Sport w polskim kinie 1944-1989

Sport w polskim kinie 1944-1989

Autorzy: Dominik Wierski

Wydawnictwo: Katedra

Kategorie: Kultura / sztuka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 504

cena od: 40.00 zł

"Książka Dominika Wierskiego dotycząca motywów sportowych w kinie polskim w latach 1944-1989 to napisana z rozmachem praca, lokująca się na skrzyżowaniu tradycyjnie pojętego filmoznawstwa oraz kulturoznawstwa. Autor, korzystając z imponującej filmografii uwzględniającej zarówno filmy fabularne, jak i dokumentalne, powszechnie znane i niszowe, pokazuje uwikłanie sportu w kulturę Polski Ludowej oraz jego istotną i wielokształtną rolę. [...] Nie mam wątpliwości, że książka ta znajdzie trwałe miejsce w polskim filmoznawstwie (zwłaszcza tym o nachyleniu historycznym)". prof. Mariusz Czubaj
Dominik Wierski

SPORT W POLSKIM KINIE

1944-1989

Recenzja: prof. Mariusz Czubaj

Copyright by Wydawnictwo Naukowe Katedra 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone

Wydanie pierwsze

Gdańsk 2014

Projekt okładki: Anna M. Damasiewicz

Foto: © Viktor Gladkov | Depositphotos.com

Projekt layoutu i skład:

biuro@dialoog.pl; www.dialoog.pl

ISBN 978-83-63434-76-2

Wydawnictwo Naukowe Katedra

http://wnkatedra.pl

email: redakcja@wnkatedra.pl

Książka współfinansowana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Konwersja do formatu EPUB/MOBI:

Legimi Sp. z o.o. | Legimi.com

Wstęp

Gdy myśli się o polskim sporcie okresu między końcem drugiej wojny światowej a przełomowym 1989 rokiem, niejako automatycznie i bez żadnego trudu przypomina się szereg nazwisk i zdarzeń. Wembley ʼ73, pojedynek siatkarski Polska – ZSRR w Montrealu, mecz na wodzie we Frankfurcie, gest Kozakiewicza, skok Fortuny, Wyścig Pokoju, Górski, Stamm, Wagner, Deyna, Lato, Boniek, Szewińska, Komar, Sidło, Baszanowski, Kulej – wymieniać można by znacznie dłużej. Symbole polskiego sportu to jednak przecież nie tylko wybitni zawodnicy i trenerzy czy pamiętne mecze, ale też wiele innych rozmaitych zjawisk: najpopularniejsi dziennikarze, jak Tomaszewski, Ciszewski i Hopfer, ukazujące się przez lata tytuły prasowe, jak „Przegląd Sportowy”, „Tempo” i „Piłka Nożna”, książka Do przerwy 0:1 Adama Bahdaja, piosenka Futbol Maryli Rodowicz, sygnał „Kroniki sportowej” w Pierwszym Programie Polskiego Radia czy rozpoczynająca „Sportową niedzielę” syntezatorowa melodia z piosenki Son of My Father w wykonaniu bubblegumowej grupy Chicory Tip.

Wielość kontekstów towarzyszących funkcjonowaniu sportu w Polsce lat 1944-1989 zaświadcza o jego znaczącej roli w kulturze tego okresu. Zastanawiające jest wszakże poczucie, iż bardzo trudno do powyższych symboli i haseł wywoławczych, tak wiele przecież mówiących o historii, specyfice i różnorodnych formach oddziaływania polskiego sportu, dodać reprezentacje filmowe. Bodaj tylko dwa filmy o tematyce sportowej zdają się wciąż funkcjonować w powszechnej świadomości odbiorców kultury inaczej niż tylko jako zapomniane artefakty z przeszłości rodzimej kinematografii i telewizji. Są to, powracające wręcz na zasadzie „dyżurnych” tytułów, Do przerwy 0:1 (1969) Stanisława Jędryki oraz Piłkarski poker (1988) Janusza Zaorskiego. Pierwszy stanowi część klasyki rodzimego filmu dziecięco-młodzieżowego, przeżywającego w latach sześćdziesiątych okres swej największej świetności, drugi zaś to popis jednego z najwybitniejszych polskich aktorów, a przede wszystkim – jak się miało okazać także po 1989 roku – niewiele tracący na aktualności na poły humorystyczny, a na poły gorzki komentarz do patologicznych obyczajów panujących w krajowej piłce nożnej. Pozostałe filmy natomiast zazwyczaj skrywa cień zapomnienia czy nawet lekceważenia.

Tymczasem sama choćby tylko ilość utworów, w których motywy sportowe odgrywają główne bądź znaczące role, prowokuje do zajęcia się tematem, poczynienia prób dokładniejszych analiz i rekonstrukcji autorskich intencji. Między 1944 a 1989 rokiem w Polsce zrealizowano bowiem blisko czterdzieści filmów fabularnych i około trzystu filmów dokumentalnych mieszczących się w ramach zagadnienia, ponadto felietony sportowe zawierała też ogromna część wydań Polskiej Kroniki Filmowej. Nierzadko przy tym były to – głównie wprawdzie w dokumentalistyce – utwory wybitne. Znaczące jest jednak, iż również nawet te przeciętne, udane tylko częściowo czy wręcz nieudane filmy często doskonale ilustrowały atmosferę czasu, w którym powstały, strategie traktowania i portretowania sportu, a także jego miejsce w życiu polskiego społeczeństwa.

Zamierzam wskazać funkcje, jakie motywy sportowe pełniły w polskim kinie w latach 1944-1989, i przyjrzeć się sposobom ich realizacji. W tekstach kultury sport prawie zawsze odsyła do dodatkowych znaczeń. Opisując wzajemne oddziaływanie sportu i kina, a także ich umiejscowienie w porządku kulturalnym, społecznym i politycznym Polski wspomnianego okresu, pragnę pokazać sport jako część kultury – kino jest wszakże jednym ze świadectw jego kulturowego znaczenia – oraz dokonać refleksji nad stosunkowo rozległym, acz na ogół pomijanym obszarem polskiego kina.

Znacznie więcej miejsca poświęcam właśnie kinu, co oczywiście nie oznacza, że zapominam o samym sporcie. By uzasadnić niektóre partie mojego wywodu, niezbędne jest niekiedy przytoczenie dość szczegółowych informacji o zdarzeniach, drużynach i postaciach z bogatej historii futbolu, lekkoatletyki czy kolarstwa. Termin „sport” mieści w sobie bardzo szeroki zakres znaczeń i zdarza się, iż w kulturoznawczej refleksji bywa traktowany dość nieprecyzyjnie. W mojej pracy podstawowymi czynnikami decydującymi o tym, co przynależy do sportu, są ruch i wysiłek fizyczny (zdaję sobie sprawę, że we wszystkich dyscyplinach niezbędny jest też aspekt intelektualny, który jednak obecny jest w prawie każdej ludzkiej aktywności) oraz element rywalizacji człowieka z drugim człowiekiem. Interesować będą mnie głównie filmowe wizerunki form sportu zinstytucjonalizowanego – związków sportowych, klubów, czyli ogólnie rzecz biorąc tego, co w realiach PRL określało charakter sportu wyczynowego, nominalnie amatorskiego, w istocie zaś praktycznie profesjonalnego. W licznych fragmentach pracy konieczne będą wszakże odwołania do sportu stricte niezawodowego, rekreacyjnego, stanowiącego sporą część paradygmatu lokującego się w granicach, coraz rzadziej już używanego, terminu „kultura fizyczna”. Także wówczas jednak zazwyczaj nie będę oddalać się zanadto od kwestii rywalizacji oraz głównego nurtu organizacyjnego, wszak jedną z cech charakterystycznych dla sportu PRL jest zaprzęganie wszelkich form fizycznej aktywności w urzędniczo-propagandową aparaturę.

Większa część przytaczanych przeze mnie filmów fabularnych i dokumentalnych bohaterami czyni sportowców bądź opowiada o sportowych wydarzeniach. W takich sytuacjach przynależność poszczególnych filmowych tekstów do tematycznego obszaru niniejszej pracy nie budzi wątpliwości. Moja uwaga skupia się jednakże nie tyle na samym sporcie, co motywach sportowych w polskim filmie lat 1944-1989. Stąd też uczestnictwo w sportowym akcie ruchu i rywalizacji nie musi być udziałem filmowych bohaterów bądź głównym tematem filmu. Sportowy motyw może pojawiać się jedynie w tle, w charakterze epizodu w konstrukcji fabularnej bądź dokumentalnej całości, ale być przy tym znaczącym przykładem sposobów realizacji wyodrębnionych przeze mnie w dalszej części funkcji [1].

Poetyka kulturowa

Metodologia przeprowadzonych przeze mnie analiz i interpretacji swe podstawowe oparcie znajduje w założeniach płynących z dokonań poetyki kulturowej, znanej też pod nazwą nowego historycyzmu bądź nowego historyzmu. Stephen Greenblatt, główny przedstawiciel nurtu, zaznaczał, iż bardziej trafne jest określanie poetyki kulturowej mianem pewnej praktyki aniżeli doktryny, którą, zdaniem badacza, po prostu nie jest [2]. W swych pracach Greenblatt i inni przedstawiciele owej praktyki odwołują się do różnorodnych teorii, pojęć i prac krytycznych dotyczących przede wszystkim europejskiej historii i kultury, stąd też, jak stwierdza Krystyna Kujawińska-Courtney, trudno jest przedstawić obecny w nich model interpretacji [3]. Trzeba wszakże pokusić się o próbę, choćby nawet dość ogólnej, definicji. Redaktorka polskiej antologii pism Greenblatta proponuje następujące ujęcie zagadnienia: „Podając w lapidarny sposób definicję nowego historycyzmu, czyli poetyki kulturowej, można powiedzieć, że jest to synonim pojęć kulturowych formacji czy też podstawowych sformułowań w słownictwie strukturalistów i poststrukturalistów, których używa wielu socjologów i badaczy zajmujących się studiami kulturowymi. Można ten termin określić jako system form, praktyk, procesów i mechanizmów znaczeń, zgodnie z którymi uznaje się, że kultura nie tylko kształtuje sama siebie, ale też nadaje znaczenie rzeczywistości, która z kolei też ją definiuje. Za Johnem Branniganem niektórzy krytycy twierdzą, że nowy historycyzm/poetyka kulturowa jest zarówno »sposobem krytycznej interpretacji, która uprzywilejowuje stosunki władzy jako najbardziej istotny kontekst tekstów bez względu na ich gatunek«, jak i »krytyczną praktyką, która traktuje teksty literackie jako przestrzeń, gdzie uwidaczniają się relacje władzy«. Nowy historycyzm widzi literaturę jako aktywnie zaangażowaną w tworzenie historii poprzez uczestnictwo w praktyce dyskursywnej” [4].

Pięć najbardziej charakterystycznych dla nowego historycyzmu zjawisk wskazała Dorota Heck [5]. W pierwszym, podobnie jak John Brannigan, zaakcentowała, iż (1) w analizach kultury kosztem sfery idei eksponowane są fenomeny władzy. Ponadto (2) podważa się hierarchię źródeł oraz dychotomie typu dokumenty – beletrystyka, kanoniczne – niekanoniczne, kultura wysoka – kultura masowa. Zdaniem nowych historycystów (co łączy ich z praktykami materializmu kulturowego) nie ma różnicy między literaturą a innymi tekstami – religijnymi, politycznymi, historycznymi, produktami subkultur. To one bowiem umożliwiają odnalezienie relacji władzy z procesami ideologicznymi i kulturowymi, które zachodzą w kulturze [6]. Kolejną cechą nowego historycyzmu (3) jest przy tym nieufność względem autonomii poszczególnych typów dyskursu (prawniczy, literatura, sztuki piękne, nauki ścisłe) oraz przeświadczenie o decydującej roli związków pomiędzy różnymi dyskursami, które budują całą kulturę danego okresu. Tezę tę ilustrują słowa samego Greenblatta: „Nie jestem jednak przekonany, czy teoria musi koniecznie zmierzać ku abstrakcyjnej czystości autonomicznych znaczeń, a nawet gdyby tak było, to wpływ, jaki wywiera ona na studia literaturoznawcze, może całkowicie odbiegać od jej własnych zamierzeń. W istocie wierzę, że najważniejszym rezultatem oddziaływania współczesnej teorii na krytykę literacką, z pewnością moją także, jest przeciwstawienie się tendencji, by przyjmować konstrukt estetyczny za w pełni autonomiczny i dający się oddzielić od swojego kontekstu kulturowego, a co za tym idzie, od społecznego, ideologicznego i materialnego schematu, zgodnie z którym cała sztuka jest tworzona i konsumowana” [7].

Zakłada się ponadto (4) poznawanie tejże kultury poprzez badanie stosowanych w niej retorycznych środków i strategii. Innym zjawiskiem charakteryzującym nowy historycyzm jest (5) dominujące przekonanie o czynnej roli kultury w tworzeniu historii.

Większość autorów łączonych z nurtem, w tym także, co sam podkreśla, Greenblatt, negatywnie odnosi się natomiast do przekonania, iż w historii istnieją procesy, na które wpływ człowieka jest nikły. Obce dla badaczy z kręgu poetyki kulturowej jest także przekonanie, że przeszłość i tradycję należy otaczać czcią. Związane jest z tym przeciwstawienie się teorii zakładającej, iż badający minione epoki i dawne kultury historyk musi unikać sądów wartościujących [8].

Na bazie powyższych wskazań i refleksji, mających wymiar afirmatywny bądź polemiczny, ukonstytuowane zostały cztery główne założenia, które określają praktykę analizy badawczej stosowaną przez autorów z kręgu poetyki kulturowej. Przytoczył je, cytowany m.in. przez Kujawińską-Courtney, Raman Selden [9].

Według nowych historycystów, historia jest nie tyle sama w sobie przeszłością, co opowieściami o przeszłości. Historyk nie odtwarza zatem wydarzeń w sposób klarowny, lecz dokonuje ich lingwistycznej reprezentacji, organizując i oceniając doświadczenia w kategoriach, w jakich sam postrzega świat.

Badacze z kręgu poetyki kulturowej w swych pracach hołdują ponadto przeświadczeniu, iż nie istnieje jedna „historia”, a wiele „historii”. Każdy okres historyczny to zbiór różnych, nierzadko sprzecznych względem siebie historii. Jednolitą i harmonijną historię Selden uważa zaś za pojęcie o charakterze mitu, narzuconego i propagowanego przez klasy rządzące we własnym interesie [10].

Kolejne wskazane przez Seldena założenie badawcze pokrywa się z przywołanym już stanowiskiem Greenblatta o bezzasadności przyjmowania przez historyka względem przeszłości obiektywnej postawy. Niemożliwe jest bowiem wyzbycie się własnych założeń, wartości i opinii, odizolowanie się od własnej historycznej i kulturowej sytuacji i chwili. Szczególną formę przybiera jednocześnie sama przeszłość: „Nie należy także traktować przeszłości, jakby była ona przedmiotem fizycznym, gdyż przeszłość tworzona jest z różnorodnych tekstów, »stworzonych« zgodnie z zainteresowaniami historycznymi ich twórców. Innymi słowy, okres, w którym dany krytyk żyje, nadaje pojęciowe ramy jego dokumentacji przeszłości i teraźniejszości. Kształtuje także literacką wizję artystycznej wyobraźni” [11].

Powyższe słowa stanowią płynne przejście do ostatniego z podstawowych założeń praktyki badawczej nowych historycystów – charakterystycznego pojmowania relacji literatury i historii. Ich postulaty w tej materii Selden opisuje następująco: „Należy powtórnie przemyśleć relacje, które zachodzą między literaturą i historią. Nie istnieje i nigdy nie istniała niezmienna »historia«, którą możemy przyjąć za »tło« literatury. »Historia« zawsze oznacza opowiadanie o przeszłości za pomocą innych tekstów, w tym tekstów nieliterackich, które są ze sobą misternie powiązane. Wpływ jednych można odnaleźć w drugich i na odwrót. Tekst literacki, tak jak tekst socjologiczny, prawniczy, naukowy i jakikolwiek inny, odzwierciedla, kształtuje i wpływa na definicję kultury i na definicję okresu, w jakim go napisano” [12].

Równorzędnym źródłem wiedzy o historii, ale i kulturze są zatem również teksty niekanoniczne i nieliterackie. Z powyższym twierdzeniem związane jest określenie zaproponowane przez amerykańskiego badacza renesansu Louisa Montrose’a, który wskazał na „tekstualność historii/historyczność tekstów”. Ujmuje ono dwukierunkowość relacji między historią a tekstami, z jednej strony oznaczającą brak bezpośredniego i niezapośredniczonego przez teksty dostępu do historii, natomiast z drugiej – niemożliwe do usunięcia usytuowanie w historii każdego tekstu [13]. „Przez historyczność teksów – pisał Montrose – rozumiem sugerowanie kulturowej specyfiki, tkwienie w realiach społecznych wszystkich form piśmiennictwa – nie tylko tekstów, które zgłębiają literaturoznawcy, lecz także tekstów, w których to czynią. Przez tekstualność historii rozumiem sugerowanie, po pierwsze, że nie mamy dostępu do pełnej i realnej przeszłości, do ongiś przeżytej materialnej egzystencji, niezapośredniczonej przez ocalałe tekstowe świadectwa społeczne do rozważenia – ślady, których ocalenia nie możemy traktować jako czysto przypadkowego, ale musimy raczej zakładać przynajmniej częściową jego zależność od złożonych i trudnych do zauważenia społecznych procesów przechowywania lub eliminacji; po wtóre, że owe tekstowe ślady są same przedmiotem podległym tekstowemu zapośredniczeniu, skoro są konstruowane jako »dokumenty«, na których bazują historycy tworzący swoje własne teksty zwane »historiami«” [14]. Jest to myślenie poniekąd bliskie poglądowi Haydena White’a, zdaniem którego narracje historyczne stanowią nie tylko modele wydarzeń i procesów z przeszłości, ale też metaforyczne wypowiedzi, które sugerują związek między owymi wydarzeniami i procesami a typami fabuł, które w skonwencjonalizowany sposób służą nadawaniu zdarzeniom z życia kulturowo usankcjonowanych sensów. „Z czysto formalnego punktu widzenia – twierdzi White – narracja historyczna jest nie tylko odtworzeniem wydarzeń, o których opowiada, lecz także kompleksem symboli, który wyznacza nam kierunek poszukiwania znaku ikonicznego dla struktury tych wydarzeń w obrębie tradycji literackiej” [15]. Autor Poetyki pisarstwa historycznego zaznacza ponadto, że większość sekwencji wydarzeń historycznych pozwala się sfabularyzować na kilka różnych sposobów, dzięki czemu możliwe jest ich rozmaite interpretowanie i nadawanie im różnych znaczeń [16].

Przytoczone wyżej założenia leżące u podstaw praktyk badawczych nowego historycyzmu/poetyki kulturowej uważam za przydatne w kontekście badań nad funkcjami motywów sportowych w polskim kinie lat 1944-1989. Opisywane zjawisko mieści się bowiem w każdej z wymienionych przez Dorotę Heck charakterystycznych cech nurtu. Niepoślednie znaczenie zarówno dla funkcjonowania sportu, jak i polskiej kinematografii w omawianym okresie miały fenomeny władzy. Trudno też oprzeć się wrażeniu, iż obraz sportu w kinie wymaga odwołania się do tekstów rozmaitego rodzaju: filmów fabularnych, dokumentalnych, kronik, opracowań naukowych, ale i popularnych oraz użytkowych. Wiele z interesujących mnie filmów lokuje się na peryferiach historii polskiego kina, co więcej, dużą część z nich trudno nazwać udanymi czy dobrymi, z różnych innych względów jednak zasługują one na uwagę, co staram się udowodnić w trakcie analiz. Mam przy tym świadomość, że nie da się ich traktować w oderwaniu od okoliczności współtworzących kulturę okresu, w którym powstały. Być może nieco mniej widoczna w mojej strategii badawczej jest kwestia zastosowanych w opisywanym przeze mnie uniwersum środków retorycznych, tym niemniej jej ślady odnaleźć można choćby w tych fragmentach pracy, w której odwołuję się do poetyki tekstów socrealistycznych, dydaktycznej roli sportu czy też atmosfery epoki Gierkowskiej. Wreszcie też, nie ulega wątpliwości, że cały obszar moich zainteresowań lokuje się w sferze historii tworzonej przez człowieka.

W przypadku filmów o sporcie nie zawsze da się uniknąć wartościowania. Po części wynika to z kompetencji odbiorcy – widz, który uprawia sport czy choćby tylko się nim pasjonuje, bez trudu wyczuje sztuczność filmowych konwencji, nieprzekonujące aktorstwo czy zafałszowane oddanie specyfiki stadionowych zmagań. Z drugiej strony jednak doceni, gdy sport na ekranie będzie przedstawiony w sposób realistyczny bądź przeciwnie – wzbogacający znane mu dotychczasowe pojmowanie gry. Oprócz tego trzeba mieć na uwadze fakt, iż sport to jeden z tych specyficznych tematów, które mało kogo pozostawiają obojętnym i bezstronnym.

Badanie funkcji motywów sportowych w kinie polskim lat 1944-1989 utwierdza ponadto w przekonaniu o niejednorodności historii tego okresu – czyli o istnieniu wielu tworzących go niejednolitych historii. Dobrze poświadczają to na przykład analizy poczynione w rozdziale o propagandzie i ideologii w filmowych wizerunkach sportu. Inaczej historia ta kształtowała się w latach pięćdziesiątych, a inaczej, gdy po wielu latach sięgnęli do niej twórcy kina moralnego niepokoju. Wielość historii widoczna jest też przy okazji rekonstrukcji obrazów społeczeństwa polskiego widzianego przez pryzmat filmowych motywów sportowych, metaforycznych znaczeń nadawanych sportowi czy też jego przeszłości.

Kwestią oczywistą jest rozpatrywanie interesującego mnie tematu w kategoriach wskazywanej przez Montrose’a „tekstualności historii/historyczności tekstów”. Sport i kino bez wątpienia przynależą i współtworzą kulturową specyfikę zbudowaną za pomocą rozmaitych tekstów. Nie ulega też wątpliwości, iż pisząc o realiach funkcjonowania tych dziedzin w okresie między 1944 a 1989 rokiem, jest się pozbawionym możliwości dostępu do realnej i pełnej przeszłości, gdyż w przeważającej mierze dotrzeć do niej można tylko w sposób zapośredniczony przez różne formy przekazu. Poza wszelką wątpliwością jest również fakt, iż kino i sport wchodzą w obszar skonwencjonalizowanych i symbolicznych fabuł, a rozgrywające się w nich historie służą nadawaniu usankcjonowanych kulturowo sensów.

Wreszcie też, analizowanie polskich filmów przez pryzmat funkcji zawartych w nich motywów sportowych wymaga odrzucenia rygorystycznego oddzielenia elementów, które znajdują się w tekście od tych będących poza nim. Obraz sportu w kinie to zawsze wypadkowa rozmaitych składników budujących wizerunek sportu w kulturze i społeczeństwie, przepracowanych w trakcie artystycznego procesu, ale zawsze pozostających w kontekstualnej bliskości. To zaś doskonale wpisuje się w stanowisko Greenblatta, które można uznać za swoiste podsumowanie strategii badawczych przynależnych do praktyki badań w ramach nowego historycyzmu/poetyki kulturowej: „Analiza kulturowa nie jest więc z definicji analizą zewnętrzną, będącą przeciwieństwem immanentnej analizy dzieła sztuki. Z zasady musi ona odrzucić rygorystyczny podział elementów na znajdujące się w tekście i poza nim. Do zbudowania obrazu złożonej całości [...] niezbędne jest wykorzystanie wszelkich dostępnych środków. I tak jak badanie danej kultury prowadzi do głębszego zrozumienia dzieła literackiego, które w jej obrębie powstało, tak dokładne przestudiowanie dzieła literackiego pozwala głębiej poznać kulturę, w której się zrodziło” [17].

Film jako źródło historyczne

Przyjęcie metodologicznych podstaw poetyki kulturowej doskonale koresponduje z potraktowaniem filmu jako źródła historycznego. We wstępie do antologii zbierającej kanoniczne teksty na ten temat Iwona Kurz pisze: „Związki między filmem a historią mają wielowymiarowy i zróżnicowany charakter. Film będąc źródłem do badania historii i do refleksji nad historiografią, jednocześnie sam rejestruje (kroniki), pełni funkcję reprezentacji (film historyczny), jest symptomem przemian obyczajowych i społecznych – może stać się wówczas źródłem wiedzy o wyglądach i gestach (»portret widzialnego«) oraz o postawach, ideach i projektach wyobraźni (odkrywanych w akcie interpretacji konwencji opowiadania). Odpowiada za wszystkie te obrazy, które stają się powszechnie znane – bo są zawsze pokazywane w kontekście określonych wydarzeń historycznych, z czasem je wypierając i zastępując. Za każdym razem jest jednak pewnym tekstem, który wymaga odczytania i krytycznej analizy – nic bardziej niebezpiecznego niż przekonanie, że jakikolwiek obraz mówi »sam za siebie«” [18]. Obraz, jak zaznacza Kurz, nigdy nie mówi jednak „sam za siebie” i wymaga odczytania i analizy, gdyż „Sens wydarzeń skrywa się nie w »czystym« materiale audiowizualnym, lecz w jego użyciu. Zarazem jednak wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z »żywymi ludźmi« na ekranie – w ich rzeczywistym otoczeniu, w kostiumie z epoki, w podchwyconym przez kamerę geście – musimy dostrzec ciągle żywą (fotograficzną z istoty) zdolność kina do zapisu rzeczy, jakimi są (dla nas już – były)” [19].

Warto poczynić w tym miejscu uwagę o szczególnie użytecznym zastosowaniu powyższych stwierdzeń do kulturowej roli sportu i jej filmowych obrazów. W kwestii pełnienia przez film funkcji rejestracji, reprezentacji, świadectwa przemian, wyglądów, postaw i idei świata sportu nie ma właściwie wątpliwości. Warto wszakże uzmysłowić sobie fakt, iż sport, także w kształcie historycznym, istnieje w ludzkiej świadomości przede wszystkim dzięki zapisom filmowym (oraz fotograficznym). Odnosi się to zarówno do materiałów dokumentalnych (ich liczba jest niezmierzona, powiększa się wraz z każdym ważnym sportowym wydarzeniem), jak i, w szczególny, choć rzadszy sposób, fabularnych – tylko najzagorzalsi znawcy boksu i lekkoatletyki potrafią wskazać, jak wyglądali Jake La Motta, Harold Abrahams czy Eric Liddell. Do ikonicznych zapisów współczesnej kultury zaliczają się natomiast sceny Roberta De Niro „tańczącego” między linami ringu w czołówce Wściekłego byka (Raging Bull, 1980) Martina Scorsese czy Bena Crossa i Iana Charlesona, filmowanych w zwolnionym tempie przy akompaniamencie muzyki Vangelisa w Rydwanach ognia (Chariots of Fire, 1981) Hugh Hudsona. To film fikcji stworzył „obowiązujące” wersje kariery La Motty i rywalizacji brytyjskich lekkoatletów.

Zasadność traktowania filmu fabularnego jako źródła historycznego długo pozostawała kwestią sporną. Współcześnie pewnikiem jest już jednak stwierdzenie, iż ten rodzaj filmu jest szczególnie cennym materiałem dla poznawania historii, ponieważ nigdy nie powstaje w kulturowej próżni i pozwala odnaleźć w sobie zarówno odbicia pewnych realiów materialnych, jak i określaną przez kontekst kulturowy mentalność jego twórców [20]. Rację ma Marek Hendrykowski, pisząc: „W klasycznym rozumieniu filmu jako potencjalnego źródła historii, zbudowanym na relacji kinematograficznej odbitki rzeczywistości, nie ma miejsca dla filmów fikcji. W moim przekonaniu, całkiem niesłusznie. Wszystko zależy od sposobu zinterpretowania danego przekazu. Odpowiednio odczytany, utwór o charakterze fikcjonalnym może stać się dla badacza nieocenionym wprost źródłem studiowania i poznawania historii. Nawet wówczas, gdy jego tematem nie jest wcale konkretne wydarzenie historyczne ani w ogóle cokolwiek odnoszącego się do przeszłości. Pod warunkiem jednak, że ujęcie nastawione na funkcję referencyjną obejmie kontekst historyczny, w jakim pojedynczy przekaz bądź ich dowolne rozległa seria, powstały” [21].

Potwierdzeniem powyższej tezy są sposoby potraktowania filmu fabularnego (wyłącznie bądź w przeważającej mierze) jako źródła wiedzy o historii w szeregu znakomitych i ważnych prac o kontekstach kina polskiego, autorstwa m.in. Doroty Skotarczak [22], Iwony Kurz [23], Krzysztofa Kornackiego [24], Piotra Zwierzchowskiego [25]. Jak zauważa Tadeusz Lubelski, we współczesnej refleksji nad kinematografiami narodowymi miejsce tradycyjnych „kinofilskich” ujęć, skupionych na mnożeniu faktów historycznofilmowych zajęły metody stawiania dodatkowych pytań, służących umieszczaniu historii filmu na tle dziejów narodów i kultur. Filmy traktuje się dziś jako klucz do poszukiwania tożsamości narodowej. Kino z jednej strony rejestruje codzienność z wszystkimi jej przejawami: ludźmi, przedmiotami, architekturą, obyczajami, modą i zmieniającą się ikonosferą; z drugiej strony natomiast odsłania narodowe mitologie [26]. Filmowe wizerunki sportu, w moim przekonaniu, w pełni wpisują się w obie wskazane kulturowe funkcje kina.

Wyjaśnienia wymaga zapewne przyjęta przeze mnie periodyzacja, obejmująca lata 1944-1989. Pierwsza z dat ma charakter do pewnego stopnia konwencjonalny – oznacza raczej nastanie nowego porządku politycznego w Polsce, który później wywarł przemożny wpływ na sposoby funkcjonowania wszystkich części życia społecznego w kraju, z kulturą, kinematografią i sportem włącznie. Nie ma oczywiście polskiego filmu realizującego wybrane przeze mnie funkcje motywów sportowych, który zostałby nakręcony w 1944 czy 1945 roku. Sport trafił jednak na ekrany szybko po tym, gdy ucichły wojenne wystrzały i rozpoczął się proces społecznej odbudowy. Druga z granicznych dat nie budzi już większych wątpliwości – rok 1989 przyniósł przełom i wieloaspektowe zmiany także dla kina i sportu, zamykając dotychczasowe rozdziały z ich historii, co jednak nie zawsze wiązało się z nastaniem „lepszego”.

Zdaję sobie sprawę, iż przyjęcie rozległej periodyzacji zagadnienia niesie ze sobą korzyści, ale i pewne ryzyko. Analiza zmienności, jakim na przestrzeni dekad podlegały wizerunki sportu w polskim kinie, pozwala na poczynienie urozmaiconej refleksji nad wielością historii, jakie tworzyły i do jakich się odnosiły. Z drugiej strony wszakże obszerność filmowej spuścizny z czterdziestu pięciu lat wymusza ciągłe prowadzenie selekcji analizowanego materiału. W poszczególnych rozdziałach starałem się uzasadnić dokonywane przez mnie wybory przytaczanych i opisywanych filmów, tym niemniej zdaję sobie sprawę, że mogłaby powstać druga, równie obszerna praca, w której wskazane przeze mnie zagadnienia omówione zostałyby na grupie innych tytułów. Żywię jednakże nadzieję, iż przywołane przeze mnie polskie filmy fabularne, dokumentalne i kroniki pomogły zrekonstruować sposoby funkcjonowania sportu w filmowej kulturze Polski lat 1944-1989.

O sytuacji, w jakiej znajdował się sport, piszę w jednym z rozdziałów, warto też pokrótce scharakteryzować realia, w jakich funkcjonowało w tym okresie kino. Jak piszą Ewelina Nurczyńska-Fidelska i Konrad Klejsa: „Historia i polityka w istotny sposób warunkowały dzieje kina polskiego – przed drugą wojną, w czasach PRL, a także po roku 1989. Poszczególne nurty i tendencje, biografie twórców, okoliczności produkcji i dystrybucji konkretnych dzieł oraz ich recepcja są bardzo często wyrazem owych – dramatycznych dla każdej sztuki – związków” [27].

Nie będzie w żaden sposób odkrywczym stwierdzenie, iż największa skala uwikłania kina w politykę miała miejsce czasach PRL [28]. W książce poświeconej sposobom funkcjonowania cenzury w systemach socjalistycznym i demokratycznym Anna Misiak charakteryzuje oddziaływanie, jakie na polskie kino miało centralne sterowanie: „W PRL od początku kino było uwikłane w mechanizmy kontroli państwowej. Wzrost jego roli w kulturze w połowie lat pięćdziesiątych był ściśle związany z osłabieniem cenzury w wyniku odwilży popaździernikowej. W nowych warunkach powstała polska szkoła filmowa, której twórcy otrzymali namiastkę wolności. Kontrola znacznie osłabła. Wkrótce jednak sytuacja zmieniła się drastycznie i cenzura do kina powróciła, jeśli nie w bardziej restrykcyjnej, to na pewno w swej starej formie. [...] [U]zależnienie wszystkich mediów, a wśród nich filmu, od polityki w PRL przesądzało o kontroli, która, choć zmienna, funkcjonowała aż do 1989 roku” [29].

Kino czasów PRL to rzecz jasna nie tylko filmy, z wieloma przecież arcydziełami, ale też zjazdy filmowców i literatów, próby powoływania zespołów filmowych oraz ich późniejsze rozwiązywanie i tworzenie nowych, Komisja Ocen Scenariuszy, kolaudacje, półkowniki etc. Wiele z tego, co działo się w tym czasie w polskiej kinematografii „poza ekranem”, opisał Edward Zajiček, sporo miejsca poświęcając losom instytucji filmowych, „które poza uczestniczeniem w produkcji filmów wytwarzały stosy makulatury oraz poświęcały się doskonaleniu struktur w oczekiwaniu na następną gruntowną reorganizację” [30]. Słowa te, utrzymane w charakterystycznej dla autora ironiczno-anegdotycznej konwencji, dobrze określają fasadowość wielu obszarów funkcjonowania filmu polskiego, dla którego stany przejściowe często były permanentne.

Mechanizmy kontroli decydowały też o wizerunkach sportu w filmie – o niektórych jego aspektach mówić było nie wolno, o innych należało wypowiadać się w sposób ustalony odgórnie. „Kino PRL” to jednak nie to samo, co „kino w PRL”. Nie w każdym okresie istnienia państwa margines swobody twórczej był jednakowo wąski, z czasem zresztą wielu filmowców nauczyło się go poszerzać. Stąd też filmy powstałe w latach 1944-1989 często, ale nie zawsze, reprezentują oficjalne stanowisko władz. Dotyczy to także ekranowych wizerunków sportu, który również przynależał do państwowej przestrzeni kultury. Sposoby jego funkcjonowania, podobnie jak w przypadku kina, determinowane były przez czynniki oficjalne (szerzej piszę o tym w rozdziale 2). Z tej racji za przydatne uznałem metodologiczne założenia poetyki kulturowej, choć wymuszają one niekiedy przedłożenie problematyki relacji władzy ponad inne, często równie interesujące i istotne zjawiska. Specyfika politycznego i społecznego kształtu Polski lat 1944-1989 stanowi jednak, moim zdaniem, kluczowy argument potwierdzający słuszność przyjętej przeze mnie strategii, mimo iż daleki jestem – zarówno jako badacz, jak i miłośnik sportu – od jego prymarnego interpretowania w kategoriach władzy czy też polityki. Opracowując temat, musiałem wszakże ustalić podstawową orientację badawczą, która pozwalałaby na pewną elastyczność w podejmowaniu i opisywaniu funkcji motywów sportowych, ale zarazem porządkowałaby całość, ujmując ją w ogólniejszej perspektywie. Tym niemniej chciałbym zaznaczyć, iż sporo miejsca poświęcam filmom, które znakomicie ilustrując wyodrębnione funkcje, zachowują autoteliczność i istnieją właściwe poza politycznym kontekstem (są to zwłaszcza filmy dokumentalne).

Budowa pracy

Wyjściową perspektywę do analizy funkcji, jaką sport pełnił w polskich filmach, pragnę uzyskać poprzez przypomnienie złożonych realiów funkcjonowania sportu i rodzajów jego obecności w kulturze PRL. Stąd też w rozdziale 1 przybliżam pokrótce zarys struktur organizacyjnych sportu, jego miejsce w propagandzie oraz warunki infrastrukturalne. W dalszej części znajduje się próba naszkicowania obrazu i osiągnięć polskiego sportu w latach 1944-1989. Więcej miejsca poświęcam dwóm, w moim przekonaniu emblematycznym dla niego aspektom – piłce nożnej, która pozwala uzyskać panoramę pojedynczej dyscypliny, oraz kolarskiemu Wyścigowi Pokoju, który stanowi modelowy (a zarazem najpopularniejszy) przykład sportowej imprezy organizowanej w warunkach realnego socjalizmu. Rekonstruując funkcjonowanie sportu w kulturze PRL, przywołuję rodzaje obecności pojęcia „kultura fizyczna”, które miało kluczowe znaczenie dla propagowania i przedstawiania sportowej aktywności społeczeństwa. Wreszcie też w ostatnich partiach rozdziału znalazły się informacje o relacjach sportu i mediów oraz przegląd występowania motywów sportowych w sztuce, ze szczególnym uwzględnieniem kultury popularnej. Mam świadomość, iż są to niekiedy informacje skrótowe, jednak celem rozdziału nie było szczegółowe zrekonstruowanie powyższych zagadnień (czego dokonać można by zapewne tylko przy okazji odrębnych prac), a zbudowanie na jego podstawie kulturowego punktu odniesienia dla wizerunków sportu w polskim filmie.

Kolejne rozdziały poświęcone są już bowiem poszczególnym funkcjom pełnionym przez motywy sportowe w polskim filmie lat 1944-1989. Niezbędne było oczywiście wskazanie tych podstawowych i najważniejszych. Być może nie udało się uniknąć subiektywizacji (jakkolwiek niemożliwej do całkowitego usunięcia z pola widzenia badacza, o czym przekonuje choćby wspomniany Greenblatt), tym niemniej uważam, iż w kontekście polskiego kina i sposobów podejmowania w nim tematyki sportowej wybór można uznać za reprezentatywny. Argumenty, dla których dane funkcje wyodrębniłem i opisałem szerzej, dają się określić na zasadzie podstawowych wyznaczników: częstotliwość występowania, znaczenie historyczne i kulturowe, umożliwianie autorskich sposobów wypowiedzi. Wyznaczniki te nierzadko pozostają ze sobą w konflikcie i napięciu, niekiedy stanowią o istocie jednej funkcji, by w innej całkiem zniknąć z pola widzenia. W czterdziestopięcioletniej historii związków polskiego kina i sportu wydały mi się jednak najistotniejsze, co pozwoliło wyodrębnić na ich bazie siedem funkcji, w dodatku nie zawsze pozwalających się „sfunkcjonalizować” nominalnie, a w jednym z przypadków immanentnie współistniejących.

Nie da się całkowicie rozdzielić sportu od polityki, co zresztą jest cechą nie tylko systemów totalitarnych, ale to w nich uwidacznia się z całą mocą. Stąd też rozdział 2 poświęcony jest propagandowej i ideologicznej funkcji sportu w polskim kinie. Oba zagadnienia – propagandowość i zideologizowanie – nie są wprawdzie tożsame, jednak w filmowych obrazach sportu złączone są ze sobą tak mocno, iż ich rozdzielanie byłoby całkowicie bezzasadne.

W propagandowość przekazu bardzo często wpisuje się dydaktyzm, aczkolwiek obecny jest on także w tekstach wolnych od doraźnych propagandowych zadań. O tym, w jaki sposób funkcję dydaktyczną realizowano w polskim kinie za pomocą motywów sportowych, traktuje rozdział 3.

Dydaktyzm częściowo łączy się z propagandą, z kolei w dydaktycznych wartościach sportu tkwi poniekąd jego, trudna do jednoznacznego zdefiniowania, lecz „instynktownie” wyczuwana przez uczestników i obserwatorów sportowego aktu, istota. Sposobom jej oddawania w tekstach filmowych poświęcony jest rozdział 4.

Kulturowe znaczenie sportu polega nie tylko na fascynacji współczesnymi wydarzeniami. Tożsamość sportu, bardzo często odnosząca się do kontekstów narodowych, patriotycznych czy politycznych, w ogromnej mierze kształtowana jest przez jego historię. Rozdział 5 dotyczy zatem historycznej funkcji motywów sportowych przywoływanych w polskim kinie.

Dla artystycznych, jeszcze częściej niż dla medialnych, reprezentacji sportu charakterystyczne jest nadbudowywanie na nim dodatkowych znaczeń. Sport w filmie, jeśli nie zawsze, to bardzo często, znaczy coś więcej – jest pretekstem do refleksji nad człowiekiem, jego zdolnościami w pokonywaniu barier, ale też może stanowić metaforę społeczeństwa, wolności czy walki. Kolejny, 6 rozdział, traktuje więc o tym, w jaki sposób w polskim kinie realizowano metaforyczną funkcję sportu.

Ostatni rozdział stanowi swoiste podsumowanie, najbardziej wymykając się jednocześnie z nominalnej funkcjonalizacji. Staram się w nim bowiem zrekonstruować obraz (obrazy) polskiego społeczeństwa, powstające przez pryzmat filmowych wizerunków sportu.

Nie ulega wątpliwości, iż wyodrębnić dałoby się dalsze funkcje. Modne, aczkolwiek zazwyczaj obciążone ideologicznością, rozpatrywanie sportu w kategoriach płci prowokowałoby do przyjrzenia się, w jaki sposób filmowe obrazy sportu konstruują wizerunki męskości i kobiecości. Na marginesie funkcji historycznej czy dydaktycznej sygnalizuję, iż sport może stanowić element dyskursu patriotycznego, który również z powodzeniem mógłby stać się tematem osobnego rozdziału. Inklinacje wielu polskich twórców, by o sporcie opowiadać za pomocą komedii, skłonić by zaś mogły do przeanalizowania związków sportu i humoru, nierzadko przecież skrywającego „drugie dno”. Interesujące byłoby również zrekonstruowanie obrazu zagranicy wyłaniającego się z analizowanych utworów. Sport w PRL to przecież – do pewnego momentu fundamentalne dla jego ideologicznego wymiaru – wzorowanie się na osiągnięciach Związku Radzieckiego, ewentualnie innych „bratnich” państw, ale także jedna z nielicznych okazji do zaczerpnięcia dobrodziejstw świata zachodniego. Obie kwestie sygnalizuję (w rozdziale 2 wschodnie wzorce i deprecjonowanie Zachodu, z kolei fascynację nim – w rozdziale 7), tym niemniej zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że ich wyczerpujące potraktowanie wymagałoby odrębnej, inaczej skomponowanej pracy (tym bardziej że ciekawy wątek stanowić mogłyby też takie zagadnienia, jak ustosunkowywanie się filmowców do sytuacji polityczno-społecznej w Argentynie przy okazji Mundialu w 1978 roku czy też portretowanie osiągnięć sportu z państw Trzeciego Świata).

W tym miejscu pragnę również zaznaczyć, że koncentruję się głównie na tych aspektach obecności sportu w polskiej kulturze i kinematografii lat 1944-1989, których ślady odnaleźć można w filmowych tekstach. Nie ulega wątpliwości, iż w kulturze przemilczenia świat nieprzedstawiony i obszary podlegające tabuizacji są często równie istotne (a niekiedy może i nawet ważniejsze) niż to, co ukazane [31]. W badaniu relacji sport – kino w PRL interesująca może być więc także refleksja nad tym, co i dlaczego w filmowej reprezentacji się nie znalazło (nie mogło znaleźć). W niektórych przypadkach o kwestiach takich wspominam, jednak było ich znacznie więcej.

Powyższe sugestie wypada zatem pozostawić innym badaczom, którzy w przyszłości zajmą się tematem. W swej pracy wybrałem i opisałem natomiast te funkcje, które są najistotniejsze w kontekście kultury PRL i obecności w niej kina oraz sportu. Wiąże się to także ze skalą ich reprezentacji w filmach – skupiam się głównie na funkcjach realizowanych najczęściej i, na ogół, najbardziej regularnie na przestrzeni lat. W swych analizach staram się zaś przede wszystkim zobaczyć to, co widział (i mógł widzieć) ówczesny odbiorca i zrozumieć tamten czas z jego perspektywy. Dokonywane przeze mnie analizy filmów są więc w pewnej mierze również analizami ich recepcji. Z kolei fakt, iż temat pozostaje wciąż do pewnego stopnia otwarty i podatny na nowe strategie badawcze oraz interpretacje, sprawił, iż zrezygnowałem z klasycznego zakończenia pracy, poprzestając na zwięzłych podsumowaniach poszczególnych rozdziałów.

Jak już wspomniałem, motywy sportowe w polskim kinie są bardzo obszerne ilościowo oraz różnorodne gatunkowo i stylistycznie. Stąd też niezbędne jest odpowiednie uporządkowanie wywodu. Niemożliwe jest poświęcenie każdemu filmowi jednakowej ilości miejsca, nie da się też omówić w sposób wyczerpujący każdego dzieła, które na to zasługuje. Zdaję sobie sprawę, iż samo tylko zagadnienie propagandy w filmowych wizerunkach polskiego sportu, obecność w nich metafory czy też – stosując inne kryteria porządkujące – sport w twórczości Bogdana Dziworskiego czy Bohdana Kosińskiego zasługiwałyby na osobne monografie. Analiza konkretnych funkcji, jakie motywy sportowe pełniły w polskim kinie, uprawnia wszakże do dokonania bardziej zawężonego wyboru i podjęcia kwestii najlepiej egzemplifikujących dane zjawisko, co oczywiście nie zamyka drogi przed czynieniem, kiedy jest to zasadne, pewnych dygresji, wszak funkcje wielokrotnie nawzajem na siebie oddziałują, a samo kino i sport istniały w sieci rozmaitych kontekstów, także pozafilmowych i pozasportowych, których niekiedy nie da się pominąć.

Wszystkie te okoliczności skłoniły mnie do przyjęcia w części analitycznej metody zainspirowanej znakomitą książką Konrada Klejsy Filmowe oblicza kontestacji [32]. Autor zaproponował w niej dwa rodzaje oglądu, które nazwał „panoramami” i „zbliżeniami”, i odniósł do poszczególnych kinematografii, w których najsilniej uobecniło się zagadnienie kontestacji. Każdej z nich poświęcony jest osobny rozdział, podlegający określonemu porządkowi: najpierw Klejsa przypomina fakty z życia społeczno-politycznego związane z powstaniem ruchów kontestacyjnych, następnie przedstawia filmy składające się jego zdaniem na fenomen kina kontestacji (zarówno te klasyczne, jak i zapomniane) – co stanowi „panoramę”, w dalszej części zaś szczegółowo analizuje i interpretuje jeden (w przypadku kina amerykańskiego dwa) najbardziej reprezentatywny dla konkretnej kinematografii tytuł – co jest swoistym „zbliżeniem” [33].

Sport i zachodnia kultura protestu przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych miały kilka punktów stycznych (na przykład manifestacyjny gest poparcia Tommie’ego Smitha i Johna Carlosa dla Czarnych Panter podczas igrzysk w Meksyku, postawa Muhammada Alego), przynależąc przy tym do znacznie szerszego kulturowego spektrum, tak samo zresztą, jak ich filmowe reprezentacje. Nie tylko dlatego porządek zaproponowany przez Klejsę, po dokonaniu pewnych modyfikacji, okazuje się, w moim przekonaniu, przydatny także pod względem zagadnienia tak odległego od kina kontestacji, jak funkcje motywów sportowych w polskim filmie lat 1944-1989. Każda z nich bowiem odznacza się innym rodzajem osadzenia w kulturze i implikuje odmienne sposoby przedstawiania w filmie.

Rozdziały z części analitycznej zbudowane są według jednego schematu: najpierw przybliżam kulturowy, sportowy bądź filmowy kontekst zagadnienia ustanawiającego daną funkcję, następnie wskazuję i krótko charakteryzuję filmy, w których dana funkcja w istotnym zakresie zaistniała, a następnie przeprowadzam dokładniejsze (aczkolwiek, w zależności od tytułu, różne objętościowo) analizy utworów realizujących obecność funkcji w sposób najbardziej reprezentatywny, znaczący czy też, po prostu, najlepszy. W żadnym z rozdziałów nie poprzestaję na jednym tytule, ponieważ w tematyce sportowej w kinie istnieje większe niż w przypadku obrazów kontestacji „rozproszenie” tematu, wymagające zestawienia pewnych metod i strategii twórczych. Inspiracją do przyjęcia takiej metody była dla mnie książka Piotra Zwierzchowskiego Spektakl i ideologia. Szkice o filmowych wyobrażeniach śmierci heroicznej [34], w której autor analizuje poszczególne rodzaje i funkcje przedstawiania motywu śmierci bohatera, odwołując się każdorazowo do grupy filmów, które łączy realizowanie danej strategii, ale różnią sposoby jej potraktowania i towarzyszące im konteksty.

W rozdziale 2 dokładniej analizuję trzy socrealistyczne dokumenty – Wszyscy na start (1951, realizacja Jadwiga Plucińska), Wyścig Pokoju 1951 (1951) oraz Wyścig Pokoju 1952. Warszawa – Berlin – Praga (1952, reż. Joris Ivens), które są świadectwem najbardziej jaskrawego nacechowania sportu propagandą i zideologizowaniem in statu nascendi. Druga z obszerniejszych analiz zawartych w rozdziale dotyczy Wielkiego biegu (1981, premiera 1987) Jerzego Domaradzkiego, którego akcja osadzona jest w okresie dogmatycznego stalinizmu, portretowanego wszakże z kilkudziesięcioletniego dystansu.

Dydaktycznej funkcji motywów sportowych przyglądam się na podstawie realizującego koncepcję „wychowania olimpijskiego” Boksera (1966) Juliana Dziedziny, a także zbiorczej analizy grupy filmów kinowych i telewizyjnych adresowanych do dziecięcego bądź młodzieżowego widza: Trzech startów (1955, reż. Ewa Petelska, Czesław Petelski, Stanisław Lenartowicz), Zaczarowanego roweru (1955, reż. Silik Sternfeld), Bitwy o Kozi Dwór (1962, reż. Wadim Berestowski), Do przerwy 0:1 (1969) i Do góry nogami (1982, oba reż. Stanisław Jędryka). Wynika to z faktu, iż wychowawcze aspekty sportu odgrywały szczególnie istotną rolę w rozmaitych przekazach kierowanych do młodych ludzi, ale także dlatego, że dydaktyzm jest nieodłączną częścią adresowanych do tej samej grupy odbiorców tekstów kultury niejako z definicji. Zestawienie filmów nakręconych w różnych fazach istnienia PRL pozwala natomiast zaobserwować ewolucję w sposobach podejmowania treści dydaktycznych.

Do Boksera powracam w rozdziale 4, tym razem analizując go pod kątem zawartej w nim próby oddania fizycznego wymiaru istoty sportu. Przybliżeniu tego samego zagadnienia służy też analiza dokumentalnego Hokeja (1976) Bogdana Dziworskiego. Wymiar ideowy tego zagadnienia przedstawiam zaś na przykładzie dokumentalnego Autobusu z napisem „Koniec” (1971) Mariusza Waltera, natomiast jego wypaczenie – fabularnego Piłkarskiego pokera Janusza Zaorskiego.

W rozdziale 5, poświęconym funkcji historycznej, osobne podrozdziały traktują o fabularyzowanym dokumencie Gra o wszystko (1978) Andrzeja Kotkowskiego oraz Ostatnim okrążeniu (1977) Krzysztofa Rogulskiego. W obu filmach bohaterami są wybitni sportowcy, o których szczególnym miejscu w panteonie polskiego sportu zadecydowały nie tylko osiągnięcia na boiskach i bieżniach, ale też postawa w życiu.

Do najbardziej rozległych funkcji motywów sportowych w kinie należy ich metaforyzacja, która odznacza się również szerokim wachlarzem strategii przedstawiania. Stąd też w dotyczącym tego zagadnienia rozdziale 6 osobnej analizie poddaję trzy filmy: impresję dokumentalną Ślizgiem do nieba (1985) Jacka Bławuta oraz fabularne Olimpiadę 40 (1980) Andrzeja Kotkowskiego i Klincz (1979) Piotra Andrejewa.

Pewien wyjątek w przyjętej metodzie stanowi rozdział 7, w którym rezygnuję z układu „panoramy” i „zbliżeń”, pozostając tylko przy tym pierwszym rodzaju oglądu. Jest on jednak znacznie bardziej rozbudowany niż w przypadku innych rozdziałów i podlega odmiennemu podziałowi. Podrozdziały są w nim bowiem uszeregowane zgodnie z polityczną periodyzacją PRL. Wyszedłem z założenia, iż obraz społeczeństwa uzyskany na podstawie wizerunków sportu jest zagadnieniem, które, inaczej niż pozostałe funkcje, wymyka się analizie jednego, dwóch czy trzech tytułów i wymaga zestawienia rozmaitych, pochodzących z danego okresu utworów. W ten sposób będzie po prostu bardziej wiarygodny.

Zobowiązany jestem poczynić kilka uwag metodologicznych. Nawet wówczas, gdy oprze się metodę badawczą na założeniach poetyki kulturowej, podkreślających znaczenie tekstów z właściwie wszystkich obiegów kultury i codziennej użyteczności, niezbędne jest dokonanie pewnych zawężeń zakresu prowadzonych badań. Jest to również, jak sądzę, nieuniknione w przypadku zajmowania się obecnością motywów sportowych w polskim filmie. W swej pracy zajmować się będę filmami żywego planu – fabularnymi i dokumentalnymi, do tych drugich zaliczając również materiały Polskiej Kroniki Filmowej. Zdaję sobie sprawę, iż są to całkiem odmienne obszary, tym niemniej przyświeca mi inny cel niż badanie estetyki czy gatunkowości: do możliwie najpełniejszego przedstawienia i uargumentowania funkcji pełnionych przez sport w polskim filmie niezbędne jest zestawienie i czerpanie z dorobku zarówno fabuły, jak i dokumentu. To film fikcji, jak zauważa Iwona Kurz, jest dziś najczęściej przedmiotem refleksji teoretycznej i metodologicznej, ale ujmując kwestię ściślej, należy zaznaczyć, iż jest to film traktowany jako narracja, estetyczny i dyskursywny konstrukt. Wówczas niemożliwe jest utrzymaniu radykalnej różnicy między „dokumentem” a „fabułą” – ulega ona zniesieniu, a co najmniej zatarciu [35].

W całości pomijam natomiast film animowany, gdyż, jak pisze Paweł Sitkiewicz: „Animacja jest sztuką, której niepowtarzalny charakter wynika przede wszystkim z formy oraz plastycznego tworzywa, natomiast rzadko z fabuły [...]. [A]nimacja, tak samo jak poezja, odznacza się wyjątkową organizacją wypowiedzi, co odróżnia ją od innych rodzajów filmowej wypowiedzi. Oglądać film animowany, zwracając uwagę jedynie na przygody postaci, to jak czytać lirykę, a nie dostrzegać rytmu, wersyfikacji czy metafor” [36].

Polski film animowany jest odrębnym fenomenem, którego badanie wymaga zastosowania zupełnie innych narzędzi niż w przypadku fabuły i dokumentu. Warto wszakże zaznaczyć, iż także tu znaleźć można ciekawe produkcje poruszające tematykę sportową. Sportem parali się co jakiś czas najsłynniejsi bohaterowie polskiej animacji dla dzieci, czyli Bolek i Lolek, a pokazane zostało to w Sportowcach (1964, reż. Wacław Wajser) i trzynastoodcinkowym serialu Olimpiada Bolka i Lolka (1983, reż. Romuald Kłys, Stanisław Dulz, Józef Byrdy, Jan Hoder, Marian Cholerek, Józef Ćwiertnia i Ryszard Lepióra). Metaforyczne znaczenia sportu w polskiej animacji wydobywali zaś m.in. Wacław Wajser w Wyścigu (1959) czy Lucjan Dembiński w Meczu (1968) i Recordzie (1973).

Poza obszarem moich badań znajdują się również etiudy zrealizowane przez studentów szkół filmowych. W wielu z nich poruszano motywy sportowe, nierzadko mieszczące się w zaproponowanych przeze mnie funkcjach. Bodaj najsłynniejszą jest Szkoła uczuć (1963, reż. Edward Bernstein [Żebrowski]), ale w licznych innych także odnaleźć można ślady propagandowego wykorzystywania sportu i jego zideologizowania, interesujące sposoby przedstawiania wysiłku zawodników, uzyskane za pomocą sportowej rywalizacji metafory ludzkiego losu czy też – co jest być może ich najciekawszym aspektem – obrazy społeczeństwa polskiego. Pisząc o etiudach zrealizowanych w łódzkiej Szkole Filmowej w latach 1949-1960 (choć słowa te w dużej mierze odnieść można by zapewne także do etiud z późniejszych lat), Joanna Preizner stwierdza: „Obraz PRL, który zapisał się w tych filmach, jest na pewno bardziej szczegółowy i nierzadko wiarygodniejszy niż ten, który w tym samym czasie zarejestrowały – a może słuszniej byłoby powiedzieć: wykreowały – filmy kinowe proponowane szerokiej publiczności przez przedsiębiorstwo »Film Polski«” [37]. Autorka zwraca uwagę na kilka przyczyn takiego stanu rzeczy, przede wszystkim na profil kadry profesorskiej, której otwarcie stwarzało większą szansę na swobodne wyrażanie poglądów, mniej ścisłe ograniczenia cenzuralne oraz zakładaną niejako z góry niedoskonałość tworów realizowanych przez studentów, która była niedopuszczalna w produkcjach profesjonalistów. W efekcie Polska Ludowa widziana oczyma twórców studenckich etiud różni się od tej znanej z większości filmów głównego nurtu. Opisanie i należyte umiejscowienie wizerunków sportu zawartych w etiudach wymagałoby jednak przytoczenia szeregu okoliczności związanych z funkcjonowaniem Szkoły Filmowej, co możliwe byłoby tylko w inaczej pomyślanej i skomponowanej pracy. W mojej zaś skupię się właśnie na tych utworach, które do powszechnego obiegu trafiały, których poznanie miała możliwość szeroka kinowa i telewizyjna publiczność i które wpisywały się przez to w dynamiczne relacje społeczeństwa ze sportem i kulturą.

Stan badań

Na gruncie polskiego piśmiennictwa filmowego powstały liczne prace opisujące kino PRL. Ich autorzy czynili to z rozmaitych perspektyw, koncentrując się na poetyce danego nurtu bądź gatunku, tworząc monografie twórców, badając sposoby podejmowania jednego tematu w różnych latach i przez różnych filmowców czy też analizując, jaki wpływ na kształt kinematografii wywarła cenzura. Obszerna i regularnie wzbogacana jest również bibliografia dotycząca historii polskiego sportu, ujmowanej pod kątem osiągnięć i życiorysów wybitnych postaci, zestawień statystycznych, monografii klubów i zrzeszeń, sportu regionalnego [38]. Prawie wcale jednak nie ma opracowań o pograniczu obu zjawisk. Temat sportu w polskim kinie lat 1944-1989 nie doczekał się jeszcze monografii. Jej stworzenie wydaje się zresztą, z racji ogromnego zakresu zagadnienia, wręcz niemożliwe, stąd też jako bardziej zasadne jawi się podejmowanie jego poszczególnych obszarów. I tu jednak stan badań jest bardzo skromny. W paradygmacie rozległej refleksji nad polskim kinem opracowania akcentujące motywy sportowe stanowią śladową ilość. Jakub Mosz opisał zagadnienie sportu w filmie krótkometrażowym, skupiając się wszakże na jego stronie estetycznej [39], a także w zwięzły sposób przedstawił występowanie motywów sportowych w polskim kinie w ogóle [40]. Inni badacze poświęcali interesującej mnie tematyce rozdziały swych książek bądź oddzielne artykuły, zwykle jednak umieszczając sport i jego audiowizualne reprezentacje w szerszym paradygmacie rodzimej kultury popularnej. Wiele spośród tych tekstów odznacza się bardzo istotną wartością poznawczą, by wymienić choćby te napisane przez Mariusza Czubaja [41] czy Piotra Kowalskiego [42]. Kilkukrotnie opisywano związki sportu z innymi sztukami, głównie z literaturą [43]. W Salezjańskiej Organizacji Sportowej Rzeczypospolitej Polskiej wydano cykl tomów zbiorowych o aksjologicznych, antropologicznych, etycznych, edukacyjnych, społecznych i kulturowych aspektach sportu [44]. Bardzo cenne, także w świetle przyjętej przeze mnie metodologii, są prace opisujące uwikłanie polskiego sportu w historię, mniej lub bardziej naznaczoną oczywiście kontekstami politycznymi. Artur Pasko poświęcił swą książkę zagadnieniu sportu wyczynowego w polityce państwa [45], Jakub Ferenc opracował monografię Wyścigu Pokoju [46], a Bogdan Tuszyński – rodzimych mediów sportowych [47]. Obecności sportu w mediach dotyczyły również publikacja Roberta Marchiwanego [48] oraz tom zbiorowy Sport w mediach [49]. Mariusz Czubaj, Jacek Drozda i Jakub Myszkorowski napisali Postfutbol, bardzo ciekawą, choć nie zawsze budującą panoramę piłki nożnej, a przede wszystkim reguł rządzących nią dawniej i dziś [50]. Obszerny zbiór tekstów poświęconych relacjom piłki nożnej i sztuki znalazł się w tomie redagowanym przez Jana Ciechowicza i Waldemara Moskę [51]. Współcześnie coraz więcej miejsca poświęca się również zagadnieniu kibicowania [52] oraz szeroko pojmowanemu sportowi w społeczeństwie i kulturze [53]. Z kolei przekład ważnych zagranicznych tekstów poświęconych obrazowaniu sportu w środkach masowego przekazu zredagował Andrzej Gwóźdź [54].

Niektóre polskie filmy z motywami sportowymi przywoływane są przez filmoznawców na marginesie analizy ogólniejszych zjawisk – całościowych ujęć historii polskiego kina, opisów nurtów i twórczości reżyserów. Część doczekała się także recenzji, omówień i okolicznościowych wywiadów na łamach rodzimej prasy filmowej i kulturalnej. Trzeba wszakże zaznaczyć, iż niektóre tytuły pozostały w literaturze naukowej i publicystycznej niezauważone. Wreszcie też do wskazania istoty rozlicznych kulturowych kontekstów przydatne są pochodzące z różnych lat naukowe i publicystyczne książki i artykuły poświęcone samej historii sportu, opracowania statystyczne czy biografie zawodników bądź trenerów.

Do wielu wskazanych bądź zasygnalizowanych powyżej tekstów odwołuję się w dalszej części pracy. Ufam jednocześnie, iż moja książka choćby w części zapełni lukę w polskim piśmiennictwie filmowym, dotąd traktującym sport w sposób marginalny.

***

Niniejsza książka jest nieznacznie zmodyfikowaną wersją rozprawy doktorskiej Funkcje motywów sportowych w kinie polskim w latach 1944-1989, którą w czerwcu 2013 roku obroniłem na Wydziale Kulturoznawstwa i Filologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Pragnę wyrazić największą wdzięczność Profesorowi Piotrowi Zwierzchowskiemu, który na każdym etapie pracy służył mi pomocą merytoryczną, motywował, udostępnił wiele materiałów filmowych i bibliograficznych niezbędnych do napisania książki oraz pozwolił połączyć w pracy badawczej moje dwie wielkie pasje – sport i kino. Profesorom Mariuszowi Czubajowi i Mikołajowi Jazdonowi dziękuję za wnikliwą lekturę napisanego przeze mnie tekstu, docenienie jego dobrych stron i wskazanie kwestii wymagających uzupełnień i poprawy. Odpowiedzialność za wszystkie pozostałe w książce niedopatrzenia i niedociągnięcia obciąża już wyłącznie autora.

Szczególne, osobiste podziękowania kieruję natomiast do mojej żony Agnieszki, która stanowiła dla mnie bezcenne wsparcie podczas pracy nad tekstem. Wyrazy wdzięczności pragnę złożyć także moim Rodzicom i siostrze Adzie oraz rodzicom mojej żony.

Rozdział 1

Sport w PRL

Z perspektywy ponad dwudziestu lat od końca Polski Ludowej sport jej doby jawi się jako zjawisko dychotomiczne, by nie powiedzieć – schizofreniczne. Z jednej strony nie da się zapomnieć o jego propagandowym i ideologicznym wymiarze, błędach organizacyjnych oraz szybko starzejącej się infrastrukturze. Ciągle żywe są jednak wspomnienia o wspaniałych sukcesach polskich zawodników i zespołów, szczególnie tych z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i początkach osiemdziesiątych, do dziś będących punktem odniesienia dla kondycji krajowego sportu i przedmiotem wspomnień. Pamięta się też – a czasem i za nimi tęskni – dziennikarzy, pracujących wprawdzie dla upolitycznionych mediów, ale nierzadko jednak prezentujących najwyższe standardy rzetelnego sprawozdawstwa i komentarza sportowego. Ponadto z nostalgią wspomina się, iż niezbyt funkcjonalne stadiony były często wypełnione do ostatniego miejsca, a w organizacyjnym bałaganie dobrze szkolono młodzież i nie pozwalano, by upadały zasłużone kluby – chyba że taka była wola partyjnych dygnitarzy. Sport jest zatem jedną z kategorii uniemożliwiających jednorodne opisanie czasów PRL, a do jego dychotomiczności odnieść można słowa Czesława Robotyckiego, który pisząc o historii PRL w kontekście problemu epistemologicznego, stwierdził: „Gdy PRL odeszła w przeszłość, tak przecież niedawno, pojawiły się zróżnicowane postawy wobec tego faktu. Odezwały się głosy, nawołujące do opisu i dokumentacji rzeczywistości upadłej formacji ustrojowej. Mówi się, że póki trwa ona w pamięci, póki w zachowaniach zbiorowych widoczne są rytualne odruchy rodem z PRL, póki istnieją jej materialne ślady, trzeba je zapisać dla historii. Ich podstawą są znamienne i liczne przekonania, które sugerują, by jak najszybciej wyzbyć się tego dziedzictwa w życiu społecznym, ale je zapamiętać dla historii, natomiast inne postulaty głoszą, by jak najszybciej zamazać i zlikwidować ślady niechlubnej przeszłości. Mamy bowiem prawo do kreowania narodowej tradycji, opierającej się na własnych, a nie na narzuconych wartościach. Równocześnie nie brak też głosów, rozgrzeszających przeszłość w całości lub przynajmniej niektóre jej części” [55].

Na sport w PRL przemożne oddziaływanie miała rzeczywistość polityczna, społeczna i gospodarcza państwa. Do opisu sposobów funkcjonowania sportu w Polsce lat 1944-1989 niezbędne jest zarysowanie jego struktur organizacyjnych, wywierających decydujący wpływ na politykę kadrową, szkoleniową i ekonomiczną. Istotne jest również przyjrzenie się zapleczu infrastrukturalnemu, wskazanie na rolę propagandy, a także przywołanie przykładów ilustrujących różnorodny wymiar sportu w PRL. Należy jednak pamiętać, iż geneza większości zjawisk decydujących o kształcie sportu Polski Ludowej sięga czasów znacznie od niej wcześniejszych, zaś same te zjawiska wpisują się w o wiele bardziej rozległe relacje sportu z polityką, życiem społecznym i kulturą. Dotyczy to choćby kwestii tak istotnych, jak idea demokratyzacji sportu i stanowiący jej część sport robotniczy (bardzo istotny choćby przecież na mapie polskiego sportu przedwojennego), wykorzystanie sportu w propagandzie, ale i w wychowaniu, czy też jego rola jako wyraziciela narodowej tożsamości. Wyczerpujące przedstawienie powyższych kwestii wymagałoby znacznie większej ilości odniesień do czasów sprzed PRL, celem tego rozdziału jest jednakże ukazanie, w jaki sposób zostały dostosowane do jej ideologicznych założeń, bieżącej polityki oraz jak kształtowały się w sporcie i kulturze okresu.

Dyscyplinami, które znakomicie egzemplifikują złożone oblicze polskiego sportu lat 1944-1989, są piłka nożna i kolarstwo – w szczególności rozpatrywane w kontekście Wyścigu Pokoju. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać przede wszystkim w ich masowości, popularności i wynikającego z niej zainteresowania władz. Ponadto futbol i kolarstwo znakomicie odzwierciedlały narodowe pragnienie sportowych sukcesów. Na przykładzie piłki nożnej dobrze widać zmieniające się – bądź też pozostające niezmienne na przestrzeni dekad – aspekty związane z funkcjonowaniem sportu w PRL oraz jego rzeczywiste osiągnięcia, będące współcześnie obiektem mitologizacji i nostalgii. W przypadku kolarskiego Wyścigu Pokoju na pierwszy plan wysuwają się kwestie związane z zapleczem propagandowym oraz politycznymi uwarunkowaniami sportu w PRL. Niezbędna jest także refleksja nad rzeczywistym sportowym znaczeniem imprezy – sukcesy polskich piłkarzy, siatkarzy czy lekkoatletów osiągane w międzynarodowych zawodach nie pozostawiały wątpliwości co do swej wartości. Wyścig Pokoju natomiast, z racji swego hermetycznego – choć często pozornego – amatorstwa, skłania do tego, by spojrzeć na ten problem w nieco innych kategoriach, mianowicie dystansu dzielącego socjalistyczny sport wyczynowy od zachodniego.

Analizując i opisując rozmaite konteksty funkcjonowania sportu w Polsce Ludowej, nie można nie zauważyć, iż stał się on znaczącą częścią jej kultury, współtworzonej przez rozmaite płaszczyzny publicznej i prywatnej aktywności, media i sztukę: „Kultura – pisał Bronisław Malinowski – jest w sposób oczywisty integralną całością, na którą składają się narzędzia i dobra konsumpcyjne, konstytucyjne statuty różnorakich społecznych ugrupowań, ludzkie idee i rzemiosła, wierzenia i zwyczaje. Czy rozpatrujemy bardzo prostą, pierwotną, czy też wyjątkowo złożoną i rozwiniętą kulturę, stoimy wobec rozległego aparatu, częściowo materialnego, częściowo ludzkiego, a częściowo duchowego, dzięki któremu człowiek może podołać stojącym przed nim konkretnym, szczególnym problemom” [56].

Sport w kulturze PRL jest zjawiskiem wieloaspektowym i różnorodnym. Opisanie specyfiki zagadnienia oraz zachodzących w nim zależności jest niemożliwe bez przywołania szeregu przykładów wybranych w taki sposób, by ukazywały wielość strategii transponowaniu tematu sportowego do różnych obiegów polskiej kultury lat 1944-1989. W przeciwieństwie do czasów przedwojennych w Polsce Ludowej dokonywało się rzeczywiste upowszechnianie masowej, rekreacyjnej kultury fizycznej, chociaż spowalniały je m.in. trudności w przekonywaniu obywateli do aktywnych form wypoczynku czy też błędy organizacyjne. Kolejnym czynnikiem utrwalającym obecność sportu w kulturze PRL były media, których przekaz warunkowany był w dużej mierze kwestiami politycznymi. Pomimo tego jednak w telewizji, radiu i prasie sportowej PRL oraz w poświęconych sportowym rozgrywkom odcinkach Polskiej Kroniki Filmowej udawało się często wytworzyć bardzo wysokie standardy sprawozdawstwa i komentarza. Wreszcie też, obraz sportu znalazł swe interesujące odbicie w kulturze PRL także dzięki sztuce. Temat ten jest zjawiskiem na tyle rozległym, iż wymaga znacznie dokładniejszej analizy, niż ta, która w tym miejscu może zostać podjęta. Jako egzemplifikację metod wykorzystywania sportu w sztuce wybrałem literaturę i muzykę, ponieważ dziedziny te zawierają teksty znajdujące się zarówno w obszarze kultury elitarnej, jak i popularnej.

Sport w PRL – znaczenie, funkcje i sposoby funkcjonowania

Zarys struktur organizacyjnych. Polski sport poniósł ogromne straty w trakcie drugiej wojny światowej. Odbudowanie go w przedwojennym kształcie było niemożliwe nie tylko z racji niepowetowanych strat kadrowych, ale też z powodu zmian ustrojowych. Funkcjonowanie sportu po 1944 roku wiązało się z całkowitą zmianą jego struktur organizacyjnych i społecznego wymiaru. Niewyobrażalne było pozostawienie sportu poza bezpośrednim zarządzaniem centralnych organów władzy – najpierw PPR, a następnie PZPR. Zideologizowano oczywiście także samo uprawianie sportu, którego zadaniem było „inicjowanie mas do pożądanych dla władzy zachowań społecznych, a także mobilizowanie społeczeństwa do umacniania systemu socjalistycznego” [57].

W historii sportu w Polsce Ludowej można wyodrębnić kilka podokresów, charakteryzujących się różnym stopniem nasycenia partyjną ideologią i dyrektywami oraz innymi założeniami organizacyjnymi. Wedle podziału zaproponowanego przez Piotra Godlewskiego [58] pierwszy etap – lata 1944-1946 – to moment reaktywowania działalności sportu i wychowania fizycznego, a także czas sporów wokół przyszłego systemu kultury w Polsce. Okres pomiędzy 1947 a 1956 rokiem zdominowany został przez próby przeniesienia na polski grunt modelu organizacji kultury fizycznej obowiązującego w Związku Radzieckiego. Do 1950 budowano fundamenty marksistowskiego systemu organizacyjnego, a następnie do roku 1956 go rozwijano. Podstawy prawno-organizacyjne tworzone były za pomocą dekretów, uchwał i ustaw, z których pierwsze utworzono w latach 1948 i 1948. Ustawa z 25 lutego 1948 roku dotyczyła m.in. powszechnego przysposobienia obowiązku wychowania fizycznego młodzieży oraz organizacji spraw kultury fizycznej i sportu. Ponadto niosła ze sobą nową frazeologię – wprowadzono trzy terminy: sport, wychowanie fizyczne i kultura fizyczna. Ta ostatnia miała mieć najszerszy zakres znaczeniowy, nadrzędny wobec sportu i wychowania fizycznego [59]. Na mocy Ustawy powołano Główny Urząd Kultury Fizycznej (GUKF), wojewódzkie urzędy kultury fizycznej oraz powiatowe inspektoraty kultury fizycznej. Do zakresu działań GUKF należało m.in. „kierowanie całokształtem spraw kultury fizycznej i sportu” [60] – będące w praktyce legitymizacją centralnego zarządzania. Z kolei w świetle Uchwały Biura Politycznego z 28 września 1949 roku kultura fizyczna stała się jednym z podstawowych czynników tworzących nowego człowieka, świadomego budowniczego socjalistycznego ustroju [61]. W miejsce GUKF natomiast na mocy uchwały powołano Główny Komitet Kultury Fizycznej.

Lata 1944-1956 odznaczały się akcentowaniem politycznej roli sportu i kultury fizycznej, służących do psychofizycznej przebudowy człowieka – nowy obywatel odznaczać miał się, także dzięki swej fizycznej aktywności, uświadomieniem politycznym i ideologicznym, wyrobieniem społecznym i zdecydowaniem. Ustawowa frazeologia pozwalała wyznaczać odgórne cele, decydujące o kształcie kultury fizycznej w pierwszych latach Polski Ludowej [62]. Jedną z najważniejszych cech charakteryzujących okres było ponadto odejście od stowarzyszeniowego modelu kultury fizycznej oraz promowanie sportu masowego kosztem wyczynowego [63].

Drugi etap dziejów sportu w PRL zakończył się w ostatnich miesiącach po Październiku, kiedy rozpoczęto przywracanie polskich tradycji i społecznych form działalności. Reaktywowano polskie związki i kluby sportowe, a w 1957 roku powołano Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej, które miało zająć się masową rekreacją. W PRL funkcjonował tzw. państwowo-społeczny model kultury fizycznej, w którym pieczę nad działalnością stowarzyszeń i związków cały czas sprawował organ administracji państwowej, zmieniający kilkakrotnie swoją nazwę [64].

Granicami periodyzującymi trzeci okres historii sportu w PRL są ostatnie miesiące „odwilży” i wydarzenia z grudnia 1970 roku. Po nich rozpoczął się okres przemian w sporcie, zintensyfikowany w latach 1972-1973. Sport do 1980 roku funkcjonował w ramach nowej polityki socjalnej i oświatowej PZPR. Na kolejnym etapie – od grudnia 1981 do lipca 1983 – zakładano demokratyzację organizacji sportowych struktur w Polsce, jednak uniemożliwiło to wprowadzenie stanu wojennego. Ostatni okres sportu w PRL przypadł na lata 1982-1989 i nie sprzyjał rozwojowi – głównym celem była walka o przetrwanie i utrzymanie dotychczasowych zdobyczy, natomiast podejmowane przez władze próby poprawy sytuacji nie przynosiły spodziewanych rezultatów.

Sport w propagandzie PRL. Wszystkie dziedziny życia społecznego PRL przenikała propaganda, w której realizację włączono cały aparat partyjny i państwowy, organizacje społeczne, szkoły i wiele innych instytucji [65]. Immanentną częścią publicznego dyskursu było ciągłe informowanie obywateli o sukcesach socjalistycznego państwa – rzeczywistych, ale również wyolbrzymianych czy całkowicie sfabrykowanych. „Propaganda – pisał Mariusz Mazur – może mieć wektor pozytywny, kiedy lansuje dane idee, treści, wartości czy osoby w celu pozyskania dla nich aprobaty, oraz negatywny, gdy dewaluuje, neguje i próbuje zniszczyć konkretnych ludzi, wyznawane przez nich wartości, zdeprecjonować ich działanie” [66].

Oblicza i wektory propagandy zmieniały się na przestrzeni lat i odzwierciedlały zmiany politycznych nastrojów w PRL i innych państwach bloku. Jej celom służył oczywiście odpowiedni język – modyfikowany, jednak pozostający ciągle rodzajem „nowomowy” zdefiniowanej i opisanej przez Michała Głowińskiego: „[...] w nowomowie najistotniejsze jest nieustanne narzucanie wartości – już na poziomie języka. W jej obrębie wszystko ma być oznaczone znakiem wartościującym, dodatnim lub ujemnym, zawsze jednak wyrazistym i jednoznacznym – tak dla mówiącego, jak słuchacza. Słowo ma w większym stopniu przekazywać te wartości niż znaczyć, ma być od razu zinterpretowane. Aksjologia górująca nad semantyką ma ograniczać maksymalnie możliwości wyboru, powodować, by każde słowo bądź każda formuła implikowały pewnego typu wartości, by były od nich nierozłączne. Wartościowanie nie krystalizuje się więc w toku indywidualnej wypowiedzi, ma wynikać już z aksjologicznego charakteru składników wchodzących w jej obręb, ma być ich wynikiem” [67].

Wydarzeniem sportowym, które znakomicie odzwierciedlało najważniejsze spośród towarzyszących sportowi w PRL rodzajów propagandy, był Wyścig Pokoju. Polityczne znaczenie największej kolarskiej imprezy bloku socjalistycznego nie mogło przecież pozostać bez wpływu na sposób jej prezentacji w mediach oraz ideologiczne nacechowanie. Jakub Ferenc zaproponował podzielenie propagandowego wymiaru Wyścigu na cztery okresy [68]. Warto jednocześnie zwrócić uwagę, iż periodyzacje związane ze sportem na ogół pokrywają się z ogólniejszym, dotyczącym całego państwa następowaniem kolejnych podokresów w historii PRL.

Pierwszy okres, datowany na lata 1948-1956, to czas najbardziej agresywnej, zaostrzonej walki propagandowej oraz podsycania atmosfery wrogości i nieufności wobec Zachodu. Podkreślano wówczas zbrodniczy charakter imperializmu, bezpośrednio atakowano politycznych wrogów, a komunikaty utrzymywano w schematycznym, ale dobitnym i jednoznacznym tonie. Kolejnym etapom Wyścigu Pokoju, ale także innym sportowym imprezom towarzyszyły rozmieszczane na trasie transparenty z hasłami nijak mającymi się do sportowej rywalizacji, oddającymi natomiast stan politycznego napięcia w relacji z Zachodem bądź ścisłej bliskości ze światem komunistycznym: „Precz z odbudową hitlerowskiego Wehrmachtu przez amerykańskich imperialistów”, „Granica na Odrze i Nysie granicą przyjaźni polsko niemieckiej, granicą pokoju w Europie”, „Niech żyje Wielki Stalin – chorąży pokoju, wódz socjalizmu i postępowej ludzkości”. Sport poddano intensywnej stalinizacji, a sami sportowcy spełniali w działaniach propagandowych ważne zdanie, gdyż, jak pisze Artur Pasko, „Doskonale nadawali się oni do promowania w społeczeństwie pożądanych, z punktu widzenia władzy, zachowań, utwierdzania »właściwych« stereotypów” [69].

W drugim okresie, pomiędzy 1956 a 1970 rokiem, w propagandzie Wyścigu Pokoju nastąpiła odwilż, przerywana wszakże momentami zaostrzania tonu – na przykład w kwestii amerykańskiej interwencji na Kubie, wojny w Wietnamie czy wobec Żydów. Druga połowa lat pięćdziesiątych i lata sześćdziesiąte przyniosły jednak wyraźną zmianę akcentów – starano się częściej eksponować osłabianie podziałów, niż stan wrogiego napięcia, a miejsce ciągłego międzynarodowego ideowego konfliktu zajęła międzynarodowa współpraca, dla której kolarski peleton był przecież znakomitą metaforą. Proces ten jest znamienny dla polskiej odmiany nowomowy (w odróżnieniu na przykład od czechosłowackiej) – przez cały czas była ona ideologiczna, jednak od lat sześćdziesiątych zanika w niej doktrynalna, marksistowsko-leninowska stylistyka, powracająca jedynie w odosobnionych, zrytualizowanych przypadkach [70].

Lata siedemdziesiąte przyniosły kolejną fazę odprężenia i zdominowane zostały przez propagandę sukcesu – główny nacisk położono na promowanie własnych, socjalistycznych osiągnięć, a nie na tworzenie negatywnego wizerunku Zachodu. Mroczny obraz propagandy powrócił w kolejnej dekadzie – w relacjach prasowych i telewizyjnych znów pojawiły się agresywne zwroty, oczywiście w mniejszej skali niż w epoce stalinizmu, jednak znacznie częstsze niż przed 1980 rokiem. Periodyzację odnoszącą się do Wyścigu Pokoju w dużej mierze zastosować można także do ogólnego obrazu propagandy w sporcie PRL.

Silne nacechowanie propagandowe, wynikające z doktrynalnego podporządkowania kultury fizycznej i sportu ideologicznym założeniom marksizmu, charakteryzowało stosunek władz PRL do sportu masowego. Największe natężenie zjawiska przypadło na końcówkę lat czterdziestych i pierwszą połowę następnej dekady. By zachęcić młodych Polaków do sportowego współzawodnictwa, Uchwałą Rady Ministrów z kwietnia 1950 roku ustanowiono odznakę „Sprawny do Pracy i Obrony” (SPO), którą zdobyć można było po uzyskaniu norm wyznaczonych w danej dyscyplinie. Odznaka podzielona była na cztery stopnie: dziecięcy (od 11 do 14 lat), młodzieżowy (od 15 do 18 lat), I stopień (powyżej 19. roku życia) oraz II stopień (po uzyskaniu I stopnia). Dla stopni dziecięcego i młodzieżowego nazwa odznaki brzmiała „Bądź Sprawny do Pracy i Obrony” (BSPO). Ponadto wyznaczono jej trzy rodzaje – brązowa dla BSPO, a także srebrzona oksydowana dla I oraz złocona dla II stopnia SPO [71]. Honorową odznakę SPO przyjął Bolesław Bierut, który w zredagowanym z tej okazji liście pisał: „Życzę serdecznie sportowcom polskim, by na swym ważnym odcinku działania dążyli do przekształcenia Polski w kraj zdrowych, mocnych i radosnych ludzi, zdolnych do wytężonej i ofiarnej pracy dla naszej Ludowej Ojczyzny, dla zabezpieczenia i utrwalenia pokoju” [72].

Motywacją do zdobywania odznaki miała być napięta sytuacja międzynarodowa. Autor wydanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej publikacji czytelnikom zainteresowanym SPO uzmysławiał: „Nasze olbrzymie osiągnięcia doprowadzają do szału imperializm amerykański. Odradza on hitlerowski Wehrmacht – grozi wojną całemu światu. Musimy więc czujnie stać na straży naszej ojczyzny i być dobrymi jej obrońcami. Daremne jest ujadanie szakali z Wall-Streetu, światowe siły pokoju, którym przewodzi Związek Radziecki, potrafią okiełznać atomowo-wodorowych szaleńców. Świętej sprawy pokoju strzeże niezwyciężona Armia Radziecka i armie krajów demokracji ludowej” [73]. Nie dziwi więc, iż przykłady, jakie w dalszej części broszury służyć mają zmobilizowaniu do sportowego współzawodnictwa, to w przeważającej części żołnierze Armii Czerwonej, którzy swoje wojskowe umiejętności zawdzięczają treningom na pływalniach, bieżniach, ringach i pomostach ciężarowych. SPO była wszak pomysłem skopiowanym z ZSRR, gdzie przyznawano odznakę GTO.

Apogeum masowych imprez sportowych o wydźwięku propagandowym, powiązanych bezpośrednio ze świętami państwowymi, przypadło na lata 1948-1956. Sportowe zmagania towarzyszyły obchodom rocznic Manifestu PKWN (22 lipca) czy wybuchu rewolucji październikowej (7 listopada). Przy okazji Święta Pracy (1 Maja) organizowano Biegi Narodowe, natomiast częścią celebrowania rocznicy bitwy pod Lenino (12 października) były Marsze Jesienne. Do form sportu masowego PRL w okresie stalinowskim należały także sztafety (jak na przykład zorganizowana w 1949 roku z okazji siedemdziesiątej rocznicy urodzin Stalina sztafeta gwiaździsta na terenie województwa śląsko-dąbrowskiego), masowe pokazy sportowo-gimnastyczne, sport łączony ze współzawodnictwem pracy oraz ogólnopolskie spartakiady [74]. Te ostatnie służyć mogą jako wręcz modelowy przykład mechanizmów funkcjonowania masowego sportu w latach 1948-1956 oraz jego propagandowego wykorzystania.

Początki spartakiad, nawiązujących w swej nazwie do pochodzącego z Tracji Spartakusa, gladiatora i przywódcy buntu rzymskich niewolników w I w. p.n.e., sięgają Związku Radzieckiego lat dwudziestych. Po drugiej wojnie światowej masowe zawody sportowe w wielu dyscyplinach odbywające się w jednym miejscu i czasie bądź też w różnych miejscach, ale w zbliżonym okresie, organizowane były we wszystkich państwach bloku socjalistycznego. W PRL dwie pierwsze edycje Ogólnopolskiej Spartakiady Sportowej przeprowadzono w latach 1951 i 1954. Rywalizujący w nich zawodnicy reprezentowali piony sportu związkowego, wojskowego, milicyjnego, akademickiego, szkolnego i wiejskiego. Główną koncepcją imprezy miało być upowszechnianie masowego uprawiania kultury fizycznej, tym niemniej – chociażby w świetle słów autorów publikacji Spartakiada 1951 – nikt nie miał wątpliwości, że celów jest więcej: „Szeroko zakrojona akcja przygotowawcza do Spartakiady przebiegała pod hasłem dalszej mobilizacji sportowców, zwiększenia ich wysiłków sportowych, przygotowania ich do pracy produkcyjnej, do aktywnego udziału w wielkim narodowym froncie walki o pokój i Plan 6-letni” [75].

Premier Józef Cyrankiewicz w przemówieniu inaugurującym zawody odniósł się do uchwały KC PZPR z września 1949 roku, w myśl której powszechne wychowanie fizyczne i sport masowy służą pomnażaniu sił budowniczych socjalistycznej Polski, a także są środkiem wychowania w duchu międzynarodowej solidarności sił postępu oraz walki o trwały i demokratyczny pokój: „Te słowa wyznaczają jednocześnie linię, która oddziela sport Polski Ludowej od sportu dawnej Polski sanacyjno-faszystowskiej. [...] Uczestnicy dzisiejszych zawodów zostali wyłonieni w mistrzostwach powiatowych, wojewódzkich i zrzeszeniowych, które objęły ponad ćwierć miliona sportowców miast i wsi. Takich cyfr nie znał sport Polski przedwojennej, sport elitarny, zdemoralizowany ogólną atmosferą panującą w owych czasach” [76].

Z wypowiedzi Cyrankiewicza wyłania się charakterystyczny motyw stalinowskiej propagandy, obecny nie tylko na płaszczyźnie sportu: kreowanie wizerunku II Rzeczpospolitej jako państwa zdegenerowanego, od którego przeszłości należy się odciąć. W tendencję tę wpisuje się również komentarz autorów Spartakiady 1951, podsumowujący samą imprezę, a jednocześnie wyrażający ideologiczne podstawy sportu Polski Ludowej pierwszej połowy lat pięćdziesiątych: „Polska budująca socjalizm na drodze realizacji wielkiego planu 6-letniego potrzebuje jak najwięcej zdrowych, energicznych i odważnych ludzi. Pamiętamy te czasy gdy w Polsce przedwrześniowej rządzonej przez klikę kapitalistyczno-obszarniczych wyzyskiwaczy młodzież robotniczo-chłopska pozbawiona praw społecznych skazana na nędzę, wyzysk i bezrobocie, odsuwała się od nauki, upośledzona i poniewierana na każdym kroku, nie miała możliwości udziału w życiu sportowym. Sport elitarny służył interesom klas posiadających. Dziś synowie robotników i chłopów mają zapewnioną pracę, zapełniają szkoły i uniwersytety, biorą szeroki udział w życiu kulturalnym i sportowym. Kultura fizyczna i sport służy interesom mas pracującym” [zachowano błędną pisownię oryginalną] [77].

Sport II RP, jak i niemal całe jej dziedzictwo, był więc antywzorem. Naśladować należało natomiast oczywiście sportowców radzieckich, co w liście do Bolesława Bieruta postawili sobie za cel uczestnicy Spartakiady, dziękujący prezydentowi za troskliwą pomoc i opiekę, jaką ludowe państwo i rząd otaczają masowy ruch sportowy. Zresztą Bieruta wspomniano również – obok planu sześcioletniego – w ślubowaniu zawodników startujących w zawodach [78].

Instrumenty propagandy czasów stalinizmu służyć miały wychowaniu „nowego człowieka”, zaangażowanego w budowę socjalistycznej ojczyzny i przekonanego o słuszności takiego zadania. Wczesne, radzieckie kreacje tej kategorii, konstruowane w latach dwudziestych, kładły nacisk na wszechstronność, rozumianą jako kumulację odpowiednich cech fizycznych (wytrzymałość, efektywność działania, odporność na przeciwieństwa, łatwość adaptacji do zmiennych warunków) i duchowych. Model „nowego człowieka” realizowano głównie wśród przodowników pracy, ale też przywódców czy nawet ludzi sztuki – wszakże, jak zauważa Wojciech Tomasik, miał być on po części artystą, doskonale organizującym swe ruchy i gesty oraz całkowicie kontrolującym swe emocje: „»Nowy człowiek« spinałby na powrót sztukę z życiem, zapewniał jedność działaniom, które – stanowiąc »pierwotną« całość – zostały przez zło kapitalizmu rozdzielone” [79].

W latach pięćdziesiątych konstrukt „nowego człowieka” w jego medialnych reprezentacjach oraz artystycznych odzwierciedleniach i wyobrażeniach dookreślono wyraźnym zaakcentowaniem uśmiechu i optymizmu, a także młodości: „Komunizm traktował ją jako symbol. Dlatego „nowy człowiek” ma najczęściej postać młodzieńca, a ogólniej – osobnika, którego metrykalnej tożsamości (a często również płci) nie da się ustalić. Apoteozowanie młodości (początku, narodzin) mogło przybierać rozmaity kształt” [80].

Atrybuty związane z fizycznością oraz postulowane funkcje wychowawcze sprawiały, że do realizowania koncepcji „nowego człowieka” idealnie nadawali się sportowcy: młodzi, sprawni, uwielbiani przez dzieci i młodzież, popularni i rozpoznawani przez kibiców w całym kraju. Media okresu stalinowskiego podkreślały znaczenie codziennych obowiązków i pracy sportowca. Jak zauważył Marcin Stasiak: „Fundamentalna dla sportu zasada autoteliczności przestała obowiązywać, skoro przed bohaterem sportowym kreowanym przez media omawianego okresu postawiono określony zestaw celów, bardzo odległych od tych związanych z areną zmagań sportowych” [81]. Zadania, jakie stały przed sportowcami w Polsce Ludowej i innych krajach socjalistycznych, nie ograniczały się już jedynie do strzelania bramek i osiągania jak najlepszych rezultatów: „Sportowiec to w swoim medialnym życiu najczęściej człowiek świadomy i aktywny politycznie. Zdejmował więc dres, zakładając w zamian garnitur lub mundur. Schodził z bieżni, by zająć miejsce na sali obrad. Mógł tam z uwagą przysłuchiwać się przemawiającym politykom [...], ale mógł też sam zająć miejsce na mównicy [...]. Było tu miejsce na składanie deklaracji, na wypowiadanie się nie tylko w imieniu własnym, ale i wszystkich sportowców” [82].

W fabrykach propagandowe hasła nawiązywały do elementów sportowej rywalizacji, w sporcie natomiast – wzorem fabryk – pojawiały się zobowiązania do poprawiania rezultatów czy startów w określonej liczbie zawodów. Sportowiec zaczynał swe zmagania na długo przed wyjściem na stadion, swoją wolę kształtując w pracy i komunistycznym systemie wychowania, stąd też jego późniejsze zwycięstwo nie było przypadkiem, lecz wypadkową pozasportowych czynników [83].

Silne związki sportu i propagandy pojawiły się w Polsce także w kolejnych dekadach. Osiągnięcia polskich sportowców w latach siedemdziesiątych były w polskich mediach prezentowane z perspektywy „propagandy sukcesu”, charakterystycznej dla dziesięciolecia rządów administracji Edwarda Gierka. W referacie wygłoszonym podczas obrad plenarnych VII Zjazdu PZPR w grudniu 1975 roku pierwszy sekretarz, odnosząc się do gospodarczego rozwoju ostatnich pięciu lat, mówił: „Politykę tę [społeczno-ekonomiczną], rozwiniętą i zaakceptowaną przez VI Zjazd naszej partii, realizowaliśmy wytrwale i konsekwentnie, uzyskując we wszystkich dziedzinach dobre wyniki, znacznie przewyższające założenia. Dokonaliśmy doniosłego postępu na drodze do socjalizmu. Słowa partii znalazły pełne potwierdzenie w czynach. Bilansujemy obecnie najbardziej owocne pięciolecie w trzydziestoletniej historii Polski Ludowej. Dobrze pracowaliśmy i dużo osiągnęliśmy” [84].

Atmosfera rozwoju i postępu z gospodarki przeniosła się również na inne dziedziny. W mediach uatrakcyjniono formy i treści przekazów propagandowych, zmieniła się też ich stylistyka: „Unikano [...] tworzenia atmosfery narodowego zagrożenia, co było tak typowe dla rządów komunistycznych od początku ich istnienia. Otwarcie na Zachód, a zwłaszcza wysiłki na rzecz uzyskania dogodnych kredytów zagranicznych, również nie sprzyjało oficjalnemu podjęciu tematu zagrożenia. Wymierzone w imperialistów, rewizjonistów hasła »anty« zostały zastąpione przez slogany podkreślające jedność, wspólną pracę, budowanie dobrobytu, miejsce mocno już zużytej propagandy strachu zajęła propaganda radości i optymistycznego patrzenia w przyszłość” [85].

Strategia lansowana przez Jerzego Łukaszewicza, sekretarza Komitetu Centralnego PZPR odpowiedzialnego za propagandę, polegała na ciągłym informowaniu społeczeństwa o osiągnięciach Polski Ludowej – przede wszystkim na niwie gospodarczej i politycznej, ale także sportowej. Wzorem NRD, w której sport już od wielu lat był dumą socjalistycznego państwa, w mediach PRL wykorzystywano liczne w latach siedemdziesiątych sukcesy zawodników do budowania nacjonalistycznych emocji i kreowania wizerunku władz – powszechne były zdjęcia ze spotkań najlepszych sportowców z przedstawicielami partyjnego kierownictwa [86]. Jeszcze przed końcem PRL Piotr Kowalski, próbując opisać miejsce sportu w polskiej kulturze masowej ery Gierka, stwierdzał: „Poprzednia dekada przyniosła przewagę wypowiedzi o kształtujących, wychowawczych, kulturalnych, a także prestiżowych walorach sportu. Dla kraju o wysokim stopniu rozwoju, podkreślanych sukcesach gospodarczo-społecznych, sport był zjawiskiem na tyle spektakularnym, że zyskiwał dodatkowe powody programowej aprobaty i stawał się ważnym elementem działań propagandowych” [87].

Propagandowym celom epoki Gierkowskiej służyły media, a zwłaszcza telewizja pod rządami prezesa Macieja Szczepańskiego. Po VI Zjeździe PZPR systematycznie zwiększano liczbę godzin codziennej emisji, uatrakcyjniano też nadawany już w kolorze program. Ponadto dzięki budowie radiostacji w Gąbinie zwiększył się zasięg odbierania Polskiego Radia, a rozbudowanie i unowocześnienie Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch” posłużyło poprawie dystrybucji, szaty graficznej i objętości gazet i magazynów [88].

Na czas świetności dekady Gierka przypadł początek wielkich osiągnięć piłkarskiej reprezentacji Polski, najważniejszej drużyny dla kibiców, a także – jak się miało okazać – bardzo ważnej dla władz. Nie dziwią zatem słowa pierwszego sekretarza po historycznym sukcesie, jaki biało-czerwoni osiągnęli podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 1974 roku, skierowane do jego autorów – trenera Kazimierza Górskiego i piłkarzy: „Towarzyszu trenerze, moi kochani. Chciałbym naprawdę bardzo serdecznie podziękować wam za ten wspaniały prezent, jaki zgotowaliście naszej socjalistycznej ojczyźnie. Postaramy się ten wasz sukces, będący naszym wspólnym narodowym osiągnięciem, przekuć na taki oręż, który pozwoli naszą młodzież wychować na gorących patriotów, wytrwałych w dążeniu do celu, jaki nasz naród ma osiągnąć i jaki na co dzień osiąga swoją pracą” [89].

Sukces futbolistów przedstawiany był zatem jako sukces narodu, socjalistycznej ojczyzny i partii. Przyłączanie się przywódców do celebrowania zwycięstw sportowców nie jest oczywiście zjawiskiem obecnym wyłącznie w państwach socjalistycznych czy totalitarnych – próby wykorzystywania popularności boiskowych bohaterów odnaleźć można niemal pod każdą szerokością geograficzną i w każdym ustroju politycznym. Orędzie pierwszego sekretarza poświadcza tę rozpowszechnioną strategię, a jednocześnie jest również dowodem na tezę Tima Edensora, iż współcześnie to właśnie sport jest prawdopodobnie najsilniejszą formą popularnego wyrażania narodowego akcesu [90].

Interesujący przykład na propagandowo-polityczne uwikłanie sportu w PRL stanowią Mistrzostwa Świata z 1978 roku. Do Argentyny selekcjoner Jacek Gmoch zabrał być może najsilniejszą reprezentację w historii polskiej piłki. Bohaterów sprzed czterech lat – Jana Tomaszewskiego, Władysława Żmudę, Jerzego Gorgonia, Antoniego Szymanowskiego, Kazimierza Deynę, Henryka Kasperczaka, Grzegorza Latę i Andrzeja Szarmacha – wspierać mieli niezwykle utalentowani gracze młodego pokolenia, tacy jak Andrzej Iwan, Adam Nawałka i Zbigniew Boniek. Ponadto na najważniejszej sportowej imprezie świata zadebiutować miał Włodzimierz Lubański, któremu występ w Niemczech uniemożliwiła kontuzja. Z największych asów polskiego futbolu brakowało właściwie tylko Stanisława Terleckiego, który – podobnie jak cztery lata wcześniej Lubański – przed mistrzostwami doznał groźnej kontuzji i pozostało mu jedynie występowanie w telewizyjnym mundialowym studiu. Nie ulega wątpliwości, iż Gmoch dysponował zespołem zdolnym sięgnąć po Puchar Świata, jednak różne czynniki sprawiły, iż występ na argentyńskich stadionach eksperci i kibice uznali za rozczarowujący. W drużynie pojawiły się niesnaski, nie udało odnaleźć się porywającego stylu gry znanego z czasów Górskiego, w dodatku w drugiej fazie biało-czerwonym przyszło mierzyć się z trzema zespołami z Ameryki Południowej. O ile mecz z rewelacyjnym Peru udało się wygrać, o tyle Argentyna i Brazylia okazały się zbyt wymagającymi rywalami dla ekipy dowodzonej przez Gmocha.

Rozczarowaniem był też inauguracyjny mecz całego turnieju, w którym Polacy walczyli z RFN, a więc zespołem broniącym mistrzowskiego tytułu, jednak będącym w znacznie gorszej dyspozycji niż na własnych boiskach. W kadrze Helmuta Schöna nie było już Franza Beckenbauera, Gerda Müllera i znajdującego się w tym czasie poza drużyną narodową Paula Breitnera, a ich następcy, choć renomowani, nie prezentowali już tak wysokiej klasy. Na dodatek w dużo słabszej niż zazwyczaj formie znajdował się doskonały bramkarz Sepp Maier. Osiągnięty po wyjątkowo bezbarwnej grze remis 0:0, choć korzystny dla układu tabeli, przyjąć więc można było jako porażkę, zmarnowaną szansę na upragnione zwycięstwo nad RFN. W kraju Gierkowskiej „propagandy sukcesu” – jakkolwiek przeżywającej już swój schyłek, więc tym usilniej poszukującej powodów do narodowej dumy – nakazano jednak interpretować wynik meczu otwarcia jako cenne i satysfakcjonujące osiągnięcie. Jasnym sygnałem była w tym przypadku wysłana po meczu do reprezentantów depesza gratulacyjna, pod którą podpisał się sam pierwszy sekretarz. Sukcesy sportowe – te rzeczywiste i te programowane – były zbyt istotnym elementem w tworzeniu „dobrego nastroju społecznego”, by z nich łatwo rezygnować, zwłaszcza w obliczu zmierzchu Gierkowskiej dekady. Strategię tę realizowała również telewizja – Krzysztof Mętrak w swym Dzienniku przytacza słowa, jakie przed argentyńskim mundialem miał do sportowych sprawozdawców powiedzieć Maciej Szczepański: „Jak grają Polacy, to nie ma złych podań” [91].

Po względnej normalizacji międzynarodowych kontaktów w latach siedemdziesiątych polityka raz jeszcze miała wywrzeć wielki wpływ na sportową rywalizację – napięcia między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim odcisnęły się na kształcie Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku i cztery lata później w Los Angeles. Pierwsze letnie igrzyska w państwie socjalistycznym szykowane były jako wielkie wydarzenie propagandowe. Specjalne przygotowania czyniono także w Polsce – wydano okolicznościowe monety, znaczki i kartki pocztowe, a rysownicy wzięli udział w konkursie na projekt logo igrzysk [92]. Wojna w Afganistanie sprowadziła jednak na radzieckich organizatorów bojkot ze strony Stanów Zjednoczonych, a następnie również Japonii, RFN, Kanady i Chin. Sportowa impreza symbolizująca dotychczas pokojową rywalizację i międzynarodową wspólnotę stała się świadectwem rozłamu. Podobnie sprawa przedstawiała się w 1984 roku, lecz tym razem inicjatorem protestu był Związek Radziecki. Spośród państw komunistycznych tylko Rumunia, Jugosławia, Ludowa Republika Konga i zajmujące szczególne miejsce w bloku Chiny wyłamały się ze swoistego „rewanżu” za bojkot moskiewskich igrzysk ze strony krajów zachodnich. Sportowców z Polski – podobnie jak tych ze Związku Radzieckiego, Bułgarii, NRD, Czechosłowacji, Węgier, Kuby oraz z sympatyzujących z Moskwą państw afrykańskich i azjatyckich – w Los Angeles zabrakło.

Nad Wisłą igrzyska z 1984 roku przeżywane były więc głównie za pośrednictwem radia i krótkich relacji telewizyjnych, a odbierane – bardzo krytycznie. Wysłany do Stanów Zjednoczonych jako jeden z nielicznych polskich sprawozdawców Bogdan Chruścicki pisał później: „Lecąc do Los Angeles miałem prawo – wraz z milionami ludzi – do wielu obaw: czy Amerykanie, którzy bardzo źle zorganizowali igrzyska zimowe w Lake Placid – czegoś się nauczyli w ciągu tych czterech lat? Czy aby nie zrobią z igrzysk jeszcze jednej imprezy w stylu Hollywood, a więc nastawionej na wielki business? Czy nie postarają się o to, by podeprzeć dążenia administracji waszyngtońskiej do przywództwa światowego? Jak groźne są nastroje i działania w USA, które skłoniły kraje socjalistyczne do zrezygnowania z udziału w igrzyskach?” [93].

Obawy polskiego dziennikarza – jakkolwiek w wielu przypadkach słuszne, wszak Igrzyska Olimpijskie z 1984 roku odznaczały się niebywałym rozrostem komercyjnej otoczki sportowych zmagań, a przy tym ocierającym się o szowinizm odbiorem ze strony Amerykanów – poświadczają o silnym upolitycznieniu sportu w latach osiemdziesiątych. Polska, pozostająca w strefie wpływów Związku Radzieckiego, siłą rzeczy niechętnie patrzyła na działania administracji Ronalda Reagana. Zwłaszcza że amerykańskie media kreowały swych sportowców na herosów przypominających bohaterów kina akcji – pierwsza połowa dekady to przecież czas Reaganowskiej potęgi Stanów Zjednoczonych, a przy tym dominacji konserwatywnej, patriotycznej ideologii [94]. W powszechnej świadomości – być może po obu stronach – gładko rozprawiający się z wrogami John Rambo i wyrównujący medalowe rekordy Carl Lewis nieoczekiwanie mieli ze sobą wiele wspólnego [95].

Należy pamiętać, iż propaganda przenikała sport PRL w różnym natężeniu, ale nieustannie i na wielu płaszczyznach, a także stanowiła powód lub uzasadnienie wielu zjawisk – począwszy od decyzji organizacyjnych i personalnych, poprzez ikonografię, aż po specyfikę przekazów medialnych. Stąd też praktycznie niemożliwe jest jej całkowite oddzielenie od płaszczyzny samej sportowej rywalizacji. Trudno wszakże oprzeć się wrażeniu, iż w zbiorowej pamięci Polaków o sporcie lat 1944-1989 jego aspekt propagandowy zajmuje miejsce dalszoplanowe, ustępując pola temu, co faktycznie najważniejsze – emocjom płynącym ze stadionowych zmagań, bicia rekordów oraz walki o medale i trofea.

Infrastruktura i architektura sportowa PRL. XX wiek wyniósł stadiony i hale sportowe do rangi miejsc kultu współczesnych bohaterów. Stały się – podobnie jak sale kinowe czy teatralne – miejscami żyjącymi własnym, innym od codziennego rytmem. Johan Huizinga scharakteryzował tego typu miejsca w następujący sposób: „Arena, stół gry, zaczarowane koło, świątynia, scena, ekran filmowy, sala sądowa – wszystkie one są z uwagi na formę i funkcję terenami zabawy lub gry, czyli miejscem uświęconym, obszarem wydzielonym, odgraniczonym, sakralnym, na którym obowiązują szczególne, swoiste prawa. Stanowią one tymczasowe światy w świecie zwyczajnym, służące wykonaniu zamkniętej w sobie czynności” [96].

Scenerią najdonioślejszych sportowych wydarzeń stały się imponujące budowle, stanowiące arenę rywalizacji przez wiele dziesięcioleci, a niejednokrotnie egzemplifikujące najważniejsze trendy architektoniczne. Na tle świata zachodniego sportowa infrastruktura PRL prezentowała się wszakże niezbyt korzystnie. „Przez architekturę sportową – pisał w Encyklopedii kultury polskiej XX wieku Wojciech Zabłocki – rozumiemy budynki i urządzenia, które zbudowano w celu uprawiania i oglądania sportu i ćwiczeń fizycznych, a które jednocześnie stanowią dzieła architektoniczne odpowiadające przyjętym kanonom estetycznym. Architektura sportowa zaspokaja potrzeby związane z uprawianiem sportu i ćwiczeń fizycznych, a zarazem powiązana jest z rozwojem sztuki architektonicznej w Polsce i w świecie” [97].

Tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej na budownictwo sportowe nie było środków – głównymi problemami do rozwiązania były odbudowa zniszczeń i zaspokojenie podstawowych potrzeb społecznych. Pierwsza połowa lat pięćdziesiątych przebiegała pod znakiem gospodarki planowej, narzuconego stylu socrealistycznego oraz wynikającej z tego zmiany postrzegania roli i zadań architekta. Indywidualne koncepcje artystyczne musiały poddać się „dyscyplinie potrzeb zbiorowości”, jak to ujął Roman Piotrowski w głównym referacie wygłoszonym podczas zjazdu delegatów Stowarzyszenia Architektów Polskich w listopadzie 1947 roku [98]. Wzorowano się zatem na stadionach i salach powstałych w największych miastach Związku Radzieckiego. Charakterystycznymi wyznacznikami socrealistycznych budowli były ciężkie, symetryczne bryły ozdabiane klasycznymi detalami – kolumnadami, pilastrami, rzeźbami. Ze względów ekonomicznych jednakże w tym czasie nie udało się wnieść wielu obiektów sportowych [99]. Socrealizm nadał architekturze sportowej wymiar propagandowy – funkcjonalność nierzadko podporządkowywano dodatkowym, wynikającym z założeń politycznych czynnikom. Przykładem mogą być stadiony zaprojektowane nie tylko pod kątem meczów i zawodów, ale też masowych wieców i dożynek.

W kolejnym okresie polityczny nacisk w architekturze zmniejszył się, a koncepcje socrealistyczne ustąpiły modernizmowi. Wojciech Zabłocki uznał lata 1956-1965 za stosunkowo korzystne dla polskiej architektury, w tym także sportowej. Regres nastąpił pomiędzy 1965 a 1975 rokiem, a więc w czasie realizacji kolejnych planów pięcioletnich. Uproszczeniu i banalizacji projektów towarzyszyły problemy z jakością materiałów, stąd też nieliczne zbudowane w tym okresie obiekty trudno uznać za doniosłe osiągnięcia [100].

Dalsza faza kryzysu nastąpiła w ostatnim piętnastoleciu PRL. Problemy gospodarcze spowodowały ograniczenie inwestycji, a eksport materiałów i emigracja polskich architektów za granicę sprawiły, iż polski przemysł budowlany zaczął dzielić od świata coraz większy dystans. Po 1975 roku w powolnym tempie kończono rozpoczęte wcześniej projekty, lecz nowe były sporadyczne i niewielkie [101]. Wbrew głosom płynącym z partyjnego kierownictwa jeszcze w latach osiemdziesiątych [102] infrastruktura odziedziczona po PRL stała się jednym z ważniejszych problemów polskiego sportu po 1989 roku. Przestarzałe rozwiązania, niefunkcjonalność i zaniedbania pogłębiały organizacyjne różnice, jakie widoczne były między Polską a państwami zachodnimi.

Trzeba wszakże zaznaczyć, iż cztery dekady PRL pozostawiły po sobie wiele obiektów sportowych, służących przez długie lata lub nawet po dzień dzisiejszy (choć po prostu głównie z powodów ekonomicznych). I tak jak cały sport okresu, mieściły one w sobie wyraziste sprzeczności, a funkcjonalność graniczyła w nich niejednokrotnie z archaicznością. Dobrze oddaje to przykład budowli, którą z całą pewnością nazwać można największym symbolem architektury sportowej PRL. Nieistniejący już warszawski Stadion Dziesięciolecia, wybudowany w 1955 roku na V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów, został zaprojektowany przez Jerzego Hryniewieckiego, Marka Leykama i Czesława Rajewskiego. Wspomniany już Wojciech Zabłocki przytacza szereg atutów budowli: zewnętrzna część ziemnej widowni doskonale została wpisana w rozległe tereny nadwiślańskie, zielone tereny były dobrze skomunikowane z miastem i stanowiły atrakcyjny punkt widokowo-spacerowy, wnętrze stadionu dzięki kolistemu zarysowi górnej korony trybun sprawiało wrażenie kameralności. Z drugiej strony jednak Zabłocki zwraca uwagę na kolumnadę, która była reminiscencją socrealizmu, a także tunel, który służyć miał celom nie tyle sportowym, co defiladowym [103]. Stadion Dziesięciolecia nie posiadał dachu nad trybunami – tłumaczono to ideą egalitaryzmu sportu. Stefan Szczepłek, znany dziennikarz i publicysta sportowy oraz naoczny świadek wielu wydarzeń rozgrywających się na obiekcie, pisał zaś, iż ulokowano go zbyt blisko Wisły, co często miało fatalny wpływ na stan murawy [104]. Z kolei dystans dzielący ją od trybun trzeba oczywiście uzasadnić rozgrywaniem na obiekcie zawodów innych dyscyplin niż tylko piłka nożna. Przestarzałe w nowo wybudowanym Stadionie Dziesięciolecia bardzo szybko stało się także to, iż nie wyposażono go w sztuczne oświetlenie – a już pięć lat później poszczycić mógł się nim Stadion Śląski, kolejny z „pomników” polskiej architektury sportowej lat 1944-1989. Brak reflektorów przyczynił się jednakże do umocnienia legendy Stadionu Dziesięciolecia, gdy w sierpniu 1963 roku amerykański lekkoatleta Johna Pennel bił rekord świata w skoku o tyczce. Nad Warszawą zrobiło się już ciemno, więc obok skoczni zaparkowano kilkanaście samochodów, które oświetlały rozbieg i zeskok, natomiast kibice zapalili gazety i programy zawodów [105].

Sportowe areny są przestrzenią wspólnoty. Może ona wyrażać postawy patriotyczne, których ujściem jest dopingowanie rodaków i manifestowanie radości z ich zwycięstw. W kontekście PRL warto wszakże zwrócić uwagę, iż okazywany spontanicznie patriotyzm zgromadzonych na stadionie tłumów nie zawsze pokrywał się z oczekiwaniami władz. Napiętych chwil w historii sportu PRL było sporo. Widoczne było to zwłaszcza w meczach, w których polscy sportowcy rywalizowali z zawodnikami ze Związku Radzieckiego. Zwycięstwu piłkarzy w 1957 roku czy też wygranej hokeistów w 1976 roku kibice nadawali znaczenie wykraczające poza wynik sportowy – pokonanie drużyn radzieckich ucieleśniało narodowe pragnienia zamanifestowania siły i niezależności wobec Kraju Rad. Strzelający dwa gole Lwowi Jaszynowi Gerard Cieślik wyrażał polskie tęsknoty za wolnością, a kibice nie wahali się tego okazywać. Ślady „nieprawomyślnego” patriotyzmu polskiej publiczności sportowej odnaleźć można w tekstach kultury. O bokserskich Mistrzostwach Europy z 1953 roku pisała Maria Dąbrowska: „Polska zdobyła mistrzostwo Europy, pięciu jej zawodników kolejno zwyciężało, w tym, zdaje się, trzech w walce z Rosjanami. Dwu tylko zawodników radzieckich odniosło sukcesy, a w tym żaden Rosjanin, jeden był Łotysz, drugi Armeńczyk. Ale nie to jest ważne. Tylko że trudno opisać, choćby tylko uchem chwytany, nastrój sali. Entuzjazm dla zawodników polskich wyrażany krzykiem i oklaskami można tylko porównać do huku morza w czasie sztormu. To było ogłuszające. Kiedy po piątym zwycięstwie wielotysięczny tłum zaczął gromowym głosem »Jeszcze Polska nie zginęła« – i śpiewał, jak my nigdy nie śpiewaliśmy – łzy pociekły mi z oczu. [----] Śmieszne, ale to była wielka manifestacja patriotyczna” [106].

Symboliczne znaczenie nadawano sukcesom sportowym także w innych państwach bloku socjalistycznego, czego przykładem może być entuzjazm, który ogarnął Czechosłowację po zwycięstwie hokejowej reprezentacji nad drużyną Związku Radzieckiego w 1968 roku. Z kolei specyfika stadionowego tłumu, zachowującego się inaczej, niż życzyłyby sobie tego władze, uwidoczniła się m.in. na Węgrzech, gdy w latach pięćdziesiątych bacznie uważano na kibiców Ferencvarosu, znanych ze swych patriotycznych sentymentów.

Sport był więc z jednej strony narzędziem propagandy, jednakże z drugiej strony w pewnych sytuacjach stawał się wymarzonym instrumentem do wypowiedzenia swego protestu wobec obowiązującego systemu, na co dowodem są właśnie reakcje gromadzącej się w halach i na stadionach publiczności. Najczęściej jednak w filmowych tekstach epoki przypadki takie nie znajdowały ekspozycji.

Obraz i osiągnięcia sportu w PRL

Właściwie przez cały czas istnienia bloku socjalistycznego sport traktowano w nim jako kolejną, obok gospodarki, zbrojeń czy nauki, płaszczyznę rywalizacji ze światem kapitalistycznym. Co prawda od czasu pojawienia się w latach pięćdziesiątych sportowców Związku Radzieckiego w międzynarodowych zawodach podkreślano zwykle sens stadionowej rywalizacji jako pokojowego współzawodnictwa, to jednak i tak było ono obciążone politycznymi uwarunkowaniami. Jak napisali autorzy Rocznika ‘91: „Symboliczna »żelazna kurtyna« dzieliła narody Europy na wszystkich polach działalności. Także w sporcie, choć akurat w tej dziedzinie stwarzano pozory normalności” [107].

Nie można jednak zapominać, iż pomimo słabości organizacyjnych i ścisłych więzów z propagandą sport w Polsce Ludowej odniósł wiele sukcesów. Niemal w każdej ważniejszej i popularniejszej dyscyplinie czas największych osiągnięć przypadł właśnie na lata PRL – chociaż, jak na przykład w przypadku kolarstwa i Wyścigu Pokoju, obraz rywalizacji i jej wyników bywał niekiedy niewspółmierny do rzeczywistości i wypaczony także pod względem czysto sportowym. Wprawdzie na ogół pamiętano o ideologicznym zabarwieniu sportu PRL, jednak nie przesłaniało to radości i satysfakcji kibiców z sukcesów polskich reprezentantów. W wielu przypadkach sport przed 1989 rokiem stał się dla Polaków wzorcem osiąganych wyników i indywidualnych postaw sportowców. Niezależnie bowiem od swoich politycznych zobowiązań sport w PRL dawał obywatelom radość, a także budował i wzmacniał poczucie tożsamości narodowej. Gdy drużyna Kazimierza Górskiego grała podczas Mistrzostw Świata w RFN, ulice miast pustoszały. Meczami reprezentacji i polskich klubów pasjonowano się na podwórkach i ulicach czy też w szkołach i zakładach pracy, w których zawieszano ścienne gazetki z wynikami oraz instalowano radiowęzły informujące na bieżąco o przebiegu spotkań. Pamiętna jest historia Alojzego Piontka z zabrzańskiej kopalni „Rokitnica”, w której w marcu 1971 roku doszło do zawału. W katastrofie zginęło 10 górników, natomiast Piontek ocalał cudem – przedostał się do szczeliny, w której wytrwał aż przez siedem dni. Gdy ratownikom udało się do niego dotrzeć, jedno z jego pierwszych pytań dotyczyło Górnika Zabrze. Dzień po zawale w kopalni zabrzańscy piłkarze grali bowiem pucharowy mecz z Manchester City, którym żyły cały Śląsk i Polska [108]. Nie mniejsze emocje budziły występy polskich olimpijczyków – Mazurek Dąbrowskiego odgrywany podczas medalowych dekoracji zawsze dawał Polakom powód do wzruszeń i wielkiej dumy. Cały kraj jednoczył się także w kibicowaniu rodakom na trasach Wyścigu Pokoju. Emocje, jakie dostarczał obywatelom sport, przekładały się również na jego popularność wśród młodzieży. Młodzi adepci zapatrzeni w swych idoli pragnęli iść w ich ślady, zapewniając polskiemu sportowi pokoleniową ciągłość.

W zbiorowej pamięci Polaków na trwałe zapisały się m.in. złote medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata oraz srebrne mistrzostw Europy zdobyte przez siatkarzy Huberta Wagnera, rekordy i mecze lekkoatletycznego „Wunderteamu” Jana Mulaka, walki znakomitych bokserów wychowanych przez Feliksa Stamma. Swoje miejsce w historii mają także polscy hokeiści odnoszący pyrrusowe zwycięstwo nad ZSRR podczas Mistrzostw Świata w Katowicach w 1976 roku, prowadzeni przez Witolda Zagórskiego koszykarscy wicemistrzowie Europy z roku 1963 czy też Władysław Kozakiewicz wykonujący swój pamiętny gest w stronę wygwizdujących go radzieckich kibiców podczas moskiewskich Igrzysk Olimpijskich. Polskę w latach 1944-1989 sławiła cała plejada wielkich mistrzów, spośród których jedni zwyciężali, mając oparcie w strukturach organizacyjnych sportu PRL, a inni – niejako wbrew nim. W panteonie polskiego sportu poczesne miejsce zajmują m.in. lekkoatleci Irena Szewińska, Bronisław Malinowski i Janusz Sidło, bokserzy Józef Grudzień, Zbigniew Pietrzykowski i Jerzy Kulej, ciężarowcy Waldemar Baszanowski i Zygmunt Smalcerz, motorowodniak Waldemar Marszałek i wielu innych.

Dwa zjawiska tworzące sport ery PRL zdają się wymagać próby dokładniejszego opisu. Na przykładzie piłki nożnej bardzo dobrze widać wiele aspektów decydujących o kształcie polskiego sportu w latach 1944-1989. Jako najpopularniejsza dyscyplina w kraju poddawana była czynnikom propagandowym, lecz z drugiej strony dała Polakom satysfakcję z niewątpliwej przynależności do ścisłej światowej elity. Pomimo iż polski sport reprezentowany był na mistrzowskim poziomie w wielu innych dyscyplinach, to jednak masowe przeżywanie futbolu czyni z niego zjawisko najpowszechniejsze, a przy tym wyjątkowe. Drugim zagadnieniem szczególnie istotnym w kontekście sportu PRL jest Wyścig Pokoju – również impreza o masowym oddziaływaniu, jednakże w jeszcze większym stopniu upolityczniona i od samego początku podporządkowana kwestiom ideologicznym, a przy tym trudniejsza pod kątem oceny jej czysto sportowej wartości.

Piłka nożna – sport PRL w zwierciadle

Wybuch drugiej wojny światowej brutalnie przerwał postęp piłki nożnej w Polsce. Niewiele ponad rok przed niemiecką inwazją biało-czerwoni bardzo dobrze zaprezentowali się na swych pierwszych mistrzostwach świata, po słynnym, dramatycznym meczu w Strasburgu ulegając Brazylii 5:6 po dogrywce. Z kolei w sierpniu 1939 odnieśli przekonujące zwycięstwo 4:2 nad Węgrami, wówczas drugą drużyną globu. Coraz wyższy poziom prezentowała też liga, którą w latach trzydziestych zdominował Ruch Wielkie Hajduki (od 1939 roku Ruch Chorzów), o czołowe lokaty rywalizujący głównie z klubami krakowskimi – Cracovią, Wisłą i Garbarnią, a także Pogonią Lwów oraz poznańską Wartą.

Po 1944 roku w Polsce i pozostałych krajach znajdujących się pod wpływem stalinowskiej dyktatury najpopularniejsza i fascynująca miliony gra nie mogła pozostać na uboczu zainteresowań władz. Antoni Piontek pisał: „Nie można było pozostawić jej samej sobie, pozwolić, by nadal kierowała się zasadami sprawdzonymi wprawdzie od dziesięcioleci, wymyślonymi wszak przez ludzi ginącej formacji, a więc z pewnością propagujących wzory niesłuszne. Właśnie z tych drobnomieszczańskich naleciałości należało futbol oczyścić. I bezustannie prowadzić walkę z wrogami ludu, którzy w sporcie najłatwiej mogli się utajnić i kontynuować swą niecną działalność” [109].

Futbol w Polsce przeszedł reorganizację. Trzeba przyznać, iż jej zakres i przebieg różniły się od tego, co miało miejsce w innych państwach bloku, zwłaszcza w najmocniej dotkniętych wymuszonymi zmianami Czechosłowacji i Węgrzech. Tym niemniej rewolucja organizacyjna i kadrowa istotnie wpłynęła na kształt polskiej piłki.

W wyznaczeniu nowego porządku najistotniejszą funkcję spełniła reorganizacja odbierająca klubom samodzielność i odgórnie zrzeszająca je z zarządzanymi centralnie gałęziami przemysłu i państwowymi resortami. W ten sposób osłabiono przedwojenne, powiązane z regionalnymi tradycjami podstawy funkcjonowania polskiego sportu. W 1948 roku skupiono sport wokół związków zawodowych, które rok później zastąpiono dziewięcioma branżowymi zrzeszeniami: „Budowlani”, „Chemik”, „Górnik”, „Kolejarz”, „Metalowiec”, „Samorządowiec”, „Spożywca”, „Związkowiec” i „Włókniarz”. Ramowy Statut Zrzeszenia Sportowego głosił, że podstawową komórką zrzeszeń jest koło sportowe przy zakładzie pracy, a do klubów trafiają wyselekcjonowani szczególnie uzdolnieni zawodnicy [110].

Przyporządkowanie klubów poszczególnym gałęziom przemysłu lub resortom pociągnęło za sobą zmiany w nazewnictwie – tradycyjne, rozpoznawalne w całym kraju szyldy zastąpione zostały „branżowymi”. W ten sposób przydzielone milicji Wisła Kraków i Arkonia Szczecin stały się Gwardiami (klub o tej nazwie zastąpił też rozwiązaną bydgoską Polonię), przypisane państwowym kolejom Polonia Warszawa i pojawiający się po raz pierwszy w krajowej elicie Lech Poznań przyjęły nazwę Kolejarz, natomiast reprezentujące przemysł włókienniczy ŁKS i Garbarnia figurować zaczęły jako Włókniarz. Na mapie polskiego futbolu pojawiły się również takie drużyny, jak Budowlani (dawne AKS Chorzów, Lechia Gdańsk i Odra Opole), Związkowiec (Warta Poznań), Ogniwo (Cracovia, Polonia Bytom) czy Unia (Ruch Chorzów). Z kolei Legia Warszawa, która pomimo przedwojennych legionowych tradycji została reprezentacyjnym klubem Ministerstwa Obrony Narodowej, występować zaczęła jako CWKS (Centralny Wojskowy Klub Sportowy). W przypadku niektórych klubów, jak choćby Cracovii, pomiędzy 1949 a 1955 rokiem nazwa zmieniała się kilkakrotnie. Powrót do tych historycznych, które zresztą i tak były ciągle używane przez kibiców, umożliwiła decyzja przewodniczącego GKKFiT z 1 marca 1955 roku.

Odgórne zarządzanie i centralizacja sił w sporcie PRL szczególnego wymiaru nabrała w przypadku klubów wojskowych. Przez długie lata najlepsi zawodnicy musieli odbywać służbę wojskową w Legii. Nagminną „kradzież piłkarzy” uważa się za jedną z głównych przyczyn niechęci, jaką warszawski klub budzi wśród wielu kibiców spoza stolicy. Gdy natomiast w 1953 roku na mecie ligowego sezonu drugie miejsce w tabeli zajął inny wojskowy zespół – Wawel Kraków (Legia była piąta), na mocy decyzji Ministerstwa Obrony Narodowej został wycofany z I ligi.

Jaskrawym przykładem tego, że reorganizacja może zrujnować klub, jest przypadek Cracovii. Jeden z najlepszych klubów przedwojennej Polski, znany też z tego, że wśród władz i kibiców skupiał intelektualną elitę Krakowa [111], tuż po wojnie utrzymał swą pozycję wśród najlepszych zespołów ligi. W 1948 roku zdobył mistrzostwo, a rok później wicemistrzostwo kraju, ponadto osiągał bardzo dobre rezultaty w towarzyskich meczach z silnymi wówczas IFK Norrköping i Partizanem Belgrad. W połowie lat pięćdziesiątych nastąpił jednak sportowy upadek Cracovii, do czego w głównej mierze przyczyniło się oparcie w pionie „Ogniwa”, a później „Sparty”, oraz odejście doświadczonych działaczy [112], niechętnie widzianych w powojennym obliczu polskiego sportu.

Nowy porządek w praktyce wprowadzał prostą zależność – im możniejszy i ważniejszy był patron, tym klub miał większe możliwości rozwoju. Ścisłe związanie sportu z przemysłem wydobywczym, hutniczym czy chemicznym wiązało się też z lansowaniem statusu zawodników jako amatorów, trenujących w chwilach wolnych od codziennej pracy. „Po raz pierwszy – pisał Antoni Piontek – pojawiły się fikcyjne etaty i wspaniale rozwijało się zakłamanie. Tak powstał mit o amatorstwie. Prawie każdy zawodnik występujący w zespole górniczym był oficjalnie zatrudniony w kopalni, której często nie widział nawet z bliska” [113].

Podtrzymywaniu iluzji amatorskiego współzawodnictwa służyło na przykład publikowanie przed barbórką zdjęć czołowych śląskich piłkarzy w górniczych kombinezonach i z twarzami umorusanymi węglem. Państwowe resorty hojnie łożyły na futbol, przyczyniając się do jego rozwoju, ale z drugiej strony – rozpieszczając często przepłacanych piłkarzy, przeinwestowując i trwoniąc publiczne pieniądze. Interesujące, że świadomość społeczna tego problemu była tak duża, iż jego zasygnalizowanie – aczkolwiek dyskretne i ukryte między wierszami pod sztafażem nowomowy – trafić mogło nawet do oficjalnej publikacji. W wydanej nakładem Młodzieżowej Agencji Wydawniczej atrakcyjnej, choć noszącej jeszcze ślady „propagandy sukcesu” kronice podsumowującej sześćdziesięciolecie polskiego futbolu, autorzy napisali: „Szczególnie rozgrywki ligowe spełniają w dzisiejszych czasach określoną rolę, wiążącą się z zainteresowaniami i potrzebami określonego regionu, środowiska, niekiedy nawet pojedynczego zakładu produkcyjnego. Kierownictwa wielu przedsiębiorstw i władze sportu chętnie wychodzą naprzeciw temu zapotrzebowaniu społecznemu. Czasami nawet zbyt hojną ręką okazują pomoc ligowcom” [114].

Przywiązanie klubów do państwowych przedsiębiorstw zapewniało im wygodną egzystencję w Polsce Ludowej, lecz po 1989 roku utrudniło przystosowanie się do realiów sportu funkcjonującego w nowej rzeczywistości gospodarczej i politycznej.

Sama liga także uosabiała przedwojenny porządek – w latach dwudziestych i trzydziestych przeżywała wzloty i upadki, ale stanowiła chlubę PZPN i najważniejszy, obok występów reprezentacji, obiekt zainteresowań kibiców. W stalinowskiej Polsce jawiła się natomiast jako „burżuazyjny przeżytek”. Wprawdzie gruntowna zmiana systemu rozgrywek okazała się niewykonalna, to wcale nie oznacza, iż nie podjęto choćby próby zmiany obowiązującego porządku. Jako przeciwny biegun dla skupiającej najlepszych, a więc posiadającej elitaryzujące, burżuazyjne odchylenie ligi oraz rozgrywek drużyn okręgowych usiłowano przedstawić Puchar Polski. Na łamach „Sportowca” informowano: „Polski Związek Piłki Nożnej zdecydował, że począwszy od roku 1950 na miejsce elitarnego pucharu Kałuży dla reprezentacji okręgowych wprowadzi się rozgrywki o Puchar Polski, do których startować mogą wszystkie kluby i koła sportowe z całego kraju” [115].

Teoretycznie „Turniej 1000 drużyn” mógł przecież dać wygraną każdemu uczestnikowi, niezależnie od jego tradycji czy finansowej zasobności. Na starcie wszyscy byli równi. Szczytem chęci paradoksalnego przeciwstawiania, czy choćby zrównania rangą dwóch rodzajów rozgrywek, była sytuacja z 1951 roku. Zainaugurowany już rok wcześniej Puchar Polski zgromadził na starcie 6200 zespołów, a jego zwycięzcy, chorzowskiemu Ruchowi, przyznano... tytuł Mistrza Polski, nie zważając na fakt, iż w ligowej tabeli na pierwszej pozycji zameldowała się Wisła Kraków, podczas gdy „Niebiescy” zajęli dopiero szóstą lokatę. Dla „Białej Gwiazdy” pozostało jednak tylko „mistrzostwo ligi”. Była to próba sztucznego hierarchizowania rozgrywek według ich – mniej lub bardziej wydumanej – zbieżności z politycznymi postulatami. Kłopoty organizacyjne sprawiły, iż po zakończeniu edycji w 1957 roku zaniechano rozgrywania „Turnieju 1000 drużyn”. Wprawdzie po czterech latach przerwy krajowy puchar wrócił do piłkarskiego kalendarza, jednak na zawsze pozostał wyraźnie w cieniu ligi – jak w niemal każdym, oprócz Anglii, kraju, a czasem niestety traktowany był przez zawodników jak „zło konieczne”.

Ligę w pierwszym okresie PRL zdominowały kluby krakowskie – Wisła i Cracovia, następnie palmę pierwszeństwa dzierżyły Ruch Chorzów i silna dzięki wojskowym powołaniom Legia. Od drugiej połowy lat pięćdziesiątych aż przez całą następną dekadę zdecydowanie najlepszym polskim klubem był Górnik Zabrze, a centrum krajowego futbolu stał się Śląsk, z którym rywalizować mogła najczęściej tylko Legia. W latach siedemdziesiątych do czołówki dołączyły na pewien czas zespoły nieodnoszące wcześniej sukcesów – Śląsk Wrocław i przede wszystkim Stal Mielec. Ostatnie dziesięciolecie PRL rozpoczęło się od hegemonii łódzkiego Widzewa, który nowocześnie zarządzany przez Ludwika Sobolewskiego błyskawicznie przeszedł drogę od niewiele znaczącego klubu niższych lig do czołowej drużyny Polski i Europy. Lata osiemdziesiąte to także czas długo oczekiwanych triumfów poznańskiego Lecha, a później ostatniego akordu klubów śląskich – na szczyt powrócił Górnik, a mistrzostwo w 1989 roku nieoczekiwanie zdobył powracający do pierwszej ligi po rocznej banicji Ruch. W nowej rzeczywistości ekonomicznej śląskie kluby straciły swą dominującą pozycję – GKS Katowice prezesa Mariana Dziurowicza wprawdzie długo był jedną z najlepszych drużyn w kraju, jednak ani razu nie zdobył tytułu. Ruch i Górnik natomiast zmagały się z problemami finansowymi i dobre rezultaty notowały sporadycznie – zabrzański klub był bliski mistrzostwa w 1994 roku, jednak stracił szansę w skandalicznych okolicznościach.

W latach sześćdziesiątych w lidze pojawiło się bowiem zjawisko, które miało zaciążyć na jej obrazie aż do dnia dzisiejszego – tzw. układy. Początkowo przyjmowały postać zgoła niewinną, oczywiście w porównaniu z późniejszym, patologicznym rozwojem: kluby z jednego resortu wspierały się wzajemnie w zależności od tego, który z nich bardziej potrzebował punktów, albo też dwie drużyny ustalały, komu bardziej zależy na krajowym pucharze, a komu na zwycięstwach w lidze. Szybko jednak do słownika miłośników polskiej piłki trafiło określenie „niedziela cudów” (ewentualnie: „środa cudów”), oznaczające ligową kolejkę, w której dochodzi do niespodziewanych rozstrzygnięć – tajemnicą poliszynela było, iż o sensacyjnych zwycięstwach drużyn walczących o utrzymanie nie decydowało ich sportowe zaangażowanie czy choćby łut szczęścia, a pozaboiskowe układy, podparte odpowiednimi ustaleniami finansowymi. Piotr Kowalski, przywołując powszechną świadomość wypaczeń obecnych w polskim sporcie epoki Gierkowskiej, pisał: „Niepokoją spostrzeżenia wypaczeń samych reguł gry; wszakże widowisko sportowe ma być zastępczym przeżyciem, doświadczeniem sprawiedliwości, podporządkowania identycznym, wyrównywanym szansom, katharsis etc. Tymczasem ujawnia się fakty świadczące o tym, że sport jest intratnym interesem: „Przyjeżdżamy, kapujesz do N. Frajerzy są na krawędzi, jeden przegrany mecz i lecą na mordę. No to mówimy przed meczem: tyle i tyle, i macie mecz”. Po czym następuje szczegółowa relacja z przebiegu targów. Pisze się, że „zarobić można i poza boiskiem, na wyjazdach, dietach, handlu etc. Oprócz tego »zwyczajne« gratyfikacje, premie... Wszystko się zupełnie rozregulowało i zamiast wychowywać, sport raczej demoralizuje” [116].

Rozwiązanie problemu nieuczciwości skutecznie uniemożliwiały skostniałe struktury związkowe oraz strategia władz polegająca na tuszowaniu niewygodnych problemów. O tym, że w lidze często nie gra się czysto, wiedzieli już wszyscy w PRL, a później także w III RP, w której patologia zaczęła osiągać wymiary monstrualne, znane raczej z lig Jugosławii, Rumunii i Cypru, by wspomnieć ostatnią serię spotkań sezonu 1992/93. Na pierwsze konkretne działania w walce z korupcją trzeba jednak było czekać aż do maja 2005 roku.

W sezonie 1968/69 na pucharowe rozgrywki w Europie znaczący wpływ wywarły ówczesne wydarzenia polityczne, których reperkusje dotknęły także polskie zespoły. W sierpniu podczas specjalnego posiedzenia komitetu UEFA ds. nadzwyczajnych zmieniono wyniki lipcowego losowania par 1/16 finału Pucharu Europy oraz Pucharu Zdobywców Pucharów. Bezpośrednią przyczyną takich działań była interwencja wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Władze UEFA zamierzały uniknąć komplikacji politycznych w przypadku par kojarzących ze sobą drużyny zachodnie z zespołami z krajów socjalistycznych. Po ogłoszeniu wyników drugiego losowania, po którym ekipy z bloku wschodniego grać miały ze sobą, drużyny z ZSRR, NRD, Bułgarii, Węgier i Polski zbojkotowały rozgrywki i wycofały się z gry [117]. Polskimi zespołami rezygnującymi z udziału w rywalizacji były Ruch Chorzów i Górnik Zabrze.

Na przykładzie futbolu widać być może jednak najlepiej dualistyczny obraz sportu PRL – z jednej strony zniewolonego systemowymi paradoksami i wypaczeniami, a z drugiej – odnoszącego wspaniałe sukcesy. Osiągnięcia piłkarzy Polski Ludowej z dzisiejszą, zdominowaną niepowodzeniami sytuacją kontrastują bodajże najbardziej. Tym niemniej pierwsze dekady PRL nie obfitowały w sukcesy rodzimych futbolistów. Reprezentacja charakteryzowała się nierówną formą i obok bardzo dobrych rezultatów (słynne 2:1 z ZSRR w 1957 roku, 9:0 z Norwegią w 1963, remis 1:1 z Anglią tuż przez zwycięskim dla niej World Cup ’66) notowała, czasem niezrozumiałe, klęski (0:8 z Danią w 1948 roku, 1:6 z Włochami w 1965, kilka wysokich porażek z krajami socjalistycznymi, przegrywane eliminacje do kolejnych mistrzostw świata).

Dopiero w latach siedemdziesiątych rozpoczął się czas świetności biało-czerwonych, którzy cztery razy z rzędu uczestniczyli w finałach mistrzostw świata, w 1974 i 1982 roku zajmując trzecie miejsce, w 1978 osiągając miejsce piąte – szóste, a w 1986 dochodząc do 1/8 finału. W pokonanym polu reprezentacja Polski zostawiała najsilniejsze zespoły globu. Szczególnie imponująco prezentuje się osiągnięcie drużyny Kazimierza Górskiego, która po wyprzedzeniu w grupie eliminacyjnej Walii i Anglii, na niemieckich mistrzostwach pokonała Argentynę, Haiti, Włochy, Szwecję, Jugosławię i Brazylię, ulegając tylko późniejszym mistrzom z RFN. Na Mundialu w Argentynie Polacy pod wodzą Gmocha grali słabiej, ale przegrali tylko – zresztą, po świetnym z obu stron meczu – z gospodarzami turnieju, którzy później zdobyli tytuł, oraz z Brazylią, która zajęła trzecie miejsce. W 1982 roku w Hiszpanii od ekipy Antoniego Piechniczka w bezpośrednim pojedynku również lepsi byli jedynie kroczący po tytuł Włosi. Tylko Mundial w Meksyku uznać można było za porażkę – w całym turnieju Polska wygrała zaledwie jeden mecz i zdobyła jedną bramkę. Wystarczyło to do awansu z grupy, lecz w drugiej rundzie mocniejsza okazała się Brazylia. Wynik 0:4 był jednak trochę mylący, gdyż zespół Piechniczka paradoksalnie rozegrał swój najlepszy mecz na meksykańskich mistrzostwach.

Ponadto biało-czerwoni zdobyli złote medale igrzysk w Monachium w 1972 i srebrne w Montrealu cztery lata później – choć trzeba pamiętać, iż na poziom i rangę turniejów olimpijskich wpływało swoiste pojmowanie „amatorstwa” przez kraje bloku socjalistycznego. W starciu z faktycznymi amatorami z Europy Zachodniej i Ameryki Południowej drużyny ZSRR, Węgier, Czechosłowacji czy Polski stały na uprzywilejowanych pozycjach, stąd też piłkarskie turnieje olimpijskie lekceważąco nazywane były „mistrzostwami krajów socjalistycznych”. Sukcesy ekip Kazimierza Górskiego, Antoniego Piechniczka czy nawet Jacka Gmocha na mistrzostwach świata nie pozostawiają już jednak najmniejszych wątpliwości co do klasy polskiej reprezentacji lat siedemdziesiątych i początku kolejnej dekady.

Również kluby, wiele zawdzięczające zagranicznym trenerom z Węgier i Czechosłowacji, osiągały w tamtym okresie w międzynarodowych rozgrywkach wyniki, których powtórzenie jeszcze przez wiele lat będzie zapewne poza zasięgiem któregokolwiek współczesnego polskiego zespołu. W 1970 roku Górnik Zabrze jako jedyny jak dotąd polski klub awansował do finału europejskiego pucharu (Puchar Zdobywców Pucharów), w którym uległ ekipie Manchester City. Niezwykle wartościowe wyniki osiągały także Legia Warszawa w 1970 i Widzew Łódź w 1983 roku – zespoły te dotarły wówczas do półfinałów Pucharu Europy.

Na czas PRL przypadły kariery najwybitniejszych polskich piłkarzy, m.in. Gerarda Cieślika, Edwarda Szymkowiaka, Ernesta Pohla, Lucjana Brychczego, Włodzimierza Lubańskiego, Kazimierza Deyny, Jana Tomaszewskiego, Grzegorza Laty, Andrzeja Szarmacha, Zbigniewa Bońka i Józefa Młynarczyka. Niestety, tylko nielicznym dane było potwierdzić swoje umiejętności w czołowych klubach zachodniej Europy. Głośnym echem odbiły się przypadki piłkarzy, którzy nie mogli otrzymać zgody na zagraniczny transfer (o czym bardziej decydowały nie tyle obowiązujące przepisy, co potajemne układy) i postanawiali „samowolnie pozostać za granicą”, przede wszystkim na terenie RFN [118]. Niespełnione okazało się natomiast bardzo obiecujące pokolenie, które w świat wielkiej piłki wchodziło wraz ze zmierzchem Polski Ludowej i miało dzięki temu większe szanse na grę w czołowych klubach Europy. Talenty Jana Urbana, Dariusza Dziekanowskiego, Ryszarda Tarasiewicza, Jacka Ziobera czy Romana Koseckiego predestynowały ich do znacznie większych osiągnięć niż te, które ostatecznie przypadły im w udziale.

Wyścig Pokoju – peleton propagandy. Na sportowej mapie Polski Ludowej szczególne miejsce zajął Wyścig Pokoju, największy amatorski wyścig kolarski świata. Po raz pierwszy zorganizowany został w 1948 roku z inicjatywy polskiej i czechosłowackiej federacji kolarskiej oraz robotniczych redakcji „Głosu Ludu” (przemianowanego następnie na „Trybunę Ludu”) i „Rudeho Prava”. W 1950 do grona organizatorów dołączyła kolarska federacja Niemieckiej Republiki Demokratycznej i dziennik „Neues Deutschland”. Trasa wyścigu przebiegała przez trzy stolice – Warszawę, Berlin i Pragę, niekiedy obejmując też Bratysławę, w 1985 Moskwę, a w 1986 Kijów.

Wyścig Pokoju odegrał ogromną rolę w popularyzacji kolarstwa w Polsce, gromadząc tłumy kibiców na trasie, przy radioodbiornikach i przed telewizorami. Obok igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata zajął najważniejsze miejsce w kalendarzu zawodów, wszak dla polskich kolarzy niedostępne były trasy Tour de France i innych zachodnioeuropejskich klasyków. U schyłku PRL Bogdan Tuszyński, sprawozdawca najbardziej kojarzony z Wyścigiem, a zarazem jego wieloletni kronikarz, pisał: „Wyścig Pokoju, tak bardzo zrośnięty z historią polskiego kolarstwa, odzwierciedlał jak w soczewce jego wzloty i upadki, stan posiadania, kłopoty kadrowe, organizacyjne, sprzętowe i szkoleniowe. Śmiało można powiedzieć, że na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat polskie kolarstwo szosowe było takie, jakie osiągało wyniki podczas Wyścigu Pokoju. Impreza ta była także odbiciem szerszych i ogólniejszych zmian, które zachodziły w naszej kulturze fizycznej w latach minionych, w jej strukturze organizacyjnej, trendach rozwojowych, obyczajowości” [119].

Wyścig dawał ludziom sportowe emocje szczególnego rodzaju, co miało miejsce zwłaszcza w okresie powojennym. Jednoczył wówczas we wspólnej pasji społeczeństwo pamiętające okupacyjny koszmar, niosący też zakaz uprawiania sportu, a zarazem pozwalał na chwile zapomnienia w świecie innego totalitaryzmu. Jednocześnie też stanowił kolejny dowód, iż ludzie potrafili postrzegać sport z własnej, pozbawionej politycznej indoktrynacji perspektywy. „To co pamiętam z owych wydarzeń najbardziej – pisał Tuszyński – to entuzjazm kibiców. Trudno znaleźć jego przyczyny i łączyć je z jakimś jednym wydarzeniem. Było to, moim zdaniem, zjawisko dość złożone. Ludzie w ogóle kochali i lubili sport. I tak jak wszyscy inni kibice na całym świecie czekali na sukcesy swoich reprezentantów. Ich pragnienie po latach okupacyjnych upokorzeń było szczególne. Toteż czekali długo, cierpliwie i z ogromną wiarą, że kiedyś one muszą nadejść” [120].

Idolami kibiców byli polscy triumfatorzy Wyścigu: Stanisław Królak, Ryszard Szurkowski, Stanisław Szozda i Lech Piasecki. Ponadto podziwiano m.in. takich kolarzy, jak reprezentujący Czechosłowację Jan Veselý, Duńczyk Kaj Olsen, Anglik Arthur „Stan” Brittain czy zwyciężający w barwach NRD Gustav „Täve” Schur, Olaf Ludwig i Uwe Ampler [121].

Kolarze, którzy uczestniczyli regularnie w Wyścigu Pokoju, na ogół nie odnosili jednak sukcesów w startach zawodowych. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatrywać można w mniejszych wymaganiach, jakie stawiał zawodnikom wyścig Praga – Berlin – Warszawa, zbyt długiej separacji amatorów od zawodowców, nieodpowiednim zapleczu finansowo-organizacyjnym, a być może też w braku szczęścia. Pod względem sportowym od najbardziej prestiżowych kolarskich imprez – Tour de France, Giro d’Italia, Vuelta a España, Paryż-Nicea – Wyścig Pokoju dzielił bardzo duży dystans [122]. W przeciwieństwie zatem do międzynarodowej rywalizacji polskich piłkarzy, lekkoatletów czy siatkarzy, najpopularniejsze kolarskie wydarzenie PRL nie przynależało ściśle do wielkiego światowego sportu [123].

Zresztą w historii Wyścigu Pokoju bardzo często zdarzało się, iż od wymiaru sportowego ważniejsze były względy polityczne i ideologiczne. Blisko zawodów zawsze znajdowała się spora grupa dygnitarzy, także tych najwyższej rangi: uczestniczyli oni w bankietach organizowanych po zakończeniu każdej edycji, fundowali nagrody i uświetniali swą obecnością starty. Jakub Ferenc wskazał i opisał zależności, jakie istniały między Wyścigiem Pokoju a aktualnymi problemami międzynarodowej polityki. A ta od samego początku w ogromnej mierze decydowała o charakterze rywalizacji w peletonie jadącym po polskich, czechosłowackich, a później także niemieckich i radzieckich szosach.

Utworzenie wyścigu miało na celu przede wszystkim zabliźnienie ran i ocieplenie stosunków między Polską a Czechosłowacją – wszak ciągle bardzo dobrze pamiętano konflikt o Zaolzie [124]. Po umocnieniu polsko-czechosłowackiej przyjaźni przed organizatorami Wyścigu Pokoju pojawiły się kolejne, ważne i strategiczne zadania ściśle powiązane z aktualną sytuacją polityczną. By zachęcić polskich emigrantów z Francji do powrotu do ojczyzny, zaproszono do peletonu reprezentację Polonii francuskiej. Zupełnie inny cel przyświecał demonstracyjnemu pomijaniu reprezentantów Jugosławii po 1948 roku – udział zawodników z kraju, w którym rządziła buntująca się przeciw Stalinowi „faszystowska klika Tito i Rankovicia”, byłby sprzeczny z ideą pokoju i międzynarodowego braterstwa. Interesującym zagadnieniem mającym drugie, polityczne dno, było pojawianie się na liście startowej kolarzy z Indii, Egiptu, a później także Tunezji, Maroka, Algierii, Syrii i Mongolii. Udział zawodników z krajów Afryki i Azji – zwykle sympatycznych, ale niestety wyraźnie odstających umiejętnościami od reszty stawki – umotywowany był rywalizacją o wpływy na obszarach postkolonialnych i w tzw. państwach niezaangażowanych. Polityka zdecydowała też o kształcie Wyścigu Pokoju w latach 1968 i 1969, kiedy to na starcie zabrakło kolarzy z Czechosłowacji, protestującej w ten sposób przeciw agresji, a następnie okupacji swego terytorium przez wojska Układu Warszawskiego. W maju 1986 roku, z racji wybuchu w elektrowni w Czarnobylu, który nastąpił 26 kwietnia, niemal do ostatniej chwili ważyły się losy startu w Kijowie. Polityka zatriumfowała nad zdrowym rozsądkiem i troską o zdrowie kolarzy – Wyścig rozpoczął się zgodnie z ustaleniami. Rok później rząd NRD zrobił wszystko, by Wyścig Pokoju startował z Berlina, a nie – jak planowano – z Warszawy, ponieważ z zachodniej części niemieckiego miasta ruszał peleton Tour de France. W 750. rocznicę swego powstania podzielony Berlin gościł dwa wyścigi reprezentujące przeciwstawne modele sportu i ideologii [125].

Zmierzch imprezy nastąpił wraz ze schyłkiem socjalistycznego świata. Po 1989 roku prestiż Wyścigu Pokoju znacznie się obniżył, zmniejszyły się także łożone na niego nakłady finansowe. W latach 1993-1995 organizowano go już tylko na terenie Czech, później ponownie dołączając etapy w Polsce i Niemczech. W 2005 roku z przyczyn finansowych wyścig się nie odbył. Rok później przeprowadzono go wprawdzie po raz pierwszy również na terenie Austrii, lecz była to ostatnia edycja. Wyścig Pokoju, największa amatorska impreza kolarska świata i sztandarowe zawody bloku socjalistycznego, popadł w niebyt.

Sport w kulturze PRL

Kultura fizyczna. Rozwój kultury fizycznej uznać można za faktyczne osiągnięcie społecznej polityki PRL, kładącej nacisk na umasowienie oświaty i kultury, a także dostępność uprawiania sportu. Państwo stymulowało upowszechnianie ruchu w ramach wolnego czasu obywateli, czemu służyć miały wyspecjalizowane stowarzyszenia, z Towarzystwem Krzewienia Kultury Fizycznej na czele, ale także działalność związków zawodowych, zakładów pracy, organizacji młodzieżowych, spółdzielczości mieszkaniowej. Pomimo iż pomiędzy sportem wyczynowym a rekreacyjnym zauważalna była wyraźna dysproporcja w inwestowaniu państwowych funduszy czy też w obecności w mediach, to jednak w Polsce Ludowej dla rekreacji nastąpił postęp organizacyjny, kadrowy i materialny, a co najważniejsze – rozbudzone zostały zainteresowania Polaków aktywnymi formami spędzania wolnego czasu [126].

Popularyzacja sportu wśród młodzieży była sprawą wagi państwowej, czemu wyraz dawało niejednokrotnie ustawodawstwo. W uchwale „O aktywny udział młodego pokolenia w budowie socjalistycznej Polski”, podjętej podczas VII Plenum KC PZPR w 1972 roku, zwracano uwagę m.in. na to, że powszechny dostęp do kultury fizycznej istotnie wpływa na prawidłowy psychofizyczny i biologiczny rozwój młodzieży, rozwój sportu masowego jest podstawą późniejszych osiągnięć w sporcie wyczynowym. Upowszechnianiu kultury fizycznej, będącej idealnym sposobem na wykorzystanie czasu wolnego młodzieży, służyć miał rozwój masowych imprez, takich jak młodzieżowe igrzyska czy spartakiady [127].

W PRL postrzegano kulturę fizyczną przez pryzmat społecznej utylitarności, co dobrze oddają słowa Jana Masnego: „Kultura fizyczna, jako zjawisko masowe, odgrywa poważną rolę w życiu społecznym i w życiu jednostki, a mając na celu prawidłowy rozwój psychofizyczny młodzieży i skutecznie przeciwdziałając deformacjom zawodowym dorosłych, występowaniu chorób oraz przedwczesnej utracie zdolności do pracy, daje także szansę przedłużenia czasu pełnej aktywności i witalności społeczeństwa” [128].

W dwóch ostatnich dekadach PRL w argumentacji na rzecz uprawiana kultury fizycznej w czasie wolnym powoływano się też na – coraz bardziej świadomie traktowaną przez Polaków – „jakość życia”: „Rozwój pedagogiki wolnego czasu jest bardzo ważnym krokiem naprzód w rozwiązywaniu problemów wychowywania ludzi i wdrażania ich do kulturalnego wypoczynku. Skoro dzisiejsze społeczeństwo uznało problem spędzania wolnego czasu za bardzo ważny, bo ściśle wiążący się z jakością życia, to w konsekwencji należy uznać dużą społeczną doniosłość wychowania do rekreacji ruchowej. Miejmy nadzieję, że zintegrowane działania instytucjonalne znajdą swoje odbicie w przeobrażeniach dotychczasowego stanu świadomości społecznej i spowodują pozytywne zmiany w sferze obyczajowej kultury wypoczynku” [129].

Obszarem, na którym kulturę fizyczną trzeba było zaszczepić właściwie od zera, była wieś. Zmiana świadomości społecznej jej mieszkańców, postęp techniczny i cywilizacyjny oraz wynikające z niego zwiększenie ilości czasu wolnego sprawiły, iż na terenach wiejskich dokonał się rozwój rekreacji. Wzrosła liczba boisk i obiektów, budowanych często w czynie społecznym, powstały liczne Ludowe Zespoły Sportowe. W referacie wygłoszonym podczas Krajowego Sympozjum Naukowego Kultury Fizycznej i Turystyki na wsi autorzy zwracali uwagę, iż sport, nie niszcząc wiejskich tradycji, wzbogaca je i modyfikuje, kształtując nową świadomość obywateli, wprowadzając do obyczajów idee tolerancji i swobody, racjonalizując model życia, pracy i wypoczynku [130].

Odgórne inicjatywy promujące kulturę fizyczną często były jednak nieskuteczne i nie zawsze spotykały się ze spodziewanym odzewem obywateli. Nacisk władz na sport wyczynowy, a w ramach rekreacyjnego – na imprezy masowe (często, jak w przypadku spartakiad, obciążone bagażem propagandowym), sprawiał, że udział społeczeństwa w rekreacji był niski w porównaniu do łożonych na nią środków [131]. Także w mediach znacznie więcej czasu poświęcano na relacje z zawodów sportu wyczynowego, dużo bardziej atrakcyjnego dla widzów. Wyjątkiem od reguły były działania Tomasza Hopfera, jednego z najpopularniejszych dziennikarzy telewizyjnych lat siedemdziesiątych, wcześniej próbującego swych sił jako lekkoatleta. Ogólnokrajowym fenomenem stały się zainicjowane przez niego przedsięwzięcia promujące aktywne formy wypoczynku, takie jak telewizyjna akcja „Bieg po zdrowie” czy też „Maraton Pokoju”, przekształcony następnie w „Maraton Warszawski”. Zasiedziałe przy biurkach w zakładach pracy i przed telewizyjnymi odbiornikami w domach społeczeństwo PRL na pewien czas zaktywizowało się i na nowo odkryło, iż banalne hasło „sport to zdrowie” kryje w sobie niepodważalną wartość. Polityczna nagonka brutalnie jednak przerwała medialną karierę Hopfera. Zapał Polaków do przebierania się w dresy i biegania w parkach czy na lokalnych boiskach szybko opadł.

Sport w mediach PRL. Powojenna historia sportu w nierozerwalny sposób i w globalnym ujęciu związana jest z mediami: „[...] nie ma dziś sportu bez mediów – pisze Andrzej Gwóźdź – ale i nie ma mediów bez sportu. Bo jeśli coś w telewizji przechowuje jeszcze „wielkie narracje”, na pewno są to imprezy sportowe – wydarzenia medialne par excellence – kumulujące w sobie rozliczne doświadczenia kulturowo-antropologiczne” [132].

Sport obecny w środkach masowego przekazu w PRL, na wielu płaszczyznach reprezentujący zjawiska obecne w mediach w ogóle, siłą rzeczy osadzony był też w rozlicznych kontekstach politycznych, społecznych, socjologicznych, historycznych i kulturowych występujących tylko w określonej, socjalistycznej rzeczywistości.

Media w Polsce Ludowej realizować musiały wyznaczone im cele działania, które wynikały z ideologicznej koncepcji państwa realnego socjalizmu. Stąd też ich zadania były odmienne od tych stawianych środkom masowego przekazu w krajach kapitalistycznych. Media w państwie socjalistycznym spełniały cztery podstawowe funkcje: propagandowa (1) zastępuje funkcję informacyjną, ponieważ informacja przekazywana jest w sposób podporządkowany ideologii. Funkcja agitatorska (2) ma na celu emocjonalne przekonanie odbiorców do prezentowanego im przekazu i tym samym ukształtowanie ich opinii i poglądów. Założeniem funkcji organizatorskiej (3) jest spowodowanie, że odbiorca – odpowiednio wcześniej poinformowany i przekonany – zachowywać się będzie w sposób oczekiwany przez nadawcę. Podstawowym zadaniem funkcji rozrywkowej (4) jest natomiast uczynienie mediów lubianymi przez odbiorcę – przyjazny odbiór środków masowego przekazu ma im ułatwić skuteczność komunikowania treści [133].

W powojennej, odbudowującej się ze zniszczeń polskiej prasie wydawanych było dużo tytułów o tematyce sportowej. Niektóre z nich wznawiały swą działalność sprzed 1939 roku, część ukazuje się do dzisiaj, inne zakończyły działalność przed 1949 rokiem. Pisma te, jak podaje Bogdan Tuszyński, dzieliły się na kilka kategorii: teoretyczno-naukowe („Wychowanie Fizyczne”), informacyjno-publicystyczne („Start”, „Przegląd Sportowy”, „Kurier Sportowy”, „Sportowiec”, „Sport”, „Sportowiec Poznański”, „Echo Stadionu”, „Sportowiec Ilustrowany”, „Sport i Wczasy”), specjalistyczne („Sport Kolarski”, „Szachy”, „Taternik”) oraz inne wydawnictwa („Biuletyn sportowy P.A. Polpress”, „Informator sportowy województwa kieleckiego”, „Biuletyn sportowy KBW”). Ponadto w latach 1945-1948 wydano 13 dodatków sportowych do gazet codziennych [134].

Uchwała Biura Politycznego KC PZPR z września 1949 roku oprócz zadań szkoleniowych wyznaczyła prasie sportowej także zadania propagandowe i wychowawcze. Prasa przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych kształtowała zatem m.in. wizerunek sportowca-obywatela, amatora przywiązanego do swego zakładu pracy i środowiska, a nie zawodowca myślącego o karierze i transferach do lepszych klubów: „Prawdziwy sportowiec, należący do „Włókniarza”, „Stali”, „Górnika”, „Gwardii”, „Legii” czy LZS będzie sobie zdawał sprawę z tego, że znalazł się tam nie z przypadku, że należy do tych stowarzyszeń, klubów czy zespołów dzięki swemu zawodowi, pracy czy środowisku, z którego się wywodzi. A przecież wszystkie te elementy każdy winien cenić i kochać. Z dumą więc będzie bronił swych barw” [135].

Na łamach „Sportowca” przeczytać można było odezwy dyrektora GUKF Lucjana Motyki, doniesienia o sukcesach sportowców ZSRR – prezentujących poziom nieosiągalny dla polskich zawodników, ale stanowiących dla nich wzór do naśladowania, reformach w Rumunii i Albanii, aktualnym stanie kultury fizycznej w Bułgarii i oczywiście o Józefie Stalinie, który czuwał nad wszystkim także w świecie sportu. Na okładce jednego z numerów gazety widniało zdjęcie z defilady, podczas której sportsmenki i sportowcy niosą wielki portret radzieckiego przywódcy, podpisane hasłem: „Niech żyje Józef Stalin, wódz światowego obozu pokoju i socjalizmu” [136].

Istniejący przy GKKF Referat Prasowy nie był jednak zadowolony z przedstawiania socjalistycznego sportu: największym i najbardziej poczytnym pismom zarzucano nadmierną koncentrację na sporcie wyczynowym i wynikające z tego zaniedbywanie ruchu sportu masowego, a ponadto brak popularyzowania osiągnięć oddolnych inicjatyw sportowych w ZSRR i innych państwach bloku [137].

Interesującym i precedensowym w skali kraju zjawiskiem była polemika prasowa, jaka rozgorzała na łamach „Przeglądu Sportowego” po nieudanych dla polskich sportowców Igrzyskach Olimpijskich w Oslo i Helsinkach w 1952 roku. Po niepowodzeniach w startach zimowych krytyczny tekst napisał Jerzy Putrament, natomiast po rozczarowaniach w stolicy Finlandii artykuł Czy zawiedli? Edwarda Strzeleckiego zainaugurował polemikę o przygotowaniu polskich sportowców do olimpijskich startów. Brali w niej udział dziennikarze, trenerzy, działacze i czytelnicy. Bogdan Tuszyński zauważa jednak, iż w prasie okresu stalinowskiego nic nie mogło być przypadkowe. „Zamach stanu” w „Przeglądzie...” był wyreżyserowany i zainspirowany sukcesem odniesionym na helsińskich igrzyskach przez debiutujące w olimpijskiej rodzinie ZSRR. W Polsce zrozumiano bowiem, że reżim Stalina oprócz ideologicznego promowania sportu masowego w istocie z ogromną troską dba przede wszystkim o sport wyczynowy. Tymczasem PRL, uwikłana w zbiurokratyzowany system masowej kultury fizycznej, o wyczynie zapomniała. Należało więc wziąć przykład z Kraju Rad, a polemika tocząca się na łamach „Przeglądu Sportowego” miała legitymizować zmianę strategii. Nowy kierownik GGKF Włodzimierz Reczek liczył się ze zdaniem dziennikarzy i już w 1953 roku, po śmierci Stalina, skala ingerencji władz w treści przekazywane w prasie sportowej zmniejszyła się. W przeciwieństwie zatem do większości innych dziedzin życia społecznego PRL, cezurą wyznaczającą zmiany w tym przypadku nie był Październik 1956 [138].

Polityczne naciski i obecność cenzury w okresie stalinowskim nie przeszkodziły prasie sportowej PRL w ustabilizowaniu nakładów i kolportażu oraz umocnieniu pozycji najważniejszych tytułów na rynku. Od 1953 roku rozpoczęto akademickie szkolenie dziennikarskich kadr, co w późniejszych latach przełożyło się na jakość rodzimego piśmiennictwa sportowego. Rozwój prasy zahamowany został w latach sześćdziesiątych, kiedy to wskutek kryzysu papierniczego i trudności związanych z poligrafią zmniejszyły się objętości i nakłady większości pism. Sport tego okresu osiągał wiele znaczących sukcesów, jednakże prasa PRL nie potrafiła za nimi nadążyć. W kolejnej dekadzie uporano się z regresem – na rynku prasowym nastąpiło ożywienie, znacznie zwiększono objętości i częstotliwość wydawania tytułów, których nakłady osiągnęły nieznane wcześniej rozmiary. Rozwój przerwany został wraz z końcem dekady – lata osiemdziesiąte, znaczone kryzysami ekonomicznymi, społecznymi i politycznymi, „kadłubowością” bojkotowanych igrzysk, a także stagnacją w polskim sporcie wyczynowym przyniosły spadek poczytności prasy, a także jej poziomu merytorycznego [139].

W początkowym okresie PRL źródłem najbardziej bezpośrednio oddającym i przekazującym emocje prosto z boisk, bieżni i tras wyścigowych było radio. Po wojennej zawierusze Redakcja Sportowa Polskiego Radia wznowiła działalność 15 sierpnia 1945 roku. W inauguracyjnym wystąpieniu kierownik Aleksander Reksza przywołał ostatnie sportowe wydarzenie II Rzeczpospolitej – pamiętny, zwycięski mecz piłkarskiej reprezentacji nad ówczesnymi wicemistrzami świata Węgrami: „Upłynęło sześć lat i oto mikrofony sprawozdawcze Polskiego Radia stanęły na tym samym miejscu. Niestety, ze względu na braki techniczne, nie możemy przeprowadzić transmisji bezpośredniej. Tak więc pierwsze po wojnie radiowe sprawozdanie sportowe nagrane zostanie na płyty i dopiero z płyt odtworzone na antenę... Znajdujemy się dziś na pierwszej, większej imprezie piłkarskiej urządzonej w zrujnowanej stolicy, na meczu okręgowym Śląsk – Warszawa. Tym meczem Polskie Radio rozpoczyna nową, powojenną serię transmisji i nagrań sportowych” [140].

Aż do lat sześćdziesiątych radio było głównym medium, dzięki któremu Polacy przeżywali najważniejsze sportowe imprezy i wydarzenia. Oprócz transmisji i relacji z poszczególnych zawodów stałe miejsce na antenie Polskiego Radia miały audycje cykliczne, takie jak „Kronika Sportowa”, ukazujące się od 1954 roku informacyjne podsumowanie sportowych wydarzeń dnia czy „Studio S-13”, przeprowadzające równolegle bezpośrednie relacje z meczów piłkarskiej ekstraklasy.

Sportowe media epoki PRL pomagały kreować herosów nie tylko na boiskach, bieżniach i parkietach, ale również za mikrofonem i przed kamerą. Barwne komentarze radiowe i telewizyjne oraz dobre pióro wykreowały wiele znakomitości polskiego dziennikarstwa sportowego, niejednokrotnie dorównujących popularnością najlepszym zawodnikom. Do popularnych radiowców kojarzonych głównie ze sportem należeli: Witold Dobrowolski, Bogdan Tuszyński, Lesław Skinder oraz, bodajże najsłynniejszy spośród nich, Bohdan Tomaszewski. W dużej mierze właśnie dzięki temu ostatniemu dziennikarstwo sportowe w PRL otoczone było swoistą nutą romantyzmu, tak rzadkiego – i może z tej racji poszukiwanego – w siermiężnej rzeczywistości socjalistycznego kraju. Legendarny sprawozdawca i komentator potrafił bowiem nie tylko zajmująco mówić o sportowych pojedynkach, ale też o samej pracy dziennikarza jako nieodłącznego uczestnika największych sportowych wydarzeń: „To była męka (bardzo przyjemna), te dawne transmisje z najrozmaitszych stadionów. Przy ustach – mikrofon, i to wszystko. Reporter wciśnięty między ściany drewnianej kabiny, a w dole boisko. Gdzie tam! Nie było jeszcze monitorów – arcypomocników, które przybliżały walkę toczącą się w dużym oddaleniu, ani częstych powtórek ważnych akcji podawanych w zwolnionym ujęciu. Pozwalają przecież rozwikłać tajemnice, kto na pewno był pierwszy, kto na pewno strzelił bramkę. Kiedyś jedynym orężem reportera sportowego był mikrofon i gardło. Co kwadrans albo i rzadziej przybiegał do stanowiska chłopiec z kartką odbitą na powielaczu. To były wyniki, oczywiście, spóźnione. Wcześniej dochodził uszu tylko bełkotliwy głos stadionowego spikera podającego nieoficjalne informacje. Pomagały tablice pozostawione na boisku. Czyjeś ręce wsuwały na nie cyfry rezultatów, które gadający do mikrofonu człowiek jednocześnie spisywał na kartce, którą czasami wiatr porwał i niósł ponad głowy siedzących poniżej widzów” [141].

Począwszy od lat sześćdziesiątych pojawiła się swoista rywalizacja między radiem i telewizją o pierwszeństwo wśród krajowych mediów. Dynamiczny rozwój telewizji, faworyzowanej przez władze, co z największą mocą nasiliło się w epoce „propagandy sukcesu”, usunął polskie radio na boczny tor. Tym niemniej po kadrowych i organizacyjnych przekształceniach w ostatniej dekadzie PRL sport odzyskał swą pozycję na radiowych antenach [142].

Odrębnym zjawiskiem w świecie mediów w Polsce Ludowej była Polska Kronika Filmowa, powstała w 1944 roku w Lublinie. Pierwotnie zakładano, iż będzie tygodnikiem filmowym informującym o aktualnym życiu politycznym, gospodarczym i kulturalnym kraju, a jednocześnie miejscem kształtowania nowych kadr filmowców [143]. Klimat politycznych zmian w Polsce końca lat czterdziestych sprawił jednak, iż w rzeczywistości funkcja kroniki nabrała głównie znaczenia politycznego i propagandowego. „Siła – pisał Marek Cieśliński – tkwiąca w możliwościach, jakie daje sterowanie świadomością społeczeństw za pomocą obrazu, sprawiła, że kronika filmowa stała się na długie lata jednym z ważniejszych instrumentów sprawowania władzy komunistycznej” [144].

Materiały kroniki trafiały do szerokiego grona odbiorców. Kolejne odcinki PKF wyświetlano zwyczajowo przed każdym seansem filmowym w kinach całej Polski. Wielokrotnie zdarzało się, iż widz oglądał dany odcinek kilka razy. Potencjał tkwiący w powszechności i – osiągniętej pomimo nasycenia propagandowością – popularności cyklu nie mógł pozostać bez wpływu na jego cele. Kronika kreowała znaczenia za pomocą obrazu, a służył temu jej specyficzny język. W pierwszym rzędzie, w sferze werbalnej, budował go ponadkadrowy komentarz czytany przez lektora oraz umieszczane w filmach fragmenty oficjalnych przemówień. Partyjne hasła i slogany wplatane były do komentarza, a często służyły również jako tytuły lub śródtytuły kolejnych odcinków. Język PKF budowany był też za pomocą wizualizacji: filmy zawierały niekiedy plansze z napisami, a kamerę kierowano na wszechobecne propagandowe transparenty [145]. Najbardziej charakterystyczną cechą języka Kroniki było konstruowanie wypowiedzi w pierwszej osobie liczby mnogiej. Używanie form „my” i „nasz” pozwalało na odgórną identyfikację odbiorcy z komunikatem i wypowiadanie sądów w jego imieniu. Indywidualna interpretacja odpowiadała dzięki temu prawomyślnym założeniom [146].

Marek Cieśliński wyróżnił siedem spójnych stylistycznie i autonomicznych okresów w historii Kroniki, ściśle związanej z krajowymi wydarzeniami i zmieniającej się wraz ze zmianami dokonującymi się w Polsce. Ewolucja PKF dokonywała się w sferze organizacyjnej, ale – co widz dostrzegał przede wszystkim – także formalnej. Okresom wzmożonej indoktrynacji towarzyszył język agresywnej propagandy, z kolei w czasach względnej odwilży i uspokojenia nastrojów – język niepozbawiony partyjnej nowomowy, ale znacznie łagodniejszy w tonie. Pierwszy okres, przypadający na lata 1944-1948, to czas formowania się zasad tygodnika informacyjnego. Kolejny etap objął najtrudniejsze dla powojennej Polski lata stalinowskiej indoktrynacji (1949-1954). Czas odwilży i październikowy przełom wyznaczają trzecią fazę istnienia PKF, czyli lata 1955-1957. Okres małej stabilizacji od 1958 do 1970 roku w historii Kroniki charakteryzował się poszukiwaniami artystycznymi i próbami kampanijnego zaspokajania oczekiwań władz. Piąty etap, pomiędzy 1971 a 1980 rokiem, przypadł w głównej mierze na rządy Edwarda Gierka i „propagandę sukcesu”. Dezorientację w strukturze cyklu przyniosły przełomowe przemiany ustrojowe lat 1981-1989, a po ich dokonaniu, w nowej rzeczywistości ekonomicznej i politycznej nastąpił schyłek Polskiej Kroniki Filmowej (1990-1994) [147].

Znaczenie powyższego podziału dla sposobów pokazywania sportu widoczne było zwłaszcza w epoce stalinowskiej. W kontekst sportowej rywalizacji, jaka miała miejsce na przykład w trakcie Wyścigu Pokoju, wpisywano bezpośrednie przesłanie ideologiczne. Akcentowano przyjaźń między sportowcami połączonymi ideą amatorskiego współzawodnictwa, a w tle zmagań kadrowano osiągnięcia socjalistycznej gospodarki – fabryki, tamy, huty. Ponadkadrowy komentarz nie był natomiast wolny od antyzachodniego nasycenia propagandowego, wzmacnianego ujęciami przedstawiającymi widoczne chociażby na trasie Wyścigu transparenty i hasła, wymierzone w amerykański imperializm i demaskujące odradzanie się faszyzmu w Stanach Zjednoczonych.

Tematyka poruszana w kolejnych odcinkach cyklu była bardzo różnorodna. Oprócz relacji z wizyt zagranicznych dostojników w Polsce, reportaży z zakładów przemysłowych i PGR, zjazdów rozmaitych organizacji, obrazków z egzotycznych miejsc czy wydarzeń kulturalnych, jak na przykład ze słynnego koncertu The Rolling Stones w warszawskiej Sali Kongresowej w 1967 roku, stałym punktem Kroniki były doniesienia ze sportowych aren. Pośród cyklicznych dodatków do PKF od 1946 do 1956 roku wydawano „Przegląd Sportowy”, w którym zamieszczano zarówno tematy realizowane przez krajowych pracowników, jaki i materiały zagraniczne. Dodatek cieszył się zawsze dobrą opinią wśród widzów, gdyż wychodził naprzeciw ich rzeczywistym oczekiwaniom [148] – osiągnięcia polskich zawodników i drużyn w rozmaitych rozgrywkach budziły niezmiennie zainteresowanie. Sportowym zmaganiom poświęcane były liczne specjalne wydania Kroniki. Dotyczyły one takich wydarzeń, jak m.in. bokserskie mistrzostwa Polski w Łodzi, kolejne edycje Wyścigu Pokoju, mistrzostwa Europy w boksie, Zimowe Mistrzostwa Polski Zrzeszeń Sportowych czy lekkoatletyczny mecz Polska – NRF.

Na liczbę tematów sportowych w Kronice wpływ miały zmiany dokonujące się w konstrukcji jej wydań – im więcej było odcinków, tym częściej pokazywano w nich sport. Tym niemniej stosunek filmów sportowych do ogólnej liczby tematów prezentowanych w cyklu wahał się: przykładowo gdy w 1951 roku trzykrotnie wzrosła objętość kroniki, procentowa zawartość sportu zmalała dwukrotnie w porównaniu z rokiem 1945 i wynosiła zaledwie 4%. Zmieniały się także proporcje między materiałami krajowymi a zagranicznymi – w 1945 roku wyrażały się stosunkiem 80% do 20%, natomiast osiem lat później doniesienia spoza Polski zajmowały jedynie 2% czasu poświęconego w PKF na sport. Liczba ta zaczęła jednak wzrastać w późniejszych latach i od 1973 roku filmy z zagranicy stanowiły ponad połowę sportowych propozycji Kroniki [149].

Rola najważniejszego popularyzatora sportu, a zarazem medium, które najpełniej oddało jego istotę, przypadła telewizji. Interakcję między tymi dwoma podmiotami podsumował Tomasz Goban-Klas: „Dopiero telewizja może pokazać sport wielomilionowej widowni w jego niemal naturalnej formie, dopiero sport pozwala telewizji wykorzystać pełnię jej technicznych możliwości. Stąd też związek telewizji i sportu szybko utracił charakter przypadkowy i stał się związkiem organicznym, w którym obaj partnerzy oddziałują na siebie nawzajem” [150].

Historia telewizji w Polsce zaczęła się w październiku 1952 roku. W początkowym okresie swego istnienia nie odgrywała istotnej roli, głównie z racji niewielkiego zasięgu i wynikającej z tego małej liczby odbiorców. Zwraca uwagę fakt, iż władze postrzegały wówczas telewizję głównie jako medium promujące kulturę, a nie przekaźnik propagandowy, stąd też w swym pionierskim okresie miała ona więcej swobody niż radio i prasa. Upolitycznianie Telewizji Polskiej rozpoczęło się wraz ze wzrostem jej popularności pod koniec lat sześćdziesiątych. Kolejna dekada przyniosła intensywny rozwój – zwiększono zasięg i liczbę programów, poprawiono ich jakość oraz udoskonalono technikę. Główną funkcją TVP, rządzonej wówczas przez Macieja Szczepańskiego, stało się przy tym reprezentowanie partyjnych interesów, a przy tym odzwierciedlanie mniej lub bardziej rzeczywistych sukcesów Polski ery Edwarda Gierka. Gdy zatem pod koniec lat siedemdziesiątych nastąpił kryzys gospodarczy i polityczny, wśród winnych znalazła się też telewizja. Burzliwy okres między sierpniem 1980 roku a grudniem 1981 to czas krytyki ze strony władz – niezadowolonych niską skutecznością w przekonywaniu odbiorców do działalności partii, ale także widzów – świadomych manipulacji i upolitycznienia. Stan wojenny przyniósł zmilitaryzowanie TVP, czego odzwierciedleniem były wojskowe mundury spikerów i dziennikarzy oraz poważna, patetyczna i propagandowa tematyka. U schyłku PRL powszechne były płynące ze wszystkich stron głosy o konieczności przeprowadzenia zmian w telewizji, ciągle będącej najpopularniejszym źródłem rozrywki, lecz niebudzącej społecznego zaufania [151].

W krajach Europy Zachodniej związki sportu z nowym medium miały miejsce już w jego pionierskim, eksperymentatorskim okresie. Na początku lat trzydziestych prezentowano organizowane w studio walki bokserskie, w drugiej połowie dekady rozwój techniczny umożliwił nadawanie obrazu bezpośrednio ze stadionów. W Polsce sport zagościł w telewizji po wojnie – pierwszą relacją był pokaz walk szablistów i florecistów warszawskiego CWKS, wyemitowany 5 grudnia 1952 [152]. Na premierową sportową transmisję trzeba było czekać do stycznia 1957 roku i bokserskiego meczu Skry Warszawa z Gwardią Łódź. Niespełna dwa miesiące później miała miejsce pierwsza w historii polskiej telewizji transmisja piłkarska – widzowie obejrzeć mogli towarzyskie spotkanie warszawskich rywali, Polonii i Gwardii. W maju tego samego roku bezpośrednio relacjonowano mecz Polska – Węgry [153]. Techniczne ograniczenia sprawiały, że początkowo większość transmisji przeprowadzano z Warszawy, w bliskości studia telewizyjnego.

Zanim nastąpiło gwałtowne upowszechnienie telewizji wśród Polaków, masowe oglądanie wielkich imprez umożliwiały publiczne pokazy na ulicach miast: „W czasie popularnych imprez sportowych, takich jak Wyścig Pokoju czy olimpiada w Melbourne, uruchamiano »centra odbiorcze«, złożone z kilku złączonych telewizorów w niektórych punktach stolicy” [154].

Ekspansja telewizji w latach sześćdziesiątych wywarła na życie Polaków ogromny wpływ, który najsilniej zaznaczył się w sferze rozrywki i organizacji wolnego czasu. Mały ekran zaczął zastępować kino, teatr, radio, a nawet aktywność fizyczną – jak stwierdził Patryk Pleskot: „Program dnia zaczęto układać podług programu TV” [155]. Dzięki telewizji Polacy mogli oglądać najważniejsze światowe wydarzenia sportowe, takie jak igrzyska olimpijskie czy mistrzostwa świata w piłce nożnej. Przełomowe pod tym względem stały się rzymskie Igrzyska w 1960 roku, w Polsce bezpośrednio śledzone przez blisko 240 tysięcy abonentów. Sport po raz pierwszy ukazał wielkie znaczenie społeczne, a jednocześnie przyczynił się do zwiększenia liczby sprzedawanych telewizorów [156].

Kolejnym przełomowym dla obecności sportu w polskiej telewizji wydarzeniem były Igrzyska Olimpijskie w Meksyku w 1968 roku. Ze 130 godzin relacji znaczną część stanowiły transmisje bezpośrednie, a zmagania sportowców zdominowały rozmowy Polaków. Obserwujący i analizujący zdarzenie Stefan Szostkiewicz zwracał uwagę na „[...] powszechnie toczone dyskusje na temat aktualnych wydarzeń, tłumy zbierające się przy wystawionych na ulicę telewizorach, słaniających się z niewyspania obserwatorów nocnych transmisji itp.” [157]. Szacowano, iż nocne transmisje z meksykańskich aren oglądało pięć i pół miliona widzów, a osoby nieposiadające własnych odbiorników śledziły olimpijskie konkurencje z przyjaciółmi, u których zostawały na noc. Sportowe relacje z Meksyku zmieniały społeczeństwo: „To wydarzenie medialne – pisał Patryk Pleskot – kreowało zatem nowe sytuacje społeczne, łamało ustalone kody zachowań i pojęcia tego, co wypada, a co nie wypada (nocni goście telewizyjni). Część widzów potrafiła zrezygnować z nocnego wypoczynku, by tylko móc być na bieżąco. Mały ekran wygrywał z potrzebami biologicznymi i poczuciem obowiązku kibiców” [158].

Pomyślny, wysoko oceniony przez telewidzów przebieg relacji z meksykańskich igrzysk przyczynił się do dalszego wzrostu obecności sportu w polskiej telewizji. Towarzyszyły temu ewolucja w telewizyjnej narracji i przekształcenia dramaturgiczne strony realizacyjnej transmisji [159] – sport w TVP relacjonowany był w coraz bardziej nowoczesny, przyciągający uwagę widza sposób. Nie bez znaczenia był fakt, iż progres przypadł na epokę Gierka – sport w latach siedemdziesiątych świetnie sprawdzał się jako nośnik polskich sukcesów. Ponadto oprócz dyscyplin, które zawsze cieszyły się zainteresowaniem polskich kibiców, w rozwijającej się telewizyjnej ramówce znalazł się czas na sporty mniej popularne lub ekskluzywne – w symbolizującym rozmach gierkowskiej telewizji bloku programowym „Studio 2” relacjonowano na przykład tenis, wyścigi konne czy Formułę 1 [160].

Przykry wyjątek w dawaniu kibicom możliwości oglądania wielkiego sportu miał miejsce w 1970 roku, gdy Polska nie przeprowadzała relacji ze stojącego na wybornym poziomie turnieju finałowego rozgrywanego na meksykańskich stadionach. W Europie marszu Pelego, Gérsona, Jairzinho i ich kolegów po Złotą Nike nie oglądano jeszcze tylko w Albanii. Cztery lata później jednak cały kraj żył rozgrywanym w Niemczech turniejem, a w czasie transmisji meczów z udziałem drużyny Kazimierza Górskiego pustoszały ulice wszystkich miast. Telewizyjne przeżywanie piłkarskich mistrzostw świata stało się rytuałem, którego atmosferę przy okazji Mundialu w Argentynie opisywał na łamach sensacyjnego, broszurowego „Expressu Reporterów” Tomasz Hopfer: „Dzień gorący, dzień szalony. Jestem osaczony pytaniami na temat szans Polaków w meczu z RFN. Zainteresowanie osiągnęło apogeum. [...] Ulice, kawiarnie, biura, fabryki żyją meczem. W wielu zakładach przygotowano sieć informacji o wynikach spotkań systemem wewnętrznej radiofonii. Telewizory poustawiano w witrynach sklepowych, na ulicach, placach, w szkołach i restauracjach. Uzyskuję dodatkową informację z Ośrodka Badań Opinii Publicznej, że dotychczasowy rekord »oglądalności« wynosi 16 milionów z 1974 roku i uzyskany został podczas transmisji meczu Polska – RFN na X Mistrzostwach Świata. Dzisiaj badania przewidują, że przed telewizorami zasiądzie 23-24 miliony ludzi. Absolutny rekord! Zgromadzenie większej liczby Polaków przed telewizorami nie jest chyba możliwe, przynajmniej przed przyjściem na świat 35-milionowego” [161].

Jednym z najważniejszych wydarzeń medialnych czasów PRL, ale także i w całej historii polskiej telewizji, był rozegrany w październiku 1973 roku na Wembley mecz Anglia – Polska, decydujący o awansie do mistrzostw świata. „Zwycięski remis” 1:1 zgromadził przed telewizorami ogromną, często skupioną w większe grupy widownię, a później fetowany był na ulicach miast. Waga osiągnięcia drużyny prowadzonej przez Kazimierza Górskiego, ale także możliwość jej powszechnego – choć zapośredniczonego – odbioru sprawiły, że mecz na Wembley stał się przykładem współczesnego mitu popularnego, organizującego i zawłaszczającego w społeczeństwach sferę wyobrażeń zbiorowych. Mecz, dzięki któremu Polacy wyeliminowali Anglików i awansowali na niemieckie mistrzostwa, pełni funkcję mitu założycielskiego [162] – rozpoczął wszak najlepszy okres w historii polskiej piłki nożnej. Takiego postrzegania nie zmienia nawet fakt, iż przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przyniósł znaczące sukcesy polskich klubów w europejskich pucharach, a zapowiedzią przyszłych osiągnięć ekipy Górskiego był już w pewnym stopniu złoty medal wywalczony na Olimpiadzie w Monachium w 1972 roku.

Wembley ’73, jako wielkie wydarzenie sportowe i medialne, przeniknęło do wielu płaszczyzn polskiej kultury popularnej. Wyemitowano okolicznościowe znaczki i kartki pocztowe, wydano album Gra o medal oraz komiks Od Walii do Brazylii dokumentujące drogę zespołu Górskiego do tytułu trzeciej drużyny globu, a koszulka należąca rzekomo do Jana Domarskiego jest po wielu latach przedmiotem kultu ze strony jednego z bohaterów filmu Wesele (2004) Wojciecha Smarzowskiego. Ponadto kilka wyrażeń bezpośrednio związanych z meczem z października 1973 roku przeszło do codziennego słownika kibiców, w pamięci zapisały się także liczne anegdoty. I tak Jan Tomaszewski stał się „Człowiekiem, który zatrzymał Anglię”, mimo że dla Briana Clougha – legendarnego menedżera Derby County, a później Nottingham Forest – przed meczem był tylko „clownem”. Z kolei celny strzał Domarskiego funkcjonuje do dziś jako lapidarne „przyszła, naszła, zeszła, weszła”.

Nie ulega przy tym wątpliwości, iż to właśnie transmisja telewizyjna w ogromnej mierze przyczyniła się do nadania Wembley ’73 ponadczasowego, mitycznego wymiaru. Swój znaczący udział w zbudowaniu legendy meczu z Anglią miał bowiem Jan Ciszewski, najsłynniejszy komentator w historii polskiej telewizji, znany z lapsusów językowych, ale też z umiejętności wytworzenia unikalnej atmosfery podczas wielkich meczów. Po śmierci Ciszewskiego Krzysztof Mętrak scharakteryzował go w jednym ze swych felietonów: „Miał swój emocjonalny styl, który go wyróżniał z rzeszy innych komentatorów i sprawozdawców. Był to Jego własny styl, co trzeba doceniać w czasach, kiedy króluje bezosobowy sposób ekspresji i tak trudno o indywidualność. W gruncie rzeczy – dopiero teraz zdajemy sobie sprawę z Jego słabości (słaba polszczyzna, zakłócenia orientacji, kłopoty z czytaniem meczu). Potrzebne Mu były wielkie mecze, wielkie imprezy – wtedy demonstrował siebie najlepiej. Gdy komentował pojedynki nieliczące się, drugorzędne, kiedy nie angażował się, bywał irytujący i drażniący. Gdy na boisku działo się coś kapitalnego – ożywał, apelował do naszych skołatanych nerwów, wprowadzał nastrój niepowtarzalnego przeżycia. I tak jak poetów ocenia się po ich szczytowych osiągnięciach, tak i my zapamiętamy Jana Ciszewskiego w Jego najlepszych rolach: sprawozdawcy z meczów zabrzańskiego Górnika, z Wembley, z olimpiady, z mistrzostw świata” [163].

Ciszewski stał się swoistym punktem odniesienia do innych komentatorów, zmuszonych szukać własnego stylu. Niestety, w trakcie wypracowywania swej telewizyjnej osobowości wielu z nich zapominało o podstawowych wiadomościach bądź też gubiło się w trakcie obserwowania zawodów – do dziś pamięta się, jak polskim komentatorom zdarzyło się mylić poszczególnych zawodników, a nawet całe drużyny Bayernu Monachium i Dynama Kijów czy też przeoczyć czerwoną kartkę dla Thomasa Bertholda na meksykańskim Mundialu.

Artystyczne reprezentacje sportu w kulturze PRL

W PRL temat sportu obecny był w rozmaitych obiegach kultury i sztuki – zarówno tej trafiającej do masowego odbiorcy, jak i posiadającej wymiar bardziej elitarny. Centralnie programowano związki sportu i sztuki w okresie stalinizmu – utrzymane w socrealistycznej konwencji obrazy olejne, drzeworyty i rzeźby podkreślać miały, iż kultura fizyczna jest ważnym i nieodłącznym składnikiem całej kultury socjalistycznej. W późniejszych latach temat sportowy powracał w artystycznych komunikatach na zasadach bardziej spontanicznych, tym niemniej nie oznaczało to, iż był całkowicie wyzbyty z ideologicznych i politycznych akcentów.

Ważnym obszarem, w którym podejmowano tematy sportowe, były sztuki plastyczne – malarstwo, rzeźba, medalierstwo, grafika, plakat, tkanina i fotografia artystyczna. Jedną z głównych płaszczyzn funkcjonowania sportu w sztuce były olimpijskie i krajowe konkursy sztuki. Lata PRL to już zmierzch Olimpijskiego Konkursu Sztuki, budzącego właściwie od samego początku sporo kontrowersji. Jedyne powojenne igrzyska, na których go przeprowadzono, odbyły się w Londynie w 1948 roku i przyniosły Polsce dwa wyróżnienia. Polski Komitet Olimpijski pozostał przy organizowaniu krajowych konkursów sztuki, w których prace artystów-plastyków miały zazwyczaj silną i wartościową artystycznie reprezentację [164].

Dziedzinami sztuki dobrze ilustrującymi zakres zagadnień sportowych poruszanych w polskiej sztuce lat 1944-1989 są literatura i muzyka, łączące w sobie elementy typowe dla obiegów elitarnych ze zjawiskami charakterystycznymi dla kultury popularnej.

Sport w literaturze PRL. Skala obecności sportu w polskiej literaturze niewątpliwie może zaskakiwać. Wbrew pozorom i powszechnej, obiegowej opinii, iż spośród autorów o najwyższej renomie tematami sportowymi zajmował się tylko Kazimierz Wierzyński, odnaleźć można dziesiątki utworów dotyczących sportu napisanych przez najważniejszych ludzi polskiej literatury. Nawet po pobieżnej lekturze kilku wydanych antologii zwraca uwagę fakt, iż o sporcie lub jego „okolicach” pisali m.in. Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Lucjan Rydel, Jan Parandowski, Tadeusz Miciński, Władysław Broniewski, Józef Hen, Jarosław Iwaszkiewicz, Daniel Passent, Tadeusz Peiper, Stanisław Dygat, Aleksander Rymkiewicz, Ernest Bryll, Miron Białoszewski, Tadeusz Boy Żeleński, Antoni Słonimski czy Tadeusz Wittlin.

Znaczną część polskich dzieł literackich na temat sportu stanowią poezje. Ireneusz Bittner i Adam Bryk, po analizie napisanych na przestrzeni kilku dekad wierszy opisujących wysiłek i technikę sportowców, konkludowali: „[...] poeci – stosując w swych utworach opisy różnych dyscyplin sportowych – dostrzegali charakterystyczne dla nich elementy techniczne, niektóre uznając za na tyle piękne lub ważne, by opis uczynić poetyckim. Zarówno analiza przytaczanych utworów, jak i znajomość pewnych faktów biograficznych pisarzy, pozwalają wnioskować, że wybór i sposób opisu elementów techniki zawartych w wierszach o tematyce sportowej, zależały nie tylko od wyostrzonego zmysłu obserwacyjnego, ale także od wiedzy i osobistych doświadczeń, jakie dane było wybranym autorom nabyć na niwie sportowej” [165].

Warto wszakże zastanowić się, jakie konteksty – oprócz uniwersalnego, ponadczasowego kontemplowania ludzkiego ciała i wysiłku podejmowanego w trakcie stadionowych zmagań – umieszczane były w dotyczącej sportu lub podejmującej sportowe wątki literaturze czasów PRL oraz w jakie funkcje literatura ta była dodatkowo wyposażana.

Często odwoływano się do drugiej wojny światowej, co trudno uznać za zaskoczenie, zważywszy na ogromne straty, jakie polski sport poniósł w latach 1939-1945. Antymilitarystyczna metaforyka sportu podjęta została w szeregu utworów, u których podstaw tkwiły pytania o wymiar postępu cywilizacji – czy nie dotyczy on jedynie techniki, a nie wzorców humanistycznych? Nowożytne wskrzeszenie olimpiad zestawione z totalnym charakterem walk na frontach pierwszej i drugiej wojny światowej zaktualizowało antyczny kontrast sportu i wojny. Po 1944 roku stał się on podstawową dominantą kompozycyjną szeregu dzieł podejmujących wątki sportowe, takich jak tomiki poezji Ody olimpijskie Iwaszkiewicza, Rzut oszczepem Romana Sadowskiego i Strofy olimpijskie Józefa Prutkowskiego czy też opowiadania Bokser i śmierć Józefa Hena i Faul Stanisława Dygata [166]. W utworach prozatorskich wytworzony został powtarzany wielokrotnie model narracyjny: historie osadzano w obozach jenieckich lub koncentracyjnych, a ich osią dramaturgiczną czyniono zwykle sportowy pojedynek pomiędzy więźniem a jednym z oprawców, niejednokrotnie stanowiący tragiczne, a zarazem ironiczne dopełnienie ich zmagań sprzed wojny.

Największym symbolem wojennej tragedii polskiego sportu, ale też bohaterstwa, patriotyzmu i zdobytej dzięki sportowi siły charakteru stał się Janusz Kusociński. O rozstrzelanym przez Niemców złotym medaliście Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles pisano wiersze (Kusociński Sadowskiego, Janusz Kusociński, polski mistrz olimpijski Prutkowskiego, Memoriał Janusza Kusocińskiego Stefana Flukowskiego, Los Angeles 1932 Jerzego Kiersta, Pamiętaj – Palmiry Tadeusza Kubiaka), a także opowiadania i książki biograficzne (Wielki bieg oraz Janusz Kusociński Lesława M. Bartelskiego). W opowiadaniu Bartelskiego słynny długodystansowiec tuż przed śmiercią wspomina pamiętny bieg z amerykańskich igrzysk. Na zasadzie paraleli kreślone są dwa wielkie zwycięstwa Kusocińskiego – nad Finem Volmarim Iso-Hollo i innymi rywalami w sportowej rywalizacji w Los Angeles w 1932 roku, oraz moralne – nad hitlerowskimi oprawcami w miejscu kaźni: „Wyprostował się ostatkiem sił. On, mistrz olimpijski, nie padnie na kolana, nie ugnie się, do końca pozostanie sobą. A kiedy już stanął przed plutonem egzekucyjnym, spojrzał w słońce. Uniósł głowę do góry i zagryzł wargi. Nim padły strzały, szepnął do siebie: »Jeszcze Polska«...” [167].

W literaturze faktu najbardziej pamiętnego zestawienia sportu i obozowej rzeczywistości dokonał Tadeusz Borowski. W opowiadaniu Ludzie, którzy szli tłem dla opisywanego meczu piłki nożnej jest wspominany z pozorowaną nonszalancją transport więźniów do komór gazowych. W narracyjnym koncepcie najważniejszemu dla wymowy dzieła zdarzeniu – śmierci tysięcy ludzi – poświęca się niewiele miejsca, w istocie jednak zabieg ten wzmaga i eksponuje tragizm sytuacji.

Po tematykę sportową sięgała literatura przynależąca do rozmaitych obiegów. W tekstach popularnych również wykorzystywano bardzo nośną antywojenną metaforykę, odwołując się przy tym do obecnych w sporcie czynników przygody, przyjaźni i sensacji. Zagadnienia te odnaleźć można w utworach skierowanych do młodzieży, literackiej fikcji drukowanej w prasie sportowej czy też w antologiach opowiadań sportowych.

Do najpopularniejszych autorów polskiej literatury młodzieżowej należał Adam Bahdaj, który opisywał przygody młodych bohaterów, często wywodzących się z ubogich czy wręcz patologicznych domów. Pośród wielu odmian gatunkowych i płaszczyzn tematycznych, w ramach których Bahdaj umieszczał swe powieści, istotne miejsce zajmował sport. W tej kategorii najbardziej znaną książką pisarza jest Do przerwy 0:1, którą w 1969 roku na ekran telewizyjny (siedmioodcinkowy serial pod tym samym tytułem) i kinowy (Paragon gola!) przeniósł Stanisław Jędryka.

Przed wojną najszerszą reprezentację literatura sportowa miała w prasie – drukowane głównie w „Przeglądzie Sportowym” oraz „Ilustracji Polskiej” opowiadania tworzyły modele sportowców nieosiągalne w rzeczywistości, wychodzące za to naprzeciw pragnieniom i aspiracjom mas, oczekujących mitologizowania stadionowym idoli [168]. Próby kontynuowania gatunku po 1945 roku skończyły się niepowodzeniem, co zdaniem Wojciecha Lipońskiego miało dwie główne przyczyny. Po pierwsze, sportowe opowiadania zamieszczane w polskiej prasie powojennej konsekwentnie utrzymywane były w sztucznej i odstręczającej czytelników stylistyce socrealistycznej literatury produkcyjnej i politycznej. W drukowanej na łamach „Przeglądu Sportowego” Brygadzie ze stali czołowy zawodnik zakładowej drużyny kreowany był przede wszystkim na wzór przodownika pracy, z kolei w ukazujących się w katowickim „Sporcie” Gigantach szosy i Cenie bokserskiej krwi demaskowano patologie zachodniego sportu zawodowego, zamiast dramatyzmu proponując czytelnikom ideologiczny wykład. Drugim powodem schyłku literatury sportowej w prasie był natomiast rozwój samego sportu – oferującego kibicom coraz więcej imprez – oraz mediów. Przepływ informacji stał się znacznie szybszy, nie było już więc potrzeby zapełniania pustych szpalt fikcyjną twórczością [169].

Nowym zjawiskiem stały się antologie utworów o sporcie, wydawane głównie w latach, w których odbywały się igrzyska olimpijskie. Zawierały zarówno zbiory z tekstami autorów uznanych i renomowanych, szkice pisane przez dziennikarzy, jak i opowiadania i nowele tworzone z myślą o konkursach literackich o sportowym profilu. Dwie pozycje opublikowano w ramach intensywnej promocji Moskwy ’80. Olimpijskie laury stanowiły obszerną retrospektywę najważniejszych prozatorskich i poetyckich dzieł o tematyce sportowej w polskiej literaturze [170]. Inny charakter miał zbiór Epizody przyjaźni, zawierający szkice, opowiadania i fabularyzowane reportaże, a zainspirowany przez „ścisłą współpracę wydawnictw sportowych krajów socjalistycznych”. Wszystkie zamieszczone w książce teksty, zgodnie z tytułem, przedstawiały przykłady przyjaźni między ludźmi sportu wywodzącymi się z różnych krajów bloku, poznającymi się przy okazji igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata czy Wyścigu Pokoju. Zresztą największa kolarska impreza państw socjalistycznych po raz kolejny jawi się jako najbardziej wyrazisty symbol szlachetnej, amatorskiej rywalizacji: „Dzisiejsze trasy wielkiego Wyścigu – to drogi pokoju i przyjaźni. [...] Wyścig Pokoju odgrywa bardzo wielką rolę w dziele zbliżania młodzieży świata, w dziele walki o pokój. [...] Na czym polega sekret niezwykłej siły przyciągania, jaką posiada wyścig na trasie Praga – Warszawa – Berlin? Gazeta »Czechosłowacki Sport« tak odpowiedziała na to pytanie: »Kiedy 1 maja 1948 r. po ulicach praskich przejechali pierwsi uczestnicy wyścigu Praga – Warszawa, nikt bodaj nie przypuszczał, że wkrótce impreza ta przekształci się w największe zawody w kolarstwie amatorskim. Zasięg i znaczenie każdych zawodów określane są przez wartość idei, która je zrodziła. A idee pokoju i przyjaźni między narodami są wielkie i niezwyciężone... Oto przez trzydzieści już prawie lat mknie po drogach NRD, Czechosłowacji i Polski różnokolorowa, połyskująca szprychami kół, młoda kawalkada kolarzy ze wszystkich pięciu kontynentów. A nad nią unosi się biały gołąbek Picassa«” [171].

Wcześniej w tomach Barwy sportu oraz Opowiadania sportowe opublikowano natomiast opowiadania i nowele nagrodzone bądź wyróżnione w konkursach Związków Literatów Polskich i Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz gazet – „Sportowca” i „Sportu i Turystyki”. Uwagę zwraca fakt, iż mimo upływu dwóch dekad w wielu pracach ciągle powraca kontekst wojenny, w latach czterdziestych i pięćdziesiątych obecny chociażby w tekstach Hena czy Dygata. Odwołania do powstania warszawskiego znalazły się w rozgrywającym się w powojennej, pełnej gruzów Warszawie tekście Bogusława Auksztena Navigare necesse est..., okupowana przez Niemców Łódź była natomiast tłem dla opowiadania Stadion Romualda Kowalskiego, traktującego o kolejnych pokoleniach jednej rodziny zakochanej w ŁKS. W Laurze olimpijskim Ryszard Lassota nawiązał do robotniczego ruchu oporu, a Zofia Lewandowska w utworze Narciarski maraton Michała Szczepaniaka opisuje wojenne losy polskiego narciarza: jego współpracę z partyzanckim oddziałem „Żbik” oraz uwięzienie w obozie koncentracyjnym. Motyw sportu w obozach ciągle powracał, na przykład w tekstach Janusza Jaworowskiego (Drogi mistrzów) czy Romualda Kowalskiego (Stadion) i Edwarda Morduchowicza (Lewy hak), którzy poruszyli temat walk bokserskich w oflagu i obozie koncentracyjnym.

Literackie obrazy sportu w wojennej rzeczywistości, jakkolwiek niewolne od schematów, ukazują go jako kluczowy czynnik w kształtowaniu niezłomnych charakterów, a przy tym metodę ocalenia godności. Wysiłek sportowy budzi uznanie w czasach pokoju, w scenerii obozu czy okupowanego miasta nabiera jednak dodatkowych znaczeń, stając się wyrazem najwyższego męstwa, bohaterstwa i zarazem człowieczeństwa. Dobrym przykładem takiej strategii jest opowiadanie Maratończyk Jarosława Zielińskiego, przywodzące nieco na myśl obozowe reminiscencje z Korzeni nieba Romaina Gary’ego, z racji obecności motywu zachowania hartu ducha w lagrze przez niezłomnego więźnia i jego moralnego wpływu na innych: „W krótkim czasie jeńcy zrozumieli to. Ich szansą była walka między rządcą a małym kolegą z pryczy, którego nazwali Olimpijczykiem. Właściwie najpierw Sportowcem, a potem dopiero Olimpijczykiem. Może dlatego, że był rok 1944? Póki on nie przegrywał, oni zwyciężali także. Byli z nim, solidaryzowali się, czasami milcząco, czasami bardziej wyraźnie. Ale nigdy nie przekraczali granicy. Granicy – po przekroczeniu której musieli wziąć ciężar walki na swoje barki. Nie dlatego, żeby nie chcieli. Nie mieli siły. Tej siły, którą miał Olimpijczyk. [...] Czy Olimpijczyk wiedział o walce, którą toczył? Czy myślał, że ten olimpijski rok 44 wyraźnie wyrysował linię startu? Czy wiedział, że padł strzał startera? Wiedział, ale nazywał to inaczej. Nie przyszło mu nawet na myśl, by nazwać to biegiem. Zresztą to nie był bieg. Brakowało jednego elementu. Mety. O froncie nie wiedzieli nic, prócz plotek. Front był gdzieś daleko. Nie dotyczył ich. Oni mieli tu własny front. Meta nie istniała” [172].

W innych utworach z „olimpijskich” zbiorów – pozbawionych wojennych nawiązań – autorzy starali się głównie oddać psychologię postaci sportowców, rozterki przed zmaganiami czy też emocje i chwile napięcia w ich trakcie.

Publikacje sportowe odzwierciedlały też pewne ogólniejsze trendy w polskiej kulturze. Upowszechnienie kultury masowej w latach siedemdziesiątych zaowocowało pojawieniem się w obiegu serii Stadion, wydawanej nakładem Sportu i Turystyki. Dotyczące poszczególnych zawodników, dyscyplin i wydarzeń sportowych broszury wpisywały się, zdaniem Piotra Kowalskiego, w tendencję pojmującą kulturę masową głównie w zakresie działań propagandowo-wychowawczych, odrzucających komercyjność, sensację i rozrywkę: „Książeczki serii Stadion, podobnie jak wiele innych masowych wydawnictw, są nasycone elementami perswazyjnymi, począwszy od ukształtowania językowo-stylistycznego – poprzez rozmaite »apele« do czytelnika, aż po całościowy obraz świata. Najważniejsze wydaje się nastawienie wzorcotwórcze, a więc wprowadzenie, choćby skrótowo prezentowanych, modeli charakterologicznych sportowców według założenia, iż sport dostarcza wzorców perfekcji osobistej” [173].

Seria nie odniosła jednak sukcesu czytelniczego, czego powodem były głównie poetyka przekazu, banalny język, kiczowatość opisów i rozminięcie się z rzeczywistymi oczekiwaniami odbiorców. Warto wszakże wspomnieć, iż w Polsce Ludowej wydano też dużo wartościowych wspomnień dziennikarzy i komentatorów, biografie i autobiografie słynnych sportowców (również zagranicznych), a także opracowania dotyczące najważniejszych krajowych i międzynarodowych rozgrywek. Wiele z tych publikacji odznacza się bardzo wysokim poziomem merytorycznym, stanowi swoistą „klasykę” polskiego piśmiennictwa sportowego i nadal posiada ogromną wartość dla miłośników sportu.

Sport i muzyka w PRL. Gdy po drugiej wojnie światowej w Polsce nastał okres kopiowania wszelkich wzorców organizacji sportu ze Związku Radzieckiego, pojawiło się także zjawisko wykorzystywania w sporcie pieśni masowych, które miały służyć ideowemu kształtowaniu społecznej świadomości, upewniać o doniosłości dokonujących się przemian, a niejako przy okazji pomagać w ćwiczeniach czy paradnym marszu. „W pierwszych latach budowy socjalizmu – pisze Iwona Grys – pieśni masowe wykorzystywane w sporcie musiały być dostosowywane swoimi środkami wyrazowymi do możliwości szerokiego kręgu wykonawców oraz percepcji słuchowej tłumów, często liczących tysiące słuchaczy. Wymagano więc od twórców uproszczonych rytmów marszowych lub banalnych skojarzeń z muzyką rozrywkową” [174].

Wprowadzenie odznaki „Sprawny do Pracy i Obrony” przełożyło się więc na powstanie pieśni o tym samym tytule, której marszowy rytm i jednoznaczne słowa odzwierciedlały klimat polskiego sportu ery stalinowskiej. By spopularyzować słabo obecną wcześniej w polskiej kulturze pieśń masową, organizowano konkursy i wydawano śpiewniki sportowe, w których niejednokrotnie sam sport pojawiał się co najwyżej epizodycznie. Pieśń sportowa wychodziła naprzeciw programowym zapotrzebowaniom socrealizmu, w którym wiele wydarzeń – także sportowych, jak na przykład spartakiady i towarzyszące im pochody – wymagało odpowiedniej oprawy muzycznej. Naturalny schyłek zjawiska nastąpił wraz z końcem epoki, która je uformowała, i już w latach sześćdziesiątych sportowe pieśni masowe zostały zapomniane [175].

Kontrowersje budziły zawsze próby zestawiania sportu z muzyką poważną, tym niemniej nieprzystawalność estetyk i obszarów dwóch bardzo odległych od siebie kategorii nie przeszkadzała w podejmowaniu prób ich łączenia. Efektami konkursów muzycznych, dotyczących zazwyczaj tematyki olimpijskiej, były utwory skomponowane przez takich twórców, jak Tadeusz Baird, Andrzej Panufnik czy Krzysztof Penderecki. Związek ze sportem był w nich jednak przypadkowy bądź umowny. Zdarzało się, iż główną inspirację stanowiły traumatyczne przeżycia z czasów wojny, a nie sportowe zmagania. Muzyka poważna nie została nigdy zaakceptowana przez sportową publiczność – trudno wszak było spodziewać się, by stadionowe masy porwał chociażby Hymn olimpijski Michała Spisaka, utrzymany w stylistyce muzyki dodekafonicznej [176].

W kulturze PRL ze znacznie większym oddźwiękiem spotykały się traktujące o sporcie utwory muzyki popularnej. Dobrze znanych jest kilka piosenek zainspirowanych przede wszystkim oczywiście najpopularniejszą spośród sportowych dyscyplin piłką nożną. W latach pięćdziesiątych przebojami stały się Mój chłopiec z muzyką Jerzego Haralda i słowami Ewy Wnukowskiej oraz Trzej przyjaciele z boiska Władysława Szpilmana z tekstem Artura Międzyrzeckiego. Druga z tych piosenek przypomniana została po latach w głośnym filmie Janusza Zaorskiego Piłkarski poker (1988).

Kolejne szlagiery o tematyce futbolowej przyniosły lata siedemdziesiąte i początek osiemdziesiątych, a więc okres największych osiągnięć polskiej piłki klubowej i reprezentacyjnej. Imponująca postawa Górnika Zabrze w europejskich pucharach nie pozostała niezauważona przez gwiazdy polskiej sceny muzycznej, a efektem tego zainteresowania były dwie piosenki należące bez wątpienia do najbardziej udanych przykładów mariażu rodzimej muzyki popularnej i piłki nożnej. W Górą Górnik Skaldowie wykorzystali słynny fragment relacji Jana Ciszewskiego z losowania w dodatkowym meczu z Romą w Strasburgu: „Uwaga, rzucona moneta!... Polska! Górnik! Brawo! Brawo! Proszę Państwa, a więc sprawiedliwości stało się zadość!”. W piosence wymieniani są także czołowi gracze zabrzańskiej drużyny: Włodzimierz Lubański, Zygfryd Szołtysik, Stefan Floreński, Hubert Kostka, Henryk Latocha, Alfred Olek i Stanisław Oślizło.

Zabawną i pełną uroku piosenkę Górnik Zabrze śpiewała też Anna German:

Piłka na środku, na środku Włodek,

Włodek na przodku, piłka na środek!

Piosenkarka oddała wizerunek kobiety z pozoru nie bardzo orientującej się w zawiłościach futbolu, jednak w istocie znającej się na nim nie gorzej niż mężczyźni.

W 1974 roku Andrzejowi Dąbrowskiemu w specjalnie przygotowanej na mistrzostwa piosence A ty się bracie nie denerwuj towarzyszyli sami reprezentanci Polski wraz z trenerem Górskim. Podczas ceremonii otwarcia niemieckich finałów każdy występujący w nich kraj przedstawiony został za pomocą utworu muzycznego. Polskę reprezentowali kabaretowa Silna Grupa pod Wezwaniem oraz Maryla Rodowicz śpiewająca piosenkę Futbol, futbol, którą później często przypominano przy okazji różnych piłkarskich wydarzeń. Na fali osiągnięć drużyny Kazimierza Górskiego wielkim przebojem stał się również utwór Włodzimierza Korcza i Andrzeja Zaorskiego Polska gola!, wylansowany w trakcie 13. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

W 1982 roku Polacy znów zostali trzecim zespołem globu, a w kraju kibicowanie i świętowanie sukcesu odbywało się w takt śpiewanej przez Bohdana Łazukę piosenki Tajemnica Mundialu (Entliczek, pentliczek):

Entliczek, pentliczek,

Co zrobi Piechniczek,

Tego jeszcze nie wie nikt.

[...]

Uliczkę znam w Barcelonie,

W uliczkę wyskoczy Boniek,

Będzie słychać na stadionie

„Brawo Polonia,

Brawo ten pan”.

[...]

Mniejszą popularność zdobyły inne mundialowe piosenki – Anny Jantar z 1978 oraz Krzysztofa Krawczyka i grupy Bolter z 1986 roku. O sukcesie piłkarskiego przeboju, jak zauważa Krzysztof Kornacki, decydują bowiem jego muzyczno-tekstowa jakość, obecność w mass mediach, ale też kontekst pozamuzyczny, czyli sukces na boisku [177]. Mistrzostwa w Meksyku go nie przyniosły, a i 5-8. miejsce Polski w Argentynie powszechnie traktowano jako porażkę.

Przed Igrzyskami Olimpijskimi w Moskwie w akcję propagandową zaangażowano natomiast bardzo popularne zespoły muzyczne – Breakout, Skaldów i Budkę Suflera. Nagrały one trzy płyty, z charakterystycznymi, aczkolwiek raczej niezbyt udanymi okładkami zaprojektowanymi przez Rafała Olbińskiego: Żagiel ziemi, Droga ludzi oraz Na brzegu światła. Na tylnej stronie każdej z nich znalazły się krótkie teksty Krzysztofa Zuchory o olimpijskich symbolach: Olimpii, fladze i zniczu. Mariaż sportu i ambitniejszego rocka nie przyniósł jednak satysfakcjonujących rezultatów, ponieważ nagrane z myślą o moskiewskich igrzyskach płyty należą do zdecydowanie najsłabszych pozycji w dyskografiach wymienionych wyżej zespołów.

***

Sport PRL jest zjawiskiem, które fascynowało mu współczesnych i fascynuje do dnia dzisiejszego. Po dwudziestu pięciu latach od końca Polski Ludowej można zaryzykować stwierdzenie, iż w powszechnym, publicznym dyskursie pamięci upolitycznienie i nieprawidłowości zostały zepchnięte na dalszy plan, a sport lat 1944-1989 postrzegany jest obecnie przede wszystkim przez pryzmat wielkich osobistości i znakomitych rezultatów osiąganych przez elitę polskich zawodników. Dopiero bardziej wnikliwa, osadzona w kontekstach historycznych analiza poszczególnych zjawisk współtworzących sport tamtego okresu zmusza do dokonania przewartościowań prowadzących do konkluzji, iż Polacy część sukcesów osiągali dzięki PRL, ale część – pomimo PRL. Pytania, na które nigdy będzie odpowiedzi, brzmią – czy polski sport osiągnąłby więcej oraz jak wyglądałby dziś, gdyby w latach 1944-1989 funkcjonował w innych realiach.

Oprócz tego, iż obszerne są listy osiągnięć i porażek sportu PRL, warto pamiętać, że znacząca była również jego obecność w kulturze okresu. Życie codzienne Polaków wypełniały dyskusje o meczach kadry, Górnika i Widzewa, walkach Kuleja i Pietrzykowskiego, finiszach Szurkowskiego i Szozdy. Wyścig Pokoju gromadził na trasie tłumy, przy okazji spotkań reprezentacji czy najlepszych klubów piłkarskich zapełniały się stadiony. Wolny czas w dużej mierze zaczęto układać również pod kątem programów radia, a zwłaszcza telewizji, w których poczesne miejsce zajmowały relacje z zawodów sportowych. Przy radioodbiornikach, a później przed telewizorami gromadziły się miliony Polaków, współtworzących nowy rodzaj narodowej wspólnoty, powstałej dzięki sportowi. Fascynowało kibicowanie, ale też rekreacyjna aktywność fizyczna. Pomimo iż zmobilizowanie społeczeństwa do ruchu nie było łatwe, to jednak młodzież garnęła się do turniejów „dzikich” drużyn, a dorośli nierzadko korzystali z ofert zakładów pracy na aktywny wypoczynek.

Świadectwem znaczenia, jakie sport w PRL miał dla kultury, są jej teksty. Tematy sportowe obecne były w rozmaitych dziedzinach i obiegach sztuki. Efekty takiego mariażu były różne – nierzadko zamiast uznania krytyki i zdobycia popularności wśród odbiorców pojawiało się poczucie niedosytu i rozczarowania. Niemal zawsze jednak podejmujące tematykę sportową teksty kultury PRL mówiły coś nie tylko o samym sporcie, ale też o polskiej rzeczywistości, smutkach i radościach obywateli oraz o nich samych. Taką wieloaspektowość odnaleźć można w kinie – wszak polskie filmy oddają w jakimś sensie obraz sportu Polski Ludowej, a zarazem pozwalają, by spojrzeć na sport jako część polskiej kultury lat 1944-1989, a także na polskie kino przez pryzmat wykorzystania w nim wątków sportowych.

[1] By posłużyć się reprezentatywną ilustracją, sportowym motywem jest dla mnie na przykład radiowa transmisja meczu bokserskiego w Nożu w wodzie (1961) Romana Polańskiego, ale nie jest nim już samo żeglowanie jachtem po mazurskich jeziorach przez trójkę bohaterów. W swych rozważaniach pomijam też te formy fizycznej aktywności, które niekiedy bywają ze sportem kojarzone, a w istocie są czymś zgoła innym. Dotyczy to m.in. sztuk walki – jednej z nich Janusz Kijowski nadał w swym filmie metaforyczne znaczenie: „Kung-fu [...] znaczy tyle, co samoobrona. Natomiast w pojęciu głębszym jest to pewna filozofia życia, nie walki, jak dżudo czy karate” (cyt. za: M. Hendrykowska, Kronika kinematografii polskiej 1895-1997, Poznań: Ars Nova 1999, s. 373). Powyższa wypowiedź reżysera, który zaznaczył różnicę między popularną dzięki Bruce’owi Lee sztuką walki a dyscyplinami olimpijskimi, potwierdza słuszność mojego wyboru – o Kung-fu (1980) z Fronczewskim, Olbrychskim i Sewerynem w kontekście filmowych motywów sportowych nie piszę w ogóle.

[2] Por. S. Greenblatt, W stronę poetyki kultury, przeł. M. Lorek, w: tegoż, Poetyka kulturowa. Pisma wybrane, red. i wstęp K. Kujawińska-Courtney, Kraków: Universitas 2006, s. 40.

[3] Por. K. Kujawińska-Courtney, Wprowadzenie. Stephen Greenblatt i poetyka kulturowa/nowy historycyzm, w: S. Greenblatt, Poetyka kulturowa, dz. cyt., s. XI.

[4] Tamże, s. IX-X.

[5] Por. D. Heck, Wokół nowego historycyzmu, „Pamiętnik Literacki” 1997, nr 2, s. 106.

[6] Por. K. Kujawińska-Courtney, Wprowadzenie..., dz. cyt., s. XIV, przypis 15.

[7] S. Greenblatt, Szekspir i egzorcyści, przeł. K. Kwapisz Williams, Ł. Romanowski, A. Szwach, A. Wilson, w: tegoż, Poetyka kulturowa..., dz. cyt., s. 67.

[8] Por. S. Greenblatt, Rezonans i zachwyt, przeł. J. Margański, w: Teorie literatury XX wieku. Antologia, red. A. Burzyńska, M. P. Markowski, Kraków: Znak 2006, s. 575.

[9] Zob. K. Kujawińska-Courtney, Wprowadzenie..., dz. cyt., s. XXVI-XXVII.

[10] Por. tamże, s. XXVI.

[11] R. Selden, A Reader’s Guide to Contemporary Literary Theory, Lexington: University Press of Kentucky 1989. Cyt. za: K. Kujawińska-Courtney, Wprowadzenie..., dz. cyt., s. XXVI.

[12] Cyt. za: tamże, s. XXVI-XXVII.

[13] Por. A. Burzyńska, M. P. Markowski, Teorie literatury XX wieku. Podręcznik, Kraków: Znak 2006, s. 510.

[14] Cyt. za: D. Heck, Wokół nowego historycyzmu..., dz. cyt., s. 103, przypis 37.

[15] H. White, Tekst historiograficzny jako artefakt literacki, w: Poetyka pisarstwa historycznego, red. E. Domańska, M. Wilczyński, przeł. M. Wilczyński, Kraków: Universitas 1999, s. 90.

[16] Por. tamże, s. 83-84 i 93-100.

[17] S. Greenblatt, Kultura, przeł. A. Rajca-Salata, w: tegoż, Poetyka kulturowa..., dz. cyt., s. 148.

[18] I. Kurz, „Ludzie jak żywi”: historiofotia i historioterapia, w: Film i historia. Antologia, red. I. Kurz, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2008, s. 15.

[19] Tamże, s. 8-9.

[20] Por. J. M. Godzimirski, Antropologiczna lektura dzieła filmowego, w: Sztuka na wysokości oczu. Film i antropologia, red. Z. Benedyktowicz, D. Palczewska, T. Rutkowska, Warszawa: Polska Akademia Nauk. Instytut Sztuki 1991, s. 227.

[21] M. Hendrykowski, Film jako źródło historyczne, Poznań: Ars Nova 2000, s. 45.

[22] D. Skotarczak, Obraz społeczeństwa PRL w komedii filmowej, Poznań: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu 2004.

[23] I. Kurz, Twarze w tłumie. Wizerunki bohaterów wyobraźni zbiorowej w kulturze polskiej lat 1955-1969, Izabelin: Świat Literacki 2005.

[24] K. Kornacki, Kino polskie wobec katolicyzmu (1945-1970), Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004.

[25] P. Zwierzchowski, Pęknięty monolit. Konteksty polskiego kina socrealistycznego, Bydgoszcz: Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego 2005; tenże, Zapomniani bohaterowie. O bohaterach filmowych polskiego socrealizmu, Warszawa: Trio 2000.

[26] Por. T. Lubelski, Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty, Katowice: Videograf II 2009, s. 13.

[27] K. Klejsa, E. Nurczyńska-Fidelsa, Słowo wstępne, w: Kino polskie: Reinterpretacje. Historia – ideologia – polityka, red. K. Klejsa, E. Nurczyńska-Fidelska, Kraków: Rabid 2008, s. 11.

[28] Z powodów stylistycznych nazwy „PRL” używam niekiedy w odniesieniu do całego okresu 1944-1989, a nie tylko od 1952 roku. Na temat sporów o nazewnictwo okresu 1944-1989 zob. Historycy o badaniach dziejów Polski Ludowej. Ankieta. Polska 1944/5-1989. Studia i materiały 8, red. T. Szarota i in., Warszawa: Instytut Historii PAN 2008.

[29] A. Misiak, Kinematograf kontrolowany. Cenzura filmowa w kraju socjalistycznym i demokratycznym (PRL i USA). Analiza socjologiczna, Kraków: Universitas 2006, s. 47.

[30] E. Zajiček, Poza ekranem. Kinematografia polska 1918-1991, Warszawa: Filmoteka Narodowa, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe 1992, s. 6.

[31] Za zwrócenie uwagi na tę kwestię dziękuję prof. Mariuszowi Czubajowi.

[32] K. Klejsa, Filmowe oblicza kontestacji. Kino Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej wobec kultury protestu przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, Warszawa: Trio 2008.

[33] Por. tamże, s. 21-22.

[34] P. Zwierzchowski, Spektakl i ideologia. Szkice o filmowych wyobrażeniach śmierci heroicznej, Kraków: Rabid 2006.

[35] Por. I. Kurz, „Ludzie jak żywi”..., dz. cyt., s. 9.

[36] P. Sitkiewicz, Małe wielkie kino. Film animowany od narodzin do końca okresu klasycznego, Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2009, s. 8.

[37] J. Preizner, PRL w obiektywie studentów łódzkiej Filmówki w latach 1949-1960, Kraków: Rabid 2007, s. 11-12.

[38] Zob. A. Pasko, Sport wyczynowy w polityce państwa. 1944-1989, Kraków: Avalon 2012, s. 11-14.

[39] J. Mosz, Sfilmować ruch. Sport w filmie krótkometrażowym, Warszawa: Wydawnictwo AWF 2003.

[40] J. Mosz, Sport w filmie, w: Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Kultura fizyczna i sport, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Instytut Kultury 1997.

[41] M. Czubaj, Polska – Anglia na Wembley, czyli piłka na ekranie, w: 30 najważniejszych programów TV w Polsce, red. W. Godzic, Warszawa: Trio 2005.

[42] P. Kowalski, Parterowy Olimp. Rzecz o polskiej kulturze masowej lat siedemdziesiątych, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1988.

[43] Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Kultura fizyczna i sport, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Instytut Kultury 1997; I. Bittner, A. Bryk, O sporcie i kulturze fizycznej, poezji i medycynie, czyli o etosie ciała ludzkiego, Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2003; W. Lipoński, Sport, literatura, sztuka, Warszawa: Sport i Turystyka 1973.

[44] Nakładem Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie oraz Salezjańskiej Organizacji Sportowej Rzeczypospolitej Polskiej ukazały się następujące prace zbiorowe pod redakcją Zbigniewa Dziubińskiego: Sport na przełomie tysiącleci: szanse i nadzieje (2000); Aksjologia sportu (2001); Antropologia sportu (2002); Edukacja poprzez sport (2004); Sport jako kulturowa rzeczywistość (2005); Drogi i bezdroża sportu i turystyki (2007); Sport a agresja (2007); Sport w służbie młodzieży: optyka chrześcijańska i salezjańska (2007); Humanistyczne aspekty sportu i turystyki (2008); Kultura fizyczna w społeczeństwie nowoczesnym (2009); Kultura fizyczna a globalizacja (2010); Kultura fizyczna a kultura masowa (2011).

[45] A. Pasko, Sport wyczynowy..., dz. cyt.

[46] J. Ferenc, Sport w służbie polityki. Wyścig Pokoju 1948-1989, Warszawa: Trio, Collegium Civitas 2008.

[47] B. Tuszyński, Prasa i sport 1881-1981, Warszawa: Sport i Turystyka 1981.

[48] R. Marchwiany, Sport w mediach. Konteksty społeczne i kulturowe, Wrocław: Presshouse 2012.

[49] Sport w mediach, red. M. Jarosz, P. Drzewiecki, P. Płatek, Warszawa: Elipsa 2013.

[50] M. Czubaj, J. Drozda, J. Myszkorowski, Postfutbol. Antropologia piłki nożnej, Gdańsk: Wydawnictwo Naukowe Katedra 2012.

[51] Futbol w świecie sztuki, red. J. Ciechowicz, W. Moska, Gdańsk: Nadbałtyckie Centrum Kultury, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego 2012.

[52] M. Bobakowski, R. Zaremba, Niepokój stadionów, Kraków: Biały Kruk 2012; T. Sahaj, Fani futbolowi: historyczno-społeczne studium zjawiska kibicowania, Poznań: Akademia Wychowania Fizycznego im. Eugeniusza Piaseckiego 2007.

[53] Społeczne zmagania ze sportem, red. Ł. Rogowski, R. Skrobacki, Poznań: Wydawnictwo Wydziału Nauk Społecznych UAM 2010.

[54] Media – eros – przemoc. Sport w czasach popkultury, wybór, wstęp i oprac. A. Gwóźdź, Kraków: Universitas 2003.

[55] Cz. Robotycki, Od redakcji – opis PRL-u jako problem epistemologiczny, w: PRL z pamięci, „Zeszyty naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace etnograficzne” 2001, z. 36, s. 7.

[56] B. Malinowski, Kultura i jej przemiany, przeł. A. Bydłoń, A. Mach, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 2000, s. 59.

[57] P. Godlewski, Sport w służbie PRL, w: Sport i polityka w dwudziestowiecznych państwach totalitarnych i autorytarnych, red. T. Gąsowski, S. Bielański, Kraków: Towarzystwo Wydawnicze Historia Iagellonica 2009, s. 22.

[58] Por. tamże, s. 21-22.

[59] Por. P. Godlewski, „Kultura fizyczna” – termin i system na usługach marksistowskiej ideologii, w: Sport jako kulturowa rzeczywistość, red. Z. Dziubiński, Warszawa: Salezjańska Organizacja Sportowa Rzeczypospolitej Polskiej 2005, s. 524.

[60] Ustawa z dnia 5 lutego 1948 r. o powszechnym obowiązku przysposobienia zawodowego, wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego młodzieży oraz o organizacji spraw kultury fizycznej i sportu, Art. 28.

[61] Por. P. Godlewski, Sport w służbie PRL, dz. cyt., s. 26 i 30. Kolejne ustawy dotyczące sportu pochodzą z lat 1960, 1984, 1985 i 1987. Ponadto kwestie sportu regulowały także wytyczne ustalane na podstawie uchwał zjazdowych PZPR oraz programy w sprawie rozwoju kultury fizycznej.

[62] Por. P. Godlewski, „Kultura fizyczna”..., dz. cyt., s. 526.

[63] Niezwykle szczegółowy opis dziejów polskiego sportu w świetle politycznych realiów lat 1944-1956 dokonał Piotr Godlewski w: Sport w Polsce na tle politycznej rzeczywistości lat 1944-1956, Poznań: Akademia Wychowania Fizycznego im. Eugeniusza Piaseckiego 2006.

[64] W 1960 roku połączono kulturę fizyczną i turystykę, a centralny organ państwowej administracji nazwano Głównym Komitetem Kultury Fizycznej i Turystyki. Po tym jak w 1978 roku ponownie oddzielono turystykę i wyeksponowano rolę sportu, GKKFiT przemianowano na Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu. Kolejną zmianę przyniósł rok 1985, gdy na krótko przywrócono poprzednią nazwę. W 1987 roku natomiast nastąpiło ponowne przeorganizowanie GKKFiT – tym razem w Komitet do Spraw Młodzieży i Kultury Fizycznej. Por. L. Jaczynowski, Organizacje i stowarzyszenia, w: Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Kultura fizyczna i sport, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Instytut Kultury 1997, s. 200.

[65] Por. Ł. Kamiński, Struktury propagandy w PRL, w: Propaganda PRL. Wybrane problemy, red. P. Semków, Gdańsk: Instytut Pamięci Narodowej 2004, s. 13.

[66] M. Mazur, Propagandowy obraz świata. Polityczne kampanie prasowe w PRL 1956-1980. Model analityczno-koncepcyjny, Warszawa: Trio 2003, s. 19.

[67] M. Głowiński, Nowomowa po polsku, Warszawa: Wydawnictwo PEN 1990, s. 24.

[68] Zob. J. Ferenc, Sport w służbie polityki. Wyścig Pokoju 1948-1989, Warszawa: Trio, Collegium Civitas 2008, s. 139-141.

[69] A. Pasko, Sport wyczynowy w polityce państwa 1944-1989, Kraków: Avalon 2012, s. 99.

[70] Por. M. Głowiński, Nowomowa po polsku..., dz. cyt., s. 125.

[71] Zob. Mała encyklopedia sportu, t. 2: L-Ż, red. A. Kościelniak, Warszawa: Sport i Turystyka 1987, hasło: odznaka „Sprawny do Pracy i Obrony” (SPO), s. 212.

[72] Cyt. za: Z. Nawrocki, M. Rogowski, Spartakiada 1951, Wydawnictwo Głównego Komitetu Kultury Fizycznej, [b.m., b.r., bez paginacji].

[73] R. Sienicki, Zdobywamy SPO, wyd. 2 popr. i uzup., Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej 1955, s. 6.

[74] Por. P. Godlewski, Sport w służbie PRL, dz. cyt., s. 32-34; tenże, Sport w Polsce..., dz. cyt., s. 153-253. Umasowienie sportu wśród przedstawicieli klasy robotniczej nie pomogło jednak w zrealizowaniu zakładanych celów. Nie udało się zaktywizować w ruchu sportowym kobiet, brak odpowiednich warunków utrudniał natomiast ożywienie w środowiskach robotniczych i wiejskich: „[...] tzw. aktyw społeczny – wylicza Piotr Godlewski – nie garnął się do pracy w sporcie masowym. Mało efektywne były formy uprawiania sportu wśród załóg pracowniczych. Niewystarczające były dotacje na masowe imprezy sportowe i szkolenie kadr dla sportu masowego. Wielostopniowość we władzach zrzeszeń oddalała koło sportowe od władz centralnych. Odznaka SPO stała się dla administracji sportowej bardziej obowiązkiem, mniej potrzebą wynikającą z zainteresowań sportowych. Od ruchu sportowego wymagano szczegółowych ewidencji i bardzo rozbudowanej sprawozdawczości”. P. Godlewski, Sport w Polsce..., dz. cyt., s. 381.

[75] Z. Nawrocki, M. Rogowski, dz. cyt.

[76] Cyt. za: tamże.

[77] Tamże.

[78] Po przeprowadzeniu trzeciej Ogólnopolskiej Spartakiady Sportowej w 1964 roku ze względów finansowych zrezygnowano z organizacji centralnych zawodów, w zamian powołując Ogólnopolskie Spartakiady Młodzieży, w których w dyscyplinach letnich i zimowych rywalizowała najbardziej uzdolniona polska młodzież. Zob. Mała encyklopedia sportu, dz. cyt., s. 437.

[79] W. Tomasik, Realizm socjalistyczny, czyli o pewnej utopii estetycznej, w: tegoż, Okolice socrealizmu. Prawie tuzin szkiców, Bydgoszcz: Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego 2009, s. 22-23.

[80] Tamże, s. 23-24.

[81] M. Stasiak, Między „homo faber” a „homo ludens”. Wzorzec bohatera sportowego w polskich mediach w latach 1949-1955, w: Sport i polityka w dwudziestowiecznych państwach totalitarnych i autorytarnych, red. T. Gąsowski, S. Bielański, Kraków: Towarzystwo Wydawnicze Historia Iagellonica 2009, s. 77.

[82] Tamże, s. 78.

[83] Por. tamże, s. 80-81.

[84] O dalszy dynamiczny rozwój budownictwa socjalistycznego – o wyższą jakość pracy i warunków życia narodu. Referat programowy Biura Politycznego wygłoszony przez I sekretarza KC PZPR tow. Edwarda Gierka, w: VII Zjazd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Warszawa, 8-12 grudnia 1975 r. Stenogram, Warszawa: Książka i Wiedza 1976, s. 121-122.

[85] M. Zaremba, Propaganda sukcesu. Dekada Gierka, w: Propaganda PRL. Wybrane problemy, red. P. Semków, Gdańsk: Instytut Pamięci Narodowej 2004, s. 26.

[86] Por. tamże, s. 29.

[87] P. Kowalski, Parterowy Olimp. Rzecz o polskiej kulturze masowej lat siedemdziesiątych, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1988, s. 159.

[88] Por. M. Zaremba, Propaganda sukcesu..., dz. cyt., s. 25.

[89] Cyt. za: B. Koziczyński, 333 popkulturowe rzeczy... PRL. Jakość pierwsza, Poznań: Vesper 2009, s. 430.

[90] Por. T. Edensor, Tożsamość narodowa, kultura popularna i życie codzienne, przeł. A. Sadza, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2004, s. 106.

[91] K. Mętrak, Dziennik 1979-1983, wybór, oprac. i wstęp W. Holewiński, Warszawa: Iskry 1998, s. 98.

[92] Por. B. Koziczyński, dz. cyt., s. 229.

[93] B. Chruścicki, Igrzyska u stóp Hollywood, Warszawa: Sport i Turystyka 1987, s. 5.

[94] Por. P. Zwierzchowski, Spektakl i ideologia. Szkice o filmowych wyobrażeniach śmierci heroicznej, Kraków: Rabid 2006, s. 36-37.

[95] „Militaryzację” olimpijskiej symboliki wytknął bardzo niekorzystnie oceniający Igrzyska w Los Angeles Chruścicki. Przypominając udział żołnierzy marines w sztafecie niosącej znicz z ogniem olimpijskim, pisał: „Sztafeta olimpijska niosąca święty ogień niesie światu znak pokoju. Sądzę, że taki też miał być cel sztafety biegnącej do Los Angeles. Ale kiedy towarzyszyli jej żołnierze piechoty morskiej miało się wrażenie, że niosą znak pax americana, a więc tego szczególnego pokoju, który ustanawiać chcą prezydenci Stanów Zjednoczonych przy pomocy dzielnych chłopców z marines, co na ogół kończy się masakrami cywilnej ludności, przelewem krwi, potwornymi nieszczęściami, jakie niesie ze sobą wojna”. B. Chruścicki, dz. cyt., s. 13.

[96] J. Huizinga, Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury, przeł. M. Kurecka, W. Wirpsza, Warszawa: Aletheia 2007, s. 24.

[97] W. Zabłocki, Architektura sportowa, w: Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Kultura fizyczna i sport, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Instytut Kultury 1997, s. 355.

[98] Por. K. Uchowicz, Architektoniczne wzorniki socrealizmu, w: Socrealizm. Fabuły – komunikaty – ikony, red. K. Stępnik, M. Piechota, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej 2006, s. 483. W programowym referacie Zagadnienie realizmu socjalistycznego w architekturze Edmund Goldzamt zadania stojące przed architektem definiował następująco: „[...] musi on w swych dziełach, w kształtach bryłowych, w rytmach otworów, podziałów, w dynamice form, w plastyce płaszczyzn wyrażać idee współczesności – a nie »idee« piękna konstrukcji czy wyrafinowanej elegancji form, lecz społeczne idee, w imię których żyją i pracują masy ludzkie; idee siły i trwałości państwa ludowego, jego demokratyzmu i humanizmu, idee prawdziwej wolności i wszechstronnych możliwości rozwoju, które dają one człowiekowi”. Cyt. za: K. Uchowicz, dz. cyt., s. 488.

[99] Por. W. Zabłocki, dz. cyt., s. 364.

[100] Por. tamże, s. 364 i 372.

[101] Por. tamże, s. 363-364 i 372.

[102] Marian Renke, przewodniczący Polskiej Federacji Sportu, Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu, w stylistyce przypominającej raczej poezje Stanisława Barańczaka z tomu Ja wiem, że to niesłuszne, pisał: „Kiedy bilansujemy dokonania 40-lecia, wtedy bez wątpienia można wskazać, jako na bezsporny dorobek tego okresu, rozwój bazy obiektów sportowych. Sądzę, że nie zawsze jest to uświadomione, raczej mówi się o braku obiektów. Jest to też prawda, ale i postęp jest ogromny”. M. Renke, Kultura fizyczna i sport w czterdziestoleciu PRL, w: Sport robotniczy – tradycje, osiągnięcia, red. W. Góra, Warszawa: Sport i Turystyka 1986, s. 73.

[103] Por. W. Zabłocki, dz. cyt., s. 363-364.

[104] Por. S. Szczepłek, Kalendarium Stadionu Dziesięciolecia, „Piłka Nożna Plus” 2000, nr 11, s. 46.

[105] Por. S. Szczepłek, Moja historia futbolu, t. 2, Polska, Warszawa: Presspublica 2007, s. 88.

[106] M. Dąbrowska, Dzienniki 1951-1957, wybór, wstęp i przypisy T. Drewnowski, Warszawa: Czytelnik 1988, s. 139-140.

[107] Pierwszy oficjalny polski Rocznik ’91. Encyklopedia piłkarska FUJI, t. 1, red. H. Biliński, Katowice: Wydawnictwo GiA 1991, s. 174.

[108] Zob. B. Kozłowski, Ocalenie Alojzego Piontka – górnika zasypanego w kopalni, [online:] http://kalendarium.polska.pl/wydarzenia/article.htm?id=81871 [dostęp 30.03.2011]; R. Kipias, Zabrze Rokitnica – wypadek, [online:] http://zabrze.aplus.pl/dzielnice_zabrza_rokitnica_wypadek.html [dostęp 30.03.2011].

[109] A. Piontek, Ludowy futbol totalny, w: Pierwszy oficjalny polski Rocznik ’91. Encyklopedia piłkarska FUJI, t. 1, red. H. Biliński, Katowice: Wydawnictwo GiA 1991, s. 180.

[110] Por. P. Godlewski, Sport w Polsce..., dz. cyt., s. 117.

[111] Wśród przedwojennych protektorów klubu byli m.in. Antoni hrabia Wodzicki i magnat prasowy Mieczysław Dobija. Funkcję prezesa pełnili m.in. profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jan Rozwadowski, redaktor Stanisław Kopernicki, lekarz dr Edward Cetnarowski. Kibicem klubu był Jalu Kurek. Po wojnie sympatii dla Cracovii nie kryli papież Jan Paweł II, w 1981 roku udekorowany złotą klubową odznaką z numerem 1, czy też prezydent RP na uchodźstwie Edward hrabia Raczyński. Por. J. Kukulski, Cracovia, w: Pierwszy oficjalny polski Rocznik ’91. Encyklopedia piłkarska FUJI, t. 1, red. H. Biliński, Katowice: Wydawnictwo GiA 1991, s. 168-169. Schyłek świetności Cracovii zbiegł się, zapewne nieprzypadkowo, ze szczególną polityką władz wobec Krakowa, której eskalacją była budowa Nowej Huty, największej inwestycji planu sześcioletniego. O groźnych dla miasta konsekwencjach projektu pisał m.in. Andrzej Delorme: „Wznoszony wielki kombinat metalurgiczny wraz z towarzyszącym mu »pierwszym socjalistycznym miastem w Polsce« (stąd m.in. pozbawionym kościołów, zbędnych przecież wyzwolonym z religijnych przesądów ludziom socjalizmu) ogniskował w spotęgowanej postaci błędy, zło i społeczne patologie, które niósł narzucony krajowi gwałtem sowiecki komunizm. O jego lokalizacji przesądziły wyłącznie racje doktrynalno-polityczne: chęć zmiany oblicza polityczno-społecznego »reakcyjno-klerykalnego« Krakowa. Z ekonomicznego punktu widzenia był to najczystszy woluntaryzm, albowiem kombinat leżał z dala od źródeł masowych surowców (rudy i węgla) skazanych na dowóz drogim transportem lądowym [...], ale »za to« na najlepszych w kraju użytkach rolnych i w sąsiedztwie najcenniejszych w Polsce zabytków kultury materialnej wystawionych na przyspieszone niszczenie wskutek oddziaływania emisji kombinatu”. A. Delorme, Szarość komunistycznej codzienności. Percepcja jakości życia w PRL-u, w: PRL z pamięci, „Zeszyty naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace etnograficzne” 2001, z. 36, s. 25.

[112] Por. J. Hałys, Polska piłka nożna, Kraków: Klub Sportowy Korona 1970, s. 266.

[113] A. Piontek, dz. cyt., s. 181.

[114] S. Grzegorczyk, J. Lechowski, M. Szymkowiak, Piłka nożna 1919-1979. Ludzie, drużyny, mecze, Warszawa: Młodzieżowa Agencja Wydawnicza 1981, s. 62.

[115] „Sportowiec” 1949, nr 9, s. 15.

[116] P. Kowalski, dz. cyt., s. 160-161.

[117] Zob. Od Realu do Barcelony. Historia Pucharu Mistrzów. Encyklopedia piłkarska FUJI, t. 4, red. H. Biliński, Katowice: Wydawnictwo GiA 1992, s. 74.

[118] Postąpili tak m.in. Waldemar Słomiany, Helmut Dudek, Rudolf Wojtowicz, Andrzej Buncol, Jacek Jarecki czy – bodajże najsłynniejsi „uciekinierzy” – Andrzej Rudy i Marek Leśniak. Kulisy kilku głośnych przypadków opisał Tomasz Jagodziński w: Cwaniaczku, nie podskakuj. Afery i skandale polskiego futbolu, Warszawa: Polska Oficyna Wydawnicza BGW 1993, s. 43-62.

[119] B. Tuszyński, Wyścig Pokoju 1948-1988, Warszawa: Sport i Turystyka 1988, s. 10.

[120] Tamże, s. 97.

[121] Entuzjastów Wyścig Pokoju miał także wśród ludzi sztuki. Daniel Olbrychski jedną z fotografii w swej książce podpisał: „Od lewej: Olaf Ludwig! Lech Piasecki!! Autor. »Taewe« Schur!! Jan Vesely!! Ryszard Szurkowski!!!! Liczba wykrzykników świadczy o liczbie wygranych Wyścigów Pokoju. Moja wśród nich obecność jest dla mnie dowodem, że coś w życiu osiągnąłem. Vesely i Schur to bohaterowie dzieciństwa chłopaka z Drohiczyna, jakim byłem”. D. Olbrychski, Parę lat z głowy, Warszawa: Polska Oficyna Wydawnicza BGW 1997, wklejka przed s. 193. Bohaterowie Wyścigu Pokoju pełnili funkcje narodowych bohaterów także w innych państwach bloku socjalistycznego. Egzemplifikacją tego typu zjawisk był przypadek Schura, którego kolarski kunszt umiejętnie wykorzystywano w propagandzie NRD, ale który był też niekwestionowanym wzorem dla wschodnioniemieckiej młodzieży. Zob. N. Rossbach, „Täve”. Der Radsportler Gustav-Adolf Schur, w: Sozialistische Helden. Eine Kulturgeschichte von Propagandafiguren in Osteuropa und der DDR, red. S. Satjukow, R. Gries, Berlin: Ch. Links Verlag 2002, s. 133-146.

[122] Por. J. Ferenc, dz. cyt., s. 83.

[123] Popularność Wyścigu z biegiem lat zaczęła słabnąć, być może także dlatego, iż inne dyscypliny – dla Polaków piłka nożna i siatkówka, dla Czechosłowaków hokej, a dla Niemców pływanie i lekkoatletyka – dawały bardziej wymierny obraz międzynarodowej rywalizacji na najwyższym poziomie. Bohdan Tomaszewski wspominał: „Przez chwilę było mi trochę przykro, kiedy siedziałem w studio podczas jubileuszowego wyścigu w maju 1978 roku i słuchałem relacji kolegi z finiszu w Karlowych Varach. Patrzyłem jednocześnie w monitor telewizyjny stojący obok. Dwóch kolarzy pochylonych nisko nad kierownicą pędziło do mety. Przesuwali się na tle niemal zupełnie pustych trybun. Gdzie te tłumy z dawnych lat? Sto tysięcy na stadionie warszawskim. Osiemdziesiąt tysięcy w Lipsku. Pięćdziesiąt w Pradze”. B. Tomaszewski, Łączymy się ze stadionem, Warszawa: Wydawnictwa Radia i Telewizji 1979, s. 59.

[124] Zob. J. Ferenc, dz. cyt., s. 95-97.

[125] Zob. tamże, s. 95-116.

[126] Por. B. J. Kunicki, Rekreacja fizyczna, w: Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Kultura fizyczna i sport, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Instytut Kultury 1997, s. 90-91.

[127] Por. J. Masny, Kultura fizyczna wśród młodzieży wiejskiej, Warszawa – Kraków: Państwowe Wydawnictwo Naukowe 1980, s. 7.

[128] Tamże, s. 8.

[129] T. Wolańska, Pozyskiwanie ludzi do rekreacji ruchowej, w: Sport i kultura, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe 1981, s. 209.

[130] Por. R. Wroczyński, K. Hędzelek, T. Pilch, Kultura fizyczna i turystyka a problemy społeczno-wychowawcze młodzieży na wsi, referat na Krajowym Sympozjum Naukowym Kultury Fizycznej i Turystyki na wsi, Warszawa 1967, s. 48. Cyt. za: J. Masny, dz. cyt., s. 8.

[131] Por. B. J. Kunicki, dz. cyt., s. 91.

[132] A. Gwóźdź, Media i sport. Wprowadzenie, w: Media – eros – przemoc. Sport w czasach popkultury, wybór, wstęp i oprac. A. Gwóźdź, Kraków: Universitas 2003, s. 7.

[133] Por. K. Pokorna-Ignatowicz, Telewizja w systemie politycznym i medialnym PRL. Między polityką a widzem, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2003, s. 34-35.

[134] Por. B. Tuszyński, Prasa i sport 1881-1981, Warszawa: Sport i Turystyka 1981, s. 288-289. Zob. także: Mała encyklopedia sportu, dz. cyt., hasło: prasa sportowa, s. 314-315.

[135] A. Brzezicki, W obronie własnych barw, „Sportowiec” 1949, nr 7, s. 3.

[136] „Sportowiec” 1949, nr 9, s. 1.

[137] P. Godlewski, Sport w Polsce..., dz. cyt., s. 254.

[138] Por. B. Tuszyński, Sport w środkach masowego przekazu, w: Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Kultura fizyczna i sport, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Instytut Kultury 1997, s. 236.

[139] Por. tamże, s. 237-239. Marazm w aforystyczny sposób skomentował Krzysztof Mętrak: „Moje czytanie bezrefleksyjne doskonale zaspokaja prasa sportowa”. K. Mętrak, dz. cyt., s. 41.

[140] Cyt. za.: B. Tuszyński, Futbol na antenie, w: Pierwszy oficjalny polski Rocznik ’91. Encyklopedia piłkarska FUJI, t. 1, red. H. Biliński, Katowice: Wydawnictwo GiA 1991, s. 172.

[141] B. Tomaszewski, Przeżyjmy to jeszcze raz, Warszawa: Polska Oficyna Wydawnicza BGW 1992, s. 243.

[142] Por. B. Tuszyński, Sport w środkach..., dz. cyt., s. 253-256.

[143] Por. M. Cieśliński, Piękniej niż w życiu. Polska Kronika Filmowa 1944-1994, Warszawa: Trio 2006, s. 9.

[144] Tamże, s. 9.

[145] Por. tamże, s. 19.

[146] Por. tamże, s. 20.

[147] Por. tamże, s. 144.

[148] Por. tamże, s. 68.

[149] Por. J. Mosz, Sfilmować ruch. Sport w filmie krótkometrażowym, Warszawa: Wydawnictwo AWF 2003, s. 60.

[150] T. Goban-Klas, Wielkie zawody na małym ekranie. Refleksje o związkach sportu i telewizji, „Przekazy i Opinie” 1980, nr 3, s. 82.

[151] Por. K. Pokorna-Ignatowicz, dz. cyt., s. 325-328. Cenzurze w telewizji PRL podlegały także transmisje sportowe. Najgłośniejszym przypadkiem było opóźnianie sygnału z rozgrywanych w Hiszpanii Mistrzostw Świata w 1982 roku po to, aby w razie czego móc wyciąć dostrzegalne na trybunach transparenty „Solidarności”.

[152] B. Tuszyński, Futbol na antenie, dz. cyt., s. 173.

[153] Por. A. Ostrowski, Telewizyjna transmisja sportowa, czyli największy teatr świata, Wrocław: Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Edukacji TWP 2007, s. 35-36.

[154] P. Pleskot, Wielki mały ekran. Telewizja a codzienność Polaków w latach sześćdziesiątych, Warszawa: Trio 2007, s. 17.

[155] Tamże, s. 189.

[156] Por. A. Ostrowski, dz. cyt., s. 38.

[157] S. Szostkiewicz, Olimpiada w Meksyku: recepcja programów olimpijskich radia i telewizji, Warszawa: Wydawnictwa Radia i Telewizji 1970, s. 5. Cyt. za: P. Pleskot, dz. cyt., s. 170.

[158] Tamże, s. 170-171.

[159] Por. A. Ostrowski, dz. cyt., s. 39-40.

[160] Por. B. Koziczyński, dz. cyt., s. 376.

[161] T. Hopfer, Argentyński obłęd, „Express Reporterów” 1978, nr 6, s. 72-73.

[162] Por. M. Czubaj, Polska – Anglia na Wembley, czyli piłka na ekranie, w: 30 najważniejszych programów TV w Polsce, red. W. Godzic, Warszawa: Trio 2005, s. 33.

[163] K. Mętrak, Grzejąc ławę, Warszawa: Przedświt 1997, s. 153.

[164] Zob. A. Pawlak, Sport i sztuki plastyczne, w: Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Kultura fizyczna i sport, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Instytut Kultury 1997, s. 323-333; Olimpijskie Konkursy Sztuki, Wawrzyny Olimpijskie. Laureaci krajowych i międzynarodowych olimpijskich konkursów sztuki 1912-2012, Wawrzynu Olimpijskiego 1969-2008, red. K. Hądzelek, K. Zuchora, Warszawa: Polski Komitet Olimpijski 2012.

[165] I. Bittner, A. Bryk, O sporcie i kulturze fizycznej, poezji i medycynie, czyli o etosie ciała ludzkiego, Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2003, s. 87.

[166] Por. W. Lipoński, Sport, literatura, sztuka, Warszawa: Sport i Turystyka 1973, s. 277-286.

[167] L. M. Bartelski, Wielki bieg, w: Olimpijskie laury, wybór i oprac. L. M. Bartelski i in., Warszawa: Sport i Turystyka 1980, s. 96.

[168] Zob. W. Lipoński, dz. cyt., s. 178-180.

[169] Tamże, s. 180-181.

[170] Olimpijskie laury, dz. cyt. Pięć lat później wydano inny interesujący zbiór, niezwiązany już bezpośrednio z rokiem olimpijskim: M. Grześczak, Stadion ze słów. Antologia. Sport w poetyckiej polszczyźnie, Warszawa: Krajowa Agencja Wydawnicza 1985.

[171] A. Jusin, Drogami pokoju, drogami przyjaźni. Wspomnienia o trasie Berlin – Praga – Warszawa, w: Epizody przyjaźni, red. A. Gielewska, Warszawa: Sport i Turystyka 1980, s. 35-36.

[172] J. Zieliński, Maratończyk, w: Opowiadania sportowe, red. Z. Węgrowska, Warszawa: Sport i Turystyka 1971, s. 180-181.

[173] P. Kowalski, dz. cyt., s. 171.

[174] I. Grys, Sport i muzyka, w: Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Kultura fizyczna i sport, red. Z. Krawczyk, Warszawa: Instytut Kultury 1997, s. 345.

[175] Por. tamże, s. 346-347.

[176] Por. tamże, s. 347-350.

[177] Por. K. Kornacki, „Zagraj to jeszcze raz”, czyli piosenki dla/o polskiej reprezentacji piłkarskiej (jako ilustracja przemian społeczno-politycznych i kulturowych), w: Futbol w świecie sztuki, red. J. Ciechowicz, W. Moska, Gdańsk: Nadbałtyckie Centrum Kultury, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego 2012, s. 182.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Sport w polskim kinie 1944-1989 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bodo wśród gwiazd. Opowieść o losach twórców przedwojennych kabaretów Na drugie Stanisław