Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji

Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji

Autorzy: Dorota Rogowska-Szadkowska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 352

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 29.93 zł

Medyczna marihuana. Cudowne lekarstwo czy zwykła szarlataneria? KsiążkaDoroty Rogowskiej-Szadkowskiej to imponujące kompendium na temat medycznych właściwości marihuany. Tych dokładnie zbadanych, lecz także tych, co do których brakuje nam pełnej wiedzy. Choć znana i używana od tysiącleci w różnych kulturach, marihuana wciąż nie może doczekać się wyczerpujących badań ani racjonalnej debaty – szczególnie w Polsce. Panika przed nielegalną przyjemnością sprawia, że cierpią pacjenci- m.in. dzieci chore na lekooporną padaczkę. Medyczna marihuana. Historia hipokryzji otwiera dyskusję i zachęca do zmiany. Marihuana jest znacznie bezpieczniejsza niż alkohol, więc nie ma powodu się jej bać, za to jest wiele powodów, żeby ją badać i podawać tym, którzy jej potrzebują. 

To chyba pierwsze w Polsce tak szczegółowo  udokumentowane, a jednocześnie przystępnie napisane kompendium wiedzy o medycznych zastosowaniach marihuany, jej wskazaniach, przeciwwskazaniach i niebezpieczeństwach związanych z jej używaniem. 
Jerzy Vetulani
Współczesny stosunek do marihuany jest w dużym stopniu wynikiem mistyfikacji, jakiej została ona poddana w ubiegłym wieku. Z historią tych zabiegów możemy się zapoznać na kartach książki „Medyczna marihuana. Historia hipokryzji”. Brak badań klinicznych dotyczących marihuany wynikał i nadal wynika w dużej mierze z tego, że stosowanie tej substancji jest w naszym kraju co do zasady nielegalne. Między innymi dlatego prawo dotyczące marihuany powinno ulec zmianie.
Marek Balicki

Dorota Rogowska-Szadkowska
- dr n. med., współtworzyła jeden z pierwszych w Polsce oddziałów dla osób z HIV/AIDS, autorka ponad 100 publikacji naukowych i popularnonaukowych dotyczących różnych aspektów HIV/AIDS, w tym Żyć z wirusem…, Krajowe Centrum ds. AIDS, Warszawa, 2007, członkini honorowa Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS. Pracuje w Zakładzie Medycyny Rodzinnej i Pielęgniarstwa Środowiskowego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Spis treści

Wykaz używanych skrótów

Jerzy Vetulani. Przedmowa

1. Wprowadzenie

2. Czym jest marihuana?

2.1. Czy marihuana jest niebezpieczna?

3. Historia medycznego stosowania marihuany

4. Jak do tego doszło, że marihuana stała się nielegalna?

4.1. Konferencja Opiumowa Ligi Narodów – 1925 rok

4.2. Ustawa o podatku od marihuany – USA, 1937 rok

4.3. Konwencje antynarkotykowe ONZ

4.4. Wojny z narkotykami prowadzone w USA

5. Regulacje prawne dotyczące marihuany w różnych krajach

6. Współczesne zastosowania medyczne marihuany

6.1. Nudności i wymioty towarzyszące chemoterapii nowotworów

6.2. Ból

6.3. Ból neuropatyczny

6.4. Migrena

6.5. Fibromialgia

6.6. Stwardnienie rozsiane

6.7. Stwardnienie zanikowe boczne

6.8. Padaczka

6.9. Jaskra

6.10. Depresja

6.11. Wrzodziejące zapalenie jelita grubego, choroba Crohna

6.12. Wirusowe zapalenie wątroby typu C

6.13. Choroba Parkinsona

6.14. Pląsawica (choroba) Huntingtona

6.15. Zespół Tourette’a

6.16. Schizofrenia

6.17. Zespół stresu pourazowego

6.18. Choroba Alzheimera

6.19. Cukrzyca

6.20. Biegunki

6.21. Poprawa łaknienia

6.22. Zaparcia

6.23. Atopowe zapalenie skóry, świąd

6.24. Reumatoidalne zapalenie stawów

6.25. Zespół napięcia przedmiesiączkowego, bolesne miesiączkowanie, bóle porodowe

6.26. Choroba Wilsona

6.27. Rodzinna gorączka śródziemnomorska

6.28. Autyzm

6.29. Astma

6.30. ADHD

6.31. Marihuana jako substytut innych substancji psychoaktywnych

6.32. Marihuana jako środek wspomagający leczenie chorób przewlekłych (adherencję)

6.33. Marihuana w opiece paliatywnej

6.34. HIV/AIDS

Niepoddająca się leczeniu czkawka

7. Sposoby przyjmowania i dawkowanie medycznej marihuany

8. Działanie marihuany

9. Konsekwencje długotrwałego przyjmowania marihuany

9.1. Raport Indian Hemp Drugs Commission – 1894 rok

9.2. Raport Komisji Wojskowej Strefy Kanału Panamskiego – 1926 rok

9.3. Komisja burmistrza Nowego Jorku – 1942 rok

9.4. Raport Komitetu Wotton – Wielka Brytania, 1968 rok

9.5. Komisja Shafera – USA, 1970 rok

9.6. Obserwacje z lat 70. z Jamajki, Kostaryki, Grecji, Indii i USA

9.7. Raport Komisji Le Daina – Kanada, 1972 rok

9.8. Komisja Hulsmana – 1969 rok i Komisja Baana – Holandia,1972 rok

9.9. Investigational New Drug program (IND), czyli przyznanie, że marihuana jest lekiem

9.10. Opinia sędziego administracyjnego DEA – USA, 1988 rok

9.11. Raport amerykańskiego Instytutu Medycyny (IOM), 1999 rok

10. Zarejestrowane leki zawierające marihuanę

11. Zarejestrowane leki zawierające syntetyczne kanabinoidy

11.1. Dronabinol – Marinol™

11.2. Nabilon – Cesamet™

12. Zarejestrowane leki wykorzystujące naturalne kanabinoidy

12.1. Nabiksymole – Sativex™

12.2. Epidiolex™

12.3. Namisol™

12.4. Cannador™

13. Marihuana roślinna czy syntetyczne kanabinoidy?

14. Układ endokanabinoidowy

15. Lekarze o marihuanie

16. Medyczna marihuana w kilku krajach świata

16.1 USA

Medyczna marihuana legalna w 33 stanach – na chwilę

Legalizacja medycznej marihuany dzisiaj

Skąd amerykańscy pacjenci biorą medyczną marihuanę?

Doświadczenia stanu Kolorado

Czy legalizacja medycznej marihuany zwiększyła jej używanie rekreacyjne?

Narkotyki w miejscu pracy

Medyczna marihuana w miejscu pracy

Badania młodzieży szkolnej na obecność narkotyków

16.2. Kanada

Wyroki sądowe w sprawie dostępu chorych do medycznej marihuany

Inicjatywy społeczne

Państwowa regulacja dostępu do medycznej marihuany

16.3. Holandia

Holenderskie podejście do marihuany

Coffee shopy

Holenderski problem „tylnych drzwi”

Medyczna marihuana

16.4. Niemcy

16.5. Republika Czeska

16.6. Izrael

17. Działania niepożądane marihuany

17.1. Uzależnienie

17.2. Zespół odstawienia (objawy abstynencyjne)

17.3. Wrota do bardziej niebezpiecznych narkotyków

17.4. Marihuana a zdrowie psychiczne

Zaburzenia pamięci, funkcji poznawczych

Marihuana a postępy w nauce, osiągnięcia życiowe

Marihuana a psychozy

Marihuana a depresja

Marihuana a schizofrenia

Zespół amotywacyjny

Marihuana odpowiedzialna za trudności wychowawcze?

17.5. Marihuana a układ oddechowy

Marihuana a nowotwory układu oddechowego

17.6. Marihuana a układ sercowo-naczyniowy

17.7. Trzustka a marihuana

17.8. Wpływ na funkcje rozrodcze człowieka

Marihuana a płodność męska

Marihuana a ciąża

17.9. Alergia na marihuanę

17.10. Powikłania po dożylnym przyjęciu wyciągów z marihuany

17.11. Konsekwencje zdrowotne nielegalności marihuany

Skutki transportu w organizmie człowieka

Biologiczne zanieczyszczenia marihuany

Chemiczne zanieczyszczenia marihuany

Parakwat

Spryskiwanie parakwatem upraw konopi w Meksyku i USA

17.12. Inne działania niepożądane wiązane z używaniem marihuany

Oczopląs

Niezamierzone spożycie marihuany

Niepowściągliwe wymioty

Różne

17.13. Marihuana a prowadzenie samochodu

18. Przeciwnicy marihuany

19. Czym są konopie i dlaczego ludzie je uprawiali (uprawiają)?

Do czego można używać konopi?

20. Podsumowanie

Marek Balicki. Posłowie

Piśmiennictwo

Nota redakcyjna

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Dla Anny i Tytusa

Ta książka nie ma na celu zachęcania

do palenia marihuany. Jej intencją jest

przedstawienie rzetelnych informacji.

W Polsce marihuana jest substancją

nielegalną – przestępstwem jest jej

posiadanie, uprawa, handel nią.

W 2011 roku Sejm przyjął nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, w której postanowiono, że w przypadku posiadania nieznacznej ilości substancji odurzających, przeznaczonych wyłącznie na użytek sprawcy, postępowanie można umorzyć przed wydaniem postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia, jeżeli orzeczenie kary wobec sprawcy byłoby niecelowe ze względu na okoliczności popełnienia czynu, a także stopień jego społecznej szkodliwości.

Posłowie nie zdefiniowali „nieznacznej ilości substancji odurzających”.

Na początku listopada 2014 roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że istnieje konieczność zasygnalizowania rządowi i parlamentowi, że marihuana powinna zostać dopuszczona do użytku w celu łagodzenia cierpienia terminalnie chorych ludzi, a niedostępność jej lub jej przetworów do celów leczniczych nie jest konstytucyjnie usprawiedliwiona w stanach terminalnych. Jednak poza tym za karalnością prowadzenia upraw i posiadania marihuany na własny użytek przemawiają względy porządku publicznego, rozumianego jako ochrona społeczeństwa przed niepożądanymi zjawiskami, a także ochrona zdrowia publicznego[1]. W marcu 2015 roku Trybunał Konstytucyjny wydał postanowienie sygnalizacyjne zaadresowane do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, które zawiera argumenty za zmianą prawa i stanowi punkt odniesienia w debacie dotyczącej uregulowania medycznego wykorzystania marihuany1.

WYKAZ UŻYWANYCH SKRÓTÓW

AMA – ang. American Medical Association – Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne,

BMI – ang. Body Mass Index – wskaźnik masy ciała,

BNDD – ang. Bureau of Narcotics and Dangerous Drugs – amerykańskie Biuro do spraw Narkotyków i Niebezpiecznych Leków, zastąpione w 1973 roku przez DEA,

CB1/CB2 – receptory kanabinoidowe,

CBC – kanabichromen,

CBD – kanabidiol, zmniejsza psychoaktywne działanie THC,

CBDV – kanabidiwaryna,

CBG – kanabinergol,

CBN – kanabinol, pierwszy wyizolowany kanabinoid, o którym obecnie wiadomo, że powstaje z THC w czasie przechowywania marihuany,

CDC – ang. Centers for Disease Control and Prevention – Ośrodki Kontroli Chorób i Zapobiegania,

CMCR – ang. Center for Medicinal Cannabis Research, University of California – Ośrodek Badań Medycznej Marihuany,

COX – cyklooksygenaza,

DEA – ang. Drug Enforcement Administration – Urząd do spraw Egzekwowania Prawa Antynarkotykowego,

DHHS – ang. Department of Health and Human Services – amerykański Departament Zdrowia i Opieki Społecznej,

DSM – ang. Diagnostic and Statistical Manual – Podręcznik Diagnostyki i Statystyki stosowany w psychiatrii,

EMCDDA – ang. European Monitoring Centre for Drugs and Drug Addiction – Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Uzależnień,

FBN – ang. Federal Bureau of Narcotics – Federalne Biuro do spraw Narkotyków,

FDA – ang. Food and Drug Administration – amerykański Urząd do spraw Żywności i Leków,

IOM – ang. Institute of Medicine – amerykański Instytut Medycyny,

IQ – ang. intelligence quotient – iloraz inteligencji,

JAMA – „Journal of American Medical Association” – czasopismo wydawane przez Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne (AMA),

LD50 – ang. lethal dose – dawka substancji powodująca śmierć 50% badanych osób,

NIDA – ang. National Institute of Drug Abuse – amerykański Narodowy Instytut do spraw Nadużywania Narkotyków,

NIH – ang. National Institutes of Health – amerykańskie Narodowe Instytuty Zdrowia,

NORML – ang. National Organization for Reform of Marihuana Law – amerykańska Narodowa Organizacja na rzecz Reformy Prawa dotyczącego Marihuany,

ONDCP – ang. Office of National Drug Control Policy – amerykański Urząd do spraw Krajowej Polityki Kontroli Narkotyków działający w Białym Domu,

QALY – ang. quality-adjusted life year – liczba lat życia skorygowana jego jakością; opiera się na liczbie lat zyskanej dzięki danej interwencji medycznej i jakości życia uzyskanych lat. Wynik to iloczyn obu współczynników. Wydłużenie życia o mniejszą liczbę lat, ale z korzyścią dla ich jakości, daje wyższy wskaźnik, który umożliwia porównywanie różnych procedur medycznych,

THC – tertahydrokanabinol – jedyny psychoaktywny kanabinoid występujący w marihuanie,

THCV – tetrahydrokanabiwaryna,

UNODC – ang. United Nations Office on Drugs and Crime – Biuro Narodów Zjednoczonych do spraw Narkotyków i Przestępczości,

WZW – wirusowe zapalenie wątroby.

JERZY VETULANI

P R Z E D M O W A

Książka, którą właśnie zaczynasz czytać, to chyba pierwsze w Polsce tak szczegółowo udokumentowane, a jednocześnie przystępnie napisane kompendium wiedzy o medycznych zastosowaniach marihuany, jej wskazaniach, przeciwwskazaniach i niebezpieczeństwach związanych z jej używaniem. Stosowanie marihuany w naszym kraju jest, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, nielegalne, a świadomość wielu osób, że ta zakazana substancja może pomóc im lub ich bliskim w wielu schorzeniach, często budzi sprzeciw wobec istniejącego prawa.

Kto tego nie doświadczył, może mieć trudności z wyobrażeniem sobie sytuacji, w której potencjalna terapia jest stosunkowo łatwo dostępna, ale jej podjęcie grozi więzieniem. Nie jest to sytuacja znacząco różniąca się od tej, gdy lek jest dopuszczony do obrotu, ale jest tak drogi, że nie jest dostępny nawet dla osób dość zamożnych, a jego tani odpowiednik jest zakazany.

Wytwarzana od tysięcy lat z kwiatów konopi marihuana jest tania, ale od kilkudziesięciu lat uprawianie konopi i posiadanie marihuany jest nielegalne na prawie całym świecie. Spowodowane jest to tym, że marihuana została, wbrew temu, co powszechnie wiadomo, uznana za odurzający środek znacznie niebezpieczniejszy od alkoholu i tytoniu, a narkotyk to problem. Amerykański dziennikarz Henry Louis Mencken trafnie kiedyś zauważył, że dla każdego ludzkiego problemu zawsze istnieje gotowe rozwiązanie – schludne, wiarygodne i błędne. Takie właśnie jest ogólnie uznawane za jedyne słuszne rozwiązanie problemów z narkotykami – ich delegalizacja.

W pierwszej połowie XX wieku, gdy powstawały prawa delegalizujące narkotyki, największymi mocarstwami były państwa Zachodu. Gdyby było inaczej, to obecnie legalnymi narkotykami byłyby zapewne opium, marihuana, haszysz oraz być może tytoń. Alkohol, którego szkodliwe dla organizmu ludzkiego działania są bardzo dobrze znane, po którym stosunkowo często wpada się w morderczy szał i który dla pewnej części ludzi Wschodu jest zabójczy nawet w małych dawkach, byłby zakazany.

Lęk przed narkotykami można zaliczyć do panik moralnych – nieproporcjonalnie silnych reakcji histerycznych społeczeństwa na zjawiska postrzegane jako wyjątkowo zagrażające moralności. Dla twórcy amerykańskiej polityki antynarkotykowej w latach 30., Harry’ego J. Anslingera, jednym z głównych argumentów przeciwko marihuanie było przekonanie, że jej stosowanie prowadzi do rozwiązłości, a jej szczególnie groźną konsekwencją było to, że po jej użyciu białe kobiety będą częściej uprawiały seks z Murzynami.

Przykładem paniki moralnej były powszechne w latach 80. i 90. w USA oskarżenia o odprawianie rytuałów satanistycznych, często na dzieciach. Do paniki tej walnie przyczynił się sukces psychoanalitycznej terapii „odtworzenia wypartej pamięci” [recovered-memory therapy], wedle której wszelkie zaburzenia psychiczne dorosłych brały się z wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie. Posługując się hipnozą, farmakoterapią i kontrowersyjnym technikami przesłuchiwania rzekomych ofiar, terapeuci wywoływali u swoich pacjentów fałszywe wspomnienia traumatycznych wydarzeń. Późniejsze badania pokazały, że zdecydowana większość z kilkudziesięciu tysięcy oskarżeń była absurdalnie bezpodstawna. Pomimo to tysiące osób zostało niesłusznie skazanych i spędziło wiele lat w więzieniu.

Nieco później, w 90. latach pojawiły się niepokojące trendy w psychoterapii: pacjenci zaczęli oskarżać swoich rodziców i bliskich krewnych o wykorzystywanie seksualne w dzieciństwie. I znów było to wynikiem stosowania technik narzucania fałszywych wspomnień przez psychoterapeutów. Techniki te zostały zdyskredytowane, o czym opowiada książka Try to remember [Spróbuj pamiętać] amerykańskiego psychiatry Paula R. McHugh, ale społeczne fobie związane z niebezpieczeństwem wykorzystania seksualnego są często bardzo silne. Ich efekty nierzadko obracają się przeciw dobru osób potencjalnie zagrożonych (chociaż oczywiście istnienia niebezpieczeństwa nie można negować, a tylko umiejętnie dobierać środki prewencji).

Paniki moralne, najczęściej dotyczące narkotyków i seksu, ale również zdrowia (na przykład w związku z AIDS), są niekorzystne społecznie. Wyrządzają więcej szkody, niż przynoszą pożytku. Obronę przed takimi panikami daje nauka, która może beznamiętnie opisać obserwowane zjawiska, poznać ich mechanizmy i zasugerować oparte na danych praktyczne rozwiązania problemów. W niniejszej książce dość często pojawia się zwrot: „Potrzeba więcej badań”. Naukowcy znajdują się jednak w sytuacji przypominającej Paragraf 22 – nie mogą stwierdzić, na ile niebezpieczne są narkotyki, ponieważ są one zbyt niebezpieczne, by móc z nimi swobodnie eksperymentować.

Badania prowadzone przed rozpętaniem „wojny z narkotykami” w roku 1980 pozostawiły wiele wątpliwości i pytań. Jeszcze pod koniec lat 70. Bruce K. Alexander przeprowadził eksperyment ze „szczurzym parkiem”. Zamiast w standardowych klatkach, umieścił on szczury w pomieszczeniu o powierzchni prawie 9 metrów kwadratowych, w którym miały one swobodny dostęp do jedzenia, wody, zabawek oraz osobników płci przeciwnej. Uzależnione wcześniej od morfiny zwierzęta w nowych warunkach nie wykazywały szczególnego zainteresowania morfiną, do której nadal miały dostęp. Ten eksperyment przywodzi na myśl problem żołnierzy amerykańskich powracających z wojny w Wietnamie. Około 20% z nich uzależniło się tam od heroiny – do czego przyczynił się fakt, że łatwiej było zdobyć heroinę (a także marihuanę), niż ominąć surowe przepisy ograniczające dostęp do alkoholu. Jednak w ciągu 3 lat od powrotu do domu zaledwie 12% uzależnionych w Wietnamie nadal zażywało narkotyki w Stanach Zjednoczonych – niektórzy tylko przez krótki czas. Obecnie specjaliści od uzależnień zgadzają się co do tego, że głównym powodem odejścia od narkotyku była zmiana środowiska na o wiele mniej stresujące. Warto pamiętać, że narkotyki mają długą tradycję związaną z wojskiem. Amfetamina była (i nadal jest) podawana pilotom po to, by ułatwić im przeprowadzanie długotrwałych misji, a marihuana pozwala potem odreagować stres bojowy. Jak dowiadujemy się z tej książki, autorzy badań nad amerykańskimi żołnierzami stacjonującymi w bazach w Tajlandii na początku lat 70. opisali „swoje nieustanne zadziwienie tym, jak wiele można wypić alkoholu, wypalić marihuany, użyć heroiny, i nie odbija się to na wykonywanej pracy”.

Na pożądaną zmianę podejścia do narkotyków źle wpływają powszechnie panujące mity na ich temat. Spotkałem się z sytuacją, gdy rodzina chorego na raka kłóciła się z lekarzami, uważając, że to ona ma wyłączne prawo do wyrażenia zgody na podawanie pacjentowi, skądinąd zupełnie świadomemu, morfiny, w obawie przed uzależnieniem. Stosowane terapeutycznie narkotyki rzadko kiedy uzależniają. Chorująca przez wiele lat na raka znajoma miewała kilkutygodniowe okresy nawrotu choroby, podczas których dostawała morfinę w bardzo dużych dawkach. W trakcie kilku- czy nawet kilkunastomiesięcznej remisji nie czuła żadnej potrzeby zażywania morfiny, choć miała do niej dość swobodny dostęp. Jednak mit o łatwości uzależnienia rozpowszechniony jest wśród większości lekarzy niespecjalizujących się w bólu. To powoduje, że przeciętny polski pacjent dostaje o wiele mniej środków przeciwbólowych niż pacjent w krajach Zachodu.

Podobnie wygląda sprawa ze stymulantami. Dawniej wielu studentów używało przepisywanej przez lekarzy psychedryny (racemat amfetaminy) w okresie sesji egzaminacyjnych (bywało tak i w Polsce w latach 60.). Nie mamy danych mówiących o tym, jaki był odsetek uzależnionych, ale na podstawie obserwacji można wywnioskować, że większość naukowców, lekarzy, inżynierów i nauczycieli kształcących się wówczas nie wpadła w szpony nałogu.

Wracając do problemu panik moralnych, wydaje się, że wiele z nich jest obciążanych elementami hipokryzji, definiowanej jako zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych. W wielu sytuacjach oburzamy się, udając troskę o szczęście i zdrowie społeczeństwa, a tak naprawdę szukamy możliwości wzbogacenia się lub podniesienia statusu społecznego. Na myśl przychodzi szczepionka przeciwko świńskiej grypie czy ekrany akustyczne ustawione wzdłuż autostrad. Hipokryzja króluje też w poglądach i działaniach dotyczących uważanych za niebezpieczne substancji uzależniających. Walka z alkoholem, promocja alkoholu, walka z nikotynizmem, przemysł tytoniowy oraz ochrona producentów tytoniu to przykłady hipokryzji jawnej. Substancje nielegalne to trochę inna sprawa – warto sprawdzić, jakie korzyści i komu przynosi penalizacja marihuany. Wszyscy rozsądnie myślący wiedzą, że marihuana jest najbezpieczniejszą substancją psychotropową, jeżeli chodzi o bezpośrednie skutki zdrowotne (praktycznie nie można się jointami „napalić” na śmierć, a zapicie się alkoholem to żaden problem), ale cały biznes czerpiący zyski z „walki z marihuaną”, od policji i sądów po terapeutów, oparty jest na rozpowszechnianiu informacji, jak niebezpieczny jest to związek. Jak podaje książka, marihuana została zdelegalizowana na konferencji opiumowej w 1925 roku. Stało się tak na wniosek przedstawiciela Egiptu – kraju, który ze względu na prawo podatkowe delegalizował haszysz i marihuanę już w XIX wieku. Teraz walka z marihuaną ma nowego poplecznika – narkobiznes. Ceny marihuany znacznie by spadły, gdyby substancja była legalna. Jestem przekonany, że rekiny czarnego rynku aktywnie, chociaż niewidocznie, promują argumenty moralne, mające na celu utrzymanie fobii antymarihuanowej. Co gorsza, fatalnie odbija się to na dobrostanie tych, którym marihuana jako lek pomogłaby skutecznie walczyć o zdrowie.

Hipokryzja – fałszywe oskarżenia i przeinaczanie faktów – nie omija środowiska medycznego i akademickiego. Ostatnim tego przykładem może być oficjalna nagonka na pioniera stosowania medycznej marihuany w neurologii dziecięcej, doktora Marka Bachańskiego. Bachański to lekarz rzeczywiście oddany sprawie leczenia dzieci z silnymi zaburzeniami neurologicznymi. Zaczął on stosować marihuanę w przypadkach lekoopornej padaczki u dzieci, w szczególności zespołu Dravet, którego jednym z objawów są bardzo częste i długotrwałe ataki, praktycznie uniemożliwiające prawidłowy rozwój mózgu. Badania swoje Bachański przeprowadził w Instytucie „Pomniku – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. Uderzająco korzystne wyniki leczenia preparatami marihuany, zamawianymi oficjalnie przez instytut, spowodowało duże zainteresowanie kuracją i osobą doktora Bachańskiego. Dyrekcja instytutu, kierowanego przez doktor habilitowaną Małgorzatę Syczewską, uznała to za rzecz niewłaściwą. Z wypowiedzi mówiącej, że doktorowi Bachańskiemu chodzi głównie o własną sławę, można wnioskować, że w grę wchodziły sprawy ambicjonalne. Kolejno ograniczano możliwości działania lekarza, zakazano mu publicznych wystąpień, a w końcu skierowano sprawę do prokuratury, oskarżając go o narażanie pacjentów na utratę zdrowia i życia. Nie ulega wątpliwości, że oskarżający wiedzą, że marihuana jeszcze nikogo bezpośrednio nie zabiła, dodano więc formalne argumenty, które są jednak nieprzekonujące, a dzieci pozbawiono skutecznej terapii. Jak głosi w oświadczeniu pani dyrektor: „Wszyscy pacjenci, którymi opiekował się doktor Marek Bachański, mają zapewnioną opiekę zgodną z aktualnymi standardami postępowania medycznego i wiedzą medyczną”. Oznacza to klasyczne, nieskuteczne leczenie. Bachański może nie podobać się dyrekcji, ale zwalczanie go przy pomocy tego typu argumentów zamiast oświadczenia: „Zwijaj manatki, bo na twoim tle wypadamy blado” to właśnie hipokryzja.

Żyjemy dłużej,

ale mniej dokładnie

i krótszymi zdaniami.

WISŁAWA SZYMBORSKA, Nieczytanie

1. WPROWADZENIE

Marihuana. Dla wielu oznacza zły, niebezpieczny narkotyk. Dla innych źródło przyjemności. Dla niektórych lek łagodzący, czasem nawet usuwający dolegliwości, z którymi nie radziły sobie przyjmowane dotąd konwencjonalne leki, niekiedy wywołujące nieprzyjemne lub nawet groźne dla życia działania niepożądane. Wyznawcy każdego z tych poglądów są przekonani o jego słuszności.

W latach 60. i 70. marihuana była często stosowana przez młodych ludzi w Europie Zachodniej i USA, buntujących się przeciw zastanemu porządkowi świata. Paliło ją tak wielu uczniów i studentów, że jedni z pierwszych lekarzy zajmujących się jej działaniem w 1970 roku apelowali, by możliwie najszybciej przeprowadzić badania wyjaśniające jej ewentualną szkodliwość. Wieszczyli, że niebawem nie będzie można już znaleźć odpowiednio dużej liczby osób nigdy nieużywających marihuany, by udowodnić to, co – jak zakładano – jest do udowodnienia.

Mniej więcej w tym samym czasie polscy hipisi przyjmowali leki psychotropowe, wąchali kleje i słynny wówczas płyn Tri, używany do roku 1970 do wywabiania plam, czy proszek do prania Ixi. Marihuana dotarła do Polski po roku 1989[2], a wraz z nią fatalna opinia i świadomość, że jest ona nielegalna w świetle konwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ → dalej). Polskie społeczeństwo nie miało szansy oswoić się ani z nią, ani ze stosującymi ją osobami.

Jednak marihuany n i e z d e l e g a l i z o w a n o d l a t e g o, ż e u d o w o d n i o n o j e j s z k o d l i w o ś ć. Od dziesiątków lat jej przeciwnicy poszukują dowodów na to, że wyrządza o n a p o w a ż n e szkody zdrowotne, tyle że dotąd niespecjalnie się im to udało. Została jednak zdemonizowana do tego stopnia, że wielu ludzi, także lekarzy, z niedowierzaniem przyjmuje wszelkie informacje o jej własnościach terapeutycznych lub je odrzuca.

W programach studiów medycznych większości krajów świata nie ma miejsca na uczenie przyszłych lekarzy o właściwościach leczniczych marihuany. Dlatego lekarze nie zawsze są wiarygodnym źródłem informacji na jej temat. Czasopisma medyczne chętnie publikują doniesienia o jej działaniach niepożądanych, zwykle pod niebudzącymi wątpliwości tytułami, w których marihuana jest wyłącznie przyczyną poważnych powikłań. W samym tekście, ale zwykle nie w streszczeniu najczęściej czytanym przez mających mało czasu lekarzy, autorzy takich doniesień czasem przyznają, że p r a w d o p o d o b n i e istnieje związek przyczynowo-skutkowy między używaniem marihuany a wystąpieniem opisywanych przez nich powikłań. Dość często treść artykułu przeczy tytułowi, ale to tytuł zapada w pamięć.

Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku przeprowadzono sporo badań dotyczących wpływu marihuany na ludzi zdrowych, przyjmujących ją rekreacyjnie, i na cierpiących na różne choroby. Ich wyniki zostały dawno zapomniane, a warto je przypomnieć, zwłaszcza że w ostatnich latach atmosfera wokół marihuany zaczyna się zmieniać. Coraz więcej państw przestaje karać za jej posiadanie. Niektóre legalizują tę stosowaną do celów medycznych. Do stycznia 2016 roku medyczną marihuanę zalegalizowały 24 stany USA, jest dostępna w Czechach, Holandii, Izraelu, Kanadzie, Niemczech.

Podczas wyborów prezydenckich w 2012 roku w USA mieszkańcy stanów Kolorado i Waszyngton opowiedzieli się za legalnością marihuany dla wszystkich, którzy skończyli 21 lat. Rząd Urugwaju w 2013 roku objął marihuanę monopolem państwowym, aby była bezpieczna i dostępna dla dorosłych mieszkańców kraju. W listopadzie 2014 roku w referendach towarzyszących wyborom uzupełniającym do senatu i Izby Reprezentantów mieszkańcy kolejnych stanów – Alaski, Oregonu i Dystryktu Kolumbia – przegłosowali legalizację marihuany.

W sierpniu 2013 roku główny komentator medyczny stacji CNN, doktor Sanjay Gupta, przeprosił za wszystko, co dotąd mówił o marihuanie. Przeprosił za to, że nie pracował dostatecznie ciężko, nie widział dostatecznie dużo i lekceważąco odnosił się do informacji pochodzących od pacjentów, którym marihuana przyniosła ulgę.

W Polsce 14 kwietnia 2014 roku w lubelskim dodatku do „Gazety Wyborczej” donoszono: „Na raka palił marihuanę. Wpadł, grozi mu 15 lat więzienia”3. Trzydziestosiedmioletni mężczyzna, chory na raka, uprawiał konopie na strychu mieszkania swojej siostry. Ktoś o tym doniósł do policji. Funkcjonariusze znaleźli 120 gramów suszu i kilkanaście roślin uprawianych, jak napisano, „profesjonalnie”. Nie znaleziono dowodów na to, by mężczyzna był dilerem lub zamierzał handlować marihuaną. Przyznał się do uprawiania konopi, nasiona kupił przez Internet. Palił marihuanę, by łagodzić liczne dolegliwości powodowane przez nowotwór, z którym walczy od dawna (przedstawił stosowną dokumentację medyczną). Jednak znaleziona ilość marihuany była za duża, by można było odstąpić od wymierzenia kary. Jak napisał dziennikarz, według polskiego prawa to zbrodnia, za której popełnienie grozi od 3 do 15 lat więzienia. Mężczyzna nie został aresztowany. Uwzględniono przyznanie się do winy, jego sytuację życiową (jest bez pracy, choruje), ale oskarżony oczekując na proces, musi 3 razy w tygodniu meldować się na posterunku policji2.

Marihuana nie jest panaceum. Ale części chorych, z których dolegliwościami nie radzi sobie konwencjonalna medycyna, przynosi ulgę. Dla niektórych jest wybawieniem od cierpienia, dla innych szansą na dokończenie leczenia wywołującego trudne do zniesienia działania niepożądane. W Polsce ciężko chorzy ludzie lub członkowie ich rodzin też poszukują marihuany na czarnym rynku, by zdobyć lek łagodzący cierpienie, którego w dodatku nie można przedawkować. Rzadko rozmawiają o tym z lekarzem leczącym, bo wiedzą, że to nielegalne; obawiają się też jego reakcji. Byłoby im znacznie łatwiej, gdyby lekarze wiedzieli o medycznych zastosowaniach marihuany i wspierali pacjentów, którym konwencjonalna medycyna nie jest w stanie pomóc. I przede wszystkim o tym jest ta książka.

2. CZYM JEST MARIHUANA?

Pochodząca z języka hiszpańskiego nazwa marihuana [marijuana] odnosi się do zielonych lub częściej suszonych wierzchołków i liści tylko żeńskich roślin konopi, bez łodyg, korzeni i nasion. W latach 30. XX wieku pisano, że pochodzi od portugalskiego słowa maraguango, oznaczającego środek odurzający[4].

Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Uzależnień [European Monitoring Centre for Drugs and Drug Addiction – EMCDDA] proponuje używanie następujących określeń:

k o n o p i e – dla roślin uprawianych w celu uzyskiwania z nich włókien (→ dalej),

m a r i h u a n a – dla liści i kwiatów żeńskich roślin, bez łodyg, korzeni i nasion3,

ż y w i c a – zamiast słowa haszysz[5].

Termin m e d y c z n a m a r i h u a n a nie jest rozumiany tak samo przez wszystkich. Dla jednych oznacza roślinną postać marihuany, zawierającą setki składników, w tym kanabinoidy (→ dalej). Dla innych to syntetyczne kanabinoidy, jak na przykład dronabinol (Marinol™) lub ekstrakty z roślinnej marihuany, jak na przykład Sativex™, produkowane przez firmy farmaceutyczne (→ dalej).

W tej publikacji termin medyczna marihuana jest równoznaczny z marihuaną roślinną.

Marihuana w większości krajów świata od tak dawna znajduje się na listach nielegalnych narkotyków, że wielu ludzi już nie wie, czym jest naprawdę. W Polsce politycy, a często też lekarze, twierdzą, że jest niezwykle szkodliwa, uzależnia, otwiera wrota do przyjmowania kolejnych narkotyków, więc wszelkimi sposobami trzeba chronić przed nią społeczeństwo.

„…używanie marihuany jest tak złe i naganne, że wielu członków społeczeństwa poświęca się, by powstrzymać przed tym innych, nawet jeśli oznacza to konieczność osadzenia ich w więzieniu”[6].

2.1. CZY MARIHUANA JEST NIEBEZPIECZNA?

T a k!

• Za samo jej posiadanie w większości krajów grozi kara pozbawienia wolności, niekiedy na wiele lat:

• w USA za przestępstwa związane z marihuaną aresztuje się około 850 tys. osób rocznie: gdyby za każdego aresztowanego zamknąć oczy na 1 sekundę, można byłoby je otworzyć dopiero po 9 dniach;

• ponad 80% spośród tych osób zatrzymywanych jest za posiadanie marihuany, a uprawiający większe ilości konopi niż dopuszcza prawo, skazywani są na kary pozbawienia wolności na dłuższy okres niż gwałciciele i mordercy[7];

• w niektórych krajach za przestępstwa narkotykowe grozi utrata życia – na przykład w 2008 roku w Singapurze wprowadzono obowiązkową karę śmierci dla każdego, kto posiada 500 gramów marihuany (albo 15 gramów heroiny lub 30 gramów kokainy);

„Prohibicja narkotykowa jest w rzeczywistości gorsza od prohibicji alkoholowej, która nie robiła przestępców z pijących alkohol”[8].

• po wykazaniu obecności marihuany w wykonywanych losowo badaniach próbek moczu pracowników instytucji federalnych i wielu firm prywatnych w USA można stracić pracę, a przynajmniej mieć poważne kłopoty, także w stanach, gdzie legalne jest medyczne stosowanie marihuany (→ dalej),

• stracić pracę można też z powodu wyrażania własnych poglądów na temat marihuany: 30 października 2009 roku profesor David Nutt, członek Rady Doradczej do spraw Nadużywania Narkotyków rządu Wielkiej Brytanii, został poproszony o podanie się do dymisji dzień po tym, jak powiedział publicznie, że alkohol i tytoń są bardziej niebezpieczne niż wiele nielegalnych narkotyków, w tym LSD, ecstasy i marihuana[9].

A l e:

• marihuana przez kilka ostatnich dekad jest najczęściej używaną substancją psychoaktywną na świecie, więc – uwzględniając wyniki przeprowadzonych dotąd badań – można sądzić, że jej używanie nie pociąga za sobą poważnego ryzyka[10], podobne wnioski zawierał już dziewiętnastowieczny raport Indian Hemps Drugs Commission (→ dalej),

• choć czasem przyznaje się, że marihuana sprawia przyjemność, to pozwala się na jej używanie niemal wyłącznie osobom społecznie uprzywilejowanym, a stosowanie jej przez osoby biedne i marginalizowane zawsze łączone jest z przestępczością i uzależnieniem[11],

• od dawna kar za przestępstwa związane z marihuaną nie ponoszą osoby bogate i sławne4, 5, w przytłaczającej większości przypadków skazywane są na nie osoby słabsze ekonomicznie i społecznie;

• śmiertelna dawka marihuany jest ponad 1 tys. razy większa od dawki działającej (dla morfiny i alkoholu dawka śmiertelna od działającej różni się dziesięciokrotnie, dla heroiny – sześciokrotnie, dla kodeiny – dwudziestokrotnie)[12],

• człowiek musiałby wypalić 20–40 tys. razy więcej marihuany, niż zawiera 1 skręt, w dodatku w bardzo krótkim czasie – 628 kilogramów marihuany wypalonej w ciągu 15 minut spowodowałoby śmierć[13],

• w 2011 roku w polskim czasopiśmie „Serwis Informacyjny Narkomania” napisano: „Istnieją badania, które teoretycznie taką możliwość [śmierci] uwzględniają, na przykład spalenie ponad 3 kilogramów suszu w ciągu 24 godzin”[14]. Tylko że jeśli 3 kilogramy to 3 tys. gramów, to w ciągu 1 godziny trzeba by wypalić 125 gramów, a więc nieco ponad 2 gramy na minutę, co jest fizycznie niemożliwe. Autor tego tekstu niewątpliwie tak tylko sobie żartował, bo dalej pisał: „Oczywiście nie można tutaj bagatelizować tego, że marihuana może być bezpośrednią przyczyną zgonu na przykład w wypadku drogowym” (→ dalej). Ale jeśli czytający nie zorientuje się, że to tylko żart, zostanie z przekonaniem, że marihuana zabija;

• w badaniach prowadzonych wśród ponad 65 tys. osób pod koniec lat 90. nie wykazano, by używanie marihuany wpływało na zwiększenie śmiertelności ani wśród kobiet, ani mężczyzn[15], co potwierdzano też później[16], choć – jak zawsze – wspomniano o potrzebie dalszych badań w tym zakresie[17],

• medyczna marihuana używana przez kilku pacjentów przyjmujących ją legalnie w USA przez ponad 20 lat jest dobrze tolerowana i nie przyniosła żadnych niepożądanych następstw (→ dalej),

• w licznych chorobach, w których przypadku konwencjonalna medycyna nie dysponuje lekami choćby zmniejszającymi dolegliwości, niektórym pacjentom pomaga marihuana, dzięki czemu ich życie staje się znośniejsze.

3. HISTORIA MEDYCZNEGO

STOSOWANIA MARIHUANY

Konopie w celach medycznych stosowano na świecie od tysięcy lat.

W Chinach znaleziono je w grobie datowanym na 2500 rok przed naszą erą, a wygląd pochowanego w nim mężczyzny i wystrój grobu pozwalały sądzić, że już wówczas marihuana była używana do celów rytualno-medycznych[18]. Według najstarszej farmakopei chińskiej żeńskie kwiaty konopi – ma-fen – zawierają największe ilości energii yin, będącej atrybutem kobiecości, która zgodnie z tradycyjną filozofią Chin łączy się dynamicznie z yang, kreatywnym pierwiastkiem męskim. Ma-fen przepisywano w przypadkach utraty yin, przy dolegliwościach menstruacyjnych, bólach porodowych, reumatyzmie, beri-beri6, zaparciach i malarii; mieszaną z winem podawano jako lek przeciwbólowy w chirurgii (podczas zabiegów i po nich), ostrzegano jednak, że spożywanie zbyt dużych ilości może prowadzić do widzenia demonów, ale przyjmowanie jej przez długi czas może ułatwić porozumiewanie się z duchami[19].

W Wietnamie marihuanę stosowano w celu zapobiegania utracie pamięci i splątania, zmniejszania utraty krwi, w terapii schorzeń ginekologicznych i komplikacji okołoporodowych, a także jako kurację zapobiegającą wypadaniu włosów i w tasiemczycy. Mnisi buddyjscy używali jej dla zmniejszenia popędu płciowego i wspomagania medytacji[20].

W Indiach zalecano ją do obniżania gorączki, ułatwiania snu, poprawy apetytu, uśmierzania bólów głowy i leczenia chorób wenerycznych już 2–1,4 tys. lat przed naszą erą[21].

W Egipcie na papirusach powstałych 1,7 tys. lat przed naszą erą znajdują się zapisy mówiące o stosowaniu jej w leczeniu jaskry, schorzeń ginekologicznych, w położnictwie, w leczeniu migreny i wielu innych[22].

Asyryjczycy znali konopie jako roślinę dającą włókna, ale także mającą własności terapeutyczne, nazywaną w dokumentach pochodzących z 600 roku przed naszą erą kunnubu lub kunnapu, co stało się prawdopodobnie podstawą dla arabskiego słowa kinnab, a także greckiego i łacińskiego cannabis[23].

Pliniusz Starszy uważał, że ma ona właściwości relaksacyjne i przeciwbólowe. Wzmianki o niej znaleźć można w Starym Testamencie[19].

W Europie w XI wieku konopie były używane w medycynie ludowej, w terapii bólów uszu i zębów, reumatyzmu, bólów menstruacyjnych i porodowych, migreny, a także padaczki, stanów zapalnych, kaszlu, drgawek, gorączki i żółtaczki. Maści zawierające kwiaty konopi nakładano na otwarte rany. Konopie palono lub przygotowywano z nich napoje. Przez stulecia stosowano je też w weterynarii[24].

Hildegarda z Bingen w swoim dziele Physica [Przyroda] powstałym około 1150 roku pisała, że konopie „redukują złe soki i przywracają mocniejsze”, pomagają w bólach głowy (ale mogą je też wywoływać)[25].

W 1231 roku papież Grzegorz IX zapoczątkował działalność świętej inkwizycji mającej wykorzenić i zniszczyć herezje, które zrodziły się w poprzednich 2 stuleciach. Konopie, uważane za czarnoksięskie zioło, zostały zakazane. Tych, którzy ich używali (niezależnie od celów), uznawano za czarowników, a więc heretyków. Inkwizycja nie doprowadziła jednak do tego, że zaprzestano ich stosować w celach medycznych i magicznych[24].

W XV–XVI wieku marihuany używał i uznawał ją za jeden z najważniejszych leków Paracelsus, szwajcarsko-niemiecki lekarz i filozof. François Rabelais w wydanym w 1532 roku dziele Gargantua i Pantagruel opisał herb pantagruelion [ziele Pantagruelion7] i jego własności lecznicze, którym niewątpliwie były konopie[23].

W 1621 roku anglikański duchowny Robert Burton w swoim dziele The Anatomy of melancholy [Anatomia melancholii] zalecał używanie cannabis w leczeniu depresji[22].

Podczas inwazji Napoleona na Egipt towarzyszący mu uczeni opisali 81 roślin mających zastosowanie lecznicze, notując też działanie psychoaktywne spożywanych doustnie lub palonych konopi egipskich, którego nie wykazywały szczepy europejskie[22].

Na listach leków zachodniego świata marihuana pojawiła się w połowie XIX wieku. Irlandzki lekarz W i l l i a m B r o o k e O’S h a u g n e s s y8, służący w armii brytyjskiej i pracujący w Akademii Medycznej w Kalkucie [Medical College of Calcutta], przestudiował dane dotyczące medycznego stosowania marihuany w Indiach i uznał ją za bardzo bezpieczny lek. By to potwierdzić, lepiej poznać jej działanie i dawkowanie, przeprowadził doświadczenia na zwierzętach. Wykazał, że była bezpieczna i nawet w dużych dawkach nie zabijała myszy, szczurów ani królików. Dostrzegł jej działanie przeciwdrgawkowe, przeciwbólowe, uspokajające i przeciwwymiotne. W 1839 roku opisał, w jaki sposób Hindusi wykorzystują ją w leczeniu różnych schorzeń, w tym tężca, biegunek, wścieklizny, cholery, delirium tremens i w obniżaniu gorączki. Już po powrocie do Wielkiej Brytanii przedstawił wyniki swoich badań, w których udowodnił, że nalewka z konopi działała uspokajająco, przeciwbólowo, przeciwdrgawkowo, rozluźniała mięśnie, poprawiała apetyt, łagodziła bolesne skurcze mięśni w tężcu i wściekliźnie. Opublikowanie tych obserwacji sprawiło, że zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Ameryce Północnej zaczęto pić nalewki z konopi indyjskich[22].

Lekarz powołujący się na znajomość z O’Shaugnessym podczas pracy w Indiach opisywał skuteczność marihuany w leczeniu cholery, tężca, wścieklizny i wielu innych chorób o łagodniejszym przebiegu, zauważając przy tym, że jej skuteczność zależy od warunków, w jakich jest uprawiana[26]. Potwierdził to lekarz rodzinny z Londynu, który spostrzegł, że taka sama dawka u jednych pacjentów może wywoływać nieprzyjemne skutki uboczne, a u innych nie działać wcale[27].

W 1840 roku francuski lekarz Louis Aubert-Roche, mieszkający w Egipcie, używał haszyszu, walcząc z dżumą. Niemal w tym samym czasie psychiatra Jacques-Joseph Moreau de Tours zaczął przeprowadzać doświadczenia z haszyszem, najpierw na zwierzętach, później na przyjaciołach, kolegach, pacjentach, a także na sobie, uznając go za doskonały lek psychiatryczny. Jego książka Du hachisch et de l’aliénation mentale [O haszyszu i obłąkaniu, 1845] wzbudziła ogromną sensację. Obecnie uznaje się, że zapoczątkowała badania eksperymentalne w psychiatrii i psychofarmakologii[28].

W wieku XIX w amerykańskiej i europejskiej literaturze medycznej pojawiało się wiele doniesień o medycznych zastosowaniach marihuany. Doktor Clendenning w 1843 roku pisał, iż „w l e c z e n i u c h o r ó b n i e z w y k l e w a ż n e j e s t z ł a g o d z e n i e b ó l u, n i e z a l e ż n i e o d j e g o p o c h o d z e n i a, i z a p e w n i e n i e c h o r e m u w ł a ś c i w e g o o d p o c z y n k u i s n u” – co dzięki marihuanie udawało mu się osiągać w leczeniu wielu pacjentów[29].

Stosowano ją w terapii tężca, wąglika, trądu, czerwonki, cholery, tyfusu, wścieklizny, ukąszeń węży, w neuralgiach, bólach porodowych, zaburzeniach miesiączkowania, chorobach objawiających się drgawkami, astmie i reumatyzmie, a także w łagodzeniu objawów odstawienia alkoholu i wodzianu chloralu9. Lekarze często przepisywali ją pacjentom, nie obawiając się działań niepożądanych, ze świadomością, że jej działanie przeciwbólowe jest słabsze niż opium. Dlatego że niemożliwe było podawanie jej dożylnie (nie jest rozpuszczalna w wodzie), zalecano palenie jej. Pozwalało to łatwo dobrać właściwą dawkę; palona zaczynała też szybciej działać przeciwbólowo.

W XIX wieku firmy farmaceutyczne na całym świecie produkowały leki oparte na marihuanie, między innymi E. Merck (Niemcy), Burroughs Wellcome & Co. (Wielka Brytania), Squibb and Sons, Parke-Davis & Co. (USA). Firma Eli Lilly (USA) produkowała One Day Cough Cure – miksturę zawierającą marihuanę, stanowiącą konkurencję dla najnowszego wówczas leku firmy Bayer, zawierającego diacetylomorfinę (lepiej znaną pod nazwą heroina10)[28]. W 1882 roku na rynek europejski wszedł lek o nazwie Cannabinum tannicum, w 1884 roku Cannabinon, w 1889 roku Cannabin stosowany jako lek nasenny, przeciwbólowy, przeciwko neuralgiom, reumatyzmowi, histerii, depresji, delirium tremens, psychozom, a także jako afrodyzjak. Sprzedawano też pigułki z haszyszu, obtaczane w cukrze, co poprawiało ich smak i zapobiegało sklejaniu się, których używano powszechnie jako leku przeciwbólowego – podobnie jak dzisiaj paracetamolu. Mieszankę marihuany i tytoniu reklamowano jako lek na astmę w Wielkiej Brytanii i USA, firma Grimault and Son polecała Indian Cigaretts jako lek na astmę, bóle i bezsenność[24].

W 1860 roku Stowarzyszenie Medyczne Stanu Ohio [Ohio State Medical Society] przeprowadziło konferencję na temat medycznej marihuany, podczas której przyznano, że jest ona skuteczna w leczeniu bólów żołądka, psychoz poporodowych, przewlekłego kaszlu, rzeżączki[30].

W czasie wojny secesyjnej w informacjach przeznaczonych dla lekarzy wiele miejsca poświęcono użyteczności marihuany jako bezpiecznego leku zwiększającego apetyt, ułatwiającego zasypianie, łagodzącego skurcze, działającego przeciwbólowo, przeciwdrgawkowo, ale też jako afrodyzjaku. Lekarze przepisywali ją jako lek przeciwdepresyjny, pomagający złagodzić stres terminalnie chorych pacjentów[30].

Ponieważ marihuana czasem wywoływała nieprzyjemne dla pacjenta doznania, sir John Russel, lekarz stosujący ją przez większą część swojego zawodowego życia, sugerował, by leczenie nią rozpoczynać od małych dawek, zwiększając je stopniowo przez 3–4 dni[24].

Do lat 30. XX wieku wkorzystywano marihuanę jako substancję stymulującą apetyt, zmniejszającą niepokój, działającą przeciwdrgawkowo, zwiększającą diurezę, obniżającą ciśnienie krwi, przeciwbólową, uspokajającą i znieczulającą, stosowaną w terapii bezsenności, kaszlu, tężca, oparzeń, bólów głowy (w migrenie w 1913 roku zalecał ją sir William Osler), bólów uszu, w położnictwie i ginekologii, w leczeniu jaskry[31]. Z powodu bolesnych miesiączek przepisywano ją królowej Wiktorii, niewykluczone, że także dla złagodzenia bólów porodowych (w latach 1840–1857 Wiktoria urodziła 9 dzieci) [32, 33, 34]. Osobisty lekarz królowej na podstawie swojego trzydziestoletniego doświadczenia stwierdził, że „k o n o p i e i n d y j s k i e, j e ś l i c z y s t e i d a w k o w a n e s t a r a n n i e, s ą j e d n y m z n a j b a r d z i e j w a r t o ś c i o w y c h l e k ó w, j a k i e p o s i a d a m y” [35].

4. JAK DO TEGO DOSZŁO, ŻE MARIHUANA STAŁA SIĘ NIELEGALNA?

4.1. KONFERENCJA OPIUMOWA LIGI NARODÓW – 1925 ROK

Konopie na listę niebezpiecznych narkotyków wpisano w 1925 roku, w czasie obrad Drugiej Konferencji Opiumowej Ligi Narodów w Genewie, podczas której miano się zajmować tylko wzmocnieniem kontroli opium i kokainy. Niespodziewanie dla wszystkich przedstawiciel Egiptu, doktor Mohamed Abdel Salam El Guindy, przedstawił haszysz jako zło większe od opium, mające być przyczyną 30–60% chorób psychicznych w jego kraju11 i zaapelował o dopisanie konopi do listy substancji niebezpiecznych. Politycy i dyplomaci nie podejmując żadnej próby zebrania dowodów mogących potwierdzać słuszność tych zarzutów (niektórzy mieli odwagę przyznać, że nic o haszyszu i marihuanie nie wiedzą), z d e c y d o w a l i, ż e k o n o p i e i n d y j s k i e u z a l e ż n i a j ą i s ą n i e b e z p i e c z n e w t a k i m s a m y m s t o p n i u j a k o p i u m [36]. Przedstawiciele tylko 3 z 16 krajów (Holandia, Indie, Wielka Brytania) zgłosili sprzeciw wobec wprowadzenia prohibicji marihuany, ale ani delegaci Indii, ani Wielkiej Brytanii nie wspomnieli o ustaleniach Indian Hemps Drug Commission (→ dalej). Po zatwierdzeniu konwencji kolejne kraje Europy stopniowo zakazywały posiadania marihuany, często też jej używania – Wielka Brytania i Holandia w 1928 roku, Niemcy w 1929 roku, co wykraczało poza przyjęte zobowiązania, a „problem marihuany” w tych krajach nie istniał[37].

Stany Zjednoczone nie były członkiem Ligi Narodów, ale ich przedstawiciele, w tym Harry J. Anslinger12, w latach 30. i później lobbowali za ścisłą regulacją (tak naprawdę prohibicją) marihuany. Przedstawili Komitetowi Doradczemu do spraw Narkotyków Ligi informacje o wpływie tej rośliny na wzrost przestępczości i przemocy. Ich zdaniem ten „narkotyk od czasów starożytnych przyczyniał się do morderstw, napaści, gwałtów, upadku fizycznego i moralnego, […] jest bardziej niebezpieczny niż heroina lub kokaina”. Mimo to komitet zwrócił uwagę na różnice kulturowe w wykorzystywaniu marihuany, na trudności w kontrolowaniu jej stosowania; zauważył, że w krajach jak Egipt czy Turcja, gdzie stosowanie jej ma długą tradycję, po wprowadzeniu ścisłej kontroli utrudniającej dostęp do niej, zaczęto używać heroiny[36].

4.2. USTAWA O PODATKU OD MARIHUANY – USA, 1937 ROK

Ustawę o podatku od marihuany poprzedziło utworzenie w 1930 roku, w Departamencie Skarbu, Federalnego Biura do spraw Narkotyków [Federal Bureau of Narcotics – FBN], na którego czele niemal od początku stał H a r r y J. A n s l i n g e r i pozostał na tym stanowisku do 1962 roku – przez 32 lata (sic!). Szefem Departamentu Skarbu był wówczas Andrew Mellon, właściciel Mellon Bank w Pittsburghu (korzystała z niego korporacja DuPonta), zapewne przypadkiem wuj żony Anslingera[38]. Kongres USA w ten sposób oddzielił prohibicję narkotyków od cieszącej się coraz gorszą sławą prohibicji alkoholu, odwołanej 3 lata później[39].

Biuro do spraw Narkotyków miało zajmować się nadzorem, regulacją i egzekwowaniem prawa dotyczącego legalnych i nielegalnych substancji powodujących przyzwyczajenie i nałóg. Jego szef od początku zrewolucjonizował podejście do tych kwestii, zatrudnił tajnych agentów, stworzył sieć mającą na celu gromadzenie informacji w USA i poza ich granicami[24]. Początkowo nie widział powodów, by zajmować się marihuaną. Przyznawał, że jej nałogowy palacz nie stanie się heroinistą, kokainistą czy opiumistą, a jeszcze rzadziej użytkownicy „twardych” narkotyków sięgają po marihuanę. Podzielał poglądy Williama Burroughsa, autora książki Ćpun13, uważającego, że „szkodliwe skutki marihuany są bardzo wyolbrzymiane, [gdyż] ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć, nawet wbrew faktom”[40].

Jednak kilka lat później przemysł przetwarzający konopie włókniste zaczął interesować Biuro do spraw Narkotyków, choć formalnie ani konopiami, ani marihuaną nie powinno się było zajmować. W zamówionym przez biuro raporcie Ministerstwo Rolnictwa podało, że ta gałąź przemysłu stała na krawędzi upadku, ale w latach 1934–1935 uprawy i przetwórstwo konopi zaczęły znów się rozwijać[41]. Wielu ekspertów zajmujących się historią konopi uważa, że biuro było świadome ich potencjału ekonomicznego, który stawał się realny w latach 1935–1937. W tym samym czasie, w opinii biura, marihuana stała się „największym narkotykowym zagrożeniem Ameryki, […] powodującym najwięcej przemocy w historii ludzkości”[38].

