Anatomia miłości i zdrady

Anatomia miłości i zdrady

Autorzy: Robin Dunbar

Wydawnictwo: Copernicus Center Press

Kategorie: Filozofia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 330

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 34.93 zł

Czy nasze mózgi są monogamiczne czy poligamiczne? Co wywołuje zazdrość u mężczyzn, a co u kobiet? Czy to prawda, że najtrudniejszy w związku jest trzeci rok? 

Robin Dunbar, antropolog i psycholog ewolucyjny, w swoim kolejnym bestsellerze przygląda się fenomenom zakochania, miłości i zdrady. Posługując się wynikami najnowszych badań naukowych, mierzy się z wszystkimi znanymi i nieznanymi aspektami relacji romantycznych. Dunbar to doświadczony naukowiec, który zręcznie łączy ze sobą wciągającą narrację i rzetelne relacje z frontu badań nad naszym życiem emocjonalnym i społecznym.

Dunbar wytrąca z równowagi i zmusza do przyjrzenia się sobie samemu na nowo - Observer

Wciągający wgląd w naturę miłości romantycznej - Independent

Robin Dunbar wydobywa na światło dzienne niezwykłe czynniki, które sprawiają, że się zakochujemy - Sunday Times Must Reads

Robin Dunbar jest brytyjskim antropologiem i profesorem psychologii ewolucyjnej Uniwersytetu w Oxfordzie. Słynie z teorii dotyczącej maksymalnej ilości stabilnych relacji międzyludzkich jeden osoby, czyli tzw. liczby Dunbara. Autor m.in. książek Nowa historia ewolucji człowieka (CCPress 2013) i Człowiek. Biografia (CCPress 2015).

Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

1. Teraz jesteśmy jednością

Nie mogę oderwać od ciebie oczu

Macierzyństwo i szarlotka

Czym jest miłość?

Nieadekwatny język

2. Prawdziwie, głęboko, do szaleństwa

Hormony miłości?

Historia się komplikuje

Śmiech, najlepsze lekarstwo

Zapach sukcesu

Ostatni całus?

3. Monogamiczny mózg

Jak trudne może być wiązanie się w pary?

Triumfująca Szeherezada

Tajemnica umysłu

4. Jakby w zwierciadle, niejasno

Racjonalny wybór?

Klub samotnych serc

Za pięć dwunasta

Stroszenie piórek

5. Zachowując twarz

Coś w jej ruchach

Twarze w tłumie

Słodki zapach symetrii

6. Krewni i znajomi

Rodzina i przyjaciele

Siła sieci

Dlaczego przyjaźnie bledną

Cena romansu

Gdy to nie my wybieramy

7. Czyż zdrada pod inną nazwą...

Kochać, nie tak łatwo powiedzieć

Czy czujesz ten ból?

Dranie i tatusiowie

Uwierz własnym oczom

Szalony, wściekły, nie do opisania

8. Sypiając z diabłem

Zakochani w Bogu

Charyzma, seks i religia

Ośrodek Boga

Poza krawędzią rozpaczy

9. Miłość i zdrada w sieci

Miraż i awatar

Wirtualna miłość

Cyberwojny

Wirtualna nierzeczywistość

10. Dylemat ewolucji

Na tropie ewolucyjnej zagadki

Ludzie na właściwym miejscu

Najemnicy w raju kłusowników

Kto kogo kocha?

Kiedy zaczęliśmy się wiązać?

Podsumowanie

Podziękowania

Bibliografia

Przypisy

© Copyright by Copernicus Center Press, 2016

© Robin Dunbar, 2012

All rights reserved

Tytuł oryginalny: THE SCIENCE OF LOVE AND BETRAYAL

Adiustacja i korekta: ARTUR FIGARSKI

Projekt okładki: MICHAŁ DUŁAWA

Projekt typograficzny: MIROSŁAW KRZYSZKOWSKI

Skład: MELES-DESIGN

ISBN 978-83-7886-249-9

Wydanie I

Kraków 2016

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl

Księgarnia internetowa: http://en.ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dla Patsy

1. Teraz jesteśmy jednością

Ma miłość jest jak róży krew,

krew róży w czerwca świt.

Ma miłość jest jak rzewny śpiew,

melodii cudnej rytm.

Ma miłość jest jak róży krew

To najdziwniejsza rzecz, jaka kiedykolwiek nam się przytrafi. Mam na myśli zakochanie się. Idziemy sobie niewinnie przez dzieciństwo, robiąc rzeczy, które zwykle robią dzieci, i nagle – bum! – wkraczają hormony. A potem zakochujemy się. Niepewni w tym pierwszym, pochłaniającym wszystko zadurzeniu, wraz z praktyką i doświadczeniem nabywamy pewności i determinacji. I chociaż nie zdarza się to każdego dnia, od czasu do czasu przez resztę naszego życia będzie nas brało z zaskoczenia. To bardzo niezwykłe. Naraz nie jesteśmy w stanie myśleć o niczym innym oprócz tej pozornie przypadkowej osoby, która – prawdopodobnie równie niewinnie – wkroczyła w nasze życie. Uwagę mamy skupioną niemal wyłącznie na obiekcie naszych pragnień. Nie jesteśmy w stanie się nasycić. Przepotężne szczęście, którego doświadczamy, odbija się na naszej twarzy: przybiera ona rozmarzony wyraz, oczy błyszczą, spojrzenie jest nieobecne... Do tego wszystkiego znajdujemy się w samym środku emocjonalnej burzy. Słowo „zamroczony” często przychodzi na myśl.

W dodatku w jakiś sposób wydaje się to nigdy nie kończyć. Nawet później, w najmniej spodziewanych momentach, od czasu do czasu to samo uczucie pojawia się ponownie znikąd. Stan specyficznego odurzenia, który zwykliśmy łączyć z romantyczną miłością, może być zarówno intensywny, jak i, w porównaniu do zalotów odbywanych przez większość innych zwierząt, relatywnie długotrwały. Ta wczesna, gwałtowna faza ludzkiego związku utrzymuje się przeważnie dwanaście do osiemnastu miesięcy, ale często może przetrwać nawet kilka lat dłużej w łagodniejszej formie. W następstwie przeintelektualizowanych lat sześćdziesiątych, wśród różnego typu badaczy, a szczególnie wśród antropologów, stało się modne twierdzenie, że tak pojmowane uczucie zakochania jest charakterystyczne dla współczesnej, zachodniej, kapitalistycznej kultury, kierowanej niewątpliwie przez rynek pełen romantycznych fikcji rodem z harlekinów, w tradycyjnych społeczeństwach zaś ludzie nie zawierali małżeństw z miłości, lecz ze względów ekonomicznych lub politycznych. Nadal jest to popularny pogląd. Myli się tu jednak powody zawierania umów małżeńskich z towarzyszącymi im stosunkami międzyludzkimi. Ludzie zawsze byli wyrachowani i brali ślub dla ekonomicznej lub politycznej wygody: aranżowane małżeństwa istniały w każdej ludzkiej kulturze na całym świecie. Obecnie są szczególnie powszechne w większej części Azji Południowej, od Iraku aż do Japonii na wschodzie, ale także w Europie stanowiły być albo nie być domów szlacheckich, odkąd tylko Rzymianie zostawili nas w spokoju, żebyśmy mogli zająć się swoim życiem najlepiej jak umiemy. W całym zachodnim świecie ludzie wciąż każdego dnia żenią się dla komfortu lub korzyści finansowych, ale to nie znaczy, że się nie zakochują. Czy stają się małżeństwem, ponieważ się zakochują, to zupełnie inna sprawa. W rzeczywistości tak samo często zdarza się na odwrót: ludzie zawierają małżeństwo z powodów strategicznych i później – popatrz, popatrz, co za niespodzianka – zakochują się w sobie. Jak w Skąpcu Moliera (1660): „Miłość jest często owocem małżeństwa”[1].

Przypadki aranżowanych małżeństw dowodzą, że pozornie nieszczęśliwe pary często kończą zakochując się w sobie już po formalnościach związanych ze ślubem – czasem kilka miesięcy, czasem nawet kilka lat później. Prawdopodobieństwo, że takie małżeństwa będą bezduszną formą społecznie usankcjonowanej prostytucji nie jest większe niż w przypadku związków, w których szczęśliwi ludzie myśleli, że biorą ślub z miłości. Wielu, jeśli nie większość, z tych, którzy zawarli aranżowane małżeństwo, zakochuje się w partnerze, którym zostali obarczeni. My, mieszkańcy postromantycznego Zachodu, zakładamy, że sami wybieramy, w kim się zakochujemy i kogo poślubiamy. W rzeczywistości nasz wybór, jak pokażę w następnych rozdziałach, jest właściwie dość przypadkowy i zdecydowanie ograniczony – koniec końców, rzadko szukamy „tego jedynego” wśród więcej niż garstki potencjalnych małżonków. Tak naprawdę otwarta pozostaje tylko kwestia, kiedy się zakochamy – przed czy po wyrażeniu zgody na poślubienie danej osoby. Jednakże nawet tutaj, na rzekomo wyzwolonym Zachodzie, nie wszyscy dzielimy to doświadczenie – wielu z nas zadowala się tym, co może dostać... i zaciska zęby. Nie znaczy to jednak, że fenomen zakochania jest społecznym konstruktem, i że ludzie przechodzą przez jego wszystkie fazy tylko dlatego, że ktoś im powiedział, że powinni.

Prawda jest taka, że – pomimo stanowczych twierdzeń przeciwnych – niektóre formy romantycznej więzi wykraczają poza historyczne i kulturowe granice i mogą być uniwersalne dla człowieka (przy zaakceptowaniu faktu, że istnieją różne stopnie ich wyrażania nawet w obrębie tej samej kultury).

Wstrząśnięty i oszołomiony, jak migotliwy płomień świecy,

Błądzę w ogniu miłości;

Bezsenne oczy, ciało nieznające spoczynku,

Nie pojawia się ona, nie nadchodzi wiadomość,

Ku czci dnia, w którym poznałem moją ukochaną,

która wabiła mnie tak długo, o Khusro.

– napisał średniowieczny hinduski poeta Amir Khusro Dehlavi (1253–1325). Mniej więcej w tym samym czasie – na długo przed pojawieniem się harlekinów – tworzy znamienity francuski trubadur Guillaume de Machaut (1300–77):

Miłość ma prawdziwa jest tak wielka, że

Prędzej suchą stopą ktoś przejdzie

przez głębiny mórz

i da odpór ich falom

niż ja mógłbym powstrzymać się

przed miłowaniem ciebie...

A w innej ze swoich pieśni:

Słodkie szlachetne serce, piękna pani,

Zasępionym i pogrążony w myślach,

Bom ugodzony miłością.

Nie mam wesela ni uciechy,

By ci je podarować, moja słodka towarzyszko,

Więc ofiaruję ci moje serce.

Z piątego wieku pochodzi zaś pisany w sanskrycie sugestywny czterowiersz poety Kalidasy:

Śliwooka, zatrzymaj proszę na chwilę

przesłodkie upinanie twych pukli;

Moje spojrzenie się w nie zaplątało,

Wyswobadzam się z nich cały dzień.

Jeszcze wcześniej, około 900 lat p.n.e., autor biblijnej Pieśni nad pieśniami (zwanej także Pieśnią Salomona) mówi nam:

Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust!

Bo miłość twa przedniejsza od wina.

Woń twych pachnideł słodka,

Olejek rozlany – imię twe[2].

Również później, w tym samym cyklu wierszy (bo tym w rzeczywistości są):

Jak piękne są twe stopy w sandałach,

księżniczko!

Linia twych bioder jak kolia,

dzieło rąk mistrza.

Łono twe, czasza okrągła:

Niechaj nie zabraknie w niej wina korzennego!

Brzuch twój jak stos pszenicznego ziarna

okolony wiankiem lilii.

Piersi twe jak dwoje koźląt,

bliźniąt gazeli.

Szyja twa jak wieża ze słoniowej kości.

Oczy twe jak sadzawki w Cheszbonie,

u bramy Bat-Rabbim.

...i tak dalej w tym samym tonie.

Przed nim, ponad 3200 lat temu, egipski faraon Ramzes II Wielki pisze na grobowcu swojej faworyzowanej żony, wpływowej Nefertari (nie należy jej mylić z nawet sławniejszą Nefertiti, która żyła około 100 lat wcześniej): „Ta, dla której słońce świeci...”. Jak często w historii to zdanie było wypowiadane, i to bynajmniej nie przez ludzi, którzy tajemniczym zbiegiem okoliczności wiedzieli, jak odczytać egipskie hieroglify zagrzebane głęboko w komorze grobowej królowej na kilkaset lat przed tym, gdy zostały ostatecznie rozszyfrowane? Poniżej zaś utwór datowany na 2025 p.n.e., przetłumaczony z niewielkiej tabliczki pokrytej pismem klinowym, odkrytej w 1889 roku podczas wykopalisk w sumeryjskim mieście Nippur na terenie dzisiejszego Iraku. Często nazywany jest najstarszym wierszem miłosnym na świecie.

Narzeczony, pozwól mi cię pieścić,

Moje słodkie pieszczoty są bardziej aromatyczne niż miód,

W alkowie wypełnionej miodem,

Pozwól mi cieszyć się twym pięknem,

Lwie, pozwól mi cię pieścić,

Moje słodkie pieszczoty są bardziej aromatyczne niż miód.

Samuel Kramer w swojej książce o Sumerach twierdzi, że uczucie miłości w tej kulturze nie było wcale rzadkością, pomimo faktu, iż małżeństwa w Sumerze zawierano wyłącznie ze względów ekonomicznych – dosłownie wyceniano je w srebrze.

Prawda jest taka, że odkąd eony temu starożytna Ewa obudziła się pewnego ranka i jej serce stopniało na widok stojącego przed nią Adama, zakochanie się jest uniwersalnym doznaniem ludzkości: występuje w każdej kulturze i w każdych czasach. Nie znaczy to, że wszyscy go doświadczamy, ani nawet, że jest udziałem wszystkich, których drogi ostatecznie kończą się małżeństwem – lub jakimkolwiek z jego społecznych odpowiedników. Ale pojawia się ono często i systematycznie. W dodatku wydaje się być istotne. Sandra Murray, badając wraz z zespołem związki uczuciowe przez kilka dziesięcioleci, odkryła, że idealizowanie partnera jest pewnym przepisem na sukces małżeński; co więcej, im wyższe są czyjeś oczekiwania i im bardziej idealizuje on partnera, tym bardziej jest zadowolony ze związku – który tym samym potencjalnie dłużej przetrwa. Nie oznacza to, że ludzie gloryfikują partnerów zasłużenie – okazuje się, że korelacja między tym, jak postrzegamy naszego towarzysza i tym, jak on sam siebie ocenia, jest niewielka. Wydaje się, że coś w samej intensywności tego dziwnego zjawiska jest ważne dla powodzenia całego przedsięwzięcia. I tu pojawia się zagadka: jeśli zdolność do zakochania się jest tak ogólnoludzką właściwością, musi mieć jakąś biologiczną podstawę i biologiczną funkcję. Mimo tego, w gruncie rzeczy jest pomijana przez większość naukowców. Tak naprawdę nie wiemy, czym jest, ani dlaczego ją posiadamy – ani nawet, czy w jakikolwiek sposób jest podobna do któregokolwiek z odczuć, do których zdolne są zwierzęta.

Ta biologiczna historia będzie tematem tej książki. Spróbuję opowiedzieć, które z tajemnic naszej fizjologii i genetyki sprawiają, że czujemy się w ten sposób. Ale nie ograniczę się do nich – jest tu miejsce na znacznie więcej. Postaram się przerzucić most między tymi dość oczywistymi biologicznymi fundamentami naszego zachowania, a psychologicznymi, społecznymi, historycznymi i ewolucyjnymi kontekstami, które mają na nie wpływ. Przyjrzę się między innymi temu, na jakich zasadach dobieramy sobie partnerów i jakich taktyk używamy, żeby usidlić tych, których wybraliśmy. Spojrzymy na zakochiwanie się z najszerszej możliwej perspektywy, po drodze prosząc o pomoc poetów. Związki, o których będzie mowa, są w większości, choć niekoniecznie oczywiście, heteroseksualne, ale wydaje mi się, że orientacja seksualna nie ma zbytniego wpływu na naturę procesów leżących u ich podstaw, więc po prostu uznam to za pewnik i nie będę już wracał do tej kwestii.

Nie mogę oderwać od ciebie oczu

Każdy zdaje sobie sprawę, że kiedy się zakochujemy, nasza uwaga jest całkowicie skoncentrowana na jednej osobie, z pominięciem wszystkich innych. Nadal jednak toczy się dyskusja, czy zakochanie powoduje utratę zainteresowania przedstawicielami płci przeciwnej (hipoteza odchylenia), czy też po prostu nowa miłość jest tak absorbująca, że nie wystarcza czasu na zajęcie się nikim innym (hipoteza uwagi). Ta z pozoru niewielka zmiana perspektywy kryje znaczną różnicę w leżącej u podstaw tego zjawiska psychologii. Według hipotezy odchylenia, zakochany całkowicie traci motywację do poszukiwań kogokolwiek innego, podczas gdy zgodnie z hipotezą uwagi, przypadkowy zbieg okoliczności może prowadzić do dostrzeżenia alternatywy, przerzucenia na nią zainteresowania i porzucenia dotychczasowego partnera. Innymi słowy, tylko pierwsza z hipotez zakłada istnienie psychologicznego mechanizmu, który aktywnie zmniejsza prawdopodobieństwo, że zacznie pociągać nas ktoś inny.

W normalnych warunkach nasza uwaga jest niezwykle łatwo rozpraszana przez osoby płci[3] przeciwnej – bez wątpienia zwracamy na nie uwagę częściej niż na przedstawicieli naszej. Kilka lat temu z grupą moich studentów przeprowadziłem serię badań z zakresu monitorowania zachowań społecznych na stołówce dużego londyńskiego uniwersytetu oraz w pobliskich parkach i ogrodach. Chcieliśmy sprawdzić, która z czterech hipotez mogących wyjaśnić, dlaczego ludzie od czasu do czasu rozglądają się wokół siebie, nawet jeśli są zajęci jedzeniem lub konwersacją, jest najbliższa prawdy. Zakładaliśmy, że powodem może być chęć dostrzeżenia drapieżnika (w tym kontekście osoby, która mogłaby nas zaatakować lub okraść), przyjaciela, potencjalnego nowego partnera lub rywala, który mógłby zagrozić naszemu dotychczasowemu związkowi. Trzecia hipoteza – poszukiwanie osób, z którymi mamy szansę wejść w nową romantyczną relację – niewątpliwie wygrała. To, kiedy i w jaki sposób ludzie się rozglądali oraz na kogo wtedy patrzyli, tworzyło wzorce ewidentnie wskazujące na wybór partnera jako na wyjaśnienie. Okazało się, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni byli znacznie bardziej skłonni podnieść wzrok i spojrzeć na kogoś przechodzącego w pobliżu, jeśli ta osoba była przeciwnej płci. Wyczulenie na płeć było tak silne, że często byli w stanie prawidłowo przypisać ją komuś nadchodzącemu z tyłu na długo przed tym, zanim jego postać ukazała się w całości. Nasze widzenie peryferyjne, jak się wydaje, jest niebywale skuteczne w wyłapywaniu subtelnych wskazówek dotyczących przynależności płciowej.

Kiedy ludzie się kochają, spędzają znacznie mniej czasu na przyglądaniu się interesującym reprezentantom płci przeciwnej, a tych, których widzą, oceniają jako mniej pociągających. W dość pomysłowym eksperymencie Jon Maner i jego współpracownicy pokazywali badanym fotografie atrakcyjnych i przeciętnych przedstawicieli tej samej oraz przeciwnej płci w jednym rogu ekranu komputera, po czym prosili ich o wykonanie zadania, które wymagało przeniesienia uwagi na inną część ekranu. Ci, którzy byli zakochani, znacznie szybciej niż samotni tracili zainteresowanie zdjęciami osób wyjątkowo urodziwych – przy czym różnicy tej nie zaobserwowano w przypadku, kiedy badany oglądał osoby niewyróżniające się lub kogokolwiek własnej płci. Naukowcy doszli do wniosku, że kiedy jesteśmy w romantycznym związku, nasza uwaga jest celowo odciągana od poważnych konkurentów. Ludzi, których normalnie określilibyśmy jako atrakcyjnych fizycznie, degradujemy do poziomu przeciętnej średniej.

Johan Lundström i Marilyn Jones-Gotman do zgłębienia tego zagadnienia wykorzystali zapachy. Młode kobiety miały wypełnić kwestionariusz dotyczący głębi ich miłości do partnera, a następnie spróbować rozróżnić woń ich chłopaka, przyjaciela oraz przyjaciółki. Próbki aromatów zebrano, prosząc różne osoby o spanie (samemu) przez siedem nocy z rzędu w bawełnianych koszulkach z wchłaniającymi naturalny zapach ciała wkładkami pod pachami. Nie stwierdzono korelacji między stopniem romantycznego zaangażowania badanych a ich umiejętnością rozpoznania zapachu chłopaka czy koleżanki, wyraźna była natomiast ujemna korelacja ze zdolnością do identyfikacji zapachu przyjaciela. Innymi słowy, rzeczywiście wydaje się, że stan zakochania powoduje raczej aktywną niechęć do potencjalnych nowych partnerów, niż takie odurzenie obiektem miłości, że po prostu przestajemy zwracać uwagę na kogokolwiek innego.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

Przypisy

[1] Molier, Skąpiec: komedia w 5 aktach, tł. T. Boy-Żeleński, BOW, Bielsko-Biała 1995 (przyp. tłum.).

[2] Ten i wszystkie kolejne fragmenty Pieśni nad pieśniami cytowane za: Biblia Tysiąclecia (przyp. tłum.).

[3] Na potrzeby tej książki będę używał terminów płeć (sex) oraz płeć społeczno-kulturowa (gender) jako synonimów, zgodnie z praktyką przyjętą w biologii.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ilu przyjaciół potrzebuje człowiek? Liczba Dunbara i inne wybryki ewolucji Potęga mózgu. Jak ewolucja życia społecznego kształtowała ludzki umysł Pchły, plotki a ewolucja języka Anatomia miłości i zdrady Człowiek. Biografia Nowa historia ewolucji człowieka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?