Zaufaj mi, Anno

Zaufaj mi, Anno

Autorzy: Joanna Opiat-Bojarska

Wydawnictwo: Filia

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 392

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 26.90 zł

Druga część serii z dziennikarką śledczą, Anną Rogozińską. Pełna napięcia i zwrotów akcji opowieść o kobiecie, która wie czego chce i konsekwentnie dąży do celu. To historia o szukaniu prawdy i o tym, że czasem trzeba komuś zaufać. Anna Rogozińska, ambitna dziennikarka TV przeprowadza wywiad z politykiem, którego syn wypadł z balkonu podczas imprezy sylwestrowej. Ojciec nie wierzy w przypadkową śmierć. Anna próbuje ustalić prawdziwy przebieg wypadków ale otrzymuje oficjalny zakaz zajmowania się tą sprawą.  Jednak kiedy pojawiają się nowe ofiary wśród uczestników feralnej imprezy, robi  wszystko, by odkryć prawdę.  Czy uda się jej wykorzystać znajomość  z przystojnym prokuratorem? Kim jest morderca i czy uderzy ponownie?  Jaki związek z zabójstwami mają dopalacze? Odpowiedź na wszystkie te pytania przyniosą zbliżające się Walentynki...

Niebezpieczeństwo jest piękną rzeczą,

jeśli się jej świadomie poszukuje.

Ernest Hemingway

ROZDZIAŁ 1

45 dni do walentynek

Z trudem wciąga nosem kolejne porcje powietrza. Mieszanina gazów i aerozoli jest bladozielona. Mógłby przysiąc, że widzi dwuatomowe cząsteczki tlenu, krążące wśród azotu. Zachwycałby się nimi dłużej, gdyby nie rosnąca temperatura otoczenia.

Bladozielona chmura drażni jego skórę. Musi koniecznie wyjść na zewnątrz, by uniknąć poparzenia. Dokładnie w tej chwili ruszyć nogą! Jedną. Zmobilizować organizm. Od czegoś powinien zacząć. Skupić się i otworzyć balkon, zanim temperatura wzrośnie na tyle, by bez problemu stopić tytan.

– Powietrza…

Na twarzy czuje języki ognia. W myślach ocenia ich wartość: tysiąc sześćset stopni Celsjusza. Nie chce otwierać ust i dzielić się tym odkryciem z kumplami.

W końcu w takiej chwili każdy myśli tylko i wyłącznie o sobie.

Skupienie. Prawa noga unosi się i opada kilkadziesiąt centymetrów dalej. Po chwili dołącza do niej lewa. Znowu prawa. Dłoń z wysiłkiem poszukuje celu wyprawy. Klamka, którą chce złapać, bawi się z nim w „kotka i myszkę”. Za każdym razem kiedy wyciąga rękę, by jej dotknąć, ona w ostatniej chwili przeskakuje w bok i śmieje mu się w twarz. Odpowiada rechotem. Jest przecież o wiele inteligentniejszy od klamki. W końcu ją oszuka. Pomaga sobie drugą ręką i ostatkiem sił osiąga cel.

Tak muszą czuć się himalaiści w drodze na szczyt.

Kolejna myśl napawa go dumą. Pokonuje swoje granice. Dotyka niemożliwego. Za chwilę osiągnie swój Mont Everest.

Okno balkonowe się otwiera, a on z bólem głowy robi duży krok. Zrobiłby jeszcze jeden, ale zatrzymuje go stalowa balustrada.

– Pię…knie tu!

Morska bryza przyjemnie chłodzi rozgrzane policzki. Soczysta zieleń powala go na kolana. Jest wszędzie. Na dachach, balkonach, parapetach, podwórku i samochodzie, który stał w miejscu niedozwolonym.

– Grzechu? Co robisz? – dochodzą głosy z wnętrza mieszkania.

Nie potrafi ich rozszyfrować. Są męskie czy damskie? Znajome czy obce? Czy to ma w ogóle jakieś znaczenie? Nie będzie ich słuchał. Będzie żył, jak chce, oglądał, co chce, i wdychał, co wdycha.

