Empatia. Najpiękniejszy rozkwit miłości

Empatia. Najpiękniejszy rozkwit miłości

Autorzy: Osho

Wydawnictwo: Czarna Owca

Kategorie: Psychologia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 208

Cena książki papierowej: 24.90 zł

cena od: 15.68 zł

Zupełnie nowe spojrzenie na zjawisko empatii.

OSHO przygląda się źródłom tego słowa i bierze pod lupę jego potoczne rozumienie. Wiele aktów empatii wypływa z poczucia osobistej misji i potrzeby zwrócenia na siebie uwagi. Inne empatyczne działania mają na celu nie tyle pomoc innym, co wymuszenie na nich pożądanej zmiany. Odwołując się do historii z życia Jezusa I Buddy, a także filozofii Zen, OSHO wskazuje ścieżkę  autentycznej empatii, która wyrasta z wewnątrz, czerpiąc z głębokiej akceptacji i afirmacji siebie. Empatia może rozkwitać w siłę, która uzdrawia, jedynie wtedy, gdy zakorzeniona jest w bezwarunkowym uznaniu drugiej osoby i zgody na to, kim jest.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

PRZEDMOWA

EMPATIA, ENERGIA I POŻĄDANIE

Empatia to dojrzała miłość

Medytacja to kwiat, a empatia to zapach

Potrzeba jest potrzebą. Odpowiedzi na pytania

OWCZA SKÓRA – CZYM EMPATIA NIE JEST

Łaskawość i inne złudzenia na temat bycia wspaniałym

Mistrz zen i złodziej – przypowieść o przebaczeniu

Serca i umysły. Odpowiedzi na pytania

EMPATIA W PRAKTYCE

Nie bądź sędzią, bądź kochankiem

Zbrodnia i kara

Sprawy życia i śmierci. Odpowiedzi na pytania

UZDRAWIAJĄCA MOC MIŁOŚCI

Jedynie empatia leczy

Bezwarunkowo obiektywny: empatia zen

Więcej informacji na:

O autorze

Międzynarodowy Ośrodek Medytacji Osho

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytuł oryginału

Compasion. The Ultimate Flowering of Love

Redakcja

Bogusława Jurkevich

Korekta

Ewa Jastrun, Jolanta Ogonowska

Projekt okładki

Magda Kuc

Ilustracja na okładce pochodzi ze zbioru prac autora

Copyright: OSHO Art by OSHO © Osho International Foundation − OSHOArt.osho.com

Copyright © 1999 by Osho International Foundation, Switzerland. www.osho.com

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013

Materiał zawarty w tej książce jest wyborem różnych wykładów OSHO. Wszystkie wykłady zostały opublikowane w całości jako książki i są również dostępne w oryginałach jako nagrania audio.

Wszystkie teksty oryginalne znajdują się w Bibliotece OSHO na www.osho.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

OSHO jest zarejestrowanym znakiem handlowym, którego używanie wymaga zgody lub licencji.

Wydanie II zmienione

ISBN 978-83-8015-109-3

Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o.

ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

www.czarnaowca.pl

Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl

Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

PRZEDMOWA

Wiemy, czym jest silne odczuwanie, pasja (ang. passion); dzięki temu pojmiemy także, czym jest współodczuwanie, empatia (ang. compassion). Pasja to stan biologicznego podniecenia – jest gorąca, sprawia, że przejmują nad tobą kontrolę biologiczne i nieuświadomione siły. Przestajesz być panem samego siebie, stajesz się niewolnikiem.

Współodczuwanie oznacza, że wyszedłeś ponad to, co biologiczne, ponad fizjologię. Nie jesteś już niewolnikiem, stałeś się panem. Teraz działasz świadomie. Nie kierują i nie targają tobą żadne nieświadome moce; sam decydujesz o tym, jak wykorzystasz swoją energię. Jesteś całkowicie wolny. Energia, która była pasją, przekształca się w empatię.

Pasja to żądza, empatia to miłość. Pasja to pożądanie, empatia – to brak pożądania. Pasja to chciwość, współodczuwanie to dzielenie się. Pasja to wysługiwanie się innymi ludźmi, empatia to szacunek dla każdego człowieka, jakby był częścią ciebie. Pasja sprawia, że jesteś przywiązany do ziemi, do błota, przez co nigdy nie przemienisz się w kwiat lotosu. Współodczuwanie zamienia cię w lotos. Wznosisz się ponad brudny świat żądz, zachłanności i gniewu. Empatia to twoja przekształcona energia.

Normalnie jesteś podzielony, składasz się z fragmentów. Część twojej energii zostaje pochłonięta przez gniew, część przez chciwość, część przez pożądanie itd. Dookoła jest tyle rzeczy, których możesz pragnąć, że zostajesz bez energii; stajesz się pusty.

Zapamiętaj, co powiedział William Blake – to bardzo ważne. Otóż powiedział: „Energia to rozkosz”. Ale tobie jej brak; twoja energia jest ciągle marnotrawiona. Kiedy wszystkie twoje energie przestaną być trwonione, wypełnią one twój wewnętrzny zbiornik: ciebie. Będziesz pełny. Staniesz się szczęśliwy. Gdy już nie będziesz w stanie ich pomieścić, zostaniesz buddą i odkryjesz niewyczerpane źródło.

A kiedy jesteś buddą, wtedy dopiero możesz naprawdę poczuć, czym jest współodczuwanie. To chłodna miłość – nie zimna – chłodna. To dzielenie się radością z całą egzystencją. Stajesz się błogosławieństwem dla siebie i dla egzystencji. Właśnie tym jest empatia. Pasja jest przekleństwem, współodczuwanie – błogosławieństwem.

Pożądanie wiąże się z motywacją, z celem; empatia nie jest związana z motywacją; nie ma celu. To po prostu nadmiar energii.

EMPATIA, ENERGIA I POŻĄDANIE

Kiedy Budda doznał oświecenia, zniknęły wszystkie jego pragnienia i jego ego. Żył potem jeszcze czterdzieści lat. Wielokrotnie zadawano mu pytanie: „Dlaczego nadal istniejesz w ciele?”. Przecież powinien zniknąć. To nielogiczne: po co Budda miałby nadal istnieć? Po co ciało ma dalej trwać, jeśli nie ma już ono żadnych pragnień?

Trzeba zrozumieć pewną podstawową rzecz. Energia pozostaje, mimo że znika żądza; energia nie może zaniknąć. Pragnienie to tylko pewna forma energii; dlatego jedno pragnienie może zmieniać się w inne. Gniew może zmienić się w seks, seks może przemienić się w gniew. Seks może stać się chciwością, więc osoba zachłanna będzie miała małe potrzeby seksualne. Ktoś wyjątkowo chciwy w ogóle nie będzie miał seksualnych potrzeb, będzie żył w celibacie – ponieważ cała jego energia zostanie wykorzystana na bycie zachłannym. Osoba o dużych potrzebach seksualnych nigdy nie będzie chciwa, ponieważ nie starczy jej na to energii. Ktoś, kto tłumi swoją seksualność, będzie zły; będzie przepełniał go gniew, gotowy w każdej chwili się ujawnić. Złość widać w jego oczach, na jego twarzy; cała energia seksualna zamienia się w gniew.

Właśnie dlatego mnisi i sadhu są zawsze zdenerwowani. Pokazują ten gniew poprzez sposób, w jaki chodzą, zdradzają go swoim wyglądem. Ich milczenie jest bardzo powierzchowne – wystarczy, że ich dotkniesz, a denerwują się. Uśpiony seks zamienia się w gniew. Energia zmienia formę; życie to energia.

Co się dzieje, gdy znikają wszystkie pragnienia? Energia nie może zaniknąć; ona jest niezniszczalna. Zapytaj jakiegoś fizyka; nawet oni uważają, że energia nie może zniknąć. Gautamę Buddę w chwili oświecenia wypełniała energia, która przybierała miliony różnych form: seks, gniew, chciwość. Następnie wszystkie te formy zniknęły. Co się stało z energią? Energia nie może opuścić ciała, a gdy znikają wszystkie żądze, ona nadal istnieje, choć nie ma formy. Jaką spełnia funkcję? Zamienia się w empatię.

Nie jesteś w stanie współodczuwać, ponieważ brakuje ci energii. Zostaje ona podzielona pomiędzy różne formy – czasem seks, czasem gniew, czasami chciwość. Empatia nie jest formą. Twoja energia może się w nią przekształcić tylko wtedy, gdy znikną wszystkie twoje pragnienia.

Empatii nie da się wypracować. Ona pojawia się, gdy nie masz żadnych potrzeb; przekształca się w nią cała twoja energia. Jest to przekształcenie nietypowe. Pożądanie wiąże się z motywacją, z celem; empatia nie jest związana z motywacją; nie ma celu. To po prostu nadmiar energii.

Empatia to dojrzała miłość

Spośród starożytnych mistyków jedynie Gautama Budda przykładał tak wielką wagę do zjawiska empatii. Jego podejście stało się punktem zwrotnym w historii świata. Przed nim mówiono tylko o medytacji; nikt nie podkreślał tego, że łączy się ona z empatią. Jeśli bowiem medytacja przynosi oświecenie, sprawia, że rozkwitasz i doświadczasz najwyższego z możliwych stanów – co jeszcze mogłoby być potrzebne? Jeśli chodzi o człowieka, medytacja była wszystkim, czego było trzeba. Wielkość Buddy polega na tym, że pokazał, iż zanim jeszcze zaczniesz medytować, powinieneś umieć współodczuwać. Człowiek powinien bardziej kochać, być bardziej uprzejmy i bardziej empatyczny.

Kryje się za tym pewna logika. Jeśli przed doznaniem stanu oświecenia będziesz miał serce zdolne do współodczuwania, to istnieje prawdopodobieństwo, że pomożesz innym ludziom osiągnąć to samo piękno, ten sam poziom, tę samą radość, jaką ty osiągnąłeś. Gautama Budda sprawił, że oświecenie mogło stać się zaraźliwe.

Ale skoro człowiek odczuwa, że dotarł tam, dokąd zmierzał, to po co przejmować się innymi ludźmi? Budda sprawił, że osiąganie stanu oświecenia przestało być egoistyczne; stało się odpowiedzialnością społeczną. To ogromna zmiana perspektywy. Ale przed osiągnięciem oświecenia trzeba nauczyć się współodczuwania. Jeśli tego nie zrobisz, to po osiągnięciu oświecenia nie będzie już niczego, czego mógłbyś się nauczyć. Gdy człowiek przeżywa tak głęboką ekstazę w sobie, nawet empatia wydaje się blokować przepływ radości, przeszkadza w przeżywaniu tego stanu. Właśnie dlatego wśród setek ludzi, którzy doznali oświecenia, jest tak niewielu mistrzów.

