Klątwa Tudorów

Klątwa Tudorów

Autorzy: Philippa Gregory

Wydawnictwo: Książnica

Kategorie: Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 552

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 19.14 zł

Król Henryk VII Tudor, który pokonał Ryszarda III Yorka, wciąż obawia się, że ktoś upomni się o koronę Anglii. Pozostali przy życiu Yorkowie naleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Małgorzata York, wywodząca się z pozbawionej władzy dynastii, zostaje wydana za sir Ryszarda Pole’a, spolegliwego poplecznika Tudorów. W uznaniu swych zasług zostaje on mianowany namiestnikiem Walii, ale Małgorzacie nie jest pisane spokojne życie na rubieżach. Na walijski zamek w Ludlow zjeżdża następca tronu, Artur Tudor, i jego żona, Katarzyna Aragońska. Małgorzata zostaje doradczynią młodej pary, by służąc Tudorom nie narażać się panującemu władcy. Po nagłej śmierci Artura Katarzyna wraca do Londynu, by wypełnić daną mężowi obietnicę i wyjść za jego brata, Henryka. Los Małgorzaty gwałtownie się odmienia, gdy zostaje wezwana na dwór królowej Katarzyny i Henryka VIII.

WROCŁAW 2015

Tytuł oryginału

The King’s Curse

Koncepcja graficzna serii

© CHERLYNNE LI

Projekt okładki

MARIUSZ BANACHOWICZ

Fotografie na okładce

kobieta w stroju historycznym © RICHARD JENKINS

A portraiture of Henry VIII by the workshop of Hans Holbein the Younger

1497/1498 © ALAMY/BE&W

Redakcja

JUSTYNA STAWARZ

Korekta

IWONA WYRWISZ

Skład

KRZYSZTOF CHODOROWSKI

Copyright © 2014 by Philippa Gregory

First published by Touchstone, a Division of Simon & Schuster, Inc.

All rights reserved.

Polish edition © Publicat S.A. MMXV (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

Niniejsza powieść stanowi wytwór wyobraźni. Jakiekolwiek odniesienia do wydarzeń, miejsc i postaci historycznych mają charakter fikcyjny. Wszelkie podobieństwo do pozostałych osób żyjących lub zmarłych, wydarzeń i miejsc jest całkowicie przypadkowe.

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Wydanie elektroniczne 2015

ISBN 978-83-245-8190-0

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

e-mail: ksiaznica@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

Dedykacja

Pałac Westminsterski, Londyn – 29 listopada 1499 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Wiosna 1500 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Wiosna 1500 roku

Zamek w Ludlow, Marchie Walijskie – Wiosna 1500 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Jesień 1501 roku

Zamek w Ludlow, Marchie Walijskie – Zima 1501 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Zima 1501 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Wiosna 1502 roku

Zamek w Ludlow, Marchie Walijskie – Marzec 1502 roku

Zamek w Ludlow, Marchie Walijskie – Kwiecień 1502 roku

Zamek w Ludlow, Marchie Walijskie – Lato 1502 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Czerwiec 1502 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Jesień 1502 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Luty 1503 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Wiosna 1503 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Jesień 1504 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Wiosna 1505 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Lato 1505 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Lato 1505 roku

Zamek w Stourton, Staffordshire – Jesień 1506 roku

Opactwo Syjońskie, Brentford, Zachodni Londyn – Zima 1506 roku

Opactwo Syjońskie, Brentford, Zachodni Londyn – Wiosna 1507 roku

Opactwo Syjońskie, Brentford, Zachodni Londyn – Wiosna 1508 roku

Opactwo Syjońskie, Brentford, Zachodni Londyn – Wiosna 1509 roku

Opactwo Syjońskie, Brentford, Zachodni Londyn – Kwiecień 1509 roku

Anglia – Rok 1509

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Wiosna 1510 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Wiosna 1510 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Styczeń 1511 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Wiosna 1511 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Wiosna 1512 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Lato 1513 roku

Canterbury, hrabstwo Kent – Czerwiec 1513 roku

Zamek w Dover, hrabstwo Kent – Czerwiec 1513 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1513 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Jesień 1513 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Wiosna 1514 roku

Anglia – Lato 1514 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Jesień 1514 roku

Zamek w Dover, hrabstwo Kent – Jesień 1514 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Jesień 1514 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Boże Narodzenie 1514 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Wiosna 1515 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Maj 1515 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Czerwiec 1515 roku

Anglia – Lato 1515 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Jesień 1515 roku

Pałac Greenwich, Londyn – Wiosna 1516 roku

Anglia – Lato 1517 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Lato 1517 roku

Zamek w Warblington, Hampshire – Wiosna 1518 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Wielkanoc 1518 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Lato 1518 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Listopad 1518 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Zima 1518 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Maj 1519 roku

Zamek w Warblington, Hampshire – Czerwiec 1519 roku

Dworek w Penshurst, hrabstwo Kent – Czerwiec 1519 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Wiosna 1520 roku

Pole Złotogłowiu – Francja, lato 1520 roku

L’erber, Londyn – Wiosna 1521 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Rok 1521

Dworek w Bisham, Berkshire – Rok 1522

Dworek w Bisham, Berkshire – Lato 1523 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Maj 1524 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Lipiec 1525 roku

Zamek w Thornbury, Gloucestershire – Sierpień 1525 roku

Zamek w Ludlow, Marchie Walijskie – Lata 1525–1526

Pałac w Greenwich, Londyn – Maj 1527 roku

Zamek w Ludlow, Marchie Walijskie – Lata 1527–1528

Dworek w Bisham, Berkshire – Lato 1528 roku

Dworek w Broadhurst, West Sussex – Lato 1528 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Jesień 1528 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Wiosna 1529 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Czerwiec 1529 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1529 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Boże Narodzenie 1529 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1530 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Jesień 1530 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Grudzień 1530 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Wiosna 1531 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1531 roku

Zamek w Windsorze, Berkshire – Lato 1531 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1531 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1531 roku

Anglia – Boże Narodzenie 1531 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Maj 1532 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1532 roku

L’erber, Londyn – Lato 1532 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1532 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Jesień 1532 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Zima 1532 – Lato 1533 roku

Pałac w Richmondzie, Zachodni Londyn – Lato 1533 roku

Pałac Beaulieu, hrabstwo Essex – Sierpień 1533 roku

Pałac Beaulieu, hrabstwo Essex – Wrzesień 1533 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Jesień 1533 roku

Pałac Beaulieu, hrabstwo Essex – Jesień 1533 roku

Pałac w Beaulieu, hrabstwo Essex – Listopad 1533 roku

Pałac w Beaulieu, hrabstwo Essex – Zima 1533 roku

Zamek w Warblington, Hampshire – Wiosna 1534 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Wiosna 1534 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Lato 1534 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Boże Narodzenie 1534 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Wiosna 1535 roku

L’erber, Londyn – Wiosna – Lato 1535 roku

Zamek w Warblington, Hampshire – Zima 1535 roku

Zamek w Warblington, Hampshire – Styczeń 1536 roku

L’erber, Londyn – Styczeń 1536 roku

Trakt Północny – Styczeń 1536 roku

Peterborough, Cambridgeshire – Styczeń 1536 roku

Trakt Północny – Styczeń 1536 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Wiosna 1536 roku

L’erber, Londyn – Kwiecień 1536 roku

Dworek Róż, parafia św. Wawrzyńca, Londyn – Kwiecień 1536 roku

L’erber, Londyn – Maj 1536 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Maj 1536 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Czerwiec 1536 roku

King’s Place, Hackney – Czerwiec 1536 roku

Sittingbourne, hrabstwo Kent – Lipiec 1536 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Lipiec 1536 roku

Pałac Westminsterski, Londyn – Październik 1536 roku

L’erber, Londyn – Październik 1536 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Październik 1536 roku

L’erber, Londyn – Listopad 1536 roku

L’erber, Londyn – Grudzień 1536 roku

L’erber, Londyn – Styczeń – Luty 1537 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Wiosna 1537 roku

Dworek w Bisham, Berkshire – Lato 1537 roku

L’erber, Londyn – Jesień 1537 roku

Pałac w Greenwich, Londyn – Boże Narodzenie 1537 roku

Zamek w Warblington, Hampshire – Lato 1538 roku

Dworek w Bockmer, Buckinghamshire – Lato 1538 roku

L’erber, Londyn – Lato 1538 roku

L’erber, Londyn – Jesień 1538 roku

Zamek w Warblington, Hampshire – Jesień 1538 roku

Dworek Cowdray, Sussex – Zima 1538 roku

Dworek Cowdray, Sussex – Grudzień 1538 roku

Dworek Cowdray, Sussex – Wiosna 1539 roku

W drodze do Tower – Maj 1539 roku

Tower, Londyn – Lato 1539 roku

Tower, Londyn – Zima 1539 roku

Tower, Londyn – Wiosna 1540 roku

Tower, Londyn – Lato 1540 roku

Tower, Londyn – Lato 1541 roku

Od autorki

Bibliografia

Gardens for the Gambia – (Ogrody dla Gambii)

Przypisy

Dla Anthony’ego

PAŁAC WESTMINSTERSKI, LONDYN

29 LISTOPADA 1499 ROKU

W momencie przebudzenia przepełnia mnie niewinność, sumienie mam nieskażone jakimkolwiek występkiem. Owej pierwszej, półprzytomnej jeszcze chwili, kiedy dopiero otwieram oczy, nie towarzyszą mi żadne myśli – jestem tylko ciałem, młodym ciałem o gładkiej cerze i jędrnych mięśniach; jestem tylko dwudziestosześcioletnią niewiastą, powoli budzącą się do radości życia. Nie obciąża mnie świadomość nieśmiertelnej duszy, jej zaś nie obciąża grzech ani wina. Jestem wciąż tak rozkosznie, leniwie rozespana, że ledwie zdaję sobie sprawę z własnego imienia.

Rozchyliwszy niechętnie powieki, spostrzegam wpadające przez okiennice światło i uzmysławiam sobie, że to już późny ranek. Przeciągając się beztrosko niczym budzący się z drzemki kot, przypominam sobie, że spać poszłam nieziemsko znużona, a tymczasem teraz czuję się wypoczęta i w pełni sił. Po czym znienacka – jak gdyby rzeczywistość spadła mi na głowę na podobieństwo ciężkiej bulli lecącej z najwyższej półki – miłe uczucie opuszcza mnie tak szybko, jak się pojawiło. Prawda bowiem jest znacznie mniej przyjemna: oto nadszedł dzień, którego tak się obawiałam; dzień, w którym moje miano stanowić będzie nieprzeciętne brzemię. Nie da się ukryć, że jestem dziedziczką dynastii królewskiej, a mój brat – winny tego samego co ja – nie żyje.

W końcu mój wzrok pada na siedzącego na skraju łoża mężczyznę, odzianego w czerwoną aksamitną kamizelę i dublet, który czyni go przysadzistszym niż w istocie. Szeroką pierś przecina mu złoty łańcuch książęcego szambelana. Z wolna dociera do mnie, iż mój małżonek czeka, aż się całkiem obudzę.

– Małgorzato? – pyta z obliczem ściągniętym troską.

– Tylko nic nie mów – wyrzucam z siebie, jak gdyby słowa mogły odwlec fakty. Następnie odwracam się i wtulam twarz w poduszkę.

– Odwagi – dodaje mój mąż tonem bezradności. I klepie mnie po ramieniu, jakbym była chorym szczenięciem ogara. – Odwagi...

Nie śmiem wzdrygnąć się pod jego dotykiem. Nie śmiem go urazić. Jest moim mężem, jest moją ostoją. Dał mi schronienie, ukrył me nazwisko pod swym własnym. Ja zaś zostałam odcięta od swojego tytułu równie skutecznie, jakbym wraz z rodowym mianem straciła głowę, która potoczyła się do kosza wyłożonego słomą...

Wywodzę się z Plantagenetów i jestem z tego dumna, a przynajmniej byłam – do czasu, gdy jęło się to wiązać ze zbyt dużym ryzykiem. Niegdyś nosiłam swe nazwisko równie wysoko jak koronę. Niegdyś byłam Małgorzatą York z Plantagenetów, bratanicą dwóch królów Anglii: Edwarda IV i Ryszarda III, a córką trzeciego z braci, Jerzego księcia Clarence. Matka moja należała do najzamożniejszych niewiast w królestwie, mój dziad zaś był człowiekiem tak potężnym, że nadano mu przydomek Twórca Królów. Mego młodszego brata Edwarda król Ryszard wyznaczył na następcę tronu i oboje, Edward i ja, cieszyliśmy się miłością i wiernością połowy poddanych. Lud upatrywał w nas szlachetnych sierot po Warwicku, traktował nas jak dziatki wyrwane ze szponów losu i tej złej czarownicy, Białej Królowej. Wychowywaliśmy się na zamku w Middleham pod okiem samej królowej Anny i niczego, ale to niczego nam nie brakowało.

Wszelako kiedy król Ryszard zginął zabity na polu bitwy, z dnia na dzień przestaliśmy stać blisko tronu i zamieniliśmy się w pretendentów, w przeżytki dawnej dynastii dogorywające za panowania uzurpatora, który miał czelność sięgnąć po koronę naszego wuja. Co począć z książątkami po Yorku? Co począć z dziedzicami Warwicka? Tudorowie – matka i syn – mieli na to gotową odpowiedź. Zapadła decyzja, aby pozbyć się nas z dworu, strącić nas w niebyt historii, ukryć w pomroce małżeństwa. Dzięki temu obecnie nic mi nie grozi: stopniowo umniejszano me znaczenie, aż stałam się tak nieistotna, iż teraz mnie nawet nie widać spod nazwiska ubogiego rycerza żyjącego w niewielkiej posiadłości środkowej Anglii, gdzie ziemia jest tania i gdzie nikt nie poderwie się do boju na obietnicę mojego uśmiechu na okrzyk „À Warwick!”.

Jestem lady Pole. Nie księżniczka, nie księżna, nawet nie hrabina, tylko żona skromnego rycerza, odłożona do lamusa jak stary herb upchnięty do zakurzonej komody. Małgorzata Pole, młoda żona Ryszarda Pole’a, znowu brzemienna, chociaż dałam mu już troje dzieci, w tym dwóch synów. Jeden zowie się Henryk, przypochlebnie po nowym monarsze Henryku VII, drugi zaś Artur – przymilnie po obecnym księciu Walii. Mamy też córkę Urszulę. Litościwie pozwolono mi nazwać dziewczynkę wedle własnego uznania, toteż nadałam jej imię po świętej, która wolała zginąć, aniżeli wyjść za poganina i przybrać jego miano. Wątpię jednak, aby ktokolwiek dostrzegł ów gest mojej niepokory; prawdę mówiąc, mam szczerą nadzieję, że tak się nie stało.

Niestety mój młodszy brat nie mógł zmienić nazwiska w wyniku ślubu. Kimkolwiek by była jego żona, jakkolwiek niską pozycję by miała, nie mogłaby mu przekazać swego nazwiska, jak sir Ryszard uczynił w moim wypadku. Edward pozostałby hrabią Warwick, w dalszym ciągu reagowałby na zawołanie „Edward Plantagenet” i wciąż byłby faktycznym dziedzicem angielskiej korony. W razie podniesienia jego sztandaru (a prędzej czy później ktoś by go podniósł) połowa Anglii stawiłaby się na wezwanie, idąc jak w ogień za powiewającym białym haftem, za białą różą. Tak nawet zaczęto o nim mówić: Biała Róża Anglii.

Skoro więc nie mogli Edwardowi odebrać rodowego miana, zabrali mu ziemie i majętności. Później pozbawili go także wolności, chowając przed światem niczym zbędną chorągiew, wtrącając do londyńskiej Tower pośród rzeszę zdrajców, dłużników i zwykłych głupców. Wszelako mój brat – pozbawiony sług, pozbawiony ziem, pozbawiony zamków, pozbawiony nawet ksiąg – nadal nosił swoje... nasze nazwisko. Nadal nosił swój tytuł, który odziedziczył po moim dziadzie. Nadal był hrabią Warwick, Białą Różą Anglii, dziedzicem dynastii Plantagenetów, żywą wymówką czynioną na każdym kroku Tudorom, którzy przejęli tron i objęli panowanie. Zamknęli go w lochu jako małego chłopca lat jedenastu i nie pokazali światu, póki nie ukończył dwudziestego czwartego roku życia. Przez trzynaście długich lat jego oczy nie widziały słońca, jego stopy nie czuły trawy. Wreszcie opuścił więzienie i być może poczuł woń mokrej ziemi sieczonej deszczem, być może usłyszał krzyki mew kołujących nad rzeką, być może uradował uszy dochodzącymi zza wysokich murów Tower śmiechami i wrzawą wolnych ludzi, wolnych Anglików, jego poddanych. Oflankowany przez straże przeszedł przez most zwodzony i wkroczył na lekkie trawiaste wzniesienie, gdzie uklęknąwszy przed klocem, złożył spokojnie głowę, jakby w swoim mniemaniu zasłużył na śmierć, jakby w głębi ducha był gotów na śmierć. A oni go ścięli.

Było to wczoraj. Zaledwie wczoraj. Deszcz padał przez cały dzień. Rozpętała się szaleńcza burza, jak gdyby nawet niebo protestowało przeciw takiemu okrucieństwu, płacząc rzewnie. Kiedy się o tym dowiedziałam, stojąc obok mej kuzynki królowej w jej pięknych nowych komnatach, zamknęłam okiennice, by odciąć się od światła na zewnątrz, by nie patrzeć dłużej na deszcz, który teraz na terenie Tower zmywał krew. Krew mego brata. Moją krew. Krew królewską...

– Wykrzesz z siebie choć odrobinę odwagi – szepcze ponownie mój mąż, wyrywając mnie z zamyślenia. – Myśl o dziecku. Postaraj się odsunąć od siebie strach.

– Nie czuję strachu – mówię, obracając się przez ramię. – Nie muszę niczego udawać. Nie mam się czego bać. Wiem, że przy tobie jestem bezpieczna.

Ryszard waha się. Woli mi nie przypominać, że najgorsze jeszcze nie minęło. Czyżby nawet jego niska pozycja nie była wystarczającą gwarancją bezpieczeństwa?

– Chodziło mi o to, abyś nie pokazywała po sobie żalu.

– Ale dlaczego? – pytam z dziecięcym zawodzeniem. – Dlaczego miałabym nie okazywać żalu? Dlaczego nie miałabym pogrążyć się w żałobie? Mój brat, mój jedyny brat, nie żyje! Został stracony jak pierwszy lepszy zdrajca, choć nie uczynił nic złego. Czemu nie mogę po nim płakać?

– Dlatego, że im się to nie spodoba – mówi wprost mój mąż.

PAŁAC WESTMINSTERSKI, LONDYN

WIOSNA 1500 ROKU

Sama królowa zstępuje głównymi schodami ze swych komnat pałacowych, ażeby pożegnać nas przed opuszczeniem Westminsteru po zakończonych obchodach Bożego Narodzenia. Król wszakże trzyma się swoich apartamentów. Jego matka zapewnia wszystkich, że nic mu nie dolega, ot, nawiedziła go lekka gorączka, lecz już ją zmógł i teraz nabiera pełni sił w cieple kominka. Oczywiście nikt nie wierzy słowom królowej matki. Wszyscy są przekonani, iż Henryka nękają wyrzuty sumienia po straceniu mego niewinnego brata i pretendenta do tronu, okrzykniętego kłamcą i zdrajcą i rzekomym współspiskowcem Edwarda Plantageneta. Z cierpkim uśmiechem odnotowuję fakt, że zarówno królowa, jak i ja, któreśmy straciły młodszych braci, staramy się wywiązywać ze swoich obowiązków, może tylko z nieco bladymi licami i zaciśniętymi wargami, podczas gdy człowiek, który skazał obu młodzików na śmierć, chowa się w komnacie sypialnej, chory z poczucia winy. Elżbieta i ja, krew Plantagenetów, przywykłyśmy do ciągłych strat; można powiedzieć, że zdrada i cierpienie to nasz chleb powszedni. Tymczasem świeżo koronowany Henryk Tudor przyzwyczaił się do tego, że to inni toczą za niego bitwy i brudzą sobie ręce.

– Powodzenia – rzuca krótko Elżbieta. Po czym, gestem wskazując mój uwypuklający się brzuch, dodaje: – Na pewno nie chcesz zostać dłużej? Mogłabyś urodzić w pałacu. Miałabyś dobrą opiekę, no i składałabym ci wizyty. Zastanów się jeszcze, Małgorzato...

Kręcę odmownie głową. Wolę nie mówić królowej, że mam dosyć Londynu, dworu, rządów jej męża i apodyktycznej Małgorzaty Beaufort.

– Cóż, skoro tak – kwituje, rozumiejąc mnie bez słów. – Ale do Ludlow pojedziesz, jak tylko nabierzesz sił, prawda? Dołączysz do tamtejszego dworu?

Elżbieta pragnie mnie widzieć w odległym zamku, u boku swego syna Artura. Mój mąż został wyznaczony na opiekuna księcia Walii, a jej niesie pociechę myśl, że jestem z nimi.

– Udam się tam najprędzej jak się da – obiecuję. – Chyba jednak nie wątpisz, że sir Ryszard dokłada wszelkich starań nawet pod moją nieobecność. Traktuje następcę tronu, jakby ten był z czystego złota.

Z mojego małżonka jest dobry człowiek, nie przeczę. Królowa Matka nie wybrała dla mnie najgorszego kandydata. Ponieważ zależało jej tylko na tym, abym zniknęła z publicznego widoku, podsunęła mi mężczyznę skromnej pozycji – tymczasem okazało się, że Ryszard w zaciszu domowym dosłownie za mną szaleje! Udało jej się przy tym dobić korzystnego targu. W dzień naszego ślubu spotkała go zaiste śmieszna zapłata: dwie posiadłości ziemskie, dwa liche dworki i z lekka zrujnowany zamek! Naturalnie mógł zażądać znacznie więcej, ale dotychczas służył Tudorom za marne dziękuję, truchtając za nimi, nieprzerwanie przypominając, że jest po ich stronie, i kierując się wszędzie tam, gdzie skierował się ich sztandar. Do tego nigdy nie liczył kosztów ani nie zadawał pytań.

Już dawno zawierzył swój los Małgorzacie Beaufort, swej krewniaczce. Zdołała go przekonać – podobnie jak wielu przed nim – że jako sojuszniczka odwdzięczy się z nawiązką, aczkolwiek jako wróg pozostanie groźna. I Ryszard, jeszcze jako młodzieniec, opowiedział się po jej stronie, odwołując się do łączących ich więzi rodzinnych i oddając pod jej opiekę. Odebrała od niego przysięgę na wierność Henrykowi Tudorowi, po czym patrzyła, jak w gronie innych sprzymierzeńców walczy o to, aby usadzić na tronie Anglii jej syna, i słuchała, jak wszyscy zwracają się do niej, używając tytułu, który sama dla siebie wymyśliła, mianowicie „Królowa Matka”. Aż do tej pory, pomimo niekwestionowanego tryumfu, Małgorzata Beaufort zwraca się o pomoc do swych bliższych i dalszych kuzynów, z przestrachem myśląc o niespolegliwych przyjaciołach i niepewnych obcych.

Obrzucam dyskretnym spojrzeniem swą kuzynkę królową. Żadna z nas w niczym nie przypomina Tudorów. Elżbieta, wydana za Henryka Tudora, doczekała się koronacji dopiero po prawie dwóch latach, w czasie których sprawdzano jej lojalność i jej płodność, jakby była suką rozpłodową, a nie księżniczką z urodzenia, i to wepchniętą do łożnicy niemal plebejusza! Ja zaś skończyłam jako żona przyrodniego kuzyna Królowej Matki. Obydwie, i Elżbieta, i ja, musiałyśmy wyprzeć się swego pochodzenia, swego dzieciństwa w pałacu, własnej przeszłości, a nawet własnego nazwiska; obydwie przybrałyśmy nazwisko naszych mężów i ślubowałyśmy im wierność – nie miałyśmy innego wyjścia. A mimo to Tudorowie nadal nam nie ufali i wątpię, aby kiedykolwiek mieli zaufać.

Moja kuzynka Elżbieta spogląda na swego syna, młodziutkiego księcia Artura, który czeka, aż stajenny przyprowadzi jego konia.

– Wolałabym, aby cała wasza trójka została tu, na miejscu – mówi.

– Książę musi wrócić do swej siedziby – przypominam jej. – Jest księciem Walii, winien być więc w Walii.

– Chodzi o to, że...

– W królestwie panuje spokój. Ferdynand i Izabela niebawem przyślą swoją córkę. Zanim się spostrzeżesz, będziemy z powrotem, w samą porę na wesele Artura. – Nie dodaję, że para królewska Hiszpanii zwlekała z wysłaniem do nas młodziutkiej infantki dopóty, dopóki żył mój brat. Wraz ze śmiercią Edwarda zniknął ostatni rywal do następstwa tronu Anglii: kobierzec ślubny hiszpańskiej infantki będzie równie czerwony jak jego krew. A mnie przyjdzie na niego wstąpić w ogonie tudorowskiego orszaku i na dodatek jeszcze się uśmiechać.

– Została rzucona klątwa – oświadcza nagle Elżbieta, stając bliżej i przytykając dłoń do mego ucha, tak że czuję na policzku ciepło jej oddechu. – Małgorzato, posłuchaj... Została rzucona klątwa. – Roztrzęsiona łapie mnie za dłoń.

– Jaka znowu klątwa?

– Klątwa mówiąca, że ktokolwiek wykradł moich braci z Tower, ktokolwiek ich uśmiercił, zapłaci za to własnym życiem.

W nagłym przestrachu odsuwam się od niej i dostrzegam bladość jej twarzy.

– Kto ją rzucił? Kto odważył się powiedzieć coś takiego?

Cień winy, który przemyka po jej pobladłym obliczu, mówi mi wszystko: klątwę rzuciła jej matka, ta czarownica Elżbieta Woodville. Jestem pewna, że tylko ktoś taki, ktoś przejawiający mordercze skłonności, był w stanie rzucić równie zabójczą klątwę.

– Jak dokładnie brzmiały jej słowa?

Elżbieta bierze mnie pod ramię i pociąga w stronę ogrodów otaczających stajnie, następnie przeprowadza pod łukowatym przejściem, tak że w końcu znajdujemy się same w zacisznym zakątku, pod baldachimem bezlistnych gałęzi zwieszających się nad naszymi głowami.

– Nasze słowa – poprawia mnie. – To była nasza wspólna klątwa. Wypowiedziałyśmy je razem. Byłam wtedy bardzo młoda, ale powinnam była być mądrzejsza... A jednak jej wtórowałam! Zwracałyśmy się do rzeki, do boginki... no wiesz!... do tej boginki, która założyła nasz ród. Wyrecytowałyśmy unisono: „Nasz książę zginął, nim wkroczył w wiek męski, nim został ogłoszony królem Anglii, mimo iż narodził się po to, aby być mężczyzną i monarchą. Dlatego odbierz zbrodniarzowi jego dziecię, gdy wciąż będzie chłopięciem, zanim dostąpi zaszczytów i obejmie panowanie na swych włościach. A potem odbierz mu także wnuka, żebyśmy miały pewność, kto był winnym zbrodni pojmania bądź zabójstwa naszego Edwarda, żebyśmy wiedziały, że ta klątwa zadziałała, a straszny czyn został pomszczony”...

Wzdrygam się i owijam szczelniej podróżną peleryną, jak gdyby znienacka w oświetlonym promieniami słońca ogrodzie zrobiło się zimno i mokro od potakującego tchnienia rzeki.

– Twoje usta wypowiedziały te słowa?

Elżbieta kiwa głową, wzrok mając poważny i przestraszony.

– No cóż, król Ryszard nie żyje, a przed nim odszedł z tego świata jego syn – rzucam śmiało. – Obydwaj umarli. A twoi bracia zniknęli, znajdując się pod pieczą naszego wuja. Jeśli naprawdę był winien, a wasza klątwa faktycznie zadziałała, wygląda na to, że stało się, co się miało stać, i linia Ryszarda Trzeciego wygasła na dobre.

Moja kuzynka tylko wzrusza ramionami. Ona również – jak każdy, kto znał Ryszarda Yorka – nawet przez moment nie podejrzewała go o zamordowanie książąt z Tower. Sam pomysł wydaje się żałośnie śmieszny. Ryszard był oddany najstarszemu bratu całym sercem, a za bratanków był gotów złożyć życie w ofierze. Owszem, nienawidził ich matki i zdobył dla siebie koronę, ale przenigdy nie skrzywdziłby żadnego z chłopców. Nawet Tudorowie ośmielają się ledwie sugerować coś podobnego, nawet oni nie mają tyle tupetu, aby oskarżać nieżyjącego człowieka o zbrodnię, której nie popełnił.

– Gdyby jednak chodziło o najjaśniejszego pana... – Świadoma wszechobecnych szpiegów mówię najcichszym szeptem, a stoimy tak blisko siebie, że postronnym może się zdawać, iż ściskamy się na pożegnanie, trzymając za ręce, zgoła okryte jedną peleryną. – Gdyby to najjaśniejszy pan wydał rozkaz zabicia twych braci...

– On bądź jego matka – wtrąca Elżbieta równie cicho. – Jej mąż dysponował kluczami do Tower, a moi bracia stali na drodze do tronu jej synowi...

Drżymy obie i wzmacniamy uścisk dłoni, jak gdyby za naszymi plecami skradała się właśnie Królowa Matka chcąca podsłuchać, o czym rozmawiamy. Obydwie trzęsiemy się ze strachu przed potęgą Małgorzaty Beaufort, matki Henryka Tudora.

– Dobrze, już dobrze – mamroczę, starając się okiełznać przerażenie, próbując ignorować drżenie naszych splecionych dłoni. – Ale Elżbieto... – dodaję nagle. – Jeżeli to rzeczywiście ona ma na sumieniu twych braci, klątwa spadnie na jej syna, twego obecnego męża, oraz na jego syna...

– Wiem... wiem... – pojękuje Elżbieta niemal bezgłośnie. – Właśnie tego się obawiam, odkąd sama pierwszy raz o tym pomyślałam. Co będzie, jeśli wnukiem mordercy jest mój rodzony syn, książę Artur? Mój chłopiec? Co będzie, jeśli przeklęłam własne dziecko?

– Co będzie – podchwytuję – jeśli przez klątwę nowa dynastia Tudorów rychło wygaśnie? Co będzie, jeśli zabraknie potomków płci męskiej, a jedyne, czego można się spodziewać, to jałowe niewiasty?

Stoimy bez ruchu niczym figury z lodu w zimowym ogrodzie. Nad naszymi głowami, w koronie drzewa, rozlega się przenikliwy, ostrzegawczy zew rudzika, po czym ptaszek zrywa się gwałtownie do lotu.

– Chroń go, Małgorzato! – zaklina mnie kuzynka. – Chroń Artura w Ludlow!

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Trzy siostry, trzy królowe Ostatnia żona Tudora. Poskromienie królowej Klątwa Tudorów Biała księżniczka Złoto głupców. Zakon ciemności Krucjata 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Romanowowie Królowe przeklęte Kacper Ryx i Król Żebraków Królowie przeklęci. Tom II Turniej cieni Moja piątka z Cambridge