Pamiętnik 2

Pamiętnik 2

Autorzy: Henryk Grynberg

Wydawnictwo: Świat Książki

Kategorie: Biografie Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 656

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 33.38 zł

Miałem nadzieję, że pomieszka tu po mnie syn - choć mówi, że nie chce, że za dużo tu mojej obecności - ale teraz już wiem, że nie. Że nie przeżyją mnie i odejdą ze mną moje dęby i bambusy. Że nie przyjdą tu więcej moje sarny, chipmunki i lisy. Że wszystko to zniknie, jak gdyby nie istniało, lub istniało tylko w mojej wyobraźni. Jakby miał rację Platon... Do żadnego innego miejsca na ziemi nie byłem tak przywiązany. Może dlatego, że wiem, że to moje ostatnie? Niedobrze się przywiązywać, bo trudno się rozstać. Gram na czas, to znaczy ścigam się z czasem, żeby coś przynajmniej na piśmie zostało.

Henryk Grynberg - prozaik, poeta, eseista. Od roku 1967 mieszka w Stanach Zjednoczonych. Laureat prestiżowych nagród literackich, m.in: Tadeusza Borowskiego (1966), Fundacji Kościelskich (1966), Stanisława Vincenza (1991), Fundacji Alfreda Jurzykowskiego (1991), Jana Karskiego i Poli Nireńskiej (1997) oraz Koret Jewish Book Award (2002). Był czterokrotnie nominowany do "Nike". Jest autorem powieści: Żydowska wojna (1965), Zwycięstwo (1969), Życie ideologiczne (1975), Życie osobiste (1979), Memorbuch (2000); tomów opowiadań: Ekipa Antygona (1963), Szkice rodzinne (1990), Drohobycz, Drohobycz (1997), Ojczyzna (1999); zbiorów esejów Prawda nieartystyczna (1984) i Monolog polsko-żydowski (2003) oraz zbeletryzowanych wspomnień: Kadisz (1987; Kalifornijski kadisz 2005), Uchodźcy (2004), Janek i Maria (2006). W roku 2011 nakładem Świata Książki ukazał się pierwszy tom Pamiętnika.

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

2010–2014

Indeks nazwisk

Wydawca

Daria Kielan

Redaktor prowadzący

Katarzyna Krawczyk

Redakcja i indeks nazwisk

Mira Siedlecka

Korekta

Jadwiga Piller

Zdjęcie w prawym górnym rogu I str. okładki – Joanna Pyrek.

Pozostałe zdjęcia na okładce i wyklejkach pochodzą z archiwum Autora.

Wydawnictwo dołożyło wszelkich starań, żeby ustalić Autorów zdjęć reprodukowanych na okładce i wyklejkach.

Jeśli do któregoś z Autorów nie dotarliśmy, prosimy o kontakt z Wydawnictwem.

Copyright © by Henryk Grynberg 2014

Copyright © for the Polish edition by Świat Książki Sp. z o.o., Warszawa 2014

Świat Książki

Warszawa 2014

Świat Książki Sp. z o.o.

02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Księgarnia internetowa: swiatksiazki.pl

Łamanie

Piotr Trzebiecki

Dystrybucja

Firma Księgarska Olesiejuk sp. z o.o., sp. k.a.

05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91

e-mail: hurt@olesiejuk.pl tel. 22 721 30 00

www.olesiejuk.pl

ISBN 978-83-7943-976-8

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

„Nieważne co inni myślą o tobie, ale co ty myślisz o nich”

Gore Vidal

2010–2014

* * *

McLean, lipiec 2010

Oddaję do archiwum pamiętnik, który dostałem od mamy w dniu moich dziesiątych urodzin. Format 15×10 cm. Na okładce złotowłosy, błękitnooki chłopczyk – zupełnie niepodobny do mnie – promiennie się uśmiecha do kogoś lub czegoś w górze.

„Śmiało idź życia drogą, pracy i trudu nie lękaj się, one Ci kiedyś w życiu pomogą i zahartują serduszko Twe. Wpisała się kochająca Mamusia Twa. Dom Dziecka, 4 VII 1946 r.”. „Drogiemu Heniusiowi w dniu urodzin życzę, aby wyrósł na dzielnego i prawdziwego człowieka – wychowawczyni R.K. Helenówek, 4 VII 1946 r.”. Drogiemu Heniusiowi w dniu imienin (sic) życzę dużo szczęścia i zdrowia – Dr Wilner”. „Kochanemu Heniusiowi życzę, aby wyrósł na porządnego, szlachetnego i dobrego człowieka” (podpis nieczytelny). „Staraj się być zawsze przodującym – wychowawczyni Sonia” (nazwisko nieczytelne). „Miłemu Henkowi (tak zdrabniali imiona Galicjanie) wychowawczyni Tilberger Greta” – zamiast życzeń pięknie narysowana piórem wiązanka kwiatów. „Ile rybek w morzu, ile gwiazd na niebie, tyle niechaj dziewcząt krąży koło Ciebie! Wpisał się dobrze w Helenówku znany, lecz niepodpisany”. „Poetą nie jestem, wierszy nie pisuję, lecz do pamiętnika chętnie się wpisuję – Olek Świętowicz”. „Ku pamieńci (sic) kochanemu koledze wpisał się Preter Chaim”.

W tym dniu w Kielcach i na stacjach kieleckiej linii kolejowej, wcale nie daleko od nas, znów zabijano Żydów. Między innymi matkę z małym dzieckiem. Nam w Helenówku nikt o tym nie mówił, ale – jak pisałem w Zwycięstwie – ogrodzono nas wysokim siatkowym płotem, podwojono wartowników, którymi byli żydowscy weterani, i pod ich karabinami wożono ciężarówką do szkoły. „Gdy opuścisz szkolne mury i w daleki pójdziesz świat, wspomnij o mnie, wspomnij czule koleżeństwo z młodych lat. Wpisał się twój kolega Rawet Tolek. Łódź, 22 X 1947 r.”. Wpisał się i w daleki poszedł świat jak prawie wszyscy z tej żydowskiej szkoły.

Na dalszych kartkach są notatki. „Odprawa dla kursantów. Zapoznanie się z pracą na kursie. Wypełnienie kart dziecka – ostateczny termin 20 V 51. Zgłosić się do Wydziału Młodzieży Szkolnej. Zaopatrzenie w materiały piśmienne, stroje organizacyjne i gimnastyczne. Kierownictwo polityczne: tow. Lang, tow. Wachowiak. Wykładowcy: Kałużewski, Kulpa, Milc, Nosek. Seminarzyści: Boniczko, Jurewicz, Hantke, Starostecki, Smolarek. WF – Jasiński. Pięć grup seminaryjnych. Zajęcia: 2–3 godziny wykładów, 2 godziny seminarium, 2 godziny świetlica, 3 godziny sport”. Notatki te dotyczyły wyjazdu na obóz ideologiczno-szkoleniowy ZMP – jeszcze jeden powód, żeby pamiętniczek przechować w archiwum. Zanotowany jest również adres: Lubelska 7, Dzielnicowy Komitet Obrońców Pokoju – też zabytkowy.

Na końcu same autografy. DDR – Gustav-Adolf Schur, Lothar Meister, Bernhard (nazwisko nieczytelne). France FSGT – sześć nieczytelnych podpisów. Triest – Rebello Mario, Enrico Lotti, Spinelli. Rumunia: nieczytelne nazwisko z dopiskiem „trener”. Ungarn – nie wiem, czemu po niemiecku – nieczytelne nazwisko, ale imię József. Był to Wyścig Pokoju 1953. My aktywiści czekaliśmy przy mecie na stadionie ŁKS-u. Każdy miał na piersiach i plecach numer swojego kolarza. Gdy przyjechał, okrywało się go kocem, podawało mu wodę, wsiadało z nim do furgonetki, jechało z nim do Grandu, prowadziło do pokoju. Mnie przydzielono do DDR, bo umiałem porozumieć się po niemiecku. Mój Schur był jednym z najlepszych kolarzy całego wyścigu. Sympatyczny, uprzejmy pomimo zmęczenia, uśmiechał się do mnie.

Pamiętniczek przewędrował ze mną przez pół świata i prawie całe życie, więc niełatwo mi się z nim rozstać, ale przecież w końcu i tak bym musiał.

*

„Przemiłemu Heniowi za świetne wykonanie roli dziecka żydowskiego na pamiątkę jego pierwszego występu na prawdziwej scenie – Irena Grywińska. Łódź, 27 czerwca 1950 r.”. To dedykacja na odwrocie zdjęcia, gdzie gruby niemiecki żandarm jedną ręką trzyma mnie – obdartego żydowskiego chłopca – za kołnierz, a w drugiej ręce karabin, z którego mnie zastrzeli. Jest to fotos z pierwszego aktu Niemców Kruczkowskiego w łódzkim Teatrze Powszechnym. Irena Grywińska reżyserowała. Była żoną Karola Adwentowicza, słynnego starego aktora, który grał w tej prapremierze profesora Sonnenbrucha. Data 27 czerwca 1950 oznacza koniec sezonu, w którym graliśmy co wieczór.

W następnym sezonie byłem Mitią, młodszym braciszkiem Lenina, w radzieckiej sztuce pod tytułem Rodzina. Ta rola nie była wymagająca i oglądały nas prawie wyłącznie szkoły i wojsko, ale drugi rok z rzędu regularnie zarabiałem. Za Niemców kupiłem sobie szwajcarski zegarek Tissot, który chodzi do dziś, a za Mitię półsportowy rower firmy „Bałtyk”. Inna szkoła byłaby z takiego cudownego dziecka dumna, ale nauczycielki w mojej żydowskiej szkole uważały, że życie artystyczne demoralizuje. Gdy po drugim sezonie teatralnym dostałem dubbing w radzieckim filmie Daleko od Moskwy, cierpliwość tych zołz się wyczerpała i zażądały od mojej matki, żeby dla mojego dobra przerwała te niebezpieczne związki. Pan Zygmunt Urbański, mój teatralny opiekun, był niepocieszony. Dlaczego, pytał, dlaczego? Ja nie byłem jedyną ofiarą antyartystycznego kompleksu tej szkoły. Markowi Zamdmerowi z młodszej klasy wyperswadowali, żeby nie składał papierów na architekturę, tylko na inżynierię. Posłuchał, ale wkrótce wyjechał z rodzicami do Kolumbii, gdzie skończył architekturę i wylądował w Nowym Jorku u słynnego I.M. Peia, gdzie brał udział w projekcie waszyngtońskiego Muzeum Holokaustu i dlatego zadedykowałem mu tytułowy wiersz w tomiku Pomnik nad Potomakiem.

*

Rok szkolny 1952/53. Śnieg w parku Sienkiewicza, do którego przylegała nasza Trójka TPD-owska. Edek Pilarski w kozackim przysiadzie, za nim w chwiejnej pozycji stojącej Maniuś Krawiec, Waldek Łapczyński i ja wzajemnie się podpieramy. Edek krzyczy, ja wiwatuję zerwaną z głowy czapką gimnazjalną i śmieję się od ucha do ucha (aż trudno uwierzyć, że to ja). Edek jest w szerokim alianckim berecie, Maniuś w gimnazjalnej czapce jak moja, a Waldek w płaskiej oprychówce, bo tam, gdzie on mieszkał, wstydziłby się pokazać w czapce gimnazjalnej. Też błaznował, ale na zdjęciu jest tylko jego głowa między mną a Maniusiem, który był normalny, lecz tolerował nasze wygłupy. Fotografował Sławek (Świętosław) Olechnowicz – tylko on miał aparat. Oprócz Krawca, do naszej klasy chodzili Piekarz i Kujko – to samo co kowal, tylko trafniejsza nazwa. Był oczywiście Kowalczyk, ale chodził do Xc. Nosiło się powypychane w kolanach spodnie z podłych tkanin, cerowane swetry, cerowane skarpety i łatane kamasze. Maniuś, Edek i Waldek mieli sypkie polskie włosy i siedzieli w klasie w myckach, żeby im włosy nie spadały na twarz. Ich mycki robione na drutach wyglądały jak jarmułki żydowskich chłopców w Ameryce i Izraelu, w których u nas żaden żydowski chłopiec by się nie pokazał.

Na tym samym śniegu leżę płasko na brzuchu z głową zadartą do fotografii i roześmiany jak przedtem. Obok mnie leży wsparty na łokciu Łapczyński, z lekkim uśmiechem. Za nami w przysiadzie Borowski, Pilarski, Olechnowicz, Szaczkus i Piekarz w skórzanej pilotce, jakie się nosiło w 1949, 1950 i 1951, ale nie w 1952! Z tyłu stoją w nonszalanckich pozach Krawiec, Armatys i Kolaszyński. Wszyscy są weseli, ale nikt tak histerycznie jak ja.

I jeszcze stłoczeni na śnieżnym nasypie. Na przedzie Pilarski i ja ze wzniesioną prawą ręką, za nami Stasica, Sobieraj, Split – też ze wzniesionymi rękami, ale ja najweselszy. Dlaczego? Bo byłem z nimi, byłem jak oni, tylko bardziej… Po obu szkołach został mi niesmak (patrz Życie ideologiczne, Ciąg dalszy, Pamiętnik), ale kolegów kocham. Za to, że byli, że ich miałem. Zwłaszcza teraz, gdy już prawie nikogo nie mam.

*

Rok szkolny 1953/54. Też zdjęcie grupowe. Pięciu siedzi, a sześciu, włącznie ze mną, stoi za ich plecami. W marynarkach i krawatach, poważnie, bo to pamiątkowa fotografia aktywu. Miejsca są symboliczne, jak na trybunie pierwszomajowej. W pierwszym szeregu po środku przewodniczący, obok jego zastępca. Ja jako agitprop, czyli trzeci w hierarchii, powinienem siedzieć przy jego drugim boku, ale siedzi tam niższy o cały szczebel przewodniczący zarządu klasowego, którego ojciec jest przewodniczącym ZBoWiD-u. Przy mnie w drugim rzędzie stoi Rysio Tomczak, sekretarz, któremu też należało się miejsce w pierwszym szeregu, przy nim stoi Witek Sigalin, a na samym brzegu Abram Blumental. Rysio był drobnym, wątłym dzieckiem Holokaustu, nazwisko Tomczak, które zupełnie do niego nie pasowało, zmienił później na Wierzbicki i wspólnie z Markiem Grońskim – który też był aktywistą, ale o dwie klasy młodszym, więc go nie ma na zdjęciu – pisali satyry pod wspólnym pseudonimem Ryszard Marek. Został polonistą na Uniwersytecie Łódzkim, na niewysokim szczeblu, i umarł na serce, gdy miał 52 lata. Witek Sigalin, który przeżył wojnę w Rosji, był bratankiem głównego architekta Warszawy. Jego ojca komunistę zamordował Stalin, o czym myśmy wtedy nie wiedzieli. Został architektem i gdy ostatni raz o nim słyszałem, mieszkał w Biarritz. Abram Blumental chodził ze mną do żydowskiej szkoły i uciekł z niej jeszcze przede mną. Też przeżył w Rosji i czytał na lekcjach pod ławką Wojnę i pokój – w oryginale. Pojechał do Związku Radzieckiego na studia agronomiczne, bo rolnictwo radzieckie było najlepsze na świecie, przywiózł sobie stamtąd żydowską żonę i zostali w Polsce, bo dla niej to był Zachód. Abram był jednym z tych wyjątkowych Żydów, którzy zostali w Polsce pod własnym żydowskim imieniem. Czterech Żydów na jedenastu to była oczywista nadreprezentacja, ale – w drugim szeregu i razem. Pamiątkowe zdjęcie, lecz rozstaję się z nim bez żalu. Jest zresztą na wyklejce poprzedniego Pamiętnika.

*

Rok akademicki 1954/55. Czytelnia Domu Dziennikarza. Siedzę zaczytany przy stole z jednym z moich najbliższych kolegów. Drugi z moich najbliższych kolegów siedzi przy sąsiednim stole, a trzeci w głębi i go nie widać. Wszyscy w skupieniu czytamy, bo takie zdjęcie było potrzebne komuś do ćwiczeń z fotografii prasowej. Razem chodziliśmy do czytelni, razem na podryw, a w dniu wypłaty stypendium do Kameralnej. Każdy z moich najbliższych kolegów zrobił mi świństwo, i to nie raz. Jak szepnięcie dziewczynie, że jestem Żydem, co było podwójnym świństwem, bo może wolała nie wiedzieć, lecz po ostrzeżeniu musiała mnie odrzucić. Jeden szybkobiegacz dogonił tramwaj, gdy z nią odjeżdżałem, i szepnął. Drugi ukradł mi w szatni czapkę studencką i bezczelnie twierdził, że jego. Trzeci był Żydem, więc nie szeptał, ale najgłośniej żądał na zebraniu, żeby mnie wyrzucono z ZMP (patrz Życie ideologiczne). Rozumiem, że bał się obwinienia przez asocjację (guilt by association), ale niesmak został. Wybroniłem się kontratakiem (patrz Życie ideologiczne), więc kolegowali się ze mną dalej, a ja nie miałem wyboru. Poza tym w młodości się łatwo zapomina. Nie przebacza, ale zapomina. Pamięta się później, na starość.

*

„Szanowny i Drogi Kolego” a nawet „Wielce Szanowny i Drogi Kolego” – tytułował mnie w swoich listach Józef Wittlin i są to moje najzaszczytniejsze tytuły. List z 15 X 1969 roku pisany na maszynie nierówno odbitymi czcionkami z odręcznym postscriptum: „Przepraszam za tę maszynę starszą od Pana. Wywiozłem ją przed wojną z Warszawy i wędrowała przez wszystkie moje etapy uciekinierskie i trudno mi z nią się rozstać”. W dwustronicowym liście z 3 XII 1974, napisanym ręcznie, dziękuje mi za wiersz, który mu posłałem. Nosił tytuł Bóg jest… i wszedł później do tomu Wiersze z Ameryki (Londyn 1980). Zaczynał się stwierdzeniem, że „Bóg jest angielską królową / jest ale nie ma władzy”, a kończył konkluzją, że „Jak angielska królowa / nie ma władzy lecz jest – i to nam powinno wystarczyć / dajejnu”. „Winszuję Panu tej naprawdę istotnej poezji, którą – jak wszystkie znane mi Pańskie utwory – cechuje powaga i rzetelność przeżycia”, a potem: „co to znaczy dajejnu?”. Słowo, które jest refrenem najbardziej znanej paschalnej piosenki – tak mało był Żydem. Narzeka, że jego zdrowie, o które pytałem, nie jest już dobre i że liczne dolegliwości utrudniają mu pracę, „bez której w starości trudno istnieć”. Rozumiem to dopiero teraz, gdy jestem prawie w tym wieku co on i nie mam niczego prócz pracy. Do której też nie miałbym już sił, gdyby nie czarodziejska różdżka i anielska cierpliwość komputera, którego on nie doczekał. W tymże liście nadmienia, że czytał w „Süddeutsche Zeitung” artykuł Dedeciusa o polskiej literaturze na uchodźstwie, gdzie przytoczony jest mój wiersz z 1968 roku Koniec cyklu (Ende des Zyklus) w bardzo pięknym, jak pisze, przekładzie.

*

„Notatnik Kulturalny” z Głosu Ameryki na temat książki Michaela R. Marrusa i Roberta O. Paxtona Vichy France and the Jews. Przeoczyłem go w poprzednim Pamiętniku, a jest dość cenną pamiątką. Opierając się na niedostępnych wcześniej francuskich dokumentach i obszernej literaturze wspomnieniowej, autorzy obalają twierdzenie, że autonomiczne władze strefy Vichy pod przymusem współpracowały z Niemcami w wychwytywaniu i deportacji Żydów. Poza tym dowodzą, że antyżydowskie ustawy w tej strefie – surowsze niż w okupowanej przez Niemców północnej Francji – zostały wprowadzone z inicjatywy francuskich antysemitów i były stosowane z administracyjną sprawnością, skrupulatnością i bezdusznością przy obojętności większości społeczeństwa. Recenzent „New York Timesa” dodał (1 XI 1981), że reżym Petaina mógł wypuścić tysiące żydowskich uchodźców za granicę zamiast wydawać ich Niemcom, ale tego nie zrobił, bo prześcigał się w antysemityzmie z Niemcami, żeby uzyskać od nich więcej autonomii.

*

„Studio powierza Aktorowi, zaś Aktor zobowiązuje się wykonać rolę: główny bohater w filmie pod tymczasowym tytułem Powrót w okresie od dnia 03. 02. 1992 do 16. 02. 1992 r. … Mocą niniejszej umowy Aktor przenosi na Studio prawa autorskie i autorskie prawa pochodne do filmu i jego części… W ramach niniejszej umowy Studio zobowiązuje się do zakupu biletu lotniczego na trasie Waszyngton – Nowy Jork – Warszawa – Nowy Jork – Waszyngton. Równocześnie Aktor niniejszą umową zobowiązany jest do przylotu w dniu 03. 02. 1992 do Warszawy … Studio pokrywa koszty zakwaterowania Aktora w mieszkaniu prywatnym w okresie zdjęć tj. 14 dni … Zdjęcia odbywać się będą codziennie w dniach 03. 02 – 16. 02. 1992 r. Miejsca zdjęciowe znajdują się w okolicach miasta Dobre oraz w Radzyminie. Zdjęcia wraz z dojazdami trwać będą do 12 godzin dziennie”.

Umowa ta nie jest ważnym zabytkiem, ale odpowiada na niektóre pytania, jakie zadają widzowie po pokazach Miejsca urodzenia.

*

„Dear Mr. Grynberg, jestem niezmiernie poruszona Pana historią i odwagą, z jaką Pan ją opowiedział. Gdy byłam mała, mój dziadek mi często mówił, że dopóki się kogoś kochanego pamięta, to ten ktoś nie umiera. Mój syn ma dwa lata. Gdy podrośnie, opowiem mu Pana historię i przyrzekam Panu, że póki on żyje, imię Abrama Grynberga nie będzie zapomniane. Chcę, żeby Pan wiedział, że na tym małym kawałku Anglii (in this little bit of England) jedna mała rodzina pamięta”.

„Dear Mr. Grynberg, Pana poszukiwanie prawdy o losie swojego ojca i brata było bardzo poruszające, a smutek narastający w Pana oczach w miarę odkrywania faktów przekraczał granice wytrzymałości. Mam nadzieję, że zaznaje Pan trochę spokoju teraz, wiedząc, co się stało”.

„Dear Mr. Grynberg, Pana powrót do Polski pokazany przez BBC 2 był bardzo poruszający i mam nadzieję, że pomógł ukoić Pana ducha. Cisza wokół grobu, gdy wydobywał Pan czaszkę swojego ojca, odbiła się echem w naszych domach. Ja jako dziecko w czasie wojny na południowym wybrzeżu Anglii znajdowałam się w warunkach luksusowych w porównaniu z Pana zmaganiami o życie… ale i moje wspomnienia są wyostrzone przez to, że mój ojciec został zabity w 1940 roku. Mam nadzieję, że znalazł Pan w sobie trochę współczucia dla mieszkańców tamtych wsi, którym, jak się zdaje, wcale się nie powiodło”.

„Dear Henryk, ileż odwagi trzeba, żeby wrócić w takie ponure miejsce, które tak niechętnie wydaje tajemnicę swojego horroru. Brak mi słów, mogę tylko życzyć, żebyś zdołał znaleźć trochę pokoju i ukojenia i żeby Bóg Izraela cię pocieszył”.

Listy te nadeszły po pokazie Miejsca urodzenia (Birthplace) w Eurowizji. Jest wśród nich również anonimowa kartka pocztowa ze słowami: „I dam im miejsce i imię w moim domu i moich ścianach… I dam im nieśmiertelne imię…” (Izajasz 56,5). Nie rozumiem uwag o mojej odwadze, bo jej nie czuję i nie potrzebuję, gdy robię to, co muszę. Pokoju ani ukojenia nie zaznałem, ale jestem wdzięczny każdemu, kto pamięta o moim biednym ojcu. Pocieszam się, że przeniosłem jego kości w miejsce, gdzie mogą spoczywać z godnością, ale wciąż gorzko nad nimi płaczę. Co do mieszkańców tamtych wsi, to wbrew pozorom powiodło im się lepiej niż mnie. A Izajasz jest moim pierwszym imieniem i patronem, więc ta anonimowa kartka pocztowa była oczywiście od niego.

* * *

Warszawa, 14 VII 2010

14 lipca na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie nieznani sprawcy sprofanowali grób Ireny Sendlerowej. Na nagrobnej płycie napisali „Jude wont”. Patrz „Nigdy Więcej” nr 19.

* * *

Biuletyn „Together”, July 2010

„Rodzina mojej matki pochodziła z Węgrowa. Wiem, że to miasto spotkał bardzo ciężki los i że mało kto ocalał, ale kto wie. Matka – jedyna, która przeżyła ze swojej rodziny – nazywała się Genia-Golda Aszkenazy, a jej matka Rachel-Ruchl z domu Pasmanter. Siostry mojej matki miały na imię Hela-Chana i Niusia-Chaja, a mój dziadek Jankiel-Jakow. Byłoby cudownie znaleźć kogoś, kto ich znał”.

„Jestem jedynym synem Bera Heinsdorfa i Ireny z domu Weinlager, którzy pobrali się w Warszawie i pod koniec 1939 roku udało im się uciec do Palestyny, gdzie ja się urodziłem. Rodzina ojca mieszkała w Warszawie na Żelaznej 40, a rodzina matki na Pańskiej 61. Byłbym wdzięczny za informacje o kimkolwiek z moich krewnych”.

„Młodszy brat mojego nieżyjącego męża, Leiser Baiter, został uwięziony w obozie koncentracyjnym w Stutthof 19 lipca 1944 r., a 26 lipca w Auschwitz z numerem 50046. Jego siostry, Małkę i Ettę, też uwięziono 19 lipca 1944 r. w Stutthofie. Małka miała numer 47837 a Etta 47839. Ja i moje dzieci bylibyśmy bardzo wdzięczni za pomoc w uzyskaniu informacji o losie tych członków naszej rodziny”.

„Czy możecie mi pomóc znaleźć jakieś informacje o rodzinie mojej matki? Nazywała się Ettie Metzker. Powiedziano mi, że jej bracia – Jona, Izio i Wolf – zostali powieszeni na drzewach przed swoim domem w Lanowitz. Tak nazywano w jidysz tę miejscowość, która należy obecnie do Ukrainy, ale wtedy należała do Polski”.

„Mój dziadek Lejb Sambor urodził się i mieszkał w Janowie Lubelskim. Ożenił się z Ruchlą Szteinberg z Bełżyc. Mieli czworo dzieci: Moszek ur. w 1925, Serla ur. w 1927, Pinkas ur. w 1930 i Frajda ur. w 1937 r. Do wojny mieszkali w Janowie na ul. Płk. Beliny 66. Moszek, który był moim ojcem, przeżył wojnę i umarł rok temu w Australii. Los pozostałych jest nieznany. Może Pinkasa i Frajdę zostawili u jakiejś polskiej rodziny? Czy ktoś kogoś z nich znał?”.

„Moja rodzina pochodziła z Kałusza, Bolechowa i Stryja koło Stanisławowa w Galicji. Byliśmy w getcie w Kałuszu, potem ukrywałem się z rodzicami u polskiego gospodarza. Wszyscy inni zginęli. Szukam informacji o następujących osobach: Szulim i Salka Szapiro, Jechijel Szapiro (rzezak i kantor), Fincia i Miszel Niemas”.

„Urodziłem się w Warszawie 21 grudnia 1922 r. Mój ojciec nazywał się Berek Szajnfuks, matka Alta Moser. Moje siostry miały imiona Chana Ita i Toba Sura, a brat Mojsze Lejzer. Mieszkaliśmy na Browarnej 20 m. 10. W listopadzie 1939 r. uciekłem na sowiecką stronę do Białegostoku. W grudniu pojechałem stamtąd towarowym pociągiem do Magnitogorska, gdzie pracowałem przy ciężkich robotach do 1945 r., ale najbardziej cierpiałem z tęsknoty za rodziną zostawioną w Warszawie. Po wojnie mieszkałem we Lwowie do 1957 r., a gdy pozwolono na repatriację, przyjechałem z żoną i dwojgiem dzieci do Wrocławia. W 1970 r. otrzymałem obywatelstwo amerykańskie i zmieniłem nazwisko na Shain. Rozpaczliwie szukam kogokolwiek z mojej rodziny. Ich nazwiska: Szajnfuks, Mostek, Cukierman, Siemiatycki i Waliszewer, wszyscy z Warszawy”.

„Poszukuję członków rodziny z Okuniewa pod Warszawą. Nazwisko Polaniewicz lub Polinowicz – ojciec Lejb, a matka Lea z domu Rymerman. Bracia i siostry: Mojsze, Josef, Necha, Szanulka”.

„Urodziłam się w 1922 r. i byłam w łódzkim getcie z rodzicami Berkiem i Libą Tajch oraz bratem Israelem urodzonym w 1920 r. W 1944 r. zostałam wywieziona do Auschwitz, a później do obozu w Salzwedel, gdzie pracowałam w fabryce amunicji. Mojego brata wywieziono do Bergen-Belsen, ale tu ślad się urywa. Już 62 lata staram się dowiedzieć, co się stało z moim bratem”.

* * *

McLean, sierpień 2010

„Szanowny i Drogi Panie, proszę przyjąć wyrazy mojego nieustającego podziwu i największego zachwytu, jaki przeżywam po wielokrotnej lekturze Pańskich dwóch najlepszych wierszy o wszechświecie, jakie w długim mym życiu czytałem. To, co zawodowi astronomowie zawile i abstrakcyjnie nam tłomaczą (tak w oryginale – HG) na setkach stronic szczelnie zadrukowanych absolutnie dla wielu niezrozumiałą frazeologią hermetyczną, Pan zawarł w jednym wszechobejmującym i krystalicznie przejrzystym, syntetycznym widzeniu poetyckim na miarę XXI stulecia. Wiersze Noc i Superteleskop wyprzedziły nasz czas z szybkością światła i sięgnęły w głąb miliardów lat świetlnych. A to się jeszcze nikomu nie udało! Powiększył Pan dusze swych czytelników o wszechświat w swej nieskończoności dla nas jak dotąd niepojęty i zgoła niewyobrażalny. Jest to największa przygoda duchowa w moim i nie tylko moim życiu! Nie mam słów dla wyrażenia tego, co tam znajduję”.

List ten przyszedł na adres „Tygodnika Powszechnego”. Redaktor Tomasz Fiałkowski poinformował mnie, że autor listu był przed wojną znanym endekiem i „bardzo przejmująco spowiadał się publicznie ze swej przeszłości”. Warto pisać wiersze, żeby dostać taki list. Superteleskop i Noc (pod zmienionym tytułem Noc jest wieczna) umieściłem w tomiku Rysuję w pamięci (Wydawnictwo a5, 1995). Mój najbardziej „wszechobejmujący” wiersz (poemat) o stworzeniu wszechświata pod tytułem Wszystko opublikowałem najpierw w wyborze Z Księgi Rodzaju (Twój Styl 2001), a później w tomiku Dowód osobisty (Biuro Literackie 2006), lecz nie wiem, czy ktoś zwrócił na niego uwagę, choć Miłosz zarzucał współczesnej polskiej poezji brak perspektywy kosmicznej. Miłosz wyznał kiedyś, że przyjaciele mówili mu: „Czesław, ty pisz dla ludzi”. Ja pisałem „dla ludzi” i ludzie reagowali. Stefania Kossowska zawsze zamieszczała moje wiersze na czołówce. Kandydowały do nagrody londyńskiej emigracji. Jan Nowak-Jeziorański był ich gorącym zwolennikiem. Dostałem nawet parę pochwał od Miłosza. Ale poezja pisana dla ludzi została sterroryzowana przez snobów, ludzie boją się o niej wspominać i nie wiadomo, kiedy wreszcie pretensjonalny bełkot zmęczy wszystkich i znudzi.

*

Rok akademicki 1970/71. W Mastierstwie Gogola (Moskwa 1934) Andriej Biełyj pisze, że jego utwory nie mają zakończenia, są przerośnięte, przelewają się z jednego w drugi, że zdania – pełne wtrąceń i powtórzeń, archaizmów i neologizmów – nie mają symetrii ani równowagi, a jego słownictwo jest mozaiką dialektów, żargonów, ukrainizmów i polonizmów. A to dlatego, że dla Gogola język jest żywą materią, niemieszczącą się w ścisłych normach gramatycznych, które notabene nie bardzo znał. Biełyj określa Gogolowski hiperbolizm, niedefiniowalność (otkaz ot opriedielenija), bezforemność z pogranicza chaosu (biezobraznost’ prosto) jako cechy „azjatyckiej” linii literackiej. Ja bym dodał, że azjatyckiej postawy wobec życia.

Ukraińskie opowieści z pierwszej fazy (Wieczera na chutorie bliz Dikańki) mają aurę romantyczną i kompozycję muzyczną (repetycje, paralelizmy, rytmika ukraińskich dumek). Te powiesti-piesni – jak je nazywa Biełyj – mają rozwiniętą fabułę przygodową. Gogol był w tej fazie obserwatorem, słuchaczem i malarzem, który używa żywych kolorów z dominacją czerwieni. Jego zdania były jeszcze oszczędne, krótkie i jasne. Biełyj pisze, że w drugiej fazie narasta ironia, a pozy i gesty ustępują miejsca twarzom, które stają się karykaturami. Wiedźma, która przedtem piła krew z gardła, teraz gryzie zasiedatiela w ucho. A jaka jest ta wiedźma? „Uch, kakaja”. Opowieści stają się statyczne. W Staroświeckich ziemianach, Płaszczu, czy Newskim Prospekcie nie ma fabuły. Nie ma jej również Nos. „Skuczno nam na etom swietie, gospoda” to więcej niż konkluzja opowieści Opowieści o tym jak Iwan Iwanowicz pokłócił się z Iwanem Nikiforowiczem. Biełyj wskazuje, że w Rewizorze i Ożenku fabuła kończy się tam, gdzie się zaczęła, i że w tej fazie styl góruje nad rytmem i kompozycją. Następuje „atomizacja” gestu: Biełyj obliczył, że w Płaszczu Gogol używa 85 słów, żeby opisać gest krawca zażywającego tabaki. „Atomizacja” gestu będzie również charakterystyczna dla Martwych dusz. Bohaterowie stają się abstrakcyjni. Główne role grają trywialne obiekty, jak nos, płaszcz, powóz, koń, pies i są bardziej symboliczne niż w poprzedniej fazie szabla, lulka czy żupan. Zamiast portretów mamy szkice, zamiast malarstwa rysunek, czerwone przechodzi w czarne.

Biełyj podkreśla, że w trzeciej fazie dominuje refleksja i wizja świata widzianego bezpośrednio oczami Gogola. Nie „martwe dusze” są w centrum uwagi opowieści pod tym tytułem, lecz „sentencje rezonującego na ich temat autora”, nie Czyczykow jest głównym bohaterem, ale Gogol. W Martwych duszach następuje intensyfikacja drobiazgów (miełoczi). Jest to faza „realnego symbolizmu przedmiotów”, dalszej atomizacji gestu i narastania pustej retoryki. Martwe dusze są czarno-białe, przypominają szkicowe rysunki, ich bohaterowie są martwymi postaciami. Fabuła, która w pierwszej fazie przypominała zygzak, a w drugiej koło lub nieruchomy punkt, w trzeciej staje się linią prostą: Czyczykow wędruje z jednej miejscowości do drugiej. Biełyj notuje również rosnącą częstotliwość negatywnych przymiotników, jak „niemałoludnyj”, „niestarynnaja”, a nawet „niesiewiernaja”, czyli tendencję do neutralności i nieokreśloności, (ni to, ni sio).

Biel, która dominuje w ostatniej fazie, według Biełego znaczy, że „nikt nie zna Rosji” – nikt włącznie z Gogolem. Autor Mastierstwa Gogola statystycznie oblicza konsekwentne w kolejnych fazach „wygasanie” barw, coraz częstsze mieszanie tonów, coraz większą niejasność i zawiłość. Lecz pomimo błędów gramatycznych (przypadki, przyimki) i frazeologicznych (często pod wpływem polskiego i ukraińskiego), Biełyj uważa Gogola za jednego z najlepszych stylistów w literaturze światowej, który wprowadził do prozy rytm, aliteracje i asonanse (jak w groteskowych nazwiskach: Akakij Akakijewicz, Czpiczajchylidzew, Pieriepiepienko czy Czyczykow).

Biełyj nazywa Gogola eksperymentalistą, który otworzył nowe możliwości dla języka. Wskazuje przykłady jego wpływu w języku i stylu czołowych rosyjskich prozaików i poetów. Dziś mógłby je wskazać u prozaików i poetów reszty świata. Zaprzecza twierdzeniu Bielinskiego, że Gogol jest realistą, dowodząc, że łączy on realne z nierealnym. Odrzuca twierdzenie Czernyszewskiego, że Gogol jest ojcem tak zwanej szkoły naturalnej – uważa, że łączy on naturalizm z symbolizmem. Gogol jest wszędzie, konkludował Biełyj w 1934 roku. Teraz jest to jeszcze bardziej oczywiste. Jest modernistą i postmodernistą. Biełyj nie zgadza się z Bielinskim, że humor Gogola jest „śmiechem przez łzy”. I słusznie. „Śmiechem przez łzy” jest realistyczny, przyziemny humor Szolema Alejchema. U Gogola zaś słychać „chochot iz użasa” – metafizyczne przerażenie Becketta. Gogol umiałby napisać farsę o Holokauście, nie mniej przerażającą i może skuteczniejszą od realizmu. On przeczuwał horror. Dlatego oszalał. A Biełyj miał duże szczęście, że umarł w 1934 roku.

Jest to skrócona wersja pracy semestralnej, której angielski oryginał oddaję do archiwum. Napisałem ją w zimowym semestrze 1970/71 na slawistyce w UCLA (patrz Uchodźcy). Gdy w 1999 roku ukazał się w Warszawie wybór moich opowiadań pod tytułem Ojczyzna, recenzentka zadała retoryczne socrealistyczne pytanie: „Czemu to służy?”. Wo-pierwych polzy otieczestwu niet nikakoj, wo--wtorych… no i wo-wtorych toże niet polzy – odpowiedział za mnie Gogol w konkluzji antyopowiadania Nos.

*

Do katakumb oddaję również książkę zmarłego w 1999 roku Abrahama Shulmana The Prophet Jeremiah Is Alive and Prosperous in New York (Prorok Jeremiasz żyje i prosperuje w Nowym Jorku), wydaną w 1990 roku w Nowym Jorku przez jakieś chałupnicze „Astra Press”. Robię to, bo jest na niej dedykacja dla mnie: „Chyba jasne będzie dla Pana, kim jest ten Jeremiah”, i rzeczywiście jest jasne, co dałem do zrozumienia w Ciągu dalszym (Warszawa 2008, s. 238–240). Po drugie książka zniknęła z księgarń i bibliotek i ostał się tylko jeden egzemplarz w pewnej bibliotece uniwersyteckiej, której przez ostrożność nie wymieniam.

* * *

McLean, 1 VIII 2010

Wieczorem, gdy nie wiem, co z sobą zrobić, przeglądam sterty książek na moich stolikach, a nuż którejś jeszcze nie przeczytałem. Patrzę: Leo Lipski, Paryż ze złota (Świat Literacki 2002). Otwieram, a na pierwszej stronicy: „rządzą nami przeważnie ci sami / drobni oszuści i wielcy dranie / a do tego szantażyści i tchórze / mnożą się w zastraszający sposób” z odnośnikiem: „Fragment wiersza Henryka Grynberga pt. Trudno uwierzyć opublikowanego na łamach «Wiadomości» londyńskich 20 stycznia 1974 r., który potem znalazł się w tomie Wiersze z Ameryki wydanym przez Oficynę Poetów i Malarzy, Londyn 1980”. Jeszcze jeden dowód, że byłem poetą i że moje wiersze trafiały, a nawet nie bano się ich cytować. Notabene ten wyżej cytowany jest coraz bardziej aktualny. W Paryżu ze złota Lipski opowiada o swojej jedynej, ale bardzo udanej wizycie w Paryżu. Stanowczo bardziej od moich paryskich wizyt. „Wchodzimy do pałacyku (właściwie willi podstylizowanej – HG) w różach… Przyjmuje nas pan Henryk, brat redaktora, potem pani, która mówi: «Nie jestem panią Hertz», wreszcie redaktor, który wita mnie serdecznie”. Mnie przywitała niestety pani Hertz, a redaktor zaledwie uprzejmie. „Pokazuje salonik, swój gabinet, książki … Otrzymuję jako podarek Schulza, pięknie wydanego, rysunki i listy”. Mnie redaktor niczego nie pokazywał ani nie podarował, za wszystko zapłaciłem czekiem.

Mógłbym się jednak podpisać pod zdaniami, jak: „Nie należeć do tych, ani nie należeć do tamtych. Nie należeć do nikogo” (s. 47). „[B]ędziesz … oglądał życie przebiegające, zwrócony twarzą do przeszłego czasu” (s. 48). „Ludzie odpadają ode mnie, jak liście z więdnącego drzewa” (s. 53). „Samotności należy się uczyć” (s. 79). „Ulatniają się znajomi, jak na karuzeli, jak na filmach Chaplina odchodzą powoli, bledną, stają się nierzeczywiści, tracą na materii, na konsystencji. Zjawy, niektórych nazwisk boję się wymówić”. Mogę odnieść do siebie także to, co napisał o Janie Holcmanie, że „wyrobił sobie całkowitą niezależność sądów i na tym tle dochodziło często do starć osobistych z ludźmi, których nawet bardzo cenił czy lubił” (s. 86) i „przez zbytnią otwartość, niezależność opinii i pewną szorstkość obejścia odsuwał … ludzi od siebie” (s. 87).

* * *

Mszczonów, 7 lub 8 VIII 2010

Nieznani sprawcy zbezcześcili miejscowy cmentarz żydowski. Na ogrodzeniu napisali sprayem „Bomby na Izrael”. „Nigdy Więcej” nr 19.

* * *

McLean, 13 VIII 2010

Z okazji 65-ej rocznicy Trybunału Norymberskiego telewizja Russia Today nadała półgodzinną dyskusję ekspertów prawa z uniwersytetów brytyjskich i amerykańskich oraz ONZ-u. Wspomniano w niej o ludobójstwie popełnionym na Ormianach podczas pierwszej wojny światowej, a o Żydach nic – z wyjątkiem jednej uwagi moskiewskiego moderatora o „zbrodniach wojennych Izraela”.

* * *

McLean, 14 VIII 2010

Według sondażu Gallupa przeprowadzonego w 155 krajach najszczęśliwsi się czują jak zwykle Duńczycy, a po nich jak zwykle Finowie, Norwegowie, Szwedzi i Holendrzy. Niespodzianką zaś są Izraelczycy na wysokiej ósmej pozycji – na złość wszystkim naszym wrogom! Wyprzedzili nawet niepoprawnie optymistycznych Amerykanów (czternaste miejsce) i zostawili daleko w tyle (na 44 miejscu) kochających życie Francuzów.

* * *

McLean, 19 VIII 2010

Wszystkie telewizje pokazują byka, który podczas corridy przeskoczył barierę i roztrącając publiczność, torował sobie rogami drogę do wolności i godności. Omotano go w końcu powrozami i zastrzelono, lecz tym razem jednak zwyciężył byk. Szkoda, że poturbował tylko czterdziestu widzów i że nie mocniej.

* * *

McLean, 30 VIII 2010

Sortowanie papierów – które do archiwum, a które na zatarcie śladów (covering my ass) – zajmuje mi dużo więcej czasu, niż się spodziewałem. Nie miałem pojęcia, że aż tyle ich urosło.

* * *

McLean, 3 IX 2010

Pierwsze trzy książki napisałem piórem i długopisem. Maszyna była luksusem, a poza tym nie wyobrażałem sobie, że przy jej hałasie można tworzyć. Pismo miałem mało czytelne, bo ręka nie nadążała za myślą, i musiałem później dyktować maszynistce. Ekipę Antygonę dyktowałem w „hali maszyn” łódzkiego „Głosu Robotniczego”, Święto kamieni w warszawskim Instytucie Spraw Międzynarodowych na Chmielnej, w niedziele, gdy nikogo nie było, a Żydowską wojnę w Teatrze Żydowskim, który rzadko grywał. Kilkanaście lat temu, myśląc, że wciąż jestem młody, naderwałem sobie przy ćwiczeniach ścięgno w prawym barku i mam przez to znieczulony prawy kciuk, a artretyzm w małym palcu tej samej dłoni sprawia mi czasem ból, gdy notuję, wypełniam formularze, podpisuję książki. Staram się nie przyciskać dłoni do papieru i w rezultacie tak gryzmolę, że sam ledwo mogę siebie odczytać. Taką ręką pewno bym żadnych książek nie napisał. Ciągłe przekreślanie, poprawianie i przepisywanie ręcznie lub na twardej maszynie wymagało kondycji fizycznej. Teraz rozmowne kobitki latają z kieszonkowym rekorderem (dawniej tachało się ciężki magnetofon), przystawiają go komu się da, a potem łaskocząc komputer, spisują, co kto im naplecie, i sprzedają ten fast food w opakowaniu książkowym. Dlatego jest coraz więcej pisarek niż pisarzy.

* * *

McLean, 17 IX 2010

Wiosłowaliśmy na Potomacu, wypatrując heronów, i ujrzeliśmy po raz pierwszy białego. A raczej białą jak polska czapla. W towarzystwie większego szaroniebieskiego. Jak od ślubu.

* * *

Columbia (Maryland), 3 X 2010

W odczycie wygłoszonym w tutejszej gminie żydowskiej argumentowałem, że prozę dokumentalną trudniej pisać niż fikcję, bo jest skrępowana faktami i ma mało miejsca do manewru i manipulacji. Na przykładach z własnych utworów dowodziłem, że w literaturze holokaustowej prawda rzeczywista jest ważniejsza od artystycznej i że nie potrzeba niczego zmyślać. Dodałem z naciskiem, że obrażają mnie zmyślenia, a zwłaszcza mistyfikacje na ten temat. Słuchali bardzo uważnie. Zadawali wiele pytań. Kupili wszystkie egzemplarze The Jewish War and the Victory, Children of Zion i Drohobycz, Drohobycz and Other Stories. Ktoś nie omieszkał zapytać o antysemityzm w dzisiejszej Polsce. Odpowiedziałem, jak przed rokiem w Michigan, że bardziej mnie dziś niepokoi antysemityzm poza Polską, i tak samo zaaprobowano moją odpowiedź.

* * *

McLean, 14 X 2010

Wydawnictwo, które przygotowuje antologię pod tytułem Przeciw antysemityzmowi (1936–2008), zwróciło się do mnie o pozwolenie na nieodpłatny przedruk dwóch moich artykułów: Madagaskar czyli sposób myślenia z londyńskich „Wiadomości” 43/1968 i Wygnanie z Polski z paryskiej „Kultury” 11/1968. List polecony z Krakowa datowany 5 sierpnia, a stemplowany 18 sierpnia, doszedł do mnie dopiero teraz, bo przez krakowską oszczędność wysłano go pocztą naziemną. Ponieważ w liście informowano, że antologia wyjdzie jeszcze w tym roku, więc natychmiast zadzwoniłem i pytam, czy nie za późno na moją zgodę. Pani z tamtej strony odpowiedziała, że nie, ale tak chłodno i sztywno, jakbym to ja o coś prosił, a nie ona. Pewno te moje artykuły wcale jej się nie podobają. Albo – jak twierdził redaktor Giedroyć – jestem „przewrażliwiony”. Przesłałem mejlem zgodę z prośbą, żeby mi umożliwiono mejlową korektę autorską. Dostałem odpowiedź, że na to jest za późno, bo książka już w drukarni, ale artykuły zostały dokładnie przepisane. To znaczy, że oddano je do druku bez mojej zgody, a za to z wszystkimi błędami typograficznymi przedkomputerowej prasy emigracyjnej.

* * *

McLean, 15 X 2010

Droga Joanno, bardzo Ci dziękuję za jeszcze jeden artykuł o dzieciach żydowskich w powojennej Polsce. Znów czytałem jakby o sobie i moich kolegach. Szkoda tylko, że nie uwzględniłaś charakterystycznego sporu sądowego o dziecko, który jest udokumentowany w pierwszym rozdziale mojego Ciągu dalszego (może nawet mogłabyś znaleźć w Łodzi dokładniejsze dokumenty o tym sporze). Bardzo trafna jest Twoja uwaga o odzyskiwaniu „poczucia, że się jest prawdziwym obywatelem wyzwolonego kraju”, bo czuliśmy się tak wtedy – właśnie pod rządami komunistycznymi.

* * *

Łódź, 15 X 2010

„Przed meczem Widzew Łódź – Legia Warszawa i w jego trakcie pseudokibice warszawskiej drużyny śpiewali: «Ha-mas, Ha-mas, Juden auf dem Gas»”. „Nigdy Więcej” nr 19.

Dlaczego „pseudokibice”? Jeśli antysemici i chamy, to nie kibice?

* * *

McLean, 16 X 2010

Sarny po letniej przerwie wracają do mnie na żołędzie. Wczoraj rano jedna zwiadowczyni przeszła wolnym krokiem przez mój backyard bardzo blisko podjazdu moich nowych sąsiadów, pomimo że stały tam dwa auta, w tym SUV. Dziś o ósmej przybiegła jedna mała, poczekała za moimi odrastającymi bambusami na matkę, po czym obie spokojnie zjadały żołędzie z podjazdu między obu autami, bo sobota i wiedzą, że się dłużej śpi.

* * *

McLean, 18 X 2010

Szanowny i Drogi Panie Pawle, chciałbym zarekomendować Światu Książki znakomite dzieło profesora Antony’ego Polonsky’ego The Jews in Poland and Russia 1350–2005 wydane w tym roku przez Littman Library of Jewish Civilization. Jest to chyba pierwsza naprawdę obiektywna i dokładna historia polskich Żydów na tle historii Polski, która może zafascynować zarówno życzliwych, jak i mniej życzliwych polskich czytelników. W angielskiej wersji praca ta jest pewno za obszerna i za szczegółowa dla masowego czytelnika, ale gdyby ją ograniczyć do ziem polskich i pominąć liczne akademickie szczegóły, mogłaby stać się w Polsce bestsellerem.

* * *

McLean, 19 X 2010

Dear Antony, masz co najmniej dwie książki w jednej: „Jews in Poland” i „Jews in Russia”. A może cztery: dwie pełne wersje akademickie dla profesorów i studentów i dwie dla zwyczajnych czytelników bez akademickich szczegółów, komentarzy i odnośników. Pomyśl o tym.

* * *

St. Augustine, 20 X 2010

Jestem u Piotra Niklewicza, który kupił tu sobie domek, by po wieloletniej odsiadce w „Głosie Ameryki” wygrzewać się z aligatorami na florydzkim słońcu. St. Augustine jest najstarszym miastem Ameryki Północnej. Zbudowali je Hiszpanie, świetnie się zachowało i ma się wrażenie, że się jest w Hiszpanii. Jest to świetne rozwiązanie dla Piotrka, który miał angielską babkę i hiszpańską prababkę i czuje się Europejczykiem, ale żyć woli w Ameryce. Oprócz hiszpańskiego stylu i ciepłego klimatu ma dostęp do oceanu z czystą białą plażą, którą patrolują szare pelikany, i do kilku domów, gdzie może mówić po polsku.

Basia Bernhard, moja platoniczna, która tu ze mną przyleciała, nazywa mnie „rasistą”, bo śmieję się, widząc w telewizji muzułmanów z wypiętymi w górę tyłkami i pytam, czy tak samo to robią muzułmanki. Ja się usprawiedliwiam, że śmieszą mnie również Żydzi mówiący do ściany, katolicy mówiący do obrazów i prawosławni całujący obrazy. Nie udało mi się jeszcze zobaczyć niczego zabawnego u protestantów, ale nie tracę nadziei.

* * *

23 X 2010 – samolot z Florydy do Wirginii

Piotr nas odwiózł na lotnisko w Jacksonville – godzinka szeroką autostradą przy najmniejszej w Ameryce częstotliwości samochodów. Niedziela, lotnisko też pustawe, więcej strażników niż pasażerów, więc w pogodnym nastroju kładę na konwejerze podręczny bagaż, wiatrówkę, czapkę, pantofle, pasek od spodni, portfel, długopis. Czujna rewidentka, której się nudzi, nie przepuszcza mojej torby przez rentgen i pyta, czy mam w niej przybory toaletowe. Mam, w przezroczystej torebce i w przepisowo małych ilościach, ale na dnie. Rewidentka, niemająca nic do roboty, każe mi je wyciągnąć spod starannie złożonych koszul i spodni. Niczego nie znalazła, bo nie wziąłem nawet maleńkich nożyczek do wąsów, więc przepuściła torbę na drugą stronę, ale trzeba jeszcze prześwietlić mnie: 170 centymetrów, których mi po trochu ubywa, i 65 kilo, których wcale nie ubywa, oraz moje stare lata, dzięki którym znów dożyłem czasów, że jak w komunizmie wszyscy są podejrzani. Smukły drągal o sylwetce Obamy i takiej samej karnacji skóry każe mi wyjąć wszystko z kieszeni: bilet, chusteczkę, dwa dolary, dwie używane wykałaczki. Pyta o portfel. – A nie, portfela nie dam, pojechał konwejerem – mówię. Każe mi stanąć w oznaczonym miejscu i podnieść obie ręce do góry. Podnoszę. Każe podnieść wyżej. Podnoszę wyżej. Każe mi się obrócić w lewo i w prawo. Obracam się. Każe mi to zrobić jeszcze raz i wyraźnie się bawi, szczerząc do swoich koleżanek wielkie białe zęby jak Obama. Czułem jak podskakuje mi ciśnienie krwi i gdyby nie to, że po drugiej stronie czekała na mnie Basia, to bym go opierdolił, bo lepszy areszt od apopleksji.

* * *

McLean, 24 X 2010

Co robią nowi właściciele, gdy kupią dom pod drzewami? Ścinają, bo się ich boją. Jest mnóstwo gołych domów na sprzedaż, po co kupili ten? Pojechali gdzieś sobie, bo ani jednego auta na podjeździe, a ja cały dzień słucham, jak dęby wyją pod elektryczną piłą. Pnie pocięte w kawałki jak kiełbasa staczają się na mój yard. Wołam z balkonu do Latynosów w czerwonych kaftanach. Mówią, że je zabiorą. Uważajcie, żeby nie przytłuc moich odrastających bambusów! – wołam. Przewiązali białą wstążką młodziutkie drzewo na granicy mojego yardu. Wołam do ich bossa, że to moje, choć wcale nie jestem pewny. Popatrzył z niezadowoleniem i mówi, że zetną tylko konary nad podjazdem. Dzięki temu upalne słońce będzie prażyło nie tylko dom, ale i samochody, a lato jest u nas długie.

* * *

McLean, 25 X 2010

Kochana Pani Bożeno, radziłbym zamieszkać w Tel Awiwie, gdzie jest piękna promenada nadmorska i w ogóle fun. Jerozolima jest tylko o godzinkę drogi autobusem z Tel Awiwu i dobrze jest tam jeździć, żeby zwiedzać, ale raczej nie nocować. A jeśli nocować, to jest Dom Polski prowadzony przez zakonnice jako niedrogi pensjonat i można się tam zatrzymać na parę nocy. W Tel Awiwie w samym centrum, skąd wszędzie można dojść, jest fajny hotel Cinema ze wspaniałym samoobsługowym śniadaniem, po którym nie jest się głodnym do wieczora. Niedrogi, zwłaszcza teraz poza sezonem. Jest pewno w internecie i można się z nimi potargować, a także wspomnieć, że polecił Henryk Grynberg, który u nich się zatrzymuje. Można oczywiście wynająć całe mieszkanie za takie same pieniądze i bez śniadania. Zrobiłem tak w swoim czasie, bo miałem dwoje gości, ale we dwójkę radzę hotel Cinema.

* * *

McLean, 26 X 2010

Kochana Pani Bożeno, oto co mi odpisała Renata Jabłońska: „Są świetne studia – spory, dobrze wyposażony pokój z łazienką, w hallu kuchnia z naczyniami, piecyk, pralka. W środku miasta, Ibn Gwirol przy Arlozorow, mała, cicha uliczka. Kosztuje 70 lub 75 dolarów za dobę. Firma «Authentica» (jest w internecie). Mieszkała tam w maju przez dwa tygodnie koleżanka z Polski i była b. zadowolona”.

Ibn Gwirol przy Arlozorow to tam, gdzie mieszkała kiedyś moja matka (uliczka Ben Saruk numer chyba 22). W Tel Awiwie warto widzieć morze i promenadę (Tayelet) o każdej porze dnia i nocy, a w czwartek w połowie dnia wstąpić do Dizengoff Center (niezwykły shopping mall), gdzie mają wtedy bazar z daniami obiadowymi z całego świata. W Jerozolimie koniecznie Yad Vashem z nową (nowoczesną, elektroniczną) stałą ekspozycją, na którą potrzeba pół dnia. Na starym mieście oprócz miejsc zwanych świętymi, wykopaliska zwane „Miastem Dawida”. Należy niestety unikać egzotycznej, bazarowej, arabskiej części miasta albo iść z jakąś obstawą i z krzyżykami na piersiach, żeby wiedzieli, że nie Żydzi. Dom Polski na Starym Mieście przy Bramie Damasceńskiej ma niezwykły program zwiedzania chrześcijańskich miejsc świętych, i to za darmo (może za ofiarę). Warto też obejrzeć Żydów modlących się do Ściany i wejść (z krzyżykami na wierzchu i w skromnym ubraniu) na Wzgórze Świątynne do obu tamtejszych meczetów (uważając na zegarki i portfele).

* * *

McLean, 27 X 2010

Dziś na szczęście pada i nie widać ani nie słychać drwali. Mój młody dąb stoi – amputowany, ale już bez białej wstążki – uratowałem mu życie. Nie wiem, ile drzew naznaczono po drugiej stronie domu. Nowi właściciele myślą, że rzadziej stojące drzewa będą mocniejsze, a jest na odwrót, bo one trzymają się jedno drugiego korzeniami i wzajemnie się osłaniają, natomiast odsłonięte ze wszystkich stron outsidery chwieją się pod każdym podmuchem i to właśnie one padają. Potężny dąb, który swego czasu zwalił się na dach sąsiadce o dwa domy dalej, stał osobno na wypielęgnowanym trawniku z klombem. Podobnie było prawie we wszystkich innych upadkach.

* * *

McLean, 28 X 2010

Mecenas mnie zawiadamia, że Trybunał Konstytucyjny odpowiedział na pytanie Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie takiej jak moja i orzekł, że przepisy ograniczające pomówionym dostęp do ich akt w IPN-ie są niezgodne z konstytucją. W uzasadnieniu Trybunał niemal dosłownie cytował argumenty naszej skargi. Zatem moja sprawa jest de facto wygrana, czekamy tylko na potwierdzenie de iure.

* * *

McLean, 29 X 2010

„Some events do take place but are not true; others are, although they never occured”, czyli „Niektóre zdarzenia mają miejsce, ale nie są prawdziwe, inne zaś są prawdziwe, ale się nie zdarzyły”. Jeszcze jeden bezsensowny popis retoryczny Eliego Wiesela, który przytacza Ruth Franklin w swoim zbiorze esejów A Thousand Darknesses: Lies and Truth in Holocaust Fiction (Oxford University Press 2011). Pisze ona, że w autobiograficznej opowieści Wiesela Night czuje się „bezlitosne doświadczenie bezlitośnie przedestylowane do esencji, gdyż zapychanie tak brutalnej opowieści ozdobami byłoby groteskowe”. Wprawdzie nie przypomniała, że owej „destylacji” dokonał Malraux, gdy Wiesel przyniósł kilkakrotnie dłuższy maszynopis, lecz nadmienia, że krytyk Al Alvarez nawet tej „esencji” zarzucił „przesadny, a nawet dziennikarski język” i „popadanie w retorykę”. Amerykańska autorka krytykuje mistyfikacje Wiesela, który twierdzi, że Auschwitz jest tajemnicą nie do przeniknięcia i nie do przekazania (inny świadek Holokaustu, Aron Appelfeld, dawno na to odpowiedział, że „ręka podniesiona przeciw człowieczeństwu nie była niczym mistycznym, lecz ciosem w główny filar Dekalogu”), nie zawsze jednak odróżnia obozy koncentracyjne od obozów zagłady i nie rozumie, że Tadeusz Borowski widział z bliska obóz zagłady, ale przeżył obóz koncentracyjny. Jej rozważania teoretyczne są czasem powierzchowne i wprowadzają zamęt, zwłaszcza w konkluzji, gdy reagując na budzący wątpliwości epizod z opowieści Wiesela, dochodzi do wniosku, że „nie można rozważać (worry about), czy niemowlęta w Auschwitz palono żywe czy martwe bez utraty czegoś z własnego człowieczeństwa”, bo „czyż nie wystarczy wiedzieć, że je w ogóle palono?”. Otóż moim zdaniem nie wystarczy. Co gorsza, eseistka podpiera się przy tym nieprzemyślaną retoryką Leona Wieseltiera, który po otwarciu waszyngtońskiego Muzeum Holokaustu, pisał, że „jest coś prawdziwie uniwersalnego w trupie”, a zatem „ma poważny problem moralny, kto patrząc na te obrazy, widzi w nich tylko Żydów”. Franklin wyciąga z tego wniosek, że „powieść o Auschwitz nie może być tylko o Auschwitz, bo jest także o Armenii, Syberii, Kambodży, Bośni, Darfurze” (s. 243).

Wieseltier jest wykształconym judaistą i autorem znakomitego 600-stronicowego eseju Kaddish, lecz nie widział trupów, które ja oglądam przed zaśnięciem albo budząc się w środku nocy. Otóż w trupie człowieka jest tyleż uniwersalnego, co w żywym człowieku. Różnica pojawia się po pytaniu, za co go zamordowano, a kto tego nie rozumie, ma rzeczywiście problem. Profesor historii Ewa Maj zalicza „porównywanie Holocaustu Żydów z ludobójstwem dokonanym na innych narodach” do tych samych antysemickich chwytów co „minimalizowanie strat żydowskich” czy „używanie pojęcia «Holocaust» dla ukazania skutków wszelkich konfliktów narodowych” (Sposoby zaprzeczania Zagładzie Żydów w antologii Przeciw antysemityzmowi 1936–2009, Kraków 2010). Żydzi amerykańscy, którzy wciąż nie całkiem rozumieją, czym był Holokaust, ewidentnie zapomnieli, co znaczyło być Żydem. I wciąż znaczy poza Ameryką. Tak dużo wiedzą, a tak mało rozumieją.

PS Osiem lat temu w Jewish Community Center w Waszyngtonie wystąpił błyskotliwy absolwent Yale Jonathan Safran Foer ze swoim debiutem Everything was Illuminated. Najpierw opowiedział wszystko, czego nauczono go w Yale o pisaniu, a potem odczytał parę zabawnych stronic. Było tam zdanie zaczynające się od słów: „W 1791 roku spotkałem w Łodzi Żydówkę…”. Gdy udzielono głosu publiczności, powiedziałem, że w 1791 roku Łodzi jeszcze nie było na mapie i bardzo wątpię, czy można tam było spotkać jakąś Żydówkę. Odpowiedział, że to nie jest opowieść realistyczna. Na to ja, że do tej pory myślałem, że naprawdę wie wszystko o pisaniu. A oto jak zreferowała ten incydent Ruth Franklin w swojej książce o prawdach i nieprawdach literackich: „Opowieść, tak jak ją opisuje Foer, nie jest ani doskonała, ani piękna, a absurdystyczny styl, w jakim przedstawił swoją fantastyczną wersję dziejów getta, naraził go co najmniej jednemu z ocalonych, pisarzowi Henrykowi Grynbergowi, który dosłownie traktuje sprawy i publicznie zarzucił mu pisanie rzeczy, które nie mogły się były zdarzyć” (s. 240). Jeśli nie rozumieją tego, co wiedzą, to jak mogą zrozumieć to, czego nie wiedzą?

* * *

McLean, 30 X 2010

„W Polsce było epicentrum największej zbrodni w dziejach i przedmiot Holokaustu jest wielkim obowiązkiem dla polskich pisarzy i uczonych” – powiedział polski historyk autorce artykułu pod tytułem Poles Confront the Dark Side (Polacy w obliczu ciemnej strony) zamieszczonego w JPOST.com. Dosłownie to, co ja w Prawdzie nieartystycznej. Bez żadnego odnośnika w moją stronę, ale dobrze, że nauka nie poszła w las.

* * *

McLean, 31 X 2010

Jest chłodno i słonecznie, siedzę i piszę, wtem słyszę galop. Patrzę, to szarobura z zadartym białym ogonkiem pędzi po suchych liściach. Niedziela, więc sąsiedzi jeszcze śpią, ale porąbane dęby zagradzają jej drogę, więc zawróciła pod mój drewniany balkon. Po chwili nadbiega mała, tak lekka, że nie słychać jej na zeschłych liściach. Przystaje, przygląda mi się, pierwszy raz widzi kogoś przy komputerze, po czym podąża za matką.

* * *

McLean, 3 XI 2010

Z samego rana przyjechała żółta machina z dźwigiem. Dźwig wzniósł się na wysokość strzelistego dębu. Z czubka dźwigu zjechała na linie wielka metalowa kula, z której zwisa parumetrowy pas. Przypasał się nim Latynos w czerwonej kurtce jak kat, z piłą wiszącą mu u boku jak miecz. Przeżegnał się i lina pociągnęła go wzwyż ku koronie dębu. Słychać krótkie warknięcia piły i liściaste gałęzie spadają lekko jak na spadochronie. Latynos przypasuje się teraz do gołego pnia, przewiązuje go pasem, który zwisał z metalowej kuli i przykłada piłę, która warcząc, wrzyna się w szyję drzewa. Egzekucja trwa kilkanaście sekund. Głowa dębu zachwiała się i spada jak skoczek zabezpieczony liną. Lina jest mocna, lecz korona królewskiego drzewa okazała się cięższa, niż się zdawało i dźwig się zachwiał. Chwieje się również pień drzewa. Przywiązany do niego Latynos przeżegnał się i pień z wolna wraca do równowagi. Latynos znów go opasuje liną i ścina segment od góry. Kolejne segmenty, uwiązane na końcu jak za szyję, chwieją się w powietrzu jak wisielcy, gdy lina je spuszcza na ziemię, gdzie dwaj inni Latynosi w czerwonych kurtkach zbierają obcięte gałęzie i wrzucają w paszczę mechanicznego molocha, który je z warkotem pożera.

* * *

McLean, 5 XI 2010

Wczoraj cały dzień padał deszcz, więc nie mordowano drzew. Te, co już leżą w kawałkach, tworzą wał na granicy mojego yardu, a za tym wałem piętrzy się zielona ściana z pięknych gałęzi, których nie zdążył pożreć mechaniczny moloch. Przyszła mała sarna. Jest szara jak pocięte pnie i czuje się bezpiecznie na ich tle. Patrzy w moją stronę. Wtem nadchodzą dwaj Latynosi w czerwonych kurtkach. Pewno zostawili swoje machiny na ulicy. Na widok sarny jeden udaje, że naciąga procę, a drugi czymś rzuca. Instynkt myśliwski lub chłopski, bo chłop – jak u nas w Polsce – żywemu nie przepuści.

* * *

McLean, 6 XI 2010

France 24 nadała dziś w porannym programie (7.00–7.30) rozmowę z niemieckim fotografem z okazji jego wystawy w paryskim Musée d’Art Moderne pod tytułem Gaza 2010. Pokazywano wielokrotnie zdjęcie szesnastoletniej arabskiej dziewczyny, która straciła obie nogi. Bawiła się z siostrą na dachu, gdy nastąpiła eksplozja, siostra zginęła na miejscu. Fotograf i dziennikarka, która z nim rozmawiała, zalotnie się do siebie uśmiechali. Byłem w Izraelu przed atakiem na Gazę, którego skutki pokazuje paryska wystawa. Rakieta, którą wystrzelono wtedy z Gazy, spadła w izraelskim mieście Sderot, odrywając nogi dwunastoletniemu chłopcu i zabijając jego młodszego brata, lecz nie zainteresowało to żadnego niemieckiego fotografa ani francuskiej telewizji.

* * *

McLean, 8 XI 2010

„Indie odniosły sukces nie wbrew demokracji, ale dzięki demokracji” („not in spite of democracy but because of democracy”) – rzekł prezydent Obama w gościnnym kazaniu z mównicy indyjskiego parlamentu. Jak zawsze z wysoko zadartym nosem i tonem takiego, co wszystko najlepiej wie, ale co może znaczyć bullshit: „sukces wbrew demokracji”?

* * *

McLean, 10 XI 2010

Dziś miałem doroczne badanie lekarskie. Ubyło mi pół cala wzrostu, co jest raczej deprymujące, gdy się nigdy nie było wysokim. This is the price for standing tall – zażartował doktor Krist, co dosłownie znaczy: to jest cena za stanie wysoko, czyli odwagę. Za to podrosło mi ciśnienie. Czyżby gra na czas, dogrywka? Jak ten pamiętnik: bezpośrednie wypowiedzi, bo na inne już za mało czasu. Gdybym był „normalnym” pisarzem, to już bym się wycofał, ale nie jestem, więc muszę robić do końca, co mogę. I trochę więcej niż mogę – jak uczy izraelskie wojsko.

* * *

McLean, 12 XI 2010

Na konferencji w Seulu dwudziestka zwana G–20 staje do pamiątkowego zdjęcia. Obama jak zwykle bardzo z siebie zadowolony, choć nic mu się na tej konferencji nie udało. Przy nim premier Turcji, bezczelniak, który knuje przeciw Ameryce z Iranem, Rosją, Syrią, Wenezuelą, z kim się da, a nasz czaruś się do niego uśmiecha i przyjaźnie go poklepuje po plecach. Wszystkie telewizje to pokazały, ale nikt nie skomentował.

* * *

McLean, 13 XI 2010

Słoneczny sobotni poranek, sąsiedzi jeszcze śpią i nie wiedzą, że sarny chodzą po ich yardzie, pośród drzew, które jeszcze stoją. Najpierw dwie, potem nadbiega malutka, a za nią kroczy ojciec z trzema pokaźnymi odrostami. Rogacz zbliża się w moją stronę, spogląda w moje okno, po czym wchodzi między gęste badyle po uschniętych bambusach, przenika między nimi, nie poruszając żadnego, a mała za nim. Gdy dopada mnie chandra – co zdarza się coraz częściej – przychodzą sarny i przekonują mnie, że warto patrzeć na ten świat. Od dawna nie widzę kulawej.

* * *

McLean, 19 XI 2010

Jeszcze jedna noc z Mają. Byliśmy jak zwykle młodzi, w grupie kilku osób, gdzieś w środku Europy, bo zastanawialiśmy się, gdzie jechać na plażę: do Francji, Hiszpanii, Włoch? Wtem Maja zaczęła wchodzić po zwisającej z nieba linowej drabinie, więc ja też się uchwyciłem, ale to była tylko lina, która wznosiła się razem ze mną coraz wyżej nad ziemię. Maja była wysoko nade mną na szczeblach, a ja na końcu liny i coraz bardziej mnie bolały ramiona i ani w górę, ani w dół. I nie wiem, co się później stało.

* * *

McLean, 20 XI 2010

Wczoraj w Melbourne umarł Jan Kostański, narrator i bohater Szmuglerów (Warszawa 2001), naszej wspólnie opublikowanej opowieści, wznowionej w tomie Janek i Maria (Warszawa 2006). Spotkałem go przelotnie w maju 1999 roku podczas wizyty w Australii. Wręczył mi wtedy swoje wspomnienia spisane z taśmy dźwiękowej i nigdy więcej go nie widziałem, ale spędziłem z nim dziesiątki godzin na linii telefonicznej McLean – Melbourne. Lubiłem jego warszawski dialekt, którego już się nie słyszy nawet w Warszawie, gdzie obaj się urodziliśmy. Kochał Starówkę, gdzie się wychował, i jej poświęcony jest pierwszy rozdział naszej opowieści.

Janek – nawet w starości lubił, żeby go tak nazywać – i jego rodzina żyli w bliskich stosunkach z żydowskimi sąsiadami i nie zaakceptowali muru getta, którym ich rozdzielono. Janek wielokrotnie go przeskakiwał. Należał do zorganizowanej grupy, która przemycała do głodującego getta żywność, a także podrabiane dokumenty, które pomagały wyjść i ratować się po aryjskiej stronie. Janek i jego matka próbowali nawet jechać za swoimi żydowskimi przyjaciółmi do Treblinki, żeby ich stamtąd wydostać – jedyny chyba taki wypadek. Innym wyjątkowym wyczynem Janka było to, że po Powstaniu Warszawskim pozostał ze swoimi żydowskimi przyjaciółmi i ukrywał się z nimi w całkowicie zniszczonym mieście, w sytuacji jak z filmu Pianista. Był jednym z najbardziej naocznych świadków życia i zagłady warszawskiego getta i nie znam innego nie-Żyda, który tak jak on utożsamiał się z losem żydowskich ofiar.

Po wyzwoleniu Jan Kostański i jego matka weszli w związki małżeńskie z rodziną, którą uratowali, a gdy antysemityzm w Polsce stał się znów nie do zniesienia, wyjechali do Australii. We wstępie do naszej książki oświadczył: „Zawsze byłem i jestem Polakiem i chrześcijaninem. Jestem jednak także wrogiem dyktatury i rasizmu i dlatego udałem się wraz z żoną i dziećmi na emigrację. Tęsknię do Warszawy i Starego Miasta, gdzie się urodziłem i wychowałem, i nigdy nie przestałem kochać mojego rodzinnego kraju”. Mieliśmy się spotkać w Warszawie we wrześniu 2006 r. na promocji nowego wydania książki, ale zdrowie mu już nie pozwoliło na tak daleką podróż. Przysłał w zastępstwie swojego syna Andrzeja i uroczą synową Madeline. Chodziliśmy jego śladami po skrupulatnie odrestaurowanym Starym Mieście i zmienionym nie do poznania terenie getta.

Odszedł jeden z najważniejszych świadków, ale jego świadectwo zostało. I została jego spuścizna moralna. Był jednym z najdzielniejszych ludzi, jakich znałem.

PS Ten list pożegnalny napisałem po angielsku i posłałem Andrzejowi Kostańskiemu, który go odczytał na pogrzebie.

* * *

McLean, 21 XI 2010

Późne niedzielne popołudnie, spokój, cisza. Siedzę w livingu i czytam, wtem czuję przyjemne ciepło w dołku, przeczucie czegoś dobrego, feeling lucky, jak mówią Amerykanie. Przerywam czytanie i wchodzę do sypialni, żeby wykonać codzienne ćwiczenia, a za oknem rogacz (potężne poroże) z partnerką – oboje brunatni na tle brunatnych liści, którymi zaścielony jest mój backyard i podjazd sąsiadów, gdzie stoją zaparkowane auta, ale ani jednego światła w domu. Pewno pojechali taksówką na lotnisko. W czwartek będzie Thanksgiving, święto rodzinne, więc bierze się te kilka dni urlopu między weekendami i leci z jednego krańca Ameryki na drugi. Sarny wiedzą, że nikogo nie ma i pożywiają się po obu stronach podjazdu, gdzie dosłownie zatrzęsienie żołędzi po ściętych dębach. Aha, jest i mała, za moimi ocalałymi bambusami. Chodzę od okna do okna, bo coraz ciemniej i wnet skończy się seans. Wtem nadchodzą sąsiedzi. On niesie jedno dziecko, ona drugie, byli z wizytą gdzieś w sąsiedztwie. Pokazują dzieciom czmychające sarny, których ja stąd już nie widzę.

* * *

McLean, 25 XI 2010

Thanksgiving, dochodzi ósma, pochmurno i mokro, bo w nocy padało. Z okna sypialni widzę u sąsiadów cztery samochody. Krewni zjechali na święto, ale jeszcze śpią, więc młody kawaler – rogi długie, lecz dopiero zaczynają pączkować – spokojnie przekracza podjazd sąsiadów, wchodzi między moje badyle, mija mój balkon i znika za węgłem. Przeszedłem do kuchni i widzę, jak idzie po dzikim winie mojego zadrzewionego frontyardu. Doszedł do jezdni, przystanął, uniósł uszy, po czym tym samym nieśpiesznym krokiem przeszedł na drugą stronę ulicy i zniknął między domami. Już drugi raz go widzę samego. A kulawej chyba już nie zobaczę.

* * *

McLean, 7 XII 2010

„Henryk Grynberg w tekście Ocalenie może być koszmarem («Dziennik Polski», 8 sierpnia 1981 roku) nazwał «Prawo i Życie» najbardziej antysemickim tygodnikiem od upadku Trzeciej Rzeszy oraz nieoficjalnym organem bezpieki. Użycie wobec Wiery Gran terminu «zbrodniarka» na podstawie «bliżej nieokreślonych zasobów Archiwum KC PZPR, równie nieokreślonych meldunków wywiadu AK i AL oraz zupełnie nieokreślonych dokumentów Delegatury Rządu (londyńskiego) na Kraj» określa mianem biologicznego morderstwa”. Tak relacjonuje Agata Tuszyńska w swojej książce Oskarżona: Wiera Gran (Wydawnictwo Literackie 2010). Ani w niewiernie zacytowanej recenzji z książki Wiery Gran Sztafeta oszczerców, ani w żadnym innym moim „tekście” nie ma bzdurnej tautologii jak „biologiczne morderstwo”, tym bardziej że ofiara nadal żyła. Napisałem – co łatwo sprawdzić w „Dzienniku Polskim” i moim Pamiętniku – że „najpierw zadano jej śmierć cywilną, a teraz o mało nie zamordowano biologicznie – zdalnie, przy pomocy słów. Ciężko zachorowała i dopiero po tygodniach zwlokła się z łóżka, żeby odparować ten cios”. Ja naprawdę jestem lepszym pisarzem niż niektórzy by chcieli.

Książkę Tuszyńskiej czytałem z zainteresowaniem, bo znałem Wierę Gran i wiele innych osób, o których mowa, ale bez zachwytu, bo wojeryzm i niestaranność. Na przykład na wszystkich załączonych kopiach dokumentów stoi jak byk „Centralny Komitet Żydów w Polsce”, a w tekście autorskim uparcie „Centralny Komitet Żydów Polskich”. To nie to samo, bo byli wtedy w Polsce Żydzi litewscy, łotewscy, ukraińscy, a Komitet był dla wszystkich. Cytaty z jidysz i rosyjskiego są często okropnie błędne, a najczystsza poezja pięknej piosenki wojennej z refrenem „Saławi, saławi, nie triewożtie sołdat” została zbanalizowana przez „nie triewożtie riebiat”. Niechlujna jest również informacja na tylnej okładce, że jest to „biografia żydowskiej śpiewaczki z warszawskiego getta, Wiery Gran”. To jakby Henryka Warsa lub George’a Gershwina nazwać żydowskim kompozytorem, a Kirka Douglasa żydowskim aktorem. Wiera Gran nigdy nie była żydowską śpiewaczką, a jeśli „z warszawskiego getta”, to żydowski przymiotnik i tak jest zbędny. Tym bardziej że po wyjściu z getta przyjęła chrzest.

* * *

McLean, 10 XII 2010

Rosja, Kuba, Iran i Arabia Saudyjska, solidaryzując się z dyktatorami Chin, nie wysłały swoich ambasadorów na uroczystość wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla Chińczykowi Liu Xiaobo. Czego jeszcze trzeba, żeby wiedzieć, po której stronie jest „demokratyczna” Rosja?

Za oknem szaro, chmurno, lekki mrozek. Po porannych wiadomościach schodzę do pracowni i widzę przez katedralne okno szaroburą sarnę pod moim balkonem. Wypatruje czegoś za węgłem, a kilka metrów za nią, w środku mojego backyardu, młodziutki koziołek – ledwo widać różki – stoi i czeka, co zrobi mama. Dostrzegł mnie i patrzy niepewnie. Gdy mama znika za węgłem, podąża za nią, ale okrężnie, między badylami, żebym go nie za bardzo widział. Zawracam na górę do kuchni i widzę ich na frontyardzie. Podchodzą do drogi, w tej samej odległości jedno za drugim, i znikają po drugiej stronie. Gdy już siedzę przy komputerze, widzę przez okno, jak sąsiadka wsadza swoich dwóch malców do srebrzystego SUV-a i odjeżdżają. Wtem pojawia się na moim backyardzie dorosły rogacz. Wodząc nosem po zeschłych liściach, zbliża się do wysokich bambusów, za którymi widzę teraz jeszcze jednego dorosłego. Pochylają jeden przed drugim rogi, jakby się witali, po czym splatają je i zaczyna się przepychanka. Raz jeden cofa się parę kroków, raz drugi, bo siły są wyrównane. Raz po raz odrywają się jeden od drugiego i uskakują na bok, żeby uderzyć z flanki, ale nic z tego, bo jeden i drugi w porę uskakuje i nadstawia rogi. A ja to wszystko widzę z bliska jak na filmie – niemym, bo przez grube szyby nie słychać szczęku broni. W końcu rozchodzą się na bezpieczną odległość kilku metrów. Jeden popuszcza spod ogona, bo przepychanka była denerwująca, a drugi przysiadł na yardzie sąsiadów, gdzie więcej brunatnych liści niż u mnie, i obaj udają, że coś skubią. Gdy kończę protokół zajścia, już ich nie widzę.

* * *

McLean, 18 XII 2010

„Palestyńczycy wzywają Europę, żeby uznała ich państwo na Zachodnim Brzegu i w Gazie bez układu pokojowego z Izraelem” – głosi dziś Russia Today. Ani słowa o tym, że Unia Europejska to „wezwanie” odrzuciła. W następnym zdaniu RT dodaje, że „18 państw grozi bojkotem Izraela”, ale ich nie wymienia. I nikt inny nie podaje tej wiadomości, nawet arabska Al-Dżazira.

* * *

McLean, 22 XII 2010

Dwa miesiące temu Trybunał Konstytucyjny odpowiedział na pytanie Naczelnego Sądu Administracyjnego, że przepisy IPN-u są niezgodne z konstytucją a w uzasadnieniu – jak mi pisał adwokat – niemal cytowano treść mojej skargi. W konsekwencji po posiedzeniu 14 bm. Trybunał uznał, że „problem konstytucyjny, którego dotyczą zarzuty zgłoszone w skardze konstytucyjnej Henryka Grynberga, został już rozstrzygnięty” i że „ocena konstytucyjna zaskarżonych przepisów została dokonana w brzmieniu tożsamym z tym, które jest kwestionowane przez skarżącego”, ponieważ ustawa nowelizująca wprowadziła z dniem 27 maja 2010 roku „stan prawny sankcjonujący dostęp każdego do kopii dokumentów pozostających w dyspozycji Instytutu Pamięci Narodowej” i „zawiera uregulowanie czyniące zadość oczekiwaniom skarżącego w zakresie … zasad udostępnienia dotyczących go materiałów”. Zatem „problem, którego dotyczą zarzuty zgłoszone w badanej skardze konstytucyjnej Henryka Grynberga, został już rozstrzygnięty wskazanym powyżej wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 20 października 2010 roku”.

Innymi słowy Naczelny Sąd Administracyjny zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego po mojej skardze na IPN, którą odrzucił, a Trybunał wolał odpowiedzieć na „pytanie” Naczelnego Sądu Administracyjnego niż przyznać rację jakiemuś Grynbergowi. Tym nie mniej po blisko czterech latach wygrałem spór z IPN-em (patrz Ciąg dalszy rozdz. Samosąd, Świat Książki 2008). Adwokat zapewnia mnie, że należy mi się odszkodowanie. Które też by było ważnym precedensem (niech władza wie, że naruszanie praw obywatela się nie opłaca), ale widząc, jak polski wymiar sprawiedliwości traktuje Żydów, wątpię, czy je otrzymam.

* * *

McLean, 23 XII 2010

Debbie Grynberg

The Magic Snowflakes

Once there was a girl named Ellen. Ellen was hoping it would snow because it was already January. One day it did snow but Ellen had the flu. Two snowflakes, David and his friend Crystal, landed on Ellen’s windowsill. They overheard a conversation between Ellen and her mother. „Mother, do you think I will miss the first snowfall?”. „Oh, I don’t know. This is just a light snowfall. I’m not sure it will last long”. „Oh, I was planning to go sledding and skating on the pond, build a snowman and everything”. „Well, don’t worry. I’m sure there will be more snow soon”. „Oh no, David! Mother Nature’s plans were to have a two day snowfall and it will not snow for another two weeks”. „Oh Crystal, Ellen will regret this if we don’t do something”. „Ïf we could only see Mother Nature about this”. „We can, Crystal!”. „How?”. „Mr. Wind will carry us”. „Mr. Wind, Mr. Wind!”, they called. „Yes, what do you want?”. „Will you carry us to Mother Nature?”. „Sure thing. We will be there in half an hour”. Half an hour later: „Here we are”. „Thanks, Mr.Wind”. „Well, David, Crystal, what do you want?”. „Will you make the snow fall longer because a little girl named Ellen loves the snow and she has the flu”. „Well, I don’t see why I should change all my plans for a girl I don’t even know”. „Please, for us. It’s not fun melting, you know”. „All right, just for you two”. „Thanks, Mother Nature”. Two days later: „Mother, it’s snowing! Can I play in the snow today?”. „Yes, you may”. „I think somebody likes me”. David and Crystal giggled.

Magiczne płatki śniegu

Była sobie raz dziewczynka imieniem Ellen. Ellen miała nadzieję, że spadnie śnieg, bo już był styczeń. Pewnego dnia śnieg rzeczywiście spadł, ale Ellen miała grypę. Dwa płatki śniegu, David i jego przyjaciółka Crystal, wylądowały u Ellen na parapecie okna i usłyszały jej rozmowę z matką. „Mamo, jak myślisz, czy przepuszczę pierwszy śnieg?”. „Jest go mało, nie jestem pewna, czy długo poleży”. „A ja tak chciałam pojeździć na sankach i łyżwach na stawie, ulepić bałwana”. „Nie martw się, pewno wkrótce spadnie więcej”. „Ojej, David, Matka Przyroda zaplanowała tylko dwa dni śniegu, a następny dopiero za dwa tygodnie”. „Tak, Crystal, Ellen będzie bardzo zmartwiona, jeśli nie zrobimy czegoś w tej sprawie”. „Gdybyśmy tylko mogli powiedzieć o tym Matce Przyrodzie”. „Zróbmy to, Crystal”. „Ale jak?”. „Pan Wiatr nas zaniesie”. „Panie Wietrze, Panie Wietrze!”. „Czego chcecie?”. „Czy zaniesie nas pan do Matki Przyrody?”. „Oczywiście, będziemy tam za pół godziny”. Pół godziny później: „Jesteśmy na miejscu”. „Dziękujemy, Panie Wietrze”. „David, Crystal, czego ode mnie chcecie?”. „Czy może pani uczynić, żeby śnieg popadał dłużej, bo mała dziewczynka imieniem Ellen uwielbia śnieg, ale ma grypę?”. „Nie rozumiem, dlaczego miałabym zmienić swoje plany dla dziewczynki, której nawet nie znam”. „Prosimy, zrób to dla nas, bo topnieć wcale nie jest zabawne”. „Dobrze, zrobię to tylko dla was”. „Dziękujemy, Matko Przyrodo”. Dwa dni później: „Mamo, mamo, śnieg pada! Czy mogę dziś wyjść się pobawić?”. „Możesz”. „Zdaje się, że ktoś mnie lubi”. David i Crystal zachichotali.

To stronica z powielacza gazetki szkolnej. Znalazłem ją, sortując swoje papiery do archiwum. Autorka miała wtedy dziewięć zim. Przeżyła ich 38. Dziś trzecia rocznica. Przepisałem i przetłumaczyłem, bo to wszystko, co mogę dla niej zrobić.

* * *

McLean, 24 XII 2010

Russia Today nadawała dziś kilkakrotnie „dyskusję”, która ma wykazać, że przez Izraelczyków (czyli Żydów) jest coraz mniej chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Nie przez muzułmanów, broń Boże. Izrael jest jedynym bliskowschodnim krajem, gdzie liczba chrześcijan nie maleje, lecz wzrasta, i gdzie się czują bezpiecznie. Bezpieczniej niż w którymkolwiek kraju muzułmańskim i tylko Russia Today o tym nie wie. A raczej wie i łże.

* * *

McLean, 25 XII 2010

Boże Narodzenie, cisza, nikt i nic się nie rusza. Spałem spokojnie, bo dzięki Bogu jestem Żydem i nie mam dziś żadnych obowiązków towarzyskich. Ani pisarskich, bo skończyłem książkę, a redaktor wciąż jeszcze nie przysyła mi żadnych poprawek. Dobrze byłoby zmierzyć dziś sobie ciśnienie. Mam cyfrowy aparat, który doktor Krist mi kazał kupić, i wybieram takie dni, gdy jestem spokojny i wypoczęty, bo po co martwić doktora. Problem w tym, że przy śniadaniu oglądam BBC, France 24, Russia Today i Al-Dżazirę. BBC dzisiaj milczy, bo weekend, ale France 24 pokazała przegląd francuskich tygodników. Jeden z nich przypomina, że Izraelczycy zastrzelili w tym roku dziewięciu „aktywistów” na statku, który chciał przerwać blokadę Gazy. Nie pokazano jak „aktywiści” bili metalowymi prętami opuszczających się na linach Izraelczyków, tylko rysunek przedstawiający żołnierza z sześcioramienną gwiazdą, który strzela z broni maszynowej w pokład, powodując dziurę, przez co statek pewno zatonie. Następnie pokazano czarnych Sudańczyków, którzy przekradli się przez Synaj do Ejlatu, ale nie mówią, dlaczego uciekli z Sudanu, tylko że Izrael nie zapewnia im odpowiednich warunków. Prasa kłamie! – wołali polscy studenci w marcu 1968, ale to była prasa dyktatury. Media, które kłamią dziś, są wolne, ale mierzą do tego samego celu. Dlatego nie ma dobrego dnia do mierzenia ciśnienia żydowskiej krwi.

* * *

McLean, 26 XII 2010

Podczas deportacji warszawskiego getta żydowscy policjanci mieli obowiązek sprowadzić codziennie pewną liczbę Żydów na Umschlagplatz, ale łapali więcej, żeby nadliczbowych później wypuścić – za odpowiedni okup. Tak samo po aryjskiej stronie łapano na przymusowe roboty. I to samo robią supermocarstwa, gdy raz za razem redukują broń jądrową, której za dużo naprodukowały. Nowa wzajemna redukcja jest potrzebna Moskwie, żeby pokazać, że wciąż jeszcze jest supermocarstwem, a naszemu Obamie, żeby pokazać, że coś robi.

* * *

McLean, 1 I 2011

Niestrawność po przyjęciu sylwestrowym nie dawała mi spać do czwartej rano. W końcu wziąłem pastylkę, której wcześniej się bałem z powodu sylwestrowego alkoholu. O dziewiątej usiadłem do komputera, żeby modyfikować lub odrzucać proponowane przez redaktora poprawki w Pamiętniku. W południe wróciłem na górę, otwieram drzwi balkonowe, żeby sprawdzić temperaturę, a spod balkonu wybiega szarobury koziołek – różki nie większe od moich palców. Zamknąłem z powrotem, ale on mnie widzi przez szybę i patrzy, jakie mam zamiary. Stwierdziwszy, że nie jestem groźny, przestał się mną interesować i kontempluje spokój i ciszę, bo w Nowy Rok ludzie prawie się nie ruszają. Z nastawionymi uszami wygląda z profilu jak kangur i może długo tak stać w kamuflażu na tle opadłych liści i pnia po dębie, który mi zwaliła wichura 23 jesienie temu. No idź już sobie, bo przez ciebie nic nie mogę robić.

* * *

McLean, 5 I 2011

Droga Katko, Twoja praca doktorska bardzo do mnie przemawia przez usta Twoich rozmówców – nieraz moimi własnymi słowami, jak „obowiązek wobec zmarłych”, a nawet „misja”. Ja ich rozumiem i podziwiam, ale ciekaw jestem, co się będzie z nimi działo za jakieś 15 lat i radziłbym Ci wtedy napisać follow-up. Osobiście już parę razy wypowiadałem się, że nie widzę przyszłości dla autentycznego życia żydowskiego w Polsce, ale byłoby mi miło się pomylić.

* * *

McLean, 8 I 2011

W prologu do antologii Adama Michnika Przeciw antysemityzmowi 1936–2009 (Kraków 2010) Stefan Bratkowski podkreśla, że sprzymierzona z carską Rosją endecja spełniała „cele i program polityczny ochrany tudzież jej mocodawców – kierując niezadowolenie społeczne przeciw komuś innemu, miast przeciw caratowi, w Polsce zaś skłócając między sobą uciemiężonych poddanych”. Bratkowski dodaje, że „Dmowski zrobił dla niej (ochrany) więcej niż Protokoły mędrców Syjonu, które sfabrykowała”, i dziwi się, że żaden historyk dotychczas nie przebadał tej jawnej współpracy.

Ja bym przypomniał, że Dmowski w 1905 roku udał się osobiście do Tokio, żeby powstrzymać Japonię od poparcia dla polskiego powstania przeciw Rosji, i że choć pochodził z nizin społecznych, zdobył staranne wyższe wykształcenie, miał pieniądze na wojaże i wczasy zagraniczne, a przy tym nieuregulowane i niejasne życie seksualne. I czy to nie dziwne, że gdy wrócił z wielomiesięcznej konferencji wersalskiej, gdzie był głównym reprezentantem Polski, można go było tak łatwo i bezceremonialnie odsunąć od salonów władzy?

A moje dwa artykuły z 1968 roku zostały rzeczywiście przedrukowane „dokładnie” – z wszystkimi błędami literowymi, jak „Radyszyna” zamiast „Radoszyna” i „szczwanym Żydem” zamiast „szczwanym Żydom”, oraz dodatkiem paru nowych, jak „Polska była bardziej niejednolita” zamiast „Polska była bardzo niejednolita”. Bardziej od czego? Londyńskie „Wiadomości”, skąd wzięto artykuł, są przedstawione jako „Wiadomości. Tygodnik”, choć ten dopisek nie należał do tytułu, a w latach mojej współpracy (1968–1981) był to już dwutygodnik. Co więcej, w indeksie figuruję na stronicach 894–895, a faktycznie na 896–897. Żeby było trudniej znaleźć.

* * *

McLean, 9 I 2011

Kochana Pani Bożeno, co za wspaniały prezent! Chyba najlepszy, jaki dotąd dostałem. Wczoraj spędziłem cały wieczór z Agnieszką and company (z tej kompanii nieźle znałem parę osób…). Nawet nie wiedziałem, do jakiego stopnia byliśmy wszyscy spowinowaceni (jako „szwagrowie” i „szwagierki”). W dodatku sama przyjemność, bo listy tych dwojga „tekściarzy” to sama poezja. Podziwiam ich również za to, że w tamtych dobrze mi znanych cynicznych latach umieli kochać.

PS Ten prezent to Listy na wyczerpanym papierze Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory (Warszawa 2010).

* * *

McLean, 10 I 2011

Południe, kończę korektę Pamiętnika 1954–2010, a za oknem złocista lisica – okrągła, dobrze odżywiona – biegnie truchtem po tej samej przekątnej co zawsze. Była nie dalej niż trzy metry ode mnie, ale nawet nie spojrzała w tę stronę. Tu niezbędne jest wyjaśnienie. Gdy się sprowadziłem, McLean było zielonym azylem. Teraz pięć minut ode mnie buduje się metro nadziemne i wycięto tam całą zieleń w zasięgu wzroku. Potężne słupy betonowe przesłaniają niebo. Gdy tamtędy przejeżdżam, czuję się jak w obcym mieście, a wieczorem tracę orientację. Coraz bardziej obcy ten świat i coraz częściej się nasuwa pytanie, co ja tu jeszcze robię? Shoshana Ronen opublikowała zbiór esejów pod tytułem Polin a Land of Forests and Rivers: Images of Poland and Poles in Contemporary Hebrew Literature in Israel, czyli „Polin, kraina lasów i rzek – obrazy Polski i Polaków we współczesnej literaturze hebrajskiej w Izraelu” (WUW 2007). Tamtej krainy – którą ja dobrze pamiętam – też już nie ma. Pamiętam stare polskie powiedzenie: nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las. Ten optymizm jest już nieaktualny. Już nikt nie wie, co będzie.

* * *

McLean, 11 I 2011

Redagowanie Pamiętnika, oddanego do wydawnictwa pół roku temu, przedłużyło się, bo wynajętemu redaktorowi-chałupnikowi zepsuł się komputer i twierdzi, że podczas naprawy, która trwała dwa tygodnie, wymazano mu wszystkie przygotowane poprawki. Później zaś nie szczędził czasu na szczegółowe i pouczające opisy każdej najdrobniejszej poprawki, cytując słowniki i encyklopedie – z numerami stronic! – jakby zamierzał prowadzić ze mną debaty naukowe i jakbym ja nie miał dostępu do tych źródeł wiedzy. Na przykład, poprawiwszy literówkę w nazwie „Świat książek” na „Świat Książek”, przytoczył orzeczenie Komisji Kultury Języka Komitetu Językoznawstwa PAN oraz Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN, że „jeśli program radiowy lub telewizyjny ma charakter cykliczny, wszystkie wyrazy w tytule (oprócz wewnętrznych przyimków i spójników) można pisać wielką literą”. Wpatrzony w tego rodzaju szczególiki, tracił z oczu kontekst i połowę jego poprawek muszę poprawiać z powrotem. Przy całym tym pedantyzmie nie zauważył, że powtórzyłem jeden akapit i że dwa razy wstawiłem cały dwustronicowy wpis – najpierw pod datą, gdy go napisałem, a potem, gdy go poprawiłem i w komputerze pojawiła mi się nowa data. Jest historykiem, a nie filologiem i brak mu wyobraźni językowej. Na przykład „bączek wywraca się do góry brzuchem” uściślił jako „do góry dnem”, bo chodzi o łódkę zwaną bączkiem. Imię Brodskiego poprawił z Josif na Iosif, powołując się na pisownię rosyjską, choć w żadnym innym ze znanych mi języków tak się tego poety nie pisze. Upierał się, że „chucpa” musi być przez samo „h”, bo tak jest w jego słowniku, choć mu lingwistycznie tłumaczyłem, dlaczego słownik jest w błędzie. Nie wiem, jak to jest z tymi jego słownikami, skoro „SS-manów” poprawił mi na „esesmanów”, ale „Zaiks” na „ZAiKS”, „coctail-bar” na „koktajlbar”, ale „muzykal” na „musical”, a „masmedia” na „mass media”.

PS Bez porozumienia ze mną „poprawił” nazwisko znanego scenarzysty filmowego Jeana-Claude’a Grumberga na Grunberg, a w indeksie pomylił Andrzeja Wajdę z Andrzejem Stasiukiem i Ryszarda Kapuścińskiego z Ryszardem Loewem jako adresatów moich listów, choć we wstępie do książki zaznaczyłem, żeby nie zgadywać, bo z kontekstu wynika, do kogo jest list, a jeśli nie, to w danym wypadku nieważne.

* * *

McLean, 12 I 2011

Starość nie jest stanem, lecz procesem. Postępem w odwrotną stronę, który odczuwa się z roku na rok, później z miesiąca na miesiąc, a w końcu z tygodnia na tydzień i z dnia na dzień. Nie jest to postęp arytmetyczny, lecz geometryczny, przyśpieszony. O czym więc świadczy opóźnienie książki 74-letniemu pisarzowi?

* * *

McLean, 15 I 2011

Mann niejednokrotnie wspominał o „chorobie”, która go w młodości uwrażliwiła na Schopenhauera i stała się stałym tematem jego utworów. Samotność popycha jego „chorych” ku sztuce, a obcowanie z nią pogłębia ich samotność. Ich artystyczna świadomość sprawia, że są wyjątkowi i nieprzystosowani do otoczenia „zdrowych”, wolnych od choroby poznania, których Mann nazywa „błękitnookimi”. Najbardziej symboliczny jest garbaty mały pan Friedemann (Der kleine Herr Friedemann, 1897). Głęboko kulturalny, niezwykle muzykalny – w dosłownym, jak i przenośnym, Mannowskim znaczeniu – jest osobliwością w naturalnej izolacji od normalnych zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Jego wewnętrznym garbem jest świadomość (nadświadomość) i wrażliwość (nadwrażliwość). Szukając kompromisu, mały pan Friedemann został mieszczaninem, szanowanym kupcem, a swoją samotność wypełniał obcowaniem ze sztuką. Jednakże zdrowy, naturalny świat ma nieodparty uwodzicielski powab i delikatny, bezbronny pan Friedemann zapomniał się i nieopatrznie się wychylił ze swej ochronnej izolacji, co skończyło się dla niego fatalnie. Tyle Mann.

„Geniusz żydowski … podobnie jak genialność indywidualna, jest najściślej połączony z chorobą, upadkiem, poniżeniem. Genialny, dlatego że chory. Wyższy, gdyż poniżony. Twórczy, bo anormalny … jest dekadencją, która przetwarza się w twórczość … prowokacją losu, ściąganiem na siebie wszystkich klęsk … życie choćby najpospolitszego, najzdrowszego Żyda, jest jednak zawsze, w pewnej mierze, życiem człowieka wybitnego … odmienny i traktowany inaczej, musi być odosobniony … skazany jest na wielkość, dlatego jedynie, że jest Żydem … Jest skazany na samobójczą i rozpaczliwą walkę … Więc tej grozy nie załatwicie, wyobrażając sobie, że jesteście «zwykli» i karmiąc się idylliczną zupką humanitaryzmu. Oby jednak walka z wami stała się mniej podła”. To Gombrowicz cytowany przez Adama Michnika we wstępie do antologii Przeciw antysemityzmowi 1936–2009.

Prototypem małego, garbatego pana Friedemanna był najprawdopodobniej Żyd. Podobnie fatalne garby – choć tylko wewnętrzne – miały dzieci, które urodziła Mannowi jego żydowska żona.

* * *

McLean, 23 I 2011

Cześć Szymek, gratuluję Ci pięknego wydania książki o powojennej Łodzi i dziękuję, że poświęciłeś w niej tyle uwagi mnie i moim opowieściom, a zwłaszcza za pochwałę Dziedzictwa, które wielu ludzi uważa za najbardziej poruszające. Byłem szczególnie wzruszony, widząc w indeksie „Abrama Grynberga” – mojego biednego ojca, który tak bardzo się starał, ale mu nie pozwolono nic osiągnąć – pod jego własnym imieniem i nazwiskiem w pracy akademickiej, która będzie trwała.

A Jerzemu Urbanowi coś się popieprzyło: ani jedno zebranie ZMP w szkole Pereca nie odbyło się w jidysz. Mając 13 lat, byłem jednym z członków-założycieli i pierwszym protokolantem zebrań, bo najlepiej pisałem po polsku. I nie pamiętam, żebym kiedykolwiek widział Urbana. Może miał na myśli ZWM (Związek Walki Młodych), komunistyczną organizację młodzieżową pod patronatem PPR-u, zanim założono ZMP.

* * *

McLean, 31 I 2011

Pani Bożena wyposażona w postanowienie Trybunału Konstytucyjnego udała się do IPN-u, żeby w moim imieniu zobaczyć moją teczkę, do której przedtem nie miałem dostępu, ale powiedziano jej, że muszę jeszcze raz złożyć wniosek o udostępnienie – osobiście lub przez konsulat. Czyli od nowa to, co zrobiłem cztery lata temu (patrz Ciąg dalszy, s. 315).

* * *

McLean, 1 II 2011

Drogi Kuzynie, wczoraj obejrzałem z Adasiem Twój świetnie zrobiony i bardzo wzruszający film o „uratowanych przez deportację polskich Żydach”. Znalazłeś znakomitych narratorów. Cały czas podziwiałem najinteligentniejszego z nich, nie wiedząc, że to profesor Alexander Schenker z Yale. Szkoda, że nie czytałeś przedtem moich Dzieci Syjonu (Karta 1994) albo Children of Zion (Northwestern University Press 1997). Niektórzy moi narratorzy też jeszcze żyją (w Izraelu, USA, Kanadzie) i opowiedzieliby Ci jeszcze więcej szczegółów. A może zrobisz nową poszerzoną wersję?

PS „Kuzynem” nazywam Sławomira Grünberga, jak w swoim czasie jego ojca Karola, choć wcale nie jesteśmy spokrewnieni.

* * *

McLean, 4 II 2011

Dwunastu policjantów wyłamało niezamknięte drzwi

i jerozolimski festiwal literatury palestyńskiej

został wysiedlony

do ogrodu dyplomaty.



Żadnej wieści od chłopca, który pojechał

furgonetką w stronę granicy.



O, księżycu, szrapnel tkwi w czaszce

mojej siostry.

Ona ma dziewięć lat…

Zastrzelili naszego ojca

i małego brata w bramie.

A jej na imię Amal czyli Nadzieja

i trzy dni leżała pod gruzami.

To z wiersza amerykańskiej laureatki PEN/Voelcker Award for Poetry. Znalazłem go w wyborze „Głosów Świata” (2010 PEN World Voices Festival), któremu poświęcony jest najnowszy numer „Pen America”. Autorka nie dopowiada, w jakim celu „chłopiec pojechał furgonetką w stronę granicy”, ani w jakich okolicznościach zastrzelono „ojca i małego brata w bramie”. Takie poetyckie uogólnienia są świetne dla manipulacji, półprawdy i fałszu. Szrapnel w czaszce dziewięcioletniej siostry jest nieszczęściem w każdych okolicznościach, ale chyba niekoniecznie „wysiedlenie” jakiegoś festiwalu do „ogrodu dyplomaty”. Okładkę tych „Głosów Świata” zdobi obrysowany krwawą kreską wizerunek młodej pary: ona w muzułmańskiej czarnej chuście, że ledwo widać jej twarz, w ręku trzyma mały damski pistolet, on zaś normalnie ubrany obejmuje ją ramieniem i ma w ręku dużo większy pistolet. Równocześnie w Polsce ludzie podpisujący się w listach do redakcji jako chrześcijanie dziękują Bogu za Holokaust, bo inaczej Żydzi „robiliby z Polakami to samo, co robią z Palestyńczykami”.

Tak się tworzy nowy uniwersalny mit – zarówno dla elit, jak i motłochu. Bo antysemizm tak się skompromitował, że niewiele może, a „antysyjonizm” owszem.

* * *

McLean, 7 II 2011

Dziewiąta rano, pogodnie, słonecznie, już prawie stopniał śnieg po zawiei sprzed dziesięciu dni i co ja widzę? Przez mój backyard kroczy krzepko zbudowany młody rogacz o trzech odrostach. Przystaje, z przyjemnością patrzy w słońce, po czym kontynuuje obchód – łukiem, z dala od domu moich nowych sąsiadów, przed którym stoi SUV. Nowy wódz na obchodzie swojego terytorium?

* * *

McLean, 9 II 2011

Drogi Larry, dziękuję za świetny nowy numer „Israel Journal of Foreign Affairs” i gratuluję: nie wiedziałem, że jesteś redaktorem naczelnym. Przeczytałem zaraz znakomity artykuł Amichaia Magena o „guliweryzacji” Izraela, bo zaintrygowała mnie jego literacka wyobraźnia: malutki Izrael jako Guliwer obezwładniony przez międzynarodówkę liliputów. Magen ma nadzieję, że Izrael jak Guliwer w końcu się uwolni i ucieknie. Ale przecież nie ma dokąd uciec, zwłaszcza że liliputy dysponują globalnymi mediami. Wczoraj BBC pokazało wystawę fotografii z Gazy niejakiego Wiedenhoffera. Eksponowano zdjęcia 16-letniej dziewczyny bez nóg i kilku zbombardowanych budynków. Te same fotografie i rozmowę z tym samym niemieckim humanistą widziałem trzy miesiące temu w programie France 24, bo wystawiano je wówczas w paryskim Musée d’Art Moderne pod tytułem Gaza 2010. Dziewczyna jest z pewnością niewinną ofiarą, ale czy budynki były niewinne, nie wiadomo, bo obrazu, który jest wart tysiąc słów, nie potrzeba wyjaśniać, o czym dobrze wiedział inny niemiecki spec: Goebbels. Nikt w Europie ani w europejskiej telewizji nie pokazał izraelskiego chłopca, któremu wystrzelona z Gazy rakieta oderwała nogi i zabiła jego młodszego brata, gdy byłem w Izraelu przed bombardowaniem Gazy. IBA (Israel Broadcasting Association), którą codziennie oglądam, jest liliputem w porównaniu z BBC, France 24, Deutsche Welle i Russia Today, które nas zakrzykują.

* * *

McLean, 11 II 2011

Godzina ósma, słoneczny poranek, około zera Celsjusza. Siadam do komputera, a zza moich ocalałych wysokich bambusów wysuwa się szarobura, potem druga i trzecia. Posuwają się jedna za drugą jak wojsko w nieprzyjacielskim terenie. Przystają, zerkają w moje okno, czekają, czy można iść dalej. Po chwili dołącza jeszcze jedna, mała, i posłusznie przystaje w kolejce, a za nią nie kto inny tylko moja niepełnosprawna! Mniej utyka niż dawniej i nie podkurcza kopytka, lecz wygina do przodu. Na znak, że można iść, znikają kolejno za węgłem. Jest mi cieplej na duszy, bo gdy ich długo nie widzę, boję się, że więcej ich nie zobaczę. Bo coraz mniej dla nich miejsca, bo prawie wszystko już im zabrano.

W południe wstałem od komputera, poszedłem na górę i włączyłem telewizor: Mubarak ustąpił – ale numer! Wczoraj rano szef CIA powiedział przed komisją Kongresu, że według jego informacji Mubarak najprawdopodobniej ustąpi, więc Obama zaraz zawołał, że Mubarak musi ustąpić. Gdy pod koniec dnia Mubarak mu zagrał na nosie, oświadczając, że nie ustępuje, CIA się broniła, że jej szef powoływał się na doniesienia mediów, a nie wywiadu – co notabene znaczyło, że CIA wie nie więcej niż media. A dziś Mubarak ustąpił i nasz niezrównany wywiad pluje sobie w brodę, że niepotrzebnie się odżegnał od trafnych przewidywań. Jak w czeskiej komedii filmowej Cesarski piekarz z moich dziecinnych lat, gdzie chwiejny cesarz oświadcza: „Odwołuję, com odwołał, i przyrzekam, com przyrzekł”. Dzisiejsza arena międzynarodowa z postaciami, takimi jak Barak Obama, Hosni Mubarak i Ehud Barak świetnie by się nadawała do operetki.

* * *

Kraków, 12 II 2011

„12 lutego nad ranem na Rynku Głównym 33-letni mieszkaniec miasta rozbił kamieniami wystawę w księgarni «Matras», na której prezentowana była trzytomowa publikacja redagowana przez Adama Michnika”. „Nigdy Więcej” nr 19.

* * *

McLean, 13 II 2011

Dochodzi dziesiąta, niedzielna cisza, sąsiedzi gdzieś pojechali, bo nie widzę SUV-a. Zza wysokich bambusów wychodzi szarobury z okazałym porożem, a parę metrów za nim jego żona trochę rozczochrana, oboje są wychudzeni. Przystanęli na środku mojego backyardu. On sika. Ledwo widać, bo w przeciwieństwie do psa zwiera przy tym nogi. Podchodzą jedno za drugim do węgła, przy którym siedzę, ona wysoko unosząc kolana jak baletnica. Są zaledwie parę metrów ode mnie, ale nie patrzą w moje okno. Pośpieszyłem na górę i widzę przez kuchenne okno, jak idą moim szarym drivewayem – ona wciąż parę metrów za nim – przystają przy drodze, na której nie ma ruchu, bo niedziela, po czym znikają za nieśmiertelnym żywopłotem po tamtej stronie.

* * *

McLean, 14 II 2011

Droga Aniu, to bzdura, że Stalin był częściowo Żydem. Antysemici po prostu nie mogą pogodzić się z myślą, że jakiś skurwysyn jest całkowicie jednym z nich. Powiedz im, że u tych częściowo żydowskiego pochodzenia najbardziej ludzka jest właśnie ich żydowska część. Do osobnej kategorii należy Lenin, którego dziadek był gorzej niż Żydem, bo przechrztą.

* * *

McLean, 15 II 2011

Od pewnego czasu wiemy, że zwierzęta mało się różnią od ludzi i vice versa. Teraz zaciera się już nawet różnica między człowiekiem a maszyną. Super-duper komputer, który się nazywa Watson, wygrywa z arcyszachistami i zgaduje wszystko w telewizyjnych zgadulach. Nie rozumie jeszcze takich pojęć jak „uwieść”, więc gdzieniegdzie jeszcze mamy przewagę. Ewolucja wygląda następująco: zwierzę więcej czuje, ale mniej wie, człowiek więcej wie, ale mniej czuje, maszyna nic nie czuje, lecz prawie wszystko wie.

* * *

McLean, 18 II 2011

Monika Szabłowska-Zaremba w swojej książce Człowiek po zagładzie. Problematyka egzystencjalna w twórczości Henryka Grynberga (Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2010) podkreśla u mnie „posługiwanie się egzystencjalnymi tropami w opisie jednostki i ogółu” (s. 62). Trafnie odczytuje „poczucie osamotnienia i winy oraz obowiązek pamięci” jako „syndrom ocalonych”, którzy przez to żyją „w dwóch nieprzystających do siebie światach – tym zgładzonym i współczesnym” (s. 97). Prawdą jest, że bohaterowie moich opowiadań „czują się wyobcowani ze społeczeństwa (nawet gdy zakładają rodzinę), ponieważ ich bagaż doświadczeń życiowych, traumatyczne powroty do przeszłości nie pozwalają na pełne zbliżenie do Innych”. Słusznie pisze, że nasze miejsce na tym świecie „uległo Zagładzie” (s. 125) i ulegamy „zniewoleniu przez przeszłość” (s. 79). Cieszę się również, że zwróciła uwagę na trójpłaszczyznowość Memorbucha: 1. losy Bromberga i jego bliskich, 2. przeszłość żydowskiej diaspory i 3. teraźniejszość marcowa (która dla mnie była starą judeofobią w nowym kapeluszu), oraz na mój dualizm: „literacko należy on do polskiej kultury, swobodnie i umiejętnie posługuje się kodem tylko jej właściwym”, a „duchowo zespolony jest z żydowską tradycją” (s. 129). Zgadzam się również, że w stosunku do Boga mój „podmiot liryczny ulega różnym stanom emocjonalnym”: „oscyluje on pomiędzy buntem … a akceptacją” (s. 138) i – zgodnie z postawą egzystencjalistyczną – „wyłącznie od niego zależy, jakiego dokona wyboru między dobrem a złem” (s. 150).

* * *

McLean, 19 II 2011

Droga Pani Moniko, bardzo dziękuję za książkę i serdecznie gratuluję tej bardzo ważnej i potrzebnej publikacji. Jestem pełen podziwu dla Pani inteligentnych analiz i interpretacji – zwłaszcza mojej liryki, a w niej wierszy o miłości. Pisze Pani naprawdę świetnie i pięknie. Tym większa szkoda, że redakcja nie oczyściła książki z łatwych do usunięcia lapsusów. Przy ewentualnym dodruku lub nowym wydaniu prosiłbym o uważniejsze odczytanie cytatów, gdzie zdarzają się nieścisłości. Skutkiem nieuwagi jest zabawne nieporozumienie. W szkicu Szkoła opowiadania napisałem, że „do prozy trzeba kondycji i tego, co się nazywa Sitzfleisch, bo prozę trzeba wysiedzieć”, ale to nie znaczy „powołując się na Sitzfleischa”, ani że Sitzfleisch to „postać fikcyjna, którą Grynberg stworzył na potrzeby swojego wywodu”. Sitzfleisch to niemiecki wyraz, w którym „Sitz” oznacza siedzenie, a „Fleisch” mięso (po niemiecku wszystkie rzeczowniki pisze się z dużej litery), co razem – według Niemców – jest niezbędne do długiego siedzenia. Są także pomyłki w przytoczonych tytułach niektórych utworów, na przykład powinno być Z odkryć astronomicznych, a nie Z odkryć astrologicznych.

* * *

McLean, 20 II 2011

Ósma rano, chłodno, ale bardzo słonecznie. Kończę śniadanie przy kuchennym oknie, wstaję i widzę trzy szarobure wśród dębów na frontyardzie zaprószonym szaroburymi liśćmi. Nikt nie ma tyle drzew co ja i tyle zeschłych liści, więc lubią tędy chodzić. Przystanęły przy drodze, tyłem do mnie, i nasłuchują, strzygąc uszami, bo one więcej słyszą, niż widzą. Po chwili zza krzaka kuśtyka moja niepełnosprawna, a za nią rogacz. Niedziela, nikogo na ulicy, droga wolna, więc nieśpiesznie przechodzą – kulawa trochę prędzej i z podskokiem – na drugą stronę i podskubując nieśmiertelnie zielone krzewy, wciskają się między domy. Wtem – jak u Disneya – nadbiega jedna spóźniona, przystaje chwilę przy drodze i truchcikiem goni za nimi.

* * *

McLean, 24 II 2011

Przesłałem Piotrowi Niklewiczowi porady, jak rozpoznać wczesne objawy udaru mózgu, żeby w porę wezwać pomoc. Odpisał, że nie potrzebuje moich rad, bo kupił sobie rewolwer. Ostrzegłem go więc, że przy udarze trudno strzelać. Łatwiejsze są pastylki.

* * *

McLean, 25 II 2011

Olga Hostovská, czeska tłumaczka Żydowskej wojny i Zwycięstwa, przetłumaczyła teraz Austerię Stryjkowskiego (Hostinec). Ponieważ napisałem za darmo posłowie, chciała przysłać mi za to trzy egzemplarze gratis, ale czeska edycja jest ciężka (w twardych okładkach, nie jak polska), więc jej znajomy zaproponował, że przewiezie je przyjaciółka jego syna, który mieszka w Waszyngtonie. Sprawa się jednak skomplikowała, bo żona owego znajomego przetłumaczyła swego czasu wspomnienia pewnego Czecha, który po komunistycznym puczu 1948 roku wyjechał jako dziecko z rodzicami do USA i jak Madeleine Albright twierdzi, że dopiero jako dorosły dowiedział się, że jest Żydem, a Olga odmówiła pomocy w publikacji tej książki, bo miała zastrzeżenia do jej wartości literackiej i interpretacji wydarzeń. W rezultacie tamta pani zadzwoniła do Olgi i powiedziała, że nie ma prawa obarczać przyjaciółki jej syna transportem jakichś paczek. Jeśli wywód ten jest trochę zawiły, to dlatego, że takie jest życie literackie.

* * *

„Together”, February 2011

„Poszukuję informacji o następujących osobach: Johann Keidanski, Maria (Tieles) Keidanski i Lena (Tieles) Keidanski z Eydchunen, Vilna i Kybartai. Rodzina Keidanskich pochodziła z Keidani”.

„Czy ktoś ma jakieś informacje o Leonie Zylbersteinie, Sali Zylberstein i Ani Zylberstein, dzieciach Jakuba i Lei z Warszawy?”.

„Moja babka ze strony ojca Mina Rosenthal (z domu Stensch), urodzona w Meseritz, umarła w czerwcu 1935 roku w Berlinie przy Grenadierstrasse 35. Wiem, że miała kilkoro braci i sióstr i chciałabym się dowiedzieć, co się z nimi stało”.

„Dr. Siegfried Weiss, urodzony w 1894 roku w Breslau, mieszkał w małym mieście na Śląsku do deportacji w roku 1942. Zmarł w 1943 roku w Theresienstadt i nie mogę znaleźć żadnych jego krewnych”.

„Byłem dzieckiem ukrywanym w katolickim sierocińcu dla chłopców zwanym St. Josefhaus w Wettringen. Nosiłem wtedy fałszywe imię i nazwisko Guenther Brieger. Zadaję sobie często pytanie, czy byłem jedynym żydowskim dzieckiem, jakie tam ukrywano. Matka Przełożona, jedyna, która znała moją prawdziwą tożsamość, już nie żyje. Jeśli jeszcze kogoś ocalono w sierocińcu St. Josefhaus, bardzo chciałbym nawiązać kontakt z nim lub jego krewnymi”.

„Moja matka urodziła się w Salonikach i wraz z rodzicami i bratem wyjechała z Grecji w 1936 roku, ale cała rodzina jej matki została i wywieziono ich do Auschwitz. Wszyscy zginęli z wyjątkiem jednego z braci, który wrócił i umarł w Salonikach. Nazywał się Albert Rubisa. Poszukuję kogokolwiek, kto znał rodzinę Rubisa”.

„Poszukuję kogokolwiek kto pamięta moją babkę Ester Borowik z domu Druijan, która zginęła w Stutthof, dziadka Israela Borowika lub wujka Abrahama Borowika, który miał 10 lat, gdy go zabito w Auschwitz. Nigdy nie znalazłam żadnych zdjęć tej części rodziny i nic więcej o nich nie wiem, gdyż moja matka nie była w stanie o tym mówić”.

„Na zdjęciu zrobionym 16 kwietnia 1945 roku w Bergen-Belsen jest kobieta, która wygląda dokładnie jak ja, choć to było 30 lat, zanim się urodziłam. A w Yad Vashem znajduje się lista 33 ofiar z moim nazwiskiem Juhasz, które w Ameryce piszemy Yuhash. Ja się wychowałam jako chrześcijanka. Moja rodzina jest węgierska, mój pradziadek i prababka pochodzili z Węgier. Babka mojej matki nazywała się Diamond, ale też nigdy nie słyszałam, żeby była żydowskiego pochodzenia, a to zdjęcie z Bergen-Belsen zobaczyłam w książce The World That Was Hungary/Romania. Czy ktoś wie, kim była tamta kobieta na zdjęciu?”.

* * *

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Indeks nazwisk

A

Abbas Mahmud

Abramowicz Mieczysław

Acheson Dean

Achmatowa Anna

Adamczyk-Garbowska Monika

Adams John

Adelson Alan

Adorno Theodor

Adwentowicz Karol

Ai Weiwei

Ajjubidzi, dynastia

Albright Madeleine

Aleksiun Natalia

Allen Woody

Alvarez Al

Ambrosiewicz-Jacobs Jolanta

Amiel Irit

Anders Jarosław

Andersen Hans Christian

Andruchowycz Jurij

Anielewicz Mordechaj

Appelfeld Aharon

Arafat Jaser

Armatys Zbigniew, uczeń III LO TPD w Łodzi

Armusiewicz Jan

Armusiewicz, syn Jana

Aruch Oz

Assad Baszszar al-

Aszkenazy Genia-Golda

Aszkenazy Rachel-Ruchl, z d. Pasmanter

Attias Nick

Augustyński, nauczyciel z Jadowa

Axer Erwin

B

Baal Szem Tow

Bach Jan Sebastian

Baiter Etta

Baiter Leiser

Baiter Małka

Bakst Leon (właśc. Rozenberg Leon)

Balanchine George

Baliszewski Antoni

Balzac Honoré de

Bałaban Leja, zam. Mosoń

Bandera Stepan

Barak Ehud

Barrett Mary Ellin

Bartoszewski Władysław

Bauer Yehuda

Bauman Zygmunt

Bebel August

Beck Józef

Beckett Samuel

Bek, oficer AK

Belafonte Harry

Benedykt XVI (Joseph Ratzinger), papież

Benigni Roberto

Ber Abram

Berezin Aron

Bergelson Dawid

Berger Michał

Berkenwald Jean, z d. Zylberberg

Berland Marian

Berlin Irving

Berlin Isaiah

Bernhard Basia

Bettelheim Bruno

Beylin Karolina

Bialik Chaim Nachman

Bielicki Bolesław

Bielinski Wissarion

Bielińska, mieszkanka Dobrego

Biełyj Andriej

Bierezin Jacek

Biermann Wolf

Bikoff Russel

Blair Jon

Blumental Abram

Błaszczyk Henryk

Błoński Jan

Bobrowski, leśniczy

Bodecki Mieczysław

Boguszewska, mieszkanka Dobrego

Bolecka Anna

Bolesław I Chrobry, król Polski

Böll Heinrich

Boniczko, uczestnik obozu ZMP

Bordowicz, mieszkaniec Dobrego

Borowik Abraham

Borowik Ester, z d. Druijan

Borowik Israel

Borowski Tadeusz

Borowski, uczeń III LO TPD w Łodzi

Bortnowski Władysław

Boy-Żeleński Tadeusz, zob. Żeleński Tadeusz

Bór-Komorowski Tadeusz, zob. Komorowski Tadeusz

Brando Marlon

Brandstaetter Roman

Brandt Willy

Brandys Basia

Brandys Marek

Bratkowski Stefan

Brecht Bertolt

Breitman Richard

Brieger Guenther

Brodski Josif

Bromberg Adam

Broniewski Władysław

Brotman, szojchet z Dobrego

Brown Henry

Brzeziński Zbigniew

Buber Martin

Buciek, zob. Grynberg Baruch

Burch Paul-William

Bursztyn Abram

Bursztyn Blumcia

Bursztyn Chajcia

Bursztyn Chajdełe

Bursztyn Chana, z d. Zylbersztajn

Bursztyn Dawid

Bursztyn Dawidek

Bursztyn Elełe

Bursztyn Hinda, z d. Biderman

Bursztyn Isroel

Bursztyn Mania

Bursztyn Mendełe

Bursztyn Mordchełe

Bursztyn Surełe, zob. Kaczyńska Surełe

Bursztyn Szlojme

Bursztyn Szyfra

Bush George W.

Buzgan Chewel (Abel)

Bykowie, rodzina

C

Cantor Eddie

Cantorovich Irena

Carroll James

Carter Jimmy

Casanova Sofia

Castro Fidel

Cerrida Isabel

Cervantes Miguel

Cézanne Paul

Cezar (Caius Iulius Caesar)

Chanel Coco

Chaplin Charles

Charik Izi

Chmielnicki Bohdan

Chojecki Mirosław

Chomkowie, rodzina

Chopin Fryderyk

Chorzelska Maria, z d. Jarząbek

Chruszczow Nikita

Chrynowicka Chana

Chrynowicka Małka

Chrynowicka Pesia

Chrynowicka-Litwak Sara

Chrynowicki Dawid

Chrynowicki Hilary

Chrynowicki Mendel

Chrynowicki Mojsze

Chrynowicki Mojżesz

Chrynowicki, mieszkaniec Sulejowa

Churchill Winston

Citati Pietro

Clinton Bill

Clinton Hillary

Cohen Michael J.

Cohen Rich

Conway John S.

Costello Elvis

Cukierman Ariel

Cukierman Carolyn

Cukierman Waldek

Custine Astolphe de

Cybulski Zbigniew

Cynberg Isroel

Czaadajew Piotr

Czajkowski Piotr

Czapliński Przemysław

Czechow Antoni

Czermańska Janina

Czermański Zdzisław

Czernyszewski Nikołaj

Ć

Ćwiklińska Mieczysława

D

Däniken Erich von

Darwin Charles

Dawid, król Izraela

Dąbrowska Maria

Dedecius Karl

Demjaniuk John (wcześn. Iwan)

Diagilew Siergiej

Dickens Charles

Disney Walt

Dmowski Roman

Domańska Hanna

Donoch Janina, z d. Kosińska

Dostojewski Fiodor

Douglas Kirk

Douglas Lawrence

DuBois Josiah

Duckwitz Georg

Dudajew Dżochar

Dudko Bożena

Dürer Albrecht

Dygat Stanisław

Dymsza Adolf

Dzieduszyccy, rodzina

Dziurewicz, dziedzic Radoszyny

Dziurewiczowa, żona dziedzica Radoszyny

E

Eastwood Clint

Edelman Marek

Eden Anthony

Edward VIII, król W. Brytanii i Irlandii Pn.

Edwards John

Ehrman Bart D.

Eichmann Adolf

Einstein Albert

Eisenhower Dwight David

Ekhajzer Izio

Elbinger Ida

Eliot Thomas Stearns

Elster Irena

Epsztejn Szachno

Erdogan Recep

Erenburg Ilia

Erik Maks

F

Fallaci Oriana

Falski Marian

Faulkner William

Federgrun Pinkas

Federgrunowie, rodzina

Fefer Isaak

Feldman Juliusz

Ferentz, gestapowiec we Lwowie

Feuermann Emanuel

Fiałkowski Tomasz

Ficowski Jerzy

Fijewski Tadeusz

Fink Bruno

Finkelstein Norman

Finkielman, restaurator z Jadowa

Fischer Joschka

Flejszowie, rodzina

Foer Jonathan Safran

Frajlich Anna

Franciszek z Asyżu

Frank Anna

Franklin Ruth

Franko Iwan

Fredro Aleksander

Freud Sigmund

Friedman Filip

Fritz Stephen G.

Fruchterowie, rodzina

Fryd Jankiel

Fryd Lejb

Fryd Mariam („Maria”), z d. Majnemer

Frydowie, rodzina

Frykowski Wojciech

Fuks, Niemiec mieszkający w Tłuszczu

G

Garbarska Eta

Garbarski Abraham

Garnek Chaim

Gartenkranc Ejnoch

Gawron Edyta

Gedanke, mieszkaniec Jadowa

Gelbart, mieszkaniec Jadowa

Genega Paul

Gershwin George

Gerstenfeld Manfred

Gerwarth Robert

Gębicki Kazimierz

Giebułtowicz Józef

Giebułtowicz Tomasz

Giedroyć Henryk

Giedroyć Jerzy

Gieysztor Władysław

Gieysztorowa Leonia

Gigrowie, rodzina

Ginsberg Allen

Git, mieszkaniec Jadowa

Gitman Szmuel

Glenn John

Głowacki Janusz

Głowińska Szajncha (późn. Zofia)

Głowiński Lejzer (późn. Leon)

Głowiński Michał

Goebbels Joseph

Goethe Johann Wolfgang

Goga Octavian

Gogol Nikołaj

Goldberg Benzion

Goldberger Chaskel

Goldberger Janek

Goldberger Tonia

Goldbergerowie, rodzina

Goldbergowie, rodzina

Goldfeder Adolf, bankier

Goldfeder Adolf, pianista

Goldfederówna Stefania, zob. Skarbkowa Stefania

Goldfinger, mieszkaniec Jadowa

Goldhagen Daniel

Goldstein Estella

Goldstein Jake

Goldszmidowie, rodzina

Goldsztejn Eli

Goldsztejn Jonasz

Goldsztejn Rejzele

Goldsztejn Rywka

Goldsztejn Szmil

Goldsztejnowie, rodzina

Gombrowicz Rita, z d. Labrosse

Gombrowicz Witold

Gömöri George

Gomułka Władysław

Gorbaczow Michaił

Gorbaniewska Natalia

Göring Hermann

Gorki Maksym

Grabowski Jan

Grabska Justyna

Gran Wiera

Grass Günter

Groński Marek

Gross Ernest

Gross Feliks

Gross Irena, zob. Grudzińska-Gross Irena

Gross Jan Tomasz

Grossman Wasilij

Groszkowski Piotr

Groth Alexander J.

Gruber Ellen Ruth

Grudkowski, mieszkaniec Dobrego

Grudzińska-Gross Irena

Grumberg Jean-Claude

Grünberg Karol

Grünberg Sławomir

Grydzewski Mieczysław

Grynberg Abram

Grynberg Adam

Grynberg Baruch („Buciek”)

Grynberg Chawa

Grynberg Deborah („Debbie”)

Grynberg Henryk

Grynberg Itka

Grynberg Majorek

Grynberg, właściciel wytwórni wód gazowanych w Jadowie

Grynbergowie, rodzina

Grywińska Irena

Gryz, mieszkaniec Głęboczycy

Grzybowski, chałupnik

Grzybowski Szlomo (późn. Roman)

Guevara Ernesto „Ché”

Gurfinkiel, sekretarz gminy żydowskiej w Jadowie

Gut Jakub

Gut Mojżesz

Gutbelein, niemiecki starosta powiatu Mińsk Mazowiecki

Guze Piotr

H

Hagel Chuck

Haller Józef

Hantke, uczestnik obozu ZMP

Hanusz Karol

Hart Gary

Hartwig Julia

Hasenberg Gerri

Hasenberg Werner

Havel Václav

Hawking Stephen

Heaney Seamus

Heifer, niemiecki kolonista z Jadowa

Heine Heinrich

Heinsdorf Ber

Heinsdorf Irena, z d. Weinlager

Hemar Jan

Hemar Marian

Hen Józef

Henryk I Brodaty, książę wrocławski

Henryk II Pobożny, książę wrocławski

Herbert Zbigniew

Herling-Grudziński Gustaw

Hertz Leon

Hertz Paweł

Hertz Zofia

Hertzwein, student żydowski

Herzl Oskar

Hescheles Janina

Heydrich Reinhard

Hirshfield Jane

Hitler Adolf

Hlinka Andrej

Hłasko Marek

Hoffer Eric

Hofsztejn Dawid

Holcman Jan

Holoubek Gustaw

Hońdo Leszek

Horodecki, dziedzic Podłęża

Horowitz Vladimir

Höss Rudolf

Hostovská Olga

Hrycak Jarosław

Huelle Paweł

Humer Adam

Hurwitz Ariel

I

Igłówna, mieszkanka Jadowa

Inayat Khan Noor

Ionesco Eugène

Isaczenko Aleksander

Iwaszkiewicz Jarosław

Iwaszkiewiczowie, rodzina

J

Jabłońska Renata

Jacobs Ernest (Erno Jakobovitch)

Jacobson Howard

Jaczewski Stanisław

Jadowska Chaja

Jadowska Henia

Jadowski Szlama

Jagiełło Michał

Jakubowicz-Mount Tanna

Jan II Kazimierz, król Polski

Jan III Sobieski, król Polski

Jan Paweł II (Karol Wojtyła), papież

Jan XXIII (Angelo Roncalli), papież

Janicka Elżbieta

Jaruzelski Wojciech

Jasiński, uczestnik obozu ZMP

Jaspers Karl

Jaszuński Grzegorz

Jefferson Thomas

Jerzak Katarzyna

Jerzy VI, król W. Brytanii i Irlandii Pn.

Jesienin Siergiej

Jędrzejewicz Wacław

John Elton

Jones Rufus

Jurewicz, uczestnik obozu ZMP

Jusupowa Mazal

K

Kabakow N.

Kac Lolek

Kaczergiński Szmerkie

Kaczyńska Surełe, z d. Bursztyn

Kaczyński Icchok

Kaczyński Mendel

Kaczyński Srulek

Kaczyński Zelig

Kaddafi Muammar

Kafka Franz

Kaliski Bartosz

Kalmus Marysia

Kałużewski, wykładowca na obozie ZMP

Kamińska Ester Rachel

Kamińska Ida

Kamiński-Steinbach Michał Meir

Kamionkowski Marc

Kapuściński Ryszard

Karczewska-Markiewicz Zofia

Karol XII, król Szwecji

Karski Jan

Kassow Samuel

Katz Janina

Kaut Zofia

Kaut-Howson Helena, z d. Wilner

Keidanski Johann

Keidanski Lena

Keidanski Maria

Kennedy Edward „Ted”

Kennedy John F.

Kennedy Robert

Kenneth Mariam

Kenneth Peter

Kerry John

Kershaw Ian

Kertész Imre

King Martin Luther

Kirkpatrick Jeane

Kirshenblatt-Gimblett Barbara

Kirszenbaum Chil

Kissinger Henry

Kister Marian

Kobiela Bogumił

Koestler Arthur

Kolaszyński Jacek

Kolumb Krzysztof

Kołakowski Leszek

Komeda Krzysztof

Komorowski Tadeusz (pseud. Bór)

Kon Karol

Kon Naftali Herc

Koncewicz Tomasz

Kondraszewski Jan

Kondrat Józef

Koper Maria

Kopperman Paul

Kopyto Jankiel

Korbońska Zofia

Korboński Stefan

Korczak Janusz

Korzec Paweł

Kosiński Jerzy

Kossak-Szczucka Zofia

Kossowska Stefania

Kostański Andrzej

Kostański Jan

Kostański Madeline

Kościesza Bolesław (pseud. „Kosa”)

Kościuszko Tadeusz

Kotwis Adalbert Wojciech

Kovner Aba

Kowalczyk, uczeń III LO TPD w Łodzi

Koźmińska-Frejlak Ewa

Krajewski Stanisław

Krall Hanna

Kranc Joanna

Krasiczyński Krzysztof

Krasiński Zygmunt

Kraszewski Józef Ignacy (pseud. B. Bolesławita)

Krauthammer Charles

Krawiec Marian

Krist Alexander

Kronman, uczennica XII Liceum i Gimnazjum w Warszawie

Krubiecki Michał

Krubiecki Szlomo

Kruczkowski Leon

Krynicki Ryszard

Krzemiński Ireneusz

Kucharzewski Jan

Kufta, więźniarka Gestapo we Lwowie

Kujko, uczeń III LO TPD w Łodzi

Kulbak Mojsze

Kulpa, wykładowca na obozie ZMP

Kün Emil

Kundera Milan

Kuraś Józef (pseud. „Ogień”)

Kurek, mieszkaniec Jadowa

Kurnatowski Eryk

Kuroń Jacek

Kuryluk Ewa

Kuśmierczyk Bronisław

Kuźmin, major bezpieczeństwa publicznego

Kwitko Lejb

L

La Guardia Fiorello

Lachman Abraham

Lachman Gitl

Lachman Jochewet

Lachman Miriam, z d. Gold

Lachman Mojsze

Lachman Nachman

Laden Osama bin

Lancman Henryk

Lancman Ina, z d. Kon

Landau, funkcjonariusz SS z Wiednia

Landau Lew

Lang, kierownik obozu ZMP

Lanzmann Claude

Laskowski, granatowy policjant

Laskowski Józef

Lebowitz Chaja

Lechoń Jan

Ledóchowski Włodzimierz

Leharová Daniela

Lenin Włodzimierz

Lennox Annie

Leociak Jacek

Lermontow Michaił

Lerner Motti

Levi Primo

Lewandowski Stanisław

Libera Antoni

Lipski Leo

Litwakow Mojsze

Litwinow Maksym

Liu Xiaobo

Loew Ryszard

Lofer Cywia

Lotti Enrico

Lustig Helga

Lustig Leopold

Lustiger Jean-Marie

Lutosławscy, rodzina

Lydon John

Ł

Łapczyński Waldemar

Ławrow Siergiej

Łochow Iwan

Łoziński Paweł

Łozowski Salomon

Łukasiewicz Ignacy

Łukasz Ewangelista

Łukasz Tomasz

M

Mach Zdzisław

Maczek Stanisław

Magen Amichai

Magnicki Siergiej

Mahler Gustav

Maj Ewa

Majakowski Włodzimierz

Majerowicz, kupiec zbożowy z Jadowa

Majewska Helena

Majmonides

Majnemer Chaim („Heniek”)

Majnemerowie, bracia

Malczewska Zofia

Malczewski Rafał

Malejczyk Feliks

Malicka Maria

Malisiewicz Chaja

Malraux André

Małecki Kazimierz

Mandela Nelson

Manger Icyk

Maniszenowie, rodzina

Mann Thomas

Maria Kazimiera Sobieska, królowa Polski

Markisz Perec

Markovits Williger Eva

Marks Karol

Marrus Michael R.

Masłoń Krzysztof

Mateusz Ewangelista

Matulewiczowa, właścicielka apteki w Dobrem

Matusiewicz Władysław

Matuszewski Ignacy

Matyja, policjant z Jadowa

Matys Michał

Matywiecki Piotr

Maurer Jadwiga

McCartney Paul

McDonald James G.

Medoff Rafael

Meirtchak Benjamin

Meister Lothar

Mejnemer Chil

Melcerowie, rodzina

Melcerówna Rachelka

Melville Herman

Mendelssohn-Bartholdy Felix

Merkel Angela

Metzker Ettie

Metzker Izio

Metzker Jona

Metzker Wolf

Michałowski, nauczyciel

Michlic Joanna

Michnik Adam

Michoels Salomon

Mickiewicz Adam

Mieroszewski Juliusz

Milc, wykładowca na obozie ZMP

Milewska, nauczycielka z Dobrego

Miller Arthur

Miłosz Carol

Miłosz Czesław

Miłosz Janina

Minc Hilary

Mirecka-Ploss Kaya

Mirska Klara

Mirski, księgowy skazany w ZSRR na śmierć

Mirski Michał

Moczar Mieczysław

Modzelewski Karol

Mokrousow Borys

Moltke, gestapowiec we Lwowie

Mołotow Wiaczesław

Moreno Eduardo

Morgenthau Henry

Moser Alta, zob. Szajnfuks Alta

Mosoń, policjant z Jadowa

Mostkowie, rodzina

Mościcki, piekarz z Jadowa

Mozart Wolfgang

Mroziewicz, gestapowiec we Lwowie

Mrożek Sławomir

Mubarak Hosni

Müller Rolf-Dieter

Mulley Clare

Munk Joanna

Mursi Muhammad

Muszel-Wołocznik Maria

Mutz Alec N.

N

Nagorski Andrew

Nagórska Maria

Nagórski Zygmunt

Najman Belcia

Napoleon I, cesarz Francuzów

Nejman Josek

Neruda Pablo

Netanjahu Beniamin

Niemas Fincia

Niemas Miszel

Niklewicz Piotr

Niżyński Wacław

Nosek, uczestnik obozu ZMP

Nowak Dorota

Nowak-Jeziorański Jan

Nowakowski Marek

Nurowska Maria

O

Obama Barack Hussein

Obirek Stanisław

Odolska Wanda

„Ogień” (pseud.), zob. Kuraś Józef

Olechnowicz Świętosław

Olszewska, mieszkanka Dobrego

Ołalak, mieszkaniec wsi Bidula

Openhajm

Orembscy, rodzina

Orembski, mieszkaniec Jadowa

Ores Richard

Orlińscy, rodzina

Orlińska pani

Orlińska Halina

Orlińska Wera

Orliński Wacław

Orzeszkowa Eliza

Osiecka Agnieszka

Ossolińscy, rodzina

Ostrogscy, rodzina

Oszerowicz Ilia

P

Paderewski Ignacy

Paderewski, dziedzic

Paloff Benjamin

Pasternak Borys

Patton George

Pawlikowski Paweł

Pawłyszyn Andrij

Paxton Robert O.

Pei Ieoh Ming

Perec Icchok Leib

Perel Aron

Peres Shimon

Perlmuter Esterka

Pestka Wojciech

Petain Philippe

Pęziński Piotr

Philologos (pseud.)

Picasso Pablo

Pieczechlebkówna Janina

Piekarz, uczeń III LO TPD w Łodzi

Pietrasiewicz Tomasz

Pilarski Edward

Pilch Jerzy

Piłsudski Józef

Pinsky Robert

Piotr I Wielki, car Rosji

Platon

Ploss Kaya, zob. Mirecka-Ploss Kaya

Polaniewicz vel Polinowicz Josef

Polaniewicz vel Polinowicz Lea, z d. Rymerman

Polaniewicz vel Polinowicz Lejb

Polaniewicz vel Polinowicz Mojsze

Polaniewicz vel Polinowicz Necha

Polaniewicz vel Polinowicz Szanulka

Polański Roman

Pollack Martin

Pollin Teresa

Polonsky Antony

Pomorska Krystyna

Pomorski Adam

Popiełuszko Jerzy

Potoccy, rodzina

Povonzek Aron

Powązek Chil

Powązek Fejga, z d. Grynberg

Powązek Frymet

Powązek Mendel

Powązek Rajzla

Powązek Sonia

Powązek Uszer

Power Cat

Poznańscy, rodzina

Poznańska Alicja

Poznański Izrael

Poznański Maurycy Ignacy

Preter Chaim

Primor Avi

Prystorowa Janina

Przybora Jeremi

Pszczółkowscy, rodzina

Pszczółkowska, mieszkanka wsi Świerże-Kończany

Pszczółkowski

Pszon Mieczysław

Puszkin Aleksander

Putin Władimir

Q

Quinkenstein Lothar

R

Rademacher Franz

Rajchman (Romanowski) Jechiel

Rawet Tolek

Reagan Ronald

Rebello Mario

Redlich Franciszek

Redlich Jerzy

Redlich Shimon

Reich-Ranicki Marcel

Reinharz Jehuda

Reszke Katarzyna

Reymont Władysław

Riabczuk Mykoła

Riegner Gerhard

Rimbaud Jean Arthur

Rinehard Robert

Robertson Theodosia („Teddy”)

Robeson Paul

Rodin Auguste

Rodziński Artur

Roginski Arsenij

Romney Mitt

Ronen Shoshana

Roosevelt Franklin

Rose Charlie

Rosenberg Ethel

Rosenberg Julius

Rosenfeld Alvin

Rosenthal Mina, z d. Stensch

Rosiak Dariusz

Roskies David

Rossini Gioacchino

Rozenbaum Włodzimierz

Rozenberg Leon, zob. Bakst Leon

Rozenberg Sara

Rozenberg, mieszkaniec Jadowa

Różewicz Tadeusz

Rubinowicz Dawidek

Rubinstein Artur

Rubisa Albert

Rudnicki Adolf

Rudnicki Szymon

Rumkowski Chaim

Rushdie Salman

Rys Hałyna, z d. Pawłyszyn

Ryszard Marek (pseud.), zob. Groński Marek, Wierzbicki Ryszard

S

Sacks Jonathan

Sadkowska

Sadowski, żołnierz AK

Sadowski Andrzej

Saint-Saëns Camille

Salieri Antonio

Salmoni Rubino Romeo

Salomon, król Izraela

Salzman, cukiernik w Jadowie

Sambor Frajda

Sambor Lejb

Sambor Moszek

Sambor Pinkas

Sambor Ruchla, z d. Szteinberg

Sambor Serla

Schefeld, volksdeutsch z Tłuszcza

Schenker Alexander

Schiff Charlene, z d. Perelmuter

Schiff Edwin („Ed”)

Schiller Friedrich

Schmidt Helmut

Schönberg Arnold

Schopenhauer Arthur

Schroeder, niemiecki wójt Jadowa

Schudrich Michael

Schulz Bruno

Schur Gustav-Adolf

Schwarz-Friesl Monika

Sebald W.G.

Sem-Sandberg Steve

Sendlerowa Irena

Shain (wcześn. Szajnfuks)

Shehadeh Raja

Shulman Abraham

Siedlecki Augustyn

Siekierka Mojsze

Siekierka Władysław

Siekierkowie, rodzina

Siemiatyccy, rodzina

Sienkiewicz, mieszkaniec Dobrego

Sierakowiak Dawid

Sigalin Wiktor

Sikorski Dariusz

Simpson Wallis („Wally”)

Singer Isaac B.

Sito Jerzy S.

Skarbek Krystyna

Skarbkowa Stefania, z d. Goldfeder

Składkowski Felicjan Sławoj

Skłodowscy, rodzina

Skriabin Wiaczesław, zob. Mołotow Wiaczesław

Skuza Stanisław

Skwarnicki Marek

Slonim Shlomo

Słobodzianek Tadeusz

Słomkowska Weronika

Słomkowski Stanisław

Słonimski Antoni

Słowacki Juliusz

Smolar Grzegorz Hersz

Smolarek, uczestnik obozu ZMP

Sobieraj Czesław

Sołczanyk Bohdan

Sołżenicyn Aleksander

Sommer Piotr

Soros George

Spinelli, kolarz drużyny Triestu

Spitzer Salomon

Split Wojciech

Stalin Józef

Starostecki, uczestnik obozu ZMP

Stasica Tomasz

Stasiuk Andrzej

Stein, żandarm

Steinbach Erika

Stieglitz Izaak

Stolikówna Basia

Stomma Stanisław

Strawinski Igor

Strusiowa

Stryjkowski Julian

Strzetelska Janina

Strzetelski Stanisław

Strzetelski Tadeusz

Sucharski Tadeusz

Suchenek Bronisław

Suchenek Janina, z d. Siedlecka

Suckewer Abraham

Sun Lena

Szabłowska-Zaremba Monika

Szaczkus Radosław

Szajnfuks Alta, z d. Moser

Szajnfuks Berek

Szajnfuks Chana Ita

Szajnfuks Mojsze Lejzer

Szajnfuks Toba Sura

Szajnfuks, zob. Shain

Szapira, rodzina

Szapiro Jechijel

Szapiro Salka

Szapiro Szulim

Szczepańscy, rodzina

Szczepańska Chana

Szczepański Uszer

Szekspir William

Szlengel Władysław

Sznajderman Monika

Sznajderman Szmuel Lejb

Szolem Alejchem

Szpiler Abram

Szpilman Władysław

Sztifcyn, księgowy skazany w ZSRR na śmierć

Szuchta Robert

Szwarcman-Czarnota Bella

Szwarcowie, rodzina

Szwed Paweł

Szymborska Wisława

Szymon z Tarsu

Szyszko, młynarz

Ś

Ściebora, inspektor oświaty

Śliwa

Śniadower Lucjan

Śpiewak Paweł

Świderski Jan

Świerczewski Karol (pseud. „Walter”)

Świętowicz Olek

T

Tabor, pani

Taborowie, rodzina

Tacyt (Publius Cornelius Tacitus)

Tajch Berek

Tajch Israel

Tajch Liba

Temple Shirley

Tene Beniamin

Tenenblatt Barbara, z d. Ogórowska

Tenenblatt Samuel („Szmulek”)

Thackeray William

Thatcher Margaret

Tieles Lena, zob. Kieidanski Lena

Tieles Maria, zob. Kieidanski Maria

Tilberg Greta

Tiomkin Dmitri

Tokarska-Bakir Joanna

Toliachos Pio

Tołstoj Lew

Tomaszewski, mieszkaniec Jadowa

Tomczak Ryszard, zob. Wierzbicki Ryszard

Torańska Teresa

Toscanini Arturo

Tranströmer Tomas

Trefflich Bernhard

Trocki Lew

Trojna Heniek

Trojnowie, rodzina

Truman Harry

Tryfon Stanisław

Trzeciak Stanisław

Turowicz Jerzy

Turyn Aleksander

Tuszyńska Agata

Tuwim Julian

Tuwimowa Stefania

Twain Mark

Tycjan (właśc. Ticiano Vecellio)

Tyrmand Leopold

Tyrmand Mary Ellen

Tysz Marek

U

Urban Jerzy

Urbański Zygmunt

Uziyel Freda

V

Vastag Brian

Venclova Tomas

Vidal Gore

Villaverde Francisco Javier

W

Wachowiak, kierownik obozu ZMP

Wajda Andrzej

Wajngot Esterka

Wajngot, rabin z Jadowa

Wajnzaft Małka

Waldheim Kurt

Waliszewerowie, rodzina

Wallenberg Raoul

„Walter” (pseud.), zob. Świerczewski Karol

Wałęsa Lech

Ward Jean

Wars Henryk

Washignton George

Wat Aleksander

Wayne John

Wazacz Mieczysława

Wąs Jakub

Weigl Rudolf

Weinbaum Laurence („Larry”)

Weiss Siegfried

Weksler-Waszkinel Romuald Jakub

Wellisz Leopold

Welliszowa Jadwiga

Werbowska Teresa („Tecia”)

Wernerowa

West Joachim

Weychert Piotr

Węgrzynek Hanna

„Wichura” (pseud.)

Widmark Richard

Wieczorek Józef

Wieczorek, brat Józefa

Wiedenhoffer Kai

Wiencek Henry

Wieniawski Henryk

Wierbicki Jurij

Wierciński Edmund

Wierzbicki (wcześn. Tomczak) Ryszard

Wierzyńska Halina

Wierzyński Kazimierz

Wiesel Elie

Wieseltier Leon

Wiesenthal Simon

Wilczak Dariusz

Wilde Oscar

Wildstein Bronisław

Wilkanowicz Stefan

Wilner Helenka, zob. Kaut-Howson Helena

Wilner Sara, z d. Oksman, zob. Kaut Zofia

Wilner, dr

Wisse Ruth

Wiśniewski Ludwik

Wittlin Józef

Wittlin-Lipton Elżbieta

Wittlinowa Halina

Władysław I Jagiełło, król Polski

Włodarska, mieszkanka Dobrego

Włodek Adam

Wojdowski Bogdan

Wojtyszko Maciej

Wonder Stevie

Woody Allen

Woroszylski Wiktor

Woźniak Marek

Wróblewski, rejent

Wyman David

Y

Yerushalmi Ewa

Z

Zachariasz Szymon

Zadrożny, szewc

Zagajewski Adam

Zajączkowski Ryszard

Zajcew Ołeksandr

Zaleski Marek

Zamdmer Marek

Zamdmer Mona

Zamoyski Tomasz Franciszek

Zandman Felix

Zaretsky Robert

Zarębski, adwokat

Zasławski Rudolf

Zastawny

Zbanowicz Mejer

Zbrzeźni, rodzina

Zbrzeźny Wacław

Zeitlin Aaron

Zellner Ellice

Zellner Gitel

Zemurray Sam

Zick Andreas

Zieleniec Chana

Zieleniec Mojsze

Zielonagóra, mieszkaniec Jadowa

Zieniewicz Andrzej

Zimorowic Szymon

Žižek Slavoj

Zych Jan

Zylberman, rzeźnik z Jadowa

Zylberstein Ania

Zylberstein Jakub

Zylberstein Lea

Zylberstein Leon

Zylberstein Sala

Zylbersztajnowie, rodzina

Zysman Gienek

Zysman Jan

Zysman Michał

Zysman Stanisław

Ż

Żabotyński Włodzimierz

Żeleński Tadeusz (pseud. Boy)

Żukow Gieorgij

Żukowski Tomasz

Życiński Józef

Żyndul Jolanta

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Uchodźcy Memorbuch Dziedzictwo Pamiętnik 3 Pamiętnik 2 Monolog polsko żydowski 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002