Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt

Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt

Autorzy: Kamil Sipowicz

Wydawnictwo: Iskry

Kategorie: Literatura faktu Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 120

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 34.90 zł

Bohaterami tej książki są zwierzęta. Dokładnie pięćdziesiąt dziewięć. Psy, koty, nawet węże. Dopuściłem też do głosu kilka grzybów z Roztocza. Wszystko dzieje się właśnie na Roztoczu. To kraina między Piaskami a Lwowem. W głębokich lasach na wzgórzu. Tam mieszkamy. Czasami tylko w tym nibydzienniku odbywam podróże. W przestrzeni. Do Brazylii, Meksyku i na Kretę. Albo w czasie. Do dzieciństwa w Świdrze, Płocku i Krakowie. A ludzie? Ludzie mają tylko wtedy sens, gdy są blisko zwierząt.

WARSZAWA 2016

Projekt graficzny: Andrzej Barecki

Korekta: Jolanta Spodar

Copyright for the text © by Kamil Sipowicz

Copyright for the illustrations © by Olga Sipowicz

Copyright © by Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2016

ISBN 978-832-440-445-2 (epub)

ISBN 978-832-440-445-2 (mobi)

Wydawnictwo Iskry

al. Wyzwolenia 18, 00-570 Warszawa

tel. 22 827 94 15

iskry@iskry.com.pl, www.iskry.com.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

SPIS TREŚCI

Wstęp

Kilka słów o Mili i Belemnitach

Nasze roztoczańskie stado: Mila, Ramona, Pikuś, Ola i ja

Pikuś i Mila – psy przechodnie

Z Pikusiem rozmowy o sensie życia

Mila i Brehor

Nerwowa suczka Pipi

Sara i Cmok

Kobyłka, matka Pikusia

Ramona – numero uno

Dziecięca przygoda z Tarzanem

Mućka i Tootsie

Czupurek i Ramonka

Spacery z kotami i psami

Włoskie pochodzenie Ramony

Ramona czy Lukrecja

Wąż gniewosz wypełza spod siedziby Brehora

Ramona i samoloty

Nielogiczna Mila

Pierwsza podróż do Meksyku, jeszcze bez Ramony

Mila i Pipi w walce o miłość

Gwiaździste debry w Lasach Komisarskich

Druga podróż do Meksyku, nadal bez Ramony

Suseł perełkowaty i wiewiórka orzesznica

Pędzelek i Czupurek

Konik i Pseudokonik

Mały kotek, który zaginął w tajemniczych okolicznościach przyrody

Pipi

Hilde i Husserl – koty Petry w Berlinie Zachodnim

Pinki

Pinki i Flakusie

Trzecia podróż do Meksyku, tym razem z Ramonką

Coś piszczy w nowym domu, czyli pojawienie się kota Bobo

Bobo i Ramona

Bobo znika

Wzdłuż drogi do Kosobud

Przebudzenie na Roztoczu

Podróż z Ramoną do Brazylii

Krótkotrwałe gremlinsowanie Boba

Kitka, Brylant, Rudas – załoga z Wojdy

Mila na dole, Ramona na górze

Bestiarium Jachów

Jelenie w Lasach Komisarskich

Bobo śpi na zajączka

Kuki i Rudzik

Podróż z Ramonką na Kretę

Dla psa kiełbasa

Cmok z Wojdy

Tajemnicze cienkie druciki

Krakers i Mormyszka

Ramonka czyta listy

Teoria względności a psy

Ramonka i Dżinki

Pipuś i Leon

Wspomnienie o Mendozie

Pufcia Pięćsetzłotych i Fiodor

Dona i Belo pilnują Jacni

Porwanie Bela z domu Cmoka

Sikorki z Wojdy

Mila w Warszawie

Goliat i Filip

Fly z Jacni

Fly i Kacperek

Krwawy sylwester, czyli Tulku i Melon

Pablo Escobar i opos imieniem Lulu

Lulu – kot, który otwiera szafki w kuchni

Krótka historia kotka Wyłupka

Przybycie alpak

Indeks

Bohaterami tej książki są zwierzęta.

Dokładnie pięćdziesiąt dziewięć.

Psy, koty, nawet węże. Dopuściłem też

do głosu kilka grzybów z Roztocza.

Wszystko dzieje się właśnie na Roztoczu.

To kraina między Piaskami a Lwowem.

W głębokich lasach na wzgórzu.

Tam mieszkamy.

Czasami tylko w tym niby-dzienniku

odbywam podróże. W przestrzeni.

Do Brazylii, Meksyku i na Kretę.

Albo w czasie. Do dzieciństwa w Świdrze,

Płocku i Krakowie.

A ludzie?

Ludzie mają tylko wtedy sens,

gdy są blisko zwierząt.

Kilka słów

o Mili i Belemnitach

Gdy zaczynam pisać te słowa, Mila trąca mnie nosem i zaczepia łapkami. Jest kilkunastoletnim czarno-białym owczarkiem roztoczańskim. Rasa ta nie została jeszcze uznana przez odpowiednie gremia specjalistów. Włosie średniej długości. Podszerstek na miejscu. Długie pludry dekorują tylne łapy. Latem pludry łapią rzepy i gałązki tarniny. Wiosną, w czasie roztopów – błoto. A zimą, jak teraz, śnieg i lód wbity w sierść.

Wyobraźcie sobie, jak Mila protestuje, gdy staramy się z niej to wyciągnąć. Moja żona Ola kilka dni temu z pomocą naszej przyjaciółki Iwonki obcięła jej pludry, a przynajmniej skróciła. Mila, uwięziona w małej wannie w piwnicy, warczała, pokazywała swoje nadal białe zęby. Próbowała ugryźć. A Mila lubi gryźć. Gryzie, gdy jest nieszczęśliwa, ale gryzie też, gdy jest szczęśliwa. Teraz, czyli od trzech lat, szczęśliwa jest cały czas. Od 8 marca, dnia kobiet, kiedy zmarł Brehor. O tym potem.

Teraz do rzeczy. Kilka lat temu zamieszkaliśmy na Roztoczu. Kraina roztoczańska nie jest znana przeciętnemu warszawiakowi, krakowiakowi, a tym bardziej Mazurowi. I całe szczęście. Mało kto wie, że zaczyna się już za Piaskami, a nawet za Fajsławicami, obejmuje Zamość, Szczebrzeszyn, Kraśnik, Zwierzyniec, Józefów Roztoczański, Krasnobród, ba, sam Lwów.

W polskiej części Roztocza nie ma zbyt wielu ludzi. Słabe zagęszczenie. Przypadkowi turyści błądzą zrozpaczeni po lasach. Gdzieniegdzie słychać ich nawoływania w puszczy. Niedawno pewien miły policjant w położonym wśród pagórów nad uroczym zalewem Krasnobrodzie powiedział mi, że jadą na interwencję, muszą ratować warszawiaków, którzy zabłądzili w lesie. A lasy tu są przepaściste. Ciągną się setkami kilometrów. Lasy Komisarskie, w których cieniu mieszkamy, łączą się z Roztoczańskim Parkiem Narodowym, park z Lasami Janowskimi, a te z Puszczą Solską. Krążą opowieści, że w tych lasach nadal mieszkają stare szlacheckie rody przekonane o tym, że rozbiory wciąż trwają w najlepsze.

Powietrze u nas podobno można jeść łyżkami. Ola nie lubi, gdy używam tego zwrotu. Ostatnio po powrocie ze stolicy zgodziła się ze mną. Wzięliśmy łyżki i jedliśmy powietrze. Jod i olejki eteryczne. Buki, sosny, jodły, świerki, wielkie brzozy. Na dole paprocie, skrzypy i wiele grzybów. Na przewalonych w poprzek debr omszałych kłodach rosną huby i grzyby o malowniczych, literackich nazwach: twardzioszek, klejówka, czernidłak. Że o czasznicy oczkowatej, czarnobrzuszku filcowatym i czubajeczce cuchnącej nie wspomnę.

– Jeszcze ja! Jeszcze ja! – krzyczy galaretek kolczasty, który przylgnął do sosnowego pieńka i nie chce być pominięty w mykologicznej poezji.

Miliony lat temu rozlewały się tu płytkie, gorące oceany. Leniwie taplały się w nich wielkie gady i płazy, pożerając się nawzajem jakby od niechcenia. W tutejszych skałach znajdujemy ślady po tamtym płodnym życiu. Odciśnięte wielkie muszle, nawet całe ryby i wicienie. Grzebiąc w miejscowych kamieniołomach, natykamy się na kamień piorunowy. Wieść niesie, że powstaje jako efekt uderzenia pioruna w skałę. Skamieniały piorun. Są to belemnity. Żyjątka z dna czasu. Noszenie ich jako amulet chroni przed złymi duchami. Może i nasze kości kiedyś skamienieją. Nadadzą się komuś na amulet. Będzie z nas pożytek.

Nasze roztoczańskie stado:

Mila, Ramona, Pikuś, Ola i ja

Żyjemy w odludnym miejscu, na zboczu góry Szczob, blisko lasu. Żadna oficjalna droga do nas nie prowadzi. Gdyby ktoś chciał do nas dojechać z pomocą GPS-u, będzie błądził godzinami. Aż w końcu zakopie się w śniegu lub błocie. Zrezygnowany i pokonany będzie czekał na jakiś traktor, którego kierowca, przejeżdżając późną porą, wyciągnie go z tarapatów.

Nasze stado to Ola – homo sapiens, suczka Ramonka, trzy koty: Bobo, Rudzik, Kuki, i ja – też homo sapiens, od niedawna mąż Oli. Są jeszcze z nami dwa, a czasami trzy psy przechodnie.

Do przechodnich zalicza się przede wszystkim Mila, którą już poznaliście. A także Pikuś i bardzo rzadko Pipi. Psy przechodnie pojawiają się u nas co kilka dni. Najdłużej potrafi z nami mieszkać Mila. Tydzień. A nawet miesiąc. Mila przychodzi czasami z Pikusiem. Pikuś też jest przedstawicielem rasy owczarka roztoczańskiego.

Iwonka (homo sapiens), i Ramona na słynnej czerwonej kanapie w Bliżowie, na podłodze Pikuś i Mila

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt W obronie Kory i wolności Kora, Kora 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Gdańsk jako wspólnota Strach. Trump w Białym Domu Wyzwolenie zwierząt Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary