Pamiętnik Christophera. Duchy Dollangagerów

Pamiętnik Christophera. Duchy Dollangagerów

Autorzy: Virginia C. Andrews

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Horror

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 368

Cena książki papierowej: 35.00 zł

cena od: 18.20 zł

Kwiaty na poddaszu nie ujawniły wszystkich sekretów Foxworth Hall 

Kontynuacja bestsellerowego cyklu o rodzinie Dollangangerów.

Odnaleziony w ruinach posiadłości Foxworth Hall dziennik Christophera Dollangangera ma dziwny wpływ na rzeczywistość jak gdyby duch uwięzionych tam niegdyś dzieci prześladował kolejne pokolenia. Nie przypadkiem przebudowy spalonego domostwa podjął się ojciec Kristin Masterwood, której przedwcześnie zmarła matka była daleką krewną Foxworthów? 
Kristin zdradza sekret pamiętnika swojemu chłopakowi. Nieoczekiwanie Kane Hill proponuje jej wspólne czytanie na poddaszu, przemienionego zawczasu w poddasze Dollangangerów.
Odtąd wydarzenia biegną dwoma torami z jednej strony ojciec Kristin z zapałem realizuje plany tajemniczego inwestora, który na miejscu dwukrotnie spalonego Foxworth Hall buduje nowoczesną posiadłość. Z drugiej strony dwójka młodych ludzi w sugestywnej scenerii poddasza coraz mocniej przeżywa tragiczne wydarzenia opisane w dzienniku. I stopniowo, nieświadomie, odgrywają historię, w której coraz większą rolę odgrywa wątek zakazanego uczucia i budzącej się seksualności. Niepokojąca atmosfera coraz bardziej przenika życie młodych ludzi. Co zwycięży w tej dziwnej rozgrywce obsesja przeszłości czy energia przyszłości? Rodzinna klątwa czy nowe życie? 

Trzeci tom trylogii Secret Brother  zostanie wydany w czerwcu 2016.

Fenomen popularności V.C. Andrews trwa nieustannie od czasu wydania Kwiatów na poddaszu. Książki autorki, tworzące prawie dwadzieścia bestsellerowych serii, osiągnęły łączny nakład ponad 106 milionów egzemplarzy i zostały przetłumaczone na dwadzieścia dwa języki. Pamiętnik Christophera: Duchy Dollangagerów to druga część nowej trylogii, która opowiada o dalszych losach rodziny Dollangangerów (znanych czytelnikom m.in. z Kwiatów na poddaszu). Kolejne powieści autorki ukażą się wkrótce nakładem Prószyński i S-ka.

Tytuł oryginału

Christopher’s Diary: ECHOES OF DOLLANGANGER

Copyright © 2015 by Vanda Productions, LLC

All rights reserved

Projekt okładki

Izabella Marcinowska

Zdjęcie na okładce

© Stephen Carroll/Trevillion Images

Redaktor prowadzący

Anna Czech

Redakcja

Joanna Habiera

Korekta

Katarzyna Kusojć

Agnieszka Ujma

ISBN 978-83-8097-454-8

Warszawa 2016

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

W ROLACH CHRISTOPHERA I CATHY

Coraz krótsze dni za sprawą nadchodzącej zimy zdawały się popołudniami zagęszczać mrok w kątach mojego poddasza. Zwykle na pewnej wysokości – gdy wchodzimy na szczyt, wznosimy się w samolocie albo po prostu wdrapujemy się na strych domu – odruchowo oczekujemy jasnego światła. Tymczasem, kiedy z moim chłopakiem Kane’em Hillem po raz pierwszy szłam na poddasze i pięłam się po stromych schodach, czułam, jak osacza mnie pułapka ciemności.

Schody skrzypiały jak zwykle, ale teraz brzmiało to jak ostrzeżenie; napięcie narastało z każdym stopniem. Na poddaszu nie unosiła się nieprzyjemna woń, ale zapach starych rzeczy, latami pozbawionych kontaktu z dziennym światłem – mebli, lamp, walizek i pudeł, wypchanych niemodnymi ubraniami, które zgromadzili poprzedni właściciele. Były w dobrym stanie i wciąż nadawały się do noszenia. Mój tata nazywał strych graciarnią, choć sam się przyznał do jednego z pudeł. Nieskazitelny porządek panował nawet w naszym garażu, choć zawalonym rozmaitymi narzędziami, próbkami materiałów budowlanych oraz innymi sprzętami, jak mój pierwszy, trzykołowy rowerek, węże ogrodowe oraz inne przyrządy, a także rury, kształtki i zawory hydrauliczne, które przecież mogły się jeszcze przydać.

Podłoga poddasza, wykonana z twardego drewna, według taty nadal była w doskonałym stanie. Czasami tutaj zaglądał, ale to ja regularnie sprzątałam, usuwałam pajęczyny i myłam szyby w dwóch małych okienkach, wciąż na nowo zasnuwanych sieciami pełnymi much i innych owadów. Robiłam to ze względu na rzeczy mamy, które tata zachował z takim pietyzmem. Umieścił je w starej, zabytkowej szafie z orzecha, o drzwiach zdobionych płaskorzeźbami amorków. Choć od śmierci mamy minęło już dziewięć lat, coś ciągnęło tatę na strych; wyjmował jej rzeczy – buty, kapcie, torebki, sukienki, koszule nocne, płaszcze czy swetry, jakby ich bliskość choć na chwilę mogła przywołać mamę.

Podobnie jak na poddaszu w Foxworth, które Christopher opisał w swoim dzienniku, znajdowały się tu również duże meble, wyniesione przez dawnych właścicieli – drewniane i metalowe stoliki, lampy stojące, gazetnik z czarnego dębu ze starymi egzemplarzami „Life” i „Time”, czarne i srebrne kufry, oblepione nalepkami, dokumentującymi podróże do Paryża, Londynu i Madrytu, oraz wiele innych sprzętów, niegdyś stanowiących ozdobę salonu, które poszły w odstawkę, kiedy zapanowała moda na nowy wystrój.

Jakkolwiek skazane na zesłanie i bezużyteczne, w oczach mojego taty stanowiły pełnoprawnych mieszkańców domu. Mawiał, że zyskały prawa lokatorskie przez zasiedzenie. Nieistotne, od jak dawna tu tkwiły i czy dałoby się je sprzedać. Dla niego wspomnienia były święte. To coś więcej niż tylko zwykłe przedmioty, to stare zabawki, niegdyś kochane przez swoich małych właścicieli, to rodzinne pamiątki wypełnione dawnymi historiami, których obecność się czuło. Aż do dziś nie zwracałam na nie uwagi.

Nadal miałam wątpliwości co do pomysłu Kane’a. Kiedy odkrył pod moją poduszką pamiętnik Christophera, zaproponował, że będzie mi czytać na głos i udawał przy tym Christophera Dollangangera, najstarszego z czwórki rodzeństwa, uwięzionego przed ponad pięćdziesięciu laty w Foxworth Hall. Myślałam, że Kane żartuje. Nie chciałam wykorzystywać pamiętnika do zabawy, aby nie obrażać pamięci nieszczęsnych małych więźniów. Kane przekonał mnie jednak, że nie ma powodów do obaw.

– Aby naprawdę w to wniknąć, wczuć się do końca, będziemy czytali pamiętnik na poddaszu – powiedział.

Właśnie na poddaszu rezydencji Foxworthów czwórka dzieci spędziła większość czasu swojej niewoli; tylko na noc schodziła do niewielkiej sypialni. Z relacji Christophera i różnych opowieści wynikało, że to poddasze, bardzo duże, długie i zagracone, stało się dla nich zamkniętym światem, który musieli wypełnić własną wyobraźnią. Idea głośnego czytania opisów i przemyśleń Christophera fascynowała mnie i przerażała zarazem. Zakładała, że nie możemy być biernymi czytelnikami. Odgrywając role Christophera i Cathy, mamy nie tylko im współczuć, ale też wczuć się w ich położenie.

Kane dostrzegł mojej wahanie i zaczął porównywać całą sytuację do planu filmowego, gdzie dekoracje są jedynie sugestią tego, co było albo mogło być.

– To bez znaczenia, Kristin – powiedział.

Przypomniałam mu, że moje poddasze jest znacznie mniejsze od tamtego, ale szybko zbił mój argument uwagą, że wciąż jest poddaszem – miejscem odosobnionym, w którym, dzięki wcieleniu się w role więźniów, lepiej zrozumiemy przeżycia Christophera i Cathy.

Podkreślał, że bardzo ważny jest realizm.

– To tak, jak gdyby czytać Moby Dicka na statku płynącym przez ocean – przekonywał.

Oczywiście, współczułam Cathy i wczuwałam się w położenie dziewczynki, gdy czytałam pamiętnik jej brata, ale nie w takim stopniu, jaki sugerował Kane. Sceny odgrywane na strychu, może nawet w ubraniach z epoki, wśród tych mebli, byłyby przysłowiowym wejściem w jej buty. Mogłabym nawet poczuć się nią. Przerażała mnie jednak perspektywa udawania Cathy przed drugą osobą, gdyż bałam się przy okazji ujawnić własne słabości, lęki i fantazje. Przecież wszyscy wiedzieli o dalekim, ale mimo wszystko pokrewieństwie, łączącym mnie z dziećmi Dollangangerów.

A jeśli się okaże, że jestem z nią bardziej związana, niż myślałam?

Gruby skórzany notes nabrał dla mnie wartości większej niż tylko historyczna. Jak gdyby zyskał moc rozszyfrowania mojej osobowości, zdarcia z twarzy maski i zmuszał do ujawnienia tajemnic duszy, tak osobistych, że nie dzieliłam ich nawet z własnym ojcem. Nieuchronnie pojawią się pytania o uczucia Cathy, a także o podobieństwa i różnice z moimi uczuciami, zwłaszcza w kwestii emocjonalnego i fizycznego dojrzewania. Jak większość moich rówieśniczek fascynowały mnie, a zarazem peszyły zmiany w moim ciele i w psychice. Nie zdobyłam się jednak na rozmowę z koleżankami, nawet z przyjaciółkami od serca. Tymczasem miałabym odsłaniać się przed Kane’em, bardziej intymnie niż przed kimkolwiek innym, chociaż chodziliśmy ze sobą od niedawna. Dopiero się poznawaliśmy i mało o sobie wiedzieliśmy. Miałam wrażenie, że rzucam się bez reszty w coś, czego mogę potem żałować – a wszystko przez ten dziennik, bo kazał mi głęboko zastanawiać się nad sobą i nad własnymi, nowymi uczuciami. Wiele z naszych czynów, a także ludzie, na których nam zależy, sprawiają, że zaglądamy w głąb siebie. Czasami wydawało mi się, że jestem otoczona lustrami.

