Nie myśl, że książki znikną

Nie myśl, że książki znikną

Autorzy: Umberto Eco Jean-Claude Carriere

Wydawnictwo: WAB

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 229

cena od: 25.51 zł

 

Wywiad przeprowadził Jean-Philippe de Tonnac.

Czy świat bez książek to tylko futurystyczna wizja czy realne zagrożenie i efekt daleko idącej technizacji życia? Czy rzeczywiście grozi nam "bibliocaust", a jeśli nawet, czy byłoby to wydarzenie bez precedensu? Wiadomo przecież, że od dawien dawna książki dławił pożar, palono je na stosach i poddawano ingerencji cenzury. Słowo pisane było także wydane na pastwę ludzkiej ignorancji i głupoty. To zaś, co zastało jako spuścizna, jest ledwie strzępem twórczości minionych pokoleń.
Dwaj bibliofile, Umberto Eco i Jean-Claude Carri?re, diagnozują zjawiska współczesnej kultury, to znaczy internet i elektroniczne nośniki pamięci. Według autorów Nie sądź, że książki znikną, nowe formy, choć coraz bardziej powszechne, nie wyprą tradycyjnych woluminów. Czy taka dość optymistyczna wizja nie jest jednak tylko marzeniem intelektualistów?
W dyskusji z udziałem Jeana-Claude'a Carri?re i Umberta Eco nie chodzi o to, by obaj autorytatywnie wypowiedzieli się, jakiego rodzaju zmiany i zagrożenia zwiastować może zastosowanie na masową skalę (albo i nie) książki elektronicznej. Ci wytrawni bibliofile, kolekcjonerzy starych i unikatowych egzemplarzy, badacze i poszukiwacze inkunabułów, skłonni są uważać książkę, podobnie jak koło, za wynalazek doskonały, którego nic nie jest w stanie zastąpić. Gdy człowiek skonstruował koło, został niejako skazany na posługiwanie się nim ad nauseam. Niezależnie od tego, czy pierwowzorem książki będą dla nas pierwsze kodeksy (około II w. n. e.), czy też wcześniejsze od nich zwoje papirusowe, pozostaje ona narzędziem, które niezależnie od jego zmieniających się na przestrzeni wieków form okazało się zadziwiająco wierne swojej pierwotnej funkcji. Książka postrzegana jest tu jako swego rodzaju "koło ludzkiej wiedzy i wyobraźni": nadchodzące ultranowoczesne technologie, które mogą napawać nas lękiem, nie zdołają powstrzymać jego biegu. Gdy już poczyniliśmy tę optymistyczną uwagę, możemy rozpocząć debatę o książce.
(ze wstępu)

Uczta w towarzystwie apologetów czytania.
"Le Magazine Littéraire"

JEAN-CLAUDE CARRIERE UMBERTO ECO

NIE MYŚL, ŻE KSIĄŻKI ZNIKNĄ

NAGOŚĆ Giorgio Agamben

W IMIĘ BOGA Karen Armstrong

KONIEC PRAWDY ABSOLUTNEJ. TOMASZ Z AKWINU W EPOCE PÓŹNEJ NOWOCZESNOŚCI Tadeusz Bartos

POLSKA DO WYMIANY. PÓŹNA NOWOCZESNOŚĆ I NASZE WIELKIE NARRACJE Przemysław Czapliński

ENCYKLOPEDIA GŁUPOTY Matthijs van Boxsel

ODURZENI Richard Davenport-Hines

APOKALIPTYCY I DOSTOSOWANI. KOMUNIKACJA MASOWA A TEORIE KULTURY MASOWEJ

Umberto Eco DZIEŁO OTWARTE Umberto Eco

IMPERIUM Michael Hardt, Antonio Negri

HISTORIA POWSZECHNA CYFR Georges Ifrah

GENDER DLA ŚREDNIO ZAAWANSOWANYCH Inga Iwasiów

BOHATER, SPISEK, ŚMIERĆ. WYKŁADY ŻYDOWSKIE Maria Janion

ŻYJĄC TRACIMY ŻYCIE Maria Janion

KSIĘGA KSIĄG UTRACONYCH Stuart Kelly

DZIENNIK GALERNIKA Imre Kertesz

JĘZYK NA WYGNANIU Imre Kertesz

CZAS. PRZEWODNIK UŻYTKOWNIKA Stefan Klein

BEZSILNY BÓG. RELIGIA, POLITYKA I NOWOCZESNY ZACHÓD Mark Lilla

TWARZ TUWIMA Piotr Matywiecki

W ŚWIECIE WSZECHMOGĄCYM. O PRZEMOCY, ŚMIERCI I BOGU Zbigniew Mikołejko

ŻYWOTY ŚWIĘTYCH POPRAWIONE Zbigniew Mikołejko

GOODBYE MR SOCIALISM Antonio Negri

PRZYGODNOŚĆ, IRONIA I SOLIDARNOŚĆ Richard Rorty

MORALNA I NIEMORALNA HISTORIA PIENIĄDZA Rene Sedillot

MAPY DUCHOWE WSPÓŁCZESNOŚCI. CO NAM ZOSTAŁO Z NOWEJ ERY? Anna Sobolewska

KOLOSY NA GLINIANYCH NOGACH. STUDIUM GURU Anthony Storr

SAMOTNOŚĆ. POWRÓT DO JAŹNI Anthony Storr

CHCIEĆ I MIEĆ Małgorzata Szpakowska

OBYCZAJE POLSKIE. WIEK XX W KRÓTKICH HASŁACH pod redakcją Małgorzaty Szpakowskiej LEGENDY O KRWI. ANTROPOLOGIA PRZESĄDU Joanna Tokarska-Bakir

HISTORIA NATURALNA I MORALNA JEDZENIA Maguelonne Toussaint-Samat

HISTORIA STROJU Maguelonne Toussaint-Samat

JEAN-CLAUDE CARRIERE

UMBERTO ECO

Wywiad przeprowadził

JEAN-PHILIPPE DE TONNAC

NIE MYŚL, ŻE KSIĄŻKI ZNIKNĄ

Przełożył

JAN KORTAS

WARSZAWA

Tytuł oryginału: N'espèrezpas vous débarasser des livres

Copyright © Editons Grasset & Fasquelle, 2009

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2010

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2010

Wydanie I Warszawa 2010

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.

virtualo.eu

Wstęp

„To zabije tamto. Księga zabije budowlę” 1( Ten i następne cytaty Wiktora Hugo w tym akapicie podano w przekładzie Hanny Szumańskiej-Grossowej (Katedra Marii Panny w Paryżu, Szczecin 1986, s. 125, 131, 133-134) [przyp. tłum .]). Victor Hugo wypowiada swoją słynną formułę ustami Klaudiusza Frolla, archidiakona paryskiej katedry Notre-Dame. Architektura z pewnością nie zginie, lecz nie będzie już symbolem kultury, która ulega przemianom. „[…] kiedy ją porównamy z myślą, która staje się książką i której wystarczy trochę papieru, odrobina atramentu i pióro, czyż możemy się dziwie, że rozum ludzki porzucił architekturę dla druku?” Nasze „Biblie z kamienia” ostały się wprawdzie, jednakże słowo pisane w postaci niezliczonej liczby manuskryptów, a w późniejszym okresie tekstów drukowanych – owo „mrowisko umysłów, […] ul, dokąd wszystkie wyobraźnie, te pszczoły złote, przylatują ze swoim miodem” – nieoczekiwanie zdewaluowało u schyłku średniowiecza ich dawne znaczenie. Podobnie jeśli książka elektroniczna zastąpi w końcu książkę tradycyjną, jest mało prawdopodobne, że ta ostatnia zniknie z naszych domów i naszego życia. E-booki nie wyeliminują książek. Genialny wynalazek Gutenberga nie wyparł przecież od razu kodeksów, ani te – zwojów papirusowych, czyli wolumenów. Gusta i przyzwyczajenia mamy różne, a jednocześnie ciągle poszukujemy nowych rozwiązań. Czy film zabił malarstwo, a telewizja kino? Witamy zatem w świecie e-czytników i nośników danych, które za pośrednictwem niewielkiego ekranu gwarantują nam dostęp do uniwersalnej biblioteki cyfrowej.

Należałoby raczej postawie pytanie, jakie zmiany wprowadzi lektura na ekranie w porównaniu z tym, z czym mieliśmy dotychczas do czynienia, przewracając stronice książki. Co zyskamy, posługując się tymi nowymi białymi książeczkami, a przede wszystkim – co stracimy? Być może porzucimy przestarzałe już dziś nawyki; zniknie owa otoczka świętości towarzysząca książce w naszej cywilizacji, która wyniosła ją na ołtarze; istniejąca między autorem i odbiorcą niepowtarzalna więź, której z pewnością zagrozi pojęcie hipertekstualności; atmosfera intymności, jaką zapewniała nam książka, a tym samym – pewne tradycyjne zachowania czytelnika. „Rewolucja cyfrowa, sprawiając, że zanika istniejący od dawien dawna związek pomiędzy tekstem a jego materialną formą – stwierdził Roger Chartier, wygłaszając wykład inauguracyjny w College de France – zmusza nas do gruntownej rewizji działań i pojęć kojarzonych ze słowem pisanym”. U progu rewolucji technologiczno-komunikacyjnej czekają nas nowe wyzwania, którym trzeba będzie sprostać.

W dyskusji z udziałem Jeana-Claude'a Carriere'a i Umberta Eco nie chodzi o to, by obaj autorytatywnie wypowiedzieli się, jakiego rodzaju zmiany i zagrożenia zwiastować może zastosowanie na masową skalę (albo i nie) książki elektronicznej. Ci wytrawni bibliofile, kolekcjonerzy starych i unikatowych egzemplarzy, badacze i poszukiwacze inkunabułów, skłonni są uważać książkę, podobnie jak koło, za wynalazek doskonały, którego nic nie jest w stanie zastąpić. Gdy człowiek skonstruował koło, został niejako skazany na posługiwanie się nim ad nauseam.Niezależnie od tego, czy pierwowzorem książki będą dla nas pierwsze kodeksy (około II wieku n.e.), czy też wcześniejsze od nich zwoje papirusowe, pozostaje ona narzędziem, które mimo jego zmieniających się na przestrzeni wieków form okazało się zadziwiająco wierne swojej pierwotnej funkcji. Książka postrzegana jest tu jako swego rodzaju „koło ludzkiej wiedzy i wyobraźni”: nadchodzące ultranowoczesne technologie, które mogą napawać nas lękiem, nie zdołają powstrzymać jego biegu. Gdy już poczyniliśmy tę optymistyczną uwagę, możemy rozpocząć debatę o książce.

Książkę czeka prawdziwa rewolucja technologiczna. Lecz czymże jest książka? Czym są znajdujące się w naszych domach i bibliotekach całego świata tomy zawierające wiedzę człowieka i ukazujące jego marzenia, odkąd zaczął posługiwać się pismem? W jakim stopniu przybliżają nam one wieczną odyseję ludzkiego umysłu? Jaki wizerunek świata nam przekazują? Kierując swą uwagę głównie ku najwartościowszym pozycjom, ku arcydziełom, w których niczym w soczewce skupiają się wzorce kulturowe, czy nie zapominamy o zasadniczej funkcji książki, polegającej najzwyczajniej w świecie na zachowaniu tego, co nasza złudna pamięć może raz na zawsze pominąć? A może powinniśmy pogodzić się z mniej chwalebną cechą ludzkiej natury, zwracając również uwagę na niesłychane ubóstwo myśli cechujące masową produkcję literacką? Czy książka jest nieodłącznym symbolem postępu, jaki stał się naszym udziałem? W powszechnej bowiem opinii wymazuje ona z ludzkiej pamięci mroki barbarzyństwa, z których – jak ciągle sądzimy – już się wydobyliśmy. Co właściwie przekazują nam książki?

Człowiek nie tylko docieka, w jakim stopniu zbiory naszych bibliotek wzbogacają wiedzę o nas samych. Stawia również pytania, co właściwie z owych zasobów przetrwało do naszych czasów. Czy książki są wiernym odzwierciedleniem tego wszystkiego, co stworzył geniusz ludzki, kierując się mniej lub bardziej szlachetnymi pobudkami? Pytanie to skłania do smętnych refleksji. Wszak dziś jeszcze palone są liczne księgozbiory – symbolizujące wolność słowa książki powołały więc także do życia cenzorów, którzy kontrolowali ich druk i kolportaż, a czasem je konfiskowali. Kolejnym śmiertelnym niebezpieczeństwem, jeśli metodyczne niszczenie książek nie wchodziło w grę, były pożary. Pastwą ognia, tego nienasyconego żywiołu obracającego wszystko w zgliszcza, padały całe biblioteki, a buchające w niebo płomienie zdawały się mówić, że owa nieuznająca jakichkolwiek granic produkcja literacka wymaga odpowiedniej selekcji. Tak więc historia książki to niekończący się „bibliocaust”. Cenzura, ignorancja, głupota, inkwizycja, auto da fe,zaniedbania, nieuwaga, pożary – wszystko to stanowiło dla książki zagrożenie, niekiedy z fatalnym dla niej skutkiem. Nawet nieustanne zabiegi konserwatorskie i archiwizacje księgozbiorów nie zdołały ocalić niektórych arcydzieł literatury światowej. Zapewne niejednej Boskiej komedii nigdy nie było nam dane poznać.

Pośród wielu zagadnień dotyczących książki i książek, które mimo tylu przeciwności losu zachowały się do naszych czasów, na plan pierwszy wysuwają się dwie zasadnicze kwestie, stanowiące główny wątek zaprezentowanych tu rozmów, przeprowadzonych w paryskim mieszkaniu Jeana-Claude'a Carriere'a i w domu Umberta Eco w Monte Cerignone. To, co nazywamy kulturą, jest w istocie długotrwałym procesem selekcji i kontroli. Liczne księgozbiory, obrazy, filmy, komiksy, dzieła sztuki padły łupem inkwizytorów, płomieni lub zaginęły w wyniku najzwyklejszego niedbalstwa. Czy była to najcenniejsza część naszego wielowiekowego, niezmierzonego dziedzictwa? A może były to rzeczy bezwartościowe? Czy w tych dziedzinach ludzkiej twórczości zgromadziliśmy samorodki złota, czy też ostał nam się w dłoniach tylko muł? Dziś jeszcze czytamy Eurypidesa, Sofoklesa i Ajschylosa, którzy uważani są za trzech wielkich tragediopisarzy greckich. Gdy jednak Arystoteles w Poetyce,dziele poświęconym tragedii, wymienia najwybitniejszych przedstawicieli tego gatunku dramatycznego, nie wspomina o żadnym z powyższych twórców. Czyżby to, co nie dotrwało do naszych czasów, było lepsze i bardziej reprezentatywne dla teatru greckiego aniżeli to, co zdołaliśmy zachować? Czy ktokolwiek jest w stanie rozstrzygnąć dziś te wątpliwości?

Czy pocieszeniem dla nas może być to, że wśród zwojów papirusowych, które w wyniku pożarów jakże licznych bibliotek, w tym również Biblioteki Aleksandryjskiej, uległy zniszczeniu, znajdowały się prawdopodobnie rzeczy całkowicie bezwartościowe, arcydzieła złego gustu i głupoty? Zważywszy na nieprzebrane złoża ludzkiej tępoty, jakie zalegają w naszych księgozbiorach, czy potrafimy zdobyć się na to, by nie rozdzierać zbytnio szat z powodu owego ogromu strat na przestrzeni wieków, owego świadomego lub mimowolnego tłamszenia naszej pamięci, zadowalając się tym, co udało nam się ocalić i co nasycone wszelkiego rodzaju technologiami dzisiejsze społeczeństwa z tak wielkim trudem starają się zachować? Pomimo naszych wysiłków, by do głosu dochodziła przeszłość, w bibliotekach, muzeach czy też kinotekach natrafiać będziemy tylko na te dzieła, których nie unicestwił czas. Obecnie silniej niż kiedykolwiek uświadamiamy sobie, że kultura jest w gruncie rzeczy tym, co pozostaje, gdy wszystko inne uległo zapomnieniu.

W niniejszej debacie o książce być może najbardziej zachwyca hołd, jaki dyskutanci oddają głupocie, owej dyskretnej towarzyszce wiekopomnych dokonań człowieka, bynajmniej nietłumaczącej się z tego, że potrafi być czasem nader apodyktyczna.

Ten aspekt dyskusji między dwoma kolekcjonerami i miłośnikami książek, semiologiem i scenarzystą, jest szczególnie ważny. Umberto Eco zgromadził zbiór unikatowych dzieł traktujących o fałszu i błędzie jako czynnikach warunkujących, według niego, wszelkie próby stworzenia teorii prawdy. „Człowiek jest istotą doprawdy wyjątkową – stwierdza. – Odkrył ogień, wznosił miasta, pisał wspaniałe poezje, wyjaśniał świat na rozmaite sposoby, tworzył opowieści mitologiczne i tak dalej. Równocześnie jednak toczył ciągłe wojny przeciwko bliźnim, nieustannie popełniał błędy, niszczył środowisko naturalne, et cetera. Ogólny zatem bilans, jeżeli wziąć pod uwagę najszlachetniejsze przymioty umysłu człowieka i jego bezdenną głupotę, nie jest właściwie ani dodatni, ani ujemny. A więc postanawiając przeprowadzić dyskusję na temat głupoty, w pewnym sensie oddajemy hołd owej istocie: geniuszowi i imbecylowi zarazem”. Jeśli książki uważa się za wierne odzwierciedlenie aspiracji i predyspozycji człowieka dążącego do realizacji swych celów w sferze materialnej i duchowej, powinny one ukazywać cały ten bezmiar ludzkiej pychy i niegodziwości. Tak więc nie sądźmy również, że znikną te wszystkie książki, w których roi się od fałszywych i błędnych informacji, a nawet – o czym jesteśmy święcie przekonani – kompletnych idiotyzmów. Towarzyszyć nam one będą niczym wierne cienie aż po kres ludzkości, mówiąc nam wprost, kim byliśmy niegdyś, a przede wszystkim, kim jesteśmy dzisiaj – a mianowicie namiętnymi, niestrudzonymi badaczami, którym jednak obce są jakiekolwiek skrupuły. Błądzenie jest rzeczą ludzką w tym sensie, że jest ono udziałem jedynie tych, którzy poszukują i popełniają pomyłki. Na każde rozwiązane równanie, każdą zweryfikowaną hipotezę, udoskonaloną metodę, wiarygodną wizję – ileż przypadało dróg wiodących donikąd? Tak oto książki realizują marzenia ludzkości wyzwolonej wreszcie z więzów obskurantyzmu, choć jednocześnie obraz ten nie jest pozbawiony skaz.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

W co wierzy ten, kto nie wierzy? Pape Satan aleppe Jak podróżować z łososiem Imię róży Wydanie poprawione przez autora Temat na pierwszą stronę Baudolino 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Gdańsk jako wspólnota Strach. Trump w Białym Domu Wyzwolenie zwierząt Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary