Książka tylko dla mężczyzn

Książka tylko dla mężczyzn

Autorzy: Ewa Kempisty-Jeznach

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Lifestyle

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 208

Cena książki papierowej: 32.00 zł

cena od: 19.97 zł

Prawdziwy mężczyzna to gatunek zagrożony wyginięciem. Tak książka to wołanie o ratunek dla panów.

Współcześni mężczyźni coraz mniej odpowiadają wizerunkowi kulturowemu, który każe im być ostoją kobiety, symbolem bezpieczeństwa i walki o przetrwanie. Panowie bywają dziś często słabi, zmęczeni, przepracowani, z obniżonymi potrzebami seksualnymi.
Coraz trudniej doszukać się w nich cech, które odróżniają samca od samicy. Świat zaczynają również zaludniać metroseksualni osobnicy, będący w zasadzie mężczyznami, jednak znacznie bardziej przypominający pozbawione płci istoty. 
Doktor Ewa Kempisty – Jeznach traktuje to zjawisko bardzo poważnie, dowodząc, że winę za ten stan rzeczy ponosi obniżanie się poziomu testosteronu, będące skutkiem niekorzystnego wpływu środowiska oraz fatalnego stylu życia większości współczesnych mężczyzn. 
Testosteron zanika, atakowany przez żeńskie hormony – estrogeny, zawarte nie tylko w naszym pożywieniu, ale i wodzie pitnej. Jego poziom obniża się wskutek długotrwałych stresów, do których znoszenia męski organizm nie jest przystosowany, siedzącego trybu życia, a wreszcie faktu, że problem najczęściej pozostaje nieodkryty, ponieważ mężczyźni wcale niechętnie zasięgają porady lekarskiej. 
Skutki są zgubne, nie tylko dla zdrowia samych mężczyzn, którzy – pozbawieni odpowiedniej ilości testosteronu – popadają w depresję, tyją, czy nabawiają się różnego rodzaju schorzeń. To również problem dla kobiet, dla których znalezienie prawdziwego mężczyzny staje się z roku na rok coraz większym wyzwaniem.
W swojej książce doktor Ewa Kempisty – Jeznach woła o ratunek dla zagrożonych wyginięciem mężczyzn, pokazując, co mogą zrobić sami, i w jaki sposób mogą im pomóc ich życiowe partnerki.  
 
Dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach - jest jedynym w Polsce lekarzem medycyny męskiej z międzynarodowym certyfikatem Lekarza od Zdrowia Mężczyzn (Männerärztin CMI). Ukończyła wrocławską Akademię Medyczną, gdzie przez 5 lat pracowała w Klinice Endokrynologicznej. Praktykowała w najlepszych klinikach endokrynologii w Katowicach i w Warszawie. Następnie, przez 32 lata prowadziła we Frankfurcie nad Menem własną, prywatną Klinikę Medycyny Męskiej. Jest założycielką Poradni Medycyny Zdrowia Mężczyzn w Polsce Swissmed Gdańsk oraz Polskiego Towarzystwa Promocji Medycyny Męskiej „Achilles”, a także współorganizatorką Międzynarodowego Kongresu Zdrowia Mężczyzn w Szwecji. Uczestniczyła w wielu międzynarodowych kongresach i konferencjach dotyczących medycyny męskiej. Jest członkinią Niemieckiego Towarzystwa Zdrowia Mężczyzn, Niemieckiego Towarzystwa Medycyny Ogólnej oraz Międzynarodowego Towarzystwa Zdrowia Mężczyzn.

Copyright © Ewa Kempisty-Jeznach, 2016

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz / PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadzący: Anna Derengowska

Redakcja: Jan Jaroszuk

Korekta: Mirosława Kostrzyńska, Maciej Korbasiński

ISBN 978-83-8097-455-5

Warszawa 2016

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Spis treści

O czym jest ta książka?

Krótko o sobie

Dedykuję wszystkim mężczyznom

O czym jest ta książka?

Wstyd przyznać, ale to wcale nie nauka i medycyna, lecz poezja i piosenka odkryły, że gatunek męski jest zagrożony. Gdzie ci mężczyźni,/na miarę czasów/Gdzie te chłopy?!.../Nie ma, nie ma, nie ma... – śpiewała w 1974 roku Danuta Rinn (tekst Jana Pietrzaka), przepowiadając wyginięcie mężczyzn. Niemcy potrzebowali jeszcze dekady, by zauważyć to zjawisko. Już od kilku lat byłam lekarzem we Frankfurcie nad Menem, gdy w 1984 roku znany i lubiany aktor i piosenkarz niemiecki Herbert Grönemeyer napisał utwór Männer (Mężczyźni), który po dziś dzień jest u naszych zachodnich sąsiadów popularnym szlagierem. Wann ist ein Mann ein Mann? (Kiedy mężczyzna jest mężczyzną?) – tak brzmiało jego pytanie. Z dzisiejszymi mężczyznami dzieje się coś złego, wie już o tym medycyna. Widzę to również ja. Uważam nawet, że jest tak źle, że trzeba bić na alarm.

Mężczyzna i kobieta różnią się oczywiście pod względem genetycznym. Mają 45 par jednakowych chromosomów i 46., odmienną dla kobiet i mężczyzn. Kobieta ma dwa chromosomy X, a mężczyzna tylko jeden X i chromosom Y. Jednak tak naprawdę mężczyznę od kobiety odróżniają przede wszystkim hormony. I oczywiście dobrze znane cechy płciowe, pierwszo-, drugo- i trzeciorzędowe.

U mężczyzny cechę pierwszorzędową bezspornie stanowią jądra. To właśnie one produkują, oprócz plemników, męski hormon testosteron. Do drugorzędowych zalicza się mosznę, nasieniowody i prącie. Najmniej ważne, choć najbardziej widoczne, są tak zwane cechy trzeciorzędowe: owłosienie, umięśnienie i specyficzna budowa ciała (na przykład wąskie biodra i szerokie ramiona), a także głos.

Współczesny mężczyzna bardzo się różni od swojego pierwowzoru – znacznie niżej rozwiniętego zwierzęcego praprzodka, który raczej nie przypominał George’a Clooneya czy Brada Pitta, ale z całą pewnością był bardziej męski. U dzisiejszego mężczyzny da się dostrzec coraz mniej cech, które pozwalają odróżnić samca od samicy. I wcale nie chodzi o to, że mężczyzna musi ryczeć grubym głosem i być zarośnięty jak małpa (na marginesie, zgodnie z nakazami mody mężczyźni golą dobrowolnie resztki owłosienia, często pozostawiając jedynie na głowie jakiś lok lub coś, co go może przypominać). Ale żeby być mężczyzną, trzeba znacznie więcej.

Już przed ćwierćwieczem modny i szeroko znany stał się styl metro. W 1994 roku pojawił się neologizm metroseksualizm, pochodzący od słów metropolia i heteroseksualizm, próbujący opisać rozpowszechniany przez kulturę masową styl życia młodych mężczyzn. Z metroseksualizmem kojarzone są takie cechy osobowości jak wrażliwość i delikatność, ciepło i zdolność do empatii. Ważne i pozytywnie postrzegane są także: skupienie na własnej cielesności, podążanie za modą, stosowanie szerokiej gamy kosmetyków, przywiązywanie wagi do własnej atrakcyjności – wszystko to dotychczas kojarzone było właściwie wyłącznie z kobiecością.

To wspaniale, że od prawdziwego mężczyzny nie czuć już potu, konia i tytoniu, za to wokół niego roznosi się zapach dobrych kosmetyków. Ale gdzie właściwie przebiega granica między płciami? Chciałoby się powiedzieć za Arystotelesem: mężczyźni, zachowajcie umiar, pamiętajcie o złotym środku! Wszak w przyrodzie samca zazwyczaj poznaje się po innych zachowaniach niż jego partnerki. Także i dzisiejszego nowoczesnego mężczyznę powinno coś wyróżniać. Kobieta oczekuje od niego męskości. On sam też rozpaczliwie szuka, lecz najwyraźniej gubi się wśród tego, co modne. Mimo że na pierwszy rzut oka nie da się zauważyć, ale łatwo da się zmierzyć, ile samca jest w naszym samcu! O tym decyduje poziom męskiego hormonu – testosteronu.

Niestety, pod tym względem nie wygląda to najlepiej! Można by powiedzieć, że to prawie tragedia! Poziom testosteronu u mężczyzn wyraźnie się obniża, a z niewielką tylko przesadą można by nawet stwierdzić, że hormon w ogóle zanika. Czy wraz z nim zanika również gatunek zwany mężczyzną? Postaram się przybliżyć ten problem, podchodząc do niego całościowo, można by rzec – holistycznie.

W książce zamierzam przedstawić swoje obserwacje na temat wpływu hormonu na cały organizm mężczyzny. Chciałabym, żeby po jej przeczytaniu dla każdego stało się jasne, że nakazem chwili jest ratowanie tego wspaniałego, ale – niestety – ginącego gatunku. Powstało już wiele książek o konieczności ratowania wielorybów, rzadkich gatunków ptaków czy tygrysów, bo coraz rzadziej spotyka się je w przyrodzie. Jako lekarz od lat obserwuję nie mniej poważny problem: zagrożenie gatunku zwanego mężczyzną! Wprawdzie gatunek ten nie jest jeszcze na wymarciu, ale czy na pewno chcemy tego doczekać?!

Medycyna i kultura uznają testosteron za synonim męskości, i mam nadzieję, że tak pozostanie. To dzięki niemu Herkules szczycił się muskulaturą, a Casanova zniewalał damy na różnych dworach Europy. Testosteron stał się symbolem silnego, dominującego, suwerennego, cieszącego się sukcesami i zwycięstwami mężczyzny, mimo że wytwarzają go również nadnercza i częściowo jajniki kobiet. Ale cóż to za produkcja, aż dziesięciokrotnie niższa niż u mężczyzn!

To testosteron wpływa na wygląd mężczyzny. Czyni go już z daleka atrakcyjnym dla kobiet. To testosteron kształtuje sylwetkę o szerokich ramionach, wąskich biodrach i twardych pośladkach. Ma wpływ na męskie rysy twarzy i twardy zarost. A do tego na ten piękny, niski męski głos. I to wszystko ma zaginąć? Zamienić się w postać o okrągłym brzuchu, powiększonych, otłuszczonych piersiach, szerokich, obwisłych pośladkach, piskliwym głosie i delikatnej twarzy?

To testosteron kształtuje męskie zachowanie, pewność siebie, stanowczość, rzetelność i opiekuńczość. Nie wolno zapominać też o czymś, co jest najbardziej męskie ze wszystkich męskich zachowań: skierowanym ku kobiecie pożądaniu, a także zdolności zaspokojenia jej romantycznych i erotycznych potrzeb. Testosteron w męskim organizmie sprawia, że seks daje radość i zadowolenie obu płciom. Libido zmusza do zdobywania i posiadania kobiety również po to, by zapewnić jej potomstwo i zachować gatunek ludzki, czyli spełnić się w roli prawdziwego samca.

Czy to znaczy, że zamierzam wygłosić pean na cześć silnego samca? Tak, właśnie takie zadanie sobie wyznaczam. Mężczyzna ma pozostać mężczyzną. Powinniśmy wrócić do starych wzorów literackich i filmowych: Andrzeja Kmicica, Rica z Casablanki (ach, ten niezapomniany Humphrey Bogart!), trzech muszkieterów i wszystkich innych, którzy nam się podobali. Trudno zrozumieć, dlaczego nie trzymamy się tych wzorów, choć wiemy, że pszenica zmodyfikowana genetycznie to nie to samo, co prawdziwa. Nie zapominajmy też, że nie wszystkie skutki zachodzących zmian potrafimy dzisiaj dostrzec i je właściwie ocenić. Wiem, że świat się zmienił i zmieniła się również rola kobiety, a także zadania mężczyzny. To oczywiste, że mężczyzna musi nadążać za zmianami, ale nadal powinien pozostać pewnym siebie opiekunem i podporą kobiety, wspierającym ją w warunkach nowych wyzwań, które stawia przed nią zmieniający się nowoczesny świat. Niestety, jego rola często przez obie płcie jest źle rozumiana. Odnoszę wrażenie, że na naszych oczach powstaje nowy gatunek, który najlepiej określają następujące przymiotniki: dobry, ciepły – wręcz miękki, wyrozumiały, zgodny, a przez to przydatny w gospodarstwie domowym. Może i jest w tym coś pozytywnego, ale często nie jest to już mężczyzna. Mimo że wciąż ma on drugorzędowe cechy męskie, to sprawia wrażenie, jakby pozbawiono go pierwszorzędowych.

Różne badania socjologiczne wykazują, że współczesna wyemancypowana kobieta – przynajmniej w głębi serca – nadal ceni właśnie takiego prawdziwego mężczyznę. Mam na myśli, oczywiś­cie, partnera, a nie macho, szefa czy despotę. Mężczyzna nie może się stać jej przyjaciółką od serca. Kobiety sukcesu marzą o męskich, niekoniecznie urodziwych, artystach czy sportowcach. Ich siła, desperacja, odwaga i wynikająca z pewności siebie opiekuńczość, a także rozwinięte mięśnie, kościste rysy twarzy, sportowe sylwetki i pewne ruchy stają się wielką reklamą testosteronu. Kobiety pociągają właśnie te różnice w charakterze, wyglądzie i zachowaniu obu płci. Czy może zrobić wrażenie uroda Micka Jaggera, czy raczej jego ponadczasowa muzyka? Czy kobiety bardziej potrafi uwodzić jego męskość, animalizm, czy też jego talent?

Tymczasem obecny świat zmusza mężczyzn do przesiadywania godzinami przed komputerem, za biurkiem, za kierownicą, z telefonem w ręku. Zamiast kształtować swoją muskulaturę, biegając na polowania za zwierzyną, siedzą na biurowych stołkach, pozwalając na wiotczenie pośladków. Pracę fizyczną wykonywaną własnymi mięśniami zastąpili obsługiwaniem maszyn, dźwigów, koparek, komputerów i innych skomplikowanych urządzeń. Tracą sylwetki przypominające Dawida Michała Anioła i stają się bocianami o dużych brzuchach, cienkich nogach i opuszczonych skrzydłach.

Mężczyźni, którym w codziennym działaniu towarzyszy stres powodowany przez e-maile, SMS-y, dzwoniące komórki i naglące terminy, prowadzą niebezpieczny tryb życia. Nie są stworzeni do tego, by dzielić uwagę między różne czynności. Mężczyzna lubi wykonywać swoje działania systematycznie i w sposób uporządkowany. Rozpraszanie uwagi przez dźwięk któregoś z gadżetów powoduje, że męskie nadnercza wzmagają produkcję hormonów stresu – kortyzolu, adrenaliny, noradrenaliny. To one są największymi zabójcami testosteronu, powodują obniżenie jego poziomu. Zdenerwowani i przepracowani mężczyźni z każdym dniem tracą swój najważniejszy hormon. Codziennie i nieustannie, ale w coraz szybszym tempie.

Biologicznie kobiety są lepiej przygotowane do obchodzenia się ze stresem. To prawda, że w dwudziestym pierwszym wieku wraz ze wzrostem kompetencji zajmują coraz wyższe pozycje w życiu zawodowym i poddawane są takim samym negatywnym bodźcom jak mężczyźni. Niemniej jednak chronią je żeńskie hormony – estrogeny. Poza tym płacz, do którego są bardziej skłonne, stanowi swoisty zawór bezpieczeństwa, przez który można upuścić nadmiar ciśnienia. Podwójny chromosom X w razie defektu jednego z nich pozwala kobiecie dysponować drugim, niejako zastępczym mechanizmem. Mężczyzna zaś ma po jednym chromosomie Y i X. W razie defektu chromosomu Y nie ma możliwości jego zastąpienia.

Podstawę życia mężczyzny stanowi testosteron, kobiety – estrogeny. Są to skrajnie różne hormony i tak też działają.

Z testosteronu i androstendionu za pomocą enzymu zwanego aromatazą organizm kobiety wytwarza estrogeny. Czynią ją one emocjonalną, pełną uczuć i wrażliwą. To hormonalne zróżnicowanie płci ma swoje odbicie w anatomii, fizjologii i patologii zarówno mężczyzny, jak i kobiety. W nowoczesnej medycynie wpływa także na różnice w diagnostyce i w sposobach leczenia. Innych dla kobiet i innych dla mężczyzn. Współczesne choroby, na które zapadają mężczyźni, są bezpośrednio związane z trybem życia. Odżywianie, aktywność fizyczna, ale i umiejętne obchodzenie się ze stresem to trzy czynniki decydujące o zdrowiu człowieka. Genetyka odgrywa coraz mniejszą rolę. Jeszcze trzydzieści lat temu lekarze uważali, że na naszą skłonność do chorób w trzech czwartych wpływa genetyka, a w jednej czwartej sposób życia. Później pogląd diametralnie się zmienił. Nowe badania wykazują, że styl życia decyduje o tym aż w 75 procentach, a genetyka w pozostałych 25. Tak więc umiejętność zdrowego życia stanowi klucz do samopoczucia i długowieczności.

Mężczyźni coraz bardziej dbają o siebie, zarówno o swoje zdrowie, jak i wygląd. Wiedzą, że sukces zależy od wyglądu, a ten odzwierciedla stan ciała. Ostatnio spotkałam w restauracji swojego pięćdziesięcioletniego pacjenta, który tryska zdrowiem i prowadzi męski styl życia – ma trzydniowy zarost i jeździ na harleyu. Sama nie mogłam uwierzyć, że stał przed nim talerz pełen sałaty i surówek oraz woda mineralna. Czy to możliwe? Tak, dowód na to stanowi zmniejszająca się różnica długości życia w stosunku do kobiet. Profesor Bogdan Wojtyniak z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie informuje, że przeciętna długość życia mężczyzn w Polsce wydłuża się szybciej niż w tak zwanej starej unijnej piętnastce. Polacy mają jednak jeszcze wiele do nadrobienia w porównaniu z Europejczykami z Zachodu. Z najnowszych danych wynika, że w latach 2001–2013 długość życia mężczyzn w naszym kraju wzrosła o 7 lat, z 66 do 73. „To dużo, ale trzeba pamiętać, że mężczyźni w naszym kraju nadal żyją o 6,1 roku krócej niż w Europie Zachodniej” – podkreśla profesor Wojtyniak. Zdaniem specjalisty pocieszające jest to, że od 2008 roku przeciętna długość życia Polaków wzrasta w szybszym tempie. „Jeśli się ono utrzyma – stwierdza – za 15 lat mężczyźni w Polsce mają szansę żyć tak samo długo jak ci w Europie Zachodniej”.

Jakie to ma znaczenie, że mężczyzna żyje dłużej, skoro przestaje być mężczyzną? W swoim gabinecie widzę codziennie przystojnych młodych przedstawicieli męskiego gatunku z testosteronem poniżej normy. Są to wspaniali ludzie czynu, pełni ambicji i chęci osiąg­nięcia sukcesu. Zakładają rodziny, mają piękne kobiety i urocze dzieci. I co z tego, gdy nagle tracą chęć do życia, do miłości, do pracy. Stają się smutni, nieszczęśliwi i rozdrażnieni. A wszystko z powodu niskiego poziomu testosteronu. Biję więc na alarm. Ratujmy mężczyzn, walczmy o zachowanie tego wspaniałego gatunku. Spróbujmy zachować odrębność płci. Świat staje się sfeminizowany. Już napisałam, że mężczyzna jest gatunkiem na wymarciu, tak jak tygrys syberyjski czy indyjski słoń. Może to zbyt drastyczny pogląd, ale przecież o wiele większą stratą byłoby wyginięcie mężczyzn niż tygrysów czy słoni.

Obniżenie poziomu testosteronu u mężczyzn przy jednoczes­nym wzroście estrogenów ma swoje złożone przyczyny. Na pewno najgroźniejszym wrogiem testosteronu jest wspomniany już stres.

Kobiety uwielbiają męski dowcip. Śmiech wywołany przez testosteron pobudza bowiem wytwarzanie estrogenów. W ankiecie przeprowadzonej przez jeden z niemieckich magazynów ilustrowanych młode kobiety na pierwszym miejscu wśród kryteriów wyboru mężczyzny stawiają humor. Dowcipni mają większe powodzenie aniżeli poważne ponuraki. To testosteron czyni mężczyzn pewnymi siebie, a poprzez to dowcipnymi i frywolnymi.

Mój dobry znajomy, redaktor i moderator nienależący do najurodziwszych mężczyzn tego świata, w swoim pięćdziesięcioletnim życiu zdążył mieć aż pięć żon. Były to kobiety znane i zamożne – śpiewaczka operowa, znana baletnica, dyrygentka, redaktorka magazynu ilustrowanego i znana aktorka. A więc pięciu paniom nie chodziło ani o sławę, ani o pieniądze, ponieważ same były sławne i bogate. W małżeństwie chodziło o zauroczenie i uczucie, ale przede wszystkim o radość płynącą z przebywania z człowiekiem zawsze uśmiechniętym i dowcipnym. Redaktor był bowiem duszą towarzystwa. Na spotkaniach wokół niego gromadziły się panie, a on sypał dowcipami, fraszkami i anegdotami jak z rękawa. Poza tym miał niezwykły talent stwarzania humoru sytuacyjnego. Profesor Sam Shuster ze szpitala uniwersyteckiego w Norwich w angielskim hrabstwie Norfolk ogłosił ciekawą hipotezę, że humor i dowcip mężczyzny zależą od poziomu testosteronu. Ten pełen fantazji emerytowany specjalista od dermatologii przeprowadził ciekawy eksperyment, o którym wiadomości rozeszły się lotem błyskawicy po całym świecie. Przejechał przez swoje miasto na rowerze na jednym kole. Jego współpracownicy badali reakcje przeszło czterystu osób spotkanych przypadkowo na ulicy. I tak reakcje młodych mężczyzn były zupełnie inne niż reakcje starszych. Młodzi wypowiadali się w sposób agresywny, często drwiący, na przykład: „stary, opuść koło”. Starsi zaś oceniali akrobacje spokojniej, wręcz je podziwiali. Niektórzy pytali, czy od ucisku nie bolą go jajka. Kobiety natomiast okazywały jedynie mniejsze lub większe zdziwienie, a nawet podziw dla tej brawurowej jazdy. Profesor opublikował wnioski, z których wynikało, że testosteron jest hormonem żartów, ironii i ciętego dowcipu. Dlatego – zdaniem Shustera – młodych mężczyzn mających wysoki poziom męskiego hormonu charakteryzuje bardziej agresywny dowcip niż starszych panów, o niższym poziomie hormonu. Reakcje kobiet pozwoliły profesorowi Shusterowi postawić śmiałą tezę, że „dowcip jest rodzaju męskiego” i bezpośrednio wiąże się z poziomem testosteronu we krwi. Doktor Nick Neave, psycholog z Uniwersytetu Northumbrii, tłumaczył agresywne docinki i żarty młodych przedstawicieli męskiego gatunku tym, że podświadomie chcieli oni odwrócić uwagę kobiet od jadącego na jednym kole mężczyzny i skierować ją na siebie. Pozwala to stwierdzić, że dowcip męski jest jeszcze jedną kierowaną przez testosteron formą walki mężczyzny o kobietę. Dlatego jeśli chcemy, aby nasz świat był wesoły, musimy zadbać o zachowanie gatunku męskiego i wytwarzanego przezeń testosteronu. Według badań statystycznych przeprowadzonych w krajach Europy Zachodniej tylko 5 procent kobiet ma zdolności komiczne. W języku polskim nie ma nawet żeńskiej formy od słowa „komik”, najpewniej z powodu braku odpowiednich uzdolnień u Polek. Tak więc dowcip polski jest również rodzaju męskiego.

Pisząc tę książkę, chciałam zwrócić uwagę na problem zanikania gatunku męskiego teraz, kiedy mamy jeszcze szansę wygrać z epigenetyką i z czynnikami niszczącymi mężczyznę. Wołając na alarm, postaram się w kolejnych rozdziałach podać sposoby walki z przyczynami zanikania tego gatunku. Za pomocą odpowiedniego stylu życia można zatrzymać wymieranie męskiego gatunku. Sport, odżywianie, ale także umiejętne reagowanie na stres, zachowanie wobec siebie obu płci uwzględniające szeroko rozumiany kompromis, a wreszcie zatrzymanie obniżania się, a następnie odbudowa poziomu testosteronu w męskim organizmie to sposoby przeciwdziałania feminizacji świata, sprzyjające zachowaniu gatunku męskiego na ziemi.

Krótko o sobie

Niedawno wróciłam do kraju po ponad trzydziestu latach życia i pracy za granicą. Od 1982 roku prowadziłam we Frankfurcie nad Menem własną wielospecjalistyczną praktykę lekarską. Obecnie mieszkam w Gdańsku, a pracuję głównie w Warszawie.

Spośród wielu różnorodnych pytań, które zadają mi ci, którzy dowiadują się, że większą część życia spędziłam za granicą, najczęściej powtarzają się: Dlaczego pani wróciła? oraz Jak to się stało, że jest pani lekarzem w męskiej specjalności?

Pytanie, dlaczego wróciłam, brzmi nieco dziwnie. Jestem Polką, to naprawdę wspaniałe uczucie, kiedy się wraca do domu! Polska jest piękna! Nie oznacza to wcale, że w Niemczech czułam się źle, wręcz przeciwnie, byłam tam dobrze znana, ceniona, a nawet rozpoznawalna. Sama się temu dziwiłam, ale to wielkie, prawie milionowe miasto stało się z czasem moim małym miasteczkiem. Bardzo często w sklepie, w restauracji lub na lotnisku spotykałam kogoś z wielotysięcznej rzeszy moich pacjentów. Jednak wszędzie dobrze, ale w domu zawsze najlepiej. Dorosłe dzieci są wykształcone i świetnie sobie radzą. Mam teraz czas dla siebie, męża i swojej pasji zawodowej. Jako lekarka w Niemczech osiągnęłam wiele, czułam się spełniona, ale z czasem praca stała się pewną rutyną. W Polsce widzę znacznie więcej szans na oddanie się swojej pasji, jaką jest medycyna męska, ponieważ dyscyplina ta jest u nas w kraju jeszcze mało znana.

Mężczyzna w Polsce, niestety, żyje przeciętnie o sześć lat krócej niż w krajach zachodnich o porównywalnych w zasadzie warunkach życia, pracy i odżywiania się. Wiem, że tak wcale nie musi być! Właśnie dlatego oprócz aktywnej pracy zawodowej zależy mi na propagowaniu idei holistycznego podejścia do medycyny, która stawia sobie za cel leczenie i przede wszystkim profilaktykę. Dlatego dwa lata temu powołałam do życia Polskie Towarzystwo Promocji Medycyny Męskiej ACHILLES.

Praca i kariera za granicą nigdy i dla nikogo nie są łatwe. Dotyczy to każdego zawodu, ale jeśli kobieta chce stać się specjalistką w dziedzinie dotyczącej mężczyzn, wszystko wydaje się jeszcze bardziej skomplikowane. Na początku Certificate of Men Health CMI, który uzyskałam w 2005 roku, był także w Niemczech (podobnie jak w całej zachodniej Europie) jeszcze bardzo mało znany. Podczas szkoleń byłam zazwyczaj jedyną kobietą wśród wielu mężczyzn. Nie obywało się, oczywiście, bez uszczypliwości i prób dominacji w naturalnej dla mężczyzn specjalności. Ale przecież już nieraz musiałam się z tym mierzyć. Większość kolegów w sali wykładowej była urologami, doskonałymi specjalistami, ale tylko w tej jednej dziedzinie. Z ogromnym zainteresowaniem przysłuchiwałam się zawsze ich dyskusjom i bardzo wiele się od nich nauczyłam. Podczas zajęć okazywało się jednak bardzo szybko, że oni jeszcze więcej mogli nauczyć się ode mnie.

Medycyna męska nie odnosi się bowiem jedynie do tego jednego, co odróżnia mężczyznę od kobiety. Tu zaowocowało moje już wówczas dwudziestopięcioletnie doświadczenie z tysiącami pacjentów, których przyjmowałam jako internistka i lekarka ogólna. Ponadto w Klinice Endokrynologii wrocławskiej Akademii Medycznej specjalizowałam się w hormonach. I tak oto okazało się, że kobieta może czasami wiedzieć więcej o problemach mężczyzn niż sami mężczyźni, jeśli tylko dobrze zna swój zawód. Cała siła męskiej medycyny polega właśnie na umiejętności łączenia wielu faktów związanych ze wszystkimi dyscyplinami medycyny: interną, kardiologią, urologią, seksuologią, ale także ortopedią, dermatologią, reumatologią czy gastroenterologią, włącznie z kierunkami związanymi z psychiką ludzką, na czym opiera się diagnostyka chorób psychosomatycznych.

Każdy lekarz ma obowiązek ciągłego uzupełniania wiedzy o najnowsze osiągnięcia w najróżniejszych kierunkach medycznych. Nigdy nie odczuwałam tego jako obowiązku. To była moja pasja. Głód wiedzy cechował mnie zawsze i nie opuści mnie chyba nigdy. Prawdopodobnie odziedziczyłam go po tacie, tak jak i oryginalne nazwisko Kempisty. Tata był dla mnie wzorem mądrości i poświęcenia medycynie. Był doskonałym internistą, pracował jako profesor geriatrii we wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego, gdyż wtedy jeszcze, o dziwo, nie było takiego kierunku na Akademii Medycznej. Poza tym był założycielem Uniwersytetu Trzeciego Wieku we Wrocławiu. Kiedyś policzyłam, że na przeróżnych wykładach i kursach dokształcających, które uaktualniały moją wiedzę naukową, spędziłam przynajmniej pięćset dni. Oznaczałoby to właściwie dodatkowe prawie trzy lata studiów, jeśli przyjąć, że studenci spędzają rocznie w salach wykładowych około stu sześćdziesięciu dni. Nie liczę wieczorów poświęconych przyswajaniu wiadomości w warunkach domowych.

Podczas wielu wykładów i szkoleń miałam szczęście poznać dziesiątki wybitnych ludzi i mądrych nauczycieli z całego świata. Największy wpływ na mnie miało jednak dwóch fascynujących starszych profesorów, którym chciałabym podziękować. To oni przyczynili się w znacznym stopniu do tego, że zajęłam się właś­nie medycyną męską.

Byli to niemiecki profesor Michael Oettel, szef medyczny firmy Jenapharm, specjalizujący się w hormonach, oraz profesor Nils-Otto Sjöberg ze szwedzkiego uniwersytetu w Lundzie. Podczas wielu godzin dyskusji zaszczepili mi najwyraźniej emanującą od nich samych fascynację tym kierunkiem medycyny. To dzięki profesorowi Oettlowi brałam udział w Pierwszym Światowym Kongresie Medycyny Męskiej w Wiedniu w listopadzie 2001 roku. Podczas gali miałam przyjemność poznać ludzi o powszechnie znanych nazwiskach, którzy zaangażowali się w popieranie nowej idei medycyny męskiej – Michaiła Gorbaczowa, Paula McCartneya, nieżyjącego już Luciana Pavarottiego, Niki Laudę czy szefa amerykańskiej sieci telewizyjnej CNN Teda Turnera.

Ta książka jest o mężczyznach, ale – wbrew tytułowi – nie tylko dla mężczyzn. Zawarłam w niej swoje własne obserwacje, ale nie brakuje również najnowszych badań naukowych z całego świata, które stanowią podstawę moich działań lekarskich. Na tych badaniach opieram nowoczesną diagnostykę i terapię. Medycyna męska codziennie robi krok naprzód i trzeba korzystać z tej wiedzy, aby życie było bardziej męskie.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI

O czym jest ta książka?

Krótko o sobie

Testosteron

Po czym poznać zanikanie testosteronu?

Libido

Potencja

Depresja

Sport

Serce, zdrowa pompka

Tylko nie tyj!

Choroby psychosomatyczne

Alkoholizm

Zakończenie

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Książka tylko dla mężczyzn 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sekretne życie Chanel No. 5