Roy Keane. Druga połowa

Roy Keane. Druga połowa

Autorzy: Roddy Doyle

Wydawnictwo: Buchmann

Kategorie: Biografie Sport

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 352

Cena książki papierowej: 39.99 zł

cena od: 23.51 zł

Roy Keane nie daje o sobie zapomnieć. Kiedyś atakował  przeciwników, teraz atakuje trenerów.

Irlandzki  wojownik - wzór nieustępliwości, jeden z najbardziej bezkompromisowych  zawodników ostatnich dwudziestu lat. Grał w klubach: Cobh Ramblers,  Nottingham Forest (trener Brian Clough) Manchester United (trener sir Alex Ferguson) i Celtic.  Był wyjątkowo agresywnym zawodnikiem,  kochającym  rywalizację.
Roy Keane  to  niepokorna dusza, piłkarz, który przez całą karierę wykłócał się z sędziami, przy każdej możliwej okazji. Jego status jednej z największych gwiazd futbolowych jest bezdyskusyjny, ale jak radził sobie w życiu prywatnym? Jak walczył  z ciężarem psychicznym oraz stresami życia codziennego? Książka Roy Keane. Druga połowa żongluje anegdotami i licznymi refleksjami na temat piłkarskiego życia. W rezultacie otrzymujemy niezapomnianą osobistą odyseję, która odkrywa prawdziwą cenę sukcesu.

DRUGA POŁOWA

ROY KEANE, RODDY DOYLE

Tłumaczenie: Anna Wajs-Magierska

Tytuł oryginału: The Second Half

Copyright © Roy Keane and Roddy Doyle 2014

Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal sp. z o.o., Warszawa 2015

First published in Great Britain in 2014 by Weidenfeld & Nicolson

All rights reserved

Zdjęcie na okładce: Hamish Brown

Tłumaczenie: Anna Wajs-Magierska

Redaktor inicjujący: Arkadiusz Seidler

Redakcja: EUROGRAF Marzena Baranowska

Korekta: EUROGRAF Marzena Baranowska

Skład i łamanie: INSATSU Michał Żelezniakowicz

Wydawca:

Grupa Wydawnicza Foksal sp. z o.o.

ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa

tel. 22 828 98 08, 22 894 60 54

e-mail:biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

ISBN: 978-83-280-1779-5

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

i Marcin Kapusta / Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

Motto

Raz

Dwa

Trzy

Cztery

Pięć

Sześć

Siedem

Osiem

Dziewięć

Dziesięć

Jedenaście

Dwanaście

Zdjęcia

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Kiedy ciało wysiada, rozum rozpoczyna własną grę. Nie możesz dorwać się do piłki, ale powtarzasz sobie, nawet jeśli to nieprawda, że 10 lat temu nie byłby to żaden problem. Z fizycznym bólem można żyć, chodzi jednak o to, co dzieje się w twojej głowie. Wciąż myślę o przeszłości i zastanawiam się, czy mógłbym pograć jeszcze z rok albo dwa… Czy podjąłem właściwą decyzję…

Wtedy żona przypomina mi, że nie byłem nawet w stanie wysiąść z samochodu.

Oczywiście dałbym radę jeszcze grać, ale to byłyby tortury. Nawet z łóżka wstawałem z trudem. Ale tak kochałem grać, że zapominałem o bólu. Zawsze przed oczyma dyndała mi marchewka – pograć jeszcze z rok, zarobić jeszcze trochę grosza.

Raz

Powiedział, że naprawdę mnie podziwia. Jak każdy świetny prawnik był zabójczo uprzejmy. Pomyślałem, że jest miły, więc potraktuje mnie łagodnie.

Wiele osób uważa, że sam zerwałem sobie więzadło stawu kolanowego, kiedy próbowałem zablokować Alfiego Hålanda. Håland powiedział, żebym się podniósł i przestał udawać. Więc kiedy znów spotkaliśmy się na boisku, zrobiłem mu to samo i zakończyłem jego karierę.

Ale to nie było tak.

Moja książka Keane ukazała się we wrześniu 2002, zaledwie kilka miesięcy po Mistrzostwach Świata i incydencie w Saipan. Fragmenty publikowane były w „News of the World”. Oto jeden z nich:

Kolejny gówniany mecz. Im się chciało. Nam nie. City mogło prowadzić, kiedy Teddy strzelił karniaka 20 minut przed końcem. Howey zremisował 15 minut później. Czekałem na Alfiego 180 minut, dla mnie to były niemal trzy lata. A teraz był przy piłce po drugiej stronie boiska. Facet robił sobie jaja, a ja miałem dość czekania. Walnąłem go naprawdę porządnie. Piłka chyba wciąż tam była. Masz za swoje, ty fiucie. I nie próbuj więcej pieprzyć mi o udawaniu. I powiedz swojemu kumplowi, Wetherallowi, że z nim też się policzę. Nie czekałem, aż sędzia Elleray pokaże mi czerwoną kartkę. Odwróciłem się i zszedłem z boiska.

Gazety oszalały, ludzie mówili tylko o tym. Poniekąd to nawet dobrze. Wydawnictwo Penquin nie było specjalnie zmartwione, cieszyli się też księgarze. To jasne, że jeśli wydaje się książkę, coś się sprzedaje – sprzedaje się część siebie. Ale ja nie oczekiwałem aż takiego rozgłosu. Zupełnie, jakbym kogoś zabił. To był koszmar.

Datę wydania książki ustalono rok wcześniej. Miałem ją skończyć po Mistrzostwach Świata. Książka miała być bardzo entuzjastyczna, bo wyszliśmy z diabelnie silnej grupy i świetnie zagraliśmy w Japonii. I taka chyba właśnie była, tylko że ja nie wystąpiłem na Mistrzostwach Świata i byłem śledzony nawet wtedy, kiedy wychodziłem na spacer z moim biednym psem. Rozgłos trwał jakiś miesiąc albo dwa, w końcu ucichło. A teraz wybuchł skandal z faulem na Hålandzie. Media rzuciły się na tę historię, widowisko trwało w najlepsze, wszyscy domagali się dalszego ciągu. No cóż, szczerze mówiąc sam dostarczyłem im wody na młyn.

Presja na Angielską Federację Piłkarską (FA), by coś z tym zrobić, była naprawdę duża. No to zrobili. Oskarżyli mnie, że poprzez rozmyślną napaść na Hålanda i czerpanie korzyści z rozgłosu doprowadziłem do kompromitacji rozgrywek. Bardzo mnie te oskarżenia ubodły, zwłaszcza drugie – sugerowało bowiem, że celowo doprowadziłem innego gracza do kontuzji, by sprzedać więcej książek.

Czułem się fizycznie zmęczony. Nie mogłem spać, nie mogłem jeść. Ciągle trenowałem, miałem jednak problemy z biodrem. Emocjonalnie też byłem wykończony, zwłaszcza że konflikt w Saipan wydarzył się całkiem niedawno. Moim najbliższym – rodzinie, również było bardzo ciężko. Byłem piłkarzem, a musiałem tracić czas z prawnikami.

Przesłuchanie odbyło się na terenie stadionu Reebok w Bolton. To nie był sąd, ale tak się tam czułem. Źle to wyglądało. Chociaż sprawa dotyczyła piłki, nie była tak traktowana. Pozwała mnie FA, musiałem zabrać z Manchesteru radcę prawnego i adwokata. To nie było w porządku. Podczas jazdy nie odzywaliśmy się do siebie, bo właściwie ich nie znałem. Nie wyczuwałem jednak u nich pozytywnego nastawienia, nie byli chyba przekonani, że damy sobie radę. Chodziło raczej o ograniczenie szkód do minimum. Dla nich to był zwykły dzień pracy, dla mnie – znacznie więcej. Wiedziałem, że przegram, jednak kiedy wieczorem wróciłem do domu, cieszyłem się, że to się wreszcie skończyło.

Jadąc tamtego dnia do Bolton, miałem mordercze myśli.

Dziś żałuję, że nie pojechałem tam sam i nie umówiłem się z prawnikiem na miejscu. Właściwie żałuję, że w ogóle miałem prawnika. Powinienem był po prostu pojechać, żeby poddać się karze. Federacja mnie oskarżyła i wydała wyrok. Sędzia i ława przysięgłych w jednym. Do tego jeszcze presja ze strony mediów. Musieli zrobić to, co było najlepsze dla piłki. Nieraz już byłem w sytuacjach, kiedy maglowano mnie ze wszystkich stron, zawsze jednak słuchano tego, co miałem do powiedzenia. Tym razem nikogo nie obchodziła moja wersja. Właściwie od razu pomyślałem: „Dobra, jaka ma być kara?”.

Prawnikiem FA była gruba ryba z Londynu, prawdziwy rekin – Jim Sturman. Rzeczywiście był świetny. Miał mnie na widelcu. Kiedy przed przesłuchaniem spotkaliśmy się w toalecie, powiedział mi, że jest wielkim fanem Spursów. Staliśmy obok siebie i rozmawialiśmy, jak to faceci przy pisuarach.

Powiedział, że uważa mnie za jednego z najlepszych piłkarzy i naprawdę mnie podziwia. Jak każdy świetny prawnik był zabójczo uprzejmy. Sądziłem, że skoro jest miły, potraktuje mnie łagodnie.

Skurwiel rozniósł mnie na strzępy. Jasne, z tego żyje – z roznoszenia na strzępy. Cały czas myślałem, że byłoby dobrze mieć go po swojej stronie.

Maglował mnie prawie godzinę. W ręku trzymał książkę, tak żebym cały czas ją widział.

– To pan jest na okładce. To pańska książka, prawda?

– Taaa – przytaknąłem.

– To pańska książka, prawda?

– Taaa – powiedziałem znowu.

– Potwierdza pan wszystko, co tu jest napisane?

– Taaa.

– A więc wszystko, co pan tam napisał…

– Taa, ale nie pisałem jej sam.

– To jest pańska książka.

Cały czas trzymał ją przede mną.

– To podobno szczera książka i pańskie słowa.

– Nie do końca o to mi chodziło, nie do końca tak mówiłem. Nie jestem pewien, czy dokładnie tych słów użyłem. Pomagał mi redaktor.

Moje odpowiedzi były szczere, ale i tak wiedziałem, że przegram tę walkę. Nie można jednak od razu się poddać. Zupełnie jak w ringu. Przegrywasz, ale co masz robić? Nie opuścisz przecież rąk. Musisz walczyć dalej.

On naprawdę był dobry. Cały czas myślałem: „Ty skurwielu”.

Miał za zadanie przedstawić mnie jako bandytę, który ma problemy z głową; faceta, który wychodzi z domu i tłucze współpracowników. I tak właśnie zrobił. Udało mu się.

Pomogło mu nagranie meczu.

– Czy możemy obejrzeć ten faul?

Owszem, mieli ten fragment. W zwolnionym tempie – mój Boże. Jeśli ogląda się cokolwiek w zwolnionym tempie, wygląda to o wiele gorzej. Nawet wydmuchiwanie nosa wygląda koszmarnie w zwolnionym tempie. Faul, pokazywany z każdej strony w zwolnionym tempie, też nie wyglądał najlepiej. Miałem ochotę powiedzieć, żeby zatrzymali ten cholerny film, ukarali mnie i pójdziemy dalej.

Dla Jima Sturmana to był przyjemny dzień. Myślę, że jako kibic Tottenhamu dobrze się bawił. Skurwiel.

Pomyślałem, że mam przesrane.

Usiadłem.

Przyszła kolej na Eamona Dunphy’ego. Pisał moją książkę i specjalnie przyleciał z Irlandii, żeby być świadkiem na tym przesłuchaniu. Mówił już wcześniej, że użył własnych słów, opisując faul. Zanim przyjechał, mówiłem mu, że jeśli spytają, czy umyślnie kontuzjowałem Hålanda, powinien powiedzieć, że nie.

Ale zmieniłem zdanie. Nie będę go pakować w tak głupie sytuacje.

Sturman zapytał go, czy uważa, że celowo kontuzjowałem innego zawodnika, pana Hålanda.

A Eamon wypowiedział dwa słowa: „Bez wątpienia”.

I tak wyglądała moja obrona. No, to po zawodach. Eamon napisał książkę, był moim świadkiem. Sądzę, że czuł się tak, jakby to on był sądzony, w dodatku w sprawie kryminalnej. Widziałem, że chce się od tego odciąć. Skończył książkę. Zrobił swoje. W porządku. Byłem zdany na siebie – to moja książka, na okładce jest moje nazwisko. Przypuszczam, że mógł myśleć, iż osądzano jego wkład w książkę. Chciał już po prostu mieć to z głowy i wyjść stamtąd. Spieszył się na powrotny lot do Dublina.

Spojrzałem na niego i pomyślałem, że teraz mam już całkiem przesrane.

Nie powiedział „tak mi się wydaje” albo „może”. Mógł powiedzieć „prawdopodobnie” albo że trudno mu na to pytanie odpowiedzieć. Nie.

Powiedział: „Bez wątpienia”.

Sądzę, że osoba, która napisała moją książkę, powinna być po mojej stronie. Nie, nie winię go. Ale wcale mi nie pomógł.

„Bez wątpienia”.

Używając określenia Jima Sturmana, on sam pewnie pomyślał: „O, jak miło”.

To była akcja, to był futbol. Tam się idzie po trupach. Zdarzało mi się kopnąć innego piłkarza i wiem, jaka jest różnica między sprawieniem komuś bólu a spowodowaniem poważnego urazu. Nie zamierzałem kontuzjować Hålanda. Każdy, kto uprawia sport, wie, jak spowodować uraz. To dlatego często można zobaczyć na boisku zawodników podłamanych po faulu – bo oni wiedzą, jaki stał za daną akcją zamysł. Nie sądzę, by jakikolwiek z moich przeciwników, z którymi stoczyłem walkę na boisku – Patrick Vieira, piłkarze Arsenalu czy chłopaki z Chelsea – powiedział na mój temat coś naprawdę złego.

Pewnie by mówili, że jestem wredny i lubię ostre konfrontacje, ale nie wydaje mi się, by mogli powiedzieć, że jestem podły. Oczywiście, że mogę się mylić. Możliwe, że wielu z nich uważa mnie za skurwiela. Owszem, zdarzyło mi się kopnąć jakiegoś piłkarza, ale nie zdarzyło się, żebym musiał obserwować, jak mój przeciwnik opuszcza boisko na noszach. Nie twierdzę, że to jakieś wielkie osiągnięcie, ale każdy z nich zawsze podnosił się o własnych siłach i grał dalej.

Nie zrobiłem tego rozmyślnie. Moja linia obrony była prosta – pomiędzy meczem z Leeds w 1997, kiedy zerwałem więzadło, a meczem, kiedy go zablokowałem, w 2001 (wtedy był graczem Manchesteru City), grałem przeciwko drużynie Hålanda trzy albo cztery razy. W tamtym sezonie grałem przeciw niemu jeszcze wcześniej, kiedy odpuścił Paulowi Scholesowi. Gdybym był furiatem ogarniętym żądzą zemsty, dlaczego miałbym czekać tyle lat, żeby go kontuzjować? Przecież kolejna szansa mogłaby się nigdy nie nadarzyć. Piłkarze pojawiają się i odchodzą. Moja teza była taka, że po prostu grałem w przeciwnej drużynie.

Oglądałem poprzednie mecze, podczas których Håland próbował mnie kopnąć. Grało się z nim jak ze skończonym kutasem, podstępnym i wkurzającym. Grałem przeciw niemu, kiedy był jeszcze zawodnikiem Leeds. Rywalizacja między United i Leeds była wtedy bardzo ostra. Zablokowałem go podczas meczu z City. Czy ja przez tyle lat myślałem tylko o tym, jak go dorwać? Pewnie, że nie.

Czy cały czas siedział mi w głowie?

Jasne, że tak. Podobnie jak Rob Lee, David Batty, Alan Shearer, Dennis Wise czy Patrick Vieira. Oni wszyscy siedzieli w mojej głowie. „Jeśli tylko będę miał szansę ci przypierdolić, zrobię to”. Oczywiście. Taka jest piłka. Byłem środkowym pomocnikiem. Nie grałem ani trochę po prawej, ani trochę po lewej stronie, żeby móc prześlizgnąć się przez całą karierę, unikając fauli. Nie byłem robiącym uniki skrzydłowym, który nigdy nie doznaje kontuzji. Grałem w samym środku boiska.

Istnieje różnica między kopnięciem kogoś a kontuzjowaniem go. Każdy doświadczony zawodnik ci to powie.

Cztery dni po tym meczu Håland grał dla Norwegii. Kilka lat później próbował dowieść, że musiał zakończyć karierę przez ten faul. Zamierzał mnie pozwać. Owszem, wyglądało to naprawdę źle, ale przecież cztery dni później był w stanie grać.

* * *

„Piłka chyba wciąż tam była”.

Jestem pewien, że pogrążyło mnie jedno słowo. Tym słowem jest „chyba”, zostawia bowiem pole do interpretacji, że ruszyłem na niego i nie obchodziło mnie, czy była tam piłka. Że przez tyle lat tylko czekałem, żeby dorwać Alfiego Hålanda. Ja wiem, że piłka tam była. Ale on dobiegł do niej przede mną.

To jedno słowo kosztowało mnie czterysta tysiaków.

To był długi dzień.

Wyrok zapadł tego samego popołudnia. Mój adwokat, Michael Kennedy, próbował mnie bronić, ale użył też słowa „zamknąć”. „Musimy zamknąć tę sprawę”. Trudno znaleźć lepsze słowo – też chciałem to zamknąć. Zapłacić grzywnę i koszty prawne. Ukarali mnie kwotą 150 tysięcy funtów. Koszty prawne wyniosły ponad 50 tysięcy. Ale to tylko wierzchołek. Mój klub, United, ukarał mnie za ten faul równowartością dwutygodniowego wynagrodzenia i zakazem gry w czterech meczach. A teraz FA żądała jeszcze zakazu gry w pięciu meczach. Podwójny nelson. Musiałem sprzedać dużo książek. Ale byłem zadowolony, że mam to za sobą. Wszyscy byliśmy wykończeni – i ja i moja rodzina.

Powinienem był pojechać na to przesłuchanie bez prawnika i po prostu poddać się karze. Oni zawsze uważali, że jestem winny. Przed głównym wejściem kłębił się tłum dziennikarzy. Nigdy nie zamierzałem wyjść i powiedzieć, że się dogadaliśmy.

Czy żałuję, że to wszystko znalazło się w książce? Pewnie nie, skoro wszystko zaakceptowałem przed publikacją. Czy analizowałem każde słowo? Oczywiście, że nie, bowiem nie sądzę, że użyłbym słowa „chyba”. Czy próbowałem kontuzjować Hålanda? Absolutnie nie. Ale naprawdę chciałem go dorwać i uzmysłowić mu, co jest grane. Chciałem sprawić mu ból i powiedzieć „Masz za swoje, fiucie”. Wcale tego nie żałuję. Ale nie chciałem go kontuzjować.

Tak, chciałem go dopaść. Jak wielu innych. A inni chcieli dopaść mnie. Taka jest piłka. Zdarzają się piękne gole, piękne obrony, dramatyczne rozgrywki. Ale są też chwile, które nie należą do naszych ulubionych – wślizgi, kiwanie, niebezpieczne faule. Są częścią gry. Piłkarze chcą ich unikać, udawać, że się nie zdarzają. Dziś jest wielu graczy, którzy chcą dorwać innych. Seamus McDonagh, trener bramkarzy, daje swoim podopiecznym taką radę: „Jeśli dążysz do konfrontacji, używaj przemocy”. Nikt się oficjalnie do tego nie przyzna. Futbol to nie gra w warcaby.

Håland wkurzył mnie swoim pieprzeniem. Próbował kilka razy mnie podejść, kiedy grał dla Leeds. Podbiegał bardzo blisko i lubił zostawiać ślady na moich łydkach. Owszem, kilku rzeczy w życiu żałuję, ale on nie jest jedną z nich. Jest tą stroną futbolu, której nie lubię.

Kiedy teraz o tym myślę, przyznaję, że zaskoczyła mnie postawa pozostałych zawodników Manchesteru City. Nie palili się, by bronić piłkarza ze swojej drużyny. Gdyby coś takiego przydarzyło się innemu zawodnikowi United, starałbym się mu pomóc. Pewnie oni też myśleli, że Håland jest fiutem.

Każdy mówił mi, żeby iść dalej, i tak zrobiłem. To były bardzo trudne miesiące. Byłem całkowicie oddany piłce, a w tej sprawie nie było nic z odkupienia. Michael powiedział, że musimy jakoś zamknąć tę sprawę i ja się z tym zgodziłem. Uważam, że jeśli zrobi się coś złego, trzeba ponieść konsekwencje. Nigdy nie czułem się jak niewinna ofiara. Nie powinienem był wydawać pieniędzy na prawników. Powinienem był po prostu powiedzieć: „Oto, co się stało. Nie chciałem, żeby tak to wyglądało. Ale tak jest napisane w książce”.

Myślałem, że zredukowanie strat do minimum to gra o przetrwanie. Nawet przez chwilę zastanawiałem się, skąd się tam wziąłem i po co mi prawnik. Tu nie chodziło o zwycięstwo czy porażkę, o to, kto ma rację, albo czy jestem winien bądź nie. Chodziło o maksymalne zredukowanie strat. Może czułbym się lepiej, gdyby kara była mniej dotkliwa. Ale jej wysokość wcale mnie nie zaskoczyła, bowiem presja, by mnie ukarać, była bardzo duża. Żadne argumenty, ani prawne, ani logiczne, nie miały tu zastosowania. Eamon napisał moją książkę, posługując się własnym stylem, i to były jego słowa. Ponadto zostałem już ukarany, no i przysługuje mi prawo do wolności słowa.

Kiedy wspomniałem o wolności słowa, Sturman tylko się zaśmiał.

– Czy to znaczy, że można wyjść na ulicę i kogoś obrazić? Mamy przecież wolność słowa!

Powiedział to, zanim jeszcze zaczęło się przesłuchanie.

– Jeśli będziesz próbował bronić się w ten sposób, uważam, że to nonsens – dodał.

Pomyślałem, że nie mamy nic innego.

Był fantastyczny. Dla niego to była łatwa sprawa. No i jako dowód miał nagranie. To były chyba najłatwiej zarobione funciaki w jego karierze. Bułka z masłem.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Roy Keane. Druga połowa 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia