Rudolf Höss. Komendant obozu Auschwitz

Rudolf Höss. Komendant obozu Auschwitz

Autorzy: Volker Koop

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 400

Cena książki papierowej: 48.00 zł

cena od: 31.08 zł

Rudolf Höss, który przeszedł do historii jako komendant obozu Auschwitz, to jeden z najbardziej bezwzględnych egzekutorów hitlerowskich zbrodni. Pod jego trwającym trzy i pół roku kierownictwem Auschwitz stał się największym obozem zagłady Trzeciej Rzeszy, miejscem eksterminacji na skalę nieznajdującą precedensu w historii ludzkości. 

Realizując „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”, Höss okazywał ślepe i bezwarunkowe posłuszeństwo, był gorliwy, skrupulatny i metodyczny. To właśnie Höss  jako pedantyczny perfekcjonista wprowadził obowiązek tatuowania numerów więźniów, by usprawnić „buchalterię” śmierci. Dbał o „wydajność” komór gazowych i krematoriów. Jego żona, Hedwig Höss, była dumna z męża, który wypełniał tak ważną misję w eksterminacji Żydów. W wolnym czasie zajmował się troskliwie rodziną i czytał bajki dzieciom. 

Höss, jak żaden inny nazista, otwarcie relacjonował eksterminację Żydów i pozostawił spisane wspomnienia, choć trudno stwierdzić, czy czynił to dlatego, że obudziło się w nim sumienie. W więzieniu w Wadowicach, niedługo przed egzekucją, wyspowiadał się i przyjął Komunię Świętą. 16 kwietnia 1946 r. został powieszony przed swoją dawną willą na terenie obozu Auschwitz. 

W swej książce Volker Koop kreśli wierny obraz bezwzględnego masowego mordercy, obalając jednocześnie wiele mitów i korygując liczne przekłamania dotyczące osoby komendanta Auschwitz.

Volker Koop (ur. 1945) jest wybitnym niemieckim publicystą i autorem kilkudziesięciu książek poświęconych historii Niemiec. W Polsce ukazała się jego monumentalna praca „Bormann. Pierwszy po bestii” oraz „Werwolf. Ostatni zaciąg Himmlera”.

Tytuł oryginału

RUDOLF HÖß. DER KOMMANDANT VON AUSCHWITZ

Copyright © 2014 by Böhlau Verlag GmbH & Cie, Köln Weimar Wien

All rights reserved

First published in Germany under the title Rudolf Höß. Der Kommandant von Auschwitz.

Projekt okładki

Maciek Trzebiecki

Zdjęcie na okładce

© U.S. Holocaust Memorial Museum/Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu

Zdjęcia środek

© East News; Ullstein Bild/Getty Images; Stanisław Dąbrowiecki/PAP

Redaktor prowadzący

Adrian Markowski

Redakcja

Jarosław Skowroński

Korekta

Małgorzata Denys

ISBN 978–83-8097-640-5

Warszawa 2016

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02–697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Spis treści

Wstęp

Kłamstwa Rudolfa Hössa

Wstęp

Rudolf Höss uznawany jest zazwyczaj za jednego z największych masowych morderców Trzeciej Rzeszy. O komendancie obozu zagłady Auschwitz napisano dużo. W publikacjach często podkreślana jest jego gotowość do otwartego i szczegółowego mówienia o włas­nych czynach i do współpracy z władzami sądowymi sojuszniczych zwycięskich mocarstw, a także Polski. Jest to jednak stwierdzenie nieuzasadnione, ponieważ Höss uważał– dokładnie tak samo jak wielu zbrodniarzy narodowosocjalistycznego systemu– że w możliwie najlepszy sposób wypełniał jedynie swój „obowiązek”. Gdyby przełożeni– głównie Reichsführer SS Heinrich Himmler– powierzyli mu inne zadania, wykonywałby je równie sumiennie i dokładając wszelkich starań. Ponieważ zlecono mu zadanie budowy oraz rozbudowy obozu koncentracyjnego Auschwitz i uczynienia z niego miejsca największej eksterminacji w dziejach ludzkości, poświęcił się całkowicie realizacji tego zadania i pokazał narodowosocjalistycznemu kierownictwu, że nie mogło wybrać nikogo, kto by lepiej nadawał się do jego urzeczywistnienia.

Żydowska filozofka Hannah Arendt mówiła– w związku z procesem wytoczonym przeciwko Adolfowi Eichmannowi w Jerozolimie– o „banalności zła”; obersturmbahnführera SS i innych, którzy organizowali transporty do obozu śmierci, określała mianem „normalnych ludzi”. W tym sensie również Höss– który w wolnym czasie troszczył się o swoją rodzinę, czytał dzieciom bajki lub jeździł konno– wiódł tak zwane normalne życie. Znamienne dla niego było, że nie cierpiał z powodu przyczynienia się do śmierci milionów ludzi i bycia jednym z głównych aktorów nakazanej przez Hitlera i Himmlera „akcji likwidowania Żydów”. Na temat okropności, które wydarzyły się w obozie koncentracyjnym Auschwitz, miał nawet czelność powiedzieć, że ich nie aprobował i że nigdy osobiście nie znęcał się nad żadnym więźniem ani też nikogo nigdy nie zabił1. Być może zeznanie to dotyczyło już czasów, gdy był komendantem Auschwitz– miał tam bowiem esesmanów, zawodowych morderców, a także więźniów, którym kazał zabijać i wykonywać całą „brudną robotę”. Ale udokumentowany jest jego bezpośredni udział w „próbnym” zagazowaniu radzieckich jeńców wojennych w Auschwitz. W Sachsenhausen własnoręcznie zastrzelił zaś– jak opisuje Harry Naujoks– więźnia Augusta Diekmanna.

W październiku 1946, przebywając w krakowskiej celi, Höss zapisał swoje wspomnienie regulaminu obozowego, dokumentu przeznaczonego dla obozów koncentracyjnych Trzeciej Rzeszy, który obowiązywał również jego. Höss tak formułował „cel obozów koncentracyjnych”:

„Poprzez zapobiegawcze osadzanie w obozie koncentracyjnym należy położyć kres rozkładowej, kreciej robocie wrogów państwa w stosunku do narodu i państwa.

Elementy aspołeczne, które dotychczas swobodnie działały na szkodę całego narodu, poprzez surowe wychowanie w porządku, czystości i systematycznej pracy mają być zostać wychowane na pożytecznych ludzi.

Niepoprawni przestępcy i recydywiści poprzez zapobiegawcze osadzenie w obozie mają zostać wyeliminowani z narodu niemieckiego”.

Höss nigdy nie miał wątpliwości co do klasyfikowania więźniów obozów koncentracyjnych do trzech następujących kategorii: wrogowie państwa, element aspołeczny i jednostki niepoddające się poprawie. Klasyfikacji tej dokonało przywództwo partii narodowosocjalistycznej, a tym samym– z powodu zrównania państwa i partii– także kierownictwo państwa. Stosownie do niej– a także zgodnie z przekonaniem komendanta– uznawano, że grupy te muszą zostać unieszkodliwione. Höss nie zaprzątał sobie głowy myślami o legalności i zgodności z prawem takich działań, był odbiorcą rozkazów i ich wykonawcą. Swoje zadanie upatrywał w chronieniu niemieckiego „narodu jako całości” przed „tego rodzaju” elementem społecznym.

Byłemu więźniowi Vladimirowi Matejce z dawnej Czechosłowacji, przywiezionemu do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen w listopadzie 1935 roku, Höss powiedział: „znajduje się pan w obozie koncentracyjnym. Obóz koncentracyjny nie jest więzieniem, lecz zakładem wychowawczym o szczególnych metodach”2. Matejka szybko przekonał się, że rezultatem tych „metod” była często śmierć więźnia. W swoich Notatkach autobiograficznych (Autobiographische Aufzeichnungen) Höss twierdził, że nie wiedział o okropnościach , które zachodziły w obozach koncentracyjnych, i że się na nie nie godził:

„Nigdy sam nie maltretowałem żadnego więźnia ani też nie zabiłem. Nigdy też nie tolerowałem znęcania się przez moich podwładnych. Gdy teraz, w trakcie śledztwa, słuchać muszę, jak okropne dręczenie odbywało się w Auschwitz, przechodzi mnie zimny dreszcz”3.

Te zdania pochodzą od jednego z największych masowych zbrodniarzy Trzeciej Rzeszy; od komendanta obozu koncentracyjnego Auschwitz. Höss niejako sam karze się tu za kłamstwo, ponieważ charakteryzując swoich podwładnych, bardzo wyraźnie mówi o ich niegodziwościach, a przecież jako komendant i dowódca garnizonu nie uczynił nic, aby takim praktykom zapobiec.

Z jego zeznania pochodzi stwierdzenie:

„Nieświadomie stałem się kołem w wielkiej machinie zagłady Trzeciej Rzeszy. Machina została zniszczona, silnik utracony i ja muszę podzielić ten los. Świat tego wymaga.

( … ) Opinia publiczna nadal chce widzieć we mnie żądną krwi bestię, okrutnego sadystę, masowego mordercę– ponieważ szerokie masy nie potrafią inaczej przedstawić sobie komendanta Auschwitz. Nigdy nie byłyby w stanie zrozumieć, że on także miał serce, że nie był zły”4.

Höss całkiem na zimno i metodycznie wprowadzał w czyn zarządzenia Himmlera. Tworzenie i zarządzanie obozem koncentracyjnym, organizowanie i realizacja masowych morderstw ludności żydowskiej były dla niego zawsze tylko „pracą”, którą należało wykonać. Mord setek tysięcy więźniów nie wywoływał u niego żadnych moralnych skrupułów, tym bardziej że w większości swoich ofiar nie widział „ludzi”. Takie właśnie wewnętrzne nastawienie wobec Żydów obowiązywało bezwarunkowo. Höss, stosownie do żądania Himmlera– aby wyłączyć jakiekolwiek współczucie przy masowym mordowaniu ludności żydowskiej– przyjął taką postawę i uczynił ją własną.

Mniej znanym faktem jest, że setki tysięcy więźniów, którzy doświadczyli okropności Auschwitz, wyłącznie Hössowi „zawdzięczają” tatuowanie numeru obozowego. Aby ułatwić „buchalterię”, komendant Auschwitz otrzymał od swoich przełożonych zgodę na to dodatkowe upokorzenie5. Zazwyczaj numery więźniów nanoszone były na ich ubrania, jedynie w Auschwitz numer tatuowano na lewym przedramieniu więźnia. Tatuaż miał wykluczyć ewentualną zamianę rozebranych zwłok, jak również ułatwić identyfikację pochwyconych uciekinierów.

Znamienne dla Hössa– podobnie jak dla innych zbrodniarzy narodowosocjalistycznego reżimu– są pojęcia, za pomocą których opisywał mordowanie ludzi w Auschwitz. Porównując sytuację w Treblince i Auschwitz, posługiwał się słowem „ulepszenie”, gdy opisywał „wydajność” obu obozów zagłady; podawał, że w Auschwitz zbudowano komorę gazową, której pojemność wynosiła 2000 „ofiar”, podczas gdy gdzie indziej musiano „zadowolić się” mniejszymi komorami, umożliwiającymi zagazowanie jednocześnie „tylko” 200 osób. Höss chwalił się ponadto, że w Auschwitz ofiary kierowane do komory gazowej oszukiwano, utrzymując je w przekonaniu, że uczestniczą tylko w akcji odwszawiania.

Komendant Auschwitz był wyjątkowo pedantycznym perfekcjonistą. W trakcie procesu przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Warszawie występował w charakterze świadka dawny austriacki więzień obozu koncentracyjnego Heinrich Dürmayer. Zeznał on, że pamięta, iż zbiry z SS powiedziały mu, że tylko 10, najwyżej 15 procent więźniów trafia do obozu, pozostali są zabijani od razu. Zaraz potem Höss poprosił o udzielenie mu głosu i– jak wspominał Dürmayer– z „niesamowitym spokojem” skorygował wypowiedź byłego więźnia, mówiąc: „Świadek się myli. Tylko 70 procent trafiało do gazu, a nie 80 czy 90 procent”6.

Dla Hössa wszystko musiało mieć swój porządek. W tym samym czasie, gdy na rampie w Birkenau setki tysięcy więźniów bezpośrednio z pociągów kierowano do komór gazowych, on jako komendant obozu skupiał swoją uwagę na ogrodach osiedla SS i troszczył się o to, aby były one możliwie regularnie rozplanowane i starannie utrzymywane. Po naradzie z kierownikiem Centralnego Nadzoru Budowy Obozu Koncentracyjnego Auschwitz, sturmbannführerem SS Karlem Bischoffem, polecił kierownikowi Gospodarstwa Rolnego, sturmbannführerowi Joachimowi Caesarowi, dostarczyć 600 drzew liściastych, jak również 1000 różnych krzewów i utworzyć z nich przy krematoriach I i II „pas zieleni jako naturalne zamknięcie obozu”7.

W zachowaniu Hössa występowała sprzeczność; z jednej strony wydawał rozkazy zabraniające jakiejkolwiek korupcji, z drugiej zaś sam je naruszał. W swojej willi zatrudniał więźniów i zlecał im załatwianie dla siebie rzadkich, a przez to kosztownych dóbr konsumpcyjnych, jak również wykonywanie dzieł sztuki. Na podstawie zeznań więźniów zatrudnionych przez Hössa w jego służbowej wilii– należącej przed napaścią Niemiec na Polskę do polskiej rodziny Sojów– można dojść do przekonania, że to przede wszystkim żona komendanta, Hedwig Höss, powodowana ambicją, wywierała niezdrowy wpływ na męża. Gdy Höss w ramach przygotowań do „akcji Reinhardt”– mającej polegać na masowym mordzie węgierskich Żydów– pojechał na Węgry, Hedwig Höss z dumą nazywała wówczas męża „specjalnym pełnomocnikiem do spraw likwidacji Żydów w Europie”. Twierdziła przy tym, że jego wrogom nie udało się go zniszczyć, wręcz przeciwnie: otrzymał teraz znacznie istotniejsze zadanie i powierzono mu jeszcze ważniejszą misję8. „Specjalnym pełnomocnikiem do spraw przesiedlenia Żydów”– jak brzmiała oficjalna nazwa– Höss został w październiku 1943 roku, gdy w miejsce Arthura Liebehenschela powołano go na urząd komisarycznego szefa Urzędu D I Grupy Urzędów D w Głównym Urzędzie Gospodarki i Administracji SS (Wirtschafts- und Verwaltungshauptamt der SS, skrót WVHA) i gdy później wrócił do Auschwitz, by osobiście kierować eksterminacją Żydów przybyłych w ramach „RSHA– Transporte” [Transporty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy– przyp. tłum.]. Te tak zwane transporty węgierskie, odbywające się pod nadzorem sturmbannführera SS Adolfa Eichmanna, trafiały do Auschwitz niemal nieprzerwanie od maja do późnego lata 1944 roku. Tylko w ramach tej akcji życie straciły ponad dwa miliony Żydów. W tym czasie Höss był dowódcą garnizonu obozu koncentracyjnego Auschwitz, podczas gdy zazwyczaj funkcja ta sprawowana była przez komendanta obozu A I.

W styczniu 2015 roku przypadła dokładnie 70. rocznica wyzwolenia obozu zagłady Auschwitz przez ówczesną Armię Czerwoną. Höss stwierdził w swoim oświadczeniu złożonym pod przysięgą, że w obozie „zlikwidowanych” zostało 2,5 miliona ludzi, innym razem wskazał nawet liczbę 3 milionów, ale po sprawdzeniu obie te wartości okazały się nieprawdziwe. Udowodnione 1,1 miliona ofiar zamordowanych w obozie koncentracyjnym Auschwitz i tak stanowi wymiar przekraczający wszelkie ludzkie wyobrażenie. Ogromna maszyneria mordu w znacznym stopniu stanowi dzieło Rudolfa Hössa. Jakakolwiek forma współczucia była mu obca– każdy rozkaz służalczo realizował, maszyneria musiała działać, a trudności nie mogły jej zatrzymywać. Więzień funkcyjny Hermann Langbein opisywał, że w 1944 roku żywe dzieci wrzucano do wielkich ognisk płonących obok krematorium. Poinformował o tym naczelnego lekarza garnizonowego, sturmbann­führera SS Eduarda Wirthsa, ten jednak nie chciał mu uwierzyć, pojechał więc do Birkenau, aby przekonać się osobiście. Następnego dnia powiedział jedynie: „To był rozkaz komendanta obozu Hössa. Został wydany, ponieważ nie ma już wystarczającej ilości gazu”9.

Także wtedy, gdy chodziło o niszczenie śladów masowych morderstw, Höss okazał się perfekcjonistą. Standartenführer SS Paul Blobel, jako dowódca Sonderkommando 1005, brał udział w próbie tuszowania zbrodni; próbował między innymi niszczyć zwłoki za pomocą dynamitu. Höss zasięgał w Chełmnie informacji na temat tych eksperymentów, stwierdził jednak, że wyniki okazały się niezadowalające:

„Blobel polecił budowę różnych pieców tymczasowych opalanych drewnem i pozostałościami benzyny. Próbował też niszczyć zwłoki za pomocą detonacji, to udawało się jednak bardzo niekompletnie”10.

Dlatego posłużono się innymi środkami:

„Prochy rozsypane zostały na rozległych obszarach leśnych po wcześniejszym zmieleniu na pył w młynie na kości. (…). Pracę wykonywały Judenkommada, które po jej zakończeniu zostały rozstrzelane. Obóz koncentracyjny Auschwitz nieprzerwanie oddaje Żydów do dyspozycji Kommando 1005”11.

W samotności swojej krakowskiej celi, krótko przed egzekucją, Höss odnalazł znowu drogę do Kościoła, z którego wystąpił jako trzynastolatek. W Wadowicach pod Krakowem polski jezuita, ksiądz Władysław Lohn, nakreślił nad głową byłego komendanta Auschwitz znak krzyża i wypowiedział słowa „wybaczam ci twoje grzechy”. Po spowiedzi i wyznaniu wiary Höss otrzymał „wiatyk” – katolicką komunię świętą podawaną umierającemu. Rudolf Höss– podobnie jak wielu innych czołowych narodowych socjalistów i funkcjonariuszy SS– wychowywany był w wierze, swego czasu chciał nawet zostać misjonarzem.

Nawet jeśli Höss jak żaden inny nazista otwarcie opisywał swoje działania w ramach narodowego socjalizmu, a eksterminację Żydów uznał za zło, to może uczynił tak nie dlatego, że żałował swoich czynów, lecz ze względów całkiem pragmatycznych, ponieważ Niemcy przez eksterminację Żydów ściągnęły na siebie nienawiść całego świata.

Höss był czymś więcej niż tylko „trybikiem” w narodowosocjalistycznym systemie, jak– bagatelizując swoją rolę– napisał w liście pożegnalnym do żony. Bez niego– względnie bez takich ludzi jak on i Eichmann– Holocaust nigdy nie mógłby przebiegać z taką brutalnością. Jemu „przeznaczony był prawdziwie smutny los”– użalał się nad sobą, dodawał też zdanie o tym, jak szczęśliwi byli jego „koledzy, którym dane było umrzeć uczciwą żołnierską śmiercią”. Jako komendant obozu zagłady Auschwitz Höss twierdził, że dopiero podczas przesłuchania i procesu dowiedział się, jak straszne rzeczy działy się w obozie, i utrzymywał, jakoby miało to stanowić nieopisane wprost sprzeniewierzenie się jemu jako komendantowi i przeinaczenie jego zarządzeń. „Jakież to tragiczne – stwierdzał– że ja, z natury miękki, łagodny i zawsze pomocny, stałem się największym masowym mordercą, wypełniającym na zimno, aż do ostatecznych konsekwencji, każdy rozkaz eksterminacji”.

Wykonując powierzane mu ramach SS funkcje, Höss nigdy nie dał poznać się jako „miękki i łagodny”. Nawet jego przełożonemu, gruppenführerowi Oswaldowi Pohlowi, zdarzyło się uratować kilku więźniów, ale aby coś podobnego stało się w przypadku Hössa– poza jednym jedynym wyjątkiem– nic nie wiadomo. Stanisław Dubiel, którego komendant Auschwitz zatrudniał w swojej służbowej willi, relacjonował, że na polecenia Hössa został zwolniony z tak zwanego bunkra i kilka razy wykreślony z listy śmierci. Po raz pierwszy zdarzyło się to, gdy na rozkaz Wydziału Politycznego– a w szczególności jego szefa Grabnera– 12 czerwca 1942 roku Stanisław Dubiel wraz ze 170 innymi więźniami wyprowadzony miał zostać na plac przed blokiem 11 i rozstrzelany. Höss zdecydował jednak, że Dubiel ma wrócić na swoje dotychczasowe miejsce pracy. Dubiel napisał później: „Po południu tego samego dnia do ogrodu Hössa, gdzie pracowałem, przybył Grabner w towarzystwie adiutanta Hössa oraz Hösslera i zażądał wydania mnie w celu rozstrzelania. Höss, a przede wszystkim pani Höss, kategorycznie się temu sprzeciwili i przeforsowali swoją wolę”12. Po tym wydarzeniu, w lipcu [prawdopodobnie 14 lipca 1942 roku, gdy na placu przed blokiem 11, przy tak zwanej ścianie śmierci, zamordowanych zostało 200 Polaków] Dubiel znowu znalazł się na liście osób przeznaczonych do rozstrzelania. Kolejny raz trafił na taką listę– wraz ze 280 więźniami z okolic Lublina– 28 października 1942 roku. I znowu Höss uratował mu życie. Wnioskowanie na podstawie opisanych wyżej zdarzeń, że Höss i jego żona okazali współczucie więźniowi, byłoby jednak całkowicie nieuprawnione; oboje nienawidzili wszystkiego, co polskie, nie chcieli jedynie rezygnować ze służby Dubiela, a tym samym z własnej wygody.

W związku z obozem zagłady Auschwitz napisano bardzo dużo o komendancie Rudolfie Hössie. Jako autor jego biografii nie mogłem uniknąć powtórzenia niektórych z przedstawionych już wcześniej faktów, jednakże dominujące w niniejszej książce są liczne zmiany i korekty w stosunku do tego, co zawierają dotychczasowe publikacje. I tak znalazły się tu charakterystyki, za pomocą których w ostatnich tygodniach życia Höss odmalowywał swoich przełożonych i podwładnych i za pomocą których chciał siebie samego ostatecznie oczyścić.

W wielu punktach jego życiorys został skorygowany, począwszy już od daty urodzenia w 1901, a nie, jak podawał sam Höss, w 1900 roku. Brytyjczycy i Polacy, przesłuchujący tuż po wojnie komendanta Auschwitz, byli pod wrażeniem rzekomej „otwartości”, z jaką Höss opowiadał o swojej działalności w Auschwitz. Nie znali jednak jeszcze licznych ważnych dokumentów i dlatego nie zawsze mogli ocenić prawdziwość wypowiedzi skorego do zeznań Hössa, który zdecydowanie różnił się od innych nazistowskich oskarżonych, zaprzeczających oczywistym faktom bądź zasłaniających się amnezją.

Śledczy musieli– jak się okazało– stale dokonywać poważnych korekt zeznań byłego komendanta pod względem ich prawdziwości i wierności szczegółom.

Dla autora niniejszej książki bardzo ważne było, aby– tak dalece, jak to możliwe– opierać się na absolutnie pewnych, pierwotnych źródłach historycznych. W ich poszukiwaniu korzystał z archiwów następujących instytucji: Amtsarchiv Gransee (Archiwum Urzędu Gransee), Brandenburgische Landeshauptarchiv (Brandenburskie Główne Archiwum Krajowe), Bundesarchiv Berlin– Lichterfelde (Archiwum Federalne Berlin-Lichterfelde), Archiwum Federalne (Bundesarchiv), Aussenstelle Ludwigsburg (Filia Ludwigsburg), Bibliothek des Deutschen Bundestag (Biblioteka Niemieckiego Bundestagu), BstU– Bundesbeauftragter für Unterlagen der Staatssicherheit der ehemaligen DDR (Pełnomocnik Federalny do spraw Dokumentów Służby Bezpieczeństwa dawnej NRD), die Beauftragte der Bundesregierung für Kultur und Medien (Pełnomocnicy Rządu Federalnego do spraw Kultury i Mediów), Domstifts Archiv Brandenburg (Archiwum Kapituły Katedralnej Brandenburgia), a także z dokumentów pozostających w posiadaniu władz lokalnych, Urzędu Stanu Cywilnego/Urzędu do spraw Gospodarczych, Neukirch/Lausitz, Gminy St. Michaelisdonn, Heimatverein Buberow (Stowarzyszenie na rzecz lokalnej tradycji i kultury w Buberow), Institut für Zeitgeschichte München (Instytut Dziejów Współczesnych w Monachium), International Tracing Service Bad Arolsen– ITS (Międzynarodowe Biuro Poszukiwań w Bad Arolsen), Landesarchiv Berlin (Archiwum Krajowe w Berlinie), Landesarchiv Schleswig-Holstein (Archiwum Krajowe w Szlezwiku-Holsztynie), Landesgericht Schwerin (Sąd Krajowy w Schwerinie), Politisches Archiv Auswärtiges Amt (Archiwum Polityczne Ministerstwa Spraw Zagranicznych), Staatsbibliothek Berlin (Biblioteka Narodowa w Berlinie), Stadtarchiv Baden-Baden und Dachau (Archiwa Miejskie w Baden-Baden i Dachau; Urzędy Stanu Cywilnego Dachau, Flensburg, Ludwigsburg, Mannheim, Schwerin, Stuttgart, Amt für öffentliche Ordnung Abt. Altkartei (Urząd Porządku Publicznego, Wydział Akt Dawnych), jak również Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie [pierwsza placówka naukowo-badawcza PAN za granicą. Utworzona 11.10.2006 roku– przyp. tłum.]. W odniesieniu do pierwszego frankfurckiego procesu przeciwko załodze Auschwitz bardzo owocne okazały się poszukiwania informacji w Archiwum Instytutu Fritza Bauera. Niezwykle pomocne były również poszukiwania online prowadzone w archiwach APMO (Archiwum Państwowe Muzeum w Oświęcimiu) i Instytutu Dziejów Współczesnych w Monachium (Institut für Zeitgeschichte München).

Podczas tych poszukiwań uderzający był fakt, że niewiele wzmianek na temat Hössa znajduje się w archiwum obozu koncentracyjnego w Dachau. Skąpym źródłem pod tym względem jest także archiwum w Sachsenhausen. Jednakże z pomocą archiwistek i archiwistów ze wszystkich wymienionych wyżej instytucji stało się możliwe nakreślenie obrazu największego masowego mordercy wszech czasów, obrazu, który w wielu aspektach odbiega od tradycyjnie prezentowanego.

W książce tej główny nacisk położony został na fakt, że w żadnym razie nie chodzi tu o historię obozu zagłady Auschwitz, nawet jeśli nazwisko Hössa wiąże się z nim nierozerwalnie, jak żadne inne. Przede wszystkim wypełnia ona luki w biografii Hössa, obejmujące okres poza jego funkcjonowaniem jako komendanta obozu koncentracyjnego. Przedłożona biografia pokazuje– na podstawie nieznanych dotychczas źródeł i wypowiedzi świadków współczesnych Hössowi– kim był człowiek, który bez cienia współczucia dla ofiar traktował ludobójstwo setek tysięcy ludzi jak zwykłą „pracę”, wykonywaną zgodnie z rozkazem.

1 Rudolf Höss, Kommandant in Auschwitz. Autobiographische Aufzeichnungen, wyd. przez Martin Broszat Monachium 2013, 24. wydanie, str. 231; wyd. polskie: Höss Rudolf, Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego, przeł. Wiesław Grzymski, Kraków 2003, str. 255.

2 Archiwum Sachsenhausen, P 3 Matejka Vladimir.

3 Rudolf Höss, Kommandant in Auschwitz. Autobiographische Aufzeichnungen, tamże, str. 231.

4 Tamże, str. 235.

5 BSrU, MfS HA IX/11, ZM 67, adnotacja Hössa, niedatowana.

6 Archiwum Instytutu Fritza Bauera (Fritz Bauer Institut), pierwszy proces frankfurcki przeciwko załodze Auschwitz, sprawa karna przeciwko Mulce, zeznanie świadka Heinricha Dürmayera, 58. dzień rozprawy, 22 czerwca 1964.

7 Pismo do Caesara, przytoczone w: Leon Poliakov, Josef Wulf (wyd.), Das Dritte Reich und się Juden, Berlin 1955, str. 139.

8 Jadwiga Bezwińska, Auschwitz in den Augen der SS (Oświęcim w oczach SS). Zeznanie Stanisława Dubiela, Warszawa 1992, str. 290.

9 Hermann Langbein (wyd.), Der Auschwitz-Prozess. Eine Dokumentation, Frankfurt n. M. 1995, tom I, str. 88.

10 Robert M.W. Kempner, SS im Kreuzverhör: Die Elite, die Europa in Scherben schlug, Nördlingen 1987, str. 79 i następna.

11 Herman Langbein (wyd.), Der Auschwitz-Prozess, tamże, zeznanie Stanisława Dubiela, str. 291 i następna.

12 Jadwiga Bezwińska, Auschwitz in den Augen der SS, tamże, zeznanie Stanisława Dubiela, str. 291 i następna.

Kłamstwa Rudolfa Hössa

Dzieciństwo i młodość

14 marca 1946 roku w trakcie przesłuchania przez brytyjskie władze wojskowe Rudolf Ferdinand Höss zeznawał: „Urodziłem się 25 listopada 1900 roku. Jestem synem kupca Franza Xavera Hössa z Baden-Baden. Mam dwie zamężne siostry, mieszkające obecnie w Mannheim”. Na początku przesłuchania Höss został uprzedzony o konsekwencjach składania nieprawdziwych wyjaśnień. Pomimo to już w pierwszym zdaniu minął się z prawdą– takie zachowanie towarzyszyło mu przez cale życie.

Rodzice Hössa, Franz Xavier Höss i Lina, z domu Speck, zawarli związek małżeński 10 listopada 1900 roku. Gdyby informacja na temat narodzin Hössa była prawdziwa, oznaczałoby to, że jego matka w dniu ślubu była w dziewiątym miesiącu ciąży i dwa tygodnie później wydała go na świat. Jest to jednak niedorzeczne: metryka zachowana w archiwum miejskim w Baden-Baden bez żadnych wątpliwości podaje jako datę urodzenia Rudolfa Hössa dzień 25 listopada 1901, a nie 1900 roku. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje kwestia, dlaczego przyszły komendant Auschwitz postarzał się o rok i czynił to konsekwentnie przez całe życie.

W tak zwanych ankietach kadry przywódczej Höss podawał później, że jego ojciec, przybywając 22 marca 1895 z Moos– obecnie dzielnica miasta Bühl– do Baden-Baden, zameldował się przy Weinbergstrasse 6 i był kupcem. W rzeczywistości ojciec Hössa był tylko prostym pomocnikiem sklepowym. W książkach adresowych miasta Mannheim wymieniany był nawet jako zwykły służący. Do 1904 roku rodzina Hössów mieszkała przy Gunzenbachstrasse 20 (obecnie nr 46), a w roku 1907 księgi podają adres Hardtstrasse 16. W 1907 roku Hössowie przeprowadzili się do Mannheim, Rudolf miał wówczas sześć lat. W Mannheim również nie znaleźli stałego miejsca, wielokrotnie zmieniali adresy i zawsze– tak jak w dzielnicy Lindenhof– wynajmowali mieszkania.

Ochrzczony w obrządku katolickim Höss przystąpił do pierwszej komunii świętej w kościele Świętego Józefa w Mannheim. Od 11 listopada 1912 roku uczęszczał do gimnazjum humanistycznego Karola Fryderyka (Karl-Friedrich-Gymnasium), gdzie– według jego słów– uczył się „do poziomu Untersekunda” (dziesiąta klasa). Nie jest to prawdą, Höss przemilczał bowiem fakt, że po zakończeniu nauki na poziomie Quarta (siódmej klasy) z powodu złych wyników w nauce nie uzyskał promocji do następnej klasy i 27 czerwca 1915 roku zmuszony był opuścić szkołę. Zatajając prawdziwy powód przerwania nauki, Höss zeznał w trakcie przesłuchania, które odbyło się 22 sierpnia 1923 roku w związku z jego udziałem w „morderstwie kapturowym w Parchim”– jako członek Freikorpsu Rossbach uczestniczył 31 maja 1923 roku w zamordowaniu Waltera Kadowa, członka radykalnie prawicowej Deutschvölkische Freiheitspartei (Niemiecka Ludowa Partia Wolności)– co następuje:

„Uczęszczałem do gimnazjum w Mannheim do poziomu Untersekunda, po czym opuściłem szkołę w 1916 roku, ponieważ nie chciałem uczynić zadość życzeniu mego ojca i podjąć studiów teologicznych, chciałem bowiem zostać żołnierzem”13.

Höss pomieszał tu – co zdarzało mu się często– prawdę i kłamstwo.

Uczniowie mannheimskiego gimnazjum im. Karola Fryderyka (Karl-Friedrich-Gymnasium) w roku szkolnym 2005/2006, z okazji dwustulecia powstania ich szkoły, w godny podziwu sposób zajęli się Hössem i jego szkolnymi osiągnięciami. Z tych ustaleń wynika, że Höss rozpoczął naukę w ich szkole 11 września 1912 roku. Był nie tylko drugim najstarszym pod względem wieku w swojej klasie, ale też zawsze należał do najsłabszych uczniów w swoim roczniku. „Pod koniec klasy Sexta zajął 28. miejsce na 29 uczniów, którzy uzyskali promocję do następnej klasy, a po zakończeniu klasy Quinta miejsce 27. na 27 promowanych. Nie dziwi więc fakt, że w klasie Quarta promocji już nie uzyskał”14. Po śmierci ojca w 1914 roku matka zabrała swego czternastoletniego już wówczas jedynaka i latem 1915 roku skierowała na naukę zawodu.

Ojciec Hössa, Franz Xaver, podobno złożył śluby, w myśl których Rudolf miał zostać księdzem. Tak czy owak, rodzina Hössów wydawała się bardzo religijna, duchowni ze wszystkich kręgów przewijali się przez ich dom, jak opisywał sam Höss. Szczególnie odświętnymi dniami były dla młodego Rudolfa „odwiedziny u nas starych, brodatych misjonarzy z Afryki, których ojciec znał jeszcze z okresu pobytu w Afryce Wschodniej. Nie odstępowałem ich ani o krok, aby nie stracić żadnego słowa z prowadzonych rozmów”15. Ojciec zabierał ze sobą Rudolfa na pielgrzymki zarówno krajowe, jak i zagraniczne; do Lourdes czy Einsiedeln. W tym czasie Höss junior również był człowiekiem głęboko wierzącym, ojciec „błagał niebiosa o błogosławieństwo dla mnie, abym został kiedyś świątobliwym kapłanem”16. Do zerwania z Kościołem doszło, gdy młody Höss miał trzynaście lat; nastąpiło po tym, jak zaprzyjaźniony z jego ojcem spowiednik nie dochował tajemnicy spowiedzi. Rudolf poczuł się zdradzony i oszukany; dopiero po latach, na krótko przed egzekucją, powrócił na łono Kościoła.

W 1946 roku w Norymberdze– poza protokołem Międzynarodowego Trybunału Wojskowego– Höss w następujący sposób odpowiedział amerykańskiemu psychologowi sądowemu Gustave’owi M. Gilbertowi na pytanie, czy jako dziecko odebrał religijne wychowanie:

„Tak, dorastałem w surowej katolickiej tradycji. Mój ojciec był prawdziwie bigoteryjny, bardzo surowy i fanatyczny. Dowiedziałem się, że gdy na świat przyszła moja najmłodsza siostra, ojciec złożył śluby, że poświęci mnie Bogu i kapłaństwu; potem już żył w białym małżeństwie (w celibacie). Całe moje wychowanie jako dziecka podporządkował celowi, jakim było uczynienie ze mnie księdza. Musiałem modlić się bez końca i chodzić do kościoła, odbywać pokuty przy nawet najmniejszym wykroczeniu– modlić się za karę, gdy dopuściłem się małej nieuprzejmości w stosunku do mojej siostry lub z powodu podobnych drobiazgów.

To, co uczyniło mnie tak upartym i prawdopodobnie później sprawiło, że izolowałem się od ludzi, to jego postawa nakazująca mi czuć się w takich sytuacjach, jakbym to jemu osobiście wyrządzał jakąś krzywdę i że to on– ponieważ pozostawałem silnie pod jego duchowym wpływem– miałby odpowiadać przed Bogiem za moje grzechy. I mogłem się tylko modlić, by odpokutować za swoje grzechy. Mój ojciec był rodzajem wyższej istoty, do której nigdy nie mogłem się zbliżyć. Zamknąłem się w sobie– i nie umiałem otworzyć się wobec innych ludzi. Myślę, że wychowanie sprawiło, że stałem się tak skryty. Moja matka również żyła pod presją tej fanatycznej pobożności17.

Höss coraz bardziej oddalał się od Kościoła katolickiego, aż do 1922 roku, gdy zerwał z nim zupełnie. Po tej decyzji religię zastąpił światopoglądem narodowosocjalistycznym. Antysemicka propaganda narodowych socjalistów była dla niego tak niepodważalna jak dogmat kościelny, co wyznał w rozmowie z Gilbertem18.

W swoich Notatkach autobiograficznych Höss sprawia czasem wrażenie, jakby jego rodzina dysponowała własnym „personelem służącym”.

W ten kontekst wpisują się również jego późniejsze wzmianki, jakoby nauczany był przez prywatnego nauczyciela domowego, następnie uczęszczał w Mannheim do szkoły podstawowej, później zaś do wielkoksiążęcego gimnazjum Karla-Friedricha, które opuścił, uzyskując małą maturę:

„Szczególnie zwracano mi uwagę na to, iż powinienem bezwzględnie wypełnić życzenia czy polecenia rodziców, nauczycieli, księży i w ogóle dorosłych, nie wyłączając służby, i nic mnie od tego nie powinno odwieść. Wszystko, co oni mówili, było zawsze słuszne”19.

Poprzez tę wypowiedź Höss najwyraźniej próbował udowodnić, że już od najwcześniejszego dzieciństwa wychowywany był do absolutnego posłuszeństwa i stosownie do tego w swoim późniejszym, dorosłym już życiu bezzwłocznie i pedantycznie realizował rozkazy zabijania. Nieprzypadkowo powoływał się przy tym na okoliczność, że jego ojciec, chociaż „jako fanatyczny katolik był zdecydowanym przeciwnik rządu Rzeszy”, był przekonany, iż mimo całej wrogości należy bezwzględnie przestrzegać wszelkich ustaw i rozporządzeń wydawanych przez państwo20. Dokładnie taka sama postawa przyświecała Rudolfowi Hössowi w jego późniejszym życiu.

Wracając do życiorysu Hössa: 31 grudnia 1917 roku zameldował się we wsi Friedrichsfeld, będącej wówczas samodzielną miejscowością.

W świetle konieczności spełnienia wymagań przewidzianych przez obowiązujące wówczas przepisy Höss mógł zostać żołnierzem najwcześniej w 1918 roku. Podczas brytyjskiego przesłuchania twierdził jednak:

„Dnia 1.08.16 roku jako ochotnik wstąpiłem do 21 Pułku Dragonów Badeńskich, Szwadronu Zapasowego w Bruschal, Badenia. Po krótkim przeszkoleniu trafiłem do Korpusu Azjatyckiego i wyruszyłem do Turcji. Do końca 1917 roku pozostawałem w Mezopotamii i aż do rozejmu byłem na froncie palestyńskim. Dwukrotnie zostałem ranny, przeszedłem malarię i zostałem kilkakrotnie odznaczony”.

Od 2 października 1916 roku do 6 marca 1917– według informacji podanych przez samego Hössa– miał on być w tureckiej 6 armii i przebywać na froncie irackim, gdzie uczestniczył w walkach o Kut-el-Amarna i Bagdad. 17 lutego 1917 roku odznaczony został Krzyżem Żelaznym II Klasy, 6 października tego samego roku Żelaznym Półksiężycem, a 19 grudnia 1917 roku Badeńskim Medalem Zasługi. Kolejnymi odznaczeniami, które wymienił, były: Krzyż Żelazny I Klasy (16 maja 1918), Krzyż Bałtów (4 stycznia 1920), Śląski Orzeł (9 czerwca 1921), jak również medale pamiątkowe (1 października 1938 i 27 września 1939) oraz Krzyż Inwalidów Wojennych II Klasy (20 kwietnia 1941). Od 30 stycznia 1919 roku Höss służył w Wydziale Informacji Wschodniopruskiego Korpusu Ochotniczego, a od 13 września 1919 roku w Korpusie Ochotniczym (Freikorps) Rossbach.

Powyższe twierdzenia nie odpowiadają jednak prawdzie. Höss został żołnierzem w 1918 roku, zatem nie mógł rok wcześniej w Turcji zostać rannym ani też otrzymać wspomnianych odznaczeń w podanych przez siebie terminach.

Poza tym badania prowadzone w Generalnym Archiwum Krajowym w Karlsruhe wykazały, że w żadnym razie nie otrzymał Badeńskiego Medalu Zasługi. Kłamał więc również w tej kwestii, co więcej, Rudolf Höss w ogóle nie jest wymieniony w wykazie nadań badeńskiego srebrnego Medalu Zasługi na Wstążce, a zatem nie otrzymał tego odznaczenia. Czy w ogóle został do niego zgłoszony, a jego kandydaturę– co często się zdarzało– odrzucono, nie da się już dzisiaj ustalić. (Pismo Archiwum Krajowego Badenii-Wirtembergii, Generalne Archiwum Krajowe w Karlsruhe do autora, 10 kwietnia 2015).

Niewątpliwie pochodzenie i niewystarczające szkolne wykształcenie były źródłem poważnych problemów późniejszego komendanta obozu koncentracyjnego. Inaczej nie byłoby zrozumiałe jego częste podkreślanie faktu, że wiele generacji jego przodków ze strony ojca było oficerami. W 1870 roku jego dziadek poległ, walcząc na czele regimentu, ojciec również ciałem i duszą był żołnierzem. Matka Hössa chciała, aby syn najpierw zdał maturę, a dopiero potem spełnił swoje życzenie i został żołnierzem21. O maturze jednak w ogóle nie mogło być jednak mowy, Höss nie uzyskał nawet promocji do klasy Quarta.

W Korpusie Ochotniczym Rossbach (Freikorps Rossbach)

Po okresie spędzonym w wojsku Höss wstąpił do Korpusu Ochotniczego Rossbach (Freikorps Rossbach)22, jednego z wielu takich korpusów powstałych po pierwszej wojnie światowej. Tam właśnie– czy raczej w „Grupie Roboczej Rossbach” (Arbeitsgemeinschaft Rossbach)– dość intensywnie zetknął się z ideologią narodowosocjalistyczną. Członkowie Freikorpsu uważali się za żołnierzy, którym przyświecała polityczna idea, nie zaś za zwykłych wojskowych. Jako tacy niewątpliwie podlegali przyszłemu ministrowi propagandy Josephowi Goebbelsowi, który w swoich dziennikach zanotował pod datą 13 maja 1926, że całą noc we Wrocławiu przesiedział z „landsknechtami” od Rossbacha23. Freikorps Rossbach walczył między innymi w krajach nadbałtyckich i na Górnym Śląsku. W październiku 1919 roku minister obrony Noske obwieścił w Reichstagu, że każe strzelać do każdego Niemca, który spróbuje przedostać się do krajów nadbałtyckich. Mimo to wielu formacjom udało się tam dotrzeć24. Gdy Rossbach został zatrzymany na granicy pruskiej, z miejsca wydał rozkaz, aby kilka karabinów maszynowych było w gotowości. Oficerowie straży granicznej zasalutowali i stwierdzili, że wobec przemocy muszą niestety ustąpić.

Walka Freikorpsów przeciwko bolszewikom posuwającym się do przodu w krajach nadbałtyckich, a po ich odwrocie przeciwko Łotyszom i Estończykom, prowadzona była z bezprzykładnym okrucieństwem. Höss stwierdził wówczas:

„Niezliczoną ilość razy widziałem wstrząsające widoki spalonych chat ze zwęglonymi lub nadpalonymi zwłokami kobiet i dzieci. […] Uważałem wówczas, iż ludzki obłęd niszczenia nie może się już dalej posunąć”13.

A jednak to właśnie on, Rudolf Höss, postawiony na odpowiedzialnym stanowisku przyczynił się później do jego „posunięcia”.

„Mord kapturowy w Parchim” (Parchimer Fememord)

Rudolf Höss podczas przesłuchań, które odbyły się po zakończeniu wojny, i we własnych wspomnieniach nieustająco przedstawiał się jako ktoś, kto będąc członkiem SS, wykonywał tylko polecenia i któremu nigdy nie przyszło do głowy odmówić wykonania rozkazu. Nie zważając na 2,5 miliona ludzi, za których śmierć według swoich własnych zeznań– w rzeczywistości było to 1,1 miliona istnień– ponosił bezpośrednią odpowiedzialność, nigdy nie uważał siebie za „mordercę”. Jeżeli w ogóle, to winne było całe SS– tak w każdym razie brzmiało jego zdanie wyrażone po wojnie.

Höss odpierał zarzut, jakoby sam torturował i zabijał ludzi, i to bez rozkazu otrzymanego „z góry”, o czym świadczyć miał jego udział w morderstwie nauczyciela Waltera Kadowa. Chodzi tu o „parchimski mord kapturowy” z 1923 roku, w którym Höss aktywnie uczestniczył. W tym czasie należał do Grupy Roboczej Rossbach, będącej sukcesorką zakazanego Freikorps Rossbach. Volkistowscy prawicowi ekstremiści, tacy jak Höss– a także Martin Bormann– zarzucili Kadowowi zdradę członka tajnej organizacji NSDAP Grossdeutsche Arbeiterpartei (Wielkoniemieckiej Partii Robotników) Alberta Leo Schlagetera. Podczas francusko-belgijskiej okupacji Zagłębia Ruhry Schlageter był bojówkarzem i z powodu działalności szpiegowskiej oraz licznych ataków bombowych został skazany przez francuski sąd wojenny na karę śmierci i stracony. Kadow miał być odpowiedzialny za śmierć Schlagetera, w każdym razie tak uzasadniano później jego zamordowanie i heroizację morderców.

Walter Kadow urodził się 29 stycznia 1900 roku w Hagenow jako syn kowala. Uczęszczał do szkoły ludowej i średniej, a od jesieni 1915 roku do Wielkanocy 1918 uczył się w seminarium nauczycielskim w Neukloster. Następnie przez rok pracował jako asystent w szkole w Roggensdorf koło Grevesmühen. Z powodu braku środków finansowych na dalsze kształcenie jesienią 1922 roku dołączył do „ludzi Rossbacha” i zatrudniony został jako robotnik rolny w majątku ziemskim Treuenfels w Herzbergu. Tutaj spotkał Rudolfa Hössa i Martina Bormanna. Według wypowiedzi świadków Kadow był skrajnie nielubiany przez swoich kolegów z pracy. Wielokrotnie udawał podporucznika, a nawet porucznika, przechwalał się orderami, które nie należały do niego, pożyczał pieniądze i nie zwracał ich, dopuszczał się także malwersacji i naciągania. Poza tym zarzucano mu, jakoby był komunistycznym szpiclem, który chce wyjechać do zajętego przez Francję Zagłębia Ruhry. Höss twierdził, że słyszał kiedyś w rozmowie, iż Kadow był wcześniej komunistycznym sekretarzem partyjnym w Klütz. Późniejszy oskarżony Georg Pfeifer przyznał, że w Herzbergu potajemnie wykradł dziennik prowadzony przez Kadowa25. Znajdował się w nim zapis informujący, że Kadow kilkakrotnie odwiedził ministerstwo spraw zagranicznych w Schwerin. Uznane to zostało za dowód jego donosicielstwa. Dziennik przekazano zarządcy majątku ziemskiego Martinowi Bormannowi na przechowanie. Oprócz dziennika znaleziono również koperty zaadresowane „Prezydium Berlin” i „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Meklemburgia-Schwerin”. Właściciel majątku polecił Bormannowi, aby ten zwolnił Kadowa.

Na temat Bormanna– który później jako pomocnik Hitlera zrobił błyskawiczną karierę partyjną– w aktach Prokuratora Rzeszy w Lipsku znalazła się następująca notatka:

„Po okresie nauki w szkole realnej i gimnazjum realnym latem 1918 roku Bormann wcielony został do artylerii polowej, nie trafił już jednak na front i wiosną 1919 roku został zwolniony. Jako sztubak znalazł się w majątku ziemskim w Meklemburgii i jeszcze tego samego roku trafił do właściciela dóbr rycerskich von Treuenfelsa w Herzbergu. Od dłuższego czasu jest tu zarządcą, stanowisko to zajmował także w chwili czynu. Wraz z nim na terenie tego samego majątku znajdowali się oskarżeni [Georg] Pfeiffer i [Emil] Wiemeyer oraz zamordowany Kadow, pracownik folwarczny. Bormann jest kierownikiem odcinka D.F.P [sic] na obszarze Herzbergu”26.

Z dokumentów Prokuratora Rzeszy dotyczących Hössa wynika, że zarabiał na życie nie tylko jako robotnik folwarczny, ale również jako statysta filmowy. Napisano o nim, co następuje:

„Gdy po puczu Kappa Rossbach ponownie zmobilizował swój Freikorps, [Höss] ponownie do niego wstąpił i przebywał z nim w Zagłębiu Ruhry. Po ponownym rozwiązaniu [Freikorpsu] pracował w dobrach ziemskich na terenie Meklemburgii, Śląska i Szlezwiku-Holsztynu z jedną krótką przerwą, podczas której wraz z innymi ludźmi Rossbacha znalazł zatrudnienie przy produkcji filmu Fridericus Rex w Jüterborgu. Pod koniec 1922 roku [Höss] wstąpił do „Stowarzyszenia na rzecz Kształcenia Rolniczego w Meklemburgii” (Verein für landwirtschaftliche Berufsausbildung in Mecklenburg) i za jego pośrednictwem uzyskiwał kolejne posady na terenie Meklemburgii, a od 1923 roku zatrudniony był w cegielni właściciela majątku ziemskiego Schnügten w Neuhof koło Parchim, gdzie w chwili czynu pracował– jeszcze jako brygadzista– i gdzie zatrudnieni byli również współoskarżeni Zabel i Jurisch. W styczniu 1923 roku Höss został członkiem Niemieckiej Partii Wolności [sic] (Deutsche Freiheitspartei)”27.

Ofiarę mordu, Kadowa, i oskarżonych łączył nie tylko wspólny pracodawca, lecz także przynależność do grupy roboczej Rossbacha i do radykalnie prawicowej partii DVFP Deutschvölkische Freiheits­partei (Niemiecka Narodowa Partia Wolności).

Prokurator Rzeszy w następujący sposób zrekonstruował przebieg „mordu kapturowego” w Parchim:

„31 maja 1923 roku Kadow wraz ze znajomym pojawił się w Parchim i zwrócił się do pewnego kupca o pożyczkę w wysokości 5000 marek28. Pieniądze te otrzymał jako prezent i ze swoim kompanem udał się do restauracji Luisendorf . Informacja o tym dotarła do uszu Bormanna, który zaproponował robotnikowi nazwiskiem Kühl, aby wykorzystać nadarzającą się okazję i sprawić Kadowowi porządne lanie. Zebrali kilku kompanów i wozem myśliwskim pojechali do Parchim. Po godzinie 11.00 wieczorem banda zabójców, do której należał także Höss, dotarła do wspomnianej restauracji. Kadow od dawna był już pijany i leżał na sofie.

Höss miał przy sobie naładowany pistolet, pozostali kastety i gumowe pałki. Zapakowali Kadowa na wóz i po krótkiej jeździe szosą wehikuł na polecenie Hössa skręcił do lasu. Kadow próbował uciekać, ale powstrzymał go strzał ostrzegawczy oddany przez Hössa. Następnie Höss złamał młode drzewo i jego pniem rozbił Kadowowi czaszkę”29.

Zabójcy dyskutowali, co dalej zrobić z Kadowem, czy umyć go i odwieźć do szpitala, czy też znaleźć inne rozwiązanie. Ostatecznie Höss przeforsował swój pomysł, by pochować ofiarę w lesie: „Potem uruchomiono samochód, za kierownicą ponownie zasiadł Pfeiffer i pod wodzą Hössa jechał najpierw około 1,5 km lokalną szosą, następnie skręcił w prawo do lasu. Po przejechaniu odcinka około 400 metrów pojazd się zatrzymał. Ciało Kadowa zawinięte w pelerynę wyjęto z bagażnika i położono na ziemi”30.

Tam Emil Wiemeyer przeciął mu lewą tętnicę szyjną, a gdy ofiara mimo to nadal dawała znaki życia, Höss strzelił jej w głowę. Zwłoki Kadowa zostały prowizorycznie przykryte, samochód zaś umyty. Następnego dnia Höss i Zabel pojechali na miejsce zbrodni, pochowali zwłoki, a grób przykryli wrzosem. Bormann, który bezpośrednio nie uczestniczył w tym morderstwie, poradził Hössowi, Zabelowi, Pfeifferowi i Wiemeyerowi, aby zniknęli z okolicy. Nie posłuchali go jednak, ponieważ obawiali się, że „poprzez nagłe wspólne zniknięcie wzbudzą podejrzenie”31, 20.

W tym miejscu warto odnotować, jak ryzykowne może być opieranie się na źródłach wtórnych; świetnym tego przykładem jest właśnie przedstawiony powyżej „parchimski mord kapturowy”. Otóż u francuskiego historyka Jean-Claude Pressaca można przeczytać, że pięć dni po egzekucji Schlagetera Bormann wydał „polecenie” zamordowania „starego nauczyciela Kadowa”32. Tymczasem o żadnym „poleceniu” nie mogło być mowy, a Kadow w chwili śmierci nie był nauczycielem i nie był stary, miał zaledwie dwadzieścia trzy lata!

Kilka miesięcy później siedmiu uczestników zajścia zostało aresztowanych. Prokuratura w Schwerin początkowo zakwalifikowała całe wydarzenie jako niemającą podłoża politycznego bójkę ze skutkiem śmiertelnym między kumplami od kieliszka. Powyższą sprawę przejął oskarżyciel Sądu Rzeszy w Lipsku Ludwig Ebermayer na podstawie przepisów Ustawy o Ochronie Republiki i w konsekwencji kompetencja do jej rozpoznania przeszła do Trybunału Państwowego w Lipsku. Przed sądem niższej instancji w Haynau Höss najpierw przyznał się do popełnionego czynu, jednak niedługo później odwołał swoje zeznania.

15 marca 1924 roku– w „procesie dotyczącym parchimskiego mordu kapturowego”, prowadzonym pod przewodnictwem sędziego Alexandra Niednera– Höss skazany został na karę dziesięciu lat pozbawienia wolności, a Bormann, który po zabójstwie próbował usuwać ślady, usłyszał wyrok jednego roku więzienia za pomocnictwo i poplecznictwo. Natomiast pozostali uczestnicy zbrodni– Bernhard Jurisch, Karl Zabel, Georg Pfeiffer, Emil Wiemeyer i Zenz– skazani zostali na kary od dziewięciu i pół do pięciu i pół roku więzienia za ciężkie uszkodzenie ciała i dokonanie nieumyślnego zabójstwa.

Höss powiedział później:

„Zatłukliśmy zdrajcę, który wydał Schlagetera Francuzom. A jeden, który też przy tym był, powiadomił o sprawie «Vorwärts»– czołową socjaldemokratyczną gazetę– rzekomo z powodu wyrzutów sumienia, w rzeczywistości zaś, aby zarobić pieniądze. Przebieg całego zajścia nie mógł być wyjaśniony. Powiadamiający [w domyśle Bernhard Jurisch] nie był podczas zajścia wystarczająco trzeźwy, aby móc przypomnieć sobie szczegóły. Wtajemniczeni milczeli. Ja sam byłem wprawdzie przy tym zdarzeniu obecny, ale ani jako prowodyr, ani główny uczestnik. Gdy podczas śledztwa zorientowałem się, że kompan, który był właściwym sprawcą, tylko przeze mnie mógł być obciążony, wziąłem winę na siebie, on został zwolniony jeszcze w czasie śledztwa. Nie potrzebuję podkreślać, że zgadzałem się na śmierć zdrajcy z przedstawionych wyżej motywów. Do tego jeszcze Schlageter był moim starszym dobrym kompanem, z którym razem walczyliśmy w krajach nadbałtyckich i w Zagłębiu Ruhry, z którym pracowaliśmy za liniami wroga na Górnym Śląsku i z którym przeszedłem niejedną mroczną ścieżkę w celu zdobycia broni. Byłem wtedy– i nadal jestem– mocno przekonany, że ten zdrajca [Kadow] zasłużył na śmierć. Według wszelkiego prawdopodobieństwa żaden niemiecki sąd nie skazałby go, dlatego my go osądziliśmy według niepisanego prawa, które sami ustanowiliśmy”33.

Wykazano, że w wypadku morderstwa Kadowa chodziło o wyjątkowo okrutne i brutalne zabójstwo. Nie istniały dowody na to, że Kadow był zdrajcą. Trudno się dziwić, że Höss swoim tłumaczeniem próbował przedstawić dokonany „mord kapturowy” w lepszym świetle i sięgnął w tym celu– co czynił często– po kłamstwo. Dodatkowo podkoloryzował swoją rolę, przedstawiając siebie w roli męczennika i twierdząc, że wziął całą winę na siebie, aby chronić prawdziwego sprawcę. Usprawiedliwiał zamordowanie Kadowa, a później posunął się jeszcze dalej i w ogóle zaprzeczał swemu udziałowi w tym wydarzeniu. 25 marca 1928 roku Höss pisał do pani prof. Härtel z brandenburskiego aresztu, że za uderzenie pniakiem dostał półtora roku, a za faktyczne zabójstwo dziewięć lat więzienia. Twierdził przy tym, jakoby był niewinny, a w chwili zabójstwa Kadowa miał pracować przy koniach, i tej wersji twardo się trzymał34.

W brandenburskim więzieniu

Po pobycie w areszcie śledczym w Lipsku Höss część swojej kary odbywał w więzieniu w Brandenburgu. O tym okresie pisał w następujący sposób:

„Otworzył się przede mną nowy, nieznany dotychczas świat. W owym czasie odbywania kary w pruskim więzieniu nie można było porównywać z pobytem w sanatorium35. (…) Już w pierwszych dniach odbywania kary uświadomiłem sobie jasno swoje położenie. Oprzytomniałem. (…) Dotychczas żyłem dniem dzisiejszym, brałem życie tak, jak przychodziło, i nie myślałem poważnie o przyszłości. Obecnie miałem dość czasu do przemyślenia mego całego dotychczasowego życia, poznania błędów, słabości oraz przygotowania się do późniejszego, bogatszego w treść życia. W okresach pomiędzy poszczególnymi akcjami korpusu ochotniczego wyuczyłem się wprawdzie zawodu, który polubiłem i w którym mogłem się doskonalić. Miałem zamiłowanie do rolnictwa i nawet pewne osiągnięcia, czego dowodzą moje świadectwa. Brakowało mi jednak prawdziwej treści życia, tego, co mogłoby rzeczywiście wypełnić życie, czego jeszcze sobie nie uświadamiałem36.

(…) Przywykłem do szorstkiego tonu urzędników niższego szczebla, którzy im bardziej byli prymitywni, tym bardziej samowolnie wykorzystywali daną im władzę. Przyzwyczaiłem się również i do tego, iż wydawane mi przez tych pod każdym względem ograniczonych funkcjonariuszy polecenia, często najbardziej bzdurne, wypełniałem chętnie i bez wewnętrznego oporu, a nawet z wewnętrznym uśmiechem. Przywykłem również do ordynarnego tonu, z którym spotykała się większość więźniów. Nie mogłem jednak nigdy przywyknąć, mimo że zdarzało się to codziennie, do ordynarnych, niskich i ohydnych kpin więźniów ze wszystkiego, co było piękne i dobre w życiu i dla wielu było świętością. Słuchając tego rodzaju wypowiedzi, zawsze się oburzałem.

Dobra książka była zawsze moim przyjacielem37.

(…) Od kolegów i znajomych rodzin otrzymywałem stale dobre i cenne książki ze wszystkich dziedzin, szczególnie jednak interesowała mnie historia, nauka o rasach oraz nauka o dziedziczności i najchętniej zajmowałem się tymi zagadnieniami”38.

Dziewięć miesięcy spędził Höss w areszcie śledczym w Lipsku, następnie 10 kwietnia 1924 roku– po skazaniu za ciężkie uszkodzenie ciała i zabójstwo– rozpoczął odbywanie kary dziesięciu lat pozbawienia wolności w więzieniu w Brandenburgu. Jednak na mocy amnestii orzeczona wobec niego kara uległa skróceniu do lat pięciu. Akta personalne dotyczące tego okresu znajdują się w Głównym Archiwum Krajowym Brandenburgii w Poczdamie i dostarczają informacji na temat codziennego życia Hössa w więzieniu; jego widzeń, wniosków składanych do kierownictwa więzienia, jego myśli, a także stosunku do narodowego socjalizmu. Chociaż czas pobytu w brandenburskim więzieniu to okres kształtujący i demaskujący charakter Hössa, to w znacznym stopniu został on pominięty przez jego biografów.

Na podstawie pisma nadprokuratora do zakładu karnego w Brandenburgu „pracownik rolny Rudolf Höss doprowadzony został” do zakładu karnego39, przy czym „bieg kary wyliczono od 15 marca 1924 roku, po południu, godzina 6.00, i zgodnie ze wskazaniem pana nadprokuratora kara wykonywana ma być w areszcie odosobnionym”. Höss dostał numer więzienny 2934/28 i otrzymał następujące wyposażenie:

− 1 spodnie brązowe manchester,

− 1 kurtka szara i szara bielizna, bryczesy,

− 1 koszula lniana, koszula z krótkim rękawem,

− 1 para skarpetek, wełna,

− 1 para butów z cholewką,

− 1 krawat, muszka,

− 1 chusteczka biała.

Ponadto wręczone mu zostały: szczotka do włosów, biały pas, pudełko pasty do butów, szczotka do butów i szczoteczka do zębów.

W formularzu informacyjnym z 22 kwietnia 1924 roku, przeznaczonym dla kierownictwa zakładu karnego, Höss napisał, że w chwili czynu otrzymywał od swojego ostatniego pracodawcy, w cegielni Neuhof koło Parchim, wynagrodzenie za pracę w postaci trzech kwintali żyta miesięcznie40. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, bowiem w okresie wysokiej inflacji zapłata w naturze była wartościowsza i milej widziana niż wynagrodzenie wypłacane w markach.

Jako ostatnie miejsce pobytu podał meklemburską wieś Brüel, a jako najbliższych członków rodziny wymienił siostry Marię i Margaretę, obie pracujące jako wychowawczynie dzieci w Mannheim.

W kwestii zarzucanych mu czynów karalnych udzielał odpowiedzi „tak jest”, mimo że do tego czasu zawsze zaprzeczał ich popełnieniu. Na pytanie o plany na okres po zwolnieniu z zakładu karnego odpowiadał: „Nieokreślone z powodu zbyt długiego okresu kary”. Podczas pobytu w więzieniu Höss wyraźnie odmawiał przyjęcia wszelkiego duchowego wsparcia, natomiast wielokrotnie składał wnioski o zgodę na dostarczanie czasopism ilustrowanych. I tak na przykład dyrektor zakładu karnego 4 czerwca 1924 odmówił mu zgody na prenumeratę czasopisma „Der Kamerad”, uzasadniając swoją odmowę zbyt volkistowskim charakterem gazety, która jest „pismem wzywającym do walki przeciwko istniejącemu rządowi i koniec końców ukierunkowana jest na przewrót siłowy”41.

Stosunkowo często Höss zwracał się do kierownictwa więzienia z różnego rodzaju prośbami. 3 lutego 1924 roku złożył wniosek o możliwość napisania listu do „dawnych kompanów” i prosił o dostarczenie książek oraz materiałów piśmiennych. Ponadto chciał również „zrobić 1 ząb na koszt własny”. W sprawie leczenia zębów ponownie wystąpił z prośbą 1 maja 1924 roku, wyjaśniając jednocześnie, że chciałby polecić „ludziom z organizacji Rossbach” przysłanie mu pieniędzy na ten cel. Pozwolono mu na to, podobnie jak 14 sierpnia 1924 roku zgodzono się na dostarczenie słownika Ullstein 1000 Worte Englisch („1000 angielskich słów”), a 7 października 1924 otrzymał zgodę na gimnastykę. 22 stycznia 1925 roku wnioskował o możliwość włączenia światła w celi do godziny 21.00, a 25 listopada 1925 poprosił o przedłużenie do godziny 22.00. Ponieważ wnioski te uzasadnił chęcią dalszego kształcenia się wieczorami, zazwyczaj rozpatrywano je pozytywnie. Regularnie na jego „liście życzeń” pojawiały się mydło i pasta do zębów. Otrzymał też, na przykład 25 kwietnia 1925 roku, zaliczkę na poczet wynagrodzenia za pracę. Tego samego dnia poprosił o dostarczenie zdjęć swoich rodziców.

Aby dopełnić wizerunek Hössa, zostały poniżej wymienione przykładowe inne jego życzenia:

− 7 października 1924: prośba o zezwolenie na gimnastykę, 25.11.1925– o zgodę na zakup sportowego obuwia.

− 22 stycznia 1925: prośba o zeszyty i tuzin piór do pisania, atlas i podręczniki do geografii.

− 3 lipca 1926: prośba o dostarczenie obiecanych ramek do zdjęć.

− 22 września 1926: prośba o napisanie listu do pani prof. Härtel, wniosek o zezwolenie na przechowywanie ubrań w celi i o zgodę na drugą godzinę gimnastyki.

− 16 listopada 1926: prośba o zezwolenie na przyjęcie paczki urodzinowej.

− 9 i 30 grudnia 1926: prośba o pozwolenie na napisanie kolejnych listów do prof. Härtel.

− 5 marca 1927: prośba o ciepłe buty z powodu reumatyzmu– odrzucona.

− Styczeń 1928: prośba o zakup podkładki na biurko.

Na początku 1926 roku Höss miał drobny wypadek; zaczepił o coś obcasem, przewrócił się i upuścił naczynie. Szkodę w wysokości 10,50 RM chciał wyrównać ze swego „majątku”.

Odwiedziny przywódcy Freikorpsu

Höss stosunkowo często przyjmował w więzieniu wizyty, na przykład ostatniego pracodawcy, właściciela majątku ziemskiego Rudolfa Schnütgena, który w swoim wniosku o odwiedziny z 11 czerwca 1924 pisał, że „z Hössem łączą mnie volkistowskie ideały”42. Miał on być „bezinteresownym człowiekiem”. Wielokrotnie odwiedzał skazanego również Bruno Fricke z Berlina, podporucznik rozwiązanego w międzyczasie Freikorpsu Rossbacha. Był u Hössa na przykład 8 czerwca 1925 roku, a w swoim wniosku o widzenie pisał o „koledze podchorążym Rudolfie Hössie”43. Niejaki „Beckmann z Kalsow” również troszczył się o więźnia i 25 października 1924 roku zwracał się z pytaniem do władz więziennych, czy może przysłać Hössowi obrazy na ścianę, i pytał, jak często wolno mu go odwiedzać44. Odpowiedź przyszła 1 listopada 1924 roku. Władze zakładu karnego nie miały nic przeciwko nadesłaniu obrazów, jednakże stwierdzono, że muszą one zostać „poddane tutejszej ocenie, czy są odpowiednie do zawieszenia”45.

Do gości, którzy odwiedzili Hössa w więzieniu, należeli: wspomniany wcześniej Bruno Fricke, pani prof. D. Härtel z Altenau/Harz– co zdarzyło się 24 lipca 1926 roku– jak również porucznik w stanie spoczynku Rossbach. Ten ostatni jako swój adres podał Berlin-Wannsee, dodając informację: „chwilowo Monachium”, a 3 marca 1926 roku pisał, że chciałby „przy okazji przejazdu przez Brandenburg odwiedzić więźnia Rudolfa Hössa”46, z listu od którego wywnioskował, że byłby on zadowolony, mogąc ponownie spotkać „swojego dawnego dowódcę”. Rossbach uważał przede wszystkim „te odwiedziny za pożyteczne z punktu widzenia stanu zdrowia psychicznego” osadzonego. Nie potrzebował przy tym wyjaśniać, że z wizytą jego nie wiążą się żadne inne zamiary. Dyrektorowi było bowiem wiadome, że Rossbach nie miał nic wspólnego ze „sprawą parchimską”, czyli mordem kapturowym. Odpowiedź na prośbę Rossbacha nadeszła 10 marca 1926 roku. Kierownictwo więzienia nie miało nic przeciwko jego odwiedzinom47. Dyrektor zakładu karnego nalegał jednak, aby to on osobiście odprowadził gościa do Hössa. Rossbach, który uchodził za Komisarza Rzeszy do spraw Nadzoru Porządku Publicznego, jako „przedstawiciel Führera dla obszaru Północnych Niemiec” zaanonsował swoje przybycie do miasta Brandenburg na dzień 1 kwietnia 1926 roku, a w zakładzie karnym zamierzał pojawić się około godziny 10.4548.

Do „starych kompanów”, którzy odwiedzali Hössa, należeli również znani później członkowie różnych freikorpsów, tacy jak Dankwart Belling i Hans Gerd Techow z Berlina. Ten ostatni brał udział w morderstwie ministra spraw zagranicznych Walthera Rathenaua 24 czerwca 1922 roku, za co został skazany przez Trybunał Państwowy Rzeszy w Lipsku, a teraz należał do kierownictwa berlińskiej SA. Z wizytą u Hössa był także Werner Lass, założyciel radykalnie prawicowej młodzieżowej organizacji obronnej o nazwie Schill-Jugend, który w 1928 roku– wraz ze swoim referentem finansowym Techowem– aresztowany został za ataki bombowe, ale zwolniono go z braku dowodów. Na liczne listowne zapytania nadawcy otrzymywali odpowiedź, że Hössowi nie wolno przyjmować paczek z produktami spożywczymi– wyjątek stanowiły tylko święta Bożego Narodzenia, gdy taką zgodę wyrażano49. 21 grudnia 1927 roku „Szkoła Sportowa Ekkehard w Steur”50 przekazała więźniowi „paczkę z kiełbasą, masłem, boczkiem, serem i pierniczkami”, a także list. Ze względu na Boże Narodzenie przesyłka została adresatowi doręczona. Zresztą warunki więzienne w stosunku do Hössa stale łagodzono. Był więźniem III stopnia, który cieszył się rozmaitymi przywilejami.

Hössowi wolno było wprawdzie pisać listy, ale zezwolenie ograniczało krąg adresatów jedynie do krewnych. W swojej autobiografii Höss wspomina „narzeczoną”, którą podobno jeszcze w Lipsku załatwili mu „koledzy”. Narzeczona w rozumieniu więziennych przepisów zaliczana była do krewnych i wolno było z nią korespondować51. Ta dziewczyna– jak sam pisał– przez wszystkie te lata „wiernie i grzecznie” pisała mu o zdarzeniach, które zaszły w kręgu jego przyjaciół. Listy te zaginęły, zachował się tylko jeden, zaadresowany do „panny Helene Huber” w Mannheim, który jako niedoręczony wrócił do zakładu karnego i włączony został do akt personalnych; stanowi on świadectwo tej korespondencji Hössa.

Nie ma niestety definitywnej pewności co do tożsamości owej „narzeczonej”. W wyniku intensywnych badań prowadzonych przez Karen Strobel z Archiwum Miejskiego w Mannheim udało się ustalić, że w opisywanym czasie śródmieście Mannheim podzielone było na kwadraty. Höss pomyłkowo zaadresował list „R.2.1”. Poszukiwania Karen Strobel wykazały, że był to wówczas adres ewangelickiego Kościoła Zgody (Konkordienkirche). Strobel ustaliła jednak ponad wszelką wątpliwość, że rodzina Huber z córką zameldowana była w kwadracie „S.2.1”.

Helene Huber mieszkała z rodzicami do 30 maja 1923 roku, następnie przeprowadziła się do Gelsenkirchen, a 5 stycznia 1927 roku wróciła do rodziców do Mannheim. Jest więc wysoce prawdopodobne, że Höss napisał i wysłał list do Mannheim, nie wiedząc, że jego „narzeczona” przeniosła się tymczasem do Gelsenkirchen. Dlatego list wrócił do adresata jako niemożliwy do doręczenia. Związek Hössa z Mannheim wynikał z tego, że w okresie, o którym mowa, w mieście tym mieszkały obie jego siostry. Niewykluczone, że to właśnie one pomogły mu w znalezieniu „narzeczonej”.

List do mannheimskiej narzeczonej

Informacji na temat jego wersji morderstwa oraz stosunku do „Führera” udziela wspomniany list wysłany przez Hössa do „Helene Huber, Mannheim R.2.1”. Nie mógł on zostać dostarczony z powodu błędnego adresu i tym samym zachował się dla następnych pokoleń. Wobec jego historycznego znaczenia przytoczony tu zostaje w pełnym brzmieniu. Z listu wynika, że drugiego dnia rozprawy Höss otrzymał od „narzeczonej” list oraz paczkę; pisał więc do „kochanej Heleny”:

„Tak więc 10 roczków uznał tutejszy Trybunał Państwowy za okres konieczny do poprawienia mnie. Na poczet kary zaliczono 1/2 roku aresztu śledczego, 1/4 roku nie wliczono nam, takimi drobiazgami Trybunał się nie zajmuje. Zatem co do samego wstrząsającego czynu; otóż był między nami w Meklemburgii niejaki Kadow, niedoszły kandydat do urzędu szkolnego, który postępował tak, jakby duszą i ciałem należał do naszej sprawy. W rzeczywistości jednak był komunistycznym szpiclem, poza tym pozostawał w dyspozycji francuskich służb szpiegowskich. Po tym, jak stał się wśród nas bardzo nielubiany– zdefraudował pieniądze, narobił długów na nazwiska kolegów, ukradł ubrania itp.– został odprawiony i zniknął bez śladu. Ponownie pojawił się w Zagłębiu Ruhry jako jeden ze zdrajców Schlagetera. 31 maja zeszłego roku przyjechał nagle w Parchim, aby zwabić kilku z nas do Zagłębia Ruhry. Chcieliśmy mu sprawić porządne lanie. Znaleźliśmy przy nim, gdy był pijany, dziennik, w którym zapisał wszystkie swoje podłe niegodziwości, znaleźliśmy też komunistyczną kartę członkowską. Można wyobrazić sobie naszą wściekłość: pięć dni wcześniej Schlageter został rozstrzelany. Wszystkie te baty, które otrzymaliśmy przez zdradę tego łotra, przez napaści komunistów na nas podczas słabo chronionych zebrań, wszystko to budziło naszą złość. Byliśmy także już dość pijani i w ogóle nie zastanawialiśmy się już nad tym, co robimy.

Wyjechaliśmy z Parchim do naszego miejsca zamieszkania w Neuhof niedaleko Parchim. W drodze [Kadow] dostał dość solidne lanie, ale cały czas nie przyznawał się. Zatrzymaliśmy się na jakiejś łące i ponownie wypytywaliśmy go. Wszystkiemu zaprzeczał i zapewniał, że jest niewinny. Nasza złość przerodziła się we wściekłość, nikt nie zwracał już uwagi, jak ani czym bije. Kadow upadł. Co było robić. Z szosy skręciliśmy do lasu. Inni zawlekli go w zarośla, ja zostałem przy koniach. Potem wydarzyło to, co najgorsze w tej sprawie. Jeden człowiek wpadł w szał, jak obłąkany rzucił się na leżącego na ziemi Kadowa i przeciął mu gardło. Drugi oddał dwa strzały w jego czaszkę.

Następnego ranka [Kadow] został pogrzebany w gąszczu leśnym. Jeden bezrobotny facet obecny przy tym wydarzeniu zniknął z naszego grona i pojechał do Berlina. W nadziei na uzyskanie pieniędzy zawiadomił o całej sprawie redakcję «Vorwärts».

Potem następowało aresztowanie za aresztowaniem. Uciekłem na Śląsk, ale w wyniku zdrady pewnego komunisty, który znał mnie wcześniej, zostałem aresztowany w Kaiserswaldau [obecnie Piastów– przyp. tłum.] o godzinie 3.30 rano, gdy byłem jeszcze w łóżku. Potem jak jakiś Sternickel albo Grossmann transportowany byłem do Lipska– osądź to sama! Można mi było zarzucić najwyżej ciężkie uszkodzenie ciała.

Mój obrońca (radca sądowy Dr. Hahn z Berlina) liczył się najwyżej z 3 latami. Ale nie, oskarżenie brzmiało: umyślne morderstwo, co zostało jednak przez wysoki sąd zamienione– po trwającym cztery dni procesie– na współudział w zabójstwie. Odrzucono przy tym wszystkie okoliczności łagodzące. Zatem 10 lat ciężkiego więzienia z powodu «ogromnego oburzenia», jakie czyn ten wywołał we wszystkich kręgach społecznych.

Od 9 kwietnia jestem tutaj w więzieniu. Praca. Wyplatanie z łyka (60 metrów dziennie). Każdy z moich kompanów osadzony w innym budynku. Umieszczenie w jednym mogłoby sprowadzić nieszczęście na Republikę. Ale dużo może się jeszcze zmienić. Tu jest chyba cały motłoch. Komuniści, separatyści, zdrajcy stanu, zdrajcy wojenni, zdrajcy kraju, szpiedzy i jeszcze więcej tym podobnych.

Co chwila rozbrzmiewa Międzynarodówka. Wszyscy mają nadzieję na amnestię. Ja nie, dla ludzi Rossbacha i w ogóle dla działaczy volkistowskich nie ma litości. Według poglądu wszystkich– z wyjątkiem naszych kompanów i tych, którzy nas znają– jesteśmy wyrzutkami ludzkości. Nie obchodzi mnie to. Nie robię sobie nic ze zdania innych, zawsze tak było. Ufam naszej sprawie, mojemu Führerowi i moim kompanom.

Będzie, co ma być– my pozostaniemy tacy sami– także w ciężkim więzieniu.

Mnie to nie hańbi.

Co słychać u Ciebie? U was w Mannheim!

W tamtejszych gazetach nasz niegodziwy czyn z pewnością też był wałkowany. W lipskich gazetach byliśmy nawet odrysowani. Duży honor! Mam nadzieję, że moje siostry nie dowiedziały się o tym.

Serdecznie pozdrawiam Rudi”52.

Zajęcie w areszcie: wyplatanie z łyka

W swoich Notatkach autobiograficznych Höss podaje, że podczas pierwszych dwóch lat pobytu w więzieniu co kwartał wolno mu było otrzymać– względnie wysłać– jeden list53. Z akt więziennych wynika jednak, że nie co kwartał, ale co dwa miesiące mógł taki list napisać i otrzymać. Po dwóch latach uzyskał wiele ulg w warunkach odbywania kary; mógł odtąd pisać co miesiąc i otrzymywać tyle listów, ile nadejdzie. Wolno mu też było zamawiać książki, a światło w jego celi gaszono o godzinie 22.00. W czwartym roku pobytu w więzieniu uchylono Hössowi obowiązek pracy. Teraz jego wynagrodzenie za pracę wynosiło 8 fenigów dziennie, mógł też pisać listy co dwa tygodnie. Jak wynika z „Wykazu okresów zatrudnienia, braku zatrudnienia, aresztów, chorób itp.”, podczas pobytu w zakładzie karnym Höss większość czasu przebywał w areszcie odosobnionym54, a w kwietniu 1924 roku jego zajęciem było wyplatanie z łyka, wielokrotnie też musiał wykonywać prace krawieckie na rzecz innych więźniów; tak było w kwietniu 1925 i w kwietniu 1926 roku. W 1927 roku Höss został przydzielony do pracy w „budynku gospodarczym”, tzw. Effektenkammer55 [magazyn mienia i dokumentów należących do więźniów– przyp. tłum.]. Miejsce to nazywał „składnicą informacji zakładu karnego”. W listopadzie 1927 roku został obwiniony o pomoc przy przemycaniu listów z więzienia. Jeden spośród przeszmuglowanych listów skierowany był do gazety, inny do pruskiego parlamentu (Landtagu). W protokole z 27 listopada 1927 roku Höss odpierał stawiany mu zarzut. W wymienionych listach twierdzono, że on– Höss– oraz jeszcze jeden więzień „w nocy w naszej celi przyjmowali kobiety i odbywali z nimi stosunki płciowe”. W listach tych miało być też napisane, że czterej wymienieni z nazwiska więźniowie– wśród nich także Höss– „oddawali się praktykom homoseksualnym między sobą”. Jeden ze współwięźniów miał próbować ustalić bliższe szczegóły i donieść o tym władzom więzienia tylko po to „aby zakład karny był poinformowany”56. Kierownictwo więzienia pismem odręcznym zdecydowało, że przebieg zdarzenia ma zostać ponownie przedstawiony za tydzień, po „dyskretnych dochodzeniach”. Sprawa jednak rozeszła się po kościach.

W dotychczasowych rozważaniach nie było jeszcze mowy o tym, że Höss jako główny uczestnik „parchimskiego mordu kapturowego” skazany został 1 czerwca 1926 roku przez sąd krajowy w Schwerin na płacenie, od 1 sierpnia 1926 roku, miesięcznej renty w wysokości 30 Goldmark (złotych marek) mieszkającej w hanzeatyckim mieście Wismar matce zamordowanego Waltera Kadowa. 1 października 1926 roku pani Kadow poinformowała więzienie w Brandenburgu o tym wyroku, jednocześnie zapowiedziała, że teraz „wystąpi przeciwko skazanemu na drogę przymusowej egzekucji” wspomnianego wyroku57. Kierownictwo więzienia nie mogło jednakże dać pani Kadow jakiejkolwiek nadziei na wyegzekwowanie przedstawionego przez nią tytułu sądowego: „Osadzony tutaj Rudolf Höss nie dysponuje żadną gotówką. Wpływające wynagrodzenia za pracę nie podlegają zajęciu w drodze przymusowej egzekucji, ponieważ staną się one jego własnością dopiero w chwili wręczenia przy zwolnieniu [z zakładu karnego]”58. Gdy Höss wyszedł na wolność, o płaceniu renty nie było już mowy.

Zasługuje na uwagę fakt, że poza aktami dyrekcji więzienia, przechowywanymi w Brandenburskim Głównym Archiwum Krajowym (Brandenburgisches Landeshauptarchiv), nie ma żadnych innych dokumentów dotyczących skazania Hössa. W Głównym Archiwum Krajowym w Schwerin (Landeshauptarchiv Schwerin) mówi się, że liczne dokumenty zniknąć miały w wyniku działań wojennych i późniejszego nieodpowiedniego ich przechowywania.

Odrzucone prośby o ułaskawienie

„Nie liczę już również na to, że wyjdę stąd przed upływem dziesięciu lat. Z nadzieją ufam, że «resztę» mojej kary przetrwam w dobrym zdrowiu fizycznym i psychicznym. Zastanawiałem się już nad moją dalszą pracą: języki, dokształcenie zawodowe. Myślałem o wszystkim, tylko nie o uwolnieniu”– takie stwierdzenie można przeczytać w zapiskach Hössa.

„A zwolnienie przyszło w ciągu jednej nocy! W Reichstagu znalazła się nagle i nieoczekiwanie większość złożona z najskrajniejszej prawicy i najskrajniejszej lewicy, które były w jednakowym stopniu zainteresowane uzyskaniem zwolnienia dla swoich więźniów politycznych. Prawie bez przygotowania uchwalona została amnestia polityczna i wraz z wieloma innymi również ja znalazłem się na wolności”59.

W czasie pobytu w więzieniu Höss kierował do prezydenta Rzeszy liczne prośby o ułaskawienie. Były one jednak konsekwentnie odrzucane. Znajdował przy tym wsparcie ze strony skrajnej prawicy. W jednej z próśb skierowanych do ministra sprawiedliwości Oskara Hergta z 5 września 1927 roku pisano na przykład:

„Podchorąży w stanie spoczynku Rudolf Höss skazany został 15 marca 1924 roku na karę 10 lat więzienia z powodu ciężkiego uszkodzenia ciała i zabójstwa. Na poczet kary zaliczony został mu okres sześciu miesięcy pobytu w areszcie śledczym, tak więc w październiku tego roku upłyną 4 lata, zatem niemal połowa orzeczonej kary. Prosimy zatem Waszą Ekscelencję, aby zechciała poprzeć u prezydenta Rzeszy działania zmierzające do ułaskawienia Rudolfa Hössa”60.

Julius Friedrich Lehmann, szef monachijskiego wydawnictwa Lehmanns Verlag, zwrócił się 18 kwietnia 1928 roku do ministra sprawiedliwości Hergta i w wystosowanym piśmie zachwalał więźnia: „Pan Höss jest całkowicie dobrym człowiekiem”61.

Niedługo później, na posiedzeniu z 15 czerwca 1928 roku, Reich­stag debatował nad kwestią amnestii dla więźniów politycznych. Rzecznikiem przyjęcia tego rozwiązania był przede wszystkim meklemburski poseł Friedrich Everling z Deutschnationale Volkspartei (Niemiecka Narodowa Partia Ludowa)62. Poseł ten nazywał członków licznych freikorpsów „żołnierzami”, którzy wykonując swoją służbę, co najwyżej nieumyślnie spowodowali śmierć, nigdy jednak nie dopuściliby się „mordu kapturowego”. Everling znalazł wsparcie u Wilhelma Fricka, posła do Reichstagu z ramienia NSDAP, a od 1933 roku ministra spraw wewnętrznych Rzeszy. Frick oburzał się, że prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg mógłby ułaskawić około tuzina osadzonych w ciężkich więzieniach i tam „cierpiących tak zwanych morderców kapturowych”, ale słuchając rady ministra sprawiedliwości Hergta, nie czynił tego.

„Należy w tym miejscu nadmienić przede wszystkim przypadek Hössa i Pfeiffera. Chodzi o tak zwany mord kapturowy z Meklemburgii, który sięga czasów inflacji i okresu biernego oporu w Zagłębiu Ruhry. Zdrajca Kadow, który został wtedy unieszkodliwiony, sam przyznał– według informacji jednego z uczestników zdarzenia– że oddał Schlagetera w ręce Francuzów.

Z powodu takiego zdrajcy do dnia dzisiejszego siedzą w ciężkim więzieniu niemieccy mężczyźni, właśnie wspomniany Höss i Pfeiffer, a narodowoniemiecki minister do tej pory nie znalazł powodu, aby obu ich ułaskawić, co mógłby uczynić w każdej chwili”63.

Narodowi socjaliści żądali amnestii generalnej „ponieważ tak zwane mordy kapturowe symbolizują ogromny skandal prawny”. Symptomatyczne, że Frick twierdził, iż „ta heca z mordem kapturowym została zlecona przez samą prasę żydowską oraz Ligę Praw Człowieka”. Pasuje to do światopoglądu Hössa, mocno już nasiąkniętego antysemityzmem. Amnestię poprzedziło wiele gwałtownych, odbywających się w atmosferze wrzawy posiedzeń Reichstagu. Komuniści żądali amnestii dla uwięzionych członków swojej partii, narodowi socjaliści dla swoich towarzyszy oraz sympatyków ich partii. Znamienne są tu wystąpienia na posiedzeniu Reichstagu z 15 czerwca 1928 roku.

Przedterminowe zwolnienie

Höss został wcześniej niż oczekiwano zwolniony z więzienia. 16 lipca 1928 roku do zakładu karnego nadszedł telegram nadprokuratora o następującej treści: „Rudolf Höss 1112 j 236/23 natychmiast zwolnić z odbywania kary, jeżeli nie [będzie to] przetrzymanie”. 18 lipca 1928 nadprokurator w piśmie do kierownictwa zakładu karnego potwierdził, że „skazany Rudolf Höss na mocy ustawy amnestyjnej Rzeszy z 14 lipca 1928 roku odbył karę pozbawienia wolności złagodzoną z 10 do 5 lat więzienia”.

W protokole z trzeciego posiedzenia Reichstagu w dniu 15 czerwca 1928 roku czytamy, że późniejszy narodowosocjalistyczny minister spraw wewnętrznych Rzeszy Wilhelm Frick również wstawił się za mordercami Kadowa. „Pragnę stwierdzić, że w przypadku Kadowa także chodzi o przestępstwo polityczne po stronie prawicowej. Ludzie ci siedzą dzisiaj jeszcze w więzieniu i nie obiecano im żadnego innego złagodzenia kary poza tym, które bez jakichkolwiek trudności otrzymuje każdy pospolity przestępca, mianowicie że po odbyciu 3/4 orzeczonej kary więzienia może zostać zwolniony”.

Frick twierdził ponadto, jakoby zaszło około tuzina przypadków mordów kapturowych, gdzie sprawcy zostali skazani64. Minister sprawiedliwości Hergt odpowiedział mu, że nie jest to prawdą i że wydarzył się jeden jedyny taki przypadek, a pięciu jego uczestników nadal jest aresztowanych.

„Zabity w niniejszym przypadku nazywa się Cadow (sic); nazwisk tych, którzy jako skazani znajdują się w więzieniu, nie będę ogłaszać, nie interesują one także Wysokiej Izby. Jedynie ten konkretny przypadek od biedy mógłby zostać określony mianem mordu kapturowego. Rzeczywiście został on nazwany mordem kapturowym przez osoby, które wystąpiły do Pana Prezydenta Rzeszy z prośbą o ułaskawienie, i wyraźnie różni się [ten czyn] od tego, co rozumie się pod mianem mordu kapturowego. Absolutnie nie chodzi tu bowiem o jakąkolwiek organizację militarną ani o przypadek, w którym osądzeni sprawcy stwierdzili, jakoby z wojskowego punktu widzenia dokonali zabójstwa. Nie chodzi też w tym wypadku o to, że zabity– według wyników całkowitego postępowania, dochodzenia wstępnego i rozprawy głównej– miałby coś wspólnego ze sprawą Schlagetera, w szczególności że Schlagetera zdradził”65.

17 lipca 1928 przed Hössem otworzyły się bramy więzienne. Jako zarobek za pracę wykonywaną w czasie odbywania kary otrzymał 122,21 RM (Reichsmark) jak również 5,17 RM, które musiał od razu oddać. Po opuszczeniu więzienia pojechał do Berlina i zgłosił się pod adres Friedrichstrasse 200, gdzie rzekomo podejmowany był przez zaprzyjaźnioną rodzinę66. Mimo intensywnych dociekań i poszukiwań w Archiwum Krajowym w Berlinie (Landesarchiv Berlin) nie udało się niestety ustalić właściciela bądź najemcy tego mieszkania.

21 lipca 1928 roku Höss jeszcze raz zwrócił się do kierownictwa zakładu karnego, potrzebował bowiem odpisu lipskiego telegramu amnestyjnego, gdyż Urząd Policji Tiergarten czynił mu trudności z wystawieniem dokumentu pozwalającego na podróżowanie po kraju. Na wolności Höss uzyskał najpierw wsparcie organizacji Patriotyczna Pomoc Więźniom (Vaterländische Gefangenenhilfe), założonej w 1927 roku przez Friedricha Carla Holtza, nauczyciela korespondencji handlowej i historii patriotycznej. Organizacja ta miała na celu opiekowanie się „mordercami kapturowymi” podczas ich pobytu w więzieniu, jak również wyjednanie dla nich amnestii. Zdecydowanie antysemicki Holtz założył również czasopismo „Fridericus”, które Höss prenumerował w więzieniu.

Na uwagę zasługuje fakt, że minister propagandy Goebbels w swoich Dziennikach niejednokrotnie wymienia nazwisko Hössa, a także Gerharda Pfeiffera „mordercy kapturowego z Meklemburgii, którego właśnie zwolniono z więzienia”67. Zabrał go nawet do Wannsee. Po czterech latach udręki Pfeiffer wyglądał na bardzo zgorzkniałego– stwierdzał w Dziennikach Goebbels.

18 października 1930 roku Reichstag przyjął ustawę amnestyjną zapewniającą bezkarność sprawcom przestępstw politycznych popełnionych przed 1 września 1924 roku, jeżeli nie były one wymierzone przeciwko członkom rządu Rzeszy. Do profitentów licznych amnestii podpisywanych przez prezydenta Hindenburga zaliczał się również Hermann Göring, który po nieudanym puczu Hitlera w 1923 roku żył poszukiwany nakazem aresztowania na emigracji we Włoszech i Szwecji i któremu dopiero amnestia umożliwiła powrót do Niemiec.

Höss i Artamani

Höss wkrótce po zwolnieniu z więzienia przyłączył się do powstałego w 1924 roku Związku Artamanów. Między uczestnikami tej organizacji mogło być wielu idealistów gotowych wpłacać swoje dochody– uzyskiwane za pracę w charakterze robotników w majątkach wielkich posiadaczy ziemskich– do wspólnej kasy, zostawiając sobie jedynie nieduże kieszonkowe. Za uzyskane w ten sposób pieniądze wykupywane były duże dobra ziemskie, w dłuższej perspektywie tworzono z nich wydajne i dochodowe przedsięwzięcia, aby następnie podzielić je na gospodarstwa o przeciętnej wielkości 15 hektarów. To preferowane przez Artamanów grupowe osadnictwo w żadnym wypadku nie było gospodarką kolektywną. Tylko w kwestii rozbudowy i organizacji osad rolniczych występowano wspólnie.

Höss mówił później, że chciał pomóc „przy budowie, a w dalekiej perspektywie– chciałbym się osiedlić! Podczas długich lat w odosobnieniu mojej celi to właśnie dotarło do mojej świadomości: Istnieje dla mnie tylko jeden cel, dla którego opłaca się pracować i walczyć– to wypracowane przez samego siebie gospodarstwo rolne ze zdrową, dużą rodziną. To powinno stać się treścią mego życia, moim życiowym celem”68.

Niedługo po wyjściu z więzienia Höss nawiązał kontakt z Artamanami, którzy między innymi walczyli o wyrugowanie 130 000 polskich sezonowych robotników rolnych. W centrum uwagi Artamanów pozostawało zdrowe życie na wsi, powiązane z surowym kodeksem moralnym. W wielu punktach wyprzedzali oni narodowo­socjalistyczną ideologię: osadnictwo na Wschodzie i ponowne włączenie do Rzeszy Niemieckiej obszarów utraconych po 1918 roku na rzecz Polski stanowiły stały punkt ich programu. Do tego dochodził jeszcze surowy kodeks moralny wymagający od członków ruchu wręcz ascetycznego trybu życia. Dobrowolna surowość obyczajów, absolutna abstynencja alkoholowa i nikotynowa, „czysty stosunek do płci przeciwnej (…), dobrowolne ubóstwo i prostota pośród świata, który stał się nadmiernie materialistyczny” należały do podstawowych postulatów członków tej organizacji. Jednakże gdy przyjrzeć się, kto był Artamanem, to obraz ten relatywizuje się. Do ruchu należał na przykład Richard Walter Darré– w Trzeciej Rzeszy Reichsbauernführer i minister Rzeszy do spraw wyżywienia i rolnictwa, człowiek szerzący ideologię „krwi i ziemi”.

Höss porzucił swój dotychczasowy zawód urzędnika rolnego i rozstał się z dotychczasowym kręgiem przyjaciół i znajomych. Krótko potem poznał Hedwig Hensel, mówił o „harmonii zaufania i zrozumienia”69, a w 1929 roku ożenił się z Hedwig.

W 1934 roku Himmler zachęcał Hössa, aby wstąpił do SS. Także tutaj następują typowe dla Hössa korekty w życiorysie: 1 kwietnia 1934 roku jako kandydat wstąpił do SS, a 20 kwietnia 1934 awansował do stopnia sturmmanna. Przesłuchującym go Brytyjczykom zeznał natomiast, że już w roku 1933 na terenie majątku ziemskiego Sallentin na Pomorzu sformował grupę konnicy Reiter-SS. Z dokumentów osobowych Hössa przechowywanych w Archiwum Federalnym Berlin-Lichterfelde wynika, że w okresie od 20 września 1933 do 10 czerwca 1934 roku należał już do „Sturm2/R/5 w Stargardzie na Pomorzu”. Przy okazji inspekcji majątku ziemskiego przybyły tu Himmler– który znał już Hössa ze Związku Artamanów– zwrócił teraz na niego uwagę i nakłonił do przejęcia administracji obozu koncentracyjnego.

W urzędowej kartotece meldunkowej miasta Dachau jako data sprowadzenia się małżeństwa Hössów do tego miasta figuruje 1 stycznia 1935 roku70. Jako stanowisko Hössa podane zostało „SS-Scharführer”. W kartotece meldunkowej znajduje się także odręczna adnotacja:

„Karany: z powodu ciężkiego uszkodzenia ciała i dokonanego zabójstwa skazany przez Sąd Rzeszy do Ochrony Republiki w Lipsku 15.03.1924 roku na 10 lat pozbawienia wolności. Umorzenie 17.07.1928 na mocy ustawy amnestyjnej z 14.07.1928”.

Poza tym odnotowano, że 31 stycznia 1935 roku komisariat policji w Mannheim poinformował, iż siostra Hössa, Maria Luise Höss, otrzymała dokument potwierdzający obywatelstwo 13 sierpnia 1927 roku. Zgodnie z informacjami zawartymi w kartotece meldunkowej Dachau rodzina Hössów przeniosła się do Sachsenhausen-Oranienburg 5 maja 1939 roku.

Na okres ich pobytu w Dachau przypadają narodziny syna Hössa, Hansa-Jürgena, co udokumentowane zostało 1 maja 1937 roku w urzędzie stanu cywilnego Etzenhausen pod numerem rejestrowym 7/1937.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

Wstęp

Kłamstwa Rudolfa Hössa

Osobowość

Höss i SS

Cynik

Höss i współsprawcy

Höss jako szef Urzędu D I

I.G. Farben-Werk Auschwitz

Po upadku

Suplement

Podziękowanie

Skróty

Wskazówka odnośnie do cytatów

Chronologia

Stopnie służbowe SS i Wehrmachtu (1934–1945)

Dane dotyczące obozu koncentracyjnego Auschwitz

Archiwa

Wybrana literatura

13 BArch, R 3003, Fememord-Prozess, zeznanie Hössa przed sądem Rzeszy, Lipsk, 28 sierpnia 1923.

14 Wilhelm Kreutz we współpracy z Sarą Kettner, Die Klasse Höss. Ein Projekt von Schülern der Klassenstufe 12 im Schuljahr 2005/2006, w: 200 Jahre Vereinigtes Grossherzogliches Lyceum – Karl-Friedrich-Gymnasium Mannheim, str. 165–174.

15 Höss Rudolf, Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego, przeł. Wiesław Grzymski, Kraków 2003, str. 11.

16 Tamże, str. 11.

17 Gustave M. Gilbert, Nürnberger Tagebuch. Gespräche der Angeklagten mit dem Gerichtspsychologen, wyd. 14., Hamburg 2012, str. 259 i następne.

18 Tamże.

19 Höss Rudolf, Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego, przeł. Wiesław Grzymski, Kraków 2003, str. 11.

20 Tamże, str. 11.

21 Tamże, str. 40 i następna.

22 Freikorps Rossbach został utworzony na rozkaz gubernatora twierdzy Graudenz-Prusy Zachodnie przez dwudziestopięcioletniego wówczas podporucznika Gerharda Rossbacha (1893–1967) z pozostałości oddziału szkoleniowego Maschinengewehr-Lehrkommando. Do sylwestra 1918/19 oddział Rossbacha stacjonował na południu okręgu Strasburg w Prusach Zachodnich w ramach Grenzschutz Ost (Straży Granicznej Wschód). 19 października 1919 roku Freikorps wyruszył do krajów nadbałtyckich. Stanowił tam wsparcie dla atakowanych oddziałów Rosyjskiej Ochotniczej Armii Zachodniej oraz Dywizji Żelaznej, następnie został zaangażowany na froncie nad Dźwiną. Po powrocie do Rzeszy Rossbach otrzymał rozkaz rozwiązania swojego korpusu w Ratzenburgu (Meklemburgia). Większość jego ludzi pozostała jednak na terenie Prus Wschodnich, podejmując pracę w przedsiębiorstwach mających stanowić przykrywkę dla nielegalnego istnienia oddziału. Po ponownym rozwiązaniu 20 maja 1920 roku większość oddziałów ulokowano w gospodarstwach rolnych na terenie Meklemburgii i Pomorza.

23 Joseph Goebbels, Die Tagebücher, Teil I, Aufzeichnungen 1924–1941, Monachium 1999, wpis z 13 maja 1926, str. 80.

24 F.W. von Oertzen, Die deutschen Freikorps 1919–1923, 6. wyd., Monachium 1939, str. 104 i następne.

25 Höss Rudolf, Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego, przeł. Wiesław Grzymski, Kraków 2003, str. 20. BArch, R3003, Sąd Rzeszy w Lipsku. Proces Hössa i innych.

26 BArch, R 3003, rezultat wstępnego dochodzenia. Prokurator Rzeszy, Lipsk, 19 lutego 1924.

27 Tamże.

28 Tamże.

29 Tamże.

30 Landeshauptarchiv Schwerin (Główne Archiwum Krajowe w Schwerin. 10.9-H/8 Nachlass Hildebrandt, Friedrich Karl, nr 104 (Schutzverfilmung [mikrofilm] str. 138).

31 Tamże.

32 Jean-Claude Pressac, Die Krematorien von Auschwitz: Die Technik des Massenmordes, Monachium, 1994, str. 12.

33 Rudolf Höss, Kommandant in Auschwitz. Autobiographische Aufzeichnungen, w miejscu wskazanym, str. 52.

34 BArch, R 3003 Pismo Hössa do pani prof. Härtel, Brandenburg, 25 marca 1928.

35 Höss, Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego, przeł. Wiesław Grzymski, Kraków 2003, str. 22.

36 Tamże, str. 28.

37 Tamże, str. 29 (podkreślenie w oryginale).

38 Tamże, str. 32.

39 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr. 6691, pismo naczelnego prokuratora do dyrekcji zakładu karnego, Lipsk, 1 kwietnia 1924.

40 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, formularz informacyjny Hössa, Brandenburg, 22 kwietnia 1924.

41 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, notatka dyrektora zakładu karnego, Brandenburg, 4 czerwca 1924.

42 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo Schnütgena do zarządu zakładu karnego, Neuhof, 11 czerwca 1924.

43 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo nadprokuratora do zakładu karnego, Lipsk, 13 lutego 1925.

44 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo Beckmanna do kierownictwa więzienia, Kalsow, 25 października 1924.

45 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo kierownictwa więzienia do Beckmanna, Brandenburg, 1 listopada 1924.

46 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo Rossbacha do kierownictwa zakładu karnego, Monachium, 3 marca 1926.

47 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo kierownictwa zakładu karnego do Rossbacha, Brandenburg, 10 marca 1926.

48 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo Rossbacha do kierownictwa zakładu karnego, Monachium 1 kwietnia 1926.

49 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo kierownictwa zakładu karnego do E. Heinsa, Monachium, Brandenburg, 19 czerwca 1926.

50 Rossbach założył towarzystwo sportowe Spielschar Ekkehard, możliwe, że w przypadku szkoły sportowej Sportschule Ekkehard chodziło o tę samą instytucję.

51 Höss, Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego, przeł. Wiesław Grzymski, Kraków 2003, str. 29.

52 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo Hössa do Helene Huber, Mannheim, Brandenburg, 19 czerwca 1924.

53 Rudolf Höss, Kommandant in Auschwitz. Autobiographische Aufzeichnungen, w miejscu wskazanym, str. 66.

54 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, wykaz okresów zatrudnienia, braku zatrudnienia, aresztu, chorób itp.

55 Rudolf Höss, Kommandant in Auschwitz. Autobiographische Aufzeichnungen, w miejscu wskazanym, str. 72.

56 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, zeznanie Hössa, Brandenburg, 28 listopada 1927.

57 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo pani Kadow do kierownictwa zakładu karnego, Wismar, 1 października 1926.

58 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691, pismo kierownictwa zakładu karnego do pani Kadow, Brandenburg, 6 października 1926.

59 Höss, Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego, przeł. Wiesław Grzymski, Kraków 2003, str. 34.

60 BArch, R 3003, prośba o ułaskawienie Hössa z 5 września 1927.

61 BArch, R 3003, pismo Lehmanna do ministra sprawiedliwości Hergta, Monachium, 18 kwietnia 1928.

62 Bayerische Staatsbibliothek (Bawarska Biblioteka Państwowa), Münchener Digitalisierungs-Zentrum (Monachijskie Centrum Digitalizacji), obrady Reichstagu, Bd. 423.1928, protokół posiedzenia z 13 czerwca 1928, str. 15 i następne.

63 Tamże.

64 Tamże.

65 Tamże.

66 Landeshauptarchiv Brandenburg (Główne Archiwum Krajowe Brandenburgii), Rep 29 Brdbg, Nr 6691 oraz Rudolf Höss, Kommandant in Auschwitz. Autobiographische Aufzeichnungen, w miejscu wskazanym, str. 75.

67 Fröhlich Elke (wyd.), Dzienniki Josepha Goebbelsa, część I, Notatki 1924–1941, tom I, 27.06.1924–31.12.1930, wpis z 19.07.1928, str. 247.

68 Rudolf Höss, Kommandant in Auschwitz. Autobiographische Aufzeichnungen, w miejscu wskazanym, str. 76 (uwypuklone w oryginale). Patrz także: Manfred Deselaers, Perspektive der Täter. Das Beispiel des Kommandanten Rudolf Höss, w Dialog an der Schwelle von Auschwitz, Kraków 2003.

69 Rudolf Höss, Kommandant in Auschwitz. Autobiographische Aufzeichnungen, w miejscu wskazanym, str. 77.

70 Archiwum Miejskie w Dachau (Stadtarchiv Dachau), urzędowa kartoteka meldunkowa.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Rudolf Höss. Komendant obozu Auschwitz Werwolf. Ostatni zaciąg Himmlera Bormann. Pierwszy po bestii 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Czapkins Becoming Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi