Wesele

Wesele

Autorzy: Stanisław Wyspiański

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Lektury szkolne

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 4.48 zł

Czy może zdarzyć się przyjemniejsza okoliczność towarzyska niż wesele? Samą swoją nazwą zwiastuje przecież wyłącznie radosne doznania. Komu myślenie miłe, i na tym „Weselu” się nie zawiedzie.

Na szczęście punktem wyjścia tej historii jest miłość. Temu raczej nie da się zaprzeczyć. W końcu jej bohaterowie, Pan Młody i Panna Młoda, kiedyś tam, odpowiednio wcześniej, poznali się i pokochali. Na tyle mocno, że zdecydowali się na ślub, a od tego to już wiadomo, do wesela prosta droga.
Wesele, o którym pisał Wyspiański, wcale takie zwyczajne nie było, bo inteligent krakowski, poeta uznany, pojął za żonę dziewczynę wiejską, niewykształconą zupełnie. I towarzystwo weselne musiało być więc nietypowe, bo dwóm środowiskom kompletnie różnym bawić się razem przyszło.
Okazało się to kluczem do sukcesu. Dramat Wyspiańskiego pokazał, jak wiele wspólnego miały polska inteligencja i polskie chłopstwo. Rozumienie zarówno problemów narodowych, jak i sztuki różniło się jedynie formą jego wyrażania. Obie warstwy społeczne zaskakująco podobnie żywiły wyobraźnię mitami i symbolami, które pozwalały na realne przysypianie w codziennym błogim kokonie niemyślenia i niedziałania. Na te wątki zwracają uwagę w omówieniu utworu Anna Willman i Krzysztof Płatek. Przybliżają również tło epoki, specyfikę młodopolskiego Krakowa i artystycznej bohemy. Nie pomijają – rzecz jasna – krótkiej charakterystyki głównych postaci „Wesela” oraz opisu najważniejszych symboli i zdarzeń dramatu. W efekcie tworzą dość krótki, lecz bardzo treściwy materiał, który będzie nieocenioną pomocą na lekcji języka polskiego.<
LEKTURY SZKOLNE Z OMÓWIENIEM

Stanisław Wyspiański

Wesele

Dramat w trzech aktach

WARSZAWA 2012

Spis treści

Osoby oraz osoby dramatu

Dekoracja

Akt pierwszy

Scena 1

Scena 2

Scena 3

Scena 4

Scena 5

Scena 6

Scena 7

Scena 8

Scena 9

Scena 10

Scena 11

Scena 12

Scena 13

Scena 14

Scena 15

Scena 16

Scena 17

Scena 18

Scena 19

Scena 20

Scena 21

Scena 22

Scena 23

Scena 24

Scena 25

Scena 26

Scena 27

Scena 28

Scena 29

Scena 30

Scena 31

Scena 32

Scena 33

Scena 34

Scena 35

Scena 36

Scena 37

Scena 38

Akt drugi

Scena 1

Scena 2

Scena 3

Scena 4

Scena 5

Scena 6

Scena 7

Scena 8

Scena 9

Scena 10

Scena 11

Scena 12

Scena 13

Scena 14

Scena 15

Scena 16

Scena 17

Scena 18

Scena 19

Scena 20

Scena 21

Scena 22

Scena 23

Scena 24

Scena 25

Scena 26

Scena 27

Scena 28

Scena 29

Scena 30

Akt trzeci

Scena 1

Scena 2

Scena 3

Scena 4

Scena 5

Scena 6

Scena 7

Scena 8

Scena 9

Scena 10

Scena 11

Scena 12

Scena 13

Scena 14

Scena 15

Scena 16

Scena 17

Scena 18

Scena 19

Scena 20

Scena 21

Scena 22

Scena 23

Scena 24

Scena 25

Scena 26

Scena 27

Scena 28

Scena 29

Scena 30

Scena 31

Scena 32

Scena 33

Scena 34

Scena 35

Scena 36

Scena 37

O dramacie

Młodopolski Kraków

Premiera stulecia

Wielka Reforma w teatrze

Nowatorstwo Wesela

Jak (i co) gadali na weselu

Co się w duszy komu gra, czyli Osoby Dramatu

Realizm i fantastyka

Dramat o niemocy

Wyspiański, Beckett, Różewicz

Metryczka książki

OSOBY ORAZ OSOBY DRAMATU

Osoby:

GOSPODARZ

GOSPODYNI

PAN MŁODY

PANNA MŁODA

MARYSIA

WOJTEK

OJCIEC

DZIAD

JASIEK

KASPER

POETA

DZIENNIKARZ

NOS

KSIĄDZ

MARYNA

ZOSIA

RADCZYNI

HANECZKA

CZEPIEC

CZEPCOWA

KLIMINA

KASIA

STASZEK

KUBA

ŻYD

RACHEL

MUZYKANT

ISIA

Osoby dramatu:

CHOCHOŁ

WIDMO

STAŃCZYK

HETMAN

RYCERZ CZARNY

UPIÓR

WERNYHORA

DEKORACJA

Noc listopadowa; w chacie, w świetlicy. Izba wybielona siwo, prawie błękitna, jednym szarawym tonem półbłękitu obejmująca i sprzęty, i ludzi, którzy się przez nią przesuną.

Przez drzwi otwarte z boku, ku sieni, słychać huczne weselisko, buczące basy, piskanie skrzypiec, niesforny klarnet, hukania chłopów i bab i przygłuszający wszystką nutę jeden melodyjny szum i rumot tupotających tancerzy, co się tam kręcą w zbitej masie w takt jakiejś ginącej we wrzawie piosenki...

I cała uwaga osób, które przez tę izbę – scenę przejdą, zwrócona jest tam, ciągle tam; zasłuchani, zapatrzeni ustawicznie w ten tan, na polską nutę... wirujący dookoła, w półświetle kuchennej lampy, taniec kolorów, krasych wstążek, pawich piór, kierezyj, barwnych kaftanów i kabatów, nasza dzisiejsza wiejska Polska.

A na ścianie głębnej: drzwi do alkierzyka, gdzie łóżko gospodarstwa i kołyska, i pośpione na łóżkach dzieci, a górą zszeregowani Święci obrazkowi. Na drugiej bocznej ścianie izby: okienko przysłonione białą muślinową firaneczką; nad oknem wieniec dożynkowy z kłosów; – za oknem ciemno mrok – za oknem sad, a na deszczu i słocie krzew otulony w słomę, w zimową ochronę okryty.

Na środku izby stół okrągły, pod białym, sutym obrusem, gdzie przy jarzących brązowych świecznikach żydowskich suta zastawa, talerze poniechane tak, jak dopiero co od nich cała weselna drużba wstała, w nieładzie, gdzie nikt o sprzątaniu nie myśli. Około stołu proste drewniane stołki kuchenne z białego drzewa; przy tym na izbie biurko, zarzucone mnóstwem papierów; ponad biurkiem fotografia Matejkowskiego „Wernyhory” i litograficzne odbicie Matejkowskich „Racławic”. Przy ścianie w głębi sofa wyszarzana; ponad nią złożone w krzyż szable, flinty, pasy podróżne, torba skórzana. W innym kącie piec bielony, do maści z izbą; obok pieca stolik empire, zdobny świecącymi resztami brązów, na którym zegar stary, alabastrowymi kolumienkami dźwigający złocony krąg godzin; nad zegarem portret pięknej damy w stroju z lat 1840 w lekkim muślinowym zawoju przy twarzy młodej w lokach i na ciemnej sukni.

U boku drzwi weselnych skrzynia ogromna wyprawna wiejska, malowana w kwiatki pstre i pstre desenie; wytarta już i wyblakła. Pod oknem stary grat, fotel z wysokim oparciem.

Nad drzwiami weselnymi ogromny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej z jej sukienką srebrną i złotym otokiem promieni na tle głębokiego szafiru; a nad drzwiami alkierza takiż ogromny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, w utkanej wzorzystej szacie, w koralach i koronie polskiej Królowej, z Dzieciątkiem, które rączkę ku błogosławieniu wzniosło.

Strop drewniany w długie belki proste z wypisanym na nich Słowem Bożym i rokiem pobudowania.

RZECZ DZIEJE SIĘ W ROKU TYSIĄC DZIEWIĘĆSETNYM

AKT PIERWSZY

Scena 1

CZEPIEC, DZIENNIKARZ

CZEPIEC

Cóz tam, panie, w polityce?

Chińcyki trzymają się mocno!?

DZIENNIKARZ

A, mój miły gospodarzu,

mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.

CZEPIEC

Pan polityk!

DZIENNIKARZ

Otóż właśnie polityków

mam dość, po uszy, dzień cały.

CZEPIEC

Kiedy to ciekawe sprawy.

DZIENNIKARZ

A to czytaj, kto ciekawy;

wiecie choć, gdzie Chiny leżą?

CZEPIEC

No, daleko, kajsi gdzieś daleko;

a panowie to nijak nie wiedzą,

że chłop chłopskim rozumem trafi,

choćby było i daleko.

A i my tu cytomy gazety

i syćko wiemy.

DZIENNIKARZ

A po co – ?

CZEPIEC

Sami się do światu garniemy.

DZIENNIKARZ

Ja myślę, że na waszej parafii

świat dla was aż dosyć szeroki.

CZEPIEC

A tu ano i u nas bywają,

co byli aże dwa roki

w Japonii; jak była wojna.

DZIENNIKARZ

Ale tu wieś spokojna. –

Niech na całym świecie wojna,

byle polska wieś zaciszna,

byle polska wieś spokojna.

CZEPIEC

Pon się boją we wsi ruchu.

Pon nos obśmiwajom w duchu. –

A jak my, to my się rwiemy

ino do jakiej bijacki.

Z takich, jak my, był Głowacki.

A, jak myślę, ze panowie

duza by juz mogli mieć,

ino oni nie chcom chcieć!

Scena 2

DZIENNIKARZ, ZOSIA

DZIENNIKARZ

Pani to taki kozaczek;

jak zesiądzie z konika, jest smutny.

ZOSIA

A pan zawsze bałamutny.

DZIENNIKARZ

To nie komplement, to czuję i tego bynajmniej nie tłumię.

ZOSIA

Dobrze, że przynajmniej pan umie

zmiarkować, kiedy uczucie,

a kiedy salonowa zabawka –

ale w tym razie...

DZIENNIKARZ

To sprawka

pani wdzięku, pani jest bardzo miła,

pani tak główkę schyliła...

ZOSIA

Prawda? Tak jakbym się dziwiła,

że mnie tyle honoru spotyka;

pan redaktor dużego dziennika

przypatruje się i oczy przymyka

na mnie, jako na obrazek.

DZIENNIKARZ

A obrazek malowny, bez skazek,

farby świeże, naturalne,

rysunek ogromnie prawdziwy,

wszystko aż do ram idealne.

ZOSIA

Widzę, znawca osobliwy.

DZIENNIKARZ

I czemuż pani się gniewa?

ZOSIA

Że pan jak Lohengrin śpiewa

nade mną jak nad łabędziem,

że my dla siebie nie będziem,

i po cóż tyle śpiewności?

DZIENNIKARZ

Oto tak, tak z rozlewności

towarzyskiej.

Scena 3

RADCZYNI, HANECZKA, ZOSIA

HANECZKA

Ach, cioteczko, ciotusieńko!

RADCZYNI

Co, serdeńko?

HANECZKA

Tamci tańczą, my stoimy;

chcemy tańczyć także i my.

RADCZYNI

Może który z panów zechce?

ZOSIA

Z nikim z panów tańczyć nie chcę.

RADCZYNI

Potańcujcie trochę same.

ZOSIA

My byśmy chciały z drużbami,

z tymi, co pawimi piórami

zamiatają pułap izby.

RADCZYNI

Poszłybyście tam do ciżby?

HANECZKA

To tak miło, miło w ścisku.

RADCZYNI

Oni się tam gniotą, tłoczą

i ni stąd, ni zowąd naraz

trzask, prask, biją się po pysku;

to nie dla was.

ZOSIA

My wrócimy zaraz.

RADCZYNI

Cóżeś ty dziś tak wesoła?

Odgarnij se włosy z czoła.

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła!

HANECZKA

Ciotusieńka zła okropnie,

zła okrutnie – a przelotnie –

zaraz buzię pocałuję.

RADCZYNI

Hanka zawsze swego dopnie.

Niech się panna wytańcuje.

Scena 4

RADCZYNI, KLIMINA

KLIMINA

Pochwalony, dobry wieczór państwu.

RADCZYNI

Pochwalony – gospodyni...

KLIMINA

Tu wsiosko od maleńkości, Klimina,

po wójcie wdowa.

RADCZYNI

Radczyni

jestem z Krakowa.

KLIMINA

Macie syna.

RADCZYNI

Tańcuje tam.

KLIMINA

Niech się bawi;

som ta dziwki, niech nie stoją.

RADCZYNI

Jakoś mu nie idzie sporo,

bo się ino pogapuje.

KLIMINA

Panowie dziwek się boją;

zaraz która co przyniesie,

ino roz sie przetańcuje.

RADCZYNI

Wyście sobie, a my sobie.

Każden sobie rzepkę skrobie.

KLIMINA

Myślałam, pomówię z matusią,

toby wnuczka kołysała – ?

RADCZYNI

A toście wy skora, kumosiu;

ledwo że wkoło spojrzała,

już by mi synów swatała – ?

KLIMINA

Hej, jo sie bawiła wprzódzi,

teroz bym lo inszych chciała.

Coraz więcej potrza ludzi.

Żeniłabym, wydawała!

Scena 5

ZOSIA, KASPER

ZOSIA

Drużba tańczy, proszę ze mną.

KASPER

Panienka obcesem wpada.

ZOSIA

A w kółeczko...

KASPER

Dookoła.

Panienka se ta wesoła.

Ano Kaśka będzie rada,

jak przestoi.

ZOSIA

Kaśka, jaka?

KASPER

Ano ta, co w kącie taka...

ZOSIA

Druhna?

KASPER

Juści, druhna pirso,

co mi ją na żone rają.

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła...

KASPER

Panienka się nie zgniwają,

że ją lepiej gabne w pasie,

ano Kaśka w sobie syrso.

ZOSIA

Pewno drużba kocha Kasię – ?

KASPER

Panienka se ta wesoła.

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła...

Scena 6

HANECZKA, JASIEK

HANECZKA

Jakby Jasiek chciał tańcować,

tobym z Jaśkiem tańcowała – ?

JASIEK

A mogę sie ofiarować,

by ino panienka chciała – ?

HANECZKA

Proszę, proszę, chwilkę w koło,

jak wesoło, to wesoło.

Jasiek dzisiaj pierwszy drużba.

JASIEK

Najmilso mi tako służba.

Scena 7

RADCZYNI, KLIMINA

RADCZYNI

Cóż ta, gosposiu, na roli?

Czyście sobie już posiali?

KLIMINA

Tym ta casem sie nie siwo.

RADCZYNI

A mieliście dobre żniwo – ?

KLIMINA

Dzięka Bogu, tak ta bywo.

RADCZYNI

Jak złe żniwo, to was boli,

żeście się napracowali – ?

KLIMINA

Zawszeć sie co przecie zgarnie.

RADCZYNI

Dobrze sobie wyglądacie.

KLIMINA

I pani ta tyz nie marnie.

RADCZYNI

Jeszcze się widzicie młoda.

KLIMINA

Jak po Marcinie jagoda.

RADCZYNI

Może jeszcze się wydacie – ?

KLIMINA

A cóz sie ta tak pytacie?!

Scena 8

KSIĄDZ, PANNA MŁODA, PAN MŁODY

PAN MŁODY

Ksiądz dobrodziej łaskaw bardzo.

Proszę nas nie zapominać.

KSIĄDZ

Są i tacy, co mną gardzą,

żem jest ze wsi, bom jest z chłopa.

Patrzą koso – zbędą prędko,

a tu mi na sercu lentko.

Sami swoi, polska szopa,

i ja z chłopa, i wy z chłopa.

PAN MŁODY

Ksiądz dobrodziej już niebawem

będzie nosić pelerynkę – ?

KSIĄDZ

Może i należy mi się;

lecz pewnego nic nie wi się.

Inni także robią ślinkę!

Może sprawię pelerynkę –

PAN MŁODY

Może z konsystorza przecie

popatrzą okiem łaskawem;

życzę bardzo.

PANNA MŁODA

Choć co dadzą;

ino te ciarachy tworde,

trza by stoć i walić w mordę.

PAN MŁODY

Moja duszko, tu sie mówi

o kościelnej dostojności,

którą mają przyznać Jegomości.

PANNA MŁODA

Jo myślała, że co inne.

KSIĄDZ

Naiwne to i niewinne.

Scena 9

PAN MŁODY, PANNA MŁODA

PANNA MŁODA

Cięgiem ino rad byś godać,

jakie to kochanie będzie.

PAN MŁODY

A ty wolisz całowanie –

będziesz kochać, a powiédzże – ?

PANNA MŁODA

Przeciem ci już wygodała.

Przecież ci mnie nikt nie wydrze.

PAN MŁODY

Serce do kochania radsze.

Toś już moja! Radość, szczęście!

Nie myślałem, że tak wiele.

PANNA MŁODA

Ano chciałeś, masz wesele.

PAN MŁODY

Ach, nie patrzę, jak całuję;

nie całuję, kiedy patrzę,

a lica masz coraz gładsze.

PANNA MŁODA

A krew sie tak zesumuje.

PAN MŁODY

Pocałujże, jeszcze, jeszcze,

niechże tobą się napieszczę:

usta, oczy, czoło, wieniec...

PANNA MŁODA

Takiś ta nienasyceniec.

PAN MŁODY

Nigdy syty, nigdy zadość;

taka to już dla mnie radość;

całowałbym cię bez końca.

PANNA MŁODA

A to męcąco robota;

nie dziwota, nie dziwota,

żeś tak zbladnoł, taki wrzący.

PAN MŁODY

Nie chwalący, nie chwalący,

spokoju mi nie dawały.

PANNA MŁODA

A bo chciałeś.

PAN MŁODY

Same chciały.

PANNA MŁODA

Cóz ta za śkaradne śtuki?

PAN MŁODY

Myśmy takie samouki;

kochałem się po różnemu,

a ciebie chcę po swojemu,

po naszemu.

PANNA MŁODA

A no z duszy;

jak ci dobrze, niech ta będzie.

PAN MŁODY

Teraz ci mnie nic nie zwiedzie.

Takem pragnął, zboża, słońca...

PANNA MŁODA

Mos wesele! – Pódź do tońca!

Scena 10

POETA, MARYNA

POETA

Żeby mi tak rzekła która,

sercem już dysponująca,

tak po prostu: „no, chcę ciebie”,

jak jaka wiejska dziewczyna...

MARYNA

To niby ja ta dziewczyna,

ja oświadczyć się mająca?

Skądże taka pewna mina?

POETA

Wcale insze miałem plany

jeźlim plany miał w ogóle –

chciałem coś powiedzieć czule,

chciałem zapukać w serduszko,

coś usłyszeć, coś podsłuchać:

jak się to tam musi ruchać,

jak się to tam musi palić – ?!

MARYNA

Muszę panu się pożalić,

w serduszku nie napalone;

jak kto weźmie mnie za żonę.

będzie sobie ciepło chwalić;

muszę panu się pożalić:

choć zimno, można się sparzyć.

POETA

Amor mógłby gospodarzyć.

MARYNA

Amor ślepy, może zdradzić.

POETA

Amor: duch skrzydlaty, gończy.

MARYNA

Pretensji do skrzydeł wiele.

POETA

Więc się na pretensjach kończy.

MARYNA

A nie kończy się w kościele.

POETA

Byłby to już Amor w klatce.

MARYNA

Lis w pułapce.

POETA

Motyl w siatce.

MARYNA

Paź królowejna usługach.

POETA

Ślub po zapłaconych długach.

Miłość nęci rozmaita.

MARYNA

A, to z nami kwita.

POETA

Kwita –

nie myślałem, że coś świta,

pani prawie obrażona – ?

MARYNA

Czegóż to pan jeszcze szuka?

POETA

Że nie poszła w las nauka.

MARYNA

Któż się uczył?

POETA

Tak wzajemnie

Ja od pani, pani ze mnie.

MARYNA

A na cóż mnie tej nauki?

POETA

Na nic.

MARYNA

Więc?

POETA

Sztuka dla sztuki.

MARYNA

Zawrót głowy, wielka chwała;

niech pan sztuki płata różne,

bylebym ja spokój miała.

POETA

Rozmowa z panienką młodą,

jak ją zwykle młodzi wiodą

w takim stylu skrzydełkowym;

rozmowa z panną upartą:

o miłości, o Amorze,

o kochaniu, co w tym, owym

z nagła się przejawić może; –

szepty z panną czarującą,

przez pół serio, przez pół drwiąco –

zawsze jeszcze studium warto.

MARYNA

Przez pół drwiąco, przez pół serio

bawi się pan galanterią.

POETA

Ale gdzie ta, ale gdzie ta.

MARYNA

Pan poeta, pan poeta.

Coś, jak liryzm, struna brzękła:

ja o pana się przelękła,

że ta strzała niespodziana

może trafić, ale pana.

POETA

Bawię panią galanterią

przez pół drwiąco, przez pół serio;

stąd się styl osobny stwarza:

nikt nikogo nie dosięga,

nikt nikogo nie obraża –

na łokcie różowa wstęga –

nie prowadzi do ołtarza. –

Tajemnicą jest kobieta.

MARYNA

Słucham, co to za wymowa!

POETA

Słowa, słowa, słowa, słowa.

MARYNA

Ale gdzie ta, ale gdzie ta!

POETA

Jakaż znów refleksja nowa?

MARYNA

Pan poeta, pan poeta.

O dramacie

Młodopolski Kraków

Na przełomie XIX i XX w. Kraków był niewielkim miastem (w latach 90. XIX w. liczył ok. 69 tys. mieszkańców). Choć nie był stolicą Galicji (funkcję tę pełnił Lwów), stał się ważnym ośrodkiem kultury i nauki. Wynikało to głównie z faktu, że w ramach monarchii austro-węgierskiej panowały tu znacznie większe swobody polityczne niż w pozostałych zaborach. Dzięki prężnie działającemu Uniwersytetowi Jagiellońskiemu kwitło życie umysłowe.

Kraków był także miejscem patriotycznych uroczystości rocznicowych, jubileuszy itp. W atmosferze kultu narodowych pamiątek prowadzono restaurację cennych zabytków (m.in. Sukiennic, kościoła Mariackiego, katedry na Wawelu), gromadzono zbiory muzealne. Jednocześnie wyrastały nowoczesne gmachy, których projektanci (m.in. Jan Zawiejski i związany z secesją Franciszek Mączyński) wzorowali się na współczesnej architekturze europejskiej.

Akademizm

Jeden z XIX-wiecznych kierunków artystycznych; nawiązywał do sztuki antycznej i renesansowej, traktowanej jako niedościgniony wzorzec. Akademicy malowali zgodnie z zasadami perspektywy, zachowując pozbawioną przypadkowości kompozycję. Sceny na ich obrazach są statyczne, upozowane, „uteatralnione”, pozbawione dynamiki; dominuje tematyka mitologiczna, historyczna oraz religijna.

Teatr

W 1893 r. otwarto w Krakowie nowy gmach teatru (zob. margines s. 10). Jego pierwszy dyrektor, Tadeusz Pawlikowski, świetnie zorientowany w tendencjach rozwojowych teatru europejskiego, wprowadził do repertuaru dramaty Ibsena, Maeterlincka, Hauptmanna. Wystawiał też sztuki współczesnych rodzimych dramaturgów (Wyspiański, Rydel, Przybyszewski, Kisielewski, Zapolska). Jego następca, Józef Kotarbiński, wprowadził na scenę wielki reper-tuar romantyczny (Kordian, Balladyna, Lilla Weneda, Nie-Boska komedia, Dziady), a także dramaty Wyspiańskiego (Wyzwolenie, Bolesław Śmiały i Wesele). To właśnie za jego „rządów” zacieśniła się „reżyserska współpraca” Wyspiańskiego z teatrem. Autor Wesela nigdy nie był jednak związany ze sceną zawodowo (w 1905 r. ubiegał się wprawdzie o dyrekcję teatru, ale bez powodzenia).

Secesja

Kierunek w sztuce przełomu XIX i XX w. przeciwstawiający się akademizmowi sztuki dawnej. We Francji znany pod nazwą art nouveau, w Wielkiej Brytanii – Modern Style, w Niemczech – Jugendstil, we Włoszech – Stile floreale, w Austrii – Sezession (Secession). Nowa estetyka objęła nie tylko malarstwo, ale także rzemiosło artystyczne, architekturę, rzeźbę czy wystrój wnętrz. Charakterystyczne cechy: faliste linie, ornamenty kwiatowe, abstrakcyjne układy kompozycyjne, asymetria, pastelowa kolorystyka. W Polsce obecna m.in. w sztuce S. Wyspiańskiego, J. Mehoffera i T. Ruszczyca. (Wyspiański nie znosił nazwy „secesja” ze względu na zaszufladkowanie jego twórczości i sugestie, że czerpał inspirację ze znienawidzonego przezeń Wiednia).

Środowisko malarskie

Niezwykle twórcze i otwarte na „powiew modernizmu” środowisko tworzyli artyści skupieni wokół krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, zwłaszcza gdy jej kierownictwo objął Julian Fałat (1895). Nastąpiło odejście od dominującego do tej pory akademizmu, na scenę sztuki wkroczyli zwolennicy nowych nurtów, zwłaszcza impresjonizmu i symbolizmu. Fałat dokonał gruntownej reformy programu nauczania, a posady profesorskie zaproponował gronu najwybitniejszych modernistów, m.in. S. Wyspiańskiemu, L. Wyczółkowskiemu, J. Malczewskiemu, J. Mehofferowi, J. Pankiewiczowi.

Ważną rolę odegrało też stowarzyszenie Polska Sztuka Stosowana, skupiające wybitnych twórców (m.in. S. Wyspiański, J. Mehoffer, K. Frycz). Artyści, nawiązując do praktyki twórców angielskich, realizowali ideę „estetyzacji życia codziennego” (zwykłe przedmioty codziennego użytku powinny być piękne), a głównymi źródłami inspiracji była dla nich secesja i sztuka ludowa.

Impresjonizm

Narodził się w malarstwie francuskim w latach 60. XIX w. Nazwa pochodzi od tytułu słynnego płótna Moneta Impresja – wschód słońca. Kierunek ten również wyrósł ze sprzeciwu wobec akademizmu. Impresjoniści utrwalali ulotne zjawiska, wrażenia, starali się uchwycić rzeczywistość z całą jej zmiennością i niestałością. Wyszli z ciemnych pracowni w plener, mówi się o nich, że malowali światłem i słońcem. Przedstawiciele: P. Cézanne, E. Degas, E. Manet, C. Monet, A. Sisley, A. Renoir; w Polsce m.in. J. Pankiewicz, W. Podkowiński, S. Wyspiański, O. Boznańska. Impresjonizm przeniknął także do literatury i muzyki.

„Życie”

To tytuł czasopisma założonego w 1897 r. przez Ludwika Szczepańskiego. Początkowo publikowali w nim pisarze epoki odchodzącej w przeszłość – Konopnicka, Asnyk, Dygasiński, ale jednocześnie ukazywały się utwory najmłodszych: Tetmajera, Kasprowicza, Zapolskiej, a także tłumaczenia Poego, Ibsena i Strindberga. Poruszano głównie tematykę społeczną. Oprawę graficzną stanowiły reprodukcje polskich impresjonistów i symbolistów: Boznańskiej, Pankiewicza, Wyczółkowskiego, Mehoffera i Wyspiańskiego.

W 1898 r. redakcję „Życia” objął Stanisław Przybyszewski, który przekształcił pismo w dwutygodnik ilustrowany, poświęcony wyłącznie literaturze i sztuce. Stronę graficzną powierzono Wyspiańskiemu – stworzył on pismo o najwyższym standardzie europejskiej sztuki stosowanej.

Na łamach „Życia” ukazał się cykl artykułów programowych pt. Młoda Polska autorstwa Artura Górskiego, a także słynny artykuł-manifest Przybyszewskiego Confiteor głoszący hasło „sztuka dla sztuki” (sztuka jest wartością samą w sobie, wszelka użytkowość w sztuce jest niegodna prawdziwego artysty).

Guru Przybyszewski

Stanisław Przybyszewski (1868–1927) – pisarz, dramaturg, publicysta. W modernistycznym Krakowie odgrywał rolę animatora życia literackiego, skupiał wokół siebie artystyczną bohemę zafascynowaną jego charyzmatyczną, ekscentryczną osobowością i licznymi skandalami. Przede wszystkim jednak – w sposób najbardziej radykalny i bezkompromisowy – formułował programy ideowe swojego pokolenia, często w prowokacyjnej formie literackiej.

Młodopolska bohema

Nieodłącznym „elementem pejzażu” młodopolskiego Krakowa stał się artysta-cygan, wyróżniający się spośród zwykłych zjadaczy chleba właściwie wszystkim, poczynając od wyglądu i stroju, poprzez tryb życia, a na światopoglądzie kończąc.

Modernistyczny konflikt artysta–społeczeństwo, tak charakterystyczny dla schyłku wieku, wynikał z przeświadczenia, że społeczeństwo (masa) zagraża wartościom duchowym, dusi wszelkie przejawy indywidualizmu, inności, nieprzeciętności. Artysta jako „arystokrata ducha” gardził życiem przeciętnym, ustabilizowanym, skoncentrowanym na wartościach materialnych, ograniczonym rozmaitymi normami i konwenansami.

Modernistyczny Kraków miał kilka takich ugrupowań, z których najgłośniejszym, najbardziej skandalizującym i gorszącym opinię publiczną była cyganeria skupiona wokół Stanisława Przybyszewskiego.

Malowniczą grupę tworzyli również plastycy, pisarze, dziennikarze i ludzie teatru związani z Zielonym Balonikiem – pierwszym polskim kabaretem literackim (powstał w 1905 r. z inicjatywy Jana Augusta Kisielewskiego). Ich punktem zbornym była słynna Jama Michalika, kawiarnia przy ul. Floriańskiej (działa do dziś).

No i wreszcie cyganeria bronowicka, a więc artyści z kręgu Włodzimierza Tetmajera (pierwowzór Gospodarza z Wesela), malarza, który po ślubie z chłopką z podkrakowskich Bronowic (w 1890 r.) przeniósł się na wieś (zob. Wypad do Bronowic).

Bohema

Bohema, czyli cyganeria, to luźne ugrupowanie artystów i ludzi związanych z ich środowiskiem, skupione zwykle wokół przywódcy. Przedstawicieli cyganerii cechuje bunt przeciw powszechnie uznawanym normom społecznym, obyczajowym i estetycznym, wyrażany najczęściej ekscentrycznym stylem życia.

Młoda Polska

Umowne granice chronologiczne: 1891–1918

Młoda Polska – nazwa pochodzi od tytułu ukazującego się w 1898 r. w krakowskim „Życiu” cyklu artykułów programowych Artura Górskiego. Polska nazwa została utworzona przez analogię do podobnych ruchów artystyczno-ideowych rozwijających się w tym czasie w Europie (Młode Niemcy, Młoda Skandynawia itd.). Przymiotnik „młoda” odnosił się do grup twórców postulujących „przewartościowanie wartości” – obowiązującego światopoglądu, norm – również estetycznych – oraz odcięcie się od ideologii „starych”, czyli spadkobierców ideałów pozytywizmu.

Neoromantyzm – nazwa stosowana ze względu na liczne powinowactwa z romantyzmem (filozoficzne, światopoglądowe, ideologiczne i estetyczne): kult nieprzeciętnej jednostki, kult sztuki i artysty, podobna sytuacja polityczna i związana z nią konieczność walki o wolność. Przekonaniu o pokrewieństwie obu epok towarzyszyło zainteresowanie twórczością romantyków, przy czym Mickiewicza traktowano przede wszystkim jako wyraziciela romantycznej myśli filozoficznej, Słowackiego zaś jako twórcę nowych wartości estetycznych będących źródłem inspiracji dla neoromantyzmu. Fascynacja romantyzmem ujawniła się także w teatrze – to właśnie w tej epoce po raz pierwszy wystawiano na scenie wielkie dramaty romantyczne.

Modernizm (fr. moderne – współczesny, nowoczesny) – oznacza sztukę nowoczesną, odrzucającą tradycje poprzedniej epoki. Według Kazimierza Wyki termin ten należałoby stosować w odniesieniu do pierwszej fazy epoki (mniej więcej do 1910 r.), kiedy to sformułowano większość programów artystycznych wyrosłych z opozycji do światopoglądu poprzedniego, pozytywistycznego pokolenia.

Symbolizm – nazwa, stosowana znacznie rzadziej w odniesieniu do całej epoki, odsyła do jednego z jej najważniejszych nurtów. Zgodnie z teorią symbolizmu, głoszącą prymat ducha nad materią, sztuka, chcąc wyrazić złożone treści metafizyczne, musi stworzyć nowy język, którego podstawą jest symbol (znak sugerujący metafizyczne, trudne czy wręcz niemożliwe do wyrażenia treści; znak podlegający wielu interpretacjom). Artysta – poprzez świadomą deformację rzeczywistości i przypisanie jej elementom dodatkowych znaczeń – wyraża wewnętrzne przeżycia, uwalnia świat swej wyobraźni, sięgającej poza granice racjonalnego poznania.

W literaturze symbolizm upowszechnił belgijski pisarz i dramaturg Maurice Maeterlinck.

Dekadentyzm – nazwa jednego z dominujących nurtów światopoglądowych epoki, wypływającego z przekonania, że wraz ze schyłkiem wieku pogłębia się kryzys wszelkich wartości, przede wszystkim moralnych i kulturowych, a ludzkość stoi u progu katastrofy. Postawa dekadencka charakteryzowała się znużeniem, brakiem woli działania, biernością, poczuciem kryzysu wszelkich idei. Pewną „zastępczą” formą ucieczki od beznadziejnej rzeczywistości mogła być sztuka, dążenie do nirwany rozumianej jako stan, w którym nie odczuwa się żadnych potrzeb. Dekadentyzm znalazł także ujście w postawach określanych jako „rozpaczliwy hedonizm” (hedonizm – gr. hedone – przyjemność), pogląd uznający przyjemność za najwyższe dobro; szczęście mogą zapewnić tylko chwilowe przyjemności.

Tekst: Krzysztof Płatek

Opieka redakcyjna: Joanna Zaborowska

Korekta: Aleksandra Marczuk

ISBN 978-83-268-0830-2

Wydanie elektroniczne 2012

Na okładce wykorzystano fragment obrazu „Tańce w karczmie” Włodzimierza Tetmajera (1861–1923).

WYDAWCA

Agora SA

ul. Czerska 8/10

00-732 Warszawa

Konwersja i edycja publikacji

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wesele Wesele Wesele Powrót Odysa Legenda Skałka