Mimo to musiałam przyznać, że entuzjazm Kane’a był zaraźliwy, a jego fascynacja dziennikiem i postacią Christophera dorównywała mojej. Ponieważ nikt poza nami nigdy nie czytał zwierzeń Dollangangera, Kane podkreślał, że tylko my dowiemy się, co naprawdę wydarzyło się w Foxworth Hall. Nie będziemy już karmić się plotkarską legendą, z jej przekłamaniami i niedopowiedzeniami; dostąpimy zaszczytu poznania tajemnic, uznanych za bezpowrotnie strawione przez ogień, pochłonięte przez mrok zanikającej ludzkiej pamięci.

Kane’owi błyszczały oczy, kiedy o tym mówił. Wyglądał jak mały chłopczyk w bożonarodzeniowy poranek, który już wie, jaki prezent znajdzie pod choinką. Pewnie on także wyobrażał sobie, że otwiera zakazane drzwi, prowadzące do mrocznej przeszłości, tunelem cieni, w górę po stromych schodkach, do świata, który stawał się sceną coraz bardziej halloweenowej historii. Czy drzwi do tego świata zatrzasną się za nami nieodwołalnie? Czy wpadniemy w pułapkę czyjegoś koszmaru? Czy to, o czym przeczytamy na moim strychu, i nasze późniejsze czyny będą nas prześladowały do końca życia, bo zarówno w przypadku Christophera Dollangangera, jak i w naszym relacje okażą się zbyt intymne?

Nie przypuszczałam, że zawładną mną takie rozterki. Z drugiej strony trudno było się dziwić Kane’owi, że dziennik, który odkrył przypadkiem w moim pokoju, rozpalił jego ciekawość, choć zdążył przeczytać zaledwie jedną stronicę. W tej sytuacji musiałam mu powiedzieć prawdę. Kiedy dodałam, że tata z jawną niechęcią odnosi się do mojej lektury, jego zainteresowanie jeszcze wzrosło. Nic tak nie pociąga jak zakazany owoc. Kane wyznał, że nie może się doczekać, kiedy doczyta do momentu, w którym skończyłam, by dalej kontynuować już ze mną. Sprawiał wrażenie dziecka stojącego u progu wielkiej przygody, o której marzyło od dłuższego czasu. Udzieliło mi się jego podekscytowanie i pomyślałam, że to w sumie dobrze, iż znalazł pamiętnik pod moją poduszką. Może właśnie tak miało być. Wyobraziłam sobie nawet, że tajemniczy notes przyciąga wszystkich, którzy się do niego zbliżą, i tak zwrócił na siebie uwagę Kane’a.

A jednak przed zaśnięciem znów ogarnęły mnie wątpliwości. Może jestem zbyt łatwowierna? Bałam się, że Kane, choć początkowo szczerze zainteresowany rewelacjami z przeszłości i podekscytowany wspólną lekturą na poddaszu, z czasem się znudzi i uzna pomysł za głupi. I – co jeszcze gorsze – opowie o tym w szkole i wywoła kolejną falę niezdrowego zainteresowania moją osobą.

Jak bym się czuła, gdyby to zrobił? Zdradzona? A co czułaby Cathy, gdyby Christopher ujawnił obcym ludziom jej przeżycia? Mogłam sobie jedynie wyobrazić, jak okropnym by to było doświadczeniem dla niej i pewnie także dla jej brata. Kiedy ktoś, na kim ci zależy i komu zależy na tobie, zrobi ci wielką przykrość, masz wrażenie, jak gdyby jątrzył ci ranę, a ból przenikał całe twoje jestestwo. Człowiek czuje się wtedy bezbronny, obnażony, zagubiony, oszukany i zdradzony, gdyż myśli, że odtąd nie będzie już w stanie nikomu zaufać – nawet ludziom, których kocha. Czy istnieje bardziej dojmujące osamotnienie? Z pewnością to właśnie spotkało dzieci Dollangangerów. I możliwe, że spotka również mnie.

A wszystko przez to, że potajemnie czytałam zakazany pamiętnik.

Czy jego zawartość jest tak niebezpieczna, że nie należy go otwierać, jak puszki Pandory? I dlatego tata starał się odwieść mnie od czytania? A może przypisywanie groźnej mocy staremu, oprawnemu notesowi, w którym nastoletni chłopiec zawarł swoje myśli, jest czystym idiotyzmem? Z drugiej strony zawsze istniały książki zakazane, wywierające zły wpływ na czytelników. Wielu nie sposób znaleźć w bibliotekach szkolnych, a rodzice nie pozwalają dzieciom ich czytać. Także rządy zakazują niektórych książek, a w wielu religiach pewne pozycje uznane zostały za dzieła czarownic i czarowników, a nawet szatana.

Prawdę o wydarzeniach w Foxworth Hall wciąż spowijała gęsta i złowroga mgła, żywiąca się fantastycznymi teoriami, tworzonymi przez lokalną prasę, która co roku na nowo rozpalała dyskusję w rocznicę pierwszego pożaru oraz w Halloween. Pamiętnik mógł emanować taką samą aurę. Wystarczy go dotknąć, otworzyć i zacząć czytać, aby zostać wessanym w te same obrzydłe, mroczne zakamarki, gdzie hulał lodowaty wiatr przeznaczenia.

Przewracałam się na łóżku do świtu, nie mogąc sobie poradzić z nawałem zmartwień i myśli. Jeszcze nigdy powiedzenie, że każdy z nas ma w sobie dwie osoby, sprzeczające się ze sobą, nie wydawało mi się tak prawdziwe. Jedna ma sumienie, a druga nie. Każdy z nas rozmawia ze sobą w myśli, a czasami na głos. Ale do kogo mówi? Kim jest ten drugi (albo ta druga)?

Rano wydawało mi się, że jedna ze stron wygrała ten spór. Postanowiłam poprosić Kane’a, aby zapomniał o sprawie. Wymyśliłam nawet przemowę z argumentami, które powinny mu wybić ten pomysł z głowy. Zamierzałam skłamać, że tata nakrył mnie nad ranem na czytaniu pamiętnika i tak się wściekł, że wyrwał mi notes i zagroził, że go spali. Na nic się zdały moje błagania – na moich oczach pamiętnik Christophera spłonął w piecu w suterenie i pozostał z niego tylko popiół.

Zmieniłam jednak zdanie, kiedy zeszłam na dół i zobaczyłam tatę, jak krząta się w kuchni, szczęśliwy i zadowolony. Praca na budowie szła świetnie i cieszył się, że dzięki niemu powstanie najnowocześniejszy dom w okolicy. Regularnie konsultował kolejne etapy budowy z Arthurem Johnsonem, który okazał się wymarzonym, chętnym do współpracy klientem. Tata miał świetny humor i był jeszcze bardziej uroczy niż zazwyczaj. Nie mogłabym się zdobyć, żeby wykorzystać go do swoich celów i kłamliwie przedstawić jako człowieka gniewnego i nieopanowanego. Sumienie nie dałoby mi spokoju. I tak czułam się winna, bo nie posłuchałam jego prośby i pokazałam komuś pamiętnik. Pocieszałam się myślą, że Kane jest bliskim i zaufanym człowiekiem, więc tata z pewnością by mi wybaczył.

Zmieniłam zdanie, lecz wątpliwości i pytania bez odpowiedzi pozostały. Co będzie, jeśli Kane wyda mnie, a tym samym Christophera? Podejmiesz to ryzyko, Kristin? – miotałam się rozdarta pomiędzy „tak” i „nie”. Równie dobrze mogłam się zgodzić, jak i odmówić. Zerknęłam na zegarek. Muszę wreszcie podjąć decyzję. Kane zaraz po mnie przyjedzie i z pewnością zacznie mówić o czytaniu pamiętnika. Kiedy powiedziałam tacie, że czekam na niego, przerwał na moment szykowanie śniadania.

– Znów po ciebie przyjedzie? Przecież zupełnie mu nie po drodze, zwłaszcza przy porannych korkach. I musi wyjechać z domu znacznie wcześniej.

– Och, tato, nie przesadzaj, on się tym nie przejmuje – odparłam tonem nastolatki, która ubolewa, że rodzic nie rozumie najprostszych rzeczy.

Tata wzruszył ramionami.

– Moim zdaniem młodzi ludzie, wyłączając ciebie, nie lubią się poświęcać ani też postępować bezkompromisowo. Są na to zbyt leniwi. To pokolenie, które woli olewać.

– W takim razie musisz również wykluczyć Kane’a. Zresztą, o czym my rozmawiamy, czy sam nie pędziłeś do drugiego stanu, żeby przywieźć mamę, przyznaj?

Zmarszczył czoło i łypnął na mnie z ukosa.

– Rozumiem. Swojego pierwszego prawdziwego chłopaka traktujesz bardzo poważnie, co?

Byłam zaskoczona gorliwością, z jaką broniłam Kane’a, ale mimo woli porównywałam nasz związek ze związkiem rodziców, którzy od początku bardzo się kochali. Oczywiście uczucie było o wiele poważniejsze niż nasze, lecz podobieństwa istniały. Tata słusznie nazwał Kane’a moim pierwszym prawdziwym chłopakiem. Wcześniej chodziłam na randki z wieloma kolegami, ale kończyło się na paru wyjściach i telefonach. Rozkwitające romanse bardzo szybko traciły swój urok, emocje stygły, a ja nie robiłam nic, żeby utrzymać związek, i szybko wypuszczałam go z rąk, przechodząc do następnego, aż w końcu i to przestało mnie bawić.

Zwykle w takich sytuacjach myślisz, że to twoja wina, że może coś jest z tobą nie w porządku – zwłaszcza jeśli tendencja się umacnia. Moje przyjaciółki reagowały podobnie na drobne sercowe zawody, a jednak próbowały dalej, w oczekiwaniu na księcia z bajki. Dziwiła mnie własna obojętność. Czyżbym była zdolna do głębszych uczuć tylko wobec własnego ojca i nikogo innego? Może jesteś nieufna, przewrażliwiona i masz zbyt wiele obaw, żeby nawiązać poważniejszą znajomość? – tłumaczyłam sobie. – Masz za wysokie wymagania – tak wyśrubowane, że nie ma szans, aby kogoś znaleźć. Żaden związek ci nie odpowiada i dzieje się tak głównie z twojej winy.

Gdy pozwolisz niepewności sobą zawładnąć i napełnić obawą, będziesz się bała spojrzeć na kolejnego chłopaka ze strachu przed następnym rozczarowaniem. Po co próbować, skoro klęska jest nieunikniona? Jak gdyby w momencie, w którym odpowiadałam na uśmiech i nawiązywałam rozmowę z nowym chłopakiem, a potem umawiałam się z nim na randkę, ktoś przystawiał mi do oczu szkło powiększające, wyolbrzymiające jego słabości i wady. Jedynym pocieszeniem była świadomość, że moim przyjaciółkom też nie szło najlepiej. Dobrze, że mogłyśmy się wzajemnie wspierać i pocieszać. Rozumiałyśmy się bez słów, gdyż miałyśmy podobne doświadczenia.

Byłam raczej domorosłym psychiatrą, ale wykoncypowałam sobie poważną teorię, o której nie wspomniałam nikomu, a zwłaszcza tacie. Głęboki ból, jaki na moich oczach przeżywał po utracie wielkiej miłości, sprawił, że obawiałam się szukać własnej. Ludzie są samotni z wielu powodów. Czasem dzielenie życia z drugim człowiekiem uniemożliwia im egoizm, czasem są zbyt cyniczni. Uważają, że miłość budzi oczekiwania, które nie mają szans na spełnienie. Jeżeli zainwestujesz w związek, jego klęska stanie się dla ciebie uczuciowym bankructwem. I w przeciwieństwie do zwykłych bankructw, trudno jest się podnieść i zacząć od nowa.

Pomimo tych rozterek od początku czułam, że znajomość z Kane’em jest inna niż tamte krótkotrwałe relacje. Wpatrywaliśmy się w siebie znacznie bardziej intensywnie, dłużej patrzyliśmy sobie w oczy, częściej obdarzaliśmy się uśmiechem i wykorzystywaliśmy każdą sposobność, żeby być razem. Zawsze, kiedy mijaliśmy się na szkolnym korytarzu, powietrze pomiędzy nami iskrzyło, a ludzie wokół zdawali się blednąć i rozpływać; ich głosy cichły, ich pytania do nas pozostawały bez odpowiedzi.

Musiałam pozbyć się wątpliwości i uwierzyć, że nasza więź jest wyjątkowa. Cokolwiek to było, pomogło mi pokonać własny opór i pozwoliło uwierzyć, że czeka mnie coś magicznego. I tego przecież chcieliśmy, prawda? Wreszcie miałam szansę wejść w tajemniczy świat, który mnie fascynował. Poczułam ogromną ulgę, jak gdyby brak poważnego romansu w wieku lat siedemnastu był dramatem, czymś nienormalnym, sygnałem, że nie nadaję się do poważnych związków. Przekonywałam samą siebie, że przygoda z czytaniem pamiętnika podbuduje nasz związek i umocni moją wiarę w niego. Z pewnością rozumie, jak ważny jest dla mnie pamiętnik Christophera. Byłam pewna, że nie zdradzi nikomu mojej tajemnicy. A właściwie naszej, bo od tej pory stanie się moim wspólnikiem. Dlaczego wcześniej się wahałam? Przecież Kane na każdym kroku dawał mi odczuć, że bardzo mu na mnie zależy. Wiedział, że nie wybaczyłabym mu zdrady, a nasza więź wypaliłaby się w mgnieniu oka, jak meteor spadający na Ziemię.

To znacznie wzmocniło moje zaufanie i już postanowiłam powiedzieć „tak”, kiedy nagle zaczęłam się zastanawiać, czy nie uprawiam strusiej polityki, przed czym nieraz ostrzegał mnie tata, mówiąc o ludziach, którzy starają się unikać kłopotliwych sytuacji i przyznania się do błędów zarówno swoich, jak i popełnionych przez osoby, którym ufają.

– Nie powinnaś żądać, by rzeczy działy się tak, jak ty sobie życzysz, Kristin – ostrzegał. – Sowa wie, że zaraz wzejdzie słońce, i nic na to nie poradzi, choć wolałaby wieczne ciemności.

Takie życiowe mądrości, podane w żartobliwej formie, często wypływały z jego ust. Nie mogłam go okłamać na temat Kane’a.

– Tak, tato. Z Kane’em sprawa jest nieco poważniejsza.

Kiwnął głową i zerknął na mnie z ukosa.

– Powiedz mi, kiedy stanie się całkiem poważna – poprosił.

– Dlaczego? – spytałam z większym przejęciem, niż zamierzałam. Czyżby przejrzał nasze plany? A może zaczyna go irytować fakt, że obdarzyłam uczuciem kogoś innego?

– Żartuję, Kristin. Nie podejrzewam przecież, że uciekniesz z nim, albo coś w tym stylu. Dobra, dobra – dorzucił szybko, unosząc ręce w geście kapitulacji, kiedy wciąż milczałam wrogo. A potem zanucił motyw ze Szczęk i odskoczył w tył, jak gdyby bał się ataku rekina.

– O co ci chodzi?

– Moim zdaniem wkraczasz w świat, przed którym cię ostrzegałem.

– Jaki świat?

– Świat przewrażliwionych nastoletnich dziewczyn, czyli totalny chaos.

– Bardzo śmieszne, tato. A skoro już o tym mowa, świat nastoletnich chłopaków jest jeszcze bardziej pokręcony, wierz mi.

– Możliwe. – Znów przeniósł wzrok na patelnię z naleśnikiem. – Ale te wody przynajmniej są mi znane, dlatego wiem, czego mogę się spodziewać i kiedy. Natomiast dziewczyny są gorsze od trzęsienia ziemi.

Z wprawą odwrócił naleśnik. Gotowania nauczył się w marynarce, a potem przez pewien czas pracował w barze szybkiej obsługi przy autostradzie I-95. Było to, jeszcze zanim poznał moją mamę i zajął się budowlanką. Kiedy byłam mała, zabawiał mnie, przerzucając dwa naleśniki jednocześnie na dwóch patelniach. Zawsze bawiło mnie i mamę, kiedy gotowe placki lądowały na naszych talerzach. Wydawało się, że przez tatusiowe żonglowanie naleśniki były jeszcze smaczniejsze.

– Dla mnie, jako ojca nastoletniej córki – ciągnął – te wody są mętne i pełne rekinów.

– Obiecuję, że zawczasu cię powiadomię o moich planach – zapewniłam, dodając pokrojone przez tatę banany i polewając całość resztką syropu klonowego. Zawsze kroił dla mnie te banany. I pewnie będzie to robił, nawet gdy już wyjdę za mąż i urodzę dzieci, pomyślałam.

– Dzięki – odparł. – A zmieniając temat, w tym tygodniu będę przychodził jeszcze później z pracy – oznajmił i usiadł naprzeciwko mnie. – Muszę przyjmować inspektorów budowlanych, użerać się z podwykonawcami i na bieżąco uzgadniać sprawy z architektem. Właściciel też bardzo interesuje się budową. Miły z niego gość, ale czasami czuję jego oddech na plecach. Wyrasta u mojego boku jak duch, mówię ci.

– Czy to normalne, że właściciele ciągle siedzą wykonawcy na karku?

– Skądże. Czasami mam uczucie, że ktoś jeszcze wygląda zza ramienia Arthura Johnsona.

– Co w ogóle o nim wiesz?

– Mówiłem ci już, że prowadził fundusz hedgingowy i jest nieprzyzwoicie bogaty. Wiem o nim tylko tyle, ile muszę, czyli niewiele. A swoją drogą, zabawne, że człowiek w jego wieku zostaje rentierem. Z drugiej strony nie musi przecież pracować, jeżeli nie ma ochoty. Jest od swojej żony dwanaście lat starszy, tyle się dowiedziałem. Jej matka pracowała u jego ojca. Mam wrażenie, że… – Zacisnął usta i potarł nos, nieodzowny znak, że zaraz zdradzi jakiś sekret albo wygłosi jakiś dosadny komentarz.

– Co takiego?

Popatrzył na mnie dziwnie, z wyraźnym wahaniem.

– Nie jestem już dzieckiem, tato. Nie musisz się obawiać, że urazisz moją niewinną dziecięcą duszyczkę.

– Racja. Na pewno słyszałaś i czytałaś gorsze rzeczy – dodał, unosząc brwi.

– Gorsze niż co?

– Dowiedziałem się, że teściową Arthura Johnsona z jego ojcem łączyły bardzo bliskie stosunki, hmm… ich romans zaczął się po śmierci jej męża – oznajmił, a kiedy nie zareagowałam, dodał z naciskiem: – Właściwie od razu po pogrzebie, rozumiesz?

– Och, więc zaiskrzyło między nimi jeszcze przed jego śmiercią? – spytałam.

Tata skinął głową.

– I to długo przed śmiercią. Johnson senior został wdowcem rok wcześniej, ale przypuszczam, że nawet gdyby jego żona wciąż żyła, to by go to nie powstrzymało.

Wyraz potępienia i dezaprobaty pojawił się na jego twarzy. Wiedziałam, że myśli o własnej tragedii i zastanawia się, na ile ojciec Arthura Johnsona kochał swoją żonę, skoro tak szybko zaangażował się w romans z drugą kobietą. Na dodatek z teściową własnego syna. Nagle cytat ze szkolnej lektury nabrał bardzo konkretnego wydźwięku, jakże życiowego: „Obym przy drugim mężu była potępioną! Taka tylko drugiego może zostać żoną, co zabiła pierwszego”1.

Naturalnie nasuwało mi się pytanie, czy tata jeszcze kiedyś pokocha inną kobietę. A jeśli tak, czy ośmieli się sprowadzić ją do domu, abyśmy zamieszkali pod jednym dachem? Sama myśl była dla mnie bolesna, ale przecież nie chciałam, żeby do końca życia był samotny. Martwiłam się, co będzie, kiedy wyfrunę z rodzinnego gniazda. Wysłałam już dokumenty na różne uczelnie. Odpowiedź powinna nadejść wkrótce i zmienić wszystko. Zastanawiałam się, jak często tata o tym myśli. Byłam pewna, że coraz bardziej jest tego świadom. Być może znał wers z poematu Tennysona: „Lepiej jest kochać i stracić, niż nie kochać w ogóle”.

– Arthur Johnson poznał swoją przyszłą żonę dzięki znajomości rodziców; oboje byli zadowoleni z zaręczyn młodych. Tak bardzo, że także się zaręczyli i wzięli ślub. Zatem wesele było podwójne. Ojciec Arthura poszedł do ołtarza z matką jego żony w czasie tej wspólnej ceremonii.

– Chcieli ograniczyć koszty?

– Niewykluczone. – Uśmiechnął się. – Kiedy spytasz bogacza, dlaczego chce oszczędzać, zawsze ci odpowie, że to jedyna droga do majątku. Te kobiety razem kupowały swoje ślubne suknie, podobnie jak mężczyźni fraki. I pewnie uzyskali upusty. Zamówili nawet obrączki u jednego jubilera. On prowadził do ołtarza swojego syna, a ona swoją córkę i vice versa. Po prostu lustrzana ceremonia.

– Musiało dziwnie wyglądać, kiedy zamieniali się miejscami przy ołtarzu.

– Też tak sądzę, lecz Arthur opowiadał mi o tym z dumą. „Zyskałem nową mamę, moja żona zyskała nowego tatę, a oni zyskali siebie, tak jak i my” – powiedział. Rodziny uzupełniły się nawzajem – dodał, kręcąc głową. – Ludzie akceptują niemal wszystko, jeśli chodzi o związki; eksmałżonków poślubiających eksmałżonków swoich przyjaciół, wdowy poślubiające wdowców z najbliższego kręgu, braci przyrodnich poślubiających swoje siostry przyrodnie. Jak widać, wszystko jest dozwolone.

– Poznałeś ją?

– Kogo?

– Młodą żonę Arthura Johnsona.

– Tak, raz ją widziałem. Ładna dziewczyna. Choć raczej nie powinienem jej tak nazywać, ponieważ ma czternastoletniego syna i dwunastoletnią córkę. Oboje chodzą do prywatnych szkół z internatami, w innych stanach. Może ta para nie jest stworzona do wychowywania dzieci. Taki ptasi model.

– Ptasi?

– No wiesz, wysiadują pisklęta, a potem jak najszybciej wyrzucają je z gniazda.

– Ptasi… – powtórzyłam ze śmiechem. – Sam jesteś model, tato.

Wzruszył ramionami.

– Mówię, co widzę. Nie uwierzysz, ile można się dowiedzieć o ludziach, bazując na obserwacjach zwierząt.

– Rozumiem, że poznajesz też prawdę o ludziach, którym budujesz albo remontujesz domy?

– Najwięcej o człowieku mówi dom, w którym mieszka. A dzieci stają się produktem tego domu, czy chcą tego, czy nie.

Miałam ochotę zapytać: „A gdybyś urodził się jako członek wielkiego rodu i miał koszmarnych rodziców, tak jak Corrine Foxworth? Czy według ciebie to by usprawiedliwiało jej zachowanie po śmierci męża?”. Jednak nie zapytałam. W milczeniu zaczęłam uprzątać stół.

– Dziwi mnie jedno – dodał tata, choć chyba raczej do własnych myśli niż do mnie.

– Co?

– Słucham? A, tak. Odniosłem dziwne wrażenie, że Johnson i jego żona – ma na imię Shannon – o dziejach Foxworth Hall wiedzą więcej, niż się wydaje.

– A mianowicie?

– Zdziwiły mnie drobiazgi, o których wie Arthur. Od czasu do czasu to wychodzi w rozmowach. Wie, gdzie były okna, jak wyglądały, tego typu szczegóły. Choć jego koncepcja domu jest inna i zmieniły się technologie, pilnuje, żeby pewne rzeczy pozostały identyczne.

– Cóż w tym dziwnego? Na pewno oglądał zdjęcia tamtych rezydencji.

– Może... Ale on i jego żona sprawiają wrażenie, jakby widzieli je na własne oczy. – Zastanawiał się przez chwilę, po czym potrząsnął głową. – A może to tylko moja bujna wyobraźnia. Och, przez moje gadanie spóźnisz się do szkoły!

Niedawno się spóźniłam, bo niemal do świtu czytałam pamiętnik Christophera i zaspałam. Przy pierwszym spóźnieniu dostawało się ostrzeżenie, ale drugie groziło wykluczeniem z klasy na jeden dzień i wpisem do dziennika – a ponieważ moją ambicją było wygłoszenie pożegnalnego przemówienia na zakończenie szkoły, nie mogłam sobie pozwolić na więcej takich wpadek. Ale nie tylko o to chodziło. Od kiedy moja mama zmarła na tętniaka i zostałam z tatą, który poświęcił się dla mnie całkowicie, bardzo się pilnowałam, żeby go nie rozczarować, nawet w drobnych sprawach. Miałam wrażenie, że po śmierci mamy oboje staliśmy się o wiele bardziej wrażliwi, zwłaszcza na smutki i rozczarowania.

Kiedyś tata powiedział, że śmierć osoby bliskiej sprawia, że człowiek czuje się jak drzewo odarte z kory. Nawet deszcz i powiewy wiatru bolą.

– Bez obaw, nie spóźnię się. Ktoś o to dba, nie pamiętasz?

– Ach, jasne. Dobra. Zostawię pieczeń w lodówce, odgrzejesz sobie po powrocie. Nie czekaj na mnie z kolacją – dodał i dał mi całusa na pożegnanie. Tulił mnie do siebie parę sekund dłużej niż normalnie.

– Nie myśl o tych ptakach, tato. Nie opuszczę gniazda tak szybko – zapewniłam, a on zaczął się śmiać.

– Miłego dnia, Kristin.

– Nawzajem, tato.

Odwróciłam się do zlewu, a myśli wirowały mi w głowie. Co tata miał na myśli, gdy powiedział, że współcześni ludzie są bardziej tolerancyjni w kwestii związków? Czy sądzi, że dziś bez problemu zaakceptowaliby małżeństwo ojca i matki Christophera, chociaż on był jej przyrodnim wujem? Christopher pisał, że kiedy Corrine wreszcie wyznała prawdę, przedstawiła ją jako wzruszającą, romantyczną historię, łatwą do zaakceptowania dla dzieci. Zresztą, dawno temu rodzice popierali małżeństwa swoich dzieci z krewnymi, bo wierzyli, że to pozwoli zachować szlachetną krew rodu. Nikt wówczas nie myślał o kazirodztwie.

Zerknęłam na zegar i szybko skończyłam zmywanie. Kiedy wycierałam ręce, Kane zatrąbił przed domem. Jeden długi dźwięk i dwa krótkie, jakby przesyłał mi wiadomość morsem albo zaszyfrowany komunikat. Czemu my, młodzi, jesteśmy tacy afektowani? – zapytałam się w duchu. Ciekawe, czy wspominając to po latach, uśmiechniemy się z pobłażaniem na myśl o tym, co nas wtedy śmieszyło, smuciło i uszczęśliwiało? Co mnie napadło, że ostatnio wszystko analizuję? Czyżby sposób, w jaki Christopher opisał Cathy, sprawił, że zaczęłam zastanawiać się nad sobą i swoim postępowaniem? I coraz bardziej niepokoiło mnie własne zaangażowanie w czytanie i przeżywanie pamiętnika. Czy to zły znak?

Chwyciłam plecak, ściągnęłam z wieszaka ciemnoniebieską kurtkę z kapturem i wybiegłam z domu, jakby mnie ktoś ścigał. Huk zatrzaskiwanych drzwi uderzył we mnie jak gwałtowny policzek; ocknęłam się z zamyślenia.

Kane zaczął się śmiać, widząc, jak biegnę alejką, wciągając na siebie kurtkę.

– Z czego się śmiejesz? – burknęłam, wskakując do środka.

– Powinnaś mnie widzieć, jak zwlekam się z łóżka rano i półprzytomnie schodzę do kuchni, macając drogę przed sobą. A ty jesteś już w akcji, zwarta i gotowa – odparł, zerkając na dom, jakby chciał się upewnić, czy mój tata nie śledzi nas z okna. Najwidoczniej się uspokoił, bo pochylił się i szybko mnie pocałował. – Cześć.

– Wcale się nie rwę do szkoły – zapewniłam. – Nie masz pojęcia, jaka jestem zdechła. Kiepsko dzisiaj spałam.

– Czemu?

– Nie wiem, nie mogłam zasnąć.

Ostrożnie wyjechał na jezdnię. Dzień był pochmurny. Dzisiaj po raz pierwszy poczułam, że powietrze zrobiło się naprawdę chłodne. Jak gdyby wkrótce miał spaść śnieg. Już mi zaczęło brakować radosnych ptasich treli i słodkiej woni skoszonej trawy. Nasze krótkie babie lato minęło. Bezlistne drzewa znieruchomiały w szoku. Lasy zapadły w letarg, zaczęły swój sen zimowy, a łany wyschniętych traw wyglądały jak wyblakłe, pożółkłe dywany. Przy tej nieprzewidywalnej, jesiennej pogodzie trudno prognozować kolejny dzień, nie mówiąc już o tygodniu czy miesiącu. Zwykle o tej porze śnieg się jeszcze nie pojawiał, a zdarzały się też zupełnie bezśnieżne święta Bożego Narodzenia.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

1 William Szekspir, Hamlet, przekład Józefa Paszkowskiego.

Spis treści

W ROLACH CHRISTOPHERA I CATHY

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Splątane korzenie Mroczny las Willow Tajemniczy brat Pamiętnik Christophera. Duchy Dollangagerów Pamiętnik Christophera 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wzgórze psów Miasto Koniec warty Znalezione nie kradzione