Sekretne życie Chanel No. 5

Sekretne życie Chanel No. 5

Autorzy: Tilar J. Mazzeo

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Biografie Lifestyle

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 320

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 28.99 zł

Dzieło życia Coco Chanel. Szalony duch belle époque zamknięty w zgrabnym flakonie. Nowatorski i odważny zapach, który w dobrym paryskim towarzystwie wywoływał ekscytację. Symbol kobiecości, od 95 lat uwielbiany przez legendy kina od Marylin Monroe po Audrey Tautou.

Jak narodził się pomysł ich stworzenia? Jaki wpływ na dobór poszczególnych elementów zapachu miało życie jego autorki? Czy prawdą jest, że Coco skopiowała recepturę perfumeryjnego magnata François Coty’ego? Dlaczego po latach projektantka sabotowała swoje dzieło?

Tilar J. Mazzeo odkrywa tajemnice legendarnych perfum. Rekonstruując fakty, sprawdzając mity i plotki, wyjaśnia, na czym polega fenomen tego zapachu.

Najbardziej zmysłowo opowiedziana historia Coco Chanel

DLA SUSANNE

Σαν έτοιμος από καιρό, σα θαρραλέος, αποχαιρέτα την

Jak ktoś od dawna gotów, ktoś odważny, pożegnaj ją

z wiersza Konstandinosa Kawafisa

Bóg opuszcza Antoniusza,

tłum. Zygmunt Kubiak

Perfumy to najważniejsza rzecz. Jak ujął to Paul Valéry:

„Kobieta bez zapachu to kobieta bez przyszłości”.

Coco Chanel w wywiadzie Jacques’a ­Chazota,

Dim Dam Dom, reż. Guy Job, 1969

Najbardziej tajemniczą, najbardziej ludzką cechą jest zapach.

Oznacza on, że nasza cielesność koresponduje z cielesnością innych.

Coco Chanel, w: Claude Baillén, Chanel ­solitaire,

Quadrangle, New York 1973, s. 146

Fotomontaż: amerykański fotograf Weegee (1899–1968) robi zdjęcie kobiecie w kostiumie kąpielowym wewnątrz butelki perfum Chanel No5, późne lata pięćdziesiąte

Przedmowa

W pierwszych dniach 2009 roku nagłówki gazet na całym świecie oznajmiały coś, co zdziwiło niewielu: „Chanel No5 uznano w ankiecie dla kobiet za »najbardziej uwodzicielski zapach«”1. Będący ikoną zapach Coco Chanel okrzyknięto kiedyś najseksowniejszymi perfumami świata, bez trudu bijącymi na głowę perfumy współczesnych sław w świecie mody, w tym zapachy tak powszechnie znane i cudowne, jak Eternity Calvina Kleina czy Beautiful Estée Lauder. Niektóre z najlepiej sprzedających się perfum świata w ogóle nie trafiły na listę. W pierwszej dwudziestce było też coś niezwykłego: ani jedne nie miały historii sięgającej dalej niż do lat osiemdziesiątych – ani jedne z wyjątkiem Chanel No5, mających obecnie ponad dziewięćdziesiąt lat.

Chanel No5 należą do nielicznej trwałej „spuścizny” perfumeryjnej, a koncepcja, że dzięki nim kobieta nabiera nieodpartego powabu, nie jest nowa. Kiedy historia najbardziej uwodzicielskich perfum świata trafiła na łamy „London Daily Mail”, dziennikarz zauważył szyderczo, że „Marilyn Monroe też nie miała trudności w uwodzeniu mężczyzn”2. Teraz „wygląda na to, że jej barwne życie erotyczne mogło sprowadzać się do jednego prostego wyboru – wyboru perfum”3. Któż w końcu nie pamięta, jak gwiazda zażartowała, że jej nocny strój składa się z paru kropel Chanel No54? Z pewnością nie te tysiące kobiet, które głosowały za nadaniem im tytułu najbardziej pociągających perfum na rynku i stwierdzały, że jest to zapach idealny nie tylko, by zaaranżować randkę, ale też „by przejść do związku”5. Co zdumiewające, wśród tych kobiet jedna na dziesięć twierdziła, że poznała tego jedynego, mając na sobie te kultowe perfumy6.

Skoro tak, to Chanel No5 ma na swoim koncie niezłą porcję historii miłosnych: według rządu francuskiego buteleczka tych najsłynniejszych perfum sprzedawana jest gdzieś na świecie średnio co trzydzieści sekund, czemu towarzyszy dochód stu milionów dolarów rocznie7. Dokładne dane, jak wiele innych rzeczy dotyczących tego słynnego zapachu, stanowią ściśle strzeżoną tajemnicę firmy. Ale te liczby – które przekładają się na przeszło milion butelek sprzedanych rocznie – oznaczają jedno: ogromne rzesze pięknie pachnących kobiet, które ktoś może adorować. I to rok w rok, od dziesięcioleci.

Tajemnice są oczywiście źródłem legend, a jedne i drugie kłębią się wokół historii Chanel No5. Pojawiły się niemal natychmiast po wypuszczeniu przez Coco Chanel na rynek jej perfumeryjnego specjału w początkach lat dwudziestych – w tym przełomowym momencie po pierwszej wojnie światowej, kiedy świat za wszelką cenę pragnął zapomnieć o bolesnej przeszłości i otworzyć się na obietnice tego, co nowe i nowoczesne. Rzeczy niegdyś niewyobrażalne stały się nagle możliwe. Albert Einstein zdobył Nagrodę Nobla za wywrócenie do góry nogami praw fizyki, a śmiertelne dawniej choroby ujarzmiano cudownymi szczepionkami. U progu dekady Ameryka miała garstkę milionerów. Kilka lat później szeregi superbogaczy powiększyły się o przeszło siedemset procent, tak że zbliżały się do piętnastu tysięcy, zapoczątkowując coś, co zapowiadało się na złotą epokę8. Kwitnąca gospodarka powojenna wyznaczyła nowy standard bogactwa i luksusu i po raz pierwszy wszystko zdawało się w zasięgu ręki średniozamożnego obywatela. Pojawiły się radioodbiorniki, filmy dźwiękowe i samochody dla klasy średniej, a elegancka gotowa garderoba i wykwintne francuskie perfumy zapełniły piętra wspaniałych domów towarowych, co było kolejnym fenomenem tej nowej, kuszącej epoki komercji9.

Ta dekada należała do Nowego Jorku i Paryża, a odległość między tymi dwoma wspaniałymi miastami sprawiała wrażenie jakby nieco mniejszej. To była dekada supergwiazd i bohaterów. A w miarę jak rozwój szybkich środków komunikacji tworzył zaczątek kosmopolitycznej kultury, stawała się też epoką ikon sławy. Babe Ruth zdobył w tej szalonej erze dla New York Yankees trzy mistrzostwa World Series10, a Charles Lindbergh odbył trzydziestotrzygodzinny lot z Nowego Jorku do Paryża. W tych międzywojennych latach Clara Bow stała się pierwszą „It Girl”, Charlie Chaplin wyniósł hollywoodzką komedię pomyłek na przyprawiające o zawrót głowy wyżyny, a na scenach francuskiej stolicy zmysłowa Josephine Baker noc w noc tańczyła topless do wtóru ogłuszającego aplauzu. Ze wszystkich ikon lat dwudziestych nikt jednak nie mógł doścignąć Coco Chanel, uznanej za jedną z najelegantszych i najbardziej wpływowych kobiet całego pokolenia.

Jednakże granica między legendą a historią jest cudownie i zdumiewająco płynna. Wiele z tego, co podaje się jako obiegowe sądy na temat spektakularnych narodzin Chanel No5 i ich przemiany w międzynarodowy synonim luksusu, to półprawdy, nieporozumienia, zbiorowa fantazja i czyste wymysły. Czasem prawda, którą przesłaniają te legendy, jest bardziej fantastyczna od fikcji.

Przypomnijcie sobie wszystko, co wiecie na temat Chanel No5, które przez większość swojej historii były najlepiej sprzedającym się zapachem wszech czasów i jednym z najbardziej pożądanych przedmiotów zbytku dwudziestego wieku. Może pamiętacie, że te unikalne perfumy wynalazła latem 1920 roku młoda projektantka Gabrielle „Coco” Chanel. Tyle że to nieprawda. W rzeczywistości był to zapach o długiej i zawiłej historii – historii opowiadającej przede wszystkim o intymności straty i pożądania.

Być może czytaliście źródła podające, jak Chanel No5 zdumiały świat tradycyjnych perfum, będąc olśniewającą techniczną innowacją: pierwszą syntetyczną kompozycją w historii, pierwszym zapachem abstrakcyjnym, nowatorsko wykorzystującym związki aromatyczne zwane aldehydami. Zapewne słyszeliście o tym, gdyż jest to kluczowy element legendy opowiadającej, czemu Chanel No5 stały się fenomenem. Rzecz w tym, że to również nie jest prawda. Chanel No5 nie były pierwsze. Nie były nawet drugie. Jednak stojąc na progu epoki do dziś nazywanej „złotym wiekiem” perfumerii, Chanel No5 stanowiły prawdziwą rewolucję, która na zawsze zmieniła historię perfum, i były jednym z wielkich dzieł nowego rodzaju sztuki w tętniącej życiem, nowoczesnej epoce. Zjawiskowe są jednak z innego powodu – powodu, dzięki któremu są trwale i autentycznie seksowne.

Jedna z panujących opinii jest szczególnie rozpowszechniona: przeświadczenie, że sprytna i nieustępliwa reklama przyniosła Chanel No5 międzynarodową sławę. Mimo urody zapachu, który perfumeryjni eksperci uznają za kamień milowy i arcydzieło, kto by uwierzył, że jego sława i niegasnąca moc nie sprowadzają się do błyskotliwego marketingu, a w szczególności do starannego wyboru opakowania – cudownie subtelnych, geometrycznie ciętych butelek? W końcu legenda głosi, że butelka ta stała się obiektem kultu, że Andy Warhol oddał jej cześć jako ikonie stulecia w swoim słynnym cyklu litografii z lat sześćdziesiątych. No i jeszcze zjawiskowe zdjęcie Marilyn Monroe, wielkiej rzeczniczki tych perfum, trzymającej butelkę Chanel No5 prowokacyjnie blisko ponętnego dekoltu.

Kłopot w tym, że Chanel No5 nigdy nie znalazły się w słynnej popartowej serii Warhola. Nikt też nie płacił Marilyn Monroe za reklamę. Nawet dobrze znana historia o tym, jak pod koniec lat pięćdziesiątych butelka Chanel No5 weszła w skład stałej kolekcji nowojorskiego Museum of Modern Art, jest zwykłą pomyłką. A jednak przekonanie, że te perfumy są tworem marketingu, jest trudne do wyplenienia, bo sprawia wrażenie oczywistości. Wystarczy jednak przejrzeć archiwa, historię reklamy i zakurzone egzemplarze starych gazet i żurnali, żeby wyłoniła się rzecz prosta i zaskakująca: początkowy sukces Chanel No5 nie miał nic wspólnego z marketingiem.

Mimo powszechnie panującego przekonania, że sprytna reklama przyniosła Chanel No5 sławę w świecie luksusu, prawda jest dziwniejsza, a rzeczywista historia bardziej wciągająca i skomplikowana: przez pierwsze czterdzieści lat ich sławy marketing był przeciętny i w głównej mierze sztampowy. Powinien był przynieść katastrofalne rezultaty. Największą konkurencję dla Chanel No5 w latach dwudziestych, trzydziestych i czterdziestych stanowiły inne perfumy i zamieszanie wprowadzane przez produkującą je firmę – a później przez samą Coco Chanel. Marketing i promocja nie miały tu znaczenia.

Zastanówmy się raz jeszcze nad jedną sprawą: butelka co trzydzieści sekund. Oszałamiające liczby nie są częścią świeżo powstałego trendu. Chanel No5 odnosiły ogromny sukces już w latach dwudziestych. Jak przypomina krytyk perfumeryjny „New York Timesa” Chandler Burr, w dzisiejszym przemyśle perfumeryjnym o zapachu tym, który wciąż dominuje na rynku międzynarodowym, mówi się z nabożeństwem le monstre – potwór11.

Co istotniejsze, choć nie znalazły się pośród ikon Warhola w latach sześćdziesiątych, Chanel No5 należą do tych zdumiewająco rzadkich produktów, które zaczęły żyć własnym życiem i stały się symbolem pełnym znaczeń. Są ikoną. Jak zdesperowany rywal wyznał kiedyś anonimowo Burrowi: „Niewiarygodne! To nie jest zapach, to cholerny kulturowy pomnik, jak cola”12.

Niewiele produktów na świecie ma więcej miłośników niż Chanel No5, które wzbudzają w milionach swoich fanek – bo są ich miliony – rodzaj pasji i lojalności, o jakich wywołaniu dyrektorzy z eleganckich biur reklamowych przy Madison Avenue mogą tylko pomarzyć. Pytanie każdego dociekliwego historyka, rozsądnego przedsiębiorcy oraz miłośnika perfum brzmi: w czym tkwi przyczyna? W jaki sposób Chanel No5 stały się najsłynniejszym produktem luksusowym wszech czasów? Skoro całe dziesięciolecia zajęło reklamie doganianie sukcesu najsłynniejszych perfum świata, to w czym leży sekret ich sławy? A prościej, czemu Chanel No5 są najbardziej zmysłowymi perfumami świata i co właściwie sprawia, że ich zapach jest tak seksowny? Niniejsza książka – nieautoryzowana biografia zapachu – oddziela fakty od fikcji i z plątaniny półprawd wydobywa prawdę, a ujawniając przemilczenia, opowiada historię znanego pomnika kulturowego, którego dziejów tak naprawdę nie znaliśmy.

Na swój sposób książka ta jest niekonwencjonalna. Od czego zaczyna się historia produktu, towaru konsumpcyjnego? Czy zaczyna się ona wraz z jego stworzeniem? Z pierwszym sukcesem? Z momentem kiedy pomysł zaświtał w umyśle jego twórcy? Mimo statusu jednego z kultowych przedmiotów zbytku dwudziestego wieku, sprzedawanego na całym świecie milionom lojalnych entuzjastów, jedno pozostaje w całej historii Chanel No5 niezmienne: za całym ryzykiem, wszystkimi trudnościami i tryumfami, jakie tworzyły ten produkt, kryją się wyjątkowo intymne historie. Od osobistych strat, w wyniku których Coco Chanel wymyśliła swój zapach, po podniecające czasy ich spektakularnego sukcesu; od dziesięcioleci pełnych napięcia dramatów sądowych, które doprowadziły Coco do prób sabotowania własnego dzieła, po pełną goryczy prywatną wojnę prowadzoną z fabrykami w Hoboken, New Jersey, oraz ze wspólnikami na podstawie przepisów obowiązujących w okupowanej przez nazistów Francji; od momentu wielkiej powojennej sławy po dzień dzisiejszy, kiedy perfumy te utrzymują wbrew przeciwnościom losu swój nadzwyczajny powab – Sekretne życie Chanel No5 opowiada o tym, jak ukochany produkt może żyć własnym życiem.

Oto historia najbardziej uwodzicielskiego ­zapachu świata, pogoń za wspaniałym le monstre przemysłu perfumeryjnego – intymne spojrzenie na sekretne życie ­perfum, które mają przede wszystkim wywoływać pragnienie. ­Historię tę można rozpocząć jedynie od pięknej, choć bardzo niedoskonałej twórczyni – kobiety, której legendarne losy stają się bardziej złożone i fascynujące, gdy przygląda się im przez pryzmat jednego z jej najsłynniejszych dzieł.

CZĘŚĆ I

Coco przed Chanel No5

ROZDZIAŁ 1

Aubazine i tajny szyfr zapachu

Przez większą część stulecia zapach Chanel No5 był jak uwodzicielski szept mówiący, że oto mamy do czynienia z czymś kosztownym i zmysłowym. Jest cichym szelestem wykwintnego braku umiaru, zapachem świata w najwyższym stopniu wystawnego. Nic dziwnego, że przy cenie niemal czterystu dolarów za trzydzieści mililitrów1 Chanel No5 kojarzy się głównie z ­luksusem.

To silna konotacja. Chanel No5 to przepych. Właściwie cała historia owego słynnego zapachu to opowieść o tym, jak precyzyjnie te wyjątkowe perfumy wyraziły hulaszczego i beztroskiego ducha „młodych i pięknych” z czasów szalonych lat dwudziestych – i jak dalej pobudzały wyobraźnię i pragnienia całego świata. Chanel No5 od pierwszych wielkich dni sławy były zapachem pięknej ekstrawagancji.

Jednak ich początki i pochodzenie kobiety, która je stworzyła, nie mogłyby być od tego wszystkiego odleglejsze. Zawiłość historii Chanel No5 polega po części na ogromnej przepaści między tym, jak postrzegamy te kultowe perfumy, a miejscem, z którego wzięła początek ich historia. Chanel No5 przywołują na myśl wszystko, co luksusowe i piękne. Trudno uwierzyć, że u ich źródła stoi miejsce będące zaprzeczeniem tego, co później będzie je określać. Prawda jest taka, że zapach, który uosabia wszelkie ziemskie przyjemności, narodził się pośród wielkiej nędzy i najdotkliwszych strat.

Chłopskie korzenie Gabrielle Chanel tkwiły głęboko w ziemi południowo-zachodniej prowincji francuskiej2. W 1895 roku jej matka Jeanne Chanel – wycieńczona pracą i połogami – przegrała z gruźlicą, która stopniowo ją wyniszczała. Choroba ta rozprzestrzeniała się szybko, pochłaniając zdrowie swych ofiar w pełnych wilgoci i zimna warunkach życia na prowincji, i nie bez przyczyny nazywano ją w dziewiętnastym wieku „galopującymi suchotami”. Gabrielle – nosząca imię po zakonnicy, która odebrała poród – wraz z czwórką żyjącego jeszcze rodzeństwa przyglądała się chorobie matki. W chwili jej śmierci miała raptem dwanaście lat.

Ojciec – Albert – był wędrownym handlarzem i być może po prostu nie miał pojęcia, jak opiekować się pięciorgiem niedużych dzieci. A może nieszczególnie go to obchodziło. Obdarzony był zawadiackim urokiem i umiejętnością unikania odpowiedzialności. Tak czy inaczej, w ciągu zaledwie paru tygodni młodziutka Gabrielle straciła też drugie z rodziców. Chłopców wysłano do pracy i pozostawiono samym sobie. Bez słowa wyjaśnienia Albert załadował swoje trzy córki na furmankę i porzucił w sierocińcu, w położonej na zboczu wzgórza wiejskiej miejscowości w departamencie Corrèze, w opactwie zwanym Aubazine.

To właśnie tu dziewczyna, która stanie się znaną na całym świecie Coco Chanel, dorastała jako pozbawiona środków do życia sierota. Było to bezduszne porzucenie, a rany po nim stały się tematem przewodnim zarówno życia samej Coco, jak i historii Chanel No5. Wpłynęły na pełen emocji styl, który ukształtował dzieje najsłynniejszych na świecie perfum i dość miejscami skomplikowanego związku między nimi a Coco Chanel.

Dziś opactwo w Aubazine niewiele się różni od tamtego z czasów jej ciężkiej i samotnej młodości. Właściwie niewiele się tu zmieniło od dwunastego wieku, kiedy opactwo założył święty Stefan z Obazine3. Podczas pobytu w sierocińcu polecano Coco Chanel i innym dziewczętom wielokrotną lekturę historii jego godnego naśladowania żywota. Nieubłagana monotonia jego dobrych uczynków była przytłaczająca.

Świątobliwy Stefan miał jednakże wyostrzony zmysł estetyczny w czasach, kiedy zachodnie ideały piękna i proporcji ulegały radykalnym przemianom. Wraz z braćmi, którzy przyjechali z nim na to pustkowie w odległym zakątku południowo-zachodniej Francji, należał do nowego i szybko rozwijającego się zakonu cystersów, który niczego nie cenił bardziej niż elementarnej prostoty w życiu i sztuce. Ustronie Stefana w Aubazine było i pozostaje przestrzenią wszechobecnego surowego majestatu.

Kręta droga prowadząca z doliny pod górę do Aubazine jest stroma i wąska, a lasy schodzą po ostrych zboczach do długich wąwozów. Na szczycie mieści się jedynie niewielka wioska – skupisko niskich kamiennych budynków, paru sklepów i skromnych domków, nad którymi góruje wyniośle jedno z najwspanialszych średniowiecznych opactw Francji. W połowie dziewiętnastego wieku przekształcono je z męskiego klasztoru w zakonny sierociniec dla dziewcząt. Dla mieszkających tam dzieci oznaczał młodość naznaczoną surową dyscypliną i ciężką pracą, która szczęśliwie, zważywszy przyszłe losy Gabrielle, skupiała się w dużej mierze na ubraniach. Nie było w tym jednak nic z luksusu. Dni mijały na praniu i naprawianiu odzieży, i to właśnie tu Coco nauczyła się szyć.

Coco Chanel powiedziała kiedyś, że moda to architektura4, a architektura, jaką miała na myśli, czerpała z tego klasztornego domu: jego ascetycznie prostych linii i surowej urody kontrastów. Tego związku nie opisano w pełni w żadnej z książek poświęconych rewolucyjnemu stylowi Coco Chanel. Głębokie znaczenie Aubazine dostrzegła biografka projektantki Edmonde Charles-Roux, która jako jedna z pierwszych poznała historię samotnego dzieciństwa Coco. Wspomina o tym pobieżnie. Rozważając kwestię Aubazine i upodobania Gabrielle do swego rodzaju ascetyzmu, Charles-Roux zauważa:

Ilekroć [Coco] zaczynała tęsknić za prostotą, krańcową czystością, buziami wyszorowanymi szarym mydłem, albo tęskniła za wszystkim, co białe, proste i czyste, za obrusami piętrzącymi się w kredensach, bielonymi ścianami… trzeba było wiedzieć, że mówiła tajnym szyfrem i że każde wypowiedziane przez nią słowo oznaczało jedno. Aubazine5.

Leżało ono u podstaw estetyki Coco Chanel – jej obsesji na punkcie czystości i minimalizmu. Ukształtuje projektowane przez nią sukienki i jej styl życia. W nie mniejszym stopniu uformuje też Chanel No5, jej wielkie zapachowe dzieło.

Wpływ Aubazine, które stanowiło tło dzieciństwa Coco Chanel, jest oczywisty. Z zewnątrz opactwo jest imponującą budowlą z granitu i żółtawego wapienia, górującą nad wioską, która wyrosła wokół. Wnętrze wypełnia kontrast jaskrawej bieli i kładących się cieni. Drzwi w kształcie dziurki od klucza, z ciemnego drewna na tle wielkich płaszczyzn jasnego kamienia, łukowato sklepione ściany ozdobione jedynie grą światła i słońcem wpadającym do środka przez bezbarwne, oprawne w ołów szybki nadają wnętrzu charakter surowej solidności. Opactwo obdarzone jest uderzającą i oszczędną urodą.

Budowla pełna była znaczeń, które rzutować będą na bieg życia Coco Chanel – a także życia Chanel No5. Świat Aubazine wypełniały aromaty i symbole przypominające, jak istotny jest zapach. Święty Bernard, opat z Clairvaux, starał się zachęcać swoich mnichów, by istotną rolę w modlitwach i rytuałach oczyszczenia odgrywały pachnidła i olejki. W słynnych kazaniach na temat biblijnej Pieśni nad Pieśniami, najbardziej erotycznych wersów, jakie można znaleźć w literaturze religijnej, doradzał gorliwym duchownym, by poświęcili nieco czasu na kontemplację wonnych piersi oblubienicy, opisanych w kluczowych fragmentach księgi6. Wkrótce ktoś wpadł na pomysł, że kontemplacja ta byłaby jeszcze efektywniejsza, gdyby połączyć ją z wąchaniem miejscowych jaśminów, lawendy i róż.

Przez stulecia zapach stanowił część życia religijnego w Aubazine i pozostał tam po tym ślad. Stefan postawił sobie za zadanie obsadzenie upojnie pachnącymi kwiatami jarów i pustkowi okalających opactwo7. Były to te same wzgórza, po których w niedziele dziewczęta spacerowały z siostrami. Nieco bliżej, na klasztornym dziedzińcu, znajdowały się starannie tutaj pielęgnowane od dwunastego wieku ogrody, będące źródłem wszelkich zapachów. Rozbrzmiewająca echem nawa, w której Gabrielle Chanel słuchała niezliczonych kazań, przez setki lat była miejscem zanurzonych w aromatach medytacji i modlitw. Nawet zniszczone kamienne schody Aubazine, wiodące do dziecięcych sypialni8 i poddaszy, gdzie Gabrielle w tajemnicy ukrywała romantyczne powieści, były tymi samymi, po których średniowieczni mnisi wspinali się co wieczór w drodze do wypełnionych zapachami snów. Zapach stanowił nieodłączną część jej dzieciństwa.

A było to dzieciństwo bardzo nieszczęśliwe9. Przez całe dorosłe życie Coco Chanel nie wymawiała słowa „Aubazine”. Spowijały je milczenie i tajemnica i pozostało strzeżonym i wstydliwym sekretem10. We wszystkich wywiadach, jakich udzielała w późniejszych latach, utrzymywała, że wychowywała się z ciotkami. Wymyśliła też bajkową historię o tym, jak jej ojciec zbił fortunę w Ameryce. Robiła wszystko, by zatuszować przeszłość, posuwając się nawet do wysyłania pieniędzy swoim krewnym w zamian za nieujawnianie tajemnicy.

Zawsze jednak towarzyszyły jej zapachy Aubazine. Były to orzeźwiające zapachy porządku i surowości. Całe Aubazine pachniało bielizną gotowaną w miedzianych garnkach z dodatkiem słodko pachnących suszonych korzeni irysów oraz zapachem prasowania11. Zapach unosił się z bieliźniarek wyłożonych palisandrem i werbeną, z czystych rąk i wypucowanych kamiennych posadzek. A nad wszystkim górowała woń mydła z surowego łoju na dziecięcej skórze. To był zapach czystości. Aubazine stanowiło tajny szyfr zapachu i przez kolejne lata będzie stało u podstaw tego, co dla Coco piękne.

Aubazine pełne było również symboli i tajemnej mocy liczb12, które znajdowały się – wraz ze swoim znaczeniem – dosłownie na ścianach i posadzkach otaczających Gabrielle. Tutejsza architektura bez słów opowiadała wiele historii. Cystersi, którzy wznieśli mury tego opactwa niemal tysiąc lat wcześniej, głęboko wierzyli w świętą geometrię rządzącą wszechświatem. Ich budowle odzwierciedlały to w każdym detalu. W niewielkiej kaplicy, dokąd wysyłano dzieci na modlitwę, wyryto w kamieniu całą gamę romańskiej numerologii, w najbardziej trywialnych miejscach, jak podłogi, ściany i odrzwia. Przed ich oczami stała jednia boskiej doskonałości w prostej postaci okręgu. Podwójne kolumnady odzwierciedlały dwoistość ciała i duszy, ziemi i nieba13, a rząd trzech okien – potrójną naturę boską. Dziewiątka symbolizowała liczbę chórów anielskich, a szóstka dni stworzenia świata.

Jednak to liczbę pięć zawsze uważano w Aubazine za szczególną. Była symbolem przeznaczenia właściwego rodzajowi ludzkiemu. Tak przynajmniej uważali założyciele opactwa i cała jego konstrukcja odzwierciedlała jej szczególną potęgę. Architektura cysterska kwitła w Europie za czasów wypraw krzyżowych, a ich kościoły najściślej wiążą się z okultystycznymi tajemnicami zakonu templariuszy14. Punktem centralnym owych tajemnic była liczba pięć – pięciokąt. „Katedry, kościoły i opactwa cystersów – pisze pewien badacz – zbudowano według wymiarów (…), które odpowiadają mniej więcej złotej proporcji Pitagorasa”15. To proporcja zarówno pięcioramiennej gwiazdy, jak i ludzkiej postaci.

Coco Chanel rozumiała moc tej liczby, na długo zanim siostry podczas lekcji wtajemniczyły dzieci w ezoteryczną symbolikę architektury opactwa i jej duchowe znaczenie. Długie słoneczne korytarze prowadzące do mrocznej, pełnej powagi katedry wyłożono wyboistymi mozaikami, wiekowymi otoczakami układanymi w geometryczne i symboliczne wzory. To tu nawet najmłodsze wychowanice czekały w kolejce na wezwanie do modlitwy i Gabrielle co dzień przemierzała tę drogę. Widziała powtarzający się bez końca wzór wykorzystujący liczbę pięć, ułożony w nierównych okręgach, czasem w postaci gwiazd. Niekiedy pod postacią kwiatu.

Liczba pięć: Gabrielle głęboko wierzyła w jej magię i piękno. Cysterki wychowywały swoje podopieczne w szacunku dla mocy symboli i ducha. W starożytnej gałęzi wiary katolickiej była to liczba szczególna, oznaczająca kwintesencję: czyste i doskonałe uosobienie istoty rzeczy. W materialnym świecie ziemi, wody, powietrza i ognia oznaczała też ducha, coś tajemniczo i nienamacalnie ­pięknego.

Tam, w Aubazine, którego nazwy nigdy nie wymówi, otaczała ją ta kwintesencja, trudno się więc dziwić, że „piątka od dzieciństwa była jej fetyszem”16. Znajdowała się w jej dziecięcych grach i młodzieńczych dociekaniach: „wyryła ją w ziemi (…) za pomocą podniesionej gałęzi, [to tej cyfry] poszukiwała w ramach zabawy, pośród dat wyrytych na cmentarnych grobach”17. Opuściwszy klasztor, Chanel pozostawiła za sobą religię, ale nigdy nie porzuciła wiary w mistykę liczb.

Wiedziała też, że liczba pięć w szczególności odnosi się do kobiet. Od początku piątka i jej doskonałe proporcje splatała się z tajemną zmysłowością kobiecego powabu – a także z symboliką kwiatów. Związek ten był w Aubazine elementarny. Już sama nazwa „»cystersi« i ich pierwszego opactwa, Cîteaux, pochodzi od cistus, z rodziny Cistaceae, czystkowatych – pięciopłatkowego kwiatu (…) popularnego w średniowiecznej symbolice obejmującej wizerunki (…) Maryi Panny, [którą] cystersi, templariusze, szpitalnicy i Krzyżacy czcili wszyscy jako patronkę swoich zakonów”18. Jego wizerunek wyryto w kamieniu nagrobnym świętego Stefana, który dziewczęta mijały każdego dnia w krużgankach, a sam kwiat rósł dziko na wzgórzach, po których spacerowały.

W ogrodach Aubazine rósł też inny kwiat, wyglądający niezwykle podobnie: biała kamelia. Miała ona mniej pradawną i mniej niewinną historię. Żona Napoleona, cesarzowa Józefina, spopularyzowała kamelie w dziewiętnastowiecznej Francji, a pokolenie później, w 1852 roku, Aleksander Dumas wprowadził je na wodewilową scenę19 w swojej teatralnej adaptacji własnej powieści Dama kameliowa (1848) – tragedii pięknej kurtyzany i jej niemożliwej do spełnienia miłości do młodego dżentelmena. Gabrielle Chanel dobrze znała tę książkę, a w młodości widziała, jak legendarna aktorka Sarah Bernhardt tchnęła w nią życie na deskach teatru w Paryżu. „Dama kameliowa – powiedziała kiedyś – była moim życiem, jak wszystkie szmiry, którymi się karmiłam”20. Giuseppe Verdi na podstawie tej historii skomponował Traviatę (1853). Kamelia, ten trwały kwiat, z którego liści powstaje herbata, już wtedy była symbolem oddania się sobie zakochanych.

W latach po Aubazine biała kamelia była dla Coco Chanel ulubionym osobistym symbolem. Zawsze powtarzała, że jest to kształt nieograniczonych możliwości21. Ten kwiat łączył się też dla niej z historią oddania, blaskiem świateł rampy i miłością z gatunku tych, które nie kończą się happy endem. Jak można się domyślać, kamelię przedstawiano czasem z pięcioma płatkami. Wkrótce Coco dowie się czegoś jeszcze o zawodach miłosnych w związkach bogatych młodzieńców i ich kochanek.

Coco Chanel nie były ostatecznie pisane klasztorne mury – wręcz przeciwnie. Kiedy osierocone dziewczęta z Aubazine kończyły osiemnaście lat, jedynie te gotowe wyrzec się świata mogły jako zakonnice pozostać w opactwie. Nikomu nie przyszło do głowy, że życie klasztorne mogłoby być powołaniem tej pełnej życia, lubiącej zabawę młodej kobiety, i ona sama z pewnością nie miała tego rodzaju złudzeń. Marzyła natomiast o wielkim mieście. W tym odległym zakątku południowo-zachodniej Francji za wielkie miasto uchodziło położone nieco na północ skromne, niewielkie Moulins.

Kiedy wyjechała z Aubazine szukać szczęścia, jeszcze-nie-Coco-Chanel nie miała planu, by stworzyć perfumy. Nie miała nawet planu, by zostać projektantką mody. Opuściła jednak tę małą wioskę z podstawowym zestawem zapachów i silnym związkiem z cyfrą, która ją w przyszłości zdefiniuje.

ROZDZIAŁ 2

Śliczna perfumiarka

Latem 1905 roku Moulins bardzo się różniło od Paryża. Na tej wiejskiej prowincji życie toczyło się w dużej mierze niezmiennie od stuleci. Wyniosła gotycka katedra Notre Dame i renesansowy pałac dominowały nad średniowiecznym centrum miasteczka, a zegar na potężnej wieży – słynny Jacquemart – z zaciętym uporem wybijał godziny.

W tym czasie w stolicy zmiany następowały po sobie jak szalone. U schyłku wspaniałej belle époque Paryż był już schronieniem dla bohemy, innowatorów i artystów, którzy rozsławią go w nadciągających dekadach. Zaledwie kilka miesięcy później malarz Henri Matisse i jego rodacy1 wstrząsną światem sztuki, organizując wystawę dzikich prac, które zostaną natychmiast nazwane fowizmem. Tego lata zmysłowa młoda kobieta Margaretha Geertruida Zelle pod pseudonimem Mata Hari podbiła scenę i przekształciła kabaret erotyczny – powstały w Paryżu dziesięć lat wcześniej – w kwintesencję francuskiej rozrywki.

Moulins, oddalone o trzysta kilometrów od Paryża, było zupełnie innym światem. Ale nawet ono miało swoje tancerki kabaretowe. W nielicznych małych tancbudach, jak La Rotonde2, przybrane cekinami girlsy śpiewały i popisywały się ku uciesze oficerów stacjonujących w pobliskim garnizonie.

Gdyby sprawy potoczyły się inaczej – gdyby potoczyły się zgodnie z jej planem – nie znalibyśmy Coco Chanel dzięki tworzonej przez nią modzie czy słynnym perfumom Chanel No5. Znalibyśmy ją, obok Maty Hari, a później Josephine Baker, jako Coco Chanel, zmysłową szansonistkę.

Była to nieoczekiwana zmiana sytuacji, jeśli wziąć pod uwagę, że dorastała w ascetycznym klimacie odległego katolickiego opactwa, otoczona klasztornymi murami, a dalej polami uprawnymi. Opuściwszy klasztor parę lat wcześniej, w wieku osiemnastu lat, pełna życia Gabrielle Chanel – jeszcze nie „Coco” – zrobiła użytek z umiejętności szycia zdobytej w Aubazine i znalazła pracę jako sprzedawczyni bielizny i wyrobów pończoszniczych w sklepie o nazwie À Sainte Marie w Moulins3. W weekendy, by zarobić dodatkowy grosz, pracowała u miejscowego krawca, naprawiając męskie bryczesy. Pod koniec roku 1904 życie sprzedawczyni i szwaczki bardzo przypominało przyszłość Coco.

Praca była nudna i nie przynosiła wielkich zysków, ale Moulins nie było pozbawione rozrywek. Gabrielle była młoda i ładna i wkrótce posmakowała ekscytującego flirtu z oficerami, którzy przynosili jej bryczesy do naprawy. Zabierali ją na kawę i lody, a później także na występy w miejscowym kabarecie, gdzie dziewczyny wyśpiewywały ze sceny na całe gardło pikantne kawałki o chwytliwych melodiach, a publiczność radośnie im wtórowała.

Gabrielle Chanel nie myślała jeszcze o stworzeniu własnych perfum – nie mówiąc już o awangardowym zapachu – ani nawet o tworzeniu nowatorskiej mody. To jednak właśnie tu, w Moulins, zasiane zostało po raz pierwszy w jej głowie ziarno pomysłu, który pewnego dnia tak bujnie rozkwitnie. Tego roku ulubioną rozrywką w Moulins była stara dobra operetka, popularna w ostatnich dekadach dziewiętnastego wieku, a wciąż oczarowująca publiczność francuskiej prowincji. Na taką właśnie sztukę lubiący zabawę oficer zabrał pewnego letniego wieczoru pełną życia pannę sklepową. Zatytułowana La Jolie Parfumeuse (Śliczna perfumiarka)4 zapadła Gabrielle Chanel w pamięć.

Historia opowiedziana w La Jolie Parfumeuse była jakby prorocza. Sztuka cieszyła się w Moulins popularnością przez kilka sezonów i Gabrielle bez wątpienia oglądała ją niejeden raz. Twórca operetki Jacques Offenbach był w świecie muzyki bulwarowej znakomitością. Pikantna erotyczna komedia, pełna żywych melodii, opowiadała historię Rose Michon – osieroconej dziewczyny, która podobnie jak Gabrielle Chanel o własnych siłach boryka się z życiem. Problem, przed jakim staje Rose, był znajomy: wybór między uciechami życia na deskach wodewilu a pełnym krzątaniny i wymagającym sprytu prowadzeniem perfumerii.

Publiczność kibicowała zmaganiom bystrej i niewinnie zmysłowej Rose, której nadziejom na poślubienie wymarzonego chłopca zagraża zuchwała intryga niedoszłego uwodziciela i niezwykłe podobieństwo do bardzo wyzywającej tancerki rewiowej z Tuluzy. Rose naturalnie tryumfuje, a jej uwodziciela spotyka zasłużona kara, kiedy to w zabawnej scenie końcowej zostaje zamknięty w magazynie perfumerii i spryskany zniewalającymi i mocnymi kobiecymi zapachami o silnej nucie paczuli i tuberozy.

Całość syciła oczy oficerów, którzy przyszli się zabawić, oglądając skąpo odziane tancerki. Nic dziwnego, że La Jolie Parfumeuse przez lata była międzynarodowym przebojem wystawianym na scenach Francji, Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Powszechnie lubiana, była typowym zjawiskiem w świecie wczesnej francuskiej muzyki rozrywkowej.

Mogłaby to też być historia młodziutkiej Gabrielle Chanel, gdyby ta nie dokonała zupełnie innego wyboru. Ona też pewnego dnia otworzy sklep i da światu najsłynniejszy zapach. Ale o tym jeszcze nie pomyślała. Przyszło jej natomiast do głowy – jak sama ujęła to lata później – że ma „seksowne, drobne ciałko”5, i rzuciła pracę w sklepie, by zatrudnić się w kabarecie.

Coco Chanel nie była szczególnie utalentowana wokalnie. Braki nadrabiała jednak energią i młodzieńczą zmysłowością, a także determinacją, by zrobić karierę jako aktorka i tancerka wodewilowa. Marzyła o tym, że pewnego dnia zamieszka w Paryżu, gdzie kobiety takie jak Mata Hari znajdowały pieniądze i sławę. Nauczyła się kołysać biodrami i tańczyła w połyskliwych, wyszywanych cekinami kostiumach. Zyskała wówczas słynny pseudonim Coco, wykonując swoje popisowe numery Qui qu’a vu Coco oraz Ko Ko Ri Ko6 – słynne arie Offenbacha – ku uciesze oficerów przybyłych, by ją zobaczyć.

Dobrze się bawiła, śpiewając na scenie i mając grono pełnych galanterii adoratorów. Nie minęło wiele czasu, a niektórzy z tych dżentelmenów stali się kimś więcej niż tylko adoratorami, i to właśnie spośród nich Gabrielle Chanel – teraz dla wszystkich po prostu Coco – wybrała wkrótce pierwszych kochanków. W niedługim czasie zaszła w ciążę, a problem polegał na tym, że jej oficer wiedział doskonale, iż ożenek z nią nie wchodzi w grę. Zbyt oddaliła się od klasztoru.

Została aktorką wodewilową, a to nie było przyzwoitym zajęciem dla młodej kobiety i sprawiało, że w oczach szanowanych mężczyzn i ich rodzin nie stanowiła materiału na żonę. Mówiąc otwarcie: „Dla ogromnej części społeczeństwa podobieństw między życiem aktorki i prostytutki czy kobiety z półświatka nie sposób było pominąć i przekreślały one wszelkie pozostałe dowody obyczajności”7. Nawet utalentowane śpiewaczki i tancerki na zawsze spychano na margines socjety – na pogranicze zwane po francusku demi-monde, mroczny półświatek tych, którzy nie są w towarzystwie mile widziani.

Półświatek był swego rodzaju społeczną próżnią, a Coco Chanel właśnie weń wkroczyła. Nieważne, co nastąpiło później – jak oszałamiającą zdobyła sławę albo jak zawrotną zgromadziła fortunę, nieważne, że wyznaczyła styl całego pokolenia i wykreowała najsłynniejsze na świecie perfumy – nigdy nie udało się jej uciec od brutalnej rzeczywistości. Zgodziła się, by „»zatrudniono« ją dla rozrywki”8, a ten prosty fakt i konsekwencje tego, co jej biografowie uważają za nieudolną aborcję9, w wyniku której nie mogła już mieć dzieci – na zawsze i boleśnie wyznaczyły bieg jej życia.

Przelotna kariera tancerki również prowadzi okrężną, choć nieuniknioną drogą do stworzenia perfum Chanel No5. Nie tylko do ich stworzenia, ale do tego szczególnego zapachu, który uchwyciły. Zapachy demi-mondaines – kobiet z półświatka – były czymś, co na zawsze zapadło jej w ­pamięć.

Kiedy okazało się, że Coco jest w ciąży, jeden z jej adoratorów – być może odpowiedzialny za ten fakt kochanek – pomógł jej pozbyć się kłopotu. Étienne Balsan był bogatym oficerem 9. Pułku Piechoty, hodowcą rasowych koni, a także dziedzicem pokaźnej fortuny, jaką jego rodzina zgromadziła, dostarczając tekstylia dla francuskiej armii. Był przystojny i z entuzjazmem doceniał kobiece wdzięki. Był też dobry i hojny. Wspominając świętego patrona swego surowego klasztornego dzieciństwa, Coco Chanel wyznała: „Miałam już jednego protektora o imieniu Étienne (Stefan), i on także czynił cuda”10. Balsan zaproponował wkrótce młodej Coco inny rodzaj protekcji – wynikającej z pozycji utrzymanki.

Zaoferował jej w zasadzie pozycję drugiej stałej kochanki. Gdy Coco Chanel rozważała inne możliwości, wybór musiał się wydawać całkiem prosty. Szybko stało się dla wszystkich jasne, że młoda Coco, jakkolwiek gibka i czarująca, nie ma po prostu dość talentu wokalnego, by robić zawrotną karierę sceniczną. Nie zniosłaby też powrotu do pracy jako panna sklepowa czy szwaczka – oba zajęcia oznaczały pozbawioną przyjemności wegetację. Wybór między życiem utrzymanki w ogromnej wiejskiej posiadłości bogacza a wytężaniem oczu i garbieniem się nad kolejnymi parami podartych męskich spodni nie był trudny. Poza tym lubiła Étienne’a. Tak czy inaczej, wybrała rolę utrzymanki i przez następnych sześć lat wiodła żywot jego kochanki.

Klasa wyższa we Francji początków dwudziestego stulecia żyła wciąż w świecie określonych norm i rytuałów i w latach spędzonych z Balsanem Coco Chanel – dziewczyna o chłopskich korzeniach – nauczyła się w nim bezbłędnie poruszać. Wkrótce zrozumiała, że ze wszystkich przyjętych w towarzystwie zwyczajów żaden nie ujawniał równie wiele jak zapach. Granica między przyzwoitością i półświatkiem była cienka, a nawet wśród kochanek istniały różne kategorie czy klasy. Perfumy były jednym z najbardziej podstawowych sposobów na ich rozróżnienie.

Oficjalna utrzymanka Étienne’a, słynna kurtyzana Émilienne d’Alençon, zajmowała najwyższe miejsce w hierarchii. Była faworytą króla Belgii11, a francuski pisarz Marcel Proust uwiecznił jej związki w powieści W poszukiwaniu straconego czasu, słynnym, pełnym zapachów epickim dziele. Émilienne należała do tak zwanych grandes horizontales – najbardziej wziętych kurtyzan – swoich czasów i Coco Chanel była nią oczarowana.

Podziwiała zwłaszcza, że w odróżnieniu od tak wielu innych kochanek, które w czasie weekendów przewijały się przez posiadłość Étienne’a w Royallieu, dokąd jego przyjaciele przyjeżdżali pić szampana i uprawiać miłość, Émilienne nigdy nie pachniała jak kurtyzana.

W początkach dwudziestego wieku istniała wyraźna różnica między zapachem prostytutki i przyzwoitej dziewczyny12. Niektóre aromaty – jak jaśmin czy piżmo, paczula i tuberoza – nadawały kobiecie otwarcie erotyczną woń i tylko aktorka lub kurtyzana, czy też demi-mon-­daine, ośmielała się ich używać. Szanujące się dziewczęta wybierały delikatne zapachy kwiatowe róży lub fiołków. Dlatego właśnie widzów La Jolie Perfumeuse tak bardzo bawiło, kiedy Rose, śliczna perfumiarka, ukarała swego sprośnego, niedoszłego uwodziciela, spryskując go większą ilością zmysłowych perfum, niż był w stanie znieść.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 3

Zapach zdrady

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 4

Edukacja zmysłów

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 5

Książę i perfumiarz

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 6

Narodziny współczesnej legendy

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ II

Wojna i miłość

ROZDZIAŁ 7

Debiut Chanel No5

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 8

Zapach z renomą

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 9

Minimalizm marketingowy

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 10

Chanel No5 i style moderne

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 11

Hollywood i wielki kryzys

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 12

Zerwana współpraca

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 13

W cieniu Ritza

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 14

Wojna Coco

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 15

Liczbowa gra Coco

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ III

Życie ikony

ROZDZIAŁ 16

Ikona lat pięćdziesiątych

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 17

Sztuka biznesu

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 18

Koniec współczesnych perfum

Dostępne w wersji pełnej

Posłowie

Dostępne w wersji pełnej

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej

Przypisy

Przedmowa

1 Connelly, Chanel No. 5 perfume rated ‘most seductive scent’ in poll of women, „New York Daily News”, 2 grudnia 2009, www.nydailynews.com/lifestyle/shopping_guide/­2009/12/02/­2009–12–02_chanel_no_5_­perfume_is_tops­_with_women.html.

2 The Secret to Bagging Your Dream Man? Why, Chanel No. 5, Of Course… One in Ten Were Wearing Seductive Fragrance When They „Met the One”, „Daily Mail”, 1 grudnia 2009, www.dailymail.co.uk/femail/article–1232047/­The-secret-bagging-dream-man-Why-Chanel-No5-course–­One-wearing-seductive-fragrance-met-one.html#ixzz0fQVxXLlb.

3 Tamże.

4 Marilyn Monroe and the Camera, red. P. Kremmel, Schirmer Art Books, London 1989, s. 15; Something for the Boys, „Time”, 11 sierpnia 1952. Inne wersje mówią: „jednej kropli Chanel No5”.

5 The Secret to Bagging Your Dream Man?, dz. cyt.

6 Tamże.

7 News From France, „Ambassade de France aux États Unis”, t. 6, nr 12, 6 grudnia 2006, http://ambafrance-us.org/IMG/pdf/nff/NewsFromFrance%2006_12.pdf; inne źródła twierdzą, że wysokość sprzedaży bliższa jest jednej butelce perfume na pięćdziesiąt pięć sekund, np. Chanel No. 5 Most Iconic Perfume, „The Telegraph”, 27 listopada 2008, www.telegraph.co.uk/news/uknews/3530343/Chanel-No.-5-most-iconic-perfurme.html.

8 Rosnąca koncentracja bogactwa w Stanach Zjednoczonych w latach dwudziestych zob. np. L. Samuel, Rich: The Rise and Fall of American Wealth Culture, ACOM, New York 2009.

9 Historia domów towarowych zob. R. Longstreath, The American Department Store Transformed, 1920–1960, Yale University Press, New Haven 2010; J. Whitaker, Service and Style: How the American Department Store Fashioned the Middle Class, St. Martin’s, New York 2006; J. du Closal, Les Grands Magasins: Cent Ans Après, Clotard et Associés, Paris 1989.

10Historia kultury lat dwudziestych zob. L. Moore, Anything Goes: A Biography of the 1920s, Overlook Press, New York 2010; E. Wilson, The American Earthquake: A Chronicle of the Roaring Twenties, the Great Depression, and the Dawn of the New Deal, DaCapo Press, New York 1996; M. Cowley, Exile’s Return: A Literary Odyssey of the 1920s, Penguin, New York 1994; J.-C. Baker, Josephine Baker: The Hungry Heart, Cooper Square, New York 2001; M.K. Bohn, Heroes and Ballyhoo: How the Golden Age of the 1920s Transformed American Sports, Potomac Books, Dulles 2009.

11C. Burr, The Perfect Scent: A Year Inside the Perfume Industry in Paris and New York, Henry Holt, New York 2007, s. 143.

12Tamże.

Rozdział 1. Aubazine i tajny szyfr zapachu

1 W momencie publikacji niniejszej książki buteleczka Chanel No5 o pojemności 7,5 ml kosztuje 125 dolarów, www.chanel.com/en_US/fragrance-beauty/Fragrance-No5-No5-PARFUM-88173.

2 Kilka biografii zgłębia szczegóły wczesnych lat życia Coco Chanel. Przy pisaniu niniejszej książki czerpałam z następujących materiałów źródłowych: P. Galante, Mademoiselle Chanel, tłum. E. Geist, J. Wood, Henry Regnery Company, Chicago 1973; A. Madsen, Chanel: A Woman of Her Own, Henry Holt, New York 1990; F. Kennett, Coco: The Life and Loves of Gabrielle Chanel, Victor Gollancz, London 1989; E. Charles-Roux, Chanel, tłum. N. Amphoux, Harvill Press, London 1995; C. Baillén, Chanel solitaire, tłum. B. Bray, Quadrangle, New York 1973; M. Sert, Misia and the Muses: The Memoirs of Misia Sert, John Day Company, New York 1953; I. Fiemeyer, Coco Chanel: Un Parfun [sic!] de Mystère, Payot, Paris 1999.

3 La Vie de Saint Étienne Fondateur et Premier Abbé du Manstère d’Obazine, red. Monsignor Denéchau, Jean Mazeyrie, Tulle 1881.

4 M. Haedrich, Coco Chanel. Her Life, Her Secrets, tłum. Ch. Lam Markmann, Little, Brown and Co., Boston 1972, s. 252.

5 E. Charles-Roux, Chanel, dz. cyt., s. 43.

6 Zob. Bernard of Clairvaux, Sermons on the Song of Songs, tłum. K. Walsh, Cistercian Publications / Liturgical Press, Collegeville 1976.

7 Zob. La Vie de Saint Étienne Fondateur…, dz. cyt.; według „Żywota” Stefan zasadził na wzgórzach „kwiaty żółte i róże”, s. 233.

8 A. Madsen, Chanel: A Woman of Her Own, dz. cyt., s. 17.

9 C. Baillén, Chanel solitaire, dz. cyt., s. 167.

10 E. Charles-Roux, Chanel, dz. cyt., s. 43.

11 Tamże.

12 I. Fiemeyer, Coco Chanel, dz. cyt., s. 74. Dziękuję Madame Michèle Millas, pracownikom i siostrom opactwa Aubazine za ich gościnność i pomoc.

13 Aubazine, miejscowy informator historyczny, udostępniony przez Michèle Millas; informacje dotyczące symbolicznego znaczenia architektonicznej numerologii również pochodzą z tego źródła.

14 Zob. W.A. Salhab, The Knights Templar of the Middle East, Red Wheel, San Francisco 2006.

15 Tamże, s. 158.

16 I. Fiemeyer, Coco Chanel, dz. cyt., s. 74.

17 Tamże.

18 K. Ralls, Knights Templar Encyclopedia: The Essential Guide to the People, Places, Events and Symbols of the Order of the Temple, New Page Books, Franklin Lakes 2007, s. 54.

19 A. Dumas, La Dame aux Camélias (1847), Oxford University Press, New York 2000; G. Verdi, La Traviata (1853), G. Schirmer, New York 1986, libretto; B. Seaton, The Language of Flowers: A History, University of Virginia, Charlottesville 1995.

20 C. Baillén, Chanel solitaire, dz. cyt., s. 180.

21 L. Grant, Coco Chanel, la dame aux camélias, „London Telegraph”, 29 lipca 2007, www.telegraph.co.uk/fashion/stellamagazine/3360675/Coco-Chanel-la-dame-aux-camelias.html.

Rozdział 2. Śliczna perfumiarka

1 Zob. P. Shipman, Femme Fatale: Love, Lies, and the Unknown Life of Mata Hari, Harper Perennial, New York 2008; R. Shteir, Striptease: The Untold History of the Girlie Show, Oxford University Press, Oxford 2005; A. Marquet, From Fauvism to Impressionism, Rizzoli, New York 2002.

2 E. Charles-Roux, Chanel, tłum. N. Amphoux, Harvill Press, London 1995, s. 82.

3 Tamże, s. 56.

4 E. Charles-Roux, Chanel, dz. cyt., s. 53, 78; H.J. Crémieux, E. Blum, La Jolie Parfumeuse: An Opera-Comique in Three Acts, Metropolitan Print, New York 1875.

5 J. Thurman, Scenes from a Marriage: The House of Chanel at the Met, „The New Yorker”, 23 maja 2005, www.newyorker.com/archive/2005/05/23/050523crat_atlarge1?currentPage=all.

6 Ko Ko Ri Ko to piosenka z popularnej jednoaktowej opery przełomu wieków Ba-Ta-Clan (1855) Jacques’a Offenbacha – twórcy La Jolie Parfumeuse – i librecisty Ludovica Halévy. Ko Ko Ri Ko (baryton) jest francuskim kolonialistą planującym zamach stanu przeciwko chińskiemu cesarzowi. Fabuła obejmuje zabawne polityczne machinacje, porywające piosenki i żarty o spotykających się za granicą Francuzach. Postać ta mogła stać się inspiracją dla Ko Ko w Mikado Gilberta i Sullivana (1885). Mary E. Davis zauważa, że piosenka ta zdobyła sławę jako utwór bulwarowy w 1897 roku dzięki gwieździe sceny Émilie Marie Bouchaud, lepiej znanej jako Polaire. Zob. M.E. Davis, Classic Chic: Music, Fashion, Modernism, University of California Press, Berkeley 2006, s. 154.

Druga z piosenek, od których pochodzi słynny pseudonim Coco, to również popularny numer sceniczny. Davis pisze, że Qui qu’a vu Coco dans le Trocadero był „»psią skargą« opisującą przygody zagubionego psa, skomponowaną przez Elise Faure w 1889 roku” (s. 154). Słowa można przetłumaczyć następująco: „Kto widział Coco na Trocadero, / Widzieliście Coco? / Coco na Trocadero, / Co na Tro, / Co na Tro, / Coco na Trocadero, / Kto, no kto widział Coco? / Eh! Coco! / Eh! Coco! / Kto, no kto widział Coco? / Eh! Coco!”.

7 T.C. Davis, Actresses as Working Women: Their Social Identity in Victorian Culture, Routledge, London 1991, s. 69.

8 Tamże.

9 A. Madsen, Chanel: A Woman of Her Own, Henry Holt, New York 1990, s. 27.

10 E. Charles-Roux, Chanel, dz. cyt., s. 73.

11 Zob. C. Dufresne, Trois Grâces de la Belle Époque, Bartillat, Paris 2003; C.O. Skinner, Elegant Wits and Grand Horizontals, Houghton Mifflin, New York 1962; F. Tamagne, A History of Homosexuality in Europe: Berlin, London, Paris, 1919–1939, Algora Publishing, New York 2006; M. Proust, À la recherche du temps perdu, Gallimard, Paris 2002.

12 R. Stamelman, Perfume: Joy, Obsession, Scandal, Sin, Rizzoli, New York 2006, s. 29, 93. Zob. też E. Morris, Fragrance: The Story of Perfume from Cleopatra to Chanel, Charles Scribner’s, New York 1984.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Bibliografia

Dostępne w wersji pełnej

Indeks nazwisk

(nie obejmuje Podziękowań, Przypisów i Bibliografii)

Dostępne w wersji pełnej

Źródła ilustracji

(numeracja z wersji drukowanej książki)

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

The Secret of Chanel No5. The Intimate History of the World’s Most Famous Perfume

Copyright © 2010 by Tilar J. Mazzeo. All rights reserved

Projekt okładki

Monika Klimowska

Fotografie na okładce

Sharland/The LIFE Images Collection/Getty Images Christopher Ames

Opieka redakcyjna i wybór ilustracji

Damian Warszawski

Korekta

Barbara Gąsiorowska

Katarzyna Onderka

Indeks

Artur Czesak

© Copyright for the translation by Matylda Biernacka

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2016

ISBN 978-83-240-4340-8

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Wydanie I, Kraków 2016. Printed in EU

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Sekretne życie Chanel No. 5 Hotel Ritz. Życie, śmierć i zdrada w Paryżu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia