Twój rok na zmianę

Twój rok na zmianę

Autorzy: Bronnie Ware

Wydawnictwo: Czarna Owca

Kategorie: Poradniki

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 200

Cena książki papierowej: 29.99 zł

cena od: 11.15 zł

Autorka przetłumaczonej na 27 języków, bestsellerowej książki Czego najbardziej żałują umierający tym razem opowiada czytelnikom inspirujące historie, które pomagają żyć lepiej i pełniej. Bronnie Ware podzieliła swoją nową książkę na pięćdziesiąt dwa rozdziały – jeden na każdy tydzień w roku, żeby czytelnik mógł co tydzień czytać fragment i zmieniać swoje życie krok po kroku.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wstęp

1 Inna perspektywa

2 Łagodny nauczyciel

3 Zgoda na zmiany

4 Pogodzenie się ze śmiercią

5 Daj się zaskoczyć

6 Piękno nowego dnia

7 Bądź elastyczny

8 Nieporozumienia

9 Byk i ptaki

10 Wybierz szczęście!

11 Chwila, która zmienia wszystko

12 Wyzbycie się ego

13 Nicnierobienie to też rodzaj działania

14 Wiara

15 Ogrodzenia

16 Płyń naprzód

17 Wolność

18 Wdzięczność

19 Współczucie

21 Istota szczerości

22 Połączenie internetowe

23 Niewidzialny człowiek

24 Po prostu bądź sobą

25 Pokochaj siebie

26 Lekcja na parkingu

27 Niech tak się stanie

28 Wielkość

29 Medytacja

30 Na tej samej planecie

31 Krok po kroku

32 Zezwolenie przyznane

33 Prawo wyboru

34 Deszcz a wdzięczność

35 Gotów, do startu, start!

36 Bierz przykład z przyrody

37 Szacunek zaczyna się od nas samych

38 Zrzucanie skóry

39 Znaki na drodze

40 Zaczynanie od nowa

41 Na poprawienie humoru

42 Trzydzieści sekund

43 Rozmyślania w ulicznym zgiełku

44 Trzy soprany

45 Odpowiedni moment

46 Różnorodność barw i odcieni

47 Nie jak, tylko co

48 Życzenia rzucane na wiatr

49 Cudowność ludzkiego ciała

50 To, co mówimy

51 Współpraca

52 Przestań się martwić

Posłowie: Niczego nie żałuj

Podziękowania

O autorce

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytuł oryginału:

YOUR YEAR FOR CHANGE. 52 REFLECTIONS FOR REGRET-FREE LIVING

Redakcja: Krystyna Podhajska

Projekt okładki: Izabella Marcinowska

Zdjęcia na okładce: © 1Mayamy / Shutterstock

Korekta: Maciej Korbasiński

Redaktor prowadzący: Małgorzata Głodowska

Text Copyright © 2014 by Bronnie Ware

Published in 2014 by Hay House Australia Pty. Ltd.

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, 2016

Copyright © for the Polish translation by Joanna Golik-Skitał, 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

ISBN 978-83-8015-133-8

Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o.

ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

www.czarnaowca.pl

Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl

Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Córce Elenie,

która wniosła światło

w moje życie

Wstęp

Dzieciństwo to niezwykle krótki czas, a kształtuje resztę naszego życia jak żaden inny. Z perspektywy oceniamy, że szczenięce lata minęły błyskawicznie. Kiedy byliśmy dziećmi, wydawało się nam, że trwają w nieskończoność.

Miałam szczęście dorastać na dużej farmie. Cieszyłam się wolnością i swobodą, jeździłam konno, godzinami włóczyłam się po pastwiskach. Pod bezkresnym niebem stałam się młodą kobietą. Wraz z dorosłością pojawiły się jednak niepokój i chęć wyrwania się z tamtego miejsca, odkrycia czegoś nowego. To uczucie nie opuszczało mnie aż do chwili, gdy uporałam się z dręczącym mnie niepokojem. W dzieciństwie doznałam wielu dobrych rzeczy. Ale nie tylko. W rodzinie traktowano mnie jak czarną owcę, zrobiono ze mnie pośmiewisko. W dorosłe życie wkroczyłam więc nie tylko z poczuciem niezależności i umiłowaniem przyrody, lecz także z bagażem niezwykle bolesnych doświadczeń.

Opuściłam farmę. Przeniosłam się do miasta, by tam rozpocząć karierę w bankowości. Rodzina oczekiwała bowiem ode mnie, że znajdę sobie jakieś sensowne zajęcie.

Kilka razy zmieniałam pracę i miejsce pobytu. Czułam jednak, że z każdym rokiem narasta we mnie niepokój. Wreszcie życiowy ból zawiódł mnie na ścieżkę artystyczną: początkowo byłam fotografką i pisarką, później piosenkarką i autorką tekstów.

Właśnie w tym czasie, gdy zajmowałam się muzyką, postanowiłam zostać opiekunką pewnej starszej pani. Nie wiedziałam, jak bardzo ta praca mnie uzdrowi i jak wiele zmieni w moim życiu. Będę zawsze wdzięczna za wszystko, co mnie w życiu spotkało, także za cierpienie, które doprowadziło mnie do tego zawodu, i za radość, jaka się wiąże z jego wykonywaniem.

I tak osiem lat zajmowałam się opieką paliatywną. Spędzałam wiele godzin z osobami umierającymi. Pomagałam im przejść w miarę komfortowo i spokojnie przez ostatnie dni życia. Stan tych osób wykluczał jakąkolwiek aktywność fizyczną, dlatego kiedy nie spały, po prostu z nimi rozmawiałam.

Z niezwykłą otwartością mówiły one o sprawach najbardziej intymnych. W obliczu śmierci nie traci się czasu na mówienie o błahostkach. Człowiek zdaje sobie sprawę, że czas jest niezwykle cenny, i pragnie wykorzystać go jak najlepiej. Miałam szczęście słuchać słów płynących z serca.

Pewne tematy powtarzały się z taką regularnością, że nie sposób było zignorować wypływającego z nich przesłania. Umierający nierzadko czegoś żałowali, a to powodowało ich cierpienie i frustrację. Dostrzegam teraz, że właśnie tamte rozmowy wywarły ogromny wpływ na moją osobowość. Pewne tematy tak często się powtarzały, że pozostawiły trwały ślad. Oczywiście niektórych pacjentów cechował względny spokój, byli pogodzeni ze swoimi życiowymi wyborami. Zdecydowana większość jednak miała sobie coś do zarzucenia.

Ludzie, którymi się opiekowałam, najczęściej żałowali, że:

nie mieli odwagi żyć w zgodzie ze sobą; żyli tak, jak oczekiwali od nich inni,

za dużo pracowali,

nie mieli odwagi mówić o swoich uczuciach,

nie pielęgnowali przyjaźni,

nie pozwolili sobie na bycie szczęśliwszymi.

Tamto doświadczenie wciąż daje mi siłę do podejmowania pozornie trudnych decyzji, gdyż doskonale wiem, co to znaczy żałować, gdy jest już za późno. Właśnie od umierających tak wiele nauczyłam się o życiu.

Opieka nad Ruth, moją pierwszą pacjentką, nauczyła mnie, żeby nie oceniać i z góry niczego nie zakładać. Krewni Ruth poradzili sobie z jej odejściem w sposób bardzo różniący się od moich osobistych przekonań, lecz nauczyłam się rozumieć i szanować ich decyzje.

Stella i ja byłyśmy pokrewnymi duszami. Stała się dla mnie cudowną nauczycielką. Uczyłyśmy się, że czasem trzeba odpuścić, i dostrzegałyśmy, jak ważną rolę każda z nas odgrywa w życiu tej drugiej.

Kochana Grace, która stała się jedną z osób najbliższych mojemu sercu, swoim żalem i cierpieniem pokazała mi, jak ważna jest umiejętność zdobycia się na odwagę, by żyć własnym życiem. Kieruję się jej radą każdego dnia i w ten sposób oddaję jej hołd.

Anthony był wytworem otoczenia, w którym żył, smutnym przykładem tego, czym się staniemy, jeśli nie będziemy dokonywać wyborów, przed którymi stawia nas życie.

Florence, nieświadoma roli mojej nauczycielki, przypominała mi o tym, że cierpienie emocjonalne nas ogranicza. Teraz dzięki wyrozumiałości wobec siebie i dyscyplinie myślowej pozwalam sobie odczuwać radość, na którą zasługuję i do której mam prawo.

John, cudowny człowiek, przeżył swoje ostatnie miesiące, gorzko żałując tego, że zbyt wielką wagę przywiązywał do pracy i zaburzył równowagę między nią a życiem prywatnym. Nigdy nie zapomnę jego smutnych westchnień, gdy siedział, patrząc na zachód słońca, i z ciężkim sercem analizował swoje życie.

Od Pearl nauczyłam się dwóch rzeczy: pozytywnego działania i akceptacji. Życie dało jej niezłą szkołę, a ona swoją wiedzą i swoim doświadczeniem wspaniale dzieliła się z innymi. Ponadto umiała z wiarą i zaufaniem przyjmować wszystko, co pojawiało się na jej drodze, inspirując w ten sposób innych.

Cieszę się, że poznałam Charliego. Mimo choroby i bólu do końca pozostał silny duchem. Nieustannie głosił pochwałę prostoty. Uważał, że jesteśmy w stanie zapanować nad swoim życiem tylko wtedy, kiedy jest ono proste. „Proste życie gwarantuje przestrzeń i ład”, mówił. Teraz wiem, że miał rację.

Otwartość nie była mocną stroną Jozsefa. Zmarł, nie wybaczywszy sobie, że nie dał szansy swojej rodzinie, by mogła naprawdę go poznać. W jego życiu nie było miejsca na uczciwość ani naturalność. Na kilka tygodni przed śmiercią zapragnął szczerze porozmawiać z rodziną. Niestety, zmarł, nie wyjawiwszy wiele z tego, co zataił.

Jude, jedna z młodszych osób, którymi przyszło mi się opiekować, stawiała na szczerość oraz odwagę, by żyć w zgodzie ze sobą. Była również zwolenniczką pozbycia się raz na zawsze poczucia winy. Twierdziła, że żal jest nam w życiu całkiem niepotrzebny.

Dzięki Nanci nauczyłam się, że snucie domysłów i podejrzliwość są całkowicie pozbawione sensu. Pomimo choroby psychicznej i fizycznej Nanci nieustannie mnie zaskakiwała. Tak naprawdę nigdy nie wiemy, co ktoś ma w sercu i co siedzi w jego głowie, dopóki się tym z nami nie podzieli.

Umierający chcą przeżyć ostatnie tygodnie swojego życia tak intensywnie, jak tylko się da, i w pogodnej atmosferze. Dlatego tak ważne jest podtrzymywanie znajomości i dlatego wiele osób żałuje, że nie zadbało o to wcześniej. Doris umarła w spokoju, gdyż tuż przed śmiercią udało jej się spotkać się z jednym z przyjaciół. Z pozostałymi nie zdążyła się skontaktować.

Elizabeth jest najlepszym przykładem na to, jak człowiek może się zmienić, jeżeli tylko zechce. Przeszła przemianę ze sfrustrowanej alkoholiczki w jedną z najlepszych nauczycielek, jakie kiedykolwiek poznałam.

Harry, od którego też wiele się nauczyłam, podkreślał znaczenie radości, jaką daje przyjaźń z drugim człowiekiem. Przypominał mi, jak ważne jest znajdowanie czasu na doznawanie szczęścia, by zapewnić sobie poczucie równowagi, tak potrzebne sercu.

Zrozumienie, że bycie szczęśliwą jest sprawą wyboru, totalnie odmieniło ostatnie dni Rosemary, która zawsze uważała, że nie zasługuje na szczęście. Teraz tego żałowała i starała się, jak mogła, zaakceptować swoje decyzje z poprzednich lat. Pozwoliła sobie na chwile szczęścia. Dla mnie jako obserwatorki było to piękne, otwierające serce doświadczenie.

Misją Cath stało się podkreślanie, jak ważne jest bycie tu i teraz oraz okazywanie wdzięczności za każdy dzień, jaki został nam dany. Wiele jej w życiu umknęło, gdy – goniąc za przyszłością – nie dostrzegała piękna bieżących dni.

Lenny to cudowny przykład człowieka o niezwykle łagodnym usposobieniu. Nauczył mnie spoglądać na wszystko z innej perspektywy. Miał niezwykle trudne, wypełnione smutkiem życie, patrzył na nie jednak mądrze i z poczuciem akceptacji.

Historie tych osób przedstawiłam bardziej szczegółowo w swojej książce Czego żałują umierający. Jest tam też opis mojej przemiany wewnętrznej. Tak – wiele można się nauczyć od umierających, gdy sami zaakceptujemy fakt, że my też w każdej chwili możemy odejść z tego świata.

Nauczyłam się, że aby niczego w życiu nie żałować, aby móc spojrzeć wstecz na swoje życie ze szczerą akceptacją i ze spokojem, trzeba nieustannie kierować się pewnymi wartościami

i postępować zgodnie z nimi. By wieść tego rodzaju życie, należy wypracować sobie pewne nawyki, a następnie je pielęgnować. By niczego w życiu nie żałować, trzeba nieustannie świadomie pracować, by wykształcić w sobie miłość i szacunek do samego siebie, odwagę, nadzieję, wdzięczność, wiarę, uczciwość, współczucie, zaufanie, umiejętność pozytywnego myślenia, bycia tu i teraz, akceptowania zmian oraz postępowania zgodnie z tym, co podpowiada nam serce.

Pamiętam o tym, więc dzielę się z wami pięćdziesięcioma dwiema historiami ze swojego życia. Każda niesie przesłanie, przypominając o cechach niezbędnych do tego, by żyć życiem, w którym nie ma miejsca na żal. Od leżących na łożu śmierci nauczyłam się, że codzienność nauczy mnie o wiele więcej niż te rzadkie chwile, gdy dzieją się rzeczy niezwykłe. Trzeba tylko otworzyć oczy i serce na znaki wysyłane nam przez los. Najistotniejszych spostrzeżeń dostarczą nam małe zdarzenia.

Dzięki tym pozornie zwyczajnym sygnałom zaczniesz dostrzegać, w jak dużym stopniu możesz kierować swoim życiem. To wielka przyjemność i masz do niej prawo.

Te pięćdziesiąt dwa opowiadania mają wam przypominać, że wy też możecie odnaleźć siłę, być wdzięczni i dokonywać właściwych wyborów. To obserwacje poczynione na mojej drodze życiowej, jednak ich przesłania są uniwersalne i odnoszą się do każdego. Niektóre z nich pochodzą wprost z mojego bloga Inspiration and Chai, inne zaś zostały z bloga zapożyczone, lecz podczas przelewania na karty tej książki ewoluowały i zmieniały kształt. Wiele z nich jest zupełnie nowych.

Nie są ułożone w porządku chronologicznym ani nie wpasowują się w układ pór roku. Mimo to kolejność, w jakiej występują, nie jest przypadkowa – jest wynikiem świadomej decyzji. Ta kolejność ma podkreślić, jaka nauka płynie z każdej historii, a jednocześnie pozostawić czytelnikom miejsce na refleksję.

Życie daje nam mnóstwo różnych lekcji, na które można spojrzeć pod różnym kątem.

Z początku wasz umysł z całej siły będzie się starał opierać zmianom, gdy zechcecie przejąć kontrolę nad swoim życiem. Dlatego celowo powtarzam pewne komunikaty, aby się utrwaliły, pomogły wam zrozumieć siebie na głębszym poziomie.

Dobrałam opowiadania tak, by towarzyszyły wam przez cały rok – po jednym na każdy tydzień. Jeśli odczuwacie pokusę, by przeczytać książkę od deski do deski za jednym podejściem, oczywiście zróbcie to. Jednak dłuższy czas poświęcony na refleksję przyniesie większe i trwalsze korzyści. Więc jeśli ktoś z was zdecyduje się przeczytać cały tekst od razu, lepiej będzie, jeśli powróci potem do poszczególnych historii i poświęci każdej z osobna więcej czasu.

Aby jak najbardziej skorzystać z tego, czym się tu dzielę, i zainicjować trwałe zmiany w sposobie myślenia, a dzięki temu w całym życiu, warto trzymać pod ręką dziennik, w którym będzie można zapisywać swoje spostrzeżenia. Jeśli rozdział dotyczy na przykład odkrywania w sobie nowych cech, zapisujcie przez tydzień, co zaobserwowaliście. Jeśli tekst mówi o współczuciu, przyjrzyjcie się, jak ono ma się do waszych obecnych poglądów i bieżącej sytuacji. Otwórzcie się na naukę płynącą z tej opowieści i pomyślcie, jak ona wpływa na wasze obecne życie. Czego możecie się z niej nauczyć i co wykorzystać.

Z biegiem czasu zaczniecie kroczyć przez życie bardziej świadomie, znajdziecie siłę na dokonywanie zmian, z życzliwością będziecie patrzeć na starego i nowego siebie, każdego dnia odkryjecie niegdyś niedostrzegane powody do bycia wdzięcznym.

Te obserwacje czynione na co dzień pozwolą wam zrozumieć, że naprawdę warto ze wszystkich sił starać się zadbać o siebie i działać pozytywnie, aby iść przez życie w zgodzie z własnym sercem i uczynić ten rok waszym rokiem na zmianę.

Obyście zaznali życia, w którym nie będziecie niczego żałować, ba, żebyście przeżyli je w radości i zachwycie.

Z wyrazami życzliwości

Bronnie

1 Inna perspektywa

Jakiś czas temu, jadąc samochodem, musiałam się zatrzymać z powodu robót drogowych. Patrzyłam na poruszające się przed moimi oczami wycieraczki, zbierające wodę z szyby. Deszcz nie był szczególnie ulewny, ale wiatr, grzmoty i błyskawice sprawiały, że przechodząca nade mną burza miała gwałtowny charakter.

Spojrzałam na przydrożne pastwisko. Nowo narodzone cielę próbowało akurat stanąć na nogi. Szybko mu się to udało. Matka lizała je, choć padający deszcz i tak by je obmył.

Pomyślałam sobie wtedy: jak to jest, urodzić się podczas takiej burzy, mieć taki pierwszy obraz świata, w którym będzie się żyło. Czy ten cielak się zastanawiał, co jest nie tak, kiedy szare chmury znikły, a deszcz i wiatr ustały? Czy dziwił się, dlaczego niebo nagle zrobiło się niebieskie i gdzie jest to coś, co jeszcze przed chwilą spadało z góry? Czy teraz zawsze będzie czekać na kolejną burzę, żeby życie znów wydało mu się normalne?

Dla mnie, mieszkającej w dolinie pełnej gospodarstw mlecznych i hodowli bydła, widok nowo narodzonych cieląt jest dość zwyczajny, lubię na nie patrzeć. Jakiś czas później, tym razem w dzień suchy i upalny, byłam świadkiem przyjścia na świat innego krowiego maleństwa. Ono zapewne będzie postrzegało świat inaczej niż tamto urodzone podczas burzy. A może żadne z nich nie zwróciło uwagi na pogodę? Może do szczęścia wystarczy im mleko matki i bieganie po pastwisku w towarzystwie innych cieląt?

Wiem jednak doskonale, że krowy potrafią myśleć, gdyż dobrze je poznałam. Tak więc zastanawia mnie, czy mają indywidualne spojrzenie na życie i czy wpływa to na ich życiowe doświadczenia.

Kilka tygodni temu musiałam pojechać do miasta, by uzupełnić zapas indyjskiej herbaty czaj. W drodze do ulubionego sklepiku zauważyłam idącą przede mną starszą panią cierpiącą na osteoporozę lub jakieś inne schorzenie, które sprawiło, że była mocno pochylona i miała wzrok utkwiony w ziemię. Jej kręgosłup był zgięty niemal pod kątem prostym.

W pierwszym odruchu poczułam współczucie dla tej staruszki, ponieważ nie może ona podziwiać otaczającego ją świata. Po czym przypomniałam sobie cielęta i okoliczności ich narodzin. Może ta kobieta patrzy na swoją sytuację w inny sposób? Może czuje wdzięczność za to, że jest w stanie wyjść z domu, gdy tylko przyjdzie jej ochota? Przecież wiele osób w jej wieku nie jest do tego zdolnych.

Pomyślałam o tych wszystkich ludziach, młodych i starych, którzy są chorzy albo przykuci do łóżka, którym choroba uniemożliwia poruszanie się, noszenie siatek z zakupami czy choćby wyjście na dwór. Pomyślałam też o kobietach, które uczyłam w więzieniu – jestem przekonana, że niejedna natychmiast zamieniłaby się z tą staruszką, która miała skrzywiony kręgosłup i patrzyła na świat pod innym kątem niż większość ludzi, ale wciąż była niezależna i zdolna do samodzielnego poruszania się. Ba, nawet szła w przyzwoitym tempie.

Bez względu na to, jak ciężkie czasem bywa życie, zmiana perspektywy może zdziałać cuda. Co jednemu wydaje się burzą, dla drugiego może się okazać błogosławieństwem.

Patrzenie na świat cudzymi oczyma może ci pomóc inaczej spojrzeć na twoje życie. Możesz dostrzec w tym wszystkim jakiś sens, znaleźć odpowiedź. Powtarzam: wszystko jest kwestią perspektywy. W niemal każdej sytuacji można doszukać się czegoś pozytywnego – trzeba tylko spojrzeć na nią pod innym kątem.

Kiedy myślę o tej staruszce idącej ulicą, przypominam sobie, że nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje. W gruncie rzeczy jest o wiele lepiej.

2 Łagodny nauczyciel

Moja przyjaciółka przebywa właśnie za granicą na romantycznym urlopie, a mnie przypadł obowiązek zajmowania się jej psem – obowiązek, który z radością na siebie wzięłam.

Suczkę, która wabi się Missy, poznałam kilka miesięcy wcześniej, gdy zamieszkała w domu mojej przyjaciółki na prośbę miejscowego weterynarza. Ten młody piesek był wcześniej maltretowany i miał objawy silnej nerwicy pourazowej. Za każdym razem, gdy stawałam na progu, przyjaciółka musiała delikatnie przyciągać do mnie Missy na smyczy. W przeciwnym razie przez dziesięć minut Missy biegałaby tam i z powrotem, chcąc podejść, a jednocześnie czując lęk, robiłaby krok do przodu i znów się cofała.

Znalazłszy się w zasięgu moich rąk, dawała się pogłaskać i w pełni poddawała się pieszczotom. Prawdę mówiąc, od tego momentu trudno było się jej pozbyć. Nie mogła się nasycić pieszczotami. Jednocześnie nie stała mocno na tylnych łapach: bała się wyprostować. Tym samym wciąż pokazywała nam, że kiedyś okrutnie ją skrzywdzono. Biedactwo! Nadal się bała, że ktoś ją zbeszta lub zbije.

W końcu przerwałam te czułości, by wejść do wnętrza domu. Wówczas Missy niemal całkowicie traciła zaufanie do mnie, które wcześniej starałyśmy się zbudować. Cały proces trzeba było zaczynać od początku. Od nowa zdobywałam jej ufność, by móc okazać jej czułość, której tak bardzo potrzebowała. Pragnęła miłości, a jednocześnie obawiała się ją przyjąć.

Nie mogła lepiej trafić. Moja przyjaciółka wydała na świat sześcioro dzieci i bije z niej energia matczynej miłości. Tego właśnie Missy potrzebowała. W ciągu kilku miesięcy od naszego pierwszego spotkania suczka krok po kroku – dzięki miłości mojej przyjaciółki – przeszła wielką przemianę. Niestety, jej trauma wciąż daje o sobie znać. Missy nadal nerwowo ucieka i wraca, zanim na dobre podejdzie i przywita się z gośćmi. Jednak z każdym dniem jej zaufanie do ludzi rośnie.

Przez ostatnie dwa tygodnie moja więź z Missy z dnia na dzień stawała się silniejsza. Chodziłyśmy na długie spacery, a ona posyłała mi tak czułe spojrzenia, jakie tylko człowiekowi może posyłać pies. Jest cudownym stworzeniem i nawet nie chcę sobie wyobrażać, przez co musiała przechodzić.

