Liberator

Liberator

Autorzy: Alex Kershaw

Wydawnictwo: Wielka Litera

Kategorie: Historia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 336

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 24.90 zł

Prawdziwa opowieść o najkrwawszym i najbardziej dramatycznym marszu do zwycięstwa z czasu drugiej wojny światowej. Bitewna odyseja oficera armii amerykańskiej i jego jednostki przez ponad pięćset dni wyzwalania Europy, od lądowania we Włoszech po bramy Dachau. Felix Sparks, uczestnik czterech desantów morskich awansował z kapitana na pułkownika, walczył na plażach Sycylii oraz na górzystych terenach Francji i Włoch, przeżył ciężką, desperacką zimę, ścierając się z zaciekłymi oddziałami SS na granicy Rzeszy. Choć stracił niemal całą kompanię, próbując utrzymać aliancki przyczółek w Anzio, oraz cały batalion w ciemnych lasach porastających pasmo górskie Wogezy, cudem przetrwał krwawy marsz przez Europę, poprowadził ostateczne natarcie przez Bawarię i wziął udział w wyzwoleniu obozu w Dachau Alex Kershaw przedstawia jedną z najbardziej porywających i bohaterskich historii czasu wojny. Tuż przed śmiercią Felixa Sparksa, w 2007 roku, wysłuchał jego ustnej relacji, przeprowadził też rozmowy z dziesiątkami jego żołnierzy, spędził ponad pięć lat na badaniach w europejskich i amerykańskich archiwach.

Pamięci Jacka Hallowella

Po pięciuset dniach na froncie podpułkownik Felix Sparks oddaje strzał w powietrze, by powstrzymać masakrę jeńców SS przez amerykańskich żołnierzy podczas wyzwolenia obozu w Dachau, 29 kwietnia 1945 (zdjęcie wykorzystano dzięki uprzejmości Davida Israela)

Amerykański żołnierz poległy w Europie, 1944 (National Archives)

PROLOG

GROBY

EUROPA, PAŹDZIERNIK 1989

Leżeli pod równymi rzędami białych nagrobków, ciągnącymi się w wśród bujnej zielonej trawy. Wiedział, gdzie są pochowani. Spisał sobie wszystkie nazwiska1. Aby każdego odnaleźć, musiał chodzić w tę i z powrotem po cmentarzu, alejami tysięcy białych krzyży. Od lat chorował na serce, mimo to znalazł siłę i wolę, żeby odszukać swoich ludzi. Wszyscy polegli niedaleko stąd, pod Anzio, gdzie ziemia wypiła najwięcej krwi Amerykanów i Brytyjczyków podczas drugiej wojny światowej2. Łącznie siedemdziesiąt dwa tysiące ofiar – zabitych, rannych, oszalałych, rozerwanych na kawałki, zaginionych w akcji lub wziętych do niewoli3. Została tylko liczba w książkach historycznych.

Ludzie, którymi dowodził, odnieśli wielkie zwycięstwo. Pokonali barbarzyńców. Widział to na własne oczy. Był częścią tej historii. Wiele razy jad rozpaczy sączył mu się w serce, lecz zarazem został obdarzony błogosławioną – a może przeklętą? – siłą, by walczyć dalej przeciwko najokrutniejszym ludziom Hitlera.

Często zadawał sobie pytanie, co sprawiało, że jego ludzie szli naprzód. Amerykańska armia w Europie prowadziła nieustanną ofensywę. Zastanawiał się: „Dlaczego idą? Dlaczego?”. Trudno było pojąć, czemu jego chłopcy się nie wahali4. Wiele razy wydał rozkaz: „Ruszamy” – i za każdym razem podążali za nim5. Teraz, znalazłszy się z powrotem w Europie, zadumał się raz jeszcze nad, jak to określał, amerykańskim duchem, który kazał im nie zważać na ryzyko śmierci lub ran. W sytuacji równowagi sił to właśnie duch odgrywał decydującą rolę6.

Amerykańscy żołnierze pod jego dowództwem spisali się wspaniale7. Chciał złożyć hołd poległym. Dlatego wrócił. Podczas wojny nie było czasu, by się zatrzymać i odbyć żałobę, głośno wypowiedzieć swe uczucia, okazać swoim ludziom miłość inaczej niż robiąc, co w jego mocy, by zachować ich przy życiu. Jeśli zaś o to chodzi, zawiódł ich, nie raz i nie dwa.

Nigdy się nie poddawać. To liczyło się najbardziej. Przez całe życie nigdy się nie poddał. Odkąd pamiętał, walczył, by mieć co włożyć do ust, by przeżyć, by poradzić sobie z siłami, które rzucił przeciwko niemu mściwy Bóg. Jakimś cudem przetrwał. Może dzięki twardemu charakterowi i wściekłości. A może dlatego, że Bóg zostawił najgorsze dopiero na sam koniec.

Nigdy nie bał się Boga ani ludzi. Nigdy nie sparaliżował go strach. Często jednak obawiał się o swoich podkomendnych. Na szczęście zawsze umiał szybko myśleć, podejmować decyzje i działać. W walce sprawdzał się rewelacyjnie, przeważnie zachowując spokój i skupienie. Miał w sobie walecznego irlandzkiego ducha i mnóstwo gniewu. Odziedziczył to po przodkach – jego pradziadek walczył pod Alamo8.

Cmentarny szlak ciągnął się przez całą Europę, ponad trzy tysiące kilometrów. Jego żołnierze ginęli od Sycylii, przez Francję aż po mroczne serce nazistowskich Niemiec. Stracił kilkuset ludzi. Połowa leżała tu, na Starym Kontynencie. Niedaleko przeprawy przez bystrą Mozelę szukał sierżanta Vanderpoola i porucznika Railsbacka. Railsback z wyglądu przypominał jednego z tych licealistów, którym wszyscy wróżą wielkie sukcesy: szeroki, pogodny uśmiech i równo przystrzyżone włosy. Świetny był z niego oficer. Vanderpool... Vanderpool nie powinien był polec. On, jego dowódca, ponosił winę za tę śmierć. Należało nie zważać na to, że Vanderpool chciał zostać z bratem, trzeba było ściągnąć go z linii, ale za długo z tym zwlekał.

Przy niemieckiej granicy, niedaleko małej wioski, przeszedł się po grani, gdzie został pokonany jeden jedyny raz, gdzie pośród śniegu i lodu doznał upokarzającej klęski z rąk SS9. Wciąż jeszcze znajdowały się tu pozostałości okopów, w których kryli się jego ludzie, wciąż jeszcze walały się łuski nabojów10. Nigdy nie przebolał straty tych żołnierzy11. Któż zdołałby sobie poradzić ze śmiercią tysiąca podkomendnych? Trzydziestu plutonowych i sześciuset wojowników, którzy bez wahania wykonywali jego rozkazy12.

A potem dalej, do ciemnych lasów, gdzie bez kompasu zgubić się można po kilkuset metrach, do krainy pierwotnych lęków, do Linii Zygfryda z jej słynnymi smoczymi zębami, po których został już tylko kruszejący beton i pordzewiałe żelazo, przez wartki Ren do miasta nad brzegiem Menu, gdzie burmistrz i mieszkańcy złożyli mu hołd, co napawało go ogromną dumą. Na południe ku Alpom, ku ślicznemu miasteczku, którego dobrym obywatelom przypomniał o planach niemieckiego rządu dotyczących utworzenia ośrodka badań nad Holokaustem. Dopytywał znacząco: dlaczego ośrodek jeszcze nie powstał13? Oni może chcą zapomnieć, lecz przyszłe pokolenia powinny pamiętać.

Sam nigdy nie zapomniał tamtego dnia. Wciąż umiał przywołać obraz dziewczynki leżącej na stercie zwłok. Zdawało się, że ona i pozostali patrzą na niego martwymi oczami, pytając z wyrzutem: „Dlaczego przychodzicie tak późno?”.

Czemu nie zdołał ocalić ich na czas?

Tam właśnie, na obrzeżach tego bawarskiego miasta, w siedlisku zła, stracił podczas wojny panowanie nad sobą. Trwało to może pół godziny. Jego ludzie odchodzili od zmysłów. Nie dało się tego powstrzymać. Horror odebrał im rozum. Nigdy nie chciał patrzeć, jak ludzie giną bez powodu, bez względu na ich kolor skóry, narodowość, bez względu na to, jak straszliwych rzeczy się dopuścili. Nigdy nie pozwalał swoim żołnierzom zabijać, o ile nie było to konieczne. Starał się brać jeńców i traktować ich zgodnie z zasadami. Ostatecznie jednak, kiedy odwrócił wzrok, tu, pośród stosów ciał, jego ludzie dopuścili się niepotrzebnej zbrodni.

Wydarzenia tamtego dnia – jednego spośród pięciuset, które spędził na szlaku bojowym – męczyły go niczym jątrząca się rana14. Wciąż krążyły plotki, wciąż publikowano kłamstwa15. Jeden raz, pośród tysięcy skrajnie wychudzonych, cuchnących zwłok, nie zdołał zapanować nad swoimi ludźmi. Ostatecznie jednak zrobił, co należy, i powstrzymał szaleństwo. Bolało go, że wszyscy myśleli, iż było inaczej.

Czas nie zaleczył ran, nie wymazał wspomnień. Tamtej jesieni 1989 roku siedemdziesięciodwuletni generał Felix Sparks jeździł po miastach, które wyzwolił, po polach bitewnych, po cmentarzach. Białe krzyże milczały. Nikt nie mógł wskrzesić tych, którzy pod nimi spoczywali. Nikt nie mógł przywrócić im życia. Wiedział tylko jedno: to, jak dobrze spisał się podczas wojny, nie miało znaczenia. Cena i tak okazała się zbyt duża16.

Przypisy

1 Felix Sparks, 157th Infantry Regiment Association Newsletter, 1.09.1989.

2 Emajean Buechner, Sparks. The Combat Diary of a Battalion Commander, Thunderbird Press, Metarie, Louisiana 1991, s. 81.

3 Tamże, s. 94.

4 Felix Sparks w rozmowie z autorem.

5 Felix Sparks w rozmowie z badaczami z Regis University.

6 Felix Sparks, Stories from Wartime, wykład na Regis University.

7 Tamże.

8 Tamże.

9 Tamże.

10 „Rocky Mountain News”, 10.03.2007.

11 Tamże.

12 Karl Mann, spisane wspomnienia z drugiej wojny światowej przekazane autorowi, s. 14.

13 Sparks, Stories from Wartime, dz. cyt.

14 Felix Sparks, wywiad przeprowadzony przez Jamesa Stronga w filmie dokumentalnym The Liberation of KZ Dachau, 1990.

15 David Israel w rozmowie z autorem.

16 Buechner, Sparks, dz. cyt., s. 94.

CZĘŚĆ PIERWSZA

DUST BOWL

ROZDZIAŁ 1

ZACHÓD

Kapral Felix Sparks, Artyleria Przybrzeżna Armii Stanów Zjednoczonych, Obóz Kamehameha, 1936 (dzięki uprzejmości rodziny Sparksów)

MIAMI, ARIZONA, 1931

Obudził się wcześnie. Na zewnątrz robiło się już jasno. Włożył kurtkę, chwycił strzelbę i wyruszył piaszczystym kanionem; minął chaty górnicze, hałdy odpadów z pobliskiej kopalni i skierował się do kanionów z czerwonych skał. Rozglądał się dokoła i sprawdzał sidła, które zastawił1. W lesie Tonto i w górach otaczających jego dom było dużo zwierzyny, ale na każdym kroku czyhało niebezpieczeństwo: jaszczurki o ostrych zębach, tarantule wielkości pięści, różne gatunki jadowitych skorpionów. Należało stąpać ostrożnie, unikać jeżozwierzy przyczajonych pod sosnami, nasłuchiwać szmeru grzechotników diamentowych i szybkich grzechotników rogatych, pokrytych kremowymi i jasnobrązowymi plamkami.

Każdego ranka sprawdzał sidła i polował w nadziei, że uda mu się jednym nabojem ustrzelić przepiórkę albo królika lub gołębia. Nie mógł sobie pozwolić na marnowanie amunicji. Kiedy słońce zaczynało nagrzewać chłodne, nieruchome powietrze w dole kanionu, wracał do małego domku, gdzie mieszkał z rodzicami, bratem Earlem i trzema siostrami, Ladelle, Frances i Margaret. Matka, Martha, miała angielskie pochodzenie i wychowała się w Missisipi. W żyłach jego ojca, po którym odziedziczył imię Felix, płynęła krew irlandzka i niemiecka. Rodzina mogła mówić o szczęściu – mieli bieżącą wodę. Do Arizony przenieśli się dziesięć lat wcześniej w poszukiwaniu pracy. Ale teraz żadnej roboty nie dawało się tu dostać. Najstarszy syn musiał chodzić na polowania, by było co włożyć do garnka.

Panika na rynku i kryzys, które nastąpiły po krachu na Wall Street w październiku 1929 roku, przetoczyły się przez całą Amerykę niczym tsunami. Zamknięto ponad dziewięć tysięcy banków, bezrobocie wzrosło prawie dziesięciokrotnie, z 1,5 miliona do 13 milionów osób, co stanowiło jedną czwartą siły roboczej. Rząd nie zastosował żadnych bodźców finansowych dla ożywienia gospodarki. Nie zrobiono nic, żeby powstrzymać katastrofę ogarniającą cały kraj jak jedna z tych burz piaskowych, które zasypywały ostatnio całe miasteczka w Oklahomie.

W roku 1931 kopalnie miedzi w Miami od dawna już nie działały. W miasteczku, leżącym u stóp Góry Webstera, zapanowało rozpaczliwe milczenie. Ucichł nieprzerwany warkot maszyn. Podczas świąt Bożego Narodzenia, kiedy Sparks miał czternaście lat, razem z ojcem i z Earlem zapuścili się daleko w góry, zastawiali sidła i polowali przez dwa tygodnie, oprawiali zabite zwierzęta i suszyli skóry. Łowili też okonie. Wszystko to jednak było za mało2.

Kiedy miał zaledwie szesnaście lat, matka i ojciec kazali mu opuścić dom i udać się do wuja Laurence’a w Glendale w Arizonie. Po prostu nie dało już rady wykarmić tylu osób. Bolało go, gdy przy pożegnaniu ujrzał w oczach ojca cierpienie i poczucie winy. W Glendale musiał zapracować na utrzymanie, pomagając przy gospodarstwie, dojąc krowy, a w soboty sprzedając w sklepie należącym do wuja.

Do Miami wrócił rok później, w 1934. W ramach New Dealu prezydenta Roosevelta uruchomiono program rządowy, by zapewnić obywatelom minimalne wyżywienie. Mieszkańcy Miami mieli więc przynajmniej co jeść, choć nadal nie było dla nich pracy. Raz na tydzień Sparks udawał się na stację kolejową w mieście po darmową żywność: mąkę, fasolę, słoninę, soloną wieprzowinę. Każdej osobie i każdej rodzinie przysługiwał określony przydział. Nic się nie marnowało. Jego matka, kobieta gospodarna, robiła na śniadanie ciastka z sosem z solonej wieprzowiny, karmiła swoją piątkę dzieci, jak umiała, szyła im ubrania, strzygła włosy3.

Kiedy nie był w szkole ani na polowaniu, spędzał czas w bibliotece publicznej w Miami. Miał zamiłowanie do historii wojskowości4. Czytał o wojnach z Indianami, o potężnych Czirokezach, ostatniej bitwie Custera, o bohaterskich obrońcach Alamo, gdzie walczył jego przodek Stephen Franklin Sparks. Felixowi marzyło się, że pewnego dnia pójdzie do college’u i zostanie prawnikiem5. Armia również go jednak pociągała, zapisał się więc do programu Przysposobienia Obronnego Obywateli. Ku swej radości znalazł się wśród zaledwie pięćdziesięciu chłopaków z całego stanu, którzy zostali przyjęci. Po ukończeniu szkolenia zostawało się podporucznikiem w piechocie Stanów Zjednoczonych. Obóz odbywał się w każde lato w Forcie Huachuca w Arizonie, starym przyczółku kawalerii niecałe dwieście pięćdziesiąt kilometrów od Miami. Sparks otrzymał pieniądze na dojazd, ale wolał łapać autostop, oszczędzał bowiem na nową parę sztruksowych spodni z katalogu J.C. Penney.

Długie marsze i ćwiczenia w trzydziestopięciostopniowym upale stanowiły wyzwanie nawet dla najtwardszych. Wielu chłopaków nie wróciło następnego lata. Sparks jednak lubił bawić się w wojnę z prawdziwą bronią na pustyni i w okolicznych kanionach. Miał osiemnaście lat, ważył jakieś siedemdziesiąt kilogramów. Był szczupły i wysoki, żylasty niczym jadłoszyn. Uśmiechał się szeroko. Miał ładną twarz i gęste, czarne włosy.

Podczas ostatniego semestru w liceum wygrał ogólnokrajowy konkurs na esej i w nagrodę otrzymał zegarek kieszonkowy wart sto dolarów. W czerwcu 1935 roku ukończył szkołę z najlepszym wynikiem na roku. Wiedział, że ma potencjał, by zajść daleko. Jednego był pewien: nie zostanie górnikiem jak jego ojciec. Zamierzał zarabiać na życie głową, nie rękami. Brakowało mu jednak pieniędzy nawet na zakup garnituru na bal z okazji zakończenia szkoły. Nie miałby też za co opłacić studiów – typowa historia pokazująca, dlaczego tak wielu Amerykanów żyło bez szansy na wyrwanie się z biedy. Znikąd nie dało się wziąć pożyczki, a w Miami wciąż brakowało pracy. Sparks musiał wyjechać z domu w poszukiwaniu roboty.

Pod koniec lata ojciec pożyczył od przyjaciela osiemnaście dolarów i dał je najstarszemu synowi. Była to zaliczka na nowe życie, gdzieś daleko. Matka wszyła mu w spodnie ukrytą kieszeń. Pieniądze musiały wystarczyć na życie, póki Sparks nie znajdzie pracy. Nie miał żadnego planu. Chciał udać się na wschód, może zaokrętować się na statek wypływający z Corpus Christi w Teksasie. W ten sposób przynajmniej zdołałby zobaczyć kawałek świata, o którym tyle się naczytał.

Pewnego ranka zapakował ubrania na zmianę i szczoteczkę do zębów, wsunął do kieszeni małą metalową pałkę kupioną za dolara, schował resztę pieniędzy w ukrytej kieszeni w spodniach, ze zbolałym sercem pożegnał się z rodziną, po czym ruszył do Tucson, przyjaciel zaoferował mu bowiem podwózkę. Wysiadł w okolicy torów kolejowych. Kręciło się tam już paru włóczęgów, czekających, by załapać się na pociąg. Jeden z nich pokazał Sparksowi skład towarowy jadący na wschód, przez południowy kraniec gór Gila, przez pustynię Chiricahua do El Paso. Ostrzegł też Sparksa, żeby wyskoczył z pociągu, nim dojadą do torowiska kolejowego w El Paso. W przeciwnym razie można zostać pobitym albo zastrzelonym przez ochroniarzy wynajętych przez kolej – „byczków” uzbrojonych w pałki i winchestery6.

Sparks dostał się do wagonu towarowego. Poczuł gryzący zapach gorącego oleju dieslowskiego zmieszany z parą. Nagle w kątach wagonu ujrzał jakieś ciemne kształty. Inni włóczędzy. Wiedział, że najbezpieczniej podróżować samemu. Pałkę kupił na wypadek, gdyby przyszło mu się bronić. Nie przestraszył się. Po prostu poszedł do wolnego kąta i położył się na ziemi.

„DŻUNGLE”, 1936

Pociąg szarpnął i ruszył pomału. Kołysanie wkrótce stało się niemal kojące. Żelazne koła stukały rytmicznie na szynach. Potem Sparks poczuł przypływ adrenaliny. Pierwszy raz zaznał upajającego uczucia wolności, które towarzyszyło kolejowej włóczędze. Było to jak jazda na żelaznym koniu przez kręte drogi w kanionach, przez pustynię, na wschód, ku morzu.

Kiedy pociąg przyspieszał i szarpał jak rozbrykany źrebak, lepiej było stanąć mocno i czegoś się trzymać. Kiedy zwalniał, człowiek mógł się rozluźnić, poleżeć na plecach z głową na tobołku, gapić się przez otwarte drzwi na przesuwającą się leniwie pustynię, na jadłoszyny i kaktusy sterczące na horyzoncie.

Próbował nie zasnąć, bo wiedział, że inni włóczędzy mogą chcieć go napaść. Jednak słodkie synkopy kół toczących się po szynach sprawiły, że w końcu zapadł w drzemkę.

– Młody! Wysiadka!

Poderwał się na nogi. Pociąg zbliżał się do San Antonio w Teksasie. W tym właśnie mieście Sparks przyszedł na świat 2 sierpnia 1917 roku. Torowisko, patrolowane przez bezlitosnych byczków, było niedaleko.

– Musimy spadać, kolego – dodał włóczęga. – Jak cię złapią, trafisz do więziennej brygady albo do armii7.

Pociąg zwolnił i Sparks wyskoczył. Do San Antonio dojechał autostopem. Przespał się w noclegowni, a rankiem poszedł na drugi koniec miasta i wskoczył do pociągu jadącego w kierunku Corpus Christi. Przez kilka dni przyglądał się innym włóczęgom i podpatrzył pewne zachowania. Nauczył się, że zawsze trzeba mieć przy sobie manierkę z wodą, że lepiej jeździć w zamkniętych wagonach, gdzie dach ochroni cię przed słońcem, deszczem i burzami piaskowymi. Szybko dostosował się do reguł panujących w „dżunglach” – prowizorycznych obozach niedaleko torów. Ćwierć miliona młodych chłopaków zaznało podobnego życia w czasie wielkiego kryzysu. Tysiące zginęły w wypadkach albo z rąk „byczków” lub innych trampów.

W Corpus Christi Sparks bez powodzenia szukał pracy. Setki ludzi ustawiały się w kolejkach po jedną posadę. Sprawy wyglądały fatalnie, toteż usłyszawszy, że na zachodzie jest lepiej, Sparks wskoczył do kolejnego pociągu towarowego i dojechał do Los Angeles. Pacyfik ujrzał pierwszy raz przez otwarte drzwi trzęsącego się wagonu. Ale w Los Angeles również nie było roboty. Sparks nie wiedział, co począć. Kręcił się po mieście przez parę tygodni, sypiał w parkach pod gołym niebem, poznał życie bezdomnych i nauczył się, jak przetrwać za dwadzieścia pięć centów dziennie: rano pasztecik za pięć centów, na lunch batonik, na kolację hamburger.

Postanowił szukać szczęścia na północy – wkrótce znów jechał pociągiem, patrząc, jak góry Sierra Nevada nikną w oddali. W San Francisco próbował znaleźć robotę w porcie. Praca była, ale najpierw musiałby zapłacić piętnaście dolarów za wstąpienie do związku zawodowego. Nie miał tylu pieniędzy. Znów nocował pod gołym niebem. A potem skończyła mu się gotówka.

Pewnego ranka, gdy szedł Market Street, głodny i bez grosza przy duszy, minął mężczyznę w mundurze.

– Hej, kolego – zagadnął facet. – Chcesz się zaciągnąć do armii?

Sparks poszedł dalej.

„Cholera – pomyślał – co innego mi pozostało?”

Odwrócił się.

– Ano chcę8.

– Chłopie, żartujesz?

– Nie, mówię poważnie. Chcę się zaciągnąć do armii9.

Werbownik dał Sparksowi żeton na przejazd i wskazał tramwaj jadący ulicą.

– Wsiądziesz w niego, o drugiej przypływa łódź z Angel Island.

Tak oto Sparks znalazł się na łodzi płynącej przez zatokę. W oddali zobaczył okryte złą sławą więzienie Alcatraz zbudowane na ostrych skałach, wyłaniające się z mgły nad falami niczym stary okręt wojenny. Al Capone i „Machine Gun” Kelly odsiadywali tam wyroki. W obozie na Angel Island Sparks złożył przysięgę i wybrał, gdzie chce służyć. Pewnego jesiennego dnia 1936 roku wsiadł na wojskowy statek. Z pokładu obejrzał żelazne dźwigary nieukończonego jeszcze mostu Golden Gate, po czym udał się na dół. Na kojach zawieszonych po trzy jedna nad drugą leżały setki mężczyzn. Cuchnęło. Podróż do Honolulu trwała tydzień. Każdej nocy Sparks spał pod gwiazdami, jadł trzy solidne posiłki dziennie. Czekała na niego kraina domów z przewiewnymi werandami, kraina wiecznego słońca i koktajli serwowanych w łupinach orzechów kokosowych.

OBÓZ KAMEHAMEHA, HAWAJE, 1936

Baraki były przewiewne i przestronne. Pod wysokim drewnianym sufitem leniwie obracały się wiatraki. Palmy wokół bazy, usytuowanej u wylotu kanału prowadzącego do Pearl Harbor, rosły wysokie, wyższe niż w Arizonie. Powietrze było tu wilgotne, a wiatr ciepły. Każdy dzień zaczynał się o szóstej rano ostrym dźwiękiem trąbki sygnałowej. Potem ćwiczenia z obsługi potężnych szesnastocalowych dział.

Wojskowe życie bardzo Sparksowi odpowiadało. Nie męczyła go rutyna, dyscyplina, biurokracja działająca na zasadzie „wszystko na szybko, a potem czekaj”, ciągnące się w nieskończoność godziny spędzane na koszeniu trawnika, musztra na placu otoczonym polami trzciny cukrowej. Nie marzł, nigdy nie chodził głodny. Nie musiał się obawiać, że w wagonie towarowym albo w obozowisku napadną na niego włóczędzy. W barakach do dyspozycji były biblioteka, stół bilardowy i pianino. Po szesnastej trzydzieści miał wolne, w weekendy dostawał przepustkę, toteż zostawało mnóstwo czasu, żeby udać się do Honolulu, dwanaście kilometrów od bazy.

Pewnego dnia za dwa dolary kupił od jednego z żołnierzy aparat fotograficzny i porobił trochę zdjęć kolegom. Obfotografował też baraki i pobliską plażę. Okazało się, że zdjęcia można wywołać tylko w Honolulu, i to za spore pieniądze. Niektórzy woleli oszczędzić czas i forsę, urządzając prowizoryczną ciemnię w latrynach. Odbitki wychodziły jednak ziarniste i blade. Sparks zwęszył okazję. W Honolulu kupił książkę o fotografii, po czym zapytał dowódcę, czy ten mógłby umówić go z zarządem sklepu wojskowego działającego na terenie bazy. Podał się za doświadczonego fotografa i zaproponował urządzenie porządnej ciemni, w której żołnierze mogliby zostawiać swoje filmy do wywołania. Zarząd zgodził się dać mu pieniądze i sprzęt na to przedsięwzięcie. Tydzień później Sparks prowadził już własny zakład fotograficzny, pracując w podświetlonej na czerwono ciemni. Nie minęło dużo czasu, a musiał zatrudnić drugiego żołnierza do pomocy. Po miesiącu wprost „tarzał się w forsie”, jak to później opisywał. Zarabiał więcej niż dowódca baterii dział artyleryjskich. Wszystkie pieniądze odkładał w banku pocztowym na dwuprocentowej lokacie10.

Nauczył się też fotografii portretowej i robił zdjęcia oficerom, ich rodzinom oraz turystom. W gazetach szukał informacji o gwiazdach filmowych odwiedzających hotel Royal Hawaiian w Honolulu. Alice Faye, blondwłosa dwudziestodwuletnia aktorka słynąca z ról w musicalach, dała mu się sfotografować mimo protestów swego chłopaka. Sparks sprzedawał później odbitki w bazie. Kiedy jego służba wojskowa dobiegła końca, miał na koncie trzy tysiące dolarów – więcej, niż potrzebował, by opłacić college i studia prawnicze.

Do San Francisco wrócił statkiem. Tym razem Golden Gate – najdłuższy wówczas most wiszący na świecie – był już gotowy, ciągnął się przez tysiąc dwieście metrów ponad Pacyfikiem. W mieście Sparks wydał piętnaście dolarów na swój pierwszy w życiu garnitur od krawca. Następnie pojechał do pobliskiego Palo Alto, by obejrzeć Uniwersytet Stanforda. Kampus zrobił na nim niemałe wrażenie, lecz czesne było zbyt wysokie. Wrócił więc autobusem do Arizony, gdzie przywitała go uradowana rodzina. Niedługo potem zaczął studia na uniwersytecie stanowym w Tucson. Jeden semestr nauki kosztował zaledwie trzydzieści pięć dolarów.

Bardzo przykładał się do pracy, był lubiany przez innych pierwszorocznych studentów, młodszych od niego o dwa lata. Był w tej samej grupie co Mary i John Blair, brat i siostra pochodzący z jego rodzinnego Miami. Osiemnastoletnia Mary, studentka zarządzania, była sympatyczna i pilna. Miała szczupłą, zgrabną figurę, jasnorude włosy i uwielbiała tańczyć swinga. Poznali się cztery lata wcześniej w Miami High School. Sparks nie zrobił wtedy na dziewczynie szczególnie dobrego wrażenia – wdał się w bójkę na pięści, którą przerwał dyrektor szkoły. Teraz był wyższy, czarne włosy miał zaczesane do tyłu, nie brakowało mu ambicji, no i w odróżnieniu od innych pierwszorocznych zdążył już poznać trochę świata. Ewidentnie miał przed sobą przyszłość, tak samo jak Mary11. Zaczęli się spotykać, wkrótce się w sobie zakochali. Na zdjęciu, które Mary zawsze szczególnie lubiła, udają postaci z wielkiego romansu. Ona leży na wielkim głazie, on, w pozie Romea, wyznaje jej miłość, w tle rozciąga się bezkresna pustynia.

Pod koniec pierwszego roku Sparks pojechał znów na obóz szkoleniowy dla przyszłych oficerów. Dzięki służbie wojskowej na Hawajach szybko zyskał sobie opinię znakomitego kadeta. Przyznano mu prestiżową Nagrodę Pershinga, co wiązało się ze sponsorowanym w całości wyjazdem do Waszyngtonu. Na początku 1940 roku wraz z ośmioma innymi chłopakami zwiedzili budynek Kongresu. Spotkali się też z George’em C. Marshallem, szefem sztabu armii amerykańskiej, który przypiął Sparksowi medal do klapy garnituru kupionego w San Francisco. Asystentem Marshalla był pięćdziesięcioletni wówczas podpułkownik Dwight Eisenhower.

Przez kolejnych kilka miesięcy Sparks śledził z narastającym niepokojem wydarzenia po drugiej stronie Atlantyku, gdzie doskonale wyposażone, szybkie wojska Hitlera podbijały kolejne kraje. W lipcu 1940 roku większa część Europy – Francja, Belgia, Holandia, Polska, Norwegia i Dania – znajdowała się w brutalnym uścisku nazistów. Brytyjczykom wciąż udawało się bronić dzięki zaporze, jaką stanowił kanał La Manche, i dzięki męstwu pilotów z Royal Air Force. Ameryka zaczęła się zbroić. We wrześniu, po powrocie do college’u, Sparks otrzymał list od armii, zaczynający się od słowa: „Witaj”. Było to ponowne powołanie do służby. Pozwolono mu dokończyć semestr jesienny, cały następny rok miał jednak spędzić w wojsku. Dopiero potem mógłby na nowo podjąć naukę. Tak niewiele już brakowało, żeby spełniło się jego marzenie o zostaniu prawnikiem – a jednak zatoczył krąg i ponownie musiał przywdziać mundur, dokładnie jak przed rozpoczęciem studiów.

W styczniu 1941 roku zameldował się w Fort Sill w stanie Oklahoma do służby w 157. pułku 45. Dywizji Piechoty. Była to jednostka Gwardii Narodowej, która teraz została włączona do armii. Motto pułku brzmiało: „Gotowi do służby”. Sparks owszem, był gotowy, ale niespecjalnie się do niej palił.

Fort Sill zasłynął jako miejsce, gdzie w 1908 roku umarł Geronimo, ostatni wielki wódz Apaczów. Sparks, znalazłszy się tam, od razu zrozumiał, czemu Indianina zesłano do tej zapomnianej przez Boga dziury. Spało się w namiotach. Dokoła rozciągał się widok wyłącznie na pożółkłą trawę, pokryte pyłem krzaki i brzydkie krzewy. Okoliczne bary zakazywały wstępu „Meksykanom i Indiańcom”, ku wściekłości kilkuset żołnierzy o latynoskim lub indiańskim pochodzeniu, służącym w 45. Dywizji „Ogniste Ptaki”12[*]. Fort Sill pod każdym względem ustępował bazie na Hawajach.

W 157. pułku piechoty nie służyli poborowi. Pułk pochodził z Kolorado i szczycił się bogatą historią. Uczestniczył w wojnach z Indianami i w wojnie amerykańsko-hiszpańskiej w 1898 roku. Szturmował plaże nieopodal Manili i zatknął pierwszą amerykańską flagę w tym mieście. W 1916 starł się z ludźmi Pancho Villi na granicy Arizony z Meksykiem, walczył w okopach pierwszej wojny światowej. We wrześniu 1940 roku włączono go do 45. Dywizji i przerzucono do Fort Sill13.

Sparks nie znosił tego miejsca, szybko jednak nabrał podziwu dla swojego dowódcy, sztywnego i surowego pułkownika Charlesa Ankcorna, weterana Wielkiej Wojny. Wszyscy w bazie bali się Ankcorna, który człowiekiem był małomównym i przeważnie wydawał tylko krótkie rozkazy. Pewnego dnia Sparksowi kazano pokierować ćwiczeniami z obsługi sześćdziesięciomilimetrowego moździerza. Ankcorn przyglądał się ćwiczeniom bez słowa. Sparks nie miał pojęcia, czy dobrze wykonał zadanie – dowódca nie dał nic po sobie poznać. Ale kilka tygodni później Ankcorn niespodziewanie powołał Sparksa na swojego adiutanta, odpowiedzialnego za organizację, administrację i dyscyplinę w pułku. Awansował go na kapitana, po czym wskazał mu biurko i się kazał brać do pracy. Ewidentnie milczenie pułkownika było sprawdzianem, czy Sparks potrafi myśleć samodzielnie i podejmować decyzje. Pośród bitwy nie ma wszak czasu na wątpliwości i dopytywanie. Ankcorn nauczył się tego na skrwawionych polach we Flandrii w 1918 roku14.

Przypisy

1 Felix Sparks, Stories from Wartime, wykład na Regis University.

2 Earl Sparks w rozmowie z autorem.

3 Felix Sparks, historia mówiona Gwardii Narodowej Kolorado.

4 Blair Lee Sparks w rozmowie z autorem.

5 Earl Sparks w rozmowie z autorem.

6 Felix Sparks, historia mówiona Gwardii Narodowej Kolorado.

7 Tamże.

8 Tamże.

9 „Colorado Lawyer”, t. 27, nr 10, październik 1998.

10 Felix Sparks, historia mówiona Gwardii Narodowej Kolorado.

11 Mary Sparks w rozmowie z autorem.

12 Joe Medina w rozmowie z Nate’em Matlockiem.

13 Allen Beckett w rozmowie z autorem.

14 Felix Sparks, historia mówiona Gwardii Narodowej Kolorado.

* * *

[*] Oryg. Thunderbirds. Nawiązanie do mitycznego ptaka z indiańskiej mitologii, nazywanego też często Ptakiem Gromu (przyp. tłum.).

ROZDZIAŁ 2

NA WOJNĘ

Felix Sparks i jego przyszła żona Mary na pustyni nieopodal Tucson w Arizonie, 1939 (dzięki uprzejmości Mary Sparks)

OBÓZ KAMEHAMEHA, 7 GRUDNIA 1941

Nad Pearl Harbor wstawał właśnie niedzielny poranek. Myśliwce Mitsubishi A6M zniżyły lot, plując pociskami, zrzucając bomby. Na kadłubie każdego z nich widniał symbol czerwonego słońca – amerykańscy żołnierze wkrótce mieli nazwać go „pulpetem”. Pokój dobiegł końca. Potężne szesnastocalowe działa, których obsługi Sparks uczył się przez dwa lata, okazały się całkowicie bezużyteczne. Niespodziewany atak przyszedł nie od morza, lecz z powietrza. Japończycy przeprowadzili bombardowanie i ostrzał, zatapiając cztery pancerniki i dwa niszczyciele. Zginęło przeszło dwa tysiące ludzi.

Zaledwie cztery dni później, 11 grudnia, w trwającym osiemdziesiąt osiem minut przemówieniu wygłoszonym w Reichstagu, Adolf Hitler oznajmił, że Trzecia Rzesza znajduje się odtąd w stanie wojny z USA. Sparksowi brakowało tylko kilku dni do końca obowiązkowej służby wojskowej. Ale o powrocie na uczelnię nie mogło być mowy. Jak każdy mundurowy, musiał teraz zostać w armii aż do samego końca wojny, do ostatecznego zwycięstwa lub klęski. Wkrótce otrzymał kolejną złą wiadomość: kumpel z college’u dał mu znać, że Mary Blair spotyka się z innymi. Natychmiast do niej zatelefonował. Złapał Mary na jakiejś prywatce. Jakość połączenia była kiepska. Uszu Sparksa dobiegały tylko głosy chłopaków, śmiech, dźwięki swinga. Mary ewidentnie świetnie się bawiła. On jednak nie zniósłby zerwania z nią.

– Pobierzmy się1.

– Co mówisz? – Mary nie dosłyszała jego słów. Sparks, zirytowany, że z miejsca nie przystała na oświadczyny, powtórzył propozycję2.

Ślub odbył się pod koniec jej pierwszego roku studiów, 17 czerwca 1942 roku w Tucson, w obecności krewnych i kilku profesorów z college’u. Potem razem z inną parą jednym samochodem wybrali się nad Pacyfik i spędzili parodniowy miesiąc miodowy w San Diego. Sparks i Mary zawarli umowę. Wiedział, jak bardzo chciała skończyć studia i jak ciężko pracowała, powiedział więc, żeby najpierw zdobyła dyplom, a dopiero późnej przyjechała do Sparksa do bazy wojskowej.

We wrześniu 1942 roku Mary, świeżo upieczona absolwentka college’u, przybyła do Massachusetts w samą porę, by ujrzeć zjawiskowo piękną jesień w Nowej Anglii. Złote i pomarańczowe liście ścieliły się na trawnikach przed białymi drewnianymi domami i kościółkami. Sparks i jego pułk ćwiczyli tymczasem manewry desantowe na plażach Cape Cod. Mary zaszła w ciążę, jak wiele młodych żon w tamtym czasie. W listopadzie jednak sielanka dobiegła końca3. Trzeba było się przenieść do Pine Camp w stanie Nowy Jork, gdzie po raz pierwszy doświadczyli prawdziwej zimy: wszystko pokryła przeszło metrowa zaspa śniegu, a temperatura spadała aż do minus 37 stopni Celsjusza. Żołnierzom nie wydano zimowych ubrań, odmrożenia stały się prawdziwym problemem. Ogniste Ptaki wyładowywały frustrację, urządzając bijatyki w okolicznych barach. Dwaj żołnierze uzbrojeni w pistolety maszynowe Thompson próbowali nawet obrabować bank, co skończyło się pięcioletnią odsiadką w więzieniu.

Ku wielkiej uldze barmanów i bankierów w styczniu 1943 dywizja przeniosła się do Wirginii, by w Paśmie Błękitnym ćwiczyć walkę w górach. Dzięki lokalnemu arcymocnemu bimbrowi wkrótce poprawiło się morale. Zaczęły krążyć plotki, że dywizja ma niedługo zostać wysłana do Europy albo na Pacyfik. Żołnierzy coraz częściej trapiła myśl, jakie są szanse, że uda im się ujść cało. Zdawali sobie sprawę, że wielu z nich nie wróci do domu4.

Był początek maja 1943 roku. Sparks mocno przytulił Mary do piersi. Mary, wówczas już w zaawansowanej ciąży, musiała wrócić do rodziny w Tucson i tam powić dziecko. Stali mocno objęci, nim pocałowali się na pożegnanie, wiedzieli bowiem, że być może nigdy się już nie zobaczą. Czy będzie miał szansę ujrzeć własne dziecko? Co się stanie z Mary, gdyby nie wrócił5? W liście z 19 maja Sparks prosił rodziców, aby ci zaopiekowali się dzieckiem, gdyby Mary nie przeżyła porodu. „Teraz bardziej niż kiedykolwiek chciałbym być w domu”, pisał6.

HAMPTON ROADS, WIRGINIA, 3 CZERWCA 1943

Rozejrzał się dokoła. Po całym nabrzeżu wiła się długa kolejka chłopaków w zielonych mundurach. Podniósł wzrok i przyjrzał się USS „Charles Carroll”, długiemu na sto sześćdziesiąt metrów transportowcowi, uzbrojonemu w dwadzieścia dwa działa przeciwlotnicze. Żołnierze wspinający się po trapach dyskutowali z ożywieniem. Dokąd płyniemy? Niektórzy twierdzili, że prosto do Francji, by utworzyć drugi front. Inni utrzymywali, że choć wyruszają ze wschodniego wybrzeża, popłyną przez Kanał Panamski na Pacyfik. Część oficerów równych rangą Sparksowi gotowa była machnąć na to ręką. Nieważne, dokąd ich wysyłano, byle skończyły się osiemdziesięciokilometrowe, całodzienne i całonocne marsze, ciągłe przepakowywanie plecaków i sprawdzanie ekwipunku.

Większość chłopaków nigdy wcześniej nie opuściła Ameryki, między innymi bracia Vanderpoolowie, dziewiętnastoletni Otis i dwudziestodziewięcioletni Ervin. Obaj nigdy nawet nie byli poza granicami ojczystego Kolorado, póki nie zostawili pól kukurydzy w Olathe i nie dołączyli do pułku w Fort Sill, gdzie weszli w skład plutonu dowodzonego przez Sparksa. Ervin chciał pojechać na wojnę u boku młodszego brata. Liczył, że zdoła go uchronić przed niebezpieczeństwem. W 45. Dywizji Piechoty służyły dziesiątki par braci. Żaden nie wyobrażał sobie, że wróci z wojny sam.

O ósmej rano 8 sierpnia 1943 roku rozbrzmiały gwizdki, zachrobotały łańcuchy kotwic i konwój transportujący 157. pułk piechoty wypłynął powoli z Hampton Roads. Chłopcy tłoczyli się przy relingach i patrzyli, jak Ameryka niknie w oddali. Niektórzy czuli w sercu pustkę7. Konwój posuwał się zygzakiem to na południe, to na wschód, eskortowany przez niszczyciele na wypadek spotkania z U-Bootami. Potem odbił na północ w stronę Gibraltaru.

Sparks wspominał, jak słuchał propagandowej audycji Axis Sally w berlińskim radiu, gdy zbliżali się do północnych wybrzeży Afryki. „A teraz piosenka dla chłopców z 45. Dywizji, którzy płyną po bezkresnym morzu – zapowiedziała pewnego dnia Sally. – Nosi tytuł: Ostatni spęd. Dla wielu z was ta podróż też będzie ostatnia”8. Po dwóch tygodniach żeglugi Sparks nauczył się ignorować słowa Sally i słuchać wyłącznie muzyki9.

21 czerwca 1943 roku konwój przepłynął przez Cieśninę Gibraltarską. Morze Śródziemne było błękitne i przejrzyste. Wokół statków igrały delfiny10. Następnie odbito ku zatłoczonemu portowi w Oranie w Algierii. Ogniste Ptaki, ku swej wielkiej frustracji, musiały spędzić w ciasnych, cuchnących kajutach kolejne cztery dni. Dopiero 25 czerwca żołnierze zrozumieli dlaczego. Cała dywizja wykonała ćwiczebny desant na pobliską plażę; 36. Dywizja Piechoty odgrywała rolę obrońców. Manewry zakończyły się fiaskiem. Brakowało doświadczonych sterników i marynarzy – w Europie i na Pacyfiku przydziały do załóg barek desantowych wydawano w ostatniej chwili (na przykład w przypadku 45. Dywizji – tuż przed wypłynięciem ze Stanów).

Dowódcy i alianccy planiści zastanawiali się, co będzie, kiedy nieopierzone Ogniste Ptaki wylądują na obcych plażach pod ostrzałem nieprzyjaciela. 27 czerwca zaniepokojony dowódca 7. Armii George S. Patton zwołał wszystkich oficerów dywizji na odprawę. Sparks znalazł się w kilkusetosobowym tłumie zgromadzonym w dolinie wyschniętej rzeki, słuchającym Pattona, który przemawiał ze wzgórza11.

– Panowie – mówił generał – za kilka dni pierwszy raz wylądujecie na kontynencie europejskim. Większość z was nie poznała jeszcze wojny na własnej skórze. Pewnie będziecie przestraszeni. Ale nie ma się czego bać! Choćbyście sobie wetknęli czerwone piórko w zadek i biegali wte i wewte przed karabinami wroga, i tak w was nie trafią!12

Patton dodał, że jeśli Niemcy i Włosi będą się chcieli poddać, należy wziąć ich do niewoli. Jeśli jednak nie złożą broni, Sparks i Ogniste Ptaki mają „wytłuc skurwieli”13.

Sparks i pozostali oficerowie natchnieni, ale i cokolwiek zaskoczeni barwnym językiem Pattona, wrócili do swoich jednostek i przeprowadzili kolejne ćwiczenia na pustyniach. Pod koniec czerwca Sparks usłyszał, że dywizja ma się zaokrętować na statki desantowe za niecały tydzień. Żołnierze zaczęli masowo uczestniczyć we mszach i nabożeństwach. Kiedy przyszedł 4 lipca, nie było fajerwerków. Sparksa i piętnaście tysięcy Ognistych Ptaków czekała pierwsza bitwa. Nikt nie miał nastroju do świętowania.

Następnego dnia o szesnastej trzydzieści pułk Sparksa wypłynął z Oranu pięcioma statkami. Dopiero wtedy Ogniste Ptaki dowiedziały się, dokąd zmierzają. Każdy otrzymał książeczkę zatytułowaną Przewodnik żołnierski po Sycylii. Konwój wiozący resztę dywizji liczył trzydzieści okrętów. Po drodze dołączyły do nich setki statków z żołnierzami brytyjskiej 8. Armii, po dowództwem generała Bernarda Montgomery’ego oraz reszta 7. Armii Pattona. Cała armada liczyła około dwóch tysięcy statków. Była to największa flota desantowa w dziejach.

Plan inwazji na Sycylię o kryptonimie operacja Husky zakładał lądowania wzdłuż setek kilometrów wybrzeża. Początkowo desant odbyć miało siedem dywizji, podzielonych na dwie armie – jedną dowodzoną przez Pattona, drugą pod dowództwem Montgomery’ego, który zasłużył już sobie na status bohatera w Wielkiej Brytanii dzięki zwycięstwu nad Rommlem pod El Alamein w listopadzie 1942 roku.

9 lipca po zmroku żołnierze 45. Dywizji dostali rozkaz umieszczenia naszywek na ramieniu munduru. Każdy wziął igłę i nić i przyszył filcowy romb, przedstawiający mitycznego złotego Ognistego Ptaka na czerwonym tle. (Jak na ironię, przed wojną symbolem dywizji była swastyka. Z oczywistych względów trzeba było ją czymś zastąpić. Rozważano wiele propozycji, między innymi rewolwer marki Colt, „broń, która zdobyła Dziki Zachód”. Ponieważ jednak dywizja wywodziła się z kraju Indian, zdecydowano się na Ognistego Ptaka).

W Dywizji służyło tysiąc pięciuset Apaczów, Seminoli, Siuksów, Czirokezów i Czoktawów14. Dywizja trafiła na pierwsze strony gazet ze Wschodniego Wybrzeża, gdy podczas ćwiczeń odtańczyli oni w bostońskim parku taniec wojenny. Ognisty Ptak był dla nich potężnym symbolem. Uważali go za mściwego ducha, który niesie zagładę czyniącym zło. Zarazem był też jednak źródłem nadziei, zwiastunem zwycięstwa dla godnych i szlachetnych15.

Przypisy

1 Mary Sparks w rozmowie z autorem.

2 Tamże.

3 Mike Gonzales, A Brief History of the 45th Infantry Division in the Second World War, 45th Infantry Division Museum.

4 Emajean Buechner, Sparks. The Combat Diary of a Battalion Commander, Thunderbird Press, Metarie, Louisiana 1991, s. 63.

5 Felix Sparks w rozmowie z autorem.

6 Felix Sparks, list do rodziców z 19.05.1943. Dzięki uprzejmości Blaira Lee Sparksa.

7 Jack Hallowell i in., Eager for Duty. History of the 157th Infantry Regiment (Rifle), bd., s. 17.

8 Buechner, Sparks, dz. cyt., s. 65.

9 Felix Sparks, wywiad dla Shoah Foundation.

10 Robert Franklin, Medic, University of Nebraska Press, Lincoln 2006, s. 5.

11 Felix Sparks, historia mówiona Gwardii Narodowej Kolorado.

12 Felix Sparks w rozmowie z badaczami z Regis University.

13 Tamże.

14 Paul Hollister, Thunderbirds of E.T.O., w: Major Howard Oleck (red.), Eye-Witness World War II Battles, Belmont Books, New York 1963 s. 133. „Indianie amerykańskiego południowego zachodu od dawna czcili Ognistego Ptaka. Niósł on deszcz dla wysuszonych ziem, przynosił wolność i nadzieję ludziom na granicy życia i śmierci. Towarzyszyły mu gromy i błyskawice. Potężny Ognisty Ptak siał trwogę w sercach czyniących zło, dla czyniących dobro był zaś przyjacielem”.

15 Paul A. Cundiff, 45th Division CP. A Personal Record from World War II, bd., s. 121.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

CZĘŚĆ DRUGA

WŁOCHY

ROZDZIAŁ 3

SYCYLIA

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 4

WYŚCIG DO MESYNY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 5

GÓRSKI KRAJ

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ TRZECIA

ANZIO

ROZDZIAŁ 6

NADCHODZĄCE NIEBEZPIECZEŃSTWO

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 7

ROZPĘTUJE SIĘ PIEKŁO

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 8

KRWAWY PRZYPŁYW

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 9

BITWA O JASKINIE

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 10

ZA LINIĘ

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 11

„PRZYDUPEK”

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 12

PRZEŁOM

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 13

RZYM

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ CZWARTA

FRANCJA

ROZDZIAŁ 14

DZIEŃ CZTERYSTA PIERWSZY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 15

SZAMPAŃSKA KAMPANIA

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 16

WOGEZY

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ PIĄTA

NIEMCY

ROZDZIAŁ 17

CZARNY GRUDZIEŃ

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 18

GRANICA WYTRZYMAŁOŚCI

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 19

PORAŻKA

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 20

RZEKA

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 21

LINIA ZYGFRYDA

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 22

MONTE CASSINO NAD MENEM

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 23

UPADEK

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ SZÓSTA

JĄDRO CIEMNOŚCI

ROZDZIAŁ 24

DZIEŃ AMERYKANÓW

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 25

PSY PIEKIEŁ

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 26

PODWÓRKO Z WĘGLEM

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 27

INCYDENT Z LINDENEM

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 28

DŁUGI DZIEŃ DOBIEGA KOŃCA

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ SIÓDMA

OSTATNIE BITWY

ROZDZIAŁ 29

OSTATNIE DNI

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 30

ZWYCIĘSTWO W EUROPIE

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 31

POKÓJ

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 32

OSTATNIA BITWA

Dostępne w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

WYBRANA BIBLIOGRAFIA

Dostępne w wersji pełnej

INDEKS

Dostępne w wersji pełnej

Liberator

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Dedykacja

***

***

PROLOG GROBY

CZĘŚĆ PIERWSZA DUST BOWL

ROZDZIAŁ 1 ZACHÓD

ROZDZIAŁ 2 NA WOJNĘ

CZĘŚĆ DRUGA WŁOCHY

ROZDZIAŁ 3 SYCYLIA

ROZDZIAŁ 4 WYŚCIG DO MESYNY

ROZDZIAŁ 5 GÓRSKI KRAJ

CZĘŚĆ TRZECIA ANZIO

ROZDZIAŁ 6 NADCHODZĄCE NIEBEZPIECZEŃSTWO

ROZDZIAŁ 7 ROZPĘTUJE SIĘ PIEKŁO

ROZDZIAŁ 8 KRWAWY PRZYPŁYW

ROZDZIAŁ 9 BITWA O JASKINIE

ROZDZIAŁ 10 ZA LINIĘ

ROZDZIAŁ 11 „PRZYDUPEK”

ROZDZIAŁ 12 PRZEŁOM

ROZDZIAŁ 13 RZYM

CZĘŚĆ CZWARTA FRANCJA

ROZDZIAŁ 14 DZIEŃ CZTERYSTA PIERWSZY

ROZDZIAŁ 15 SZAMPAŃSKA KAMPANIA

ROZDZIAŁ 16 WOGEZY

CZĘŚĆ PIĄTA NIEMCY

ROZDZIAŁ 17 CZARNY GRUDZIEŃ

ROZDZIAŁ 18 GRANICA WYTRZYMAŁOŚCI

ROZDZIAŁ 19 PORAŻKA

ROZDZIAŁ 20 RZEKA

ROZDZIAŁ 21 LINIA ZYGFRYDA

ROZDZIAŁ 22 MONTE CASSINO NAD MENEM

ROZDZIAŁ 23 UPADEK

CZĘŚĆ SZÓSTA JĄDRO CIEMNOŚCI

ROZDZIAŁ 24 DZIEŃ AMERYKANÓW

ROZDZIAŁ 25 PSY PIEKIEŁ

ROZDZIAŁ 26 PODWÓRKO Z WĘGLEM

ROZDZIAŁ 27 INCYDENT Z LINDENEM

ROZDZIAŁ 28 DŁUGI DZIEŃ DOBIEGA KOŃCA

CZĘŚĆ SIÓDMA OSTATNIE BITWY

ROZDZIAŁ 29 OSTATNIE DNI

ROZDZIAŁ 30 ZWYCIĘSTWO W EUROPIE

ROZDZIAŁ 31 POKÓJ

ROZDZIAŁ 32 OSTATNIA BITWA

PODZIĘKOWANIA

FOTOGRAFIE

WYBRANA BIBLIOGRAFIA

INDEKS

Karta redakcyjna

Tytuł oryginału

THE LIBERATOR

Projekt okładki: Eric White, Janusz Staszczyk

Zdjęcie na okładce: Robert Capa / Magnum Photos / FotoChannels

Redakcja: Redaktornia.com

Indeks: Anna Tłomacka

Korekta: Jadwiga Piller, Redaktornia.com

Copyright © 2012 by Alex Kershaw

All rights reserved.

This translation published by arrangement with Crown Publishers, an imprint of the Crown Publishing Group, a division of Random House LLC

Copyright © for the Polish translation by Jan Dzierzgowski, 2015

Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., 2015

Wielka Litera Sp. z o.o.

ul. Kosiarzy 37/53

02-953 Warszawa

www.wielkalitera.pl

ISBN 978-83-8032-051-2

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Liberator 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie Wielka Księga Armii Krajowej