Futebol. Brazylijski styl życia

Futebol. Brazylijski styl życia

Autorzy: Alex Bellos

Wydawnictwo: Kopalnia

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 416

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 17.44 zł

Każdy Brazylijczyk ma w sobie tę magię "pięknej gry". Określenie "brazylijski piłkarz" jest jak "francuski szef kuchni", albo "tybetański mnich". Narodowość wyraża autorytet, wrodzoną zdolność - bez względu na prawdziwe umiejętności.

Alex Bellos, brytyjski dziennikarz, przemierzył Brazylię - od jej wielkich miast do najbardziej zapomnianych wiosek w dżungli, by udowodnić, że właściwie wszystko w piłce, poza samą piłką oczywiście, wymyślili Brazylijczycy. Grają w piłkę guzikami i samochodami. Wynaleźli piłkę błotną, siatkonogę, piłkę plażową futsal, futbol towarzyski. Jeśli więc myślisz, że wymyśliłeś właśnie coś nowego w futbolu, nie ciesz się przedwcześnie. Ktoś w Brazylii na pewno zrobił to przed tobą.

W wielu krajach świata futbol nazywany jest sportem dominującym, a czasem awansuje do miana religii. Ale Brazylii to nie dotyczy. Tu piłka jest czymś więcej. Piłka nożna i Brazylia to synonimy. Brazylia jest piłką.

Bellos pokazuje brazylijskie społeczeństwo przez pryzmat futbolu, jego historii, największych postaci.

Z książki dowiemy się dlaczego, choć cały świat uważa Pelego za najlepszego piłkarza wszech czasów, w Brazylii jest on tylko numerem 2. Dlaczego przegrany finał mistrzostw świata jest ważniejszy niż wszystkie wygrane. Dlaczego Barbosa, bramkarz, który grał w tym finale, stał się pariasem i zmarł w biedzie okryty hańbą. Dlaczego Ronaldo musiał tłumaczyć się przed Parlamentarną Komisją Śledczą z porażki w finale mistrzostw świata.

Najnowsza, wznowiona i uzupełniona edycja wielkiego międzynarodowego hitu Bellosa, została wydana specjalnie z okazji mundialu w Brazylii.

Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Przedmowa Socratesa Brasileiro

Nota do wydania na 2014 rok

Wstęp

Rozdział 1. Mecz na końcu świata

Rozdział 2. Bohaterskie stopy

Rozdział 3. Feralny Finał

Rozdział 4. Zgromadzenia Plemienne

Rozdział 5. Anioł o krzywych nogach

Rozdział 6. Karnawał ze skrętem

Rozdział 7. Mój mały Tony

Rozdział 8. Samochody, dziewczyny i żonglerka

Rozdział 9. Żaby i cuda

Rozdział 10. Niewątpliwy gol

Rozdział 11. Nagi futbol

Rozdział 12. Gra dwóch półkul

Rozdział 13. Żółw w cylindrze

Rozdział 14. Przegraliśmy, ponieważ nie wygraliśmy

Rozdział 15. Dialog sokratejski

Dodatek 1. Komentarze do rozdziałów

Dodatek 2. Kluby

Dodatek 3. Brazylia na Mistrzostwach Świata

Dodatek 4. Brazylijska Piłka w Czterech Krokach

Dodatek 5. Uwagi do okładki

Obrigado

Zdjęcia

Autorzy zdjęć

Przypisy

Tytuł oryginału: FUTEBOL. THE BRAZILIAN WAY OF LIFE

Copyright © Alex Bellos 2002

All rights reserved

First published in 2002 by Bloomsbury Publishing

Copyright © Bloomsbury Publishing

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Kopalnia 2014

Wszelkie prawa zastrzeżone

Wydanie I

Przełożył: MACIEJ NAŁĘCZ

Redakcja: MAREK WAWRZYNOWSKI, PIOTR ŻELAZNY

Korekta: ANETA BOŻEDAJEK

Projekt okładki: WILLIAM WEBB

Skład i redakcja techniczna: TOMASZ ROSŁON

Zdjęcie na okładce: © Aldyr Garcia Schlee

ISBN 978-83-937251-6-8

Wydawnictwo Kopalnia

ul. Czecha 1b/1

05-402 Otwock

www.wydawnictwokopalnia.pl

www.facebook.com/wydawnictwokopalnia

Konwersja: eLitera s.c.

3

FERALNY FINAŁ

(...) Finał mistrzostw świata 1950 był już dyskutowany, analizowany i interpretowany tak wiele razy, przez tak wielu ludzi, od tak dawna, że przestał już być meczem piłki nożnej, a stał się zbiorem mitów.

Przed meczem z Hiszpanią reprezentacja Brazylii przeprowadziła się z hotelu na przedmieściach na stadion Săo Januário w samym środku miasta. W nowej bazie było pełno odwiedzających, w szczególności polityków będących w trakcie kampanii do październikowych wyborów. Piłkarze wspominają, że cały ranek w dniu meczu spędzili na wymienianiu uścisków dłoni i rozdawaniu autografów. Autobus, którym reprezentacja jechała na stadion Maracanã, miał po drodze małą stłuczkę. Augusto nabił sobie guza.

Urugwajczycy nazywani są Celeste (Błękitni) – od koloru ich koszulek. Po hiszpańsku i portugalsku celeste ma też inne znaczenie – niebiański. Odwołanie do sił nadprzyrodzonych ma wyjaśnić, jakim sposobem tak mały naród, wciśnięty pomiędzy gigantów: Argentynę i Brazylię, może mieć tak wspaniałą historię sportowych dokonań: Urugwaj zdobył piłkarskie złoto na igrzyskach olimpijskich w 1924 i 1928 roku, a także wygrał pierwsze mistrzostwa świata w 1930. Urugwajczyków opisuje się jako nieustraszonych obrońców swojego dziedzictwa, osłoniętego mistyką ich uświęconych koszulek. W 1950 roku osobą, która najbardziej ucieleśniała urugwajską odwagę, był Obdulio Varela, 33-letni kapitan reprezentacji. Obdulio, syn Hiszpana i czarnoskórej kobiety, dowodził drużyną z pozycji środkowego pomocnika.

Celeste odczuwali presję. Julio Pérez zsikał się w spodnie podczas hymnu narodowego. – Nie wstydzę się tego – przyznał później.

Pierwsza połowa zakończyła się bez bramek. Jednak w 28. minucie wydarzyło się coś, co całkowicie zmieniło obraz spotkania. Obdulio uderzył Bigode, lewego pomocnika brazylijskiej drużyny. Uderzenie – chociaż obaj zawodnicy później nazwali je co najwyżej klepnięciem – mimo wszystko weszło do mitologii meczu jako moment, w którym Urugwajczycy zyskali psychologiczną przewagę nad rywalem.

Jeśli spytasz Brazylijczyka, co jest jego marzeniem, prawdopodobnie odpowie, że strzelenie gola w finale mistrzostw świata przy wypełnionych trybunach Maracany. Tylko jeden człowiek kiedykolwiek tego dokonał. W pierwszej minucie drugiej połowy Friaça, otrzymawszy piłkę od Ademira, wbiegł w pole karne i strzelił prosto do bramki Máspoliego. GOOOOOL do Brasil!

Kontra rozpoczęła się w 66. minucie. Varela podaje do Ghiggii. Ten drybluje, mija Bigode. Biegnie prawym skrzydłem. Dośrodkowuje w światło bramki. Schaffino przecina lot piłki, która mija Barbosę.

Martwa cisza zapadła na Maracanie.

Nawet przy stanie 1:1 Brazylia wciąż była na drodze do mistrzostwa świata.

Do 16:33.

Ghiggia ponownie minął zwodem Bigode i wbiegł w pole karne, zamiast dośrodkować, tak jak wypracował pierwszego gola, tym razem strzelił bezpośrednio w kierunku bliższego słupka, z bardzo ostrego kąta. Całkowicie zmylił Barbosę, który rzucił się w lewo, ale było już za późno.

GOOOOOL do Urugway – powiedział automatycznie i pewnie Luiz Mendes komentujący mecz dla Rádio Globo. Powtórzył, pytając z niedowierzaniem, Gol do Uruguay? I natychmiast sam sobie odpowiedział: Gol do Uruguay! Powtórzył te trzy słowa jeszcze sześć razy, za każdym razem z inną intonacją, w różnych odcieniach zdziwienia, rezygnacji i szoku.

Świątynia futbolu milczała jak grób. Po wielu latach Ghiggia powiedział: – Tylko trzech ludzi uciszyło Maracanę jednym gestem: Frank Sinatra, papież Jan Paweł II i ja.

„Bramka Ghiggii została przyjęta przez wszystkich na stadionie w absolutnej ciszy. Siła była tak duża, wpływ tak brutalny, że ten jeden gol, jeden zwykły gol, wydawał się dzielić życie Brazylijczyków na dwie fazy: przed nim i po nim”, napisał dziennikarz Joăo Máximo. Gazety donosiły, że w Urugwaju trzech kibiców zmarło z nadmiaru emocji, po usłyszeniu w radiu niespodziewanego wyniku meczu. W Rio 58-latek zmarł w swoim domu na zawał.

„Kiedy piłkarze najbardziej potrzebowali Maracany, Maracanã milczała. Nie można polegać na stadionie piłkarskim, taką nauczkę wyciągnęliśmy z finału w 1950 roku”, napisał piosenkarz Chico Buarque.

Istnieje nagranie Feralnej Bramki (Przymiotnik fatídico, feralny, został, praktycznie rzecz biorąc, objęty prawami autorskimi już w 1950 roku. W swoim „Słowniku Piłkarskim”, Haroldo Maranhăo poświęca mu oddzielny wpis). Kamera filmuje zza Feralnego Słupka, lekko z lewej. Nadbiega Ghiggia. Kiedy lewą stopą staje na linii pola karnego, podnosi się obłok białego pyłu. Kamera podąża za piłką aż do bramki, ale w ostatniej chwili traci ją z kadru. Najpierw szuka jej w pobliżu słupka, wychodząc z założenia, że Ghiggia nie trafił, jednak po chwili znajduje piłkę w bramce. Barbosa powoli wstaje. Stoi przygarbiony, załamany.

Dla Roberto Muylaerta, biografa Barbosy, czarno-białe nagranie jest jak materiał Zaprudera. Zarówno gol, jak i strzał, który zabił Kennedy’ego, mają „ten sam dramatyzm (...) ten sam ruch, rytm (...), tę samą nieuchronną trajektorię...” Nawet chmurkę pyłu mają podobną – w jednym przypadku od strzału z broni, w drugim od lewej stopy Ghiggii.

Paulo Perdigão w książce „Anatomia de Uma Derrota” („Anatomia porażki”) dokonał fantastycznej biopsji pamiętnego meczu: „Wciąż jest to najsłynniejszy gol w historii brazylijskiej piłki (...), ponieważ żaden inny nie wzniósł się ponad status sportowego faktu (...), żeby przekształcić się w historyczną chwilę w życiu całego narodu”.

Drugie miejsce na mistrzostwach świata było najlepszym wynikiem reprezentacji, jednak zamiast sprawić radość, dla wszystkich było porażką. Brazylijczyków nie interesowało nic poza zwycięstwem. Przegrana była nie do pomyślenia. „Byłem sparaliżowany, siedziałem na betonowym schodku, patrzyłem, jak światło pada na boisko, wsłuchiwałem się w ciszę, jaka zapanowała na stadionie, nieprzerwaną nawet przez najmniejszy szloch. W brutalne westchnienia kolektywnego osierocenia”, pisał Carlos Heitor Cony. „Ci, którzy przetrwali to popołudnie, byli przekonani, że już nigdy nie będą w stanie poczuć radości... to, co wydarzyło się 16 lipca 1950 roku, zasługuje na zbiorowy monument. Jak Grób Nieznanego Żołnierza. To właśnie wskutek takich wydarzeń kształtują się narody, lud udręczony swoim własnym bólem”.

Brazylijczycy mają predyspozycje do barwnych melodramatów. Jednak jeśli chodzi o Feralny Finał, ich teatralne lamenty mogą zostać, jeśli nie wybaczone, to przynajmniej zrozumiane. Feralny Finał był jedynym przypadkiem w historii futbolu, w którym faworyt grający przed swoimi kibicami przegrał finał mistrzostw świata. Urugwaj, Włochy, Anglia, RFN, Argentyna i Francja, wszystkie u siebie zdobyły tytuł, o ile doszły do finału. Brazylia pozostaje jedynym mistrzem świata, który nie zdobył pucharu, będąc gospodarzem turnieju i grając w decydującym spotkaniu.

Silny emocjonalny wpływ tego wyniku mogą wyjaśnić pewne okoliczności towarzyszące. Było to jeszcze przed epoką telewizji. Prawie 10 procent populacji Rio zgromadziło się na stadionie Maracanã. Mecz był intymnym i osobistym doświadczeniem. Nie ma chyba lepszego sposobu, żeby narazić się jednocześnie jak największej liczbie Brazylijczyków, nie tracąc przy tym życia, niż zbudować największy stadion na świecie, napchać trybuny do granic możliwości, a potem przegrać w ostatnich minutach z sąsiadem, z którym niedawno się wygrało w dyscyplinie uważanej za sport narodowy.

W miarę jak tłumy opuszczały stadion, odnotowano tylko jeden przypadek użycia przemocy – granitowe popiersie gubernatora ngelo Mendesa de Moraesa, który „oddał hołd zwycięzcom”, zostało przewrócone.

Dlaczego Brazylia przegrała? Przez guza na głowie Augusto? Przez uderzenie Bigode? Przez polityków w São Januário, nadmierną pewność siebie, czy ogromną presję po ogłoszeniu wygranej jeszcze przed meczem? Nikt nie był w stanie przyznać, że może Urugwajczycy byli po prostu lepsi, albo potraktować wyniku jako dziwnego przypadku i o nim zapomnieć. Powstała więc idea, że przegrana była z jakiegoś powodu zasłużona, że Brazylijczycy są z natury przegranym narodem. Zwycięstwo umocniłoby powszechny optymizm i euforię. Przegrana umocniła poczucie niższości i wstydu.

Pisarz José Lins do Rego był jedną z pierwszych osób, która przedstawiła ten pogląd, pisząc w poniedziałkowym „Jornal Dos Sports”: „Widziałem, jak ludzie opuszczali stadion ze zwieszonymi głowami, ze łzami w oczach, nie mogąc wykrztusić ani słowa, jakby wracali z pogrzebu ukochanego ojca. Widziałem naród pokonany – więcej, naród bez żadnej nadziei. Ugodziło to w moje serce. Cała energia pierwszych minut spotkania pozostawiła po sobie tylko prochy wypalonego płomienia. I nagle zdałem sobie sprawę z czegoś znacznie gorszego. Jesteśmy narodem pechowców, narodem, któremu odmówiono radości zwycięstwa, który z czystej złośliwości dziejów zawsze prześladuje nieszczęście”.

Osiem lat później Nelson Rodriguez ukuł termin „kompleks bezdomnego psa”, czyli: „dobrowolnie przyjmowane przez Brazylijczyka poczucie niższości w stosunku do całego świata. Przegraliśmy w najżałośniejszy sposób z bardzo prostego powodu – Obdulio pomiatał nami jak bezdomnymi psami”. To określenie jest przywoływane przy każdej narodowej klęsce sportowej. Problemem Brazylii jest brak odporności psychicznej. Nieważne z kim gra, Brazylia za każdym razem rozgrywa mecz sama ze sobą, przeciwko swoim demonom, duchom Maracany. Feralny finał jest metaforą wszystkich porażek Brazylii.

Wzajemne oskarżenia miały też podtekst rasistowski. Wszystkie trzy kozły ofiarne – Barbosa, Bigode i lewy obrońca Juvenal byli czarnoskórzy, co na nowo rozpaliło teorie obarczające wielorasowość Brazylii winą za narodowy brak charakteru. Najbardziej ucierpiał Barbosa. Mimo że został wybrany przez dziennikarzy na najlepszego bramkarza mistrzostw, w reprezentacji zagrał potem tylko raz. Bardziej niż ktokolwiek inny stał się uosobieniem narodowej tragedii. Jego cień wciąż wisi nad brazylijskimi bramkarzami – kiedy Dida został wybrany do reprezentacji na turniej Copa América w 1999 roku, dziennikarze zaznaczyli, że po raz pierwszy od 50 lat czarnoskóry bramkarz znalazł się w podstawowym składzie kadry.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Futebol. Brazylijski styl życia Przygody Alexa w Krainie Liczb 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila