Nienasycony – Robert Lewandowski

Nienasycony – Robert Lewandowski

Autorzy: Paweł Wilkowicz

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Biografie Sport

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 320

Cena książki papierowej: 39.99 zł

cena od: 24.24 zł

Autoryzowana biografia jednego z największych fenomenów współczesnego futbolu. Napastnika, który potrafi w jednym meczu strzelić cztery bramki Realowi Madryt i pobić rekord wszech czasów strzelając w hicie Bundesligi pięć bramek w dziewięć minut. Dziś Robert Lewandowski jest wymieniany jednym tchem wśród najlepszych napastników świata, tuż obok Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. 

Jak to się stało, że Robert Lewandowski, chłopak którego od zawsze pociągały dwie rzeczy: strzelanie goli i ryk silników, wygrał z własnym przeznaczeniem? Jakim cudem największy mikrus w dziecięcych drużynach stał się gladiatorem? W jaki sposób zawodnik z kraju, którego kluby nie są w stanie przebić się do Ligi Mistrzów, został jej gwiazdą i jednym z najskuteczniejszych strzelców? Jak w ciągu zaledwie sześciu lat z zawodnika trzecioligowego Znicza Pruszków zmienił się w napastnika, który strzela cztery gole Realowi? 

Jeden z najlepszych polskich dziennikarzy sportowych - Paweł Wilkowicz (Sport.pl) - ujawnia fascynujące zagadki kariery Roberta Lewandowskiego. Zagląda również za kulisy profesjonalnego futbolu by pokazać, jak gigantycznym wysiłkiem okupione jest dziś osiągnięcie statusu piłkarskiej gwiazdy. 

WARSZAWA 2016

Redakcja: Mariusz Burchart

Konsultacja merytoryczna: Piotr Koźmiński

Korekta: Marta Śliwińska

Projekt graficzny okładki: BOOK IN MIND

Zdjęcie na okładce: © Shamil Tanna/FourFourTwo/Contour by Getty Images/Gallo Images Poland (przód), Kuba Atys/Agencja Gazeta (tył)

Fotoedycja: Sylwia Tukendorf

Przygotowanie zdjęć do druku: Paweł Bajer

Projekt graficzny makiety i skład:

Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART. DESIGN – www.panczakiewicz.pl

Źródła zdjęć (numery stron dotyczą wydania papierowego): Adam Nurkiewicz/Getty Images/Gallo Images Poland s. 7; A. Hassenstein/Getty Images for FC Bayern/Gallo Images Poland s. 10; A. Pretty/Getty Images for FC Bayern/Gallo Images Poland ss. 16-17, 239, 244, 246; archiwum prywatne Roberta Lewandowskiego ss. 18, 21, 22, 24, 27, 28, 33, 35, 44; Albert Zawada/Agencja Gazeta s. 30; archiwum UKS Varsovia ss. 36, 43; Jerzy Gumowski/Agencja Gazeta ss. 46, 54-55; Alexander Hassenstein/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland ss. 58, 207, 210, 214; Lars Baron/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland ss. 63, 168, 204; imago sportfotodienst/East News ss. 68, 268, 302, 311; Alex Grimm/Getty Images ss. 72, 154, 222, 236-237; GASPA/ullstein bild via Getty Images/Gallo Images Poland s. 76-77; Kamil Piklikiewicz/East News s. 83; Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta s. 88; Kuba Atys/Agencja Gazeta ss. 90, 96; Adam Kozak/Agencja Gazeta s. 95; Piotr Guzik/FOTORZEPA/FORUM s. 99; Piotr Kowalczyk/SE/EAST NEWS s. 100; Jerzy Dudek/Forum s. 109; Mateusz Jagielski/East News s. 112; Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta ss. 118, 126, 129, 130-131, 261; Tomasz Kamiński/Agencja Gazeta s. 123; Team 2 Sportphoto/ullstein bild via Getty Images/Gallo Images Poland ss. 132, 176, 219, 266; Dennis Grombkowski/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland s. 136; Dennis Grombkowski/DFL via Getty Images/Gallo Images Poland s. 138; Martin Rose/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland s. 141; Friedemann Vogel/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland s. 144-145; Niering/ullstein bild via Getty Images/Gallo Images Poland s. 148; Ronny Hartmann/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland s. 152; Sputnik/East News s. 160-161; Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta s. 164; Afp Photo/East News s. 166; Angel Martinez/Real Madrid via Getty Images/Gallo Images Poland s. 172-173; Alexandra Beier/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland s. 179; Wojciech Strożyk/Reporter s. 182; Andrzej Iwańczuk/Reporter s. 187, 190-191; Łukasz Głowala/Agencja Gazeta ss. 193, 194; Valerio Pennicino – UEFA/UEFA via Getty Images/Gallo Images Poland s. 198; A. Beier/Getty Images for FC Bayern/Gallo Images Poland ss. 201, 202, 227; Johannes Simon/Bundesliga/DFL via Getty Images/Gallo Images Poland s. 232; Lennart Preiss/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland ss. 234, 256; AP Photo/East News ss. 249, 297, 298; Contrast/Oliver Behrendt/ullstein bild via Getty Images/Gallo Images Poland s. 252-253; Matthias Hangst/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland s. 258; Mariusz Grzelak/SE/East News s. 263; DPPI/East News s. 272; Ian MacNicol/Getty Images/Gallo Images Poland s. 276; Tomasz Gola/SE/East News s. 280-281; Przemysław Szyszka/SE/East News s. 288; NurPhoto/East News s. 290-291; Mark Runnacles/Getty Images/Gallo Images Poland s. 292, 294-295; Piotr Bławicki/East News s. 301; Alexander Hassenstein/Bongarts/Getty Images/Gallo Images Poland s. 314-315; Lukas Barth/Anadolu Agency/Getty Images/Gallo Images Poland s. 308.

WYDAWCA:

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Katarzyna Kubicka

© copyright by Robert Lewandowski 2016

© copyright by Paweł Wilkowicz 2016

© copyright by Agora SA 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2016

ISBN 978-832-681-863-9 (epub), 978-832-681-864-6 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

S P I S T R E Ś C I

WSTĘP. Gol między brwiami

ROZDZIAŁ 1. Blizny

ROZDZIAŁ 2. Co to jest talent?

ROZDZIAŁ 3. Kontuzja

ROZDZIAŁ 4. The Body

ROZDZIAŁ 5. Misjonarze diety

ROZDZIAŁ 6. Zatrzymaj w sobie Pruszków

ROZDZIAŁ 7. Menedżer, czyli projekt Robert

ROZDZIAŁ 8. Lech, czyli na budowie

ROZDZIAŁ 9. Zakład z Kloppem

ROZDZIAŁ 10. Już nigdy nie będzie takiego lata

ROZDZIAŁ 11. Kuszenie, czyli cztery razy z Realem

ROZDZIAŁ 12. Lepiej mądrze stać, niż głupio biegać

ROZDZIAŁ 13. Republika piłkarska Bayernu Monachium

ROZDZIAŁ 14. Ile poety jest w Guardioli

ROZDZIAŁ 15. Pięć w dziewięć, czyli jak zostać kosmitą

ROZDZIAŁ 16. Zabij idola

ROZDZIAŁ 17. Ludzie widzą tylko niedziele

ROZDZIAŁ 18. Od Gdańska do Gdańska

ROZDZIAŁ 19. Wodzirej

Zakończenie. Meta

Kalendarium

W S T Ę P

– A ja ciebie, Robert, nie mogę zrozumieć.

– I nigdy nie zrozumiesz.

– Wiem. Z Messim też tak miałem. Wy jesteście jacyś inni.

Znali się już od kilkunastu miesięcy. Był styczeń 2016 roku, już drugi raz byli razem w Katarze, na zimowym zgrupowaniu Bayernu Monachium. Zdobyli już wspólnie jedno mistrzostwo Niemiec, przegrali jedną Ligę Mistrzów. Mieli za sobą czas nieufności, kiedy się poznawali, mieli za sobą czas, gdy trener poddawał swojego napastnika próbom, a napastnik próbował im sprostać. I ten czas, gdy się z tego próbowania urodziła prawdziwa więź. Spędzili razem setki godzin na treningach, w podróżach, na kolacjach drużyny, na bankietach, które Bayern wydaje po meczach wyjazdowych dla przyjaciół i sponsorów klubu. Nawet ich żony, sąsiadki z trybun Allianz Areny, zdążyły się już dobrze poznać.

– A ja ciebie ciągle nie mogę zrozumieć – powiedział Pep Guardiola do Roberta Lewandowskiego.

– I nigdy go nie zrozumiesz – wtrącił się Manel Estiarte. Cień Guardioli, jego przyjaciel, anioł stróż. Człowiek, który jest przy nim zawsze: w szatni, na ławce, w drodze przez strefę wywiadów, który go eskortuje przez żółty korytarz w podziemiach Allianz Areny do windy, a potem na górę, aż do chwili, gdy Pep po meczu siada z rodziną przy swoim stoliku w klubowej restauracji. Estiarte jest asystentem trenera. Ale nie asystentem, który wtrąca się w ustalanie taktyki, w rozliczanie, kto, jak i gdzie kopnął, ile przebiegł. On jest trochę jak przewodnik duchowy. Ma się odezwać, gdy widzi, że Guardiola się w czymś zatraca. Albo gdy widzi, że któryś z piłkarzy potrzebuje porozmawiać. O sporcie, o życiu. Jak sportowiec ze sportowcem. Wybitny sportowiec z byłym wybitnym sportowcem. Manel zdobył półtora tysiąca goli dla reprezentacji Hiszpanii. Nie w piłce nożnej. W piłce wodnej. W Hiszpanii to bardzo ważny sport, a on był jego legendą. Sześciokrotnym olimpijczykiem, chorążym Hiszpanii na igrzyskach w Sydney, Leo Messim basenu. Dlatego zabrał głos.

– Nigdy go nie zrozumiesz, bo nie byłeś napastnikiem. Nawet gdy na igrzyskach wygrywaliśmy, a ja nie zdobyłem tylu bramek, ile trzeba, nie byłem do końca spełniony – wyjaśnił Estiarte.

– Wiem – odpowiedział Guardiola. – Z Messim w Barcelonie miałem to samo. Wygrywamy mecz. Graliście świetnie. Ale oczywiście wiecie swoje. Nie było waszego gola, to chodzicie ze spuszczonymi głowami.

● ● ●

Środkowy napastnik miał zginąć mniej więcej w połowie 2006 roku. Trwały właśnie mistrzostwa świata w Niemczech, młody Leo Messi siedział jeszcze na ławce rezerwowych Argentyny, młody Cristiano Ronaldo nie był wtedy nawet najlepszym strzelcem swojej drużyny, a Ronaldo, brazylijski geniusz ataku, schodził właśnie ze sceny. Przedstawienie kradł obrońca Fabio Cannavaro, maestro przeszkadzania. To on zostanie wybrany na piłkarza roku 2006.

Niemiecki mundial w relacjach komentatorów to było epitafium dla środkowego napastnika: ten gatunek ginie, trenerom żal miejsca w drużynie na wystawianie kogoś, kto jedynie poluje na okazje w polu karnym. Coraz trudniej dziś o gole.

W tym samym czasie w Warszawie lekarze Legii pisali dla swoich szefów opinię, w której uzasadniali pozbycie się z klubu młodego napastnika. Tego, który szybko rósł, ale miał nogi jak patyki. I kulał po kontuzji. Jeden lekarz orzekł, drugi potwierdził: nic z niego nie będzie. Robert Lewandowski ma problemy ze zdrowiem, które uniemożliwią mu grę w piłkę na wysokim poziomie.

● ● ●

Napastnik to tajemnica. Jego najtrudniej jest wytrenować. Na wybitnego napastnika trzeba czekać. Może się taki objawi, może nie. Trzeba dać mu się poboksować z życiem, trzeba w nim podtrzymywać głód. Arsène Wenger, trener Arsenalu, mówi nawet, że Europa już przestała produkować napastników. Zrzuciła to zadanie na Amerykę Południową. Bo, jak twierdzi Wenger, społeczeństwo się zmieniło. Europa uciekła w strefę komfortu, wszyscy jesteśmy bardziej mięczakami niż kiedyś. Nie ma gdzie zahartować napastnika. Dać mu pograć na ulicy, w parku, z kolegami na byle czym. Tak jak się jeszcze gra w Ameryce Południowej, choć i tam coraz rzadziej.

Napastnik to łowca. Akademie piłkarskie, w których wszystko jest podane na tacy, mogą przytępić jego instynkt. Wenger sugeruje, że być może trzeba przemyśleć sposób, w jaki się tam z napastnikami pracuje. Dwie potęgi szkolenia młodzieży, Niemcy i Hiszpania, wychowały w ostatnich latach dziesiątki fantastycznych pomocników, dobrych obrońców, bramkarzy. Nie mogą wychować wybitnego środkowego napastnika. A taki się wychował w Polsce, kraju, który szkolenie zaniedbał na lata.

Piłka nożna bywa niepojęta.

Futbol to dziś obsesja kontroli. Czujniki GPS na treningach, kamery filmujące każdy detal. Ale pole karne, ostatnie 16 metrów do bramki, pozostało dżunglą. „W szesnastce jest inaczej”.

– Wiedziałem, że po przejściu do Bayernu stanę się lepszym piłkarzem – mówi Robert. W dwa lata gry w Monachium zdobył dwa tytuły mistrza Niemiec i dwa razy docierał do półfinału Ligi Mistrzów. Żaden piłkarz w Bundeslidze nie strzelił przez te dwa lata więcej bramek niż on.

„W szesnastce musisz to”. „W szesnastce musisz tamto” – wyłapuję co chwila z opowieści Roberta Lewandowskiego o jego miejscu pracy. Czy, jak kto woli, o jego miejscu polowań. Lewandowski pracował przez ostatnie lata z dwoma najbardziej rozchwytywanymi trenerami. W Borussii Dortmund z Jürgenem Kloppem, w Bayernie z Pepem Guardiolą. W Borussii szedł w górę razem z całym klubem, w Bayernie został wrzucony na szczyt i musiał walczyć o swoje. Praca z Kloppem i Guardiolą to było jak terminowanie u dwóch wielkich wynalazców. Jak szansa pracy w Apple’u w czasach garażowych, a potem przeskoczenie od razu do Apple’a korporacji z czasów iPhone’a. Ale i w Borussii, i w Bayernie słyszał od swoich trenerów: w szesnastce wynalazcami jesteście wy, a nie ja.

– Guardiola ufa naszym instynktom. Mówi: ja zawsze byłem piłkarzem defensywnym. Nie grałem jako napastnik, więc to wy powiedzcie mi, co powinniśmy zrobić. Klopp mówił to samo: nie wiem, jak napastnik na tym poziomie powinien się zachowywać. Obaj dawali swobodę. Bo możesz wypracować sobie jakiś ruch na treningach, ale potem w meczu w polu karnym to już będzie co innego – mówi Robert.

Guardiola powtarza, że dobra gra obronna jest efektem pracy. Atak to kwestia talentu. Drużyna ma wprowadzić napastnika w pole karne, dać mu tam piłkę w jak najdogodniejszym miejscu, ale nie może dla niego zrobić już nic więcej. Można coś zaplanować i zbudować na dwóch trzecich boiska, ale ta ostatnia część to zawsze żywioł.

– Mogę wam powiedzieć, jak macie bronić, jak atakować. Ale gdy jesteście w szesnastce, to zdaję się już tylko na waszą finezję i waszą fantazję. Nie powiem: idźcie w lewo, bo tak strzelicie bramkę – mówi Guardiola piłkarzom Bayernu.

– Guardiola wymaga tylko jednego, jeśli chodzi o grę pod samą bramką. Żeby w każdej akcji, czy na treningu, czy w meczu, być w stu procentach skoncentrowanym. I żebym zawsze próbował strzelić bramkę, niezależnie od tego, ile już strzeliłem – opowiada Robert.

● ● ●

W hiszpańskojęzycznym świecie o napastnikach mówi się, że pachną golem. Że mają gola między brwiami. Że mają jakiś szósty zmysł do strzelania. Że ten instynkt to nie wymysł. Ale trudno go nazwać.

– To jest jakiś specjalny rodzaj inteligencji. Bywali przecież piłkarze tak po ludzku prości, że aż zęby bolały. Ale futbol rozumieli znakomicie – mówi prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek, jedyny Polak, który strzelał gole i na mundialach (1978 i 1982), i w finale któregoś z europejskich pucharów (Puchar Zdobywców Pucharów 1984).

Robert przekonuje, że 70 procent goli bierze się z głowy. Romelu Lukaku, belgijski napastnik, że to nawet 90 procent.

– Głowa. Głowa. Głowa. Nie ma dla napastnika ważniejszej części ciała. Strzelasz bramki tylko wtedy, jeśli jesteś pewny siebie. Masz na boisku ułamek sekundy. I w tym ułamku sekundy albo zostaniesz bohaterem, albo winowajcą. Gdy jest kryzys, pracujesz na to, żeby ta pewność siebie wróciła. Ja oglądałem powtórki swoich dobrych akcji, żeby się podnieść na duchu. Robiłem sobie wizualizacje przed zaśnięciem – opowiada Cezary Kucharski. Napastnik, który grał z Legią w Lidze Mistrzów, z kadrą na mundialu i od lat jest menedżerem Roberta. Gdy Lewandowski miał w Borussii kryzys, Kucharski przysyłał mu płyty z nagraniami jego bramek jeszcze z Lecha Poznań. Gdy Lewandowski miał mecze bez gola jeszcze w Lechu, Kucharski dzwonił i prosił, żeby nie chodził jak struty, żeby się nie obrażał na futbol i cały świat.

– Mówiłem mu: gdybyś nie miał sytuacji, tobym się na twoim miejscu martwił. A tak się nie martw. Nie było jeszcze takiego napastnika, który by wykorzystał wszystkie sytuacje.

Nie było jeszcze napastnika, który by strzelił wszystkie gole. Ale nie było też napastnika, który by tego nie chciał.

– Napastnikowi gol i brak gola ustawiają cały następny tydzień – uważa Kucharski. Urugwajczyk Luis Suárez mimo powracających ataków agresji, gryzienia rywali, długo nie chciał iść do psychologa, bo bał się, że przy okazji stępi on u niego głód goli.

– Dla napastnika gol jest jak dla alkoholika piwo przed snem. Napastnik nie zaśnie spokojnie bez gola – twierdzi Zbigniew Boniek, który typowym napastnikiem nie był. Bywał przekwalifikowany na napastnika. Mówi, że jego najmilsze wspomnienie z kariery to nie własny gol, tylko ten, przy którym podawał: bramka Andrzeja Buncola w meczu z Peru na mundialu 1982.

– Roberta też asysty cieszą, zwłaszcza w ważnych meczach. Gole kolegów go cieszą, nawet jeśli nie miał przy nich udziału. Ale póki sam nie strzeli, to nie czuje się rozliczony. Ma poczucie, że on swojego zadania nie wypełnił – opowiada Iwona Lewandowska. Już się oduczyła dzwonić do syna w dniu meczu albo zagadywać, gdy jest u niego z wizytą. Wie, że to nie ma sensu. – Będzie rozmowa o wszystkim i o niczym, bo on już jest pochłonięty zadaniem. Ale jak wraca i strzelił bramki, od razu jest inna rozmowa.

Siedzimy z Robertem w kawiarni jednego z monachijskich hoteli. Wybieramy jego najlepsze albo najbardziej pamiętne mecze do dokładniejszego opisania. Początek listy to samograj: cztery gole z Realem w półfinale Ligi Mistrzów, pięć goli z Wolfsburgiem w Bundeslidze, trzy gole z Bayernem w finale Pucharu Niemiec. Polska – Grecja, mecz trauma na otwarcie Euro 2012: gol, ale i rozczarowanie.

– A potem może ten z Niemcami? 2:0 na Narodowym? – rzucam. I już widzę jego spojrzenie. „Z Niemcami? Mecz bez mojego gola?”.

Miał w tym meczu asystę. Zaorał boisko, pracował, by jego koledzy mieli na murawie więcej miejsca. Polacy wygrali z Niemcami pierwszy raz w historii, w jeden wieczór zmienili sposób, w jaki przez kilka ostatnich lat się na nich patrzyło. Ale on uznał, że skoro bramki nie zdobył, to nie ma prawa tego meczu dopisać do listy swoich wielkich. Niech dopiszą ci, którzy strzelali.

– On właściwie nigdy nie jest z siebie zadowolony. Nieważne, czy strzelił jednego gola, czy pięć. Pamiętam, jak było po czterech golach z Realem. W domu w Dortmundzie impreza jak w sylwestra, bailando, bailando. Druga w nocy, a on siada i mówi do mnie: kurczę, szkoda, że nie było tej piątej – wspomina Tomek Zawiślak, najbliższy przyjaciel Roberta, który jeszcze w ich dziecięcych czasach w Varsovii, klubiku z siedzibą na granicy warszawskiego Nowego Miasta i Muranowa, asystował przy niejednym golu Lewandowskiego. – Szkoda, że nie było piątej... Taki jest. Tłumaczę mu: przestań, zrobiłeś wielką rzecz. Ale jemu zawsze jest mało.

– Tak, ja nie mogę żyć bez goli – mówi Robert. – Gole to jest pełnia szczęścia.

● ● ●

Gole, wbrew obawom z lata 2006, nie stały się dobrem rzadkim. Przeciwnie, można mieć wrażenie, że nas zalewają z każdej strony, że jest ich więcej niż kiedykolwiek. Tyle że uniezależniły się od typowego środkowego napastnika. Wielcy łowcy goli, Leo Messi i Cristiano Ronaldo, zostali do strzelania oddelegowani z innego miejsca na boisku, z innych specjalności. I przenieśli to strzelanie w inny wymiar. Fabio Cannavaro pozostał ostatnim specjalistą od przeszkadzania, którego wybrano na piłkarza roku. Po nim Złotą Piłkę zdobył jeszcze ofensywny pomocnik Kakà, a potem na lata futbol podzielili między siebie Messi i Cristiano Ronaldo. Aberrację, czyli strzelanie kilkudziesięciu goli w sezonie, zamienili w normę. Messi doszedł do 91 goli w jeden rok, w 2012 roku, bijąc wieloletni rekord Gerda Müllera. Gole stały się miarą wszystkiego. Łowcy bramek nigdy nie mieli się lepiej.

– Gra jest szybsza. Dobre kluby stwarzają mnóstwo sytuacji. Kadry drużyn są bardzo wyrównane, najlepsi napastnicy na treningach w klubach mają przeciw sobie znakomitych obrońców. Potem w meczu jest im łatwiej – uważa Andrzej Juskowiak, król strzelców igrzysk olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku, ostatni przed Robertem Polak, który był tak skuteczny w Bundeslidze (jesienią 1998 roku prowadził w klasyfikacji strzelców z 11 golami dla Wolfsburga, ale rundę rewanżową miał nieudaną), w Lechu Poznań indywidualny trener Lewandowskiego.

– Dziś wszystko sprzyja strzelcom. Nasza piłka była trzy razy wolniejsza, inne było przygotowanie, było indywidualne krycie, a nikt nie lubi grać z „plastrem” na plecach. Kiedyś faule to było prawdziwe polowanie na kości, dziś piłkarze są pod większą ochroną sędziego. Kiedyś rykoszet był z reguły bramką samobójczą, dziś z reguły jest zapisywany strzelcowi. W Lidze Mistrzów w rundzie grupowej mocny klub zawsze ma okazję, żeby postrzelać jakiemuś słabemu, a w dawnych czasach grup nie było, tylko nokaut od pierwszej rundy. Nic, tylko strzelać – śmieje się Zbigniew Boniek.

O gole łatwiej, to prawda. Ale konkurencja do tytułu tego najskuteczniejszego jest mordercza jak nigdy. Mierzysz się z maszynami, na które pracują całe drużyny. Z piłkarzami, którzy wszystko podporządkowali futbolowi. Messi i Cristiano nawet po poważnych kontuzjach błyskawicznie wracają do formy, zawsze chcą grać. Argentyński dziennikarz Juan Pablo Varsky mawia, że Messi ciągle żyje w czerwcu 1986 roku. Czyli jest ciągle w stanie takiego natchnienia, w jakim Diego Maradona był na mundialu 1986. A Cristiano nakręca się, by dotrzymać mu kroku. Messi to lekko zaspany geniusz, któremu wszystko przychodzi łatwiej „na tych krótkich nóżkach”, jak kiedyś powiedział Robert w wywiadzie dla „Playboya”. Na krótkich nóżkach, czyli z niskim środkiem ciężkości, tak zawsze łatwiej dryblować. Na drugim biegunie czeka wysoki Cristiano, wyżyłowany jak komandos, polujący na ten moment, gdy jego mała zmora zwolni tempo. Za nimi Neymar, którego gra u boku Messiego przeniosła na inny poziom. Obok Luis Suárez, też jak Lewandowski środkowy napastnik. Piłkarz instynkt i piłkarz z misją: zamazania golami tego wszystkiego, co mu się zdarzyło nawyrabiać na boisku, gdy puszczały nerwy.

I wśród tych najlepszych chłopak z podwarszawskiego Leszna, który zawziął się, że też taki będzie, i zaczął utrzymywać tempo kilkudziesięciu goli na sezon. Chłopak, którego od zawsze pociągały dwie rzeczy – strzelanie goli i ryk silników. Piłkarz nie z żadnej akademii, tylko z małego międzyszkolnego klubu ze Śródmieścia. Wychowany tam przez trenerów, którzy sami w biegu uczyli się nowoczesnego futbolu, gdy granice zaczęły się dla Polaków otwierać. Największy mikrus w dziecięcych drużynach, a dziś gladiator. Środkowy napastnik w czasach, gdy takich środkowych miało już nie być. Napastnik z czołówki strzelców Ligi Mistrzów, choć z kraju bez Ligi Mistrzów. Piłkarz, który przez całą karierę ma z tyłu głowy: ja już dość czasu straciłem, nie mogę więcej. Nie mogę teraz zwolnić.

– On jest w ciągłym biegu. Rozmawia ze mną i w tym czasie ma trzy telefony. Czasem tak się zakręci, że potrafi mnie zaprosić na mecz w Monachium, zapominając, że właśnie grają na wyjeździe – śmieje się Iwona Lewandowska.

Jak mówi Tomek Zawiślak: – Robert zawsze, gdy gdzieś szedł, to biegł. On nienawidzi chodzić.

● ● ●

Dopisał się do tego wyścigu w zbieraniu goli, wiedząc, jakie to jest wyzwanie.

– Żeby być tak powtarzalnym, musisz się przenieść w inny świat. Musisz udźwignąć ten moment, gdy sensacją jest, że nie strzeliłeś gola, a nie, że strzeliłeś. Musisz mieć ileś cech wybitnych, które zbierzesz w całość. I wtedy możesz ogrywać tych, którzy cały tydzień czekają, by cię zatrzymać – mówi Andrzej Juskowiak.

To wymaga życia jak w transie, szukania każdej przewagi. A jednocześnie pilnowania, żeby się w tym nie zatracić. Żeby to pozostało na poziomie: mogę i chcę. A nie: muszę. Bo przymus paraliżuje potem na boisku. Szukanie równowagi oznacza, że wszystko, co cię oddala od gola, musisz przecierpieć w taki sposób, żeby drużyna nie ucierpiała. A Robert musi przecierpieć. Jürgen Klopp wystawiał go przez jakiś czas za napastnikiem – Lewandowski cierpiał. Już w Varsovii, gdy tak czasem musiał grać – cierpiał. Gdy Guardiola go testował, rzucał na boki boiska – cierpiał. Nawet gdy go Pep zdejmował kilkanaście minut przed końcem ostatniego meczu w sezonie 2014/2015, z Mainz, w dniu mistrzowskiej fety, też cierpiał, bo wierzył, że jeszcze mógł strzelić dwa gole i dogonić prowadzącego w tabeli strzelców Alexandra Meiera. Ale zagryzał zęby i brał z tego poddawania go próbom siłę, by znaleźć jakąś kolejną lukę, przez którą się przeciśnie na wyższy poziom. Zrobi kolejne postanowienie noworoczne, poszuka jeszcze czegoś do poprawy w diecie, w siłowni, w ćwiczeniach nad koncentracją. Będzie powtarzać wszystko tak często, aż na boisku zamieni się w automat.

– My, napastnicy – mówi mi Robert Lewandowski – żyjemy z automatyzmów.

Gdy słyszysz potem pod szatnią po meczu – a słyszysz często – że „na tym poziomie decydują szczegóły”, myślisz: ale banał. Bla, bla, bla. A za tym „bla, bla, bla” kryje się czasem cały świat. Ta książka jest właśnie o tym świecie.

[...]

Gol na 4:1 dla Bayernu w meczu z Wolfsburgiem, 22 września 2015 roku. Jeden z pięciu goli strzelonych tego dnia przez Roberta, w niespełna dziewięć minut. „Meteoryt Lewandowski uderzył w Allianz Arenę” – napisało o tym wieczorze „Süddeutsche Zeitung”.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Nienasycony – Robert Lewandowski Misja Brazylia 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia