Etyka!

Etyka!

Autorzy: Jan Hartman

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Filozofia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 248

Cena książki papierowej: 39.99 zł

cena od: 23.42 zł

Ta książka mimo wszystko jest po to, by uczynić Was lepszymi

Wszystkie książki na tematy moralne są budujące albo kiepskie. Taki to już gatunek. Karty na stół! Czy będę Was pouczał, jak macie żyć? Poniekąd tak. Czy będę moralizował? Miejscami, ale nie za wiele. Czy uważam się za lepszego od Was, skoro chcę Was pouczać? Nie. To dlaczego to robię? Bo umiejętność ważenia argumentów moralnych, roztropnego i sprawiedliwego oceniania postępków swoich i postępków innych ludzi oraz krytycznej analizy własnych i cudzych przekonań moralnych zawsze pociąga nas ku górze, czyli doskonali.

Każdy, kto liznął etyki, jest choć trochę lepszy niż wtedy, gdy jeszcze o etyce nic nie wiedział, jakkolwiek nie znaczy to, że w ogóle jest dobry ani że nad innymi góruje. Tyle więc mogę Wam obiecać – jeśli przeczytacie tę książkę uważnie, z pewnością staniecie się nieco lepsi niż przed jej lekturą. Nauczycie się lepiej niż dotąd rozważać swoje i cudze zamiary i uczynki. Tym samym zyskacie większą szansę uniknięcia niektórych złych postępków i niesprawiedliwych ocen. A w dodatku nie będziecie powtarzać wielu niemądrych rzeczy, które na co dzień większość z nas mówi, próbując, bez wprawy, wdawać się w dyskusję etyczną i w etyczne oceny. Na przykład nie będziecie mówić, że „nikt nie ma prawa Was oceniać”…

WARSZAWA 2015

Redakcja: Robert Siewiorek

Korekta: Małgorzata Włodarczyk

Projekt okładki: Wojtek Kwiecień-Janikowski

Zdjęcie na okładce: Adam Golec

Opracowanie graficzne: Elżbieta Wastkowska

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Magdalena Kosińska

© Copyright by Agora SA 2015

© Copyright by Jan Hartman 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2015

ISBN: 978-83-268-1770-0 (EPUB); 978-83-268-1771-7 (MOBI)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

S P I S T R E Ś C I

Dedykacja

WSTĘP

CZĘŚĆ I. Wprowadzenie do etyki

Współczesny vs. klasyczny standard etyczny

Tak zwana nowoczesność

Człowiek i jego czyn

Źródło moralności

CZĘŚĆ II. Myślą, mową, uczynkiem… Wybrane problemy etyczne

W stronę życia

Czy wolno myśleć, co się chce?

Kiedy wolno kłamać?

Kiedy wolno zabijać?

ZAKOŃCZENIE

Przypisy

W hołdzie prof. Marii Ossowskiej (1896-1974)

– wielkiej polskiej uczonej, filozofce i etyczce

słynącej z mądrości, prawości i elegancji

Człowiek to nie jest piękne zwierzę” – powiada wybitna filozofka i moralistka Barbara Skarga. Ba, człowiek to wredna małpa! Zawistny, złośliwy, okrutny, jeden drugiemu nieustająco robi świństwa, okłamuje, oszukuje, zdradza. A nierzadko bije, dręczy i zabija. Z namiętności gotów jest na wszystko. Strach i głód pozbawiają go wszelkich hamulców. Na co dzień cieszy się z cudzych nieszczęść, a udaje współczucie. Chce jak najwięcej dla siebie, niewiele sobie robiąc z potrzeb innych ludzi. Wszędzie szuka zysku i korzyści. Okłamuje świat, nieustannie starając się pokazać w oczach innych ludzi jako lepszy, niż jest w istocie. Szuka współczucia i zrozumienia, sam skąpo obdarzając nimi bliźnich. Nieraz chętnie pomaga i czyni dobro, lecz zaraz się rozgląda za kimś, kto by to zauważył i pochwalił. Będąc próżny, wciąż poszukuje akceptacji i poważania u innych. Będąc tchórzliwy i leniwy, udaje, że nie widzi zła wokół siebie. Czeka tylko, aż inni za niego usuną niebezpieczeństwa i rozwiążą problemy tego świata. Owszem, ktoś to robi, lecz najczęściej za pieniądze. Bo interesowność łączy nas wszystkich pewnie i powszechnie, jak dwunożność i śmiertelność.

Dlaczego człowiek jest taki okropny? Cóż, geny, hormony, grzech pierworodny... Jest, jaki jest, i nie może się zmienić. W szczegółach całą naszą wredność (oraz rzadsze przejawy moralnego piękna) opisują i wyjaśniają nauki przybierające pozę beznamiętności – socjologia moralności, psychologia moralności, a nawet neurofizjologia moralności. Etyka tym się raczej nie zajmuje, choć utrzymuje bliskie stosunki ze swą siostrą – moralistyką, zapaloną w dezawuowaniu podłości grzesznej ludzkiej natury. Jeśliby kto chciał zobaczyć, jak złośliwa i celna może być ta ostatnia, niech poczyta sobie sarkastyczne maksymy François de La Rochefoucauld, XVII-wiecznego francuskiego księcia. Weźmy choćby taką: „Zawsze mamy dość sił, aby znieść cudze nieszczęście”. Oj, mamy, mamy. Swoje własne zwykle też. Przecież żyć trzeba... Mieliżbyśmy się zabić?

A jednak etyka nie jest moralistyką. Łączy ją wszak z moralistyką (a oddziela od nauki) coś, co można nazwać idealizmem moralnym. Nauka może być podejrzliwa w stosunku do moralności, a nawet sugerować niedwuznacznie, że jest ona sztucznym ludzkim wytworem, jednym z kilku sprytnych systemów opresji i dyscypliny społecznej. Etyki to nie zraża. Niezależnie od tego, jak sztuczna byłaby moralność albo – odwrotnie – jak silnie miałaby być uwarunkowana przez geny, prawidłowości psychologiczne i społeczne, dobro nadal jest dobrem, zło – złem, a obowiązek – obowiązkiem. I podobnie jak nauka o naszych upodobaniach muzycznych i – dajmy na to – ich neurologicznych podstawach nie dezawuuje smutnego piękna Fantazji w f-moll na cztery ręce Schuberta, tak również wiedza o tym, jak silnie zdeterminują nasze zachowania zapachy i bodźce podprogowe, nie odbierze blasku hojności ani nie zdejmie grozy z okrucieństwa. Etyka bierze moralność taką, jaka jest – a więc jako zastaną rzeczywistość, która rodzi realne zobowiązania. Zajmuje się nią od środka, uczestnicząc w niej, a nie sili się na to, żeby wyjść z niej i stanąć obok.

Zresztą i nauka nie jest w tym konsekwentna. Ciekawi jesteśmy wyjaśnienia, dlaczego jedni drugich zabijają? Ano przecież dlatego, że uważamy zabijanie za złe i chcielibyśmy się dowiedzieć, co można zrobić, aby ludzie przestali się zabijać. Właśnie dlatego niezaangażowanie moralne nauk o moralności, takich jak socjologia i psychologia moralności, nigdy nie jest w pełni konsekwentne. Gdyby było konsekwentne, sam przedmiot tych nauk, czyli moralność, stałby się w końcu nieciekawy i niezrozumiały, nie mówiąc już o tym, że separowanie się od sfery moralnej jest po prostu niemoralne – niezależnie od tego, czy jest ona produktem ewolucji albo też fikcją i wynalazkiem człowieka, czy może uniwersalnym prawem dobra i zła, jaśniejącym na nieboskłonie czystych idei, obok praw logiki i prawd matematyki.

Nauka tłumaczy nam, dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej. Nietrudno nam dośpiewać do tych objaśnień coś oceniającego, a więc jakieś „tak wrednie” albo „tak wspaniale”. Możemy się dowiedzieć, dlaczego ludzie kradną i kłamią albo wspierają się i poświęcają jedni dla drugich. Co więcej, możemy zbadać empirycznie, w jaki sposób formułują swoje przekonania moralne i czym tłumaczą to, że jakieś działania uznają za chwalebne, a inne za naganne. Etyka nie jest nauką i dawno już usunęła się z pola należnego psychologii i socjologii. Owszem, gdy nie było jeszcze tych nauk, imała się i tego. Dziś jednak już tego nie czyni. Etyka stara się za to odpowiedzieć na pytanie sformułowane bardziej bezpośrednio, bez tego charakterystycznego dla nauki podejrzliwego w stosunku do moralności dystansu. Pyta więc po prostu, co sprawia, że pewne czyny są dobre (obowiązkowe, dobre, chwalebne, sprawiedliwe), a inne złe (naganne, podłe, zbrodnicze). A żeby nie było to zapytywanie naiwne i aby zbyt łatwo nie wpaść w sidła takiej czy innej ideologii etyczno-religijnej bądź nie dać się uwieść partykularnemu systemowi obyczajowemu, etyka pyta również, skąd my to możemy wiedzieć, a więc o to, jaką wartość poznawczą mają sądy moralne (w tym również twierdzenia samych etyków) i w jaki sposób można je uzasadniać.

Etyka nie jest ani nauką, ani moralistyką. Stara się być niezależna od poszczególnych systemów przekonań moralnych (systemów religijnych i obyczajowych), jednakże pozostaje moralnie zaangażowana. Trudno jej utrzymać równowagę i upragniony dystans oraz niezależność, a moralne zaangażowanie, pragnienie wspierania (mimo wszystko) dobra i moralności, sprawia, że tu i tam staje się na chwilę moralistyką, pouczając ludzi, co jest dobre, a co złe. Zwłaszcza będąc dyscypliną intelektualną, w naturalny sposób przejawia skłonność do upominania ludzi, by okazywali więcej roztropności i więcej zastanawiali się, co czynią – czy obierają słuszne cele i właściwe środki, czy należycie liczą się z interesami i prawami innych ludzi, czy nikogo nie zamierzają skrzywdzić, nikomu zadać cierpienia, a wreszcie – czy utarte przekonania etyczne aby na pewno są słuszne.

Niemniej wychowywanie ludzi nie jest jej naczelnym zadaniem. Jest zadaniem ubocznym. W gruncie rzeczy w etyce chodzi bowiem o wiedzę teoretyczną (mimo że etykę nazywano od czasów Arystotelesa „nauką praktyczną” – służącą dobremu działaniu), bo jest ona działem filozofii, dzieląc z całą filozofią namiętność do pojęć, analiz i abstrakcyjnych rozumowań. Naprawdę bardzo trudno jest zrozumieć, czym jest etyka. Nawet etycy mają z tym kłopoty, przez co zdarza im się zbaczać a to w stronę nauki, a to w stronę moralistyki. Mają do tego prawo. Nikt nie ma obowiązku być pełnoetatowym etykiem. Ta książka wszelako jest ortodoksyjnie etyczna. Jest poświęcona tylko i wyłącznie etyce, a jej głównym zadaniem jest wyjaśnienie, czym etyka jest. Nie obędzie się jednak bez akcentów moralizatorskich, bo w etyce zdarzają się zawsze i jest to dla niej zupełnie naturalne[1]. Autor musi się wszelako z tego bardziej gruntownie wytłumaczyć.

Nikt przecież nie lubi, gdy ktoś prawi mu morały. Dawniej uważaliśmy je za rzecz naturalną i pożądaną, lecz dziś już nie. Trzeba będzie zastanowić się nad tym, dlaczego w ciągu ostatniego stulecia tak bardzo nam to obrzydło. Skoro jednak kazań już nie lubimy, muszę uczciwie uprzedzić Czytelniczki i Czytelników: ta książka mimo wszystko jest trochę po to, by uczynić Państwa lepszymi (autora przy okazji również). Prawdę mówiąc, każda książka poniekąd temu służy, lecz książka o etyce – bardziej niż inne. Wszystkie książki na tematy moralne są budujące albo kiepskie. Taki to już gatunek.

Czy będę Państwa pouczał, jak macie żyć? Poniekąd tak. Czy będę moralizował? Miejscami, ale nie za wiele. Czy uważam się za lepszego od Państwa, skoro chcę Państwa pouczać? Nie. To dlaczego to robię? Bo umiejętność ważenia argumentów moralnych, roztropnego i sprawiedliwego oceniania postępków swoich i postępków innych ludzi oraz krytycznej analizy własnych i cudzych przekonań moralnych zawsze nas doskonali. Każdy, kto liznął etyki, jest choć trochę lepszy niż wtedy, gdy jeszcze o etyce nic nie wiedział – jakkolwiek nie znaczy to, że w ogóle jest dobry ani że nad innymi góruje.

Tyle więc mogę Państwu obiecać – jeśli przeczytacie tę książkę uważnie, z pewnością staniecie się nieco lepsi niż przed jej lekturą. Nauczycie się lepiej niż dotąd rozważać swoje i cudze zamiary i uczynki. Tym samym zyskacie większą szansę uniknięcia niektórych złych postępków i niesprawiedliwych ocen. A w dodatku nie będziecie powtarzać wielu niemądrych rzeczy, które na co dzień większość z nas mówi, próbując (bez wprawy) wdawać się w dyskusję etyczną i w etyczne oceny. Na przykład nie będziecie mówić: „Nikt nie ma prawa mnie oceniać”. Jak na kilkadziesiąt złotych i kilkanaście godzin spędzonych na lekturze zysk będzie niemały.

Dlaczego książka, która opowiada o etyce, nosi tytuł Etyka!, zamiast nazywać się po prostu Etyka, bez wykrzyknika, jak setki innych książek na ten temat? Powody są dwa. Po pierwsze, najbardziej uderzającą cechą sfery moralnej jest to, że wiele rzeczy wydaje się nam nakazanych bądź zakazanych, „bo tak”, czyli apodyktycznie, bez potrzeby uzasadnienia i niezależnie od ewentualnego zagrożenia konkretną karą za niespełnienie tego, co w ten sposób jest nam narzucane. Nie kradnij! Oddaj dług! Zatrzymaj się i zadzwoń po pogotowie! Powiedz, jak było naprawdę! Wykrzyknik znamionujący nakaz, czyli imperatyw, jest więc w dziedzinie moralności czymś bardzo znamiennym i typowym. Niektórzy etycy, jak Immanuel Kant, uważają wręcz, że bezwarunkowa nakazowość, czyli obowiązek, to sama istota moralności.

Po drugie, tak się złożyło w ciągu XX wieku, że chociaż ciągle powołujemy się w życiu publicznym na względy etyczne, na przykład tworząc kodeksy etyczne dla różnych grup zawodowych, to w życiu prywatnym zaczęliśmy unikać argumentów etycznych i typowo etycznego języka. Zdecydowanie unikamy mówienia o moralności i cnocie (słowa te uległy degradacji do roli anachronicznych określeń odnoszących się głównie do sfery seksualnej), mamy trudności z naturalnym i bezpretensjonalnym nazywaniem osób i czynów moralnie dobrych i moralnie nagannych. Mówienie o moralności krępuje nas niemal tak samo jak mówienie o seksie. Używamy różnych eufemizmów i kolokwializmów, a najchętniej unikalibyśmy tematyki moralnej w ogóle, tym bardziej że osądzając innych, narażamy się na to, że sami zostaniemy osądzeni. Powiemy raczej „świetny facet” niż „szlachetny człowiek”, a haniebny czyn nazwiemy raczej świństwem niż niecnym, haniebnym postępkiem. Z całego formalnego języka etycznego uratowało się zaledwie kilka zwrotów, takich jak „uczciwy człowiek” albo „dobry uczynek”, oraz te kluczowe słowa, brzmiące na tyle uczenie, że nie zdecydowaliśmy się ich porzucić: „etyka”, „etyczny”.

W rezultacie wszyscy słyszymy wokół, że to czy tamto jest „nieetyczne” (tzn. naganne, grzeszne, podłe, nieuczciwe, niesprawiedliwe – wszystko to się mieści w tym drętwym i formalnym słowie) i że bardzo ważna jest „etyka”, jednakże brakuje zrozumienia, o co tu właściwie chodzi. Co to jest ta cała „etyczność”? Etyczny albo nieetyczny, czyli jaki? Niezgodny z obyczajami i „normami współżycia społecznego”? Krzywdzący? Niezgodny z prawem? A co to jest etyka? Rodzaj świeckiego pouczenia moralnego? Zestaw „wartości humanistycznych” albo „ogólnoludzkich”? Ale jakie to są wartości? I co to są w ogóle wartości? Lepiej nie zadawać tych wszystkich pytań, bo to tylko mąci ludziom w głowach i przywodzi do złego...

Dobrym przykładem na to, jak mętne i płytkie jest to całe mówienie o „etyce”, jest publiczna dyskusja dotycząca lekcji etyki w szkole. Czymś uderzającym jest brak wiedzy wielu prominentnych uczestników tej debaty na temat znaczenia (a raczej znaczeń) słowa „etyka” i jakiegokolwiek wyobrażenia o tym, co to znaczy (albo znaczyło dotychczas) uczyć kogoś etyki. Przyznam się, że decyzję o napisaniu tej książki podjąłem przed kilkoma laty, gdy na spotkaniu z bardzo wysoko umocowanym i utytułowanym akademicko dygnitarzem państwowym, który chciał poznać moje zdanie na temat wprowadzenia etyki do szkół, osoba ta wyraziła radosne zdumienie, dowiedziawszy się ode mnie, że etyka jest dyscypliną filozofii bądź tzw. nauką filozoficzną i studiuje się ją na studiach filozoficznych. Bezmiar ignorancji w dziedzinie etyki wprawia mnie czasem w osłupienie i wywołuje niemałą frustrację. Odpowiadam na tę ignorancję tym właśnie tytułowym wykrzyknikiem: Ludzie! Dowiedzcie się, co to jest etyka, zanim zaczniecie o niej perorować!

Owszem, z tej książki będzie można dość dokładnie się dowiedzieć, czym jest etyka. W jej pisaniu przyświecała mi jednak nie tylko frustracja, która zapewne nie jest dobrym doradcą ani w ogóle czymś moralnie wartościowym. Etycznym przewodnikiem (na ile skutecznym – oceńcie Państwo sami) była dla mnie inna pobudka, a mianowicie etyczny ideał i etyczna cnota (obym ją posiadł!) uczciwości intelektualnej, zwana przez Greków parresią. Stan refleksji moralnej, na którą dotychczas zdobyła się ludzkość, od dwóch i pół tysiąca lat uprawiając w sposób bardziej lub mniej systematyczny naukę o moralności, czyli etykę, jest niezadowalający. Nie zamierzam tego ukrywać, lecz wręcz przeciwnie – pragnę to pokazać i wyjaśnić, dlaczego tak jest. Ta porażka nie jest wyłącznie sprawą etyków, ale nas wszystkich.

Niemniej każdy, kto uczył się etyki, może potwierdzić to, co powiedziałem wcześniej, a mianowicie, że znajomość problematyki etycznej pomaga w formułowaniu rozważnych i sprawiedliwych ocen moralnych oraz w podejmowaniu roztropnych decyzji. Nie gwarantuje tego, lecz pomaga. A co gwarantuje? Gwarantuje zwiększenie odporności na fałszywe (a nieraz wręcz podłe) przekonania i argumenty etyczne. Nie jestem odosobniony w tych twierdzeniach i zapewnieniach. Jeden z najznamienitszych etyków współczesnych, Bernard Williams, napisał w latach 80. ubiegłego wieku książkę Ethics and the Limits of Philosophy (Etyka i granice filozofii), której charakter i cel są z grubsza zbieżne z tym, co zamierzam przedstawić w niniejszej pracy, w ten sposób formułując swą naczelną tezę: „Filozofia nie powinna dążyć do stworzenia teorii etycznej, co jednakże nie znaczy, że filozofia nie może dostarczać krytyki pewnych przekonań i idei etycznych”[2]. Dodam, że wiele takich przekonań i idei wymyślili sami filozofowie. Tym samym etyka jest w dużej mierze moralną samokrytyką rodzaju ludzkiego, ze szczególnym uwzględnieniem świata Zachodu i samych etyków.

Obiecuję nie uchylać się od samokrytyki, lecz nie obiecuję powstrzymywać się od krytyki Państwa przekonań moralnych. Wiem, wiem, każdy ma inne przekonania. Nieprawda! Nie ma siedmiu miliardów systemów przekonań etycznych; nie ma nawet siedemdziesięciu. W ramach jednego społeczeństwa i jednej epoki można wyróżnić co najwyżej kilka „światopoglądów etycznych”, a jeden z nich zawsze jest dominujący. Czymś zupełnie podstawowym dla życia moralnego jest rytuał odtwarzania dominującego dyskursu moralnego, czyli powtarzanie przez większość ludzi pewnych etycznych oczywistości. Od jakiegoś czasu, mianowicie od kiedy żyjemy w liberalnej kulturze indywidualizmu, te rytualne klisze oznajmia się w świecie zachodnim jako „mój pogląd”, podkreślając w ten sposób autonomię swojej osoby i własnych sądów, jak również autentyczność osobistego przywiązania do głoszonych tez. Nie bądźmy jednak naiwni i nie dajmy się zwieść. Te „nasze poglądy” są obowiązującymi w naszych czasach oświadczeniami moralnymi, które nam wpojono i które uważamy za stosowne powielać. Przekonań i deklaracji moralnych raczej sami nie wymyślamy – w przeciwnym razie nie mogłyby mieć tego społecznego autorytetu, który czyni z nich coś ważnego i obowiązującego.

Trzeba wiedzieć, że przekonania i systemy przekonań etycznych łączą w sobie dwie cechy: są apodyktyczne i są zmienne. Apodyktyczność ich polega na tym, że żywi się je z poczuciem pewności i oczywistości, a nawet twierdzi, że zawsze i wszędzie porządni ludzie mieli i będą mieli takie właśnie przekonania. Zmienność zaś polega na dwóch sprawach. Po pierwsze, na tym, że różne apodyktyczne przekonania, uświęcone tysiącletnią tradycją, kiedyś tracą swą rangę, a nawet ulegają spektakularnemu odwróceniu. Po drugie zaś, na tym, że różne grupy w obrębie tego samego społeczeństwa, mając bardzo odmienne przekonania etyczne i uważając przekonania drugiej strony nie tylko za fałszywe, ale po prostu za niemoralne, rywalizują i przeciągają na swoją stronę poszczególne osoby, które w związku z tym często zmieniają swoje (apodyktyczne) sądy.

Mógłbym podać niezliczone przykłady apodyktyczności przeświadczeń moralnych i niezliczone przykłady ich zmienności. Kilka przykładów apodyktycznych rozkazów moralnych przedstawiłem nieco wyżej, a jeśli chodzi o przykłady zmienności przekonań, to ograniczę się do dwóch. Weźmy dwa sądy: „Zbiegłego niewolnika należy przykładnie ukarać” oraz „Zbiegłemu niewolnikowi należy okazać pomoc, a jego »właściciela« osądzić i ukarać”. Pierwszy z nich aż do wieku XVIII był oczywistością dla wszystkich bodaj mieszkańców naszej planety, łącznie z niewolnikami, a drugi – całkiem sprzeczny z pierwszym – powoli zdobywał popularność, aż stał się niemalże powszechny pod koniec XX wieku. To jest przykład historycznej zmienności przekonań etycznych, za którą postępują odpowiednie zmiany w prawie (w tym przypadku: zniesienie niewolnictwa). Zwykle zmiana taka jest stopniowa, dokonuje się w ciągu co najmniej kilku dekad, a wywołuje ją upowszechnianie się przekonania będącego na początku w mniejszości oraz uważanego wobec tego za fałszywe bądź niemoralne. Przykładem takiego procesu aktualnie przebiegającego w społeczeństwach Zachodu jest opozycja dwóch współistniejących przeświadczeń: „Zabicie wroga w wojnie obronnej jest chwalebne i zasługuje na nagrodę” (wciąż większość z nas tak sądzi) oraz „Nie wolno nikogo zabijać, nawet wroga w wojnie obronnej”.

Rozsądni ludzie, jak zwykle, szukają kompromisów. W czasach gdy powszechnie stosowano takie czy inne formy niewolnictwa, dało się słyszeć głosy wzywające do łagodnego traktowania niewolników i ograniczenia władzy, jaką mieli nad nimi właściciele. A jeśli chodzi o stosunek do zabijania na wojnie, to możemy spotkać dziś opinie, że wojna jest zawsze zła, a zabijanie w wojnie obronnej należy traktować raczej w kategoriach tragedii, a nie zasługi i winy. W dużym uproszczeniu da się powiedzieć, że etyka wyrasta z ducha poszukującego kompromisu rozważania konfliktów pomiędzy apodyktycznymi przekonaniami moralnymi. Zachęcam Czytelników, aby spróbowali taką poszukującą, krytyczną, a jednocześnie kompromisową postawę przyjąć, czytając tę książkę. Nie znaczy to bynajmniej, że przekonania, do których w wyniku poważnego namysłu będą dochodzić, pozbawione zostaną owej charakterystycznej dla sfery moralnej apodyktyczności. Etyk może być sceptyczny co do możliwości formułowania silnych sądów etycznych i ocen moralnych (zwłaszcza układających się w bardzo spójny system[3]), jednak gdy już w końcu coś twierdzi, to twierdzi stanowczo.

Choć czasami udają, że jest inaczej, to tak naprawdę etycy starają się być w awangardzie moralnej społeczeństwa, kwestionując i poddając pod dyskusję rozmaite utrwalone przekonania etyczne, obyczaje i prawa. Czynią to w imię dobra człowieka (a ostatnio również w imię dobra zwierząt i całej przyrody, która nie bez udziału etyków powoli się emancypuje, uzyskując własną moralną podmiotowość), w imię sprawiedliwości, w nadziei, że wrażliwość moralna, racjonalność i dobra wola, przejawiające się w dyskusji wokół tych spraw, pomogą zwalczyć niektóre niegodziwości i niesprawiedliwości tego świata, czyniąc życie lepszym. Tym samym etyka jest zawsze w konflikcie z niektórymi aspektami moralności publicznej oraz z etycznym dogmatyzmem i etyczną bezmyślnością polegającą na niezaprzątaniu sobie głowy jakąkolwiek refleksją moralną i poczuciu, że jest czymś oczywistym, co jest dobre, co złe i jak postępować należy, a jak nie należy.

Poznajmy przeto tego „mainstreamowego przeciwnika”. Zacznijmy nasze rozważania o etyce od ustalenia czegoś, co można by nazwać standardowym stanowiskiem etycznym współczesnego mieszkańca Zachodu, zestawiając to z jego poprzednikiem, czyli stanowiskiem dawniejszym, powiedzmy – klasycznym.

Zanim jednak przejdziemy do rzeczy, pragnę podziękować dwóm etykom, którzy zechcieli przeczytać duże partie tej książki w rękopisie – prof. Jackowi Jaśtalowi i dr. Piotrowi Makowskiemu. Ich uwagi i rady pozwoliły mi uniknąć wielu błędów i niezręczności oraz uwzględnić argumenty, które uszły mojej uwagi.

[...]

Przypisy

[1] Może to dobry moment, aby wspomnieć o książce, którą przed kilkoma laty napisaliśmy wspólnie z prof. Janem Woleńskim (Wiedza o etyce, Warszawa: Wyd. Szkolne PWN 2008, 2010). Piszemy tam (s. 21): „Etyk zawsze musi być w jakimś stopniu podmiotem relacji moralnych, przejawiając dobrą wolę wsparcia przez swą refleksję bardziej bezpośrednio zaangażowanych uczestników danej dziedziny życia. To właśnie znaczy, że etyka jest filozofią praktyczną. Kto chciałby opisywać życie moralne, mówiąc wyłącznie o tym, co ludzie za dobre bądź złe uważają i dlaczego, ten stwarzałby wrażenie, iż sam nie wierzy, że cokolwiek naprawdę jest dobre lub złe, albo – co gorsza – że w swej wyniośle opisowej postawie wcale dobrem i złem się nie interesuje”. Wiedza o etyce jest podręcznikiem szkolnym, znacznie bardziej elementarnym niż niniejsza książka. Znajduje się tam jednakże dużo informacji historycznych, na które tutaj nie ma miejsca. Być może warto sięgnąć po tamtą pozycję, czytając tę. Godny polecenia jest również inny podręcznik szkolny, napisany przez prof. Magdalenę Środę, Etyka dla myślących (Warszawa: Czarna Owca 2011), oraz klasycznie liberalne wprowadzenie do etyki, bardzo amerykańskie w stylu, czyli prof. Jacka Hołówki Etyka w działaniu (Warszawa: Prószyński i S-ka 2001). Ponadto mamy po polsku liczne podręczniki etyki religijnej bądź propagujące religię na kanwie wykładu etyki, na przykład ks. prof. Andrzeja Szostka Etyka. Pogadanki z etyki (Częstochowa: Biblioteka „Niedzieli” 2008).

[2] Bernard Williams, Ethics and the Limits of Philosophy, London: Fontana Press 1993, s. 17.

[3] Ciekawą, choć kontrowersyjną, obronę tej tezy można przeczytać w słynnym artykule Leszka Kołakowskiego Pochwała niekonsekwencji (m.in. opublikowanym w II tomie zbioru Pochwała niekonsekwencji. Pisma rozproszone sprzed roku 1968, Londyn 2002). Pisze tam: „Konsekwencja zupełna jest identyczna z praktycznym fanatyzmem, niekonsekwencja jest źródłem tolerancji. […] Niekonsekwencja jest po porostu utajoną świadomością sprzeczności świata. […] Niekonsekwencja, jako forma indywidualnej postawy ludzkiej, jest po prostu rezerwą niepewności, zachowaną w świadomości; permanentnym poczuciem możliwości własnego błędu, a jeśli nie własnego błędu – to możliwej racji przeciwnika” (s. 254, 255). Zachowując pewną rezerwę w stosunku do wyłożonej przez Kołakowskiego teorii o fundamentalnej niespójności naszych celów, wartości i zasad, piszę niniejszą książkę w duchu tego, co właśnie zacytowałem, i taki daimonion, mam nadzieję, doradzać będzie i mnie, i Czytelnikom.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Etyka! Głupie pytania Heurystyka filozoficzna Wiedza, byt, człowiek Polityka filozofii Problematyka umierania i śmierci w perspektywie medyczno-kulturowej 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?