Cycero. Trylogia rzymska I

Cycero. Trylogia rzymska I

Autorzy: Robert Harris

Wydawnictwo: Albatros

Kategorie: Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 416

Cena książki papierowej: 37.00 zł

cena od: 24.70 zł

Powieść otwierająca trzytomowy cykl (Cycero, Spisek, Dyktator) o starożytnym Rzymie. Jego bohaterem jest Marek Tulliusz Cyceron, wybitny mówca i polityk, który żył w I wieku p.n.e.

Powieść historyczna, którą czyta się jak pasjonujący kryminał. Bo i trup ściele się gęsto, a epoka –schyłek republiki rzymskiej – należy do najburzliwszych w historii ludzkości.

MAREK TULIUSZ CYCERO
NAJSŁAWNIEJSZY MÓWCA WSZECH CZASÓW, MŁODY POLITYK I ADWOKAT,
KTÓRY  MA ODWAGĘ WYSTĄPIĆ PRZECIWKO SKORUMPOWANYM PATRYCJUSZOM


Marek Cycero, młody adwokat i senator, znajduje się na początku swojej kariery politycznej. Celem, który sobie postawił, jest objęcie urzędu konsula. Trudna sprawa dla kogoś, kto nie dysponuje ani armią, ani majątkiem. Ale Cycero posiada coś równie wartościowego – talent oratorski. I właśnie trafia się okazja, by go wykorzystać: rola oskarżyciela w procesie przeciwko Gajuszowi Werresowi, namiestnikowi Sycylii, któremu zarzuca się korupcję, grabież i zabójstwa.
Zważywszy że obrońcą ma być Hortensjusz ­– uznawany dotąd za najlepszego adwokata w Rzymie –wygrana otworzyłaby przed Cyceronem wszystkie drzwi.

O książce

POWIEŚĆ HISTORYCZNA,

KTÓRĄ CZYTA SIĘ JAK PASJONUJĄCY KRYMINAŁ.

BO I TRUP ŚCIELE SIĘ GĘSTO,

A EPOKA – SCHYŁEK REPUBLIKI RZYMSKIEJ – NALEŻY

DO NAJBURZLIWSZYCH W HISTORII LUDZKOŚCI.

MAREK TULIUSZ CYCERO

NAJSŁAWNIEJSZY MÓWCA WSZECH CZASÓW, MŁODY POLITYK

I ADWOKAT, KTÓRY MA ODWAGĘ WYSTĄPIĆ PRZECIWKO

SKORUMPOWANYM PATRYCJUSZOM.

Marek Cycero znajduje się na początku swojej kariery. Celem, który sobie postawił, jest objęcie urzędu konsula. Trudna sprawa dla kogoś, kto nie dysponuje ani armią, ani majątkiem. Ale Cycero posiada coś równie wartościowego – talent oratorski. I właśnie trafia się okazja, by go wykorzystać: rola oskarżyciela w procesie przeciwko Gajuszowi Werresowi, namiestnikowi Sycylii, któremu zarzuca się korupcję, grabież i zabójstwa. Zważywszy że obrońcą ma być Hortensjusz – uznawany dotąd za najlepszego adwokata w Rzymie – wygrana otworzyłaby przed Cyceronem wszystkie drzwi.

Robert Harris

Brytyjski pisarz i dziennikarz; pracował m.in. dla BBC i współpracował jako komentator polityczny z „The Observer”. Autor kilku książek popularnonaukowych, ale przede wszystkim dziesięciu przetłumaczonych na prawie czterdzieści języków powieści: thrillerów – Vaterland, Enigma, Archangielsk, Autor widmo, Indeks strachu (pierwsze cztery zostały sfilmowane) – a także powieści historycznych z elementami sensacji – Pompeje, Oficer i szpieg (adaptację filmową przygotowuje Roman Polański) oraz „Trylogia rzymska”, w której ukazały się Cycero, Spisek i Dyktator.

Tego autora

ARCHANGIELSK

ENIGMA

INDEKS STRACHU

POMPEJE

AUTOR WIDMO

OFICER I SZPIEG

Trylogia rzymska

CYCERO

SPISEK

DYKTATOR

Tytuł oryginału:

IMPERIUM: VOL 1 OF THE ROMAN TRILOGY

Copyright © Robert Harris 2006

All rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. 2014

Polish translation copyright © Anna i Jerzy Amsterdamscy 2008

Redakcja: Jacek Ring

Konsultacja naukowa: dr Włodzimierz Sochacki

Ilustracje: © Alamy/BE&W (hełm),

British Library/public domain (widok Rzymu, ornament)

Projekt graficzny okładki i serii: Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c.

ISBN 978-83-7985-354-0

Wydawca

WYDAWNICTWO ALBATROS ANDZRZEJ KURYŁOWICZ S.C.

Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa

www.wydawnictwoalbatros.com

Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, 88em.eu

Pamięci

Audrey Harris

1920–2005

i dla

Sama

Spis treści

Dramatis personae

Część pierwsza – Senator

I

II

III

IV

V

VI

VII

VIII

IX

Część druga – Pretor

X

XI

XII

XIII

XIV

XV

XVI

XVII

XVIII

Słowniczek

Nota autora

Przypisy

Dramatis personae

AFRANIUSZ LUCJUSZ – sprzymierzeniec Pompejusza z jego rodzinnego Picenum, pretor i senator.

ANTYPATER Z TYRU – stoik związany z Katonem.

ARRIUSZ KWINTUS – senator blisko związany z Krassusem.

ATTYK TYTUS POMPONIUSZ – przyjaciel Cycerona, brat Pomponii, żony Kwintusa Cycerona.

CEZAR GAJUSZ JULIUSZ – członek stronnictwa popularów, sześć lat młodszy od Cycerona, senator; w przyszłości pretor, imperator i dyktator.

CYCERON KWINTUS TULIUSZ – młodszy brat Cycerona, senator, ożeniony z Pomponią, siostrą Attyka.

EPIKRATES Z BIDIS – Sycylijczyk okradziony przez Gajusza Werresa, występujący przeciwko niemu w sądzie.

FLAWIUSZ LUCJUSZ – stary przyjaciel Cycerona z Syrakuz.

FONTEJUSZ MAREK – namiestnik Galii Narbońskiej, oskarżony o nadużycia, zaprzyjaźniony z Pompejuszem.

GABINIUSZ AULUS – były trybun, pochodzący z Picenum, rodzinnego miasta Pompejusza, zięć Palikanusa; przeprowadził ustawę, na mocy której Pompejusz uzyskał naczelne dowództwo na wschodzie.

GALBA SULPICJUSZ – pochodzący ze starej arystokratycznej rodziny, konkurent Cycerona w wyborach o urząd konsula.

GALLUS AKWILIUSZ – uznawany za wybitnego prawnika; startował razem z Cyceronem w wyborach na pretora.

GAWIUSZ PUBLIUSZ – pochodzący z Hiszpanii kupiec, ukrzyżowany na Sycylii.

GLABRION ACYLIUSZ – pretor sądu, związany z Pompejuszem, mimo że żona Glabriona na polecenie dyktatora Sulli rozwiodła się z nim i wyszła za mąż za Pompejusza.

HERAKLIUSZ Z SYRAKUZ – Sycylijczyk okradziony przez Gajusza Werresa, występujący przeciwko niemu w sądzie.

HORTENSJUSZ HORTALUS KWINTUS – były konsul, przywódca patrycjuszy, przez wiele lat najwybitniejszy adwokat w Rzymie, dopóki jego miejsca nie zajął Cycero; szwagier Katyliny.

HYBRYDA GAJUSZ ANTONIUSZ – syn wielkiego mówcy, potomek jednego z najznamienitszych rodów rzymskich, usunięty z senatu za korupcję i bankructwo.

IZAURYKUS PUBLIUSZ SERWILIUSZ WATIA – jeden z najsławniejszych senatorów, konsul, zaprawiony w bojach i zasłużony wódz, który dwukrotnie odbył triumf; członek Kolegium Kapłańskiego.

KATON MAREK PORCJUSZ (zwany Młodszym) – prawnuk Katona Starszego, brat przyrodni Serwilii, stoik, obrońca tradycji republikańskich.

KATULUS KWINTUS LUTACJUSZ – były konsul, członek Kolegium Kapłańskiego, jeden z najbardziej doświadczonych senatorów, przywódca patrycjuszy, szwagier Hortensjusza.

KATYLINA LUCJUSZ SERGIUSZ – były namiestnik Afryki, protegowany Katulusa, pokonany przez Cycerona w wyborach na konsula.

KLODIUSZ PULCHER PUBLIUSZ – potomek patrycjuszowskiego rodu Klaudiuszy, konsul; przewodził podczas buntu przeciwko swojemu szwagrowi Lukullusowi.

KORNIFICJUSZ KWINTUS – konkurent Cycerona w wyborach na urząd konsula.

KRASSUS MAREK LICYNIUSZ – były konsul, najbogatszy człowiek w Rzymie, rywal Pompejusza, brutalnie stłumił powstanie niewolników pod wodzą Spartakusa.

KURION SKRYBONIUSZ – były konsul, poplecznik Werresa.

LONGINUS KASJUSZ – były pretor, konkurent Cycerona w wyborach na urząd konsula.

LUKULLUS LUCJUSZ LICYNIUSZ – były konsul i wódz armii rzymskiej podczas wojny na wschodzie przeciwko Mitrydatesowi, wyniosły arystokrata, posiadający ogromny majątek; jego wrogowie z senatu przez wiele lat czynili wysiłki, żeby pozbawić go prawa do triumfu i utrzymać poza granicami Rzymu.

METELLUS CECYLIUSZ KWINTUS – członek plebejskiego rzymskiego rodu, konsul, starszy brat Lucjusza i Marka.

METELLUS CECYLIUSZ LUCJUSZ – brat Kwintusa i Marka Metellusów, namiestnik Sycylii.

METELLUS CECYLIUSZ MAREK – najmłodszy z braci Metellusów, pretor.

METELLUS PIUS CECYLIUSZ KWINTUS – najwyższy kapłan, tytularny przywódca rodu Metellusów; adopcyjny ojciec Scypiona.

METELLUS PIUS KORNELIUSZ SCYPION NAZYKA – adoptowany syn Metellusa Piusa; walczył w Hiszpanii pod rozkazami Pompejusza.

MOLON APOLLONIUSZ – nauczyciel Cycerona, grecki mówca i retor mający swoją szkołę na Rodos.

MUCJA – trzecia żona Pompejusza.

ORESTILLA AURELIA – żona Katyliny.

ORESTINUS MUCJUSZ – trybun ze stronnictwa popularów, oskarżony o kradzież (w procesie bronił go Cycero); zawetował ustawę lex Marcia Figula.

PALIKANUS LOLLIUSZ – lojalny trybun Pompejusza, pretor, ubiegający się o urząd konsula.

PIZO FRUGI GAJUSZ – pomocnik Cycerona, zaręczony z jego córką Tulią.

PIZO FRUGI KALPURNIUSZ – były pretor, ojciec Gajusza Frugiego.

POMPEJUSZ GNEJUSZ STRABON- rówieśnik Cycerona, najpotężniejszy człowiek w ówczesnym świecie rzymskim, były konsul i zwycięski wódz, który aż dwa razy odbył triumf; ożeniony z Mucją.

POMPONIA – żona Kwintusa Cycerona, siostra Attyka.

RUFUS CELIUSZ MAREK – uczeń Cycerona, syn jednego z jego politycznych popleczników z prowincji.

SERWILIA – ambitna i zorientowana politycznie żona Juniusza Silanusa,

kandydata na urząd konsularny; przyrodnia siostra Katona.

SERWIUSZ SULPICJUSZ RUFUS – stary przyjaciel Cycerona, były pretor, uważany za jednego z najlepszych znawców prawa w Rzymie, ożeniony z Postumią.

SILANUS DECYMUS JUNIUSZ – członek Kolegium Kapłańskiego, ożeniony z Serwilią.

STENIUSZ Z THERMAE – Sycylijczyk okradziony przez Werresa, występujący przeciwko niemu w sądzie.

SURA PUBLIUSZ KORNELIUSZ LENTULUS – konsul, przyjaciel Katyliny, ożeniony z wdową po bracie Hybrydy, ojczym Marka Antoniusza.

TERENCJA – żona Cycerona, dziesięć lat od niego młodsza i szlachetniejszego

Pochodzenia, żarliwie religijna, o konserwatywnych poglądach politycznych, matka dwojga dzieci Cycerona, Tulii i Marka.

TIRON – prywatny sekretarz Cycerona, niewolnik, trzy lata młodszy od swojego pana, wynalazca stenografii.

TORKWATUS LUCJUSZ MANILIUSZ – konsul, głowa jednej z najstarszych rodzin w Rzymie, obrońca w procesie Katyliny.

TULIA – córka Cycerona.

WARRON TERENCJUSZ MAREK – uczony i pisarz, brał udział w walkach z piratami u boku Pompejusza.

WERRES GAJUSZ – rzymski namiestnik na Sycylii, oskarżony o nadużycia i zbrodnie.

Tiron, M. Tuliusz, sekretarz Cycerona. Był nie tylko kopistą mówcy i jego pomocnikiem w literackich trudach, ale również autorem cieszącym się dobrą reputacją, wynalazcą sztuki stenografii, która umożliwiła dokładne i bez skrótów zapisywanie słów mówców występujących publicznie, niezależnie od tego, jak szybko przemawiają. Po śmierci Cycerona Tiron nabył gospodarstwo niedaleko Puteoli, gdzie spędził późniejsze lata, a według Hieronima dożył stu lat. Askoniusz Pedianus (w komentarzu do mowy Cycerona Pro Milone, 38) wspomina o czwartym tomie biografii Cycerona pióra Tirona.

Grecko-rzymski słownik biograficzny i mitologiczny, tom III red. William L. Smith, Londyn, 1851.

Innumerabilia tua sunt in me officia, domestica,

forensia, urbana, provincialia, in re privata, in publica,

in studiis, in litteris nostris…

„Usługi, jakie mi wyświadczasz, są

niezliczone – w domu i poza domem, w Rzymie

i za granicą, w sprawach prywatnych i publicznych,

w moich studiach i pracach literackich…”.

Cycero, list to Tirona, 7 listopada 50 r. p.n.e.

Część pierwsza

SENATOR

79–70 r. p.n.e.

Urbem, urbem, mi Rufe, cole et in ista luce vive!

„Miasto, czcij Miasto, mój Rufusie, i żyj w tym świetle!”.

Cycero, list do Celiusza, 26 czerwca 50 r. p.n.e.

I

Nazywam się Tiron. Przez trzydzieści sześć lat byłem zaufanym sekretarzem rzymskiego męża stanu Cycerona. Początkowo było to podniecające, później kolejno zdumiewające, żmudne i wreszcie bardzo niebezpieczne. Wierzę, że przez wszystkie te lata spędził ze mną więcej czasu niż z jakąkolwiek inną osobą, nawet ze swojej rodziny. Pisałem pod dyktando jego mowy, listy, prace literackie, nawet wiersze – była to taka fontanna słów, że aby nadążyć za ich strumieniem, musiałem wymyślić system, zwany dziś powszechnie stenografią – system nadal używany do protokołowania obrad senatu – za którego wynalezienie dostałem skromną rentę. Renta, w połączeniu z kilkoma zapisami spadkowymi i łaskawością przyjaciół, wystarcza mi do przeżycia na emeryturze. Nie potrzebuję wiele. Starzy ludzie żyją powietrzem, a ja jestem bardzo stary – podobno mam niemal sto lat.

W ciągu kilkudziesięciu lat, jakie minęły od jego śmierci, różni ludzie często mnie pytali, zwykle szeptem, jakim człowiekiem był Cycero, ale ja zawsze milczałem. Skąd miałem wiedzieć, kto jest agentem rządu, a kto nie? Bałem się, że w każdej chwili mogę zostać zabity. Teraz jednak, gdy moje życie niemal dobiegło końca, nie boję się już niczego – nawet tortur, gdyż w łapach oprawcy lub jego pomocników nie przetrwałbym nawet chwili – dlatego postanowiłem zaoferować tę pracę jako odpowiedź na pytanie. Piszę, polegając na pamięci i dokumentach oddanych mi na przechowanie. Czasu pozostało mi już niewiele – to nieuchronne – dlatego zamierzam pisać szybko, posługując się moim systemem stenografii, na kilkudziesięciu niewielkich zwojach papirusu – znakomitej hieratyki – które już od dawna gromadziłem właśnie w tym celu. Z góry proszę mi wybaczyć wszystkie błędy i stylistyczne niezręczności. Modlę się do bogów, bym zdołał zakończyć pracę, nim nadejdzie kres mojego życia. W ostatnich słowach, jakie skierował do mnie Cycero, prosił, abym opowiedział o nim prawdę, i to właśnie postaram się uczynić. Jeśli nie zawsze sprawi on tu wrażenie wzoru cnoty, cóż, trudno. Władza zapewnia ludziom wiele luksusów, ale rzadko są wśród nich dwie czyste ręce.

Będę tu pisać o władzy i konkretnym człowieku. Przez władzę rozumiem oficjalną, polityczną władzę – zwaną po łacinie imperium – władzę życia i śmierci, jaką państwo powierza jednostce. Setki ludzi dążyło do zdobycia władzy, ale Cycero był wyjątkiem w historii republiki, ponieważ dążył do niej, nie mając żadnych środków poza własnym talentem. Nie pochodził jak Metellus lub Hortensjusz z wielkiej arystokratycznej rodziny, która od pokoleń świadczy polityczne usługi i może odwołać się do swych klientów w dniu wyborów. Nie miał jak Juliusz Cezar i Pompejusz potężnej armii, która mogłaby poprzeć jego kandydaturę. Nie posiadał jak Krassus gigantycznej fortuny, żeby smarować swoją drogę. Miał tylko głos i czystym wysiłkiem woli zmienił go w najsłynniejszy głos świata.

* * *

Gdy zaczynałem mu służyć, miałem dwadzieścia cztery lata, a on dwadzieścia siedem. Byłem domowym niewolnikiem, urodziłem się w należącej do rodziny posiadłości wśród wzgórz niedaleko Arpinum1. On był młodym adwokatem, wyczerpanym nerwowo i z trudem walczącym z niemałymi naturalnymi upośledzeniami. Mało kto gotów byłby postawić na to, że któryś z nas coś osiągnie.

Głos Cycerona w tym czasie nie był jeszcze groźnym instrumentem, w jaki później się zmienił; mój nowy pan chrypiał i niekiedy się jąkał. Zapewne w głowie miał tyle słów, że w chwili napięcia więzły w gardle, tak jak wtedy, gdy dwie owce, popychane przez stado, próbują jednocześnie przejść przez bramkę. Poza tym słowa te często były zbyt wymyślne jak na możliwości intelektualne jego słuchaczy. „Uczony” i „Grek” – tak mówili o nim ze zniecierpliwieniem. Nie były to bynajmniej komplementy. Nikt nie wątpił w jego talent oratorski, ale Cycero wydawał się zbyt wątły, jak na swoje ambicje. Jako adwokat przemawiał niekiedy kilka godzin, często na otwartym powietrzu, we wszystkich porach roku, co było zbyt wielkim obciążeniem dla jego strun głosowych. Po takim wystąpieniu przez kilka dni chrypiał i nie mógł wykrztusić ani słowa. Dodatkowymi przyczynami udręki była chroniczna bezsenność i niestrawność. Mówiąc otwarcie, jeśli miał zrobić karierę polityczną, czego desperacko pragnął, musiał skorzystać z profesjonalnej pomocy. Z tego względu postanowił wyjechać na pewien czas z Rzymu i podróżując, odświeżyć umysł i skonsultować się z najwybitniejszymi nauczycielami retoryki, którzy na ogół żyli wtedy w Grecji i Azji Mniejszej.

Byłem odpowiedzialny za niewielką bibliotekę jego ojca i całkiem przyzwoicie mówiłem po grecku, dlatego Cycero mnie wypożyczył, tak jak pożycza się książkę z czytelni. Zabrał mnie w podróż na wschód. Moim zadaniem było załatwianie wszystkich bieżących spraw, najmowanie transportu, opłacanie nauczycieli i tak dalej. Po roku miałem wrócić do swojego dawnego pana, ale podobnie jak wiele pożytecznych tomów, nigdy nie zostałem zwrócony.

Spotkaliśmy się w porcie w Brundyzjum w dniu, w którym mieliśmy wypłynąć. W roku sześćset siedemdziesiątym piątym od założenia Rzymu konsulami byli Serwiliusz Watia i Klaudiusz Pulcher. Cycero wówczas zupełnie nie przypominał okazałego męża stanu, jakim stał się później, gdy był już tak sławny, że nawet w najspokojniejszej uliczce nie mógł uniknąć rozpoznania. (Ciekaw jestem, co się stało z tymi tysiącami popiersi i portretów Cycerona, które kiedyś zdobiły tak wiele prywatnych domów i publicznych budynków? Czy rzeczywiście wszystkie zostały rozbite lub spalone?). Młody mężczyzna, który tego wiosennego dnia stał na nabrzeżu, był szczupły, miał zaokrąglone ramiona, nienaturalnie długą szyję z jabłkiem Adama wielkości dziecinnej piąstki, które poruszało się gwałtownie w górę i w dół, gdy przełykał ślinę. Z wybałuszonymi oczami, bladą cerą i zapadniętymi policzkami był przykrym obrazem złego stanu zdrowia. No, Tironie – pamiętam, co wtedy pomyślałem – lepiej dobrze wykorzystaj tę podróż, bo nie potrwa długo.

Najpierw popłynęliśmy do Aten, gdzie Cycero obiecał sobie ucztę, za jaką uważał możliwość studiowania filozofii w Akademii. Zaniosłem jego torbę do sali wykładowej i już miałem wyjść, gdy zawołał mnie i spytał, dokąd się wybieram.

– Chcę usiąść w cieniu razem z innymi niewolnikami – odparłem – chyba że ma pan jeszcze jakieś życzenia.

– Niewątpliwie tak, i to wymagające wielkiego wysiłku – powiedział. – Chcę, żebyś poszedł ze mną na wykład i nauczył się nieco filozofii, tak abym miał z kim rozmawiać podczas naszej długiej podróży.

Poszedłem zatem za nim i miałem zaszczyt posłuchać, jak sam Antiochus z Askalonu wyjaśnia trzy podstawowe zasady stoickie – cnota wystarcza do osiągnięcia szczęścia, nic poza cnotą nie jest dobrem i nie można ufać emocjom – trzy proste reguły, które wystarczyłyby do rozwiązania wszystkich problemów świata, gdyby tylko ludzie chcieli ich przestrzegać. Później Cycero i ja często dyskutowaliśmy na takie tematy, a gdy zajmowaliśmy się sprawami intelektualnymi, dzielące nas różnice statusu zawsze traciły znaczenie. Słuchaliśmy wykładów Antiochusa przez sześć miesięcy, po czym udaliśmy się dalej, do głównego celu naszej podróży.

W tym okresie w retoryce dominowała tak zwana szkoła azjańska. Ten styl preferował mowy skomplikowane i kwieciste, pełne pompatycznych zwrotów i dźwięcznych rytmów, którym towarzyszyła żywa gestykulacja i spacery po scenie. W Rzymie jej wybitnym przedstawicielem był Kwintus Hortensjusz Hortalus, powszechnie uważany za najwybitniejszego oratora swoich czasów, którego ze względu na wymyślną pracę nóg przezywano „mistrzem tańca”. Cycero, chcąc poznać jego sztuczki, specjalnie odszukał jego mentorów: Menippusa ze Stratoniki, Dionizjusza z Magnezji, Ajschylosa z Knidos i Ksenoklesa z Adrymattium – same nazwiska mówią o ich stylu. Cycero studiował kilka tygodni u każdego z nich, ucząc się ich metod, aż wreszcie uznał, że wie już, co o nich sądzić.

– Tironie – powiedział do mnie pewnego wieczoru, przebierając, zgodnie ze swym zwyczajem, wśród gotowanych warzyw na talerzu – mam już całkowicie dość tych uperfumowanych tancerzy. Załatw statek z Lorymy na Rodos. Zapiszemy się do szkoły Apolloniusza Molona, żeby spróbować czegoś innego.

I tak doszło do tego, że pewnego wiosennego poranka, o świtaniu, gdy cieśniny Morza Karpackiego2 były gładkie i mleczne jak perła (proszę mi wybaczyć te rzadkie ozdobniki: czytałem zbyt wiele greckiej poezji, żeby trzymać się oszczędnej i surowej łaciny), przeprawiliśmy się statkiem wiosłowym ze stałego lądu na tę starą, dziką wyspę, gdzie na nabrzeżu zobaczyliśmy krępą postać czekającego na nas Molona.

Ten Molon był prawnikiem pochodzącym z Alabandy3, który zrobił karierę dzięki błyskotliwym występom w rzymskich sądach – został nawet zaproszony do wygłoszenia przemówienia po grecku w senacie. Był to niesłychany zaszczyt. Później zrezygnował z praktyki adwokackiej, przeniósł się na Rodos i założył tam szkołę retoryki. Jego zasady oratorskie były dokładnym przeciwieństwem reguł szkoły azjańskiej: nie kręć się za wiele, trzymaj głowę prosto, nie odchodź od tematu, rozśmiesz i wzrusz słuchaczy, a gdy zdobędziesz ich współczucie, szybko kończ. „Nic nie schnie szybciej od łez” – pouczał. To znacznie bardziej odpowiadało gustom Cycerona, który całkowicie podporządkował się jego zaleceniom.

Molon rozpoczął tego dnia od kolacji, na którą podał mu miskę gotowanych jajek w sosie z sardeli. Gdy Cycero skończył – nie bez narzekania, zapewniam – dostał kawał wołowiny pieczonej na węglu drzewnym, a do tego kubek koziego mleka.

– Musisz nabrać ciała, młodzieńcze – powiedział Molon, klepiąc się po swej podobnej do beczki piersi. – Nigdy jeszcze słaba trzcina nie wydała potężnego dźwięku.

Cycero patrzył na niego z wściekłością, ale posłusznie opróżnił talerz. Tej nocy, po raz pierwszy od wielu miesięcy, dobrze spał. (Wiem, ponieważ jak zwykle spałem na podłodze przed drzwiami do jego pokoju).

Rano rozpoczęły się ćwiczenia fizyczne.

– Wystąpienie na forum – oświadczył Molon – można porównać do wyścigu. Wymaga wytrzymałości i siły.

Udał, że chce uderzyć Cycerona, który głośno sapnął, zatoczył się i niewiele brakowało, a przewróciłby się na podłogę. Molon kazał stanąć mu w rozkroku i nie zginając nóg w kolanach, robić skłony, tak by dotknął ziemi dwadzieścia razy. Potem kazał mu położyć się na plecach, spleść dłonie na karku i wielokrotnie usiąść, nie ruszając przy tym nogami. Następnie polecił mu przekręcić się na brzuch i podnieść się na ramionach, znowu dwadzieścia razy, bez zginania kolan. Tak wyglądały ćwiczenia pierwszego dnia, a każdego następnego Molon dodawał nowe i przedłużał gimnastykę. Cycero zaczął dobrze spać i skończyły się jego kłopoty z trawieniem.

Na ćwiczenia deklamacji Molon zabrał swego gorliwego ucznia z zacienionego dziedzińca na południowy skwar i kazał mu recytować różne teksty ćwiczebne – zwykle przemówienia procesowe lub monologi z Menandra4 – przy czym miał jednocześnie wspinać się na górę bez chwili przerwy. W czasie marszu jaszczurki uciekały mu spod stóp, a jego jedynymi słuchaczami były cykady siedzące na gałęziach drzew oliwnych. Cycero wzmocnił płuca i nauczył się, jak najwięcej powiedzieć na jednym oddechu. „Mów tonem o średniej wysokości – pouczał Molon. – Ani za nisko, ani za wysoko. W tym zakresie mieści się siła”. Po południu Molon zaprowadził go na kamienistą plażę na ćwiczenia z mocy głosu, postawił w odległości stu kroków i kazał przemawiać, pokonując szum wody i wiatru. To najlepszy odpowiednik szmeru trzech tysięcy ludzi na placu lub pogaduszek kilkuset senatorów w zamkniętej sali obrad, powiedział. Cycero musiał przywyknąć do takich przeszkód.

– Cóż jednak z treścią mojego przemówienia? – spytał kiedyś. – Przecież niewątpliwie skupię uwagę słuchaczy głównie siłą moich argumentów?

– Treść mnie nie interesuje. – Molon wzruszył ramionami. – Pamiętaj, co powiedział Demostenes: „W sztuce oratorskiej liczą się tylko trzy rzeczy: występ, występ i jeszcze raz występ”.

– Ale przecież się jąkam?!

– J-j-jąkanie również nie b-b-budzi mojego niepokoju – odrzekł Molon z uśmiechem i porozumiewawczym mrugnięciem. – A poważnie, jąkanie może zwiększyć zainteresowanie i wywołać bardzo użyteczne wrażenie uczciwości mówcy. Demostenes nieco seplenił. Słuchacze utożsamiają się z mówcą mającym wady wymowy. To tylko doskonałość jest nudna. Teraz odejdź dalej i postaraj się, żebym cię słyszał.

Miałem zatem okazję od samego początku obserwować, jak jeden mistrz wymowy przekazuje drugiemu swoje sztuczki. „Żadnego zniewieściałego skłaniania głowy i machania palcami. Nie ruszaj ramionami. Jeśli musisz przebierać palcami, spróbuj dotknąć środkowym kciuka, prostując pozostałe trzy. Tak, dobrze. Spojrzenie należy oczywiście zawsze skierować na dłoń wykonującą gest, chyba że chcesz zaprotestować, na przykład: »Bogowie, uchrońcie nas przed taką zarazą!« lub »Nie sądzę, abym zasługiwał na taki zaszczyt«”.

Molon nie pozwalał niczego notować, gdyż żaden mówca wart tego określenia nawet nie pomyślałby o odczytaniu gotowego tekstu lub zaglądaniu do pliku notatek. Był zwolennikiem standardowej metody uczenia się tekstu na pamięć, zwanej podróżą wokół domu. „Umieść pierwszy punkt przemówienia przy wejściu do domu i wyobraź sobie, jak tam leży, drugi w atrium, i tak dalej. Idź po całym domu tak, jakbyś go normalnie obchodził, przypisując fragmenty przemówienia nie tylko pokojom, ale każdej alkowie i każdej rzeźbie. Każde miejsce musi być dobrze oświetlone, jednoznacznie określone i charakterystyczne. W przeciwnym razie będziesz błąkał się jak pijak, który szuka łóżka po przyjęciu”.

Wiosną i latem tego roku Cycero nie był jedynym uczniem w szkole Molona. Po pewnym czasie dołączył do nas młodszy brat Cycerona, Kwintus, jego kuzyn Lucjusz i dwaj jego przyjaciele: Serwiusz, pedantyczny adwokat, pragnący zostać sędzią, i Attyk – elegancki, czarujący Attyk – który nie interesował się retoryką, gdyż mieszkał w Atenach i z pewnością nie planował kariery politycznej, ale lubił spędzać czas w towarzystwie Cycerona. Wszyscy zdumiewali się zmianami w wyglądzie i stanie zdrowia Cycerona. W czasie ostatniego wieczoru razem – gdyż była już jesień i należało wracać do Rzymu – zebrali się, żeby posłuchać, jakie skutki przyniosły nauki Molona.

Bardzo chciałbym przypomnieć sobie, o czym mówił Cycero tego wieczoru po kolacji, ale obawiam się, że jestem doskonałym potwierdzeniem słuszności cynicznej opinii Demostenesa: treść nie ma znaczenia, liczy się tylko występ. Stałem dyskretnie w cieniu, tak abym nie był widoczny, i teraz mogę sobie tylko przypomnieć ćmy wirujące wokół pochodni niczym płatki popiołu, niezliczone gwiazdy nad dziedzińcem i zachwycone, oświetlone ogniem twarze młodych mężczyzn, w skupieniu słuchających Cycerona. Zapamiętałem natomiast, co potem powiedział Molon, gdy jego uczeń skłonił się wyobrażonemu sądowi i usiadł. Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Wreszcie wstał Molon.

– Cyceronie, gratuluję ci – powiedział ochrypłym głosem. – Wprawiłeś mnie w zdumienie. Przykro mi tylko ze względu na Grecję i jej los. Jedynym tytułem do chwały, jaki nam pozostał, była przewaga w sztuce wymowy. Dziś odebrałeś nam i to. Wracaj – zakończył, wskazując ręką z trzema wyprostowanymi palcami ponad oświetlonym tarasem w kierunku ciemnego, rozległego morza – Wracaj, mój chłopcze, i podbij Rzym.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Vaterland Monachium Konklawe Spisek. Trylogia rzymska II Cycero. Trylogia rzymska I Dyktator. Trylogia rzymska III 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Romanowowie Królowe przeklęte Turniej cieni Moja piątka z Cambridge Szampańskie dni