Imię róży Wydanie poprawione przez autora

Imię róży Wydanie poprawione przez autora

Autorzy: Umberto Eco

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 756

Cena książki papierowej: 34.00 zł

cena od: 20.85 zł

Listopad 1327 roku. Do znamienitego opactwa benedyktynów w północnych Włoszech przybywa uczony franciszkanin, Wilhelm z Baskerville, któremu towarzyszy uczeń i sekretarz, nowicjusz Adso z Melku. W klasztorze panuje ponury nastrój. Opat zwraca się do Wilhelma z prośbą o pomoc w rozwikłaniu zagadki tajemniczej śmierci jednego z mnichów. Sprawa jest nagląca, gdyż za kilka dni w opactwie ma się odbyć ważna debata teologiczna, w której wezmą udział dostojnicy kościelni, z wielkim inkwizytorem Bernardem Gui na czele. Tymczasem dochodzi do kolejnych morderstw. Przenikliwy Anglik orientuje się, że wyjaśnienia mrocznego sekretu należy szukać w klasztornej bibliotece. Bogaty księgozbiór, w którym nie brak dzieł uważanych za niebezpieczne, mieści się w salach tworzących labirynt. Intruz może tam łatwo zabłądzić, a nawet - jak krążą słuchy - postradać zmysły.

Powieść ukazała się po raz pierwszy w 1980 roku. Jej sukces czytelniczy był wielkim zaskoczeniem dla teoretyków i krytyków literatury. Dziś Imię róży zalicza się powszechnie do arcydzieł XX wieku.

Po trzydziestu latach autor przeczytał swoje debiutanckie dzieło i postanowił je poprawić. Nie zmienił oczywiście stylu ani fabuły, ale zapragnął nadać tokowi narracji nieco więcej lekkości. W posłowiu napisał również:

Natrafiłem też na parę błędow, (). W pewnym miejscu Adso mowi, że wystarczyło mu parę sekund, by sobie z czymś poradzić, ale w średniowieczu nie znano jeszcze takiej miary czasu jak sekunda.

Znalezienie owych zmian wprowadzonych przez autora i poprawionych przez niego błędów jakaż fascynująca przygoda dla miłośników twórczości Umberta Eco!

UMBERTO ECO

IMIĘ RÓŻY

Przełożył

Adam Szymanowski

Noir sur Blanc

Spis treści

Karta redakcyjna

MANUSKRYPT , TO OCZYWISTE

NOTA

PROLOG

DZIEŃ PIERWSZY

Pryma

Kiedy to docieramy do stóp opactwa i Wilhelm daje dowód wielkiej przenikliwości

Tercja

Kiedy to Wilhelm odbywa pouczającą rozmowę z opatem

Seksta

Kiedy to Adso podziwia portal kościoła, Wilhelm zaś odnajduje Hubertyna z Casale

Przed noną

Kiedy to Wilhelm odbywa wielce uczoną rozmowę z herborystą Sewerynem

Po nonie

Kiedy to zwiedzamy skryptorium i nawiązujemy znajomość z licznymi mędrcami, kopistami, rubrykatorami, a zwłaszcza z pewnym ślepym starcem, który oczekuje przyjścia Antychrysta

Nieszpór

Kiedy to zwiedza się resztę opactwa, Wilhelm wyciąga pewne wnioski co do śmierci Adelmusa, rozmawia z braciszkiem szkłodziejem o szkiełkach do czytania i o upiorach czyhających na tych, którzy chcą czytać zbyt dużo

Kompleta

Kiedy to Wilhelm i Adso kosztują lubej gościnności opata i gniewnej rozmowy z Jorge

DZIEŃ DRUGI

Jutrznia

Kiedy to kilka godzin mistycznego szczęścia przerwane zostaje przez krwawe wydarzenie

Pryma

Kiedy to Bencjusz z Uppsali wyznaje pewne rzeczy, inne jeszcze wyznaje Berengar z Arundel, Adso zaś dowiaduje się, czym jest prawdziwa pokuta

Tercja

Kiedy to jesteśmy świadkami zwady między osobami z pospólstwa, Aimar z Alessandrii czyni jakieś aluzje, Adso zaś medytuje nad świętością i nad łajnem diabła. Potem Wilhelm i Adso wracają do skryptorium, coś przykuwa uwagę Wilhelma, który odbywa trzecią rozmowę na temat dopuszczalności śmiechu, ale w rezultacie nie może popatrzeć tam, gdzie chciałby

Seksta

Kiedy to Bencjusz snuje osobliwą opowieść, z której dowiedzieć się można niezbyt budujących rzeczy o życiu opactwa

Nona

Kiedy to opat okazuje dumę z zamożności swojego opactwa i lęk przed heretykami, a pod koniec Adso rozważa, czy nie uczynił źle, wybierając się w podróż po świecie

Po nieszporze

Kiedy to, chociaż rozdział jest krótki, starzec Alinard mówi sporo interesujących rzeczy o labiryncie i o tym, jak się do niego dostać

Kompleta

Kiedy to wchodzimy do Gmachu, dostrzegamy tajemniczego gościa, odnajdujemy tajemną notatkę ze znakami nekromanty i znika ledwie co znaleziona książka, która następnie będzie poszukiwana przez wiele kolejnych rozdziałów, i wreszcie kiedy to ktoś kradnie cenne okulary Wilhelma, a nie jest to bynajmniej ostatnie z szeregu nieszczęść

Noc

Kiedy to w końcu wkraczamy do labiryntu, mamy dziwne wizje i, jak to bywa w labiryntach, błądzimy

DZIEŃ TRZECI

Od laudy do prymy

Kiedy to w celi Berengara, który zniknął, znajduje się płótno zbrukane krwią, i to wszystko

Tercja

Kiedy to Adso rozmyśla w skryptorium nad historią swojego zakonu i nad przeznaczeniem ksiąg

Seksta

Kiedy to Adso wysłuchuje zwierzeń Salwatora, których nie da się streścić w niewielu słowach, ale które są mu natchnieniem do licznych i frasobliwych medytacji

Nona

Kiedy to Wilhelm mówi Adsowi o wielkiej rzece heretyckiej, o roli prostaczków w Kościele, o swoich wątpliwościach co do możliwości poznania praw ogólnych i niemal mimochodem opowiada, w jaki sposób rozszyfrował czarnoksięskie znaki pozostawione przez Wenancjusza

Nieszpór

Kiedy to dochodzi do jeszcze jednej rozmowy z opatem, Wilhelm ma wielce osobliwe pomysły, jak odcyfrować zagadkę labiryntu, lecz osiąga to w sposób całkowicie rozsądny. Potem spożywa się syr w zasmażce

Po komplecie

Kiedy to Hubertyn opowiada Adsowi historię brata Dulcyna, sam Adso zaś przypomina sobie lub wyczytuje w bibliotece na własną rękę jeszcze inne historie, po czym ma spotkanie z dzieweczką piękną i groźną jak zbrojne zastępy

Noc

Kiedy to wstrząśnięty Adso spowiada się Wilhelmowi i rozmyśla nad miejscem niewiasty w planie stworzenia, potem zaś odkrywa zwłoki

DZIEŃ CZWARTY

Lauda

Kiedy to Wilhelm i Seweryn badają zwłoki Berengara i spostrzegają czarny język, co jest osobliwe u topielca. Potem rozprawiają o nader bolesnych truciznach i o kradzieży dokonanej w dawno minionych czasach

Pryma

Kiedy to Wilhelm skłania najpierw Salwatora, a potem klucznika do wyznania przeszłości, Seweryn odnajduje skradzione soczewki, Mikołaj przynosi nowe, Wilhelm zaś, wyposażony już w trzy pary oczu, odcyfrowuje manuskrypt Wenancjusza

Tercja

Kiedy to Adso szamocze się w cierpieniach miłosnych, potem przybywa Wilhelm z notatką Wenancjusza, która pozostaje nieczytelna, nawet kiedy już została odczytana

Seksta

Kiedy to Adso rusza szukać trufli, a znajduje przybywających minorytów, ci rozprawiają długo z Wilhelmem i Hubertynem i dowiadujemy się mnóstwa wielce smutnych rzeczy o Janie XXII

Nona

Kiedy to przybywają kardynał z Poggetto, Bernard Gui i inne osoby z Awinionu, a potem każdy robi, co chce

Nieszpór

Kiedy to Alinard przekazuje Wilhelmowi cenne, jak się zdaje, wiadomości, a Wilhelm ujawnia swoją metodę docierania do prawdy możliwej poprzez szereg niewątpliwych błędów

Kompleta

Kiedy to Salwator mówi o magii cudownej

Po komplecie

Kiedy to znowu zwiedza się labirynt, dociera do progu finis Africae, lecz nie udaje się tam wejść, gdyż nie wiadomo, czym są pierwszy i siódmy z czterech, na koniec zaś Adso ma nawrót, nader zresztą uczony, swej miłosnej choroby

Noc

Kiedy to Salwator daje się głupio przyłapać Bernardowi Gui, dzieweczka zaś, którą miłuje Adso, jest zatrzymana jako czarownica i wszyscy idą spać bardziej nieszczęśliwi i zatroskani, niż byli przedtem

DZIEŃ PIĄTY

Pryma

Kiedy to ma miejsce braterska dysputa nad ubóstwem Jezusa

Tercja

Kiedy to Seweryn mówi Wilhelmowi o dziwnej księdze, Wilhelm zaś legatom o dziwnym pomyśle rządów doczesnych

Seksta

Kiedy to znajduje się Seweryna zamordowanego, nie znajduje się natomiast księgi, którą znalazł on

Nona

Kiedy to wymierza się sprawiedliwość i dręczy nas kłopotliwe uczucie, że nikt nie ma racji

Nieszpór

Kiedy to Hubertyn zmyka, Bencjusz zaczyna przestrzegać praw, Wilhelm zaś wypowiada kilka refleksji nad rozmaitymi rodzajami lubieżności napotkanymi tego dnia

Kompleta

Kiedy to wysłuchuje się kazania o nadejściu Antychrysta, Adso zaś odkrywa moc imion własnych

DZIEŃ SZÓSTY

Jutrznia

Kiedy to książęta sederunt, a Malachiasz wali się na ziemię

Lauda

Kiedy to wybrany zostaje nowy klucznik, ale nowy bibliotekarz nie

Pryma

Kiedy to Mikołaj opowiada wiele rzeczy podczas zwiedzania krypty ze skarbcem

Tercja

Kiedy to Adso, słuchając Dies irae, ma sen albo wizję – co kto woli

Po tercji

Kiedy to Wilhelm objaśnia Adsowi jego sen

Seksta

Kiedy to odtwarza się historię bibliotekarzy i zyskuje kilka dodatkowych wiadomości o tajemniczej księdze

Nona

Kiedy to opat nie chce wysłuchać Wilhelma, mówi o języku klejnotów i przejawia pragnienie, by zaprzestano śledztwa w sprawie smutnych wydarzeń

Od nieszporu do komplety

Kiedy to opowiada się pokrótce o długich godzinach zagubienia

Po komplecie

Kiedy to prawie przez przypadek Wilhelm odkrywa sekret pozwalający dostać się do finis Africae

DZIEŃ SIÓDMY

Noc

Kiedy to, gdybyśmy zechcieli streścić cudowne rzeczy, o których się tu mówi, tytuł byłby długi jak cały rozdział, a to jest sprzeczne ze zwyczajami

Noc

Kiedy to dochodzi do pożogi i z powodu nadmiaru cnoty górę biorą siły piekła

OSTATNIA KARTA

DOPISKI NA MARGINESIE IMIENIA RÓŻY

NOTA O NOWYM WYDANIU

PRZYPISY

Inne książki Umberto Eco

Tytuł oryginału: II NOME DELLA ROSA

Opracowanie redakcyjne: MIROSŁAW GRABOWSKI

Przekład tekstów łacińskich: GRZEGORZ BŁACHOWICZ

Korekta: JANINA ZGRZEMBSKA

Projekt okładki: WITOLD SIEMASZKIEWICZ

Ilustracja na okładce: © Renaissance and medieval manuscripts collection. Manuscripts and Archives Division, The New York Public Library, Astor, Lenox and Tilden Foundations

Wydanie szóste

Jest to pierwsze wydanie przejrzane i poprawione przez Autora.

Poprawki Autora przełożył i umiejscowił: Stanisław Kasprzysiak.

W tym wydaniu dokonano redakcji części przypisów, tak by ich brzmienie było bardziej zgodne z duchem przekładu. Autorem nowej redakcji przypisów jest Krzysztof Gosztyła.

Copyright © RCS Libri S.p. A. - Milano Bompiani 1980–2007 All rights reserved

For the Polish translation Copyright © 2009 by Marta i Małgorzata Szymanowskie

For the Polish edition Copyright © 2015, Noir sur Blanc, Warszawa

ISBN 978-83-7392-562-5

Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o.

ul. Frascati 18, 00-483 Warszawa

e-mail: nsb@wl.net.pl

księgarnia internetowa: www.noirsurblanc.pl

Konwersja: eLitera s.c.

DZIEŃ PIERWSZY

.

Dzień pierwszy

Pryma

Kiedy to docieramy do stóp opactwa i Wilhelm daje dowód wielkiej przenikliwości

Był piękny poranek pod koniec listopada. W nocy napadało trochę śniegu, ale świeży welon okrywający ziemię był nie grubszy niż na trzy palce. Tuż po laudzie wysłuchaliśmy po ciemku mszy w wiosce leżącej w dolinie. Potem, o wschodzie słońca, ruszyliśmy w stronę gór.

Kiedy pięliśmy się urwistą ścieżką, która wiła się wokół góry, zobaczyłem opactwo. Nie zadziwiły mnie mury, które opasywały je ze wszystkich stron, gdyż podobne widziałem w całym chrześcijańskim świecie, ale zdumienie wzbudziła bryła tego, co, jak się później dowiedziałem, nazywano Gmachem. Była to ośmiokątna, wyglądająca z oddalenia jak czworokąt (figura doskonała, wyrażająca trwałość i niedostępność państwa Boga), budowla, której ściany południowe wznosiły się na klasztornym płaskowyżu, podczas gdy północne zdawały się wyrastać pionowo z samego podnóża góry. Patrząc z dołu, miało się wrażenie, że w niektórych miejscach skała sięga w kierunku nieba bez rozdziału barw i materii i dopiero stopniowo ukazuje się jako donżon i baszta (dzieło gigantów, którzy żyli za pan brat i z ziemią, i z niebem). Trzy rzędy okien wyrażały potrójny rytm górnej partii budowli, a w ten sposób to, co było w pojęciu fizycznym kwadratem na ziemi, duchowo stawało się trójkątne w niebie. Kiedy się przybliżaliśmy, widać było, że czworokątna forma wytworzyła na każdym rogu siedmiokątną basztę o pięciu ścianach wychodzących na zewnątrz – tak więc czterem z ośmiu boków wielkiego ośmiokąta odpowiadały cztery małe siedmiokąty, które na zewnątrz prezentowały się jako pięciokąty. I nie ma człowieka, który nie dostrzegłby zadziwiającej zgodności tylu świętych liczb, ujawniających subtelny sens duchowy. Osiem to liczba doskonałości każdego czworokąta, cztery to liczba Ewangelii, pięć – liczba stref świata, siedem – liczba darów Ducha Świętego. Bryła i kształt Gmachu jawiły mi się tak samo, jak później na południu italskiego półwyspu Castel Ursino i Castel del Monte, ale niedostępne położenie sprawiało, że Gmach był straszliwszy i mógł wzbudzać lęk u podróżnego, który zbliżał się stopniowo. Na szczęście wskutek tego, że ten zimowy poranek był niezwykle przejrzysty, na budowlę patrzyłem innymi oczami, niż patrzyłbym w czasie burzy.

Nie mogę jednak powiedzieć, by budziła uczucia przyjemne. Odczułem lęk i subtelny niepokój. Bóg wie, że nie były to zjawy mojej niedojrzałej duszy i że właściwie objaśniałem sobie niewątpliwe zapowiedzi wpisane w kamień w dniu, kiedy giganci położyli na nim swoje dłonie i zanim jeszcze wola mnichów, ulegając złudzeniu, ośmieliła się przeznaczyć to miejsce na schronienie dla słowa Bożego.

Kiedy nasze muły pokonywały mozolnie ostatni zakręt zbocza, w miejscu, gdzie główna droga rozgałęziała się, dając początek dwóm nowym, biegnącym równolegle ścieżkom, mój mistrz zatrzymał się na chwilę, spojrzał na obie strony drogi, na samą drogę oraz w górę na rząd sosen, tworzących na krótkim odcinku naturalny okap posiwiały od śniegu.

– Bogate opactwo – rzekł. – Opat lubi pokazać się w uroczystych chwilach.

Przywykłem już do jego najosobliwszych stwierdzeń, więc nie zadałem żadnego pytania. Również dlatego, że po przebyciu dalszego kawałka drogi usłyszeliśmy jakiś zgiełk i zza zakrętu ukazał się oddziałek podnieconych mnichów i sług. Jeden z nich, kiedy nas zobaczył, ruszył naprzeciw i rzekł wielce uprzejmie:

– Witaj, panie, i nie dziw się, że domyślam się, kim jesteś, albowiem uprzedzono nas o twoim przybyciu. Jestem Remigiusz z Varagine, klucznik klasztoru. A jeśli ty jesteś, jak przypuszczam, bratem Wilhelmem z Bascavilli, trzeba nam zawiadomić opata. Ty – rozkazał, odwracając się do jednego z orszaku – ruszaj do góry z nowiną, że nasz gość wkroczy niebawem w mury opactwa!

– Dziękuję ci, panie kluczniku – odparł życzliwie mój mistrz – i tym droższa mi twoja uprzejmość, że dla powitania nas przerwaliście pogoń. Lecz nie martw się, koń przegalopował tędy i ruszył ścieżką po prawej stronie. Nie oddali się zbytnio, gdyż będzie musiał się zatrzymać, kiedy dotrze do miejsca, gdzie wyrzucacie zużytą ściółkę. Jest zbyt mądrym zwierzęciem, żeby zapuszczać się na stromy teren...

– Kiedy go widziałeś? – zapytał klucznik.

– Prawdę rzekłszy, nie widzieliśmy go, czyż nie tak, Adso? – powiedział Wilhelm, zwracając w moją stronę rozbawione lico. – Ale jeśli szukacie Brunellusa, zwierzę powinno być w miejscu, które wskazałem.

Klucznik zawahał się. Spojrzał na Wilhelma, później na ścieżkę, a w końcu spytał:

– Brunellusa? Skąd wiesz?

– Jakże to? – rzekł Wilhelm. – Jest przecież rzeczą oczywistą, że szukacie Brunellusa, umiłowanego konia opata, najlepszego bieguna w waszej stajni, karej maści, wysokiego na pięć stóp: pyszny ogon, kopyta krągłe i małe, ale galop dosyć regularny; łeb drobny, uszy spiczaste, lecz ślepia duże. Pomknął w prawo, mówię wam, i tak czy inaczej musicie się pospieszyć.

Klucznik zawahał się przez chwilę, potem skinął na swoich ludzi i ruszył prawą ścieżką, a nasze muły też podjęły wspinaczkę. Już miałem zadać Wilhelmowi pytanie, gdyż dręczyła mnie ciekawość, ale dał mi znak, bym zaczekał; w istocie, po kilku minutach usłyszeliśmy okrzyki radości i zza zakrętu ścieżki ukazali się mnisi i słudzy, prowadząc konia za wędzidło. Wyprzedzili nas bokiem, w dalszym ciągu przyglądając się nam z lekkim osłupieniem, i ruszyli przodem w kierunku opactwa. Wydaje mi się także, iż Wilhelm ściągnął nieco cugle swojemu wierzchowcowi, żeby dać mnichom czas na opowiedzenie o tym, co się wydarzyło. Rzeczywiście, miałem sposobność przekonać się, że mój mistrz, choć pod każdym względem człek najświetniejszych cnót, kiedy tylko mógł pokazać, jak bardzo jest przenikliwy, folgował przywarze próżności, a ponieważ doceniałem już dar dyplomatycznej subtelności, zrozumiałem, że chciał dotrzeć do celu podróży poprzedzony niewzruszoną sławą mędrca.

– A teraz powiedz mi, proszę – nie wytrzymałem w końcu – skąd to wszystko wiedziałeś.

– Mój poczciwy Adso – odparł mistrz. – W ciągu całej podróży uczę cię rozpoznawać znaki, przez które świat do nas przemawia niby wielka księga. Alanus ab Insulis powiada, że

omnis mundi creatura

quasi liber et pictura

nobis est in speculum[1]

mając na myśli niewyczerpane zasoby symboli, którymi Bóg mówi nam poprzez swoje dzieło stworzenia o życiu wiecznym. Ale świat jest jeszcze bardziej wymowny, niż myślał Alanus, i nie tylko mówi o rzeczach ostatecznych (w którym to przypadku wyraża się zawsze w sposób niejasny), ale również o tym wszystkim, co nas otacza, i wtedy wyraża się całkowicie jasno. Prawie wstydzę się, że muszę powtarzać ci to, o czym winieneś wiedzieć. Na skrzyżowaniu dróg, w świeżym jeszcze śniegu, wyraźnie rysowały się odciski kopyt końskich, biegnące w kierunku ścieżki po naszej lewej ręce. Te odciski, rozmieszczone w sporej i jednakowej odległości jedne od drugich, były małe i okrągłe, wskazywały zatem na bardzo regularny galop – stąd mogłem wywnioskować o charakterze konia i o tym, że nie pędził byle gdzie, jak to czyni zwierzę spłoszone. W miejscu, gdzie sosny tworzą jakby naturalny okap, niektóre gałązki były świeżo ułamane dokładnie na wysokości pięciu stóp. Na jednym z tych krzaków morwy, tam gdzie zwierzę musiało zawrócić, żeby ruszyć dalej ścieżką po swojej prawej stronie, powiewając przy tym pysznym ogonem, utkwiło między igiełkami długie czarne włosie... Nie powiesz mi, na koniec, że nie wiesz, iż ta ścieżka prowadzi do miejsca, gdzie wyrzuca się ściółkę, pokonując bowiem dolny zakręt, widzieliśmy pianę nieczystości spływających stromo u stóp baszty południowej i brukających śnieg; a przy takim położeniu rozstajów ścieżka mogła prowadzić jedynie w tamtym właśnie kierunku.

– Tak – powiedziałem – ale drobny łeb, spiczaste uszy, wielkie ślepia...

– Nie wiem, czy ma to wszystko, ale z pewnością mnisi święcie w owe przymioty wierzą. Izydor z Sewilli powiedział, że piękno konia wymaga, ut sit exiguum caput et siccum prope pelle ossibus adhaerente, aures breves et argutae, oculi magni, nares patulae, erecta cervix, coma densa et cauda, ungularum soliditate fixa rotunditas[2]. Gdyby koń, o którym wydedukowałem, iż tędy przegalopował, nie był naprawdę najlepszym koniem w stajni, czemu w pogoń za nim ruszyć by mieli nie tylko stajenni, czemu trudził się sam klucznik? A mnich, który uważa konia za doskonałość przewyższającą formy naturalne, musi widzieć zwierzę takim, jakim auctoritates[3] mu je opisały, szczególnie jeśli – i w tym miejscu obdarzył mnie kąśliwym uśmiechem – jest uczonym benedyktynem.

– No dobrze – powiedziałem. – Ale czemu Brunellus?

– Oby Duch Święty wlał ci więcej oleju do głowy, niż masz w tej chwili, mój synu! – wykrzyknął mistrz. – Jakież inne dałbyś mu imię, skoro nawet wielki Buridan, który ma zostać rektorem w Paryżu, kiedy poczyna mówić o pięknym koniu, nie znajduje imienia bardziej stosownego?

Taki był mój mistrz. Nie tylko potrafił czytać w wielkiej księdze natury, lecz również pojąć, w jaki sposób mnisi czytają zwykle księgi i jak za ich pośrednictwem myślą. Dar ten, jak zobaczymy, miał mu być bardzo użyteczny w przyszłych dniach.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

PRZYPISY

DZIEŃ PIERWSZY

[1] Każde na świecie stworzenie, / jakoby księga i obraz, / jest dla nas odzwierciedleniem (lac.).

[2] Aby łeb był drobny i szczupły, o skórze przylegającej niemal do kości, uszy krótkie i ostre, ślepia wielkie, chrapy szerokie, kark wyprostowany, grzywa gęsta i ogon, mocno ukształtowane krągłe kopyta (łac.).

[3] Autorytety (łac.).

Nakładem wydawnictwa Noir sur Blanc ukazały się następujące dzieła Umberta Eco:

BAUDOLINO

2001

WAHADŁO FOUCAULTA

2002, 2005, 2007, 2015

WYSPA DNIA POPRZEDNIEGO

2003, 2007

IMIĘ RÓŻY

2004, 2006, 2009, 2011, 2012

TAJEMNICZY PŁOMIEŃ KRÓLOWEJ LOANY

2005, 2006

CMENTARZ W PRADZE

2011

TEMAT NA PIERWSZĄ STRONĘ

2015

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

W co wierzy ten, kto nie wierzy? Pape Satan aleppe Jak podróżować z łososiem Imię róży Wydanie poprawione przez autora Temat na pierwszą stronę Baudolino 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sól morza Jak być kochanym Królestwo Magnes Nikt nie idzie Obsesyjna miłość