W czasach wielkiego kryzysu lat 30., również w następstwie zmian demograficznych w USA (migracja z południa do dużych miast na północy kraju) społeczeństwem amerykańskim zaczął rządzić strach przede wszystkim przed Afroamerykanami i imigrantami, co umożliwiło skuteczne łączenie narkotyków z mniejszościami etnicznymi[42]. Gazety należące do koncernu Randolpha Hearsta opisywały ponure historie o Meksykanach i oszalałych z powodu używania marihuany czarnoskórych obywatelach, którzy napadają, gwałcą i mordują, szczególne białe kobiety. Zanim zaczęły pojawiać się te nieprawdziwe informacje, większość Amerykanów nawet o marihuanie nie słyszała. Nie miała ona znaczenia dla amerykańskiego społeczeństwa w obliczu konfliktów wokół polityki New Deal14 w kraju i szerzenia się faszyzmu poza jego granicami[43]. Młodzi amerykańscy przedstawiciele wszystkich klas społecznych zaczęli używać marihuany masowo dopiero w latach 60., a więc długo po wprowadzeniu jej prohibicji.

W 1937 roku wprowadzono w USA ustawę o podatku od marihuany [Marihuana Tax Act]. Podczas jej uchwalania nie przedstawiono żadnych danych naukowych czy medycznych. Dyskusja w Kongresie toczyła się wokół opowieści o morderczej manii, roiła od rasistowskich obelg i obaw o niebezpieczeństwo krzyżowania się ras (sic!), co miało zwiększać poczucie zagrożenia społeczeństwa. Ekspert strony rządowej, doktor James C. Munch15, farmakolog z Uniwersytetu Temple w Filadelfii, tłumaczył członkom Kongresu, że doświadczenia przeprowadzone na psach dowodziły, że po używaniu marihuany przez okres od 3 miesięcy do roku ich osobowość ulega „dezintegracji”[44]. Munch miał podawać 300 psom bezpośrednio do mózgu „aktywny składnik marihuany”, ale THC wyizolowano znacznie później, nie wiadomo więc, co tak naprawdę stosował. Po latach oskarżono go o nieetyczność prowadzonych eksperymentów.

Tylko przedstawiciel Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego [American Medical Association – AMA], doktor William C. Woodword, zeznał przed Kongresem, że n i e m a d o w o d ó w u z a s a d n i a j ą c y c h p e n a l i z a c j ę p o s i a d a n i a i u ż y w a n i a m a r i h u a n y [45], usiłował przekonać, że od prawie 100 lat znajduje się ona w amerykańskim spisie leków i ma zastosowanie medyczne. Dowodził, że ten akt prawny będzie prowadził do przeciążania pracą lekarzy chcących przepisać ją swoim pacjentom, więc będą rzadziej ją zalecać. Rzeczywiście częstość jej stosowania w celach leczniczych znacznie się zmniejszyła, choć marihuana wciąż figurowała w spisie leków[46]. Głosu przedstawiciela AMA nie brano pod uwagę, między innymi dlatego, że w czasach wprowadzania „Nowego Ładu” Stowarzyszenie Lekarzy oponowało przeciw wszystkiemu, co przynosił[47].

Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił ustawę przy bardzo niewielkim zainteresowaniu kongresmenów, a prezydent Franklin D. Roosevelt szybko ją podpisał. Producentów i użytkowników medycznej marihuany zobowiązano do uciążliwej rejestracji i płacenia podatków[48]. Niezastosowanie się do tego było przestępstwem federalnym. Pierwszy wyrok zapadł 7 dni po wejściu ustawy w życie. Na 4 lata ciężkiego więzienia i 1 tys. dolarów grzywny za sprzedaż marihuany skazano pięćdziesięcioośmioletniego mężczyznę, a wydający wyrok sędzia stwierdził, że „marihuana jest najgorszym ze wszystkich narkotyków, znacznie gorszym niż morfina i kokaina; niszczy samo sedno życia”[41].

W praktyce niemal wszystkie zastosowania marihuany stały się nielegalne, z wyjątkiem używania nasion konopi (ale tylko po ich wysterylizowaniu) jako karmy dla ptaków i zaopatrywania Sherwin Williams Paint Company w olej konopny[43]. Po wprowadzeniu ustawy Biuro do spraw Narkotyków rozpoczęło nadzorowanie prowadzonego na dużą skalę niszczenia upraw konopi. Farmerzy amerykańscy, którzy ucierpieli wskutek wielkiego kryzysu ekonomicznego lat 30., stracili możliwość zarobkowania na uprawach konopi przemysłowych, które – poza możliwościami ich przetworzenia – są znakomitym płodozmianem, rosnącym dobrze w niemal każdym stanie USA (→ dalej).

Federalne Biuro do spraw Narkotyków kontynuowało kampanię przeciwko marihuanie. Ludziom o odmiennych poglądach próbowano niszczyć kariery naukowe. Spotkało to Alfreda R. Lindesmitha16 za opublikowanie w 1940 roku artykułu Dope fiend mythology [Mitologia diabelskiego narkotyku], w którym opowiedział się za traktowaniem uzależnień jako problemu medycznego, krytykował rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji o osobach uzależnionych i narzucanie Amerykanom przekonania, że każdy używający nielegalnych narkotyków jest bezwzględnym mordercą i moralnym degeneratem. Kilka lat później ujawnił hipokryzję biura, którego pracownicy umożliwili – wbrew prawu – 2 wysoko postawionym, zamożnym osobom otrzymywanie opiatów przez ponad 20 lat w czasie, kiedy wielu ludzi stawało się ofiarami walki z narkotykami. Ansliger żądał sprostowania tego „kłamstwa”[49], ale po latach w swoich wspomnieniach przyznał, że pomagał systematycznie dostarczać morfinę jednemu z najbardziej wpływowych kongresmenów USA – jego biografowie uważają, że chodziło o Josepha R. McCarthy’ego. Jeszcze w latach 50. Ansliger domagał się od szefa FBI, Edgara Hoovera, informacji, czy Lindesmith nie był członkiem którejś z organizacji komunistycznych[50], 17.

Gromadził informacje o muzykach jazzowych, mając nadzieję, że doprowadzi do aresztowania takich ludzi jak: Cab Calloway, Louis Armstrong, Les Brown, Count Basie, Jimmy Dorsey, Duke Ellington, co jednak się nie udało, gdyż agenci biura nie byli w stanie przeniknąć do ich środowiska[50]. Louis „Sachmo” Armstrong mówił: „To [marihuana] sprawia, że czujesz się dobrze, człowieku. To cię relaksuje, pozwala zapomnieć o złych rzeczach, które przytrafiły się czarnym. To czyni cię chcianym, potrzebnym, a jeśli jesteś z innym palaczem, odczuwasz wyjątkowy rodzaj braterstwa”. W tekstach wielu standardów jazzowych pojawiały się nawiązania do marihuany, co oburzało szefa Biura do spraw Narkotyków[51].

W tamtych czasach zaczęły pojawiać się nieśmiałe głosy podkreślające niemal całkowity brak naukowych informacji o marihuanie i haszyszu, o efektach ich działania i nieznajomość farmakologii, wskazujące, że działania policji – aresztowania i konfiskaty marihuany – doprowadzały tylko do wzrostu ich cen, a nie zmniejszenia dostępności[52].

Motywy, jakimi kierował się rząd USA w swoich atakach na marihuanę (i konopie), nie są do końca jasne. Próbowano je tłumaczyć na wiele sposobów – moralistycznym zapałem i biurokratyczną chęcią znalezienia pola do działania ówczesnego dyrektora Federalnego Biura do spraw Narkotyków po odwołaniu w 1933 roku prohibicji alkoholu[53]. Inna z teorii mówi, że to producentom i handlarzom alkoholu, z trudem odrabiającym niekorzystne dla nich skutki prohibicji, zależało na usunięciu rośliny często używanej w celach rekreacyjnych. Kryminalizacja marihuany ułatwiała też eliminowanie konkurencji w walce o miejsca pracy w czasie wielkiego kryzysu. Zakaz jej używania najmocniej uderzył w robotników migrujących z Meksyku, gdyż to oni wówczas najczęściej ją palili. Sugerowano, że pojawienie się pierwszego syntetycznego leku przeciwbólowego – aspiryny18 – sprawiło, że lekarze rzadziej zaczęli zalecać leki pochodzenia roślinnego. Twierdzono także, że na politykę dotyczącą marihuany wpłynęły naciski firm petrochemicznych i papierniczych, obawiających się konkurencji19 ze strony uprawiających konopie[53]. Niezależnie od motywów skutki propagandy, a przede wszystkim nieporozumienia dotyczące marihuany i jej związku z konopiami sprawiały, że coraz mniej farmerów decydowało się na ich uprawę.

Harry J. Anslinger jeszcze w latach 50. mówił:

Uzależnienie od narkotyków jest zaraźliwe. Uzależnieni, jeśli nie są w szpitalu lub w więzieniu, rozpowszechniają ten zwyczaj w błyskawicznym tempie wśród swoich rodzin i bliskich. Rozwiązaniem jest przymusowe leczenie, a dla niepoddających się terapii – odosobnienie[43].

W najwcześniejszych stadiach zatrucia marihuaną niszczona jest siła woli, znikają zahamowania i ograniczenia; łamane są moralne bariery, czego skutkiem jest często rozwiązłość seksualna. Jeśli przyjmujący marihuanę człowiek jest niestabilny emocjonalnie, jego zachowanie staje się gwałtowne. Egoista ma złudzenie wielkości, bojaźliwy będzie odczuwał strach, a agresywny będzie uciekał się do przemocy i przestępstw. Uwolnione zostaną uśpione dotąd skłonności, a człowiek zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje, staje się bezsilny i nie może niczemu zapobiec. Stałe jej używanie powoduje niezdolność do pracy. Narkotyk ma niszczący wpływ na ciało i umysł, osłabiając fizycznie i często prowadząc do szaleństwa[54].

Sprzeciwiał się rozpowszechnianiu informacji o narkotykach, gdyż jego zdaniem „w i ę k s z o ś ć m ł o d y c h o s ó b […] z a r a ż a s i ę t y m z ł y m p r z y z w y c z a j e n i e m n i e z p o w o d u n i e w i e d z y[…], l e c z d l a t e g o, ż e d o w i e d z i a ł y s i ę z a d u ż o” [41].

Niezwykłe jest to, że przeciwnicy marihuany przywołują wiele z tych nieprawdziwych zarzutów również dzisiaj.

4.3. KONWENCJE ANTYNARKOTYKOWE ONZ

Po drugiej wojnie światowej Stany Zjednoczone stały się dominującą siłą na świecie i dzięki temu mogły przekonywać inne kraje do przyjęcia ostrzejszej polityki antynarkotykowej. Przy nowo powstałej Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) powołano Komisję do spraw Środków Odurzających [Commission on Narcotic Drugs – CND] składającą się z reprezentantów 53 krajów wybranych przez Radę Gospodarczą i Społeczną. W jej pracach dużą rolę odgrywali przedstawiciele USA z Harrym J. Anslingerem na czele dążący do objęcia marihuany ścisłymi regulacjami. W 1948 roku Rada Gospodarcza i Społeczna przyjęła przygotowaną przez USA rezolucję, w której domagano się od sekretarza generalnego ONZ stworzenia nowej konwencji dotyczącej narkotyków, która zastąpiłaby dotąd istniejące. Dzięki staraniom Anslingera rozpoczęto prace nad jednolitą konwencją[38].

Jedną z istotnych kwestii było wyjaśnienie, czy marihuana ma jakiekolwiek uzasadnione zastosowanie medyczne. Do wydania opinii upoważniono Komitet Ekspertów [UN Expert Committee] Światowej Organizacji Zdrowia [World Health Organization – WHO], który w 1952 roku uznał, że leki zawierające marihuanę są przestarzałe, nie ma więc powodu, aby je stosować. Nie przedstawiono jednak żadnych dowodów na poparcie tej opinii. Sekretarz komitetu, Pablo Osvaldo Wolff, publikował opracowania, w których przekonywał, jak groźne są konsekwencje używania marihuany, która – jego zdaniem – „od najdawniejszych czasów łączyła się ściśle z obłędem, przestępstwami z użyciem przemocy i brutalnością”, miała powodować, że „tysiące ludzi zmienią się w szumowiny […], co powinno zostać zahamowane za wszelką cenę”. W 1955 roku przedstawiono przygotowany przez Wolffa raport The physical and mental effects of cannabis [Fizyczne i psychiczne skutki marihuany], w którym powtórzył on swoje poglądy z wcześniejszych publikacji (do niektórych słowo wstępne pisał sam Harry J. Anslinger): „Marihuana jest narkotykiem niebezpiecznym z każdego punktu widzenia, fizycznego, psychicznego, społecznego i kryminologicznego” oraz „Nie tylko samo jej palenie jest niebezpieczne – używanie prowadzi palaczy do przyjmowania heroiny w iniekcjach”. Dokument nie był stanowiskiem Światowej Organizacji Zdrowia, nie poparli go członkowie Komitetu Ekspertów, jednak wielu delegatów uznało go za dokument WHO[38].

Po trwających kilka lat dyskusjach, podczas których przedstawiciele wielu krajów (między innymi Indii, Meksyku, Pakistanu) sprzeciwiali się prohibicji marihuany, ONZ przyjął wspólne stanowisko.

W 1961 roku uchwalono Jednolitą Konwencję w sprawie Narkotyków [Single Convention on Narcotic Drugs], której celem było skoordynowanie międzynarodowej kontroli substancji pochodzących z 3 roślin: Papaver somniferum (mak lekarski), Erythroxylum coca (krasnodrzew pospolity, koka) i Cannabis sativa (konopie)20:

• w preambule zapisano, że uzależnienie [addiction] od narkotyków „jest wielkim złem21 dla jednostek, prowadzącym do wielu społecznych i ekonomicznych zagrożeń dla ludzkości”[55],

• po raz pierwszy wprowadzono wyraźny cel: doprowadzenie do zaprzestania używania w jakikolwiek sposób (także medyczny) 3 roślin – opium w ciągu 15 lat, a kokainy i marihuany w ciągu 25 lat.

Marihuana wraz z heroiną i kilkoma innymi narkotykami została umieszczona w kategorii I – substancji uważanych za najbardziej uzależniające i szkodliwe oraz w kategorii IV – najniebezpieczniejszych substancji psychoaktywnych. Konwencja weszła w życie w grudniu 1964 roku, po podpisaniu jej przez 40 krajów, więc dwudziestopięcioletni okres, po którym marihuana przestałaby być stosowana, miał się zakończyć w 1989 roku.

Zakaz niemedycznego i nienaukowego używania jednych narkotyków przy równoczesnym braku zakazu używania alkoholu, kofeiny, tytoniu zdaniem wielu ekspertów odzwierciedlał siłę USA i Europy w ustanawianiu światowych norm i ignorowaniu innych części świata, w których te kwestie traktowano inaczej. G d y b y t o n i e k t ó r e k r a j e A z j i w p r o w a d z a ł y ś w i a t o w ą p o l i t y k ę n a r k o t y k o w ą, t o a k c e p t o w a n e b y ł y b y o p i u m i m a r i h u a n a, a g d y b y k r a j e m u z u ł m a ń s k i e m i a ł y d e c y d u j ą c y g ł o s, o b o w i ą z y w a ł b y z a k a z s p o ż y w a n i a a l k o h o l u. W wielu krajach Południa, w których uprawiane są mak lekarski i konopie, chłopi nie mają zbyt wielu opłacalnych możliwości, ryzykują utratę plonów z powodu prowadzonych tam programów niszczenia nielegalnych upraw, co spycha ich w jeszcze większe ubóstwo, tylko dlatego że nie stosują się do norm społeczności międzynarodowej[56].

W ramach ONZ działają liczne gremia zajmujące się kwestiami narkotyków. Funkcje sekretariatu Komisji do spraw Narkotyków (CND) pełni Biuro do spraw Narkotyków i Przestępczości Narodów Zjednoczonych [UN Office on Drugs and Crime – UNODC], które doradza rządom w kwestiach skutecznego egzekwowania prawa, systemów leczenia, metod szacowania wielkości produkcji i konsumpcji nielegalnych narkotyków. Jest niewielką agendą, na której pracę w dużym stopniu wpływają rządy państw najbardziej zasilających jej budżet. Międzynarodowy Organ Kontroli Środków Odurzających [International Narcotic Control Board – INCB22] tworzy 13 ekspertów wybranych przez Radę Gospodarczą i Społeczną ONZ[57]. Powołano go w 1968 roku, zgodnie z postanowieniami Jednolitej Konwencji z 1961 roku.

Nadużywanie nielegalnych narkotyków w momencie tworzenia Jednolitej Konwencji budziło obawy o zdrowie publiczne w 20–30 krajach, a po ponad 50 latach problem dotyczy całego świata. Nielegalny rynek narkotykowy osiąga wartość 400–500 mld dolarów rocznie – więcej niż rynek samochodowy[58].

Polska nie była zainteresowana ograniczaniem powierzchni upraw maku lekarskiego i konopi. W 1961 roku, podczas konferencji poświęconej konwencji nie chciała się zgodzić na licencjonowanie ich upraw, gdyż – jak argumentowano – było to praktycznie niemożliwe do zrobienia, poza tym w krajach o klimacie umiarkowanym konopie uprawiano wyłącznie w celach przemysłowych, zaś ograniczenie upraw maku pociągnęłoby za sobą konieczność ograniczenia produkcji leków opioidowych lub przymus importowania niezbędnych surowców. W 1966 roku podczas obrad Komisji ONZ odrzucono wniosek o zaliczenie słomy makowej (puste makówki i górne części roślin) do środków odurzających, co było korzystne dla Polski. Zakłady farmaceutyczne Polfa przyjmowały w latach 60. każdą ilość słomy makowej, a uprawy maku reklamowano w środkach masowego przekazu[59].

Dopiero w 1985 roku w ustawie o zapobieganiu narkomanii wprowadzono w Polsce licencje na uprawy maku, a do ich uzyskania niezbędne było przedstawienie kontraktu z państwową firmą, której rolnik zobowiązywał się sprzedać słomę makową. Nie pomogło to w przejęciu pełnej kontroli nad uprawami, za to doprowadziło do zwiększenia liczby skazanych za przestępstwa narkotykowe – z 2667 przed uchwaleniem ustawy do 6883 rok później, przy czym w 90% byli to rolnicy schwytani na nielegalnym uprawianiu maku lub konopi[60]. Utrudnienie dostępu do słomy makowej osobom uzależnionym od „polskiej heroiny” sprawiło, że p o d k o n i e c l a t 8 0. p o j a w i ł s i ę k o m e r c y j n y h a n d e l s ł o m ą m a k o w ą i k o m p o t e m23, k t ó r y m z a j m o w a ł y s i ę o s o b y n i e u z a l e ż n i o n e, n a s t a w i o n e n a z y s k [61].

Uchwalona w 1 9 7 1 r o k u K o n w e n c j a N a r o d ó w Z j e d n o c z o n y c h d o t y c z ą c a S u b s t a n c j i P s y c h o t r o p o w y c h [U. N. Convention on Psychotropic Substances] była reakcją na powstawanie nowych syntetycznych substancji psychoaktywnych i wprowadziła kontrolę ponad 100 leków produkowanych przez firmy farmaceutyczne, takich jak amfetaminy, barbiturany, benzodiazepiny, LSD, choć w wyniku nacisku tych firm kontrola ich produktów była nieporównanie słabsza niż substancji objętych konwencją w 1961 roku[57],24.

W 1 9 8 8 r o k u K o n w e n c j a N a r o d ó w Z j e d n o c z o n y c h p r z e c i w k o H a n d l o w i N a r k o t y k a m i i S u b s t a n c j a m i P s y c h o t r o p o w y m i [U. N. Convention Against Illicit Traffic in Narcotic Drugs and Psychotropic Substances], zobowiązała jej sygnatariuszy do zakazania upraw maku lekarskiego, krzewów koki i konopi mających na celu produkcję narkotyków i u z n a n i e z a p r z e s t ę p s t w a n a r k o t y k o w e p o s i a d a n i e, u p r a w ę i s p r z e d a ż n a r k o t y k ó w n a w ł a s n y u ż y t e k [62]. Kontrolą objęto także odczynniki chemiczne używane do produkcji nielegalnych substancji.

Podstawą światowego systemu kontroli narkotyków jest Jednolita Konwencja z 1961 roku, która w rzeczywistości wprowadziła światową prohibicję opiatów, marihuany, stymulantów i psychodelików oraz karanie użytkowników tych substancji. O s o b y p r z y j m u j ą c e n a r k o t y k i z p o w o d u t e j p r o h i b i c j i p o n o s z ą p o w a ż n i e j s z e k o n s e k w e n c j e n i ż p i j ą c y a l k o h o l, k t ó r z y n i e s ą u z n a w a n i z a p r z e s t ę p c ó w [8].

Rzadko przypomina się, że w Jednolitej Konwencji przyznano, że niektóre kontrolowane substancje mają własności medyczne i zastosowania naukowe. W preambule zapisano, że „m e d y c z n e u ż y w a n i e l e k ó w n a r k o t y k o w y c h j e s t c i ą g l e n i e z b ę d n e d o z m n i e j s z a n i a b ó l u i c i e r p i e n i a, i c h d o s t ę p n o ś ć p o w i n n a w i ę c b y ć z a p e w n i o n a”. Dlatego jest teoretycznie możliwe, by kraje będące sygnatariuszami tej konwencji prowadziły badania dotyczące marihuany i zezwalały na zmiany legislacyjne dopuszczające medyczne jej stosowanie bez łamania międzynarodowych zobowiązań[63].

W 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia stworzyła własny program mający dokonać analizy problemu uzależnień [Programme on Substance Abuse – PSA]. W 1995 roku opublikowano wstępny raport ekspertów, zatytułowany Ocena porównawcza konsekwencji zdrowotnych używania alkoholu, marihuany, nikotyny i opiatów, w którym napisano, że „p r z y i s t n i e j ą c y m s p o s o b i e u ż y w a n i a m a r i h u a n a s t a n o w i z n a c z n i e m n i e j p o w a ż n y p r o b l e m d l a z d r o w i a p u b l i c z n e g o s p o ł e c z e ń s t w Z a c h o d u n i ż a l k o h o l i t y t o ń”. Jednak w dokumencie końcowym, utworzonym 2 lata później, napisano inaczej:

Grupa ekspertów przygotowujących przegląd obecnej wiedzy o marihuanie w 1995 roku dołączyła do dokumentu roboczego fragment, w którym próbowano porównać to, co wiadomo o zdrowotnych konsekwencjach marihuany z niebezpieczeństwem dla zdrowia powodowanym przez wiele legalnych i nielegalnych substancji wywołujących działania psychoaktywne, jak alkohol, tytoń i opiaty. Jednakże rzetelność i znaczenie dla zdrowia publicznego takich porównań jest wątpliwe. […] Ryzyko używania marihuany, przy braku wiarygodnych badań epidemiologicznych, jest w dużej mierze nieznane, dlatego takie porównania są bardziej spekulacyjne niż naukowe[64].

Dziennikarze czasopisma „New Scientist” oskarżyli WHO o ocenzurowanie wstępnego raportu, w którym eksperci „potwierdzili to, co starzejący się hipisi wiedzieli od dziesięcioleci: marihuana jest bezpieczniejsza od tytoniu” [65].

WHO tłumaczyła, że publikacja nie miała na celu ukrywania żadnych informacji, nie była też pisana pod wpływem nacisków politycznych, była po prostu efektem konsensusu badaczy, który brzmiał następująco: „Z powodu braku wiarygodnych badań epidemiologicznych wszelkie porównania byłyby bardziej spekulatywne niż naukowe”[66]. Pracownicy WHO nie wspomnieli, że marihuana nie zabiła dotąd żadnego z jej licznych użytkowników.

Profesor Mikołaj Kozakiewicz dotarł do informacji mówiących, że doradcy z amerykańskich federalnych agend antynarkotykowych ostrzegali ekspertów przed publikacją danych z raportu wstępnego, bo dostarczyłyby one argumentów zwolennikom legalizacji marihuany. Zatajając jego część, WHO udzieliła poparcia amerykańskiej polityce antynarkotykowej i przyczyniła się do utrwalenia szkodliwego społecznie i zdrowotnie przesądu. Jak zauważył Kozakiewicz, nie po raz pierwszy naukę złożono w ofierze na ołtarzu polityki, religii czy ideologii. Większość środków masowego przekazu w Polsce przemilczała te informacje[67].

W czerwcu 1998 roku podczas Specjalnej Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ [United Nations General Assembly Special Session – UNGASS] przyjęto uchwałę o eliminacji lub znaczącym zmniejszeniu nielegalnych upraw krzewów koki, konopi i maku lekarskiego w ciągu 10 lat: „Świat wolny od narkotyków – możemy to osiągnąć” [Drug free world – we can do it]. Dla wszystkich oczywiste jest, że się to nie udało. W 2009 roku podczas kolejnej Specjalnej Sesji Zgromadzenia Ogólnego przyznano, że nie osiągnięto planowanego celu, spostrzeżono, że powstał czarny rynek narkotykowy, ale uznano, że eradykacja narkotyków lub znaczące zmniejszenie ich ilości na świecie powinno nastąpić w ciągu kolejnych 10 lat25. Następną sesję specjalną miano zwołać w 2019 roku. Jednak na żądanie prezydentów Gwatemali, Kolumbii i Meksyku odbędzie się w kwietniu 2016 roku26.

4.4. WOJNY Z NARKOTYKAMI PROWADZONE W USA

W latach 50. nie mówiono jeszcze o wojnie, ale kary za przestępstwa związane z marihuaną, także za jej posiadanie, ciągle zaostrzano. Wprawdzie krótko po objęciu urzędu prezydent John F. Kennedy27 w 1962 roku powołał Ad Hoc Panel on Drug Abuse [Doraźny Zespół do spraw Narkotyków], a rok później Advisory Commission on Narcotic and Drug Abuse [Komisja Doradcza do spraw Narkotyków i Ich Nadużywania], których opinia brzmiała: r y z y k o z w i ą z a n e z u ż y w a n i e m s a m e j m a r i h u a n y j e s t w y o l b r z y m i o n e, a k a r y d l a o k a z j o n a l n y c h j e j u ż y t k o w n i k ó w l u b p o s i a d a c z y z b y t w y s o k i e [68], to nie śpieszono się z obniżaniem wprowadzonych wcześniej kar. Komisje dokonały rozróżnienia między marihuaną i opiatami, uznając, że posiadanie marihuany nie jest tak samo poważnym przestępstwem, jak posiadanie opiatów. Mimo to w 1962 roku wiele stanów przyjęło tak zwany Little Boggs Act, na którego podstawie stanowe kary za przestępstwa narkotykowe stały się wyższe od kar federalnych. W stanie Missouri drugie takie przestępstwo pociągało za sobą karę dożywotniego więzienia, w stanie Georgia za sprzedaż narkotyków nieletnim przewidywano karę śmierci[50]. Tylko morderstwo pierwszego stopnia lub zdrada stanu groziły tak poważnymi konsekwencjami. Morderstwo drugiego stopnia, rozbój i gwałt były „lżejszymi” przestępstwami niż sprzedaż marihuany.

Dopiero kiedy w latach 60. i 70. wzrosła liczba osób palących marihuanę należących do klas średnich, pojawiła się pilna potrzeba złagodzenia kar[43]. Znamienne jest to, że pozycja społeczno-ekonomiczna ówczesnych użytkowników marihuany była wyższa niż kiedykolwiek wcześniej. Wprawdzie nie mieli bezpośredniego wpływu na decyzje polityczne, ale tworzyli wykształcony, głośny, wzbudzający zainteresowanie polityków elektorat. Palacze marihuany byli godni szacunku – niezależnie od tego, co robili. Przynależność do klasy średniej zapewniała im względnie wysoki status społeczny. Co równie ważne – byli zauważani przez polityków, pisarzy, dziennikarzy, którzy po raz pierwszy zobaczyli w nich ludzi, a nie narkomanów. I s t o t n ą k w e s t i ą w t y c h c z a s a c h n i e b y ł o t o, „c o z r o b i ć z n a r k o m a n a m i u ż y w a j ą c y m i m a r i h u a n y”, t y l k o c o z r o b i ć z „n a s z y m i d z i e ć m i”. Powstawały organizacje skupiające użytkowników marihuany, jak Narodowa Organizacja na rzecz Reformy Prawa dotyczącego Marihuany [National Organization for Reform of Marihuana Law – NORML], które delegowały swoich rzeczników prasowych na wszelkie spotkania dotyczące marihuany. Wraz z „uczłowieczeniem” użytkownika marihuany zmieniała się też ocena związanych z nią zagrożeń[43].

W latach 60. i 70. dominowała opinia, że niebezpieczeństwa ze strony marihuany były w przeszłości mocno wyolbrzymiane, gdyż jest ona po prostu łagodnym „halucynogenem” lub „euforiantem”, a nie groźnym narkotykiem. Zgodzono się, że możliwe jest umiarkowane jej używanie, nieprzynoszące negatywnych konsekwencji. W latach 70. zapytano ponad 1,2 tys. studentów Uniwersytetu Kalifornijskiego z Los Angeles (UCLA) mających średnio 21 lat o palenie marihuany. Okazało się, że 77,9% zaczęło ją palić po rozpoczęciu studiów, ale 54,1% paliło ją 1 raz lub 2 razy w miesiącu, n i e z w i ę k s z a j ą c c z ę s t o ś c i spożycia, 40,3 % zmniejszyło częstość używania, a tylko 5,6 % zwiększyłoją[69].

Pediatra, znany także w Polsce, Benjamin Spock, radził rodzicom, by nie martwili się, gdy dzieci sporadycznie jej używają[43].

Ustawa o kontrolowanych substancjach – 1970 rok

W 1968 roku na granicy USA z Meksykiem za posiadanie marihuany został zatrzymany Timothy Leary – filozof, psycholog, pisarz28. Został skazany na podstawie Marijuana Tax Act na 30 lat więzienia, 3 tys. dolarów grzywny i przymusowe leczenie psychiatryczne. Jego obrońcy w apelacji wykorzystali piątą poprawkę do konstytucji USA, która mówiła, że obywatel ma prawo nie oskarżać samego siebie. W 1969 roku Sąd Najwyższy orzekł, że podanie nazwiska i adresu władzom federalnym „wystawia na realne i znaczące ryzyko samooskarżenia” i uznał ustawę o podatku od marihuany z 1937 roku za niezgodną z konstytucją[70].

Między innymi dlatego w 1970 roku, p r z e d poznaniem wyników prac Komisji Shafera (→ dalej), z inicjatywy prezydenta Richarda Nixona, wprowadzono ustawę o kontrolowanych substancjach [Controlled Substance Act – CSA], która zastąpiła wcześniejsze akty prawne dotyczące narkotyków, wypełniła też zobowiązania nałożone przez konwencję ONZ z 1961 roku. Jednak o ile konwencja ONZ nie miała regulować upraw konopi prowadzonych w celach przemysłowych (dla uzyskania włókien i nasion), o tyle amerykańska ustawa nie uwzględniała takiego wyjątku.

Innym powodem wprowadzenia ustawy był zbliżający się koniec wojny w Wietnamie, co wywoływało u polityków i wielu Amerykanów przerażenie: do kraju wrócą dziesiątki tysięcy żołnierzy („wyszkolonych morderców”) uzależnionych od narkotyków. Zakładano, że głód nielegalnych substancji, od marihuany po heroinę, doprowadzi do bezprecedensowego wzrostu przestępczości, gdy nałóg zmusi ich do zdobywania pieniędzy na narkotyki. Ale tak się nigdy nie stało. Większość żołnierzy przed lub po powrocie do USA po prostu przestała ich używać[71]. W Wietnamie groziło im ciągle niebezpieczeństwo, więc narkotyki pozwalały pokonać lęk, przetrwać. Powrót do domu, rodziny, pracy, nadzieja na lepszą przyszłość nie dawały powodu do uciekania od rzeczywistości[72]. Badania próby losowo wybranych 13 760 żołnierzy przyniosły następujący wynik: po 3 latach od powrotu do kraju odsetek przyjmujących narkotyki obniżył się z 43% do 10%, a osoby nadal uzależnione stanowiły 1% całej próby[73].

W ustawie o kontrolowanych substancjach (CSA) utworzono 5 kategorii [schedule] klasyfikujących narkotyki i inne kontrolowane substancje, jak sugerowano, w oparciu o kryteria prawne i naukowe. Kongres USA umieścił marihuanę w I kategorii29, nie biorąc pod uwagę istniejących już dowodów naukowych, co praktycznie wstrzymało dalsze badania nad jej bezpieczeństwem i zastosowaniami terapeutycznymi[74]. Administracja Richarda Nixona przyznawała wprawdzie, że marihuana nie ma własności uzależniających, wymaganych do umieszczenia w kategorii I lub II, ale mimo to umieściła ją w kategorii I[75]. W kategorii II, substancji mających duży potencjał uzależniający, ale których stosowanie w terapii jest akceptowalne, znalazły się opium, słoma makowa i liście koki. Leki z tych roślin były zarejestrowane i stosowane w USA, gdy powstawała ustawa[76]. Uwzględniono w niej możliwość zmiany klasyfikacji w przyszłości, a prawo do ewentualnych zmian, po wzięciu pod uwagę wyników badań naukowych i medycznych, przekazano Prokuratorowi Generalnemu, który delegował je na szefa agendy rządowej zajmującej się narkotykami – DEA (→ dalej)[77].

W 1971 roku prezydent Nixon uznał przyjmowanie nielegalnych narkotyków za „wroga publicznego numer jeden” i formalnie zadeklarował krajową „wojnę z narkotykami” [78], 30.

Jak pisał Richard Davenport-Hines, prezydent Nixon uważał, że „aby wymazać ponurą spuściznę Woodstock31, musimy wszcząć wojnę totalną przeciw narkotykom”. W tym samym czasie amerykańskie firmy farmaceutyczne produkowały miliardy tabletek amfetaminy, ale prezydent nie potępiał ani tego, ani gangów motocyklowych, których członkowie używali metamfetaminy i dopuszczali się przemocy[40].

Od 1972 roku organizacja NORML składała petycje do agend rządu federalnego USA o zmianę klasyfikacji marihuany, wnosiła też skargi do Sądu Apelacyjnego, który rozpatrywał sprawy na korzyść organizacji, jednak agendy zajmujące się kontrolą narkotyków odrzucały te orzeczenia[79].

W 1973 roku utworzono Urząd do spraw Egzekwowania Prawa Narkotykowego [Drug Enforcement Administration – DEA]32. Jak pisał Martin Booth w swojej książce Cannabis. A history [Historia marihuany] od początku wyposażono go w niezwykłe uprawnienia, takie jak: gromadzenie informacji o każdym, kogo DEA u z n a za podejrzanego, zakładanie podsłuchów, przechwytywanie listów, później także e-maili osób podejrzanych, przeszukania bez nakazu, sekwestracja i konfiskowanie nieruchomości, zamrażanie aktywów, aresztowanie z powodu p o d e j r z e n i a o przestępstwo narkotykowe, podejmowanie wszelkich kroków, które wydają się konieczne do zatrzymania podejrzanych i uderzenia w handel narkotykami[24].

W ustawie o kontrolowanych substancjach dla osób ich używających najważniejsze było zniesienie istniejących wcześniej surowych obowiązkowych kar minimalnych. Przegłosowana przez Kongres w 1970 roku spotkała się z aprobatą większości kongresmenów, w tym George’a H. W. Busha, który wówczas mówił, że te reformy doprowadzą do „sprawiedliwszych i właściwszych kar”[80]. Ale w 1973 roku gubernator Nowego Jorku, Nelson Rockefeller, wprowadził najsurowsze prawo dotyczące narkotyków. Tak zwane Rockefeller Drug Laws nakładały na sędziów obowiązek karania za posiadanie małych ilości narkotyków, także marihuany, minimalną karą od 15 lat do dożywotniego pozbawienia wolności. Takie kary wymierzano oskarżonym o popełnienie morderstwa[81].

W latach 70., jak pisano w czasopiśmie Amerykańskiego Stowarzyszenia Lekarzy „Journal of American Medical Association” („JAMA”), dużą rolę w tworzeniu praw antynarkotykowych odgrywał strach, przekonanie, że narkotyki powodują transformację doktora Jekylla w pana Hyde’a, rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na temat działania substancji uważanych za narkotyki, ale także ekonomiczne interesy licznych grup społecznych zainteresowanych utrzymaniem prohibicji, do których należeli (i należą nadal) między innymi handlarze i producenci narkotyków, pracownicy organów ścigania i więziennictwa oraz terapii uzależnień, których miejsca pracy i dochody – legalne i nielegalne – zależą od utrzymania istniejącego prawa[82]. Ekspert uczestniczący w pracach Komisji Shafera (→ dalej) z żalem mówił:

N i e s t e t y, g a r s t k a u c z o n y c h u ż y c z a s w o i c h n a z w i s k i p o ś w i ę c a c z a s n a k o n t y n u o w a n i e o s z u s t w a o p a r t e g o n a s i l n y c h u p r z e d z e n i a c h m o r a l n y c h i e t y c z n y c h. […] O d p o w i e d ź n a p y t a n i e: „C z y u ż y w a n i e m a r i h u a n y s t a n o w i z a g r o ż e n i e d l a z d r o w i a, b e z p i e c z e ń s t w a i d o b r o b y t u n a r o d u” b r z m i „N I E” [83].

W latach 80. przewagę uzyskali antynarkotykowi konserwatyści. W pewnym stopniu przyczynili się do tego rodzice amerykańskich nastolatków, którzy nie mieli własnych doświadczeń z marihuaną, ale chcieli uchronić przed nią własne dzieci, tworząc organizacje takie jak Rodziny w Akcji [Families in Action] oraz Krajowa Federacja Rodziców dla Młodzieży Wolnej od Narkotyków [National Federation of Parents for Drug-Free Youth], ostrzegające przed tym – w ich przekonaniu – groźnym narkotykiem.

Na prezydenta kraju w 1980 roku wybrano Ronalda Reagana (4 lata później na drugą kadencję), który już w kampanii wyborczej mówił: „Czołowi naukowcy medyczni doszli do wniosku, że marihuana, czy jakkolwiek ją nazwać, jest prawdopodobnie najbardziej niebezpiecznym narkotykiem w Stanach Zjednoczonych, a nie odkryliśmy jeszcze jej wszystkich złych skutków. Ale te skutki zawsze są złe”[84]. W czasie jego rządów szef wydziału do spraw narkotyków twierdził, że używanie marihuany doprowadza młodych ludzi do angażowania się w „demonstracje przeciwko wojsku, broni atomowej, wielkiemu biznesowi, autorytetom”[85].

Reagan nakłonił członków swojego gabinetu do przedstawienia wyników badań moczu na obecność nielegalnych substancji i cofnął nominację do Sądu Najwyższego sędziego Douglasa H. Ginsburga, gdy się dowiedział, że ten w młodości palił marihuanę[85], 33.

W czasie jego prezydentury Narodowy Instytut do spraw Nadużywania Narkotyków [National Institute on Drug Abuse – NIDA] opublikował nomenclature memorandum, w którym przedstawiono słowa i wyrażenia, których nie powinno się używać w dyskursie o narkotykach, oraz słowa zalecane. Wśród zakazanych znalazło się sformułowanie „używanie nielegalnych narkotyków” [use]. W zamian zalecono słowa „nadużywanie nielegalnych narkotyków” [abuse], mimo że od wielu lat badania prowadzone w USA i w innych krajach pokazywały, że wprawdzie niektórzy ludzie popadają w potężne kłopoty w związku z zażywaniem nielegalnych narkotyków, ale przeważająca większość nie ma z nimi żadnych problemów. Większość przyjmujących zakazane substancje używa ich, a nie nadużywa, podobnie jak legalnego w większości krajów świata alkoholu. W tym samym czasie NIDA rozesłała do wszystkich ośrodków badawczych instrukcję dla bibliotekarzy, by zniszczyli pewne raporty badawcze samego NIDA (sic!), gdyż ich wyniki są „przestarzałe”, „wprowadzają w błąd” lub są nawet „niebezpieczne”. Wśród materiałów przeznaczonych do zniszczenia znalazły się między innymi wyniki badań dowodzące, że większość ludzi używa marihuany sporadycznie, co nie przynosi im większych szkód, nie prowadzi do uzależnienia od heroiny lub problemów z innymi narkotykam[86].

W 1 9 8 2 r o k u R o n a l d R e a g a n o g ł o s i ł k o l e j n ą w o j n ę z n a r k o t y k a m i. Przy tej okazji upoważnił DEA do spryskiwania lasów w południowych stanach parakwatem (→ dalej) w ramach Programu Zahamowania i Wykorzenienia Marihuany [Domestic Cannabis Eradication and Suppression Program]. Na polanach lasów Kalifornii istniały wtedy plantacje konopi[24].

Przy Białym Domu utworzono Biuro do spraw Narodowej Polityki Kontroli Narkotyków [White House Office of National Drug Control Policy – ONDCP], którego szefem34 został Carlton Turner, chemik, przez wiele lat szef projektu badań marihuany [Marijuana Research Project], kierujący krótko plantacją konopi w Missisipi35, który uważał, że marihuana jest skrajnie niebezpiecznym narkotykiem, mającym między innymi moc indukowania homoseksualizmu[50].

Administracja Reagana zmieniała prawo, dostosowując je do swoich potrzeb. Od 1878 roku rząd nie mógł wykorzystywać wojsk federalnych do egzekwowania prawa cywilnego. W 1982 roku ustawę przeredagowano, zezwalając na użycie sił wojska w walce z narkotykami. Zezwolono także na konfiskatę majątku osób zamieszanych w przestępstwa narkotykowe[24]. W tym samym roku Sąd Najwyższy podtrzymał karę 40 lat więzienia dla mężczyzny za przestępstwo posiadania 9 uncji marihuany (1 uncja – 28 gramów) o wartości rynkowej około 200 dolarów. Wcześniej 2 sądy uznały, że taki wyrok narusza ósmą poprawkę do konstytucji zakazującą okrutnego i niewspółmiernego karania[87].

Znany polityk amerykański Newt Gingrich w liście do czasopisma Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego „JAMA” apelował o odróżnienie rekreacyjnego używania marihuany od stosowania jej w celach medycznych. Przypominał, że w latach 70. wiele stanów umożliwiało chorym wykorzystanie jej terapeutycznych właściwości (→ dalej), ale ciągle obowiązuje prawo federalne pozbawiające tysiące chorych na jaskrę i nowotwory opieki medycznej zgodnej z prawem stanów, w których mieszkają. Dlatego wraz ze Stewartem McKinneyem złożył w Izbie Reprezentantów projekt ustawy umożliwiającej stosowanie marihuany jako leku:

Wierzymy, że licencjonowani lekarze mają odpowiednie kompetencje, aby wykorzystywać marihuanę, a pacjenci mają prawo do otrzymywania jej legalnie, pod nadzorem medycznym, z regulowanych źródeł. Medyczna prohibicja nie sprawia, że ciężko chorzy ludzie jej nie używają, a tylko pozbawia ich dostępu do nadzoru medycznego i do substancji medycznej. Lekarze często zmuszani są do wybierania między etyczną odpowiedzialnością za pacjenta a prawnymi zobowiązaniami wobec federalnych biurokratów[88].

W 1984 roku ponownie podwyższono kary za posiadanie, uprawę lub dystrybucję marihuany. Przestępstwem znów stało się posiadanie marihuany, a nawet paczuszek z bibułkami papierosowymi. W poszczególnych stanach wymierzano kary różniące się stopniem surowości, a liczba więźniów, którzy popełnili przestępstwa narkotykowe, dramatycznie rosła[89]. W Nowym Jorku, w którym zniesiono już prawo Rockefellera, posiadanie mniej niż 1 uncji marihuany karano grzywną w wysokości 100 dolarów, w dodatku rzadko egzekwowaną. Ale w Montanie za sprzedaż 1 funta marihuany, po raz pierwszy, groziło dożywotnie więzienie. W Nowym Meksyku za sprzedaż 10 tys. funtów marihuany karano nie więcej niż 3 latami pozbawienia wolności. W niektórych stanach przestępstwem było przebywanie w tym samym pomieszczeniu, w którym ktoś palił jointa. W Idaho za sprzedawanie fajek wodnych groziło 9 lat więzienia. W Arizonie używanie marihuany było nielegalne, a przestępstwo mogło być potwierdzone badaniem moczu. Teoretycznie można więc było zostać skazanym w tym stanie za wypalenie kilka dni wcześniej jointa w innym stanie (kanabinoidy w moczu są długo wykrywalne, → dalej). W Kentucky nielegalne były produkty z włókien konopi – papier, ubrania – za posiadanie ich karano tak samo jak za posiadanie marihuany ważącej tyle samo, co te przedmioty. W mieście Union City w stanie Ohio posiadanie 3 uncji marihuany groziło grzywną w wysokości 100 dolarów, ale po drugiej stronie ulicy, w części miasta należącej do stanu Indiana, za to samo można było trafić do więzienia na okres od 9 miesięcy do 2 lat, groziły też za to: wpisanie do rejestru skazanych, zawieszenie prawa jazdy i konfiskata samochodu. Karano także ludzi wykorzystujących marihuanę w celach leczniczych. Mieszkaniec St. Louis cierpiący na chorobę nowotworową został uznany za winnego uprawiania konopi i skazany na 15 lat więzienia. Po ogłoszeniu wyroku usiłował popełnić samobójstwo[50].

Pierwsza Dama, Nancy Reagan, zajęła się kwestią narkotyków. To z jej biura pochodziło hasło „Po prostu powiedz nie” [Just say no]. W kampanię antynarkotykową włączyli się aktorzy, jak Bob Hope, politycy, jak Jesse Jackson, a także media. Przedstawiano „szokujące liczby” i wykresy, które wywoływały wrażenie, iż problem wynikający z używania narkotyków jest znacznie większy, niż był w rzeczywistości. Propagowano hasła: „Przyjmowanie narkotyków działa na mózg tak samo jak smażenie na jajka” albo „Wdychanie kokainy to to samo, co włożenie pistoletu do ust i pociągnięcie za spust”. Pierwsza Dama mówiła: „Każdy używający nielegalnych narkotyków jest współsprawcą morderstwa. Nie ma kompromisu. Musimy być stanowczy wobec zwykłego użytkownika, tak jak jesteśmy wobec nałogowców”[87]. Namawiano dzieci, by donosiły na swoich rodziców. W tamtych czasach dość głośna była historia trzynastolatki z Kalifornii, która przyniosła na policję kokainę i marihuanę używaną przez jej mamę i tatę. Pierwsza Dama pochwaliła ją za właściwe zachowanie. Ale nienagłaśniany ciąg dalszy tej historii był taki, że rodzice dziewczynki zostali skazani na 3 lata więzienia, a ona sama trafiła do rodziny zastępczej.

W latach 80. marihuany używano już znacznie rzadziej, częściej zaczęto stosować kokainę i heroinę, co pociągnęło za sobą wzrost przestępczości z użyciem przemocy. W konsekwencji dilerzy marihuany wycofali się, ich miejsce zajęli sprzedawcy „twardych narkotyków”[24]. Na początku lat 80. na rynku amerykańskim pojawiła się krystaliczna postać kokainy – crack36. Początkowo mało znana, w połowie lat 80. stawała się coraz popularniejsza, przede wszystkim wśród ludzi ubogich mieszkających na obrzeżach dużych miast. Wrażenie, podsycane przez media, że z dnia na dzień wybuchła nowa, groźna „epidemia”, pomogło wywołać panikę. W latach 1986–1989 strach przed narkotykami był większy niż kiedykolwiek.

Kongres długo debatował nad sposobem reakcji na rosnący, podsycany przez media niepokój społeczeństwa. Przełomowym momentem stała się śmierć słynnego wówczas gracza NBA37, 20 czerwca 1986 roku, z powodu przedawkowania kokainy. W ciągu tygodnia komitet sądownictwa Białego Domu stworzył ustawę o nowych karach za narkotyki, którą uchwalono we wrześniu – zwiększono kary federalne za przestępstwa narkotykowe, wprowadzono też sankcje dla krajów produkujących narkotyki, które niedostatecznie uczestniczyły w sponsorowanych przez USA programach eradykacji uzależnień od narkotyków.

Administracja Reagana wprowadziła testowanie pracowników federalnych na obecność narkotyków (→ dalej). Większość firm z listy Fortune 500 wymaga od swoich pracowników poddawania się badaniom moczu. Wszelkie problemy społeczne wiązano z używaniem nielegalnych substancji. Krucjata przeciwko narkotykom dość skutecznie odwracała uwagę opinii publicznej od innych problemów, w tym od narastających nierówności ekonomicznych[89].

W 1989 roku George Bush senior38 rozpoczął kolejną wojnę z narkotykami (według niektórych kontynuował poprzednią). Jego szef doradców do spraw narkotyków, John Walters, skupił się na marihuanie i rozpoczął kampanię promującą testowanie na obecność narkotyków uczniów szkół średnich i studentów.

To w czasie tej prezydentury zamknięto dla nowych pacjentów program stosowania marihuany przez ciężko chorych ludzi (program IND → dalej). Nieuleczalnie chorzy cierpiący ludzie łamali prawo, wielu trafiało do więzień. Człowieka z porażeniem czterokończynowym skazano na dożywotnie więzienie plus 16 lat za posiadanie marihuany, innego, cierpiącego na ciężkie reumatoidalne zapalenie stawów, na 99 lat więzienia za uprawianie 10 roślin konopi i posiadanie 56 sadzonek, mimo że jego obrońca zaświadczał, że Society of Neuroscience z Waszyngtonu wskazywało, że marihuana może być w jego przypadku skutecznym lekiem[24].

W kampanii wyborczej Bill Clinton39 opowiadał się za leczeniem osób uzależnionych zamiast osadzania ich w więzieniach. Jeszcze jako senator z Arkansas przyznał w wywiadzie telewizyjnym, że podczas pobytu w Wielkiej Brytanii raz czy dwa palił marihuanę, ale mu się to nie spodobało, jak informował „New York Times”[90],40. Jednak po pierwszych kilku miesiącach spędzonych w Białym Domu wrócił do polityki narkotykowej poprzedników.

W 1997 roku senator Newt Gingrich, ten sam, który kilka lat wcześniej opowiadał się za medycznym stosowaniem marihuany, zgłosił do Kongresu ustawę o karaniu śmiercią importerów narkotyków [Drug Importer Death Penalty Act], w której zapisano, że każdy, kto sprowadza tyle, ile Prokurator Generalny USA u z n a za 100 zwykłych porcji kontrolowanych substancji, będzie karany dożywotnim pozbawieniem wolności, bez prawa do warunkowego zwolnienia, a kolejne takie przestępstwo może skutkować karą śmierci. Rok wcześniej w wywiadzie udzielonym „Wall Street Journal” Gingrich powiedział, że w czasach studenckich palił marihuanę, ale: „Kiedy ja paliłem trawkę, było to nielegalne, ale nie było niemoralne. Teraz jest nielegalne i niemoralne. Prawo się nie zmieniło, zmieniła się moralność. To dlatego ty masz iść do więzienia, a ja nie”41.

Pewnego mężczyznę z Oklahomy w 1997 roku oskarżono o uprawę konopi w piwnicy. Używał marihuany, aby łagodzić dolegliwości związane z zapaleniem stawów. Choć nie był wcześniej karany, skazano go na 93 lata więzienia (w tym 20 lat za uprawę konopi w obecności dzieci, mimo jego zapewnień, że te nigdy nie widziały jego roślin). Nie przyznał się do winy, zaakceptował karę 12 lat więzienia, bez stawania przed ławą przysięgłych. Po zawarciu ugody został przeniesiony do więzienia w Teksasie, gdzie odmówiono mu możliwości przyjmowania leków i minimalnej nawet opieki medycznej związanej z jego chorobą, a gubernator stanu odrzucił wniosek o ułaskawienie go[91].

Dopiero w maju 1999 roku zezwolono badaczom niefinansowanym przez Narodowe Instytuty Zdrowia [National Institutes of Health– NIH] na otrzymywanie marihuany do badań klinicznych. Jednak na 16 zgłoszonych wniosków o prowadzenie takich badań w ciągu 3 lat tylko 7 zostało zaaprobowanych[92]. Wcześniej niemożliwe było uzyskanie zgody na badania medycznych własności marihuany, których nie finansowały NIH. A NIH nie wydawał pieniędzy na takie badania.

Miesiąc przez ustąpieniem z urzędu Bill Clinton w wywiadzie dla czasopisma „The Rolling Stone” przyznał, że niezbędna jest ponowna analiza polityki narkotykowej, a używanie marihuany powinno zostać zdekryminalizowane[24].

Kolejni prezydenci USA nie wypowiadali wojny narkotykom, ale prawo federalne pozostawało bez zmian. O obecnej polityce amerykańskiej dotyczącej marihuany będzie mowa dalej.

Kontrolowanie substancji zaliczonych do narkotyków miało na celu, jak wielokrotnie twierdzili politycy, ochronę zdrowia publicznego. W świadomości społecznej narkotyki zajmują pierwsze miejsce wśród niebezpiecznych dla człowieka substancji. Ale na początku XXI wieku szacowano, że koszty związane z chorobami wywoływanymi przez opioidy, kokainę i amfetaminy stanowią tylko 20% kosztów zdrowotnych powodowanych przez alkohol i tytoń[93]. Głównymi przyczynami chorób na świecie są niedowaga matek i dzieci, wysokie ciśnienie krwi, tytoń i alkohol, natomiast w najbiedniejszych regionach świata największe problemy zdrowotne są konsekwencją niedowagi matek i dzieci, braku dostępu do czystej wody, braku możliwości utrzymywania higieny oraz niedoborów mikroelementów[56].

Nie wszystkie potencjalne zagrożenia dla zdrowia publicznego traktowane są z równą powagą. W 1994 roku w odpowiedzi na lobbing producentów Kongres USA wyłączył tak zwane suplementy diety z regulacji FDA. Od tego czasu zalewają one rynki, a ich skład zależy tylko od skrupułów producenta – mogą zawierać substancje wymienione na etykiecie i w podanych ilościach, ale nie muszą. Jedynym warunkiem prawnym jest zakaz promowania ich jako środków zapobiegających chorobom lub leczących je. FDA może interweniować tylko wówczas, gdy okaże się, że jakiś preparat jest szkodliwy[94]. Znane są przypadki szkodzenia zdrowiu i życiu przez suplementy diety, ale nie zakazuje się ich stosowania, reklamowania, sprzedawania. W Polsce też nie są traktowane jak leki, od producenta nie wymaga się, aby udowodnił, że są bezpieczne i skuteczne, on po prostu dostarcza je do aptek, powiadamiając tylko o tym (bez konieczności otrzymania jakiegokolwiek zezwolenia) głównego inspektora sanitarnego. Ten rynek był w Polsce wart na początku 2014 roku 3,2 mld złotych[95].

W narzuceniu polityki narkotykowej obecnie panującej na świecie kluczową rolę odegrały Stany Zjednoczone, z wykorzystaniem ONZ. Ale naciski rządów USA i jego sojuszników nie byłyby wystarczające. Rządy większości krajów świata zauważyły użyteczność prohibicji, pozwalającej dodatkowo wzmacniać siły policji i wojska, które mogą zostać użyte także w sprawach z narkotykami niezwiązanych – bo przecież k a ż d y może być podejrzewany o popełnienie przestępstwa narkotykowego[39].

Amerykańskiego socjologa Harry’ego G. Levine’a zadziwia to, że wszyscy politycy, jak jeden mąż, popierają prohibicję narkotyków. Kapitalistyczne demokracje i rządy autorytarne, nazistowskie Niemcy, włoscy faszyści, rządy powstające pod wpływem byłego ZSRR i ich spadkobiercy, mandaryni, militaryści, kapitaliści, komuniści w Chinach, populistyczni generałowie w Ameryce Południowej i antykolonialni intelektualiści w Afryce byli przeciwko narkotykom. Przez cały wiek XX prohibicję wspierali liberalni premierzy, umiarkowani monarchowie, militaryści, maoiści, prominentni arcybiskupi i radykalni księża, nacjonalistyczni bohaterowie i imperialistyczne marionetki, liderzy związków zawodowych i właściciele sklepów ze słodyczami, socjaliści, pracownicy socjalni, socjolodzy. Prohibicja była i jest jedną z najpowszechniej akceptowanych, prawnie uzasadnionych polityk rządów XX wieku[39].

Profesor Monika Płatek przypomniała, że prohibicja narkotyków sprawia, że stają się one tym, co norweski kryminolog Nils Christie określał mianem „dogodnego wroga”:

Dogodny wróg jest wytworem władzy. To rządzący narzucają tę rolę pewnemu, dogodnemu dla siebie zjawisku społecznemu (narkotyki, terroryzm, przerywanie ciąży). Wokół dogodnego wroga koncentruje się politykę karną, promując jej surowość. Dogodny wróg przedstawiany jest jako groźny, złowieszczy, nieludzki. Elementami walki są strach, oburzenie, wyolbrzymianie faktów, działanie na emocje, potępianie. Dogodny wróg pozwala żądać od obywateli poddania się wszelkim restrykcjom i znoszenia, bez narzekania, wymaganych kosztów. Dogodny wróg to wróg, z którym się walczy, ale którego do końca zwalczyć nie można, daje się niszczyć, lecz nie ginie. Nie do końca określony status pozwala zmieniać definicje, rozciągać zakres zakazów i działań. Jest symboliczną negacją dobra i słuszności, a im barwniej uda się go sportretować w jego groźbie i ohydzie, tym skuteczniej wypiera się z pola widzenia inne problemy społeczne, które władza stwarza lub z którymi sobie nie radzi[96].

Prohibicja sprawia, że okazjonalni użytkownicy narkotyków lub osoby tylko eksperymentujące z nimi lub używający marihuany w celach terapeutycznych są także przestępcami. Użytkowników narkotyków prohibicja spycha do podziemia, utrudnia im dostęp do działań edukacyjnych, sprawia, że unikają oni kontaktów z policją i lekarzami, zmusza do kontaktów z dilerami, którzy mogą fałszować czy zanieczyszczać sprzedawany towar, namawiać do sięgania po inne, bardziej opłacalne dla nich samych narkotyki, zmusza także do dokonywania przestępstw dla zdobycia pieniędzy na kolejną porcję narkotyku (kradzieże, drobny handel, sprzedaż usług seksualnych)[62].

Złamanie prawa dotyczącego marihuany

może powodować w USA:

• utratę stypendium,

• odmowę przyjęcia na staż,

• utratę pracy,

• utratę licencji na wykonywanie zawodu,

• odmowę udzielenia pomocy społecznej i włączenia w inne pomocowe programy państwowe,

• utratę mieszkania, jeśli jest subsydiowane przez państwo,

• utratę pracy przez członków rodziny osoby skazanej za przestępstwo związane z marihuaną,

• surowsze kary za wypadek komunikacyjny spowodowany po jej użyciu,

• odmowę dokonania przeszczepu narządu osobie znajdującej się na liście oczekujących z powodu używania przez nią marihuany, mimo istnienia dowodów na to, że przeżywalność po przeszczepach narządów jest podobna u osób palących marihuanę i niepalących jej, a nawet apeli samych transplantologów, by polityka narkotykowa nie była czynnikiem zwiększającym ryzyko śmierci osób stosujących nielegalne substancje[97],

• orzeczenie kary dożywotniego więzienia w przypadku łamania niektórych praw dotyczących marihuany,

• konfiskatę majątku, w tym nieruchomości, osoby oskarżonej o uprawę konopi42.

Wiele z tych restrykcji może też spotykać użytkowników medycznej marihuany.

5. REGULACJE PRAWNE DOTYCZĄCE MARIHUANY W RÓŻNYCH KRAJACH

Mimo że większość krajów członkowskich ONZ podpisała 3 konwencje dotyczące narkotyków, to w poszczególnych krajach marihuanę traktuje się różnie: od całkowitej legalności (5 stanów USA, Urugwaj) i łagodnej akceptacji (Holandia), przez pewną tolerancję (Wielka Brytania), legalizację medycznej marihuany (Holandia, Kanada, 24 stany USA, Czechy, Izrael), „zero tolerancji” (Szwecja), do poważnych kar więzienia nawet dla osób używających jej w celach medycznych (USA → dalej), a nawet do kary śmierci za handel (Malezja43, Indonezja, Tajlandia, Pakistan, Chiny, Iran i Wietnam). Co ciekawe, wszystkie te kraje tłumaczą się zobowiązaniami wynikającymi z Jednolitej Konwencji ONZ z 1961 roku[51].

Raport International Harm Reduction Association z 2015 roku podawał, że w 33 krajach prawo dopuszcza wydawanie wyroków śmierci za przestępstwa narkotykowe[98]. Najwięcej egzekucji wykonywanych jest w Chinach – w 2014 roku przynajmniej 600. W 10 krajach za takie naruszenie prawa orzekanie kary śmierci jest obowiązkowe. Przestępstwa narkotykowe, za które wymierzane są takie kary, często dotyczą wyłącznie posiadania marihuany w niewielkich ilościach.

Tylko w niektórych krajach zmniejsza się lub eliminuje kary za posiadanie niewielkich ilości nielegalnych substancji.

W 2000 roku P o r t u g a l i a przyjęła ustawę (weszła w życie 1 czerwca 2001 roku), w której zapisano dekryminalizaję używania i posiadania narkotyków i określono dokładnie ilości nielegalnych substancji, które wolno posiadać bez narażenia się na zarzut handlu nimi. Za takie ilości uznano dawki narkotyków wystarczające na dziesięciodniową konsumpcję dla 1 osoby:

• 25 gramów marihuany,

• 5 gramów haszyszu,

• 2 gramy kokainy,

• 1 gram heroiny,

• 10 tabletek LSD lub ecstasy.

Zgodnie z prawem portugalskim zakup, posiadanie i konsumpcja narkotyków nie są przestępstwem kryminalnym, tylko wykroczeniem administracyjnym[99].

Nieskuteczność i wyniszczające kraj konsekwencje wojny z narkotykami skłoniły prezydenta M e k s y k u Felipego Calderona do podpisania w 2009 roku ustawy o dekryminalizacji posiadania niewielkich ilości nielegalnych narkotyków. Surowsze przepisy wymierzono w handlarzy narkotyków. Ułatwiono dostęp do leczenia osobom uzależnionym. Podobną ustawę prezydent chciał wprowadzić już w 2006 roku, ale ustąpił pod naciskiem administracji amerykańskiej George’a W. Busha i rozpoczął wojnę z narkotykami, która pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar śmiertelnych[100]. W Meksyku na własny użytek można mieć nie więcej niż:

• 5 gramów marihuany,

• 0,5 grama kokainy,

• 50 miligramów heroiny,

• 40 miligramów metamfetaminy,

• 0,015 miligrama LSD[101].

W listopadzie 2015 roku Sąd Najwyższy Meksyku uznał, że ludzie powinni mieć prawo do uprawiania i dystrybuowania marihuany na własny użytek, co zdaniem komentatorów otwiera drzwi do jej legalizacji, mimo głosów sprzeciwu ze strony wielu członków rządu, prawników, pracowników organów ścigania, opieki medycznej, ale też Kościoła katolickiego. W krajach Ameryki Południowej nasila się sprzeciw wobec amerykańskiej strategii wojny z narkotykami. W Chile w 2014 roku odbyły się pierwsze żniwa medycznej marihuany. W tym samym roku Sąd Najwyższy Brazylii debatował nad dekryminalizacją marihuany, kokainy i innych narkotyków. Boliwia zezwoliła na tradycyjne używanie liści krzewów koki. W maju 2015 roku prezydent Kolumbii wstrzymał spryskiwanie herbicydami nielegalnych upraw koki, gdyż pojawiły się obawy, że mogą być rakotwórcze dla ludzi[102].

Sąd Najwyższy A r g e n t y n y 25 sierpnia 2009 roku uznał za niezgodny z konstytucją paragraf drugi artykułu czternastego prawa dotyczącego kontroli narkotyków, wprowadzający kary za posiadanie nielegalnych substancji.

Sąd Najwyższy K o l u m b i i 8 lipca 2009 roku orzekł, że posiadanie nielegalnych narkotyków na własny użytek nie jest przestępstwem kryminalnym[103].

W styczniu 2010 roku C z e c h y zezwoliły na posiadanie niewielkich ilości narkotyków. Można mieć mniej niż:

• 15 gramów marihuany,

• 1 gram kokainy,

• 1,5 grama heroiny,

• 2 gramy metamfetaminy,

• 4 tabletki ecstasy,

• 5 dawek LSD,

• możliwe jest także uprawianie do 5 roślin konopi i 40 sztuk grzybów halucynogennych.

Ta zmiana wzbudziła oburzenie polskich lekarzy, którzy w „Gazecie Lekarskiej” wyrazili przekonanie, że decydenci czescy „podjęli zarówno bardzo śmiałą, jak i bardzo nieprzemyślaną decyzję, za którą już niebawem przyjdzie ich rodakom zapłacić” [104]. Lekarze są przekonani, że najlepszym działaniem zapobiegającym sięganiu przez młodych ludzi po środki psychoaktywne jest skuteczne edukowanie ich o szkodliwości narkotyków, również tych „miękkich”, uważanych powszechnie za „bezpieczne”. Nie podali jednak recepty, jak to zrobić, choć przytoczyli wyniki własnych badań, wskazujących, że jednym z częstszych powodów, dla których młodzi ludzie zażywają narkotyki, są problemy w życiu osobistym, w domu i w szkole, a także niskie poczucie własnego szczęścia i częstsze myśli samobójcze. Niestety nie wyjaśnili, w jaki sposób edukowanie o niebezpieczeństwach związanych z narkotykami może rozwiązać problemy nastolatków i zwiększyć ich poczucie szczęścia.

W 2014 roku Sąd Najwyższy Czech obniżył ilość legalnie posiadanej marihuany do mniej niż 10 gramów suszu, zmniejszył też ilość metamfetaminy do 1,5 grama[105].

W czerwcu 2012 roku świat obiegła sensacyjna wiadomość z U r u g w a j u: zgodnie z planem lewicowego rządu prezydenta José Mujica będzie to pierwszy kraj na świecie, w którym marihuana będzie sprzedawana osobom dorosłym legalnie przez państwo[106]. Plantacje konopi staną się legalne, ale obrót marihuaną na rynku zmonopolizuje państwo. Zyski ze sprzedaży zostaną przeznaczone na edukację, profilaktykę i leczenie osób uzależnionych. Rząd Urugwaju ma świadomość, że legalizacja marihuany nie zlikwiduje czarnego rynku oraz gangów handlarzy, zwłaszcza twardych narkotyków, ale odbierze im część zysków (szacuje się, że nielegalny handel marihuaną przynosi w tym niewielkim kraju 75 mln dolarów rocznie). Rząd zdecydował się na ten krok, gdyż w 2011 roku dwukrotnie wzrosła liczba zabójstw, a większość z nich wiązała się z handlem narkotykami lub spożywaniem alkoholu.

Plan zalegalizowania marihuany, będący częścią pakietu ustaw dotyczących bezpieczeństwa obywateli, ogłosił minister obrony Eleuterio Fernández Huidobro: „Zamierzamy walczyć i z konsumpcją, i z handlem. Przekonaliśmy się, że zakazywanie niektórych narkotyków rodzi więcej problemów niż one same”. Urugwaj będzie zabiegał o to, by w jego ślady poszły inne kraje regionu i świata. „Sprawa legalizacji marihuany stanie się częścią naszej polityki zagranicznej. Decyzja USA sprzed 40 lat o wypowiedzeniu wojny narkotykom (za prezydentury Richarda Nixona) była błędna, wygrały ją gangi i kartele”.

Posiadanie marihuany na własny użytek było w Urugwaju dozwolone, ale od 40 lat legalną ilość narkotyku ustalali za każdym razem sędziowie, według własnego uznania. Zgodnie z projektem ustawy każdy dorosły człowiek, po zarejestrowaniu się w bazie danych, będzie mógł kupować marihuanę, maksymalnie 40 gramów na miesiąc. Kupujący jej więcej mają być kierowani do ośrodków leczenia, finansowanych przez państwo ze środków uzyskanych z jej sprzedaży[107].

W grudniu 2013 roku senat w Montevideo zalegalizował uprawy, handel i spożycie marihuany pod kontrolą państwa. Jak mówił senator-sprawozdawca, celem ustawy jest minimalizowanie zagrożeń i szkód używania marihuany oraz nielegalnego narkobiznesu. „Problemy, do jakich ten biznes doprowadza w Urugwaju, nie mogą czekać, aż społeczność międzynarodowa czy ONZ się zreflektuje. Musimy spróbować innego rozwiązania”. Utworzono Instytut do spraw Regulacji i Kontroli Marihuany, który będzie wydawał pozwolenia i kontrolował uprawy, zbiory, produkcję, skup marihuany i obrót nią. Każdy pełnoletni Urugwajczyk będzie miał prawo do uprawiania 6 krzewów konopi i produkcji 480 gramów suszu rocznie. Legalne będą także kluby użytkowników [Cannabis Social Clubs – CSC], liczące od 15 do 45 członków, którzy będą mogli uprawiać do 99 krzewów, proporcjonalnie do liczby członków[108].

W grudniu 2013 roku prestiżowy „The Economist” przyznał Urugwajowi i jego prezydentowi tytuł kraju roku za wprowadzenie reform, które mogą przynieść wielkie korzyści temu krajowi, a jeśli zdobędą naśladowców – całemu światu[109].

Na początku 2014 roku ukonstytuowała się krajowa federacja plantatorów konopi. Rząd ma wydać przepisy regulujące wszystko, co dotyczy sprzedaży marihuany. Do władz w Montevideo zgłosiły się już Kanada, Izrael i Chile, a także brytyjska firma farmaceutyczna GW Pharmaceuticals, chcące kupować marihuanę lub wytwarzać ją na miejscu[110].

W czerwcu 2014 roku regulacje kontrolowanej przez rząd sprzedaży marihuany weszły w życie, ale jak na razie legalna marihuana nie jest jeszcze sprzedawana zgodnie z nowym prawem. Ustalono, że 1 gram marihuany będzie kosztować 1 dolara amerykańskiego, by chętni do jej palenia kupowali ją na legalnym rynku. Zgodnie z nowym prawem nielegalne będzie używanie jej w godzinach pracy lub nauki, prowadzenie samochodu po jej przyjęciu. Nie wolno palić jej w taksówkach, autobusach, pociągach, samolotach i innych środkach transportu publicznego. Naruszenie prawa będzie karane grzywną – od 50 do 2 tys. peso (od około 2 do 87 dolarów), a w przypadku osób legalnie uprawiających marihuanę – także zniszczeniem nielegalnych roślin i wykreśleniem z rejestru hodowców; w przypadku właścicieli aptek złamanie prawa będzie skutkowało czasowym lub stałym zamknięciem apteki. Nie wprowadzono kar pozbawienia wolności[111].

W połowie roku pojawiły się informacje, że sprzedaż legalnej marihuany opóźni się, prawdopodobnie do 2015 roku, aby rząd spokojnie i dokładnie dopracował szczegóły legislacyjne[112].

Jesienią 2014 roku spośród 22 zgłoszeń wybrano 2 firmy, którym przyznano licencje na produkcję i dystrybucję marihuany, która ma trafić do aptek za rok[113]. W połowie 2015 roku pisano, że program legalizacji marihuany znacznie spowolnił po zmianie na stanowisku prezydenta kraju – nie jest w tym momencie ani legalna, ani nielegalna, jak twierdzą zainteresowani44.

Pod koniec 2014 roku wybory prezydenckie w Urugwaju wygrał lekarz onkolog Tabaré Vázquez, który zadeklarował kontynuację polityki dotyczącej marihuany swojego poprzednika45.

W listopadzie 2012 roku mieszkańcy 2 stanów USA, K o l o r a d o i W a s z y n g t o n, przegłosowali zalegalizowanie marihuany dla wszystkich dorosłych mieszkańców (mających ukończone 21 lat). Na początku 2014 roku prawo weszło w życie w Kolorado. Stan Waszyngton pracuje nad legislacją. W listopadzie 2014 roku mieszkańcy kolejnych 3 stanów USA opowiedzieli się za legalizacją marihuany dla wszystkich dorosłych mieszkańców. W stanie A l a s k a 52% mieszkańców powiedziało „tak”, w O r e g o n i e – 55%, w D y s t r y k c i e K o l u m b i a – 69%.

W wielu krajach świata istnieją C a n n a b i s S o c i a l C l u b s, prywatne organizacje skupiające użytkowników produkujących marihuanę dla swoich dorosłych członków, dla zaspokojenia ich potrzeb, rekreacyjnych i/lub medycznych, by nie musieli kupować jej na czarnym rynku. Kluby te istnieją dzięki wykorzystywaniu luk prawnych. Działają na zasadach non profit, między innymi w Argentynie, Belgii, Chile, Francji, Hiszpanii, Holandii, Nowej Zelandii, Szwajcarii, Urugwaju, Wielkiej Brytanii, we Włoszech[114].

Medyczna marihuana legalna jest w Czechach, Holandii, Izraelu, Kanadzie, a także w 24 stanach USA (→ dalej). Czechy, Finlandia, Niemcy i Włochy importują ją dla ciężko chorych ludzi z Holandii[115]. Wybrany w 2015 roku prezydent Kanady, JustinTrudeau (44 lata; syn Pierre’a Trudeau, dwukrotnego prezydenta Kanady w latach 1968–1979 i 1980–1984), wyraził zamiar zmiany istniejącego prawa, by ludzie mogli używać marihuany w celach rekreacyjnych[116].

W grudniu 2015 roku ukazała się informacja, iż w krajach Afryki Północnej – Egipcie, Maroku, Tunezji – prawo zakazujące posiadania i używania marihuany wykorzystywane jest już po Arabskiej Wiośnie przez władze tych państw do aresztowań politycznych prodemokratycznych oponentów, którzy skazywani są na kary pozbawienia wolności[117].

6. WSPÓŁCZESNE ZASTOSOWANIA

MEDYCZNE MARIHUANY

Mimo że coraz więcej stanów USA legalizuje medyczną marihuanę, chociaż może ona być legalnie stosowana jako lek w kilku krajach świata, ciągle pojawiają się zastrzeżenia, że nie przeprowadzono dotąd badań klinicznych nad jej bezpieczeństwem i skutecznością. Badań dotąd nie wykonano, gdyż w USA, jak i w większości krajów świata, politycy uznali, że marihuana nie ma akceptowalnych działań medycznych, więc jest nielegalna.

Profesor John Kaplan w 1970 roku pisał, że większość naukowców i lekarzy nie było zainteresowanych marihuaną. Nie pasowała do żadnej specjalności medycznej. Nie była uznawanym lekiem. Istniejące prawo pozbawiło ją wartości komercyjnej. Ani rządzący, ani przemysłowcy nie uznali, że jest warta wydawania na nią pieniędzy.

Nadal spore grupy lekarzy uważają, że marihuana „jest okrutną mistyfikacją dla pacjentów, którzy stracili nadzieję” i nie podzielają opinii lekarza królowej Wiktorii, że „jest jednym z najbardziej wartościowych leków, jakie posiadamy”.

Jednak wielu chorych ludzi używa jej do łagodzenia swoich dolegliwości, nie zważając na potencjalnie grożące im kary, gdyż konwencjonalne leki albo im nie pomagają, albo po prostu ich na nie nie stać. W badaniach reprezentatywnych grup Amerykanów w 1999 i 2001 roku wykazano, że 75% z nich uważa, że marihuana w celach medycznych powinna być legalnie dostępna[118]. Aprobata dla marihuany stale rośnie, choć nie brakuje też jej zagorzałych przeciwników.

W publikowanych wynikach badań dotyczących własności terapeutycznych marihuany najczęściej pojawiającym się wnioskiem jest stwierdzenie, że „p o t r z e b n e (u z a s a d n i o n e, n i e z b ę d n e, p i l n i e p o t r z e b n e) s ą d a l s z e b a d a n i a”. Ale to samo powtarzają poszukiwacze powodowanych przez nią poważnych działań niepożądanych.

Bogdan Jot w książce Marihuana leczy46 cytuje na wstępie zdanie z „The Economist” z 2006 roku:

Gdyby [marihuana] była nieznana i poszukiwacze nowych roślin nagle znaleźli ją w jakiejś odległej górskiej szczelinie, to bez wątpienia zostałoby to uznane za wielkie odkrycie w medycynie. Naukowcy wychwalaliby jej zdolność leczenia wszystkiego, od bólu po raka, i podziwialiby bogactwo jej składników chemicznych, z których wiele działa jak istotne cząstki w ludzkim organizmie.

6.1. NUDNOŚCI I WYMIOTY TOWARZYSZĄCE CHEMOTERAPII NOWOTWORÓW

Pacjenci cierpiący na choroby nowotworowe obawiają się nudności i wymiotów powodowanych przez chemio- i radioterapię, które mogą doprowadzić do odwodnienia i zaburzeń elektrolitowych, potencjalnie zagrażających życiu. Silne wymioty mogą powodować szkody fizyczne jak zespół Mallory’ego-Weissa (podłużne pęknięcie błony śluzowej przełyku, zlokalizowane w okolicy wpustu żołądka).

Nudności i wymioty, czasem bardzo nasilone, drastycznie pogarszają jakość życia chorych, ale i członków ich rodzin i opiekunów. Udręka związana z tymi objawami często nasila się z czasem, co może skłaniać pacjentów do rezygnacji z dalszego leczenia[119].

W onkologii opisywane są nudności i wymioty:

• o s t r e – występujące w ciągu 24 godzin od rozpoczęcia terapii,

• o p ó ź n i o n e – po ponad 24 godzinach lub nawet kilku dniach od początku terapii,

• a n t y c y p a c y j n e – pojawiające się na samą myśl o kolejnej chemioterapii, powodowane odczuciem smaku, zapachu kojarzącego się z lekami, a nawet tylko widokiem szpitala lub kogoś z personelu[120].

Wymioty występujące 6 lub więcej razy w ciągu doby, w odstępach pięciominutowych, są wskazaniem do hospitalizacji, częstsze mogą zagrażać życiu i wymagają pilnej interwencji medycznej[121].

Niektórzy onkolodzy zauważają, że lekarze i pacjenci różnie postrzegają dolegliwość nudności i wymiotów. Szczególnie te, które nie występują w ciągu pierwszych 24 godzin po kolejnym cyklu terapii, bywają niezauważane przez lekarzy[122]. Niektórzy chorzy starają się być „silni” i nie skarżą się lekarzom, którzy są przekonani, że pacjent mówi im o wszystkich dolegliwościach. Lekarze często niewłaściwie oceniają dokuczliwość nudności, odruchów wymiotnych. W dodatku o ile wymioty dają się obserwować obiektywnie, ich nasilenie daje się zmierzyć, o tyle nudności są odczuciem subiektywnym, trudnym do oceny jakościowej, mogącym występować razem z wymiotami lub niezależnie od nich. W badaniach prowadzonych wśród chorych w USA i w Europie wykazano, że w dobie istniejących leków przeciwwymiotnych nudności są większym problemem niż wymioty[123].

Przegląd informacji o sposobach leczenia nudności i wymiotów związanych z chemioterapią przeprowadzony w 2011 roku autorzy zakończyli konkluzją: „Mimo ogromnego postępu, jaki dokonał się w ciągu ostatnich 20 lat, ciągle znaczna liczba pacjentów doznaje tych dolegliwości, które nie są właściwie leczone” [124].

Nawet w badaniach klinicznych leków stosowanych w terapii takich działań ubocznych chemioterapii okazało się, że ponad 30% pacjentów leczono niedostatecznie, poniżej istniejących standardów terapeutycznych[125].

W latach 70., kiedy prowadzono badania porównujące skuteczność dronabinolu (→ dalej) z placebo[126] lub marihuaną, wykazywano, że p a l e n i e m a r i h u a n y b y ł o d o g o d n i e j s z e d l a p a c j e n t ó w niż przyjmowanie doustnie dużych kapsułek, które przy nasilonych nudnościach niezwykle trudno połknąć, a przy silnych wymiotach – utrzymać w organizmie. W jednym z nich pacjentom, którzy z powodu silnych odruchów wymiotnych nie byli w stanie połknąć dużej kapsułki leku, oferowano wypalenie marihuany[127]. Pacjenci zwykle preferowali palenie, bo w ten sposób łatwiej ją dawkować dla osiągnięcia pożądanego działania i uniknięcia niechcianych przez niektórych chorych działań psychoaktywnych[128].

Mimo to w 1985 roku zarejestrowano w USA dronabinol do terapii nudności i wymiotów pojawiających się podczas leczenia chorób nowotworowych. C z y s t y T H C, j e d y n y k a n a b i n o i d d z i a ł a j ą c y p s y c h o a k t y w n i e, n i e t y l k o w p r o w a d z o n o d o t e r a p i i, a l e j e s z c z e p r z e n i e s i o n o d o ł a g o d n i e j s z e j, m n i e j k o n t r o l o w a n e j k a t e g o r i i s u b s t a n c j i p s y c h o a k t y w n y c h, p r z y z n a j ą c, ż e m a p e w n e w ł a s n o ś c i t e r a p e u t y c z n e. M a r i h u a n a p o z o s t a ł a s u b s t a n c j ą n i e l e g a l n ą, p o z b a w i o n ą w a r t o ś c i t e r a p e u t y c z n y c h.

Na początku lat 80. w amerykańskim czasopiśmie dla pielęgniarek onkologicznych pojawił się artykuł zwracający uwagę na fakt, że chorzy na nowotwory prowadzą własne „badania” dotyczące własności medycznych marihuany, napisany przez Christine A. Rovinski, pielęgniarkę z hospicjum w New Jersey[129]. Autorka pisała, że w l a t a c h 7 0. l e k a r z e c z a s e m s u g e r o w a l i p a c j e n t o m c i e r p i ą c y m n a n i e p o d d a j ą c e s i ę k o n w e n c j o n a l n e m u l e c z e n i u n u d n o ś c i i w y m i o t y, a b y s p r ó b o w a l i m a r i h u a n y. W telewizji i w prasie przedstawiano przypadki, w których roślina okazała się skuteczna, co zwracało uwagę samych zainteresowanych, jak i członków ich rodzin, dlatego – zdaniem autorki – pielęgniarki powinny mieć podstawowe informacje dotyczące marihuany i jej medycznego stosowania, niezależnie od osobistych poglądów, a samo dzielenie się wiedzą o niej – podkreślała – nie jest równoznaczne z jej aprobowaniem.

Rovinski zwracała uwagę, że pielęgniarki nie powinny ingerować w relacje pacjent – lekarz, więc podstawowym warunkiem uczenia pacjentów o własnościach terapeutycznych marihuany jest uzgodnienie tego z lekarzem. Przypominała, że choć nie ma leku, który byłby całkowicie pozbawiony działań niepożądanych, to marihuana jest względnie łagodna, jej najczęstszymi skutkami ubocznymi są zaczerwienienie oczu, suchość w ustach i zwiększenie apetytu, czasem przyśpieszenie akcji serca i rozszerzenie oskrzeli. Na ogół wywołuje spokojną euforię. Reakcje zależą od wieku pacjentów – u młodszych (około 30 lat) bywały lepsze niż u mających powyżej 60 lat, choć nie było to regułą.

Jej zdaniem pielęgniarka może zasugerować pacjentowi użycie marihuany między cyklami chemioterapii, najlepiej w obecności kogoś doświadczonego w jej używaniu, komu pacjent ufa. Zapewnienie „przewodnika” sprawia, że stres związany z pierwszym w życiu doświadczeniem dotyczącym marihuany jest mniejszy. Pacjent, który wie, jak na niego ona wpływa, może łatwiej regulować jej przyjmowanie. Właściwe dawkowanie naturalnego THC jest trudne, gdyż jego zawartość może różnić się znacznie w zależności od szczepu rośliny, warunków, w których rosła i była zbierana. Na przykład dla osiągnięcia działania przeciwwymiotnego mogą wystarczyć 2–3 wdechy palonej odmiany Black Havaiian, ale w przypadku rośliny uprawianej w domu niezbędnych może być od 6 do 8, dlatego wskazane jest rozpoczynanie od mniejszych ilości i stopniowe zwiększanie dawki. Pacjent powinien wiedzieć, kiedy pojawiają się nudności i wymioty po chemioterapii, by zaczynać palić marihuanę przed ich wystąpieniem – dla osiągnięcia najlepszych wyników konieczne jest eksperymentowanie z czasem rozpoczęcia przyjmowania i ilością. Niezbędne jest właściwe instruowanie pacjentów. Informowanie o paleniu marihuany przed chemioterapią i po niej, bez wyjaśnienia, że palenie jej różni się od palenia papierosów, może prowadzić do niepotrzebnych nieprzyjemnych działań niepożądanych. Pacjenci, dla których palenie jest trudne do zaakceptowania, mogą dodawać 1/8 łyżeczki drobno zmielonej marihuany, połączonej z masłem, do swoich ulubionych pieczonych ciasteczek, jednak szczyt działania po podaniu doustnym marihuana osiąga później, działanie utrzymuje się dłużej, więc liczba ciasteczek potrzebnych do osiągnięcia działania przeciwwymiotnego powinna być ustalana indywidualnie.

Ceny marihuany, pisała Rovinski, odzwierciedlają zwykle jej moc – im jest mocniejsza, tym droższa. Ostrzegała, że nie jest to regułą, bo jeśli z jakichś powodów jej dostępność jest ograniczona, marihuana gorszej jakości może być sprzedawana po wyższych cenach. Ważna jest świadomość, że nie wiadomo, co kupuje się na ulicy. Nie powinno się kupować jej od obcych, konieczne jest przestrzegnie zasady „znaj swojego dilera”, gdyż stawką jest zarówno prawne, jak i fizyczne bezpieczeństwo kupującego lub użytkownika. Zakup od nieznajomego może doprowadzić do spotkania z tajną policją lub ludźmi nieprzestrzegającymi etyki – pod koniec lat 70. sprzedawano marihuanę meksykańską spryskiwaną parakwatem (→ dalej), dlatego kupowanie jej od zaufanych osób jest najrozsądniejsze.

Rovinski pisała też, że czasem pielęgniarka może być proszona o dostarczenie marihuany. Przy podejmowaniu decyzji powinna uwzględniać istniejące prawo, ale także etyczną pozycję i własne przekonania. Określenie właściwego standardu postępowania jest trudne ze względu na zakaz używania mrihuany, ale przecież „pielęgniarka nie powinna krzywdzić osoby tak bardzo zależnej od jej umiejętności”. Terapeutyczne stosowanie marihuany niepozostającej nawet w badaniach klinicznych wzbudza kontrowersje. Nie zawsze leczy ona wymioty, ale nie jest też otwarciem drzwi do uzależnienia czy degenerującego stylu życia. „Wypieranie się odpowiedzialności za pacjenta i niezalecanie stosowania marihuany jest wypieraniem się roli pielęgniarki. Akceptacja odpowiedzialności jest wyzwaniem dla taktownej pomysłowości pielęgniarek”, pisała Rovinski.

Badania kliniczne

W 1988 roku opublikowano wyniki badania, w którym sprawdzano d z i a ł a n i e p r z e c i w w y m i o t n e p a l o n e j m a r i h u a n y47, [130]. Papierosy (zawierające THC i niezawierające go – placebo) dostarczano z NIDA do Nowojorskiego Stanowego Wydziału Zdrowia, z zachowaniem szczególnie rygorystycznie przestrzeganych środków ostrożności i systemu zabezpieczeń. Do badania zakwalifikowano 56 dorosłych pacjentów z potwierdzoną histopatologicznie chorobą nowotworową, którzy nie reagowali na dostępne wówczas leki przeciwwymiotne, nie cierpieli też na poważne choroby serca ani choroby psychiczne. Wszystkich poinstruowano o standardowej procedurze palenia, które rozpoczynano na 6–8 godzin przed chemioterapią i powtarzano co 4–6 godzin w dniu chemioterapii. Pacjenci palili papierosy (placebo lub z marihuaną) w domach. W celu zapobiegania ich wysychaniu instruowano palących, by przechowywali je w lodówce lub nawilżali. Badanie nie było randomizowane48, a pacjenci stanowili dla siebie grupę kontrolną (przez kilka dni palili papierosy z marihuaną, przez kolejnych kilka dni – placebo).

Osiemnastu badanych (33%) oceniło działanie marihuany bardzo dobrze, 25 (43%) jako umiarkowanie satysfakcjonujące, 12 (22%) nie odczuło poprawy. Między osobami, które zareagowały, a tymi, które nie odpowiedziały, nie było statystycznie istotnych różnic płci, rozpoznania, wcześniejszej radioterapii lub leczenia doustnym THC. Reagujący na marihuanę byli młodsi (średnia wieku 40 lat, średnio o 14 lat mniej niż osoby, które nie zareagowały), częściej mieli wcześniejsze doświadczenia z marihuaną (52% w stosunku do 17%). Działaniami ubocznymi były sedacja (88%), suchość w ustach (77%), zawroty głowy (39%), splątanie (13%), rzadziej obserwowano niepokój i bóle głowy. Wszystkie te skutki były dobrze znoszone przez pacjentów. Objawów niepożądanych nie zaobserwowano u 13% badanych.

B r a k p o p r a w y p o s t o s o w a n y m w c z e ś n i e j d o u s t n i e T H C n i e w y k l u c z a ł d o b r e j r e a k c j i n a w d y c h a n ą m a r i h u a n ę: 29% pacjentów, którzy nie zareagowali na THC w kapsułkach, odczuło poprawę po paleniu marihuany. D o ś w i a d c z a n i e e u f o r i i n i e b y ł o k o n i e c z n y m w a r u n k i e m d o u z y s k a n i a d z i a ł a n i a p r z e c i w w y m i o t n e g o p a l o n e j m a r i h u a n y.

Autorzy podkreślili, że niemal 25% pacjentów po początkowym wyrażeniu zgody odmówiło udziału w badaniu ze względu na uprzedzenia do palenia zarówno swoje, jak i swoich lekarzy. Niektórzy woleli doustne kapsułki z THC. Najważniejszą przyczyną była jednak społeczna stygmatyzacja związana z używaniem marihuany. W i e l u p a c j e n t ó w o d r z u c i ł o m o ż l i w o ś ć „p a l e n i a t r a w y” w d o m u, b y n i e n a r a ż a ć s w o i c h d z i e c i n a k o n s e k w e n c j e t a k i e g o p o s t ę p o w a n i a.

W latach 80. u 8 dzieci w wieku 3,5–13 lat, doświadczających bardzo silnych nudności i wymiotów po chemioterapii chorób nowotworowych, zastosowano pochodną THC. Rozpuszczony w oleju sezamowym czysty delta-8-THC podawano na błonę śluzową jamy ustnej, pod język. U wszystkich dzieci dolegliwości ustąpiły. Wyniki tych obserwacji udało się opublikować dopiero w 1995 roku. Trudności z publikacją nie były spowodowane tym, że badano nielegalną substancję u dzieci, a tym, że nie porównano badanej substancji z placebo lub innym lekiem. Jednak próba porównania delta-8-THC z dostępnym wówczas lekiem przeciwwymiotnym (metoklopramidem) została przez autorów szybko przerwana, gdyż lek albo powodował trudne do zniesienia przez dzieci działania niepożądane, albo nie zmniejszał nasilenia dolegliwości, dlatego wszystkim podano kanabinoid. Lekarze zakończyli doniesienie wnioskiem, że stuprocentowy sukces w zapobieganiu wymiotom będącym skutkiem terapii przeciwnowotworowej przy całkowitym braku objawów niepożądanych prowadzi do przekonania, że delta-8-THC może być nowym, względnie niedrogim lekiem przeciwwymiotnym w pediatrycznej chemioterapii[131].

Przez wiele lat nie wykonywano podobnych badań. Dopiero w 2001 roku, po analizie dostępnych wówczas danych, Martin R. Tramér i współpracownicy przyznali, że bardzo wielu pacjentów preferowało używanie kanabinoidów przy kolejnych cyklach chemioterapii, nawet jeśli były one tylko nieznacznie bardziej skuteczne od innych leków przeciwwymiotnych. Autorzy przeglądu podkreślili, że s u b i e k t y w n e p r e f e r e n c j e p a c j e n t ó w s ą w a ż n i e j s z e o d n a u k o w o w y k a z a n e j s k u t e c z n o ś c i l e c z e n i a, a chociaż działania niepożądane występowały częściej u leczonych kanabinoidami, to dotyczyły niewielkiej liczby pacjentów. Większość uważała kanabinoidy za skuteczne i niewywołujące skutków ubocznych. Niektóre z objawów uważanych za niepożądane były potencjalnie korzystne dla pacjentów, jak sedacja, euforia, poczucie „haju”. Autorzy przeglądu wspomnieli o p o t e n c j a l n i e p o w a ż n y c h działaniach niepożądanych kanabinoidów, ale przyznali, że mimo to „mogą być użyteczne dla niektórych pacjentów jako leczenie wspomagające terapię nudności i wymiotów, poprawiające nastrój chorych”[132].

W tym czasie porównywano też paloną marihuanę z nowoczesnym lekiem przeciwwymiotnym[133]. Autorzy badania uznali, że ondansetron był bardziej skuteczny w łagodzeniu nudności i wymiotów powodowanych korzeniem wymiotnicy u zdrowych ochotników niż marihuana, której stosowanie ograniczają – ich zdaniem – powodowane przez nią działania psychoaktywne49.

W 2003 roku eksperci sugerowali, że w onkologii kanabinoidy powinny być lekiem czwartego rzutu w leczeniu nudności i wymiotów związanych z chemioterapią[134].

W 2008 roku lekarze brazylijscy przytoczyli dane z ponad 25 badań klinicznych przeprowadzonych w latach 1979–1987[135]. Tytuł artykułu mówił o Cannabis sativa, choć badacze skupili się na doniesieniach o stosowaniu dronabinolu i nabilonu (zawierających tylko THC, → dalej), uznając, że pacjenci przyjmujący kanabinoidy często osiągali przynajmniej częściowe zmniejszenie częstości i nasilenia nudności i/lub wymiotów, choć brak dokładnych danych statystycznych w większości publikacji czyni ten wniosek dyskusyjnym. Działania uboczne występowały częściej i z większą intensywnością u pacjentów przyjmujących kanabinoidy niż leki, z którymi je porównywano, ale nie przerywano z tego powodu terapii. Niektóre działania uboczne jak odczuwanie „haju”, senność, uspokojenie (sedacja) i euforia mogły być korzystne dla większości pacjentów. Jak zauważyli lekarze – takie działania byłyby przyjemne podczas chemioterapii. P a c j e n c i p y t a n i o p r e f e r o w a n y p r z e z s i e b i e l e k w s k a z y w a l i z w y k l e k a n a b i n o i d y, w o l e l i p o w o d o w a n e p r z e z n i e d z i a ł a n i a n i e p o ż ą d a n e n i ż t e w y w o ł y w a n e p r z e z k o n w e n c j o n a l n e l e k i p r z e c i w w y m i o t n e, które często okazywały się mniej skuteczne i powodowały inne działania uboczne.

Dorota Rogowska-Szadkowska, Medyczna marihuana. Historia hipokryzji

Warszawa 2016

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2016

Copyright © for the Preface by Jerzy Vetulani, 2016

Copyright © for the Afterword by Marek Balicki, 2016

Wydanie I

ISBN 978-83-65369-05-5

Redaktor prowadzący: Jaś Kapela

Konsultacja prawna: Zuzanna Warso

Redakcja i korekta: Paulina Bieniek

Projekt okładki: Katarzyna Błahuta

Układ typograficzny i łamanie: Katarzyna Błahuta

Publikacja ukazuje się przy wsparciu Open Society Institute w ramach programu Global Drug Policy.

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

ul. Foksal 16, II p

00-372 Warszawa

redakcja@krytykapolityczna.pl

www.krytykapolityczna.pl

Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w redakcji Krytyki Politycznej (ul. Foksal 16, Warszawa), Świetlicy KP w Trójmieście (Nowe Ogrody 35, Gdańsk), Świetlicy KP w Cieszynie (ul. Zamkowa 1) oraz księgarni internetowej KP (krytykapolityczna.pl/wydawnictwo) i w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia Na drugie Stanisław Człowiek. Biografia