Kuca i z bliska przygląda się balkonowej posadzce. Nigdy nie widział takiej trawy. Puszystej jak pianki marshmallows.

– Grzechu! Chodź tu!

Nie wie, dokąd miałby iść, bo nie wie, gdzie się znajduje. Zagubił pojęcia „tu” i „tam”. Dobrze mu z tym. Przyjemnie i pięknie. Tak właśnie odczuwa słowo „relaks”.

Trawa rośnie nawet na krawędzi balustrady. Intensywna zieleń zachęca, aby się odprężyć. Wytarzałby się w niej.

− Przeprosisz mnie i będziemy kwita, OK?

− Co? – mówi, zdziwiony, bo mężczyzna zadający pytanie pojawia się w zasięgu jego wzroku.

Nie rozpoznaje go, ale się boi. Tylko czego? Że nieznajomy zadepcze wypielęgnowaną trawę? Że zużyje jego tlen?

– Przeprosisz mnie, a ja zapomnę…

– Sam się przeproś! – warczy. – Spieprzaj. Zamknij drzwi. Gorąc tu leci.

Kolejna myśl go zadziwia. Ktoś musi dbać o tę trawę, by w takim upale zachowała żywy kolor.

ROZDZIAŁ 2

33 dni do walentynek

– Dla milionów Polaków rozpoczął się nowy rok: czas postanowień i szans na lepsze życie. A dla pana?

W takich sytuacjach Anna Rogozińska czuła się jak krokodyl w wodzie. Nabierała szybkości i zwinności. Z kamer i światła reflektorów czerpała życiową energię. Odbijała ją i wzbogacała światło swoim niepowtarzalnym wdziękiem. Annę kochali nie tylko widzowie i szefowie stacji Primo TV, lecz także kamery. Lubiła tak myśleć.

Obiektywna prawda nieznacznie różniła się od subiektywnych odczuć. Widzowie powoli oswajali się z nazwiskiem „Rogozińska”. Kojarzyli je z sensacyjnymi wiadomościami prezentowanymi w programach informacyjnych oraz z pewnym głośnym wywiadem. Rozmową, która pozwoliła dziennikarce wspiąć się na kolejny szczebel zawodowej drabiny.

Odczucia szefów telewizji mogłyby stanowić przedmiot kilkustronicowej analizy psychologicznej. Najkrócej rzecz ujmując, można powiedzieć, że były ambiwalentne. Szef poznańskiego oddziału Primo TV, szef programowy, szef finansowy i wreszcie szef wszystkich szefów. Każdy z nich darzył ambitną pracownicę zupełnie innymi uczuciami. Było z czego wybierać. Od fascynacji, przez podziw i obawę… aż po uprzedzenie.

– Dla mnie w jednej chwili wszystko straciło sens. Po co robić postanowienia? Walczyć o lepsze życie? W sylwestra umarł mój syn. – Rozmówca panował nad emocjami. Trzeźwym wzrokiem wpatrywał się to w dziennikarkę, to w kamerę. Słowa wyrzucał z siebie z prędkością karabinu maszynowego, ale jednocześnie wyraźnie akcentował kropki i przecinki. Cisza była równoprawnym składnikiem jego wypowiedzi. Jakby za pomocą kontrastu wypowiedzi z ciszą chciał wyrazić część towarzyszącej mu żałoby. – Syn. Jedyny i ukochany. Świat zawalił mi się na głowę.

Szczerość bijąca z wyznania mężczyzny kłuła w uszy. Dziennikarka nie spodziewała się takiego rozwoju wypadków. Przygotowała się na rozmowę z mężczyzną mającym pretensje do wszystkich, kierującym oskarżenia wobec policji, prokuratury, pogotowia ratunkowego lub budowlańców. Zamiast tego w studiu pojawili się szpakowaty polityk w średnim wieku oraz ona. Jego żałoba. Polityk siedział na fotelu, a ona stała obok. Przybrała ludzką postać. Była potężna, zgarbiona i podpierała głowę rękoma opartymi na brzuchu.

Rozmówca nie wstydził się towarzystwa żałoby. Otwarcie manifestował jej obecność. Jakby publiczne ujawnienie uczuć miało mu pomóc zaakceptować obecny stan rzeczy, złagodzić intensywność doznań.

– Zdążyliście sobie złożyć życzenia? – Z wyczuciem zadała kolejne pytanie.

Kontrolowała wszystkie aspekty programu telewizyjnego. Zaufanie rozmówcy. Wiedziała, jak je zdobyć i utrzymać. Praca z kamerą. Kontrola mimiki i gestów. Dostosowanie się do uwag realizatora, rozbrzmiewających od czasu do czasu w jej uchu. Nie było rzeczy, które sprawiałaby jej trudność.

Posiadała jeszcze jedną umiejętność, która pozwalała jej awansować. Doskonale wyczuwała odbiorcę. Wiedziała, że światem rządzą słupki oglądalności. Miliony par oczu, które trzeba czymś zainteresować i którym trzeba na bieżąco dostarczać krwawych szczegółów, by nie poszukiwały doznań w konkurencyjnych stacjach.

– Nie. Grzegorz zginął w tragicznym wypadku kilkanaście minut przed północą. Nie jestem w stanie opisać bólu, który przeszył moje serce. Trzydzieści lat opieki nad dzieckiem. Oczekiwałem, że to on pochowa mnie, nie ja jego. Nocą nie mogę spać, chodzę po domu i słyszę płacz mojej żony.

Głos Ksawerego Króla przebiegał niespostrzeżenie przez przewody słuchowe telewidzów, obijał się o mózg i docierał do serca, po czym się w nie wgryzał. To była przejmująca rozmowa trafiająca do wszystkich ludzi mających dzieci lub odrobinę wyobraźni. Wywiad gwarantujący wysoką oglądalność. Publiczne babranie się w bólu. Cudze emocje. To one pozwalają mediom rosnąć w siłę.

Miliony Polaków wpatrywało się w swoje telewizory. Patrzyli na Annę Rogozińską. O tym marzyła, kiedy studiowała dziennikarstwo. Wizualizowała sobie te chwile podczas wykonywania nic nieznaczących zleceń w pierwszych miesiącach pracy w poznańskim oddziale ogólnopolskiej telewizji.

Ojciec wyśmiewał wizje przyszłego życia córki i nazywał je mrzonkami. Ona tylko wzruszała wtedy ramionami, bo miała świadomość, że sukces sam do niej nie przyjdzie. Musi na niego zapracować, a im wcześniej zacznie, tym szybciej poczuje się spełniona.

– Małżonki nie ma z nami…

– Nie. – Król zamilkł i spuścił głowę. Przez chwilę wydawało się, że nie powie nic więcej. Jednak po teatralnej pauzie się odezwał, ale unikał wzroku dziennikarki. – Nie jest jeszcze w stanie… normalnie funkcjonować. Ja sam walczę z bólem wewnętrznym, poczuciem straty i zwyczajnym ludzkim odruchem ukrycia się przed światem. Zgodziłem się jednak porozmawiać z panią z ważnego powodu. Chciałem przestrzec innych. Chciałem powiedzieć rodzicom, by nie odkładali niczego na później. By kochali swoje dzieci bez względu na to, w jakim są wieku. Nikomu nie życzę, by spotkał się z taką niesprawiedliwością jak ja. Mój syn był dla mnie wszystkim!

– Czy możemy przez chwilę pomówić o Grzegorzu? Jakim był człowiekiem?

– Grześ miał trzydzieści lat. Skończył w marcu. Odebrał staranne wykształcenie. Ukończył studia… Był dobrym dzieckiem, dobrym obywatelem. Miał pracę. Był rozsądny, wykształcony i ułożony. Nie lubił ryzyka. W życiu nie wychylałby się z balkonu tak, by spaść. Kiedyś, gdy był małym chłopcem, mimo ostrzeżeń żony szalał na huśtawce tak bardzo, że w końcu z niej spadł. Plecami uderzył o ziemię. Płakał wtedy bardzo głośno. Na długo zapamiętał tę lekcję. Nie był lekkoduchem. Nie szukał wrażeń.

– Jednak w sylwestra wypadł z balkonu.

– Byłbym wdzięczny, gdyby trzymała się pani faktów. – Mężczyzna, mimo że opowiadał o intymnych i bolesnych szczegółach życia swojego syna, zachowywał trzeźwość umysłu. Skarcił dziennikarkę spojrzeniem. – Prokurator nadal prowadzi śledztwo. To, że wypadł z trzeciego piętra przez nieuwagę, jest tylko jedną z hipotez.

– Pan w nią nie wierzy?

– Nie. Grześ nie wychylałby się niebezpiecznie z balkonu znajdującego się tak wysoko.

– Ale to był sylwester, mógł wypić troszkę za dużo…

– Co też pani insynuuje? Grześ był zbyt odpowiedzialny. Nie zaprzeczam, pewnie wypił piwo… jedno lub dwa, ale na miłość boską, nie był głupi! Wiedział, że nie jest Supermanem, że nie umie latać. Nie wyskoczyłby specjalnie. Nie chciał popełnić samobójstwa. Nie miał powodów, by zakończyć życie w takim momencie.

– Nie miał – powtórzyła Anna, aby sprowokować gościa do wyznania, które będzie mogło funkcjonować w mediach przez kolejne dni. – Czyli jak pan myśli: co się stało tej feralnej nocy?

– Nie wiem. Wiem, że Grześ nie wypadł przypadkiem. Będę to podkreślać w każdej rozmowie z mediami. Nie wypadł przypadkiem!

*

Anna współczuła swojemu rozmówcy. Widać nieszczęście nie przebiera w ofiarach. Nie puka do drzwi. Wyważa je i nic sobie nie robi z protestów zdziwionych gospodarzy. Wchodzi bezczelnie do biednych i bogatych, do niewykształconych i uczonych, do nieporadnych życiowo i świetnie ustawionych.

Ksawery Król, czołowy polityk rządzącej partii, odczuwał taką samą pustkę po śmierci syna jak bezrobotny ojciec, którego dziecko zmarło nagle i niespodziewanie.

– Do jutra! – Głos operatora kamery wychodzącego ze studia przywrócił ją do rzeczywistości.

– Pa! – odkrzyknęła i sięgnęła po płyn do demakijażu.

Zmywaniu profesjonalnego makijażu, będącego kwintesencją jej zawodu, towarzyszyło poczucie zadowolenia. Kolejne warstwy podkładu, bazy silikonowej, korektorów, pudru i różu, nadające cerze Anny Rogozińskiej jednolity odcień, pozostawały na płatkach kosmetycznych. Skóra stawała się różowa, a miły dreszcz ekscytacji drażnił zmysły.

Dziennikarka mogła być z siebie dumna. Po raz kolejny – w profesjonalnej masce, ukrywającej jej prawdziwą, nie zawsze doskonałą twarz – pokazała, na co ją stać. Teraz Ania Rogozińska, kobieta żądna sukcesów, mogła pozwolić sobie na małą przyjemność.

Basen. Tak. Miała ochotę na reset. Oczyszczenie umysłu. Uwolnienie napięcia mimowolnie magazynowanego w mięśniach.

Wyrzuciła brudne waciki do kosza i już miała opuścić studio, gdy usłyszała wibracje. Z torebki wyjęła komórkę.

Wyglądałaś cudownie. Widzimy się dzisiaj?

Wiadomość od Łukasza zmusiła ją do zaplanowania czterech ostatnich godzin, które mieściły się w definicji słowa „dzisiaj”.

Dzisiaj?

Odpowiedź na to pytanie retoryczne przyszła zbyt szybko.

Za godzinę u mnie. Mam dla ciebie newsa. Bardzo ciekawego!

*

Dwie godziny później siedziała na kanapie w mieszkaniu Łukasza Zawodnego, trzymając w ręku kieliszek czerwonego wina.

– Manipulował? Mną? Nie wierzę!

Wcześniej przepłynęła spory dystans i pokonała zaśnieżone drogi, by dotrzeć z Kórnickiego Centrum Rekreacji i Sportu do mieszkania na poznańskim Grunwaldzie. Myślała, że zużyła na te czynności całą swoją energię.

Zmęczona, padła na kanapę. Łukasz przyniósł wino, kieliszki i talerz wypełniony różnymi serami. Anna nie zamierzała się ruszać, jednak gdy tylko usłyszała tezę dotyczącą manipulacji, zaczęła protestować i żywo gestykulować.

– Nie wierzę!

– Uwierz. Trafiłaś na wytrawnego gracza, który w mediach chciał sprzedać obraz załamanego ojca, przytłoczonego niesprawiedliwością tego świata. Przyznaję: udało mu się. Tymczasem moje źródło donosi, że w krwi Grzegorza Króla znaleziono fenyloetyloaminę. To dość popularna substancja psychoaktywna.

– Psychoaktywna?

– Tak. Potocznie zwana dopalaczem.

– Sugerujesz, że facet przed śmiercią brał dopalacze?

Anka odsunęła się od Łukasza. Chciała mu się uważnie przyjrzeć. Nie żartował. Jego twarz była poważna. Spod rękawa niebieskiego T-shirta jak zwykle wystawał fragment tatuażu. Pazur, który ją intrygował. Pół roku temu nie wiedziała nawet, do jakiego ptaka należy. Wystawał bezwstydnie i prowokował. Na wszystkich kolacjach, które wtedy były jedynie spotkaniami starych znajomych, rozpraszał ją i denerwował.

Kiedy Łukasz unosił rękę, aby przywołać kelnera do ich stolika, rękaw odsłaniał kolejny fragment. Chciała wtedy zerwać z niego koszulkę i zobaczyć tatuaż w całości.

– Nie sugeruję. Ja to wiem. Brał. Pewnie dzięki temu wydawało mu się, że potrafi fruwać. Wyleciał z balkonu na własne życzenie. Nagle okazało się, że nie jest ptakiem, a jego twarz w zaskakująco szybkim tempie zbliża się do betonu. Chociaż – zwątpił przez chwilę – nie wiem, jak działają dopalacze. Czy Król w ogóle był w stanie zauważyć, że nie frunie…

– OK, wziął dopalacze. – Anna próbowała oddzielić fakty od hipotez. – Tylko to jest pewne, jeśli twoje źródło nie kłamie.

– Dlaczego miałoby kłamać? – Oburzył się. – To sprawdzony informator.

– Dobra, facet wziął jakieś świństwo, też mi coś. Była przecież noc sylwestrowa. Czas największego szaleństwa, zabawy i…

– …i tracenia kontroli nad sobą – dokończył wypowiedź za nią i uśmiechnął się znacząco.

Anka zrozumiała aluzję, a jej ciało przeszedł miły dreszcz. Odpowiedziała podobnym uśmiechem. Musiała przyznać, że wspólne tracenie kontroli z Łukaszem wychodziło jej po mistrzowsku.

Poznali się podczas studiów. Ona, zajęta boksowaniem się ze swoim ówczesnym ideałem mężczyzny, zauważała tylko zaokrąglony brzuch Zawodnego. Tak wyraźnie odznaczał się pod koszulką, że skutecznie odwracał uwagę od ciepłego spojrzenia i serca wyciągniętego na dłoni.

Ponownie spotkali się przypadkiem po latach. Łukasz wydoroślał. Chłopak w przybrudzonych zamszowych butach i z dużym brzuchem stał się atrakcyjnym mężczyzną. Jako że nie znała lepszego powiernika tajemnic dającego wsparcie duchowe, obiecali sobie przyjaźń.

Wytrwali w postanowieniu przez chwilę, po czym zupełnie niespodziewanie stracili nad sobą kontrolę.

– Nie można zakładać, że chciał fruwać – zaprotestowała. – To naciągane i bardzo złośliwe!

– Masz rację, ale zobacz… Przygotowywałaś się do wywiadu, zbierałaś informacje. – Próbował dowieść swoich racji, a jednocześnie dolał wino do już pustych kieliszków. – Nie dotarłaś do tej o dopalaczach, mimo że wiadomo o tym od kilku dni. Dostęp do niej mają nieliczni.

– Ktoś, kto robił badanie – Anka zaczęła wyliczać osoby, które musiały znać wynik analizy krwi – prokurator, który zlecił czynności, policjant prowadzący śledztwo…

– I rodzina – uzupełnił jej wypowiedź o słowa, które nie chciały jej przejść przez gardło.

– Czyli ojciec – powtórzyła w końcu i uświadomiła sobie, że rzeczywiście mogła paść ofiarą manipulacji. – Masz rację, musiał wiedzieć.

Spuściła głowę. Chciała w spokoju przeanalizować wydarzenia ostatnich godzin. Mimo że drobiazgowo przygotowała się do wywiadu z politykiem, rozmówca ją zaskoczył. Był szczery i otwarty. Zamiast agresywnego rottweilera, którego się spodziewała, w studiu telewizyjnym pojawił się skrzywdzony cocker-spaniel.

Czy Ksawery Król mógł ją wykorzystać, by osiągnąć swój cel? Ją? Specjalistkę od manipulacji?

– Wiedział i starał się wybielać syna.

– Łukasz, wiesz, jak jest. Rodzice często widzą swoje dzieci w zupełnie innym świetle. Założę się, że twoi też są nadal święcie przekonani, że stronisz od alkoholu i nigdy nie zapaliłeś papierosa. Król mógł nie wiedzieć o tym, że jego syn bierze dopalacze.

Łukasz wstał i podszedł do okna. Chwilę postał, opierając się o parapet, po czym uchylił okno. Anna nie protestowała. Temperatura rozmowy rosła, a wypite wino miło rozgrzewało ją od środka. Mroźne powietrze wpadło do pokoju wypełnionego zapachem męskich perfum i sera pleśniowego.

– Nie, nie wierzę! – Łukasz wrócił na kanapę. – Facet jest politykiem od lat, ma kupę kasy. Wie wszystko o wszystkich. Na każdego ma haka. Nie uwierzę, że jego synalek nigdy nie sprawiał żadnych problemów. Wiesz, jakie są dzieci takich ludzi? Na pewno jest się do czego przyczepić i Król dobrze o tym wie. Przedstawił widzom twojej stacji wyidealizowany obraz syna i miał w tym jakiś interes. Założę się! Tylko jeszcze nie wiem jaki…

Łukasz Zawodny od dziesięciu miesięcy pracował w poznańskiej gazecie codziennej. Odpowiadał za przygotowanie informacji interwencyjnych. „Wszystkie zadymy w Poznaniu są moje – w taki sposób zwykł zaznajamiać obcych z zakresem swojej pracy – i pobicia, i trupy”.

O pracy mógł rozmawiać bez przerwy. W pracy. W drodze do domu. W domu. W łazience. W kuchni. W łóżku. W drodze do pracy. Dwadzieścia cztery godziny na dobę. Siedem dni w tygodniu. Podobnie jak Anna.

Sprawa śmierci syna Ksawerego Króla interesowała Łukasza o wiele bardziej niż pojawienie się zwykłego trupa. Ksawery Król był od lat szarą eminencją rządzącej partii politycznej, a polityka była konikiem Zawodnego. Studiował politologię. Jego praca magisterska dotyczyła właśnie politycznego public relations.

– Jest politykiem, trudno zaprzeczyć, ale jest też OJCEM, który stracił syna, a to jest może teraz najważniejsze – Anka protestowała. Przecież kilka godzin wcześniej czuła na sobie autentyczny ból rozmówcy.

– Ojcem – Łukasz nie zamierzał zmienić zdania – który dwa tygodnie po śmierci syna udziela wywiadu w twojej telewizji. Na żywo. Nie wydaje ci się to podejrzane?

Gdyby miała skupić się na podejrzanych szczegółach, pewnie znalazłaby ich kilka. Zlecenie na ten wywiad dostała od Grabowskiego – szefa poznańskiego oddziału Primo TV. Poprosił ją do siebie i powiedział, że sprawa jest na tyle delikatna, że tylko ona może dobrze się nią zająć.

Rogozińska spojrzała na zegarek. Zbliżała się północ. Nie chciała dłużej zastanawiać się nad tym, czy Ksawery Król jest dobrym aktorem i czy ją wykorzystał. Nie dzisiaj. Czuła, że narasta zmęczenie, a senność koniecznie chce zamknąć jej oczy.

– Łukaszku, myślę, że przesadzasz. Ludzie mają prawo przeżywać żałobę w dowolny sposób. Jedni zamykają się przed światem. Drudzy udają, że nic się nie stało. Jeszcze inni wychodzą na środek sali i krzyczą, bo chcą zwrócić na siebie uwagę społeczeństwa.

– Myślę, że powinnaś…

Anka nie zamierzała słuchać autorytarnego tonu głosu Łukasza. Bez słowa opuściła pokój, przerywając mu w pół słowa. Głośno zamknęła za sobą drzwi od łazienki.

– Anka, to ty jesteś dziennikarką. – Żale wylała szeptem bezpośrednio do lustrzanego odbicia. – To ty odnosisz sukcesy. To twoje nazwisko jest coraz bardziej rozpoznawalne. To ty awansujesz. Nie musisz słuchać jego zaleceń. To, że jest facetem i prowadzi rubrykę w gazecie, nie uprawnia go do pouczania.

Opłukała twarz zimną wodą, uspokoiła emocje i wróciła do pokoju. Łukasz siedział rozpostarty na kanapie. Miał zamknięte oczy i słuchał muzyki. Zdziwiła się. Nie zauważyła, by w tle ich rozmowy rozbrzmiewał Vangelis. Musiał włączyć ulubioną płytę podczas jej nieobecności.

– Zdradzisz mi swoje źródło? – przytuliła się do niego.

Otoczył ją ramieniem i przysunął do siebie. W jego objęciach czuła się bezpieczna.

– A zostaniesz dziś na noc?

ROZDZIAŁ 3

32 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 4

31 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 5

30 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 6

29 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 7

28 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 8

27 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 9

26 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 10

19 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 11

17 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 12

15 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 13

14 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 14

13 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 15

12 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 16

11 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 17

9 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 18

6 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 19

4 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 20

3 dni do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 21

1 dzień do walentynek

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 22

Walentynki

Dostępne w wersji pełnej

POSŁOWIE

Dostępne w wersji pełnej

SPIS TREŚCI

Okładka

Karta tytułowa

Cytat

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 10

ROZDZIAŁ 11

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 13

ROZDZIAŁ 14

ROZDZIAŁ 15

ROZDZIAŁ 16

ROZDZIAŁ 17

ROZDZIAŁ 18

ROZDZIAŁ 19

ROZDZIAŁ 20

ROZDZIAŁ 21

ROZDZIAŁ 22

POSŁOWIE

Zwiedzaj Poznań śladami Anny Rogozińskiej

Reklama 1

Reklama 2

Karta redakcyjna

Copyright © by Joanna Opiat-Bojarska, 2014

Copyright © by Wydawnictwo Termedia, 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany

w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy.

Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania

za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Termedia, Poznań 2015

Projekt okładki: Olga Reszelska

Zdjęcie na okładce: © Ilona Wellmann / Trevillion Images

Redakcja: Zofia Smuga, Editio

Korekta: Kaja Rybczyńska, Editio

eISBN: 978-83-7988-428-5

Wydawnictwo Filia

grupa Termedia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 8

61-615 Poznań

www.wydawnictwofilia.pl

Wszelkie pytania prosimy kierować na adres:

czytelnicy@wydawnictwofilia.pl

Dołącz do nas na Facebooku!

WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI

I ZDARZEŃ JEST PRZYPADKOWE

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

DARKHART

Dariusz Nowacki

darkhart@wp.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Kryształowi. Tom 2. Łatwy hajs Świeża krew Ucieczka Bestseller Koneser Zaufaj mi, Anno 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sól morza Jak być kochanym Królestwo Magnes Nikt nie idzie Obsesyjna miłość