Kiedy razem odpoczywamy, Missy ufa mi tak bardzo, że kładzie się obok mnie na plecach i pozwala głaskać się po brzuchu. Później wstaje, zaczyna skakać koło mnie i kładzie łapy na moich udach, wlepiając we mnie te swoje piękne oczęta. Teraz już regularnie merda ogonem, kiedy biega ze mną po podwórzu lub kiedy do niej mówię.

Serce się raduje na widok takiej przemiany, która pokazała mi, jak wielką moc mają odwaga i zaufanie. Missy jest najodważniejszym stworzeniem, jakie kiedykolwiek dane mi było poznać. Pomimo cierpienia, jakiego doświadczyła, miała odwagę zaufać komuś na nowo, przyjąć czyjąś miłość, uwierzyć, że nie wszyscy są okrutni.

Z tej bezwarunkowej miłości, którą psy darzą swoich właścicieli, płynie dla nas wspaniała nauka. Odwaga, jaką wykazała się Missy, jest czymś niezwykłym. Tak naprawdę ona nie wiedziała, co ją czeka. Czuła jedynie, że dla własnego szczęścia musi spróbować i otworzyć się na miłość.

Chciałabym, żeby każdy, kto doznał traumy i czuje strach przed ponownym zranieniem, miał odwagę Missy. Żeby spróbował zaufać raz jeszcze, żeby otworzył serce i uwierzył, że nie wszyscy napotkani ludzie są tacy źli jak ci, z którymi zetknął się w przeszłości.

Z przyjemnością patrzę na tę suczkę radośnie machającą ogonem i uśmiechającą się do mnie. Z taką samą przyjemnością patrzę na ludzi zmieniających swoje życie z odwagą i ufnością podobnymi do tych, które dostrzegam u niej.

3 Zgoda na zmiany

Zimowy ranek. Czuję najpierw chłodny powiew wiatru, a potem ciepło pierwszych promieni słońca. Z drzew, tych pobliskich i tych rosnących dalej, dobiega śpiew ptaków. Żaby rechoczą, strumyk skrzy się w świetle. Kogut pieje na pobliskiej farmie. Nie słychać żadnego ludzkiego głosu. Jest rozkosznie, błogo.

Chociaż zmiany są częścią życia, jestem wdzięczna również za to, co niezmienne i stałe. Śpiew ptaków się zmienia. Jedne odlatują, inne zostają. Żaby też zmieniają swój skrzek wraz ze zmianą pór roku. Co więcej, różne żaby wydają różne dźwięki. Jednak piękno tej farmy pozostaje takie samo, każda zmiana to tylko dodatek do jego stałości.

Mój ojciec, starszy człowiek, przeszedł ostatnio ciężką operację. Przypomniało mi to o kruchości życia, o tym, że wszystko się zmienia, czy nam się to podoba, czy nie. Czuje się dobrze i chyba – mam nadzieję – wraca do zdrowia, ale ma już swoje lata i nigdy nie będzie taki jak dawniej.

Oczywiście nie tylko starsi ludzie muszą stawić czoło zmianom. W każdym wieku musimy poddawać się naturalnym przypływom i odpływom. Nic nie pozostaje takie samo, a ci, którzy próbują powstrzymać zmiany i chcą mieć nad wszystkim kontrolę, cierpią najbardziej, gdy życie ich zaskakuje. Zmiana zawsze wisi w powietrzu.

Pewnego dnia spacerowałam po swojej ulubionej plaży w zimowym słońcu, ciesząc się jego ciepłem w porze, gdy wschodzi tak późno i świeci tak krótko. Od dwóch lat przychodziłam w to miejsce, by popływać. Teraz nie zauważyłam nikogo. Woda była zbyt zimna, by skusić nawet najodważniejszych morsów.

Pomyślałam o tym, jak plaża zmienia wygląd w różnych porach roku. Teraz jest oazą spokoju. Za sześć miesięcy będzie na niej rojno i gwarno od wschodu słońca aż po zmierzch.

W życiu każdego z nas również następują pewne zmiany. Nie da się ich powstrzymać, tak samo jak nie da się powstrzymać na przykład jesieni nadchodzącej po lecie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Twój rok na zmianę Czego najbardziej żałują umierający 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sztuka kochania Wybieraj wystarczająco dobrze Porąb i spal Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu