Ostatnia żona Tudora. Poskromienie królowej

Ostatnia żona Tudora. Poskromienie królowej

Autorzy: Philippa Gregory

Wydawnictwo: Książnica

Kategorie: Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 392

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 19.14 zł

Intymny portret ostatniej żony Henryka VIII, która w niebezpiecznym otoczeniu starzejącego się króla walczyła o własne życie i niezależność.

Zaledwie kilka miesięcy po pochowaniu piątej żony Henryk VIII planuje ponowne małżeństwo. Jego wybór pada na niedawno owdowiałą Katarzynę Parr. Młoda kobieta wie, że życzenie króla jest rozkazem i choć zamierzała wyjść za przystojnego Tomasza Seymoura, porzuca swoje plany. Po ślubie z Henrykiem Katarzyna jednoczy rodzinę królewską, a w samym sercu dworu gromadzi krąg uczonych. Jawne poparcie królowej dla reformy religijnej sprawia, że zaczynają przeciwko niej spiskować dworzanie aspirujący do władzy. Król początkowo szaleje za młodą żoną, ale wkrótce ulega podszeptom tych, którzy oskarżają ją o herezję. Aby ocalić życie, Katarzyna musi uprzedzić spiskowców

Przykuwająca Odmalowany przez Philippę Gregory portret starzejącego się króla oraz jego zmysłowej i oczytanej młodej żony zachwyci wszystkich miłośników Tudorów.

Publishers Weekly

WROCŁAW 2016

Tytuł oryginału

The Taming of the Queen

Projekt okładki

MARIUSZ BANACHOWICZ

Fotografia na okładce

© RICHARD JENKINS

Ilustracje wewnętrzne

© LIANE PAYNE

Redakcja

JUSTYNA STAWARZ

Korekta

IWONA WYRWISZ

Skład

KRZYSZTOF CHODOROWSKI

Copyright © 2015 by Levon Publishing Ltd.

First published by Touchstone, a Division of Simon & Schuster, Inc.

All rights reserved.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVI (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

Niniejsza powieść stanowi wytwór wyobraźni. Jakiekolwiek odniesienia do wydarzeń, miejsc i postaci historycznych mają charakter fikcyjny. Wszelkie podobieństwo do pozostałych osób żyjących lub zmarłych, wydarzeń i miejsc jest całkowicie przypadkowe.

Wydanie elektroniczne 2016

ISBN 978-83-245-8236-5

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: ksiaznica@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

S P I S T R E Ś C I

Dedykacja

Mapy

Pałac Hampton Court – Wiosna 1543 roku

Pałac Hampton Court – Lato 1543 roku

Pałac w Oatlands, Hrabstwo Surrey – Lato 1543 roku

Pałac The More, Hrabstwo Hertfordshire – Lato 1543 roku

Zamek w Ampthill, Hrabstwo Bedfordshire – Jesień 1543 roku

Pałac Hampton Court – Boże Narodzenie 1543 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Wiosna 1544 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Lato 1544 roku

Pałac Świętego Jakuba, Londyn – Lato 1544 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Lato 1544 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Lato 1544 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Lato 1544 roku

Pałac Hampton Court – Lato 1544 roku

Zamek w Leeds, Hrabstwo Kent – Jesień 1544 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Jesień 1544 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Wiosna 1545 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Wiosna 1545 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Wczesne lato 1545 roku

Pałac Nonsuch, Hrabstwo Surrey – Lato 1545 roku

Zamek w Southsea, Zatoka Portsmouth – Lato 1545 roku

Dworek Cowdray, Midhurst, Hrabstwo Sussex – Lato 1545 roku

Pałac w Greenwich – Lato 1545 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Jesień 1545 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Zima 1545 roku

Pałac Hampton Court – Boże Narodzenie 1545 roku

Pałac Hampton Court – Zima 1546 roku

Pałac w Greenwich – Wiosna 1546 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Wiosna 1546 roku

Pałac w Greenwich – Lato 1546 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Lato 1546 roku

Pałac Hampton Court – Lato 1546 roku

Pałac Hampton Court – Lato 1546 roku

Zamek w Windsorze – Jesień 1546 roku

Pałac Whitehall, Londyn – Zima 1546 roku

Pałac w Oatlands, Hrabstwo Surrey – Zima 1546 roku

Pałac w Greenwich – Zima 1546 roku

Pałac Hampton Court – Zima 1547 roku

Od autorki

Bibliografia

Gardens for the Gambia (Ogrody dla Gambii)

Przypisy

Dla

Maurice’a Hutta, 1928–2013

Geoffreya Carnalla, 1927–2015

PAŁAC HAMPTON COURT

WIOSNA 1543 ROKU

Stoi przede mną zwalisty niczym prawieczny dąb, z twarzą jak księżyc w pełni prześwitujący przez najwyższe gałęzie i z wałeczkami ciała pomarszczonego od nadmiaru dobrej woli. Kiedy się nade mną pochyla, mam wrażenie, że zaraz przywali mnie drzewo. Trwam dzielnie na swoim miejscu, ale myślę: chyba dla mnie nie uklęknie, jak zaledwie wczoraj uklęknął inny mężczyzna, by obsypać moje dłonie pocałunkami? Bo gdyby ten waligóra kiedykolwiek padł na klęczki, trzeba by go podnosić na linach jak wołu, który utknął w rowie; zresztą ten człowiek nie klęka przed nikim.

Myślę też: chyba mnie nie pocałuje prosto w usta, nie tutaj, nie w tej długiej komnacie z muzykantami na jednym krańcu i kręcącymi się wokół ludźmi? Coś takiego jest niemożliwe na tym zmanierowanym dworze, nie wierzę, że ta twarz w pełni zbliży się do mojej... Podnoszę spojrzenie na mężczyznę, którego moja matka i wszyscy jej przyjaciele swego czasu uważali za najprzystojniejszego w całej Anglii, na króla, do którego wzdychały wszystkie młode dziewczęta, i w skrytości ducha zmawiam modlitwę. Modlę się niemądrze o to, abym się przesłyszała, aby nie wypowiedział tych słów, które przed chwilą wypowiedział.

W ciszy nabrzmiałej pewnością siebie czeka na moje „tak”.

Uświadamiam sobie, że odtąd już zawsze, dopóki śmierć nas nie rozłączy, tak będzie – Henryk poczeka na moją zgodę albo przeforsuje swoją wolę mimo jej braku. Muszę go poślubić. Góruje nad śmiertelnikami nie tylko wzrostem i masą, przewyższa ich pod każdym względem, znajdując się tylko o jeden stopień niżej od aniołów. Henryk VIII, król Anglii.

– Ten zaszczyt spadł na mnie tak nagle... – jąkam się.

Cienkie wargi zaciśnięte w dzióbek rozszerzają się w uśmiechu. Dostrzegam pożółkłe zęby i czuję nieświeży oddech jak z pyska starego psa.

– Nie jestem godna...

– Pokażę ci, jak stać się godną – obiecuje mi.

Wstydliwy uśmieszek na jego wilgotnych ustach uprzytamnia mi w nieprzyjemny sposób, że Henryk jest chutliwym sybarytą uwięzionym w gnijącym ciele starca i że będę jego żoną w każdym znaczeniu słowa; połączy nas wspólne łoże, mimo że boleśnie pragnę innego mężczyzny.

– Czy mogę oddać się modlitwie i rozważyć te niespodziewane oświadczyny? – pytam, rozpaczliwie szukając właściwych, dwornych słów. – Jestem zakłopotana, naprawdę. Owdowiałam tak niedawno...

Ściąga krzaczaste, piaskowe brwi, okazując swoje niezadowolenie.

– Potrzebujesz czasu na zastanowienie? Nie wyczekiwałaś tej chwili?

– Ależ każda niewiasta jej wyczekuje! – zapewniam gładko. – W całym pałacu, w całej Anglii nie znajdzie się taka, co nie roi w głowie marzeń. Niczym się od nich nie różnię. Czuję się jednak niegodna...

Tak lepiej, wyraźnie się uspokaja.

– Nie mogę uwierzyć, że moje marzenie się spełniło – dodaję. – Potrzebuję czasu, aby uwierzyć we własne szczęście. Zupełnie jak w bajce!

Kiwa głową. Przepada za bajkami, przebierankami i przedstawieniami, przepada za wymyślnym udawaniem.

– Ocalę cię – obwieszcza. – Wyniosę cię z nizin na wyżyny.

Głos, tubalny i pewny siebie, nasączony najlepszymi winami i karmiony najsmakowitszymi kąskami, ma pobłażliwy, jednakże świdruje mnie bystrymi oczkami.

Zmuszam się, aby odwzajemnić jego spojrzenie, skryte pod opadającymi powiekami. Nie wynosi mnie z żadnych nizin, nie jestem nikim; jestem Katarzyna Parr z Kendal, wdowa po Neville’u – a Parrowie i Neville’owie to rody liczące się na Północy, gdzie nawet nigdy nie był.

– Potrzeba mi trochę czasu – próbuję się targować – aby przywyknąć do myśli o tej radości...

Gestem pulchnej dłoni daje mi do zrozumienia, że mogę się namyślać ile dusza zapragnie. Dygam przed nim i nie odwracając się tyłem, wycofuję się od stolika karcianego, przy którym znienacka zażądał ode mnie najwyższej stawki, na jaką może sobie pozwolić każda niewiasta. Teraz już gra toczy się o moje życie. Pokazać plecy królowi jest wbrew prawu, choć niektórzy żartują, że Henryka lepiej nie spuszczać z oka. Zrobiwszy sześć kroków, czując na skromnie pochylonej głowie promienie wiosennego słońca wpadające przez wysokie okna, dygam powtórnie i spuszczam jeszcze niżej oczy. Kiedy się prostuję, widzę, że nadal uśmiecha się do mnie i że wszyscy na mnie patrzą. Zmuszam się do uśmiechu w odpowiedzi i cofam pod same drzwi, za którymi rozciąga się królewska komnata gościnna. Stojący za moimi plecami gwardziści otwierają oba skrzydła na oścież, z pomieszczenia bije gwar rozmów tych, którzy dziś nie dostąpili zaszczytu pławienia się w obecności najjaśniejszego pana, a ja czuję się wzięta w dwa ognie spojrzeń jednych i drugich. Za próg odprowadza mnie czujny wzrok Henryka. Wycofuję się wciąż tyłem, gwardziści w końcu zatrzaskują odrzwia, a mnie w uszach dźwięczy odgłos zderzanych halabard.

Przez moment stoję bez ruchu, wpatrując się w rzeźbione drewniane skrzydła, niezdolna się odwrócić i stawić czoło spojrzeniom ciekawskich. Gdy znalazłam się bezpiecznie za grubymi drzwiami, nagle czuję, że cała drżę – nie tylko w kolanach i rękach, ale każdym włókienkiem mojego ciała, jakbym miała gorączkę albo jakbym była zajączkiem ukrytym pomiędzy łanami pszenicy, podczas gdy zbliża się doń ława kosiarzy żnących kłosy.

Dwór zasypia grubo po północy, toteż dopiero wtedy narzucam na nocną szatę z czarnej satyny granatową pelerynę i ciemna niczym nocny cień wymykam się po cichu z niewieściego skrzydła pałacu, kierując się ku szerokiej klatce schodowej. Nikt nie zatrzymuje mnie po drodze; kaptur zasłania mi dobrze twarz, a poza tym znajduję się w pałacu, w którym miłość jest walutą od lat. Nikogo nie interesuje jakaś białogłowa zmierzająca do niewłaściwej komnaty w środku nocy.

U drzwi mego kochanka nie ma straży, one same zaś stoją otworem, tak jak to obiecał. Naciskam klamkę i wślizguję się za próg. Oświetlona tylko paroma świecami komnata jest pusta, nie licząc jego czekającego na mnie przy kominku. Mój kochanek jest wysoki, szczupły, ciemnowłosy i ciemnooki. Na mój widok podnosi spojrzenie roziskrzone podnieceniem, zrywa się z krzesła i przyciąga mnie do siebie. Wtulam twarz w jego pierś, czując, jak równocześnie oplata mnie ciasno ramionami. Bez słowa pocieram czołem o dublet, zupełnie jakbym chciała przeniknąć pod jego odzienie, pod jego skórę. Przez moment kołyszemy się zgodnym rytmem, spragnieni wzajemnie swego zapachu, swego dotyku. Potem dłońmi chwyta mnie pod pośladki i unosi z ziemi, a ja oplatam go w pasie nogami. Tak bardzo go pragnę... Stawia parę kroków i kopnięciem obutej nogi otwiera drzwi do sypialni, zatrzaskując je za sobą, zanim położy mnie na swoim łóżku. Ściąga pludry, rzuca koszulę na ziemię, podczas gdy ja rozwiązuję troczki peleryny i nocnej szaty, aby mógł mnie sobą nakryć i wejść we mnie bez jednego słowa, tylko z głuchym westchnieniem, jakby aż do tej chwili wstrzymywał oddech. Dopiero wtedy sapię prosto w jego nagie ramię:

– Tomaszu, chędoż mnie przez całą noc, chcę o wszystkim zapomnieć.

Unosi się nade mną, aby spojrzeć na me blade oblicze i kasztanowe włosy rozsypane na poduszce.

– Chryste... tak bardzo cię pragnę! – wykrzykuje.

Następnie jego poważna twarz przybiera wyraz niezwykłego skupienia, a ciemne oczy rozszerzają się zaślepione pożądaniem, kiedy zaczyna się we mnie poruszać. Rozkładam nogi szerzej i słysząc swój coraz bardziej urywany oddech, wiem, że oto jestem z mężczyzną, który pierwszy sprawił mi przyjemność, oto jestem w jedynym miejscu na świecie, w którym chcę być, w jedynym, w którym czuję się bezpiecznie – w rozgrzanym naszą miłością łożu Tomasza Seymoura.

*

Krótko przed świtem nalewa mi wina z dzbana stojącego na skrzyni i częstuje mnie suszonymi śliwkami i jakimiś łakociami. Przyjmuję kielich i zaczynam pogryzać słodkości, podstawiając otwartą dłoń na spadające okruszki.

– Oświadczył mi się – mówię zwięźle.

Tomasz zakrywa sobie ręką oczy, jakby nie mógł znieść mojego widoku, kiedy siedzę na jego łóżku rozczochrana, z włosami spływającymi mi na ramiona i prześcieradłem ledwie zakrywającym piersi, z szyją pokrytą malinkami od jego nienasyconych pocałunków i z wciąż lekko nabrzmiałymi wargami.

– Boże, miej nas w swojej opiece. O Boże, oszczędź nas...

– Nie wierzyłam własnym uszom.

– Rozmówił się z twoim bratem? Z twoim stryjem?

– Nie, zwrócił się wprost do mnie. Wczoraj.

– Powiedziałaś o tym komukolwiek innemu?

Kręcę głową.

– Jeszcze nie. Chciałam, abyś pierwszy się dowiedział.

– Co zamierzasz zrobić?

– A co mogę zrobić? – pytam ponurym tonem. – Będę musiała usłuchać.

– Nie możesz! – odpowiada Tomasz z nagłym zniecierpliwieniem. Sięga do mnie i łapie mnie za ręce, wytrącając z palców smakołyk. Później klęka na łóżku i zaczyna całować kolejno opuszki wszystkich moich palców, jak wtedy, gdy mi po raz pierwszy wyznał, że mnie kocha, i zapewnił, że nikt nigdy nas nie rozdzieli, że jestem jedyną niewiastą, której pragnie i pożąda, choć miał w życiu bez liku ladacznic i służek, tyle dziewek, że ledwo je wszystkie spamiętał. – Katarzyno, zaklinam cię! Nie zniosę, jeśli za niego wyjdziesz. Nie zezwalam na to!

– Jak niby miałabym odmówić królowi?

– Co mu rzekłaś?

– Że potrzebuję czasu. Na modlitwę i zastanowienie.

Przykłada moje dłonie do swojego płaskiego brzucha. Czuję spoconą skórę, kręte ciemne włoski i prężące się pod nimi mięśnie.

– To właśnie robiłaś tej nocy? Modliłaś się?

– Ubóstwiałam... – odpowiadam szeptem.

Schyla się, żeby mnie pocałować w czubek głowy.

– Heretyczka z ciebie. A co by było, gdybyś mu powiedziała, że już masz narzeczonego? Że wzięłaś ślub w sekrecie?

– Z tobą? – pytam otwarcie.

Podnosi rzuconą rękawicę, gdyż wielki śmiałek z niego. Niebezpieczeństwo? Ryzyko? Tomasz Seymour jest do nich pierwszy. Traktuje je jak majową zabawę, zupełnie jakby czuł się żyw, wyłącznie będąc na odległość miecza od śmierci.

– Tak, ze mną! – podchwytuje dziarsko. – Oczywiście, że ze mną. Oczywiście, że musimy wziąć ślub. Możemy nawet powiedzieć, że już wzięliśmy.

Chciałam usłyszeć te słowa, lecz brak mi odwagi, aby zrobić z nich użytek.

– Nie potrafię mu się przeciwstawić... – Na myśl o zostawieniu Tomasza odbiera mi głos. Gorące łzy płyną mi po policzkach. Rąbkiem prześcieradła ocieram więc oczy. – Och, na Boga, nie będziemy mogli się nawet widywać...

Wygląda na wstrząśniętego. Przysiada w kucki, a łoże trzeszczy pod jego ciężarem.

– To nie może być prawda. Ledwo co się uwolniłaś... Byliśmy ze sobą najwyżej pół tuzina razy... Zamierzałem poprosić go o twoją rękę! Zwlekałem jedynie przez wzgląd na twoje wdowieństwo!

– Powinnam była domyślić się wcześniej. Obdarował mnie wspaniałymi strojami, nalegał, abym skróciła żałobę i wróciła na jego dwór. Wiecznie mnie szuka w komnatach księżniczki Marii i ani na moment nie spuszcza ze mnie oka.

– Sądziłem, że to zwykły flirt. Wyróżniał nie tylko ciebie. Była też Katarzyna Brandon, Maria Howard... Do głowy mi nie przyszło, że on tak na poważnie.

– Obdarzył mojego brata łaskami niewspółmiernymi do jego zasług. Bóg świadkiem, że William nie został strażnikiem marchii dzięki swoim umiejętnościom.

– Ale Henryk mógłby być twoim ojcem!

Uśmiecham się gorzko.

– Jakiemu mężczyźnie przeszkadza młoda żona? Wiesz, myślę, że król upatrzył mnie sobie jeszcze przed śmiercią mojego męża, niech odpoczywa w pokoju.

– Domyślałem się tego! – Tomasz wali otwartą dłonią w rzeźbiony słupek baldachimu. – Domyślałem się! Widziałem przecież, jak wodzi za tobą oczyma. Widziałem, jak posyła ci kąski przy wieczerzy, a to tego, a to owego, i za każdym razem oblizuje łyżkę wielkim tłustym ozorem, kiedy czegoś skosztowałaś. Nie zniosę myśli, że miałabyś się znaleźć w jego łożu, że miałby cię targać tymi starymi łapami na wszystkie strony.

Czując w gardle gulę strachu, przełykam ciężko, z trudem.

– Wiem... Wiem. Małżeństwo będzie znacznie gorsze od zalecanek, a nawet one sprawiają wrażenie źle napisanej sztuki z niedobranymi aktorami, którzy zapomnieli swoich kwestii. Tak się boję, Tomaszu... Nie masz pojęcia jak bardzo. Poprzednia królowa... – Urywam. Nie potrafię się zdobyć, aby wypowiedzieć głośno jej imię. Katarzyna Howard zmarła skrócona o głowę za cudzołóstwo przed niespełna rokiem.

– O to się nie martw – dodaje mi otuchy Tomasz. – Przebywałaś wtedy z dala od dworu królewskiego, zatem nie wiesz, jaka ona była. Katarzyna Howard sama sprowadziła ruinę na swą głowę. Nie tknąłby jej nawet małym palcem, gdyby nie zawiniła. Ale była z niej ladacznica na wskroś.

– A twoim zdaniem jak by mnie nazwał, gdyby mnie tu teraz zobaczył?

Zapada głuche milczenie. Tomasz spogląda na moje dłonie, zaciśnięte na kolanach. Zaczęłam się znowu trząść. Kładzie mi ręce na ramionach, czuje moje drżenie. Jest nie mniej wstrząśnięty niż ja – zupełnie jakbyśmy właśnie usłyszeli wydany na nas wyrok śmierci.

– Nie możemy dopuścić, żeby choćby zaczął cię podejrzewać – gestem obejmuje trzaskający wesoło kominek, komnatę sypialną spowitą blaskiem świec, skotłowaną pościel, intensywną zdradliwą woń miłości. – Jeśli cię zapyta, wszystkiemu zaprzecz. Ja też to zrobię, przysięgam. Henryk nie może nabrać choćby cienia podejrzenia. Przyrzekam, że ode mnie nigdy się o niczym nie dowie. Nabierzemy wody w usta. Nie zdradzimy się przed nikim. Nie damy mu najmniejszego powodu do podejrzeń. Złożymy sobie obietnicę milczenia.

– Masz moje słowo. Nawet na torturach cię nie wydam.

Uśmiecha się do mnie ciepło.

– Wysoko urodzonych się nie torturuje...

Obejmuje mnie i przyciąga do siebie gestem pełnym łagodności. Następnie układa mnie na wznak, otula futrzanym nakryciem i wyciąga się obok, podpierając głowę na ręku, aby móc na mnie dalej patrzeć. Wolną dłonią muska mnie po mokrym policzku, po gardle, po krągłości piersi, wodzi palcami po mym brzuchu i biodrze, jakby chciał zapamiętać moje kształty, jakby czytał z mojej skóry opuszkami, zapamiętując na zawsze całe akapity. Na koniec składa głowę w zagłębieniu mojej szyi i wdycha zapach moich włosów.

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Dom cudzych marzeń Zmierzch Tudorów Trzy siostry, trzy królowe Ostatnia żona Tudora. Poskromienie królowej Klątwa Tudorów Biała księżniczka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Romanowowie Królowe przeklęte Kacper Ryx i Król Żebraków Turniej cieni Moja piątka z Cambridge