Minecraft. Wyprawa po diamentowy miecz

Minecraft. Wyprawa po diamentowy miecz

Autorzy: Winter Morgan

Wydawnictwo: Wilga

Kategorie: Informatyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 10.28 zł

Kolejna bestsellerowa powieść inspirowana grą Minecraft!

Steve mieszka na farmie. Ma wszystko, czego potrzebuje do życia w świecie Minecraft: łóżko, dom, i żywność. Pewnego ranka odkrywa, że zombie zaatakował wieśniaków. Aby uratować siebie i innych musi zdobyć czterdzieści diamentów. Wyrusza w niebezpieczną podróż, podczas której może wszystko zyskać lub stracić.

Winter Morgan

WYPRAWA PO DIAMENTOWY MIECZ

Powieść dla minecraftersów

Tłumaczenie: Marcin Mortka

Książka nie jest autoryzowana ani sponsorowana przez Mojang AB, Notch Development AB czy Scholastic Inc.

Tytuł oryginału: The Quest for the Diamond Sword

Copyright © 2014 by Hollan Publishing, Inc.

Sky Pony® is a registered trademark of Skyhorse Publishing, Inc.®, a Delaware corporation.

Minecraft® is a registered trademark of Notch Development AB.

The Minecraft game is copyright © Mojang AB.

© for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015

Grupa Wydawnicza Foksal sp. z o.o.

ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa

tel. 22 828 98 08, 22 894 60 54

e-mail: biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

ISBN 978-83-280-2200-3

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żadna część tej publikacji nie może być powielana, przekazywana lub wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez uprzedniej zgody Wydawcy.

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

i Marcin Kapusta / Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

1. Życie na farmie

2. Coś idzie nie tak

3. Coraz głębiej

4. Łowcy skarbów w świątyni

5. Pułapki

6. Lochy i eksplozje

7. Jaskinie, burze i inne zagrożenia

8. Szkielety

9. Oswajanie wilków

10. Wiedźmy!

11. Diamenty i lawa

12. Niekończąca się historia

13. Podróż na Kres

14. Smok Enderu

15. Powrót do domu

16. Ostateczne starcie

17. Przyjęcie

18. Nienawidzę pożegnań

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

1.

Życie na farmie

Steve nie przepadał za ryzykiem. Prowadził proste życie w dobrze prosperującym gospodarstwie, w którym uprawiał marchewki, ziemniaki i dynie oraz hodował świnie. Popołudnia urozmaicał sobie rozmowami z kowalem Eliotem i bibliotekarką Avery, którzy mieszkali w sąsiedniej wiosce. Tam wymieniał zboże na węgiel i szmaragdy, którymi później ozdabiał ściany swego domu.

Tego popołudnia postanowił udać się do miasta i wymienić kilka szmaragdów na żelazo. Chciał bowiem stworzyć żelazną zbroję. Nie miał zamiaru z niej korzystać, ale był ostrożnym człowiekiem i wiedział, że dobrze jest mieć taki pancerz. Co więcej, lubił tworzyć różne przedmioty.

W kuźni zastał Eliota.

– Cześć, Steve! – przywitał go kowal. – Szukasz kolejnych szmaragdów?

– Nie. – Steve wyciągnął przyniesione klejnoty. – Mam ich zbyt wiele. Chciałbym móc je teraz wymienić na sztabki żelaza.

– A co chciałbyś zrobić z żelaza? – spytał Eliot, podając przyjacielowi bloki. – Chcesz zbudować kolejnego golema? Byłeś przecież tak miły i zrobiłeś już jednego dla naszej wioski.

– Dzięki za komplement, ale tym razem chcę stworzyć zbroję – odparł Steve.

– Wybierasz się na poszukiwanie przygód? – Eliot nie mógł uwierzyć własnym uszom.

Steve był przecież ostatnią osobą, która potrzebowałaby zbroi bądź szukałaby przygód.

– Mam nadzieję, że mnie to ominie. – Steve się uśmiechnął. – Po prostu uznałem, że dobrze by było mieć coś takiego w swoim ekwipunku.

– No to miłej pracy, Steve! – Eliot przekazał mu sztabki żelaza.

W drodze powrotnej Steve natknął się na bibliotekarkę Avery, która go zapraszała:

– Powinieneś do mnie zajrzeć! Mam mnóstwo nowych książek!

– Nie dzisiaj – grzecznie odmówił. – Będę się zajmował robieniem zbroi.

– Wspaniale! – wykrzyknęła bibliotekarka. – Wybierasz się na jakąś wyprawę?

– Przecież mnie znasz – rzekł Steve. – Wolę trzymać się z dala od kłopotów i jak najbliżej domu.

– Czasami ludzie nie planują przygód, a te dzieją się tak czy owak. – Avery uwielbiała książki przygodowe i przeczytała wszystkie, które miała w swojej bibliotece.

– To prawda. – Steve się uśmiechnął. – Ale ja wolę mieć zbroję w ekwipunku, a o przygodach przeczytać w książkach.

Po dotarciu do domu Steve stworzył żelazny pancerz, a potem założył go i przeszedł się w nim po pokojach.

– Zapewne wyglądam jak wojownik – uznał, a następnie odłożył zbroję i wybrał się na krótki spacer przed zapadnięciem zmroku.

Nigdy nie odważyłby się wyjść na zewnątrz w nocy. Wiedział, że mogłyby go zaatakować creepery.

Jego gospodarstwo leżało niedaleko oceanu. Spacerował wzdłuż brzegu i zastanawiał się, jakie krainy znajdują się po drugiej stronie ogromnej wody. Nigdy w życiu nie wsiadł do łodzi, by przekonać się o tym na własnej skórze.

Jak dotąd jedyną przygodą w życiu Steve’a było oswojenie ocelota. Zagubił się kiedyś w ogromnej, niezbadanej dżungli i niespodziewanie dostrzegł rozpędzone zwierzę, które minęło go, zmierzając ku gęstym zaroślom. Gdy zwolniło, Steve dostrzegł, że żółte futro pokryte jest czarnymi i brązowymi cętkami. Natknął się na ocelota!

Zwierzę wbiło wzrok w Steve’a. Jego zielone ślepia zalśniły groźnie, a serce człowieka na moment zamarło. Zapragnął oswoić drapieżnika! Podał mu surową rybę, którą głodny kot pożarł ze smakiem. Po kilku kęsach przeistoczył się w oswojone zwierzę. Jego futerko powoli nabierało rudawego odcienia, aż zaczął przypominać zwykłego kocura. Ogon mu się skurczył, co oznaczało, że nie stanowi już zagrożenia. Steve dał mu na imię Tulik i cieszył się, że udało mu się zaprzyjaźnić ze zwierzęciem. Czuł się bezpieczniej w jego towarzystwie. Bał się creeperów, a wszyscy wiedzieli, że obecność ocelotów je odstrasza.

Steve wiedział, że przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności, uda się uniknąć creeperów, szkieletów, pająków, srebrnych ryb, zombiaków i innych potworów, które żyły tylko po to, by prześladować innych.

Nie tak dawno Steve przyczynił się do zabezpieczenia wsi przed atakami zombiaków. Zbudował mur dookoła wsi i rozmieścił pochodnie wzdłuż głównej ulicy. Dzięki temu ogrodzony teren zawsze był jasno oświetlony.

Mieszkańcy wsi nie musieli się bać, że zombiaki zmaterializują się w środku wsi. Zbudował również Żelaznego Golema z kilku bloków żelaza oraz dyni. Ogromna istota chroniła jego oraz przyjaciół przed atakami zombiaków i innych potworów.

W wolnych chwilach Steve zbierał drewno i tworzył węgiel, który następnie wymieniał u Eliota na kilofy. Zboże wymieniał u rolnika Johna na ciastka. Gdy udało mu się wykopać jakieś złoto, zazwyczaj kupował książki u Avery. Wieś zaspokajała wszystkie jego potrzeby. Steve uwielbiał wracać do swego gospodarstwa i słuchać miauczenia odpoczywającego ocelota.

Gdy zapadała noc, Steve chował się pod wełnianą kołdrę. Był to bowiem niebezpieczny czas gdy, cienie się wydłużały i nastawała ciemność. Wieś Steve’a była jedynym miejscem oświetlonym na tyle jasno, by potwory nie mogły się tam wylęgać. Na zewnątrz jednakże niosły się jęki zombiaków i cmokania pająków. Każdy człowiek, którego noc zastała poza domem, natychmiast stawał się celem ich ataku, i tylko mocny dom zapewniał bezpieczeństwo aż do świtu.

Steve zauważył raz o zmierzchu wysokiego, ciemnego endermana otoczonego fioletową aurą, ale wiedział, że nie wolno mu się w niego wpatrywać. Umknął i schował się w domu. Podejmowanie ryzyka nie miało sensu.

Tej nocy jednak, gdy spał w swoim łóżku, usłyszał dziwne odgłosy dochodzące ze wsi. To mógł być znak, że wieśniacy znaleźli się w niebezpieczeństwie. Steve słyszał jęki zombiaków i trzask pękającego drewna, co mogło oznaczać tylko jedno – atak zombiaków! Usiłował sam siebie przekonać, że to tylko złudzenie i nic nikomu nie grozi, ale odgłosy nie cichły. Wyobraził sobie, jak wychodzi z domu i widzi, że wszyscy mieszkańcy wsi zamienili się w zombiaki. Pochwycił zegar, by sprawdzić, ile czasu zostało do rana. Nadal było tak wcześnie…

Steve przycisnął zegar do piersi i zastanawiał się, czy zdoła dotrwać do rana. Słysząc jego tykanie i wrzaski wieśniaków zrozumiał, że musi natychmiast im pomóc. Przecież Eliot wiedział, że Steve dysponuje żelazną zbroją. Zapewne więc czekał, aż Steve rzuci się do ataku na zombiaki. Wieśniacy byli dobrymi przyjaciółmi Steve’a. Lubił ich, ponieważ nie byli grieferami1 i nie mogli go skrzywdzić. Każdy z nich miał swoje zajęcie i razem pracowali we wsi, zbierając plony i wykonując użyteczne przedmioty na handel. Ich życie toczyło się według przewidywalnego planu. Żaden z nich nigdy nie wypuszczał się daleko, pomagali sobie nawzajem i nigdy nie sprawiali kłopotów. Grieferzy zaś byli wędrowcami, którzy nieustannie płatali sobie żarty i przysparzali wszystkim problemów. Celowo robili złe rzeczy innym, bo wtedy kradli im więcej przedmiotów. Niektórzy dokuczali wieśniakom tylko dlatego, że uznawali to za dobrą zabawę. Wysadzali domostwa przy pomocy TNT albo kłamali, że potrzebują pomocy, i odwracając uwagę, atakowali.

Steve nie chciał stracić swego domu ani majątku na rzecz grieferów i nigdy nie ufał nikomu poza przyjaciółmi ze wsi. A teraz atakowały ich zombiaki. Steve musiał przyjść im z pomocą.

Próbował sam siebie przekonać, że Żelazny Golem poradzi sobie z zombiakami, ale ich rozpaczliwe wrzaski oznaczały, że potężny strażnik nie upora się z zagrożeniem. Co gorsza, coś mogło mu się stać! Steve pomyślał o Avery i książkach, które od niej otrzymał. Wyobraził sobie, jak bibliotekarka biegnie ulicą w zwiewnej białej szacie, aż dopada ją zombiak. Przyszło mu do głowy, że najeźdźcy mogą właśnie teraz niszczyć zbiory rolnika Johna, a potem wyobraził sobie Eliota kryjącego się przed potworami w swej kuźni.

Wrzaski stawały się coraz głośniejsze. Wizje atakowanych przyjaciół krążyły coraz szybciej w spanikowanym umyśle Steve’a. Musiał im pomóc. Wiedział, że jeśli wkrótce nie zdobędzie się na jakiś heroiczny czyn, wyjdzie na tchórza, który dopuścił do tego, by wieś uległa zniszczeniu. Instynkt podpowiadał mu, iż należy uciekać przed niebezpieczeństwem, ale mimo to Steve odrzucił kołdrę i wyskoczył z łóżka. Sprawdził, czy w pokoju nie ma pająków albo creeperów, a potem podbiegł do kufra, by przygotować się do walki. Założył zbroję, którą uwielbiał, ale nie sądził, że kiedykolwiek przyjdzie mu z niej skorzystać. Na szczęście miał przebogaty ekwipunek. Nigdy nie walczył, ale lubił zbierać przedmioty i dzięki temu dysponował sporą kolekcją mieczy i innej broni. Wyciągnął kompas, żelazny miecz, łuk i kołczan ze strzałami, a potem wyjął również specjalny złoty miecz, tak na wszelki wypadek. Jego ręce drżały, a serce biło jak szalone. Był przerażony. Zawsze bał się tej chwili, ale ona, niestety, nadeszła.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Minecraft. Wyprawa po diamentowy miecz