Między światami

Między światami

Autorzy: Roxana Saberi

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Biografie Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 384

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 23.79 zł

Kobieca determinacja w starciu z okrucieństwem totalitaryzmu.

Rankiem 31 stycznia 2009 roku pracująca w Iranie amerykańska dziennikarka Roxana Saberi została wyciągnięta z domu przez czterech mężczyzn i brutalnie aresztowana. Agenci irańskiego wywiadu oskarżyli ją o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych. W pokazowym, absurdalnym procesie, który trafił na pierwsze strony gazet całego świata, skazano ją na karę ośmiu lat więzienia. Miała ją odbyć w okrutnym teherańskim więzieniu Evin – miejscu, skąd każdy wychodzi zmaltretowany psychicznie, fizycznie bądź nie wychodzi wcale...

Saberi rozpoczęła brawurową walkę o wolność. W jej sprawie interweniowali Hillary Clinton, Barack Obama, liczne organizacje międzynarodowe, a także tysiące poruszonych jej losem ludzi, którzy niestrudzenie protestowali u irańskich władz przeciwko uwięzieniu dziennikarki.

Między światami to poruszająca i przerażająca historia uwięzienia młodej, niewinnej kobiety w samym środku totalitarnego piekła. To także opowieść o heroicznej walce o sprawiedliwość, godność i respektowanie praw człowieka oraz szczere świadectwo życia w Iranie – kraju fascynujących kontrastów.

***

Dla mnie, dziennikarki, ta książka to opowieść o tym, co najważniejsze. O prawdzie.

- Katarzyna Montgomery, redaktor naczelna „Zwierciadła”

Wstrząsająca opowieść o reżimie, dla którego prawda nie ma najmniejszego znaczenia i w którym walczącego o nią człowieka oskarża się o szpiegostwo i skazuje na wieloletnie więzienie.

- Renata Kim, „Newsweek”

Między światami to poruszające świadectwo bezkompromisowej walki o godność i wolność. Walki, której często niestety nie dostrzegamy, ale za którą wiele osób na całym świecie gotowych jest zapłacić każdą cenę.

- Przemysław Henzel, dziennikarz Onet.pl

Roxana Saberi daje świadectwo odwagi, rozliczając się z traumą, której doświadczyła w więzieniu w Teheranie. Pokazuje absurdalność i okrucieństwo systemu. Razem z nią przyłączamy się do apelu o pilnie potrzebną pomoc dla wszystkich osób doznających niesprawiedliwości w Iranie.

- Draginja Nadaždin, dyrektorka Amnesty International Polska

Autorka – na podstawie własnych doświadczeń – obnaża paranoję irańskiego reżimu politycznego, którego przedstawiciele inwigilują i poddają represjom nie tylko goszczących w kraju cudzoziemców, ale także własnych obywateli. Pomimo tego Iran w książce Saberi to kraj piękny, urokliwy i pociągający, choć niebezpieczny i pełen kontrastów.

- Fundacja Feminoteka

Najbardziej przejmujące fragmenty tej książki dotyczą wewnętrznej walki autorki. Saberi jest rozdarta między prawdą a pragnieniem wolności. I choć stoi w obliczu śmierci, wybiera prawdę.

- Roger Cohen, „The New York Times”

Dla moich współwięźniarek oraz wszystkich,

którzy mają odwagę walczyć o prawa człowieka,

wolność i godność.

Ptak, który uzmysłowi sobie, że on i klatka to nie to samo,

jest już wolny

Saeb Tabrizi, siedemnastowieczny poeta perski

Od autorki

W tej książce próbuję pokazać wydarzenia, przez które przeszłam, będąc w Iranie, w szczególności podczas stu dni spędzonych w więzieniu Evin w 2009 roku, gdzie miałam okazję zobaczyć jasną oraz ciemną stronę ludzkiej natury, również własnej. Mam nadzieję, że nauki, jakie wyniosłam z pobytu w więzieniu, zainspirują moich czytelników do pokonywania trudności. Mam również nadzieję, iż moja historia pozwoli wyjść na jaw wydarzeniom dziejącym się w Iranie, gdzie wielu przeżywa gehennę podobną do mojej lub gorszą, niewielu zaś ma możliwość głośno o niej mówić.

Mimo że starałam się w swej opowieści być jak najbliżej prawdy, zataiłam szczegóły, które w moim przekonaniu mogłyby narazić innych na niebezpieczeństwo lub naruszyć ich prywatność. Dlatego zamiast nazwisk używam pseudonimów oznaczonych gwiazdką lub inicjałów. Zmieniłam również cechy niektórych współwięźniów, starając się zachować jak największą zgodność ich historii z rzeczywistością. Kilku spośród moich współwięźniów pozwoliło mi użyć swych prawdziwych nazwisk.

Agentom wywiadu oraz strażnikom więziennym stworzyłam pseudonimy, jako że nigdy nie ujawnili mi swojej tożsamości. Po wyjściu na wolność dowiedziałam się, że również nazwiska niektórych przedstawicieli władzy zajmujących się moją sprawą były prawdopodobnie pseudonimami.

W więzieniu nie wolno mi było mieć przyborów do pisania, miałam jednak mnóstwo czasu na wielokrotne odtwarzanie w pamięci rozmów i zdarzeń, aby po wyjściu na wolność móc je wszystkie zapisać. Jak wiadomo, pamięć jest zawodna, nie wszystkie więc dialogi z pobytu w więzieniu są tutaj oddane słowo w słowo. Mimo tego zrekonstruowałam rozmowy oraz wydarzenia opisane w tej książce z największą dokładnością, na jaką mogłam sobie pozwolić.

Przed aresztowaniem pracowałam nad inną książką o Iranie, do którego przeprowadziłam się jako dwudziestopięcioletnia dziennikarka. W planach miałam wtedy zostać tam na dwa lub trzy lata, ale kraj ten tak bardzo mnie urzekł, że po prawie sześciu latach pobytu nadal czułam się szczęśliwa, mieszkając w Teheranie, zupełnie nie podejrzewając, że wkrótce zostanę wyrwana z tej przyjemnej rutyny, i moim udziałem stanie się życie, jakiego nigdy wcześniej nie byłabym w stanie sobie wyobrazić.

CZĘŚĆ I

W PUŁAPCE

Rozdział 1

Rajstopy były po tysiąc toumanów, chusty na głowę po dwa tysiące.

– Czerwone w białe kwiaty, czarne w turkusowe pasy! – nawoływała gruba handlarka, przeciskając się przez zatłoczony wagon.

W ślad za innymi pasażerkami teherańskiego metra wyciągnęłam szyję, żeby rzucić okiem na towary warte dolara lub dwa, ale byłam w stanie zobaczyć jedynie kobiece głowy – każda zakryta obowiązkowym hedżabem[1].

Metro z piskiem zatrzymało się na stacji. Część kobiet wysiadła, inne szybko zajęły wolne siedzenia w moim wagonie – jednym z dwóch wydzielonych dla kobiet, które nie podróżowały w męskim towarzystwie. Zostałam na swoim miejscu, zmęczona, ale zadowolona z wizyty w świętym mieście Kom. Przybliżyła mnie ona o kolejny krok do skończenia wywiadów do książki, nad którą pracowałam.

Nie planowałam pisania książki, gdy sześć lat wcześniej, w lutym 2003 roku, przeprowadziłam się ze Stanów do Iranu. Chciałam raczej poznać ojczyznę mojego taty: jej bogatą kulturę, historię, nauczyć się mówić po persku i, zostając zagraniczną korespondentką, spełnić swoje największe marzenie. Wszystko przebiegało mniej więcej według planu, kiedy w 2006 roku władze Iranu niespodziewanie odwołały moją oficjalną przepustkę prasową.

Mogłam wtedy wyjechać z Iranu, ale zostałam, przekonana, że utrata przepustki może się okazać impulsem – nową szansą. Zyskałam więcej czasu na odkrywanie Iranu – kraju, który nie przestawał mnie fascynować swoją tajemnicą, dla ludzi z zewnątrz pozostając kompletnie niezrozumiałym. Zdecydowałam się więc rozpocząć pracę nad książką o życiu w Iranie widzianym oczami jego mieszkańców.

Byłam przekonana, że jeśli nie zrobię tego teraz, przed wyjazdem z Iranu, potem zaangażuję się w inne rzeczy do tego stopnia, że los nie da mi drugiej szansy. Poza tym nie spieszyło mi się z wyjazdem. Zakochałam się w Iranie, nawiązałam przyjaźnie, wolałam być tam niż gdziekolwiek indziej.

Wysiadłam z metra i moim oczom ukazały się roje taksówek kłębiących się po gwarnym placu w centrum Teheranu. Wszystkie były zajęte. Od kiedy w 2007 roku nastąpiła reglamentacja paliwa w tym paliwożernym narodzie, gdzie ropy zawsze było pod dostatkiem, już nie tak łatwo było złapać wolną taksówkę na ulicy.

Bahman, mój chłopak, nalegał, żebym zamawiała transport bezpośrednio w przedsiębiorstwach taksówkowych, zamiast łapać prywatny samochód albo podróżować ramię w ramię z obcymi ludźmi. Zwykle słuchałam jego rad, ale tego wieczoru chciałam już być w domu, zdjąć hedżab, zrelaksować się.

– Darbast!(dosłownie: na wyłączność) – krzyknęłam w kierunku przejeżdżającego czterodrzwiowego paykana, najpopularniejszego samochodu osobowego w Iranie do czasu, kiedy wstrzymano jego produkcję z powodu zbyt wysokiej emisji spalin.

– Wsiadaj! – usłyszałam z ust kierowcy, młodego mężczyzny w obcisłym T-shircie i z żelem na włosach.

Gdy tylko wjechaliśmy na autostradę, podgłośnił lecący w radiu irański rap i zaczął nucić jeden z hitów dostępnych wyłącznie na czarnym rynku – hitów, na które władze przymykały oko, jeśli odtwarzano je prywatnie. Odwróciłam się do okna – szary smog zasłaniał góry Elbrus z północnej strony Teheranu. Gdybym nie wiedziała, że tam są, nie domyśliłabym się ich istnienia.

– Skąd jesteś?! – kierowca próbował przekrzyczeć muzykę.

– Z Iranu! – odkrzyknęłam. W Iranie przebywałam z irańskim paszportem, choć byłam obywatelką Stanów Zjednoczonych.

– Wyglądasz jak Japonka. – Ściszył muzykę, odwracając się w moją stronę.

– Możliwe, moja mama jest Japonką – odpowiedziałam.

– Serio? Japończycy są bardzo pracowici.

Zadzwonił mój telefon, ratując mnie od wyjawiania kolejnych szczegółów na swój temat. Dzwonił Bahman: jak zwykle pamiętał, by sprawdzić, czy wszystko u mnie w porządku, choć gościł teraz u swojej siostry w Los Angeles. Streściłam mu ostatnie dwadzieścia cztery godziny, potem rozłączyliśmy się, jak zwykle żegnając się słowami dust-et-dâram, co było odpowiednikiem naszego „kocham cię”.

Samochód zbliżał się już do północnej autostrady Sadr, jak wiele innych ulic i autostrad nazwanej przez irańskie władze na cześć „męczennika”, tym razem wielkiego ajatollaha, uśmierconego przez reżim Saddama Husajna. Od czasu rewolucji islamskiej w 1979 roku Islamska Republika Iranu traktowała ideę męczeństwa na równi – tak poważaną w szyickim islamie – z poświęcaniem się dla dobra państwa. Wielu Irańczyków zwabiono na front wojny z Irakiem w 1980 roku obietnicą, że jeśli umrą, męczeńska śmierć utoruje im drogę do nieba.

Wysiadłam obok sklepu spożywczego przy moim domu, kupiłam parę rzeczy na kolację: jajka, chleb i podróbkę Nacho Doritos. Sprzedawca uśmiechnął się ciepło, podając mi torbę z zakupami.

Blok, w którym mieszkałam, stał na końcu ulicy, za piekarnią, trzema fast foodami i kilkoma wieżowcami. Winda znowu była zepsuta. Wspinając się po schodach na piąte piętro, wpadłam na pana Gholama, zarządcę budynku.

– Panno Saberi, czy ma pani sprawne ogrzewanie? Niedługo ma się zrobić zimno.

Poinformowałam go, że moje grzejniki wytwarzają więcej zimnego niż ciepłego powietrza. Obiecał wezwać fachowca.

Gdy otwierałam drzwi swojego mieszkania, przebiegła banda roześmianych dzieciaków, goniąc się po schodach, w tle rozwrzeszczał się dźwięk stacji America Persian, płynący z nielegalnej telewizji satelitarnej sąsiada.

Zdjęłam długi, czarny czador, który włożyłam na podróż do Kom, aby upodobnić się do konserwatywnych miejscowych kobiet. Ale zamiast przykładnie odwiesić go na haczyk, położyłam go tam gdzie zwykle – na pianinie, gdzie pełnił funkcję narzuty.

Gwizdałam sobie pod nosem Cichą noc, przygotowując kolację. Mój dom był dla mnie schronieniem, w którym czułam się spokojna, choć podejrzewałam, że nie mam tu całkowitej prywatności. Liczyłam się z tym, że telefony i maile irańsko-amerykańskiej dziennikarki są przynajmniej czasami monitorowane – chleb powszedni dziennikarzy, obcokrajowców i wielu innych żyjących w Islamskiej Republice Iranu.

Było Boże Narodzenie, obchodzone w tym muzułmańskim kraju przez nielicznych. Zamiast wysyłać mailowe życzenia świąteczne do moich zagranicznych przyjaciół, spędziłam wieczór jak zwykle: spisując wywiady, szukając informacji do książki, pisząc na komputerze. W przerwach pograłam na pianinie, zadzwoniłam do przyjaciela, wpadłam do starszej sąsiadki – wdowy, która zawsze podejmowała mnie wypiekami na miodzie i najnowszymi ploteczkami. Potem pisałam albo łączyłam się przez Skype’a z rodzicami w Dakocie Północnej, żeby uspokoić ich, że wszystko u mnie w porządku. Następnie, zwykle długo po północy, myłam skórę twarzy oblepioną smogiem i kładłam się spać.

Ta rutyna była moim planem na jakieś trzy kolejne miesiące, do końca marca, kiedy to powinnam skończyć książkę i wyjechać stąd, by rozpocząć nowy rozdział w moim życiu, pewnie wspólnie z Bahmanem.

[1] Wyjaśnienie określeń, wyrażeń i zwrotów irańskiego pochodzenia lub w języku irańskim znajduje się w Słowniku na końcu książki – przyp. tłum.

Between Two Worlds.

My Life and Captivity in Iran

Copyright © Roxana Saberi 2010

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2015

Copyright © for the Polish translation Marta Markocka-Pepol 2015

Redakcja i korekta – Joanna Mika, Monika Pasek

Opracowanie typograficzne i skład – Joanna Pelc

Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Fotografia na okładce – Ali B. at Close Up, Mahyar Mrok

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Wydanie I, Kraków 2015

ISBN EPUB: 978-83-7924-400-3

ISBN MOBI: 978-83-7924-399-0

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Od autorki

Część I. W pułapce

Część II. Anioły z Evin

Część III. Proces

Epilog

Podziękowania

Słownik pojęć perskich

Teksty źródłowe

Wybrana bibliografia

Zdjęcia

Strona redakcyjna

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Między światami 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana