Madonny z Bari. Matka i córka - księżna Mediolanu i królowa Bona

Madonny z Bari. Matka i córka - księżna Mediolanu i królowa Bona

Autorzy: Renata Czarnecka

Wydawnictwo: Książnica

Kategorie: Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 352

Cena książki papierowej: 35.00 zł

cena od: 26.43 zł

Przełom XV i XVI wieku. Przez Półwysep Apeniński przetaczają się wojny o Królestwo Neapolu i Księstwo Mediolanu.

Izabela Aragońska, pozbawiona Księstwa Mediolanu przez Ludwika Sforzę, wciąż ma nadzieję na odzyskanie należnej jej pozycji. Naiwnie wierzy w pomoc króla Francji, ale szybko pozbywa się złudzeń. Rozdarta między tęsknotą za utraconym synem a troską o los córek, ucieka z okupowanego przez Francuzów Mediolanu. W drodze do Neapolu zatrzymuje się w Watykanie. Poznaje swoją bratową Lukrecję Borgię i staje twarzą w twarz z potężnym papieżem Aleksandrem VI. Lecz beztroska atmosfera watykańskich pałaców stanowi jedynie fasadę, za którą kryje się wiele tragedii. Dopiero w Bari, gdzie Izabela chroni się ze swą córką Boną Marią, ożywają nadzieje na wyniesienie mediolańskiej księżniczki na tron, zwieńczone ślubem z królem Polski.

WROCŁAW 2015

Projekt okładki

MARIUSZ BANACHOWICZ

Fotografia na okładce

COLLABORATION JS/Arcangel Images

Redakcja

MAŁGORZATA GROCHOCKA

Korekta

IWONA WYRWISZ

Skład

JAROSŁAW DANIELAK

© Publicat S.A. MMXV (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Wydanie elektroniczne 2015

ISBN 978-83-245-8212-9

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: ksiaznica@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

SPIS TREŚCI

* * *

Słowo wstępne

Rozdział 1. Matka i jej dzieci

Rozdział 2. Gorzkie spotkanie

Rozdział 3. Przyjaciel Aragonów

Rozdział 4. Mediolan musi spłynąć krwią

Rozdział 5. Ukochana księcia Alfonsa

Rozdział 6. Pod skrzydłami Ojca Świętego

Rozdział 7. Tajemnice madonny Sancii

Rozdział 8. Mąż czy brat

Rozdział 9. Dumna Katarzyna

Rozdział 10. Gdy karty rozdaje papież

Rozdział 11. Rodzinny Neapol

Rozdział 12. Krew św. Januarego

Rozdział 13. Krwawa transakcja

Rozdział 14. Wyrok musi się wypełnić

Rozdział 15. Cicha śmierć

Rozdział 16. Grzech zaniedbania

Rozdział 17. Widmo wojny

Rozdział 18. Król Hiszpanii

Rozdział 19. Kobiety Aragonów

Rozdział 20. Bądź przeklęty, Cezarze!

Rozdział 21. Niespodziewana wolność

Rozdział 22. Kolejny cios

Rozdział 23. Jedyna córka

Rozdział 24. Bari

Rozdział 25. Niespokojna przystań

Rozdział 26. Jeszcze tli się nadzieja

Rozdział 27. Mały gość

Rozdział 28. Nie czas na miłostki

Rozdział 29. Pora odwetu

Rozdział 30. Nikt ważny

Rozdział 31. Pierwsze napomnienie

Rozdział 32. Między Bogiem a gwiazdami

Rozdział 33. Ocalona

Rozdział 34. Pod czujnym okiem matki

Rozdział 35. Pierwsza zazdrość

Rozdział 36. Puste serce

Rozdział 37. Mordercy!

Rozdział 38. Swaty

Rozdział 39. Zły czy dobry los

Rozdział 40. Polska otrze nasze łzy po Mediolanie!

Rozdział 41. Zła wróżba

Bibliografia

Przypisy

W tysiąc czterysta dziewięćdziesiątym ósmym roku

umiera nagle Karol VIII.

Na tronie Francji zasiada jego kuzyn, książę Orleański,

jako Ludwik XII. Nowo obrany król rości sobie prawa

do Księstwa Mediolanu oraz do korony Królestwa Neapolu.

Rozpoczyna się nowy okres wojen włoskich.

SŁOWO WSTĘPNE

Schyłek XV wieku w Italii zapoczątkował burzliwy okres wojen włoskich o Neapol oraz o Księstwo Mediolanu, które trwały przez kolejne dziesięciolecia. Roszczenia do Królestwa Neapolu wysunął król Francji Karol VIII, ponieważ w przeszłości Neapolem władali królowie z francuskiej dynastii Andegawenów. Mając poparcie Ludwika Sforzy, który ogłosił się księciem Mediolanu, król Francji rozpoczął w 1494 roku marsz na południe Italii. Zdobycie Neapolu przez armię francuską nie nastręczało trudności. Nawet Watykan nie zamierzał przeciwstawiać się planom Karola VIII. Łatwość, z jaką francuski monarcha podbił Neapol, ukazała potęgę tego władcy. Oddziały zawiązanej w pośpiechu ligi antyfrancuskiej zamknęły w kleszczach część jego wojska, jednocześnie szarpiąc wycofującą się na północ, ku Francji, armię dowodzoną przez Karola VIII. Wraz z niespodziewaną śmiercią tego władcy w 1498 roku Italia odetchnęła z ulgą, jednakże nie na długo. Następca Karola Ludwik XII zgłosił pretensje nie tylko do Neapolu, lecz także do Księstwa Mediolanu, powołując się na pokrewieństwo z Walentyną Visconti, córką księcia Mediolanu Giana Galeazza Viscontiego, której był wnukiem. W 1499 roku Mediolan dostał się w ręce Francuzów, a rok później zawarto w Grenadzie tajny układ, na mocy którego Francja i Hiszpania dokonały podziału Królestwa Neapolu.

Izabeli Aragońskiej i jej córkom przyszło żyć w niespokojnych czasach. Utraciwszy Mediolan, księżna szukała schronienia w rodzinnym Neapolu. Pobyt tutaj był zapewne ciężkim przeżyciem szczególnie dla małych księżniczek. Huk armat, szczęk mieczy, okrucieństwo wojny – to wszystko musiało głęboko zapaść w pamięć Bony. W tej trudnej sytuacji Izabela szukała jednak jakiejś spokojnej przystani dla siebie i córki. Stało się nią Bari, nadane jej przez Ludwika Sforzę, a potwierdzone przez króla Hiszpanii Ferdynanda Katolickiego. Pod okiem księżnej Izabeli miasto rozkwitło, stało się miejscem, w którym gromadził się kwiat młodzieży, uczonych i artystów. W takim otoczeniu wzrastała Bona, przyszła królowa Polski. Należy jednak także pamiętać, że przez małżeństwo Alfonsa Aragońskiego, przyrodniego brata matki, z Lukrecją Borgią księżniczka była spowinowacona z Borgiami, wpływowym w tym okresie we Włoszech rodem hiszpańskim mającym jak najgorszą sławę. Nie można też przemilczeć pokrewieństwa z Katarzyną Sforzą, ponieważ właśnie te rodzinne więzy nie przysporzą Bonie przyjaciół w kraju nad Wisłą. Tak więc Bona wniesie w małżeństwo z królem Polski nie tylko chwałę rodów, z których się wywodzi, lecz także wszelkie ich grzechy. Przeszłość jej matki i krewnych stanie się najcięższym bagażem, jaki będzie dźwigać przez całe życie.

ROZDZIAŁ 1

MATKA I JEJ DZIECI

Wasza Królewska Mość

Na wieść o rozgromieniu wojsk mediolańskich pod Alessandrią Moro wpadł we wściekłość, tym większą, gdy mu doniesiono o ucieczce Galeazza Sanseverina z pola walki – pisała księżna Mediolanu Izabela do króla Neapolu Fryderyka. – Chytry lis przybył do pałacu Arengo, by mnie przekonać, że król Francuzów jest naszym wspólnym wrogiem, zatem naszym obowiązkiem jest razem stawić mu czoła. Doprawdy, karmiłam się strachem, który widziałam w jego oczach, niegdyś zawsze butnych i pełnych wyniosłości, teraz żebrzących o moją przychylność, bylebym tylko raczyła nakłonić Was do tego przymierza. Odparłam, że najpierw musi oddać mi syna. Groził, że jeszcze pożałuję swego uporu, ale kto wie, może obrachuje sobie, co bardziej mu się opłaca: utrata księcia Franciszka czy Mediolanu. Nie wątpię, że i Was będzie łudził obietnicami bez pokrycia, przyjaźnią, która ma posmak szantażu. Bądźcie zatem ostrożni i każdy krok po tysiąckroć rozważajcie. Wolność Mediolanu jest naszym wspólnym dobrem, ale przymierze z Morem może być zawarte tylko na twardych warunkach. Gdyby miało do niego dojść, żądajcie odesłania mego syna do Neapolu, gdyż tylko tam nie sięgną go łapy Sforzy. Zażądajcie także pierworodnego syna Mora, Maksymiliana, jako gwaranta lojalności jego ojca. A może należałoby zażądać obu jego synów, by mieć pewność, że niczego przeciwko nam nie uczyni za naszymi plecami i potajemnie.

Księżna uniosła głowę znad listu i popatrzyła w okna. Gwar dochodzący zza cienkich szyb mącił jej myśli. Minęło ponad dwa i pół roku, odkąd zamieszkała z córkami w pałacu Arengo[1]. Jakże inne to było miejsce od zamku Sforzów, położonego na skraju miasta, otoczonego cienistymi kasztanowcami i pogrążonego w żałobie po Beatrycze d’Este. Tutaj, w pałacu Arengo i wokół, życie tętniło, kipiało na przestronnym Piazza del Duomo, a dzwony katedralne wybijające w południe donośną melodię na Anioł Pański zagłuszały wrzawę, powodując, że tłum na chwilę przystawał i wsłuchiwał się w ich pieśń. Księżna lubiła spoglądać na katedrę, której białe monumentalne marmury srebrzyły się w letnim słońcu, na ludzkie postacie leniwie przemykające po placu albo uwijające się niczym mrówki przy swoich pracach. W pogodne dni wystawała na balkonie z córkami, pilnie obserwującymi życie, które toczyło się tuż pod ich stopami.

Izabela nieustannie czuła na sobie wzrok Ludwika Mora, widziała go w spojrzeniach otaczających ją dworzan i służby, w oczach zbrojnych strzegących bramy pałacowej i wejścia do komnat. Cienie jego szpiegów towarzyszyły jej krok w krok, nieuchwytne i tajemne. Była pilnie strzeżonym więźniem, któremu wolno było poruszać się jedynie w obrębie pałacu. Zamknięta niczym ptak w klatce, czuła, że skrzydła, na których wiele lat temu tu przyfrunęła, zostały podcięte. Jej myśli skierowały się znowu ku Castel Sforzesco. Tam jest mój Franciszek – rozmyślała. – Dopóki on żyje, dopóty będzie we mnie żyć nadzieja, choć Moro czyni wszystko, by pamięć mego syna o mnie umarła. Umiłowany synu, w każdej godzinie moje myśli podążają ku tobie. Modlę się o ciebie codziennie i serce mi krwawi na myśl, że podstępny stryj twego ojca mógłby zająć w twoim sercu miejsce matki.

Księżna znowu pochyliła się nad stołem. Jej cerę rozjaśniały promienie sierpniowego słońca, oblicze było skupione. Pisała dalej do króla Neapolu:

Wasza Królewska Mość, będę niecierpliwie oczekiwać od Was wieści. Przekażcie moje najserdeczniejsze pozdrowienia królowej Joannie III oraz królowej Joannie IV i małżonce Waszej – królowej Izabeli, której z całego serca życzę szczęśliwego rozwiązania. Gdy dziecko przyjdzie na świat, nie zwlekajcie z dobrą nowiną, bowiem i ja rada będę dzielić Wasze szczęście. Ucałujcie ode mnie wszystkie wasze dzieci – Fernandina i małą Julię. À propos, madonna Lukrecja także spodziewa się dziecka, medyk przewiduje poród na późną jesień. Jej małżonek Alfons z niecierpliwością oczekuje potomka. Zdaje się, że ich miłość nie może być gorętsza, a troska mego brata o donnę Lukrecję musi być wielce miła papieżowi.

Izabela Aragońska księżna Mediolanu

Księżna poruszyła mosiężnym dzwonkiem leżącym na skraju stołu i przywołała pazia. Tiziano pokłonił się i czekał na rozkazy. Izabela uniosła oczy znad listu i prześlizgnęła się wzrokiem po wysokiej szczupłej sylwetce młodzieńca. Był jeszcze chłopcem, kiedy towarzyszył jej w trudnej podróży z Neapolu do Mediolanu. Gdy teraz na niego spoglądała, przed oczami przesuwały się dawne obrazy. Minęło już tyle lat. Ocknęła się ze wspomnień i poleciła, by zawołał signora Lopeza.

Gdy w progu komnaty pojawił się dworzanin, Izabela wstała od stolika i rzekła:

– Pojedziesz z listem do króla Neapolu i wracaj niezwłocznie.

– Nie ustanę w drodze, najjaśniejsza pani, i za twoim pozwoleniem wyruszę natychmiast.

Uśmiechnęła się, jakby odgadł jej myśli. Gdy się oddalił, księżna usiadła do ksiąg rachunkowych, nad którymi ślęczała już wczorajszego wieczoru. Niewielkie dochody pozwalały na skromne życie. Szelest szat rozproszył jej uwagę. Ujrzawszy Teodorę Angellini, damę dworu, która służyła jej od wielu lat, spytała:

– Księżniczki w ogrodzie?

– Tak, pani.

Izabela pochyliła się nad księgą i ciężko westchnęła, co nie umknęło uwadze pani Angellini.

– Jakieś kłopoty, pani? – spytała dama dworu.

– Nic nowego. Trudno mi związać koniec z końcem. Nieustannie brakuje dukatów na codzienne wydatki. Gdybym rządziła Mediolanem, ja i moje córki opływałybyśmy w dostatek.

– Pani, messer Ludwik podarował ci księstwa Bari i Rossano.

– Tak! W przypływie szczodrości, na którą rzadko go stać, rzucił mi ochłapy ze swego stołu, jak psu! – uniosła się. – I myśli, że dwoma małymi księstwami zapłacił mi za Mediolan! Bardzo się myli!

Teodora milczała, wiedząc, że dalsza rozmowa na ten temat tylko wywoła gniew księżnej. Ale Izabela odrzuciła złe wspomnienia. Zamknęła księgę i przeszła do sąsiedniej komnaty. Panujący tu półmrok dawał wytchnienie od prażącego południowego słońca, a przez rozwarte okiennice dobiegały dziecięcy śmiech i nawoływania. Wyjrzała przez okno. Niewielki dziedziniec porośnięty bluszczem i krzewami róż, które wspinały się na surowe mury pałacu, pogrążony był w półcieniu. Mały ogród stanowił namiastkę bezkresnych zielonych łąk, a strumienie wody wylewającej się kaskadami z miedzianych dzbanów i rozbijającej się o gładkie kamienie przypominały odgłos szemrzącego strumyka i nawilżały skwarne sierpniowe powietrze. Izabela widziała, jak jej córki Hipolita i Bona bawią się wesoło pod opieką piastunki oraz dam dworu: to podrzucają piłkę, to podbiegają do fontanny, z której rozchlapują wodę, to siadają na kobiercu z trawy, by nieco odpocząć. Ten na pozór spokojny i beztroski widok wywołał w sercu Izabeli jakiś niepokój. Widziała, jak wzrok córek co rusz podąża w stronę okien, gdzie znajdowały się matczyne komnaty. Jakby bały się, że pewnego dnia matka zniknie z ich życia, tak jak zniknęła z życia ich brata.

– Księżniczki są takie radosne – odezwała się pani Angellini, płosząc myśli księżnej.

– Niech się bawią – odparła Izabela, wiedząc, że ta radość podszyta jest strachem i niepewnością. – Niebawem trzeba będzie pomyśleć o ich edukacji. A wtedy skończy się dzieciństwo, lalki powędrują do skrzyń i zastąpią je surowi preceptorzy.

– Mamo!

Głos Bony wpadł w uszy księżnej. Izabela uśmiechnęła się do córki. Dostrzegła, że Hipolita odwróciła się i także spojrzała w jej stronę, by zaraz pomachać do niej ręką.

Koniec sierpnia był bardzo upalny. Powietrze się gotowało, a niebo rozpalone słońcem płonęło. W Mediolanie dało się wyczuć jakieś niezwykłe napięcie. Spodziewano się, że lada dzień Francuzi staną pod murami miasta. Tłumy na Piazza del Duomo gęstniały i kłębiły się niczym rój os. Księżna Izabela z niepokojem obserwowała to wszystko, a dzwony katedry rozbrzmiewały jakby na trwogę, przepowiadając nieuchronną zagładę.

Po skwarnym dniu księżna z córkami przebywała w zacienionym o tej porze dnia ogrodzie. Hipolita i Bona podlewały kwiaty na rabatach pod nadzorem ich niani Simonetty oraz kilku dam dworu. Spacerując pośród kwiatowych rabat, Izabela kierowała wzrok na córki. Widziała, jak Bona, młodsza z nich, z mozołem dźwiga wypełnioną po brzegi wielką konew z wodą. Uśmiech nie schodził przy tym z ust dziewczynki, co rozbawiło jej matkę.

– Pomóż księżniczce, Fidelio – poprosiła księżna młodą damę dworu.

Fidelia rok temu przybyła na dwór księżnej, zastępując Carlottę, która we łzach opuszczała Mediolan, by z rozkazu rodziny udać się do klasztoru w Rzymie. Fidelia podbiegła do księżniczki, by ją wyręczyć.

– Nie chcę pomocy! – zaprotestowała Bona. – Pokażę wam, jaka jestem silna.

Uniosła konew i z wysiłku poczerwieniała. Widząc to, Simonetta rzekła z obawą:

– Najjaśniejsza pani, taki wysiłek może księżniczce zaszkodzić.

– Owszem, ale może potrzebuje tej próby? Nic w życiu nie przychodzi łatwo, a droga kobiety do sukcesu jest jeszcze trudniejsza – odparła księżna. Posłała życzliwy uśmiech pięćdziesięcioletniej niani o dostojnym wyglądzie i łagodnym spojrzeniu.

Księżna spojrzała na Bonę, która dreptała, z trudem niosąc ciężar. Nagle zachwiała się i upadła, wylewając na siebie wodę i mocząc sukienkę. Z oczu księżniczki nie popłynęła ani jedna łza.

Izabela podeszła do córki i pochyliwszy się nad nią, rzekła z łagodnym napomnieniem:

– Jak widzisz, są ciężary, których jeszcze nie udźwigniesz. Musisz dorosnąć. Spójrz na twoją siostrę, która wykazała się wielkim rozsądkiem i wzięła mniejszą konewkę. Dzięki temu może wykonywać pracę bez trudu. No, biegnij do niej!

Bona niepocieszona spojrzała na matkę i pobiegła do Hipolity.

– Ma upór Sforzów i dumę Aragonów – rzekła księżna i jej wzrok pobiegł w stronę córek. Jakże się różniły. Bona, od najmłodszych lat bardzo ładna, z każdym rokiem jeszcze bardziej piękniała. Dawniej bardzo podobna do swego ojca, Giana Galeazza, teraz zaczęła się zmieniać i upodabniać do babki, Bony Sabaudzkiej, o której mówiono, że była za młodu jedną z najpiękniejszych kobiet Italii. Kiedy cicha i nieśmiała Hipolita dostrzeże, jak bardzo różni się od siostry? Czy za kilka lat, gdy spojrzy w lustro, nie skieruje do Boga srogich żalów, że okazał się tak niesprawiedliwy, obdarzając jej młodszą siostrę urodą, jej zaś dając jedynie miłą powierzchowność i dobry charakter?

– Najjaśniejsza pani!

Głos dochodzący od strony krużganku wytrącił Izabelę z zamyślenia. Zobaczyła smukłą sylwetkę Tiziana, który podbiegł do niej i pochyliwszy głowę, rzekł:

– Wasza wysokość, signor Jacobo Confalonieri przybył z ważnymi wieściami.

Izabela pozostawiła dzieci pod opieką dam dworu i niezwłocznie opuściła ogród. Wewnątrz pałacu panował przyjemny chłód. Ściany korytarza prowadzącego do gabinetu były pokryte freskami, z których gdzieniegdzie odpadała już farba, czyniąc malowidła nie dość czytelnymi. Księżna weszła do środka. Promienie słońca spłynęły na jej postać i ją rozjaśniły. Na moment zmrużyła powieki, a gdy je rozwarła, ujrzała tkwiącego u okien dworzanina. Jego szaty mieniły się złociście w jaskrawym świetle. Skłonił się i czekał, aż zamkną się za nią podwoje. Dostrzegłszy jego błyszczące oczy, Izabela domyśliła się, że musiało zdarzyć się coś niezwykłego. Postąpił ku niej i oznajmił:

– Miłościwa pani, Moro uciekł z Mediolanu razem z kardynałem Askaniuszem Sforzą.

W pierwszej chwili Izabela poczuła oszołomienie, a potem jej serce wypełniła bezgraniczna radość. Uścisnęła ramię Jacoba, jakby w podzięce za tę nowinę, na którą czekała tak długo i niecierpliwie. Naraz cofnęła dłoń i zaczęła chodzić po komnacie, nie mogąc opanować drżenia, jakie nią wstrząsało, usta zakryła dłońmi, jakby próbowała zdusić euforię. Trwało to dłuższą chwilę, po czym nagle umilkła, na jej obliczu było widać niepokój. Czarne myśli przetoczyły się przez jej głowę.

– A mój syn?! – nagle wybuchnęła. – Gdzie on jest? Co z nim? Jeśli Moro wywiózł go z Mediolanu?!

Pociemniało jej przed oczami. Musiała wesprzeć się o kolumnę.

– Pani, zrobię wszystko, by dowiedzieć się, co się dzieje z Franciszkiem, ale potrzebuję czasu i...

Zamilkł. Natychmiast odzyskała jasność umysłu. Spojrzała na niego wymownie i rzekła:

– Tak, wiem. Oby złoto otworzyło przed tobą bramy mediolańskiej twierdzy.

Zbliżyła się do szafy z drewna orzechowego z licznymi misternie inkrustowanymi szufladami i wysunęła jedną z nich. W tym momencie ostro-słodka woń paczuli wypełniła komnatę. Sięgnęła po szkatułkę wysadzaną różowymi turmalinami. Uniosła jej wieko, wyjęła haftowaną złotą przędzą sakiewkę, w której zabrzęczały monety, i rzekła:

– Nie pożałuję dukatów, by ratować mego syna. Zapłacę każdą cenę, byle wydostać Franciszka z Castel Sforzesco.

W jej głosie brzmiała stanowczość. Załamał się w momencie, gdy wypowiadała imię umiłowanego syna. Z wiarą spojrzała na dworzanina i w milczeniu podała mu sakiewkę.

– Pragnę tego samego, wasza wysokość – odparł i ukrywszy mieszek w kieszeni płaszcza, odszedł.

[...]

Przypisy

[1] Pałac znajduje się w Mediolanie na Piazza del Duomo w pobliżu katedry.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ja, królowa. Bona Sforza d'Aragona Madonny z Bari. Matka i córka - księżna Mediolanu i królowa Bona Pod sztandarem miłości Pożegnanie z ojczyzną Księżna Mediolanu. Dzieje Izabeli Aragońskiej, matki królowej Bony 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Romanowowie Królowe przeklęte Turniej cieni Moja piątka z Cambridge Szampańskie dni