After 4. Bez siebie nie przetrwamy

After 4. Bez siebie nie przetrwamy

Autorzy: Anna Todd

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 576

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 26.99 zł

Związek Tessy i Hardina przeszedł wiele prób, ale po każdej z nich uczucie między nimi było coraz mocniejsze. 

Wszystko się zmienia, gdy Hardin odkrywa coraz bardziej mroczną przeszłość swojej rodziny. To dla niego cios nie do zniesienia. W rozpaczy posuwa się do czegoś, czego Tessa nie jest w stanie mu wybaczyć. Dziewczyna zaczyna rozumieć, że chociaż kocha Hardina ponad wszystko, nie może z nim zostać.

Czy tak ma wyglądać koniec ich miłości? Czy Hardin będzie chciał zawalczyć o związek z Tessą, a przede wszystkim – o samego siebie?

Dla wszystkich tych, którzy kiedykolwiek

walczyli o coś lub kogoś, w kogo wierzą.

Prolog

Hardin

Wiele razy w życiu czułem się niechciany, jakbym zupełnie nie pasował do otaczającego mnie świata. Moja mama starała się, z całych sił się starała, ale to nie wystarczyło. Za dużo pracowała – przesypiała całe dnie, ponieważ całymi nocami była na nogach. Trish próbowała wychowywać mnie sama, ale chłopak, zwłaszcza zagubiony chłopak, potrzebuje ojca.

Wiedziałem, że Ken Scott był znękanym problemami mężczyzną, nieokrzesanym, niedoszłym mężczyzną, którego nigdy nie cieszyło ani nie imponowało nic, co robiłem. Mały Hardin, zachowujący się żałośnie i próbujący zrobić wrażenie na wysokim, zataczającym się facecie, którego krzyki wypełniały ciasną przestrzeń naszego gównianego domu, z radością dowiedziałby się, że istnieje możliwość, że ten zimny człowiek to nie jego ojciec. Westchnąłby, wziąłby swoją książkę ze stołu i spytał matkę, kiedy przyjdzie Christian, miły pan, który zabawiał go, recytując fragmenty starych powieści.

Ale Hardin Scott, dorosły mężczyzna walczący z uzależnieniem i złością, przekazanymi mu przez gównianą namiastkę ojca, którą otrzymał, jest zajebiście wściekły. Czuję się zdradzony, zdezorientowany jak jasna cholera i wkurwiony. Ta sytuacja nie ma sensu – przypomina kiczowaty motyw podmienionego ojca, który wykorzystuje każdy zasrany sitcom. To nie może być moje życie. Głęboko zakopane wspomnienia wracają na powierzchnię.

Moja mama mówiąca przez telefon rano po tym, jak lokalna gazeta przedrukowała jeden z moich esejów:

– Po prostu myślałam, że będziesz chciał się dowiedzieć, że Hardin jest cudowny. Jak jego ojciec – ściszonym głosem chwaliła mnie do słuchawki.

Rozejrzałem się po niewielkim salonie. Ciemnowłosy mężczyzna śpiący na fotelu, u którego stóp stała butelka brązowego alkoholu, nie był cudowny. „Jest pierdolonym nieudacznikiem”, pomyślałem, kiedy poruszył się na fotelu, a mama szybko odłożyła słuchawkę. To zdarzało się wielokrotnie, zbyt często, by w ogóle to zliczyć, a ja byłem zbyt głupi i zbyt młody, by zrozumieć, dlaczego Ken Scott traktował mnie tak obojętnie, dlaczego nigdy mnie nie przytulał, tak jak ojcowie moich przyjaciół przytulali swoich synów. Nigdy nie grał ze mną w baseball ani nie nauczył mnie niczego poza tym, jak być pierdolonym pijakiem.

Czy to wszystko była strata czasu? Czy Christian Vance to naprawdę mój ojciec?

Pokój wiruje dookoła mnie, a ja patrzę na niego, na mężczyznę, który podobno mnie spłodził. Widzę coś znajomego w jego zielonych oczach i w kształcie jego szczęki. Trzęsącymi się dłońmi odgarnia włosy z czoła, a ja zamieram, uświadamiając sobie, że robię dokładnie to samo.

Rozdział pierwszy

Tessa

– To niemożliwe.

Wstaję, ale zaraz potem znów siadam na ławce, ponieważ trawa pod moimi stopami wydaje się niepewnie falować. Park wypełnia się teraz ludźmi. Rodziny z małymi dziećmi, trzymającymi w dłoniach balony i prezenty pomimo zimna.

– To prawda. Hardin jest synem Christiana – mówi Kimberly, świdrując mnie swoimi jasnoniebieskimi oczami.

– Ale Ken… Hardin wygląda dokładnie jak on.

Pamiętam, kiedy pierwszy raz spotkałam Kena Scotta w barze z mrożonymi jogurtami. Od razu wiedziałam, że to ojciec Hardina – jego ciemne włosy i wzrost sprawiły, że szybko doszłam do tego wniosku.

– Naprawdę? Nie widzę tego… może poza kolorem włosów. Hardin ma takie same oczy jak Christian, i taki sam kształt twarzy.

Tak? Usiłuję wyobrazić sobie te trzy twarze. Christian ma dołeczki w policzkach, jak Hardin, i takie same oczy… ale to po prostu nie ma sensu: Ken Scott jest ojcem Hardina – musi nim być. Christian wygląda tak młodo w porównaniu z Kenem. Wiem, że są w tym samym wieku, ale alkoholizm Kena odcisnął się na jego wyglądzie. Wciąż jest przystojnym mężczyzną, lecz widać, że wódka dodała mu lat.

– To jest… – Szukam słów, z trudem łapiąc powietrze.

Kimberly spogląda na mnie przepraszająco.

– Wiem. Tak bardzo chciałam ci powiedzieć. Okropnie się czułam, ukrywając to przed tobą, ale decyzja nie należała do mnie.

Kładzie dłoń na mojej i delikatnie ją ściska.

– Christian zapewniał mnie, że kiedy tylko Trish mu pozwoli, powie Hardinowi.

– Ja po prostu… – Biorę głęboki oddech. – Czyli to właśnie robi w tej chwili Christian? Mówi o wszystkim Hardinowi? – Znów wstaję, a dłoń Kimberly spada z mojej. – Muszę do niego iść. On może…

Nie mogę nawet sobie wyobrazić, jak Hardin zareaguje na te wieści, zwłaszcza po przyłapaniu wczoraj w nocy Trish i Christiana. To go przerośnie.

– Tak – odpowiada Kim z westchnieniem. – Trish nie zgodziła się w pełni, ale Christian powiedział, że to wystarczy, a sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli.

Wyciągam komórkę, myśląc tylko o tym, że nie mogę uwierzyć, że Trish ukrywała to przed Hardinem. Miałam o niej znacznie lepsze zdanie, uważałam ją za znacznie lepszą matkę, a teraz mam wrażenie, jakbym w ogóle jej nie znała.

Przyciskam już komórkę do policzka i słyszę sygnał połączenia, kiedy Kimberly mówi:

– Mówiłam Christianowi, że nie powinien was rozdzielać, gdy będzie mówił Hardinowi, ale Trish poleciła mu, że jeśli już ma to zrobić, to lepiej sam na sam…

Usta Kimberly mocno się zaciskają i zaczyna rozglądać się po parku, a w końcu unosi wzrok do nieba.

Słyszę głuchy dźwięk automatycznego systemu poczty głosowej Hardina. Znów wybieram jego numer, podczas gdy Kimberly siedzi w ciszy – ponownie poczta głosowa. Wpycham komórkę z powrotem do tylnej kieszeni i załamuję ręce.

– Możesz mnie do niego zabrać, Kimberly? Proszę…

– Tak, oczywiście.

Skacze na równe nogi i zaczyna wołać Smitha.

Przyglądając się, jak chłopiec idzie w naszym kierunku krokiem, który kojarzy mi się tylko z kamerdynerem z filmów rysunkowych, uświadamiam sobie, że Smith jest synem Christiana… i bratem Hardina. Hardin ma braciszka. I wtedy myślę o Landonie… co to oznacza dla Landona i Hardina? Czy Hardin będzie chciał mieć cokolwiek z nim wspólnego teraz, kiedy nie łączą ich już żadne prawdziwe więzy rodzinne? A Karen? Co z kochaną Karen i jej wypiekami? A z Kenem? Co z mężczyzną tak bardzo starającym się wynagrodzić okropne dzieciństwo chłopcu, który nie jest jego synem? Czy Ken wie? Kręci mi się w głowie i muszę zobaczyć się z Hardinem. Muszę się upewnić, iż wie, że może na mnie polegać i że razem sobie z tym poradzimy. Nie mogę sobie wyobrazić, jak się teraz czuje – musi być całkowicie przytłoczony.

– Czy Smith wie? – pytam.

Po chwili ciszy Kimberly odpowiada:

– Myśleliśmy, że może wiedzieć, ze względu na to, jak traktuje Hardina, ale to przecież niemożliwe.

Współczuję Kimberly. Niedawno dowiedziała się o niewierności swojego narzeczonego, a teraz jeszcze to. Kiedy Smith do nas podchodzi, zatrzymuje się i obrzuca nas zagadkowym spojrzeniem, jakby wiedział dokładnie, o czym rozmawiałyśmy. To niemożliwe, ale sposób, w jaki bez słowa idzie przed nami do samochodu, daje mi do myślenia.

Gdy jedziemy przez Hampstead szukać Hardina i jego ojca, panika w mojej piersi narasta i opada, narasta i opada.

Rozdział drugi

Hardin

W barze rozlega się trzask łamanego drewna.

– Hardin, przestań!

Głos Vance’a dociera do mnie z jakiegoś odległego miejsca w przestrzeni.

Po kolejnym trzasku słychać brzęk rozbijanego szkła. Cieszy mnie to i wzmaga moje pragnienie przemocy. Muszę coś połamać, zrobić czemuś krzywdę – nawet jeśli to tylko przedmiot.

I tak właśnie robię.

Podnoszą się krzyki, które wyrywają mnie z transu. Spoglądam na dłonie i widzę w nich roztrzaskaną końcówkę nogi drogiego stołka. Spoglądam na osłupiałe twarze zaniepokojonych nieznajomych, szukając wśród nich tej jednej – Tessy. Ale nie ma jej tu i w tej chwili wściekłości nie potrafię stwierdzić, czy to dobrze, czy źle. Bałaby się, martwiłaby się o mnie, spanikowana podbiegłaby do mnie i zaczęła wołać moje imię, zagłuszając rozbrzmiewające w moich uszach westchnienia i krzyki.

Szybko upuszczam nogę stołka, jakby mnie parzyła. I czuję na ramionach czyjeś ręce.

– Zabierz go stąd, zanim zadzwonią na policję! – krzyczy Mike głosem mocniejszym, niż kiedykolwiek u niego słyszałem.

– Odpierdol się ode mnie!

Strząsam z siebie dłonie Vance’a i spoglądam na niego zza czerwieni, którą widzę przed oczami.

– Chcesz iść do więzienia?! – krzyczy, znajdując się zaledwie kilka centymetrów od mojej twarzy.

Mam ochotę popchnąć go na ziemię, złapać go za szyję…

Ale słyszę krzyk kolejnych paru kobiet, dzięki czemu nie wpadam z powrotem do tej czarnej dziury. Rozglądam się po drogim barze i zauważam porozbijane szklanki na podłodze, połamany stołek i przerażone twarze klientów, którzy nie spodziewali się, że w takim miejscu czekają ich tego rodzaju awantury. Za chwilę ich szok przemieni się w gniew, że przeszkodziłem im w poszukiwaniu szczęścia za zbyt wygórowaną cenę.

Christian znów jest przy mnie, kiedy wybiegam na zewnątrz, mijając kelnerkę.

– Wsiadaj do mojego samochodu, to ci wszystko wytłumaczę – wyrzuca z siebie.

Zmartwiony, że gliny rzeczywiście mogą się w każdej chwili pojawić, robię, co mówi, ale nie jestem pewien, jak się czuć ani co powiedzieć. Mimo że wyznał mi wszystko wprost, nie mogę jeszcze niczego pojąć. To tak niemożliwe, że aż absurdalne.

Siadam na miejscu pasażera dokładnie w tej samej chwili, kiedy on opada na swoje.

– Nie możesz być moim ojcem, to niemożliwe. To nie ma żadnego sensu. Nie ma mowy.

Rozglądając się po drogim wynajętym samochodzie, zastanawiam się, czy to oznacza, że Tessa utknęła w tym cholernym parku, gdzie ją zostawiłem.

– Kimberly ma samochód, prawda?

Vance spogląda na mnie z niedowierzaniem.

– Tak, oczywiście, że tak.

Niskie mruczenie silnika staje się coraz głośniejsze, kiedy auto przemyka po zatłoczonych ulicach.

– Przykro mi, że dowiedziałeś się w ten sposób. Przez chwilę wszystko dobrze się układało, a później zaczęło się psuć.

Wzdycha.

Milczę, wiedząc, że stracę nad sobą panowanie, jeśli otworzę usta. Wbijam palce w uda – delikatny ból mnie uspokaja.

– Wytłumaczę ci wszystko, ale musisz mieć otwarty umysł, dobrze?

Spogląda na mnie i widzę w jego oczach litość.

Nie pozwolę, by ktoś się nade mną litował.

– Kurwa, nie mów do mnie jak do cholernego dziecka – warczę.

Vance zerka na mnie, a później z powrotem na drogę.

– Wiesz, że dorastałem z twoim tatą, Kenem. Byliśmy kolegami, od kiedy pamiętam.

– Nie, właśnie że nie wiedziałem.

Wbijam w niego wzrok. Później odwracam się do okna, by patrzeć na przemykający za nim krajobraz.

– Najwyraźniej gówno wiem.

– To prawda. Dorastaliśmy prawie jak bracia.

– A potem pieprzyłeś się z jego żoną? – mówię, przerywając jego opowieść do poduszki.

– Słuchaj – niemal warczy. Trzyma kierownicę tak kurczowo, że jego kłykcie zrobiły się białe. – Próbuję ci to wytłumaczyć, więc proszę, po prostu pozwól mi mówić. – Bierze głęboki oddech, by się uspokoić. – Odpowiadając na twoje pytanie: to nie tak. Twoja mama i Ken zaczęli się spotykać w szkole średniej, kiedy Trish przeprowadziła się do Hampstead. Była najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem.

Mam mdłości, przypominając sobie usta Vance’a na wargach matki.

– Ale Ken natychmiast zwalił ją z nóg. Stali się całkowicie nierozłączni, dokładnie tak jak Max i Denise. Można powiedzieć, że nasza piątka stworzyła małą klikę.

Wzdycha, zagubiony w swoim absurdalnym wspomnieniu, a jego głos staje się odległy.

– Była dowcipna, inteligentna i zakochana po uszy w twoim tacie… kurwa. Nie będę umiał przestać go tak nazywać… – jęczy.

Stuka palcami o kierownicę, jakby popędzając się.

– Ken był bystry… tak naprawdę całkiem genialny… a kiedy dostał się na uniwersytet rok wcześniej z pełnym stypendium, zaczął też być zajęty. Zbyt zajęty dla niej. Spędzał w szkole całe godziny. Szybko z naszej piątki zrobiła się czwórka, a sprawy między twoją mamą a mną… cóż, moje uczucia zaczęły rozkwitać, a i w niej coś zakiełkowało.

Vance przerywa na chwilę, by zmienić pas i podkręcić wentylację, żeby do środka wpadało więcej powietrza. W samochodzie wciąż panuje ciężka i gęsta atmosfera, a mój umysł wiruje jak popierdolony, kiedy znów zaczyna mówić.

– Zawsze ją kochałem… wiedziała o tym… ale ona kochała jego, a on był moim najlepszym przyjacielem. – Vance przełyka ślinę. – W miarę upływu czasu zaczęliśmy się zbliżać… intymnie. Wtedy jeszcze nie chodziło o seks, ale oboje poddawaliśmy się swoim uczuciom i nie powstrzymywaliśmy się.

– Daruj sobie jebane szczegóły.

Zaciskam leżące na udach pięści, zmuszając się do zamknięcia ust, by pozwolić mu skończyć.

– Okej, okej, tak. – Patrzy przez przednią szybę. – Cóż, koniec końców, zaczęliśmy regularny romans. Ken nie miał o tym pojęcia. Max i Denise coś podejrzewali, ale żadne z nich nic nie powiedziało. Błagałem twoją matkę, by go zostawiła za to, że ją zaniedbuje… wiem, to pojebane, ale ją kochałem.

Marszczy brwi.

– Była moją jedyną ucieczką przed autodestrukcyjnymi nawykami. Bardzo zależało mi na Kenie, ale liczyła się dla mnie tylko miłość do niej. Nigdy nic innego się nie liczyło.

Wypuszcza ciężko powietrze z płuc.

– I… – naciskam po kilku sekundach ciszy.

– Tak… Cóż, więc kiedy oznajmiła mi, że jest w ciąży, myślałem, że uciekniemy razem i że ona wyjdzie za mnie, a nie za niego. Obiecałem jej, że jeśli mnie wybierze, przestanę zachowywać się nieodpowiedzialnie i będę przy niej… i przy tobie.

Jego spojrzenie spoczywa na mnie, ale nie chcę go odwzajemniać.

– Twoja mama uznała, że nie zapewnię jej stabilizacji, więc siedziałem cicho, gryząc się w język, kiedy ona i twój… Ken… ogłosili, że spodziewają się dziecka i że w tym samym tygodniu biorą ślub.

Co jest, do kurwy nędzy? Spoglądam na niego, ale on najwyraźniej jest zagubiony w przeszłości i patrzy przed siebie na drogę.

– Chciałem dla niej tego, co najlepsze, więc nie mogłem skazywać jej na cierpienie i niszczyć jej reputacji, mówiąc prawdę o tym, co stało się między nami, Kenowi ani komukolwiek innemu. Powtarzałem sobie wciąż, że on w jakiś sposób musi wiedzieć, że to nie jego dziecko w niej rośnie. Twoja mama przysięgała, że od miesięcy jej nie dotykał. – Ramiona Vance’a delikatnie się trzęsą: widać, że przebiega przez niego dreszcz. – Stałem tam w garniturze na ich skromnym ślubie jako drużba. Wiedziałem, że da jej to, czego ja nie mogłem dać. Nie planowałem nawet iść na studia. Jedyne, co robiłem ze swoim czasem, to płakanie po zamężnej kobiecie i zapamiętywanie całych stron starych powieści, które miały nigdy nie stać się moim życiem. Nie miałem planu ani pieniędzy, a ona potrzebowała i jednego, i drugiego.

Wzdycha, usiłując uciec od tego wspomnienia.

Przypatrując mu się, sam jestem zaskoczony tym, co mi przychodzi do głowy i co czuję się zmuszony powiedzieć. Zaciskam dłoń w pięść, a później ją rozluźniam, usiłując się powstrzymać.

Później znów zaciskam dłoń i nie rozpoznając swojego głosu, pytam:

– Więc w gruncie rzeczy moja mama wykorzystała cię do zabawy, a później odrzuciła, bo byłeś bez pieniędzy?

Vance robi głęboki wydech.

– Nie. Nie wykorzystała mnie. – Zerka w moim kierunku. – Wiem, że tak się wydaje, i że to pojebana sytuacja, ale musiała myśleć o tobie i twojej przyszłości. Byłem całkowitym, zupełnym popaprańcem… totalnym śmieciem. I nic mi się nie układało.

– A teraz masz miliony – stwierdzam gorzko.

Jak może bronić mojej matki po całym tym gównie? Co jest z nim nie tak? Ale później coś we mnie się odmienia, kiedy myślę o matce tracącej dwóch mężczyzn, którzy później bardzo się wzbogacili, podczas gdy ona wciąż haruje na swojej starej posadzie i wraca do swego smutnego małego domu.

Vance kiwa głową.

– To prawda, ale nie można było wtedy wiedzieć, co ze mną będzie. Ken był pozbierany, a ja nie. Koniec, kropka.

– Aż nie zaczął co noc zalewać pały.

Gniew znów zaczyna we mnie narastać. Mam wrażenie, jakbym już nigdy nie miał uciec przed tym gniewem, kiedy czuję ostre ukłucie zdrady. Spędziłem całe dzieciństwo z jebanym pijakiem, podczas gdy Vance żył jak król.

– To kolejna rzecz, którą spierdoliłem – mówi ten człowiek, co do którego przez tak długi czas byłem przekonany, że go znam, że naprawdę go znam. – Przeszedłem przez dużo gównianych sytuacji po tym, jak się urodziłeś, ale zapisałem się na studia i kochałem twoją mamę z oddali…

– Aż?

– Aż nie skończyłeś chyba pięciu lat. Były twoje urodziny i wszyscy byliśmy na twoim przyjęciu. Wbiegłeś do kuchni, wołając swojego tatusia… – Głos Vance’a łamie się, a ja mocniej zaciskam pięść. – Przyciskałeś do piersi książkę, a ja na chwilę zapomniałem, że nie mówisz o mnie.

Walę pięścią w deskę rozdzielczą.

– Wypuść mnie z samochodu – żądam.

Nie mogę już tego słuchać. To takie pojebane. Nie jestem w stanie pojąć tego wszystkiego naraz.

Vance ignoruje mój wybuch i dalej jedzie drogą osiedlową.

– Straciłem wtedy nad sobą panowanie. Zażądałem od twojej mamy, żeby powiedziała Kenowi prawdę. Miałem dość patrzenia na to, jak dorastasz, a wtedy już miałem zaplanowany wyjazd do Ameryki. Błagałem ją, by ze mną pojechała i wzięła z sobą ciebie, mojego syna.

Mojego syna.

Ściska mnie w żołądku. Powinienem po prostu wyskoczyć z samochodu, nieważne, czy jedzie, czy nie. Spoglądam na dobrze utrzymane domki, które mijamy, i myślę o tym, że wolę każdy fizyczny ból od tej sytuacji.

– Ale odmówiła i powiedziała mi, że zrobiła jakieś badania i… i że tak naprawdę nie jesteś moim dzieckiem.

– Co? – Unoszę dłonie i zaczynam masować sobie skronie. Rozbiłbym deskę rozdzielczą własną czaszką, gdybym wiedział, że to pomoże.

Spoglądam na niego i widzę, że szybko rozgląda się na lewo i prawo. Później zauważam, z jaką prędkością jedziemy, i uświadamiam sobie, że przejeżdża przez czerwone światła i ignoruje znaki stopu, próbując upewnić się, że nie wyskoczę.

– Chyba spanikowała. Nie wiem. – Spogląda na mnie. – Wiedziałem, że kłamała. Przyznała się zresztą już wiele lat temu, że nie robiła żadnych testów. Ale wtedy była niewzruszona. Powiedziała mi, żebym dał sobie spokój, i przeprosiła za to, że sprawiła, iż myślałem, że jesteś mój.

Skupiam się na pięści. Rozluźnij, zaciśnij. Rozluźnij, zaciśnij…

– Minął kolejny rok i znów zaczęliśmy z sobą rozmawiać… – zaczyna, ale w jego głosie czai się coś więcej.

– Masz na myśli to, że znów zaczęliście się pieprzyć.

Ponownie ciężko wydycha powietrze.

– Tak… za każdym razem, kiedy znajdowaliśmy się obok siebie, popełnialiśmy ten sam błąd. Ken dużo pracował, bo w tym czasie uczył się do magisterki, a ona była w domu z tobą. Zawsze tak bardzo mnie przypominałeś… za każdym razem, gdy przychodziłem, byłeś zaczytany po uszy. Nie wiem, czy pamiętasz, ale zawsze przynosiłem ci książki. Dałem ci mój egzemplarz Wielkiego Gats…

– Przestań.

Wzdrygam się, słysząc czułość w jego głosie. Mój umysł wypełniają zniekształcone wspomnienia.

– Kontynuowaliśmy to z przerwami przez całe lata i myśleliśmy, że nikt nie ma o niczym pojęcia. To moja wina… nigdy nie potrafiłem przestać jej kochać. Niezależnie od tego, co robiłem, o niej myślałem. Przeprowadziłem się bliżej ich domu, dokładnie na drugą stronę ulicy. Twój ojciec wiedział… nie wiem skąd, ale stało się jasne, że wie.

Po krótkim milczeniu i skręceniu w kolejną ulicę Vance dodaje:

– Wtedy zaczął pić.

Prostuję się na fotelu i walę otwartymi dłońmi w deskę rozdzielczą. On nawet nie drga.

– Więc zostawiłeś mnie z ojcem alkoholikiem, który pił z powodu ciebie i mojej mamy?

Mój rozzłoszczony głos wypełnia cały samochód, ale ledwo mogę oddychać.

– Próbowałem ją przekonać, Hardin. Nie chcę, żebyś ją winił, ale próbowałem jej powiedzieć, by wzięła cię i zamieszkała ze mną… Nie chciała. – Przeczesuje włosy palcami i ciągnie je u nasady. – Z każdym tygodniem pił coraz więcej i częściej, ale ona wciąż nie chciała przyznać, że jesteś mój… nawet mnie… więc odszedłem. Musiałem odejść.

Przestaje mówić, a kiedy na niego spoglądam, widzę, że szybko mruga oczami. Sięgam do klamki, ale on przyspiesza i przyciska kilka razy z rzędu automatyczny zamek, którego klikanie wydaje się odbijać echem po całym samochodzie.

Gdy Vance znów zaczyna mówić, jego głos jest pusty.

– Przeprowadziłem się do Ameryki i nie miałem od twojej mamy wieści przez całe lata, aż do czasu, kiedy Ken w końcu ją zostawił. Nie miała pieniędzy i zaharowywała się na śmierć. Zacząłem już zarabiać, nawet nie w połowie tyle, co teraz, ale wystarczająco dużo, żeby mieć spore oszczędności. Wróciłem tu i znalazłem dla nas mieszkanie, dla naszej trójki, i zajmowałem się nią pod jego nieobecność, ale coraz bardziej się ode mnie oddalała. Ken wysłał papiery rozwodowe z jakiegoś cholernego miejsca, do którego uciekł, a ona wciąż nie chciała ode mnie niczego stałego. – Vance marszczy brwi. – Po wszystkim, co zrobiłem, wciąż jej nie wystarczałem.

Pamiętam, jak wziął nas do siebie po odejściu ojca, lecz nigdy za bardzo się nad tym nie zastanawiałem. Nie miałem pojęcia, że to zrobił, bo w przeszłości coś łączyło go z mamą, ani że mógłbym być jego synem. Mój już i tak nadszarpnięty obraz mamy jest w tej chwili całkowicie rozdarty. Straciłem dla niej cały szacunek.

– Więc kiedy wprowadziła się z powrotem do tamtego domu, wciąż pomagałem wam finansowo, ale wróciłem do Ameryki. Twoja mama zaczęła jednak co miesiąc odsyłać mi czeki i nie odbierała telefonów ode mnie, więc zacząłem przypuszczać, że znalazła kogoś innego.

– Nie było tak. Po prostu spędzała każdą godzinę każdego dnia, w pracy.

A ja jako nastolatek spędzałem czas samotnie w domu – i dlatego znalazłem sobie złe towarzystwo.

– Myślę, że czekała, aż on wróci – mówi szybko Vance, a później na chwilę milknie. – Ale nigdy tego nie zrobił. Pozostał pijakiem przez kolejne lata, aż coś wreszcie sprawiło, iż stwierdził, że ma dość. Nie rozmawiałem z nim, dopóki nie skontaktował się ze mną, kiedy przeprowadził się do Stanów. Był trzeźwy, a ja właśnie straciłem Rose. Rose była pierwszą kobietą od czasu twojej mamy, na którą mogłem patrzeć, nie widząc twarzy Trish. Była przecudowną kobietą i uszczęśliwiała mnie. Wiedziałem, że nigdy nie pokocham nikogo tak mocno jak twoją matkę, ale byłem zadowolony z Rose. Byliśmy szczęśliwi i układałem sobie z nią życie, lecz zostałem przeklęty… a ona zachorowała. Urodziła Smitha, a potem ją straciłem…

Otwieram szeroko usta, myśląc o nim.

– Smith.

Byłem zbyt zajęty, próbując zebrać do kupy tę pojebaną układankę, żeby w ogóle pomyśleć o chłopcu. Co to wszystko oznacza? Kurwa.

– Myślałem o tym małym geniuszu jako o mojej drugiej szansie, by być ojcem. Po śmierci swojej matki sprawił, że znów się pozbierałem. Zawsze przypominał mi ciebie z dzieciństwa. Wygląda dokładnie tak jak ty, gdy byłeś młodszy, tylko ma jaśniejsze włosy i oczy.

Przypominam sobie, że Tessa stwierdziła to samo po tym, jak spotkaliśmy tego dzieciaka, ale nie dostrzegam tego podobieństwa.

– To… to pojebane. – Tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.

Telefon wibruje w mojej kieszeni, ale jedynie spoglądam na nią, jakby to było jakieś fantomowe uczucie, i nie potrafię poruszyć się, żeby odebrać połączenie.

– Wiem, że tak jest, i przepraszam. Kiedy przeprowadziłeś się do Ameryki, myślałem, że uda mi się do ciebie zbliżyć, nie zastępując ci ojca. Pozostałem w kontakcie z twoją mamą, zatrudniłem cię w firmie i próbowałem zaprzyjaźnić się z tobą w takim stopniu, w jakim mi pozwolisz. Naprawiłem relację z Kenem, choć zawsze będzie między nami wrogość. Sądzę, że litował się nade mną po tym, jak straciłem żonę, no i zdążył się już bardzo zmienić. Ja chciałem tylko być blisko ciebie… byłem gotów zaakceptować każdą formę relacji, na jaką się zgodzisz. Wiem, że teraz mnie nienawidzisz, ale myślę, że przynajmniej przez pewien czas mi się udawało.

– Okłamywałeś mnie całe moje życie.

– Wiem.

– Podobnie jak moja mama i mój… Ken.

– Twoja mama wciąż nie potrafi się przed sobą do wszystkiego przyznać – mówi Vance. To kolejna próba usprawiedliwienia jej. – Nie chce tego przyznać nawet teraz. A jeśli chodzi o Kena, to zawsze miał swoje podejrzenia, ale twoja mama nigdy ich nie potwierdziła. Sądzę, że wciąż usiłuje skupić się na mało prawdopodobnej możliwości, że jesteś jego synem.

Przewracam oczami na dźwięk jego absurdalnych słów.

– Chcesz mi powiedzieć, że Ken Scott jest tak głupi, że wierzy, iż jestem jego dzieckiem, po tych wszystkich latach, kiedy pieprzyliście się z sobą za jego plecami?

– Nie. – Zatrzymuje samochód przy krawężniku, zaciąga hamulec ręczny i spogląda na mnie poważnie i intensywnie. – Ken nie jest głupi. Ma nadzieję. Kochał cię… wciąż cię kocha… a ty jesteś jedynym powodem, dla którego przestał pić i wrócił dokończyć studia. Mimo iż wiedział, że istnieje możliwość, że nie jesteś jego synem, i tak zrobił dla ciebie to wszystko. Żałuje piekła, jakie przez niego przeszedłeś, i całego tego gówna, które wydarzyło się twojej mamie.

Wzdrygam się, gdy przed moimi oczami przemykają obrazy prześladujące mnie w koszmarach. Kiedy przeżywam ponownie to, co ci pijani żołnierze zrobili jej te wszystkie lata temu.

– Nie przeprowadzono żadnych testów? To skąd wiesz, że jesteś moim ojcem?

Nie wierzę, że o to spytałem.

– Wiem. I ty również to wiesz. Wszyscy zawsze mówili, jak bardzo przypominasz Kena, ale jestem przekonany, że to moja krew płynie w twoich żyłach. To niemożliwe pod względem czasowym, żeby był twoim ojcem. Nie ma mowy, by zaszła z nim w ciążę.

Skupiam wzrok na drzewach za oknem, a mój telefon znów zaczyna brzęczeć.

– Dlaczego teraz? Dlaczego mówisz mi o tym teraz? – pytam.

Mój głos się podnosi, a ledwo utrzymywana cierpliwość rozpływa się w powietrzu.

– Ponieważ twoja mama dostała paranoi. Ken wspomniał mi dwa tygodnie temu, że poprosił, byś zbadał sobie krew, aby pomóc Karen, a ja powiedziałem o tym twojej mamie…

– Badał na co? I co Karen ma z tym wszystkim wspólnego?

Vance spogląda na moją kieszeń, a potem na swoją komórkę leżącą na środku deski rozdzielczej.

– Powinieneś odebrać. Kimberly dzwoni też do mnie.

Ale potrząsam głową. Zadzwonię do Tessy, kiedy tylko wyjdę z tego samochodu.

– Naprawdę mi przykro z powodu tego wszystkiego. Nie wiem, co sobie, do diabła, myślałem, jadąc wczoraj do jej domu. Zadzwoniła do mnie, a ja po prostu… nie wiem. Kimberly ma być moją żoną. Kocham ją najbardziej na świecie… nawet bardziej, niż kiedykolwiek kochałem twoją mamę. To inny rodzaj miłości, ona odwzajemnia moje uczucie i jest dla mnie wszystkim. Popełniłem wielki błąd, spotykając się znów z twoją mamą, i przez całe życie będę musiał za to pokutować. Nie zdziwi mnie, jeśli Kim mnie zostawi.

Och, daruj mi tę smutną historyjkę.

– Tak, Kapitanie Oczywisty. Prawdopodobnie nie trzeba było pieprzyć się z moją mamą na kuchennym blacie.

Wbija we mnie wzrok.

– Jej głos brzmiał, jakby ogarnęła ją panika, i powiedziała, że przed ślubem chce się upewnić, że przeszłość należy do przeszłości, a ja jestem specjalistą od podejmowania błędnych decyzji.

Uderza palcami o kierownicę, w jego głosie wyraźnie słychać wstyd.

– Podobnie jak ja – mruczę pod nosem i chwytam za klamkę.

Łapie mnie za ramię.

– Hardin.

– Przestań.

Wyrywam mu się i wysiadam z samochodu. Potrzebuję czasu, by pojąć całe to gówno. Właśnie zbombardowano mnie zbyt wieloma odpowiedziami na pytania, których nigdy nie chciałem zadawać. Muszę oddychać, muszę się uspokoić, muszę oddalić się od niego i znaleźć moją dziewczynę, moje zbawienie.

– Powinieneś się trzymać w tej chwili ode mnie z daleka. Obaj to wiemy – mówię mu, kiedy nadal nie rusza z miejsca. Gapi się na mnie przez chwilę, a później kiwa głową i zostawia mnie na ulicy.

Rozglądam się i zauważam znajomą wystawę sklepową, co oznacza, że jestem tylko kilka przecznic od domu mojej mamy. Krew pulsuje mi za uszami, gdy sięgam do kieszeni, by zadzwonić do Tess. Muszę usłyszeć jej głos, potrzebuję, by przywróciła mnie do rzeczywistości.

Kiedy patrzę na budynek, czekając, aż ona odbierze, moje demony walczą z sobą w głębi mnie, wciągając w komfortową ciemność. Przyciąganie staje się coraz mocniejsze i głębsze wraz z każdym dzwonkiem bez odpowiedzi; wkrótce nogi zaczynają same nieść mnie na drugą stronę ulicy.

Wpycham telefon z powrotem do kieszeni, otwieram drzwi i wchodzę w znajomą scenerię mojej przeszłości.

Rozdział trzeci

Tessa

Rozbite szkło chrzęści pod moimi stopami, gdy przestępuję z nogi na nogę, czekając cierpliwie. Albo przynajmniej tak cierpliwie, jak tylko mogę.

Wreszcie, kiedy Mike kończy rozmawiać z policją, podchodzę do niego.

– Gdzie on jest? – pytam niezbyt miło.

– Wyszedł z Christianem Vance’em.

W oczach Mike’a nie ma ani krzty emocji. Jego spojrzenie sprawia, że odrobinę się uspokajam, uświadamiając sobie, że to nie jego wina. To dzień jego ślubu, który został zrujnowany.

Rozglądam się wokół, patrzę na połamane drewno i ignoruję szepty wścibskich gapiów. Żołądek mam skręcony w supeł i próbuję się nie załamywać.

– Dokąd poszli?

– Nie wiem.

Ukrywa twarz w dłoniach.

Kimberly klepie mnie w ramię.

– Słuchaj, kiedy policja skończy z tymi facetami, a my tu nadal będziemy tkwiły, to oni mogą chcieć też porozmawiać z tobą.

Spoglądam to na drzwi, to na Mike’a. Kiwam głową, a później idę z Kimberly na zewnątrz, by nie zwracać na siebie uwagi gliniarzy.

– Możesz jeszcze raz spróbować zadzwonić do Christiana? Przepraszam, po prostu muszę porozmawiać z Hardinem.

Trzęsę się w zimnym powietrzu.

– Spróbuję jeszcze raz – obiecuje i przechodzimy przez parking do jej wynajętego samochodu.

Czuję w żołądku powolny, sięgający coraz głębiej ból, kiedy patrzę na kolejnego policjanta wchodzącego do eleganckiego baru. Panicznie boję się o Hardina, nie ze względu na policję, tylko dlatego, że obawiam się, jak on to wszystko zniesie sam na sam z Christianem.

Widzę Smitha, który siedzi w ciszy na tylnym siedzeniu, opieram się na łokciach o bagażnik i zamykam oczy.

– Co to znaczy: „nie wiem”?! – krzyczy Kimberly, wyrywając mnie z zamyślenia. – Same go znajdziemy! – warczy i kończy rozmowę.

– Co się dzieje?

Serce bije mi tak głośno, że obawiam się, iż nie usłyszę jej odpowiedzi.

– Hardin wysiadł z samochodu i Christian stracił go z oczu. – Zbiera włosy i wiąże je w kucyk. – Już prawie czas na ten cholerny ślub – mówi, patrząc w kierunku drzwi baru, gdzie Mike stoi samotnie.

– To katastrofa – jęczę, w ciszy modląc się, by Hardin tu wrócił.

Znów biorę telefon i moja panika częściowo się zmniejsza, kiedy widzę jego imię na liście nieodebranych połączeń. Trzęsącymi się dłońmi oddzwaniam i czekam. I czekam. Nie odbiera. Dzwonię znów i znów, ale za każdym razem trafiam na jego pocztę głosową.

Rozdział czwarty

Hardin

– Jacka z colą – warczę.

Łysy barman, nie spuszczając ze mnie wzroku, bierze z półki pustą szklankę i napełnia ją lodem. Szkoda, że nie pomyślałem o tym, żeby zaprosić Vance’a – moglibyśmy się napić jak ojciec z synem.

Kurwa, jakie to wszystko pojebane.

– Właściwie to podwójnego – zmieniam zamówienie.

– Jasne – odpowiada sarkastycznie wielki barman.

Mój wzrok zatrzymuje się na starym telewizorze wiszącym na ścianie i czytam podpisy u dołu ekranu. Reklama firmy ubezpieczeniowej, a cały ekran wypełnia chichoczące dziecko. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego umieszczają dzieci w każdej cholernej reklamie.

Barman bez słowa przesuwa w moim kierunku drinka po drewnianym blacie, a dziecko wydaje z siebie odgłos, który prawdopodobnie ma być jeszcze bardziej „uroczy” niż chichot. Unoszę szklankę do ust, pozwalając swoim myślom zabrać mnie daleko stąd.

– Dlaczego przyniosłaś do domu produkty dla dzieci? – spytałem.

Siedziała na krawędzi wanny i ściągała włosy w kucyk. Zacząłem się przejmować, czy nie ma obsesji na punkcie dzieci – cholernie mi na to wyglądało.

– To nie produkt dla dzieci – powiedziała Tessa i roześmiała się. – Po prostu na opakowaniu jest nadruk z dzieckiem i ojcem.

– Naprawdę nie rozumiem, co ma mnie w tym pociągać.

Podniosłem pudełko z przyborami do golenia, które przyniosła mi Tessa, i przyjrzałem się pucołowatemu dziecku, zastanawiając się, co ono do cholery ma wspólnego z goleniem.

Wzruszyła ramionami.

– Ja też do końca nie rozumiem, ale jestem pewna, że umieszczenie wizerunku dziecka na opakowaniu zwiększa sprzedaż.

– Chyba wśród kobiet kupujących rzeczy dla swoich chłopaków i mężów – uściśliłem.

Żaden facet przy zdrowych zmysłach nie wziąłby tego z półki.

– Nie, na pewno ojcowie też by to kupili.

– Jasne.

Rozerwałem pudełko i rozłożyłem jego zawartość przed sobą, a później spojrzałem w jej oczy w lustrze.

– Miska?

– Tak, to na krem do golenia. Lepiej się ogolisz, używając pędzla.

– A skąd niby to wiesz? – Unoszę w jej kierunku brew, mając nadzieję, że nie dowiedziała się tego od Noah.

Szeroko się uśmiechnęła.

– Znalazłam to w internecie.

– Oczywiście, że tak.

Moja zazdrość zniknęła, a ona żartobliwie wierzgnęła nogami w moim kierunku.

– Skoro jesteś takim ekspertem w sztuce golenia, chodź mi pomóc.

Zawsze używałem po prostu maszynki i kremu do golenia, ale skoro włożyła w to tyle trudu, nie zamierzałem jej odbierać radości. I, szczerze mówiąc, kiełkujący w mojej głowie pomysł, żeby mnie ogoliła, kurewsko mnie podniecał. Tessa uśmiechnęła się i wstała, po czym dołączyła do mnie przy umywalce. Wzięła tubkę kremu i wycisnęła go do miski, a później zaczęła w niej kręcić pędzlem, by zrobić pianę.

– Proszę.

Uśmiechnęła się, podając mi pędzel.

– Nie, ty to zrób.

Wetknąłem jej pędzel z powrotem do ręki i objąłem ją w pasie.

– Do góry.

Posadziłem ją na umywalce. Kiedy się usadowiła, rozwarłem jej uda i stanąłem pomiędzy nimi.

Z ostrożnym, ale skoncentrowanym wyrazem twarzy zanurzyła pędzel w pianie i przesunęła nim po mojej szczęce.

– Naprawdę nie chcę dziś nigdzie wychodzić – powiedziałem jej. – Mam tyle pracy do zrobienia. A ty mnie rozpraszasz.

Chwyciłem jej pierś i delikatnie ścisnąłem.

Jej ręka drgnęła, rozpryskując część kremu do golenia na mojej szyi.

– Dobrze, że nie miałaś w rękach brzytwy – zażartowałem.

– Rzeczywiście – odparła z udaną złośliwością, po czym wzięła nową maszynkę do golenia. Później przygryzła swoje pełne usta i spytała: – Jesteś pewien, że chcesz, żebym ja to robiła? Boję się, że przypadkiem cię zatnę.

– Przestań się martwić – powiedziałem z uśmieszkiem. – Jestem pewien, że i tak dowiedziałaś się o tym wszystkiego z internetu.

Po dziecięcemu pokazała mi język, a ja przechyliłem się do przodu, żeby go pocałować, zanim zaczęła. Nic nie odpowiedziała, bo miałem rację.

– Ale musisz wiedzieć, że jeśli mnie zatniesz, powinnaś stanowczo stąd uciekać. – Roześmiałem się.

Znów zrobiła minę.

– Proszę, nie ruszaj się.

Jej dłoń nieznacznie drżała, ale szybko się uspokoiła, kiedy delikatnie przeciągała maszynką do golenia po linii mojej szczęki.

– Powinnaś po prostu iść beze mnie – powiedziałem, zamykając oczy.

To, że Tessa mnie goli, okazało się w jakiś sposób uspokajające i zaskakująco kojące. Nie miałem ochoty iść do domu mojego ojca na kolację, ale Tessa dostawała świra od siedzenia cały czas w mieszkaniu, więc kiedy Karen zadzwoniła, żeby nas zaprosić, od razu się zgodziła.

– Jeśli dziś zostaniemy w domu, to chcę to przełożyć i pójść w weekend. Skończysz do tego czasu pracę?

– Pewnie tak… – odparłem niezadowolony.

– W takim razie możesz do nich zadzwonić i im powiedzieć. Za chwilę zacznę robić obiad, a ty możesz popracować.

Lekko dotknęła palcem mojej górnej wargi, dając mi znak, żebym zacisnął usta, a później ostrożnie ogoliła mi skórę dookoła nich.

Kiedy skończyła, stwierdziłem:

– Powinnaś wypić resztę tego wina z lodówki, bo stoi otwarte już od kilku dni. Niedługo zamieni się w ocet.

– No… no nie wiem – odpowiedziała z wahaniem.

Wiedziałem dlaczego. Otworzyłem oczy, a ona sięgnęła za siebie, by odkręcić wodę i zmoczyć ręcznik.

– Tess. – Wetknąłem jej palce pod brodę. – Możesz przy mnie pić. Nie jestem jakimś ciężko walczącym alkoholikiem.

– Wiem, ale nie chcę, żeby to było dla ciebie dziwne. Naprawdę nie muszę pić tak dużo wina. Jeśli ty nie pijesz, to ja też nie muszę.

– Moim problemem nie jest picie. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy się wkurwię i się napiję.

– Wiem.

Głośno przełknęła ślinę.

Wiedziała.

Przeciągnęła po mojej twarzy ciepłym ręcznikiem, ścierając nadmiar kremu do golenia.

– Jestem dupkiem tylko wtedy, kiedy piję, żeby rozwiązać jakiś gówniany problem, ale ostatnio nie było żadnych problemów, więc wszystko w porządku. – Nawet ja wiedziałem, że to nie jest solidna gwarancja. – Nie chcę być jednym z tych facetów, jak mój ojciec, którzy piją bez opamiętania i narażają na niebezpieczeństwo wszystkich dookoła siebie. A ponieważ tak się składa, że jesteś w gruncie rzeczy jedyną osobą, która mnie obchodzi, nie chcę już przy tobie pić.

– Kocham cię – odpowiedziała po prostu.

– A ja kocham ciebie.

Przerywając śmiertelną powagę tej chwili, i nie chcąc dalej iść tą drogą, spojrzałem na jej ciało usadowione na umywalce. Miała na sobie jeden z moich białych T-shirtów, a na dole tylko czarne majteczki.

– Może będę cię musiał trzymać przy sobie, skoro potrafisz dobrze mnie ogolić. Gotujesz, sprzątasz…

Pacnęła mnie i przewróciła oczami.

– A co ja mam z tego układu? Nie dość, że bałaganisz, to jeszcze pomagasz mi gotować co najwyżej raz w tygodniu. Rano jesteś zrzędliwy…

Przerwałem jej, wkładając dłoń między jej nogi i odsuwając majteczki na bok.

– No, może jest coś, w czym jesteś dobry.

Uśmiechnęła się szeroko, kiedy wsuwałem w nią palec.

– Tylko w jednej rzeczy?

Dodałem kolejny palec, a ona jęknęła i odchyliła głowę do tyłu.

Dłoń barmana stuka w blat przede mną.

– Pytałem, czy chcesz kolejnego drinka.

Kilka razy mrugam oczami, później spoglądam w dół na bar i z powrotem na barmana.

– Tak.

Podaję mu szklankę, a wspomnienia zacierają się, kiedy czekam na dolewkę.

– Jeszcze jeden podwójny.

Gdy stary, łysy sukinsyn idzie po butelkę, słyszę pełen zaskoczenia kobiecy głos:

– Hardin? Hardin Scott?

Odwracam głowę i widzę znajomą twarz Judy Welch, starej przyjaciółki mojej mamy. Cóż, byłej przyjaciółki.

– Tak. – Kiwam głową, zauważając, że czas nie obszedł się z nią łagodnie.

– Jasny gwint! Ile to minęło… sześć lat? Siedem? Jesteś tu sam?

Opiera się dłonią o moje ramię i unosi się na stołek barowy stojący obok mojego.

– Tak, mniej więcej tyle, i tak, jestem tu sam. Moja mama nie będzie cię ścigać.

Judy ma nieszczęśliwą twarz kobiety, która wypiła w życiu stanowczo za dużo. Jej włosy mają ten sam odcień jasnego blondu, który miały, kiedy byłem nastolatkiem, a jej implanty wyglądają na zbyt duże w stosunku do jej szczupłej sylwetki. Pamiętam pierwszy raz, gdy mnie dotknęła. Czułem się jak mężczyzna – pieprzyłem przyjaciółkę matki. Patrzę na nią teraz i nie wypieprzyłbym jej nawet fiutem tego łysego barmana.

Puszcza do mnie oko.

– Stanowczo urosłeś.

Barman stawia przede mną drinka, a ja wychylam go w ciągu kilku sekund.

– Rozmowny jak zawsze.

Znów klepie mnie po ramieniu, wołając do barmana, by przyniósł jej drinka. Później odwraca się do mnie.

– Chcesz utopić smutki? Problemy miłosne?

– Ani jedno, ani drugie.

Obracam szklankę w palcach, słuchając dzwonienia lodu o szkło.

– Cóż, ja przyszłam tu zalać i jedne, i drugie. A mam ich dużo, więc wypijmy razem shota – mówi Judy z uśmiechem, który pamiętam z głębin przeszłości, i zamawia dla nas obojga kolejkę taniej whisky.

Rozdział piąty

Tessa

Kimberly tak bardzo wrzeszczy na Christiana przez telefon, że później musi się zatrzymać, by złapać oddech. Sięga do mojego ramienia.

– Miejmy nadzieję, że Hardin tylko poszedł się przejść, żeby przewietrzyć głowę. Christian mówi, że chce mu dać trochę wolnej przestrzeni – jęczy z niezadowoleniem.

Ale znam Hardina i wiem, że nie „przewietrza głowy”, spacerując. Próbuję znów się do niego dodzwonić, ale od razu słyszę jego pocztę głosową. Całkiem wyłączył telefon.

– Myślisz, że poszedłby na ślub? – Kimberly spogląda na mnie. – Wiesz, żeby zrobić scenę?

Chcę jej powiedzieć, że by tego nie zrobił, ale w związku z tym, jak wielki ciężar go teraz przytłacza, nie mogę wykluczyć takiej możliwości.

– Nie wierzę, że w ogóle to proponuję – mówi Kimberly delikatnie. – Ale może jednak powinnaś przyjść na ślub… przynajmniej po to, by się upewnić, że on w nim nie przeszkodzi? Poza tym to prawdopodobne, że i tak chce cię znaleźć, a jeśli nie odbiera telefonów, pewnie właśnie tam najpierw będzie szukał.

Myśl, że Hardin miałby pojawić się w kościele i zrobić scenę, sprawia, że dostaję mdłości. Ale samolubnie mam nadzieję, że jednak tam pójdzie, bo w przeciwnym razie nie mam prawie żadnych szans, by go odszukać. To, że wyłączył telefon, powoduje, że zaczynam się martwić, czy w ogóle chce być odnaleziony.

– Chyba tak. Może powinnam pójść i po prostu stać na zewnątrz, przed kościołem? – sugeruję.

Kimberly kiwa głową ze współczuciem, ale jej twarz tężeje, kiedy na parking wjeżdża lśniące czarne bmw i parkuje tuż obok jej wynajętego samochodu.

Z auta wysiada Christian ubrany w garnitur.

– Jakieś wieści od niego? – pyta, podchodząc.

Pochyla się, by pocałować Kimberly w policzek – jak sądzę, z przyzwyczajenia – ale ona odsuwa się, zanim jego usta zdążą dotknąć jej skóry.

– Przepraszam – słyszę jego szept skierowany do niej.

Kimberly potrząsa głową i odwraca się w moją stronę. Serce mnie boli ze współczucia – nie zasłużyła na taką zdradę. Ale myślę, że właśnie tak jest ze zdradami: nie mają uprzedzeń i żerują na tych, którzy ani ich się nie spodziewają, ani na nie nie zasługują.

– Tessa jedzie z nami i będzie uważała na Hardina podczas ślubu – zaczyna tłumaczyć. Później spogląda w oczy Christiana. – Żeby nic nie przerwało tego cudownego dnia, kiedy wszyscy będziemy w środku.

W jej głosie wyraźnie słychać jad, ale jest cały czas spokojna.

Christian potrząsa głową w kierunku narzeczonej.

– Nie jedziemy na ten cholerny ślub. Nie po całym tym gównie.

– Dlaczego nie? – pyta Kimberly z martwym spojrzeniem.

– Ze względu na to – Vance wskazuje to na mnie, to na Kim – i ze względu na to, że obaj moi synowie są dla mnie ważniejsi niż jakikolwiek ślub, zwłaszcza ten. Nie spodziewam się, że będziesz siedziała i się uśmiechała, przebywając w tym samym pomieszczeniu co ona.

Kimberly wygląda na zaskoczoną, ale przynajmniej częściowo uspokojoną jego słowami. Przyglądam się im w milczeniu. To, że Christian po raz pierwszy nazwał Hardina i Smitha swoimi „synami”, wstrząsnęło mną. Wiele rzeczy mogłabym powiedzieć temu człowiekowi – tak bardzo chcę rzucić mu w twarz tyle pełnych nienawiści słów – ale wiem, że nie powinnam. To w niczym nie pomoże, a ja muszę pozostać skupiona na tym, by dowiedzieć się, gdzie jest Hardin i jak radzi sobie z tymi wiadomościami.

– Ludzie będą gadać. Zwłaszcza Sasha – mówi Kimberly, krzywiąc się.

– Gówno mnie obchodzi Sasha, Max czy ktokolwiek inny. Niech gadają. Mieszkamy w Seattle, a nie w Hampstead. – Sięga po jej dłonie, a ona pozwala mu je wziąć w swoje. – Naprawienie moich błędów to w tej chwili mój jedyny priorytet – wyznaje drżącym głosem. Lodowaty gniew, który w stosunku do niego czuję, zaczyna topnieć, ale tylko odrobinę.

– Nie powinieneś był wypuszczać Hardina z samochodu – stwierdza Kimberly, wciąż trzymając dłoń w rękach Christiana.

– Nie mogłem go przecież powstrzymać. Znasz Hardina. A później mój pas się zaklinował i nie byłem w stanie zobaczyć, dokąd poszedł… cholera! – mówi, a Kimberly łagodnie kiwa głową na zgodę.

Wreszcie czuję, że czas, bym coś powiedziała.

– Jak sądzisz, dokąd poszedł? Jeśli nie pojawi się na ślubie, gdzie mam go szukać?

– Cóż, właśnie sprawdziłem oba bary, które są otwarte tak wcześnie – powiedział Vance, marszcząc brwi. – Na wszelki wypadek. – Jego wyraz twarzy łagodnieje, gdy na mnie spogląda. – Wiem, że nie powinienem był oddzielać cię od niego, kiedy mu to mówiłem. To był wielki błąd i zdaję sobie sprawę, że właśnie ciebie teraz potrzebuje.

Nie mogąc wpaść na cokolwiek choć odrobinę miłego, co mogłabym powiedzieć Vance’owi, po prostu kiwam do niego głową i wyciągam telefon z kieszeni, by znów spróbować zadzwonić do Hardina. Wiem, że jego telefon nie będzie włączony, ale muszę próbować.

Kiedy dzwonię, Kimberly i Christian patrzą na siebie w ciszy, trzymając się za ręce – szukają w oczach drugiego jakiegoś znaku. Gdy kończę połączenie, Christian spogląda na mnie i mówi:

– Ślub zaczyna się za dwadzieścia minut. Mogę cię tam teraz zawieźć, jeśli chcesz.

Kimberly podnosi dłoń.

– Ja mogę ją zawieźć. Ty weź Smitha i wracajcie do hotelu.

– Ale… – zaczyna dyskutować, lecz widząc wyraz jej twarzy, rozsądnie postanawia nie kontynuować. – Wrócisz do hotelu, prawda? – pyta, a jego oczy są przepełnione strachem.

– Tak. – Wzdycha. – Przecież nie wyjadę z kraju.

Panika Christiana ustępuje uldze i puszcza dłonie Kimberly.

– Uważaj na siebie i zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebowała. Znasz adres kościoła, prawda?

– Tak. Daj mi klucze. – Wyciąga dłoń przed siebie. – Smith zasnął, a ja nie chcę go budzić.

W milczeniu podziwiam to, jak mocno się trzyma. Na jej miejscu kompletnie bym się załamała. Sama jestem w tej chwili załamana.

Mniej niż dziesięć minut później Kimberly wysadza mnie przed niewielkim kościołem. Większość gości zdążyła już wejść do środka, a na zewnętrznych schodach pozostało tylko kilku maruderów. Siadam na ławce i obserwuję ulicę w poszukiwaniu śladów Hardina.

Z miejsca, gdzie siedzę, słyszę pierwsze dźwięki marsza weselnego granego w kościele i wyobrażam sobie Trish w sukni ślubnej, idącą do ołtarza na spotkanie pana młodego. Uśmiecha się, wyglądając promiennie i pięknie.

Ale Trish, którą widzę oczyma umysłu, nie przypomina matki zatajającej prawdę o ojcu swojego jedynaka.

Ostatni goście opuszczają schody, wchodząc do środka, by zobaczyć ślub Trish i Mike’a. Mijają kolejne minuty i słyszę niemal każdy dźwięk dochodzący z niewielkiego budynku. Pół godziny później goście wiwatują na cześć pary, którą właśnie ogłoszono mężem i żoną, co biorę za sygnał do odejścia. Nie wiem, dokąd iść, ale z pewnością nie mogę po prostu siedzieć tu i czekać. Trish niedługo będzie wychodziła z kościoła, a niezręczne spotkanie z panną młodą to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję.

Zaczynam wracać tą samą drogą, którą przyjechaliśmy, przynajmniej tak sądzę. Nie pamiętam dokładnie, ale i tak nie mam dokąd iść. Znów wyciągam z kieszeni telefon i dzwonię do Hardina, lecz jego komórka wciąż jest wyłączona. Moja bateria jest już w ponad połowie wyładowana, nie chcę jednak wyłączać telefonu, na wypadek gdyby Hardin spróbował zadzwonić.

Kontynuuję poszukiwania, bez celu włócząc się po okolicy i zaglądając tu i ówdzie do barów, a słońce zaczyna zachodzić na londyńskim niebie. Powinnam była poprosić Kimberly o to, by pożyczyła mi jeden z wynajętych przez nich samochodów, ale nie myślałam wtedy jasno, a ona ma teraz inne rzeczy na głowie. Samochód wynajęty przez Hardina wciąż jest zaparkowany przed barem U Gabriela, ale nie mam drugiego kluczyka.

Piękno i wdzięk Hampstead znikają wraz z każdym krokiem, który robię w kierunku dalszej części miasteczka. Bolą mnie stopy, a wiosenne powietrze staje się coraz chłodniejsze, w miarę jak słońce zachodzi. Nie powinnam była zakładać tej sukienki ani tych głupich butów. Gdybym wiedziała, jak skończy się dzisiejszy dzień, ubrałabym się w znoszone ciuchy treningowe i trampki, żeby łatwiej odnaleźć Hardina. W przyszłości, jeśli kiedykolwiek wyjadę z nim z miasta, będzie to mój standardowy strój.

Po pewnym czasie już nie jestem w stanie powiedzieć, czy mój umysł płata mi figle, czy ulica, na którą zawędrowałam, rzeczywiście wygląda znajomo. Stoją przy niej małe domki takie jak ten, który należy do Trish, ale kiedy wjeżdżałam z Hardinem do miasta, zasypiałam i budziłam się, więc nie ufam teraz swojemu umysłowi. Czuję wdzięczność, że ulice są niemal puste i że wszyscy mieszkańcy wydają się spędzać wieczór w swych domach. W przeciwnym razie chodzenie po ulicy pełnej ludzi wychodzących z barów sprawiłoby, że stałabym się jeszcze większą paranoiczką. Niemal wybucham płaczem z poczucia ulgi, gdy zauważam stojący kawałek dalej dom Trish. Zrobiło się ciemno, lecz latarnie są zapalone, a kiedy się zbliżam, jestem coraz bardziej pewna, że to jej dom. Nie wiem, czy Hardin tam jest, ale modlę się, żeby – jeśli go tam nie będzie – przynajmniej drzwi były otwarte, bo będę mogła usiąść i napić się wody. Chodziłam bez celu, przecznica za przecznicą, całe godziny. Mam szczęście, że wylądowałam na jedynej ulicy w tej wiosce, która mogła mi się jakkolwiek przydać.

Kiedy zbliżam się do domu Trish, moją uwagę zwraca podniszczony świecący znak w kształcie piwa. Niewielki bar stoi pomiędzy jednym z domów a alejką. Przeszywa mnie dreszcz. Trish musiało być trudno mieszkać w tym samym domu, tak blisko baru, z którego jej napastnicy przyszli po Kena. Hardin powiedział mi kiedyś, że po prostu nie stać ich było na przeprowadzkę. To, jak lekceważąco podszedł do mojego pytania, zaskoczyło mnie. Ale, niestety, pieniądze potrafią być złośliwe.

On tutaj jest, wiem to.

Wchodzę do niewielkiego baru – gdy otwieram żelazne drzwi, od razu czuję się zawstydzona z powodu swojego ubrania. Wyglądam jak kompletna wariatka, wchodząc do tego rodzaju lokalu w sukience i boso, z butami w dłoniach. Dawno już dałam sobie z nimi spokój. Rzucam szpilki na podłogę i wsuwam w nie z powrotem nogi, krzywiąc się z bólu, który sprawiają mi paski ocierające się o obtarcia na skórze moich kostek.

W barze nie ma tłumu, więc rozejrzenie się po pomieszczeniu nie zajmuje mi za dużo czasu – niemal od razu zauważam Hardina, który siedzi przy barze, unosząc do ust szklankę. Moje serce upada na podłogę. Wiedziałam, że go zastanę w takiej sytuacji, ale moja wiara w niego dostaje teraz solidne cięgi. Ze wszystkich sił starałam się zachować nadzieję, że nie postanowi zapić swojego bólu. Biorę głęboki oddech, a później do niego podchodzę.

– Hardin.

Klepię go w ramię.

Obraca się na stołku barowym, twarzą w moją stronę, a mnie przewraca się w żołądku na jego widok. Ma podkrążone oczy, których białka przecinają ciemnoczerwone żyłki tak gęsto, że biel niemal znikła. Jego policzki są zaczerwienione, a bijący od niego zapach alkoholu jest tak intensywny, że wręcz czuję jego smak. Zaczynają mi się pocić dłonie i mam sucho w ustach.

– Patrzcie, patrzcie, kogo my tu mamy – bełkocze.

Szklanka w jego dłoni jest niemal pusta i wzdrygam się, widząc trzy opróżnione kieliszki po wódce stojące na barze przed nim.

– A tak w ogóle, to jak mnie znalazłaś?

Odchyla głowę i łyka resztę brązowego napoju, a później woła do mężczyzny stojącego za barem:

– Następnego!

Przesuwam się tak, żeby znaleźć się bezpośrednio przed Hardinem i uniemożliwić mu odwrócenie wzroku.

– Maleńki, wszystko w porządku?

Wiem, że tak nie jest, ale nie będę wiedziała, jak się z nim obchodzić, zanim nie ocenię jego nastroju i tego, ile wypił.

– Maleńki – mówi zagadkowo, jakby myślał o kimś innym.

Później jednak wraca do rzeczywistości i uśmiecha się do mnie zabójczo.

– Tak, tak. W porządku. Siadaj. Chcesz się napić? Napij się. Barman, następnego!

Barman spogląda na mnie, a ja potrząsam głową. Hardin nie zauważa tego, wysuwa stojący koło niego stołek i poklepuje siedzenie. Rozglądam się dookoła niewielkiego baru, a potem wspinam się na stołek.

– Więc jak mnie tu znalazłaś? – pyta ponownie.

Jestem zdezorientowana i podenerwowana jego zachowaniem. Jest wyraźnie pijany, ale nie to mi przeszkadza, tylko dziwny spokój w jego głosie. Znam ten spokój – nigdy nie wyniknęło z niego nic dobrego.

– Chodziłam godzinami po miasteczku i rozpoznałam dom twojej mamy po drugiej stronie ulicy, więc wiedziałam… cóż, wiedziałam, że powinnam cię tu poszukać.

Przechodzą mnie dreszcze na wspomnienie opowieści Hardina o tym, jak jego ojciec spędzał każdy wieczór w tym właśnie barze.

– Ty mój mały detektywie – mówi łagodnie Hardin, podnosząc dłoń, żeby zaczesać mi włosy za ucho. Nie wzdrygam się ani nie odsuwam, pomimo narastającego we mnie lęku.

– Pójdziesz ze mną? Chcę, żebyśmy wrócili do tego hotelu na noc, a rano stąd wyjechali.

Właśnie w tym momencie barman przynosi kolejnego drinka, a Hardin spogląda na niego poważnie.

– Jeszcze nie.

– Proszę, Hardin. – Patrzę w jego nabiegłe krwią oczy. – Jestem taka zmęczona i wiem, że ty też.

Usiłuję wykorzystać moją słabość przeciwko niemu, nie wspominając o Christianie czy Kenie. Pochylam się bliżej niego.

– Strasznie mnie bolą stopy i tęskniłam za tobą. Christian próbował cię znaleźć, ale nie mógł. Długo chodziłam i naprawdę chcę wrócić do hotelu. Razem z tobą.

Znam go wystarczająco dobrze, by mieć pewność, że jeśli zacznę gadać o czymś zbyt ciężkim, straci nad sobą panowanie i jego spokój wyparuje w ciągu kilku sekund.

– Nie szukał zbyt uważnie. Zacząłem pić – Hardin unosi szklankę – w barze zaraz naprzeciwko miejsca, gdzie mnie wysadził.

Pochylam się w jego kierunku, a on zaczyna mówić, zanim wpadam na cokolwiek, co mogłabym powiedzieć.

– Napij się. Jest tu moja przyjaciółka… kupi ci szota.

Macha ręką w kierunku stojących na barze kieliszków.

– Wpadliśmy na siebie w innym, równie wspaniałym lokalu, ale później stwierdziłem, że to wieczór jakby żywcem wyjęty z przeszłości, więc postanowiłem, że przyjdziemy tutaj. Uczcić stare czasy.

Żołądek podchodzi mi do gardła.

– Przyjaciółka?

– Stara przyjaciółka rodziny.

Kiwa głową w kierunku kobiety wychodzącej właśnie z łazienki. Wygląda na jakieś czterdzieści lat i ma tlenione włosy. Czuję ulgę, że nie jest młoda; wygląda na to, że Hardin pije z nią już od pewnego czasu.

– Naprawdę myślę, że powinniśmy iść – naciskam, sięgając po jego dłoń.

Wyrywa mi się.

– Judith, przedstawiam ci Theresę.

– Judy – poprawia go w tym samym momencie, w którym mówię „Tessa”.

– Miło cię poznać.

Zmuszam się do uśmiechu i odwracam się z powrotem do Hardina.

– Proszę – znów go błagam.

– Judy wiedziała, że moja mama była kurwą – mówi Hardin, a moje zmysły ponownie bombarduje zapach whisky.

– Tego nie powiedziałam.

Kobieta się śmieje. Jest ubrana zbyt młodzieżowo jak na swój wiek. Jej bluzka ma duże wycięcie, a dżinsy dzwony są zbyt ciasne.

– Tak właśnie powiedziała. Moja mama nienawidzi Judy! – Hardin się uśmiecha.

Nieznajoma kobieta odwzajemnia jego uśmiech.

– Ciekawe dlaczego.

Zaczynam się czuć, jakbym nie rozumiała jakiegoś ich prywatnego żartu.

– Dlaczego? – pytam bez zastanowienia.

Hardin obrzuca ją ostrzegawczym spojrzeniem, a później machnięciem dłoni zbywa moje pytanie. Muszę się ze wszystkich sił kontrolować, żeby go nie zrzucić ze stołka. Gdybym nie miała świadomości, że tylko próbuje zamaskować swój ból, właśnie to bym zrobiła.

– Długa historia, laleczko.

Kobieta macha do barmana.

– W każdym razie wyglądasz, jakby przydało ci się trochę tequili.

– Nie, nic mi nie potrzeba.

Ostatnie, czego chcę, to się napić.

– Rozchmurz się, maleńka. – Hardin pochyla się do mnie. – To nie ty właśnie się dowiedziałaś, że twoje życie to pierdolone kłamstwo, więc się rozchmurz i napij się ze mną.

Serce mnie boli, kiedy to słyszę, ale picie to nie odpowiedź. Muszę go stąd wydostać. Natychmiast.

– Wolisz margarity mrożone czy na lodzie? To nie jest szczególnie ekskluzywny bar, więc nie ma wielkiego wyboru – mówi mi Judy.

– Powiedziałam, że nie chcę żadnego pieprzonego drinka – warczę.

Oczy jej się rozszerzają, ale szybko odzyskuje spokój. Jestem niemal tak samo zaskoczona swoim wybuchem jak ona. Słyszę obok siebie chichot Hardina, ale nie spuszczam wzroku z tej kobiety, która najwyraźniej ma swoje tajemnice.

– No dobrze. Ktoś tu musi się uspokoić.

Wkłada dłonie do swojej ogromnej torebki. Wyciąga z niej paczkę papierosów i zapalniczkę, po czym zapala jednego.

– Fajkę? – pyta Hardina.

Spoglądam na niego, a on, ku mojemu zaskoczeniu, kiwa głową. Judy sięga za moimi plecami i podaje mu zapalonego papierosa ze swoich ust. Kim, do cholery, jest ta kobieta?

Ohydztwo zostaje umieszczone między wargami Hardina, a on się zaciąga. Pomiędzy nami zaczynają wirować smugi dymu, a ja zakrywam usta i nos.

Wbijam w niego wzrok.

– Od kiedy palisz?

– Zawsze paliłem, tylko przestałem, gdy poszedłem na WCU.

Znów się zaciąga. Jasnoczerwony płomień tlący się na końcu papierosa doprowadza mnie do szału, więc sięgam i zabieram go z ust Hardina, a potem wrzucam do jego na wpół pełnej szklanki.

– Co jest, do kurwy nędzy? – na wpół krzyczy, patrząc na swojego zepsutego drinka.

– Wychodzimy. Natychmiast.

Schodzę ze stołka, łapię Hardina za rękaw i ciągnę za sobą.

– Wcale nie.

Wykręca się z mojego uścisku i usiłuje zwrócić na siebie uwagę barmana.

– On nie chce iść – wtrąca się Judy.

Kipię z wściekłości, a ta kobieta tylko mnie wkurza. Patrzę głęboko w jej kpiące oczy, które ledwo mogę dostrzec pod grubą skorupą tuszu do rzęs.

– Nie przypominam sobie, żebym cię pytała o zdanie. Zajmij się swoimi sprawami i znajdź sobie nowego towarzysza do picia, bo my wychodzimy! – krzyczę.

Judy spogląda na Hardina, spodziewając się, że będzie jej bronił – i wtedy zaczynam rozumieć chorą relację, która ich łączy. „Przyjaciółka rodziny” nie zachowywałaby się tak w stosunku do młodszego o połowę syna swojej przyjaciółki.

– Powiedziałem, że nie chcę iść – upiera się Hardin.

Próbowałam już wszystkiego, a on wciąż nie słucha. Moją ostatnią szansą jest zagranie na jego zazdrości – to cios poniżej pasa, zwłaszcza w stanie, w którym się teraz znajduje, ale nie zostawił mi żadnego wyboru.

– Cóż – mówię, ostentacyjnie rozglądając się po barze – jeśli nie zabierzesz mnie do hotelu, będę musiała znaleźć kogoś innego, kto to zrobi.

Mój wzrok spoczywa na najmłodszym mężczyźnie w pomieszczeniu, siedzącym przy stoliku ze swoimi znajomymi. Daję Hardinowi kilka sekund na odpowiedź, a kiedy nie następuje, zaczynam iść w kierunku grupy młodych ludzi.

Dłoń Hardina już po chwili spoczywa na moim ramieniu.

– Cholera, nie. Nie ma mowy.

Odwracam się, zauważając stołek barowy, który przewrócił, spiesząc się, by mnie dosięgnąć, i śmiesznie nieskoordynowane ruchy Judy, usiłującej z powrotem go postawić.

– W takim razie zabierz mnie stąd – odpowiadam, przechylając głowę.

– Jestem narąbany – stwierdza, jakby to usprawiedliwiało całą scenę.

– Wiem. Możemy wezwać taksówkę, żeby zawiozła nas do baru U Gabriela, a potem pojadę wynajętym samochodem do hotelu.

W głębi serca modlę się, żeby ten mały podstęp zadziałał.

Hardin patrzy na mnie przez chwilę zmrużonymi oczami.

– Wszystko sobie wykombinowałaś, co? – mamrocze sarkastycznie.

– Nie, ale pozostanie tutaj nie przyniesie nam nic dobrego, więc albo pójdziesz zapłacić za swoje drinki i zabierzesz mnie stąd, albo wyjdę z kimś innym.

Puszcza moje ramię, które delikatnie przytrzymywał, i podchodzi bliżej.

– Nie groź mi. Ja mógłbym równie dobrze też wyjść z kimś innym – mówi zaledwie kilka centymetrów od mojej twarzy.

Czuję bolesne ukłucie zazdrości, ale ignoruję je.

– Śmiało, w takim razie wracaj do domu z Judy. Wiem, że już z nią spałeś. Widzę to.

Wyzywając go, trzymam się prosto i mówię spokojnym głosem.

Spogląda na mnie, później na nią, i uśmiecha się delikatnie. Wzdrygam się, a on marszczy brwi.

– To nie było nic imponującego. Ledwo to pamiętam.

Próbuje sprawić, żebym poczuła się lepiej, ale jego słowa odnoszą dokładnie odwrotny skutek.

– No? Więc jak będzie?

Unoszę brew.

– Cholera – zrzędzi, a później, na wpół się zataczając, wraca do kontuaru, żeby zapłacić za drinki. Wygląda, jakby po prostu opróżniał kieszenie na blat, a po tym jak barman bierze kilka banknotów, popycha resztę w kierunku Judy. Kobieta spogląda na niego, a następnie na mnie, garbiąc się nieco, jak gdyby uszło z niej całe powietrze.

Kiedy wychodzimy z baru, Hardin mówi:

– Judy kazała ci powiedzieć „pa”.

Jego słowa sprawiają, że chcę eksplodować.

– Nie mów mi o niej – warczę.

– Jesteś zazdrosna, Thereso? – bełkocze, obejmując mnie ramieniem. – Kurwa, nienawidzę tego miejsca, tego baru, tego domu.

Wskazuje na niewielki domek po drugiej stronie ulicy.

– Ach! Chcesz usłyszeć coś zabawnego? Vance mieszkał tam.

Hardin wskazuje na ceglany domek znajdujący się zaraz obok baru. Na górze świeci się przyćmione światło, a na podjeździe stoi samochód.

– Zastanawiam się, co robił tej nocy, kiedy ci ludzie przyszli do naszego jebanego domu.

Hardin rozgląda się po ziemi i schyla się. Zanim uświadamiam sobie, co się dzieje, on wznosi rękę, a w dłoni trzyma cegłę.

– Hardin, nie! – krzyczę i łapię go za ramię. Cegła spada na ziemię i ślizga się po betonie.

– Pierdolić to.

Próbuje po nią sięgnąć, ale staję przed nim.

– Pierdolić to wszystko! Pierdolić tę ulicę! Pierdolić ten bar i ten pierdolony dom! Pierdolić wszystkich!

Znów się zatacza i wchodzi na ulicę.

– Jeśli nie pozwolisz mi zniszczyć tego domu… – Jego głos cichnie, a ja ściągam buty i idę za nim na drugą stronę ulicy, na podwórko przed domem jego dzieciństwa.

Rozdział szósty

Tessa

Potykam się o swoje bose stopy, pędząc za Hardinem na podwórko przed domem, w którym spędził bolesne dzieciństwo. Jednym kolanem ląduję na trawie, ale szybko odzyskuję równowagę i znów wstaję. Drzwi frontowe z siatki są otwarte i słyszę, jak Hardin przez chwilę mocuje się z gałką, a później zaczyna sfrustrowany uderzać pięściami o drewnianą powierzchnię.

– Hardin, proszę. Jedźmy po prostu do hotelu – próbuję go przekonać, podchodząc do niego.

Całkowicie ignorując moją obecność, schyla się, żeby podnieść coś leżącego obok werandy. Zakładam, że to zapasowy klucz, ale szybko okazuje się, że się mylę – szybę pośrodku drzwi przebija kamień wielkości pięści. Hardin wsuwa rękę w otwór, na szczęście unikając ostrych krawędzi rozbitego szkła, i otwiera drzwi.

Rozglądam się po cichej ulicy, ale wydaje się spokojna. Nikt nie stoi na zewnątrz i nie zauważa zamętu, który wprowadzamy, a dźwięk rozbijanego szkła nie spowodował zapalenia się żadnych świateł. Modlę się, żeby Trish i Mike nie spali w domu Mike’a tuż obok, tylko poszli na noc do jakiegoś ekskluzywnego hotelu, biorąc pod uwagę to, że żadne z nich nie jest wystarczająco bogate, by pojechać na ekstrawagancki miesiąc miodowy.

– Hardin.

Czuję się, jakbym chodziła po wodzie i starała się z całych sił nie wpaść pod powierzchnię. Jeden zły krok i oboje się utopimy.

– Ten pierdolony dom to mój prześladowca – mamrocze, potykając się o własne buty. Prawie upada, lecz chwyta się podłokietnika niewielkiej kanapy. Rozglądam się po salonie i czuję wdzięczność, że większość sprzętów została już zapakowana do kartonów albo usunięta z domu w ramach przygotowań do przeprowadzki Trish przed zburzeniem budynku.

Hardin mruży oczy i skupia wzrok na kanapie.

– Ta kanapa tutaj… – przyciska palce do czoła, nim dokończy – … to właśnie tu się to wydarzyło, wiesz? Właśnie na tej jebanej kanapie.

Wiedziałam, że stracił już kontakt z rzeczywistością, a jego słowa to potwierdzają. Pamiętam, że dwa miesiące temu powiedział mi, iż zniszczył tę kanapę – chwalił się, że „ten gówniany szmelc było bardzo łatwo podrzeć na strzępy”.

Spoglądam na stojącą przed nami kanapę – po twardych poduszkach i czystej tkaninie widać, że jest nowa. Przewraca mi się w żołądku. Zarówno ze względu na wspomnienie, jak i na to, do czego może doprowadzić Hardina ten nastrój.

Na chwilę zamyka oczy.

– Może jeden z moich pierdolonych ojców mógłby pomyśleć, żeby kupić jej nową.

– Tak mi przykro. Wiem, że to dla ciebie w tej chwili trudne do zniesienia. – Usiłuję go pocieszyć, ale nadal mnie ignoruje.

Otwiera oczy i wchodzi do kuchni, a ja idę kilka kroków za nim.

– Gdzie to jest… – mamrocze i pada na kolana, żeby zajrzeć do szafki pod zlewem. – Mam cię.

Unosi butelkę przezroczystego alkoholu. Nie chcę pytać, do kogo należał – albo należy – i jak się tu w ogóle znalazł. Biorąc pod uwagę cienką warstewkę kurzu, która pojawia się na czarnym T-shircie Hardina, kiedy ociera nim butelkę, mogę powiedzieć, że była ukryta przez przynajmniej kilka miesięcy.

Idę za nim z powrotem do salonu, niepewna, co zrobi dalej.

– Wiem, że jesteś wzburzony i masz pełne prawo się złościć.

Staję przed nim, desperacko usiłując zwrócić na siebie jego uwagę. Nie chce nawet na mnie spojrzeć.

– Ale proszę, czy moglibyśmy wrócić już do hotelu?

Sięgam po jego dłoń, lecz on się odsuwa.

– Możemy porozmawiać, a ty będziesz mógł wytrzeźwieć, proszę. Albo możesz iść spać… co tylko chcesz, tylko proszę, musimy stąd wyjść.

Hardin przemyka obok mnie i podchodzi do kanapy, pokazując na nią.

– Była tu…

Wskazuje na kanapę butelką z alkoholem. Łzy nabiegają mi do oczu, ale je połykam.

– I nikt nie przyszedł, żeby to, kurwa, zatrzymać. Ani jeden z tych jebanych popaprańców.

Spluwa i odkręca pełną butelkę. Przyciska ją do ust i odchyla głowę, łykając wódkę.

– Dość! – krzyczę, podchodząc bliżej do niego.

Jestem w pełni gotowa wyrwać mu tę butelkę z rąk i rozbić ją o podłogę w kuchni. Wszystko, byle tylko jej nie wypił. Nie wiem, ile jeszcze alkoholu zdoła wytrzymać jego ciało, zanim nie straci przytomności.

Hardin wypija kolejny haust, a później odrywa butelkę od ust. Wierzchem dłoni ściera resztki wódki z ust i brody. Wyszczerza się w uśmiechu i spogląda na mnie po raz pierwszy od wejścia do tego domu.

– A co? Chcesz trochę?

– Nie… tak, właściwie to chcę – kłamię.

– Wielka szkoda, Tessie. Nie wystarczy dla nas dwojga – bełkocze, unosząc wielką butelkę.

Krzywię się, słysząc, że nazywa mnie tak jak mój ojciec. Tego alkoholu – cokolwiek to jest – zostało ponad litr; etykieta jest wyblakła i na wpół zdarta. Zastanawiam się, jak dawno ją tu ukrył – czy podczas tych jedenastu najgorszych dni całego mojego życia?

– Założę się, że ci się to bardzo podoba.

Robię krok w tył i próbuję obmyślić plan działania. Nie mam w tej chwili zbyt dużego wyboru i zaczynam się trochę bać. Wiem, że nigdy by mnie nie zranił fizycznie, ale nie mam pojęcia, jak potraktuje samego siebie – nie jestem emocjonalnie przygotowana na jego kolejne krzyki. Za bardzo się przyzwyczaiłam do raczej panującego nad sobą Hardina, z którym ostatnio miałam do czynienia – sarkastycznego i humorzastego, ale już nie pełnego nienawiści. Blask jego nabiegłych krwią oczu jest dla mnie zbyt znajomy i widzę gotującą się za nimi złośliwość.

– Dlaczego miałoby mi się to podobać? Nienawidzę oglądać cię w tym stanie. Nigdy nie chciałabym, żebyś tak cierpiał, Hardin.

Uśmiecha się i łagodnie chichocze, a później unosi butelkę i oblewa poduszki alkoholem.

– Wiesz, że rum jest jednym z najbardziej palnych alkoholi? – pyta ponuro.

Krew krzepnie mi w żyłach.

– Hardin, ja…

– Ten tutaj ma pięćdziesiąt procent alkoholu. To cholernie dużo.

Jego głos jest mglisty, powolny i przerażający, kiedy nadal oblewa kanapę.

– Hardin! – krzyczę, a mój głos staje się coraz głośniejszy. – Co w takim razie zamierzasz zrobić? Spalić dom? To nic nie zmieni!

Machając na mnie lekceważąco ręką, mówi z szyderczym uśmiechem:

– Powinnaś stąd iść. Dzieciom wstęp wzbroniony.

– Nie mów tak do mnie!

Choć nieco się boję, odważnie sięgam po butelkę i chwytam ją.

Nozdrza Hardina rozszerzają się i próbuje rozluźnić mój chwyt.

– Puść. Natychmiast – cedzi przez zęby.

– Nie.

– Tessa, nie prowokuj mnie.

– A co zrobisz, Hardin? Będziesz się ze mną bił o butelkę alkoholu?

Jego oczy się rozszerzają, a usta otwierają się w zaskoczeniu, kiedy spogląda na nasze ręce walczące z sobą.

– Daj mi to – żądam, zaciskając dłoń na dużej butelce.

Jest ciężka, a Hardin nie ułatwia mi sprawy, ale czuję przypływ adrenaliny, dającej mi siłę, której potrzebuję. Przeklinając pod nosem, zabiera dłoń. Nie spodziewałam się, że podda się tak łatwo, więc kiedy jego uścisk zelżał, butelka wypada z moich dłoni i przewraca się na podłogę przed nami. Alkohol zaczyna się wylewać na stary parkiet.

Sięgam po nią, mówiąc jednocześnie:

– Zostaw ją.

– Nie rozumiem, w czym problem.

Hardin chwyta butelkę, zanim ja zdołam to zrobić, a później wylewa więcej alkoholu na kanapę i zaczyna chodzić wokół pokoju, zostawiając za sobą ślad łatwopalnego rumu.

– Tę ruderę i tak zaraz zburzą. Robię nowym właścicielom przysługę. – Spogląda na mnie i żartobliwie wzrusza ramionami. – Pewnie i tak wyjdzie taniej.

Powoli odwracam się od Hardina i sięgam do torebki, szukając telefonu. Symbol wyczerpującej się baterii miga, ale mimo to wybieram numer jedynej osoby, która może nam w tej chwili pomóc. Trzymając telefon w dłoni, znów zwracam się do Hardina.

– Policja przyjedzie do domu twojej matki, jeśli to zrobisz. Zostaniesz aresztowany, Hardin.

Modlę się, żeby osoba, do której zadzwoniłam, nas usłyszała.

– Pierdolę to – mamrocze z zaciśniętymi zębami.

Spogląda w dół na kanapę, a jego wzrok przeszywa teraźniejszość, by zajrzeć w przeszłość.

– Wciąż słyszę jej krzyki. Jej wrzaski brzmiały jak zawodzenie pieprzonego rannego zwierzęcia. Wiesz, jak to brzmi dla małego chłopca?

Serce mnie boli z powodu Hardina – jego obu wersji: niewinnego chłopca, który był zmuszony patrzeć na to, jak jego matka jest bita i gwałcona, i rozzłoszczonego, zranionego mężczyznę, który czuje, że jego jedynym wyjściem jest spalenie całego domu, by pozbyć się wspomnienia.

– Nie chcesz wylądować w areszcie, prawda? Dokąd bym wtedy poszła? Utknęłabym tu.

Nie obchodzi mnie mój własny los, ale mam nadzieję, że te słowa każą mu przemyśleć swoje zachowanie.

Mój piękny mroczny książę przez chwilę przeszywa mnie wzrokiem – moje słowa chyba nim wstrząsnęły.

– Zadzwoń w tej chwili po taksówkę. Idź na koniec ulicy. Upewnię się, że cię nie ma, zanim cokolwiek zrobię.

Jego głos jest wyraźniejszy, niż powinien być, biorąc pod uwagę ilość alkoholu w jego krwi. Ale ja słyszę tylko to, że próbuje się poddać.

– Nie mam jak zapłacić za taksówkę.

Na dowód tego wyjmuję portfel i pokazuję mu swoje amerykańskie pieniądze.

Jego oczy przymykają się, uderza butelką o ścianę. Szkło rozpryskuje się w kawałki, ale ja ani drgnę. Widziałam i słyszałam to zbyt wiele razy w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy, żeby to mną wstrząsnęło.

– Weź mój cholerny portfel i wynoś się. Kurwa mać!

Jednym płynnym ruchem wyciąga portfel z kieszeni i rzuca go na podłogę przede mną.

Pochylam się i wpycham go do torebki.

– Nie. Potrzebuję, żebyś ze mną poszedł – mówię łagodnie.

– Jesteś taka doskonała… wiesz to, prawda?

Robi krok w moim kierunku i unosi dłoń, by pogładzić mój policzek. Wzdrygam się, gdy mnie dotyka, a on marszczy brwi wieńczące jego pięknie zbolałą twarz.

– Nie wiesz o tym? Że jesteś doskonała?

Jego dłoń na moim policzku jest gorąca. Zaczyna poruszać kciukiem na mojej skórze.

Czuję, że usta mi drżą, ale zachowuję spokój.

– Nie. Nie jestem doskonała, Hardin. Nikt nie jest – odpowiadam cicho, patrząc mu w oczy.

– Jesteś. Jesteś zbyt doskonała dla mnie.

Chce mi się płakać – znowu do tego wracamy?

– Nie zamierzam ci pozwolić mnie odepchnąć. Wiem, co robisz: jesteś pijany i chcesz to usprawiedliwić, porównując nas. Jestem równie popieprzona co ty.

– Nie mów tak. – Znów marszczy brwi. Jego druga ręka unosi się do mojej szczęki i wplata się w moje włosy. – To słowo nie brzmi dobrze w tak pięknych ustach.

Jego kciuk muska moje wargi, a ja nie mogę nie zauważyć kontrastu między jego płonącymi mrocznym bólem i wściekłością oczami a jego delikatnym i łagodnym dotykiem.

– Kocham cię i nigdzie się nie wybieram – mówię, modląc się o to, żeby udało mi się przedrzeć przez jego alkoholowe zamroczenie. Szukam w jego oczach choć śladu mojego Hardina.

– „Jeśli dwoje ludzi kocha się wzajemnie, nie może to mieć szczęśliwego zakończenia”* – odpowiada łagodnie.

Od razu rozpoznając te słowa, odrywam wzrok od jego oczu.

– Nie waż się cytować Hemingwaya! – warczę.

Czy on myślał, że nie rozpoznam tego cytatu i nie będę wiedziała, co próbuje zrobić?

– Ale jednak to prawda. Nie ma happy endu… w każdym razie nie dla mnie. Jestem za bardzo pojebany.

Opuszcza dłoń z mojej twarzy i odwraca się ode mnie.

– Nie, nie jesteś! Ty…

– Dlaczego to robisz? – bełkocze, a jego ciało kołysze się w przód i w tył. – Dlaczego zawsze usiłujesz znaleźć we mnie światło? Obudź się, Tesso! Nie ma żadnego jebanego światła! – krzyczy i uderza się obiema dłońmi w klatkę piersiową. – Jestem nikim! Jestem popierdolonym popaprańcem z pojebanymi rodzicami i zrytym umysłem! Usiłowałem cię ostrzec, usiłowałem cię odepchnąć, zanim cię nie zniszczyłem…

Jego głos staje się coraz niższy, a on sięga do kieszeni. Rozpoznaję purpurową zapalniczkę – Judy miała ją w barze.

Hardin, nie spoglądając na mnie, zapala płomień.

– Moi rodzice też są popaprani! Mój ojciec jest na odwyku, na miłość boską! – odkrzykuję mu.

Wiedziałam, że to się stanie – wiedziałam, że wyznanie Christiana sprawi, że Hardin się załamie. Wszyscy mają granice wytrzymałości, a Hardin i tak był taki delikatny.

– To twoja ostatnia szansa, by odejść, zanim to miejsce spłonie – mówi, nie patrząc na mnie.

– Spaliłbyś dom ze mną w środku? – wyrzucam z siebie. Płaczę, ale nie pamiętam, kiedy zaczęłam.

– Nie – głośno tupiąc buciorami, przechodzi przez pokój. Kręci mi się w głowie, boli mnie serce i obawiam się, że straciłam poczucie rzeczywistości.

– Chodź.

Unosi w moim kierunku dłoń, prosząc, żebym ją chwyciła.

– Oddaj mi zapalniczkę.

– Chodź tu.

Wyciąga w moim kierunku obie ręce. Ryczę już na całego.

– Proszę.

Zmuszam się, by zignorować jego znajome zachęty, niezależnie od tego, jak bardzo z tego powodu cierpię. Chcę rzucić mu się w ramiona i zabrać go stąd. Ale to nie jest powieść Jane Austen z happy endem i dobrymi intencjami; to w najlepszym razie Hemingway. Od razu widzę to w jego gestach.

– Oddaj mi zapalniczkę i będziemy mogli wyjść razem.

– Niemal sprawiłaś, że uwierzyłem, że mogę być normalny.

Zapalniczka wciąż niebezpiecznie leży na jego dłoni.

– Nikt nie jest normalny! – krzyczę. – Nikt… nie chcę, żebyś taki był. Kocham cię teraz, kocham cię i to wszystko!

Rozglądam się po pokoju, a potem patrzę znów na Hardina.

– Nie mogłabyś. Nikt nigdy by nie mógł, i nikt nigdy nie kochał. Nawet moja własna matka.

Kiedy te słowa opuszczają jego usta, dźwięk drzwi uderzających o ścianę sprawia, że podskakuję. Spoglądam w kierunku, z którego dobiegł hałas, i ogarnia mnie ulga – do salonu wbiega Christian. Ledwo łapie oddech i wygląda na spanikowanego. Zatrzymuje się jak wryty, gdy zauważa, w jakim stanie jest niewielki pokój – alkohol pokrywa niemal każdy jego centymetr.

– Co… – Oczy Christiana zwężają się na widok zapalniczki w dłoni Hardina. – Po drodze słyszałem syreny policyjne. Musimy się stąd wynosić, natychmiast! – krzyczy.

– Jak ty… – Hardin spogląda to na Christiana, to na mnie. – Zadzwoniłaś do niego?

– Oczywiście, że zadzwoniła! A co miała zrobić? Pozwolić ci spalić dom i dać się aresztować? – wrzeszczy Christian.

Hardin unosi dłonie w powietrzu, wciąż trzymając zapalniczkę.

– Wypierdalajcie stąd! Oboje!

Christian odwraca się do mnie.

– Tesso, wyjdź na zewnątrz.

Ale nie ruszam się z miejsca.

– Nie, nie zostawię go tutaj.

Czy Christian nie nauczył się jeszcze, że nie należy rozdzielać mnie i Hardina?

– Idź – mówi Hardin, robiąc krok w moim kierunku.

Naciska palcem na metalową część zapalniczki, zapalając płomień.

– Zabierz ją na zewnątrz – bełkocze.

– Zaparkowałem w alejce po drugiej stronie ulicy. Idź do samochodu i czekaj na mnie – instruuje mnie Christian.

Kiedy spoglądam na Hardina, widzę, że jego wzrok skupia się na białym płomieniu, i znam go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że to zrobi, niezależnie od tego, czy odejdę, czy nie. Jest zbyt pijany i wyprowadzony z równowagi, by się teraz zatrzymać.

Czuję na dłoni dotyk zimnego pęku kluczy, a Christian pochyla się do mnie.

– Nie pozwolę, by cokolwiek się mu stało.

Po chwili wewnętrznej walki zaciskam palce na kluczach i wychodzę przez drzwi frontowe, nie oglądając się za siebie. Przebiegam przez ulicę i modlę się, by syreny, które słyszę w oddali, zmierzały w innym kierunku.

* E. Hemingway, Śmierć po południu, tłum. B. Zieliński, Warszawa 1971, s. 122.

Rozdział siódmy

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

After Ever Happy

Copyright © 2014 by Anna Todd

The author is represented by Wattpad.

All rights reserved, including the right to reproduce this book or portions thereof in any form whatsoever. For information, address Gallery Books Subsidiary Rights Department, 1230 Avenue of the Americas, New York, NY 10020.

Copyright © for the translation by Krzysztof Skonieczny

Projekt okładki

Copyright © Damonza

Fotografia na pierwszej stronie

Copyright © Alevtina/Shutterstock

Projekt symbolu nieskończoności na pierwszej stronie

Copyright © Grupo Planeta – Art Department

Opieka redakcyjna

Joanna Bernatowicz

Alicja Gałandzij

Ewa Polańska

ISBN 978-83-240-3540-3

Między Słowami

ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

E-mail: promocja@miedzy.slowami.pl

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Nothing Less Nothing more Before. Chroń mnie przed tym, czego pragnę After 4. Bez siebie nie przetrwamy After 3. Ocal mnie After 2. Już nie wiem, kim bez ciebie jestem 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy