To tylko dzieci

To tylko dzieci

Autorzy: Paul Bloom

Wydawnictwo: Smak słowa

Kategorie: Psychologia Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB PDF

Ilość stron: 256

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 17.90 zł

Wybitny psycholog poznawczy Paul Bloom twierdzi, że zdolność do odróżniania dobra i zła jest w człowieku głęboko zakodowana.

Przez wieki, od Johna Locke’a po Zygmunta Freuda, filozofowie i psychologowie uważali, że pod względem moralnym człowiek przychodzi na świat jako tabula rasa, niezapisana tablica. Wielu z nas zakłada, że dzieci są z natury egoistyczne, a rolą społeczeństwa – zwłaszcza rodziców – jest przekształcenie tych małych socjopatów w istoty cywilizowane.

Tymczasem Paul Bloom przekonuje, że poczucie moralności towarzyszy nam już od najwcześniejszego dzieciństwa. Powołując się na przełomowe badania prowadzone na Uniwersytecie Yale, wykazuje, że niemowlęta, zanim jeszcze zaczną mówić czy chodzić, oceniają postępowanie innych jako dobre lub złe, odczuwają empatię, okazują współczucie, pocieszają strapionych, a także mają elementarne poczucie sprawiedliwości.

W swych rozważaniach nad moralnością dzieci i dorosłych autor odrzuca modny dziś pogląd, że odpowiedzialnością za wybory moralne możemy obciążyć instynktowne odczucia czy nieświadome uprzedzenia. Według Bloomarozumowi zawdzięczamy nie tylko wspaniałe odkrycia naukowe; w obszarze moralności postęp również odbywa się dzięki wykorzystaniu rozsądku i myślenia (zrozumieliśmy na przykład, że niewolnictwo jest niesprawiedliwe). Współczucie, wyobraźnia i niebywała zdolność do racjonalnego myślenia pozwalają nam wykroczyć poza prymitywne poczucie moralności, z którym przychodzimy na świat, i stać się czymś więcej niż małymi dziećmi. 

Ta porywająca, błyskotliwa i wnikliwa książka oferuje zupełnie nowe spojrzenie na naszą moralność.

Paul Bloom ma talent do ożywiania abstrakcyjnych idei, do swobodnego przechodzenia od Darwina, Herodota i Adama Smitha do Hannibala Lectera, Louisa C.K. i „narzeczonej księcia”. Ta porywająca, błyskotliwa i wnikliwa książka oferuje zupełnie nowe spojrzenie na naszą moralność. 

„Bloom to przykład wybitnego naukowca, który potrafi łączyć sprzeczne wyniki badań, ogromną erudycję i prawdziwie ludzkie podejście, tworząc pełen niuansów i chwilami zaskakujący portret natury ludzkiej, który budzi przerażenie i zachwyt.”

JONATHAN HAIDT, autor książki Prawy umysł.

„Badania psychologiczne Paula Blooma są niezmiennie olśniewające. Dlatego właśnie sięgamy po jego książki. Później nie możemy się z nimi rozstać, gdyż urzeka nas mądry i swobodny styl opisu tych badań.”

JIM HOLT, autor książki Krótka historia niczego

„Odkrycie, jak bogate jest poznawcze i moralne życie małych dzieci, to fascynujące osiągnięcie psychologii XXI wieku. Paul Bloom wnikliwie, a zarazem przystępnie i elegancko wyjaśnia, w jaki sposób przyczynia się ono do lepszego rozumienia natury ludzkiej.”

STEVEN PINKER, autor książki Piękny styl

 „To niezwykle ważna książka. Panuje dziś przekonanie, że moralność jest wytworem sztucznym, gdyż odziedziczony po ewolucyjnych przodkach instynkt jest czysto egoistyczny. Poza tym wmawia się nam, że społeczeństwo ludzkie powstało na fundamentach irracjonalnych impulsów, a rozum i nasze wybory nie mają żadnego znaczenia. Tymczasem Bloom, znakomity psycholog eksperymentalny i znawca filozofii, rozprawia się z obydwoma tymi błędami.”

MARTHA C. NUSSBAUM, autorka książki Political Emotions

“Cudownie zrozumiała i zabawna… Jeżeli chcesz lepiej niż dotychczas rozumieć siebie, swoje dzieci i psychopatę przy sąsiednim biurku – przeczytaj tę książkę.”

SAM HARRIS, autor książki Free Will

„Książka Paula Blooma to fascynująca podróż w głąb naszego poczucia dobra i zła. Błyskotliwie napisana i elegancka, pokazuje, jak wiele możemy się nauczyć, przyglądając się reakcjom dzieci. Ta lektura na zawsze zmieni nasz sposób patrzenia na niemowlęta.”

CARL ZIMMER, autor książki The Tangled Bank

„To nadzwyczaj głęboka wizja rozwoju moralności. Począwszy od niemowlęctwa, ukazuje subtelne przenikanie się wpływów środowiska i genów w kształtowaniu tego, kim jesteśmy. Obowiązkowa lektura dla entuzjastów nauk społecznych i dla rodziców.”

DAN ARIELY, autor książki Potęga irracjonalności

Paul Bloom jest profesorem psychologii na Uniwersytecie Yale. Jest autorem i redaktorem sześciu książek, w tym entuzjastycznie przyjętej How Pleasure Works. Otrzymał wiele nagród za działalność badawczą i dydaktyczną. Publikuje artykuły naukowe i popularnonanukowe, między innymi na łamach The New York Times Magazine, Nature, The New Yorker, The Atlantic, Science, Slate, The Best American Science Writing. Mieszka z żoną i dwoma synami w New Haven, w stanie Connecticut. 

W serii Mistrzowie Psychologii ukazały się dotychczas:

Carol Tavris, Elliot Aronson

Błądzą wszyscy (ale nie ja)

Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania

Richard E. Nisbett

Geografia myślenia

Dlaczego ludzie Wschodu i Zachodu myślą inaczej

Cindy Meston, David Buss

Dlaczego kobiety uprawiają seks

Motywacje seksualne od przygody po zemstę

Wiesław Łukaszewski

Udręka życia

Jak ludzie radzą sobie z lękiem przed śmiercią

Richard E. Nisbett

Inteligencja. Sposoby oddziaływania na IQ

Dlaczego tak ważne są szkoła i kultura

Ed Diener, Robert Biswas-Diener

Szczęście

Odkrywanie tajemnic bogactwa psychicznego

Michael S. Gazzaniga

Istota człowieczeństwa

Co czyni nas wyjątkowymi

Bernard Weiner

Emocje moralne, sprawiedliwość i motywacje społeczne

Psychologiczna teoria atrybucji

James R. Flynn

O inteligencji inaczej

Czy jesteśmy mądrzejsi od naszych przodków

Michael S. Gazzaniga

Kto tu rządzi? Ja czy mój mózg?

Neuronauka a istnienie wolnej woli

Simon Baron-Cohen

Teoria zła

O empatii i genezie okrucieństwa

Jonathan Haidt

Prawy umysł

Dlaczego dobrych ludzi dzielą polityka i religia?

Walter Mischel

Test Marshmallow

O pożytkach płynących z samokontroli

Dedykuję Elaine Reiser i Murrayowi Reiserowi

za ich miłość i wsparcie

Człowiek jest przeznaczony do życia w społecznościach. Jego moralność ukształtowała się właśnie w tym celu. Jedynie po to został obdarzony zdolnością odczuwania dobra i zła. Owa zdolność stanowi taką samą część jego natury, jak zmysły słuchu, wzroku, dotyku; jest ona prawdziwym fundamentem moralności. [...] Zmysł moralny, czyli sumienie, to taka sama część człowieka, jak noga czy ręka. Jest dany wszystkim ludziom, choć u jednych jest silniejszy, a u innych słabszy, tak jak siła członków bywa większa lub mniejsza. Podobnie jak kończyny, zmysł moralny można wzmacniać ćwiczeniami.

Thomas Jefferson, 1787

W 2005 roku Virginia Postrel, pisarka z Dallas, dowiedziała się, że jej daleka znajoma, Sally Satel, cierpi na poważną chorobę nerek i niebawem przez trzy dni tydzień w tydzień ma być przykuta do maszyny filtrującej krew. Przed dializą mógł ją uchronić jedynie przeszczep. Virginia – po zasięgnięciu dodatkowych informacji i po rozmowie ze swoim mężem – poleciała do Waszyngtonu i oddała Sally swoją prawą nerkę. Dawcami nerek są zazwyczaj członkowie rodziny, a Virginia i Sally nie były nawet bliskimi przyjaciółkami. Położenie Sally wzbudziło jednak u Virginii empatię. Spodobała jej się też myśl, że może komuś pomóc w tak bezpośredni sposób. Niekiedy ludzie zdobywają się na jeszcze więcej: rejestrują się na stronach w rodzaju matchingdonors.com, by oddać nerki czy inne organy nieznanym sobie osobom.

Niektórzy sądzą, że taki altruizm świadczy o istnieniu kodeksu moralnego wszczepionego człowiekowi przez Boga. Wśród zwolenników tego poglądu są wybitni naukowcy, tacy jak Francis Collins, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem bezinteresowne czyny dowodzą, że działań i sądów moralnych nie sposób w pełni wytłumaczyć ewolucją biologiczną. Wymagają one objaśnień teologicznych.

Obok niewyobrażalnej dobroci istnieje jednak zatrważające okrucieństwo. W dzisiejszej prasie przeczytałem o pewnym porzuconym przez dziewczynę mężczyźnie, który potem prześladował ją i oblał jej twarz kwasem. Do dziś pamiętam, jakie wrażenie wywarły na mnie zasłyszane w dzieciństwie opowieści o Holokauście, o komorach gazowych, lekarzach-sadystach i dzieciach przerabianych na mydło i abażury. Jeżeli nasza nadzwyczajna dobroć przemawia za istnieniem Boga, to czy nasza zdolność do czynienia wielkiego zła dowodzi istnienia Szatana?

Dobroć i okrucieństwo mają także swój wymiar codzienny. Jeśli chodzi o mnie, to wyraźniej pamiętam rzeczy złe. Do dziś płonę ze wstydu na myśl o niektórych moich postępkach z przeszłości. (Jeżeli jest ci to obce, to zapewne jesteś człowiekiem dużo lepszym ode mnie – albo dużo gorszym). Niekiedy popełniałem zwykłe błędy, wynikające z mojego ówczesnego pojmowania tego, co jest słuszne. Bywało jednak i tak, że wiedziałem, jak powinienem był się zachować, a mimo to decydowałem się postąpić inaczej. Jak powiedziałby Yoda, silna jest ciemna strona mocy. Jednocześnie przyznaję, że choć nadal mam obie nerki, zdarzało mi się poświęcać coś dla innych i ryzykować w imię szlachetnych celów. Pod tym względem nie różnię się specjalnie od innych ludzi.

Moralność nas fascynuje. Ogromnie podobają nam się zarówno fikcyjne (powieści, programy telewizyjne, filmy), jak i prawdziwe (reportaże, relacje historyczne) opowieści o dobru i złu. Pragniemy, by dobry bohater zwyciężył, i nie możemy się doczekać, by ten zły dostał za swoje.

Nasza żądza karania bywa nienasycona. Kilka lat temu w Anglii doszło do pewnego zdarzenia. Poszukiwany od wielu godzin zaginiony kot został znaleziony w kontenerze na śmieci. Dzięki nagraniu z monitoringu właściciel zwierzęcia odkrył, jak to się stało. Jakaś kobieta w średnim wieku podniosła kota, rozejrzała się, otworzyła pojemnik na śmieci i wrzuciła kota do środka. Następnie zatrzasnęła wieko i poszła dalej. Mężczyzna zamieścił nagranie na Facebooku, dzięki czemu szybko zidentyfikowano sprawczynię. Była nią Mary Bale. Nietrudno zrozumieć, dlaczego zachowanie Bale zdenerwowało właściciela kota (a także samego kota). Okazało się jednak, że poruszyło ono mocno tysiące ludzi, którzy zapragnęli krwi. Ktoś założył na Facebooku stronę „Śmierć dla Mary Bale”. Konieczne stało się objęcie kobiety ochroną policyjną. Zdarzały się przecież mordy dokonywane przez tłum na ludziach oskarżanych o niemoralne czyny, w tym również takie, które przez innych są uznawane za moralnie dopuszczalne, jak na przykład uprawianie seksu bez małżeństwa.

W jaki sposób najlepiej poznać naszą moralność? Wielu zgodzi się z Collinsem, że jest to zadanie dla teologów. Inni uważają, że najlepszy wgląd w moralność dają dzieła pisarzy, poetów i dramaturgów. Jeszcze inni wybierają perspektywę filozoficzną, przyglądając się nie tyle myśleniu i zachowaniu ludzi, ile kwestiom normatywnym (w uproszczeniu – jak powinniśmy postępować) i metaetycznym (w uproszczeniu – czym jest dobro i zło).

Jest jeszcze podejście naukowe. Możemy poznawać moralność, wykorzystując metody stosowane podczas badania innych aspektów naszego życia umysłowego, takich jak język, percepcja czy pamięć. Możemy porównywać rozumowanie moralne różnych społeczeństw i obserwować różnice występujące w ramach jednego społeczeństwa – choćby te pomiędzy liberałami i konserwatystami w Stanach Zjednoczonych. Inną drogą jest studiowanie nietypowych przypadków, na przykład bezwzględnych psychopatów. Możemy się też zastanawiać, czy zwierzęta takie, jak szympansy dysponują czymś, co moglibyśmy nazwać moralnością, i zwracać się ku biologii ewolucyjnej w poszukiwaniu przypuszczalnych ścieżek ewolucji naszego poczucia moralności. Psychologowie społeczni mogą badać czynniki środowiskowe sprzyjające życzliwości albo okrucieństwu, a przedstawiciele neuronauki – szukać obszarów mózgu aktywnych podczas rozwiązywania dylematów moralnych.

W niniejszej książce dotknę wszystkich tych tematów. Ponieważ jednak jestem psychologiem rozwojowym, w kręgu moich zainteresowań leży głównie zgłębianie moralności poprzez obserwację tego, jak pojawia się ona u niemowląt i małych dzieci. Postaram się dowieść, że najnowsze badania nad rozwojem człowieka mówią nam zdumiewające rzeczy na temat naszego życia moralnego. Okazuje się, że Thomas Jefferson miał słuszność, gdy pisał w liście do siostrzeńca, Petera Carra: „Zmysł moralny, czyli sumienie, to taka sama część człowieka, jak noga czy ręka. Jest dany wszystkim ludziom, choć u jednych jest silniejszy, a u innych słabszy, tak jak siła członków bywa większa lub mniejsza”[1].

Pogląd, że zmysł moralny stanowi element naszego naturalnego wyposażenia, podzielali niektórzy współcześni Jeffersonowi filozofowie oświecenia, a wśród nich Adam Smith. Będąc w Edynburgu latem przed ukończeniem niniejszej książki, bez reszty pogrążyłem się w lekturze jego Teorii uczuć moralnych. Smith jest wprawdzie bardziej znany ze swojego dzieła Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, ale on sam wyżej cenił tę pierwszą rozprawę. Jest to doskonale napisany traktat, obszerny, pełen oryginalnych myśli i wnikliwych spostrzeżeń, między innymi na temat związku wyobraźni z empatią, granic współczucia czy przemożnej chęci karania winnych. To prawdziwa rozkosz przyglądać się współczesnym osiągnięciom naukowym oczami Smitha. Będę go tu cytował zawstydzająco często, jak student pierwszego roku, który zdążył przeczytać tylko jedną lekturę.

Znaczna część mojej książki mówi o tym, że odkrycia psychologii rozwojowej – a także biologii ewolucyjnej i antropologii kultury – przemawiają za słusznością poglądów Jeffersona i Smitha. Niektóre przejawy moralności pojawiają się u człowieka w sposób naturalny. Natura obdarza nas:

– zmysłem moralnym – pewną zdolnością do odróżniania dobroci od okrucieństwa;

– empatią i współczuciem – doświadczaniem cierpienia w obliczu bólu doznawanego przez osoby z naszego otoczenia i pragnieniem ulżenia im w tym bólu;

– elementarnym poczuciem sprawiedliwości – skłanianiem się ku równemu podziałowi zasobów;

– podstawowym poczuciem prawości – pragnieniem, by dobre uczynki były nagradzane, a złe – karane.

Nasza wrodzona dobroć ma jednak swoje granice, co bywa tragiczne w skutkach. Thomas Hobbes w 1651 roku napisał, że człowiek „w stanie naturalnym” jest niegodziwy i egoistyczny. W kolejnych rozdziałach opowiem, w jakim sensie Hobbes miał rację. Z natury odczuwamy obojętność, a nawet wrogość wobec obcych i mamy tendencję do małostkowości i nietolerancji. Niektóre instynktowne reakcje emocjonalne, a szczególnie wstręt, popychają nas do czynów straszliwych, z ludobójstwem włącznie.

W przedostatnim rozdziale wykażę, że zrozumienie moralności małych dzieci pozwala ujrzeć w nowym świetle psychologię moralną dorosłych. Ten nowy punkt widzenia opiera się na poważnym traktowaniu naszej naturalnej skłonności do dzielenia świata na rodzinę, przyjaciół i obcych. Zakończę rozważaniami o tym, w jaki sposób wyrastamy ponad tę ograniczoną moralność, z którą przyszliśmy na świat. Naszemu współczuciu, wyobraźni, a zwłaszcza inteligencji zawdzięczamy głębsze zrozumienie i rozwój moralny, a także to, że stajemy się kimś więcej niż tylko małymi dziećmi.

* * *

[1] Cały list zob. Letter to Peter Carr (10 sierpnia 1787), www.stephenjaygould.org/ctrl/jefferson_carr.html.

Życie moralne małych dzieci

Pewien roczny chłopiec zdecydował się wziąć sprawiedliwość w swoje ręce. Chwilę wcześniej obejrzał przedstawienie kukiełkowe z udziałem trzech postaci – pacynek. Postać znajdująca się w środku potoczyła piłkę do pacynki po prawej stronie. Ta natychmiast odturlała piłkę. Następnie piłka powędrowała do pacynki po lewej stronie. Ta jednak chwyciła piłkę i uciekła. Na koniec obie pacynki: „miłą” i „niegrzeczną”, zabrano ze sceny i ustawiono przed chłopcem, a obok każdej położono cukierek. Chłopca zachęcono, by jednej z pacynek zabrał słodycz. Chłopiec zachował się zgodnie z przewidywaniami – tak jak większość niemowląt biorących udział w tym eksperymencie, zabrał smakołyk „niegrzecznej” pacynce, czyli tej, która uciekła z piłką. To mu jednak nie wystarczyło. Maluch wychylił się i zdzielił pacynkę po głowie.

Takie eksperymenty pokazują, że pewne aspekty moralności są dla nas naturalne, inne zaś – nie. Tę myśl będę rozwijał w niniejszej książce. Zostaliśmy wyposażeni w zmysł moralny, który pozwala nam oceniać innych i steruje naszym współczuciem lub potępieniem. Z natury jesteśmy życzliwi – przynajmniej od czasu do czasu. Mamy jednak także paskudne instynkty, które mogą się zezłośliwić. Wielebny Thomas Martin nie całkiem się mylił, gdy pisał w XIX wieku o „wrodzonym zepsuciu” dzieci i twierdził, że „przychodząc na świat, przynosimy ze sobą naszą naturę przepełnioną skłonnością do zła”[2].

Zdaję sobie sprawę z tego, jak absurdalny może się niektórym wydawać pogląd, że małe dzieci są istotami moralnymi. Dlatego rozpocznę od wyjaśnienia, co dokładnie ma to oznaczać.

Pisząc „małe dziecko”, mam na myśli naprawdę małe – jak to opisane przez Szekspira: „słabe niemowlątko na piersiach mamki ślini się i kwili”[3]. Oczywiście są niemowlęta i niemowlęta. Z braku danych eksperymentalnych nie napiszę tu wiele o dzieciach poniżej trzeciego miesiąca życia – nie jest łatwo badać ich umysły metodami, którymi dysponujemy. Ponieważ nie mamy tych danych, nie będę ryzykować wypowiadania się na temat życia moralnego tak małych istotek. Zresztą, nawet jeżeli moralność w jakiejś części wynika z naszej natury, to przecież nie wszystkie nasze naturalne atrybuty pojawiają się od razu – pomyślmy o piegach, zębach mądrości albo owłosieniu pod pachami. Mózg, tak jak reszta naszego ciała, dojrzewa z czasem, a moim zamiarem nie jest udowadnianie, że moralność jest z nami od chwili narodzin. Twierdzę natomiast, że pewne podstawy naszej moralności nie są wyuczone. Nie wynikają z nauczania rodziców, szkoły ani kościoła; są produktami biologicznej ewolucji człowieka.

Czym jest „moralność”? Nawet filozofowie moralności nie są co do tego zgodni, a wielu niefilozofów woli wcale nie używać tego słowa. Kiedy mówiłem ludziom, o czym jest ta książka, niejednokrotnie słyszałem: „Nie wierzę w moralność”. Pewna moja znajoma powiedziała – i nie jestem do końca pewien, czy żartowała – że moralność to nic więcej, jak tylko zbiór zasad regulujących to, z kim można uprawiać seks, a z kim nie.

Rozważania terminologiczne są nudne; ludzie używają słów według własnego uznania. Jednak to, co ja nazywam moralnością i co stanowi przedmiot moich dociekań – jakkolwiek inni by to nazywali – jest czymś więcej niż tylko ograniczeniami dotyczącymi zachowań seksualnych. Oto prosty przykład:

Samochód, którym podróżuje grupa nastolatków, mija powoli starszą kobietę stojącą na przystanku autobusowym. Jeden z nastolatków wychyla się przez okno i uderza kobietę, powalając ją na ziemię. Młodzi ludzie odjeżdżają, zanosząc się od śmiechu.

O ile nie jesteś psychopatą, to w zachowaniu nastolatków widzisz coś niewłaściwego. Jest to zło określonego rodzaju. To nie gafa w rodzaju wyjścia z domu z koszulą założoną na lewą stronę ani błąd rzeczowy, taki jak przekonanie, że Słońce krąży dookoła Ziemi. Nie polega ono na pogwałceniu jakiejś arbitralnie ustalonej zasady, na przykład dotyczącej przeskakiwania pionkiem trzech pól w grze w szachy. Nie jest również uchybieniem w kwestii dobrego smaku, czym byłoby uznanie, że kolejne części filmu Matrix są równie dobre jak oryginał.

Jako wykroczenie przeciw moralności ten czyn łączy się z pewnymi emocjami i pragnieniami. Można współczuć starszej pani, można odczuwać gniew w stosunku do nastolatków lub pragnąć ich ukarania. Powinni poczuć się źle na myśl o tym, co zrobili owej kobiecie, a już co najmniej są jej winni przeprosiny. Osoba, która przypomniałaby sobie nagle, że to właśnie ona wiele lat temu była w tym samochodzie, mogłaby doświadczyć wstydu lub mieć poczucie winy.

Fizyczne zaatakowanie człowieka jest podstawowym wykroczeniem moralnym. Filozof i prawoznawca John Mikhail twierdzi, że celowe uderzenie osoby, która nie wyraża na to zgody – w języku prawniczym to naruszenie nietykalności cielesnej – jest szczególnym rodzajem niegodziwości, na który natychmiast reagują wszyscy ludzie. Oto niezły kandydat na uniwersalną, ponadczasową regułę moralną: Jeżeli uderzysz kogoś pięścią w twarz, to lepiej by było, żebyś miał ku temu cholernie dobry powód.

Są również inne wykroczenia moralne, nieco mniej bezpośrednie. Młodzi ludzie mogliby rzucić w kobietę cegłą. Mogliby podczas jazdy specjalnie tak otrzeć się o jej samochód, by go uszkodzić. Nawet gdyby właścicielki przy tym nie było, to takim czynem by ją skrzywdzili. Mogliby zabić jej psa. Albo też zalać się w pestkę i prowadząc samochód, niechcący ją potrącić – byłoby to naganne, nawet jeśli nie mieli złego zamiaru, ponieważ powinni wykazać się większą rozwagą.

Niektóre niegodziwe postępki nie wiążą się z żadnym kontaktem fizycznym. Młodzi ludzie mogliby wykrzykiwać pod adresem kobiety rasistowskie hasła, wysyłać jej maile z pogróżkami, rozpuszczać złośliwe plotki na jej temat, szantażować ją, zamieszczać w Internecie jej nieprzyzwoite zdjęcia i tak dalej. Siedzę przy komputerze, jest późny wieczór, a ja wprost nie mogę się nadziwić, jak wiele nielegalnych rzeczy mógłbym zrobić, nie wstając od biurka. Od poważnego przestępstwa dzieli nas zaledwie kilka uderzeń w klawiaturę.

Można zachować się niemoralnie nawet wtedy, gdy nie robi się nic. Z pewnością rodzice, którzy nie dają swoim dzieciom jedzenia, postępują źle; większość z nas będzie miała podobne zdanie na temat osób, które zagłodzą na śmierć swojego psa lub kota.

Prawo niekiedy rozmija się tu ze zdrowym rozsądkiem. Rozważmy przypadek dwóch młodych mężczyzn. W 1988 roku Jeremy Strohmeyer i David Cash Jr odwiedzili pewne kasyno w stanie Nevada[4]. Strohmeyer poszedł za siedmioletnią dziewczynką do damskiej toalety, tam molestował ją seksualnie, a następnie zamordował. Niegodziwość czynu Strohmeyera jest oczywista zarówno z moralnego, jak i prawnego punktu widzenia. Ale co z Cashem, który był w toalecie ze Strohmeyerem i bez szczególnego przekonania próbował go powstrzymać, a potem zrezygnował i poszedł na spacer? Jak później powiedział, nie zamierzał dopuścić do tego, aby „czyjeś problemy spędzały mu sen z powiek”.

Strohmeyer trafił do więzienia, ale Cash nie, ponieważ w tamtym czasie w stanie Nevada zaniechanie przeciwdziałania przestępstwu nie było karalne. Niemniej wiele osób uważało, że Cash postąpił źle. Na uniwersytecie, na którym studiował, organizowano demonstracje i domagano się jego relegowania z uczelni. (Właśnie pod wpływem tej sprawy ustawodawcy zmienili prawo stanu Nevada, uzgadniając je z powszechnymi odczuciami). Ludzie śledzą teraz Casha w Internecie, informują innych, gdzie się znajduje, usiłując nie dopuścić do tego, by znalazł pracę i przyjaciół. Pragną zniszczyć jego życie, chociaż niepodjęcie przez niego działania nie dotknęło ich osobiście. Ten przykład pokazuje, jak duże znaczenie przypisujemy niemoralnym występkom. Nie wystarczy nam konstatacja, że Cash jest złym facetem; niektórzy z nas są zmotywowani do przysparzania mu cierpień.

Jeśli chodzi o inne rodzaje niemoralnych czynów, to kwestia krzywdy nie jest w nich tak oczywista. Oto przykłady:

– zoofilia (kiedy zwierzęciu nie jest zadawany ból);

– złamanie obietnicy danej osobie, która już nie żyje;

– zbezczeszczenie flagi narodowej;

– kontakt seksualny z dzieckiem pogrążonym we śnie (gdy nie doszło do uszkodzenia ciała, a dziecko nigdy się o tym nie dowie);

– kazirodztwo pomiędzy dorosłym rodzeństwem, za obopólnym przyzwoleniem;

– kanibalizm konsensualny (kiedy osoba A życzy sobie być zjedzona po śmierci przez osobę B, a osoba B na to przystaje).

Niektóre z tych działań mogą być szkodliwe – na przykład współżycie między dorosłym rodzeństwem może prowadzić do szkód natury psychicznej. Jednak w większości powyższych przykładów pewne jest, że nikt nie ponosi straty w żaden konkretny sposób. A przecież u wielu osób te czyny wywołują taką samą reakcję, jaką spowodowałaby fizyczna napaść – złość wobec sprawców i pragnienie ich ukarania.

Podane przeze mnie przykłady mogą się wydać egzotyczne albo sztuczne, bez trudu jednak można przytoczyć rzeczywiście zdarzające się sytuacje, w których nie ma pokrzywdzonych, lecz pomimo to budzą one podobne moralne oburzenie. W niektórych środowiskach dobrowolnie podejmowane relacje homoseksualne są postrzegane jako zło, a w niektórych krajach nawet karze się za nie śmiercią. (A zatem faktycznie moralność jest niekiedy zbiorem zasad regulujących to, z kim wolno nam iść do łóżka). Są społeczeństwa, które uznają seks przedmałżeński za taką plamę na honorze rodziny, że ojciec kobiety może czuć się zobowiązany do naprawienia sytuacji poprzez zabicie własnej córki. W Stanach Zjednoczonych i Europie mamy prawa zakazujące prostytucji, eutanazji, zażywania narkotyków, sprzedaży organów i zawierania małżeństw pomiędzy rodzeństwem, co uzasadnia się niekiedy szkodliwością owych czynów. Jednak u podstaw takich restrykcji często tkwi intuicyjne odczucie, że te zachowania są zwyczajnie niewłaściwe; być może zadają one gwałt ludzkiej godności. Każda teoria psychologii moralności musi podjąć próbę wyjaśnienia, skąd się te intuicje biorą i w jaki sposób na nas działają.

Moralność dotyczy nie tylko tego, co jest niewłaściwe, ale i tego, co właściwe. Dobrze ilustruje to badanie spontanicznego pomagania u półtorarocznych dzieci, zaprojektowane przez psychologów Feliksa Warnekena i Michaela Tomasello. Oto przebieg badania: maluch siedzi w pokoju ze swoją mamą, gdy do pomieszczenia wchodzi osoba, która ma zajęte obie ręce, i próbuje otworzyć drzwi do szafki. Nikt nie patrzy na dziecko, nie podpowiada mu ani nie prosi o pomoc. Mimo to ponad połowa maluchów pomaga. Spontanicznie podnoszą się, niezdarnym krokiem zbliżają do szafki i otwierają drzwi dorosłemu.

To tylko drobny przykład z życia małego człowieka, ale ta życzliwość staje się coraz bardziej zauważalna, kiedy ludzie oferują czas, pieniądze, a nawet krew, by pomóc innym, często zupełnie obcym osobom. Takie zachowania są postrzegane jako moralne, a określane jako dobre lub etyczne, wzbudzają emocje takie, jak duma i wdzięczność.

Moralność jest zatem pojęciem szerokim, obejmującym zarówno surowe oceny, jak i miękkie, altruistyczne elementy, które zawierają – cytując Adama Smitha – „wspaniałomyślność, poczucie ludzkości, uprzejmość, współczucie, wzajemną przyjaźń i szacunek, wszystkie uczucia społeczne i uczucia życzliwości”[5].

Niektóre zwyczaje i przekonania moralne są niewątpliwie wyuczone, ponieważ są różne w różnych kulturach. Każdy, kto podróżuje, albo choćby dużo czyta, ma świadomość tych odmienności. Herodot pisał o tym w Dziejach już 2500 lat temu. Zaczął od spostrzeżenia: „Wszak gdyby wszystkim ludziom zaproponowano, żeby ze wszystkich zwyczajów wybrali sobie najlepsze, wówczas wszyscy po dokładnym zbadaniu wybraliby własne; do tego stopnia jest każdy przekonany, że jego zwyczaje bezspornie są najlepsze”. Następnie przytoczył anegdotę o Dariuszu, królu Persji:

Dariusz powołał raz za swego panowania Hellenów, których miał u siebie, i zapytał ich, za jaką cenę byliby skłonni spożyć zmarłych ojców? Wtedy oni oświadczyli, że nie zrobiliby tego za żadną cenę. Potem wezwał Dariusz tak zwanych Kalatów, plemię indyjskie, które zjada swoich rodziców, i zapytał ich w obecności Hellenów, którym odpowiedź przetłumaczono, za jaką cenę zgodziliby się zmarłych ojców spalić na stosie? Wtedy ci wydali okrzyk zgrozy i wezwali go, aby zaniechał bezbożnych słów. Taka to jest siła zwyczaju[6].

Nietrudno byłoby stworzyć listę przekonań moralnych typowych dla naszej kultury i czasów. Zapewne niemal każdy czytelnik tej książki wierzy, że nienawiść do innego człowieka wyłącznie z powodu koloru jego skóry jest wysoce niewłaściwa. To przeświadczenie jednak stanowi przykład bardzo współczesnego myślenia; przez większą część historii ludzkości nikt nie dostrzegał w rasizmie niczego złego. Moje ulubione podsumowanie różnic we współczesnych przekonaniach moralnych pochodzi od antropologa kultury Richarda Shwedera. Przygotował on długą listę rzeczy, które w zależności od społeczeństwa uznaje się za godne pochwały, neutralne lub oburzające. Są to:

masturbacja, homoseksualizm, abstynencja seksualna, poligamia, aborcja, obrzezanie, kary cielesne, kara śmierci, islam, chrześcijaństwo, judaizm, kapitalizm, demokracja, palenie flag, spódniczki mini, długie włosy, brak włosów, spożycie alkoholu, jedzenie mięsa, szczepienia, ateizm, bałwochwalstwo, rozwód, powtórne małżeństwo osób owdowiałych, małżeństwa aranżowane, romantyczna miłość małżeńska, rodzice i dzieci śpiące w jednym łóżku, rodzice i dzieci nieśpiące w jednym łóżku, praca zawodowa kobiet, zakaz pracy zawodowej kobiet[7].

Przytoczone fragmenty z Herodota i Shwedera obrazują różnorodność, ale jednocześnie naprowadzają na to, co uniwersalne. Relacje etnograficzne często pomijają to, co ludzi łączy, częściowo dlatego, że antropolodzy lubią wyolbrzymiać wszystko, co w innych ludziach wydaje się egzotyczne (tę praktykę antropolog Maurice Bloch nazwał „postępowaniem niezgodnym z etyką zawodową”), a częściowo dlatego, że z perspektywy antropologicznej opisywanie uniwersaliów byłoby równie nieciekawe, jak zamieszczanie w przewodniku turystycznym informacji, iż ludzie, których czytelnik spotka, mają nosy, piją wodę i z biegiem lat się starzeją. To, co oczywiste, nie jest godne uwagi. Podobnie bez zastanowienia przyjmujemy, że wszędzie na świecie ludzie odczuwają naturalny sprzeciw wobec zabójstw, kłamstw czy niedotrzymywania obietnic. Herodot nie opowiada o ludziach, których nie obchodzi, co się dzieje z ciałami zmarłych. Shweder nie pisze o ludziach, którzy z obojętnością traktują kazirodztwo. Tacy ludzie nie istnieją.

Gdyby myśleć o ewolucji wyłącznie w kategoriach „przetrwania najlepiej przystosowanych” czy „przyrody czerwonej od kłów i pazurów”, to w ludzkiej naturze nie byłoby miejsca na takie uniwersalia. Jednak dziś, inaczej niż w czasach Darwina, pojmujemy ewolucję jako coś znacznie bardziej subtelnego niż maltuzjańska walka o byt. Rozumiemy, że amoralna selekcja naturalna mogła wykształcić w nas pewne podstawy moralnego myślenia i działania.

Jeden aspekt moralności – życzliwość w stosunku do własnej rodziny – od dawna jest oczywistością z ewolucyjnego punktu widzenia. Najbardziej klasyczny przykład dotyczy rodziców i dzieci: nie potrzebujemy skomplikowanych modeli ewolucyjnych, by dostrzec, że geny rodziców troszczących się o swoje dziecko mają większą szansę na rozprzestrzenienie się w populacji niż geny osób, które porzucają albo zjadają swoje potomstwo.

Istnieją również inne więzi wynikające z pokrewieństwa, jak choćby te między rodzeństwem czy kuzynami. Są one słabsze, ale różnica jest raczej ilościowa niż jakościowa. Legenda głosi, że pewnego razu zapytano J.B.S. Haldane’a, biologa ewolucyjnego, czy poświęciłby życie dla ratowania tonącego brata, a on odpowiedział, że nie – ale z radością zrobiłby to dla dwóch braci albo ośmiu kuzynów. Z perspektywy genetycznej to właściwa strategia, ponieważ z każdym bratem dzielił około 50 procent genów, a z każdym kuzynem – około jednej ósmej. Inteligentna odpowiedź Haldane’a nawiązuje do tych obliczeń. I choć niewielu ludzi świadomie pragnie zachowania swoich genów, to jednak właśnie takie wyliczenia pomagają zrozumieć nasze zwykłe cele i pragnienia. Okazuje się, że jeśli chodzi o geny, to nie ma zasadniczej różnicy między jednostką a jej krewnymi. Można powiedzieć, że samolubne geny stworzyły altruistyczne istoty żywe, które kochają inne istoty równie mocno jak siebie.

Potrafimy również okazać życzliwość i wspaniałomyślność osobom, z którymi nie łączą nas więzy krwi. W pierwszej chwili ewolucyjne pochodzenie tego zjawiska wydaje się oczywiste: zajmując się myślistwem, zbieractwem, opiekując się dziećmi i wykonując wiele innych zajęć, odnosimy sukcesy wtedy, gdy współdziałamy z innymi – a taka koordynacja jest możliwa dzięki naszym prospołecznym postawom. Adam Smith zauważył to na długo przed Darwinem: „Wszyscy członkowie społeczności ludzkich potrzebują wzajemnej pomocy i są również narażeni na wzajemną krzywdę. Kiedy niezbędna wzajemna pomoc jest udzielana z miłości, wdzięczności, przyjaźni i szacunku, społeczność się rozwija i jest szczęśliwa”. A zatem troszczenie się o innych przynosi korzyść każdemu z nas.

W tym rozumowaniu kryje się jednak haczyk. Żeby społeczeństwo mogło w taki sposób pomyślnie i szybko się rozwijać, jego członkowie musieliby się powstrzymywać od wykorzystywania innych. Jeden niegodziwiec w społeczności składającej się z dobrych ludzi jest niczym wąż w rajskim ogrodzie. Richard Dawkins nazywa to „zdradą od wewnątrz”. Taki wąż prosperowałby najlepiej ze wszystkich, czerpiąc korzyści ze współpracy innych i nie ponosząc jej kosztów. Gdyby takie szatańskie geny dalej się mnożyły, to świat jako całość nie wyszedłby na tym dobrze, ale to niczego nie wyjaśnia, ponieważ dobór naturalny nie troszczy się o „świat jako całość”. Chcemy zrozumieć, co powstrzymało szatańskie geny od zawładnięcia populacją i uchroniło nas przed życiem w świecie psychopatów.

Zgodnie z teorią Darwina cechy związane ze wspólnym działaniem przetrwają, jeżeli społeczności składające się z pokojowo współpracujących członków będą wygrywały w rywalizacji z innymi społecznościami, których członkowie nie przejawiają skłonności do działania zespołowego. Innymi słowy, dobór naturalny działałby raczej na poziomie grup niż jednostek. Darwin tak pisze o hipotetycznym konflikcie między dwoma wyimaginowanymi plemionami: „Jeżeli dwie gminy czy dwa plemiona ludzi pierwotnych zamieszkujących te same okolice wypowiedziały sobie walkę, to, przypuszczając jednostajność wszystkich innych warunków, zwyciężało to plemię, w którym znajdowało się więcej odważnych, śmiałych, wiernych wojowników, gotowych do niesienia pomocy innym, do bronienia ich od napadu i wspierania podczas boju”[8].

Zgodnie z alternatywną teorią – bardziej spójną z koncepcją doboru naturalnego na poziomie jednostek – ludzie dobrzy mogą karać złych. Chodzi o to, że altruizm ma szansę wyewoluować nawet bez zaistnienia konfliktu międzygrupowego, jeżeli tylko w ramach jednej społeczności ludzie będą nagradzać osoby życzliwe i wchodzić z nimi w interakcje, a karać – albo chociaż ignorować – oszustów, złodziei, bandytów, naciągaczy i tym podobnych.

Inne uniwersalia moralne są trudniejsze do wyjaśnienia z perspektywy ewolucyjnej. Dlaczego mamy taką obsesję na punkcie moralności życia seksualnego? Dlaczego z niezwykłą łatwością dokonujemy moralnych ocen na podstawie zewnętrznych atrybutów, takich jak kolor skóry? Czym możemy wytłumaczyć pojawienie się nowych pojęć moralnych, na przykład równych praw dla wszystkich? Te właśnie kwestie będą przedmiotem kolejnych rozdziałów.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

* * *

[2] Cyt. w: Keil, 2013.

[3] Szekspir, W., Jak wam się podoba, tłum. Leon Ulrich.

[4] Booth, 1998.

[5] Smith, A., Teoria uczuć moralnych, tłum. Stanisław Jedynak.

[6] Herodot, Dzieje, tłum. Seweryn Hammer.

[7] Shweder, 1994, s. 26.

[8] Darwin, K., O pochodzeniu człowieka, tłum. M. Ilecki, s. 158–159. Zob. także: Bowles, 2006; Wilson, 2012.

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

To tylko dzieci

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

W SERII

Dedykacja

Motto

PRZEDMOWA

ROZDZIAŁ 1 Życie moralne małych dzieci

ROZDZIAŁ 2 Empatia i współczucie

ROZDZIAŁ 3 Sprawiedliwość, status i kara

ROZDZIAŁ 4 Inni

ROZDZIAŁ 5 Ciała

ROZDZIAŁ 6 Rodzina

ROZDZIAŁ 7 Jak być dobrym

PODZIĘKOWANIA

BIBLIOGRAFIA

Karta redakcyjna

Tytuł oryginału: Just Babies

Copyright © 2013 by Paul Bloom

All rights reserved

Copyright © 2015 for the Polish edition by Wydawnictwo Smak Słowa

Copyright © for the Polish translation by Ewa Wojtych

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być publikowana ani powielana w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawnictwa Smak Słowa.

Edytor: Anna Świtajska

Redakcja i korekta: Anna Mackiewicz

Opracowanie graficzne i skład: Piotr Geisler

Okładka i strony tytułowe: Agnieszka Karmolińska

ISBN 978-83-64846-31-1

Smak Słowa

ul. Sobieskiego 26/4, 81–781 Sopot

tel./fax (+48 58) 551 01 98

www.smakslowa.pl

Szukaj nas także na

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Przyjemność To tylko dzieci 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Góra Tajget Wybieraj wystarczająco dobrze Seks się liczy. Od seksu do nadświadomości To tylko dzieci