To, że będziesz oświecony, nie oznacza, że zostaniesz mistrzem. Bycie mistrzem wiąże się z głębokim poziomem empatii i odczuwaniem wstydu przed samotnym wkraczaniem w niesamowitą przestrzeń, jaką otwiera przed człowiekiem oświecenie. Pragniesz pomagać ludziom, którzy są ślepi, pogrążeni w ciemności, którzy szukają drogi po omacku. Niesienie pomocy sprawia przyjemność, niczego nie zakłóca. Tak naprawdę obserwowanie, jak inni ludzie rozkwitają razem z tobą, sprawia, że stan ekstazy jest jeszcze głębszy; nie jesteś samotnym drzewem, jedynym, które rozkwitło. Kiedy kwitnie z tobą cały las, radość jest tysiąckrotnie większa; dzięki oświeceniu wywołałeś na świecie rewolucję.

Gautama Budda nie tylko jest oświecony, ale jest oświeconym rewolucjonistą. Bardzo troszczył się o świat i o ludzi. Nauczał, aby spokoju, pogody ducha, radości odczuwanych podczas medytacji nie zachowywać dla siebie; aby dzielić się nimi z całym światem. I nie przejmować się, ponieważ im więcej dasz, tym więcej będziesz w stanie przyjąć. Kiedy zrozumiesz, że dając, niczego nie tracisz, dawanie nabierze ogromnego znaczenia; dawanie pomnaża twoje doświadczenia. Ale ktoś, kto nigdy nie kierował się empatią – nie poznał tajemnicy dawania, nie poznał tajemnicy dzielenia się.

Wydarzyło się, że jeden z początkujących uczniów Buddy – który nie był jeszcze sannjasinem, ale był bardzo oddany Gautamie – powiedział:

– Dobrze, uczynię tak… ale chciałbym zrobić jeden wyjątek. Podzielę się moją radością, medytacją i bogactwem wewnętrznym z całym światem – poza moim sąsiadem, ponieważ ten facet jest naprawdę okropny.

Sąsiedzi zawsze są wrogami. Gautama Budda odpowiedział:

– Więc zapomnij o całym świecie i podziel się tym wszystkim tylko ze swoim sąsiadem.

Chłopak był zdziwiony:

– Co ty mówisz?

Budda odpowiedział:

– Wrogości wobec ludzi pozbędziesz się tylko wtedy, gdy będziesz umiał podzielić się ze swoim sąsiadem.

Współodczuwanie to akceptowanie ludzi z ich wadami i słabościami, a nie oczekiwanie, że będą się oni zachowywać jak bogowie. Takie oczekiwania są okrutne, ponieważ ludzie nie są w stanie się tak zachowywać, więc nigdy im nie sprostają i stracą szacunek do samych siebie. Niebezpiecznie ich okaleczasz, pozbawiasz godności.

Podstawą empatii jest uszlachetnianie każdego, sprawianie, by każdy człowiek wiedział, że to, co przydarzyło się tobie, może przydarzyć się także jemu. Jest to wyjaśnianie, że w tej sytuacji nie ma przypadków beznadziejnych, że nie ma ludzi bezwartościowych, a na oświecenie nie trzeba sobie zasłużyć, bo leży ono w naturze człowieka.

Ale, aby te słowa wzbudzały zaufanie, muszą wypływać z ust człowieka oświeconego. W ustach nieoświeconych nauczycieli nie mogą budzić zaufania. Słowa wypowiadane przez ludzi oświeconych zyskują własny oddech i bicie serca. Ożywają, trafiają do ciebie – nie są tylko umysłową gimnastyką. Ale w ustach nauczycieli to zupełnie inna sprawa. Nauczyciel sam nie jest pewien, o czym mówi, o czym pisze. Jest tak samo zagubiony jak ty.

Współodczuwanie to akceptowanie ludzi z ich wadami i słabościami, a nie oczekiwanie, że będą się oni zachowywać jak bogowie. Takie oczekiwania są okrutne.

Nauki Gautamy Buddy to niejako kamień milowy w rozwoju świadomości; jego wkład jest ogromny, nie do przecenienia. A spośród tych nauk, najważniejsze są te, które dotyczą empatii. I musisz zapamiętać, że bycie empatycznym, nie stawia cię wyżej; inaczej wszystko zepsujesz. Dostarczysz jedynie pożywki swojemu ego. Pamiętaj, by swoim współodczuwaniem nie poniżyć drugiej osoby; jeśli tak robisz, nie jesteś empatyczny i, wbrew temu, co mówisz, upokorzenie drugiego człowieka daje ci satysfakcję.

Dobrze jest rozumieć, czym jest współodczuwanie, ponieważ jest ono dojrzałą formą miłości. Zwykła miłość jest bardzo dziecinna, jest dobra dla nastolatków. Im szybciej z niej wyrośniesz, tym lepiej, ponieważ jest ona jedynie ślepą, biologiczną siłą i nie ma żadnego związku z duchowym rozwojem. Dlatego wszystkie romanse dziwnie się kończą, ich wymowa zaprawiona jest goryczą. To, co było tak nęcące, tak podniecające, co było tak ogromnym wyzwaniem, że gotów byłeś dla tego umrzeć… teraz nadal jesteś gotów umrzeć, ale już nie żeby to zdobyć, lecz aby się tego pozbyć!

Ale gdy pasja stanie się uważna i świadoma, miłosna energia oczyszcza się; zamienia się

w empatię.

Miłość to ślepa siła. Jedyni szczęśliwi kochankowie to ci, którym nigdy nie udało się być razem. Wszystkie te miłosne historie… Laila i Majnu, Shiri i Farhad, Soni i Mahival to trzy największe historie miłosne Wschodu, porównywalne do historii Romeo i Julii. Te pary kochanków mogłyby się przecież połączyć. Jednak społeczeństwo, rodzice, wszystko wokół to uniemożliwiało. I wydaje mi się, że to dobrze. Bo gdy kochankowie pobierają się, kończy się ich miłosna historia.

Majnu miał szczęście, że nigdy nie zdobył Laili. Co może powstać z połączenia dwóch ślepych energii? Ponieważ obie są ślepe i nieświadome, na pewno nie mogą one stworzyć harmonii. Jedyne, co może powstać, to wojna o dominację, o upokorzenie drugiego i setki innych konfliktów.

Ale gdy pasja stanie się uważna i świadoma, miłosna energia oczyszcza się; zamienia się w empatię. Miłość zawsze skierowana jest do jednej osoby, a jej ukrytym celem jest jej zdobycie. Drugi człowiek czuje dokładnie to samo – i to stwarza dla obojga prawdziwe piekło.

Empatia nie jest skierowana do nikogo konkretnego. Nie jest ona związkiem, jest częścią ciebie. Współodczuwanie z drzewami, ptakami, zwierzętami, istotami ludzkimi – z wszystkim i wszystkimi – sprawia ci bezwarunkową przyjemność; nie prosisz o nic w zamian. Współodczuwanie to uwolnienie się od ślepej biologii.

Aby poczuć, czym jest piekło, wystarczy przez dwadzieścia cztery godziny żyć z osobą świętą. Możliwe, że ludzie zdają sobie z tego sprawę, więc jedynie dotykają ich stóp i czym prędzej uciekają.

Zanim przejdziesz w stan oświecenia, musisz upewnić się, że nie tłumisz swojej miłosnej energii. Stare religie tego właśnie wymagają: uczą cię, abyś potępił biologiczne sposoby wyrażania swojej miłości. A więc ty wypierasz całą swoją energię miłosną… a to właśnie ona mogłaby zostać przemieniona we współodczuwanie!

Jeśli będziesz się potępiał, przemiana nie będzie możliwa. Twoi święci pozbawieni są jakiejkolwiek empatii; w ich oczach nie zobaczysz żadnego współodczuwania. Są jedynie suchymi kośćmi, bez żadnych soków. Aby poczuć, czym jest piekło, wystarczy przez dwadzieścia cztery godziny żyć z osobą świętą. Możliwe, że ludzie zdają sobie z tego sprawę, więc jedynie dotykają ich stóp i czym prędzej uciekają.

Jeden ze wspaniałych filozofów naszych czasów, Bertrand Russell, powiedział: „Jeśli istnieje piekło i niebo, to wolę trafić do piekła”. Dlaczego? Aby uniknąć świętych, ponieważ niebo pełne będzie martwych, nudnych, zakurzonych świętych. Bertrand Russell mówi: „Nie zniósłbym takiego towarzystwa nawet przez minutę. A co dopiero gdybym musiał spędzić wieczność otoczony tymi nieznającymi miłości ani przyjaźni umarlakami, którzy nigdy nie świętują…!?”.

Święty jest świętym siedem dni w tygodniu. Nie wolno mu nawet przez jeden dzień, powiedzmy w niedzielę, zachowywać się jak zwykły człowiek. On zawsze jest sztywny, a ta sztywność powiększa się z upływem czasu.

Bardzo mi się podoba wybór Bertranda Russella, aby iść do piekła, bo dobrze go rozumiem. Jego zdaniem w piekle znajdziesz wszystkich najciekawszych ludzi – poetów, malarzy, buntowników, naukowców, twórców, tancerzy, aktorów, piosenkarzy, muzyków. Piekło musi być prawdziwym rajem, skoro niebo jest prawdziwym piekłem!

Wiele rzeczy poszło w złym kierunku, a podstawową tego przyczyną jest tłumienie miłosnej energii. Gautama Budda powiedział: „Nie hamuj swojej miłosnej energii. Udoskonalaj ją, a pomocną w tym będzie medytacja”. Więc gdy medytacja będzie w tobie narastać, będzie również doskonalić twoją energię i przemieniać ją w empatię. Dzięki temu, zanim twoja medytacja osiągnie punkt kulminacyjny i zamieni się we wspaniałe doświadczenie, jakim jest oświecenie, już będzie ci towarzyszyć empatia. A wtedy, poprzez korzenie empatii, stanie się możliwe przelewanie energii – a posiadasz całą energię świata – i przekazywanie jej każdemu, kto jest na to gotów. Tylko tak oświecony człowiek może stać się mistrzem.

Nie jest trudno zostać oświeconym, ale zostanie mistrzem to zjawisko bardzo złożone, ponieważ wymaga połączenia medytacji ze współodczuwaniem. Medytacja jest łatwa, empatia także; ale sprawienie, aby obie te rzeczy rozwijały się równocześnie, to trudne wyzwanie.

Ludzie oświeceni, którzy z braku empatii nie dzielą się swoimi doznaniami z innymi, nie pomagają w rozwoju świadomości człowieka. Nie są w stanie sprawić, by człowiek stał się istotą wyższą dzięki osiągnięciu pewnego poziomu samoświadomości. Jedynie mistrz potrafi zwiększyć świadomość. To, że masz jakikolwiek poziom świadomości, zawdzięczasz kilku mistrzom, którym nawet po przejściu w stan oświecenia udało się zachować empatię.

Możliwe, że trudno ci będzie to zrozumieć… ale oświecenie jest tak absorbujące, że człowiek chciałby zapomnieć o całym świecie. Odczuwa tak wielkie zadowolenie, że nie ma czasu myśleć o tych milionach ludzi, którzy świadomie lub nieświadomie, poprawnie lub nie, brną w tym kierunku. Jednak przy ciągłej obecności empatii nie da się o nich zapomnieć. Przecież w takiej właśnie chwili masz coś do zaoferowania, coś, czym możesz się podzielić. A dzielenie się daje ogromną radość. Dzięki współodczuwaniu powoli zaczynasz pojmować, że im więcej dajesz, tym więcej masz. Jeśli potrafisz podzielić się także swoim oświeceniem, będzie ono dużo bogatsze, bardziej żywe, bardziej uroczyste i wielowymiarowe.

Oświecenie może mieć jeden wymiar – takiego doznaje większość ludzi. Są z niego zadowoleni i rozpływają się w źródle wszechświata. Ale oświecenie może także mieć wiele wymiarów, może wydać na świat wiele kwiatów. Jesteś coś winny światu, ponieważ jesteś dzieckiem tej ziemi.

Przypomniało mi się co powiedział Zaratustra: „Nigdy nie zdradzaj ziemi. Nawet gdy będziesz u szczytu sławy, nie zapominaj o niej; ona jest twoją matką. I nie zapominaj o ludziach. Może wyrządzili ci krzywdę, może byli wrogami. Może próbowali na wiele sposobów cię zniszczyć; mogli cię ukrzyżować, ukamienować lub zatruć – ale nie zapominaj o nich. Cokolwiek zrobili, zrobili to nieświadomie. Jeśli nie potrafisz im wybaczyć, to kto im wybaczy? Twoje przebaczenie bardzo cię wzbogaci”.

Uważaj, żebyś nie popierał niczego, co jest przeciwne empatii. Zazdrość, współzawodnictwo, próby zdobycia dominacji – wszystko to jest sprzeczne ze współodczuwaniem. Natychmiast to poznasz, bo twoja empatia zacznie drżeć. W chwili, gdy poczujesz, że słabnie, będziesz wiedział, że robisz coś wbrew niej. Empatię łatwo zatruć głupotami, które nie prowadzą do niczego innego niż niepokój, udręka, szamotanina i marnowanie cennego życia.

Oto piękna opowieść dla ciebie:

Paddy wrócił do domu godzinę wcześniej niż zwykle i zastał swoją żonę nagą w łóżku. Kiedy zapytał, dlaczego jest naga, odpowiedziała:

– To w ramach protestu, że nie mam żadnych ładnych ubrań.

Paddy otworzył szafę.

– To śmieszne – powiedział. – Zobacz. Masz tu żółtą sukienkę, czerwoną sukienkę, sukienkę we wzory, kostium… Cześć Bill! Zieloną sukienkę…

To właśnie empatia! Empatia w stosunku do żony, empatia w stosunku do Billa. Brak zazdrości, brak walki, po prostu: „Witaj, Bill! Jak się masz?” i kontynuowanie wyliczania, jakby nigdy nic… On nie dopytuje: „Co robisz w mojej szafie?”.

Empatia to zrozumienie innych ludzi; najgłębsze zrozumienie, na jakie stać człowieka.

Człowieka współodczuwającego nie wytrącą z równowagi drobnostki, które przydarzają się co chwila. Ignorując je, pomagasz swojej empatycznej energii zgromadzić się, uformować, wzmocnić i rozwijać równolegle z medytacją. Pewnego dnia przyjdzie chwila błogosławieństwa, gdy wypełni cię światło i będziesz miał przynajmniej jednego towarzysza – empatię. I natychmiast zmieni się twój styl życia… Będziesz miał tak dużo, że będziesz mógł obdarować tym cały świat.

Mimo że Gautama Budda nieustannie się przed tym wzbraniał, musiał w końcu dokonać podziału swoich uczniów. Jedną grupę nazwał arhatami; są to ludzie oświeceni, ale bez zdolności współodczuwania. Całą swoją energię włożyli oni w medytację, ale nie posłuchali tego, co Budda mówił o empatii. Drugą grupę nazwał zaś bodhisattvami; oni wprowadzili w życie przesłanie o empatii. Są to ludzie oświeceni, zdolni do współodczuwania, więc nie spieszy im się do podróży na drugi brzeg; chcą pozostać na tym brzegu, pośród wielu problemów, i pomagać ludziom. Ich łódź już przypłynęła i być może kapitan mówi: „Nie traćcie czasu. Z drugiego brzegu, którego szukaliście przez całe życie, przyszło wezwanie”. Ale oni przekonują kapitana, żeby zaczekał, aż podzielą się z innymi poszukującymi radością, mądrością, światłem, miłością. To umocni w nich zaufanie: „Tak, drugi brzeg istnieje i kiedy człowiek dojrzeje, przypływa po niego statek, aby go tam zabrać. Istnieje wybrzeże nieśmiertelnych, wybrzeże, gdzie nie ma cierpienia, gdzie każdą chwilę życia przepełnia piosenka i taniec. Ale zanim opuszczę ten świat, chciałbym dać innym ludziom choćby przedsmak tego, co może ich spotkać”.

Bez medytacji energia pozostaje pasją; z medytacją ta sama energia zamienia się w empatię. Pasja i empatia to nie dwie różne energie, to jedna i ta sama energia.

Mistrzowie za wszelką cenę starają się uczepić czegoś, by nie dać się przenieść na drugi brzeg. Zgodnie z tym, co mówił Budda, współodczuwanie jest wspaniałe, ponieważ jeśli się nad tym dobrze zastanowić, jest ono pragnieniem. Chęć pomagania jest jednocześnie pragnieniem, a póki masz jakieś pragnienia, nie można cię zabrać na drugi brzeg. Jest to bardzo cienka nitka, która trzyma cię na tym świecie. Wszystko inne, wszystkie łańcuchy zostają zerwane – poza cienką niteczką miłości. Budda kładł nacisk na to, aby trzymać się tej nitki, jak długo się da; aby pomóc tylu ludziom, ilu się da.

Oświecenie nie powinno być egoistyczne, nie powinno być tylko twoje; powinieneś podzielić się nim z jak największą liczbą ludzi. Jest to jedyny sposób na zwiększenie świadomości na ziemi – ziemi, która dała ci życie, dała ci szansę na to, byś stał się oświecony.

Nadszedł czas na oddanie czegoś, choć i tak nie jesteś w stanie oddać wszystkiego, co otrzymałeś od życia. Niech to będą choćby i dwa kwiaty – z wdzięcznością.

Medytacja to kwiat, a empatia to zapach

Medytacja jest kwiatem, a empatia jego zapachem.

Dokładnie tak to wygląda. Kwiat kwitnie i roztacza zapach, który dzięki wiatrowi, roznosi się we wszystkie strony, na koniec świata. Ale podstawową sprawą jest zakwitnięcie kwiatu.

Człowiek także ma w sobie możliwość rozkwitu. Dopóki wewnętrzna istota człowieka nie zakwitnie, zapach empatii nie zostanie uwolniony. Empatii nie da się wyćwiczyć. Ona nie jest jakąś dyscypliną. Nie da się nią kierować. Ona znajduje się ponad tobą. Jeśli będziesz medytował, nagle, któregoś dnia, uświadomisz sobie coś nowego, coś dziwnego – z wnętrza ciebie wystrzeli pięknem kwiat empatii, obejmując całą egzystencję.

Bez medytacji energia pozostaje pasją; z medytacją ta sama energia zamienia się w empatię. Pasja i empatia to nie dwie różne energie, to jedna i ta sama energia. Gdy przejdzie ona przez medytację, zostaje przemieniona, przeobrażona; nabiera innej jakości. Pasja porusza się w dół, a empatia w górę; pasja wiąże się z pożądaniem, a empatia z brakiem pożądania; pasja to zajęcie, które ma sprawić, że zapominasz o otaczających cię nieszczęściach, empatia to świętowanie, to taniec spełnienia… czujesz się tak spełniony, że chcesz się dzielić. Nie ma już nic więcej; spełniłeś swoje przeznaczenie, które nosiłeś w sobie, w postaci nierozwiniętego pączka, przez wieki. Teraz on rozkwitł i tańczy. Udało ci się, jesteś spełniony, nie ma już nic więcej do osiągnięcia, nie masz już dokąd dalej iść, nie masz już nic do zrobienia.

Co się stanie z energią? Zaczniesz się nią dzielić. Energia, która przepływała przez mroczne warstwy pasji, teraz przepływa w górę razem z promieniami światła, nieskażona żadnymi pragnieniami, wolna od jakichkolwiek uwarunkowań. Pozbawiona motywacji – właśnie dlatego nazywam ją zapachem. Kwiat ma swoje granice, ale zapach – nie. Kwiat ma ograniczenia, jego korzenie tkwią w niewoli, ale zapach jest wolny. Porusza się, szybuje na wietrze; nie jest przytwierdzony do ziemi.

Medytacja jest kwiatem. Ma korzenie. Istnieje wewnątrz ciebie. Kiedy dołączy do niej empatia, zakorzenienie znika. Medytacja zaczyna się rozprzestrzeniać, unosić. Budda zniknął, ale jego współodczuwanie nadal trwa. Kwiat prędzej czy później umiera – wyrósł z ziemi i obróci się w proch – ale jego zapach będzie trwał wiecznie. Budda odszedł, Jezus odszedł, ale ich zapach trwa. Ich empatia trwa i każdy, kto jest na nią otwarty, poczuje jej wpływ, zostanie poruszony, zostanie zabrany w nową podróż, nową pielgrzymkę.

Współodczuwanie nie ogranicza się tylko do kwiatu – wychodzi z niego, ale od niego nie pochodzi. Przechodzi przez kwiat, kwiat jest jedynie przejściem. Tak naprawdę wypływa z innego świata. Bez kwiatu nie mogłoby się pojawić – kwiat stanowi niezbędny etap – ale nie jest częścią kwiatu. Empatia zostaje uwolniona, gdy kwiat rozkwita.

Trzeba dobrze zrozumieć, dlaczego jest to tak ważne. Jeśli nie zrozumiesz dokładnie, możesz zacząć uczyć się empatii; ale ona nie będzie wtedy prawdziwym zapachem. Wyćwiczona empatia jest tym samym co pasja, tyle że inaczej ją nazywasz. To ta sama, skażona pożądaniem, nastawiona na osiągnięcie celu energia, która może stać się bardzo niebezpieczna dla innych ludzi – ponieważ w imię empatii możesz zacząć niszczyć, w imię empatii możesz stworzyć niewolę. To wcale nie jest empatia i jeśli zaczniesz się jej uczyć, będziesz sztuczny, wyćwiczony – będziesz hipokrytą.

Pierwszą rzeczą, którą trzeba zapamiętać, jest to, że empatii nie da się wyćwiczyć. Jest to punkt, który wielu nauczycieli religijnych przeoczyło. Budda stał się empatyczny dzięki medytacji – a teraz buddyści trenują empatię. Jezus stał się empatyczny dzięki medytacji – teraz chrześcijanie, misjonarze chrześcijańscy ćwiczą miłość, empatię, służbę na rzecz ludzkości, ale ich empatia jest dla świata bardzo niszczycielską mocą, która jedynie wywołuje wojny, która zniszczyła wielu ludzi: dostali się oni do niewoli swoich nauczycieli..

Empatia uwalnia, daje swobodę, ale trzeba ją wykształcić na drodze medytacji, nie ma innego sposobu. Budda mówił, że współodczuwanie jest produktem ubocznym, następstwem. Nie jesteś w stanie bezpośrednio dotrzeć do celu; musisz najpierw wykonać ruch. Aby pojawił się skutek, musi najpierw zaistnieć przyczyna. Jeśli więc chcesz zrozumieć, czym jest empatia, musisz najpierw zrozumieć, czym jest medytacja. Wcale nie myśl o empatii; ona pojawi się sama.

Postaraj się zrozumieć, czym jest medytacja. Empatia może stać się kryterium określającym, czy medytacja była prawidłowa, czy nie. Jeśli była poprawna, to pojawi się empatia – to naturalne; tak oczywiste jak cień. Jeśli medytacja była zła, empatia nie nadejdzie. Tak więc współodczuwanie może być kryterium rozróżniającym dobrą medytację od złej. A medytacja może być zła. Ludziom niesłusznie wydaje się, że każda medytacja jest dobra. Wcale tak nie jest. Medytacje mogą być złe. Na przykład każda medytacja wprowadzająca cię w stan głębokiej koncentracji jest zła – dzięki niej empatia wcale się nie pojawi. Zamiast się otworzyć, jeszcze bardziej się zamkniesz. Ograniczenie świadomości, koncentracja na czymś z pominięciem reszty egzystencji, skupienie się tylko na jednej rzeczy, wywoła w tobie ogromne napięcie. Stąd słowo „attention” (po pol. „uwaga”). Oznacza ono „at–tension” (po pol. „w stanie napięcia”). Już samo brzmienie słowa „koncentracja” wywołuje uczucie napięcia.

Jeśli więc chcesz zrozumieć, czym jest empatia, musisz najpierw zrozumieć, czym jest medytacja. Wcale nie myśl o empatii; ona pojawi się sama.

Koncentracja ma swoje dobre strony, ale nie jest ona medytacją. Koncentracji potrzebujesz w pracy naukowej, prowadząc badania, w laboratorium. Tam musisz skupić się na jednym zagadnieniu i zapomnieć o wszystkich innych – skupić się tak mocno, że prawie zapomnisz o świecie. Problem, nad którym się zastanawiasz, jest dla ciebie wszystkim. Właśnie dlatego naukowcy sprawiają wrażenie nieobecnych. Ludzie, którzy się na czymś zbyt mocno koncentrują, zawsze stają się nieobecni, ponieważ nie potrafią pozostać otwartymi na resztę świata.

Przeczytałem kiedyś anegdotę:

– Przyniosłem żabę – powiedział do swojej klasy rozpromieniony profesor zoologii. – Świeżo złapaną, prosto z wody, na wypadek gdybyśmy przed dokonaniem sekcji chcieli przyjrzeć się, jak wygląda ona z zewnątrz.

Delikatnie odpakował zawiniątko, które ze sobą przyniósł, a w środku znajdowała się apetyczna kanapka z szynką. Profesor spojrzał na nią zaskoczony.

– Dziwne! – powiedział. – Dobrze pamiętam, że zjadłem już dziś drugie śniadanie.

Właśnie to dzieje się z naukowcami. Skupiają się na jednej rzeczy i ich umysł bardzo się zawęża. Oczywiście taki umysł ma wiele zastosowań: staje się bardziej przenikliwy, jak ostra igiełka, trafia we właściwe miejsce, ale zapomina o toczącym się dookoła życiu.

Budda nie jest człowiekiem zajmującym się koncentracją, ale człowiekiem skupionym na świadomości. On nie starał się zawęzić swojej świadomości; wręcz przeciwnie, chciał odrzucić wszelkie ograniczenia, aby stać się całkowicie dostępnym dla egzystencji. Zaobserwuj… egzystencja jest równoczesna. Mówię do was, a równocześnie słychać ruch uliczny. Pociąg, ptaki, wiatr wiejący w koronach drzew – w tej jednej chwili splata się cała egzystencja. Wy słuchacie mnie, ja mówię do was, dzieje się milion rzeczy – niezwykłe bogactwo.

Nauka skupia się tylko na jednym punkcie; jej celem jest poszukiwanie. Religijność jest wielowątkowa; przedmiotem poszukiwania jest całość, Pełnia. Aby poznać całość, musisz mieć świadomość otwartą na wszystkie strony

Koncentracja umożliwia ci skupienie się tylko na jednej rzeczy, ale bardzo dużym kosztem: zaczynasz odrzucać dziewięćdziesiąt dziewięć procent życia. Jeśli rozwiązujesz jakiś matematyczny problem, nie jesteś w stanie wsłuchać się w śpiew ptaków. Dzieci bawiące się dookoła, psy szczekające na ulicy – to wszystko będzie cię rozpraszać. Dla osiągnięcia lepszej koncentracji ludzie próbowali uciekać od życia – wyjeżdżali w Himalaje, zaszywali się w jaskini, aby odizolować się od świata, a skupić się tylko na Bogu. Ale Bóg nie jest przedmiotem. Bóg jest we wszelkich przejawach egzystencji; jest daną chwilą. Bóg jest całością. Właśnie dlatego nauka nigdy nie zrozumie boskości. Metodą stosowaną w nauce jest koncentracja i poprzez tę metodę nauka nigdy nie pozna Boga.

Nauka może dzielić minutę na coraz mniejsze części. Najpierw myślano, że cząsteczka jest najmniejszą cząstką świata, a potem ją rozdzielono. Poznano mniejszą cząstkę, którą był atom. Następnie metody oparte na koncentracji umożliwiły podział atomu. Teraz mamy elektrony, protony i neutrony – prędzej czy później one także zostaną podzielone. Nauka z rzeczy małych robi rzeczy jeszcze mniejsze, a całkowicie zapomina o tym, co duże, rozległe. Całość jest zapomniana na rzecz części. Nauka nigdy nie pozna boskości, bo stosuje do tego niewłaściwą metodę: koncentrację. Więc gdy ludzie przychodzą do mnie i proszą: „Osho, naucz nas lepszej koncentracji, abyśmy mogli poznać Boga”, jestem zaskoczony. Nie zrozumieli podstawowych zasad poszukiwania.

Nauka skupia się tylko na jednym punkcie; jej celem jest poszukiwanie. Religijność jest wielowątkowa; przedmiotem poszukiwania jest całość, Pełnia. Aby poznać całość musisz mieć świadomość otwartą na wszystkie strony – nieograniczoną, niezamkniętą w oknie; inaczej rama okna stałaby się ramą świadomości. Przebywanie na słońcu pod otwartym niebem – tym właśnie jest medytacja. Medytacja nie ma ram; nie jest ani oknem, ani drzwiami. Medytacja nie jest koncentracją, nie jest uwagą – medytacja to świadomość.

A więc co należy robić? Powtarzanie mantr i medytacja transcendentalna w niczym nie pomogą. Medytacja transcendentalna stała się bardzo popularna w Ameryce, ponieważ jest nastawiona zadaniowo, ponieważ jest dobra dla naukowego umysłu. Jest to jedyny rodzaj medytacji, którą da się naukowo opisać i uzasadnić. Jest ona zrozumiała dla umysłu naukowca, ponieważ tak naprawdę nie jest ona medytacją, tylko koncentracją. Robiono na jej temat wiele badań na uniwersytetach, w laboratoriach, poświęcano jej wiele uwagi w pracach z dziedziny psychologii, ponieważ ona nie jest medytacją. Jest skupieniem, metodą na koncentrację; należy do tej samej kategorii co koncentracja naukowa. Ale nie ma ona nic wspólnego z medytacją. Medytacja jest tak rozległa, nieskończona, że nie można jej naukowo zbadać. Jedynie dzięki empatii można stwierdzić, czy ktoś ją osiągnął, czy nie. Fale alfa w niczym tu nie pomogą, ponieważ pochodzą one z umysłu, a medytacja nie – medytacja znajduje się ponad.

Jeśli chcesz się odprężyć – zrób to poprzez akceptację. Akceptuj wszystko, co dzieje się dookoła; niech stanie się to organiczną całością. Możesz to wiedzieć lub nie, ale wszystko jest ze sobą powiązane.

Więc pozwól, że powiem ci kilka podstawowych rzeczy. Po pierwsze, medytacja jest relaksacją, a nie koncentracją – człowiek odpręża się sam w sobie. Im bardziej się relaksujesz, tym bardziej czujesz, że jesteś otwarty, podatny. Stajesz się mniej sztywny, a bardziej elastyczny – egzystencja zaczyna w ciebie wnikać. Nie jesteś już jak kamień, masz otwory. Relaksacja to pozwolenie sobie na wejście w stan, w którym nie robisz nic, ponieważ gdybyś zaczął cokolwiek robić, pojawiłoby się napięcie. To stan nicnierobienia. Po prostu relaksujesz się i czerpiesz z tego przyjemność. Odpręż się, po prostu zamknij oczy i wsłuchaj się w to, co dzieje się dookoła. Żadnego z otaczających dźwięków nie powinieneś traktować jako rozpraszającego. Jeśli zaczniesz to robić, odrzucisz boskość. W tej chwili przyszła ona do ciebie pod postacią ptaka. Nie odrzucaj jej! Boskość zapukała do ciebie jako ptak. Za chwilę zjawi się pod postacią szczekającego psa albo płaczącego dziecka, albo śmiejącego się szaleńca. Nie wypieraj jej; nie odrzucaj.

Akceptuj – ponieważ jeśli zaczniesz odrzucać cokolwiek, pojawi się napięcie. Każde zaprzeczenie wyzwala napięcie. Akceptuj. Jeśli chcesz się odprężyć – zrób to poprzez akceptację. Akceptuj wszystko, co dzieje się dookoła; niech stanie się to organiczną całością. Możesz to wiedzieć lub nie, ale wszystko jest ze sobą powiązane. Ptaki, drzewa, niebo, słońce, ziemia, ty, ja – wszystko jest powiązane. Wszystko stanowi organiczną całość. Jeśli zniknie słońce, znikną i drzewa; jeśli znikną drzewa, znikną także ptaki; jeśli nie będzie ptaków ani drzew, ciebie też nie będzie mogło tu być. Znikniesz. Tak działa ekologia. Wszystko jest ze sobą głęboko powiązane. Więc niczego nie odrzucaj, ponieważ odrzucając coś, wypierasz się jakiejś części siebie. Jeśli odrzucisz te śpiewające ptaki, jakaś część ciebie także zostanie odrzucona.

Jeśli coś wypierasz, pozbywasz się czegoś, jeśli coś cię rozprasza, złości, odrzucasz coś w sobie. Po prostu wsłuchaj się w śpiew ptaków bez poczucia, że to ci przeszkadza, bez złości i nagle usłyszysz, że twoje wewnętrzne ptaki zaczynają śpiewać w odpowiedzi. Ptaki przestaną być dla ciebie obce, przestaną być intruzami – nagle cała egzystencja stanie się jedną rodziną. Tak jest, a osobę, która zrozumie, że cała egzystencja jest rodziną, nazywam osobą religijną. Ona nie musi chodzić do kościoła, nie musi oddawać nikomu czci w świątyni, nie musi modlić się w meczecie czy w gurudwarze – te rzeczy się nie liczą, nie są ważne. Jeśli to robisz, to w porządku; jeśli tego nie robisz, to nawet lepiej. Ktoś, kto zrozumiał organiczną całość, jest w świątyni cały czas, nieustannie staje przed czymś świętym i boskim.

Ale jeśli wciąż używasz jakiejś bezsensownej mantry, będzie ci się wydawać, że ptaki są głupie. Jeśli będziesz powtarzał sobie jakieś głupstwa, myślał o drobiazgach – możesz nazwać je filozofią czy religią – wtedy ptaki będą cię rozpraszać. Ich śpiewy są boskie. Niczego nie mówią, po prostu z radością sobie świergoczą. Ich piosenka nie ma żadnego znaczenia, jest przepływającą energią. Chcą się nią podzielić z egzystencją, z drzewami, z kwiatami, z tobą. Nie mają nic do powiedzenia; po prostu są tam, są sobą.

Jeśli się odprężasz, akceptujesz; zaakceptowanie egzystencji to jedyny sposób na to, by móc się zrelaksować. Jeśli przeszkadzają ci drobiazgi, to jest to wina twojego nastawienia. Usiądź po cichu; wsłuchaj się we wszystko, co dzieje się dookoła i odpręż się. Akceptuj, relaksuj się – nagle poczujesz, jak narasta w tobie ogromna energia. Ujawni się ona najpierw w pogłębionym oddechu.

Normalnie twój oddech jest bardzo płytki i często, gdy próbujesz nabrać dużo powietrza, trenować jogę z ćwiczeniami oddechowymi, zmuszasz się do czegoś, sprawia ci to trudność. Taki wysiłek nie jest konieczny. Zaakceptuj życie, odpręż się i nagle zobaczysz, że twój oddech stanie się głębszy. Im bardziej się zrelaksujesz, tym oddech stanie się głębszy. Zwolni, stanie się rytmiczny, będziesz niemal czerpał z niego radość; sprawi ci przyjemność. Wtedy zdasz sobie sprawę z tego, że oddychanie jest pomostem między tobą a całością.

Obserwuj. Nic nie rób. A kiedy mówię, żebyś obserwował, nie proszę cię, żebyś starał się patrzeć, bo wtedy znów pojawi się napięcie i zaczniesz koncentrować się na oddechu. Po prostu odpręż się, pozostań zrelaksowany i patrz… bo co innego możesz robić? Jesteś tam, nie możesz nic zrobić, zaakceptowałeś wszystko, nie masz czego odrzucić, czemu zaprzeczyć, z czym walczyć, z czym wchodzić w konflikt, twój oddech się pogłębia – co masz do roboty? Po prostu obserwuj. Pamiętaj, tylko obserwuj. Nie zmuszaj się do patrzenia. Budda nazwał to vipassana – obserwowanie oddechu, świadomość oddechu. Albo satipatthana – zapamiętanie, bycie świadomym życiowej energii poruszającej się w oddechu. Nie staraj się nabierać dużo powietrza, nie próbuj wdychać go ani wydychać, nie rób nic. Odpręż się i pozwól, aby oddech pozostał naturalny – niech płynie swoim własnym rytmem – a otworzy się przed tobą wiele nowych rzeczy.

Ponieważ oddech jest mostem, można go traktować dwojako. Jedna część mostu połączona jest z tobą, a druga z egzystencją. Więc można go rozumieć na dwa sposoby. Możesz traktować go jako coś dobrowolnego. Jeśli masz ochotę robić głębokie wdechy, możesz to robić; jeśli masz ochotę robić głębokie wydechy, możesz. Możesz na niego wpływać. Bo jedna część połączona jest z tobą. Ale jeśli nie będziesz nic robił, oddech i tak będzie trwał. Nie musisz nic robić, a on i tak trwa. Jest on także mimowolny.

Jedna jego część jest połączona z samą egzystencją. Możesz myśleć, że to ty nim oddychasz lub wręcz przeciwnie – że to on oddycha tobą. Musisz zrozumieć tę drugą możliwość, ponieważ zaprowadzi cię ona do stanu głębokiej relaksacji. To nie ty oddychasz, ale egzystencja oddycha tobą. Jeśli zaczniesz się odprężać, wszystko akceptować, relaksować się w sobie, stopniowo narastać będzie świadomość, że to nie ty zaczerpujesz oddechów: one następują same z siebie. Pełne wdzięku. Niezwykłej godności. Tak rytmiczne. Tak harmonijnie rytmiczne. Kto jest ich sprawcą? To egzystencja oddycha tobą. Wpływa do ciebie i wypływa z ciebie. Z każdą chwilą odmładza cię, sprawia, że stajesz się żywy.

Nagle dostrzegasz oddychanie jako zdarzenie… Tak właśnie powinna rozwijać się medytacja. Możesz to robić wszędzie, nawet na bazarze, ponieważ panujące tam odgłosy także są boskie. A jeśli będziesz uważnie słuchał, to nawet w dźwiękach bazaru zauważysz pewną harmonię. Przestaną cię one rozpraszać. Kiedy milczysz, możesz zauważyć wiele rzeczy – wspaniałe fale energii poruszające się dookoła. Kiedy zaczniesz akceptować, będziesz je odczuwał, dokądkolwiek pójdziesz.

Ptak nie jest taki ważny, ale to dzięki niemu poczujesz coś cudownego, coś świętego, coś świetlistego, coś tajemniczego. Cuda nieustannie zdarzają się dookoła ciebie, ale ty je przegapiasz.

Kiedy medytacja zadomowi się w tobie, a ty zrównasz swój rytm z egzystencją, empatia będzie musiała się pojawić. Nagle poczujesz, że kochasz całość, a drugi człowiek nie jest wcale drugą istotą – żyjesz także w nim. Drzewo przestaje być tylko „tamtym drzewem”, zaczyna być z tobą powiązane. Wszystko staje się wzajemnie powiązane. Dotykasz źdźbła trawy i w tym samym czasie dotykasz gwiazd, ponieważ wszystko jest ze sobą powiązane. Nie może być inaczej. Egzystencja jest organiczna. Jest jednością. Jest harmonią.

Ponieważ brak nam świadomości, nie zdajemy sobie sprawy z tego, co pośrednio sami sobie robimy. Coś się wydarza i automatycznie zaczyna się dziać też coś innego, ujawnia się jakiś związek, o którym wcześniej nie miałeś pojęcia.

Ostatniej nocy czytałem coś na temat zapachu. Zdolność do czucia zapachu niemal zaniknęła wśród ludzi. U zwierząt jest ona wyostrzona. Konie czują zapach z odległości wielu kilometrów. Psy czują dużo więcej zapachów niż człowiek. Pies po samym zapachu wie, że zbliża się jego pan, nawet po upływie wielu lat pies rozpozna zapach swojego właściciela. Człowiek zupełnie to zatracił.

Co się stało z ludzkim zmysłem węchu? Jaka mu się przydarzyła tragedia? Wydaje się, że nie ma żadnego logicznego wyjaśnienia faktu, że zmysł powonienia u człowieka został tak przytłumiony. Żadna kultura świadomie go nie wstrzymywała, a jednak stał się on przytłumiony. Stało się tak z powodu seksu. Obecnie cała ludzkość głęboko tłumi seks – a zapach związany jest z seksem. Przed kopulacją pies wącha swojego partnera i jeśli nie poczuje harmonii między dwoma ciałami, nie dojdzie do stosunku. Kiedy zapach jest odpowiedni, on wie, że oba ciała współgrają ze sobą, doskonale do siebie pasują i mogą być jak jedna pieśń – całkowita jedność jest możliwa, choćby przez krótką chwilę.

Ponieważ na całym świecie seks jest tłumiony, zmysł węchu także się przytępił. Samo słowo stało się nawet trochę obraźliwe. Jeśli zapytam cię: „Czy słyszysz?” albo „Czy widzisz?”, nie poczujesz się urażony. Więc jeśli spytam: „Czy pachniesz?”, człowiek także nie powinien czuć się obrażony, to taki sam język. Węch to pewna zdolność; tak samo jak widzenie czy słyszenie, wąchanie jest zdolnością. Kiedy pytam: „Czy pachniesz?”, człowiek czuje się urażony, ponieważ zapomniał, że to zdolność, a nie obraza.

Jest pewna popularna anegdota o angielskim myślicielu, Dr. Johnsonie. Siedział w dyliżansie; weszła tam kobieta. Powiedziała do niego:

– Proszę pana, pan dziwnie pachnie!

Ale Johnson był człowiekiem znającym się na języku, słowach i gramatyce. Odpowiedział:

– Nie, proszę pani. Pani pachnie. Ja śmierdzę!

Węch to zdolność. „Ty pachniesz. Ja śmierdzę”. Językowo jest to poprawne. Tak jest, jeśli przestrzegasz zasad gramatyki. Ale samo słowo stało się obraźliwe. Co stało się z zapachem? Kiedy stłumisz seks, zmysł powonienia także zostaje stłumiony. Jeden ze zmysłów jest całkowicie okaleczony – a jeśli okaleczysz jeden zmysł, część umysłu także zostaje okaleczona. Jeśli masz pięć zmysłów, twój mózg ma pięć działających części. Jedna piąta mózgu jest okaleczona, a człowiek nawet o tym nie wie. Oznacza to, że upośledzona jest także jedna piąta życia. Skutki są ogromne. Jeśli dotkniesz jakiejś małej rzeczy, ma to wpływ na całą resztę.

Seks został stłumiony, więc węch jest przytłumiony, spłycił się także twój oddech – ponieważ głębokie oddechy masują ośrodek seksu w tobie. Ludzie przychodzą do mnie i mówią: „Kiedy oddychamy głęboko, czujemy się bardziej seksualni”. Kiedy będziesz kochać się ze swoim partnerem, twój oddech stanie się głęboki. Jeśli zatrzymasz go na płytkim poziomie, nie będziesz w stanie osiągnąć orgazmu. Oddech uderza mocno i głęboko w ośrodek seksu; masuje go od wewnątrz. Ponieważ seks i oddech są tłumione, ludzie stali się niezdolni do medytacji. Przyjrzyj się temu – jaką głupią rzecz zrobiliśmy! Tłumiąc seks, stłumiliśmy oddech – a oddech to jedyny most mogący połączyć cię z całością.

Nikt nie jest odseparowany. Kiedy znika iluzja oddzielenia, pojawia się empatia. Nie jest ona jakąś oddzielną kategorią.

Gurdżijew ma rację, gdy mówi, że prawie wszystkie religie poprzez swoje działanie zaprzeczają istnieniu Boga. Mówią o nim, ale wydaje się, że są przeciwnikami boskości. Działają wbrew Bogu. Teraz, gdy oddech został stłumiony, most uległ zniszczeniu. Możesz oddychać jedynie płytko – nigdy nie udajesz się w głąb, a jeśli nie możesz wejrzeć głęboko w siebie, nie możesz wejść w głąb egzystencji.

Budda uważa, że oddech jest podstawą. Głęboki, odprężający oddech, świadomość oddechu przynoszą wspaniałą ciszę, relaks, sprawiają, że stopniowo się scalasz, stapiasz, znikasz. Przestajesz być oddzielną wyspą, zaczynasz drgać z całością. Nie jesteś już samotną nutą, ale częścią symfonii. Wtedy pojawia się empatia.

Empatia może się pojawić tylko wtedy, gdy wiesz, że wszyscy są z tobą jakoś powiązani. Współodczuwanie narasta, gdy dostrzeżesz, że w każdym jest część ciebie, a w tobie jest część każdego. Nikt nie jest odseparowany. Kiedy znika iluzja oddzielenia, pojawia się empatia. Nie jest ona jakąś oddzielną kategorią.

W związkach międzyludzkich związkiem najbardziej przypominającym empatię jest relacja matki ze swoim dzieckiem. Ludzie nazywają ją miłością, ale to błędna nazwa. Bliżej jej do empatii niż do miłości, ponieważ nie ma w niej elementu pasji. Matczyna miłość do dziecka bliższa jest empatii. Dlaczego? Ponieważ matka czuła dziecko w sobie; dziecko było jej częścią. Dziecko było jej częścią i nawet gdy się urodzi i podrośnie, matka nadal będzie delikatnie czuła jego rytm. Jeśli dziecko zachoruje, matka poczuje to, nawet jeśli będą oddaleni od siebie o tysiące kilometrów. Może nie wiedzieć, co się dokładnie dzieje, ale poczuje się przygnębiona; Może nie wiedzieć, że to z jej dzieckiem dzieje się coś złego, ale sama też zacznie cierpieć. Zacznie racjonalizować swoje cierpienie – myśleć, że coś jest źle z jej żołądkiem, że boli ją głowa – ale psychologia mówi, że matka i dziecko pozostają ze sobą złączeni delikatnymi falami energii, ponieważ odbierają tę samą długość fal.

Telepatia między matką i dzieckiem jest łatwiejsza do osiągnięcia niż między innymi ludźmi. Tak samo jest z bliźniakami – telepatia między nimi jest bardzo łatwa. W Związku Radzieckim robiono wiele badań na temat telepatii – oczywiście nie dla lepszego poznania religijnego, ale aby dowiedzieć się, czy da się ją wykorzystać na wojnie. Odkryto, że bliźniaki mają ogromną zdolność do telepatii. Jeśli jeden się przeziębi, to drugi, nawet jeśli będą oddaleni o tysiące kilometrów, też się przeziębi. Drgają na tej samej długości fal, są wrażliwi na te same rzeczy. Dzieje się tak, ponieważ razem mieszkali w tym samym łonie; ponieważ byli w nim połączeni.

Uczucie matki do dziecka bardziej przypomina empatię, ponieważ matka czuje, że dziecko jest jej.

Przeczytałem kiedyś pewną anegdotę.

W trakcie wstępnej inspekcji w obozie harcerzy zarządca znalazł za łóżkiem młodziutkiego harcerza ogromną parasolkę, która z pewnością nie znajdowała się na liście dozwolonego ekwipunku. Zarządca poprosił o wyjaśnienia. Chłopczyk, westchnął, spojrzał w górę i zapytał:

– Proszę pana, czy miał pan kiedyś matkę?

Bycie matką oznacza empatię, bycie matką to obdarzanie drugiej osoby uczuciem, jakim obdarza się samego siebie. Kiedy człowiek wchodzi w głęboką medytację i zdobywa oświecenie, staje się matką. Budda jest bardziej matką niż ojcem. Chrześcijańskie skojarzenie ze słowem „ojciec” nie jest ani piękne, ani znaczące. Nazywanie boskości „ojcem” wydaje się być szowinistyczne. Jeśli Bóg istnieje, to może on być jedynie matką, żadnym ojcem. „Ojciec” jest bardzo formalny. Ojciec to instytucja. Nie występuje w naturze jako taki. Jeśli zapytasz jakiegoś językoznawcę, powie ci, że słowem starszym od słowa „ojciec” jest słowo „wujek”. Wujkowie pojawili się pierwsi, ponieważ nikt nie wiedział, kto jest ojcem. Gdy ustalono prawo o własności prywatnej, gdy małżeństwo stało się jego formą, w świecie ludzi pojawiła się instytucja ojca. Jest ona bardzo krucha i w każdej chwili może zaniknąć. Jeśli zmieni się społeczeństwo, instytucja może zniknąć, tak jak zniknęło już wiele instytucji. Ale matka nadal pozostanie. Matka jest czymś naturalnym.

Na Wschodzie wielu ludzi w wielu tradycjach nazywa Boga – matką. Takie podejście wydaje się lepsze. Przyjrzyj się Buddzie, jego twarz bardziej przypomina twarz kobiety niż mężczyzny. Właśnie dlatego nie uwieczniamy go z brodą czy z wąsami. Mahavira, Budda, Kriszna czy Rama – na ich twarzach nigdy nie zobaczysz wąsów ani brody. Nie dlatego, że brakowało im jakichś hormonów – na pewno mieli brody – lecz nie uwieczniliśmy ich z brodami, ponieważ to nadałoby ich twarzom bardziej męskiego wyglądu.

Na Wschodzie nie przejmujemy się za bardzo faktami, ale ważne jest znaczenie, istota. Wszystkie posągi Buddy, jakie widziałeś, są fałszywe, ale na Wschodzie się tym nie przejmujemy. Ważne jest to, że Budda stał się bardziej kobiecy, bardziej żeński. To przemiana z lewej półkuli mózgowej na prawą, z mężczyzny w kobietę, z agresji na bierność, z pozytywnego na negatywne, z wysiłku na brak wysiłku. Budda jest bardziej kobiecy, jest trochę jak matka. Jeśli naprawdę będziesz medytował, stopniowo poczujesz w sobie zmiany, poczujesz się bardziej kobiecy niż męski – pełen wdzięku, bardziej otwarty, mniej agresywny, kochający. Zacznie wypływać z ciebie empatia; będzie ona naturalnym zapachem.

Normalnie to, co nazywasz empatią, tak naprawdę ukrywa w sobie pasję. Nawet jeśli czasami wykazujesz zrozumienie wobec innych ludzi, to przyjrzyj się temu uczuciu, rozpracuj je, zagłęb się, a zobaczysz ukrytą motywację. W zachowaniu wyglądającym na pełne empatii gdzieś głęboko zawsze odnajdziesz motywację.

Usłyszałem:

Louie wrócił do domu. Był zaskoczony tym, że zobaczył żonę w ramionach innego mężczyzny. Wbiegł do pokoju, krzycząc:

– Idę po moją broń!

Żona, pomimo iż była całkiem naga, rzuciła się w pogoń za mężem, złapała go i krzyknęła:

– Głupku, co cię tak rozwścieczyło? Ten facet to mój kochanek, który zapłacił nam za nowe meble, które ostatnio kupiliśmy, za moje nowe ubrania. Dodatkowe pieniądze, które myślałeś, że zarabiam, szyjąc, drogocenne drobiazgi, które byliśmy sobie w stanie kupić – wszystko to pochodziło od niego!

Ale Louie wyrwał się żonie i pobiegł na górę.

– Zostaw broń, Louie! – krzyknęła żona.

– Jaką broń? – odpowiedział Louie. – Idę po koc. Ten biedak jeszcze się przeziębi, jeśli będzie tam leżał całkiem nagi.

Nawet jeśli odczuwasz – lub wydaje ci się, że odczuwasz, albo udajesz, że odczuwasz – empatię, to wystarczy, że wgłębisz się w nią, przeanalizujesz i zawsze znajdziesz w niej jakąś motywację. Twoja empatia nie może być czysta. A jeśli nie jest czysta, to nie jest empatią. Czystość to podstawowy składnik – bez niej nie ma empatii, tylko po prostu jakaś forma zachowania się. Nauczyliśmy się formalnych zachowań – wiemy, jak zachowywać się przy żonie, przy mężu, przy dzieciach, przyjaciołach, przy rodzinie. Nauczyliśmy się tego wszystkiego. Ale empatii nie można się nauczyć. Pojawi się ona, gdy oduczysz się wszystkich formalności, etykiet i manier. Współodczuwanie jest dzikie; nie ma nic wspólnego z etykietą czy z byciem formalnym; w porównaniu z nią są to rzeczy martwe. Ona jest żywa, jest płomieniem miłości.

Dwunasty dołek prestiżowego turnieju golfowego sąsiadował z autostradą i grający Smith i Jones zauważyli, że zbliża się nią kondukt pogrzebowy.

Smith zatrzymał się, zdjął kapelusz, przyłożył go do serca, pochylił głowę i czekał w takiej pozie, dopóki nie przejdą żałobnicy.

Jones był zaskoczony i gdy Smith założył kapelusz i wrócił do gry, powiedział:

– To było piękne i pełne szacunku, Smith.

– No cóż – odpowiedział Smith. – Tyle mogłem zrobić. W końcu byłem żonaty z tą kobietą przez dwadzieścia lat.

Życie stało się plastikowe, sztuczne, formalne, ponieważ wiele rzeczy, które robisz, robisz z przymusu. Niechętnie, ale wypełniasz jednak swoje obowiązki. Jest to normalne, skoro tracisz większość swojego życia, ponieważ życie jest możliwe tylko wtedy, gdy jesteś… żywy, gdy żyjesz pełnią siebie. Jeśli twój płomień zasypany został formalnościami, konwencjami, obowiązkami, które musisz nieustannie spełniać, możesz się jedynie wlec. Możesz wlec się wygodnie, twoje życie może być pełne udogodnień, ale nie może być pełne życia.

Życie pełne życia jest w pewien sposób chaotyczne. Mówię, że w pewien sposób, ponieważ ten chaos ma w sobie także coś z porządku. Nie ma reguł, ponieważ ich nie potrzebuje. Ma wbudowaną jedną, podstawową zasadę – nie potrzebuje żadnych reguł narzuconych z zewnątrz.

Czas na opowieść zen:

Pewnego zimowego dnia do świątyni Eisaia przyszedł samuraj i powiedział:

– Jestem biedny i chory, a moja rodzina umiera z głodu. Proszę, mistrzu, pomóż nam.

Eisai prowadził bardzo skromne życie, zależne od jałmużny, i nie miał niczego, co mógłby oddać. Miał już odesłać samuraja, gdy przypomniał sobie o posągu Yakushi–Buddy w korytarzu. Podszedł do niego, oderwał mu aureolę i dał ją samurajowi.

– Sprzedaj ją – powiedział. – Powinna ci pomóc.

Zdezorientowany, ale i zdesperowany samuraj wziął aureolę i wyszedł.

– Panie! – wykrzyknął jeden z uczniów Eisaia – to świętokradztwo! Jak mogłeś zrobić coś takiego?

– Świętokradztwo? I tak zrobiłem niewiele w porównaniu z tym, co zrobiłby Budda, którego umysł pełen jest miłości i przebaczenia. Gdyby on usłyszał tę historię, odciąłby dla tego samuraja własną rękę.

To bardzo prosta historia, ale o głębokim przesłaniu. Po pierwsze, nawet gdy sądzisz, że nie masz co komuś ofiarować, rozejrzyj się jeszcze raz. Zawsze coś znajdziesz. Nawet jeśli nic nie masz, zawsze możesz coś znaleźć. Wszystko zależy od twojego podejścia. Jeśli nie możesz nic dać, zawsze możesz się przynajmniej uśmiechnąć; jeśli nie możesz nic dać, możesz posiedzieć przy drugiej osobie i potrzymać ją za rękę. Nie chodzi o to, aby dawać jakieś rzeczy, chodzi o samo dawanie.

Eisai był biednym mnichem, bo wszyscy buddyjscy mnisi są biedni. Jego życie było skromne i nie miał niczego, co mógłby oddać. Normalnie zerwanie aureoli z posągu Buddy i oddanie jej to świętokradztwo. Żadnej z „religijnych” osób nie przyszłoby to nawet do głowy. Tylko ktoś, kto jest naprawdę religijny, mógłby to zrobić – właśnie dlatego mówię, że empatia nie przestrzega zasad, że znajduje się poza regułami. Jest dzika. Nie zna formalności.

Eisai nagle przypomniał sobie o posągu Buddy w korytarzu. W Japonii czy w Chinach wokół głowy Buddy umieszcza się złotą aureolę, w celu pokazania jego aury. Eisai nagle sobie o tym przypomniał – zapewne każdego dnia oddawał cześć temu posągowi.

Podszedł do niego, oderwał mu aureolę i dał ją samurajowi.

– Sprzedaj ją – powiedział. – Powinna ci pomóc.

Zdezorientowany, ale i zdesperowany samuraj wziął aureolę i wyszedł.

Nawet samuraj był zaskoczony. Nie spodziewał się tego. Nawet on musiał pomyśleć, że jest to świętokradztwo. Cóż to za człowiek? Podąża za naukami Buddy, a zniszczył posąg! Samo dotknięcie posągu to świętokradztwo, a on oderwał mu aureolę.

Taka jest różnica pomiędzy osobą prawdziwie religijną a osobą nazywaną religijną. Osoba religijna jedynie z nazwy zawsze podąża za zasadami; ciągle zastanawia się, co jest właściwe, a co nie. Osoba naprawdę religijna po prostu żyje. Dla niej nie ma rzeczy właściwych lub nie. Empatia jest tak nieskończenie właściwa, że automatycznie wszystko, co robisz dzięki niej, staje się właściwe.

– Panie! – wykrzyknął jeden z uczniów Eisaia. – To świętokradztwo! Jak mogłeś zrobić coś takiego?

Nawet uczeń rozumiał, że jest to niewłaściwe. Zrobiono coś nieodpowiedniego.

– Świętokradztwo? I tak zrobiłem mało w porównaniu z tym, co zrobiłby Budda, którego umysł pełen jest miłości i przebaczenia. Gdyby on usłyszał tę historię, odciąłby dla tego samuraja własną rękę.

Zrozumienie to coś zupełnie innego niż naśladownictwo. Kiedy za kimś podążasz, stajesz się niemal ślepy; wtedy pojawia się mnóstwo zasad, które muszą być przestrzegane. Kiedy rozumiesz – także podążasz, ale przestajesz być ślepy. Każda chwila jest istotna, w każdej chwili świadomie reagujesz i cokolwiek zrobisz, będzie to słuszne.

Jedną z piękniejszych historii jest opowieść o mistrzu zen, który pewnej zimowej nocy poprosił o to, aby mógł przenocować w świątyni. Trząsł się, ponieważ noc była zimna i padał śnieg. Oczywiście kapłan ulitował się nad nim i powiedział:

– Możesz zostać, ale tylko na noc, ponieważ ta świątynia to nie hotel. Rano będziesz musiał odejść.

W środku nocy kapłan usłyszał jakieś odgłosy. Wybiegł, aby zobaczyć, co się dzieje i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Na środku świątyni przy rozpalonym ognisku siedział mnich. Brakowało jednego posągu Buddy. W Japonii posągi Buddy robi się z drewna.

Kapłan zapytał:

– Gdzie jest posąg?

Mistrz wskazał na ognisko i powiedział:

– Było mi bardzo zimno, trząsłem się.

Kapłan odpowiedział:

– Jesteś szalony! Nie widzisz, co zrobiłeś? To był posąg Buddy. Spaliłeś Buddę.

Mistrz spojrzał na przygasający ogień i pogrzebał w ognisku patykiem.

Kapłan zapytał:

– Co ty wyprawiasz?

– Próbuję odnaleźć kości Buddy – odpowiedział.

Kapłan odrzekł:

– Na pewno jesteś szalony. To drewniany Budda. Nie ma kości.

Mistrz odpowiedział:

– Noc będzie jeszcze długa, a robi się coraz zimniej. Dlaczego nie przyniesiemy i pozostałych dwóch Buddów?

Oczywiście natychmiast wyrzucono go ze świątyni. Był niebezpieczny! Kiedy go wyrzucano, zapytał:

– Czemu wyrzucacie żywego Buddę? Aby ocalić drewnianego? Żywy Budda tak bardzo cierpiał, że musiałem okazać mu współczucie. Gdyby on żył, zrobiłby to samo. Sam przyniósłby mi te trzy posągi. Wiem to! Z całego serca wiem, że zrobiłby dokładnie to samo.

Ale kto chciał go słuchać? Wyrzucono go na śnieg i zamknięto drzwi. Rano, gdy kapłan wyszedł, zobaczył mistrza przy słupku milowym ozdobionym kilkoma kwiatkami, oddającego mu cześć. Podszedł i powiedział:

– Co znów wyprawiasz? Oddajesz cześć słupkowi?

Mistrz odpowiedział:

– Gdy przychodzi czas na modlitwę, tworzę sobie moich Buddów gdziekolwiek, ponieważ oni zawsze są dookoła. Słupek jest tak samo dobry jak drewniany posąg, który macie wewnątrz.

To kwestia podejścia. Kiedy patrzysz oczami pełnymi czci, wszystko staje się boskie.

I zapamiętaj – opowieść o Eisaiu jest łatwa do zrozumienia, ponieważ empatia zostaje tam skierowana w stronę drugiej osoby. Ta historia jest trudniejsza do zrozumienia i bardziej skomplikowana, ponieważ empatia skierowana jest w niej do samego siebie. Osoba, która naprawdę rozumie, nie jest zbyt surowa ani wobec innych, ani wobec siebie, ponieważ jest to jedna i ta sama energia. Osoba, która rozumie, nie jest masochistą. Nie jest ani sadystą, ani masochistą. Ona rozumie, że nie ma podziałów – wszystko, łącznie z nią, jest boskie. Jej życie wypływa z tego zrozumienia.

Żyć rozumiejąc, znaczy żyć w stanie empatii. Nigdy nie staraj się niczego trenować; po prostu odpręż się w medytacji. Trwaj w tym medytacyjnym odprężeniu, a nagle będziesz w stanie poczuć zapach wydobywający się z twojej głębi. Wtedy rozkwitnie kwiat i rozwinie się empatia. Medytacja jest kwiatem, a empatia to zapach.

Potrzeba jest potrzebą. Odpowiedzi na pytania

Czy mógłbyś powiedzieć nam o potrzebie pomagania ludziom; w czym to pragnienie jest podobne do innych pragnień, a czym się od nich różni?

Potrzeba jest potrzebą; nie ma żadnych różnic. Jej natura nie zmienia się, niezależnie od tego, czy chcesz pomagać ludziom, czy ich krzywdzić.

Budda nie pragnie pomagać ludziom. Pomaga im, ale nie czuje takiej potrzeby; jego pomoc jest spontaniczna. Jest zapachem kwiatu, który już zakwitł. Kwiat nie czuje potrzeby, aby jego zapach, niesiony wiatrem, rozniósł się w stronę ludzi. To, czy do nich dotrze, czy nie, w ogóle go nie obchodzi. Jeśli dotrze – będzie to przypadek; a jeśli nie dotrze, to też będzie przypadek. Kwiat wydziela swój zapach spontanicznie. Gdy wschodzi słońce – nie ma w nim pragnienia, aby zbudzić ludzi, aby pootwierać kwiaty, aby pomagać ptakom śpiewać. Wszystko to wydarza się samo z siebie.

Budda nie pomaga dlatego, że czuje taką potrzebę, ale dlatego, że współodczuwanie jest jego naturą. Każdy, kto medytuje, staje się empatyczny, ale nie zmienia się w „sługę ludzi”. Ci, co służą ludzkości, są przebiegli; świat wiele przez nich wycierpiał, ponieważ pod postacią empatii ukrywają potrzebę, a potrzeba nigdy nie może być empatyczna.

Potrzeba związana jest z wykorzystywaniem. Możesz wykorzystywać w imię empatii; możesz wyzyskiwać w imię pięknych idei. Możesz mówić o służbie ludzkości, o braterstwie, o religii, Bogu i prawdzie. Twoje piękne słowa doprowadzą jedynie do wybuchu kolejnych wojen, do kolejnych rozlewów krwi – coraz więcej ludzi zostanie ukrzyżowanych i spalonych żywcem. Tak właśnie się dzieje. I jeśli nie sprawisz, że świat wreszcie to zrozumie, nadal nic nie ulegnie zmianie.

Toteż pierwszą rzeczą, którą trzeba zapamiętać, jest to, że pragnienie jest pragnieniem, niezależnie czy pragniesz pomagać, czy krzywdzić. Obiekt nie ma tu znaczenia; znaczenie ma natura samego pragnienia. Ona prowadzi cię w przyszłość; w teraźniejszość wprowadza dzień jutrzejszy. A wraz z nim pojawia się napięcie, zdenerwowanie, czy coś się uda, czy nie, czy odniesiesz sukces, czy nie. Pojawi się strach przed porażką i ambicja, aby odnieść sukces – nieważne, czy pragniesz pieniędzy, zwycięstwa, czy chcesz współodczuwać i zbawiać ludzi, jest to ta sama gra. Zmieniają się tylko nazwy. Jest to podstawowa rzecz, którą trzeba zrozumieć.

Mężczyzna poprosił Buddę:

– Chciałbym pomagać ludziom. Naucz mnie, jak to robić.

Budda spojrzał na niego i posmutniał. Mężczyzna był tym zaskoczony i zdziwiony. Zapytał:

– Dlaczego jest ci smutno? Czy powiedziałem coś złego?

Budda odpowiedział:

– Jak możesz pomagać innym? Nie umiesz nawet pomóc samemu sobie! W imię pomocy tylko skrzywdziłbyś innych.

Nie ma potrzeb materialnych i duchowych. To jedynie przechwałki ego, że pomagając innym, staniesz się bardziej święty niż inni. Staniesz się mądrzejszy – ty będziesz wiedział, a oni nie.

Najpierw musisz wprowadzić światło do swojego wnętrza. Pozwól płomieniowi rozpalić się w twojej świadomości… a wtedy przestaniesz zadawać to pytanie. Wtedy, naturalnie, sama twoja obecność i wszystko, co będziesz robił, będą bardzo pomocne.

Potrzeba jest potrzebą. Nie ma potrzeb materialnych i duchowych. To jedynie przechwałki ego, że pomagając innym, staniesz się bardziej święty niż inni. Staniesz się mądrzejszy – ty będziesz wiedział, a oni nie. Chcesz pomagać, ponieważ ty już dotarłeś na miejsce, ale ci pozostali ignoranci nadal potykają się w ciemnościach; chcesz być dla nich światłem. Chcesz stać się mistrzem, a z ludzi zrobić swoich uczniów. Jeśli masz takie pragnienia, to nie pomożesz nikomu – i nie pomożesz także sobie. Uczynisz podwójne szkody. To jak ostry z dwóch stron miecz, który okaleczy innych i jednocześnie ciebie. To wyniszczające, i na pewno nie może być twórcze.

Istnieje także inny rodzaj pomocy, pomocy, która nie wiąże się z potrzebą, która nie wyrasta z żadnej projekcji ego. Taki rodzaj pomocy, taka empatia pojawia się tylko w stanie najwyższej medytacji. Kiedy w twojej świadomości nastanie wiosna, kiedy rozkwitną w tobie kwiaty, ich zapach zacznie docierać także do innych ludzi. Nie masz takiej potrzeby – ale nie możesz na to nic poradzić. Nawet gdybyś chciał to powstrzymać, nie jesteś w stanie. To, że ten zapach dosięgnie innych, jest nieuniknione. Stanie się on światłem ich życia, zwiastunem nowego początku – nie dlatego, że tego chcesz, ale dlatego, że przeszedłeś przemianę.

Istnieje buddyjska medytacja Maitri Bhavana. Zaczyna się ją, mówiąc do siebie: „Obym czuł się dobrze, obym był szczęśliwy, obym był wolny od nienawiści, obym był wolny od złych opinii na swój temat”. Gdy te myśli przenikną do wnętrza ciebie, zaczyna się następna faza medytacji, rozszerzenie jej na innych ludzi – zacznij od wyobrażenia sobie tych, których kochasz, i przekaż im te wszystkie dobre uczucia; następnie zrób to samo wobec ludzi, których lubisz mniej, aż w końcu możesz zacząć odczuwać empatię wobec tych, których nienawidzisz. Odczuwałem, że ta medytacja otwiera mnie na innych ludzi. Ale odrzuciłem ją, ponieważ wydawała mi się niebezpieczna, bo przypominała jakiś rodzaj autohipnozy. Nadal wydaje mi się ona wspaniała, ale nie wiem, czy powinienem ponownie zacząć ją praktykować, tym razem z innym podejściem, czy całkowicie ją odrzucić. Czy mógłbyś opowiedzieć o tej medytacji? Byłbym wdzięczny.

Maitri Bhavana to jedna z najbardziej przenikliwych medytacji. Nie musisz obawiać się, że zostaniesz zahipnotyzowany; tak się nie stanie, gdyż jest ona czymś w rodzaju antyhipnozy. Wydaje się być podobna do hipnozy, ponieważ jest procesem do niej odwrotnym. To tak jakbyś przyszedł ze swojego domu się ze mną zobaczyć, przeszedłbyś całą drogę i wrócił do siebie tą samą ścieżką. Jedyna różnica polegałaby na tym, że teraz byłbyś odwrócony plecami w stronę mojego domu. Droga będzie ta sama, ty będziesz ten sam, ale kiedy szedłeś do mnie, skierowany byłeś twarzą w stronę mojego domu; teraz jesteś skierowany plecami.

Ludzie są zahipnotyzowani. Problem nie polega na tym, czy zostaniesz zahipnotyzowany, czy nie. Już jesteś zahipnotyzowany. Wszystko, co robi społeczeństwo, to pewien rodzaj hipnozy. Komuś mówi się, że jest chrześcijaninem, powtarza mu się to tak długo, aż się go uwarunkuje i on sam zacznie myśleć o sobie jako o chrześcijaninie. Ktoś jest hinduistą, ktoś muzułmaninem – to wszystko rodzaje hipnozy. Jesteś zahipnotyzowany. Hipnozą jest to, że wydaje ci się, iż jesteś nieszczęśliwy. Hipnozą jest przeświadczenie, że masz za dużo problemów. To, czym się stałeś, stanowi rodzaj hipnozy. Społeczeństwo dało ci te schematy i normy. Jesteś nimi wypełniony i przez nie uwarunkowany.

Maitri Bhavana to antyhipnoza: to sposób na przywrócenie twojego naturalnego umysłu; to wysiłek zmierzający do tego, by przywrócić twoją prawdziwą twarz; to sposób na przywrócenie cię do stanu, w jakim byłeś tuż po urodzeniu, kiedy społeczeństwo nie zdążyło cię jeszcze zepsuć. Dziecko rodzi się w stanie Maitri Bhavana. Maitri Bhavana to uczucie przyjaźni, miłości, empatii. Gdy dziecko rodzi się, nie odczuwa nienawiści tylko miłość. Miłość jest wrodzona; nienawiści musi się nauczyć. Miłość jest wrodzona; złości musi się nauczyć.

Musi się nauczyć zazdrości, zachłanności, zawiści. Społeczeństwo nauczy dziecko, jak być zazdrosnym, jak być pełnym nienawiści, nauczy je złości i przemocy. Właśnie tego nauczy je społeczeństwo.

Gdy dziecko rodzi się, jest przepełnione miłością. Musi takie być, ponieważ nie poznało jeszcze niczego innego. W łonie matki nie spotkało żadnego wroga. Przez dziewięć miesięcy żyło w głębokiej miłości, otoczone nią i karmione. Nie poznało nikogo, kto byłby mu nieprzychylny. Zna tylko matkę i jej miłość. Kiedy się rodzi, jedyne co zna, to miłość, więc jak możesz wymagać, żeby znało uczucie nienawiści? Miłość pojawia się razem z nim; to jego prawdziwa twarz. Później przyjdą problemy i wiele innych doświadczeń. Zacznie być nieufne wobec ludzi. Nowo narodzone dziecko przepełnia zaufanie.

Usłyszałem kiedyś:

Mężczyzna i mały chłopiec weszli razem do cyrulika. Gdy skończono zabiegi na mężczyźnie – golenie, mycie włosów, manicure, strzyżenie itd. – mężczyzna posadził na krześle chłopczyka.

– Wyjdę kupić sobie krawat – powiedział do cyrulika. – Wrócę za kilka minut.

Kiedy fryzjer skończył strzyżenie chłopca, a mężczyzny nadal nie było, powiedział:

– Wygląda, że tatuś o tobie zapomniał.

– To nie był mój tata – odpowiedział chłopak. – Ten człowiek podszedł do mnie, chwycił za rękę i powiedział: „Chodź, synku, załatwimy sobie darmowe strzyżenie”.

Dzieci są pełne zaufania, ale zaczną w końcu doświadczać życia: ktoś je oszuka, przez co wpadną w tarapaty, ktoś inny będzie wobec nich wrogo nastawiony i zaczną się bać. W końcu nauczą się wszystkich sztuczek stosowanych na świecie. Właśnie to stało się z ludzkością.

Maitri Bhavana przywraca pewien porządek: ta metoda jest rodzajem antyhipnozy. To wysiłek, jaki trzeba włożyć, jeśli chce się odrzucić nienawiść, złość, zazdrość, zawiść i powrócić do pierwotnego stanu. Jeśli będziesz kontynuować tę medytację, to zaczniesz kochać siebie samego – ponieważ nie ma drugiej osoby tak bardzo ci bliskiej. Później zaczniesz dzielić się swoją miłością, przyjaźnią, współodczuwaniem, uczuciami, pozytywnym myśleniem i błogosławieństwem z ludźmi, których kochasz, z przyjaciółmi, z kochankami. Później zaczynasz dzielić się z ludźmi, których lubisz mniej, następnie z tymi, którzy są ci obojętni – których ani nie kochasz, ani nie nienawidzisz – a później nawet z tymi, których nie znosisz. Powolutku zaczynasz się odhipnotyzowywać. Powoli znów tworzysz wokół siebie łono miłości.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Życie to bańka mydlana Medytacja dla zabieganych Ufność Sztuka życia i umierania Przeznaczenie, wolność, dusza Niewinność, wiedza, zachwyt. Jak nie zatracić dziecięcej wrażliwości 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Góra Tajget Wybieraj wystarczająco dobrze Seks się liczy. Od seksu do nadświadomości To tylko dzieci