Crème de la Kreml

Crème de la Kreml

Autorzy: Wacław Radziwinowicz

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Literatura faktu Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 400

Cena książki papierowej: 39.99 zł

cena od: 23.60 zł

Co robi rosyjski spadochroniarz, gdy szczęśliwie wyląduje na polu bitwy? Chwyta za kałacha i rusza w bój? Ależ skąd. On sika. Dlaczego?

Czytając tę książkę dowiesz się nie tylko tego. Zrozumiesz, dlaczego Rosja jest jedynym krajem na świecie, który nigdy nie palił kotów na stosach za „diabelstwo”, i w którym przejeżdża się na czerwonym świetle, a na zielonym stoi. No i jedynym, w którym duchowni święcą wodę w wodociągach, zaś Gerard Depardieu jest w stanie przejść na abstynencję. Przynajmniej czasowo.

Wacław Radziwinowicz, wydalony niedawno z Rosji wieloletni korespondent „Gazety Wyborczej”, opisuje współczesnych Rosjan z talentem i wnikliwością godną Gogola, Tołstoja i Sołżenicyna. Pokazuje naród, który podziwiamy, gdy pisze np. o zbuntowanych przeciw Putinowi dziewczynach z Pussy Riot. Albo o Natalii Gorbaniewskiej, która w 1968 r. na placu Czerwonym protestowała przeciw najazdowi ZSRR na Czechosłowację.

Opisuje też jednak państwo, którego się boimy, bo nie szuka przepadających bez wieści samotnych ludzi i nazywa ich "przebiśniegami" – od topniejącego śniegu, spod którego wiosną wyłaniają się ich ciała. I maluje świat, w którym przeglądają się także nasze własne, polskie szaleństwa i obsesje – choćby wówczas, gdy czytamy, jak to rosyjski senator odkrywa, że w słynnym moskiewskim Teatrze na Tagance „w spektaklach propaguje się przemoc, homoseksualizm, samobójstwo” w sztuce, która nawet jeszcze nie powstała.

Trzy lata po świetnym „Gogolu w czasach Google’a” Wacław Radziwinowicz zaprasza na kolejną fascynującą podróż po bezkresie rosyjskiej duszy.

WARSZAWA 2016

Redakcja

Robert Siewiorek

Konsultacja

Roman Imielski

Korekta

Monika Ochnik

Projekt graficzny okładki i makiety oraz skład i łamanie

Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

www.panczakiewicz.pl

Zdjęcie na okładce

Alexander Petrosyan

Zdjęcie autora

Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Katarzyna Kubicka

© Copyright by Agora SA 2016

© Copyright by Wacław Radziwinowicz 2016

Zebrane felietony były publikowane

w latach 2012-16.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2016

ISBN: 978-832-681-829-5 (epub); 978-832-681-830-1 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

SPIS TREŚCI

WSTĘP. Moja Rosja

MOSKIEWSKIE NIEWOLNICE, czyli wakacje Lejli

ZAPASY I GRZECHÓW ODPUSZCZENIE, czyli koniec świata

OBRAZY, KTÓRE OPLUŁ SAM CHRUSZCZOW, czyli wystawa o wystawie

TAM, GDZIE MILIONY NOSZĄ PAGONY, czyli Kozacy pilnują kapliczek

CZŁONKOWÓZ DLA PUTINA, czyli kołchozowy tuning

SUCHY ZAKON, czyli godzina wilka

ARMIA ROSJI, czyli pożegnanie z onucą

ARMIA ODŁOWI ZBOCZEŃCÓW, czyli politruk i pupa

ULUBIONA NAZWA, czyli powrót Stalingradu

PAŃSTWOWA IDIOTKA, czyli unteroficerska wdowa wychłostała się sama

CUD NAD FILTREM, czyli nowe przyczółki Cerkwi

DIEPARDIE ABSTYNENTEM, czyli chwała Czeczenii!

