Pura vida

Pura vida

Autorzy: Patrick Deville

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Kategorie: Biografie Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 232

Cena książki papierowej: 29.00 zł

cena od: 21.00 zł

"Pura Vida" opowiada o krótkim, lecz niezwykle intensywnym życiu Williama Walkera. Urodzony w1824 roku w Nashville, Tennessee, w rodzinie o szkockich korzeniach, był nieodrodnym dzieckiem epoki romantyzmu. Studiował medycynę i prawo, zajmował się też pracą dziennikarską, ale wszystko to nie mogło zadowolić tak niespokojnego ducha. Po śmierci narzeczonej postanowił zatem pójść w ślady swojego literackiego idola, lorda Byrona, i zorganizować własną misję wyzwoleńczą. Celem jego wyprawy stały się opanowane przez Hiszpanów kraje Ameryki Środkowej, którym zamierzał narzucić nowych władców – białych i angielskojęzycznych. Wkrótce odnosi pierwszy sukces: na odbitych Meksykowi terytoriach tworzy nową Republikę Dolnej Kalifornii i zostaje jej prezydentem.

Jego kolejnym celem jest podbój ogarniętej wojną domową Nikaragui. Reżim Walkera popada jednak w konflikt z właścicielem przedsiębiorstwa transportowego Corneliusem Vanderbiltem, któremu udaje się zdobyć poparcie innych państw środkowoamerykańskich i którego wielkim sprzymierzeńcem okazuje się też dżuma dziesiątkująca armię samozwańca.

Burzliwe życie Williama Walkera zakończyło się w 1860 roku w Hondurasie, gdzie w wieku zaledwie 36 lat zostanie skazany na śmierć.

Śledzenie jego życiorysu jest dla Deville’a także pretekstem do refleksji nad fenomenem wyzwolicieli Ameryki Łacińskiej, takich jak Simón Bolívar, Augusto César Sandino, a szczególnie Ernesto Che Guevara - do dziś otaczanych w tym regionie niezwykłą – czasem niemal religijną czcią – w przeciwieństwie do Walkera, którego nazwisko pozostaje tam symbolem znienawidzonego uzurpatora.

PATRICK DEVILLE

PURA VIDA

Życie & śmierć Williama Walkera

Przełożył

Jan Maria Kłoczowski

NOIR SUR BLANC

Spis treści

Karta redakcyjna

Motto

SKANDALICZNA PIÑATA W MANAGUI

Managua Nicaragua is a beautiful town

nad brzegami río Tinto

w Morocco

Victor

w samochodzie

Ernesto Cardenal

kto służy rewolucji, ten jakby morze orał

Victor

doktorowi Vanzettiemu należą się honory, a nie ataki!

14 lipca

uśmiech Aliny

w drodze nad jezioro Xolotlán

życie & śmierć Narcisa Lopeza

nad jeziorem Xolotlán

życie & śmierć Antonia de la Guardii

Che y Sartre Burger

WW

pompa w hotelu Morgut nie działa

Sergio Ramírez

szarooki awanturnik

zaginięcia

mężczyzna

kobieta

życie & śmierć Augusta Cesara Sandino

brat Blas pod wulkanem

Victor

DREWNIANA WOJNA W TEGUCIGALPIE

na piasku

Ikar i Prometeusz

¡Pagaron!

polityka bambusowa

w chmurach

Roberto Castillo

WW

ślepe anioły

Pura Vida

Victor (sed Victus)

raj dla poszukiwaczy przygód

Desaparecida

wojna futbolowa

w drodze do Paradiso

piszę do Ciebie dziś wieczorem

kierowcy

Rycerze Złotego Kręgu

w drodze do Paradiso (II)

życie & śmierć Francisca Morazana

Victor

tylko Partia jest nieśmiertelna

życie & śmierć Che.50

w drodze do Paradiso (III)

żadnych wstrząsów sejsmicznych w Trujillo

w Paradiso

podziękowania

Przypisy

Tytuł oryginału:

PURA VIDA.

VIE & MORT DE WILLIAM WALKER

Opracowanie redakcyjne: MIROSŁAW GRABOWSKI

Korekta: JAN JAROSZUK, JANINA ZGRZEMBSKA

Projekt okładki: TOMASZ LEC

Skład i łamanie: PLUS 2 Witold Kuśmierczyk

Copyright © Éditions du Seuil, 2004

For the Polish edition

Copyright © 2015, Noir sur Blanc, Warszawa

ISBN 978-83-7392-546-5

Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o.

ul. Frascati 18, 00-483 Warszawa

e-mail: nsb@wl.net.pl

księgarnia internetowa: www.noirsurblanc.pl

Konwersja: eLitera s.c.

w Morocco

Sto trzydzieści siedem lat później, w białej, wyłożonej terakotą sali baru Morocco, ubrana na czarno kobieta, z tyłkiem jak trzydrzwiowa szafa, przepycha się między stolikami i serwuje kawę stałym bywalcom, którzy spoglądają ponuro znad swoich filiżanek.

W pokoju na pierwszym piętrze hotelu Morgut wyobrażałem sobie nad ranem ostatnie dni śmiesznego i szlachetnego Williama Walkera. Z czołem przy szybie, z papierosem w dłoni, przypatrywałem się, jak nieuchronnie gaśnie uliczna lampa na dole, i wydawało mi się, że gdzieś już kiedyś widziałem ten sam typ latarni (kulistej, niezbyt praktycznej, oświetlającej ledwie samą siebie), choć obu tych miejskich urządzeń nie potrafiłem w żaden sposób ze sobą połączyć. Wyszedłem zatem po gazetę.

W każdym mieście na świecie lektura porannych gazet (stanowiąca od dwóch, powiedzmy, wieków codzienny rytuał oświeconej ludzkości, wierzącej, że pojutrze będzie lepsze od przedwczoraj) zdaje się zależeć od kilku stałych parametrów, takich jak przede wszystkim smak porannej kawy, marka pierwszego papierosa zapalonego w niezbyt oddalonej od centrum miasta uliczce – parametrów, które każdy musi zlokalizować sobie sam wedle całkowicie subiektywnych kryteriów.

Zamknąwszy oczy, siedziałbym teraz nad egzemplarzem „Matin du Sahara” rozpostartym na stoliku w kawiarni w Tangerze, gdzie pionowe żurawie przeglądają się w dokach, a popękany wałek chmur, z których spadają mewy, przygniata niebieskie sukno Atlantyku. Tyle że Managua nie jest portem. W lutym jest to miasto suche i zakurzone, smagane wiatrem znad jeziora Xolotlán, zamkniętego na horyzoncie barierą fioletowych wulkanów.

O siódmej rano taras baru Morocco jest już zacieniony i nie ma w nim prawie nikogo, podobnie jak na ulicy ciągnącej się wzdłuż pustego, porośniętego pachnącym miętą zielskiem placu, na którym stoi drewniana chatka, a uwiązany na postronku koń grzebie kopytami w piachu. W drzewach ćwierkają pomarańczowożółte ptaszki, których nazwy trudno spamiętać. Mogą to być chichiltotes pechimanchados (Icterus pectoralis) albo chichiltotes gorginegros. Sinusoidalna smużka pary unosi się znad gorącej kawy i piątkowego wydania „El Nuevo Diario” z piątku 21 lutego 1997 roku – „Un periodismo para el hombre nuevo”.

Dwie czarno-białe, umieszczone po przekątnej fotografie ilustrują tego ranka pierwszą stronę dziennika. Jedna, na górze po prawej, ukazuje uśmiechniętego Arnolda Alemana, niedawno wybranego prezydenta Republiki Nikaragui. Jest to pucułowaty, czarnowłosy mężczyzna w cienkich, posrebrzanych okularach. Uradowany prezydent przedstawił właśnie prasie drukowanej projekt liberalnych ustaw dotyczących telewizji prywatnych, które wsparły go w czasie kampanii. Druga fotografia, na dole po lewej, zapowiada wystawę sztuki japońskiej w Teatrze Narodowym imienia Rubena Darío. Rzeźba chińskiego boga Shoki (na zdjęciu), a pod spodem krótki komentarz: Artystyczny wizerunek bóstwa, które leczy wszelkie choroby, w tym AIDS.

Obok fotografii Arnolda Alemana, prezydenta Republiki Nikaragui i późnego następcy na tym stanowisku Williama Walkera, trzeci wielki tytuł dnia, bez zdjęcia, dotyczy śmierci ośmioletniego dziecka z rąk pewnego szesnastolatka w Matagalpie na północ od Managui, w kierunku granicy z Hondurasem.

Zabiwszy chłopca dwudziestoma ciosami nożem, zaczął zakopywać jego ciało w ogrodzie, ale wcześniej zadał jeszcze dwanaście ciosów starszej, liczącej lat dwanaście siostrze ofiary. Szukające jedzenia dzieci przeszkodziły mu w popołudniowym oglądaniu telewizji, kradnąc kilka wiktuałów z lodówki.

Kilka lat temu przybyłem do Ameryki Środkowej z pomysłem opisania życia i śmierci Williama Walkera.

William Walker był dopieszczonym dzieckiem, które nigdy nie zaznało głodu. Dorastał w pierwszej połowie XIX wieku w Nashville w stanie Tennessee i wtedy to z wypiekami na twarzy odkrył poetów romantycznych, a zwłaszcza swego bohatera – lorda Byrona.

Śmierć dziewczyny o długich czarnych włosach, jego pierwszej i ostatniej miłości, pięknej Ellen Galt Martin, zmieniła bladego i ponurego młodzieńca w groźnego najemnika, którego jedyną obsesją – przez całe krótkie życie – było zostać prezydentem obojętnie jakiej republiki w obojętnie jakiej stolicy, w której mógłby sprawować swój urząd.

Był zatem krótko prezydentem Republiki Sonory, kamienistego terytorium, które wykroił sam dla siebie na mapie Meksyku, zdobywając je najpierw podczas trwającej kilka miesięcy i pełnej niepowodzeń ekspedycji, następnie zaś udało mu się zostać prezydentem Nikaragui, nieco dalej na południu, z podwójnym zamiarem wprowadzenia niewolnictwa i przekopania kanału łączącego dwa oceany.

Niemal natychmiast przegnany z Ameryki Środkowej przez koalicyjne wojska pięciu krajów, zaatakował Honduras i dokonał żywota rozstrzelany o świcie na plaży w Trujillo.

Pomysł mój jednak już na samym początku spełzł na niczym z następującego powodu: w rybackiej knajpce w salwadorskim porcie La Libertad spotkałem pewnego wieczoru starego, niezmiernie gadatliwego alkoholika, który twierdził, iż cierpi na amnezję.

Siedząc samotnie przy stoliku, z oczyma wbitymi w kilka porozrzucanych kartek papieru i czarno-białą fotografię kobiety o długich czarnych włosach, wyglądał jak zjawa w tym swoim brudnym płaszczu nieprzemakalnym i w czerwonej bejsbolówce z szerokim daszkiem na głowie. Mówił sam do siebie, coraz głośniej i głośniej, od czasu do czasu sięgając po kartkę lub fotografię, częściej zaś po szklaneczkę. I ten facet o smutnych oczach, wielkiej końskiej głowie, z siwymi włosami – uwolniony z więzów Historii woskowy duch – który twierdził przy okazji, że nazywa się Victor, sprawiał przecież wrażenie kogoś poczciwego, kogoś, kto mógł być przypadkowo ocalałym sandinistą. Ów przegrany człowiek, którego niejasna przeszłość pogrążyła się już w odmętach Pacyfiku, mówił, że pewnego ranka obudził się na plaży w Panamie, obok leżącej teraz na krześle plastikowej walizeczki, w której przechowywał kilka pamiątek po dniach, co odeszły, i tę fotografię nieznanej kobiety.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Viva Kampucza Ekwatoria Pura vida Dżuma & Cholera 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Czapkins Becoming Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi