TIGER

TIGER

Autorzy: Grzegorz Kubicki Dariusz Michalczewski Maciej Drzewicki

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Literatura faktu Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 288

Cena książki papierowej: 39.99 zł

cena od: 29.27 zł

25 lat na adrenalinie! Błyskotliwa kariera zadziornego chłopaka z Gdańska, który jako 20-latek został zawodowym bokserem, otrzymał obywatelstwo niemieckie, rozpoczął drogę na sportowe szczyty i… został dożywotnio zdyskwalifikowany przez Polski Związek Bokserski. Książka jest nowym – zmienionym i uaktualnionym wydaniem edycji non-profit Tiger – Power is Back, wydanej przez fundację Michalczewskiego Równe Szanse w 2012 r. Dodatkowo ekskluzywny wywiad z pięściarzem Ryszarda Opiatowskiego, dziennikarza sportowego Faktu.

 

WARSZAWA 2015

Redakcja: Mariusz Burchart

Korekta: Danuta Sabała

Fotoedytor: Maciej Jaźwiecki

Projekt graficzny okładki, makiety, skład i łamanie oraz przygotowanie zdjęć do druku:

Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART. DESIGN

www.panczakiewicz.pl

Zdjęcie na okładce: Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta

Fotografie w książce: Z archiwum Dariusza Michalczewskiego (numery stron dotyczą wydania papierowego); s. 6-7, 10, 16, 19, 22, 24, 29, 34, 38, 41, 45, 46, 52, 55, 56, 58, 60-61, 64, 74-75, 87, 88, 93, 95, 99, 101, 102, 104, 106-107, 117, 122, 125, 127, 128, 130, 131, 132, 133, 138 (2), 142, 143, 144-145, 147, 150, 155, 156, 163, 170, 172, 175, 176-177, 180, 184, 187, 189, 190, 194-195, 199, 201, 202, 205, 208-209, 211, 214, 216, 217, 220, 222, 225, 226, 245, 257, 258, 269, 273, 275, 276, 280-281, 290-291, 294-295; KFP s. 160; Wojtek Jakubowski/KFP/REPORTER s. 228, 232;Christof Stache/AP Photo/East News s. 235, 241, 248-249; Fabian Bimmer/AP Photo/East News s. 243; Damian Kramski/Agencja Gazeta s. 246, 263, 272; PIOTR GRZYBOWSKI/Agencja SE/East News s. 253; PIOTR BŁAWICKI/Agencja SE/East News s. 278; TOMASZ RADZIK/Agencja SE/East News s. 286; Rafał Malko/Agencja Gazeta s. 288, 302-303; Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta s. 293

Autorzy i Agora SA oświadczają niniejszym, że pomimo podjętych starań nie udało im się ustalić osób uprawnionych z tytułu praw autorskich do fotografii i opublikowanych w książce (poza wyżej wymienionymi). Osoby uprawnione z tytułu tych praw prosimy o kontakt z Agorą SA (00-732 Warszawa, ul. Czerska 8/10, tel.: 22 555 40 00) w celu uregulowania należności prawnoautorskich.

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Katarzyna Kubicka

© copyright by Agora SA 2015

© copyright by Dariusz Michalczewski 2015

© copyright by Maciej Drzewicki & Grzegorz Kubicki 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2015

ISBN: 978-832-681-778-6 (epub); 978-832-681-779-3 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

S P I S T R E Ś C I

Wstęp

ROZDZIAŁ 1. Król podwórka

ROZDZIAŁ 2. Król Słupska

ROZDZIAŁ 3. Uciekinier

ROZDZIAŁ 4. Mistrz świata

ROZDZIAŁ 5. Mistrz z Hamburga

ROZDZIAŁ 6. Król życia

ROZDZIAŁ 7. Koniec kariery

ROZDZIAŁ 8. Darek milioner

Zawodowe walki Dariusza Michalczewskiego

Przypisy

WSTĘP

To książka o mnie takim, jakim byłem i jestem naprawdę. Tak chciałem, żeby wyglądała. Żadnego lukrowania, udawania, pomijania niewygodnych faktów. I choć dziś na wiele spraw patrzę inaczej niż wtedy, gdy byłem młodym, pełnym ambicji sportowcem, szukającym swego miejsca w życiu uciekinierem z komunistycznej Polski do Niemiec, czy już uznanym mistrzem świata, bokserem, który w sumie dwadzieścia trzy razy bronił swojego tytułu, to przecież nie wymażę swojej historii, nie jestem w stanie niczego zmienić. Jedyne, co mogę, to stwierdzić czasami: dziś pewnie postąpiłbym inaczej.

To prawdziwa historia chłopaka z gdańskiego Przymorza, który miał marzenia. I smykałkę do boksu. I może jeszcze tyle ambicji i samozaparcia, by nie bać się dążyć do realizacji wszystkiego, czego zapragnął.

Rozmawiamy o wszystkim – o sporcie, o życiu w Polsce i w Niemczech, o cudownych rzeczach, które mi się wydarzyły, i o wszystkich zakrętach, które pokonywałem – czasem ledwo, ledwo. O baletach, imprezach, życiu celebryty. I o kobietach. Zwłaszcza o kobietach. Zawsze szczerze. Czasem może nawet brutalnie szczerze. Ale tak miało być i z tego cieszę się najbardziej.

Mam fajne życie, trudno byłoby wymyślić sobie lepsze. Przygotowanie tej książki było dla mnie cudowną podróżą do przeszłości. To cały ja. Miłej lektury. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.

Dariusz Michalczewski

R O Z D Z I A Ł 1

● Ojciec ● Mieszkanie na Kołobrzeskiej ● Smurkul i Dagusia ●

● Pierwsza walka: w przedszkolu ● Szkolny chuligan ●

● Podwórkowe przyjaźnie ● Boks, moja miłość ● Dorota po raz pierwszy ●

● Zawodówka „pod kontrolą” ●

Twoje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa?

– Jak gram z ojcem w piłkę. Ojciec się na mnie przewrócił i jakoś tak przygniótł, że nie mogę się ruszyć, prawie nie mogę oddychać. Ale to i tak jedno z najszczęśliwszych takich wspomnień, w których on występuje.

Ile miałeś lat?

– Pewnie jeszcze do przedszkola chodziłem. Pięć, może cztery. Zapamiętałem to tak dobrze, bo niestety w mojej pamięci obrazy ojca do najmilszych raczej nie należą. Może jeszcze jak ubieraliśmy razem choinkę. Ojciec, mój brat, siostra i ja... A poza tym pamiętam głównie rygor. Mówię wam, w komunistycznym wojsku tak nie było. Przy ojcu nie można się było potknąć, oblać czymś przy jedzeniu albo zamlaskać.

Czyli krótko was trzymał.

– Bardzo, bardzo, bardzo. Kochał nas – to na pewno. Kazał się przytulać, całował nas często itd. To tak. Ale wolności to nam nie dawał. Wszystko, co się dla niego liczyło, to była nauka. Dzień w dzień nauka.

Ojciec miał dużo czasu, nie pracował, był na rencie. Ciągle tylko albo leżał w szpitalu – w Akademii, albo wracał z niej do domu, albo się do niej wybierał. Tak to pamiętam: szpital – dom, dom – szpital. A jak „dom”, to lekcje, lekcje, lekcje.

Dzisiaj sobie myślę, że pewnie wiedział, że szybko umrze, i chciał nas wychować, żebyśmy sobie w życiu poradzili. A że wychodziło mu to trochę sadystycznie... Pewnie inaczej nie umiał. Twardziel taki.

W sumie mu się chyba udało. Moja mama ma teraz dobre dzieci. Jesteśmy dobrymi ludźmi, nikogo nie oszukujemy, nikomu krzywdy nie robimy. Ani ja, ani moja siostra, ani mój brat.

Co było ojcu?

– Nowotwór węzłów chłonnych. Jakby dzisiaj żył, bym go wyleczył. Już jak byłem mistrzem świata, dwadzieścia lat temu, już wtedy bym go wyleczył. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nasza medycyna była jeszcze bezsilna, chemia słaba... Oj, dużo on tej chemii dostawał. Ale i tak wytrzymały był bardzo.

Pamiętam wizyty u ojca w szpitalu. Zawsze jak przyjeżdżaliśmy na oddział, słyszałem rozmowy dorosłych: ten już nie żyje, tamten nie żyje. Mówię wam, padali wokół jak muchy – kostnica to była, a nie szpital. A mój tata cały czas żył.

Męczył się z tym siedem lat. Zachorował jako trzydziestolatek, zmarł, jak miał trzydzieści siedem. Miałem wtedy dwanaście lat... Wiecie, to przecież ja miałem pięć lat, jak zachorował. Dla mnie ojciec zawsze był chory, innego go właściwie nie pamiętałem. Chociaż wiadomo, z roku na rok było coraz gorzej, choroba go zjadała. Był bardzo nerwowy, wszystko go wkurzało coraz bardziej. Jak ktoś za głośno drzwi zamknął, to kazał sto razy otwierać i zamykać. I liczyć przy tym, ale tylko te odpowiednio ciche zamknięcia.

Coraz bardziej się męczył, później w domu już na kolanach chodził, jak miał bóle. Albo długie godziny klęczał przy tapczanie. Masakra. Pod koniec to już go cały czas bolało.

I mimo to tak trzymał rygor?

– No masz. Codziennie trzeba było w domu sprzątać. Wszystko lśnić musiało. A jak nie lśniło, to jeszcze raz – do skutku. Potem zakupy robiliśmy i do nauki. Wszystko musiało być odrobione, powtórzone, wyuczone na śpiewająco. Odrobiłeś, pokaż. Nienauczone? Wracaj! I tak przez dwie albo trzy godziny.

A jak nam to odrabianie lekcji za dobrze szło, to przerabialiśmy w domu materiał na dwie lekcje do przodu. Ojciec zawsze miał jakąś wymówkę. Dopiero jak mama przychodziła, to była szansa na chwilę oddechu, na uwolnienie. Mama ojca zagadała, my się jakoś mu wymknęliśmy – „mamo, możemy?” – i wtedy było sezamie, otwórz się. Nawet i ze dwie godziny na podwórku.

Lepiej bywało tylko w piątki albo soboty, kiedy do rodziców wpadali goście, przynosili flaszeczkę, dorośli trochę sobie popili. Wtedy było więcej luzu. Ojciec już się nie nudził, przy tej flaszce pomagał ludziom pisać pisma do urzędów, bo w tym był dobry, i wtedy już się tak nami nie zajmował. Nie przeszkadzało mu, że nas w domu nie ma. Zwłaszcza że przy gościach i tak nie mogliśmy siedzieć w dużym pokoju. A jak zostawaliśmy w swoim, to miała być totalna cisza.

Oj, ojciec naprawdę nas męczył. Nie tylko chodzi o te lekcje. Nie mogliśmy na biwaki jeździć, późno do domu wracać, z kolegami dłużej pograć w piłkę, w kapsle, podchody urządzić albo ognisko na plaży. U nas też żadnych imprez robić nie było wolno. No, to akurat rozumiem – ojciec był chory. Ale co tam imprezy, skoro nawet na dworze dłużej nie można było zostać. Byliśmy bardzo krótko trzymani, mówię wam. Jeszcze dziś pamiętam, jak musiałem spać w środku dnia. Na siłę. Nie tylko po przedszkolu, nawet jak już zacząłem do szkoły chodzić. Prawdziwy dramat – przecież ja zawsze byłem ruchliwy, szybki, wszędzie mnie było pełno. A tu masz, śpij.

Czyli wracałeś ze szkoły i obowiązkowo jeszcze...

– ...spanie. Wiecie, najgorzej było, jak dzieciaki za oknem słyszałem. Bo tuż obok było przedszkolne boisko i tam mecze trwały non stop, do późnego wieczora. Leżę i słyszę: „Łysy, podaj”, „Andrzej, wal”. A ja w łóżku. A jak wstanę, to mam jeszcze posprzątać na błysk, a potem do książek.

I wreszcie, na sam koniec, mogłem wyjść na podwórko. No, chyba że ojciec był w szpitalu. Wtedy wychodziłem wcześniej i na dłużej. Jak matka krzyczała przez okno: „Darek, do domu”, to jeszcze zostawałem na godzinkę albo i dłużej. Kilka razy musiała wołać. A jak ojca zobaczyłem w oknie, to nie musiał wołać. Przez wysoki płot przeskakiwałem bez dotknięcia, byle szybciej wrócić.

Kat był straszny, rygor trzymał. Ale kochał nas.

Był system kar?

– Wpierdol na gołą dupę. Sam przynosiłem pasek, krzesło i dostawałem serię pasem.

Ile razy?

– Dziesięć. Ciężko to było wytrzymać, nie myślcie sobie, do dziś to pamiętam.

To pewnie też ty najczęściej obrywałeś? Z tego, co wiemy, opinii najlepszej to ty nie miałeś.

– Eeee, gadanie. Dobry chłopak byłem, grzeczny, pomocny. Do dziś mnie sąsiadki lubią, dobrze wspominają... Spytajcie moich sąsiadów – pani Bendkowska, Klimkowa, Kwaśniewska – wszystkie mnie kochają. Zawsze byłem uczynny: przynieść coś, pomóc, zakupy zrobić, drzwi przytrzymałem od klatki schodowej, „dzień dobry” mówiłem. No dobra, oni wiedzieli, że Darek zawsze coś tam nabroi, ale byłem lubianym łobuzem.

Nie to, że specjalnie coś musiałem zbroić, tak przy okazji wychodziło. No bo wypuść dzieciaka, pełnego temperamentu, siły fizycznej, tylko na godzinę na dwór. Ta godzina musiała mi za cały dzień wystarczyć. I ciągle albo to komuś wtrzepałem, albo szyba jakaś poszła, a woźny akurat widział... I był problem.

Jaka jest różnica wieku między tobą a twoim rodzeństwem?

– Rok. Ja jestem najstarszy, później przyszli oni – rok i miesiąc po mnie. Tomek i Dagusia. Jak ja się urodziłem, ojciec był bardzo dumny. A za drugim razem w szpitalu pyta: „Panie doktorze, no i co jest?”. A doktor na to: „A co by pan chciał?”. „Obojętnie”. „No to ma pan to i to”. Ojciec podobno się załamał (śmiech). Wiadomo, były ciężkie czasy, w domu się nie przelewało...

Dagmara też pasem obrywała?

– No tak. Nyta na nią mówił. Nyta... Tomek był Smurkul, że niby taki obsmarkaniec. A ja byłem po prostu Darek.

Jesteś podobny do ojca?

– Tak, tak. Bardzo. Jestem taki bardzo... Bo ja wiem. Twardy. Niezależny. Głowę wysoko noszę. Jak on... Na wszystko, co mam, sam zapracowałem. Od nikogo nigdy niczego nie chciałem. Poza mamą, trenerem i jeszcze kilkoma ludźmi, którym jestem wdzięczny, że byli ze mną, kiedy tego potrzebowałem, nie jestem nikomu nic dłużny.

Ale tak sobie myślę, że jakby ojciec dłużej żył, to mielibyśmy zgrzyty jak cholera. Czułem do niego szacunek i respekt, ale podejrzewam, że tak by to długo nie funkcjonowało. Ręki na ojca na pewno bym nie podniósł, nigdy, tego jestem pewien. Ale buntowałbym się pewnie, może z domu uciekał... Ja też byłem charakterny – takie mi geny dał. Bałem się go jak cholera. Ale i tak go kochałem.

Mieszkaliście na Kołobrzeskiej na Przymorzu – największym gdańskim blokowisku.

– Kołobrzeska 69, ostatni blok, tuż koło przedszkola. Trzecie piętro, dwa pokoje, jakieś czterdzieści pięć metrów.

To ja ze Smurkulem, jak go nazywał tata, czyli moim młodszym o rok bratem Tomkiem. Zawsze się kochaliśmy, byliśmy ze sobą blisko, ale też często walczyliśmy. Powód zawsze się znalazł, tym bardziej że Tomek ma charakter nie bardziej ustępliwy niż ja.

Niewielkie jak dla małżeństwa z trójką dzieci.

– Eeee, dla mnie było duże... Do dzisiaj nie jestem taki, że u mnie musi być coś wielkiego, jakieś superluksusy... Dzisiaj mamy z Basią te trzysta metrów, ale niepotrzebnie... A w domu zawsze było fajnie, tylko ojciec był chory. I dlatego zachowywał się tak a nie inaczej.

Czyli pokój dzieliłeś z rodzeństwem?

– No tak. Ja spałem z Tomkiem, Dagusia obok.

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ania TIGER 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Gdańsk jako wspólnota Strach. Trump w Białym Domu Wyzwolenie zwierząt Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary