I jak tu nie jeść!

I jak tu nie jeść!

Autorzy: Beata Sadowska

Wydawnictwo: Otwarte

Kategorie: Lifestyle Hobby

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 39

Cena książki papierowej: 288.00 zł

cena od: 28.00 zł

Macie czasami ochotę zawołać: „i jak tu nie jeść!”? Ja tak. Jedzenie to frajda. Tak jak gotowanie. Uwielbiam kulinarne eksperymenty, odkrywanie nowych smaków. Nie lubię miarek, wiernego trzymania się przepisów, kuchennego reżimu. Jestem zabiegana, więc jedzenie ma mi dać energię, a przygotowanie posiłku – nie skraść zbyt wiele czasu. I takie są moje przepisy: szybkie, czasem sprinterskie. A dania (desery też!) zdrowe i dające moc. Moją kulinarną improwizację w ryzach trzyma profesor Hanna Kunachowicz, specjalistka w dziedzinie żywienia, która wie nawet, czy cynamon może zastąpić... rękawiczki. A ja chcę Wam pokazać, że zdrowe jedzenie to pyszne jedzenie. Głodni? [o autorce] Beata Sadowska Dziennikarka Radia ZET i Radia ZET Chilli, prezenterka telewizyjna, blogerka, mama. Wielbicielka zdrowego i aktywnego trybu życia (stanęła na mecie 15 maratonów). Autorka książki I jak tu nie biegać!

Dla TYSIA,

bo z buzią całą umazaną jedzeniem

jest najsłodszy

DLA PAWŁA,

bo znosił tajfun w kuchni

DLA RODZICÓW,

bo ich kuchnia zawsze będzie

kojarzyć mi się z domem.

Najprawdziwszym

Początki mojej kariery kulinarnej były ulotne jak dym z patelni. Miałam siedem lat i zaprosiłam do siebie koleżankę. Byłyśmy same w domu i zrobiłyśmy się głodne, więc bohatersko postanowiłam usmażyć jajecznicę. I pewnie nie byłoby to tak spektakularne, gdybym pamiętała o dodaniu masła na patelnię. Ale po pierwsze – nie pamiętałam, a po drugie – byłyśmy tak zajęte rozmową, że przegapiłyśmy moment, kiedy jajka zaczęły się palić. Pamiętam tylko, że przez kłęby dymu chwyciłam patelnię i popędziłam z nią do okna. Stołek, ja na stołku (bo nie sięgałam wtedy jeszcze do parapetu), a dymiąca patelnia za oknem. To były znaki (dymne!), że trzeba coś z tym gotowaniem zrobić...

Lubiłam podpatrywać mamę w kuchni. Zawijałam z nią rogaliki z różą, wałkowałam ciasto na makaron i rolowałam na leniwe. Wpatrywałam się w wielki kamień, który przygniatał świeżo zrobione wafle z czekoladą. Pamiętam drewniany biały zydelek, na którym mama siedziała, obierając warzywa na zupę. Te warzywa zawsze będą mi się już kojarzyły z krupnikiem.

W kuchni zawsze pięknie pachniało (no, może poza drobnymi wyjątkami, kiedy eksperymentowałam z jajecznicą). W kuchni mój tata ucierał kogel-mogel z kakao (zamiennik czekolady), w kuchni mój brat przekonywał, żeby kotlety smażyć tylko w mące, bez tartej bułki i jajka. Pamiętam te obrazki, jakby opowiadały o czymś, co wydarzyło się wczoraj. I pamiętam stary zeszyt z przepisami. Moja mama ciągle go ma. Ręcznie spisane receptury i kulinarne tajemnice przekazywane z pokolenia na pokolenie. Lubiłam go przeglądać, lubiłam, jak mama zerkała do niego podczas gotowania. Nikt wtedy nie słyszał o doktorze Google, który wie wszystko, nawet o gotowaniu. Wtedy liczył się poplamiony zeszyt w kratkę i misternie spisywane przepisy.

To, co dziś jem i jak jem, jest na pewno w dużej mierze zasługą oczyszczania, na które jeździłam co roku. Sześciodniowa głodówka połączona z warsztatami psychologicznymi i elementami jogi. Sześć dni bez jedzenia, za to z czyszczeniem wątroby oliwą z cytryną. Od drugiego dnia wszyscy rozmawiali niemal wyłącznie o jedzeniu i przepisach. Najzdrowsze podała nam organizatorka Marta Gładuń. Sama gotuje według chińskiej kuchni Pięciu Przemian. Czyli zdrowo, bez pośpiechu i tak, żeby posiłek zapewniał jak najlepszy przepływ energii w organizmie. Wierzę, że tak samo jest z jedzeniem przygotowywanym od serca i z sercem. Pomaga, nie szkodzi. I coraz częściej, jedząc, staram się nie spieszyć, choć to oczywiście trudne, kiedy się ma niespełna półtorarocznego malucha, biegową pasję, a zawodowo – telewizję, radio i ukochany blog do prowadzenia (beatasadowska.com). Kiedy jem, staram się usiąść, żeby mózg miał szansę zarejestrować, że to pora posiłku, a nie gonitwy za codziennością. Tego nauczyli mnie Japończycy z Tokio. Posiłek to dla nich święto, nigdy w biegu, nigdy po drodze, zawsze z nabożeństwem.

Kiedy już zaczęłam przygodę ze zdrowym odżywianiem, wiedziałam, że to nie krótkotrwały romans, ale historia na dłużej. Styl życia. Czy to znaczy, że teraz nic nie robię, tylko gotuję? Zdecydowanie nie. Ale jestem dowodem na to, że można pracować w Polsat Café, Stopklatce TV, Radiu ZET Chilli oraz Radiu ZET i mieć czas na zdrową kuchnię. Czy to znaczy, że co rano ktoś mi podstawia pod drzwi pudełka z organicznymi posiłkami? Nie, gotuję sama i naprawdę nie poświęcam więcej niż pół godziny na przygotowanie czegoś zdrowego. Najczęściej 10–15 minut, a potem jedzenie już się piecze albo gotuje na parze.

I jak tu nie jeść! to dowód na to, że jedzenie to frajda, przyjemność, ale też radość eksperymentowania. To łatwizna. I improwizacja. Niemal nigdy nie trzymam się ślepo przepisów, zamieniam i zmieniam składniki w zależności od tego, co mam w lodówce i szafkach. Co było dla mnie najtrudniejsze podczas pisania tej książki? Wcale nie to, że przygotowałyśmy ją razem z fotografką Celestyną w niespełna dwa miesiące (jak coś jest pasją, to samo wychodzi), ale to, że mam problem z miarkami, ilościami, proporcjami. Zawsze wszystko gotuję „na oko” i „na smak”. I Was też do tego zachęcam. Kuchnia to nie wojskowy reżim, ale „dzieci kwiaty”. To wolność, zabawa, fantazja, kolory. To smaki, które można bez końca odkrywać. To puzzle, które można składać, tworząc własne obrazki. Nie lubicie syropu klonowego? – użyjcie miodu. Nie po drodze Wam z mlekiem krowim? – zamieńcie je na sojowe albo sami zróbcie migdałowe (łatwizna!). Zdrowe gotowanie nie jest nudne, a ekokuchnia wcale nie musi być droga. Wystarczy odrobina fantazji i odwagi, żeby spróbować. A jak już spróbujecie, nie martwcie się, że na zawsze pożegnacie tort bezowy albo bajaderki. Dla mnie żadne ekstremum nie jest dobre, więc gdy mam ochotę, to wcinam bezę. Albo zastępuję ją jakimś zdrowym zamiennikiem. Dlatego znajdziecie tu nutellę z awokado i brownie z czerwonej fasoli. Naprawdę pyszne! A ponieważ gotowanie okazało się przygodą wcale nie ekstremalną, mój syn Tysiek nie wcinał słoiczków, tylko domowe musy i zupy. Przygotowanie? Maksymalnie 15 minut, a ile radochy z utytłanej jedzeniem buzi malca. Na zdrowie!

Mam nadzieję, że dzięki tej książce oswoicie kuchnię tak, jak ja kiedyś oswoiłam bieganie. Nie wiem, kiedy to się stało, ale ta przygoda wciąż trwa. No to... smacznego! I dobrej zabawy!

Wszyscy się dziwią, że nasz synek Tysiek lubi awokado, kaszę jaglaną, hummus czy komosę ryżową (quinoę). Lubi, nawet bardzo. Nie wychował się na słoiczkach. Kiedy był na etapie „jem tylko mamę albo banana”, miksowałam mu tego ostatniego z ziemniakiem (nooo tak!), pietruszką, marchewką. Wszystkim niemal... Żeby tylko polubił warzywa. Słoiczkami pluł na odległość. No chyba że był to mus owocowy, ale szybko zrozumiałam, że taki deser mogę zrobić sama. I zaczęła się przygoda z gotowaniem dla dziecka. Ja gotowałam, a on i tak wybierał banana.

– Co zrobić? – pytałam pediatry.

– Nic, zaczekać i nie poddawać się – uśmiechnął się doktor Piotr Dziechciarz. – Dziecko musi spróbować czegoś około dwudziestu razy, żeby zaakceptować nowy smak. Mój syn przez dwa tygodnie jadł tylko ogórki kiszone, a my łapaliśmy się za głowę. W końcu mu przeszło i teraz nie można odpędzić go od lodówki – uspokajał mnie. – Spróbuj metody BLW (baby-led weaning), stopniowego podawania nowych rzeczy... sterowanego przez dziecko. Brzmi kontrowersyjnie, zwłaszcza że mówimy o niespełna rocznych oseskach, ale naprawdę jest to możliwe.

I banalnie proste. Maluch musi tylko samodzielnie siedzieć i być w stanie wziąć rączką coś z talerza. Wtedy kładziemy mu różne pokarmy, najlepiej różnokolorowe. Kawałek gotowanej marchewki, jabłko, ziemniak. I tak Tysiek wybierał i sam decydował, co wcina na obiad czy kolację. Ale najpierw trzeba było przewalczyć banana. I znowu sprawdziła się metoda naszego pediatry.

– Jeśli Tytus będzie chciał spróbować czegoś, co wy jecie, pozwólcie mu. Jedzenie to przyjemność, nie kara.

Któregoś dnia (a był to jeszcze okres bananowy w karierze synka) przygotowałam sobie na lunch ziemniaka, batata, pietruszkę, marchew i seler – wszystko zmiksowane i polane olejem lnianym. Tysiek wyciągnął rączkę i pokazał: TO! „To!?” – pomyślałam z niedowierzaniem, ale nie protestowałam. TO tak mu smakowało, że z mojej porcji została połowa. Od tamtej pory nasz synek wcina kalarepę, rzodkiewki, zupy i inne frykasy, na widok których większość jego rówieśników z obrzydzeniem odwraca głowę. Kasza jaglana z siemieniem lnianym i pstrągiem? Gryczana niepalona z awokado i sezamem? A może ziemniak z guacamole? Proszę bardzo. Malec otwiera dziób jak mały ptaszek. Nie tylko mu smakuje, ale koniecznie chce jeść sam. W końcu jedzenie to frajda, prawda?

Przekonałam się sama i przekonuję teraz moje koleżanki, że gotowanie dla dziecka jest banalnie proste. Argument dla biznesowo myślących? To znakomita inwestycja w przyszłość. Czyli w zdrowie dziecka. Poza tym, to właśnie w pierwszych latach życia kształtują się nawyki żywieniowe. Jeśli jesteśmy otyli jako dzieci, komórki tłuszczowe to zapamiętają i – jeśli tylko dostaną taki impuls w przyszłości – z przyjemnością zaczną się namnażać. Mam nadzieję, że razem z Tyśkiem postawimy im bramkę i znakomitego bramkarza na czele: dobre, zdrowe jedzenie. Nie przegramy tego meczu!

Kuby jajecznica z awokado

SKŁADNIKI / 2 DOROSŁYCH I 1 MALEC

5 jajek

1 awokado

kiełki ciecierzycy, fasoli mung, soczewicy zielonej i brązowej

1 łyżka oleju sezamowego + 1 łyżeczka masła

1 papryczka chilli (dla dziecka bez chilli)

2–3 łyżeczki sosu sojowego

kolendra do dekoracji

Olej sezamowy i masło rozpuścić na patelni. Dodać kiełki i drobno posiekane chilli. Gdy się trochę podsmażą, wlać sos sojowy. Po kilku minutach wbić jajka. Pod sam koniec smażenia dodać pokrojone awokado. Gotowe danie można udekorować świeżą kolendrą.

Fotografka Celestyna znowu wyjechała. To niezła powsinoga, co weekend gna gdzieś przez Polskę w poszukiwaniu wyjątkowych klimatów. Kulinarnych też. Wróciła z Poznania i oznajmiła:

– Jadłam pyszną jajecznicę. Z awokado.

Z jednej strony zabrzmiało ciekawie, a z drugiej – trochę mdło. Z awokado!? No dobra, dajemy jej szansę. Jajecznicy, nie Celestynie. Zrobiłyśmy jajecznicę i posypałam głowę popiołem. Jajka byłe pyszne! Wszyscy wcinaliśmy je z rozkoszą, a patelnia po chwili świeciła dnem. Tysiek też nie przepuścił daniu Kuby. A właśnie, Celestyna obiecała swojemu przyjacielowi, że jeśli awokado w towarzystwie jajek wyląduje na kartkach tej książki, wyląduje tu też Kuba. I jest. W tytule. Kuba, dziękujemy!

Co kiełkuje w kiełkach?

Profesor Hanna Kunachowicz

Każde nasiono ma część zapasową i zarodek. Kiedy zarodek kiełkuje, czerpie składniki z części zapasowej. Dlatego właśnie kiełki mają trochę inny skład niż nasiona. Często jest w nich więcej witaminy C i E (bardzo potrzebnych naszym komórkom), za to mało skrobi, która w kiełkującym zarodku została zamieniona w energię potrzebną do wzrostu kiełka.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Indeks potraw

Dostępne w wersji pełnej

Indeks składników

Dostępne w wersji pełnej

Copyright © by Beata Sadowska

Porady żywieniowe: copyright © by Hanna Kunachowicz

Opieka redakcyjna: Magdalena Oczachowska, Małgorzata Olszewska

Opracowanie redakcyjne: Helena Nowowiejska

Opracowanie typograficzne książki: Eliza Luty

Rysunki: Katarzyna Zalewska / Pracownia Register

Adiustacja: Janusz Krasoń / Studio NOTA BENE

Korekta: Dagmara Małysza, Arletta Kacprzak

Projekt okładki: Eliza Luty

Pojedyncza fotografia: © Beata Sadowska

Fotografie w książce i na okładce:

© Celestyna Król

ISBN 978-83-7515-787-1

www.otwarte.eu

Zamówienia: Dział Handlowy, ul. Smolki 5/302, 30-513 Kraków, tel. (12) 427 12 00

Zapraszamy do księgarni internetowej Wydawnictwa Znak, w której można kupić książki Wydawnictwa Otwartego: www.znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

I jak tu nie podróżować (z dzieckiem) I jak tu nie jeść! I jak tu nie biegać! 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sekretne życie Chanel No. 5