Sekrety carów

Sekrety carów

Autorzy: Michael Farquhar

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Kategorie: Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 260

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 26.23 zł

Dynastię Romanowów charakteryzowały spektakularne ekscesy, okrucieństwo oraz szaleństwo. Katarzyna II romansowała z przyszłym królem Polski, nie bacząc na męża, który również nie krył się ze swą kochanką. Iwan VI, uwięziony jako niemowlę, przez całe życie był poniżany, a w końcu został zabity. Paweł I, obłąkany syn Katarzyny Wielkiej, zbezcześcił zwłoki,  każąc wykopać z grobu kości jednego z kochanków swojej matki.

Romanowowie – tyrani, intryganci i łajdacy. A może nieszczęśnicy zamknięci w złotych klatkach? W barwnej opowieści autor uchyla wrót ich pałaców. Wprowadza czytelnika w świat intryg i rozpusty oraz zniewolenia i  mordów. Ukazuje, jak rodzi się potęga dynastii i jak kule rażą ostatniego cara i jego rodzinę.

Porywający styl Farquhara to prawdziwa przyjemność czytania.

„Publishers Weekly”

Tytuł oryginału

Secret Lives of the Tsars

Projekt okładki

ILONA GOSTYŃSKA-RYMKIEWICZ

Ilustracje na okładce

© AGENCJA BE&W

© JACKF/FOTOLIA.COM

Redakcja

KRZYSZTOF UŚCIŃSKI

Korekta

JOANNA RODKIEWICZ

Redakcja techniczna

JAROSŁAW DANIELAK „AD FONTES” AGENCJA WYDAWNICZA

Copyright © 2014 by Michael Farquhar

This translation is published by arrangement with Random House, a division of Penguin Random House LLC

All rights reserved

Polish edition © Publicat S.A. MMXVI (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

ISBN 978-83-271-5614-3

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

***

Wielka Smuta i nastanie dynastii Romanowów

1. Iwan V i Piotr I (1682–1696): o jednego samodzierżcę za dużo

2. Piotr I (1696–1725): cesarskie dziwactwa

3. Katarzyna I (1725–1727): chłopka na cesarskim tronie

4. Anna (1730–1740): „znudzona kochanka na włościach”

5. Elżbieta (1741–1762): cesarzowa pretensjonalna

6. Piotr III (1762): „urodzony trusia”

7. Katarzyna II (1762–1796): „ofiara silnych namiętności”

8. Paweł (1796–1801): „on nie cierpi swego narodu”

9. Aleksander I (1801–1825): zwycięzca Napoleona

10. Mikołaj I (1825–1855): „dobroduszny Jowisz”

11. Aleksander II (1855–1881): „koronowany żywy trup”

12. Aleksander III (1881–1894): kolos niezachwianego samodzierżawia

13. Mikołaj II (1894–1917): „zupełne dziecko”

14. Mikołaj II (1894–1917): po równi pochyłej

15. Mikołaj II (1894–1917): krwawy koniec

Pokłosie

Podziękowania

Wybrane piśmiennictwo

Przypisy

Z wyrazami szczególnej wdzięczności dla rodzin Foote, Rupp i Maloney, które niezmordowanie wnosiły swoje uwagi!

W rodzinie Romanowów z pokolenia na pokolenie dziedziczone jest dziwne przekleństwo. Mordy, cudzołóstwo, krew i moralne bagno (...), katowski pień, stryczek i trucizna – oto prawdziwe godło rosyjskiego samodzierżawia. Boże namaszczenie na czole carów stało się znamieniem Kaina.

Dymitr Miereżkowski (1865–1941)

Wielka Smuta

i nastanie dynastii Romanowów

Żywe zwierzątka furkotały w powietrzu rzucane z wieży Kremla przez okrutnego karła, który wkrótce będzie rządził krajem jako Iwan Groźny. Bestialskie zachowanie niepoczytalnego chłopca nie spotykało się z żadnymi konsekwencjami ani wtedy, ani tym bardziej później, gdy jako car Rosji wymordował bez mrugnięcia okiem prawie cały Nowogród, wieńcząc tragiczne dzieło rozkazem wepchnięcia ostatnich żywych pod lód na rzece Wołchow. Ręka mu nie drgnęła również wtedy, gdy osobiście wypatroszył pewnego szlachcica, wpierw sadzając go na tronie w carskim stroju, by ośmieszyć jego pretensje do władzy, ani wówczas, gdy w akcie zemsty nakazał w wymyślny sposób zgładzić na placu Czerwonym setki rzekomych wrogów. Okrutnego władcy nie powstrzymywał ani widok ludzi obdzieranych ze skóry, ani wrzucanych do wrzątku, palonych żywcem czy łamanych kołem (po kilku wiekach ta bezwzględność zyskała mu uznanie innego potwora – Józefa Stalina). Tylko jednego zabójstwa Iwan IV będzie głęboko żałował. Zabójstwa, którego się dopuścił w napadzie złości, a które zmieniło bieg historii Rosji.

W 1581 najstarszy syn cara miał czelność stanąć w obronie ciężarnej żony, kopniętej przez Iwana w brzuch. Akt niesubordynacji syna rozsierdził ojca do tego stopnia, że uderzył go w głowę żelazną laską. Wściekłość natychmiast ustąpiła, a w jej miejsce pojawił się niewczesny żal. Szalony władca mógł już tylko wykrzykiwać: Jestem potępiony! Zabiłem własnego syna! Zabiłem własnego syna! Tym jednym uderzeniem Iwan Groźny zniweczył przyszłość starej dynastii Rurykowiczów, która kładła podwaliny Rosji jako narodu.

Syna przeżył zaledwie o trzy lata: grał w szachy, gdy doznał udaru, który zakończył jego żywot. Rosja natychmiast podjęła próbę wydobycia się z kryzysu, w który wprowadziła ją zgubna polityka władcy, zdrowienie jednak nie trwało długo. Okres terroru Iwana IV okazał się jedynie wstępem do o wiele bardziej wyniszczającej epoki głodu, wojen domowych i rozlewu krwi, znanej jako Wielka Smuta. Musiało minąć wiele burzliwych lat, zanim w roku 1613 na tron, uzurpatorsko zajmowany w międzyczasie przez różnych intrygantów i samozwańców, został wybrany młody Michał Romanow, zapoczątkowujący nową dynastię, której dane będzie władać Rosją przez kolejne trzy wieki.

Zmiana władzy po śmierci Iwana IV w 1584 przebiegła niezwykle spokojnie; był to jednak, jak się później okazało, spokój pozorny. Następcą krwawego cara został jego młodszy syn Fiodor I, człowiek prostoduszny i nieciekawy, o którym polski poseł pisał, że jest „umysłu małego bądź... żadnego”. Chorowitego władcę wpierała grupa regentów, wśród których był szwagier cara, Borys Godunow, przebiegły polityk i zdolny zarządca, który zebrał w swym ręku pełnię rzeczywistej władzy. Na początku panowania Fiodora stłumił Godunow powstanie wzniecone przez rodzinę ostatniej żony Iwana Groźnego,[1] Marii Nagoj, udaremniając wprowadzenie na tron Dymitra, najmłodszego syna zmarłego cara. Carewicz i jego matka zostali wygnani do miasta Uglicz, gdzie w 1591 roku, w tajemniczych okolicznościach, ośmioletni syn Iwana IV został znaleziony z podciętym gardłem. O jego śmierć Maria i jej rodzina otwarcie obwiniali Borysa Godunowa, co szybko przerodziło się w krwawe zamieszki. Powołano specjalną komisję, która ustaliła, że chłopiec bawił się nożem i sam zranił się śmiertelnie. Godunow został zatem oficjalnie oczyszczony z zarzutów, jednak los Dymitra i tak położy się cieniem na jego przyszłości.

W 1598 schorowany car Fiodor umiera bezpotomnie. Wielka dynastia Rurykowiczów schodzi ze sceny. Na tron wstępuje Borys Godunow, który za czasów panowania nieudolnego Fiodora był rzeczywistym władcą Rosji. Mimo okazywanej mu początkowo niechęci Godunow został ostatecznie wybrany i koronowany jako car wśród powszechnej aprobaty i w atmosferze oczekiwania, że może przywrócić Rosji wielkość. Początkowo jego rządom nie szkodził ani dotkliwy kryzys gospodarczy, ani rosnące podatki, ani nawet prowadzona polityka, w wyniku której większość ludności została przypisana do ziemi. I wtedy drastycznie pogorszyła się pogoda.

Zmiany klimatyczne, znane jako mała epoka lodowa, spowodowały straszliwy głód w okresie siedmioletniego panowania Borysa Godunowa. Jeden ze świadków tragedii zapisał: „Przysięgam na Boga, że to prawda. Widziałem na własne oczy ludzi leżących na ulicach, jak bydło jedzących latem trawę, a zimą siano. Niektórzy byli już martwi, a z ich ust wystawały źdźbła siana zmieszane z gnojem i... (proszę wybaczyć niedelikatność) ludzkimi odchodami. Codziennie na ulicach znajdowano zwłoki tych, co poumierali z głodu. ...Codziennie setki ciał na rozkaz cara zbierano i wywożono wozami. Tych wozów było tak dużo, że sam ich widok wywoływał przerażenie i zgrozę”.

W okresie tych nieustających cierpień i niedostatku, kiedy wymarła prawie jedna trzecia ludności, w 1604 roku pojawił się pretendent na tron, twierdzący, że jest Dymitrem, najmłodszym synem Iwana Groźnego, cudownie ocalałym mimo zbrodniczych zakusów Godunowa. Zamordowano innego chłopca – utrzymywał Dymitr Samozwaniec – a prawdziwy następca właśnie przybył, by odzyskać prawowite miejsce na tronie i wyzwolić rosyjski lud z ciemności i chaosu, w których pogrążyły go grzechy uzurpatora Godunowa.

Nigdy nie ustalono prawdziwej tożsamości samozwańca. Niektórzy twierdzą, że był nim zbiegły mnich Grigorij Otriepjew, który wspierany przez polskiego katolickiego króla, pojawił się w Rosji, by zniszczyć prawosławie; inni utrzymują, że był nim ktoś, kogo od dziecka umyślnie wychowywano tak, by rzeczywiście wierzył, że jest Dymitrem. Kimkolwiek był, szybko zyskał sobie zwolenników wśród niezadowolonej ludności pragnącej odmiany i skłonnej wierzyć, że jest on Bożym Pomazańcem.

W kwietniu 1605, gdy rebelia wywołana pojawieniem się Dymitra Samozwańca przybierała na sile, Borys Godunow taktownie zmarł, prawdopodobnie na zawał serca. Dwa miesiące później pretendent do tronu wkroczył triumfalnie do Moskwy. Na jego drodze nie stał już żaden rywal, gdyż następcę tronu, syna Godunowa Fiodora II – uduszono. „Dymitr” zorganizował wzruszające przedstawienie przy grobie Iwana Groźnego. „Ukochany ojcze! – płakał. – Zostawiłeś mnie sierotą na tym świecie, ale twoje święte modlitwy przeprowadziły mnie przez wszystkie prześladowania i doprowadziły do tronu”. Następnego dnia w soborze Zaśnięcia na Kremlu odbyła się koronacja. Na tron wstąpił uzurpator, ale nie utrzymał się na nim nawet przez rok.

Ledwo bowiem Dymitr zdołał rozsiąść się na tronie, a już ambitny bojar Wasyl Szujski zaczął snuć przeciwko niemu intrygi. Samozwańczego cara czekał straszliwy koniec. Zamachowcy rozsiekali go na kawałki podczas zawierania związku małżeńskiego z katoliczką Maryną Mniszech. Do jego stóp i genitaliów przywiązano sznury i zaciągnięto nagie ciało na plac Czerwony, gdzie je pozostawiono na trzy dni na urągowisko. Na koniec zwłoki spalono, a pozostałości zmieszano z prochem strzelniczym i wystrzelono z armaty w kierunku południowo-zachodnim, skąd samozwaniec przybył.

Pozbywszy się Dymitra Samozwańca, Wasyl Szujski sięgnął po koronę dla siebie, choć jego pretensje do tronu oparte były na słabych podstawach. W Rosji wciąż wrzało, zdobyta władza była niestabilna. Aby ją wzmocnić, Wasyl IV próbował zdyskredytować swoich poprzedników, rozpowszechniając niewiarygodne pogłoski o nikczemnych czynach Dymitra Samozwańca (wiele z tych opowieści przetrwało wieki). Posunął się nawet do tego, że nakazał przedstawiać zwłoki jakiegoś niedawno zmarłego chłopca jako nieskażone rozkładem i słynące cudami ciało prawdziwego Dymitra, któremu przypisywano świętość. Ciało zostało uroczyście przeniesione z miasta Uglicz do Moskwy i wystawione jako relikwia w soborze Świętego Michała Archanioła na Kremlu, póki „Święty Dymitr” nie zaczął ujawniać oznak rozkładu i nie został pośpiesznie pochowany.

Obłaskawianie narodu przy pomocy relikwii rzekomego świętego na niewiele się zdało. Szujskiemu nie udało się ani uspokoić tłumów, ani zapobiec pojawieniu się drugiego Dymitra Samozwańca, co nastąpiło w roku 1607. Tak jak w przypadku pierwszego uzurpatora, tożsamość drugiego również pozostaje nieznana. Niezadowolenie społeczne było tak duże, że i ten samozwaniec zdobył szeroki rozgłos i poparcie, szczególnie gdy Maryna Mniszech, wdowa po pierwszym uzurpatorze, „rozpoznała” w nowym pretendencie swojego cudownie ocalałego męża, którego ponownie poślubiła. (Choć jeden z polskich hetmanów zapisał w swoich pamiętnikach, że samozwańcy mieli tylko dwie cechy wspólne: obaj byli ludźmi i obaj byli uzurpatorami[2]).

W obliczu zagrożenia stwarzanego przez marsz nowego Dymitra Samozwańca na Moskwę car Wasyl w zamian za pomoc wojskową zrzekł się części terytorium Rosji na rzecz Szwecji. To z kolei skłoniło Polskę do zajęcia Smoleńska, miasta leżącego na obszarach granicznych między Rosją a Polską. „Sąsiedzi osaczali Rosję jak szakale krążące wokół umierającej zwierzyny, czekając na stosowną okazję, by rozczłonkować imperium – pisał historyk Philip Longworth. – A wyniszczająca wojna domowa wciąż trwała”.

W lipcu 1610 car Wasyl został przez motłoch zdetronizowany i publicznie, na placu Czerwonym, postrzyżony na mnicha. W grudniu drugi Dymitr Samozwaniec został zgładzony przez jednego ze swoich ludzi. Teraz Rosja nie miała już żadnego cara, nawet samozwańczego (pojawi się jeszcze jeden Dymitr Samozwaniec, znajdzie grono zwolenników i również zostanie zamordowany). Kraj staczał się w przepaść.

Chaos, bezprawie, choroby i głód pustoszyły Ruś. Bandy grasujących zbójców niszczyły wsie i pola. Gdy zatem ostatni bastion władzy i porządku – Kreml – został zajęty przez polskie wojska, wydawało się, że upadek Rosji sięgnął dna. Zewsząd dały się słyszeć głosy o konieczności przywrócenia władzy centralnej oraz porządku w kraju i ponownego wyprowadzenia Rosji na drogę do wielkości. Zanim nastał rok 1613, zmęczeni ludzie powszechnie domagali się jedynowładcy.

Nowego cara wybierał sobór ziemski, wielkie zgromadzenie przedstawicieli wszystkich warstw społeczeństwa (z wyjątkiem niewolnych chłopów), stawiające sobie za cel niedopuszczenie do tronu żadnych ambitnych bojarów czy fałszywych pretendentów. Poszukiwano kandydata, który zapewniłby ciągłość władzy oraz wierność Cerkwi prawosławnej. I znaleziono go w osobie nastoletniego Michała Romanowa, którego zaakceptowano prawie jednomyślnie.

Mogło się wydawać, że ten wątły i skromny szesnastolatek nie podoła trudnemu zadaniu wydźwignięcia podupadłego carstwa i zapewnienia mu pokoju, ale przynajmniej jego pochodzenie nie budziło wątpliwości. Jego babką cioteczną była ukochana pierwsza żona Iwana Groźnego, Anastazja, kobieta łagodna i pobożna, tak odmienna od swojego krwiożerczego męża. Bratem Anastazji był dziadek Michała, Nikita, który został najbliższym doradcą Iwana i zdobył powszechne uznanie i szacunek, odmawiając uczestnictwa w najokrutniejszych ekscesach swojego szwagra.

Ojciec Michała, Fiodor (który przybrał nazwisko Romanow), przegrał walkę o władzę z Borysem Godunowem po śmierci swojego niespełna rozumu kuzyna Fiodora I w 1598 roku i został zesłany razem z żoną Ksenią na Syberię. Obojgu udało się przeżyć w nieludzkich warunkach, jednak na tym ich kara się nie zakończyła: zostali zmuszeni do wstąpienia do zakonów. Od tej pory żyli oddzielnie: on jako mnich Filaret, ona jako mniszka Marta. Fortuna Fiodora/Filareta odmieniła się na krótko w 1605, kiedy Dymitr Samozwaniec mianował go metropolitą Rostowa. Wkrótce jednak, w trakcie wizyty w Polsce jako członek rosyjskiego poselstwa, został uwięziony przez polskiego króla. Gdy jego syn Michał zostawał carem Rosji, on gnił w polskiej celi.

Młody elekt nie przyjmował korony zbyt chętnie, pomny pełnych niepokoju i zamętu lat Wielkiej Smuty. Miał pięć lat, gdy jego rodzice zostali zesłani na Syberię, i wraz z opiekującą się nim ciotką cierpiał biedę. Minęły lata, jego ojciec dostał się do polskiego więzienia, zaś Michał, tym razem z matką, prowadził życie wędrowne, od jednego klasztoru do drugiego, całkowicie zdany na ludzką pomoc. Kiedy więc przedstawiciele soboru ziemskiego przybyli do Monasteru Ipatiewskiego nad Kostromą, aby prosić go o przyjęcie korony, wpierw odmówił, argumentując, że tron jest zbyt niestabilny. Rzeczywiście, objęcie władzy w tamtym okresie było tak ryzykowne jak zabawa dziecka z rannym niedźwiedziem. Michał wyraził zgodę dopiero wówczas, gdy delegacja solennie zapewniła go, że cały naród wybrał go na swojego władcę. Tak oto stanął przez olbrzymimi trudnościami.

Pokonując drogę z Kostromy do Moskwy, gdzie miała się odbyć koronacja, młody car obserwował spustoszony kraj; ciężar zadań wkładanych na jego barki symbolizowała waga szat koronacyjnych, w których wydawał się taki bezradny. Mimo wszystko cieszył się prawie powszechnym poparciem wycieńczonego bezhołowiem ludu. Z pomocą soboru ziemskiego, który zbierał się regularnie w trakcie pierwszych lat jego panowania, car zdołał zawrzeć pokój z dwoma najniebezpieczniejszymi sąsiadami – Szwecją i Polską. Ceną były ustępstwa terytorialne i reparacje, zyskiem – możliwość skupienia się na mozolnej odbudowie kraju.

Początkowy okres panowania Michała naznaczony był niezwykłym duchem współpracy na rzecz wspólnego dobra. Niestety nie obyło się bez dworskich intryg i zdrad, których źródła sięgały jeszcze czasów Smuty. Dały one o sobie znać ze szczególnym nasileniem, gdy pierwszy car z dynastii Romanowów miał zawrzeć związek małżeński. Jego wybranką została Maria Chłopowa, z niezbyt możnej rodziny arystokratycznej. Na wieść o takim wyborze i na samą myśl o dobrach i przywilejach, jakie mogły przypaść mało znanej rodzinie Marii, członkowie innych rodów bojarskich zakipieli ze złości i postanowili ją usunąć. Silny środek wymiotny dodany do jedzenia wywołał gwałtowne konwulsje, które przedstawiono carowi jako oznaki nieuleczalnej choroby, ukrywanej świadomie przez żądną władzy Marię i jej rodzinę. Karą za to „oszustwo” było zesłanie całej rodziny Chłopowów na Syberię.

W szóstym roku rządów Michała jego ojciec został zwolniony z więzienia w Polsce i powrócił do domu, by stać się patriarchą Moskwy i Wszechrusi. Radosne było spotkanie po latach. Szczęśliwy car przekazał Fiodorowi/Filaretowi władzę, której ten od dawna pragnął. Od tej pory rola Michała ograniczała się właściwie tylko do uczestniczenia w formalnych uroczystościach dworskich, kiedy to jego obecność była nieodzowna. W porównaniu z silnymi osobowościami późniejszych dynastów, jak Piotr Wielki czy Katarzyna Wielka, postać Michała była bardzo bezbarwna. Jedynym poważnym zadaniem, które miał do wykonania, było spłodzenie potomka.

Michał żenił się dwukrotnie. Pierwsza żona zmarła w ciągu roku, w wyniku komplikacji po poronieniu. Drugą żonę wybrano zgodnie z ruską tradycją: kandydatki z całego królestwa, oczywiście ze szlachetnych rodów, po sprawdzeniu ich dziewictwa, zgromadzono w Moskwie i przedstawiono carowi. Z całej gromady panien Michał wybrał córkę dworianina[3], Eudoksję Strieszniewą, która w roku 1629 dała rozwijającej się dynastii następcę tronu.

Fiodor/Filaret panował aż do 1633 roku. Po śmierci ojca najłagodniejszy z carów rządził względnie spokojnie przez kolejne dwanaście lat. Zmarł w 1645. Został w pamięci jako władca nijaki, a jedyną jego zasługą jest założenie nowej linii dynastycznej.

Podobnie jak jego ojciec, Aleksy Romanow wstąpił na tron w wieku lat szesnastu. Inaczej niż jego ojciec, drugi monarcha z dynastii Romanowów był uosobieniem władzy i majestatu. Jeden z członków poselstwa angielskiego tak opisze blask bijący od zasiadającego na tronie Aleksego:

Car jawił się jak słońce rozsiewające dookoła promienie. Siedział dostojnie na tronie, otoczony przepychem, z berłem w ręce i w koronie na głowie. Jego tron, wykonany z pozłacanego srebra, zwieńczony misternymi rzeźbieniami, wznosił się na siedem lub osiem stóp nad posadzkę, przydając mu majestatu. Korona (którą nosił na czapce podbitej czarnymi sobolami), pokryta drogocennymi kamieniami, zwężała się ku górze na kształt stożka ze złotym krzyżem na szczycie. Berło błyszczało od szlachetnych kamieni, jego kołnierz i kaftan od góry do dołu były obszyte złotem i drogocennościami.

Aleksy dał się poznać jako najłagodniejszy i najpobożniejszy ze wszystkich carów. I rzeczywiście był religijny – wielokrotnie w ciągu dnia uczestniczył w nabożeństwach. Angielski lekarz cara donosił, że „w dni postne bierze udział w nocnych modlitwach, stojąc bez przerwy po cztery, pięć, a nawet sześć godzin lub kładąc się krzyżem na ziemi po tysiąc, a w wielkie uroczystości po tysiąc pięćset razy”. Co nie przeszkodziło pobożnemu Aleksowi stać się kimś na podobieństwo Iwana Groźnego, gdy w kraju wybuchły zamieszki.

Przykładem może być kaźń Stieńki Razina, przywódcy chłopskiego powstania z 1670 roku. Wpierw ruski knut porozdzierał skórę Razina na strzępy, potem przypalano go gorącym żelazem. Przez jakiś czas dręczono go wodą kapiącą na głowę. Członki Razina były wyrywane ze stawów i na siłę wpychane z powrotem na miejsce. Ostatecznie, jeszcze żywego, poćwiartowano, a jego ciało rzucono psom. (Wnuk cara, Piotr Wielki, przejmie te okrutne praktyki, doprowadzając do śmierci od knuta własnego syna).

Car Aleksy żenił się dwa razy. Jego pierwsza żona, Maria Miłosławska, została wybrana podobnie jak jego własna matka z grona uprzednio wyselekcjonowanych panien. (Pierwsza wybranka Aleksego przez zazdrość magnatów podzieliła los pierwszej wybranki jego ojca). Caryca okazała się dobrą żoną, jak na standardy tamtych lat: oddawała się modlitwie, haftowaniu i rodzeniu, wydając na świat trzynaścioro dzieci, w tym dwóch przyszłych carów. Jak wszystkie kobiety monarchii, przebywała w specjalnie wydzielonych dla kobiet komnatach pałacu, w tak zwanym teremie. Do końca życia pozostała konserwatywna co do stroju i wyglądu. Zmarła w roku 1669, podczas porodu czternastego dziecka.

Jej śmierć przygnębiła Aleksego, jednak nie na długo. Nie minął rok, jak znalazł nową, dorodną narzeczoną, młodszą od siebie o prawie ćwierć wieku. Nazywała się Natalia Naryszkina i była podopieczną przyjaciela i głównego doradcy cara, Artamona Matwiejewa. Wychowana w zachodnim stylu w domu Matwiejewa, którego żona była Szkotką, ciemnooka Natalia nie ukrywała się przed mężczyznami, jak to było wtedy przyjęte, i wychodziła ze swoich komnat, by swobodnie rozmawiać. Oczarowany car podczas jednej z wizyt dotknął jej ręki.

Próbując zapobiec złośliwym intrygom, Aleksy nakazał zgromadzić raz jeszcze panny – kandydatki na żonę. Natalia była oczywiście między nimi. Car miał nadzieję, że ta gra pozorów odsunie od Matwiejewa i rodziny Natalii podejrzenia, iż wykorzystują sytuację, by zdobyć władzę. Zabieg okazał się nieskuteczny. Krewni zmarłej carycy Marii Miłosławskiej straciliby zbyt wiele przywilejów i zaszczytów na rzecz nowej żony i jej rodziny. Ich pierwotna niechęć wobec Natalii i Naryszkinów szybko zamieniła się w morderczą nienawiść.

Tymczasem młoda caryca wnosiła powiew nowoczesności na dwór. Niektórzy gorszyli się jej bezceremonialnością: jeden zbulwersowany obserwator zauważył, że caryca „uchyliła okno karety” (kobiety z carskiej rodziny podróżowały całkowicie zasłonięte przed ludzkim okiem, ukryte za welonami i ciężkimi ciemnymi zasłonami). Natalii udało się również zarazić starszego męża nowinkami z Zachodu, wśród których był teatr, i spowodować ich przeszczepienie na rosyjski grunt. Wcześniej Aleksy, prawdopodobnie pod wpływem pierwszej, konserwatywnej żony, zakazywał takich rozrywek i nie cofnął się nawet przed spaleniem na placu Czerwonym zachodnioeuropejskich instrumentów muzycznych. Teraz korzystał z nich skwapliwie, choć powstałej „muzyce” daleko było do melodyjności. Angielski lekarz cara przyrównywał ją do „lotu skrzeczących sów, gniazda sójek, watahy wilków, siedmiu ropuch w wietrzny dzień i stada rywalizujących ze sobą kotów”.

Te drobne ukłony pod adresem zachodniej kultury nie zmieniały oblicza Rosji wciąż tkwiącej w średniowiecznym zacofaniu. Rosji, która mocno przylgnęła do własnej tradycji. Opór wobec nowości ujawniał się najostrzej, gdy Aleksy chciał wprowadzić niewielkie zmiany w cerkiewnej liturgii, chcąc w ten sposób zmniejszyć rozdźwięk między Cerkwią rosyjską a starszą od niej grecką. Prawosławny patriarcha ogłosił, że wierni mają się żegnać trzema palcami, a nie, jak dotychczas, dwoma. Niestety, w epoce, w której ludzie wierzyli, że zbawienie zależy od ścis­łego przestrzegania obrzędów, wielu wolało dać się spalić żywcem niż czynić znak krzyża inną liczbą palców[4].

Taka była Rosja, gdy w roku 1676 umierał car Aleksy. Dopiero syn Natalii wyciągnie kraj z letargu. Ale zanim przyszły Piotr Wielki cokolwiek zmieni, przyjdzie mu zmierzyć się ze starszą siostrą – Zofią.

1

Iwan V i Piotr I (1682–1696):

o jednego samodzierżcę za dużo

Była to księżniczka obdarzona zaletami ciała i umysłu niemal do perfekcji, gdyby nie jej niepohamowana ambicja i nienasycona żądza władzy.

Piotr I Wielki

o swej przyrodniej siostrze Zofii

Umierając w 1676 roku car Aleksy zostawił trzech synów: Fiodora i Iwana miał z pierwszą żoną Marią Miłosławską, a przyszłego Piotra Wielkiego z drugą żoną, Natalią Naryszkiną (zob. drzewo genealogiczne). Najstarszy syn objął tron po Aleksym w wieku lat czternastu jako Fiodor III. Umysł miał bystry, ale ze względu na liczne fizyczne dolegliwości (w tym, jak się obecnie przypuszcza, szkorbut), które go osłabiały i unieruchamiały, nie zapowiadał się na obiecującego monarchę. Po krótkim, sześcioletnim panowaniu Fiodor zmarł, nie pozostawiając następcy. Według kolejności tron przypadał Iwanowi, który fizycznie był jeszcze słabszy, a do tego niesprawny umysłowo. Dlatego też odsunięto go od sukcesji na korzyść przyrodniego, sprawnego psychicznie i fizycznie brata Piotra. Gdy tak się stało, do działania przystąpiła starsza siostra Iwana – Zofia. Kobieta o energicznej osobowości, zupełnie odmienna od ówczesnych pokornych i uległych niewiast, zorganizowała krwawy przewrót, w wyniku którego władza nad Rosją została złożona w ręce dwóch monarchów. Piotr, trwale okaleczony psychicznie uszedł z życiem.

Skamieniały z przerażenia carewicz ściskał milcząco matczyną rękę, gdy tymczasem hurma pikinierów tłoczyła się pod nimi, rykiem domagając się krwi. Aż nagle, wśród straszliwego zgiełku, na balkonie górującym nad rozwścieczonym tłumem został podniesiony książę Michał Dołgoruki i gwałtownie rzucony wprost na jeżące się ostrza. Tam natychmiast rozerwano go na strzępy. Działo się tak z wieloma innymi bojarami i innymi „zdrajcami”, których sieczono na kawałki, usypując odrażający stos na placu Czerwonym. Gdy sparaliżowany ze strachu carewicz Piotr przyglądał się rozgrywającej się rzezi (jego dwaj wujowie nie zostali jeszcze zgładzeni), jego przyrodnia starsza siostra Zofia dobrze się bawiła. Wiedziała: mordy otwierały przed nią nowe możliwości. I w rzeczy samej, kremlowska masakra wyniosła ją do władzy, jakiej nie miała przed nią żadna Rosjanka.

Kto by wcześniej przypuszczał, że Zofia zdobędzie tak duże znaczenie na dworze, ba – że sięgnie po ster realnej władzy w Rosji? Była szóstym dzieckiem Aleksego i jego pierwszej żony Marii Mikołajewskiej, a urodziła się w czasie, gdy kobiety w państwie moskiewskim, nawet w carskich rodzinach, uważane były za istoty ułomne i gorsze od ojców i mężów, których stanowiły własność. „Mówiąc otwarcie, inaczej niż to jest w większości europejskich krajów, płeć żeńska nie cieszy się żadnym poważaniem w Księstwie Moskiewskim – pisał poseł austriacki Augustin von Mayerberg. – Tutaj są one niewolnicami mężczyzn, którzy ich nie szanują. A najgorszy jest los sióstr i córek carów”.

Carskie księżniczki (carówny) były dosłownie więźniarkami za pałacowymi murami, skazanymi na życie w teremach. Dzień spędzały na modlitwie, szyciu i nudzie. Nie wychodziły za mąż, gdyż żaden poddany nie był godzien, by spojrzeć na nie, a co dopiero skazić ich książęcą krew[5], zaś książęta obcokrajowcy nie wchodzili w grę ze względu na swoje heretyckie wyznanie. Dla tych odciętych od świata, pozbawionych widoków na przyszłość starych panien jedynymi towarzyszkami życia wewnątrz mrocznych teremów były one same. „W żadnym ówczesnym klasztorze nie było takiej dyscypliny i surowości, tak wielu postów i modlitw” – pisze świadek epoki. Takiemu losowi sprzeciwiła się Zofia i, o dziwo, wyszła z tej walki zwycięsko.

Nie wiedzieć z jakiego powodu, z licznej rodziny los wyróżnia jedno dziecko i obdarza je szczególnym przeznaczeniem. Tak właśnie było w przypadku Zofii – pisze Robert K. Massie. – Cechowały ją inteligencja i ambicja, a także decyzyjność, której tak bardzo brakowało jej słabemu bratu i nieznanym z imienia siostrom. Wyglądało to tak, jakby wyssała ona z rodzeństwa jego zdrowie, energię i chęć do życia, i wzmocniła te cechy u siebie.

Ona jedyna spośród sióstr miała ten przywilej, że – jak jej bracia – odebrała staranne wykształcenie i była, jak można wyczytać ze źródeł, całkiem pojętną uczennicą. „Jest to panna – pisze cieszący się sławą uczonego jej nauczyciel, zakonnik Symeon Połocki – o wielkiej inteligencji i bardzo wnikliwym, rzekłbyś męskim umyśle”. Z niektórych dokumentów można wnosić, że dzięki swoim talentom służyła ona głosem doradczym bratu Fiodorowi III. Kiedy jednak w 1682 ten kruchy, chorowity car zmarł bezdzietnie, nad Zofią zawisła groźba, że straci tę odrobinę wolności, którą udało się jej zyskać poza ścianami teremu.

Zgodnie z obyczajem po śmierci Fiodora korona powinna była przejść na jej młodszego, piętnastoletniego brata Iwana, ale ten cierpiał na szereg chorób, które jak wielu sądziło, uniemożliwiały przejęcie tronu. „Mówi się – pisał Johann van Keller, ówczesny holenderski ambasador – że carewicz Iwan nie jest w stanie rządzić ze względu na słabość umysłu, a także inne duchowe i cielesne przypadłości”. Pozostawał zatem Piotr, syn nieżyjącego cara Aleksego i jego drugiej żony, Natalii Naryszkinej, który choć dziewięcioletni, tryskał życiową energią. Patriarcha Joachim, głowa Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, zwołał do siebie z okolic Kremla przedstawicieli różnych klas społecznych i postawił pytanie: Który z carewiczów, Iwan czy Piotr, powinien władać?

Zgromadzeni niemal jednogłośnie opowiedzieli się za Piotrem, co wcale nie spodobało się Zofii. Oto władza wymykała się z rąk Miłosławskich i przechodziła w ręce Naryszkinów, rodziny jej macochy. Wprawdzie nie wiadomo, jaką dokładnie rolę odegrała ona w mrocznych wydarzeniach, które nastąpiły po obraniu Piotra na carski tron, ale jedno jest pewne: wyłoniła się z nich jako triumfatorka.

Niektóre źródła podają, że Zofia była inicjatorką rewolty strzelców – pięćdziesięciu tysięcy pikinierów i muszkieterów, którzy chronili Kreml i składali przysięgę, że będą bronić „prawdziwego cara”. Posługując się kłamstwem i aluzjami, zagrała na najbardziej wrażliwych strunach dusz tych żołnierzy starowierców i innych sił zachowawczych, które Massie opisuje jako „swego rodzaju stado tępych zwierząt, które nigdy do końca nie wiedziało, komu właściwie ma służyć, ale zawsze było gotowe gonić i gryźć każdego, kto zagrażałby jego pozycji”.

Mówiło się, że Zofia zaczęła walkę o władzę już na pogrzebie brata, cara Fiodora, kiedy to wbrew przyjętemu obyczajowi, krocząc za ciałem zmarłego, zanosiła się od płaczu, skupiając na sobie powszechną uwagę. Potem dawała do zrozumienia, że jest jakaś mroczna siła, która nie tylko przyprawiła o śmierć jednego z braci, ale i pozbawiła drugiego tronu. „Ludzie, popatrzcie, jak niespodziewanie nasz brat car Fiodor został zabrany z tego świata przez wrogów i ludzi źle do niego usposobionych – przytaczał słowa Zofii kierowane do tłumu nieznany bliżej świadek z Polski. – Bądźcie litościwi wobec nas, sierot, pozbawionych matki i ojca, i brata naszego cara [Fiodora]. Naszego starszego brata Iwana nie wybrano na cara. Jeśli obraziliśmy was lub bojarów, puśćcie nas wolno, byśmy mogli udać się do innych krajów i chrześcijańskich monarchów”.

Historia zapamiętała Zofię jako potwora podburzającego żądną krwi czerń; ten wizerunek wzmacnia nieprzychylny jej (choć bezpodstawny) opis pewnego Francuza, świadka wydarzeń, według którego była ona kobietą rosłą, z bujnym owłosieniem, olbrzymią głową i makiawelicznym sercem. Oczywiście carówna nie była czarownicą, za którą uchodziła, tylko zdolnym politycznym graczem. Wśród strzelców natomiast wrzało i bez jej udziału.

Niezadowolenie rosło w wielu pułkach, a przyczyną były nadużycia dowódców, którzy defraudowali żołd i zmuszali podwładnych do pracy w prywatnych posiadłościach ziemskich. Żołnierze udali się ze skargą do umierającego Fiodora III, a ponieważ rolę regentki pełniła Natalia, matka dopiero co obranego młodocianego Piotra, zmartwienie spadło na jej głowę. Nie wiedząc, jak postąpić, nowy rząd uległ żądaniom zrewoltowanych jednostek i pułkownicy zostali surowo ukarani: jedni otrzymali chłostę, innych wygnano. Dało to niewykształconym i nieumiarkowanym w żądaniach strzelcom poczucie siły, w związku z czym byli zdolni do zbrojnej akcji, gdyby tylko znów poczuli się zagrożeni.

Gdy na carski tron wyniesiono Piotra z pominięciem Iwana, wśród żołnierzy zaczęły się szemrania. „Strzelcy powtarzali, że wybór nowego cara nie został przeprowadzony właściwie – donosił Heinrich Butenant, agent handlowy duńskiego króla, jeden z bardziej wiarygodnych świadków owych niespokojnych czasów. – Nie mogli uwierzyć, że starszy książę, Iwan Aleksiejewicz, nie był zdolny do rządzenia z powodu słabego wzroku i innych przypadłości”. Co więcej, pisał Butenant, strzelcy „byli bardzo niezadowoleni, że Naryszkinowie stali się tak potężni w tak krótkim czasie”.

Rzeczywiście, krewni młodego cara zyskali bardzo wiele na objęciu przez niego tronu i zaczęli zachowywać się wyzywająco. Iwan Naryszkin, który w wieku dwudziestu trzech lat został włączony do bojarów[6], zrażał do siebie otoczenie butnym zachowaniem. Mówiono, że ośmielał się przymierzać regalia, siadać na tronie oraz śmiertelnie obrażać carewicza Iwana i innych członków pozbawionej teraz wpływów rodziny Miłosławskich. Do czego jeszcze mogli być zdolni parweniuszowscy Naryszkinowie i ich arystokratyczni sojusznicy?

Sami widzicie, jak ciężkie jarzmo bojarzy włożyli na was i wybrali Bóg raczy wiedzieć jakiego cara – gardłował książę Iwan Andrzej Chowański na wiecu strzelców. – Zobaczycie, że nie tylko nie dadzą wam pieniędzy ani zaopatrzenia, ale jeszcze będziecie zmuszeni do wykonywania ciężkiej pracy jak dotychczas, a wasze dzieci popadną w poddaństwo. Co gorsza, oddadzą was i nas w niewolę wrogom, Moskwa zostanie zniszczona, a prawosławna wiara wykorzeniona.

Wiosną 1682 roku napięcie w Moskwie stawało się nie do zniesienia. „Niezadowolenie strzelców nie maleje – donosił ambasador Johann van Keller. – Ustało życie publiczne. Panuje powszechny lęk przed wielkimi nieszczęściami i nie bez powodu, gdyż siła strzelców jest tak ogromna, że nikt i nic nie może stawić jej oporu”.

Ktoś musiał paść ofiarą ich wściekłości. „Wystarczyła iskra, by zapłonął gniew i tak już niespokojnych strzelców, skierowany przeciw »zdrajcom« na Kremlu – pisze biograf Piotra Lindsey Hughes – zaś korzyści miały przypaść Zofii i jej kamaryli, która wcale nie musiała się specjalnie przykładać do zapoczątkowania wydarzeń”.

Wybuch nastąpił rankiem 15 maja, w dniu, który jak opisał go mnich Sylwester Miedwiediew, zaświtał w „dziwny sposób”, gdy „powietrze znieruchomiało, dały się słyszeć grzmoty, a niebo zasnuło się chmurami”. Wśród strzelców pojawiła się pogłoska, że Iwan – w opinii wielu prawowity następca tronu – został zamordowany przez rodzinę Naryszkinów. Co słysząc, żołnierze wpadli we wściekłość. „Idziemy na Kreml pozabijać zdrajców i zabójców carskiej rodziny!” – krzyczeli. Krew miała się polać strumieniami.

Rozwścieczone pułki wdarły się na Kreml, zanim zdołano zamknąć jego bramy, szturmem podeszły na plac Soborowy i zgromadziły się przed Czerwonymi Schodami, które wiodły od placu do budynku rządowego, znanego pod nazwą Komnaty Graniastej. Tam zbuntowani strzelcy, „hałaśliwi, obcesowo prostaccy i nieposłuszni” – jak zeznawał świadek wydarzeń, zażądali wyjaśnień. „Gdzie jest carewicz Iwan? – krzyczeli. – Dajcie nam Naryszkinów i innych zdrajców! Śmierć zdrajcom!”

Mając do czynienia z uzbrojonym, żądnym krwi motłochem, caryca Natalia nie miała innego wyboru, jak tylko pokazać pasierba Iwana, by udowodnić, że wciąż żyje. Choć musiało to być niezwykle ciężkie przeżycie, regentka odważnie pojawiła się na szczycie Czerwonych Schodów, trzymając Piotra i Iwana za ręce. Na ten widok zrewoltowany tłum zamilkł. Wtedy Natalia zwróciła się do nich: „Oto car Piotr Aleksiejewicz. A tu carewicz Iwan Aleksiejewicz. Dzięki Bogu mają się dobrze i nie ucierpieli z rąk zdrajców. Na Kremlu nie ma żadnych zdrajców. Oszukano was”.

Niektórzy strzelcy nie dawali się przekonać i weszli na Schody, by móc się lepiej przyjrzeć. „Czy wy naprawdę jesteście Iwan?” – pytali na wpół oślepłego i zamroczonego chłopca, który odpowiedział twierdząco. „Nikt mnie nie krzywdzi – powiedział – i nie skarżę się na nikogo”. Zdawało się, że usłyszawszy te słowa, żołnierze zaczęli się uspokajać. Była to jednak cisza przed burzą.

Artamon Matwiejew, zaufany minister zmarłego cara Aleksego (także opiekun jego żony Natalii przed jej zamążpójściem) był niegdyś szanowanym dowódcą strzelców. Udało się mu jeszcze bardziej ich uspokoić, łagodnie upominając za najście, nalegając na rozejście się i przypominając im o obowiązkach względem cara. Jednak gdy tylko Matwiejew zakończył przemówienie i wycofał się do wnętrza pałacu, książę Michał Dołgoruki, dowódca strzelców, wyszedł przed rozgorączkowanych żołnierzy i surowo skarcił ich za oburzające zachowanie. Trudno było wybrać gorszą chwilę na takie wystąpienie, toteż Dołgoruki słono za nie zapłacił, kończąc życie na ostrzu strzeleckiej piki. A gdy tłuszcza zasmakowała już krwi, zapragnęła jej więcej.

Z nową wściekłością strzelcy przypuścili szturm na pałac. Tam zobaczyli Matwiejewa, jak rozmawia z regentką Natalią trzymającą za ręce Iwana i Piotra. Stary człowiek, któremu dopiero co udało się zapanować nad podnieconym tłumem, padł teraz jego ofiarą. Na oczach przerażonej rodziny monarszej jej powiernik został oderwany od niej i zrzucony ze schodów, po czym zadano mu śmierć tak jak Dołgorukiemu. Na tym polowanie się nie skończyło. Tłuszcza rozbiegła się po komnatach, kłując pikami wszystkie te miejsca, które mogły stanowić czyjeś schronienie. Wydawało się, że rozjuszeni strzelcy szukają wrogów według wcześniej ułożonej listy.

Natalia z synem Piotrem cudem zdołali uniknąć śmierci. Ich krewni nie mieli tyle szczęścia. Zmasakrowany został Atanazy Naryszkin, jeden z braci regentki: kremlowski karzeł wskazał grupie żołnierzy miejsce za ołtarzem w cerkwi Zmartwychwstania, gdzie się ukrył. Pogardzany Iwan, jej drugi brat, został poddany wielogodzinnym torturom, zanim rozerwano go na sztuki.

Uśmierciwszy znienawidzonych Naryszkinów, strzelcy nasycili swą żądzę krwi. Pozostało jeszcze poczucie własnej ważności i instynkt przetrwania. Zażądali więc wypłacenia zaległego żołdu, a także amnestii dla uczestników rewolty, i zażyczyli sobie, by wznieść na placu Czerwonym kolumnę triumfalną dla upamiętnienia ostatnich wydarzeń, na której miano przybić brązowe tabliczki z imionami ich ofiar. Żołnierze usiłowali również naprawić to, co uznawali za jawne pogwałcenie sukcesji do tronu – pominięcie carewicza Iwana na rzecz młodszego przyrodniego brata Piotra. Grożąc kolejnymi rozruchami, zażądali, by tron przypadł obu chłopcom, a Iwan był carem seniorem.

Zofia, która z tych pełnych niepokoju dni wyłoniła się jako przedstawicielka panującej rodziny, słyszała żądania strzelców i przystała na nie. Wezwawszy zwycięskie pułki do siebie, pochwaliła je za wierność oraz ugościła żołnierzy jadłem i wódką. Następnie, udając wahanie, przyjęła ich petycję: odtąd miała rządzić jako regentka, ponieważ młodsi bracia nie byli w stanie sprawować władzy ze względu na młodość jednego i liczne ułomności drugiego. Tak oto 25 czerwca 1682 roku koronowano Iwana V i Piotra I na carów.

Dziwne to było przedstawienie, bez precedensu w historii Europy: monarchowie-bracia, wyposażeni w ceremonialne regalia, wstępują razem na tron. Po jednej jego stronie apatyczny, śliniący się półgłówek Iwan V, po drugiej górujący nad nim tężyzną fizyczną Piotr. „W jego osobie natura doznaje pełnego rozwoju – pisał w roku 1865 holenderski ambasador o młodszym carze. – Z wyglądu postawny, usposobienie ma radosne; rośnie w oczach i postępuje w naukach, zyskując sobie uwielbienie otoczenia. Z takim zaangażowaniem oddaje się zajęciom wojskowym, iż można być pewnym, że kiedy dorośnie, podejmie śmiałe działania i dokona bohaterskich czynów”.

Regentka Zofia, siostra carów, w której rękach spoczywała rzeczywista władza, nie zajmowała głównego miejsca na tej scenie, niemniej panowała nad nią, i to dosłownie: za podwójnym tronem, na którym zasiadali Iwan i Piotr i dokąd nie docierało wścibskie spojrzenie, stało krzesło, na którym siedziała ona sama lub któryś z jej przedstawicieli: stąd szeptano podpowiedzi młodym monarchom przez specjalnie w tym celu wywiercony otwór. Regentka Zofia była de facto panią Rosji, a młodzi carowie jedynie dekoracją. „Dla wielu jest jasne jak słońce, że obdarzona jest ona dużym talentem do rządzenia” – donosił zagraniczny obserwator. Było też jasne, że posiadała znaczną dozę bezwzględności, która pomogła jej utrzymać się tak wysoko przez siedem lat.

W ciągu niespełna trzech miesięcy od przejęcia rządów, w wieku lat dwudziestu pięciu, Zofia pokazała twardą rękę, poskramiając te same siły, które wyniosły ją na tron. Po dokonanej rzezi strzelcy panoszyli się z coraz większą pewnością siebie; podobnie zachowywał się świeżo mianowany ich przełożony, książę Iwan Chowański. Więc regentka Zofia kazała ściąć mu głowę. Jeszcze tak niedawno rozwścieczeni strzelcy stali się pozbawionym przywództwa chaotycznym ludzkim mrowiem, któremu zależało już tylko na uzyskaniu przebaczenia. „Nie żywimy ani nie będziemy żywić złych zamiarów” – zapewniali carów. Wpuszczono więc ich delegację do Ławry Troicko-Siergiejewskiej, gdzie roniąc obfite łzy, ukorzyli się przed carską rodziną i przysięgli przestrzegać surowych reguł, które im przedłożono. Zofia odniosła zwycięstwo, które niedługo potem zostało zwieńczone obaleniem kolumny, tak niedawno wzniesionej na żądanie strzelców na placu Czerwonym.

Choć regentka była teraz niekwestionowaną władczynią Rosji, jej siła i pozycja zależały w całości od braci, carów Iwana i Piotra, jak dotąd bezwolnych kukiełek. Za jakiś czas jednak dorastający Piotr rzuci jej wyzwanie. Zofia była zadowolona, że przebywa on z dala od dworu, i wykorzystywała ten czas na budowanie oparcia dla chwiejnej władzy swego brata Iwana. „Każe strzec Iwana tak pilnie, że bez jej pozwolenia nigdy nie wychodzi ani nikt go nie odwiedza” – donosił świadek epoki.

Tak jak Zofia, Iwan był z rodu Miłosławskich. Potrzebowała go, by spłodził więcej Miłosławskich, by zapewnić sukcesję członkom rodu, zanim Piotr doczeka się własnych synów. W związku z tym zaaranżowała małżeństwo upośledzonego brata. Poseł austriacki miał wątpliwości, czy małżeństwo takie będzie płodne: „Moim skromnym zdaniem – pisał – to poroniony pomysł, gdyż car Iwan jest chuderlawy i niewidomy od urodzenia, z fałdem skórnym zaraz nad oczami”. Mimo to Iwan V zdołał począć trzy córki, w tym przyszłą cesarzową Annę, co jednak nie wystarczało, by trwale zabezpieczyć pozycję Zofii. Regentka chciała i panować, i rządzić.

Zofia, nierzadko korzystając z atrybutów władzy przysługujących wyłącznie carom, stopniowo zaczynała się zachowywać tak, jakby była trzecim monarchą. Jej podobiznę wybijano na monetach. Portrety przedstawiały ją z regaliami, którymi często się ozdabiała, przyjmując delegacje z zagranicy. Na przykład w roku 1684, gdy posłowie ze Szwecji odbyli już audiencję z dwoma koronowanymi carami, Iwanem i Piotrem, zaprowadzono ich do innej komnaty, na spotkanie z Zofią, „która zasiadała na carskim tronie ozdobionym diamentami, w koronie wysadzanej perłami oraz w aksamitnym płaszczu ze złotogłowiu z sobolim podbiciem i koronkową obszywką. Towarzyszyły jej damy dworu, po dwie po obu stronach tronu (...), oraz karły płci żeńskiej, odziane w wyszywane szarfy i złote, podbite sobolami płaszcze”.

Imię „Zofia” pojawiało się na wszystkich oficjalnych dokumentach obok imion jej braci, a w 1686 roku przypisała sobie także przysługujący im tylko tytuł samodzierżawcy. W następnym roku usiłowała doprowadzić do własnej koronacji, co jednak nie zostało uwieńczone powodzeniem, gdyż w owym czasie kobieta w roli monarchini była nie do przyjęcia. Przez siedem lat starsza siostra musiała się zadowalać tym, że wyglądała i zachowywała się jak suwerenna monarchini. Aż wreszcie splot nieprzychylnych dla niej okoliczności spowodował, że przyrodni brat Piotr zaczął upominać się o swoje prawa.

Gdy Zofia zajmowała się rządzeniem Rosją, Piotr przebywał często z dala od dworu, w wiejskiej posiadłości nieżyjącego ojca Preobrażenskoje, gdzie oddawał się swoim przyjemnościom, szczególnie ćwiczeniom wojskowym, które stawały się coraz bardziej zaawansowane, a potem także szkutnictwu. Młody car przyjeżdżał do Moskwy niechętnie, tylko wtedy, gdy jego obecność była wymagana z racji różnych ceremonii. Poza tym zażywał zupełnej swobody, a jego zamiłowaniom sprzyjała ambitna przyrodnia siostra, zadowolona, że nie wchodzi jej w drogę. Był to dla niej układ idealny, ale nieuchronnie nadciągała zmiana. „Car Piotr przerósł wszystkich mężczyzn na dworze – notował holenderski ambasador w lipcu 1688. – Jesteśmy przekonani, że ten młody książę już wkrótce przejmie obowiązki monarchy. Gdy tak się stanie, polityczne sprawy przybiorą nowy obrót”.

Przynaglany przez swych zwolenników, w tym matkę Natalię, Piotr zaczął stopniowo brać udział w rządzeniu. Źródła podają, że na początku 1688 roku po raz pierwszy towarzyszył regentce Zofii i Iwanowi na posiedzeniu rady, a niedługo potem obsadził kilku Naryszkinów, swych krewnych, na bardzo ważnych stanowiskach. Jednak zaatakował swą siostrę dopiero w następnym roku, w czasie, kiedy była szczególnie bezbronna.

Główny minister regentki (i prawdopodobnie jej kochanek) Wasyl Golicyn poprowadził dwie zupełnie nieudane kampanie wojenne przeciw Tatarom krymskim. Zamiast jednak przyjąć do wiadomości przegraną, Zofia potraktowała Golicyna – swego „pana i światło, i nadzieję” – jak zdobywcę. W imieniu obu carów Golicyn miał być sowicie wynagrodzony „za wspaniałe i doniosłe zwycięstwo nad niewiernymi”. Piotr jednak nie miał zamiaru brać udziału w tej komedii. Przez tydzień odmawiał udzielenia zgody na wynagrodzenie Golicyna i jego oficerów, a ustąpił dopiero po przedłużającej się presji. „Było dla każdego jasne, że z trudem wymuszono zgodę na młodszym carze – pisał generał Patrick Gordon, szkocki żołnierz na służbie rosyjskiej – i że wzbudziło to w nim jeszcze większą wrogość wobec generalissimusa [Golicyna] oraz najbardziej znaczących członków rywalizującej kamaryli; widać było, że otwarty rozłam stał się nieuchronny”.

W nocy z 7 na 8 sierpnia 1689 roku zbudzono Piotra w jego wiejskiej posiadłości i powiedziano mu, że od strony Moskwy nadciągają strzelcy z zamiarem zgładzenia go wraz z rodziną. Przerażony car dosiadł konia i w nocnej koszuli pogalopował do pobliskiego zagajnika, gdzie zaczekał, aż przyniesiono mu ubranie. Potem gnał całą noc do Ławry Troickiej, gdzie jak można wyczytać ze źródeł, „rzucił się na łóżko i wybuchnął gorzkim płaczem, opowiadając o wydarzeniach opatowi i prosząc o pomoc i ochronę ze strony klasztoru”. Szok, którego doznał siedem lat wcześniej, kiedy – przestraszony dziesięciolatek – patrzył, jak jego najbliżsi są rozszarpywani na części, powrócił.

Świadkowie z epoki twierdzą, że na Kremlu naprawdę zawiązano spisek, by zabić młodego cara, choć niektórzy historycy utrzymują, że alarm wszczęli poplecznicy Piotra, którym zależało na sprowokowaniu konfrontacji z Zofią. Jeśli tak było, to ten cyniczny fortel okazał się skuteczny. Niekoronowana regentka została postawiona oko w oko ze śmiertelnym zagrożeniem ze strony namaszczonego cara, w któryn rozniecono (może sztucznie) gniew.

W tydzień po przybyciu do monasteru Piotr rozesłał pismo do pułkowników wszystkich strzeleckich pułków wzywające ich do stawienia się u niego w klasztorze. Regentka Zofia starała się ich powstrzymać za pomocą, jak to określił Patrick Gordon, „elokwentnej oracji”, nalegając, by strzelcy nie posłuchali rozkazu i nie „mieszali się w sprawy między nią a jej bratem”. Kiedy jednak kilku mimo to chciało wyruszyć w drogę, „zrugała ich surowo i zapowiedziała, że jeśli się tam udadzą, to pozbawi ich głów”.

Życie Zofii zależało teraz od zręcznego rozwiązania konfliktu, który tak nagle wybuchł. Regentka wyruszyła z kilkoma siostrami, by spotkać się z Piotrem, ale zanim dotarły do klasztoru, dogonił je wysłannik cara z poleceniem, by się zatrzymały. A gdy Zofia czupurnie zapowiedziała, że nie przerwie podróży, przybył kolejny wysłannik, by ją poinformować, że jeśli nie posłucha, zostanie potraktowana „niehonorowo”.

Następnego dnia Piotr podjął jeszcze ostrzejsze kroki, żądając, by wydano w jego ręce Fiodora Szaklowitego, przełożonego strzelców i jednego z najbardziej zagorzałych popleczników Zofii, w celu postawienia mu zarzutu, że jego oddziały „miały maszerować na wieś Preobrażenskoje i zamordować nas, naszą matkę, naszą siostrę i naszych dworzan”. To żądanie wyraźnie oskarżało także Zofię o udział w spisku Szaklowitego i rozsierdziło ją do tego stopnia, że natychmiast kazała ściąć głowę posłańcowi. Nieszczęśnik uszedł z życiem tylko dlatego, że w tak krótkim czasie nie udało się znaleźć kata.

Widząc, że jej władza się kurczy, Zofia wygłosiła kilka płomiennych przemówień do strzelców, ale z miernym skutkiem. Szaklowity został aresztowany i na torturach zeznał, że nosił się z zamiarem zgładzenia młodszego cara z rodziną. Teraz exodus z Moskwy do obozu Piotra przemienił się w paniczną ucieczkę. Zofia została sama na Kremlu, uparcie odmawiając poddania się losowi. Piotr rozstrzygnął toczony z nią spór, wysyłając list do współwładcy Iwana, z którym nie był poróżniony. Oznajmił w nim, że „jest gotów szanować go jak ojca”. Iwan miał nadal rządzić jako car senior, ale regentka Zofia musiała odejść.

W rzeczywistości Iwan V niewiele miał do powiedzenia, a regentka wkrótce znalazła się w monasterze, gdzie pozostawała do końca życia. Było to pewnie gorsze niż śmierć dla kobiety, która ośmieliła się dobić pewnej pozycji poza teremem i, krótko wprawdzie, miała nieograniczoną, upajającą władzę. Byłaby „księżną obdarzoną wszelkimi przymiotami ciała i umysłu w stopniu doskonałym – jak później miał się o niej wyrazić jej przyrodni brat Piotr Wielki – gdyby nie ta nieposkromiona ambicja i nienasycona żądza władzy”.

Przypisy

WSTĘP

[1] Iwan Groźny miał od pięciu do ośmiu żon, jednak ze względu na częstość zawieranych związków Cerkiew nie uznała niektórych późniejszych żon za prawowite.

[2] Chodzi o Początek i progres wojny moskiewskiej hetmana Stanisława Żółkiewskiego (przyp. tłum.).

[3] Dworianin – rosyjski odpowiednik polskiego szlachcica (przyp. tłum.).

[4] Ci fanatyczni męczennicy, zwani starowiercami, z ich niezłomnym oporem wobec wszelkich zmian, będą zmorą kolejnych rosyjskich monarchów.

1

IWAN V I PIOTR I (1682–1696):

O JEDNEGO SAMODZIERŻCĘ ZA DUŻO

[5] „Książęta oraz ludzie szlachetnie urodzeni są ich [carówien] sługami. Wydanie królewny za sługę poczytywane by było za wieczne pohańbienie” – pisze historyk Grigorij Kotosziczin.

[6] Bojarzy – ówczesna arystokracja (przyp. tłum.).

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Sekrety carów 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Romanowowie Królowe przeklęte Turniej cieni Moja piątka z Cambridge Szampańskie dni