Wodnikowe Wzgórze

Wodnikowe Wzgórze

Autorzy: Richard Adams

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 528

Cena książki papierowej: 59.90 zł

cena od: 31.92 zł

Uniwersalna opowieść o odwadze i woli przetrwania

Klasyka porównywana i stawiana na półkach obok Hobbita Tolkiena i cyklu o Narnii Lewisa

Bez dzieła Adamsa nie byłoby Harry’ego Pottera

Źle się dzieje w królikarni Sandleford. W miejscu, w którym króliki wiodą spokojny żywot, ma powstać nowe osiedle. Wygodne nory i zielone łąki zostaną unicestwione.

Nie jest łatwo opuścić swój dom. Stado kłapouchów pod wodzą dwóch niezłomnych braci – Piątka i Leszczynka – musi jednak wyruszyć w podróż w poszukiwaniu nowego miejsca na ziemi. Tak rozpoczyna się królicza epopeja. Nie trzeba dodawać, że po drodze naszych bohaterów czeka  mnóstwo przygód i jeszcze więcej niebezpieczeństw.

Wodnikowe Wzgórze to książka, którą pokochały miliony czytelników na całym świecie. Richard Adams stworzył dzieło uniwersalne, trafiające do serc wszystkich czytelników, bez względu na wiek. W świecie Adamsa króliki mają imiona, zorganizowaną społeczność, obyczaje, własną mitologię, język, a nawet poezję. Mają też coś absolutnie wyjątkowego – dar przewidywania przyszłości.

Andrzej Sapkowski wymienia Wodnikowe Wzgórze jako jedną ze 100 najważniejszych powieści fantastycznych wszech czasów. Do miłośników tej książki należą również Stephen King i J. K. Rowling. Dzieło Adamsa zostało zekranizowane, przeniesione na deski teatralne, przerobione na grę komputerową i słuchowiska radiowe. Ponadto prace nad nowym serialem opartym na Wodnikowym Wzgórzu rozpoczęły Netflix i BBC.

Nowe wydanie Wodnikowego Wzgórza w Wydawnictwie Literackim zdobią piękne ilustracje włoskiego artysty Alda Gallego.

„Jeżeli w księgarni nie ma miejsca dla Wodnikowego Wzgórza, to znaczy, że literatura dla dzieci umarła” „The Economist”

„Kreując idealnie osobną rzeczywistość, autor z niespotykaną głębią, jakby mimochodem, komentuje relacje międzyludzkie” „The Guardian”

Text copyright © 1972 by Rex Collins Ltd.

Text copyright renewed © 2000 by Richard George Adams

Illustrations © 2012 Aldo Galli

All rights reserved

© Copyright for the Polish translation by Aleksander Dunin-Kęplicz, Anna Skrzydlewska-Rothert, Agnieszka Rothert

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2016

TYTUŁ ORYGINAŁU: "Watership down"

PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Robert Kleemann

ILUSTRACJE: Aldo Galli

REDAKTOR PROWADZĄCY: Paweł Ciemniewski

KOREKTA: Patrycja Wojkowska, Anna Rudnicka

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

fax: (+48-12) 430 00 96 tel.: (+48-12) 619 27 70

ISBN: 978-83-08-06220-3

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Spis treści

Motto

Mapa

Część I

1. Tablica ogłoszeń

2. Wielki Królik

3. Decyzja Leszczynka

4. Wyjście

5. W lasach

6. Opowieść o błogosławieństwie El-ahrery

7. Lendri i rzeka

8. Przeprawa

9. Kruk i pole bobu

10. Droga i błonia

11. Trudna droga

12. Nieznajomy w polu

13. Gościna

14. „Jak drzewa w listopadzie”

15. Opowieść o sałacie króla

16. Pięciornik

17. Błyszczące sidła

Część II

18. Wodnikowe Wzgórze

19. Strach w ciemnościach

20. Labirynt i mysz

21. „Niech zapłacze El-ahrera”

22. Opowieść o procesie El-ahrery

23. Kihar

24. Gospodarstwo w Nuthanger

25. Wyprawa

26. Widzenie Piątka

27. „Nie możecie sobie tego wyobrazić, jeśli nie byliście tam”

28. U stóp wzgórza

29. Powrót i wymarsz

Część III

30. Nowa wyprawa

31. Opowieść o El-ahrerze i Czarnym Króliku z Inle

32. Przeprawa przez drogę żelazną

33. Wielka rzeka

34. Generał Czyściec

35. Po omacku

36. Nadciąga burza

37. Zbiera się na burzę

38. Zrywa się burza

Część IV

39. Mosty

40. Droga powrotna

41. Opowieść o Warku Hau i Czarodziejskim Rokmopsie

42. Nowina o zachodzie słońca

43. Wielki patrol

44. Posłanie od El-ahrery

45. W gospodarstwie Nuthanger po raz wtóry

46. Czubak nie ustępuje

47. Niebo zawieszone

48. Dea ex machina

49. Leszczynek wraca do domu

50. I ostatni

Epilog

Słownik języka leporydzkiego

Nota autorska i podziękowania

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Dla Juliet i Rosamond,

na wspomnienie drogi do Stratford-on-Avon

LEGENDA

Część I

Początek opowieści 1 A

Przeprawa przez Enborne 2 B

Wrzosowisko 4 C

Królikarnia Pierwiosnka 4 C

Część II

Północno-wschodni skraj lasku bukowego na Wodnikowym Wzgórzu 9 D

Gospodarstwo Nuthanger 7 D

Część III

Kotlina, w której Czubak spotkał lisa 12 D

Tu króliki przeprawiły się przez linię kolejową 16 D

Górny most na rzece Test 6 D

Efrafa. Krzyżówka 5 D

Przepust pod torami 15 D

Część IV

Dolny most i zarośnięta część rzeki 17 D

Zagajnik, gdzie lis zaatakował króliki 13 C

Część I

Wędrówka

1. Tablica ogłoszeń

CHÓR: Cóż to? Jęczysz? Wstręt jakiś ogarnia twą duszę…

KASANDRA: Wonią krwi mordowanych wieje z tego domu.

CHÓR: Coś rzekła? To ofiary płoną na ołtarzu!

KASANDRA: Taki z tych murów bije zaduch, jak z mogiły…

Ajschylos, Agamemnon1

Przekwitły już pierwiosnki. Bliżej skraju lasu, gdzie drzewa rosły rzadziej, a teren obniżał się w stronę starego płotu i rowu porośniętego jeżynami, tylko kilka wyblakłych bladożółtych plam jaśniało między szczyrem i korzeniami dębów. Po drugiej stronie płotu górna część pola podziurawiona była jamami króliczymi i miejscami ogołocona z trawy, a pośród walających się wszędzie bobków rósł jedynie starzec jakubek. Sto jardów dalej, u stóp zbocza, płynął strumyk, szeroki najwyżej na trzy stopy, na wpół zarośnięty kaczeńcami, rzeżuchą i błękitnym przełącznikiem. Polna droga biegła ceglanym przepustem nad strumykiem i wspinała się po przeciwległym stoku do bramki z poprzecznych drążków w ciernistym żywopłocie, przez którą wychodziło się na drogę.

Majowe słońce zachodziło w czerwonych obłokach, do zmroku brakowało jeszcze pół godziny. Na suchym stoku roiło się od królików — jedne skubały chudą trawę w pobliżu swych nor, drugie nieco dalej szukały mleczy lub przeoczonego przez innych pierwiosnka. Gdzieniegdzie samotny królik stanął słupka na mrowisku i rozglądał się, nastawiając uszy i węsząc pod wiatr. Ale na skraju lasu podśpiewywał kos, a to znaczyło, że nic się tam niepokojącego nie dzieje; z drugiej strony zaś, wzdłuż potoku, widać było wyraźnie całą pustą i cichą okolicę. W królikarni panował spokój.

Na wysokim brzegu, w pobliżu dzikiej wiśni, gdzie śpiewał kos, znajdowało się kilka nor niemal całkowicie ukrytych w jeżynach. W zielonym półmroku, u wejścia do jednej z nich, siedziały obok siebie dwa króliki. Po pewnym czasie większy wylazł z nory, przemknął wzdłuż brzegu pod osłoną jeżyn, zsunął się do rowu i skierował na pole. Po chwili drugi podążył za nim.

Pierwszy królik zatrzymał się w nasłonecznionym miejscu i podrapał w ucho szybkimi ruchami tylnej łapy. Chociaż miał dopiero rok i nie osiągnął jeszcze pełnego wzrostu, niepodobny był wcale do owych znękanych „skrajniaków”, to znaczy przeciętnych, pospolitych jednoroczniaków, niepochodzących z arystokracji i niecieszących się wyjątkowym wzrostem czy siłą, które, wiecznie pomiatane przez starszych, radziły sobie jak mogły, często żyjąc na zewnątrz, na skraju królikarni. Ten królik tchnął pewnością siebie. Kiedy usiadł, patrząc dookoła i trąc nos przednimi łapami, sprawiał wrażenie stworzenia bystrego i pełnego werwy. Przekonawszy się, że nic mu nie grozi, położył uszy po sobie i zabrał się do trawy.

Jego towarzysz wydawał się mniej pewny siebie. Był mały, miał duże oczy wpatrzone w przestrzeń, ruchy głowy, gdy ją podnosił i rozglądał się dookoła, sugerowały nie tyle ostrożność, ile jakieś nieustanne, nerwowe napięcie. Wciąż poruszał nosem, a gdy przeleciał z bzykiem trzmiel, kierując się do rosnącego za nim ostu, podskoczył i obrócił się z takim impetem, że dwa znajdujące się obok króliki rzuciły się do swych nor; najbliższy z nich, o czarnych czubkach uszu, poznał go jednak i wrócił na żerowisko.

— Ach, to tylko Piątek — powiedział — znowu podryguje na widok muchy. Chodź, Szakłaku, o czym to rozmawialiśmy?

— Piątek? — spytał drugi królik. — Dlaczego tak się nazywa?

— No wiesz, piątka w miocie, on był ostatni i najmniejszy. Dziw, że dotąd się uchował. Zawsze mówię, że człowiek go nie dojrzy, a lis się nie połakomi. Ale przyznaję, że potrafi unikać biedy2.

Mały królik zbliżył się do swego towarzysza, sadząc susy na długich tylnych nogach.

— Leszczynku, odejdźmy trochę — powiedział. — Wiesz, jakoś dziwnie tu dzisiaj, chociaż nie wiem dokładnie, o co chodzi. Pójdziemy do strumyka?

— Dobrze — odparł Leszczynek — może mi znajdziesz pierwiosnka. Jeśli tobie się nie uda, to i nikomu innemu.

Zbiegł pierwszy po zboczu, ciągnąc za sobą po trawie cień. Dotarli do strumyka i zaczęli skubać i szukać w pobliżu kolein polnej drogi.

Niedługo trwało, nim Piątek znalazł to, czego szukali. Dla królików pierwiosnki to wielkie smakołyki, a niewiele ich zwykle można znaleźć pod koniec maja w sąsiedztwie małej nawet królikarni. Ten nie zdążył zakwitnąć i płasko rozpostarte liście ledwie były widoczne w długiej trawie. Właśnie zabierali się do niego, gdy dwa większe króliki nadbiegły z przeciwnej strony pobliskiego brodu dla bydła.

— Pierwiosnek? — spytał jeden. — Dobra, dawajcie. No, szybko, nie lenić się — dodał, widząc, że Piątek się waha. — Słyszałeś?

— To Piątek go znalazł, Kopytniku — odezwał się Leszczynek.

— A my go zjemy — odparł Kopytnik. — Pierwiosnki są dla Ausli3. Nie wiecie o tym? Jeżeli nie wiecie, to zaraz was nauczymy.

Piątek już odszedł. Leszczynek dogonił go przy przepuście.

— Mam tego powyżej uszu — powiedział — cały czas to samo. „Tu są moje pazury, więc to jest mój pierwiosnek. Tu są moje zęby, więc to jest moja nora”. Powiadam ci, jeśli kiedykolwiek dostanę się do Ausli, to będę przyzwoicie traktował skrajniaków.

— Ty możesz przynajmniej spodziewać się, że przyjmą cię kiedyś do Ausli — odparł Piątek. — Jeszcze nabierzesz wagi, a ja się tego nie mogę spodziewać.

— Chyba nie myślisz, że cię zostawię samemu sobie, co? Powiem ci jednak, że czasami mam ochotę wynieść się w ogóle z tej królikarni. No, ale zapomnijmy teraz o tym i cieszmy się wieczorem. Wiesz co? Chodźmy na drugą stronę strumienia. Tam będzie mniej królików i więcej spokoju. Chyba że nie wydaje ci się to bezpieczne? — spytał.

Ton jego wydawał się sugerować, że istotnie sądzi, iż Piątek mógłby więcej wiedzieć od niego, a z odpowiedzi Piątka wynikało jasno, że taki stosunek między nimi był czymś naturalnym.

— Nie, tam jest bezpiecznie — odpowiedział. — Powiem ci, jeśli poczuję coś niedobrego. Właściwie to nie chodzi mi o niebezpieczeństwo. To… ach, nie wiem… to jest coś dusznego, jak powietrze przed burzą. Nie umiem tego wyrazić, ale mnie to gnębi. Mimo to pójdę z tobą.

Pobiegli przepustem. Nad strumieniem trawa była mokra i gęsta, wspięli się więc na przeciwległy brzeg, szukając suchszego gruntu. Część zbocza leżała w cieniu, słońce bowiem zachodziło z przodu, przed nimi, i Leszczynek, w poszukiwaniu ciepłego, słonecznego miejsca, biegł dalej, aż znaleźli się w pobliżu drogi. Kiedy podeszli do furtki, zatrzymał się zdumiony.

— Piątek, co to jest? Popatrz!

Nieco przed nimi grunt był świeżo skopany. Na trawie zobaczyli dwa kopczyki ziemi. Grube słupy, wydzielające ostry zapach kreozotu i farby, wznosiły się tak wysoko jak ostrokrzewy żywopłotu, a przybita do nich deska rzucała długi cień na górną część pola. Koło jednego ze słupów leżał młotek i walało się trochę gwoździ.

Króliki podbiegły susami do tablicy i przykucnęły w kępie pokrzyw po przeciwnej stronie, marszcząc nosy z powodu zapachu starego niedopałka papierosa leżącego gdzieś w trawie. Nagle Piątek skulił się i zadrżał.

— Leszczynku! To stąd! Już teraz wiem, to coś bardzo złego! Jakaś straszna rzecz… zbliża się coraz bardziej.

Skomlał ze strachu.

— Jaka rzecz? O co ci chodzi? Przecież uważałeś, że nie ma niebezpieczeństwa?

— Nie wiem, co to jest — odpowiedział Piątek żałośnie. — Nic tu nam nie grozi, przynajmniej w tej chwili. Ale coś się zbliża, coś się zbliża. Leszczynek, patrz na pole! Całe ocieka krwią!

— Nie bądź głupi, to tylko blask zachodu. Piątek, chodź, nie gadaj tak, bo mnie przestraszyłeś.

Piątek siedział w pokrzywach, drżąc i płacząc, a Leszczynek próbował go uspokoić i dowiedzieć się, co go tak nagle wytrąciło z równowagi. Jeśli się przestraszył, to dlaczego nie ucieka w bezpieczne miejsce, jakby to zrobił każdy rozsądny królik? Ale Piątek nie umiał niczego wytłumaczyć, tylko coraz bardziej się denerwował. Wreszcie Leszczynek powiedział:

— Piątek, nie możesz tu siedzieć i płakać. Zresztą robi się ciemno. Wróćmy lepiej do nory.

— Wrócić do nory? — jęknął Piątek. — To przyjdzie tam, nie myśl, że nie! Mówię ci, pole jest pełne krwi…

— Przestań — rzekł stanowczo Leszczynek. — Pozwól, że się tobą zajmę. Bez względu na to, co nam grozi, trzeba wracać.

Pobiegł w dół pola i przez strumyk do brodu. Tu musiał się zatrzymać, bo Piątek — mimo iż wokoło panował spokój letniego wieczora — wydawał się bezradny i niemal sparaliżowany strachem. Kiedy wreszcie Leszczynkowi udało się poprowadzić go do rowu, z początku odmówił wejścia do nory i Leszczynek musiał siłą niemal go tam wepchnąć.

Słońce zaszło za przeciwległe wzgórze. Wiatr ochłodził się, zaczął padać drobny deszcz i po niecałej godzinie zapadł zmrok. Znikły wszystkie barwy zachodu, chociaż wielka tablica opodal furtki skrzypiała na wietrze (jak gdyby podkreślając fakt, że nie zniknęła w ciemnościach nocy, lecz tkwi wciąż tam, gdzie ją postawiono), nie było nikogo, kto by przeczytał litery, ostro i wyraźnie jak czarne noże przecinające białą powierzchnię. Napis brzmiał:

NA TYM IDEALNIE POŁOŻONYM TERENIE BUDOWLANYM, O POWIERZCHNI SZEŚCIU AKRÓW, FIRMA SUTCH I MARTIN, LTD. NEWBURY, BERKSHIRE, ZBUDUJE NOWOCZESNE OSIEDLE MIESZKANIOWE O WYSOKIM STANDARDZIE.

Tłum. Stefan Srebrny (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki). [wróć]

Króliki umieją liczyć do czterech. Każda większa liczba to hrer, co znaczy: „wiele” albo „tysiąc”. Słowem „tysiąc” oznaczają zbiorowo wszystkich wrogów (czyli „elilów”), a więc lisy, gronostaje, łasice, koty, sowy, ludzi itd. Prawdopodobnie w miocie, kiedy urodził się Piątek, było więcej niż pięć królików, ale jego imię, Hreru, znaczy „tysiączek”, to jest „mały spośród wielu” albo, jak to się mówi o prosiakach, „malec”. [wróć]

Prawie wszystkie królikarnie mają swoją Auslę, czyli pewną liczbę silnych lub sprytnych królików — dwulatków albo starszych — zgrupowanych wokół Wielkiego Królika i jego żony, i rządzących resztą. Są różne Ausle. W jednej królikarni Auslą może być oddział wojowników; gdzie indziej składa się głównie z bystrych zwiadowców lub rabusiów ogrodowych. Czasem znajdzie się tam dobry gawędziarz albo prorok czy królik obdarzony intuicją. W owym czasie w królikarni Sandleford Ausla miała charakter raczej wojskowy (chociaż, jak to się później okaże, nie tak wojskowy jak u innych). [wróć]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wodnikowe Wzgórze 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Księga cmentarna Zimowy monarcha Inwazja Przeklęta korona Obrońca 13 powodów