADY ANNA

Wzburzył cię własny krwawy umysł, który

Nie śni o niczym, tylko o morderstwach.

Czy nie zabiłeś króla?

GLOUCESTER

Tak, przyznaję.

LADY ANNA

Przyznajesz, jeżu? Więc niech Bóg mi przyzna

Łaskę i przeklnie cię za czyn nikczemny!

O, był on dobry, łagodny, cnotliwy!

GLOUCESTER

Więc dobrze będzie mu u Króla Niebios.

LADY ANNA

Jest w niebie; ty się tam nie znajdziesz nigdy.

GLOUCESTER

Niech będzie wdzięczny, że go tam posłałem;

Lepsze to miejsce dla niego niż ziemia.

LADY ANNA

Tobie zostało jedno miejsce: piekło.

GLOUCESTER

Nie, jeszcze jedno; pozwól je wyjawić.

LADY ANNA

Zapewne jakiś loch.

GLOUCESTER

Twoja sypialnia.

LADY ANNA

Oby opuścił sen twoją sypialnię!

GLOUCESTER

Tak będzie, pani, aż nie spocznę z tobą.

LADY ANNA

Wierzę.

GLOUCESTER

Ja wiem. Lecz droga Lady Anno –

By już zakończyć tę sprzeczkę umysłów

I przejść do bardziej rozważnej rozmowy –

Czy ten, kto pragnął tak przedwczesnej śmierci

Plantagenetów tych obu: Henryka

Oraz Edwarda, nie jest równie winien

Jak ten, kto został czynu wykonawcą?

LADY ANNA

Tyś był przyczyną tak przeklętych skutków.

GLOUCESTER

Twa piękność była przyczyną tych skutków,

Twa piękność, która sny me nachodziła,

Każąc mi nawet cały świat uśmiercić

Za jedną chwilę na twym słodkim łonie.

LADY ANNA

Gdybym uwierzyć w to mogła, morderco,

Zdarłabym piękność z lica paznokciami.

GLOUCESTER

Patrzeć bym nie mógł na zniszczenie piękna,

Nie dałbym zniszczyć go, będąc przy tobie.

Jak słońce blaskiem swym ziemię raduje,

Tak ty mnie; jesteś mym dniem i mym życiem.

LADY ANNA

Niech noc okryje twój dzień, a śmierć życie!

GLOUCESTER

Siebie przeklinasz, gdyż jesteś oboma.

LADY ANNA

Ach, gdybym była; mogłabym się pomścić.

GLOUCESTER

Jest to uczucie złe, sprzeczne z Naturą,

Chcieć zemsty na tym, który cię miłuje.

LADY ANNA

Jest to uczucie słuszne i rozumne,

Chcieć zemsty na tym, kto mi zabił męża.

GLOUCESTER

Ten, kto pozbawił ciebie męża, pani,

Pragnął cię lepszym mężem obdarować.

LADY ANNA

Nie może lepszy stąpać po tej ziemi.

GLOUCESTER

Żyje ten, który bardziej kocha ciebie.

LADY ANNA

Kto?

GLOUCESTER

Plantagenet.

LADY ANNA

To jego tak zwano.

GLOUCESTER

Ktoś tego rodu, lecz lepszej natury.

LADY ANNA

Gdzie jest?

GLOUCESTER

Tu stoi.

LADY ANNA pluje na niego.

Czemu plujesz na mnie?

LADY ANNA

Oby to była śmiertelna trucizna!

GLOUCESTER

Tak słodkie miejsce nie rodzi trucizny.

LADY ANNA

Nigdy nie struto plugawszej ropuchy.

Precz z moich oczu! Widok twój zaraża.

GLOUCESTER

A mnie poraża twych oczu blask słodki.

LADY ANNA

Oby śmierć niosły ci jak bazyliszki!

GLOUCESTER

Oby tak było, umarłbym od razu,

Gdyż teraz śmierć mi za życia przynoszą.

Oczy twe z moich słone łzy wydarły,

Hańbiąc dziecięcą słabością ich męstwo.

Te oczy nigdy łzy nie uroniły,

Nawet i wówczas nie znały litości,

Gdy York, mój ojciec, i Edward płakali

Słysząc żałosny jęk Rutlanda, kiedy

Miecz nad nim wznosił Clifford czarnolicy.

Ni wtedy, kiedy twój waleczny ojciec,

Mówiąc o smutnej śmierci mego ojca,

Przerywał ciągle, niby małe dziecko

Płacząc i łkając, a wszyscy dokoła

Stali z licami tak od łez mokrymi,

Jak stoją drzewa spryskane ulewą.

W tej smutnej chwili moje mężne oczy

Wzgardziły choćby skromną łzą jedyną.

A czego boleść ta nie mogła sprawić,

Sprawiła piękność twa i od łez ślepną.

Wróg ni przyjaciel nie słyszał próśb moich,

Język mój nigdy nie rzucał słów gładkich,

Lecz dziś, gdy twojej piękności tak pragnę,

Pełne błagania jest me serce dumne

I językowi każe, by przemówił.

LADY ANNA patrzy na niego ze wzgardą.

Nie ucz warg twoich tak otwartej wzgardy,

Bowiem stworzono je do pocałunków,

A nie do takich szyderczych grymasów.

Jeśli twe mściwe serce nie przebaczy,

Spójrz, oto daję ci miecz wyostrzony;

Skoro chcesz tego, wbij go w tę pierś wierną

I wypuść duszę, która wielbi ciebie.

Wystawiam nagą pierś na cios śmiertelny

I na kolanach o śmierć kornie błagam.

Odkrywa pierś. LADY ANNA zamierza się mieczem.

Po cóż się wahasz? Tak, to ja zabiłem

Króla Henryka, lecz to piękność twoja

Tak mi kazała. Tak, teraz mnie przebij.

Zabiłem także młodego Edwarda,

Lecz twe niebiańskie lico mnie zmusiło.

Miecz wypada jej z ręki.

Wznieś miecz ten znowu, albo wznieś mnie.

LADY ANNA

Wstań, obłudniku; choć pragnę twej śmierci,

Nie będę katem twym.

GLOUCESTER

Więc każ, bym sam się zabił, a posłucham.

LADY ANNA

Już ci kazałam.

GLOUCESTER

Byłaś w wielkim gniewie.

Powtórz to teraz, a po pierwszym słowie

Ta ręka, która z miłości zabiła

Twą miłość, dla twej miłości zabije

Miłość po stokroć wierniejszą. Poniesiesz

I ty część winy za te oba zgony.

LADY ANNA

Co kryjesz w sercu?

GLOUCESTER

Odkrył to mój język.

LADY ANNA

Fałsz mieszka w obu.

GLOUCESTER

Nikt nie był tak szczery.

LADY ANNA

No cóż, miecz podnieś.

GLOUCESTER

Wiec pokój zawarty?

LADY ANNA

Później się dowiesz.

GLOUCESTER

Czy mam żyć nadzieją?

LADY ANNA

Żyj; tak jak wszyscy.

GLOUCESTER

Błagam, weź ten pierścień.

LADY ANNA

Wziąć to nie dawać.

GLOUCESTER

Spójrz, jak ten pierścień opasał twój palec;

Tak pierś twa serce me biedne zamyka.

Zabierz oboje; należą do ciebie.

Jeśli twój biedny i oddany sługa

Wybłaga łaskę z tej tak pięknej dłoni,

Wówczas obdarzysz go szczęściem na wieki.

LADY ANNA

Jaką to łaskę?

GLOUCESTER

Byś przekazała te smutne obrzędy

Temu, kto więcej żalu tu odczuwa,

A sama odejdź do pałacu Crosby.

Tam – gdy w opactwie Chertsey uroczyście

Pogrzebię tego szlachetnego króla,

Rosząc grób jego łzami mojej skruchy –

Pospieszę złożyć ci me wierne służby.

Dla różnych przyczyn, których nie znasz jeszcze,

Błagam cię o tę łaskę.

LADY ANNA

Z całego serca. Wielce mnie raduje,

Że widzę ciebie tak pełnego skruchy. –

Tressel i Berkeley, pójdziecie ze mną.

GLOUCESTER

Powiedz mi „bądź zdrów”.

LADY ANNA

Na mniej zasłużyłeś.

Lecz skoro uczysz mnie, jak trzeba schlebiać,

Wyobraź sobie, że ci „bądź zdrów” rzekłam.

Wychodzą Lady Anna, Tressel i Berkeley.

GLOUCESTER

Unieście ciało.

PANOWIE

Czy do Chertsey, panie?

GLOUCESTER

Do Karmelitów. Wkrótce tam przybędę.

Wychodzą wszyscy prócz GLOUCESTERA.

GLOUCESTER

Czy do kobiety ktoś tak się zalecał?

Czy ktoś kobietę w taki sposób zdobył?

Wezmę ją; – wezmę, ale nie na długo.

Jak to!? Ja, który zabiłem jej męża

I jego ojca, wezmę ją, choć w sercu

Żywiła dla mnie największą nienawiść?

Z klątwą na wargach i ze łzami w oczach,

Przy krwawym świadku owej nienawiści!

Przeciw mnie Bóg był, jej sumienie, zwłoki,

Za mną nikt, tylko diabeł i obłuda.

Lecz ją zdobyłem – nicość przeciw światu!

Ha!

Czy zapomniała już mężnego księcia

Edwarda, pana swojego, którego

Przed niecałymi trzema miesiącami,

Wpadłszy we wściekłość, przebiłem w Tewkesbury?

Słodszego, bardziej godnego miłości –

Któremu dała rozrzutna Natura

Młodość, waleczność, mądrość i królewskość –

Cały szeroki świat znów by nie stworzył!

A ona ku mnie zniżyła swe oczy,

Choć pozłocisty kwiat owego księcia

Słodkiego ściąłem, a ją przemieniłem

W żałobną wdowę. Na mnie, który cały

Niegodny jestem połowy Edwarda.

Na mnie, chromego i tak ułomnego.

Me księstwo stawiam za denar żebraczy,

Że się myliłem dotąd, sądząc siebie.

Na moje życie, to ona dostrzega,

Choć ja nie mogę tego dostrzec wcale,

W osobie mojej osobliwy urok.

Jak widać, muszę zakupić zwierciadło

I krawców kilka dziesiątków zatrudnić,

By sztuką swoją zdobili me ciało.

Skoro we własne zakradłem się łaski,

Muszę sam siebie teraz przekupywać.

Lecz najpierw jego trzeba złożyć w grobie

I wrócić z płaczem do mej ukochanej. –

Lśnij, piękne słońce, nim kupię zwierciadło,

By me spojrzenie na cień własny padło.

Wychodzi.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Romeo i Julia Kroniki królewskie Romeo i Julia Makbet Wieczór Trzech Króli Sonety