PIECHTING, czyli chomiczki polują na putinowców

MAGIĄ WE WROGA, czyli okrutna broń wudu

SMUTNA HISTORIA MAKSIMA KUŹMINA, czyli morderca sierot potrzebny od zaraz

NAJBARDZIEJ ŻYWY, czyli Stalina by trzeba

CASUS METEORYTU, czyli mały brat patrzy

BIERIEZOWSKI, czyli człowiek, który sklecił Putina

GERTRUDA, czyli fortepian w krzakach

NAWALNY PRZED SĄDEM, czyli zemsta żulików i złodziei

DWAJ ILJICZE, czyli miłość wiecznie żywa

„ESMERALDA”, czyli ostatni balet Putinów

HABILITACJA MAGISTRA, czyli lekcja kantowania

PAJĄK W CYTADELI, czyli CCCP krzepi

TATARSKI „KATYŃ”, czyli przepaść w duszy

DŻYGICI I BOMBIŁY, czyli jak przeżyć w Moskwie

SUPERNOWI NAD ZŁODIEJKĄ, czyli Wietnamczycy zasuwają

MOSKIEWSKIE OAZY, czyli szkoła przetrwania

CUD NAD WOŁGĄ, czyli białe słonie

SKOK NA „DOM STARCÓW”, czyli śmierć nauki

SAMOSĄD NAJWYŻSZY, czyli jak działa tłum

CAR-RYBA, czyli trofea Putina

KOSZKOHOLIZM, czyli dlaczego Rosję zarazy oszczędzały

ARMIA CZERWONA WCIĄŻ NIEZWYCIĘŻONA, czyli chwała pogromcom ścierwojadów

KILER NA MEJLA, czyli tanie dranie po rosyjsku

ROSYJSKI SZANSON, czyli nie nazywaj mnie pietuchem

LIST NADIEŻDY, czyli Gułag współczesny

SYBERIA, czyli dlaczego Jemiela śpi na piecu

ZŁOMAVIA, czyli i tak winni piloci

NATALIA, czyli sukces beznadziejnej sprawy

WŁADZA W STRACHU, czyli „Puśki” niezłomne

PANTEON DLA KAŁASZNIKOWA, czyli radziecki Kopciuszek

NARÓD BOGONOSIEC, czyli mówicie, co wam trzeba

ZAKAŁA CERKWI, czyli rosyjski ksiądz Lemański

„KATYŃ” PO CZECZEŃSKU, czyli dobre imię organów

WOJNY POMNIKOWE, czyli Rosja karze bluźnierców

WIĘCEJ NIŻ HAZARD, czyli Las Vegas po rosyjsku

USPOKÓJCIE SIĘ, BIESY WŚCIEKŁE, czyli sumienie Rosji

UDANY PRODUKT, czyli kariera człowieka sowieckiego

UPRZEJMIE DONOSZĘ, czyli czas patriotów

MINISTER NA DRĄŻKU, czyli silni, zwarci i gotowi

PUSZKIN W PREZERWATYWIE, czyli szlaban na „mat”

MRZONKI Z KSIĘŻYCA, czyli Chińczyki trzymają się mocno

POZDROWIENIA Z KRYMU, czyli soviet dream

ŚMIERĆ W HELIKOPTERZE, czyli ostatnie loty dygnitarzy

BY ZIEMIĘ W GRENADZIE CHŁOPOM ODDAĆ, czyli wskrzeszanie upiora

SPADAJĄCE PROTONY, czyli kosmiczny sabotaż

BARCHAN ALBO BRABANCKIE KORONKI, czyli kraina zakazów

OFIARY ZOMBI-SKRZYNKI, czyli godziny nienawiści

DZIEŃ KOMANDOSA, czyli dziedzictwo Greka Izydora

WYZNANIA STAREGO DRUHA, czyli tańczące czołgi

WSPÓŁCZUJMY TRUCICIELOM, czyli wi-fi na paszport

POJEMY SOBIE, czyli nóżki Busha i swastyka

ROSJA, czyli pieróg z niespodzianką

JABŁKA DO KACZEK, czyli bajki dla dorosłych

MAGOWIE PRZECIW KREMLOWI, czyli zimna wojna na czary

SZABAT UKRÓW, czyli wojnie „niet”

OBŁAWA W PIERIEDIEŁKINIE, czyli pielgrzymka do pisarzy

ROSYJSKI WINDOWS, czyli pole walki

iPad JEST GEJEM, czyli krucjata Miłonowa

UDAR NIKITY MICHAŁKOWA, czyli strzelać należy i trzeba

POLOWANIE I PANTOMIMA, czyli dzień nacika

SKĄD SIĘ BIORĄ WSZY, czyli groźna słitfocia

MEDAL DLA MIRELLE MATHIEU, czyli policja to nasze wszystko

W MOSKWIE JUŻ NIE PACHNIE, czyli zaufaj ekspertom

JAK LESBIJKI SIĘ POŻENIŁY, czyli misja homofoba

ŚPIEWACY I ŁAJDACY, czyli rozrywać na strzępy ciała dziewcząt

WYCHOWANIE W BOJOWYM DUCHU, czyli walki gąsiorów

WIĘCEJ NIŻ MARSZAŁEK, czyli historia czerwonej maszyny

ZACHOWAJ, COŚ ZWĘDZIŁ, czyli amnestia dla kolegów

UCZTA W CZASACH ZARAZY, czyli powrót „uja”

NAJDROŻSZE SERCU ŚWIĘTO, czyli tania wódko, pozwól żyć państwu

OD SZCZURKA DO ZAJĄCA, czyli ewolucja Władimira Putina

GENERAŁ SIĘ POWIESIŁ, czyli cena świętowania

KRYZYS U DZIADKÓW MROZÓW, czyli ostał się ino sznur

JAK URATOWAĆ PRASĘ, czyli przegrana kampania

WIELKA EMIGRACJA, czyli wszyscy byli zarobieni

„LEWIATAN”, czyli kalumnia

LENINIE, WSTAŃ, czyli majtki albo krzyżyk

DOGHUNTERZY NA ŁOWACH, czyli już tacy jesteśmy

ŁAWROW PRAGNIE PRAWDY, czyli „ukry” w telewizji

PRZEDWOJNIE, czyli armie niegdyś bratnie

MAMA HARI Z WIAŹMY, czyli kara za zdradę

ZAKĄSKA UCIEKA WÓDCE, czyli opróżniając, napełnią

METEOPOLITRUK, czyli synoptyczna broń Kremla

DAJCIE NAM DOBĘ, czyli morderczy telefon Putina

WOJNA NORMANA, WOJNA IWANA, czyli jak rosyjskim historykom opadły szczęki

BIJ SWOICH, ŻEBY OBCY SIĘ BALI, czyli wszystko przez Zachód

TAJNA WOJNA, czyli śmierć za pół miliona rubli

POLSKA KRASAWICA-UMNICA, czyli nie masz artysty nad Kobzona

SZPIEG Z ZAPALNICZKĄ, czyli jak wyżyć w kryzysie

MEMENTO MORI, czyli „Chirurg” da w mordę

KOSZERNE LOBBY HOLLYWOOD, czyli nowe spiski

ANALIZATOR KIEŁBASY, czyli kot w pudełku

PIJANY PŁUG NA LOTNISKU I „DZIEŃ KAŁASZNIKOWA” W PRZEDSZKOLU, czyli dwa horrory

NIEMCOW, czyli śmierć krasawca

PODZIEMNE PAŁACE STALINA, czyli pokazucha

200 KILO PIENIĘDZY, czyli jak ładnie się tu kradnie

JA JAKO GENIUSZ, czyli blockbuster Putina

MOSKWA WETERANOM NIE WIERZY, czyli odłowić i deportować

GDZIE JEST CYRYL, czyli tako rzecze Czaplin

DEKRET NR 436, czyli „Calineczka” nie dla dziecka

„TANNHÄUSER” NA CELOWNIKU, czyli twarz nacjonalzdrajcy

NIEPOKALANE ZWYCIĘSTWO, czyli Barbie idzie na front

NA ZAWSZE ZWYCIĘSCY, czyli zniżka na wibrator

MIŚ OCHRONIARZ, czyli żeby się obcy nie szwendali

ALKOHOL W BAKU, czyli mózg pierwszego bajkera

MONSTRACJA, czyli goła kobieta zjadła mózg pudla

KASTROWANIE BUŁHAKOWA, czyli cenzuro, wróć!

PORTRET DZIADKA, czyli Nieśmiertelny Pułk

TRAPIEZNYJE, czyli wojna blina z hamburgerem

TUNIEJADCOM STANOWCZE NIET, czyli dziewictwo aż do ślubu

METODA KUKŁACZOWA, czyli na co stać Borysa

CO WOLNO, czyli Nixon idiota

GRABIE TE SAME CO ZAWSZE, czyli lotniskowce na step

MILIARD RUBLI NA OBCHODY, czyli czyj Władimir większy

MATKA BOŻA MOCARSTWOWA, czyli Stalin na ołtarze

WŁADCA NIESPIESZNY, czyli o człowieku, na którego czekał nawet Zbawiciel

CHLEB UMARŁYCH, czyli historia pewnej miłości

KRAJ, KTÓRY CIERPI NA BEZSENNOŚĆ, czyli wojny z czasem

PATRIOTYZM ROZBUDZONY, czyli pułapki cynizmu

KUBANA, czyli koło zamachowe zgorszenia

KONIEC POMNIKA W POSTACI BRAKU POMNIKA, czyli powrót żelaznego Feliksa

ŁOWCA JELENI, czyli Rosjanin umie wypoczywać

ZACEPER, czyli easy rider po rosyjsku

ECHO MAMY TU JEDNO, czyli bawić się prosto i bez aluzji

ZIEM ODZYSKIWANIE, czyli bajka o niedźwiedziu i smoku

LEGENDA Z PALCA WYSSANA, czyli wielkie picowanie

SIOSTRY PAŁACU KULTURY, czyli wysotki Stalina

SPOSÓB NA KOMUNAŁKĘ, czyli zawodowi sąsiedzi

NASTĘPCA, czyli zakazane słowo w Rosji

REZERWA ŚWIĘTUJE, czyli zapoluj na geja

WŁADIMIR, KTÓRY ZAWSZE STAŁ NA CZELE RUSI, czyli trzeci Rzym

BIEDNI ROSJANIE, czyli sztuka wyżywania

NISZCZYĆ AGENTÓW, czyli Kreml broni tortur

INKUBATOR PATRIOTYZMU, czyli jedynie słuszni idole

PRODUKT GUMOWY NUMER 2, czyli czego Rosji nie potrzeba

BEZNADZIEJA W OCEANIE PUSTKI, czyli miasta skazane na śmierć

ZAKAZANE FRYKASY, czyli kaźń Parmezana

MEMORIAŁ, czyli piękna twarz Rosji

CZARNI REALTORZY, czyli krzyżyki dzielnicowego

KAPUSIE NA HARLEYACH, czyli na Berlin!

OSTATNIE SŁOWO WIĘŹNIA SUMIENIA, czyli Rosjanie, nauczcie się nie bać!

ZAKAZANE PRZYSMAKI, czyli majtki masowego rażenia

SWOI I RESZTA, czyli odsiadka dublerki

PRZYKRY KONIEC MEFISTOFELESA, czyli ofensywa prawosławnych talibów

NA KRZEPIĄCĄ NUTĘ, czyli co śpiewać należy

TYLKO W STYLU PAŁACOWYM, czyli ukraińscy „uchodźcy” ratują Rublowkę

MIASTO DLA LUDZI, czyli nowe oblicze Moskwy

KUŹKINA MAĆ, czyli car-bomba

WÓDKA SPADA Z TRONU, czyli jak się pociesza francuski gwiazdor

METAFIZYKA JĄDROWA, czyli bez wiary bomby nie zrobisz

CENA PRAWDY, czyli ludzie z mojego notesu

SERCE ROŚNIE, czyli polscy faszyści

CERBURGER I PRAWOSŁAWNE WI-FI, czyli szóste przykazanie zamiast seksu

TOAST ZA MIŁOŚĆ, czyli o zgubnych wpływach Zachodu

FIASKO MOSKIEWSKIEJ SŁAWOJKI, czyli w metrze sobie nie ulżysz

GIMNAZJALIŚCI KUPUJĄ BOMBOWIEC, czyli meksykańskie ciacho

KAPITAN DOBRA, czyli śmierć radzieckiego Barei

NOWY DRAJW, czyli Mars musi być prawosławny

ASCEZA KRZEPI ROSJANINA, czyli zalety niewyjeżdżania w świat

Z POLSKI O ROSJI, czyli jak mnie z Marusią wyrzucali

WSTĘP

Moja Rosja

Ot, ironia losu. Kiedy w 1921 r. moja babcia, Anna z domu Grigoriewa, z mężem Cezarym uciekała z Barnauła od bolszewików, też mieli ze sobą niewiele poza kotką Lalą. Pilnowali jej bacznie, bo ładna była i łowna, a ci, co nadzorowali transport Polaków repatriowanych do kraju z Syberii, właśnie takie lubili sobie brać. Powód do rekwizycji znaleźć potrafili zawsze.

Lala, jej córki, a potem wnuczki były babcinymi talizmanami. Ostrzegały przed niebezpieczeństwem. Kotka, której życie przypadło na czas wojny, wiedziała, kiedy przez Supraśl, gdzie osiadła rodzina, będą się przewalać obce wojska, kiedy ostrzelają, a kiedy spalą dom. Nie dała się zaskoczyć ani Armii Czerwonej, ani Wehrmachtowi i zawsze na czas, zanim ludzie usłyszeli czołgi i samoloty, umiała w bezpiecznym miejscu ukryć swoje kociaki.

A babci dynastia kotek, póki trwała, przypominała na zawsze utraconą ojczyznę. Rodzinny Perm, wieczorne spacery nad wielką Kamą.

Kiedy 18 grudnia 2015 r. dowiedziałem się w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, że ja i moja żona Ewa mamy 30 dni na opuszczenie kraju, zmartwiłem się przede wszystkim o moją syberyjską kotkę Masię. Miesiąc, a w tym 10 dni ferii noworoczno-bożonarodzeniowych, to mało na załatwienie dokumentów na wywóz zwierzaka. A bez Masi nie wyjadę. Tak jak babcia Anna nie wyjechałaby bez Lali.

Ale udało się – Masia, tak jak jej poprzedniczka, do Polski dotarła.

To właśnie od babci Anny i jej opowieści zaczęła się moja Rosja. W domu, a mieszkaliśmy z rodzicami ojca, często wspominali, jak czekista, z którym związała się siostra Cezarego, machając naganem, groził, że wystrzela „białopolacką kontrę”. Jak bolszewicy nocami zabierali „białych” na dworzec w Barnaule, a potem miasto truchlało, słysząc wycie ludzi żywcem palonych w piecach parowozów. Jak brat babci z Permu i siostra dziadka, co chciała czekistę, często przysyłali listy do Supraśla. Trwało to jednak tylko do lata 1937 r., kiedy NKWD wziął się za likwidowanie tych, co mieli związki z Polską. Wtedy i brat babci, i siostra dziadka przepadli bez śladu.

Mieszkaliśmy w Olsztynie, gdzie jeszcze było wielu Warmiaków. I ciągle wracały opowieści o tym, co w 1945 r. wyrabiali tu czerwonoarmiści, jak to określił Stalin, „zabawiający się z kobietami”.

Rosja w tych wspomnieniach jawiła się straszna i groźna.

To był koniec lat 60. Annę, już ponad 70-letnią, zabraliśmy do Krynicy Morskiej, żeby po raz pierwszy zobaczyła morze. Siadła na wygrzanej słońcem piaszczystej plaży. – Tam z lewej, babciu, będzie Gdańsk, a z prawej – tam, gdzie kończy się Mierzeja Wiślana – Rosja – wytłumaczyliśmy, wskazując na widoczny z daleka kawałek szczelnie wtedy zamkniętego obwodu kaliningradzkiego.

I Anna skamieniała. Do zachodu słońca bez ruchu siedziała na piasku, patrząc tam – na prawo. Nie chciała ani jeść, ani pić, nie marzła. Tylko patrzyła. Przez łzy.

Co jest takiego magicznego w tym groźnym kraju, że tak się za nim tęskni nawet przez pół wieku? Jeszcze jako chłopak zacząłem wtedy podejrzewać, że coś widocznie być musi.

Potem przekonałem się, że Rosja jaka jest, każdy widzi. Widać ją w prowincjonalnych miastach, a jeszcze wyraźniej w miasteczkach obszarpanych i brudnych. I w ponurych, zabazgranych klatkach schodowych. I w rozklekotanych zatłoczonych autobusach. I w biednych wsiach i rozpadających się domach, które stoją nawet w centrach wielkich miast.

Ta zwyczajna, niestołeczna Rosja jest przygnębiająco szarobetonowa. Jeszcze gorsze wrażenie robi tam, gdzie zimno, bo silne mrozy i wilgoć barwią betony wielkiej płyty na brunatno.

A i w samej nieprzyzwoicie bogatej Moskwie ludzie mieszkają w ruderach. A w pięknym Sankt Petersburgu – w „komunałkach”, mieszkaniach, gdzie w każdym pokoju gnieździ się inna rodzina, a wszyscy lokatorzy korzystają z jednej kuchni i łazienki.

Więc gdzie ta kusząca magia?

Nie ma jej w tym, czym musi na co dzień zajmować się korespondent, publicznym życiu kraju – ale w jakim miejscu globu ona jest? W Rosji, choćby z tym jej odstręczającym kultem nie tyle zwycięstwa, co samej wojny i wielkich wodzów, doszukać się tej magii szczególnie trudno. Wiecznie żywy okazuje się Stalin. Wielbiony jest marszałek Georgij Żukow, który błysnął strategicznym geniuszem, zapewniając: „Kiedy podchodzimy do pola minowego, nasza piechota atakuje tak, jakby go nie było”. Oto bohater narodu, który w wojnie stracił co najmniej 27 mln ludzi.

Co pociągającego, poza wielkimi złodziejskimi fortunami, jest w ludziach z rosyjskich szczytów władzy? W ich frazesach o wielkości Ojczyzny, w ich patriotycznej tromtadracji, skoro wiadomo, że po wygłoszeniu górnolotnych haseł odlatują do swych willi we Włoszech i pałaców na francuskiej „lazurce”, czyli – jak zapewniają – do budzącej ich patriotyczne obrzydzenie „gejropy”. Nie przyciąga też parlament, który – jak to sprawiedliwie zdefiniował jeden z marszałków Dumy – „nie jest miejscem do dyskusji”. Tu wiecznym bohaterem jest błaznujący Władimir Żyrinowski. Zazdroszczący mu sławy, choć znacznie głupsi od niego koledzy, próbują mu dorównać, wymyślając coraz to nowe zakazy – a to noszenia koronkowych majtek, a to pantofli na szpilkach, a to adoptowania przez obcokrajowców chorych rosyjskich dzieci, których ich własna ojczyzna nie chce.

Kiedy się przyjrzeć temu wszystkiemu, można zrozumieć, czemu w wielkiej literaturze rosyjskiej tak ważne miejsce zajmuje zjadliwa satyra. Dzisiejszą rzeczywistość rosyjską da się znakomicie opisać Sałtykowem-Szczedrinem, Gogolem, Bułhakowem, Zoszczenką.

No a magia?

Jednak jest. Trafiłem kiedyś do ponadstuletniego drewnianego domu w Krasnojarsku. Z zewnątrz niemal rudera, za to w środku zaskakujące ciepło uśmiechów, miłej rozmowy, ciepła bijącego z wielkiego białego pieca – takiego, na jakim się śpi. Żaden kaloryfer nie da takiego poczucia przytulności. Prawdziwe rosyjskie domy, szczególnie te na wsi, są bowiem przytulne. Miło ciepłe są też cerkwie ogrzane płomieniami świec ofiarnych, przesycone zapachem wosku. Zapominasz tu o „sojuszu tronu i ołtarza”, o podlizywaniu się Cerkwi Kremlowi. O ile batiuszka nie jest stukniętym stalinowcem, co się zdarza jednak rzadko, poczęstuje herbatą, kanapką. Przysiądzie na ławeczce w samej cerkwi i będzie się chciał dowiedzieć, jak jest „tam”. Opowie też o swoich kotach. Bo tu przy cerkwiach, w klasztorach, koty są zawsze spasione, leniwe, pewne swego bezpieczeństwa. W Rosji kotów za czary nie palili.

Rolnik, robotnik czy policjant dobrze wie, że „tam”, czyli „za kordonem”, zgnilizna, geje, upadek – bo tak mówi telewizor. Ale chce też wiedzieć, jak „tam” jest naprawdę, chętnie rozmawia, wypytuje.

I chce cię przekonać, że i tu są rzeczy dobre. Choćby ten piec, na którym się śpi, dający najzdrowsze ciepło. I palić w nim można wszystkim, choćby słomą.

Pokaże też swoje narzędzia. Pochwali się własnej roboty aparatem, co daje najlepszy w świecie samogon.

Bardzo długo nie znałem słowa „pszek”. A przecież sporo podróżowałem, spotykałem się z bardzo różnymi ludźmi. Spierałem się ostro z wieloma Rosjanami, czasem też i przy sporym kielichu, ale poznałem je dopiero po latach – i to nawet nie usłyszałem, co zobaczyłem. Na murze – i to nie w Rosji, lecz w białoruskim Grodnie. Tam mi wyjaśnili, że to brzydkie określenie Polaka. Potem słyszałem je jeszcze tylko raz. W sumie więc dwa razy przez 18 lat. Za to moi rosyjscy przyjaciele, choć w naszym kraju nie spędzili całej epoki, dobrze wiedzą, co po polsku znaczy „kacap”.

Trudno było poczuć czar Moskwy, zresztą z jej mieszkańcami to było znacznie łatwiejsze. Cóż, spotkania z tymi, których zaliczają do grupy i tam określanej jako „inteligencja”, ludźmi o wielkiej wiedzy i ciętym poczuciu humoru, to dla Polaka wspaniała przygoda.

Samo miasto przy pierwszym zetknięciu wydaje się odpychające. W tym centrum, które pokazują turystom, pełne patetycznych budowli – jakby krzyczało do przybysza, że jest sercem wielkiego imperium. Przy tym hałaśliwe, zatłoczone, bardzo nerwowe.

Ale Moskwy nie można zwiedzać. Jest za duża, zbyt bogata. W ostatnich latach wymyśliliśmy sobie z Ewą zabawę na wolne dni „w idziemy dokądś, nie wiemy gdzie”, czyli w nieznane, zdając się na los. I zawsze trafialiśmy czy to na meczet, czy to na nieznany monastyr, czy na muzeum, które jest w przewodnikach, ale znaleźć je trudno, czy to na piękny zaułek albo park, gdzie pięknie tańczą emeryci... Właśnie takie miejsca, a nie stalinowskie drapacze chmur, pokazują, jak bogata i różnorodna jest kultura Rosji.

Magię tego kraju, jego ciepło i ciepło jego ludzi, dzielnych i bystrych, można odszukać. A wtedy tym bardziej intrygujące staje się pytanie, czemu ten naród pozwala, by stali nad nim ci, którzy swoich rodaków gotowi są pędzić przez pola minowe tak, jakby żadnych min tam nie było.

18.02.2016

MOSKIEWSKIE NIEWOLNICE,

czyli wakacje Lejli

Sklep spożywczy w Goljanowie, biednej dzielnicy we wschodniej części stolicy Rosji, szturmowali, przełamując zacięty opór ochroniarzy, moskiewscy obrońcy praw człowieka. Przyprowadziła ich tu Tażinar Aszirowa z Kazachstanu, która od lat bezskutecznie próbowała wyzwolić więzione i zmuszane do bezpłatnej pracy córkę Zarinę i bratanicę Lejlę.

Jeszcze w 2000 r. 14-letniej wtedy Zarinie właściciele sklepu w Goljanowie złożyli olśniewającą propozycję: wikt, mieszkanie i praca, w pierwszym miesiącu po przyjeździe 700 rubli, a potem cały tysiąc. To wtedy było jakieś 35 dolarów – dla osoby z biednej kazachskiej prowincji to pieniądze niemałe.

Pojechała tylko na wakacje, ale po trzech letnich miesiącach nie wróciła. Kiedy zaniepokojonej matce udało się do niej dodzwonić, uspokajała, że wszystko jest w porządku, zarabia znakomicie i tylko dlatego nie chce przyjechać do domu. Tażinar nie wiedziała, że obok jej córki stoi właścicielka sklepu Żansułu Istanbekowa i kontroluje to, co mówi dziewczyna.

Wkrótce za Zariną pojechała więc jej kuzynka Lejla. I wtedy kontakt z dziewczętami się urwał. Krewni próbowali wyjaśnić, co się z nimi dzieje, interweniowali w ambasadzie swego kraju w Moskwie, ale nic nie wskórali.

O tym, jaki był ich los w stolicy Rosji, dowiedzieli się dopiero wtedy, kiedy jednej z kazachskich dziewcząt udało się uciec ze sklepu i dotrzeć w rodzinne strony. – Jak prawdziwe niewolnice, za pracę nie dostajemy ani kopiejki. Budzą nas o szóstej rano, spać kładziemy się o drugiej, trzeciej w nocy. Śpimy na podłodze w sklepie. Karmią tylko gotowanym ciastem pociętym na wstążki. Gospodyni na jedzenie daje tylko minutę. Kto nie zdąży zjeść wszystkiego, to mu zabierają miskę – opowiadała dziewczyna.

Tażinar Aszirowa pojechała do Moskwy na ratunek. Poszła na komendę policji w Goljanowie, ale jej skargi przyjąć nie chcieli i kazali sobie pójść. Znalazła więc sklep, w którym więziono jej córkę. Podeszła do właścicielki akurat w chwili, kiedy zadzwonił do niej oficer policji, z którym Tażinar przed chwilą rozmawiała. Przestrzegał, że matka przyjechała po Zarinę i że trzeba z nią coś zrobić. I zrobili – na noc zamknęli kobietę w komórce, a nad ranem wygnali.

Wtedy Tażinar znalazła obrońców praw człowieka pomagających emigrantom. Wzięli sklep szturmem i w środku znaleźli dziesięć kobiet. Wszystkie miały na ciele siniaki, szramy po ranach, a niektóre powykręcane palce, które źle zrosły się po tym, jak kombinerkami miażdżono im kości. Były też małe dzieci. Lejla miała pięcioletniego synka. W niewoli była regularnie gwałcona i urodziła troje dzieci. Jedną córkę gospodyni odebrała jej po trzech miesiącach, a potem stwierdziła, że mała zmarła. Druga, od razu na porodówce zapisana jako dziecko właścicielki sklepu, też przepadła bez śladu.

Wyzwoliciele wywieźli niewolnice do zakonspirowanego mieszkania, by ukryć je przed policjantami. Kobiety skarżyły się, że gdy niektórym z nich udało się uciec i biegły na policję, funkcjonariusze od razu zwracali je „właścicielom”. To właśnie te uciekinierki mają teraz krzywo zrośnięte palce.

Policjanci z Goljanowa próbują teraz zwabić do siebie kobiety. Jeśli im się to uda, to – jak twierdzą obrońcy praw człowieka – ukarzą je za nielegalne przebywanie na terytorium Rosji i natychmiast deportują. Wtedy byłe niewolnice nie będą mogły złożyć zeznań i śledztwo, jeśli nawet zostanie wszczęte, do niczego nie doprowadzi.

Klienci sklepu zeznawać też nie będą. Jak mówią, widzieli, że od rana do nocy pracowały tam kobiety o niesłowiańskim wyglądzie, ale przybyszów z Azji nie rozróżniają i nie podejrzewali, że stale były to te same osoby.

Jak napisał niedawno moskiewski tygodnik „Argumenty i Fakty”, liczba przypadków porywania ludzi i zmuszania ich do niewolniczej pracy rośnie w Rosji bardzo szybko. Cytowany przez pismo Iwan Szuszkiewicz, szef moskiewskiego ośrodka informacyjnego Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, uważa, że na ten dochodowy biznes nastawiły się rosyjskie mafie. „Importują” do Rosji niewolników z krajów Azji Środkowej, a „eksportują” obywateli Rosji, przede wszystkim kobiety i dzieci, na zagraniczne rynki, gdzie handluje się żywym towarem.

26.11.2012

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Crème de la Kreml Soczi. Igrzyska Putina Gogol w czasach Google’a 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI