Twoje listy chowam pod materacem. Korespondencja 1971-2002

Twoje listy chowam pod materacem. Korespondencja 1971-2002

Autorzy: Astrid Lindgren Sara Schwardt

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 240

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 25.72 zł

Najdroższa Astrid, (…) przyrzekłyśmy sobie nawzajem nie pokazywać tych listów nikomu! A teraz zostaną wydane w książce. (…) Każdy będzie mógł przeczytać wszystko, co było tylko między nami. Byłoby interesujące wiedzieć, co ty o tym sądzisz. Nie masz przecież żadnej szansy ich ocenzurować ani zredagować. Teraz stanie się tak, jak mówiliśmy w szkole biblijnej w Orsa: Wszystko na światło dzienne! Na początku lat 70. XX wieku trwała intensywna wymiana listów między Astrid a Sarą. Żadnej z nich nie przeszkadzało, że dzieliło je ponad pięćdziesiąt lat. Były dwiema "pokrewnymi duszami", które rozmawiały o życiu, miłości i o tym, jak trudno być człowiekiem. Z czasem przerwy w korespondencji stawały się dłuższe, ale kontakt nie został zerwany aż do śmierci pisarki w 2002 roku. Dzięki tym unikatowym listom dostrzegamy mniej znane oblicze Astrid Lindgren. Przede wszystkim jednak pokazują one, jak wielkie znaczenie ma dla młodego człowieka to, by zostać dostrzeżonym i zaakceptowanym podczas najtrudniejszych lat życia.

Twoje listy chowam pod materacem Fragment

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Zajrzyj na strony

Przedmowa

1971

1972

1973

1974

1975

1976

1978

1979

1980

1981

1984

1985

1991

1992

2002

Naprawdę ostatni list do Astrid

Zdjęcia

Strona redakcyjna

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia

Przeczytaj inne książki Astrid Lindgren:

http://nk.com.pl/astrid-lindgren/26/pisarz.html

Przedmowa

Astrid Lindgren przez lata dostawała tysiące listów, zarówno od dzieci, jak i dorosłych.

Wielu zwracało się do niej z prośbą o pomoc w osobistych problemach, inni „tylko” chcieli powiedzieć, ile jej książki dla nich znaczyły. Uczniowie szkół pisali zachęcani do tego przez swych nauczycieli, a całe przedszkola wysyłały paki rysunków, wszyscy z nadzieją na odpowiedź potwierdzającą, że ich ulubiona autorka przeczytała właśnie od nich przesłane pozdrowienia. Większość pisała jeden, może dwa listy i Astrid Lindgren, mimo pogarszającego się wzroku, odpowiadała na ten lawinowo zwiększający się potok aż do połowy lat osiemdziesiątych, kiedy postanowiła powiedzieć stop. Pracę trzeba było zracjonalizować. Zaangażować do pomocy sekretarkę i wydrukować pocztówki z odpowiedzią.

Szczególną wagę przywiązywała Astrid Lindgren do tego, aby dzieci otrzymywały odpowiedź, nawet jeśli w większości wypadków dziecięce listy nie były ani specjalnie oryginalne, ani osobiste. Tym milej było, gdy sposób pisania młodej autorki lub autora czasami pozwalał poznać osobowość nadawcy. Pełne nadziei pytania, czy Astrid mogłaby zostać jego „listowym przyjacielem”, spotykały się jednak zawsze z odmową.

Podczas ponaddziesięcioletniej pracy nad porządkowaniem archiwum materiałów pozostawionych przez Astrid Lindgren uzyskałam wgląd w unikalny zbiór listów. Brak czasu nie pozwalał czytać wszystkich, ale powoli nabrałam doświadczenia na tyle, aby już na pierwszy rzut oka rozpoznawać te, które różniły się od reszty. Zbiór listów do lat siedemdziesiątych był duży, ale nie tak przytłaczający jak później. W tym pierwszym okresie było więc możliwe wyróżnienie pewnych nadawców.

Dzięki temu dało się odkryć unikalną korespondencję, która jest tu prezentowana. Od czasu do czasu pod datami z lat siedemdziesiątych wyłaniało się nazwisko Sary Ljungcrantz jako autorki długich, napisanych z temperamentem i werwą listów. Zawartość i charakter pisma świadczyły o poruszeniu i buncie, pod względem stylistycznym natomiast trudno było przyjąć, że ich autorka ma zaledwie 12–13 lat. Listy utrzymane były w bardzo osobistym tonie, z przepełnionymi fantazją słowotworami, metaforami i zwrotami. I nigdy – ani przedtem ani potem – nie widziałam, aby dziecko używało nawiasu kwadratowego w liście!

Że Astrid Lindgren również te listy urzekły – to oczywiste. I na nie odpowiadała. Kopie swoich odpowiedzi robiła Astrid tylko w wyjątkowych wypadkach. W archiwum znajduje się jedyna kopia listu adresowanego do Sary, datowana 15 września 1972.

Jakiś rok po śmierci Astrid Lindgren Sara skontaktowała się z córką pisarki, Karin Nyman, która opowiedziała jej o archiwum w Bibliotece Królewskiej i pracy nad jego porządkowaniem. Sara postanowiła przysłać swoje oryginalne listy od Astrid do archiwum i wymienić je na kopie całej korespondencji. Jej własne listy bowiem, z jednym wyjątkiem, pisane były ręcznie, więc nie czytała ich przez trzydzieści lat.

Mnie, znającej wcześniej tylko listy Sary, czytane podczas prac w archiwum, ukazała się korespondencja obejmująca około osiemdziesięciu listów między dwiema osobami, które rozumiały się jak rówieśnice mimo ponadpięćdziesięcioletniej różnicy wieku. Choć jedna była dziką i nieszczęśliwą nastolatką, a druga światowej sławy pisarką i osobą publiczną z wielkim doświadczeniem życiowym, nie hamowało to żadnej z nich. Były to dwie „pokrewne dusze”, które pisały do siebie.

Czas mijał. Miesiąc przed zakończeniem mojej pracy z archiwizowaniem materiałów, w grudniu 2010 roku, Sara znów skontaktowała się ze mną w sprawie korespondencji. Podkreśliłam, jak jest ona dla mnie unikalna, i zaproponowałam, aby ją wydrukować. Po naradach z rodziną i zaufanymi osobami Sara zgodziła się na publikację. Była to odważna decyzja.

Listy zostały zamieszczone bez redakcji, dokładnie tak, jak były pisane, z błędami, z nie zawsze właściwymi znakami przestankowymi, które mówią o gwałtownych uczuciach, a także z wieloma PS i dopiskami na marginesach. W jednym wypadku również z komentarzem na wewnętrznym skrzydełku koperty. Wszystkie te notatki zostały zamieszczone przed tekstem listu albo po nim i zaznaczone kursywą. Wyłączono jedynie kilka krótkich zdań.

Także pismo kursywą, które znajduje się w listach Sary, zostało zachowane. Astrid na swojej maszynie nie miała kursywy, więc słowa, które chciała szczególnie wyróżnić, zapisywała rozstrzelonym drukiem. Podkreśleń używały obydwie, Sara czasami podkreślała dwiema, trzema czy czterema kreskami. Tego jednak nie mogliśmy zrobić w druku.

Obie nie przywiązywały wagi do dat, więc ustalenie kolejności i opatrzenie listu datą stało się pracą wymagającą detektywistycznego dochodzenia. Daty te, dokładne lub przybliżone, zaczerpnięto z zawartości, wzięto ze stempla pocztowego na kopercie albo odtworzono na podstawie treści.

Blisko czterdzieści lat minęło od intensywnej wymiany tych listów i dlatego imiona wszystkich osób i nazwy miejsc nie zostały zmienione.

Pod koniec kilka not wyjaśnia to, co kiedyś było samo przez się zrozumiałe, ale co dziś zostało zapomniane lub w ogóle się o tym nie wspomina. Jednak to głównie listy mają mówić same za siebie.

Dwunastolatka i pięćdziesięciotrzylatka nie postrzegają życia w taki sam sposób. Sara ma dziś 53 lata, dlatego sama komentuje kilka ze swych ostatnich listów do Astrid, korespondencyjnej przyjaciółki, która stała się tak ważną towarzyszką w jej życiu.

Lena Törnqvist

PS Dla tych, którzy chcieliby wiedzieć: Sara i Astrid nigdy się nie spotkały.

1971

[1971-04-15]

Czy chcesz sprawić, żebym była SZCZĘŚLIWA?

Hej, Astrid Lindgren.

Nazywam się Sara Ljungcrantz […] (jeśli zechcesz odpisać) […] (jeśli zadzwonisz!). Mam 12 lat.

Zostanę aktorką. Nie tylko, że tak myślę. Uważam, że piszesz bardzo dobrze. Ale dlaczego trzeba było robić film z Pippi i z Karlssona z Dachu? A teraz Emil.

Tamtego razu, dawno temu, kiedy widziałam cię1 w TV i jeszcze kilka innych osób, i mówiliście, że można zgłaszać się do próbnych zdjęć do Pippi, tak się cieszyłam. Myślałam, że właśnie ja zostanę Pippi. Ale nawet nie wzięto mnie na próbne zdjęcia. Filmy o Pippi strasznie mnie zawiodły, jasne, były rozrywkowe, ale wcale nie były takie jak książki o Pippi. Inger Nilsson grała może nie tak bardzo źle, ale zupełnie nie była tak dobra jak Pippi w książce. To pewnie polegało na tym, że rola była trudna. Kochałam książkową Pippi, ale teraz prawie nie pamiętam, jaka ona była. Poza tym uważam, że ci, co grali Tommy’ego i Annikę, grali bardzo źle. Widać było, że są nadęci. Dlaczego mieli współczesne ubrania? Chciałam, żeby Annika miała sukienkę z koronkami i warkocze.

A teraz Karlsson z Dachu. Wprawdzie nie widziałam (na szczęście) całej sztuki. Tylko fragmenty w TV. Ale gorszych aktorów rzadko można zobaczyć.

No i teraz ma być Emil. Emil, o którym myślałam, że pozostanie nienagrywany. Ale nie, on też będzie zepsuty. Gdybyś wiedziała, co ty zrobiłaś?

Zresztą ostatnia książka, ta żółta „JESZCZE ŻYJE EMIL Z LÖNNEBERGI”. Ta mnie trochę zawiodła. Wygląda, jakbyście oboje, ty i Björn Berg, próbowali zrobić coś nowego, bardziej hecnego z Emila. Rysunki są niestaranne i przesadnie komicznie rysowane. Zapomnieliście, jaki był Emil?

Teraz opowiem jedną rzecz. Uważam, że bardzo dobrą autorką jest także Gunnel Linde. JEJ KSIĄŻKĘ „BIAŁY KAMIEŃ” CZYTAŁAM CO NAJMNIEJ Z TYSIĄC RAZY. PEWNIE WIESZ, ŻE BĘDZIE NAGRYWANA JAKO FILM? PRAGNĘ I MODLĘ SIĘ, ŻEBYM TO JA MOGŁA GRAĆ FIDDELI. WYSŁAŁAM ZGŁOSZENIE, ALE NIE DOSTAŁAM ŻADNEJ ODPOWIEDZI. MOŻE DLATEGO, ŻE JESTEM O ROK STARSZA. ALE WIĘKSZOŚĆ LUDZI BIERZE MNIE ZA 10–11-LATKĘ, TAKA JESTEM NIEWYROŚNIĘTA. RAZ PŁAKAŁAM BARDZO DŁUGO, BO ZOBACZYŁAM TRZY DZIEWCZYNY W PROGRAMIE „NAROŻNIK HYLANDA”2, KTÓRE WEZMĄ UDZIAŁ W PRÓBNYCH ZDJĘCIACH DO FILMU. ZNIENAWIDZIŁAM JE. PRZECIEŻ CHCIAŁAM, ŻEBYM TO BYŁA JA!

BO TO JEST TAK, ŻE JAKIŚ CZAS TEMU WYSŁAŁAM ZGŁOSZENIE, ŻE CHCĘ WZIĄĆ UDZIAŁ W PRÓBNYCH ZDJĘCIACH DO PROGRAMU TELEWIZYJNEGO „ZAJRZYJ”3. NAJPIERW ZROBIŁAM PREZENTACJĘ (NIE WIEM, CZY ONA DOTARŁA DO TV) POTEM PROSIŁAM ICH, ŻEBY MI POMOGLI WZIĄĆ UDZIAŁ W PRÓBNYCH ZDJĘCIACH JAKO FIDDELI. KIEDY JUŻ MIAŁAM IŚĆ, SZEF PRODUKCJI Z GÖTEBORGA (BYŁ KULAWY, ALE TEGO NIE WIDZIAŁAM) PODSZEDŁ DO MNIE I POWIEDZIAŁ, ŻE ON ZNA GUNNEL LINDE I ZADZWONI DO NIEJ I ZAPYTA. PATRZYŁAM MU W TWARZ I ZROBIŁO MI SIĘ GORĄCO. W PEWNYM SENSIE ZROBIŁO MI SIĘ GO ŻAL, WYGLĄDAŁ TAK SYMPATYCZNIE I SMUTNIE. BYŁ JEDNYM Z NAJMILSZYCH LUDZI, JAKICH SPOTKAŁAM. OD TAMTEJ PORY NIE ODEZWAŁ SIĘ, ALE KAŻDEGO DNIA MAM NADZIEJĘ, ŻE TO JA ZOSTANĘ FIDDELI. PEWNIE UWAŻASZ, ŻE TO DZIWNE, ALE DLA MNIE TO JEST TAK, JAKBY ZOSTAŁO JUŻ POSTANOWIONE. ALE CZASAMI SIĘ BOJĘ I MYŚLĘ: „A JEŚLI TO BĘDZIE KTOŚ INNY! JESTEM ZA STARA.” ALE JEDNO WIEM. JEŚLI KTOŚ INNY DOSTANIE TĘ ROLĘ, BĘDĘ PŁAKAĆ. BARDZO PŁAKAĆ.

ALE DOSTANĘ TĘ ROLĘ. TAK, TO BĘDZIE NAJCUDOWNIEJSZE, CO MOGŁOBY SIĘ ZDARZYĆ. NIKT NIE BĘDZIE JUŻ DLA MNIE ZŁOŚLIWY I NIE BĘDZIE MNIE DRAŻNIĆ.

DROGA, DROGA ASTRID LINDGREN. NIE PROSIŁABYM CIĘ O NIC PODOBNEGO, GDYBY TO NIE ZNACZYŁO DLA MNIE TAK NIESKOŃCZENIE DUŻO. ALE TERAZ TO ROBIĘ. PROSZĘ CIĘ, ZRÓB WSZYSTKO, CO W TWOJEJ MOCY, ŻEBYM WZIĘŁA UDZIAŁ W PRÓBNYCH ZDJĘCIACH, CHOCIAŻ MAM 12 LAT. WIEM, ŻE TY MASZ WPŁYWY.

PODZIWIAM CIĘ TAK BARDZO.

Czekam na odpowiedź.

Sara Ljungcrantz

PS Naturalnie jestem dobra w teatrze. Wiem, że rola Fiddeli jest jak skrojona właśnie dla mnie. Pieniądze, które na niej zarobię, pójdą na „Ratujcie Dzieci”, to postanowiłam już dawno temu.

Sara

POMÓŻ MI!

JEŚLI DOSTANĘ SIĘ NA PRÓBNE ZDJĘCIA, NIE BĘDZIESZ ŻAŁOWAĆ.

Nie myślę, abyś zrobiła jakąś dziewczynkę szczęśliwszą ode mnie, gdyby to się udało, jeśliby moje marzenie się ziściło. Bo to jest moje marzenie.

Ten list jest bardzo ważny. Ta, co go pisze, jest bardzo samotną dziewczynką.

SARA – FIDDELI4

W Szwecji powszechne jest zwracanie się do siebie per ty niezależnie od wieku i pozycji. Dotyczy to także korespondencji, szczególnie prywatnej (jedynie w pismach oficjalnych i to nie zawsze stosuje się formę pan/pani). W obu przypadkach pisane są jednak małą literą. Zważywszy na charakter zamieszczonych w niniejszej książce listów, nie wprowadzono zgodnej z zasadą języka polskiego pisowni zaimków osobowych i dzierżawczych w korespondencji wielką literą, lecz pozostawiono je pisane małą (przyp. tłum.). [wróć]

Hylands hörna (Narożnik Hylanda) – klasyczny program rozrywkowy w Telewizji Szwedzkiej w latach 1962–1983 z Lennartem Hylandem (1913–1993) – dziennikarzem prowadzącym popularne programy radiowe i telewizyjne (przyp. tłum.). [wróć]

Titta in (Zajrzyj) – serial telewizyjny nadawany w siedmiu odcinkach od 7 maja do 18 czerwca 1971. [wróć]

Sara w złości wyrzuciła odpowiedź Astrid Lindgren na ten list, ale wkrótce pisze nowy, długi i pełen skruchy. [wróć]

[Czerwiec/lipiec 1971]

To znów ja. Już kilka dni po tym, jak wysłałam poprzedni list, zaczęłam tego żałować. Najgorsze jest to, że zawsze wywieram różne wrażenia. Teraz jestem sama sobie winna za tamten idiotyczny list. Wrażenie, jakie wywarłam na tobie, nie może być przecież mylne. Na różnych ludziach wywieram różne wrażenie. Polega to na tym, że jestem tak różna, czasem głupia (jak teraz), a czasem rozsądna. Kilka przykładów:

1. Zostałam sześciokrotnie wyrzucona w szkole za drzwi. Nauczycielka prac ręcznych uważa, że jestem najgorsza, jaka jej się przytrafiła. I sądzi, że wszyscy tak myślą.

2. Jakiś czas temu byłam w Anglii z moją rodziną. Panie mówiły do mamy: „Och, jaką ta Sara jest zachwycającą dziewczynką”. Tak one uważały.

3. Kilkoro moich kolegów, z którymi dużo przebywałam i robiliśmy całą masę zabawnych rzeczy, powiedziało (nie chcę się przechwalać, tylko powiedzieć, że oni tak powiedzieli), że lubią mnie, bo biorę udział we wszystkim, co zabawne, i wymyślam masę wesołych rzeczy). (Za to nie myślcie sobie, że jestem łatwowierna, jak nie wiem co, wcale nie), a oni myślą, że jestem.

Teraz, kiedy byłam tak cholernie głupia, że napisałam do ciebie o tych wszystkich głupotach, jestem sama sobie winna, że uważasz mnie za głupią.

Pisałam ten list akurat, kiedy byłam w złym humorze i zła na wszystko. No i wyszło jak wyszło, z wieloma rzeczami przeholowałam, wszystko przesadziłam. Po prostu byłam wariatka. Teraz żałuję z powodu tego, co napisałam, pewnie zrobiło ci się bardzo smutno. Przepraszam.

Moi koledzy powiedzieli, że uważają, że Pippi, Tommy i Annika byli do niczego, a ja powiedziałam, że też tak naprawdę uważam. Ale pewnie byłam tylko zazdrosna, masz rację. Kiedy się zastanawiam, to uważam, że byli bardzo dobrzy, wszyscy troje.

I – myślałam, że BIAŁY KAMIEŃ może zostać zmarnowany i że ja sama może wcale nie byłabym taka dobra, jak chcę wierzyć. Ale nie chciałam o tym myśleć. Ciągle mogłabym dać wszystko (prawie) za tę rolę, ale pewnie mogę chyba dać sobie radę bez niej.

Dawno temu mama powiedziała:

– Sara, jeśli ty chcesz być dobrą aktorką, to nie próbuj grać jako dziecko.

Myślałam o tym, ale kiedy zaczęli poszukiwać do roli Fideli, tak, nie mogłam się powstrzymać, by nie wysłać zgłoszenia. Ale byłam idiotką, która napisała o tym do ciebie.

Tak, niestety jestem krytyczna w stosunku do części aktorów. Niektórych uważam za świetnych przede wszystkim, a innych za okropnych. W taki sposób jestem głupia. Ale cofam to o PIPPI, TOMMYM I ANNICE. Oni grali świetnie. I teraz nie uważam już, że to zostało zmarnowane. Film stał się inny niż książka, ale nie jest zmarnowana. Jeśli ktoś jeszcze powie mi, że było do niczego. Tak, to będę bronić filmu, przyrzekam. (Filmów).

I byłam taka głupia, że skrytykowałam ostatnią książkę o Emilu. Właściwie uważam, że Björn Berg rysuje tak dobrze, że nie umiem tego wyrazić. Moja opinia w poprzednim liście była całkowicie niesprawiedliwa. Rozumiem, że przyjęłaś to źle.

Sama jestem zdziwiona tym, co powiedziałam o ostatniej książce o Emilu. Chcę cofnąć wszystko. Chciałabym powiedzieć tak:

Książki o Emilu to absolutnie najlepszy cykl, jaki kiedykolwiek został napisany. Ludzie są w nich opisani tak żywo, rysunki super. Tekst i ilustracje współgrają bardzo dobrze. Uważam, że wszystko widzi się jak w rzeczywistości, wszystko jest jak Smålandia. Gospodarstwa, u doktora, w stolarni, pokrzywy, zwierzęta, wszystko poznaję, bo moja babcia i dziadek ze strony mamy mieszkają w Smålandii w jednej zagrodzie. (Håralycke w Enerydzie). Jak już powiedziałam: Jak mogłam napisać tak o TEJ książce?

Najbardziej przykre ze wszystkiego jest to, co napisałaś na końcu, czy ja mogę wykalkulować, dlaczego jestem samotna. Miałam nadzieję, że ty tak nie zareagujesz. Ty przecież w swoich książkach często piszesz o samotnych dzieciach. I one wydają się takie sympatyczne pod każdym względem. W każdym razie ja tak uważam. Ale wielu może trudno zaakceptować, że takie dzieci próbują się wyrwać. Nie zrozum mnie źle. Najpierw chcę powiedzieć: Właśnie tego dnia czułam się może trochę ekstra samotna. Ale to i tak nie tylko to. Opowiem ci:

Kiedy zaczęłam szkołę, trafiłam do klasy, do której chodziła jedna dziewczynka, nazwijmy ją A. Pochodziła z rodziny, w której tata i mama byli rozwiedzeni, ale to może nie ma nic do rzeczy. W każdym razie ona była przyzwyczajona do tego, żeby o wszystkim decydować, nie przesadzam. Była największa z nas, najsilniejsza, czuliśmy przed nią respekt. O wszystkim decydowała i wszyscy pozwalali jej decydować. Powinnam także pozwolić jej decydować, ale nie chciałam i nie rozumiałam, że tak było najlepiej. Więc była na mnie zła i doprowadziła do tego, że wszyscy byli przeciwko mnie. Ci, co wcześniej byli moimi kumplami, teraz robili wszystko, co powiedziała A. Śmiertelnie się jej bałam, bo ona mówiła im m.in., żeby mnie bili. I tak trwało to latami.

Wszystko to mnie przytłaczało, więc jak ktoś zachowuje się choćby tylko odrobinę głupio w stosunku do mnie, staję się okropnie smutna, ale próbuję tego nie pokazać. Ci, co ciągle to robią (drażnią mnie), to ci, co jeszcze pozostali z tamtego czasu, kiedy A i inni zaczęli wdeptywać mnie w gówno. Ale ja chcę się z tego podnieść i wyrwać, a tego oni nie chcą akceptować. Oni chcą, żebym była śmieszną i nic nieznaczącą osobą. A taką nie chcę być.

Jeśli to pominiemy, to ja naprawdę doceniam moich kumpli i kumpelki. Większość jest równa, przynajmniej ci, co mnie znają. Tak, nie chcę, żebyś myślała, że ja jestem tak krytyczna. Po tym, jak przeczytałaś mój poprzedni list, naprawdę rozumiem, że myślisz:

– Ona jest wstrętnym człowiekiem, krytyczna, zawsze niezadowolona, myśli, że tylko ona jest dobra, nadęta, wyobraża sobie, że jest ponad wszystkim innym, itd.

Ale. List był jedną wielką głupotą, pomyłką. Możesz mi przebaczyć, że tak głupio napisałam?

Jeśli pokazałaś np. list „Annice” i powiedziałaś, że byłam głupia, to jeśli ją wkrótce spotkasz, powiedz, że cofam wszystko. Następnie mogę cię tylko prosić, żebyś wyrzuciła ten głupi list i nie pokazywała go nikomu, żeby nie myślał, że jestem idiotka.

(Nie, wcale tak nie jest, że teraz chcę być szczęśliwa. O filmie myślę w dalekiej przyszłości).

(Ja absolutnie nie jestem krytyczna w stosunku do wszystkich dzieci-aktorów).

Nie myślę, że jestem FANTASTYCZNIE DOBRA, żeby grać w teatrze. Nie, jeśli mam być w jakimś filmie, muszę naprawdę uważać. Ale może równie dobrze poczekać, aż będę starsza. Tysiąc głupich rzeczy zrobiłam, ale najgłupsze w każdym razie było jednak to, żeby napisać do ciebie ten głupi list.

Kiedy czytam twój list to jest tak, jakbyś stała przede mną i mówiła. Byłam taka głupia. Podziwiałam cię bardzo i dalej to robię.

SARA LJUNGCRANTZ

1972

[1972-03-27]

Droga Saro Ljungcrantz, Bóg jeden wie, jak długo twój list leżał tu bez odpowiedzi, myślę, że strasznie długo, a w tej sytuacji sama pewnie o nim zapomniałaś. To był naprawdę interesujący list, w którym zmieniasz się w tę i z powrotem i oskarżasz się, że napisałaś do mnie „głupio”. Nie, to nie było głupie i ty nie jesteś głupia – może napisałam coś, co sprawiło, że zrobiło ci się smutno, nie pamiętam zbyt dokładnie, w każdym razie nie było to moim celem. Oj, oj, oj, czasami wszyscy piszemy rzeczy, których nie mamy na myśli! Za okropne uważam to, że ty – po twoim liście, w którym otworzyłaś serce – długo czekałaś na odpowiedź, przebacz mi, jeśli potrafisz. Często mnie tu nie ma, dużo podróżuję, a kiedy potem wracam do domu, czekają na mnie wielkie stosy listów, a twój pewnie odłożyłam na bok, dlatego że wymagał odpowiedzi dłuższej niż te, na które wystarczy odpisać tylko kilka linijek.

Jakkolwiek było, Saro, mam nadzieję, że akurat teraz łatwiej masz w życiu. Napisałaś w liście o koleżance, która zawzięła się i gnębi cię latami – nie sądzę, żebyś ty przez dłuższy czas pozwoliła komuś na coś takiego, ale rozumiem, że to było okropne, kiedy trwało.

Nie bądź na mnie rozżalona, że nie odpisałam wcześniej, nie bądź! Niech wiosenne słońce świeci na ciebie i na mnie.

Astrid Lindgren

[1972-04-04]

NIE WZDYCHAJ! Nie musisz czytać wszystkiego. – To pewnie brzmi dziwnie, wielu słów i wyrażeń, i zdań z twoich książek nigdy nie zapomnę. One wpadły prosto w serce.

UWAGA: Pozwól, żeby to było tajne!

Ja prawie nie pojmuję, że osoby z twoich książek nie istnieją. Człowiek ma takie uczucie, że one żyją…

Do Astrid Lindgren

Zobaczyłam, że na regale leży list.

List do mnie, pomyślałam. Mylę się? Rozerwałam, przeczytałam adres nadawcy. I serce zaczęło mi walić. (Nie rozumiem tego, ale moje serce zaczyna zawsze walić w odpowiednim czasie i w nieodpowiednim. Dzięki. Tysiączne dzięki za list! Nigdy w życiu nie zapomnę listu od/do ciebie. Od kiedy napisałam ten pierwszy list. Och, robię się okropnie czerwona na samą myśl o nim! A potem ty odpisałaś! Najpierw byłam wściekła i smutna i zamierzałam napisać do ciebie list z wymyślaniem. Ale potem zastanowiłam się nad tym i dotarło do mnie, że w rzeczywistości masz rację. To mnie trochę rozdrażniło. Najgorsze było to, że myślałam, że musisz mieć o mnie złe zdanie. (Ja, która tak cię lubiłam, mam na myśli twoje książki i trochę to, kiedy widziałam cię w TV). Dlatego ci odpisałam. Naprawdę żałowałam, że napisałam ten głupi list. (To było rzeczywiście wyjątkowo głupie).

Z początku miałam może nadzieję na odpowiedź. Ale nie można chcieć wszystkiego. Nie pojmuję tego, że ty naprawdę rzetelnie odpowiadasz na wszystkie listy i marnujesz pieniądze na 65-örowe znaczki.

Akurat teraz jest mi właściwie dobrze. Ale kilka miesięcy temu zrobiłam mnóstwo „numerów”. Uciekałam, kradłam, wagarowałam itp., itd. No tak. To nie było miłe, bo zostałam wysłana do kliniki psychiatrycznej dla młodzieży w Borås. Niestety, wielu uważa, że to jest szpital dla umysłowo chorych. Mam nadzieję, że ty tak nie myślisz. W każdym razie jest to dom dla dwunasto–osiemnastolatków z problemami. Np. biorących narkotyki, znerwicowanych, pijących itp. Ja byłam tam, bo strasznie boję się ciemności, no i stale były awantury w domu.

Potem wróciłam tu i kilka miesięcy mieszkałam u sąsiadów, ale tam też były awantury, więc przeprowadziłam się znów do domu.

To, że jedna dziewczyna nadeptywała mi na odcisk, kiedy byłam mniejsza, było może częściowo moją własną winą. Nie rozumiałam, że aby sobie poradzić w tym życiu, trzeba zawsze trzymać się i przypochlebiać tym, co mają władzę (popularnym koleżankom). Jeśli przypadkiem nie udało się być bardzo, bardzo popularnym już od samego początku. A ja przeważnie nie umiem przeciwstawić się, jeśli ktoś mnie zaczepia. Jestem zbyt miękka, niestety. Czy to było okropne… Oj, oj, oj! Nigdy nikt nie był bardziej okropny w stosunku do mnie. Może jedna osoba, która rozgadała w szkole, że byłam w psychiatryku. Wszystko przyjmuję tak mocno.

Widziałam film o Emilu. Był bardzo dobry. Nie mogę pojąć, że mógł być tak dobry. Ci, co w nim grali, byli bardzo dobrzy. Stuprocentowo dobrzy, szczególnie Jan Ohlsson i Allan Edwall1. „Lina” była dobra (może niezupełnie podobna do tej, jak w książce, ale to nic nie szkodziło, uważam). Chciałabym jeszcze raz zobaczyć w TV Det. Blomqvista i Saltkråkan.

To nie ma być dla ciebie przymus, żebyś odpowiedziała, rozumiem, jeśli uważasz, że już wystarczy listów do mnie. Sara.

P.S. Ponieważ urodziłaś się w Smålandii, (w każdym razie tak myślę), widziałaś (możliwie, przypadkowo) albo słyszałaś nazwę starej zagrody w okolicy Enerydy, pod Älmhult? Zagroda, którą mam ma myśli, nazywa się Håralycke. Moja mama tam się urodziła i dorastała, moja babcia i dziadek nadal tam mieszkają, także moi kuzyni. Uważam, że tam jest tak wspaniale (nie dokładnie wspaniale, ale no tak, nie umiem tego wyjaśnić), dom i las, i wszystko. Gdybyś ją zobaczyła, pewnie wcale nie polubiłabyś jej tak bardzo jak ja, ale piszę o tym, bo zawsze zawsze (prawie) uważam, że wszystkie twoje książki opowiadają o tej zagrodzie. Szczególnie dzieci z Bullerbyn i Emil. Ona nie jest dokładnie taka sama, ale prawie. Przypomina ją w każdym razie.

(Ech, to brzmi głupio, ale tak jest). (Zresztą ja też urodziłam się w Smålandii; kocham Smålandię może bardziej niż ci, co w niej mieszkają). (To nie brzmi może przekonywająco, ale są rzeczy, których nie da się wyjaśnić). (Ludzie mogą mówić: kocham swój kraj, ja kocham bardziej Smålandię. Może to dlatego lubię Emila, że jest tam mowa o Smålandii. Nie tylko dlatego, oczywiście). Ech, jak GŁUPIO to wygląda.

Gdybym miała sobie życzyć czegoś naprawdę samolubnie, może ktoś zgadnie, co by to mogło być? Zaczyna się na ak. Aktorka. Właśnie. Mogłabym ZAPŁACIĆ za rolę. Kiedy byłam mała, chciałam zostać pisarką, ale jak tylko zaczynam pisać książkę, czuję się zmęczona po dziesięciu–piętnastu stronach. NIE ODPOWIADAJ! jeśli nie chcesz, oczywiście. Zdaje mi się, że widziałam cię raz w TV, kiedy powiedziałaś, że przecież trzeba odpowiedzieć, jeśli jakieś dziecko zadało sobie trud, żeby napisać. Ale to nie był trud, tylko coś fajnego.

PRZEPRASZAM za ten długi, nudny, niemądry, niedbały list.

Od Sary 13 lat.

brzydkiej

głupiej

stukniętej

leniwej

Mój znak

Zobacz, jak dużo napisałam o sobie, a mimo to nie wiesz o mnie tysiącznej części. A to jest tak, jakbym cię znała, ale naturalnie nie znam cię wcale. KONIEC.

Jan Ohlsson (1962–) – aktor, w latach 70. znany z roli Emila w filmowej wersji Emila ze Smålandii; Allan Edwall (1924–1997) – zagrał ojca Emila (przyp. tłum.). [wróć]

Sobota [kwiecień 1972]

Saro, moja Saro, uważam, że napisałaś do mnie długi i bardzo ładny list i teraz nie mogę powstrzymać się od tego, że często myślę o tobie. Rozumiem, że należysz do tych, którym jest trudno, właśnie dlatego że jesteś intelektualnie rozwinięta i jesteś wrażliwa – taka jest zawsze młodzież, którą łatwo zranić i która w i d z i, jak dużo smutku i szaleństwa jest na tym świecie. Ci, co pozostają obojętni i przeważnie myślą tylko o tym, żeby czas płynął najprzyjemniej, jak to możliwe, tacy nigdy nie wylądują w żadnej klinice psychiatrycznej dla młodzieży – dla mnie to świadectwo, że jesteś człowiekiem wrażliwym i nic poza tym. Myślę naprawdę, że to w najmniejszym nawet stopniu nic nie znaczy, że byłaś w szpitalu dla umysłowo chorych albo że jesteś umysłowo chora. Ach, ach, ach, sądzę, że wkrótce wszyscy będziemy musieli iść do jakiejś kliniki psychiatrycznej, jeśli tylko można tam będzie otrzymać jakąś pomoc. Może tobie coś to pomogło, mam nadzieję. A na to, że istnieją idioci, którzy mają czysto osiemnastowieczne zapatrywanie na opiekę psychiatryczną, spróbuj gwizdać. Wiesz, co mnie nęka jeszcze bardziej po twoim ostatnim liście – że twój poprzedni list leżał tak długo bez odpowiedzi, a tymczasem tobie było tak ciężko. Piszesz, że „akurat teraz jest mi właściwie dobrze” – mam nadzieję, że to „właściwie” nie znaczy, że nie jesteś pewna, jak to jest z tym „dobrze”. „Brzydka, głupia, stuknięta, leniwa” – piszesz w liście, że taka jesteś. Że nie jesteś głupia i stuknięta, wiem z całą pewnością z twoich listów, jak jest z tą resztą, nie mogę przecież się wypowiadać. Ale że się jest brzydkim, uważa się z a w s z e, kiedy się ma trzynaście lat, w tym wieku byłam przekonana, że jestem najbrzydsza ze wszystkich i że nikt nigdy nie mógłby się we mnie zakochać – ale z czasem zauważyłam, że nie jest z tym aż tak źle, jak myślałam. Przypuszczam, że tak samo stanie się z tobą. Wiesz, na co gorąco, gorąco mam nadzieję i czego chcę – żebyś poradziła sobie z tymi trudnościami, które może masz w swym życiu, bez próbowania pocieszenia się w taki sposób, jak wiele młodzieży robi obecnie, czymś, co daje tymczasowe uwolnienie od strachu i smutku, a co później sprawia, że wszystko jest dziesięciokrotnie gorsze – mam na myśli wódkę i narkotyki. Chcę powiedzieć, że teraz nie mam żadnego powodu sądzić tak o tobie, ale sama wiesz, jak to jest, kiedy się jest smutnym i w dołku. Człowiek chwyta się byle czego, co pomaga, byle czego, c z e g o k o l w i e k. Siedzę tu i pragnę tak, że aż we mnie trzeszczy, żebyś ty przebrnęła mimo wszystko bez środków podniecających. Nawet taka rzecz, jak zwyczajne palenie papierosów, mści się okropnie na tym ciele, które człowiek dostał i ma przez całe życie. Nie myśl, że teraz wyjeżdżam z kupą ostrzeżeń, jak jakaś ciotka. Ja chcę, chcę, bardzo chcę tylko, żeby było ci dobrze, Saro, trzynaście lat!

Chciałabym wiedzieć, dlaczego tak boisz się ciemności, czy możesz sama odgadnąć, jak do tego doszło? Nigdy ani odrobinę nie bałam się ciemności, dlatego nie wiem, jak to jest, ale to musi być okropne. Jaka szkoda, że nie mogłaś rosnąć w tej zagrodzie w Smålandii, wszystko byłoby wtedy pewnie inaczej. Dobrze potrafię zrozumieć, że kochasz tę zagrodę w taki sam sposób, jak ja kochałam Näs, tak się nazywa zagroda, w której ja wyrosłam i która jest pierwowzorem Bullerbyn.

Jeśli masz jakieś małe swoje zdjęcie, cieszyłabym się bardzo, gdybym je dostała. Słuchaj, naprawdę nie ma żadnego kółka teatralnego w Ulricehamn? Przy Bibliotece Miejskiej? Mogę zrozumieć, że czujesz, że dałabyś ujście temu, co cię przepełnia, gdybyś mogła grać w teatrze. Aktorką na poważnie też może mogłabyś zostać, ale nie sądzę, żeby jakieś filmowe role w wieku kilkunastu lat wiele wniosły do zrealizowania planów. Natomiast szkolne przygotowanie – niestety, bo ty jesteś przecież leniwa, mówisz! Bez szkolnej podstawy nie sądzę, by ktoś był coś wart jako aktorka, więc chyba musisz postarać się popracować w szkole. Nie dlatego, że to dla ciebie coś znaczy, ale czy mogłabyś spróbować odczuć, jak intensywnie chcę, żebyś sobie poradziła? Żebyś nie „uciekała, kradła, wagarowała” już więcej.

Czy masz możliwość zachowania takiego listu, aby nie czytał go ktoś inny?

Czy mogę pisać do ciebie, co tylko chcę? Do widzenia, Saro, moja Saro!

Astrid

[1972-04-11]

(To się stało, kiedy zobaczyłam „Ucieczkę Pippi”, jak na poważnie zaczęłam myśleć o tym, żeby uciec).

Do Astrid (Lindgren)

Bardzo dziękuję za list. Tak, chodzę i myślę o wszystkim, co napisałaś, bardzo często, chyba niedługo będę umiała list na pamięć.

Niestety, jestem chyba wrażliwa, ponieważ mogę nagle, rycząc na cały głos, wybiec (wyjechać na rowerze) ze szkoły (a więc zwagarować) i iść do lasu, i beczeć, i litować się nad sobą. Jeśli akurat ktoś mnie zranił.

Albo beczę, jak tylko pomyślę o babci albo mamie. Tylko dlatego, że tak bardzo je kocham.

Mam też inne odruchy, np. siedzieć i rechotać na całe gardło przez godzinę i doprowadzić całą klasę do śmiechu. Albo robić gorsze rzeczy, o których pisałam trochę w poprzednim liście. W ostatnich miesiącach codziennie przychodziłam co najmniej 15–20 min spóźniona. Albo nie wstać przed godz. 8.00. Jedno, co jest dziwne, to że (szczególnie wieczorem albo nocą, kiedy pada deszcz albo kiedy jest ciepły dzień, zawsze wiosną) tęsknię za tym, żeby uciec. To prawie jest tak, że nie mogę przestać. Dwa razy uciekłam. Wróciłam tego samego dnia z różnych powodów. Trzeci raz ucieczka się nie udała. A więc nie jestem taka sprytna, ale już samo uczucie, żeby uciec, kiedy człowiek wychodzi na dwór i czuje się wolny. Ach, drogie dzieci, jakie to wspaniałe. Ale teraz nie uciekam, bo szkoda mi mamy, kiedy się niepokoi.

Nie wiem, czy wierzę w psychiatrów. No, w jakiś sposób. Ale czuję się trochę bezbronna, kiedy jakiś człowiek wie o mnie wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Czasami.

Ech, nie myśl o tym, że nie odpowiedziałaś od razu. To STRASZNIE miłe, że w ogóle odpowiedziałaś. Sama często odpowiadam po TYGODNIACH I Miesiącach, choć nie dostaję tak wielu listów.

U mnie jest zarówno dobrze, jak i źle – to zmienia się z dnia na dzień.

Wcale nie jest przyjemnie wyglądać jak ja. Pewnie jestem trochę dziecinna, bo myślę, że „kiedy będę dużą, piękną i znaną aktorką”, wszystko będzie dobrze. A jakbym tak nie myślała, byłabym jeszcze bardziej zdołowana. Nie dlatego, że w to wierzę, ale przecież trzeba mieć na coś nadzieję.

Z wódką i narkotykami nie zamierzam zaczynać. Może się zdarzyć, że kiedyś jeszcze w życiu się upiję, ale nikt nie potrzebuje się z tego powodu niepokoić.

Wcześniej paliłam dość dużo przez jakiś czas, ale skończyłam z tym (uważam tak jak ty, ale może nie uważałam tak jakieś pół roku temu).

BAĆ SIĘ CIEMNOŚCI

Mój strach przed ciemnością to coś pośredniego między zwykłym baniem się ciemności i wiarą na poważnie, że można być zamordowanym przez diabły. Nie wierzę w to, ale mam takie uczucie. Wiedziałam, że ty nigdy nie bałaś się ciemności, wiedziałam o tym z góry. To naprawdę okropne, kiedy boję się ciemności, najczęściej wieczorem albo w jakimś bardzo małym paskudnym miejscu. Tylko jak jestem sama. Tego nie da się wytłumaczyć. Wierzę, że ludzie żyją dalej i to jest, jakbym nigdy naprawdę nie była sama…

Np. teraz. Jest godzina wpół do dwunastej wieczór. Tylko ja nie śpię i piszę.

Nawet w Håralycke (zagrodzie) boję się ciemności.

Wszystko przeżywam tak silnie. (O ile to może mieć coś wspólnego z tym, że chcę być aktorką, przepraszam za „zrzędzenie”!)

Znalazłam na mapie Näs, leży ono na północy w Dalarnie. Ja, która zawsze uważałam, że ty dorastałaś w Smålandii. Ale może dwie miejscowości nazywają się „Näs”.

W Ulricehamn nie ma żadnej teatralnej działalności. Nie wiem, czy chciałabym brać w niej udział, gdyby nawet była. (Gdyby istniał jakiś klub teatralny albo coś podobnego, na pewno bym o tym wiedziała).

Tak, niestety, to może nie jest „dobrze” dostać rolę w filmie w wieku kilkunastu lat, choć niemal zwariowałam na punkcie roli Fideli, oczywiście. Dziwne zresztą, że nic nie słychać o filmie (Biały kamień). Może w głębi duszy mam nadzieję, że żaden film nie powstanie. Nie z zazdrości w stosunku do tej, która „stanie się” Fideli (mam nadzieję), uważam, że ani ja, ani pewnie nikt inny nie potrafi być taką Fideli, jaka jest w książce. Czytałaś ją, jest naprawdę DOBRA, ŚWIETNA.

Tak, ech, gdyby tylko można było uniknąć szkoły, NIENAWIDZĘ szkoły. Harówka, HARÓWKA bez żadnego pożytku. Lekcje, sprawdziany, wstawanie o ósmej, pilnowanie godzin, klasy, książek, znajdowanie klucza od szafki. To nieludzkie. Człowiek oszukuje, niestety, itd. Wkrótce nie wytrzymam. I ten chol..ny dyrektor ze swoim sekretariatem. Nie, nie, dlaczego trzeba mieć dobre oceny? Oceny nie powinny świadczyć o wszystkim. Wiesz, przez rok miałam średnią 4, teraz jest chyba 2–3. Pomyśl, uciec tak od tego wszystkiego. Ech, tak. Pisz do mnie, cokolwiek, tylko kiedy CHCESZ i MASZ SIŁĘ. Będę się cieszyć z najmniejszej sylaby. Gdybyś wiedziała, jak uradowałaś mnie tym listem.

(To miłe, że udało mi się kogoś oszukać, że jestem „intelektualnie rozwinięta”. Zawsze myślałam, że ty jesteś tak inteligentna i mądra, musi się pewnie taką być, kiedy potrafi się tak pisać i układać słowa jak ty. Chciałabym tak umieć).

(Jest dwunasta w nocy) (gdybym teraz skończyła, ale i tak będę jutro zmęczona i przyjdę spóźniona, i będę musiała zostać po lekcjach, czym się zbytnio nie przejmuję).

Oj, czuję, jak zaczynam bać się ciemności, jeszcze chwilę popiszę, żeby myśleć o czymś innym.

Tak, hm. Hej, cześć! Sara

Myślałam, żeby wysłać zdjęcie w poprzednim liście, ale nie chciałam wydać się natarczywa. Na zdjęciu nigdy nie jestem podobna do siebie.

Pomyśl, ty chcesz, żebym skończyła szkołę, to oznacza niesamowicie, niesamowicie dużo. Jak wysokie oceny, uważasz, trzeba mieć? ZDJĘCIE jest okropnie głupie. Ja tak nie wyglądam, ale równie brzydka jestem w rzeczywistości.

Jeśli chcesz, możesz przecież odesłać z powrotem jedną fotografię, ale to nie jest konieczne.

[1972-04-17]

Hej, ty ładna dziewczynko – kiedy napisałaś, że jesteś brzydka, pomyślałam, no tak może to jest taka, jak ja to nazywam, dziewczyna-myszka, której trochę trudno właśnie dlatego, że ma wygląd, który wcale nie odpowiada ani jej samej, ani jej kolegom, ani w ogóle nikomu. I oto przychodzą dwa zdjęcia nadzwyczajnie pięknej dziewczynki o dużych wyrazistych oczach, zgrabnym nosie, pięknych ustach, pięknych włosach, właśnie takiej, która zwykle bywa najpopularniejsza w klasie! Przedziwne! To n i e m o ż l i w e, żebyś ty rzeczywiście uważała się za brzydką! Pokazałam twoje zdjęcie (ale uwaga, żadnego listu!) moim kilkorgu przyjaciołom, przy różnych okazjach, ostatni raz dzisiaj dziewczynie – albo ty pewnie nazwałabyś ją ciotką – która jest bardzo piękna, i powiedziałam: Co sądzisz i co byś powiedziała o tej dziewczynce? „Piękna – odpowiedziała od razu – bardzo ładna. Ale chyba niełatwo jej samej ze sobą!”

To zabawne, że pisałaś o „Białym kamieniu”, a zaraz potem wydrukowano w „Dagens Nyheter” informację, że teraz zaczynają nagrywać ten film. Wtedy pomyślałam o tobie! Rozumiem, że to trudne, jeśli tak gorąco pragnie się zagrać właśnie rolę Fiddeli. Ale może widziałaś, że dziewczynka, która ją będzie grać, ma dziesięć lat. Rzeczywiście masz o trzy lata za dużo na swym młodym karczku, bo Fiddeli nie może mieć więcej niż dziesięć. Czytałam książkę i b a r d z o mi się podobała, i bardzo lubię także tę, która ją napisała, Gunnel Linde. Jest po prostu na wskroś dobrym człowiekiem.

Mam nadzieję, że kiedyś zasiądę w pierwszym rzędzie na parterze i zobaczę Sarę Ljungcrantz debiutującą tak, że aż echem się odbije. A żeby to było możliwe, to – ojojoj, jaka szkoda, że szkoła napełnia cię taką niechęcią, r o z u m i e m, że tak jest, i dla ciebie życzyłabym, żebyś mogła tego uniknąć i pójść jakoś na skróty, ale tak się nie da. Nawet jeśli nie możesz podnieść średniej ocen do jakichś 4, to i tak musisz wytrzymać i zdobyć świadectwo ukończenia szkoły, żebyś mogła iść dalej do jakiejś szkoły scenicznej, inaczej nic z tego nie będzie. Dlatego więc – zaciśnij zęby i p r ó b u j! Próbuj przychodzić na czas, próbuj gwizdać na to, jeśli dyrektor jest głupi, tylko myśl każdego dnia: będę aktorką i dlatego teraz musi mi być tak cholernie! Te trudne lata miną przecież mimo wszystko, a to jest niestety tak istotne, co stanie się właśnie wtedy. Tak, sama uważam, że jestem ciotkowata i zrzędliwa, ale nic na to nie poradzę – bo wiem mianowicie z wieloletniego doświadczenia, że takie ciotkowate gadanie jest prawdą. Szkoda mi ciebie – nie myśl, że nie – że musisz siedzieć do upadłego w szkolnej ławce, której nienawidzisz, a mimo to chcę, byś to robiła. A od czasu do czasu możesz chyba dać mi znać, jak idzie – z tym i z owym. Z lęku przed ciemnością, mam nadzieję, wkrótce wyrośniesz. Kiedy byłam mała, myślałam, że diabeł siedzi za komodą w sypialni, gotów wyskoczyć i zatopić we mnie pazury, ale ten strach minął, to było, jeszcze zanim zaczęłam chodzić do szkoły, potem nigdy już się nie bałam. Akurat teraz tu w Sztokholmie grają w teatrze sztukę dla dzieci, która mówi właśnie o tym, jak to jest bać się, wszyscy ludzie chyba boją się c z e g o ś.

No, teraz idę obrać ziemniaki na obiad, dziś nie będzie więcej. Odsyłam ci jedno zdjęcie, tak jak chciałaś, ale jedno zatrzymam, jeśli mogę. Kiedy na nie spojrzę, pomyślę: To jest moja Sara Ljungcrantz, ona będzie aktorką, chociaż muszę zaczekać na to jeszcze parę lat!

Miej się tak dobrze, jak tylko możesz!

Oj, prawie zapomniałam o jednej rzeczy. O tym, co napisałaś, że to Pippi kusi cię do ucieczki. To mnie przeraża. Nigdy nie przypuszczałam, że wymysł Pippi może kogoś na poważnie skusić do naśladowania. A nie jest to tak, że ty masz w sobie chęć ucieczki, która wcale nie potrzebuje szczególnej inspiracji z zewnątrz?

I jeszcze jedno. Tak, miejscowość Näs, w której się urodziłam, leży w Smålandii. Przypuszczam, że w każdej okolicy istnieje Näs, ale moje Näs leży tuż koło Vimmerby. Hej, moja droga – chętnie utrzymam z tobą kontakt, jeśli tego chcesz.

Astrid

[Kwiecień/maj 1972]

Byłam naprawdę bardzo poruszona wszystkim, co piszesz.

Do Astrid L.

Hej, dzięki za list, ech nie, jak możesz uważać, że jestem piękna, nie mogę zrozumieć, ale to było strasznie dobre/miłe/przyjemne. Ale przecież są rzeczy, których nie widać na zdjęciu (wągry, bladość itp). Muszę przyznać, że twarz jest troszeczkę lepsza od innych części. Wyglądam więc jak „deska”, jeśli tak można powiedzieć. I mam nogi, na które nie pasują żadne spodnie na świecie. Marzę o tym, żeby móc kupić spodnie. Długie, obcisłe i szerokie na dole. Ale… przyrzekam, że skończyłam gadać o swoim wyglądzie. Należy przecież być wdzięcznym, że wygląda się przynajmniej tak, jak się wygląda.

(Moimi rodzicami są nauczyciele.[…] Mam trochę niezwykłe (durne) imię, kiedy byłam mała, grasejowałam, byłam wyśmiewana, przewrażliwiona, miałam kręcone włosy itd. Z powodu tego wszystkiego, a może z jeszcze innych, cierpię od szóstego, siódmego roku życia. To przecież przykre, ale przyznaję, że sama sobie jestem winna. Myślę, że zaryzykuję i odważę się wychodzić trochę więcej. Kiedy kumpelki pytają mnie, czy wyjdę z nimi wieczorem, odpowiadam: „Nie, jestem taka brzydka i głupia, że nie sprawia mi to przyjemności”. Ale może zacznę wychodzić).

Nikt na świecie nie ma pojęcia, jak bardzo chciałabym zagrać Fideli (Wiem, że pisze się przez dwa „d”, ale zawsze akcentowałam ostatnie „i”. Kiedy wysłałam zgłoszenie do roli, wyobrażałam sobie, że to prawie na pewno będę ja. Podobnie było z rolą Pippi, ale nie byłam chyba tak smutna z jej powodu. Bo Pippi nigdy bym nie dała rady zagrać). Ze wszystkich ról na świecie wybrałabym Fideli.

Ani trochę nie boję się nauczycieli. Irytuję ich niesłychanie, ale mimo to jednocześnie niektórych mi szkoda. (W każdy wtorek zostaję za karę w szkole).

Aha, bardzo chętnie będę do ciebie pisać, jeśli przyrzekniesz, że mi powiesz, kiedy będziesz miała dość czytania. Pomyśl, gdyby mama albo w ogóle inni ludzie tu, wokół mnie, wiedzieli, że dostałam listy od ciebie, nigdy by nie uwierzyli, właśnie o tym pomyślałam. Ale sądzę, że nikt o tym nie wie.

Okropnie się boję, że ktoś krzyknie: „SARA INGEBORG LJUNGCRANTZ” po skańsku, jak to bywało, gdy byłam mała. Wtedy chcę zapaść się pod ziemię.

(Śmiertelnie się boję rozmawiać z chłopcami).

Chyba nikt inny poza mną nie ucieka po obejrzeniu „Ucieczki PIPPI”. Za pierwszym razem, kiedy to zobaczyłam, uważałam, że to cudowne radzić sobie samemu, tak samo jak patrzeć, co się „wynurzy”. Za drugim razem pomyślałam: „Aha. Niestety, nie zawsze jest tak wesoło w czasie ucieczki jak tu”. Bo wtedy „uciekłam”. Ale zrobiłabym to pewnie i tak.

OJ! WSPANIALE, że Näs leży w Smålandii. Może kiedyś będę tamtędy przejeżdżać i sprawdzę, jak tam jest! (Jest noc, odrobię lekcje, potem pójdę spać).

(Cd.) W ostatni piątek nocowałam u mojej koleżanki (choć nie było mi wolno), a rano postanowiłyśmy spóźnić się parę godzin. Leżałyśmy więc w łóżkach w bieliźnie i malowałyśmy się. Telefon dzwonił, ale myśmy nie odbierały. Nagle usłyszałyśmy samochód na podjeździe. Zwiewamy przez kuchnię do pokoju rodziców koleżanki. Rzucamy się pod łóżka i próbujemy powstrzymać śmiech. Koleżanka chichocze. I głos: „No, teraz idziecie ze mną do szkoły! Dyrektor! Akurat wtedy, tak, Boże drogi, wtedy wolałabym być gdzieś indziej! Ale obie z koleżanką zaczynamy głupio rechotać na całe gardło! Leżymy tam i WYJEMY ze śmiechu, a dyr. gada, że mamy wyjść. Chwilę zabiera, żeby wyjaśnić, że nie jesteśmy ubrane i musimy przynieść sobie ubranie. I że on może wyjść, a tymczasem my przejdziemy obok kuchni. (W kuchni siedzi MAMA! W śmiertelnej ciszy). Sporo czasu zabiera nam ubranie się i postanowienie, że nie będziemy wymykać się przez okno, ponieważ nie mamy butów. Potem wychodzimy, pyskujemy i przeklinamy. (Smarkate! – myślisz pewnie). Czysta filmowa komedia, coś takiego zdarza się tylko mnie. Nie mów o tym nikomu!

Mam iść do rodziny zastępczej, bo nie wytrzymuję w domu. Krzyczę i przeklinam, tu stale są awantury. Pytanie tylko, gdzie mam iść. UWAGA! Ja chcę mieć rodziców zastępczych. Jeśli ktoś zechce się mną opiekować, a ja będę się tam dobrze czuła, inaczej wyprowadzę się albo ucieknę.

Mam „pracę” w firmie mebli Svenem. W każdą sobotę pilnuję dzieci na „placu zabaw”. Pięć koron za godz. To nie jest wcale takie miłe. Niedługo będę konfirmowana. Fe.

Chciałabym być dobra w szkole, ale wszystko jest takie trudne i tak wspaniale zwagarować.

Wkrótce nie będę ufać nikomusieńku.

Co mam właściwie robić? Wszystko jest beznadziejne. Pomyśl, gdyby tak coś się wydarzyło. Zawsze chcę, żeby się coś działo, w przeciwnym razie staję się nerwowa.

Sara

Nienawidzę ludzi. Nienawidzę ludzi, którzy mają nade mną władzę. Ple, ple, sram na wszystko, prawie na wszystko.

Sara Ljungcrantz

Ulricehamn

[1972-05-18]

Saro, moja Saro, dziękuję za list i pamiątkę z konfirmacji, i za całe zaufanie. To rzeczywiście wygląda, że męczące jest być Sarą, ale na pewno męczące jest także być twoimi rodzicami. Czy twoja dusza nie uspokaja się, kiedy jesteś na wsi u babci? Czy nie możesz być u niej, aż największe dzikie fale w tobie trochę opadną? Ale może tak się nie da? Piszesz, że nienawidzisz ludzi, którzy mają nad tobą władzę. Jest ich tak wielu? A czy ty nie masz także sporo władzy – przez to, że wierzgasz i stajesz dęba? Myślę, że to najtrudniejsze ze wszystkiego, mieć władzę i jej nie nadużywać. Od Hitlera począwszy, wszędzie dookoła istnieją tacy, którzy nadużywają władzy, a tobie może przytrafiło się spotkać prawdziwych drani, ponieważ jesteś tak przepojona nienawiścią. I nie ufasz żadnemu człowiekowi. Oj, oj, oj, chciałabym, żebyś miała przynajmniej jednego naprawdę prawdziwego przyjaciela, na którym rzeczywiście możesz polegać.

Napisałaś w liście coś, co przykuło moją uwagę. Mówiąc o nauczycielach. Drażnisz ich śmiertelnie, ale mimo to jednocześnie żal ci ich.

Przed paroma dniami miałam u siebie kilka dziewcząt z jednej szkoły, które przyszły zrobić wywiad. I opowiedziały trochę, jak to jest w ich szkole. Dręczyły jednego nauczyciela tak, że próbował wyskoczyć z okna na czwartym piętrze. Zatrzymały go w ostatniej chwili – ale nie przestały go dręczyć! Możesz to pojąć? Próbowały mi wyjaśnić, jak wzajemnie się podpuszczały, to brzmi bardziej niż przerażająco, uważam, bo to pokazuje jeszcze raz, co zawsze sądziłam, że człowiek, my wszyscy jesteśmy jedynie małymi strasznymi zwierzętami i w ogóle nie wiemy, jaką masę diabłów mamy w sobie. Właśnie to, że można kogoś dręczyć i jednocześnie go żałować. Zastanawiam się, czy to nie jest pewien rodzaj nienawiści do siebie samego, która tak się uzewnętrznia. Nie, już nie mówmy o tym.

Życzę ci pogodnych Zielonych Świątek z pewnym wyciszeniem duszy. Chciałabym wiedzieć, jak ci się dalej wiedzie – jeśli masz ochotę opowiedzieć. Nie chcę mieć nad tobą żadnej władzy, bo wtedy zaczniesz mnie tylko nienawidzić.

Astrid

[Maj 1972]

Do Astrid Lindgren

Akurat teraz irytuje mnie (dzięki za list), że przepuściłam program z tobą o Bullerbyn1. Ale niemal spodziewałam się tego, rozumiałam, że będziesz w tym cyklu i że na pewno go przepuszczę. Widziałam go mianowicie w JESZCZE RAZ2, ha, ha, był faktycznie bardzo zabawny.

Kiedy się zastanowię, to niesłychanie ciężko jest być Sarą! Ale to całe szczęście, nigdy bym nie wytrzymała być zwykłym człowiekiem. Właśnie teraz jestem u babci na wsi, póki nie dostanę się do rodziny zastępczej na lato i może na przyszły rok. Zostałam zmuszona przerwać szkołę ok. dziesiątego maja, bo prawie każdą lekcję wagarowałam. Nie mogli mnie trzymać dłużej.

Na 98% mniej więcej polegam na:

mojej koleżance

mojej mamie

mojej babci

Söderlingu (psych.) 90%3.

I na tobie, że nie pokażesz nikomu listów, które piszę, jasne, że nie zabraniam ci tego wprost, nie sądzę, by kogoś interesowały, a ty i tak pewnie wyrzucasz je, jak tylko przeczytasz.

To z dręczeniem nauczycieli jest jak sport, jak konkurs. Trudno to wyjaśnić.

(Przed kilkoma tygodniami byłam u psychiatry w związku z rodziną zastępczą. Jednym, co wydało mi się dziwne, było to, że on (Söderling) powiedział: – Masz jakiś kontakt ze Szwedzkim Radiem? I wymienił mnóstwo zatrudnionych w Szw. Radiu, a między innymi „ASTRID LINDGREN” (!) (?) i spytał, czy pisałam do kogoś z nich.

– Nie wiem, czy chcę coś powiedzieć – odpowiedziałam.

PONADTO on „współpracuje” z GUNNEL LINDE (!) (?)

Wczoraj czytałam pierwszy rozdział z „Południowej Łąki”. Chlipałam tak, jak wtedy kiedy czytałam to wiele lat temu, jeśli w pobliżu nie było nikogo. Miałam mokre oczy. Och, jakie to cudownie smutne i piękne, ale może wcale nie chodziło o to, żeby nad tym chlipać?

Tylko jak ty możesz być tak świetna?

Pozdrowienia

Możliwe, że trochę psychicznie uszkodzona Sara

Program w TV „Kim właściwie jest Lisa z Bullerbyn” nadano 26 maja 1972. [wróć]

Cykl „Jeszcze raz” nadano w ośmiu odcinkach od 4 kwietnia do 23 maja 1972. [wróć]

Ordynator Bertil Söderling (1905–1989), znany jako „radiowy doktor”. [wróć]

[1972-06-09]

Saro, moja miła dziewczynko, zaczynam być naprawdę z tobą związana. Jest w twoich listach coś takiego, co sprawia, że myślę, że ty powoli wyjdziesz z poczwarki, którą jesteś, i rozprostujesz się tak, że staniesz się motylem. Nie pędziłabyś z takim trudem przez ten świat, gdyby nie było w tobie nadwrażliwości, która polega na tym, że czujesz i myślisz trochę więcej niż twoi rówieśnicy.

To zabawne, że Söderling pytał, czy ty znasz kogoś w Szwedzkim Radiu i wymienił moje nazwisko, bo po pierwsze, nie jestem zatrudniona w Szwedzkim Radiu, a po drugie, mogłabyś nieomal mieć wrażenie, że j a w jakiś sposób rozmawiałam z nim o naszej korespondencji. Ale naprawdę nic takiego nie miało miejsca. Znam trochę Bartila Söderlinga, radziłam się go ze dwa razy w sprawie moich wnuków, ale to było wiele lat temu. Że on współpracuje z Gunnel Linde, mogę do pewnego stopnia zrozumieć, ona założyła przecież fundację, która przeciwdziała znęcaniu się nad dziećmi i tam pewnie ma kontakt z Söderlingiem1. Myślę też, że mogłabyś ufać mu więcej niż w 90%. Jak dobrze, że jesteś u swojej babci na wsi i możesz jej ufać w 98%, to dobry stopień dla twojej babci. Akurat przed chwilą dzwonił telefon i rozmawiałam z d r u g ą babcią, także w Smålandii. Ma wnuczkę, która też jest „możliwe, że trochę psychicznie uszkodzona”, jak ty to nazwałaś. Ta dziewczynka jest młodsza od ciebie, ale może też będzie musiała jesienią pójść na oddział psychiatryczny i jej babcia strasznie się boi, bo dziewczynka = Gunilla nie może zasnąć wieczorem, jeśli ktoś, najchętniej babcia, nie przyrzeknie, że sama nie zaśnie – a tego nie można domagać się w szpitalu. Jak, według ciebie, było w twoim szpitalu? Uważasz, że ci coś pomógł? Byłabym wdzięczna, gdybyś mi napisała troszkę o tym oraz czy to przynosi jakąś korzyść.

Tak, uważam, że to dobrze, że płakałaś trochę przy „Południowej Łące”. Sama też płakałam, kiedy ją pisałam.

Oj, jak pięknie jest właśnie teraz! Mam nadzieję, że zachwycasz się i że p r z y r o d a daje ci trochę pociechy, daje?

Piętnastego czerwca jadę do Tunezji z trojgiem wnucząt, tylko na tydzień. Mam nadzieję, że sobie poradzę, będę musiała pilnować trzy sztuki. Ale chyba się uda. One nie są już przecież takie małe, dwie dziewczynki po dziesięć lat, jeden chłopiec dwunastoletni.

Moja droga, możliwe (ale to nie jest pewne) trochę psychicznie uszkodzona Saro, miej się tak dobrze, jak możesz, i niech blask słońca pada na ciebie i na mnie.

Astrid Lindgren

Możesz ufać na 100%, że nie pokazuję nikomu twoich listów. Ty też nie pokazuj moich.

Stowarzyszenie BRIS (Barnens rätt i samhället) (Prawa Dziecka w Społeczeństwie) zostało założone w 1971. [wróć]

[Czerwiec 1972]

Do Astrid Lindgren od Sary. Dziękuję za list (jak ty potrafisz pisać tak świetnie?). Biedna ty, ten list będzie pewnie okropnie długi i możesz go przeczytać, kiedy wrócisz z Tunezji (och, jak to brzmi przyjemnie!). Może zostanę tu u babci i dziadka całe lato i może, może cały rok, gdybyś chciała znać adres:

(Ale teraz chyba pójdę do domu letniskowego w Vänersborgu).

Håralycke

Eneryda

Dziwną sprawą jest to, że mniej więcej od czasu, kiedy poszukiwaliście „Pippi”, jak gdyby przeczuwałam, że ty i ja w jakiś sposób będziemy miały pewien kontakt. Czasami zastanawiam się, czy nie powinnam być wróżbiarką, bo prawie wiedziałam z góry. (Że my „poznamy się wzajemnie”). Ja chyba zawsze byłam trochę „związana” z tobą, teraz zostało to powiedziane, nie śmiej się!

No tak, przypuszczalnie Gunilla pójdzie do jakie-goś dziecięcego psychiatryka, ja byłam w takim dla młodzieży. Tam, gdzie byłam, było mniej więcej tak: dostawało się swój pokój i personel, który człowieka „doglądał”. Oni byli szalenie grzeczni. Potem musiało się biegać do psychologa prawie raz dziennie, część dostawała tabletki. Czasami były odwiedziny, ktoś uciekł, ktoś wrócił do domu „na ciągu”, czasami dostawało się „przepustkę” itd.

Personel pilnował, żeby być w pokoju wcześnie wieczorem, ale na szczęście nie zrzędził na przekleństwa i takie tam. Jeśli Gunilla śpi niespokojnie, zawsze może ktoś na nocnym dyżurze (najczęściej są w porządku) mieć drzwi otwarte, może być w jej pokoju, nie wiem.

Może można powiedzieć, że mi to pomogło (trochę). W końcu człowiek rezygnuje. „Okej, stanę się porządna”. W takim wypadku to przynosi korzyść.

Myślę, że Gunilli może to pomóc. Zapomniałam powiedzieć, że jest także terapia, bardzo przyjemna, uważam. Można robić wszystko: szyć, wyrzynać coś z drzewa, tkać, lepić garnki z gliny itp., itp.

O, tak, nie da się opisać, jak pięknie jest, moim zdaniem, teraz w Håralycke (jeśli zaczynam chlipać, wybiegam zawsze do lasu. To straszne, ale zastanawiam się, a gdybym nie uważała, że to piękne).

Twoje listy chowam pod materacem!

Niech słońce świeci, to będę opalona!

Zastanawiam się, jak długo właściwie Ziemia wytrzyma całe to zniszczenie. Chciałabym, żeby konferencja o ochronie środowiska na coś się zdała, to jest tak, jak gdybym cały czas czuła, że to jest ostatnie lato1. Następne lato jest może całkowicie inne, mam nadzieję czystsze, ładniejsze. Nie, nie uważam, że zwariowałam, ale nic nie mogę na to poradzić, że się martwię. A jak ty sądzisz?

Cha, cha! Zapomniałam powiedzieć, że przyszły oceny! Jeśli cię to interesuje, nie jest tak źle, jak myślałam. 2 szt. jedynek, 3 szt. dwójek i 10 szt. trójek. Ale na trójki nie zasłużyłam.

Czy uważasz, że dobrze jest umieć grać na fortepianie i tańczyć jazz, jeśli się chce być aktorką?

Zresztą powiem jak babcia:

– Ciekawa jestem, czy Astrid Lindgren zamierza wydać jakąś ciekawą książkę dla dzieci na jesieni?

Myślę, że sama napiszę książkę, to naprawdę bardzo fajne, faktycznie.

Zaczynam tęsknić za małym dzieckiem. Pomyśl, mieć własnego dzidziusia, och, jakie szczęście! Ale żebym je miała urodzić, nigdy. Nie, dziękuję, ja zaadoptuję, wtedy uniknie się zwiększania przeludnienia, pomoże się tym dzieciom, które już są.

Nie mogę powstrzymać się, żeby nie opowiedzieć, że przed chwilą widziałam zdjęcie jednej pani, która ma 40 lat i która spotkała swoją matkę, kiedy mur między WSCHODNIM I ZACHODNIM BERLINEM był okazjonalnie otwarty, prawie mnie mdliło, bo uważam, że to takie smutne. To nie może być normalne.

Nie, naprawdę wstydzę się tego bezładnego, psychicznie uszkodzonego dziecinnego listu.

Na razie.

Od

Sary

Pierwsza konferencja ONZ dotycząca ochrony środowiska została zorganizowana w Sztokholmie 5–6 czerwca 1972. [wróć]

27.7.1972

Saro, moja Saro, dostałam od ciebie długi miły list już dawno temu i teraz z wielu powodów mam nadzieję, że jesteś nadal w Enerydzie, bo myślę, że się tam dobrze czujesz. Dziękuję, że napisałaś tak wyczerpująco o szpitalu psychiatrycznym. Z Gunillą jest lepiej teraz latem, kiedy ona jest u s w o j e j babci, ale główny problem to przecież, jak sobie poradzi, kiedy wróci i zacznie szkołę. W każdym razie wydaje się, że da się wytrzymać w takim szpitalu, ale może szczególnie dobry jest ten, w którym jest Bertil Söderling. Rozmyślałam też o tym, że on cię zapytał, czy ty mnie znasz. Myślisz, że ktoś z twojej rodziny zobaczył, że dostajesz listy ode mnie i potem może powiedział to B.S. Nie żeby to miało jakieś znaczenie, tylko się nad tym zastanawiałam.

Nie, Astrid Lindgren nie wyda jesienią żadnej nowej książki dla dzieci. Ale jedną w każdym razie piszę1. I uważam, że ty też możesz, przecież pisałaś, że myślisz nad tym. Nawet jeśli nie piszesz książki o wymyślonych osobach, to powinnaś pisać o Sarze Ljungcrantz, zapisać wszystko, co ona czuje, uważa i myśli. Sądzę, że ty myślisz i uważasz niezwykle dużo jak na swój wiek, i ty, biedactwo, należysz naturalnie do tych, którzy przejmują się nieszczęściami innych i nędzą, i rozpaczą tego świata. Odczuwam je też tak mocno, że czasem popadam w melancholię. Od czasu do czasu człowiek ma wgląd w to, jak potworne ludzie mają życie, jak samotne, ciężkie i nędzne, najbardziej chyba starzy, a zresztą w każdym wieku. I nikomu nie można pomóc, to napawa taką bezsiłą i smutkiem, kiedy człowiek uświadamia sobie, jaka to beznadzieja.

Aha, jesteś więc małą istotą o zdolnościach wróżbiarskich, tak, często rzeczywiście uważam, że można przeczuć, co się wydarzy. Myślę, że spotkało mnie wiele dziwów tego rodzaju.

Możemy chyba, na Boga, mieć nadzieję, że to nie jest ostatnie lato, jak ty to przeczuwasz; gdyby tak się stało, będziemy mogli powiedzieć, że to było fantastyczne dziękczynno-pożegnalne przedstawienie. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby lato tak pięknie kwitło! I ciepło tak, że można chodzić jak na południu, przynajmniej tak ciepło, jak kiedy byłam w Tunezji. Tak, moim wnukom było tam miło i dlatego m n i e też było miło. Ale poza tym wolę być w domu w Szwecji otoczona naszą szwedzką przyrodą.

Rety, ale wiatr targa drzewa – a ja mam zięcia na morzu w żaglówce. Kiedy wyszłam dziś rano o 5. na balkon (widać z niego tor wodny na Furusund), to duża żaglówka szybko i cicho sunęła na południe. Ale myślę, że pilot łodzi zwinął potem żagiel.

Mój najmłodszy wnuczek, trzyletni Olle, parę dni temu stoczył się z pomostu do morza bez kamizelki ratunkowej. Tylko dwie małe piąstki wystawały nad powierzchnię wody. Jego starszy brat na szczęście leżał na materacu gumowym w pobliżu, skoczył i go wyciągnął. Po takiej nauczce Olle chce mieć na sobie kamizelkę.

Kiedy przyjdzie czas, żeby mieć małe dziecko, sądzę, że zechcesz urodzić je sama, nawet jeśli dołożysz się do przeludnienia. Chwilowo możemy z tym jednak poczekać.

Tak, myślę, że to dobrze grać na fortepianie i tańczyć jazz, jeśli chce się zostać aktorką, a także kimś innym. Całe życie chciałam grać na fortepianie. Tańczę niezwykle chętnie, ale najchętniej samotnie przy gramofonie.

Jak będziesz miała czas, napisz parę słów, żebym wiedziała coś o twoim lecie.

Twoja stara przyjaciółka

Astrid Lindgren

Książką, którą Astrid zaczęła pisać, są Bracia Lwie Serce; ukazała się jesienią 1973. [wróć]

[Lipiec/sierpień 1972]

Hej, Astrid Lindgren i dzięki tak strasznie, strasznie za list.

Tak, na szczęście jestem dalej w Håralycke i zostanę tu przez całą 8-ą klasę. Napiszę książkę, jak będę miała czas. Przypuszczalnie to będzie o jednym chłopcu, który czuje się jak dziewczyna, a więc będę pisać o niej/nim, jak gdyby to była dziewczyna, i ona mieszka ze swoją mamą (która jest prostytutką) w małym mieszkanku, ale potem przeprowadzają się do nowego miejsca i mieszkają w jednym ładnym starym domu, dlatego że dziewczyna chce żyć jako normalna dziewczyna, w nowym mieście, w którym nikt jej nie zna i nie wie, że ona jest chłopcem.

Niestety, bardzo mało wiem o takich rzeczach, ale chyba się uda. To, co mnie irytuje, to to, że nie wiem, jak się pisze. Czy po prostu pisze się całe stronice z góry na dół, no i co się robi, jak się chce coś zmienić itd. Pisanie na maszynie trwa w nieskończoność. Gdybyś troszkę opowiedziała mniej więcej, jak ty robisz, byłoby strasznie fajnie. (Jasne, że zrobię bohatera trochę podobnego do mnie, to będzie tylko dobrze).

Nie można powiedzieć, żebym robiła zbyt wiele tego lata, piszę masę listów, opalam się i kąpię w morzu, rozmawiam z całą masą kuzynów, opiekuję się kotem, szyję i myślę o tym, że jest zbyt pięknie w Håralycke latem itd.

Nie myśl tylko, że zamierzam wyjść z jakimś wywiadem, ale nie mogę się powstrzymać, żeby nie zapytać: Jak to właściwie jest być tak ZNANYM????

Często się nad tym zastanawiałam, jak to właściwie jest być Astrid Lindgren, zauważyłam, że ty nie masz w zwyczaju wypowiadać się w gazetach, i niestety, przepuściłam jeden program o tobie, dawno temu, więc nie mogę wiedzieć, jak to jest. Ale czy to przyjemne? (Głupie pytanie, nie musisz odpowiadać). W każdym razie mam uczucie, że to jest wieczne pisanie listów.

Nie pojmuję, co to za szalone szczęście urodzić dziecko, przecież to sprawia straszliwy ból, więc raczej nie odważyłabym się. Chyba dobrze zamiast tego zaopiekować się kimś, kto już istnieje, chociaż to może miło urodzić dziecko, czy ja wiem, jestem przecież trochę głupia, ponadto nie taka DOROSŁA. Jedno w każdym razie wiem, nigdy nie przerwę ciąży, to byłoby pewno zbyt straszne urodzić nieżywe dziecko, nie, teraz zaraz znów zacznę się bać ciemności, myślę, że tu skończę, napisz, jeśli chcesz, będę się wtedy cieszyć.

Na razie, od tej, co nigdy nie będzie Fideli.

A więc od Sary, jeśli mnie pamiętasz, to miłe dostać list pisany na maszynie ten jeden raz.

Sara

P.S. Na końcu ona zostanie zoperowana na dziewczynę (to znaczy, w mojej książce). A więc, a więc tymczasem!

Sara Ljungcrantz

Håralycke

Dziwne, kiedy zapytałam o to granie na fortepianie, pomyślałam: Astrid Lindgren, ona pewnie nie umie grać na fortepianie, ale pewnie chciałaby umieć.

Furusund 9.8.1972.

Saro, moja Saro, a więc, a więc – gdybyś wiedziała, jak ucieszyło mnie to, że będziesz w Håralycke przez całą ósmą klasę, myślę, że to najlepsze, co mogło cię spotkać. Obyś teraz poczuła się dobrze w nowej szkole, żeby twoja chęć wagarowania zniknęła, bo w przeciwnym razie będzie to bardzo męczące nie tylko dla ciebie, ale także dla twojej babci. Ja sama jestem przecież babcią, więc wiem, jak się człowiek martwi i niepokoi o swoje wnuki. Z upływem lat jest z tym tylko gorzej, a przecież im bardziej się kocha swoje wnuki, tym bardziej się człowiek niepokoi, żeby coś nie poszło źle. Ale myślę, że tobie teraz zacznie iść wszystko dobrze, w każdym razie będę trzymać za to kciuki. Uważam, że to brzmi jak dobry program na lato, opalać się, kąpać, rozmawiać z kuzynami, opiekować się kotem, szyć i myśleć o tym, jak pięknie jest w Håralycke latem – tak, naprawdę nie tylko w Håralycke tak jest, tego lata cała Szwecja jest jak rajski ogród, każdego ranka budzę się z radością i daję susa do Bałtyku, który jest jakieś dziesięć metrów od mojego łóżka, a potem chodzę dookoła i patrzę na mój mały mizerny parczek, i brodzę boso po trawie, potem piję poranną herbatę na balkonie. Czy to też nie brzmi jak dobry program na lato?

Chcesz wiedzieć, jak to jest być ZNANĄ? Wiesz, w głębi duszy bardzo mało mnie to obchodzi – jeśli w ogóle o tym myślę, to jest tak, jak gdyby chodziło o kogoś innego. Ta popularność, która tak dziko się obecnie rozszalała, to najpaskudniejsze ze wszystkiego, dlatego człowiek może być przynajmniej t r o c h ę zadowolony, kiedy wie, że książkami, które napisał, uczynił paru osobom życie odrobinę weselsze, wtedy czuję zadowolenie. A i tak piszę tylko dla swojej własnej przyjemności, kiedy piszę, nie myślę o tych, którzy będą to czytać.

I chcesz wiedzieć, jak się pisze. Wiesz, mnie jest łatwo dzięki temu, że potrafię bardzo dobrze stenografować, więc siedzę na swoim balkonie albo leżę w łóżku, w ręce trzymam mój blok do stenografowania i mogę na nim pisać równie szybko, jak myślę. Ale przepisuję i przepisuję, i znów przepisuję, wyrywam kartki, wyrzucam je i piszę na nowo, póki każde zdanie nie będzie dokładnie takie, jak chcę. (Nie jest tak, kiedy piszę list, wtedy tylko gnam niczym burza – jak teraz!) Jest wielu pisarzy, którzy mówią, że oni nigdy niczego nie zmieniają, tylko pozwalają płynąć inspiracji i wszystko piszą raz, no i gotowe. Nie sądzę, żeby ten sposób był dobry, myślę, że potrzeba wiele pracy, aby jakaś rzecz była rzeczywiście gotowa. Wiesz, co jeszcze myślę? Myślę, że należy pisać o tym, co się naprawdę dobrze zna i o czym się coś wie. Dlatego zastanawiam się troszkę, czy to taki dobry pomysł, żebyś pisała o chłopcu, który zostanie zoperowany na dziewczynkę – taka książka, sądzę, powinna zostać napisana przez kogoś, kto rzeczywiście ma takie problemy. Gdybym ja była tobą, pisałabym książkę o tym, jak to jest być Sarą, jak to jest i jak to było i jak myślisz, że będzie. Zwykło się mówić, że każdy człowiek może napisać j e d n ą książkę o sobie samym i myślę, że napisałabyś bardziej interesującą i lepszą książkę o Sarze niż o chłopcu, który chce być dziewczynką.

W dzisiejszych czasach można przecież naprawdę urodzić dziecko bez tak straszliwego bólu, ale jasne, że samo rodzenie raczej nie jest czy raczej nie odczuwa się jako specjalnego szczęścia. Mam na myśli tylko to, że nie trzeba się tak bać bólu, żeby z tego powodu wybrać adoptowanie dziecka. Na szczęście nie musisz jeszcze zajmować stanowiska w tej sprawie. To stanie się z czasem. Jeśli chodzi o aborcję, czuję tak jak ty, myślę, że to trudne i smutne, kiedy musi się podejmować takie decyzje, kobiety są potem często zdeprymowane, to jest tak, jak gdyby ciału nie podobało się to, co się zrobiło.

Hej, hej, Saro z Håralycke – miło będzie dowiedzieć się, co myślisz o nowej szkole, kiedy już ją zaczniesz, nie zapomnij, że z przyjemnością się o tym dowiem. I powodzenia we wszystkim, w lecie, książce, szkole i w całym życiu Sary.

Astrid

[1972-08-28]

Do Astrid Lindgren. Strasznie, strasznie dziękuję za list, który sprawił mi wielką radość.

Jest jedna rzecz, nad którą się głowię, a o której powinnam pomyśleć już dawno. Jakiś czas temu przeczytałam wszystkie listy od ciebie (zachowałam je oczywiście). To było osiem długich bardzo-bardzo-miłych listów. Nie można się nie dziwić, dlaczego tak ZNANA dorosła osoba poświęca tak dużo trudu i pieniędzy na tak nic nieznaczącą osobę jak ja, która wcale nie jest jakąś fantastyczną pisarką listów. Kiedyś, dawno temu, powiedziałaś na pewno w TV, że jest wiele dzieci, które do ciebie piszą, i „kiedy jakieś dziecko zadało sobie trud, żeby napisać, to przecież musi się odpowiedzieć”. Ale zaczyna mi być trochę ciebie żal, że w odpowiedzi do mnie piszesz długie listy. Było mi z tego powodu o wiele radośniej, niż możesz przypuścić, ale ze względu na ciebie nie musisz przecież być tak bardzo „obdarowująca”.

A więc chcę, żebyś nie pisała do mnie, JEŚLI NIE MASZ OCHOTY. Ja prawie wariuję z radości, kiedy przychodzi list od A.L. Ale byłoby nieprzyjemnie, gdyby to był dla ciebie przymus. Przepraszam zresztą, że nie odpisałam zbyt szybko tym razem.

Bardzo miło jest w nowej szkole, do której chodzę od tygodnia, mam na myśli, że są fajni koledzy i w ogóle.

Pomyśleć, że TY się ucieszyłaś, że mieszkam w Håralycke! Tak, to brzmi miło, mieszkać przy Bałtyku, czy ty tam mieszkasz sama w dużym białym domu? (Możliwe, że czerwonym albo żółtym?) Ja tylko sprawdzam moje wróżbiarskie zdolności.

Gdybyś wiedziała, jak mnie i mojej małej kuzynce Annie Benedykcie, pięcioletniej, było wesoło przy „NILSIE PALUSZKU” i „DZIECIACH Z ULICY AWANTURNIKÓW”, byłabyś bardzo zadowolona. Anna jest strasznie zabawna, rozradowana opowiada, że nie będzie miała żadnego rodzeństwa, bo „mama nie chce mieć takiego brzucha i zresztą bierze tabletki, więc nie będzie żadnych dzieci”.

A raz, kiedy jej czytałam, zobaczyła zdjęcie autorki i powiedziała:

– To jest Astrid Lindgren!

Uważam, że jeśli książka ma być dobra, to można ją pisać dla siebie samego, a nie dla innych. Mimo wszystko jest przecież tak, że człowiek czuje się najlepiej sam.

Tak, napiszę pewnie o kimś innym, a nie o „chłopcodziewczynie”, chciałabym tylko mieć więcej czasu.

Odkryłam, że istnieją też inne dobre książki, nie tylko twoje (nawet jeśli ty prowadzisz, naturalnie!). „Klaudyna w Paryżu” i „Klaudyna w szkole” Colette1 jest świetna.

Może powinnam napisać bardziej wyczerpująco o szkole. Pierwszego dnia byłam trochę zdenerwowana, ale rzeczywiście nie tak, jak można by przypuszczać. Ja, Björn (kuzyn), Ingegerd i jeszcze jedna osoba czekaliśmy na autobus na tym samym przystanku. Przyjechał autobus, wsiadłam na drżących nogach, usiadłam na samym końcu, sama. Nagle wpadła do autobusu masa dzieci i rozsiadły się dookoła mnie. Pomyślałam wtedy przez chwilkę o tym, co TY (!) i moja kumpelka z U-hamn powiedziałybyście, gdybyście mnie wtedy zobaczyły, i zaśmiałam się lekko sama do siebie. Zaczęłam prawie żałować, że nie zostałam w U-hamn.

Ale ułożyło się, zakumplowałam się z „nimi” i wszystko było całkiem w porządku. Jasne, że znalazło się kilku blondasów, którzy uznali, że zabawnie jest wołać na mnie „Sahara”, ale szybko sobie z tym poradziłam, teraz jest tylko fajnie. W głębi duszy mam nadzieję, że tak będzie dalej.

Jeden z chłopaków poczęstował nas, dziewczyny, papierosem. Nie sądził przypuszczalnie, że „potrafię” palić. „No, teraz jest ważna chwila”, pomyślałam i dwa razy głęboko się sztachnęłam. Wiem, że to brzmi głupio i niewiarygodnie, ale on nabrał do mnie „respektu” i jego ocena o mnie podniosła się o parę metrów. Tak, naprawdę tak się stało, pomyśl, jak duże znaczenie może mieć trochę nikotyny.

Jest kilka pędraków, które zwykle wołają „CHOLERNY IDIOTA”, a kiedy przechodzi się obok ich placu zabaw, rzucają kamieniami. Mam swoją własną taktykę, podbiegam do nich, daję im klapsa w pupę i trochę ich przytulam, tych małych pędraków. Niestety, jeden przestraszył się i uciekł. Nie jestem mądra, ale kto jest?

Tak, hej, Astrid Lindgren, to i niepojęte, i całkiem naturalne, że ja koresponduję z tobą, czyż nie?

Sara Ljungcrantz

Håralycke

P.S. Właśnie czytam „Madikę z Czerwcowego Wzgórza”.

P.S. Kiedy Lotta z ulicy Awanturników włazi do pasmanterii cała zasmarkana, uważam, że to jest prześmieszne! Sara

Sidonie Gabrielle Colette (1873–1954) – pisarka francuska. [wróć]

15.9.1972.

Saro, moja przyjaciółeczko z Håralycke, powiem teraz tak jak ty: „przepraszam, że nie odpisałam zbyt szybko tym razem”, a zresztą nie, nie powiem tego, myślę, że zawrzemy porozumienie, że będziemy pisać tak często albo tak rzadko, jak chcemy, bez potrzeby wyjaśniania dlaczego. Myślisz – może – że piszę tak do masy dzieci i młodzieży i piszę do ciebie z m u s u, ale tak nie jest. Tylko z tobą prowadzę tego rodzaju wymianę listów, wszyscy inni dostają jeden list i koniec. Dlaczego więc piszę do ciebie? Bo jest w tobie coś, co lubię, masz w sobie wrażliwość, która, jak sądzę, jest od czasu do czasu tłamszona, ale zachowałaś ją. To typowe dla ciebie, że proponujesz mi, żebym się nie zmuszała, by do ciebie pisać, to pokazuje troskę, na którą niewielu z twoich rówieśników by się zdobyło. Próbujesz wczuć się w to, co odczuwają inni ludzie, i po prostu lubię twoje listy. Przede wszystkim ciekawi mnie, jak rozwija się Sara, nie jako obiekt studiów, który sobie obserwuję, tylko dlatego, że życzę ci, aby twoje życie było dobre i wartościowe, i dlatego, że chcę, abyś wykorzystała swoje możliwości – chcę wiedzieć, jak ci z tym idzie. Naprawdę się ucieszyłam, kiedy napisałaś, że jest bardzo miło w nowej szko-le, och, jak pragnę, żeby tak było dalej.

Jest w twoim liście jeszcze coś, o czym chciałabym napisać troszkę więcej. Piszesz o chłopcu, który poczęstował cię papierosem i który nabrał do ciebie respektu, ponieważ parę razy zaciągnęłaś się głęboko. Teraz, Saro Ljungcrantz, przedstawię ci propozycję, którą możesz przyjąć albo odrzucić, jak sama chcesz – wiem, że nie chcesz, aby ktoś decydował za ciebie, i ja wcale nie decyduję o niczym, ja tylko daję ci następującą propozycję: Jeśli ty, kiedy skończysz dwadzieścia lat, nie będziesz palaczką, jeśli w ogóle nie będziesz do tej pory palić, to jako prezent urodzinowy (jeżeli będę wtedy żyła) dam ci tysiąc koron albo równowartość, która odpowiada tysiącu koronom dzisiaj. Bo widzisz, jeśli jest coś na świecie, od czego chcę cię uchronić, to właśnie żebyś nie została palaczką. Spotkałam tak wielu ludzi, którzy krwawymi łzami płaczą, że nie mogą przestać palić, i którzy przeklinają chwilę, kiedy zaczęli. Nie sądzę, żebyś ty – tylko dlatego, że zaciągnęłaś się parę razy – była nałogową palaczką, ale jeśli będziesz palić dalej, nawet tylko trochę, to wpadniesz i już się nie wyzwolisz. Masz teraz najpiękniejsze, najróżowsze płuca i mam nadzieję, całe ciało zdrowe, ciało, z którym będziesz żyć przez całe swoje życie, nie dostaniesz nowego i może będziesz żyła całkiem długo. Ale j a k będziesz żyła, zależy w dużym stopniu od tego, jak będziesz się obchodzić z tym ciałem, które raz dostałaś. Moja córka Karin, teraz mama czworga dzieci, zaczęła palić, kiedy miała 16 lat, ale na całe szczęście jej ciało się sprzeciwiło bardzo silnie, zawrotami głowy i omdleniami, tak że sama czuła, że musi z tym skończyć. I skończyła wiele lat temu. Potem miała koleżankę, z którą zerwał chłopak i ona siedziała u nas w domu, opłakiwała to i paliła. Wtedy Karin wzięła od niej papierosa i r a z się zaciągnęła – no i skończyło się fatalnie. Zaczęła znów palić jak najęta, bo tak głęboko we krwi i w nerwach siedzi pragnienie nikotyny, kiedy już raz zostało rozbudzone. Ale poszło tak jak wcześniej, pochorowała się i rzeczywiście udało się skończyć. Ale ona od tamtego dnia do dziś wie – po siedemnastu latach wstrzemięźliwości – że ani razu nie może odważyć się sztachnąć. Myślisz pewnie, co to za ciotka ze mnie, siedzę tu i tylko prawię ci takie kazanie, ale widzisz, to jest problem, w który naprawdę głęboko się angażuję, jestem zrozpaczona, kiedy widzę młode dziewczynki, kilkunastolatki, idące z papierosem w ustach, mam ochotę podejść do nich i powiedzieć, gdybyście mogły zajrzeć w przyszłość za prawie dwadzieścia lat i wtedy zobaczyć, co wyście zrobiły z własnym ciałem, to nigdy byście nie ruszyły papierosa. Sama paliłam, gdy byłam młoda, ale tylko dlatego, że uważałam, że to sposób pokazania, jak się jest dorosłym i wyrobionym towarzysko, jednak nie zaciągałam się głęboko, a to wielka różnica. Nie wciągnęłam w siebie pragnienia i dlatego nie było żadną sztuką skończyć z tym, gdy nagle dotarło do mnie, że po jakie licho mi to? Kiedy jestem tak biedna, że z trudem starcza mi na jedzenie? Potem nie paliłam. Mam wielu palących przyjaciół w moim wieku, kaszlą, mają złe krążenie i wrzody żołądka, i Bóg wie co jeszcze. Miałam bliskiego przyjaciela, palącego jednego papierosa za drugim, który zmarł na raka płuc w straszliwych męczarniach, tak, słuchaj, to nie jest żadna propaganda ze straszeniem, tylko czysta szczera prawda. Spotkałam kiedyś dziennikarza, który opowiedział, że miał robić reortaż z operacji płuc zaatakowanych rakiem w Karolinskiej1. Był tam już dzień wcześniej, żeby zebrać informacje, i w kawiarni wdał się w rozmowę z młodym mężczyzną, który powiedział mu, że jest żonaty i ma troje małych dzieci, a następnego dnia będzie operowany i jak to będzie wspaniale mieć to już za sobą i móc pojechać do swojej rodziny w Norrlandii.

Dzień później, kiedy dziennikarz przyszedł na salę operacyjną, żeby kręcić swój reportaż, zobaczył na stole operacyjnym swego norrländzkiego przyjaciela z rozciętą klatką piersiową, a w niej dwa krwawiące czarne jak węgiel płuca. Operujący go lekarz zdjął trochę smoły i potem zeszyto mężczyznę na powrót, bo nic już nie dało się zrobić, a po tygodniu młody człowiek zmarł. „Ale, opowiadał dziennikarz, od tego czasu nie zapaliłem ani jednego papierosa i sądzę, że lekarz, który wtedy operował, też nie, w każdym razie wszyscy tam powiedzieli, że kończą z paleniem”.

Wielu mówi, że ech, przecież pali tylko tak troszkę, to nie może być niebezpieczne. Nie, pewnie nie może, ale w tej samej chwili, gdy taka palaczka będzie miała jakiegoś rodzaju problem, czy to np. z chłopakiem, czy z jakąkolwiek inną sytuacją, które życie usłużnie przygotowuje ludziom, w tej samej chwili zwiększa się konsumpcja i nikt nie może wiedzieć albo postanowić, że nie stanie się nałogowym palaczem, zanim w ogóle zdąży to pojąć. Dość kazania. Ale rozumiesz teraz, jak całą sobą pragnę, abyś ty nie paliła. Nie możesz sprawić, żeby ten chłopak czuł do ciebie równie duży respekt, jeśli powiesz: „Nie, dziękuję. Przestałam palić – bo nie jestem głupia!”? Możesz przecież napisać mi i powiedzieć, co o tym myślisz, i o tym, że odkładam banknot tysiąckoronowy.

Cieszę się, że odkryłaś Colette, należy do tego najlepszego, co dostaliśmy od Francji, moim zdaniem.

Pozdrów Annę Benediktę i napisz znów do mnie, kiedy będziesz miała ochotę. Będziemy pisać tylko wtedy, kiedy mamy na to ochotę, ty też nie możesz czuć przymusu i nic nas nie będzie wstrzymywać, żeby napisać dwa listy w oczekiwaniu na odpowiedź, jeśli poczujemy taką potrzebę.

Mój dom na Furusund jest c z e r w o n y. Aha, testujesz swoje wróżbiarskie zdolności, jesteś równie stuknięta jak ja, uważam. Gdybym opowiedziała ci wszystkie moje przeróżne sposoby wróżenia, nie myślałabyś, że jestem mądra, oczywiście robię to dla zabawy, ale jednak na swój śmieszny sposób wierzę w to. Teraz właśnie piszę jedną książkę, w której pewną rolę odgrywa gołąb. Nagle któregoś dnia na Furusund pomyślałam, że nie, z tą książką nie będzie zbyt dobrze, i wtedy przyszło mi do głowy, żeby w ten mój zabawny sposób powróżyć sobie z Biblii. Pomyślałam tak: teraz otworzę Biblię i zobaczę, czy w tym fragmencie, na który trafię przypadkiem, jest coś o gołębiu. Jeśli jest, to będzie dobrze. I tak zrobiłam. Możesz sama otworzyć Biblię i sprawdzić, że naprawdę nie ma zbyt wielu stron, na których jest mowa o gołębiu. Ale oto znalazłam, wydało mi się, że zupełnie bez uzasadnienia wstawione, kilka wierszy: „Skrzydła gołębicy srebrem się lśniły, a jej pióra zielonkawym odcieniem złota”2. Cha, cha, podejrzewałaś, jak śmieszny może być stary człowiek?

A nawiasem mówiąc, jak ci idzie twoje pisanie? Mam nadzieję, że dobrze.

Jutro jadę do Kopenhagi i Hamburga na parę dni, a teraz idę się spakować.

Miej się dobrze, moja mała!

Astrid

Karolinska Institutet – Szpital Akademii Medycznej w Sztokholmie (przyp. tłum.). [wróć]

Księga Psalmów, Psalm 68,14, Pismo Święte, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań-Warszawa 1980 (przyp. tłum.). [wróć]

[1972-10-04]

Do Astrid. (Lindgren)

Dzięki, tysiączne dzięki za to, że chcesz mi dać 1000 koron, jeśli powstrzymam się od palenia do tego dnia, kiedy skończę 20 lat. To prawie niepojęte, że jakiejś osobie, która nigdy mnie nie widziała, tak zależy na tym, żebym nie paliła. Ale nie będziesz mi dawać 1000 koron, nie, tego nie mogę przyjąć, natomiast musisz wiedzieć, że byłam zarówno RADOSNA (jak i zdziwiona), że chciałaś mi je dać. Cokolwiek napiszę, nie potrafię wyjaśnić, jaką radość mi to sprawiło. ALE: Przyrzeknij, że nie dasz mi ich, ja i tak spróbuję nie palić. Przestałam, i to prawie tylko dlatego, że babcia nie chce, żebym paliła.

Zresztą uważam, że palenie stało się symbolem statusu w wieku 11–19 lat. Można prawie zobaczyć po palących, do jakiej grupy (prawie „grupy społecznej”) oni należą.

Nr 1. Tu wchodzą ci, co są nałogowymi palaczami, najczęściej palą już od pięciu, sześciu lat. To ci najbardziej przebojowi, ci, co są ponad „zwykłymi” ludźmi. To zaszczyt być kumpelką takiego typa.

Nr 2. To ci, co palą tak trochę, „wystarczająco” dużo, nie mają prawdziwego głodu nikotynowego. Sami mówią, że zamierzają skończyć z paleniem, zanim wejdzie im ono w zwyczaj.

Nr 3. Typy, które nie są palaczami, to ci, co nigdy nie palili. Żaden z nich nie może się liczyć, „porządniusi”, „trusie”, „świętoszki”, „nudziarze”, tak się o nich myśli.

Nr 4. Ostatnia grupa to ci, którzy chcą palić i być przebojowi, wielu z nich ma kompleksy, że nie są tak popularni. Oni się nie zaciągają, bo palą od niedawna. Palacze mówią o nich „jaki sens ma takie palenie?”. Ale oczywiście to GŁUPIE palić, zaciągając się. To tylko trochę o tym, do jakiej kategorii palacze często, prawie zawsze, są zaliczani. Głupi sposób, który naturalnie nie zawsze pasuje. Ale to bardzo ważne pokazać, do jakiej grupy się należy. To właśnie powoduje, że człowiek pali i nie chce przestać. Wszystko z powodu „systemu klasowego”. Ale ja i tak skończyłam z paleniem i byłoby najlepiej, żebym nie zaczęła znów.

Nie pozdrowiłam jeszcze Anny, dlatego że nie wiem, jak mam ją pozdrowić.

To dobrze, że uważasz, że będziemy pisać, kiedy chcemy. Większość „zwykłych” przyjaciół korespondencyjnych chce mieć list co tydzień, co najmniej regularnie.

To rzeczywiście dziwne z tym gołębiem. Nie zaczęłam jeszcze mojego pisania. Chociaż bardzo bym chciała, naprawdę, ale niestety nie mam CZASU. Mimo że nie mam tak strasznie dużo do roboty, ale z natury jestem nienormalnie powolna.

Już dawno temu zaczynałam książki, ale nie były tak dobre, jak myślałam. Zawsze najfajniej jest tak długo, póki mam tylko pomysł.

Na początku listu napisałaś, że ja jestem troskliwa, bo nie chcę, żebyś pisała do mnie z musu. Ale wcale tak nie jest, ja jestem straszliwie samolubna.

To miłe, że ty CHCESZ pisać do mnie, gdybyś tylko wiedziała, jakie to dla mnie dobre dostać list od ciebie. To wspaniałe. I na swój sposób zaszczyt.

Właściwie może powinnam powiedzieć ci, jak bardzo lubię twoje książki, mam tylko trudności z pochwałami. Przeczytałam wszystkie twoje książki dla dzieci i pokochałam je, kiedy byłam mała. (Babcia też je kocha!) Nie mogę pojąć, jak ktoś może pisać tak inteligentnie, i ładnie, i trafnie. I wesoło. Kiedy się czyta, naprawdę widzi się to, co się wydarza. To musi być trudne tak pisać, a jednak zauważa się, że Astrid Lindgren było wesoło, kiedy to pisała.

Chociaż u mnie jest teraz dobrze, to często odczuwam taką dziką tęsknotę do tego, że nagle zrobi się bum i dostanę ROLĘ w jakiejś sztuce czy filmie. Nie wiem, dlaczego myślę, że byłabym wtedy szczęśliwa. Codziennie chciałabym być pięć, sześć lat starsza.

Poza tym nienawidzę zimy. Kiedy jest zimno, najchętniej zapadłabym w sen zimowy albo pojechała nad Morze Śródziemne. Nienawidzę zimy, ona oznacza chłód, wągry, tłuste włosy i okropne ubranie.

Tak, kochana Astrid Lindgren, na razie, i dzięki za wszystkie listy, które dostałam (chyba 9 szt.), miej się dobrze, to bardzo miłe, że ty chcesz do mnie jeszcze pisać.

Też żyj dobrze.

Sara Ljungcrantz

Håralycke

Eneryda

[1972-11-06]

Och, jak UCIESZYŁY mnie książki, tak byłam szczęśliwa, że nie mogłam powstrzymać się, by nie powiedzieć o tym babci. Strasznie miło było je dostać, częściowo dlatego, że wyglądają tak ładnie (i co dziwne, nie czytałam ich, tylko myślałam nad tym, by kupić je obie), no i uważam, że to takie miłe i wzruszające z twojej strony, dać mi je, no i miło mieć je z twoim podpisem. (Z początku nic nie zrozumiałam, myślałam, że to z jakiegoś konkursu).

A więc DZIĘKI za książki o Kati, to było, nie potrafię określić, jak miłe z twojej strony i pamiętaj, że naprawdę byłam szczęśliwa, bo byłam.

Mam się dobrze i przeważnie czuję się tu dobrze, ale mimo to nadal łatwo mnie zranić i czasami zmuszam się, żeby nie chlipać przy ludziach. Czy nie powinno być tak, że ma się prawo płakać, kiedy się chce, bez tego, żeby ludzie gapili się na człowieka? Chciałabym, żeby to było równie naturalne jak śmiech.

Jeden biedak w mojej klasie chlipie „stale” i słyszy, że jest mazgajem, który chlipie o byle co po to, żeby się nad nim użalać.

Ale płakanie to coś, za co człowiek powinien być wdzięczny, że może. Kiedy odczuwam wielką bezsilność, często nie mogę powstrzymać się od płaczu.

(Powiedziałam to tylko dlatego, że chciałam to komuś powiedzieć).

Jeszcze nie zaczęłam swojej własnej książki, ale od czasu do czasu wpada mi do głowy jakieś zdanie czy kawałek, który by się nadawał. Wiele razy zaczynałam książki, ale nigdy nie było to zbyt dobre. Chyba najfajniej jest tak długo, póki są tylko pomysłami.

Jeszcze raz dzięki za książki, zacznę je teraz czytać.

Hej, hej!

Sara Ljungcrantz

Håralycke

Eneryda

(Och, jak ja cię lubię, Astrid Lindgren!)

7.11.72.

Och, och, jak ja cię lubię, Saro Ljungcrantz. Dziękuję ci za dwa listy. To, co piszesz o płakaniu, jest tak mądre, że mogłabym napisać to ja sama, cha, cha! Dlaczego nie powinno się płakać, to rozładowuje napięcie, które ma się w sobie. Pamiętam, kiedy miałam trzydzieści lat, pomyślałam nagle: „co się dzieje, teraz nigdy nie płaczę!”. Jako dziecko czy młoda dziewczyna człowiek płakał często, ale nie akurat w wieku trzydziestu lat! Myślałam, że przestałam już płakać na zawsze, ale doprawdy tak nie było. Obecnie zdarza się, że od czasu do czasu m u s z ę popłakać. Uważam, że także chłopcy i mężczyźni powinni móc płakać, to całkowicie błędne, zamykać w sobie swoje uczucia i opanowywać się, nigdy nie dając im ujścia. Ale rozumiem, że twój biedny kolega z klasy jest wyśmiewany, kiedy płacze. Pamiętam, że mój brat opowiadał mi o biednym rekrucie, który odbywał zasadniczą służbę wojskową wspólnie z moim bratem (gdzieś w końcu lat dwudziestych), mieli bardzo ciężkie manewry, marzli, głodowali i czuli się okropnie źle, aż w końcu jeden z rekrutów zaczął płakać. Po tym wypadku nikt nie zwracał się do niego inaczej niż „ty, beksa” – możesz wyobrazić sobie taki brak litości! Uważam jednak, że wygląda na to, jakby obecnie młodzież trochę odpuściła, że chłopcom nie wolno płakać, nie sądzisz?

Piszesz, że ze względu na babcię nie chcesz palić. To dobrze. Ale jeszcze lepiej, jeśli dojdziesz do tego, że nie chcesz palić ze względu na Sarę.

Hej, moja mała z Enerydy, dziś już nie zdążę więcej. Żyj dobrze, śmiej się i płacz, ile tylko możesz i chcesz!

„Kati we Włoszech” powinno się czytać przed „Kati w Paryżu” – na wypadek, gdyby to nie wynikało z książek.

Hej, hej, hej!

Astrid

[1972-11-08]

TERAZ przeczytałam obie, „Kati we Włoszech” i „Kati we Włoszech”, w Paryżu – mam oczywiście na myśli, przepraszam. To były tak d o b r e książki, że rzadko się zdarza albo w ogóle się nie zdarza czytać coś tak dobrego, tak, jeśli mam być szczera, siedzę i próbuję wymyślić dobry sposób, żeby wyjaśnić, jak mi było wesoło, kiedy je czytałam. Zastanawiam się, czy to nie ty, czy to nie sama Astrid Lindgren odbyła kiedyś te podróże, i czy nie ty jesteś trochę podobna do Kati. Ach, jakie to wspaniałe czytać o tym i jak ja marzę, żeby mieć dwadzieścia lat, i jak marzę, żeby mieć własne dziecko. Z jednej strony uważam, że to wydaje się wspanialsze być dorosłą, „duzi” ludzie są o wiele bardziej sympatyczni, jak sobie wyobrażam.

Nawiasem mówiąc, przed paroma tygodniami widziałam ciebie i „Linę” w TV i to było takie zabawne i sympatyczne, pomyślałam, że to, co ty robisz, najwyraźniej nigdy nie jest złe.

Jeszcze raz dziękuję za książki, to pewnie dlatego, że ty jesteś tak inteligentna, potrafisz pisać tak dobrze, te książki będę czytać wiele razy.

Dopiero co byłam w Ulricehamn i odwiedziłam masę kumpli, których znałam od lat. Było nam tak wesoło, mimo że już od czasów zielonego przedszkola zdarzało się, że byliśmy wrogami, ale to dziwne, jak zwyczajni ludzie są fajni i jak się ich lubi, jeśli tylko zbyt często się ich nie spotyka, pomyślałaś o tym? Zawsze zabawnie jest jechać do Ulricehamn, chociaż nie tęsknię tam. Tęsknię tylko do lata, że też mogą tak deprymująco działać szorstkie długie spodnie i wągry na brodzie.

Na razie, Astrid. Chociaż przeczytałam do końca twoje książki, nie mogę przestać o nich myśleć.

Pozdrowienia sara

[1972-12-22]

Do Astrid Lindgren w Sztokholmie od Sary.

Kiedy usiadłam do maszyny do pisania, zamierzałam opowiedzieć ci, jak się czuję/czułam, ale po pierwszym zdaniu pomyślałam, że zamiast tego powinnam ci napisać coś, co będzie wesołe do czytania, ale nie sądzę, żebym mogła. Więc będzie tak.

Pewnie ci opowiadałam, że mogę być „schwytana” przez strach, jeśli np. jestem w pokoju sama w ciemności. Zaczęłam z tego wyrastać, ale mimo wszystko. Teraz myślę, że wiem, co to jest to, czego się boję.

Że jakiś chory umysłowo człowiek wyłoni się z ciemności i popatrzy na mnie spojrzeniem Mony Lisy (z obrazu). Oczami, które wiedzą wszystko o czasie i wieczności, i tak, jak gdybym ja też to wiedziała, ale wzbraniała się do tego przyznać.

Wszystko o chorych umysłowo mnie przeraża, także angielskie słowo „hospital”.

Gdybym wierzyła w reinkarnację, to myślałabym, że kiedyś mieszkałam w szpitalu dla umysłowo chorych. Akurat teraz właściwie powinnam iść spać, nie żebym dosłownie się bała, ale wiem, że gdyby nagle przeszył mnie prąd, to będę się bać. Nikt, chory czy zdrowy, nie ma świadomości, że on/ona był umysłowo chory, i nikt przed nikim nie ujawnia, że ten drugi jest umysłowo chory. Człowiek nie wie, jak to jest z nim samym.

Można zgadywać, że się jest normalnym, ale nie można być tego zbyt pewnym.

I jeśli ma się dowód, że się jest mądrym, to dostało się go pewnie przy wypisie ze szpitala. Ha.

Jedno tylko wiem. Mówię gówniane rzeczy, ale może w tym jest jakaś prawda.

Napisałam to przedwczoraj wieczór, kiedy byłam tak zmęczona, że nie mogłam jasno myśleć. ALE DZISIAJ wydarzyło się coś wspaniałego! Dostałam twoją książkę!

DZIĘKI!

Ty dokładnie wiesz, jak można komuś sprawić radość. I oczywiście byłam zdziwiona, bo naprawdę nie spodziewałam się, że dostanę jeszcze jedną książkę. Chyba nie muszę mówić, że kocham książki o Karlssonie, chociaż to było dawno, jak czytałam o nim ostatnio, pamiętam, jak mi było wesoło.

Chciałabym dać ci jakiś prezent bożonarodzeniowy i myślałam, i myślałam. Ale. Trudno wpaść na coś, co sądzę, rzeczywiście chciałabyś mieć, ale jeśli wiesz, możesz chyba mi powiedzieć. Bo rozumiesz, że bardzo chciałabym dać ci c o ś, szczególnie teraz, kiedy dostałam od ciebie piękne książki.

Zmieniając temat, jest mi tu wspaniale, teraz, kiedy szkoła się wczoraj skończyła, oceny znacznie się podniosły, a kiedy dziś rano przyszło „Wszystko o Karlssonie z Dachu”, mogłabym krzyczeć ze szczęścia.

No i zawarłam znajomość z jedną na początku nieznaną dziewczyną mieszkającą kilka kilometrów stąd. Nie znam jej j e s z c z e zbyt dobrze, ale ona za to zna Catrin Westerlund, Christinę Schollin, Margaretę Krook, nie pamiętam wszystkich1.

Ale to raczej nie da się porównać z Astrid Lindgren…

Nie, nie myślę jak ty, że młodzież dopuszcza to, że chłopcy mogą płakać. Możliwe, że dziewczyny mogą płakać, ale to wtedy, jeśli ktoś odbił im ich chłopaka. Wtedy mogą pozwolić sobie na troszkę chlipania pod warunkiem, że ładnie wyglądają.

Kiedy byłam mała i czytałam książki, które napisałaś, i widziałam, że czasami było napisane „Poświęcone (imię)”, zawsze myślałam:

„Och, mają farta te dzieci, którym Astrid Lindgren poświęca swoje książki”.

Ja d o s t a ł a m całe trzy książki od autora bez proszenia, tak, rzeczywiście nie całkiem mogę to pojąć.

A teraz mogę tylko życzyć ci naprawdę miłych świąt Bożego Narodzenia, nie tylko tak miłych, jak zwykle życzę ludziom z rozpędu. Chociaż byłoby przyjemniejsze Boże Narodzenie, gdyby tylko był pokój (w Wietnamie), jak życzyłaś w jednej gazecie.

Wysyłam też dwie małe fotografie, które przedstawiają mnie. Ta biało-czarna jest sprzed paru miesięcy.

Szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia, pozdrowienia

Sara, Håralycke

PS Koperta jest niestety za mała, bo nie została mi żadna z koniczynką. S.

Catrin Westerlund (1934–1982), Christina Schollin (1937–) i Margareta Krook (1925–2001) – szwedzkie aktorki. [wróć]

1973

3.1.1973.

Saro, moja przyjaciółeczko z Håralycke, dziękuję za list, tak, myślę, że mam więcej listów, za które powinnam podziękować, tak dawno do ciebie nie pisałam. Ale to nie oznacza, że nie myślałam o tobie, często myślę. Dziękuję ci także za zdjęcia. Wyglądasz, uważam, uroczo – na tym czarno-białym prawie jak gwiazda filmowa. To właściwie godne uwagi, o ile lepiej czarno-biała fotografia uwidacznia charakter twarzy niż kolorowa, nie sądzisz?

Przykro mi, że musisz zmagać się z tym starym strachem przed ciemnością. Można tylko mieć nadzieję, że z czasem z tego wyrośniesz. I jestem ciekawa, dlaczego budzi w tobie taki niepokój i nieprzyjemne uczucia szpital dla umysłowo chorych. Chyba nie przeżyłaś jakichś okropnych rzeczy na tym oddziale psychiatrycznym dla młodzieży? Nie, to wynika z czegoś innego. Naturalnie, mogę zrozumieć twój strach – pamiętam raz, kiedy byłam w twoim wieku i czekaliśmy na zajęcia z prac ręcznych w szkole, zawsze mieliśmy je około godziny piątej, po obowiązkowych lekcjach. Stałam na schodach szkoły razem z innymi dziewczętami, wtedy obok szkoły przechodził jakiś mężczyzna, a kiedy miał już nas minąć, zaczął biec w naszym kierunku, wszystkie uciekły, tylko ja zostałam, aż on prawie wpadł na mnie, a wówczas zobaczyłam, że on był umysłowo chory, Boże, co za zgroza! Uciekłam! Ale musisz przyznać, że raczej rzadko trafia się na takiego. Wiele ludzi żyje ze strachem, żeby sami nie byli umysłowo chorzy, mam nadzieję, że ty nie. Ty jesteś normalna i zdrowa jak jabłuszko, pamiętaj o tym!

Jak dobrze, że spotkałaś dziewczynkę, z którą być może masz trochę wspólnego, mam nadzieję, że to rozwinie się tak, jak chcesz, i że zostaniecie dobrymi przyjaciółkami.

Czy byłaś może trochę w domu w Ulricehamn? Ucieszyłam się, że spędziłaś tam Boże Narodzenie. Sama, jak zwykle, świętowałam tutaj na Dalagatan. W Wigilię przychodzi tu całe tzw. potomstwo, tzn. dzieci, wnuki, no i w drugi dzień świąt także + część krewnych. Ale p i e r w s z y d z i e ń świąt chronię jak drogocenny kamień szlachetny. Wtedy wzbraniam się, żeby gdzieś iść albo żeby pozwolić komuś przyjść tutaj, siedzę tu sama, czytam, słucham muzyki i rozkoszuję się tak, że mogłabym rozkoszować się na śmierć. Pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia to najlepszy dzień w całym roku, uważam.

Też macie taką obrzydliwą pogodę, tam na południu, jak my tutaj? Parę kilogramów śniegu nie byłoby głupie.

To, co napisałam o mamie i tacie w „Vi”, będę czytać w radiu, zdaje się 9 lutego1. Na wypadek, gdybyś miała ochotę posłuchać. Program nazywa się „dla nas emerytów” albo coś w tym rodzaju, cha, cha, to dobrze pasuje do ciebie.

Samuel August i Hanna z Hult opublikowane w tygodniku „Vi” w 1972 roku. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Tytuł oryginału szwedzkiego

Dina brev lägger jag under madrassen. En brevväxling 1971–2002

© Astrid Lindgren/Saltkråkan AB and Sara Schwardt 2012

All foreign rights are handled by Salikon förlag, Sweden;

info@salikon.se

For more information about Astrid Lindgren’s books,

see www.astridlindgren.com

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 2015

© Copyright for the Polish translation by Anna Węgleńska, 2015

Projekt okładki Marta Weronika Żurawska-Zaręba

według projektu Pera Börjessona

Zdjęcie Astrid Lindgren na okładce Lutfi Özkök

Zdjęcie Sary Schwardt archiwum prywatne

Redaktor prowadzący Anna Garbal

Opieka redakcyjna Joanna Kończak

Redakcja Jolanta Sztuczyńska

Korekta Roma Sachnowska, Magda Szroeder

Korekta plików po konwersji Irmina Garlej

ISBN 978-83-10-12912-3

Plik wyprodukowany na podstawie Twoje listy chowam pod materacem, Warszawa 2015

www.naszaksiegarnia.pl

Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA Sp. z o.o.

02-868 Warszawa, ul. Sarabandy 24c

tel. 22 643 93 89, 22 331 91 49,

faks 22 643 70 28

e-mail: naszaksiegarnia@nk.com.pl

Konwersję wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Dzienniki z lat wojny 1939-1945 Pippi Pończoszanka Pippi na Południowym Pacyfiku Pippi wchodzi na pokład Twoje listy chowam pod materacem. Korespondencja 1971-2002 Mio, mój Mio 

POLECANE W TEJ KATEGORII

A ja żem jej powiedziała Opowiadania bizarne Amy i Isabelle Homo deus Biała chryzantema Jankeski fajter