Tajemnice psiego umysłu

Tajemnice psiego umysłu

Autorzy: Stanley Coren

Wydawnictwo: Galaktyka

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 306

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 4.24 zł

W książce Tajemnice psiego umysłu autor odpowiada na wiele nurtujących pytań dotyczących słuchu, węchu, czucia, smaku, a także osobowości, świadomości i u miejętności psów. Opowiada o tym, przytaczając wiele ciekawych anegdot i przedstawiając wyniki badań naukowych. W wyniku swoich obserwacji dochodzi do wielu interesujących wniosków.

Większość wielbicieli psów traktuje swoich czworonożnych przyjaciół jak członków rodziny, a co za tym idzie, uważa, że psy czują, rozumieją i myślą tak, jak ludzie. Podobnie sądzi Stanley Coren profesor psychologii, miłośnik i hodowca psów z wieloletnim doświadczeniem. Autor odpowiada na wiele nurtujących pytań dotyczących słuchu, węchu, czucia, smaku, a także osobowości, świadomości i umiejętności psów. Opowiada o tym, przytaczając wiele ciekawych anegdot, przedstawia wyniki swoich badań, często mówi o zachowaniach swoich własnych podopiecznych.

W wyniku swoich obserwacji dochodzi do następujących wniosków:

- Psy rozumieją otaczający je świat i odbierają zeń informacje.

- Psy uczą się i zmieniają swoje zachowania w zależności od warunków.

- Psy posiadają pamięć i potrafią rozwiązywać pewne problemy.

- Wczesne doświadczenia w okresie szczenięcym mogą kształtować zachowania dorosłych psów.

- Psy posiadają uczucia.

- Każdy pies posiada odrębną osobowość, a różne rasy mają różny temperament.

- Społeczne współdziałania, w tym zabawa, są dla psów bardzo ważne.

- Psy porozumiewają się i między sobą i z ludźmi.

Stanley Coren zajmuje się także problemem „szóstego zmysłu” u psów. Opowiada o zdarzeniach, które mogłyby sugerować, że nasi czworonożni przyjaciele go posiadają.

Tytuł oryginału: How Dogs Think. Understanding the Canine Mind

Pierwsze wydanie opublikowało wydawnictwo:

Free Press a Division of Simon & Schuster, Inc.

1230 Avenue of the Americas, New York, NY 100020

Copyright © 2004 by SC Psychological Enterprises, Ltd.

All rights reserved.

ISBN wydania oryginalnego 0-7432-2232-6

© Wydawnictwo Galaktyka, spółka z o.o., Łódź 2008

90-562 Łódź, ul. Łąkowa 3/5

tel. 639 50 18, 639 50 19, tel./fax 639 50 17

e-mail: info@galaktyka.com.pl; www.galaktyka.com.pl

ISBN 978-83-7579-014-6

EPUB 978-83-7579-471-7

MOBI 978-83-7579-470-0

Przekład z języka angielskiego: Anna Redlicka

Projekt okładki: Cezary Twardowski

Fotografia na okładce: Tomasz Gmerek

Redaktor: Karolina Kozera

Korekta: Aneta Wieczorek

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl

Księgarnia internetowa!!!

Pełna informacja o ofercie, zapowiedziach i planach wydawniczych

Zapraszamy

www.galaktyka.com.pl

e-mail: info@galaktyka.com.pl, sekretariat@galaktyka.com.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna częœć niniejszej publikacji nie może być reprodukowana ani wykorzystana w jakiejkolwiek formie, ani w jakikolwiek sposób – elektroniczny, chemiczny lub mechaniczny, przez kopiowanie oraz przechowywanie w systemach informacyjnych, bez pisemnej zgody Wydawcy.

Tę książkę dedykuję Odinowi i Wizard.

Zawsze będę tęsknił za ich obecnoœcią,

zmyœlnymi figlami i miłoœcią,

jaką nas hojnie darzyły.

Spis treści

Przedmowa

Rozdział 1. Umysłowość psa

Rozdział 2. Zbieranie i przetwarzanie informacji

Rozdział 3. Wsłuchać się w życie

Rozdział 4. Wącham, więc jestem

Rozdział 5. To sprawa smaku

Rozdział 6. Dotykanie świata

Rozdział 7. Szósty zmysł?

Rozdział 8. Szkic osobowości

Rozdział 9. Wczesne nauki

Rozdział 10. Osobowość psa

Rozdział 11. Rozwój emocjonalny

Rozdział 12. Rozwój umiejętności

Rozdział 13. Społeczne aspekty nauki

Rozdział 14. Artyści czy naukowcy?

Rozdział 15. Pomarszczony umysł

Rozdział 16. Psia świadomość

Posłowie

PRZEDMOWA

CZY PSY MYŚLĄ? Czy w ich umyśle powstaje, podobnie jak w naszym, myślowo przetworzony obraz świata? Czy są świadome siebie na nasz ludzki sposób? Czy targają nimi podobne jak nami emocje? Czy są zdolne do prawdziwych uczuć? I, na koniec, czy w porównaniu z nami – są inteligentne? Wystarczy postawić to pytanie naukowcom zajmującym się zagadnieniami behawioru oraz filozofom, by wywołać gorącą, trwającą wiele godzin dyskusję.

Co prawda, paleontolodzy dawno temu dowiedli, że psy i ludzie wiodą wspólny żywot od co najmniej 140 stuleci, jednak ciągle istnieje wiele sprzecznych opinii na temat umysłu tego czworonoga. Ba, są i tacy, którzy podają w wątpliwość to, czy pies ma w ogóle jakiś umysł. Dla niektórych ludzi pies to nic innego, jak pokryta futrem, bezmyślna, ożywiona maszyna. Dla innych zaś to maleńki człowieczek w psim ciele.

Wielu właścicieli psów sądzi, że czworonogi te posiadają tak inteligencję, jak i świadomość. Tylko z jakichś nieznanych przyczyn nie zawsze je okazują. To przekonanie znakomicie oddaje ludowe podanie pochodzące z Zimbabwe, według którego psy są nie tylko niezwykle mądre, ale także potrafią mówić. Milczą jednak z własnego wyboru. Tamtejsza legenda głosi, że bohaterski Nkhango zawarł układ z psem o imieniu Rukuba. Jeśli Rukuba wykradnie ogień bogu Nyamurairi, ludzie na zawsze pozostaną wiernymi przyjaciółmi psów. Zwierzak wywiązał się z umowy. Potem Nkhango poprosił go o pomoc podczas polowania na niebezpieczne zwierzęta, pilnowanie ludzkich siedzib, pasienie stad bydła i wsparcie w rozmaitych niebezpiecznych przedsięwzięciach. Na koniec człowiek zażądał, aby pies został jego posłańcem. Tego było Rukubie za wiele. Przyniósłszy ludziom ogień, wyobrażał sobie, że teraz jego jedynym zajęciem będzie wypoczynek w cieple ogniska, a tu nowym żądaniom nie było końca. Rukuba pomyślał: „Jestem bardzo bystry i umiem mówić, ludzie zaczną mnie stale posyłać to tu, to tam, żebym przekazywał ich głupie wiadomości. A kiedy przestanę mówić, nie będę mógł być posłańcem”. I zamilkł. Dlatego właśnie psy milczą po dziś dzień. Z własnego wyboru.

Nawet ludzie wykształceni, o których mówi się, że są „na poziomie”, mają dziwaczne poglądy na temat zdolności umysłowych psów. Przedstawił mi je pewien prawnik, zaangażowany w jeden z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych procesów sądowych w USA. Historia morderstwa Nicole Brown Simpson i jej przyjaciela – Rona Goldmana, a potem aresztowania i procesu znanego sportowca i aktora – O.J. Simpsona jest doskonale znana. Mniej wiemy o fakcie, że w tej historii miał swój udział także pies, akita inu, o imieniu Kato, należący do Nicole. Kato pojawił się w tym zdarzeniu, jeden z sąsiadów słyszał bowiem przeraźliwe wycie psa, a zobaczywszy krew na jego łapach, pomyślał, że pies zrobił sobie krzywdę. Kiedy postanowił odprowadzić go do Nicole, Kato pociągnął go w stronę garażu. W ten sposób ów sąsiad odkrył ciała. Wielu ludzi było przekonanych, iż pies widział zabójcę, i chcieli tę wiedzę wykorzystać. Pewnego ranka, kiedy proces O.J. Simpsona był już w toku, otrzymałem telefon od jednego z zaangażowanych weń prawników. Oferował mi ogromne pieniądze za przyjazd do Los Angeles. Miałem tylko spotkać się z Kato i skłonić go do zidentyfikowania mordercy. Próbowałem tłumaczyć temu prawnikowi, że zdolności umysłowe psa są porównywalne ze zdolnościami dwuletniego dziecka. Czy zatem spodziewałby się, że dwulatek, który nie w pełni rozumie znaczenie śmierci, a w dodatku ma dosyć ograniczone możliwości językowe, będzie zdolny wypowiedzieć się na temat zdarzenia, które miało miejsce dziewięć miesięcy wcześniej? „Ale – nalegał – proszę chociaż przyjechać i spróbować coś z niego wyciągnąć”. Zapomniałem, że niektórzy prawnicy mają dosyć ograniczone poczucie humoru i wypaliłem: „To znaczy, mam go zmusić, żeby szczeknął raz, gdy odpowiedź brzmi »tak«, a dwa razy, gdy »nie«?”. W słuchawce usłyszałem pełne zachwytu: „Tak, właśnie tak. Może pan to zrobić?”.

Ta książka to moja próba wyjaśnienia wszystkim, nawet prawnikom, w jaki sposób rozumują psy. Aby zrozumieć umysł tego czworonoga, musimy najpierw dowiedzieć się, jak pojmują one otaczający go świat oraz do jakiego stopnia zostało genetycznie „zaprogramowane” jego psie zachowanie, a także dowiedzieć się, w jaki sposób psy uczą się i przystosowują swoje działania do zmieniających się warunków. Zajmiemy się wieloma problemami, które powinny zainteresować każdego, kto ma do czynienia z tymi czworonogami. Poznamy osobowość różnych ras psów i dowiemy się, jak wczesne doświadczenia mogą wpływać na zmiany w ich temperamencie. Zajmiemy się także zmianami zachodzącymi w umysłowości psa w trakcie jego dojrzewania. Rozważymy nawet najdziwaczniejsze pytania, jakie niektórzy ludzie zadają w odniesieniu do tych zwierząt: czy mają one zmysł artystyczny, mogą rozumieć matematykę, mają zdolności postrzegania pozazmysłowego, potrafią przewidywać trzęsienia ziemi albo diagnozować nowotwory u ludzi? Książka ta bazuje na najnowszych, bardzo interesujących badaniach naukowych, które pozwolą nam głębiej wniknąć w życie umysłowe naszych kosmatych przyjaciół. Czytając ją, nieraz będziecie zaskoczeni, dowiadując się o takich zdolnościach swoich ulubieńców, o jakie nigdy ich nie podejrzewaliście. Przeżyjecie też rozczarowania, odkrywając, że niektórych zdolności psy absolutnie nie posiadają, choć gotowi byliście przysiąc, że je mają. Być może, dzięki tej książce, uda wam się lepiej zrozumieć własnego psa, porozumieć się z nim, a nawet tak ukształtować jego osobowość, aby bardziej przystawała do waszego codziennego życia. Znajdziecie tu także interesujące dane i fascynujące historie ilustrujące sposób myślenia psów, które dostarczą wam argumentów w dyskusjach o umyśle tego czworonoga, nawet w towarzystwie behawiorystów i filozofów.

Na koniec chciałbym podziękować mojej mądrej, kochającej żonie, Joan, która dzielnie przedzierała się przez wstępne szkice tej książki, służąc mi radą i pomocą.

ROZDZIAŁ 12

Rozwój umiejętności

DLA WIĘKSZOŚCI Z NAS UCZENIE SIĘ to po prostu nabywanie umiejętności, takich jak: jazda na rowerze, rozwiązywanie zadań matematycznych albo poznawanie zasad savoir-vivre’u. Przyswajanie tych umiejętności to forma nauki, bazująca na indywidualnych doświadczeniach, co naukowo nazywa się warunkowaniem operacyjnym. Większość działań i reakcji wyzwalanych jest poprzez sygnały, których doświadczamy; postrzegamy więc proces nauki jako sekwencję: „bodziec – reakcja – rezultat”. Akcje i zachowania mogą być proste lub złożone, a w rezultacie nabywamy pożądanych umiejętności bądź unikamy niebezpiecznych sytuacji. Nauczywszy się jeździć na rowerze, możemy pojechać tam, gdzie chcemy, ucząc się matematyki, zdobywamy lepsze oceny, a wiedza o tym, że dotykanie płomienia świecy może spowodować oparzenie, pozwala nam uniknąć nieprzyjemnego bólu.

Podstawowe zasady leżące u podstaw warunkowania operacyjnego są raczej proste, ale to wcale nie znaczy, że łatwo je zastosować w szkoleniu psów. Przecież reguły gry na pianinie też do trudnych nie należą – wystarczy naciskać odpowiednie klawisze w określonej kolejności – ale mistrzowskie opanowanie gry na tym instrumencie zajmuje lata i nie każdemu się udaje. Podstawową zasadą warunkowania operacyjnego jest to, że każde zachowanie, które jest nagrodzone, zostaje wzmocnione, a prawdopodobieństwo jego powtórzenia wzrasta. Z kolei każde postępowanie, które nie jest nagrodzone, słabnie, a szanse na jego powtórkę maleją. I to wszystko! Aby wyszkolić psa, nie potrzebujesz wiedzy o przebiegu skomplikowanych procesów neurochemicznych zachodzących w jego mózgu ani informacji o tym, w której części mózgowia zachodzą procesy odpowiedzialne za takie czy inne zachowania, które chciałbyś nagrodzić. Jeśli natomiast naprawdę chcesz wyszkolić psa, musisz nagrodzić go w odpowiednim momencie. Czasami trzeba na to poświęcić trochę czasu. Istnieją cztery podstawowe strategie, powszechnie wykorzystywane przy warunkowaniu operacyjnym: utrwalanie zachowania, kuszenie, fizyczna podpowiedź i kształtowanie. Każda ma swoje mocne i słabe strony.

Utrwalanie zachowania

Najprostsza forma szkolenia nazywana jest czasami autotreningiem (bo wydaje się, że pies uczy się sam). Utrwalanie zachowania jest jednak nazwą bardziej stosowną. W teorii ta technika jest niesłychanie prosta. Zwyczajnie czeka się, aż pies spontanicznie zrobi to, czego od niego oczekujemy, a następnie nagradza się go za to. Zobaczmy, jak to może wyglądać w praktyce: wyobraźmy sobie, że mamy szczenię o niezwykle oryginalnym imieniu Lassie. Jedynym zadaniem właściciela jest uważne obserwowanie zachowań malca. Kiedy suczka rusza w jego kierunku, mówi do niej: „Lassie, chodź tu” i szybciutko daje jej nagrodę (najlepiej smakołyk albo pochwałę i pieszczoty). Podobnie, kiedy suczka zaczyna siadać, właściciel wydaje komendę: „Lassie, siad” i nagradza ją za wykonanie zadania. Szczenię trzeba zawsze pochwalić, zupełnie jakby rzeczywiście wykonywało nasz rozkaz, a nie siadało czy przychodziło samo z siebie. Nagroda wzmacnia skojarzenie pomiędzy wypowiedzianą komendą a podjętym działaniem. Wystarczy parę powtórzeń, aby wywoływała ona określone działanie.

Słabą stroną tej techniki szkolenia jest to, że czasami trzeba wiele czasu i cierpliwości, zanim doczekamy się pożądanego zachowania, o które nam chodzi. Kiedy pies już wie, że za pewne postępki czeka na niego nagroda, zaczyna to traktować jako rodzaj gry hazardowej. Nasz pupil obstawia, jak w ruletce, za jakie zachowanie dostanie określoną nagrodę – czasami trafia, czasami nie. Nie należy natomiast mieć mu za złe, jeżeli się pomyli. Zazwyczaj skupiamy się na pierwszej zasadzie utrwalania zachowania – nagradzaniu zachowań wymaganych, aby je wzmocnić, naszej uwadze jednak nie powinna umknąć i druga, równie ważna, że za niepożądane postępowania pies nie zostanie pochwalony. Należy o tym myśleć w ten sposób: im więcej błędów popełni pies, tym bardziej będzie miał świadomość tego, czego robić nie warto, bo nie przynosi to żadnej korzyści. Na koniec będzie eliminował nieprzynoszące pożytku zachowania, na rzecz powtarzania tych, które jakiś zysk (nagrody) przynoszą. Psy naprawdę lubią tę grę, a jest ona na tyle prosta, że nawet małe dzieci szybko uczą się jej zasad i można je wciągać w proces wychowania psa. Ta technika doskonale się sprawdza w przypadku psów płochliwych, nieśmiałych, źle socjalizowanych, a nawet agresywnych, skupia bowiem ich uwagę na pożądanych zachowaniach i jednocześnie uspokaja.

Najważniejsze jest to, by nasza komenda i reakcja psa nastąpiły bez zakłóceń. Oto Lassie rusza do mnie, mówię więc: „Lassie, chodź tu” i... muszę dopiero pójść po smakołyk. Mój gwałtowny ruch może ją zatrzymać w pół kroku. Może nawet usiąść, czekając, aż przysmak trafi prosto do jej pyszczka. Pożądana sekwencja zdarzeń to: „pies rusza w twoim kierunku – nagroda – pozytywne wzmocnienie pożądanego zachowania”, zamiast tego mamy ciąg: „pies zatrzymuje się, bo oczekuje nagrody – nagroda – wzmocnienie zatrzymania się w pewnej odległości”. Dzieje się tak dlatego, że przy warunkowaniu operacyjnym nagroda wzmacnia to zachowanie, które miało miejsce tuż przed jej otrzymaniem. Potrzebujemy więc takiego pozytywnego bodźca, który nie zatrzyma pożądanego zachowania. Nagrodzić psa trzeba dokładnie w chwili wykonywania polecenia, aby je wzmocnić. Można to zrobić, dając mu jego przysmak lub wygłaszając pochwałę. Aby nagroda ta zyskała cechy nagrody natychmiastowej, wymagane jest odwołanie się do klasycznego warunkowania emocjonalnego. Powinna jednocześnie wyzwalać dobre samopoczucie, bez zakłócania podjętej akcji. Pomijając to wszystko, to właśnie pozytywne emocje związane z otrzymaniem nagrody wzmacniają pożądane zachowania.

Na początku musimy podjąć decyzję, w jaki sposób będziemy nagradzać psa. Ostatnio bardzo popularnym sygnałem nagradzającego stało się kliknięcie klikerem, ale to może być niemal wszystko – gwizdek, błysk światła, dźwięk, słowo czy co tam sobie wymyślimy. Ja najbardziej lubię pochwały wypowiadane własnym głosem, ręce wtedy mam wolne, mogę więc nimi wysyłać, w miarę potrzeby, inne sygnały. Wypowiedziane z entuzjazmem: „dobry pies!” lub „dobrze!” są najlepszą nagrodą.

Uciekając się do warunkowania, łączymy sygnał z pozytywnymi emocjami. Najłatwiej używać wtedy smakołyków. Jeśli nagrodą mają być nasze słowa: „dobry pies”, dajemy psu smakołyk tuż po ich wypowiedzeniu. Powtarzamy to wiele razy, zgodnie z regułą klasycznego warunkowania, tworząc sekwencję: „dobry pies – smakołyk – dobre samopoczucie”. Już po paru razach pies będzie nastawiał uszu i radośnie machał ogonem, słysząc te słowa. Będzie to oznaczać, że udało nam się klasycznie uwarunkować go na ten dźwięk, który odtąd będzie budził w psiaku pozytywne emocje, a może być także doskonałą nagrodą w dalszym szkoleniu.

Naukowo nazywa się to utworzeniem wtórnej nagrody, jej przeciwieństwem jest nagroda pierwotna – na przykład jedzenie. W szkoleniu używa się czasami terminu „wtórne wzmocnienie”, posługujemy się bowiem pochodnymi nagrodami zawsze wtedy, gdy chcemy wzmocnić pożądane przez nas zachowania. Większość nagród, jakimi obdarzamy ludzi, należy właśnie do wtórnych. Nagrody pierwotne są prostej, biologicznej natury – jedzenie, picie, seks. Do wtórnych, czyli uwarunkowanych, nagród zaliczamy na przykład: pieniądze, oceny szkolne, promocje, medale, tytuły. Na pierwszy rzut oka trudno czasami dostrzec, że tych wtórnych nagród zostaliśmy po prostu wyuczeni. Wystarczy jednak sięgnąć pamięcią wstecz, by dotrzeć do klasycznego warunkowania emocjonalnego. Uczenie się dla dobrych ocen, pochwał czy nagród to doskonały przykład. Matka, karmiąc swoje maleńkie dziecko, zwykle przemawia do niego. Malec, dostając jedzenie, słyszy: „dobry chłopczyk” albo „dobra dziewczynka”. Sekwencja warunkująca wygląda następująco: „pochwała (dobry) – jedzenie – pozytywne odczucia”. Słowo „dobry” staje się uwarunkowaną nagrodą wzbudzającą pozytywne odczucia. Potem słyszymy, że jesteśmy dobrzy, kiedy otrzymujemy lepsze oceny w szkole. Tworzy się nowa sekwencja: „ocena – słowo «dobry» – dobre samopoczucie”. Bardzo szybko dobra ocena sama w sobie zaczyna budzić pozytywne emocje. W tym przypadku używamy wtórnej nagrody do tworzenia kolejnej. Proces ten czasami nazywa się łańcuchowym. Często powstają dosyć długie połączenia wtórnych nagród, u podstaw których nieodmiennie leży klasyczne warunkowanie emocjonalne, bazujące na nagrodzie pierwotnej. Tak jak ludzie będą uczyć się i pracować, aby osiągnąć uwarunkowane wtórnie nagrody, tak i psy będą robiły wszystko, aby usłyszeć słowa: „dobry pies”, zwrot ten jest bowiem uwarunkowaną wtórną nagrodą wywołującą ich pozytywne emocje.

Kiedy ten rodzaj pochwały sprawnie funkcjonuje, słowa „dobry pies” albo omawiane wcześniej kliknięcie będą nam bardzo przydatne, gdy nasz pupil rozpoczyna oczekiwane przez nas działanie, które chcemy utrwalić. We wczesnej fazie dobrze jest jeszcze łączyć nagrodę wtórną ze smakowitym kąskiem, aby wzmocnić skojarzenie. Widząc, że suczka rusza w naszym kierunku, mówimy: „Lassie, chodź tu”, dodając natychmiast zwrot: „dobry pies” (nagroda wtórna). Kiedy psiak podejdzie już do nas, dajemy mu smakołyk. Niektórzy szkoleniowcy nazywają takie uwarunkowane dźwięki bodźcami pomostowymi, ponieważ stanowią one pomost pomiędzy wykonywaniem przez zwierzę określonej, pożądanej przez nas akcji a momentem, kiedy na koniec dostaje ono smakołyk. Według psów nagroda wtórna to coś w rodzaju zobowiązania, informacja, że „czeka tu na ciebie pyszny smakołyk, jeśli tylko podejdziesz dostatecznie blisko”. Jednak zgodnie z klasycznym warunkowaniem słowa „dobry pies” same w sobie są nagrodą budzącą pozytywne emocje. Dobrze jest od czasu do czasu odświeżyć te skojarzenia, dodając smakołyk do wypowiadanego określenia, ale nie znaczy to wcale, że mamy go podawać za każdym razem.

Po pewnym czasie, kiedy reakcje psa są już pewniejsze, bardziej przewidywalne, można wymagać od niego kilku dobrze wykonanych zadań, zanim na koniec damy mu smakołyk. We wcześniejszych fazach nauki wzmacnianie efektu nagrody wtórnej nagrodą pierwotną (smakołykiem) daje znakomite rezultaty. Największe znaczenie tej pierwszej tkwi w tym, że możemy ją stosować w konkretnym momencie. Można wypowiedzieć słowa „dobry pies” dokładnie w chwili podjęcia działania przez psa. A skoro nagrodą jest przyjemny ton naszego głosu, nie musisz znajdować się tuż przy psie, aby w ten sposób go wyróżnić, a pies nie musi przerywać rozpoczętego działania.

Utrwalanie zachowania to technika niezwykle użyteczna przy uczeniu psa postępowania i działań, które trudno na nim wymusić. Ja, na przykład, kiedy uczę moje pupile, by nie brudziły w domu, zabieram je na spacer znaną ścieżką. Kiedy tylko pies zaczyna się załatwiać, mówię: „szybciutko” i powtarzam to jeszcze ze dwa razy, dodając zwrot-nagrodę „dobry pies”. Kiedy załatwi on już swoje potrzeby, dostaje smakołyk. Po paru tygodniach słysząc słowo „szybciutko”, pies zaczyna obwąchiwać teren wokół siebie, szukając dobrego miejsca na załatwienie swoich potrzeb fizjologicznych. W ten prosty sposób z łatwością można kontrolować pewne delikatne aspekty związane z fizjologią.

Szkolenie przez kuszenie

Szkolenie przez kuszenie to kolejna bazująca na zachętach metoda treningowa. Nad poprzednio opisaną ma jedną zasadniczą przewagę – to ty zachęcasz swojego psa do podejmowania takiego czy innego działania, które chcesz nagrodzić, i nie musisz wyczekiwać, aż pies sam z siebie zacznie to robić. W większości przypadków pokusę stanowią smakowite kąski, ale równie dobrze może to być zabawka albo cokolwiek innego, co jest bardzo przez psa pożądane. Pies zawsze wpatruje się w to, co jest dla niego w danym momencie upragnione. Odwraca głowę, śledząc najmniejszy ruch upragnionej nagrody. Skoro za pomocą nagrody jesteś w stanie poruszyć głowę swego pupila, równie łatwo wprawisz w ruch jego całe ciało. Można więc używać tej metody do nauczenia psa rozmaitych komend („siad”, „leżeć” czy „stój”) albo do kontrolowania kierunku jego ruchu („chodź”, „obróć się”, „w lewo”, „w prawo”), a nawet do skupienia uwagi zwierzęcia na przedmiotach lub osobach, na których chcesz, żeby się skoncentrował.

Zobaczmy teraz, jak działa trening przez kuszenie. Chcemy, aby nasza Lassie nauczyła się siadać na komendę. Jeśli uda ci się zmusić jej nos do poruszenia się, z resztą ciała poradzisz sobie bez trudu. Na początek pokaż psu smakołyk. Potem unoś go powoli w górę i do tyłu. Ręka ze smakołykiem powinna wędrować wzdłuż grzbietu nosa, docierając do punktu między oczami, a następnie skierować się ku tyłowi głowy. Lassie, nie chcąc stracić z oczu pożądanej nagrody, stopniowo uniesie głowę, a na koniec automatycznie usiądzie. W tym momencie, zupełnie tak samo jak w opisywanej poprzednio metodzie, wydajesz komendę „siad”, natychmiast chwalisz psa określeniem „dobry pies” i dajesz mu smakołyk. Na koniec zwalniasz pupila, mówiąc „leć”, „jesteś wolny” albo „w porządku”, przy okazji głaszcząc go, co z czasem stanie się hasłem do zwolnienia przy każdym zakończonym ćwiczeniu. Bardzo ważne jest, aby smakołyk i nagroda wtórna pojawiły się, zanim pies wstanie, tak więc w początkowej fazie treningu musisz być naprawdę szybki. Powtarzanie tego ćwiczenia z psem raz siedzącym u twego boku, a raz przed tobą sprawi, że w krótkim czasie będzie on bezbłędnie siadał na komendę.

Kiedy pies wykonuje już dobrze to polecenie, można przejść do fazy drugiej – usunięcia pokusy. Na początek, udawaj, że masz smakołyk w dłoni, działając jednak jakbyś go miał. Po wykonaniu polecenia pies powinien otrzymać nagrodę wtórną (pochwałę „dobry pies”) i przysmak. Stopniowo zaprzestajemy wyciągania ręki w stronę psa, jakbyśmy chcieli go nagrodzić smakołykiem, aż do całkowitego wyeliminowania tego ruchu, a pies szybko zacznie reagować jedynie na komendy słowne. Następnie przechodzimy do fazy usuwania tego elementu. Czasami na koniec ćwiczenia pies otrzymuje obie nagrody, czasami zaś ograniczamy się jedynie do słownej nagrody wtórnej, aż w końcu wycofujemy się całkowicie z dawania smakołyków. Słowne pochwały powinny następować zawsze po każdym ćwiczeniu, które kazaliśmy wykonać psu na komendę, wzbudzają bowiem pozytywne uczucia, podobnie jak czyni to ulubiony przysmak.

Obie metody, utrwalania zachowań i kuszenia, należą do moich ulubionych, nie trzeba przy nich bowiem uciekać się do używania smyczy. A to utrwala w umyśle psa głębokie przekonanie, iż warto słuchać człowieka, bo przynosi to duże korzyści, nawet gdy nie jest się połączonym smyczą ze swym panem. Ba, nawet wtedy, gdy jest on oddalony. Ta świadomość jest nam niesłychanie pomocna w roztaczaniu pełnej kontroli nad psem i jego reakcjami.

Fizyczna podpowiedź

Bardziej tradycyjne metody szkolenia psów bazują na użyciu smyczy, obroży i fizycznych podpowiedzi. Większość ludzi, kiedy pomyśli o szkoleniu psów, ma przed oczami obraz właścicieli szarpiących linkę w celu przyciągnięcia psa do nogi albo ciągnących ją jedną ręką w górę, drugą dociskając zad psa, aby zmusić go do wykonania komendy „siad”. Fizyczna podpowiedź wydaje się najłatwiejszym sposobem skłonienia psa do zrobienia tego, czego od niego oczekujemy. Wygląda to racjonalnie, ponieważ zasadą tej nauki jest nagradzanie zachowań, które chcemy wzmocnić, a skoro zmusimy psa do zrobienia tego, czego od niego wymagamy, to możemy go z czystym sumieniem nagrodzić. Prawda jest jednak taka, że fizyczna podpowiedź to dosyć skomplikowana metoda i potrzeba trochę doświadczenia, aby ją prawidłowo stosować. Dobre zgranie w czasie, umiejętne obchodzenie się ze smyczą i żelazna konsekwencja są tutaj niezbędne. Opanowanie tej sztuki zabiera większości ludzi wiele czasu.

Jeśli stosować ją prawidłowo, a to oznacza – z dobrym wyczuciem czasu oraz z absolutnym spokojem, delikatnie i bez stwarzania zagrożenia – metoda fizycznych podpowiedzi może zadziałać. Dodatkową korzyścią jest to, że przy takim treningu właściciel nieustannie dotyka psa rękami, a dobry dotyk w istotny sposób wzmacnia więź pomiędzy nimi. Niestety, gdy właściciel nie ma zbyt wiele doświadczenia w stosowaniu tego typu szkolenia, nie korzysta z niego w sposób prawidłowy.

Powiedzmy to sobie szczerze – ostre szarpnięcie smyczą jest bardzo nieprzyjemne. Jeśli zatem używamy takiej metody jako podpowiedzi, warunkujemy negatywne emocje skojarzone z widokiem smyczy i obroży, a w następnej kolejności ze szkoleniem jako takim. Tworzy się więc negatywne warunkowanie łańcuchowe. Jeśli nieprzyjemne, ostre szarpnięcie smyczą połączymy z naciskiem naszej ręki na zad psa, warunkujemy negatywne emocje związane z dotykiem ręką. Podanie psu smakołyka, kiedy ten wreszcie usiądzie, może okazać się nagradzaniem nie tyle samego aktu siadania, co raczej oporu, jaki stawiał, kiedy próbowaliśmy go do tego zmusić. Innymi słowy, możemy w istocie nagradzać to, że nie chciał usiąść. No i na koniec, skoro pies w trakcie szkolenia cały czas jest na smyczy, nie uczymy go prawidłowego reagowania na komendy, kiedy tę smycz odepniemy. Uczymy go raczej, że musi na nie reagować tylko wtedy, gdy jest na uwięzi, tylko wtedy bowiem jesteśmy w stanie osiągnąć to, czego chcemy, a pies tylko wtedy jest nagradzany.

Etyczne aspekty nagradzania

Zanim przejdę do omawiania innych aspektów uczenia się, chciałbym kilka słów poświęcić na wyjaśnienie, dlaczego tyle kontrowersji pojawiło się wokół dawania smakołyków podczas szkolenia. Niektórzy niezmiennie protestują przeciwko takim praktykom, argumentując: „Jeśli używam jedzenia podczas szkolenia, pies będzie reagował na komendy tylko wtedy, kiedy będę miał smakołyk w ręku, a kiedy nie będzie głodny, to nie będzie mnie słuchał wcale, nawet kiedy będę trzymał w ręce jego przysmak”. W rzeczywistości przysmaki są używane jako nagroda za każde prawidłowo wykonane ćwiczenie tylko w pierwszych fazach szkolenia. Zastępuje się je jednak komendami słownymi i sygnałami wizualnymi. Z czasem redukuje się ilość podawanych smakołyków, zastępując je nagrodami wtórnymi, na przykład określeniem „dobry pies”, po którym może nastąpić pieszczota albo nagroda alternatywna w postaci rzuconej piłeczki lub chwili swobodnej zabawy.

Innym powszechnie używanym argumentem przeciw takiemu postępowaniu jest zapytanie: „Czy używanie smakołyków nie jest zwykłym przekupstwem?” lub „Czy pies nie powinien mnie słuchać tylko dlatego, że jestem jego panem?”. Zalecam stosowanie smakołyków, bo one mogą spełniać naprawdę wiele funkcji: mogą być skuteczną zachętą, pożądaną nagrodą, ważnym komponentem w klasycznym warunkowaniu pozytywnych odczuć. Słowo „przekupstwo” używane w tym kontekście zawsze mnie nieco niepokoiło, samo w sobie sugeruje bowiem coś niezgodnego z obyczajami, niemoralnego.

Kiedy licząc na wielkie zyski, dajemy politykom łapówkę, aby przymknęli oczy na normy moralne i prawne przepisy, jest to bez wątpienia przekupstwo. Ale co jest niemoralnego czy nieetycznego w tym, że twój pies siada na komendę, kiedy tego od niego wymagasz? Ja traktuję smakołyki jak zapłatę za pracę, którą pies nauczył się wykonywać. Czy twój szef, wypłacając ci regularną pensję, przekupuje cię, abyś dla niego pracował? A teraz wyobraź sobie, że mówi ci on, iż nie zamierza ci dłużej płacić, albowiem spodziewa się, że będziesz dalej pracował jedynie z szacunku dla niego. Zgodziłbyś się na to? Smakołyki w szkoleniu zatem stanowią ekwiwalent wypłaty.

Najdziwniejszy argument, jaki słyszałem przeciwko używaniu smakołyków podczas szkolenia, brzmi: „Czy stosowanie przysmaków w czasie treningu nie jest przypadkiem poniżające?”. Dla mnie słowo „poniżające” brzmi jak sugestia, że pies czuje się zakłopotany, a nawet zawstydzony, dostając smakołyki w zamian za wykonywane polecenie. Co do mnie, to nigdy nie widziałem psiaka, który wyglądałby na upokorzonego lub nieszczęśliwego, ponieważ podczas szkolenia dostał ulubiony przysmak. Moje psy cieszą się już na samą myśl o smakołykach i tańczą dookoła mnie, radośnie wywijając ogonami, a nawet lekko się śliniąc, kiedy sięgam po ich delicje. Gdy uznają, że robię się chytry i wydzielam im zbyt małe lub mniej smakowite porcje, mogą okazać lekkie niezadowolenie, ale ich zachowanie nie sugeruje nigdy, iż czują się upokorzone.

Według mnie ostatni przytoczony argument krytykujący używanie smakołyków w szkoleniu można uznać za podstawowy w tej dyskusji. Chodzi o to, żebyśmy przypomnieli sobie, co działo się na samym początku udomowienia psa – ich przodkowie krążyli wokół obozowisk ludzkich, aby zdobyć resztki jedzenia, które nasi przodkowie wyrzucali. Wystarczy uświadomić sobie, że zwierzęta te zaczęły w końcu żyć z ludźmi nie dlatego, że były do tego zmuszone siłą, nie dlatego też, że człowiek ma w sobie charyzmatyczną siłę przyciągania, lecz ponieważ leżące wokół obozowisk ludzkich smakowite kąski zwabiały głodne psy. Nie będzie wielką przesadą stwierdzenie, że bliskie kontakty pomiędzy człowiekiem i psem od początku bazowały na jedzeniu. To właśnie dzięki temu, że je karmiliśmy, zyskaliśmy ich lojalność, współpracę i towarzystwo. Dając psu smakołyki podczas sesji treningowych, po prostu kontynuujemy pradawny zwyczaj.

Kształtowanie

Niektóre zachowania raczej nie pojawiają się spontanicznie, tak więc nie możemy użyć techniki utrwalania, są także zbyt złożone, aby wykorzystać kuszenie albo fizyczne podpowiedzi. Uczymy ich metodą nazywaną kształtowaniem albo metodą kolejnych przybliżeń. Aby zademonstrować zasady, na jakich bazuje kształtowanie, znany psycholog z Harvardu, B.F. Skinner, którego badaniom zawdzięczamy naszą wiedzę na temat mechanizmów warunkowania operacyjnego, wykorzystywał taki oto przykład: jak nauczyć psa dzwonienia dzwonkiem umieszczonym na odległej ścianie.

Po pierwsze, musisz ustalić, czego oczekujesz od zwierzęcia. W tym przypadku ma to być naciśnięcie dzwonka, aby zadziałał. Następnie rozpisujemy pożądane zachowanie na poszczególne etapy. Nauka każdego z nich będzie bazowała na technice utrwalania oraz nagradzaniu nagrodą wtórną (zostańmy przy nieśmiertelnym określeniu „dobry pies”) i smakołykiem. Lista poszczególnych faz, które trzeba będzie utrwalić, może wyglądać następująco:

Pies odwraca głowę od ciebie.

Odwraca głowę od ciebie w kierunku dzwonka.

Odwraca całe swoje ciało w kierunku dzwonka.

Robi krok w kierunku dzwonka.

Robi kilka kroków w kierunku dzwonka.

Pokonuje jedną czwartą drogi w kierunku dzwonka.

Pokonuje pół drogi w kierunku dzwonka.

Pokonuje trzy czwarte drogi w kierunku dzwonka.

Pokonuje całą drogę i staje przy dzwonku.

Podchodzi do dzwonka i patrzy na niego.

Przybliża nos do dzwonka.

Dotyka dzwonka nosem.

Naciska dzwonek nosem na tyle mocno, aby nim poruszyć.

Naciska dzwonek nosem na tyle mocno, by ten zadzwonił.

Każdy kolejny krok w zachowaniu psa musi być po mistrzowsku wyćwiczony, zanim przejdziemy do następnego.

Jeśli pies ma odnieść sukces, musi być spełnionych kilka warunków. Na początek – przejście do każdego kolejnego etapu powinno być płynne, aby pies miał szansę odnieść sukces i dostać nagrodę. Nagroda wtórna musi być dana natychmiast, kiedy tylko zwierzę wykona oczekiwany ruch, a zanim przejdzie do innych zachowań. Prawdziwa różnica pomiędzy niezłym szkoleniowcem a mistrzem w tej dziedzinie polega na precyzyjnym zgraniu w czasie nagrody wtórnej. Dobry trener musi być także dobrym obserwatorem. Szkolenie to proces dynamiczny. Jeśli pies ma kłopoty w następnym etapie, trzeba się cofnąć do poprzedniego, który już dobrze opanował. Jeśli jakiś krok ciągle wydaje się zbyt trudny, należy się zastanowić nad podzieleniem go na mniejsze, łatwiejsze fazy. Każdy kolejny krok trzeba przećwiczyć na tyle, aby był podstawą do budowania następnego. Kiedy wszakże zostanie on już opanowany, należy natychmiast przechodzić do następnego zbliżającego się do zachowania docelowego, jednocześnie stopniowo wycofując nagrody za poprawne zaliczenie poprzedniego etapu, co ma zachęcić do podjęcia kolejnych działań.

Ten rodzaj uczenia się zwykle postępuje bardzo szybko w początkowych fazach, później zaś ulega spowolnieniu, kiedy wymagania stają się większe. Kluczem do sukcesu jest tutaj elastyczne podejście szkoleniowca. Pies musi otrzymać tyle nagród i zachęt, aby nie wpaść we frustrację ani nie rezygnować. Jeśli pojawią się oznaki niepokoju, należy natychmiast cofnąć się do poprzedniego kroku, który już został opanowany do perfekcji, i spróbować ponownie pójść krok naprzód. Niesłychanie istotne jest, aby każdą sesję treningową kończyć sukcesem, za który pies zostanie nagrodzony, niezależnie od tego, na ile udało się wam przybliżyć do docelowego zachowania.

Ciągle toczy się dyskusja co do tego, kiedy należy wprowadzać komendy słowne. Przy prostych zachowaniach, jak „siad” czy „leżeć”, których nie trzeba kształtować, komenda pojawia się w momencie, kiedy pies zaczyna wykonywać pożądaną czynność. W przypadku kształtowanych sekwencji zachowań często lepiej poczekać, aż pies dostatecznie opanuje dany krok, zanim zaczniemy wprowadzać komendy słowne. Tak więc dopiero kiedy pies rzuca się w kierunku dzwonka, aby go nacisnąć, możemy powiedzieć mu: „Rover, zadzwoń”. Ja, co prawda, lubię wprowadzać wypowiadanie poleceń od samego początku. Na przykład ruch ręką ma zachęcić psa do wykonania zadania, a kiedy już zaczyna robić to, o co mi chodzi, dodaję komendę słowną. Na zakończenie nauki pies dostaje nagrodę tylko po prawidłowym wykonaniu całego polecenia na komendę, a nie, gdy robi to spontanicznie.

Cała prawda o karaniu

Karanie psów przy próbach kontrolowania ich zachowań nie budzi mojego zachwytu. I to nie dlatego, że nie przynosi to efektu, bo, jeśli postępuje się właściwie, odniesiemy sukces. Rzecz w tym, że prawidłowe stosowanie kar jest bardzo trudne. Niewłaściwe postępowanie może spowodować bardzo niekorzystne psychologicznie skutki. Co więcej, może kompletnie zrujnować pozytywną więź pomiędzy psem i jego właścicielem. W dziewiętnastym wieku system kar odgrywał ogromną rolę w szkoleniu psów, nazywano to wtedy „łamaniem psów”. W jednej z popularniejszych książek o szkoleniu pt.: Practical Dog Training z 1894 roku, autor, T.S. Hammond, przedstawia ten problem, pisząc:

Niemal wszyscy autorzy książek o psach zgadzają się co do tego, że istnieje tylko jeden sposób perswazji: każda wiedza, która nie jest zwierzęciu wbita siłą, z praktycznego punktu widzenia jest bezużyteczna, a rózga, sznur i kolczasta obroża, które czasami można zamienić na odpowiednią dawkę kopniaków, są absolutnie niezbędne w procesie szkolenia.

Karę definiuje się jako przeciwieństwo nagrody, a więc jest czymś niepożądanym w określonym działaniu psa. Kiedyś wierzono, że kara wpływa niekorzystnie na podejmowane przez zwierzę czynności. Uważano nawet, że karząc je za coś, sprawimy, iż takie zachowanie nigdy się nie powtórzy. Współcześni psycholodzy, behawioryści i szkoleniowcy proponują o wiele skuteczniejsze sposoby na wyeliminowanie niepożądanego postępowania. Pierwszy z nich to usuwanie nagrody, która kojarzy się z tym właśnie zachowaniem, co nazwano „anulowaniem”. Drugi sposób, stanowiący przeciwieństwo pierwszego, to nauczenie psa postępowania innego niż niepożądane, bo kiedy będzie robił coś, za co jest nagradzany, nie będzie mógł jednocześnie postępować tak, jak my sobie nie życzymy.

Na przykład, kiedy pies wskakuje na wchodzących do domu ludzi, często chce tylko ściągnąć na siebie uwagę. Mimowolnie nagradzamy to, mówiąc coś do psa, patrząc na niego, dotykając i tak dalej. A to wszystko są przejawy zainteresowania, które tym samym stanowią spodziewaną nagrodę, a ta tylko wzmacnia skłonność do tego rodzaju zachowań. Niektóre poradniki o szkoleniu psów doradzają bolesne karanie w takiej sytuacji, polegające na uderzeniu kolanem w klatkę piersiową skaczącego psa albo przytrzymanie przednich łap i bolesne nadepnięcie na tylne. Wielu z tych, którzy próbowali tych porad, może potwierdzić, że jedyne, co uzyskali, to ślady psich zębów na różnych częściach ciała, natomiast w żaden sposób nie wpłynęło to na zachowanie ich pupila.

Aby oduczyć psa skakania, należy, po pierwsze, usunąć nagrodę, po drugie – nauczyć go przeciwstawnego zachowania. Zlikwidowanie nagrody to zwyczajne odwrócenie się plecami bez słowa do skaczącego psa, odejście i unikanie kontaktu wzrokowego z nim. To praktycznie eliminuje zainteresowanie, jakiego domaga się nasz pupil. Ten, zaskoczony, będzie kręcił się przed swoim panem, a wtedy należy powiedzieć mu krótkie: „siad” (zakładając, że zdążył już poznać tę komendę). Kiedy to zrobi, można pochylić się nad nim, pogłaskać go i powiedzieć coś miłego. Siedzenie jest działaniem przeciwstawnym, nie da się bowiem jednocześnie siedzieć i skakać. Co więcej, nagradzamy siedzenie, a nie skakanie. Po jakimś czasie osiągniemy to, że pies będzie nas witał w drzwiach, siedząc. Jednocześnie będzie spodziewał się za takie zachowanie nagrody. W ten oto sposób można wyeliminować niepożądane zachowanie bez kopania czy przydeptywania łap.

Większość badań pokazuje, że karanie przynosi efekt natychmiastowy – hamuje niechciane zachowania. To może być nawet pożyteczne, o ile w tej przerwie zaproponujesz psu jakieś zachowanie zastępcze, za które będziesz go mógł nagrodzić. Decydującym czynnikiem jest siła wymierzonej nagany. Większość ludzi zaczyna od umiarkowanych kar, zwiększając ich wymiar, jeśli poprzednie nie skutkują. Problem w tym, że z czasem zwierzę staje się odporne na nie i nawet umiarkowanej mocy kara nie przynosi żadnych efektów, chyba że pies jest szczególnie wrażliwy. Nagana musi być dostatecznie intensywna, aby zatrzymać takie złe zachowanie i aby można je było zastąpić innym. Skoro jednak pies buduje w sobie odporność na karę, jej intensywność musi stopniowo narastać, aby przynieść jakikolwiek skutek. A jako że nic w tej materii nie jest proste, może zdarzyć się i tak, że przy pewnym natężeniu kar nie tylko zatrzymują one niepożądane zachowanie psa, ale hamują jakiekolwiek działania. Na widok właściciela pies zastyga z przerażenia. Albo próbuje się ukryć, aby tylko uniknąć z nim spotkania. A skoro zwierzę jest unieruchomione przez strach, nie przejawia także żadnych pozytywnych zachowań, które chcielibyśmy utrwalić i nagrodzić. A to w ostatecznym rozrachunku oznacza, że kary zmniejszyły naszą umiejętność do modyfikowania w przyszłości zachowań psa. Co gorsza, może on na tyle skupić się na swoich negatywnych odczuciach, że zatraci zdolność rozumienia, które z jego działań sprowadziło nań karę, co ostatecznie zniweluje jej skuteczność.

Dlaczego kary nie skutkują?

Kara, aby była skuteczna, musi być nie tylko odpowiedniej mocy, ale powinna nastąpić natychmiast po niepożądanym zachowaniu. Pamela Reid, autorka książek poświęconych szkoleniu, opisuje eksperyment, który pokazuje, co dzieje się, kiedy kara jest nawet odrobinę spóźniona. Wpuszczano psa do pokoju, w którym stały na podłodze dwie miski w równych odległościach od prowadzącego eksperyment. W jednej znajdowała się zwykła sucha karma, w drugiej smakowite, mięsne jedzenie. W eksperymencie brały udział trzy grupy psów. Wszystkim wolno było jeść wyłącznie suchą karmę, za próby jedzenia z drugiej miski karą było uderzenie zrolowaną gazetą. Różnice między grupami polegały na tym, że w pierwszej karę wymierzano, gdy tylko psy zbliżały głowę do miski, w drugiej – po dziesięciu sekundach od rozpoczęcia konsumpcji, w trzeciej – po piętnastu. Wszystkie zwierzęta szybko nauczyły się unikać miski z mięsnym jedzeniem. W fazie badawczej prowadzący eksperyment opuszczał pomieszczenie i podglądał zachowanie psa przez lustro weneckie. Codziennie każdy biorący udział w eksperymencie pies wpuszczany był do pokoju pod nieobecność prowadzącego eksperyment i mógł robić, co chciał przez dziesięć minut. Psy, które karano natychmiast, gdy podeszły do miski, dopiero po dwóch tygodniach skusiły się na lepsze jedzenie. Te, które karano z lekkim opóźnieniem, potrzebowały na przezwyciężenie oporów połowy tego czasu – około ośmiu dni. Ale zwierzęta, którym wymierzano karę po piętnastu sekundach, zaczynały jeść nie więcej niż po trzech minutach!

A teraz wyobraźmy sobie taką sytuację: człowiek wraca do domu i widzi, że jego nowiutki, biały dywan upstrzony jest żółtobrązowymi śladami, Lassie potraktowała go bowiem jako trawnik. Pies zostaje schwytany, zaciągnięty na dywan i przykładnie ukarany. Ile czasu minęło od chwili popełnienia przez suczkę przestępstwa? Najprawdopodobniej kilka godzin. A badania pokazały, że kara wymierzona z piętnastosekundowym opóźnieniem traci skuteczność. Psycholodzy nazwaliby to niewarunkującą karą, nie ma bowiem żadnego działania ze strony psa, z którym dałoby się połączyć wymierzaną właśnie karę. Wydaje się, że jedyne, co właścicielowi Lassie uda się uzyskać, to uwarunkowanie negatywnych emocji suki na jego widok.

A jednak wiele osób upiera się przy skuteczności niewarunkujących kar. Ręce mi opadają, kiedy czytam takie twierdzenie w książce uznanego w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia trenera i szkoleniowca, Williama Koehlera. Był on szefem treserów i szkoleniowców w Studio Walta Disneya i instruktorem pracującym na potrzeby armii USA. Oto, co pisał:

Kiedy wróciwszy do domu, znajdujesz wykopaną w grządce dziurę, napełnij ją wodą. Nałóż psu obrożę oraz smycz i zaciągnij go do dołka. Wetknij mu nos pod wodę i trzymaj tak długo, aż będzie dobrze przytopiony. Jeśli pies jest duży, przyjdzie ci się z nim trochę poszarpać, ale znałem starsze panie, które rozwścieczone niszczeniem grządek świetnie sobie radziły z takimi olbrzymami. Można mieć pewność, że większość psów doskonale skojarzy to traumatyczne doświadczenie z paskudną dziurą wykopaną w trawniku.

Wygląda na to, że Koehler nie zawracał sobie głowy związkiem pomiędzy zachowaniem psa i tym, co go spotkało. Staje się to oczywiste przy dalszej lekturze:

Nie ma większego znaczenia, czy złapałeś psa na gorącym uczynku, zawsze możesz zastosować opisany powyżej sposób korygowania jego fatalnego zachowania. Wystarczy, że będziesz konsekwentny i stanowczy, a po pewnym czasie pies będzie drżał ze strachu, gdy tylko poczuje świeżo rozkopaną ziemię.

No właśnie! Z tego akapitu dowiadujemy się, co tak naprawdę się wydarzyło. Wtykanie psiego nosa w bagnisty dołek nie stworzyło w jego umyśle skojarzenia z wykopaniem przez niego dziury, ale, jak zauważa sam Koehler, wywołało paniczny lęk przed utopieniem w błocie. Nastąpiło zatem klasyczne uwarunkowanie lęku przed zapachem świeżo rozkopanej ziemi.

Bez wątpienia intensywność doznań przy stosowaniu brutalnych metod sprawia, że psy jak ognia unikają miejsc lub przedmiotów, które im się kojarzą z tym doświadczeniem. Także właściciel wymierzający karę zostaje z tym połączony, co nie pozostaje bez wpływu na powstanie negatywnych uczuć w stosunku do niego i w rezultacie osłabienia więzi pomiędzy psem i jego panem. Bardzo wrażliwy zwierzak może po takim przeżyciu nawet spróbować ucieczki albo starannie unikać kontaktów z właścicielem, przynajmniej z jego rękami. Innym negatywnym skutkiem bezwzględnych metod jest fakt, że oto we wzajemnych stosunkach pomiędzy psem i tym, co uważa on za resztę swojego stada, pojawia się agresja, a jej stosowanie staje się dopuszczalne. Brutalna kara może zmienić stabilnego psychicznie psa w zwierzę gryzące ze strachu.

Według mnie karanie, jako technika szkoleniowa, jest narzędziem wysoce nieskutecznym. Nagroda daje psu jasną informację, że to co zrobił, było dobre, a przynajmniej aprobowane. Kara mówi mu, co prawda, że jego postępowanie jest nie do zaakceptowania, ale nie daje mu żadnych wskazówek co do tego, jak powinien się zachować. A już samo to wystarczy, aby taka metoda wychowawcza okazała się całkiem nieskuteczna. Thomas Edison, wynalazca żarówki, mawiał: „Jeśli na dziesięć tysięcy sposobów przekonam się, że coś nie działa, to i tak nie straciłem czasu, nie jestem zniechęcony, bo każda nieudana próba to i tak krok naprzód”. Twój pies, w odróżnieniu od genialnego wynalazcy, na pewno będzie zniechęcony i nie będzie dalej próbował. Znacznie skuteczniejsze, szybsze i przyjemniejsze jest szkolenie na bazie pozytywnych technik umacniania pożądanych zachowań i utrwalania ich za pomocą nagród. Dużo lepsze niż wymierzanie kar, które nie stanowią dla psa najmniejszej wskazówki co do tego, jak mają się zachowywać.

Czas na zastanowienie

Omówiwszy wszystkie możliwe wady klasycznego stylu karania psów, pozwolę sobie zauważyć, że istnieją jednak techniki wymierzania kary umożliwiające zachowanie kontroli nad naszym ulubieńcem. Do tej pory zajmowaliśmy się tak zwanym pozytywnym karaniem – pies postępuje niewłaściwie, więc spotyka go coś złego i niechcianego. Inny sposób wymierzania kary nazywa się karaniem negatywnym – nieodpowiednie zachowanie powoduje zabranie czegoś, co jest bardzo pożądane. W przypadku psów odbieramy możliwość uzyskania nagrody.

Ta technika jest doskonale znana wszystkim, którzy mieli problemy wychowawcze ze swoimi dziećmi. Nazywa się ona: czas na zastanowienie. Psa, który postępuje źle, wyprowadzamy i zostawiamy samego na jakiś czas w zacisznym, bezpiecznym miejscu. Wszystkie psy to zwierzęta towarzyskie i już samo przebywanie w pobliżu innych zwierząt czy ludzi jest dla nich nagrodą. A to oznacza, że krótki czas wymuszonej izolacji towarzyskiej jest im bardzo niemiły i z powodzeniem może być wykorzystywany w procesie wychowawczym. Odbiera to psu wszelką możliwość zabawy, czułości i interakcji społecznych. Nie dość, że traci wszelkie korzyści związane z przebywaniem w towarzystwie, to, na dokładkę, zostaje wyłączony z sesji treningowej, a co za tym idzie, przepadają szanse na uzyskanie dalszych nagród: smakołyków, pieszczot, na które mógłby zasłużyć, gdyby uczestniczył w zajęciach.

Aby działanie było skuteczniejsze, trzeba będzie, być może, posłużyć się dodatkowo bodźcem pomostowym, który można potraktować jako karę wtórną czy uwarunkowaną. Ja używam zwykle słowa „wystarczy”, ale równie dobrze może to być „dość” czy „czas na zastanowienie”. Jak i przy nagrodach wtórnych, rodzaj dźwięku nie ma tu żadnego znaczenia, bo chodzi tylko o to, aby kojarzyło się to z odosobnieniem. Za każdym razem, kiedy pies zaczyna zachowywać się nieodpowiednio, wkraczamy błyskawicznie z karą wtórną (np. mówimy któreś z przytoczonych wyżej słów), za którą idzie chwycenie psa za obrożę i wyprowadzenie do drugiego pokoju, gdzie dostanie czas na zastanowienie. Ważna jest szybkość działania, bo najważniejsze jest powstanie skojarzenia pomiędzy niepożądanym zachowaniem a karą wtórną i odosobnieniem.

Każde spokojne i bezpieczne miejsce, nawet łazienkę czy toaletę, można wykorzystać jako pomieszczenie na zastanowienie. Nie wolno wybierać kojca psa czy jego klatki, bo one nigdy nie powinny kojarzyć mu się z karą. Ja zwykle przyczepiam smycz do klamki drzwi, pozostawiając psu możliwość położenia się, ale uniemożliwiając swobodne poruszanie się po pomieszczeniu. Czas, jaki wyznaczam moim pupilom na zastanowienie, to dwie, trzy minuty. Jeśli zwierzę bardzo oponuje, mówię głośno „dosyć” i uderzam pięścią w drzwi. Pies musi zachowywać się zupełnie spokojnie przez przynajmniej piętnaście sekund, zanim go wypuszczę. Potem wracamy do tej samej czynności, która została przerwana, z tym, że polecam mu wykonać zadanie, które dobrze zna i będzie mógł za to dostać nagrodę. Następnie można powrócić do normalnych zajęć. Jeśli pies dalej zachowuje się niewłaściwie, powtarzamy wszystko od początku.

Czas na zastanowienie jest szczególnie skuteczny przy nieporozumieniach natury społecznej, jak brutalne zabawy, wskakiwanie, wspinanie się, nadmierne szczekanie, żebranie o jedzenie i tak dalej. Z tymi akurat zachowaniami często trudno sobie poradzić w inny sposób, zaś metoda ta jest spokojną, nieagresywną techniką odzyskiwania kontroli nad psem.

W tym rozdziale próbowałem naszkicować podstawowe zasady, według których psy nabywają nowe umiejętności. Chciałem też pokazać, w jaki sposób możemy kształtować umysłowość psa poprzez proces uczenia i kontrolowania jego zachowań. Doskonała znajomość terminologii psychologicznej, a nawet stopień naukowy z zakresu wiedzy o behawiorze, nie czyni z nikogo doskonałego eksperta w dziedzinie szkolenia psów. Najlepiej z układaniem psa radzą sobie ludzie obdarzeni doskonałym zmysłem obserwacji, mający świetne wyczucie czasu i anielską cierpliwość. Warto pamiętać, że szkolenie w dużej mierze bazuje na obserwowaniu zachowań psa, aby wychwycić te, które z naszego punktu widzenia są pożądane i które chcemy nagradzać. Jeśli nam się to uda, nasz pies nie tylko będzie się uczył, ale nauka ta sprawi mu wiele przyjemności. A tak naprawdę układanie psów jest proste, prawdziwą drogą przez mękę jest szkolenie przyszłych właścicieli.

POSŁOWIE

SIEDZIAŁEM PRZY KOMPUTERZE, pracując nad ostatnim rozdziałem tej książki i nagle usłyszałem pełen podniecenia pisk. Mój beagle, Darby, biegał podekscytowany pomiędzy kuchnią i moim gabinetem. Zaciekawiony, porzuciłem komputer i poszedłem sprawdzić, co się stało. Darby jest zafascynowany Loki, kotem mojej żony. Nie może się nadziwić, jak to jest możliwe, że to kocisko potrafi wskakiwać tak wysoko na stoły i szafki, zupełnie niedostępne krótkim nóżkom beagle’a. Tak jak wszystkie moje psy, Darby uwielbia kocie jedzenie i stale szuka okazji, aby coś ukraść z kociej miski. Dlatego właśnie wszystkie one stoją wysoko na kuchennej szafce, gdzie psy nie mogą sięgnąć. Nie minęło jeszcze dwadzieścia minut od czasu, kiedy karmiłem Loki. Szafka jest wysoka, więc postawiliśmy przy niej mały, plastikowy stołeczek, aby ten gruby kot nie musiał się zbytnio wysilać, gramoląc się na górę. Taborecik jest wystarczająco niski, aby łakome psy nie mogły, korzystając z niego, dobrać się do upragnionych smakołyków. Jak zawsze Darby nie spuszczał ze mnie oka, kiedy nakładałem kotu jedzenie do miski, pełen nadziei, że dostanie chociaż maleńki kąsek. Cały czas popiskiwał prosząco. Kiedy obaj weszliśmy do kuchni, kot akurat zeskakiwał z szafki. Darby spojrzał na niego, potem na mnie, a na koniec zrobił coś bardzo dziwnego. Spuścił łeb i zaczął kopać dołek przy szafce. Przyjrzałem się dokładnie, ale nic tam nie zobaczyłem. „Co ty mi próbujesz powiedzieć, Darby?” – zapytałem, jakbym spodziewał się odpowiedzi.

Popatrzył na mnie przelotnie i z jeszcze większą energią zajął się kopaniem. Jeszcze raz staranie obejrzałem to miejsce i znowu nic tam nie zobaczyłem. Darby odsapnął chwilkę i rzucił się do pracy ze zdwojoną energią. Zmusił mnie do tego, że padłszy na kolana, zacząłem uważnie oglądać podłogę. Nagle poczułem jakiś ciężar na własnych plecach. Spojrzałem w górę i mym oczom ukazał się Darby, stojący na szafce i wylizujący kocią miskę.

Tę sekwencję zdarzeń można różnie interpretować. Patrząc na to w najbardziej przychylny psom sposób, można założyć, że wielokrotnie obserwował, jak kot wchodzi na szafkę po stołeczku i wymyślił sobie, że jemu będzie potrzebne coś wyższego. Wiedział też doskonale, że zawsze sprawdzam, co on robi albo co go tak bardzo interesuje. Jeśli więc świadomie to sobie zaplanował, to schemat działań był następujący – najpierw pies mnie zwyczajnie podpuścił, zmuszając do padnięcia na kolana, a potem wykorzystał moje plecy do wdrapania się na szafkę. Są to oczywiście jedynie moje domysły, ale przyznające jednocześnie niewielkiemu psu wysoki stopień świadomości i zdolności rozumowania. Jako naukowiec zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że nie mam żadnych poważnych dowodów na to, że takie akurat procesy zachodziły w jego głowie, ale z drugiej strony, nie mogę też zagwarantować, że do czegoś takiego nie doszło. Skoro jednak niewielki psiak tak skutecznie zrobił w konia kogoś, kto szczyci się doktoratem w dziedzinie psychologii, czyli mnie, to dla mojego własnego lepszego samopoczucia wolę widzieć w tym całym zdarzeniu kolejny dowód psiego rozumowania i inteligencji.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Jak rozmawiać z psem Tajemnice psiego umysłu Charakter psa dla bystrzaków 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Nauka w kuchni #SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie Jak czytać wodę Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji