Technologia i sport

Technologia i sport

Autorzy: Przemysław Nosal

Wydawnictwo: Katedra

Kategorie: Popularnonaukowe Sport

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 670

Cena książki papierowej: 50.00 zł

cena od: 40.00 zł

„Technologia i sport” Przemysława Nosala jest pracą z zakresu humanistyki nieantropocentrycznej. W odróżnieniu jednak od klasycznej humanistyki nieantropocentrycznej, zachwyconej „potworami”, hybrydycznością i sprawczością rzeczy, w tej książce podejmuje się klasyczne problemy socjologii: nierówność społeczną i kontrolę/władzę. […] Autor napisał interesującą książkę, obfitującą w niebanalne przemyślenia i ustalenia, która pozostaje na wysokim poziomie akademickim i nie stroni od rekomendacji praktycznych oraz prób zarysowania stanów przyszłych. Jest ponadto porządnie skonstruowana, posiada wywód uporządkowany i logiczny, a narrację zgrabną. […] Zagospodarowuje pole do tej pory w polskiej socjologii pozostawione odłogiem, gdyż opowiada o splocie technologii, sportu, ekonomii i polityki.

Przemysław Nosal

Technologia i sport

Copyright by Wydawnictwo Naukowe Katedra 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone

Wydanie pierwsze

Gdańsk 2014

Projekt okładki: Anna M. Damasiewicz

Projekt layoutu i skład:

biuro@dialoog.pl; www.dialoog.pl

ISBN 978-83-63434-84-7

Wydawnictwo Naukowe Katedra

http://wnkatedra.pl

email: redakcja@wnkatedra.pl

Konwersja do formatu EPUB/MOBI:

Legimi Sp. z o.o. | Legimi.com

Rodzicom

Rozdział 1

Technologia – rekonstrukcja podstawowych znaczeń

Wprowadzenie, czyli dlaczego warto badać technologię i dlaczego warto to robić na przykładzie świata sportu

Lewis Mumford, klasyk refleksji nad technologią, w taki sposób pisał o jej obecności w życiu społecznym w swojej książce Technika i cywilizacja: „Faktem jest jednak, że stały rozwój maszyny rozpoczął się w zachodniej Europie znacznie wcześniej, co najmniej 700 lat przed dramatycznymi wydarzeniami, które towarzyszyły rewolucji przemysłowej. Człowiek mechanizował czynności, zanim jeszcze udoskonalił skomplikowane maszyny, aby wyrazić swoje nowe zamiłowania i potrzeby. Dążenie do wyższych form organizacyjnych występowało w klasztorze, armii czy kantorze kupieckim, nim znalazło wreszcie swój wyraz w fabryce” [1].

W rozumieniu Mumforda technologia stanowi odpowiedź na odwieczne dążenie człowieka do usprawniania swojego życia. Jej geneza ma więc charakter społeczny, ponieważ bazuje na ludzkich potrzebach związanych z funkcjonowaniem w szerszej rzeczywistości. Oznacza to, że technologia realizuje się w praktykach jednostek konstytuujących określone zbiorowości. Po przyjęciu takiego założenia kluczowe stają się dwa zagadnienia: w jaki sposób technologia się realizuje w świecie społecznym i jakie są konsekwencje tego zjawiska. Te właśnie pytania stanowić będą tło niniejszej rozprawy.

Głównym celem tej książki jest próba rekonstrukcji i opisania wielowymiarowych relacji zachodzącej pomiędzy technologią a życiem społecznym. Związek ten stanowi bowiem jeden z podstawowych aspektów konstytuujących nowoczesność. Technologia jest tym aspektem, dzięki któremu jednostka adaptuje się do środowiska. Odpowiada ona za definiowanie tego, co ludzkie i multiplikuje sposoby realizowania się człowieka. Kierunki jej rozwoju są zarazem kierunkami rozwoju społeczeństwa. Widać to choćby na przykładzie rozwoju społeczeństwa informacyjnego czy społeczeństwa ryzyka. Wiedza technologiczna i jej reprezentacje są immanentną częścią współczesnego ładu – zmieniają jego granice, modyfikują lub reprodukują sposób funkcjonowania. Tym samym technologia bardzo silnie określa charakter świata społecznego.

Jednocześnie jednak człowiek użytkuje technologię, czyli stosuje ją w zależności od swych potrzeb indywidualnych lub zbiorowych. Pozostaje ona formą realizacji praktyk wykraczających poza możliwości organizmu. Jednostka korzysta z narzędzi dostarczanych przez technologie i stosuje je, aby poprawić warunki swojego funkcjonowania oraz poszerzyć granice systemu, w którym funkcjonuje. Technologia jest więc także tworem o charakterze społecznym, istniejącym i rozwijającym się za pośrednictwem stymulujących go pojedynczych bądź grupowych aktorów życia społecznego.

Oba wymiary (społeczny i technologiczny) tworzą więc spójną całość – łączą się, krzyżują, scalają, ale też pozostają w konflikcie i rywalizują ze sobą. Trudno zatem rozpatrywać je w oderwaniu od siebie. Technologia pozostaje zarówno obszarem społecznym, jak i metaspołecznym, będącym skutkiem określonych działań społecznych oraz obszarem je definiującym. Mimo to w wielu teoretycznych modelach ta skomplikowana relacja ulega spłaszczeniu. Sytuacja ta wiąże się z rozpatrywaniem jej w kategoriach prostych opozycji: człowiek – technologia, społeczne – technologiczne, podmiotowe – przedmiotowe, racjonalny zamysł – nieprzewidywalny skutek itd. Skutkuje to fałszywym obrazem technologii jako zjawiska osobnego czy wręcz transcendentnego wobec człowieka. Dlatego właśnie pogłębiona refleksja nad relacją między technologią a życiem społecznym powinna stanowić ważny element dyskursu socjologicznego.

Punktem wyjścia moich rozważań jest właśnie przekonanie, że zachodzi relacja pomiędzy technologią a życiem społecznym, w której oba obszary na siebie wzajemnie oddziałują. Oznacza to, że technologia wpływa na życie społeczne, wplata się w nie i je determinuje. Życie społeczne natomiast formuje granice technologii i określa jej używalność. Teza ta wydaje się nieszczególnie nowatorska, zwłaszcza w świetle przedstawionej powyższej argumentacji związanej z dyskursem technologicznym. Jednak bez ustaleń progowych badań dalsza eksploracja byłaby niemożliwa. Nie jest bowiem moim celem refleksja nad tym, czy zachodzi relacja (stąd wstępna teza), ale dociekanie, jaka ona jest. Zakładam, że w granicach mojego zainteresowania znajdą się oba wektory sił wzajemnego oddziaływania – człowieka na technologię i technologii na człowieka. Postaram się ukazać symetryczność tej relacji, ale zarazem też jej złożoność. Jednocześnie muszę podkreślić, że „szkłem”, przez pryzmat którego będę dokonywał analizy życia społecznego, będzie właśnie technologia. Właśnie z powodu przyjęcia takiej optyki oraz przeświadczenia o wielowymiarowości związku technologii i życia społecznego uważam, że należy wydobyć kluczowe atrybuty technologii, które wpływają na tę relację. Trzy z nich będą dla mnie tłem dalszej refleksji.

Po pierwsze, jest to emergentny charakter technologii [2]. Nie sposób dziś mówić o istnieniu takich płaszczyzn życia społecznego, które byłyby wolne od relacji z technologią. Zarówno w przypadku związków intymnych, konsumpcji, uczestnictwa w kulturze, jak i w życiu ekonomicznym czy politycznym zawsze można obserwować silne technologiczne oddziaływanie. Ma ono również miejsce w sferach, które początkowo dość silnie mu się opierały (np. religijność, administracja państwowa, oświata). Technologia bowiem przenika pola życia społecznego, wybija się na ich obszarze, aplikuje im swój pierwiastek, który później scala się z nimi w spójną całość. Skutkuje to ukształtowaniem konstytutywnej dla porządku społecznego kultury technologicznej, a więc takiej, w której to technologia, chciałoby się powiedzieć, ma udział we wszystkich aspektach życia społecznego [3]. Właśnie ta zdolność do pojawiania się w bardzo zróżnicowanych kontekstach stanowić będzie istotny kontekst dalszych części mojej rozprawy.

Po drugie, zdolność technologii do redefiniowania zasad życia społecznego. Mając na uwadze emergentną logikę technologii, należy również podkreślić mechanizm zmian przez nią implikowanych. Ich globalność oraz radykalność ma moim zdaniem trzy źródła. W pierwszej kolejności wynika z kontekstu nowości. Technologia pozwala opanowywać kolejne obszary rzeczywistości i kolonizować je. Nowe pola wymagają zagospodarowania, a więc ustanowienia reguł na nich obowiązujących. Następnie, technologia rozprzestrzenia się zgodnie z logiką wirusa – infekuje jeden obszar, potem kolejny i jeszcze kolejny, dokonując przy tym ich przeobrażeń. Tym samym redefinicja reguł obowiązujących w jednym fragmencie rzeczywistości społecznej wymusza na pozostałych fragmentach dopasowanie się do nowych zasad (adjustment), a co za tym idzie – również redefinicję zasad. W końcu, stosowanie nowych technologii wymaga od jednostek określenia swojego stosunku względem ich zasad, tzn. pojawienie się innowacyjnych rozwiązań technologicznych sprawia, że jednostki się do nich ustosunkowują – czy to pozytywnie (akceptacja) czy negatywnie (odrzucenie). W konsekwencji zmiana technologiczna nigdy nie jest zmianą zachodzącą w próżni społecznej i zawsze generuje określone reakcje przymuszania jednostek do reagowania na technologię. Sytuację tę Naisbitt określa mianem ultratechnologia/ultrastyk, podkreślając tym samym, że wprowadzenie technologii i reakcja na nią zawsze idą w parze [4].

Po trzecie, atrybutem technologii jest też jej zdolność technologii do określania tego, co ludzkie. Jej ważną cechą jest wpływ na zmianę autodefinicji jednostki. Poprzez poszerzanie spektrum doświadczanych przez nią bodźców oraz umożliwianie jej aktywności niedostępnych na poziomie praktyk „organicznych” [5] (np. latanie) modyfikuje ona granice tego, co określane jest jako ludzkie. Pozwalając bowiem wykraczać człowiekowi poza ograniczenia cielesne i środowiskowe pozwala mu jednocześnie umieścić siebie w nowym kontekście, a co za tym również idzie – dotrzeć do nowego oglądu samego siebie. Technologia stanowi więc narzędzie samopoznania. Jak pisze Ernst Cassirer, „człowiek mógł poznać strukturę swego ciała, jego fizjologię dopiero dzięki stworzeniu sobie sztucznego odbicia, dzięki artefaktom. Dopiero dzięki temu, że nauczył się wytwarzać pewne urządzenia fizyczno-techniczne, prawdziwie odkrył poprzez nie i za ich pośrednictwem budowę własnych organów” [6]. W konsekwencji, w dyskursie humanistycznym zakorzeniła się teza, że to człowiek jest konfigurowany przez technologię, a nie odwrotnie.

Te właśnie trzy wymienione cechy sprawiają, że relacja między życiem społecznym a technologią stanowi niezwykle ważny aspekt życia społecznego. Głównym problemem badawczym [7] mojej pracy jest więc pytanie: jaki charakter ma relacja pomiędzy technologią a życiem społecznym? Na to właśnie pytanie będę starał się odpowiedzieć w tej książce, zarówno przez refleksję teoretyczną, jak i badania empiryczne. Uszczegółowienie tego problemu oznacza pytanie o przejawy tej relacji. Skupiam się więc na trzech wymiarach związku technologia – życie społeczne: transgresji, nierównościach społecznych i kontroli społecznej. Ich opisowi poświęcam więcej miejsca nieco dalej. W tym miejscu zaznaczę tylko, że z pewnością można wskazać również inne wymiary analizowanej relacji, ale te zaproponowane przeze mnie wiążą się z bardzo konkretnymi założeniami. Po pierwsze, w ich przypadku mamy w polskim kontekście do czynienia z istotnymi brakami literaturowymi. Po drugie, są one na tyle pojemne, że ich analiza obejmuje również szereg innych istotnych zjawisk. Po trzecie natomiast, tak zdefiniowana relacja jest również mocno osadzona w obrębie najważniejszych kontekstów współczesnego ładu: instytucji, polityki czy ekonomii.

***

Podstawą refleksji na temat życia społecznego jest badanie go przez pryzmat jego wybranych enklaw. Życie społeczne realizuje się bowiem właśnie w ramach tych pomniejszych obszarów. Tą ścieżką badawczą chciałbym więc podążyć w swojej pracy – wybrać jeden wycinek rzeczywistości, a następnie analizując jego kondycję, analizować zarazem szerszy kontekst społeczny. Tym wycinkiem uczyniłem świat sportu.

Pod kątem społecznego osadzenia nie różni się on niczym od sfery polityki, ekonomii czy mediów. Podobnie jak one pozostaje integralną częścią życia społecznego, nie zaś fragmentem autonomicznym i funkcjonującym na jego obrzeżach, czy nawet poza nim. Można wręcz zaryzykować tezę, że sport na poziomie swoich założeń i ideologii stanowi obecnie centralną sferę życia społecznego, której zasady funkcjonowania często są paradygmatyczne dla innych sfer. Ograniczę się do wymienienia raptem kilku najbardziej rozpowszechnionych kulturowych funkcji sportu: dostarczanie reguł rywalizacji, wskazywanie strategii porządkowania świata (rankingi, rekordy), podkreślanie centralności ciała w rzeczywistości społecznej, proliferacja idei transgresji, dostarczanie pola licznym działaniom związanym z estetyzacją, medykalizacją czy mediatyzacją. Nie sposób więc rozpatrywać go w oderwaniu od systemu społecznego.

Jednocześnie ma on także pewne cechy, które sprawiają, że śledząc jego dynamikę, można precyzyjnie opisać relację między technologią a życiem społecznym. W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na podwójną naturę sportu, a w zasadzie dwie jego natury. Z jednej strony jest to natura lustra. W sporcie znajdują odzwierciedlenie szersze procesy technologiczne, które są już obecne na innych polach życia społecznego. Przykładem może tutaj być przenoszenie się wielu aspektów sportu do sieci (np. relacje on-line, dostęp do transmisji sportowych w internecie, zakłady bukmacherskie) albo wykorzystywanie w sporcie licznych dostępnych już możliwości telekomunikacyjnych (transmisje telewizyjne, radiowe, internetowe). Tym samym sport staje się lustrem, w którym odbijają się główne zjawiska związane ze współczesną technologią. Co także istotne, lustro to często ma charakter powiększający – niektóre procesy widać w nim wyraźniej niż na innych polach (np. mediatyzację i spektakularyzację życia społecznego). Z drugiej zaś strony sport ma również naturę laboratorium. Bardzo często stanowi on obszar testowania nowych technologii zanim zostaną one wprowadzone do życia społecznego. Pełni więc on rolę laboratorium lub – używając tutaj pasującej metaforyki wojskowej – poligonu doświadczalnego, gdzie pozytywne przejście testów skutkuje dalszym transferem na inne pola życia. Wiele technologii właśnie w sporcie próbuje udowodnić swoją użyteczność, a dopiero potem pojawia się na innych płaszczyznach. Dotyczy to choćby technologii medycznych, odzieżowych, transportowych czy tych związanych z realizacją przekazu wizualnego. Dodatkowo, z racji swojego centralnego medialnego usytuowania, debata dotycząca płaszczyzny sportu z czasem staje się także debatą dotyczącą wszystkich (albo przynajmniej większości) członków społeczeństwa. Widać to na przykładzie kwestii dopingu genetycznego albo cyborgizacji organizmu ludzkiego, gdzie dyskusja na tej konkretnej platformie szybko zostaje uogólniona także na inne pola.

Równocześnie sport posiada pewne specyficzne kulturowe cechy, które sprawiają, że jest on także dobrym wskaźnikiem szerszych praktyk społecznych. Poniżej przedstawiam więc główne z nich.

Sport wielokrotnie pełni dziś rolę uniwersalnego wzorca kulturowego. Rozumiem przez to, że na jego płaszczyźnie logika życia społecznego ulega odtworzeniu w modelowej postaci. W ten specyficzny podsystem wpisane są zarówno reguły dotyczące funkcjonowania systemu społecznego (model kooperacji-rywalizacji, logika dystrybucji zasobów, abstrakcyjne mechanizmy oceniające), jak i praktyki odtwarzające (medialność, stylotwórczość, konsumpcyjność, juwenalizacja, estetyzacja) oraz przeobrażające ten system (transgresyjność granic ciała/ natury). Tym samym sport dostarcza społecznych paradygmatów innym formom życia enklawowego, w związku z czym analiza jego poszczególnych aspektach daje również możliwość czynienia uogólnień na temat całości systemu. Poza tym, jak wskazują Christopher Stevenson i John Nixon, realizuje on także kluczowe dla całego systemu społecznego funkcje: socjalizacyjną, integracyjną i polityczną oraz stanowi regulator ludzkich emocji i mobilności jednostek [8]. Tak postrzegany wkład sportu w konstytuowanie ładu podkreśla jego istotną rolę w procesie reprodukcji.

W dalszej kolejności należy zauważyć, że sportowa enklawa ma otwarty charakter. Rozumiem przez to stan podatności jej granic na ciągłe redefiniowanie. W konsekwencji, współczesne oblicze sportu zmieniało się w dużej mierze na skutek wpływu sił zewnętrznych, pochodzących z innych segmentów życia społecznego. Te procesy dotykające sport odcisnęły się z pewnością również na innych polach, warto jednak zwrócić uwagę, że to właśnie analizowana tu enklawa był dla nich wyjątkowo przychylna. Tkwi w niej bowiem immanentne dążenie do racjonalizowania i redefiniowania samego siebie [9]. W konsekwencji w sporcie doskonale widoczna jest wielość i różnorodność przemian technologicznych: od przemian związanych z cielesnością, przez sferę komunikacyjną aż po szeroko rozumianą materialność.

Idąc dalej tym tropem, należy zauważyć, że w logikę sportu wpisane jest dążenie do permanentnej transgresji, a więc chęć przekraczania kolejnych granic. Rywalizujący ze sobą zawodnicy nastawieni są na pokonywanie kolejnych barier, w postaci własnego ciała, ciała przeciwnika czy abstrakcyjnych rekordów. Tym samym spełniany jest jeden z głównych fetyszy nowoczesności – dążenie do obiektywnego [10] poprawiania swojej kondycji, ulepszania jej i modyfikowania. Skutkuje to procesualnym charakterem definicji jednostki.

Ostatnim z istotnych efektów obecności technologii w sporcie, który chciałbym poruszyć, jest zdolność tego obszaru do generowania różnic w oparciu o dostęp do technologicznych wytworów. Podobnie jak w innych enklawach, poziom zaawansowania technologicznego pozostaje czynnikiem różnicującym określone grupy społeczne. Technologia bowiem standaryzuje i konwencjonalizuje wiele praktyk społecznych, a niedostosowane do tej sytuacji zbiorowości są marginalizowane. Widać to szczególnie w przypadku krajów afrykańskich czy południowej Azji, które są nieobecne na wielu polach z racji swojego technologicznego upośledzenia – na przykład nie startują w dyscyplinach, w których niezbędny jest kosztowny sprzęt. Dodatkowo, technologia zwielokrotnia obszary uczestnictwa, a co za tym idzie także wykluczania [11]. W efekcie ma ona funkcję integrująco-różnicującą: łączy te podmioty, które dysponują określonymi wytworami i zarazem dokonuje ekskluzji tych, które ich nie posiadają.

Opisana powyżej specyfika świata sportu sprawia, że sport stanowi bardzo dobrą płaszczyznę do obserwowania relacji między technologią a życiem społecznym. Tak jak już wspomniałem, relacja ta jest dwustronna, a dodatkowo można mówić o jej dwóch typach. Pierwszy z nich to relacja, w której technologia oddziałuje na życie społeczne, w tym również na świat sportu. Druga natomiast dotyczy sytuacji, gdzie to technologia oddziałuje na życie społeczne (lub wchodzi w relacje z nim) za pośrednictwem sportu. W tym pierwszym przypadku technologia jest po prostu jednym z przekształconych przez technologię pól; w tym drugim stanowi ona specyficzny punkt „wkłucia się” technologii, jest obszarem, który dokonuje translacji technologii, a więc dokonuje przyłączenia jej nowych elementów do sieci społecznej oraz kontroluje je już po przyłączeniu [12].

Tak zdefiniowaną sportową enklawę chciałbym poddać analizie na dwóch płaszczyznach. Na tym najbardziej podstawowym poziomie pragnę dokonać rekonstrukcji najważniejszych praktyk w obrębie świata sportu, które powiązane są z interesującymi mnie tematami. Jednocześnie wnioski, które wyciągnę w związku z badaniami tego obszaru – na bazie poczynionych założeń o uniwersalności – będę starał się uogólniać na szerszy kontekst społeczny. Innymi słowy, dane empiryczne pochodzące z tej konkretnej przestrzeni stanowić będą dla mnie figurę opisującą również cały świat społeczny.

Aby uczynić ten proces jak najbardziej efektywnym, zdecydowałem się wyodrębnić trzy główne wątki, które są w moim odczuciu centralnymi aspektami relacji między technologią a życiem społecznym:

Technologia a transgresja. Obserwując świat sportu, chciałbym analizować społeczny kontekst transgresji oraz relacje, w które wchodzi ona z technologią. Interesują mnie mechanizmy, dzięki którym jest ona wytwarzana, oraz jej społeczne konsekwencje – procesy rozmywania granic, redefinicje podstawowych kategorii i stymulowanie postępu.

Technologia a zróżnicowanie i nierówności społeczne. Wykorzystując dane zebrane na płaszczyźnie sportu, chciałbym również pochylić się nad zagadnieniem zróżnicowania i nierówności społecznych związanych z obecnością technologii w życiu społecznym. W polu mojego zainteresowania znajdą się przede wszystkim praktyki, za pomocą których nierówności są generowane, oraz kulturowe tło tych procesów.

Technologia a kontrola. Ostatnim fenomenem, który zamierzam poddać analizie, jest relacja między technologią a kontrolą społeczną. Kluczowe w tym kontekście wydają mi się wpływ technologii na samą logikę sprawowania nadzoru, społeczne reperkusje takiego stanu permanentnego monitoringu oraz zmiany w myśleniu o kontroli społecznej.

Zdecydowałem się na wybór tych właśnie pól z dwóch powodów. Z jednej strony, właśnie te wątki stanowią dziś o obliczu współczesnego sportu. Na jego obszarze przyjmują one wyraźne kształty. Ich formuła jest zwykle typowa również dla obecności w odmiennych kontekstach. Jednocześnie w wielu przypadkach można obserwować pewien jej innowacyjny naddatek, co czyni sportowe osadzenie zjawiska jeszcze ciekawszym pod względem badawczym. Z drugiej zaś strony, przedstawione zjawiska stanowią dla mnie fenomeny centralne dla nowoczesności. Przyglądając im się, obserwuję zarazem podstawy funkcjonującego dziś ładu. Podsumowując, poprzez przeprowadzoną na płaszczyźnie świata sportu analizę wybranych zjawisk będę starał się antycypować przyszłe stany życia społecznego. Interesują mnie przede wszystkim uogólnienia, które mogę uczynić na podstawie wyników badań oraz powiązane z nimi uniwersalne, bo dotyczące szerszej rzeczywistości społecznej, wnioski. Ta praca dotyczy więc porządku społecznego badanego przez pryzmat jego jednego wybranego i celowo zawężonego wycinka.

***

Niniejsza rozprawa składa się z dwóch części – teoretycznej i empirycznej. Tę pierwszą traktuję jako niezbędne – z racji braków naukowych opracowań w tej dziedzinie – wprowadzenie do badanego zagadnienia. Ten segment tworzą trzy rozdziały.

W rozdziale pierwszym skupiam się na technologii. Staram się w nim zrekonstruować podstawowe sposoby jej definiowania oraz percypowane konsekwencje jej obecności w życiu ludzkich zbiorowości. Wskazuję tu także główne konteksty, w których technologia funkcjonuje. Podkreślam również, w jakich kulturowych opozycjach lokowane jest właśnie to funkcjonowanie. Zdefiniowanie technologii, czyli centralnego dla tej pracy fenomenu, oraz wskazanie na to, jak niejednoznaczna jest jego materia, umożliwia w dalszej kolejności precyzyjne budowanie wywodu dotyczącego relacji między technologią a życiem społecznym.

W rozdziale drugim w centrum zainteresowania stawiam sport. Podobnie jak w poprzednim rozdziale zaczynam od próby uchwycenia tego, czym jest to zjawisko i w jaki sposób nauki społeczne o nim mówią. Opisuję więc różne jego definicyjne ujęcia i proponuję własną formułę myślenia o sporcie. Następnie wskazuję osadzenie tego fenomenu w obrębie trzech kluczowych wymiarów życia społecznego: instytucji, polityki i ekonomii. Takie ulokowanie sportu sprawia, że staje się on obszarem, poprzez który można analizować interesującą mnie w tym tekście relację.

Natomiast w rozdziale trzecim podkreślam silną, utrwaloną historycznie, relację technologii i sportu. Wyliczam więc kolejne obszary tej relacji: sprzęt do rozgrywki, sprzęt poprawiający komfort rozgrywki (odzież, obuwie, ochraniacze), implementacje w ciało sportowca, trening, otoczenie rozgrywki, media. Fragment ten ma ukazać wewnętrzne zróżnicowanie tego związku. Jednocześnie przedstawienie go w taki właśnie sposób ma dodatkowo uwypuklić nierozłączność technologii oraz życia społecznego i w konsekwencji zapobiec postrzeganiu jej jako egzotycznej lub pojawiającej się dopiero w nowoczesności.

Druga część pracy skupia się na zrealizowanych badaniach empirycznych. Najpierw jednak, w rozdziale czwartym, będącym zarazem rozdziałem metodologicznym, wyjaśniam metodę, za pomocą której zbieram dane. Opisuję więc w nim logikę case study. W jej obrębie na początek przeprowadzam desk research dokumentów strategicznych, aby sprawdzić okoliczności realnej zmiany, do której doprowadziły one (lub nie) na poziomie regulacyjno-instytucjonalnym. Potem dokonuję analizy dyskursu dotyczącego wybranych przypadków ze świata sportu, aby zebrać najważniejsze w ich kontekście tematy. Następnie tematy te tworzą kategorie używane w wywiadach z ekspertami stosownych dziedzin, które w wąskim rozumieniu dotyczą badanych przypadków, a w szerszym – kondycji technologii w życiu społecznym.

Na podstawie wyników takich procedur badawczych dokonuję analizy trzech głównych, zasygnalizowanych już tematów. Rozdział piąty poświęcam więc kwestii relacji technologii i transgresji. Podkreślam, w jaki sposób relacja ta jest zestalona kulturowo. Wskazuję także na jej główne konsekwencje: zacieranie podstawowych granic życia społecznego (naturalne/nienaturalne, ludzkie/nieludzkie, pełnosprawność/niepełnosprawność), redefiniowanie elementarnych konstruktów społecznych i stymulowanie dynamiki życia społecznego. W rozdziale szóstym analizuję związek technologii i zróżnicowania oraz nierówności społecznych. Pokazuję w nim, w jaki sposób zasada równości szans sportowej rywalizacji jest konfrontowana z technologicznym wyścigiem zbrojeń. Wydobywam również główne mechanizmy technologiczne będące przejawami nierówności społecznych.

Rozdział siódmy służy natomiast ukazaniu relacji technologii i kontroli społecznej. W jego obrębie skupiam się na agendach, które podejmują się funkcji nadzorowania tego fragmentu rzeczywistości. Opisuję także, przy użyciu jakich mechanizmów kontrola ta jest sprawowana. Staram się również określić, jakie typu problemy wiążą się z taką formułą realizowania kontroli oraz jakie kulturowe konsekwencje niesie ten proces ze sobą.

W zakończeniu staram się natomiast przedstawić najważniejsze konkluzje dotyczące relacji technologii i życia społecznego.

***

Każdy sport, nawet ten indywidualny, ma w szerszym kontekście charakter drużynowy. Za ostateczny wynik zawsze odpowiada grupa ludzi. Ktoś doradza, ktoś wspiera, ktoś zapewnia odpowiednie warunki do rozwoju. W tym miejscu chciałbym więc podziękować osobom, które przyczyniły się do tego, że moja praca dotycząca technologii i sportu powstała.

W pierwszej kolejności chciałbym podziękować mojemu promotorowi, prof. Markowi Krajewskiemu. To on jest Kazimierzem Górskim tej publikacji. Pomógł mi ją mądrze ułożyć taktycznie oraz odpowiednio rozegrać poszczególne fragmenty całości. Bez niekończących się garści jego uwag niniejsza pozycja byłaby o wiele uboższa.

Dziękuję koleżankom i kolegom z Instytutu Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu za konsultacje i rozmowy, zarówno te toczone na seminaryjnym boisku, jak i te rozgrywane poza nim.

Dziękuję moim rodzicom za sportowe cechy w nauce – pasję poznania, dociekliwość i pracowitość.

Dziękuję Sławkowi, Radkowi i Bartkowi, moim braciom, za zarażenie wirusem sportu, utrzymywanie w stanie zainfekowania i pogłębianie stanu uzależnienia.

Dziękuję wreszcie Agnieszce, mojej żonie, za nieustające wsparcie i inspirację we wszystkim, co robię.

Jak myśleć o technologii w życiu społecznym?

Jedyną tezą, co do której istnieje zgoda w obrębie dyskursu związanego z obecnością technologii w życiu społecznym, jest konstatacja, że odgrywa ona w nim bardzo ważną rolę. W kwestii ontologicznego statusu tej relacji, jej istoty oraz czynników wpływających na nią takiej zgody już brak, w związku z czym mamy do czynienia ze zróżnicowanymi ujęciami tych zagadnień. Punktem wyjścia dla większości z nich jest teza o nieludzkim lub ludzkim (a w zasadzie od-ludzkim) charakterze technologii. Pociąga ona za sobą myślenie opozycjami w obrębie wszystkich konstytutywnych cech tej relacji. W konsekwencji wiele modeli tworzonych na fundamencie takich rozróżnień przypomina często próby klasyfikowania istotności czynników odpowiadających za odnoszenie sukcesu w zawodach jeździeckich. Jedną grupę w tych sporach stanowią wyznawcy teorii, że najważniejszy jest wierzchowiec, na którym się porusza dżokej. To jego forma, wytrenowanie, warunki fizyczne czy wreszcie dyspozycja w danym dniu decydują o sukcesie w zawodach. Czynnik pozaludzki jest więc głównym elementem determinującym rozwój sytuacji, on odpowiada za taką, a nie inną sekwencję zdarzeń. Drugą grupę tworzą natomiast wyznawcy koncepcji, w której głównym elementem odpowiedzialnym za przebieg wydarzeń na torze wyścigowym jest dżokej. Jego znajomość konia, na którym rywalizuje, umiejętność kierowania nim, stymulowania go do walki czy – posługując się przedmiotową analogią – właściwego „używania go” sprawia, że może on zwyciężyć w zawodach. Tym samym to ludzki czynnik jest odpowiedzialny za kształtowanie sytuacji, w której partycypuje. Metafora ta odnosi się do orientującego większość debat pytania o nadrzędność jednych struktur nad drugimi (ludzkich nad technologicznymi lub odwrotnie). Zwolennicy jednej optyki twierdzą, że człowiek posługuje się wiedzą technologiczną oraz jej wytworami w pożądany przez siebie sposób, w celu osiągnięcia określonych korzyści. W świetle drugiej optyki to technologia determinuje kształt życia społecznego i człowiek musi się dostosować do ustanowionych przez nią reguł.

Ja chciałbym odejść od tego typu myślenia. Rozpatrywanie bowiem współcześnie technologii jako czegoś jakościowo zewnętrznego względem świata społecznego (nawet jeżeli te dwa porządki często się krzyżują) świadczy moim zdaniem o niedostrzeganiu skali oraz skomplikowania relacji, jaka zachodzi między oboma porządkami. Kluczowe więc wydaje mi się mówienie o ludzko-technologicznej konstrukcji świata – wskazanie nierozerwalnego splotu technologii z życiem społecznym, zatopienie technologii w nim, podkreślenie wzajemnego sprzężenia obu czynników i ukazania wielości obszarów, które w związku z tą relacją wymagają redefinicji. Jak zwraca bowiem uwagę John Law: „Porządek społeczny nie jest już porządkiem społecznym. Stanowi on bowiem porządek socjotechniczny. To, co jest społeczne, ma również wymiar technologiczny. To natomiast, co określaliśmy zwykle mianem technologicznego, ma także charakter społeczny. W praktyce nic nie jest już »czysto« technologiczne ani »czysto« społeczne” [13].

Stare kategorie opisu, bazujące właśnie na opozycjach, zdają się już nieadekwatne. Trudno bowiem rozpatrywać na przykład technologie medyczne związane ze wspomaganiem organizmu człowieka (mechaniczna zastawka serca albo kolagenowe rekonstrukcje ścięgien) jako odrębne wobec niego i stanowionego przez niego porządku społecznego. Równocześnie nie sposób mówić o wyższości jednego elementu nad drugim, ponieważ funkcjonują one tylko w tym szczególnym związku i jednakowo go współtworzą – chory na serce człowiek bez mechanicznej zastawki mógłby szybko zakończyć swoje życie, a zastawki bez „właściciela” są zaledwie kawałkiem syntetycznego włókna. W wyniku stopienia się tych dwóch wymiarów życia można mówić o człowieku antropotechnicznym [14] lub też, jak chciałby tego Bruno Latour, o aktancie.

Warto więc rozpatrywać ów stan, po pierwsze, w kategoriach równorzędnych relacji, a nie stosunków nadrzędności i podrzędności struktur, po drugie, w kategoriach przegromadzenia, a nie zestawienia zróżnicowanych elementów, wreszcie po trzecie, jako domenę trwałej hybrydowości, a nie chwilowego połączenia.

Rozdział ten ma dwa podstawowe cele. W pierwszej kolejności ukazuje on kluczowe wątki obecne w dyskursie naukowym dotyczące definiowania technologii – podkreśla zasadnicze opozycje, przedstawia główne nurty myślenia o technologii i próbuje zarysować praktyki graniczne. Jednocześnie jednak – i to drugi cel rozdziału – próbuje on sproblematyzować przedstawiane zagadnienia. Chciałbym bowiem pokazać, jak labilne są te utrwalone w technologicznym dyskursie podziały oraz z jak skomplikowaną i wielowymiarową relacją człowiek – technologia mamy dziś do czynienia.

Technologia a technika

Jedną z pierwszych przeszkód, jakie napotyka badacz zajmujący się technologią, jest konfrontacja z definicją tego zjawiska. Uporanie się z tą kwestią powinno stanowić punkt wyjściowy dla dalszych poszukiwań. Sytuacja jest jednak o tyle trudna, że przedmiot zainteresowania jest zjawiskiem procesualnym, a także – co znacznie utrudnia jego opis – ujmowanym często dość potocznie i kontekstowo.

Procesualność technologii wynika ze związanego z nią płynnego momentu przejścia między ideą (która napędza technologię) a materialnością (której cechy z czasem idea wykształca). Nieostrość tej transformacji powoduje, że wymyka się ona jednoznacznym porządkująco-systematyzującym definicjom. Klasyfikowanie zjawisk jako technologicznych sprowadza się często – jak będę pisał szerzej w dalszej części pracy – do odpowiedzi na pytanie, czy coś jest rzeczą/urządzeniem//narzędziem (thing/device/tool), czy też wiedzą/zdolnością/umiejętnościami (knowledge/ability/skills). Mówiąc innymi słowy, czy jest „materialnym ucieleśnienie pomysłów, które komuś wcześniej przyszły do głowy”, czy też „ruchem świadomości, wobec świata idei, przekonań i pragnień” [15]. W tym pierwszym przypadku mielibyśmy do czynienia z techniką, w tym drugim – z technologią.

Zagadnienie jednak nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Należałoby bowiem je sproblematyzować i odpowiedzieć sobie na dwa kluczowe dla niego pytania. Po pierwsze, czy w przypadku przedmiotów i innych materialnych reprezentacji nie powinno się mówić o technologii. Jeżeli bowiem przyjmuje się, że technologia jest wiedzą, metodą postępowania, to rozpatrywana ona pozostaje na poziomie „niewcielonym”, jako idea właśnie, a nie fakt materialny (przy założeniu, że w kategoriach „wcielenia” nie rozpatruje np. zwojów mózgowych, w których owa idea się rodzi). Co w takim razie zrobić z czipami, mikroskopowymi nośnikami danych i innymi empirycznie uchwytnymi reprezentacjami, w przypadku których materialność jest zaledwie drugo- lub trzeciorzędową kwestią w stosunku do zaaplikowanej w nie wiedzy, której są one nośnikami i magazynami. Po drugie natomiast – i jest to rewers pierwszej wątpliwości – należy się zastanowić, czy technologia faktycznie jest jedynie ideą, aktem mentalnym, czymś, co w zasadzie nie ma reprezentacji, bo jeśli tylko ją wykształci to natychmiast staje się technicznym narzędziem. W większości sytuacji (o ile nie we wszystkich) ma ona wszak doprowadzić do wytwarzania pewnych obiektów materialnych. Proces technologiczny ma więc charakter ciągły i nie sposób jednoznacznie wskazać momentu przejścia między jednym a drugim jego aspektem.

Zamknięcie się w obrębie ideowo-materialnej opozycji poznawczej może spowodować a priori wykluczanie zjawisk będących emanacją obu tych obszarów, które to moim zdaniem są kluczowe dla zrozumienia zagadnienia. Uważam bowiem, że istotowy sens tego, co technologiczne, tak naprawdę umiejscawia się na przecięciu obu tych kategorii – między pomysłem (lub wyobrażeniem) a jego reifikacją.

Paradoks przyjęcia jednej optyki opisuje David Nye. Przedstawia on dwa metodologiczne podejścia do kwestii badania technologii – jedno ujmuje ją przez pryzmat obiektów materialnych/wynalazków, a drugie jako osadzoną w pewnym kontekście społecznym ideę.

Ta pierwsza perspektywa bliska jest internalistom. Opisując rozwój technologii, skupiają się oni przede wszystkim na rekonstruowaniu historii powstawania obiektu – sposobów łączenia poszczególnych jego elementów, użytych do tego materiałów oraz osobistego wkładu wynalazcy. Mniej istotny natomiast jest społeczny wymiar dochodzenia do odkrycia i refleksja nad tym, jakie czynniki mogły mieć na niego wpływ. Internalistyczny rodzaj biografii wytworu po prostu kończy się w momencie takiej kombinacji poszczególnych części, która prowadzi do powstania wytworu technologicznego – żarówki, komputera czy bomby atomowej [16].

Druga optyka podkreśla natomiast rolę procesualności zjawiska oraz jego społeczny kontekst. Kontekstualiści (jak nazywa Nye zwolenników tej koncepcji) opowiadają się przede wszystkim za analizą procesu technologicznego – toku konstruowania wiedzy podczas jego trwania, sposobu produkcji znaczeń z nią związanych oraz kulturowych praktyk im towarzyszących. Jak pisze Nye, „technologia nie jest statycznym artefaktem, ale dynamicznym systemem w toku ewolucji, którego cechy i funkcje są do wzięcia” [17]. Idąc tym tropem, kontekstualiści zwracają uwagę, że komputer nie jest maszyną, która trafiła nagle do świata społecznego z jakiegoś zewnętrznego systemu, ale wielowymiarowym splotem społecznych procesów, które docierają się w trakcie wykształcania materialnej reprezentacji – w tym wypadku procesor, płyta główna komputera, jego obudowa, monitor itd. Jednocześnie dużo mniej uwagi poświęcone jest tutaj materialnemu wymiarowi technologii. Kontekstualiści nie wnikają w to, przy użyciu jakich narzędzi i na drodze jakich poszczególnych etapów doszło do kreacji pewnego artefaktu.

Jak widać powyższe ujęcia są rozłączne – skupiając się na jednym aspekcie technologii, pomijają zupełnie drugi. Wyłączają one tym samym kategorie pośrednie, łączące opis fizykalny z mentalnym. Niepełność tych opisów dobitnie ukazuje brak adekwatnego aparatu niezbędnego do wyczerpującego opisu zjawiska technologii.

Potoczność definiowania technologii przejawia się w intuicyjnym i kontekstowym dokonywaniu rozróżnienia na technikę i technologię. Technika utożsamiana jest w nich zwykle z czterema kontekstami: po pierwsze, ze sprawnością manualną (gdy coś jest wykonane dobrze technicznie, ze znawstwem i umiejętnie, to znaczy, że jest to wykonane zgodnie ze wszystkimi zasadami sztuki, np. określona technika malarska albo rzeźbiarska); po drugie, ze skutecznością i szybkością wykonywanych czynności (np. technika szycia); po trzecie, z wytwarzaniem i posługiwaniem się narzędziami (pracownik techniczny to taka osoba, która rozliczana jest z posługiwania się określonymi artefaktami oraz umiejętności ich konserwowania – np. osoba odpowiedzialna za sprawność instalacji gazowych); oraz, po czwarte, z innowacyjnością wprowadzanych rozwiązań (szczególnie często pojawia się ona w związku z odkryciami naukowymi – silnikiem parowym, maszyną przędzalniczą, koleją żelazną czy samolotem). Określenia techniki są więc zakresowo stosunkowo wąskie – dotyczą mało rozbudowanych praktyk, w przypadku których kluczowe jest ich właściwe wykonanie.

Technologia natomiast pojawia się zwykle w kontekście najnowszych osiągnięć nauki (technologie „kosmiczne”, „informacyjne”, „sieciowe” czy „nanotechnologie”) oraz w odniesieniu do zaawansowanych umiejętności miękkich („technologie pracy umysłowej”). Znaczenia przypisywane słowu „technologia” odnoszą się zazwyczaj do rozwiniętych metod wytwórczo-rozwojowych – skupionych na wprowadzaniu innowacji i modyfikowaniu istniejącego ładu.

Jednocześnie należy zwrócić uwagę, że oprócz potocznych i intuicyjnych rozróżnień zjawiska techniki i technologii mamy również do czynienia z częstym ich utożsamianiem. Zaledwie kilku autorów [18] dokonuje jednoznacznego rozróżnienia na technikę i technologię, pozostali natomiast posługują się wyłącznie jedną albo drugą kategorią. Prowadzi to do nieprzejrzystości definicyjnej i sytuacji, w której dany fenomen jednym razem opisywany jest w kategoriach techniki, a innym – technologii. Niepodjęcie więc trudu definicyjnego uściślenia problemu skutkowałoby zamazaniem pola badawczego. Znajdowałoby to później odzwierciedlenie podczas prób eksploracji bardziej szczegółowych zagadnień. Zawsze bowiem pojawiałaby się kwestia trafności poszukiwań i pytanie, czy to, co badamy, faktycznie jest technologią.

Jak próbowałem już sygnalizować, główną przyczyną definicyjnej nieprzejrzystości fenomenu technologii jest niedookreślonie relacji pomiędzy nią samą a techniką. W konsekwencji zamazują się różnice między nimi i wskazuje się na tożsamość obu zjawisk lub też wręcz przeciwnie – podkreśla się ich jakościową odrębność i wzajemną nieprzystawalność. Postaram się więc zrekonstruować podstawowe znaczenia przypisywane obu kategoriom oraz odtworzyć związki między nimi. Na koniec postaram się sformułować definicję technologii, którą będę posługiwał się w dalszej części pracy.

Technika jest często ujmowana dość wąsko jako obszar kreowania oraz operowania artefaktami. Ludzki wkład w tę relację sprowadza się do sprawności w posługiwaniu się poszczególnymi przedmiotami. Jak pisze van Melsen w swojej wąskiej definicji techniki: „Technika w ścisłym sensie odnosi się bezpośrednio do wytwarzania oraz posługiwania się takimi sprzętami jak narzędzia, instrumenty i maszyny. Narzędzia bezpośrednio uzupełniają rękę, dzięki czemu może ona spełniać funkcje, których sama nie mogłaby spełniać lub spełniałaby je z wielkim trudem [...] muszą być poruszane, kierowane i obdarzone energią przez rękę. Instrument jest czymś bardziej skomplikowanym i dlatego jest zdolny do pełnienia swojej funkcji mniej lub bardziej niezależnie, jeśli tylko zostanie wprawiony w ruch. Maszyna jeszcze bardziej jest niezależna i domaga się jedynie obsługi i kontroli” [19].

Technika stanowi więc głównie działalność wytwórczą – ma ona prowadzić do powstania określonej materialnej reprezentacji oraz do umiejętności posługiwania się nią. Istotna jest tutaj również gradacja wytworów, z którymi wchodzi w relacje człowiek – niektóre z nich wymagają większej jego ingerencji, inne mniejszej. Również Andrzej Siciński zwraca uwagę na materialny wymiar techniki. Podkreśla on jednak również umiejętność panowania nad nim: „Technika jest terminem wieloznacznym. Bywa on używany w trzech co najmniej znaczeniach: przede wszystkim dla oznaczenia narzędzi, a w szczególności takiej ich skomplikowanej postaci, jaką stanowią maszyny – w takim rozumieniu często używa się tego terminu w języku potocznym, w takim też rozumieniu występuje czasem w etnografii, etnologii; w rozważaniach teoretycznych – szczególnie socjologów, antropologów kulturalnych – technika bywa czasem rozumiana jako całokształt metod, którymi posługuje się człowiek. Żadnego rozumienia z tych dwóch nie uważamy za trafne. Pierwsze rozumienie ogranicza technikę do wytworów materialnych – pomijając problemy ich zastosowania; drugie natomiast zbytnio rozszerza zakres rozumienia techniki, obejmuje nim wszelkie metody, z drugiej zaś strony – nic nie mówi się tu w samej definicji na temat środków materialnych (narzędzi). Najbardziej trafny wydaje nam się trzeci sposób rozumienia »techniki«. Proponujemy następujące jego sformułowanie: techniką nazywamy charakterystyczną dla gatunku ludzkiego całość, jaką tworzą narzędzia wraz z regułami ich zastosowania, całość służąca opanowywaniu przyrody” [20].

Tym samym termin „technika” dotyczy również metod działania, ale tylko tych, które związane są z posługiwaniem się szeroko rozumianymi narzędziami. Ujęcie to otwiera pole do interpretacji sensu metody i włączenia w jej zakres zróżnicowanych elementów. Harold Laswell podkreśla, że sensem tej metody jest wprowadzenie jej w życie poprzez działanie: „Technika to działania, które pozwalają na osiąganie wartości z istniejących zasobów” [21]. Równocześnie technika generuje wartości. Jak zwraca uwagę Henryk Skolimowski, nie ma neutralnej techniki: „Technika sama w sobie to abstrakcja platońska. Technika w kontekstach ludzkich to realizowanie wartości; wartości dobra, a niekiedy zła. Technika to realizowanie wartości. Wartości nie są neutralne” [22].

Dla Marcella Maussa natomiast to działanie jest nakierowane na konkretny cel i ma jeszcze określone cechy: „Technika jest zespołem ruchów, działań, głównie i przede wszystkim ręcznych, zorganizowanych i tradycyjnych, z których wszystkie zgodnie zmierzają do znanego celu, na przykład fizycznego lub organicznego” [23]. Inni autorzy wskazywali również na intersubiektywność, powtarzalność i skuteczność technicznej aktywności. Alain Lalande pisał, że „technika to dokładnie określone i przekazywalne metody, mające na celu doprowadzenie do pewnych rezultatów uznanych za pożyteczne” [24]. Technika stopniowo więc rozluźniała swoje definicyjne więzi z materialnością, stając się bytem określanym w kategoriach procedury zapewniającej efektywną działalność. Stan ten wybrzmiewa silnie w definicji techniki zaproponowanej przez Henriego Janne: „Technika jest zespołem systematycznych i przekazywalnych procedur, które w określonej społeczności – stosowane w ramach danych warunków materialnych i instytucjonalnych – sprawiają, że środowisko naturalne dostosowuje się do potrzeb podstawowych, a następnie również do potrzeb kulturalnych” [25].

Ta optyka uwypuklona jest także w drugim, tym razem szerokim, ujęciu techniki przez van Melsena: „Technika w szerokim sensie – od manipulowania przedmiotami materialnymi do czynności bardziej intelektualnych – wszelkie czynności muszą być wykonywane w sposób technicznie poprawny” [26].

Podsumowując, technika definiowana jest przez pryzmat materialnych przejawów wytwarzanych po to, aby osiągnąć jakiś cel, a jednocześnie funkcjonuje ona także jako metoda porządkująca pewne praktyki związane z osiąganiem tego celu, nadającej jej znamiona efektywnej procedury. Szukając istotowego sensu techniki, Janusz Sztumski konkluduje swój wywód w następujący sposób: „O ile zadaniem nauki jest wprowadzanie wniosków z określonych stanów rzeczy oraz tworzenie teorii obejmujących zależności wzajemne pomiędzy odpowiednimi wielkościami obserwowalnymi, mierzalnymi, to dla techniki podstawowym celem jest udzielanie odpowiedzi na pytanie: »Jak należy coś zrobić?«. Zatem u podstaw zainteresowań technicznych leży problem wykonalności i wykonawstwa określonego przedmiotu” [27].

Głównych przymiotem techniki jest więc skuteczność. Może być jednak ona opisywana poprzez środki, które służą realizacji określonych założeń lub też poprzez wskazanie skutecznej „partytury działań”.

Gdzie jest więc w tym uniwersum znaczeń miejsce dla technologii? Pojawia się w nim ona jako wiedza wykorzystywana do stymulowania rozwoju technicznego. Stanowi ona swoisty namysł nad nowymi polami jego ekspansji. Jak stwierdza van Melsen, technologia jest „kontemplacją nie tylko tego, co jest, ale też tego, co może zaistnieć; to przewidywanie i poznawanie możliwości zmiany, kształtowanie natury” [28]. Najwłaściwsze w zasadzie byłoby opisywanie jej w kategoriach nauki praktycznej, będącej fundamentem innowacyjnych rozwiązań, wykorzystywanej potem w ich praktycznym aplikowaniu. Siłą rzeczy wpisany więc w nią pozostaje krytyczny ogląd zastanej rzeczywistości. Ta teza jest o tyle istotna, że wyjaśnia także, dlaczego postrzegam technologię jako czynnik związany przede wszystkim ze zmianą społeczną. Jestem oczywiście świadomy, że może być ona również wykorzystywana w praktykach utrwalających istniejący porządek – tak dzieje się np. w państwach totalitarnych. Jednocześnie należy zwrócić uwagę, że te praktyki konserwujące lub reprodukujące określony system mają charakter reaktywny, czyli nakierowane są na aktywne przeciwdziałanie zmianie – stanowią specyficzną kontrzmianę. Oznacza to, że one również kierują się logiką systemową, która formuje – a zatem również zmienia – rzeczywistość społeczną w określony sposób.

Technologia jest więc ideą transformacyjną, lokującą się w obszarach podatnych na zainfekowanie – „w jej założenie wpisana jest bowiem możliwość modyfikacji, zdolność do wynajdywania sposobów takiego łączenia danych natury, aby w wyniku otrzymać coś nowego, co może służyć człowiekowi” [29]. W percepcji tego fenomenu punkt ciężkości umiejscowiony pozostaje więc w sferze ideacyjnej. Ma on naturę impulsu sprawczego, zwartej wizji celu i metody do niego prowadzącej.

Jednocześnie bardzo ważną kwestię stanowi określenie relacji technologii z techniką. Van Melsen wskazuje, że wykształcenie się technologii jest konsekwencją unaukowienia techniki. Stwierdza on wprost, że technologia jest techniką opartą na nauce. Dzięki pogłębionej wiedzy technologicznej jednostki mają możliwość eksploatacji obszarów, które nie są jej dostępne na poziomie działalności czysto technicznej: „Nie można by już wprawdzie stwierdzić, że człowiek ograniczał się do materiałów i źródeł energii, do których stosowania zachęcała go natura, albowiem dzięki rozwojowi nauk fizykalnych zaczął on do tego stopnia wnikać w tajemnice natury, że zdołał poznać, jak należy się posługiwać materiałami i energią, których dostępność nie była zbyt łatwo dostrzegalna w naturze” [30].

Idąc tym tropem, Skolimowski pisze o różnych sposobach definiowania technologii. Szczególnie istotne według tego autora są dwie koncepcje – pragmatyczna i intelektualna. Ta pierwsza skupia się na użytkowym aspekcie technologii i podkreśla w niej to, co jednostka może praktycznie zaaplikować, aby systematycznie polepszać swoją sytuację życiową.„Technologia w znaczeniu, w jakim ten termin jest najpowszechniej używany, polega na opanowaniu technik, na nabyciu umiejętności (know how), na zdolności do określenia, co jest skuteczne i w jakich okolicznościach. Jest to więc, innymi słowy, zdolność dobierania środków do osiągnięcia pożądanego celu w sposób najskuteczniejszy i najsprawniejszy. Zatem czysta wiedza stanowi zespół opisów świata, gdy technologia stanowi zespół technik. Pierwsza jest siatką pojęć abstrakcyjnych, druga jest zbiorem narzędzi” [31].

Tym samym składnik poznawczy technologii ustępuje miejsca składnikowi praktycznemu. Warto również zauważyć, że to drugie rozumienie czyni ją de facto tożsamą z techniką.

Inaczej jest w przypadku koncepcji intelektualnej. Tam na pierwszy plan wysuwa się kwestia poznania. W jej optyce technologia pasożytuje na poznaniu, staje się od niego zależna. Jeżeli w ujęciu pragmatycznym technologia odpowiada na pytanie „co ma być?”, o tyle w ujęciu intelektualnym skupia się na poziomie „co jest?”. W pierwszym przypadku mamy najpierw opis lub plan, a dopiero potem „rzeczywistość”, przedmiot wytworzony zgodnie z naszym zamiarem, planem; w drugim jest najpierw rzeczywistość, a potem jej opis [32]. Przykładem niech tu będzie myślenie o najnowszych technologiach medycznych. Opisywać je można dwutorowo. Można mówić o nich, w pierwszej kolejności je charakteryzując (czyli mówić o ich właściwościach, cechach, kluczowych elementach), a potem opisywać sposób, w jaki będą wpływały na rzeczywistość (np. dokonać opisu nowej szczepionki, a później zarysować model pożądanych zmian, które jej użycie powinno spowodować). Można także skupić się na poznaniu i zrozumieniu zmian, które technologia wytworzyła (np. na skutkach użycia szczepionki) i na ich tle dokonać wyczerpującego opisu tej rzeczywistości. Jak widać, w tym drugim przypadku zabrakło przede wszystkim elementu świadomej projekcji zmian ze strony jednostki, pragmatycznej działalności człowieka nastawionej na formowanie rzeczywistości społecznej. Fenomen może więc być różnie rozpatrywany przez wzgląd na swoje różne atrybuty – walory poznawcze albo praktycznie aplikowany potencjał.

W dalszej części swojej pracy Skolimowski podejmuje również ciekawą próbę uporządkowania definicji technologii. Odchodzi on bowiem od typowego binarnego ujęcia „szeroka/wąska definicja”, na rzecz myślenia gradacyjnego. Technologia w jego koncepcji może być rozpatrywana na pięciu poziomach, które tworzą koncentryczne kręgi, przy czym każdy kolejny krąg jest definicyjnie szerszy/pojemniejszy niż poprzedni. „Pierwsze, najbardziej wewnętrzne koło, przedstawiające najwęższe pojęcie technologii można utożsamić z kolekcją wszystkich narzędzi stworzonych ręką ludzką. Drugie koło przedstawia ich zastosowanie i funkcje (oczywiście zawiera ono w sobie pierwsze koło). Trzecie koło przedstawia przedmioty wyprodukowane przez 1 i 2 (samochody są przedmiotem pewnych narzędzi i wiedzy o ich funkcjonowaniu). Czwarte koło przedstawia społeczne konsekwencje przedmiotów stworzonych przez technologię; oczywiście zawarte są tu wszystkie poprzednie zakresy technologii. Piąte koło przedstawia wpływ zmian technologicznych na życie jednostki, włączając zmiany ekologiczne” [33].

Autor wychodzi od narzędzi, a więc materialności utożsamianej zwykle z techniką (np. koparka). Następnie dodaje do nich swoistą instrukcję obsługi (np. sposób obsługi koparki). Te dwa koła pokrywają się jakościowo z prezentowanymi we wcześniejszej części rozdziału ujęciami Sicińskiego czy van Melsena. Na zakres trzeciego koła składają się efekty umiejętnego posługiwania się narzędziami, czyli mówiąc innymi słowy – skutki złożenia pierwszego i drugiego koła (np. rów melioracyjny zbudowany dzięki umiejętnemu posługiwania się koparką). Czwarty zakres technologii obejmować będzie społeczne konsekwencje przedmiotów wytworzonych przy pomocy technologii (np. sposób, w jaki obecność rowu melioracyjnego wpływa na życie jednostek). Wreszcie piąty zakres wskazuje na szersze konsekwencje przemian technologicznych – to, w jaki sposób modyfikują one świat społeczny jednostki oraz jego otoczenie (np. istnienie koparek i wykonywana przez nie praca zrewolucjonizowały współczesne budownictwo). Technologia może być rozpatrywana na każdym z tych poziomów, przy czym każdy kolejny zawiera w sobie również wszystkie poprzednie.

Koncepcja ta jest o tyle interesująca, że nie zamyka się w obrębie łatwych opozycji, ale podkreśla relacje zachodzące pomiędzy różnymi rozumieniami technologii. Jednocześnie warto również zauważyć, że te relacje są jednostronne. To znaczy, że Skolimowski zakłada wyłącznie ruch ku wyższym kręgom. Odbywa się on przez odpowiednie „nasycenie” niższego kręgu, w konsekwencji którego następuje przejście na wyższy poziom. Tymczasem istotą technologii jest chyba właśnie zwrotność i możliwość operowania na wielu poziomach (np. rozpatrywanie zmian spowodowanych wykopaniem rowu melioracyjnego przez pryzmat łatwości lub trudności obsługi koparki).

Ujęcie zaproponowane przez Skolimowskiego stanowi też dla mnie asumpt, aby myśleć o technologii jako o systemie nadrzędnym wobec techniki, w którym technika jest zaledwie podzespołem technologii. Ta relacja inkluzji jest o tyle istotna, że już a priori neguje ona jednoznaczne binarne rozróżnienie na technikę i technologię. Równocześnie nie oznacza to, że całkowitemu zatarciu ulega ideowo-materialna opozycja – raczej nabrała ona procesualnego charakteru. Rzecz w tym, że w zmodernizowanych społeczeństwach nie ma już materialnych reprezentacji, które nie istniałyby niezależnie od podbudowy w postaci idei czy wiedzy. Nie chodzi tu tylko o to, że wytworami technologicznymi są komputery, samochody czy wanny, ale również noże i buty. Współcześnie wszelka wytwórczość funkcjonuje bowiem w kontekście określonej formuły naukowej (odnosi się to także do przedmiotów hand made czy też narzędzi prymitywnych, ponieważ one do wytworów technologicznych są porównywane i przez ich pryzmat oceniane). Narzędzia wypierane są przez maszyny, które opierają się na nauce, a ich materialność jest aktem wtłaczania rozwiązań ideacyjnych w określoną formę. Jednocześnie istnieją również obszary wiedzy technologicznej, które nie uległy jeszcze materializacji i bazują wyłącznie na posiadaniu wiedzy i jej „niematerialnej stosowalności”. Przykładem mogą tu być technologie medyczne, które często polegają nie na wytworzeniu jakiegoś artefaktu, ale na wytworzeniu świadomości reguł funkcjonowania żywych organizmów i związanych z nimi zaleceniami co do ich traktowania (np. dietetyka zbudowana jest na naukowej i wyjątkowo złożonej wiedzy o ciele człowieka, jednak nie wykształca żadnych konkretnych materialnych reprezentacji, a realizuje się poprzez swoiste poradnictwo związane z formami jednostkowego zarządzania ciałem).

Tym samym technologia stanowi półprzepuszczalny system – w jej uniwersum nie ma już reprezentacji niezbudowanych na wiedzy, ale istnieje tu jeszcze wiedza, która nie ma reprezentacji. Wiedza technologiczna stanowi więc specyficzne podglebie dla dalszej – już empirycznej – formacji. Może ona w ogóle nie reprodukować się w postaci materialnych przejawów (zostać szeroko rozumianym softwarem), ale już wykształcenie się takiej reprezentacji nieodłącznie powiązane jest z technologiczną wiedzą.

Zmierzając ku końcowi rozważań na temat techniki i technologii chciałbym jeszcze raz podkreślić główny problem związany z opisem tych zjawisk. Wynika on z niedostrzegania procesualności fenomenu technologicznego. Fenomen ten wiąże się z zacieraniem się granic pomiędzy ideą technologiczną a jej empirycznymi przejawami. Płynność tej kategorii każe rozpatrywać ją wieloaspektowo, a nie w sztywnych okowach terminologicznych. Wielokrotnie jednak wybiera się jedną optykę opisu techniki i technologii, wtłaczając jednoznacznie te zjawiska w określone ramy definicyjne, nie dostrzegając równocześnie skomplikowanych relacji zachodzących między nimi. W konsekwencji mówienie o technice i technologii jest niejednokrotnie czysto intuicyjne i bazuje na pewnych utrwalonych w dyskursie opozycjach. W poniższej tabeli zebrałem oraz zestawiłem opozycyjne atrybuty, które pojawiły się we wcześniejszych fragmentach rozdziału, a także postarałem się wskazać część wspólną obu zjawisk, czyli atrybuty przypisywane w definicjach zarówno technice, jak i technologii. Jak widać, dość silnie ogniskują się one wokół kwestii materialności i niewcielonej wiedzy.

TECHNIKA

TECHNOLOGIA

Narzędzie/instrument/maszyna

Wiedza/metoda/reguły

lub

Wiedza/metoda/reguły + Narzędzie/instrument/maszyna

Środek do realizacji określonego celu

Wizja celu, kierunek rozwoju

Użytkowana przez człowieka

Autonomiczna logika

Przetworzenie/przekształcenie

Porządkowanie/ład

Podmiot sprawczy

Impuls sprawczy

Ruch, działanie

Idea

Wykonanie

Metodologia

Technika

Technika oparta na nauce

Maksymalizacja korzyści, optymalne wykorzystanie zasobów, poszerzanie zdolności

Sytuacja ta skutkuje częstym podkreślaniem jakościowej nieprzystawalności zjawisk lub też dostrzeganiem tylko jednego z nich (czyli mówieniem tylko o technice albo tylko o technologii). Tymczasem warto spojrzeć na współczesną technologię właśnie przez pryzmat silnej relacji, jaka wiąże ją z techniką – relacji, która moim zdaniem spaja je w jedną całość.

Ich częścią wspólną jest bowiem przede wszystkim podstawowy sens obecności w świecie społecznym. Jedna i druga (jeżeli już mam posługiwać się językiem rozdzielającym te zjawiska) mają te same cele. Po pierwsze, obie mają służyć adaptowaniu się jednostki do otoczenia. Przyczyniają się one do optymalizowania jej obecności w systemie społecznym. To one przyczynią się do jak najlepszego wykorzystywania dostępnych zasobów, maksymalizują korzyści płynące z funkcjonowania jednostki w społeczeństwie, wskazują kierunki rozwoju tego funkcjonowania oraz dostarczają narzędzi do efektywnych działań. Z drugiej strony, technika i technologia przyczyniają się do transgresji. Dzięki nim jednostka wykracza poza organiczne zdolności własnego ciała oraz ma możliwość oddziaływania na środowisko i przekształcania go. Tak więc, mimo że mogą być one opisywane jako praktyki na różnych poziomach (działanie – wizja, wykonanie – metodologia), to zakorzenione są w tej samej logice funkcjonowania. Dlatego współcześnie nieadekwatne jest mówienie o odrębności techniki od technologii, a co za tym idzie – samo wprowadzanie tego rozróżnienia. Ma ono sens jedynie historycznie, czyli w czasach, w których posługiwanie się narzędziami i tworzenie ich nie było powiązane z wiedzą naukową. Technologia w zmodernizowanych społeczeństwach jest natomiast właśnie techniką opartą na wiedzy naukowej, nieintuicyjną, zbudowaną na fundamentach refleksyjności jednostek i specyficznego rodzaju poznania z nim związanego (poznania właśnie opierającego się na precyzyjnej znajomości substancji). Wytwarza ona materialne reprezentacje, ale również zatrzymuje się na poziomie ideacyjnym jako wiedza naukowa, wykwalifikowana umiejętność, specyficzne know-how. Jednocześnie technologia, pomimo swojej ontologicznej ambiwalencji, bardzo silnie określa życie społeczne – nie tylko funkcjonuje w otoczeniu ludzi, ale również na wielu polach kształtuje wyobrażenie o tym, co ludzkie w ogóle jest.

Podsumowując, definicje techniki i technologii są wyjątkowo nieporęcznymi pojęciami. Po pierwsze, wynika to z racji braku spójnej propozycji rozdzielenia obu tych zjawisk. Większość koncepcji nie podejmuje trudu wskazania różnic między nimi i posługuje się albo jedną kategorią (zwykle jest to technika), albo używa ich naprzemiennie. Sytuację tę tłumaczyć można faktem, że terminami tymi operują przedstawiciele bardzo różnych dyscyplin naukowych (zarówno tych z zakresu humanistyki, jak i nauk ścisłych czy, nomen omen, technicznych). W konsekwencji jednak reprodukcji ulega wyjątkowo zaciemniony definicyjny obraz porządku technologicznego. Po drugie, powodem jest sam wątpliwy sens odróżniania tych dwóch obszarów. Jak starałem się udowodnić, w nowoczesnych społeczeństwach technika i technologia stanowią spójną całość, która charakteryzuje się procesualną naturą. Nie sposób więc rozgraniczać obu tych płaszczyzn – technologia po prostu jest specyficzną fazą rozwoju techniki. Dlatego w dalszych częściach pracy i badaniach leżących u ich podstaw będę rozumiał technologię jako zaawansowaną wiedzę naukową o charakterze użytkowym (czyli jako wiedzę możliwą do praktycznego zaaplikowania), która wykorzystywana jest – przede wszystkim w nowoczesnych społeczeństwach – w zróżnicowanych praktykach społecznych. Funkcjonuje ona poprzez reprezentacje o charakterze ideacyjnym (np. metoda, reguła, formuła czy skrypt postępowania) lub materialnym (np. dostępne empirycznemu poznaniu wytwory), zastosowanie znajduje zaś zarówno na poziomie mikro- (związanym z jednostkową adaptacją, wytwarzaniem czy innowacyjnością), jak i makrospołecznym (związanym z globalną siecią społeczną).

Główne dyskursy technologiczne

Kolejnym krokiem – po bardziej czy mniej udanej próbie zdefiniowania fenomenu technologicznego – na drodze do stworzenia modelu funkcjonowania technologii w świecie społecznym jest wskazanie na główne wymiary jej relacji z tymże światem. Analiza tego obszaru skupiać się będzie na wydobyciu i opisaniu głównych kontekstów, w obrębie których technologia pojawia się w dyskursie naukowym. Dyskurs naukowy rozumiem jako całokształt przekazów funkcjonujących w świecie nauk humanistycznych [34], przy czym zwracać będę uwagę zarówno na używany w nich język (słowa-klucze, cechy formalne wypowiedzi), jak i na przekazywane treści [35].

To pojęcie dyskursu jest o tyle ważne, że, jak twierdzi Zbyszko Melosik, „ustanawia ono założenia dotyczące oblicza, jakie rzeczywistość może przyjąć, aby być rzeczywistością oraz determinuje sposoby jej badania, a także standardy prawdy i fałszu” [36]. Tym samym wyselekcjonowanie i sporządzenie typologii technologicznych wątków obecnych w dyskursie, z jednej strony, pozwoli na stworzenie wyczerpującej wizji systemowych konsekwencji „bycia” technologii w świecie, a z drugiej strony, ułatwi dalszą, już empiryczną eksplorację zagadnienia.

W oparciu o analizę literatury z zakresu humanistyki, w której pojawia się kontekst technologii (lub też techniki), wyodrębniłem trzy główne nurty jej dyskursywnej obecności. Po pierwsze, jest to dyskurs nowości. Skupia się on przede wszystkim na podkreśleniu zmiany inicjowanej w systemie społecznym przez technologię. Zwraca on uwagę na jej rozmiar, kompleksowość oraz logikę rozprzestrzeniania się. W tej optyce modyfikowanie systemu stanowi immanentną cechę technologii. Po drugie, mamy do czynienia z dyskursem sprawczości. Technologia opisywana jest w nim przez pryzmat sprawczości jednostki – jako środek jej pobudzania lub ograniczania. Kluczowa pozostaje tutaj kwestia podmiotowości i tego, na ile aktorzy funkcjonujący w porządku socjotechnicznym są zdolni do samodzielnego kształtowania otaczającego ich środowiska. Wyróżniłem w tym nurcie trzy główne wątki:

wskazujący na człowieka jako na czynnik świadomie wpływający na rzeczywistość i refleksyjnie posługujący się narzędziami dostarczanymi przez technologię;

upatrujący w technologii system osobny, mediujący pomiędzy człowiekiem a środowiskiem;

wskazujący na technologię jako na siłę determinującą zachowania człowieka.

Po trzecie wreszcie, technologia pojawia się w kontekście aksjologicznym. Wiąże się ona wtedy z oceną systemowych zmian stymulowanych przez nią – czy przyczyniają się one do rozwoju czy regresu, czy uzdalniają czy też od-zdalniają jednostkę itp. Dyskurs ma więc charakter wartościujący, opiera się na pewnych ideałach opisujących rzeczywistość i wskazuje na pozytywne lub negatywne aspekty relacji technologia – życie społeczne. W dalszej części rozdziału postaram się przedstawić te trzy główne konteksty.

Nowy (technologiczny) ład. Stwierdzenie nieadekwatności jakiegoś stanu postrzegane jest często jako główny czynnik stymulujący rozwój technologii. Nieadekwatność ta może się objawiać w nieprzystosowaniu jednostki do otoczenia (a w konsekwencji niemożliwości realizacji jej potrzeb), a także stanowić wyraz braku korespondencji między obowiązującym ładem a oczekiwaniami poszczególnych aktorów życia społecznego. To zdefiniowanie rozdźwięku pomiędzy istniejącym stanem a tym przez jednostki pożądanym wyzwala w nich dążenie do przedefiniowania kontekstu, w obrębie którego funkcjonują. Pojawia się więc chęć reorganizacji rzeczywistości społecznej, uczynienia jej tak dalece jak to możliwe funkcjonalną względem jednostki. Motywacja ta wskazywana jest często jako dowód na wyłącznie ludzki wymiar technologii. Jose Ortega y Gasset argumentuje, że kluczem do zrozumienia technologii jest rozpatrywanie jej przez pryzmat ewolucji społecznej. Stanowi ona bowiem wyraz nadmiaru i dążenia do zmiany. Zwierzęta zaspokajają się zastanym stanem otoczenia i nie przejawiają chęci zmiany – „oto dlaczego zwierzęta są atechnologiczne – im wystarczy prosty akt istnienia” [37]. Człowiek natomiast cały czas pragnie modyfikować swoje otoczenie w taki sposób, aby jak najpełniej odpowiadało ono jego oczekiwaniom. Według Hannah Arendt, właśnie ten aspekt obecności jednostki na planecie, który autorka nazywa wytwarzaniem, decyduje o nadaniu ludzkiej kondycji światowości, zamianie planety w świat: „Wytwarzanie to czynność odpowiadająca nienaturalności ludzkiej egzystencji, która nie jest osadzona w wiecznie powracającym cyklu życia gatunku i dla której ów cykl nie stanowi już kompensacji jej śmiertelności. Wytwarzanie daje „sztuczny” świat rzeczy, wyraźnie odmienny od całego otoczenia przyrodniczego” [38].

Jednocześnie umiejętność wytwarzania narzędzi oraz posługiwania się nimi jest czynnikiem klasyfikującą jednostkę jako istotę ludzką. „Te same przyrządy, które jedynie ujmują ciężaru i mechanizują pracę animal laborans, zostały zaprojektowane i wynalezione przez homo faber, żeby zbudować świat rzeczy, zaś ich trafność i precyzję dyktują nawet nie tyle subiektywne potrzeby i pragnienia, ile takie »obiektywne« cele, jakie tylko zapragnie on sobie wymyślić” [39].

„Ludzkie” jest więc to, co wytworzone, wykreowane przy pomocy przyrządów. Warto jednak również zauważyć, że wytwarzanie człowieka to mechanizm zwrotny. Dążenie do inicjowania przemian wynika z chęci dostosowywania przez jednostkę środowiska społecznego do swoich potrzeb, ale jednocześnie to zmienione środowisko wpływa na redefiniowanie potrzeb jednostki – odkrywa przed nią nowe obszary konieczności (np. przedefiniowanie swoistego minimum niezbędnego do życia w społeczeństwie), sposoby realizowania siebie oraz dobra, które mógłby chcieć posiadać [40]. Tkwi w tym zamyśle przeświadczenie o plastyczności świata społecznego i samego człowieka. Fundamentem dla niego bowiem jest myśl, że działalność człowieka na polu technologicznym to swoiste odsłanianie potencjalności – rzeczywistość pozostaje magazynem możliwości, a zadaniem jednostki jest po prostu ich wyzwalanie. Sens technologicznej ingerencji stanowi więc odkrycie – nadawanie częściom spójnej całości; wyistaczenie tego, co jeszcze się nie wyistoczyło; przekształcanie tego, co skryte, w to, co niekryte [41]. Umiejętność modyfikowania zastanego porządku i ustanawianie nowego pozostaje więc immanentną cechę ludzkiego gatunku. Jednostka poprzez swoją działalność ma uzdatniać i dopasowywać otoczenie do własnych potrzeb. Dochodzi do tego na drodze przeorientowania poszczególnych fragmentów rzeczywistości społecznej. Kluczowe jednak dla zrozumienia kondycji technologii jest uświadomienie sobie, że nie każdy akt wytwarzania przy użyciu narzędzi jest właśnie technologią. Technologia to bowiem działalność bazująca na bardzo ściśle określonej wiedzy – abstrakcyjnym, ale posiadającym konkretne praktyczne aplikacje. Tym samym jest ona fenomenem nowoczesnym, który posiada co prawda swój sięgający prehistorii rodowód, ale który jednocześnie został zalegitymizowany jako technologia dopiero wraz z modernizacją, której podstawą jest refleksja naukowa, oderwana od doraźnej konieczności zastosowania. Podkreślają to Mirosława Marody i Anna Giza-Poleszczuk: „[...] podstawową cezurą w historycznym ciągu przemian technologicznych staje się przejście od narzędzi wytwarzanych przez praktyków do narzędzi będących pochodną szeroko rozumianej działalności naukowej” [42].

Określona wiedza niezbędna jest również do użytkowania technologii, co również odróżnia ją od przednowoczesnych technik wytwarzania dóbr. Wspomniane przed chwilą autorki zwracają uwagę na konieczność posiadania określonych kompetencji kulturowych związanych z obsługą technologii na przykładzie obsługi komputera: „Jednakże podstawową różnicą między wynalazkami mającymi swe korzenie w nauce jest proces narastającego »zinformatyzowania« tych ostatnich, przez które to określenie rozumiemy tu zarówno wzrost informacji zawartych w samym narzędziu, jak i wzrost informacji pochodzących z zewnątrz, a koniecznych do tego, by móc je wykorzystać w sposób zgodny z »wbudowanymi« weń możliwościami. Co prawda naciskanie na chybił trafił klawiszy laptopa może doprowadzić do jego uruchomienia, jednakże od tego momentu dalsze odkrywanie zastosowań narzędzia jest już wspomagane informacjami dostarczonymi przez twórcę narzędzia w postaci ikon czy objaśnień słownych. Można powiedzieć ogólniej, że niezbywalnym atrybutem większości używanych obecnie przyrządów jest dołączona do nich instrukcja obsługi” [43].

Czynnikiem, który niewątpliwie pozostaje wspólny dla bardzo rozbudowanego wachlarza praktyk technologicznych nakierowanych na przeorientowanie wybranych obszarów rzeczywistości jest innowacyjność. Szukaniu form realizacji siebie i odsłanianiu przez człowieka kolejnych potencjalności towarzyszy właśnie kontekst nowości, przedefiniowania pewnych znanych obszarów. Nad sensem innowacyjności zastanawiał się Krzysztof Abriszewski: „Spróbujmy więc rozciągnąć nasz relacjonizm na pytanie o innowację, ponieważ jak rozumiem, klasyczne odpowiedzi odwołujące się do konstruowania lub odkrywania usiłują rozwiązać jedno zagadnienie: jak to się dzieje, że w naszym świecie pojawiają się nowe obiekty różnego rodzaju (teorie naukowe, urządzenia techniczne i wiele, wiele innych)? Jak wyjaśnić fakt, iż nagle zaczynamy widzieć rzeczy, które przecież »otaczają nas od zawsze«, ale my o tym do wczoraj nic a nic nie wiedzieliśmy – dziura ozonowa, mowa ciała, podświadomość, memy, priony, nanoobiekty itd. Co więcej, nasza wiedza na ich temat zmienia nasze życie – modyfikuje nasze zachowanie, pozwala nam nimi manipulować i tworzyć kolejne obiekty, które z nimi współdziałają” [44].

Autor w dalszej części pracy sam udziela sobie dwóch możliwych odpowiedzi. Innowacyjność wiąże się albo z odkrywaniem albo z konstruowaniem. W tym pierwszym przypadku mówimy o odkrywaniu praw natury i o dalszych nimi manipulacjach. Punktem wyjścia jest więc uzyskanie szczególnej wiedzy na temat otaczającego jednostkę środowiska, a następnie wykorzystanie jej. Przykładem może być penicylina – odkrycie jej właściwości pozwoliło w dalszej kolejności na produkcję antybiotyków. W drugim przypadku innowacyjność jest wynikiem gier społecznych, a więc konsekwencją pewnych interakcji zachodzących w społeczeństwie. Tu z kolei przykładem mogłoby być historycznie kształtowane mechanizmy związane z funkcjonowaniem demokracji.

Juliusz Łukasiewicz podkreśla, że te innowacje, pomimo swego projektującego charakteru, „same w sobie są reakcją przystosowawczą człowieka do nowych warunków i wymagań. Innowacja dostarcza w dużej mierze odpowiedzi na problemy stworzone przez wcześniejsze techniki” [45]. Tym samym porządek technologiczny jest porządkiem autoreprodukującym się – poprzez ustanawianie coraz nowszych kontekstów funkcjonowania jednostki w systemie społecznym zmusza ją do ciągłego adaptowania się, co z kolei stymuluje innowacyjność, która to z czasem powoduje kolejną zmianę kontekstu.

Warto więc podkreślić mocniej specyfikę tej zmiany. Zmieniając bowiem jeden wycinek systemu, poddaje się redefinicji również reguły obowiązujące na pozostałych jego polach – stworzenie nowych rakiet balistycznych wymusza stworzenie nowych systemów zabezpieczeń przed nimi, to z kolei powoduje alokacje w budżetach poszczególnych państw oraz zmiany w ich krajobrazie. Technologia działa więc zgodnie z opisywaną przez Gustawa Le Bona teorią zarazy – najpierw dokonuje ekspansji na jeden wycinek rzeczywistości i stamtąd infekuje kolejne obszary [46]. Mówiąc innymi słowy, nie tylko stymuluje czy zachęca ona poszczególne podsystemy do przeobrażania się, ale wręcz zmusza je do dostosowania się do nowych, technologicznych, standardów rzeczywistości społecznej. Zmiana będąca konsekwencją przemian technologicznych ma więc charakter totalny, obejmuje całe uniwersum społeczne. „Jedna znacząca zmiana generuje zmianę całościową. Jeśli z pewnego środowiska usuniecie gąsienice, nie uzyskacie tego samego środowiska minus gąsienice: będziecie mieli nowe środowisko, bo zmieniliście warunki przeżycia; to samo dotyczy dodania gąsienic do środowiska, w którym dotychczas nie było ani jednej. [...] Nowa technologia nic nie dodaje ani niczego nie odejmuje. Nowa technologia wszystko zmienia” [47]. W konsekwencji prowadzi ona do ukonstytuowania nowego ładu. Nie chodzi przy tym o fizyczne eliminowanie czy usuwanie reprezentacji poprzedniego systemu. Zmiana odbywa się poprzez cichą i stopniową rewolucję jakości. Na ten aspekt – nieodwracalności i totalności – zmiany zwracali uwagę zarówno Karol Marks [48], który w inicjowanych zwykle przez najnowsze zdobycze techniki przemianach sił wytwórczych dopatrywał się istotnego czynnika determinującego rozwój społeczeństw, jak i Michel Foucault [49], który w technologii widział materiał, w oparciu o który kształtują się instytucje społeczne.

Jednocześnie należy również zauważyć sytuacje, w których technologia nie tylko nie prowadzi do ukształtowania nowego porządku społecznego, ale wręcz przeciwnie – stanowi główną siłę hamującą jego formowanie. Widać to szczególnie w przypadku państw totalitarnych, gdzie wykorzystuje się ją bezpośrednio do konserwowania istniejącego ładu. Z jednej strony można tu wskazać na technologiczne narzędzia masowej kontroli jednostek (internetowe IP, chipy, zdjęcia satelitarne), z drugiej zaś na nierównomierny model redystrybucji wiedzy technologicznej (np. reglamentowany dostęp do internetu).

W obu swych formach oddziaływania – zarówno w tworzeniu nowego ładu, jak i jego blokowaniu – technologia bowiem nie tyle eliminuje możliwości alternatywne, ale raczej delegalizuje je. Nie sprawia, że stają się one niemoralne, ani nie odbiera im nawet popularności. Czyni je niewidzialnymi, a zatem również nieistotnymi [50]. Fetyszyzacja nowych reguł działania (przede wszystkim zwiększenie efektywności i/lub wydajności działań) skutkuje ustanowieniem swoistego monopolu aksjologicznego. Polega on na wypracowaniu w jednostkach przekonania, że jedynym właściwym ładem jest ten wprowadzony na skutek ingerencji technologicznej, natomiast stan sprzed ingerencji cechuje nieadekwatność. Jak pisze Joanna Kurczewska, porządek technologiczny „»skazuje« stworzony przez siebie świat społeczny na restryktywny i homogeniczny charakter zasobu aksjologicznego. Zaprojektowane w ten sposób społeczeństwo merytokratyczne zostaje jakby »przymuszone« do maksymalizowania wartości technokratycznych tkwiących – o wiele mniej doskonale – w rzeczywistości społeczeństw industrialnych” [51]. Stabilność wyrosłego z technologicznej ingerencji nowego ładu gwarantuje podwójna legitymizacja. Z jednej strony odpowiada za nią autorytet nauki. Tkwi w tym mechanizmie pozytywistyczne przekonanie o tym, że tylko działania opierające się na nauce prowadzą do postępu. Technologia lokuje więc w niej swoje uzasadnienie i mamiąc wizją rozwoju społeczeństwa, stawia się równocześnie w pozycji integralnego elementu społeczeństwa, jak i czynnika funkcjonującego ponad nim. Z drugiej natomiast strony uzasadnieniem nowego ładu jest jego prospektywność. Realizowany za pomocą technologii projekt ma wypełnić się dopiero w przyszłości. Tym samym wymyka się więc on bieżącym ocenom i – choć nie epatuje przymusem – realizowany jest często wbrew głosom wyrażającym sprzeciw wobec nowego ładu.

Oprócz zarysowanej powyżej wizji zmiany, która stymulowana jest przez technologię, należałoby również wskazać, że zmiana ta często odbywa się w sposób niemieszczący się w ramach żadnego racjonalnego modelu. Wielokrotnie bowiem impulsem do zmiany nie jest stwierdzenie nieadekwatności czy pewnych braków, ale inne nieumocowane systemowo czynniki – przypadek, irracjonalne działania jednostek lub niespodziewane ich konsekwencje. W dyskursie naukowym niejednokrotnie podkreślana jest osobna logika działania technologii czy jej specyficzny samorozwój. Ellul zwraca uwagę, że w danej cywilizacji postęp techniczny jest nieodwracalny, a zmiana z nią związana wykazuje tendencję do rozwoju zgodnego z postępem geometrycznym, a nie arytmetycznym [52]. Technologia rozwija się więc w sposób nieobliczalny i trudny do opisania. Tym bardziej więc konsekwencje systemowe aplikowanych przez nią zmian są nieoczywiste. W wielu przypadkach można wręcz mówić o opisywanym przez Raymonda Boudona efekcie odwrócenia [53]. Efekt odwrócenia jest niepożądaną i nieprzewidzianą konsekwencją jakiegoś działania [54]. Z tego typu efektem mamy wielokrotnie do czynienia w kontekście obecności technologii w życiu społecznym. Za przykład może posłużyć zastosowanie silników parowych w produkcji statków w XIX wieku. Oprócz wzrostu mobilności jednostek zaowocowało ono również rozpowszechnieniem uprawy ziemniaka w Irlandii oraz zarazą ospy wśród Indian. Oczywiście tego typu sytuacje mają również miejsce w odniesieniu do niemal wszystkich współczesnych obszarów technologii. W konsekwencji nie sposób jest opisać aplikowane przez nią zmiany wyłącznie przez pryzmat racjonalnych kategorii. Z racji wielokierunkowości oraz niejasnej logiki oddziaływania wymykają się one często sztywnym ramom modelowego myślenia. W tej sytuacji właściwszym rozwiązaniem byłoby dyskursywne podążanie za określoną technologią (a właściwie jej reprezentacjami) oraz śledzenie zmian, które ona powoduje [55].

Sprawczość człowieka/sprawczość technologii. Pytanie o sprawstwo w kontekście technologii jest obecne nie tylko w dyskursie naukowym. Stanisław Lem w Summa technologiae zastanawiał się nad wzajemnym oddziaływaniem człowieka i technologii: „Kto powoduje kim? Technologia nami czy też my – nią? Czy to ona prowadzi nas, dokąd chce, choćby do zguby, czy też możemy zmusić ją do ugięcia się przed naszym dążeniem? [...] Czy zawsze jest tak samo, czy też sam stosunek ludzkość – technologia jest zmienny historycznie?” [56].

Przykład ten pokazuje, że kontaktom człowieka z technologią towarzyszą dwa przeciwstawne uczucia – pragnienie wykorzystywania jej do realizacji własnych celów oraz obawa przed utratą kontroli nad nią. Dualizm ten uosabia kwestia prowadzenia samochodu. Z jednej strony kierowca chce rozwijać jak największe prędkości podczas jazdy, równocześnie jednak towarzyszy mu lęk przed utratą kontroli nad pojazdem. Można więc mówić o immanentnym napięciu między chęcią użytkowania technologii a nieprzewidywalnością konsekwencji tego użytkowania. To rozdwojenie rodzi przeciwstawne nurty myślenia o technologii. Część koncepcji postrzega ją jako narzędzie służące człowiekowi do wywierania wpływu na rzeczywistość. Jednostka może dowolnie nią manipulować, aby realizować swoje własne lub gatunkowe cele. Tym samym wiedza technologiczna i jej materialne reprezentacje wzmacniają podmiotowość jednostki, poczucie kontroli nad światem ich użytkownika. Poprzez dostarczanie zwielokrotnionego obrazu jednostki poszerzają one jej autopercepcję oraz pozwalają wykraczać poza zdolności organiczne. Inna optyka rozpatruje jednak technologię jako czynnik uprzedmiotawiający człowieka. W świetle związanych z nią koncepcji zachowania człowieka są zdeterminowane przez porządek technologiczny. To on definiuje istniejący ład oraz wymusza dostosowanie się do niego. Jednostka funkcjonuje w obrębie tego ładu, ale jej wybory pozostają odbiciem reguł w nim panujących. Jest ona w zasadzie „zaprogramowana” przez technologię.

Modele opisujące relacje między człowiekiem a technologią lokują więc zwykle sprawczość albo w jednostce, albo w nadrzędnym systemie technologicznym. W dalszej części rozdziału przedstawię wizję tej relacji lokującą się pomiędzy tymi optykami, a następnie postaram się zarysować logikę obu skrajnych ujęć.

Mediacyjny charakter technologii. Koncepcje podkreślające równoważność relacji ludzko-technologicznej skupiają się przede wszystkim na samym fakcie inicjowanego przez człowieka technologicznego redefiniowania rzeczywistości społecznej oraz na jego cechach, mniej uwagi natomiast poświęcając skali zmian i ilości pól życia przez niego dotkniętych. Co ważne, ta grupa koncepcji podkreśla, że technologia przede wszystkim stanowi formę opanowywania rzeczywistości, takiego kształtowania naturalnych warunków, aby były one jak najbardziej funkcjonalne dla człowieka. Tym samym podkreśla się, że działalność technologiczna jest działalnością świadomą i nakierowaną na dostosowywanie świata natury do potrzeb człowieka, jednocześnie nie do końca przewidywalną. Głównymi cechami służącymi do opisu tak rozumianego zjawiska są stopień jego ingerencji w świat natury, testowy charakter oraz tempo stymulowanych przez niego zmian. Vivian Sobchack w następujący sposób podkreśla antropocentryczność technologii: „Technologia nigdy nie jest po prostu »używana«, nie jest tylko instrumentalna. Jest także »wcielona« i »przeżywana« przez ludzi, którzy włączają ją w strukturę znaczeń i metafor, gdzie relacje przedmiot-podmiot współdziałają ze sobą, współtworzą się, są dynamiczne i odwracalne” [57].

Punkt ciężkości nie jest ustanowiony na poziomie makrospołecznego ładu czy też globalnego porządku stymulowanego przez egzogenne czynniki. Porządek technologiczny w tej optyce nie jest czymś niezależnym, odległym od człowieka, zniewalającym go rozmiarem zmian. Raczej pozostaje on domeną ludzkiej aktywności, świadomego dążenia jednostek do formowania środowiska w pożądany sposób. Jednocześnie jednak zmiany i ich kierunek są obszarem negocjacji pomiędzy jednostką, porządkiem społecznym i porządkiem technologicznym. Van Melsen relację tę opisuje w następujący sposób: „Technologia zmierza do takiego uporządkowania danych natury, które prowadzi do skutecznej władzy nad materią z punktu widzenia potrzeb i pragnień człowieka. Jest ona aktywnością o charakterze uzewnętrznionym” [58]. Autor zwraca więc uwagę na fakt, że technologia pełni rolę specyficznego medium – z jednej strony względnie autonomicznego i rządzącego się własnymi prawami, z drugiej natomiast formującego rzeczywistość w sposób oczekiwany przez jednostkę.

Ten typ myślenia nie jest więc równoznaczny z koncepcjami przedstawionymi w kolejnych podrozdziałach, traktującymi technologię albo jako w pełni niezależny porządek, albo jako środek-narzędzie. W świetle bowiem tej grupy koncepcji technologia jest specyficzną relacją, obszarem pośrednim, czymś co mediuje pomiędzy człowiekiem a naturą. Nie tworzy ona odrębnego porządku, do którego jednostka nie ma wstępu, jej logiką nie rządzą osobne prawa. Jednocześnie nie jest ona również receptą, metodą, poleceniem do wykonania o wysokiej skuteczności. Formuła technologii w powyższym ujęciu pozostaje raczej pół-otwarta. Oznacza to, że choć nie jest ona integralnym podsystemem szeroko rozumianego systemu społecznego (gotowym w każdej chwili do „bycia użytym”), nie jest ona również od niego całkowicie odrębna. Technologia wpływa na system społeczny, ale nie samoczynnie; jest narzędziem w rękach człowieka, ale nie zawsze jej użycie wywołuje takie efekty, jakie były zamierzone. Podążając tym tropem, można szukać analogii między technologią a pewnymi naturalnymi zasobami naszej planety. Przykładem może być ziemska hydrosfera. Jest ona elementem większej całości (planety), ontologicznie pozostaje jednak odrębna od świata ludzi i choć jest przez nich wykorzystywana, to nie pozostaje im całkowicie podległa (czego przykładami są powodzie, susze, skażenia wody itp.). Metafora ta podkreśla fakt, że człowiek traktuje swoje naturalne (zastane) otoczenie jak zasób, który dopiero po przekształceniu jest użyteczny w codziennym życiu. Próbuje więc oddziaływać na niego poprzez swoje decyzje i zachowania. Co istotne, i na co zwraca uwagę Ernst Cassirer, zapośredniczona przez technologię działalność człowieka „polega nie na dopasowaniu się do przyrody, lecz na nierzadko świadomej opozycji wobec niej” [59]. Formowanie kształtu środowiska przez jednostkę nie jest więc aktem konformistycznym – zachodzi często wbrew zastanemu ładowi. Uwypuklona tutaj zostaje aktywna postawa jednostki, jej świadome dążenie do redefinicji rzeczywistości. Nie ogranicza się ona tylko do refleksji na temat tego, co może zaistnieć, ale czynnie stara się wpływać na to, co ma zaistnieć – „technologia jest przejawem władzy człowieka w zakresie oddziaływania w sposób radykalny na to, co jest dane przez naturę – natura nie jest dłużej naturą ukształtowaną, lecz całością elementów i sił, których układ podlega decyzjom człowieka” [60].

Konsekwencją tego stanu rzeczy jest według van Melsena uczłowieczenie natury – „natura coraz bardziej się humanizuje, zatraca swój charakter przeszkody, stając się czynnikiem podporządkowania człowiekowi. Podporządkowanie to daje człowiekowi okazję do stania się bardziej ludzkim, to znaczy oferuje mu rzeczywistość materialną, która w wyższym stopniu poddana jest duchowi” [61]. Konstatacja ta prowadzi do bardzo istotnych wniosków, które szczegółowo omówię w dalszej części pracy. Konsekwencją bowiem opisanego zjawiska jest zwielokrotnienie obrazów człowieka, czyli danie aktorom nowych opcji życiowych, nowych sposobów realizacji siebie. Jak zauważa John McHale, technologia zwiększa spektrum doświadczanych przez człowieka bodźców, „poszerza jego fizyczne możliwości, [...] rozbudowuje zmysły i system nerwowy” [62]. Jednocześnie jednak to ona definiuje, w jaki sposób możliwości człowieka ulegają poszerzeniu, ona wyznacza tor tego procesu i nadaje mu formę, w konsekwencji więc pewnie też go w pewien sposób ogranicza. Oznacza to, że poprzez poszerzanie jednostkowego pola wyborów i działań egzystencjalnych technologia dostarcza nowych formuł realizacji siebie, choć często są to „jej” formuły. Z punktu widzenia człowieka, atrakcyjność takiej technologicznej propozycji lokuje się przede wszystkim w jej dwóch atrybutach.

Po pierwsze, technologia daje często możliwość niezobowiązującego próbowania rzeczywistości. Stanowi ona niejednokrotnie obszar testowania pewnych specyficznych rozwiązań, które dopiero mają szansę pojawić się w życiu społecznym. Mówiąc innymi słowy, stechnicyzowana kultura daje możliwość nieinwazyjnego kosztowania samego siebie w postaci szczególnych wersji demo czy też sampli. Debiutanckie zastosowanie nieszablonowych pomysłów lub nowatorskich koncepcji odbywa się bowiem zwykle w przestrzeni technologicznej, sztucznie wytworzonej tylko na potrzeby tego typu praktyk. Za przykład może tu posłużyć uczenie się przez pilotów obsługi nowych samolotów poprzez ćwiczenia na specjalnie do tego stworzonych symulatorach. Idąc tym tropem, Julian Łukasiewicz stwierdza, że „nim ludzie podejmą działania w realnym świecie, w świecie natury i ich własnych wytworów, mają możliwość eksperymentowania i szkolenia się w symulowanym wirtualnej przestrzeni” [63]. Technologia ma więc moc tworzenia realno-nierealnych odwzorowań rzeczywistości. Realnych, ponieważ powielających podstawowe zasady nią rządzące; nierealnych ponieważ niektóre z nich (szczególnie te związane z materialnością) wkładane tu są w nawias i traktowane umownie (np. rozbicie samolotu w świecie rzeczywistym skutkuje zupełnie innymi konsekwencjami niż w świecie wirtualnym, co nie oznacza, że niepowodzenia w tym drugim obywają się bez konsekwencji). Istnieje więc możliwość nieinwazyjnego testowania nowych praktyk społecznych czy też nowych form wpływania na rzeczywistość [64].

Po drugie, technologia w szczególny sposób realizuje współczesne postulaty myślenia magicznego. Poprzez drastyczne przyspieszenie poszczególnych etapów określonych zjawisk społecznych zaciera ona logikę przyczynowo-skutkową, w której jedne stany następują w konsekwencji przemian dotykających poprzednich stanów. Umberto Eco, porównując oba systemy, stwierdza: „Magia nie zna długiego łańcucha przyczyn i skutków, a przede wszystkim nie zajmuje się ustalaniem, za pomocą kolejnych prób, czy między przyczyną a skutkiem zachodzi relacja powtarzalności [...] technologia robi wszystko co tylko możliwe, abyśmy nie dostrzegali łańcucha przyczyn i skutków” [65].

Gwałtowność technologicznie stymulowanych procesów, niemożność wydzielenia poszczególnych ich sekwencji oraz nieprzezroczystość zasad nimi rządzących przy równoczesnej skuteczności tego typu działań powodują u ich odbiorców zarówno uczucie niezrozumienia, jak i docenienie efektywności tego typu zjawisk. Tym samym porządek technologiczny spełnia ambicje jednostek, „by przejść błyskawicznie od przyczyny do skutku na zasadzie krótkiego spięcia, bez etapów pośrednich” [66].

Wszystko w rękach człowieka. Metoda, tool-kit, narzędzie. Powyżej starałem się przedstawić punkt widzenia, który ujmuje technologię jako obszar mediujący, lokujący ją gdzieś pomiędzy człowiekiem a środowiskiem. Zgodnie z nim technologia jest dostępna i możliwa do wykorzystania przez jednostkę, ale również w dużej mierze od niej niezależna. Jest to stanowisko umiarkowane, mieszczące się pośrodku skali „przedmiotowość – podmiotowość” technologii. Teraz chciałbym przedstawić ujęcia bardziej skrajne, umiejscawiające się bliżej jednego lub drugiego krańca skali. W pierwszej kolejności skupię się na koncepcjach uprzedmiotawiających technologię i wkładających pełnię sprawczości w ręce działającego aktora społecznego.

Punktem wyjścia jest tutaj myślenie o technologii jako o środku w dążeniu do celu, podwyższającym efektywność starań człowieka w zakresie oddziaływania na rzeczywistość. Za Martinem Heideggerem można przyjąć, że środek „jest czymś, za sprawą czego coś zostaje uskutecznione i w ten sposób osiągnięte” [67]. Co ważne, środek musi zostać przez kogoś użyty, aby nim być. Niemiecki filozof zwraca na to uwagę, opisując kwestię techniki: „Jeden mówi: technika jest środkiem do celów. Drugi powiada: technika jest czynem człowieka. Oba określenia współprzynależą do siebie. Ludzkim czynem jest bowiem ustanawiać cele, dostarczać do nich środków i ich używać” [68]. Jednostka stanowi więc warunek niezbędny procesu technologicznego – to ona nim kieruje przy użyciu odpowiednich środków. Ten rodzaj mediacji jest niezbędny, aby sprawić, żeby pewne amorficzne idee zyskały swoje materialne reprezentacje. Tym samym kontekst działań technologicznych jest zarazem kontekstem odkrywania. Heidegger, pisząc o technice, stwierdza: „Pytamy o technikę, a tu dotarliśmy do odkrywania. Co istota techniki ma wspólnego z odkrywaniem? Odpowiedź: wszystko. W odkrywaniu bowiem jest ugruntowane wszelkie wy-dobywanie. Ono zaś skupia w sobie cztery sposoby powodowania – kazualność – i włada nimi. Do ich obszaru należą cel i środek, należy to, co instrumentalne. To ostatnie uchodzi za podstawowy rys techniki. Pytając krok po kroku czym właściwie jest technika przedstawiona jako środek, docieramy do odkrywania. W nim zasadza się możliwość wszelkiego wytwarzającego sporządzania. Technika nie jest więc samym tylko środkiem. Technika jest sposobem odkrywania. Jeżeli zwrócimy na to uwagę, otworzy się przed nami zupełnie inny obszar dla istoty techniki. Jest to obszar odkrycia, tzn. prawdy” [69].

Ten rodzaj aktywności ma więc służyć wydobywaniu formy, ma stanowić swoiste instrumentum, a więc być środkiem, za pomocą którego coś zostanie uskutecznione lub osiągnięte [70]. Jak zauważa jednak van Melsen, to ujęcie, jakkolwiek nie zawężałoby myślenia o technologii, i tak pozostaje niezwykle pojemne, ze względu na bardzo szeroki wachlarz praktyk wchodzących w jego skład. Obejmuje ono bowiem zakres „od manipulowania przedmiotami materialnymi do czynności bardziej intelektualnych” [71]. Z tej właśnie konstatacji można wywieść dwa główne tropy myślenia o technologii – jako o przyrządzie oraz jako o metodzie/formule. O obu nurtach pisałem już częściowo we wcześniejszym fragmencie pracy, ale teraz chciałbym wzmocnić ich pewne aspekty.

Pierwszy z tropów, a więc rozpatrywanie technologii w kategoriach materialnych reprezentacji, pokrywa się z przytaczanymi przeze mnie na początku rozdziału ujęciami techniki. Rozpatruje ją bowiem w kontekście wytworów materialnych, które „są używane”. Najpełniej te postulaty spełnia rozumienie techniki zaprezentowane przez Sicińskiego. Technologia wówczas wciela się w przyrządy, przy pomocy których człowiek – okupując to większym lub mniejszym zaangażowaniem – realizuje swoje cele. Tym samym jej użytkownik umiejscowiony zostaje w centrum technospołecznego uniwersum. W jego mocy jest definiowanie, kreowanie i używanie technologicznych wytworów. Słowem, człowiek wymyśla, stwarza i używa technologie według własnych potrzeb. Jedynym w zasadzie oczekiwaniem skierowanym wobec niej jest opisywany już przeze mnie wymóg efektywności. O jego roli w konstytuowaniu świata społecznego pisze Anna Pałubicka: „W okresie przedoświeceniowym kulturowy wymiar ludzkiego świata obiektywnego nie był w żadnej mierze uzależniony od czynnika technologicznej efektywności działań, co przesądziło o czysto ontologicznym charakterze towarzyszącej temu okresowi refleksji filozoficznej. [...]. Zdecydowanie natomiast czynnik ten zaczął być brany pod uwagę w kulturze oświeceniowej, co znalazło swoje świadectwo filozoficzne w empiryzmie angielskim, ale nade wszystko w epistemologicznej gwarancji Kantowskiej, udzielonej wiedzy artykułowanej przez doświadczenie opracowane w poznaniu matematyczno-przyrodniczym, przez samo to poznanie, a także przez poznanie syntetyczno-aprioryczne. W każdym razie filozoficzna eliminacja ontologii na rzecz epistemologii stanowi – generalnie – świadectwo tego, że właśnie technologiczna efektywność działań zaczyna obecnie odgrywać istotną rolę przy konstytuowaniu się kulturowego wymiaru ludzkiego świata obiektywnego” [72].

Efektywność posługiwania się przyrządami nie tylko więc stanowi istotny czynnik jednostkowego funkcjonowania, ale wręcz jest jednym z elementów strukturujących ludzki wymiar świata obiektywnego. Umiejętność używania ich przez człowieka stanowi przejaw jego adaptowania się do środowiska – im lepiej się on nimi posługuje, tym sprawniej porusza się po świecie społecznym. Technologia, mimo że sama opisywana bywa często jako zewnętrzna wobec człowieka [73], stanowi więc system definiujący właśnie to, co ludzkie. Jak stwierdza Ernst Cassirer, technologia jest instrumentem samopoznania, gdyż „zmusza człowieka do przyznania się do samego siebie” [74].

Podobnie rzecz się ma z myśleniem o technologii jako o metodzie organizującej rzeczywistość społeczną. Ona również definiuje ludzki wymiar życia społecznego. Na jej rangę oraz komplementarność względem narzędzi zwraca uwagę Heidegger: „Wyinterpretowanie narzędzi poprzez przypisanie im sensu tworzy podstawę empiryczną dla dalszych badań nad daną kulturą. [...] za źródła dla badań kulturoznawczych mamy narzędzia i umiejętność posługiwania się nimi. Narzędzia i umiejętności układają się w strukturalne całości, tworząc styl życia” [75].

Optyką opisującą w pełni analizowany tu fenomen pozostaje więc zestawienie narzędzi i metody. Co ważne jednak, metodą tą jest przede wszystkim sposób wytwarzania, a nie maszyny, które mogą, ale nie muszą być stosowane w procesach technologicznych. Mogą nią być „sposoby hodowli ryb, metody zalesiania, projektowanie sposobów oświetlenia teatralnego, metody obliczania głosów wyborczych, a także metodyka nauczania historii” [76]. Nie chodzi więc ściśle o rodzaj matematycznego równania prowadzącego do stworzenia określonej materialnej reprezentacji, ale raczej o szersze ujęcie metody, odpowiadające bardziej aktywnościom umysłowym nakierowanym na „radzenie sobie”. W konsekwencji technologia staje się systemem subiektywnie wykorzystywanym przez jednostki w procesie świadomego organizowania życia społecznego. Trafna więc wydaje się analogia tak rozumianej technologii ze skrzynką z narzędziami [77] (tool-kit) – jednostka może z niej w każdej chwili „wyciągnąć” przydatny element (narzędzie, sposób działania) i zastosować go do realizacji swoich celów. Staje się ona „repertuarem, z którego aktorzy wybierają różne elementy do konstruowania linii swego działania” [78]. To w rękach człowieka znajduje się moc sprawcza i to on w zależności od potrzeb może manipulować technologią. Nie pozostaje ona odrębna względem świata społecznego w tym sensie, że rządzi się osobną logiką. Wręcz przeciwnie, stanowi ona „system do dyspozycji” człowieka.

Taką humanocentryczną optykę opisuje Robert Johnson w swojej koncepcji user-centered technology. Według amerykańskiego badacza główną cechą ponowoczesności jest umiejscowienie w centrum technologicznego uniwersum osoby użytkownika i jego jednostkowej sytuacji [79]. Sytuacja jednostki jest tutaj rozumiana jako złożenie trzech czynników: uczenia się (learning), wykonywania (doing), produkowania (producing). Przez pryzmat tych aktywności jednostka wpływa na system technologiczny. Technologia nie jest więc jej dana, nie otrzymuje jej ona w postaci finalnego produktu, ale to jednostka kreuje technologię, by później się nią posługiwać. Johnson sytuację tę opisuje w następujący sposób: „W podejściu user-centered użytkownicy czynnie uczestniczą w konstruowaniu, rozwoju, urzeczywistnianiu i utrzymywaniu technologii. Nie oznacza to jednak, że są oni jedyną siłą wpływającą na jej rozwój. Raczej zostali oni dopuszczeni do procesów kształtujących, mimo że przedtem rzadko miało to miejsce. Użytkowników zaproszono do wniesienia swojego wkładu w formowanie technologii, przez co stali się oni obecni – fizycznie lub dyskursywnie – w procesach decyzyjnych dotyczących kierunków rozwoju. Zaproszenie to sprawiło, że użytkownicy stali się kluczowym elementem technologicznego zespołu, a nie jedynie figurą pojawiającą się na końcu procesu i oceniającą jego efekty. Wcześniej obszar decyzyjny zagospodarowany był wyłącznie przez wąską grupę technologicznych wytwórców lub – według technodeterministów – rządził się niezależną logiką” [80].

Przeorientowanie optyki, z tej, w której wektor przebiega od technologii do jednostki, na tę, w której to jednostka jest odpowiedzialna za kształtowanie technologii, podkreśla podległość technologii względem człowieka. To ludzki aktor ma moc manipulowania wytworami technologicznymi w pożądany przez siebie sposób, a nie odwrotnie. Temu spojrzeniu zdecydowanie bliżej do konstruktywistycznego podejścia reprezentowanego przez studia nad społeczną konstrukcją technologii (social construction of technology – SCOT). Pytanie „czym jest technologia?” zostaje w nich wyparte przez pytanie „jak robić technologię?” [81]. Technologia jest więc uprzedmiotowiona i służy jako środek, który człowiek wytwarza i później się nim posługuje. Nie ma ona osobnej logiki ani nie determinuje porządku społecznego. Jest skrzynką z narzędziami.

Determinizm technologiczny. Zupełnie odmienny punkt widzenia charakteryzuje wyznawców poglądu, który zakłada, że ludzkie funkcjonowanie determinowane jest przez technologię. W tym ujęciu pełna sprawczość znajduje się właśnie w rękach technologii. To ona jest aktorem, który uprzedmiotawia człowieka; to człowiek musi się dostosować do warunków ustanowionych przez technologię. Steve Woolgar mówi nawet o konfigurowaniu człowieka do wytworów technologicznych. Według niego maszyny wytyczają parametry działalności człowieka, przez co narzucają mu swoją logikę funkcjonowania [82]. Przykładem dla tej tezy mogą być technologie związane z przemieszczaniem się jednostek. Z jednej strony poszerzają one zakres ludzkich aktywności (szybsze przemieszczanie się, przemieszczanie się na większe odległości), z drugiej jednak strony wymuszają określone zachowania na kilku różnych poziomach. Za przykład może posłużyć samochód. Człowiek, decydując się na podróż nim, decyduje się zarazem na określone ułożenie ciała (pozycja siedząca, często dość niewygodna) i wpisuje się w dopuszczalny w przestrzeni samochodu repertuar ruchów (tożsamy zwykle z manipulowaniem jedynie głową, tułowiem i rękami). Na innym poziomie refleksji, mobilność związana z ruchem samochodowym wymaga przestrzegania określonych zasad – reguły ruchu prawostronnego, znaków drogowych i sygnalizacji świetlnej, kodeksu drogowego itd. Wreszcie samochód wymaga specyficznej materialnej reorganizacji i stabilizacji społeczeństwa. Obecność wszystkich tych czynników podsumowuje Radosław Sojak: „Nasze samochody nie działałyby bez dróg i autostrad, bez sieci punktów serwisowych i stacji benzynowych, bez laboratoriów opracowujących oleje i bez firm marketingowych je rozprowadzających. Nie działałyby również bez silników, tłoków oraz wyrobienia w nas odpowiednich odruchów” [83].

Tym samym funkcjonowanie jednostki jest kształtowane przez porządek technologiczny. Co ważne, dotyczy to także jednostek, które nie są bezpośrednimi użytkownikami ruchu samochodowego – piesi muszą stosować się do zasad przechodzenia przez ulicę, wdychają spaliny produkowane przez samochody, często są ofiarami wypadków spowodowanych przez użytkowników samochodu. Człowiek dostosowuje się więc do technologii, kwestią sporną jest tylko do jakiego stopnia. Można bowiem stwierdzić, że w pewnych obszarach faktycznie musi on funkcjonować w zaprogramowany przez technologię sposób, ale w innych nie. O ile nowoczesne rozwiązania w zakresie mobilności faktycznie silnie oddziałują na jednostkę, o tyle już te dotyczące na przykład budownictwa nie wpływają tak silnie na ludzkie zachowania. Mówi się wtedy właśnie raczej o mediowaniu, a nie o determinizmie. Wskazuje się na coraz ważniejszą rolę technologii, często nawet ważniejszą od roli ludzkiej, nie pozbawiając jednak całkowicie podmiotowości jednostki. Proces formowania enklaw życia społecznego poddany został działalności systemów nieludzkich i to one mają decydujący wpływ na to, jaki kształt będzie miała rzeczywistość społeczna. Podkreśla to Andrew Feenberg: „Nasze dzisiejsze wybory są coraz bardziej zapośredniczone przez technologię. To, czym ludzie współcześnie są, i to, czym się wkrótce staną, pozostaje coraz bardziej uzależnione od kształtu narzędzi, którymi się posługujemy, niż od działalności polityków” [84].

To raczej materialne reprezentacje technologii i ich rozwój będą modyfikować uniwersum życia codziennego, a nie ludzkie praktyki dyskursywne. Człowiek nie jest zupełnie wypchnięty poza margines sprawczości, ale sprowadzony zostaje do miana aktora drugoplanowego – odgrywającego ważną rolę, ale nie tak ważną jak inny, pierwszoplanowy, aktor.

Z drugiej jednak strony pojawiają się głosy o całkowitej zależności człowieka od nieludzkiego porządku. Jednym z głównych wyznawców tej tezy i zarazem krytykiem związanych z nią przemian jest Jacques Ellul. Francuski filozof praktycznie nie dopuszcza istnienia jakiejkolwiek sprawczości człowieka we współczesnym społeczeństwie. „Człowiek nie dokonuje wyboru. Jest przyrządem rejestrującym skutki i wyniki uzyskane przez różne techniki, których wybór nie opiera się w żadnym stopniu na ludzkich pobudkach; człowiek podejmuje decyzję na korzyść tego, co zapewnia maksymalną skuteczność. Wszystko zachodzi tak, jakby system techniki rozrastał się dzięki własnej wewnętrznej sile, bez »decydującego« pośrednictwa człowieka” [85].

Ta uprzedmiotawiająca jednostkę optyka podkreśla niemożność wpływania przez człowieka na kształt życia społecznego. Jest on jedynie jego odbiorcą, w specyficzny sposób biernym użytkownikiem na zewnętrznie określonych zasadach. Można go porównać do konsumenta w sklepie – ma on możliwość wyboru określonego dobra, ale wyboru tego może dokonać tylko spośród przedstawionego mu asortymentu. Nie uczestniczy on ani w wytwarzaniu dóbr dostępnych w tym sklepie, ani w selekcjonowaniu dóbr przeznaczonych do dystrybucji. Pojawia się dopiero w końcowym etapie procesu, aby dokonać prostego aktu konsumpcji. Staje się on jedynie odbiorcą zewnętrznie tworzonego ładu, a nie jego kreatorem. W konsekwencji główną cechą przyczyniającą się do właściwego funkcjonowania w środowisku socjotechnicznym jest jak najlepiej rozwinięta zdolność jednostki do dostosowywania się do warunków zewnętrznych. Im lepiej człowiek potrafi się adaptować do warunków wytworzonych przez technologię, tym lepiej radzić sobie będzie w socjotechnicznym porządku. Warto zauważyć, że jest to sytuacja odwrotna niż w przypadku powszechnego, w tym także mojego, rozumienia technologii, a więc tego, które postrzega ją właśnie jako narzędzie adaptowania się człowieka do środowiska. W wizji deterministycznej bowiem to właśnie człowiek powinien się dostosowywać do wymogów technologii.

Powodem tej sytuacji są coraz mniej zrozumiałe dla przeciętnego człowieka zasady organizacji życia społecznego. Wiedza technologiczna staje się wiedzą ekspercką, ezoteryczną i nieprzejrzystą dla niewykwalifikowanych jednostek. Przedmioty, które są jej materialnymi reprezentacjami skonstruowane są z coraz bardziej skomplikowanych podsystemów. W konsekwencji przeciętny członek naszego społeczeństwa umie korzystać z otaczających go wytworów, ale nie rozumie zasad ich działania [86]. Wiemy, jak włączyć i wyłączyć radio, telewizor czy telefon komórkowy, wiemy, jak korzystać z funkcji, które one oferują. Mało kto jednak wie, w jaki sposób one działają. Wiedza na ten temat zarezerwowana jest dla specjalistów w dziedzinie elektroniki czy telekomunikacji, zaś pozostałe jednostki jedynie korzystają z wytworów tej wiedzy. Tym samym coraz liczniejsze przyczółki technologicznego znawstwa tworzą coś na kształt czarnych skrzynek. Ich zawartość (naukowy fundament, na którym wyrosły materialne reprezentacje; podsystemy, z których są zbudowane; reguły ich działania) jest zagadką dla większości użytkowników, a ich dekodowania potrafią dokonać tylko specjaliści. Metafora ta czerpie z praktyk cybernetyków, którzy zawsze ilekroć zbiór komend jest zbyt złożony, w jego miejsce rysują małą skrzyneczkę, o której nic nie muszą wiedzieć, poza tym, co jest na wejściu i na wyjściu [87]. Rezultatem tej sytuacji jest naskórkowe uczestnictwo w porządku socjotechnicznym. Jednostki świetnie się po nim poruszają, ale tylko na poziomie behawioralnym, nie rozumieją bowiem mechanizmów, które nim rządzą. Ta technocentryczna wizja odpowiada przednowoczesnemu modelowi technologii, określanemu przez Johnsona mianem system-centered technology. „Porządek system-centered jest ładem, który na pierwszym miejscu stawia artefakty bądź też system je wytwarzający. Wychodzi on z założenia, że technologia, ludzie i kontekst, w którym wspólnie funkcjonują, jest determinowany przez system kształtowany przez tą pierwszą. Jak stwierdził jeden z badaczy technologii informatycznych, historyczny fundament modelu system-centered leży w przekonaniu, że »sposób myślenia używany do programowania komputerów może być również używany do tworzenia i rozumienia systemów społecznych«. [...] Nie ma potrzeby, aby jednostka działająca w modelu system-centered była angażowana w proces wytwarzania i rozwoju poszczególnych elementów tego systemu, ponieważ porządek socjotechniczny i wąska grupa ekspertów za niego odpowiedzialna wie najlepiej, co jest odpowiednie dla tego ładu” [88].

Ten rodzaj optyki jest więc skrajnie odmienny od ujęć prezentowanych w poprzednich podrozdziałach. Postrzega on technologię jako system niezależny od człowieka, natomiast bardzo silnie determinujący go działanie. Człowiek w tym ujęciu traci – w większym czy mniejszym stopniu – swoją podmiotowość na rzecz „bycia konfigurowanym” przez technologię. To ona określa reguły funkcjonowania jednostki w obowiązującym ładzie, definiuje go oraz wymusza jego przestrzeganie. Technologia nie stanowi tworzywa dowolnie formowanego przez użytkownika ani nie jest też na tyle neutralna, aby „tylko” mediować między człowiekiem a środowiskiem. Jej charakter w ujęciu deterministycznym chyba dość dobrze ukazuje właśnie metafora transportu samochodowego, bowiem podkreśla ona wielopłaszczyznowość zmian aplikowanych przez technologię, przy jednoczesnym zachowaniu pierwiastka sprawczości jednostki, ale tylko w obrębie wytworzonego kontekstu (osoba kierująca samochodem zasadniczo może jechać, gdzie chce, ale w praktyce może poruszać się tylko po odpowiednio do tego przygotowanych drogach).

Wartościowanie technologii. Obecność technologii w świecie społecznym jest jednak rozpatrywana nie tylko przez pryzmat jej gatunkowych cech. Staje się ona bowiem także przedmiotem refleksji o charakterze aksjologicznym. Jak pisze bowiem Józef Bańka, „przedmioty otaczającego nas świata mogą mieć dla nas znaczenie pozytywne lub negatywne, mogą być pożyteczne lub szkodliwe. Pożyteczność lub szkodliwość nie są cechami samej przyrody, lecz tylko przejawami jej roli w życiu człowieka” [89]. W konsekwencji większość autorów dokonuje ewaluacji systemowych następstw przenikania się technologii z życiem społecznym. Część z nich wskazuje na pozytywne aspekty owych relacji, inni natomiast podkreślają jednoznacznie negatywne skutki tego związku. W efekcie mamy do czynienia z podwójnym obliczem technologii, która „ma być dobrodziejstwem”, ale też „może stać się przekleństwem” [90]. Głównymi kryteriami oceny tego oblicza są zwykle wartości funkcjonalne, ekonomiczne, zdrowie, bezpieczeństwo, wartości ekologiczne, jakość życia społecznego, relacje z osobowością jednostki itd. [91] W sumie tworzą one trzy główne filary tej ewaluacji:

antycypowany kierunek ewoluowania systemu społecznego,

wpływ technologii na organiczne zdolności jednostki,

stopień zrozumienia otaczających jednostkę procesów technospołecznych.

W następstwie wyróżnienia tych pól odmiennej percepcji technologii stworzyłem swoiste – używając kategorii Talcotta Parsonsa – zmienne wzorcowe aksjogicznego opisu porządku technospołecznego [92]. W oparciu o te opozycyjne kategorie postaram się przedstawić obecne w dyskursie technologicznym próby wartościowania technologii.

+

-

POSTĘP

REGRES

UZDOLNIENIE

OD-ZDOLNIENIE

ZNAWSTWO

IGNORANCJA

W dalszej części tego rozdziału chciałbym przedstawić główne nurty wartościowania technologii skupiające się wokół tych trzech par opozycyjnych stanów. Nie jest jednak moim celem wyczerpujący opis i szczegółowa rekonstrukcja tych poszczególnych fenomenów, ale wskazanie sposobów łączenia się z nimi technologii. Oznacza to, że takie zjawisko jak „postęp” interesować mnie będzie tylko w relacji z technologią, nie zaś samo w sobie – jako zmieniający na przestrzeni historii sensy kulturowe fenomen.

Postęp – regres. Jednym z głównych obszarów polaryzowania się opinii na temat oddziaływania technologii na życie społeczne jest jej wpływ na kierunek przemian cywilizacyjnych. W oczach części badaczy stanowi ona główny motor postępu i inicjowania pozytywnych zmian społecznych. Jednocześnie równie silny pozostaje nurt refleksji krytycznej, negatywnie wartościujący skutki ekspansji technologicznej, wskazujący na regresywny charakter przemian zachodzących pod jej wpływem.

Postęp. Jeśli rozumieć postęp za Markiem S. Szczepańskim jako „ciąg zmian zachodzących w konkretnym systemie, ocenianych przez jego członków jako pozytywne i przybliżających do społecznie akceptowanego ideału” [93], to czynnikiem rozstrzygającym o określeniu danej sekwencji przeobrażeń zachodzących w danym systemie mianem postępu jest przyjęcie pewnych obiektywnych miar opisujących dynamikę tego systemu (np. wzrost PKB). Podobnie rzecz się ma w przypadku definicji postępu proponowanej przez Piotra Sztompkę. Autor ten rozumie postęp w kategoriach „kierunkowego procesu, który nieustannie przybliża system do preferowanego, korzystnego stanu (lub, mówiąc inaczej, do realizacji określonych, nieobojętnych etycznie wartości, takich jak: szczęście, wolność, dobrobyt, sprawiedliwość, godność, wiedza etc.) lub do realizacji społeczeństwa idealnego, szczegółowo i całościowo opisywanych w licznych utopiach społecznych” [94]. Tym samym wartościowanie zmian wiąże się z określoną wizją społeczeństwa i pożądanymi ścieżkami jego rozwoju. Technologia zwykle w tych wizjach pełni funkcję czynnika stymulującego zmiany. Pozytywna ocena tego technologicznego pierwiastka, jednocześnie wiążąca go z ideą postępu, w literaturze pojawia się zwykle w dwóch głównych perspektywach.

Po pierwsze, jest to perspektywa globalna lub cywilizacyjna (modernizacyjna). W tej optyce rozwijająca się technologia ma przemożny wpływ na organizację całego życia społecznego. Zwracał na to uwagę przede wszystkim Karol Marks [95]. Jego teoria rozwoju społecznego wiąże się właśnie z dynamiką technologiczną. Twierdził on, że charakter formacji społecznych określa obowiązujący w społeczeństwie sposób produkcji, który z kolei uwarunkowany jest materialnymi siłami wytwórczymi, czyli środkami technicznymi i kompetencjami w zakresie ich obsługi. „Żarna dają nam społeczeństwo, któremu przewodzi pan feudalny, młyn parowy – społeczeństwo, w którym wysuwa się na czoło przemysłowy kapitalista” [96]. W związku z tym zmiana środków produkcji, a więc de facto zmiana technologiczna, odpowiada w dużej mierze za zmianę społeczną. Barbara Szacka w następujący sposób pisze o tej relacji: „Rodzaj sił wytwórczych i sposób produkcji określany jest przez kształt stosunków produkcji, to jest stosunków między ludźmi, w tym form własności, jakie w sposób konieczny i niezależny od czyjejkolwiek woli powstają w związku z procesem produkcji. Siły wytwórcze i uwarunkowane nimi stosunki produkcji stanowią bazę każdej formacji. Baza ta decyduje o kształcie nadbudowy, to jest o ustroju prawno-politycznym i charakterze kultury symbolicznej każdej formacji. [...] Źródła dynamiki społecznej Marks widział w bazie. Siły wytwórcze wciąż się rozwijają i w miarę ich rozwoju pojawia się i narasta sprzeczność między nimi a dotychczasową formą stosunków produkcji. Wymusza to ich zmianę. Powstaje nowa baza, z którą z kolei zaczyna być sprzeczna istniejąca nadbudowa, co wywołuje zmiany w tej ostatniej” [97].

Idąc tym tropem, technologia często postrzegana jest również jako jeden z głównych mechanizmów modernizacyjnych. Czasami wręcz modernizacja ujmowana bywa jako efekt działania wyłącznie sił technologicznych. Jedną z takich definicji przytacza Szczepański – modernizacja jest to „ciąg zmian społeczeństwa tradycyjnego, warunkowany właściwym cywilizacji przemysłowej typem technologii, organizacji gospodarczej i społecznej” [98]. Ten sam autor, wraz z Kazimierzem Krzysztofkiem, stwierdza, że to właśnie przeobrażenia technologii stanowiły jeden z głównych motorów rozwoju społeczeństwa – od przedprzemysłowego do przemysłowego, a następnie do poprzemysłowego. Wiązało się to ze zmianą charakteru technologii. Najpierw miała ona charakter pracochłonny, następnie kapitałochłonny, aż wreszcie w ostatnim stadium – naukochłonny [99].

Rozwijająca się technologia stanowi więc nie tylko wskaźnik rozwoju całego społeczeństwa, ale wręcz jego przyczynę. Świetnie obrazuje to współzawodnictwo Stanów Zjednoczonych i ZSRR w okresie zimnej wojny. Rozwinięta technologia każdego z tych państw miała świadczyć o wyższym stopniu ich zaawansowania cywilizacyjnego. Była to forma rywalizowania obu systemów o to, który z nich jest bardziej rozwinięty. Warto również zauważyć, że dziś także możemy obserwować namiastkę tego typu myślenia. Przejawia się ona na przykład w dążeniu do posiadania broni masowego rażenia przez takie kraje, jak Iran czy Korea Północna. Co ważne, proces modernizowania poprzez technologię w ujęciu wielu autorów rządzi się zawsze swoistą logiką progresu. W ich optyce postęp nie ma końca i każde nowe stadium rozwojowe jest zalążkiem kolejnego – jeszcze bardziej zaawansowanego – stadium. Alvin Toffler określa tę regułę mianem zasady samozasilania: „każdy krok do przodu ułatwia potem nie jeden, lecz wiele dalszych kroków” [100].

O istotnym wpływie technologii na postęp społeczny pisze również Radovan Richta. Według niego eliminuje ona wszelkie „ograniczenia fizyczne i umysłowe człowieka” [101], a tym samym „po raz pierwszy w bezpośredniej rzeczywistości podnosi [ona – przyp. P. N.] ogólny rozwój społeczny człowieka i wszystkich jego sił do rangi warunku postępu” [102]. Technologia niweluje więc bariery, które stoją na drodze do postępu. To stanowisko bliskie jest optyce funkcjonalistycznej, w obrębie której przeważają sądy, że technologia w systemie, jakim jest społeczeństwo, po prostu odpowiada za stymulowanie wzrostu. Według Arnolda Gehlena człowiek jest istotą naznaczoną wiecznym niedostatkiem. Wynika to z faktu, że „gatunek ludzki na drodze ewolucji zatrzymał się w swoim rozwoju, nie wykształcił do końca w pełni swoich specyficznych cech i nie zrealizował wszystkich swoich potencjalnych możliwości” [103]. W efekcie pozostaje on skazany na poszukiwanie innych niż naturalne sposobów osiągnięcia równowagi w świecie. Czynnikiem, który stymuluje te poszukiwania i prowadzi do niwelowania niedostatku, jest właśnie technologia. Dlatego też Gehlen uważa, że posiada ona cechy „wielkiego człowieka” – „powstaje i rozwija się w rezultacie odwzorowywania jego [człowieka – przyp. P. N.] cech gatunkowych. Te zależności od natury ludzkiej obserwować można na przykładzie ewolucji środków technicznych, od prostych narzędzi poprzez maszyny, aż do technik automatycznie działających” [104]. Tym samym rozwój człowieka odbywa się poprzez rozwój technologii – jednostka rozbudowuje swoje zmysły i percepcję otaczającego ją świata na drodze relacji z nią. Natomiast technologiczny rozwój jest odpowiedzią na potrzeby gatunkowe człowieka – budowanie przez niego stanu równowagi w otaczającym go środowisku albo próbę dominacji nad nim.

W tym miejscu należy również wspomnieć o perspektywie technokratycznej, także często obecnej w dyskursie związanym z postępem. Można stwierdzić, że jest ona skrajną formy perspektywy cywilizacyjnej. O ile bowiem ta druga wskazuje na postęp jako na największą wartość, a technologię czyni narzędziem, które ma do tego postępu doprowadzić, o tyle ta pierwsza optyka wykazuje odwrotną logikę [105]. Kluczową wartością czyni bowiem właśnie technologię i to jej postęp jest głównym wyzwaniem stojącym przed społeczeństwem. Perspektywa technokratyczna wychodzi bowiem z założenia, że „wartości i środki potrzebne człowiekowi i społeczeństwu do samodoskonalenia się w sposób wystarczający daje nauka i technika” [106]. Tym samym, w permanentnym dążeniu do skutecznego działania technologia przestała być środkiem do celu, stając się celem samym w sobie i – w konsekwencji – wartością autoteliczną. Podstawą takiego poglądu jest przekonanie, że „cywilizacja europejska, która stała się podstawą współczesnego postępu, jest ze swej natury techniczna; może ona być moderowana zatem tylko wedle imperatywu technicznego” [107]. W praktyce perspektywa ta realizuje się poprzez przyznanie prymatu wiedzy naukowej nad subiektywnym doświadczeniem, objawiającego się na przykład podkreśleniem roli wiedzy eksperckiej w życiu społecznym [108] oraz dążeniem do ciągłego unowocześniania technologii we wszystkich segmentach życia społecznego [109].

Drugą perspektywą natomiast jest perspektywa jednostkowa, skupiająca się na poszczególnych subobszarach rzeczywistości. Ważną bowiem formą obecności technologii w dyskursie związanym z postępem jest również wskazywanie na jej bezpośredni wpływ na rozwój poszczególnych sektorów życia społecznego. Zwraca na to uwagę Erhard Schutz. Twierdzi on, że technologia wpisuje się w określone „luki rzeczywistości”, które reorganizuje na drodze „rewolucji poznawczych” [110]. Autor wskazuje przede wszystkim na trzy takie obszary: kwestię dostarczania energii, szeroko rozumianej mobilności oraz mediów [111]. W podobnym tonie wypowiada się również Leslie Holiday, który wręcz stwierdza, że postęp może się realizować wyłącznie poprzez specjalizacje poszczególnych sektorów działalności człowieka: „Specjalizacja rozpoczęła się na Bliskim Wschodzie w epoce neolitu, gdy człowiek nauczył się uprawiać ziemię i gdy zaczęły powstawać większe osiedla ludzkie. Towarzyszyło temu pojawienie się rzemieślników: garncarzy, tkaczy, kowali i rolników. Trzeba było około miliona lat życia człowieka na Ziemi, aby zjawiła się specjalizacja. W ciągu następnych dziesięciu tysięcy lat osiągnęliśmy w technologii stopień specjalizacji, który widzimy dziś. Mamy technologów ceramików, którzy nie wiedzą nic o tworzywach sztucznych; technologów w dziedzinie tworzyw sztucznych, którzy nie wiedzą nic o metalach; technologów metalowców, którzy nie wiedzą nic o drewnie; technologów w dziedzinie drewna, którzy nie wiedzą nic o tekstyliach itd. [...] Umysł ludzki dąży zawsze do poznania i zrozumienia świata zewnętrznego, do porządkowania faktów i do wykrywania związków między nimi” [112].

Jednocześnie, do rozwoju konieczne jest spełnienie także innego warunku. Jeśli bowiem na drodze rozwoju poszczególnych technologii ma być „osiągnięty szybszy postęp, jest konieczny [...] podział technologii, uwzględniający jak najwięcej wspólnych cech podstawowych jej poszczególnych gałęzi” [113]. Gdyby bowiem do tego nie doszło, to „postęp zostałby zahamowany, gdyż łączność między technologiami o różnych specjalnościach stałaby się jeszcze trudniejsza” [114]. Rozwój poszczczególnych aspektów technologii stanowi więc impuls dla postępu społecznego, ale tylko wtedy, kiedy są one odpowiednio zintegrowane. W przeciwnym wypadku stanowią one oderwane od społecznego kontekstu wyspy, których rozwój nijak nie przekłada się na przemiany całego społeczeństwa. Sytuację tę można obserwować na przykład w Korei Północnej. W przypadku tego państwa zaawansowanie w dziedzinie technologii militarnych nie przekłada się na rozwój pozostałych obszarów życia społecznego.

Regres. Przez analogię, regres jest rozumiany przez Szczepańskiego jako „ciąg zmian zachodzących w konkretnym systemie, ocenianych przez jego członków jako negatywne i nieprzybliżających do społecznie akceptowanego ideału” [115]. Wiąże się więc on ze stwierdzeniem negatywnego wpływu, jaki ma technologia na społeczeństwo.

Głównym obszarem, na którym technologia w sposób najbardziej widoczny ma zaburzać istniejący ład oraz wprowadzać degradujące zmiany, jest wymiar duchowy i moralny życia jednostek. Jeden z głównych współczesnych krytyków technologii, Neil Postman, podkreśla, że – w przeciwieństwie do przednowoczesnych narzędzi – technologia atakuje fundamenty kultury: „Narzędzia w żadnym razie nie atakowały godności i integralności kultury, do której je wprowadzono. Z pewnymi wyjątkami narzędzia nie przeszkadzały ludziom wierzyć w ich tradycję, Boga, politykę, ich metody nauczania czy prawomocność organizacji społecznej” [116]. Technologia natomiast podkopuje podstawowe według autora wartości społeczne, w ich miejsce wprowadzając wymóg wydajności, obiektywności, fachowości i standaryzacji [117]. Aplikacją tego stanu rzeczy jest uczynienie człowieka istotą zręczną, posługującą się narzędziami (homo faber), która rozwija wciąż nowe potrzeby, w czasie jednak, gdy sama natura człowieka (homo sapiens) nie rozwija się w jednakowym tempie, ponieważ została opanowana przez czynnik instrumentalny [118]. Sprawność człowieka i jego biegłość w posługiwaniu się technologiami wyprzedzają więc zdecydowanie jego rozwój duchowy. Postman twierdzi, że taki stan jest wynikiem negocjacji, które kultura musiała podjąć z technologią i które to negocjacje przegrała. W konsekwencji dochodzi do zmiany definicji „»wolności«, »prawdy«, »inteligencji«, »faktu«, »mądrości«, »pamięci«, »historii« – wszystkich istotnych dla naszego życia słów” [119]. Nie chodzi jednak o to, że te słowa i wartości zostają wymazane, ale raczej o to, że technologia przyporządkowuje je sobie i manipuluje ich znaczeniami w pożądany przez siebie sposób. Ponad dekadę później na identyczny mechanizm, tylko że w odniesieniu do technologii medialnych, wskazywał Andrew Keen – „moralna struktura naszego społeczeństwa jest niszczona przez Web 2.0, które kusi nas, abyśmy działali zgodnie z naszymi dewiacjami, które podkopują i deprawują nasze wspólne wartości kulturowe” [120]. Według Keena problemy takie jak nadmierne zainteresowanie seksem czy uzależnienie od hazardu istniały od zawsze, ale dopiero internet przedefiniował je w sposób wyjątkowo szkodliwy dla człowieka (np. ułatwiając dostęp do określonych zasobów, zapewniając anonimowość korzystania z nich). Dużo wcześniej na zubożenie moralne powodowane ekspansją technologiczną zwracał również uwagę Søren Kierkegaard. Podkreślał on, że na skutek jej zgubnego wpływu osłabieniu w jednostkach ulega pierwiastek metafizyczny: „Niepowstrzymany podbój świata, który dokonuje się za sprawą nauki i techniki, zagraża rozwojowi duchowemu jednostki: dechrystianizuje ją i umasawia, odbiera jej własną godność, trywializuję wiarę w Boga [...] traci lęk przed samym sobą, gdy słabną więzy z nadprzyrodzoną substancją” [121]. W tym wypadku regresywność aplikowanych zmian wynika z faktu, iż „rozwój technologii praktycznie zrywa z obecnym od średniowiecza przekonaniem, że to teologia dostarcza ludziom uzasadnień do ich działań i myśli” [122]. Warto jednak zauważyć, że tego typu krytyka technologii nie jest krytyką technologii per se, a jest de facto krytyką zmian zachodzących w wyniku użytkowania technologii. W tym świetle trafna wydaje się konstatacja Davida Sarnoffa, twórcy medialnego imperium NBC: „Zbyt często obarczamy zdobycze techniki winą za grzechy tych, którzy z nich korzystają. Produkty współczesnej nauki nie są ani dobre, ani złe; o ich wartości decyduje to, w jaki sposób ich używamy” [123].

Inny nurt kontestujący technologię podkreślał jej negatywny wpływ na pracę człowieka. Jego głównymi przedstawicielami byli luddyści. Działali oni na przełomie XVIII i XIX wieku i sprzeciwiali się opartemu na maszynach systemowi produkcji dóbr (mniejsza ilość miejsc pracy, niższe zarobki) oraz wynikającej z niego nowej organizacji pracy (człowiek jako element maszyny, powtarzający cały czas te same nieskomplikowane czynności). Ich bunt był o tyle spektakularny, że przejawiał się również włamaniami do fabryk i niszczeniem maszyn. W tym samym czasie i w podobnym duchu, ale przy użyciu różnych środków swoją dezaprobatę związaną z deprecjonowaniem wyspecjalizowanej oraz kunsztownej pracy człowieka na rzecz szybkiej i taniej, ale także bezdusznej produkcji maszynowej, wyrażali członkowie ruchu Arts & Crafts. Skupieni w nim rzemieślnicy, rzeźbiarze, architekci i malarze tworzyli sztukę użytkową (meble, budynki, przedmioty codziennego użytku), która służyć miała społeczeństwu, ale która zarazem swoim misternym wykonaniem podkreślać miała wyższość nad wytworami pracy maszyn. W tej grupie, z tym że wyłącznie na poziomie refleksji teoretycznej, należałoby również umieścić opisywanych bardziej szczegółowo w dalszej części pracy Theodora Adorna i Maxa Horkheimera z ich krytyką oświeceniowych ideałów, w tym również wyrosłego na bazie racjonalności kultu techniki [124].

Kolejnym wątkiem wielokrotnie pojawiającym się w literaturze przedmiotu jest wskazywanie na technologię jako na czynnik degradujący środowisko naturalne [125]. Jak pisałem już w jednym z poprzednich podrozdziałów, w samą logikę działania technologii wpisane jest przeobrażanie środowiska – wszak jej celem jest takie modyfikowanie otoczenia człowieka, aby jak najbardziej odpowiadało ono jego potrzebom i pragnieniom. W konsekwencji dekonstrukcji ulega naturalny krajobraz. Negatywne oddziaływanie technologii na środowisko wiązane zazwyczaj jest ze zjawiskami o trojakim charakterze [126].

Po pierwsze, wskazuje się na fakt, że technologia przyśpiesza wiele procesów, ale równocześnie czyni to w sposób szkodliwy dla środowiska. Historycznie najlepszym przykładem są tutaj szeroko rozumiane następstwa uprzemysłowienia, gdzie z jednej strony, dzięki zastosowaniu określonych technologii, mamy do czynienia z szybszą produkcją określonych dóbr (możliwą dzięki działalności linii produkcyjnych, fabryk itd.), ale z drugiej jednak strony następstwa takiego sposobu produkcji okazały się wyjątkowo szkodliwe dla środowiska naturalnego – zarówno poprzez modyfikowanie go (zmiana naturalnego biegu rzek, wycinka obszarów leśnych w celu budowy fabryk itp.), jak i jego głębokie skażenie (zanieczyszczenie powietrza, zatrucie wód gruntowych itp.). Podobny mechanizm możemy obserwować także w przypadku rozwoju transportu. Kolejne pojazdy coraz bardziej usprawniały i przyspieszały możliwości pokonywania większych i mniejszych odległości, ale jednocześnie coraz silniej ingerowały w środowisko naturalne – czy poprzez spaliny, które wydzielały, czy też poprzez zmiany krajobrazu, których wymagały (budowa kolei czy autostrady wiąże się często z całkowitą redefinicją ekosystemu, czego przykładem może być chociażby sytuacja w Dolinie Rospudy). Problem ten generuje dwa typy przestrzeni, o których pisze Henri Lefebvre – przestrzenie zdominowane i zaadoptowane. Te pierwsze związane są z dewastacją przyrody, te drugie zaś z jej konsumpcją (np. parki krajobrazowe czy ośrodki wypoczynkowe) [127]. Jeszcze innym ciekawym przykładem podkreślającym omawiany proces jest dla mnie współczesne rolnictwo. Ulrich Beck opisuje je za pomocą tzw. efektu bumerangowego [128]. Rolnicy do uprawy swoich pól stosują coraz więcej chemicznych nawozów. Zabieg ten skutkuje obfitszymi plonami, ale równocześnie prowadzi do erozji gleby, co z kolei negatywnie wpływa na jakość kolejnych plonów. Tym samym stosowanie technologii chemicznych równocześnie przyspiesza wzrost i rozwój poszczególnych elementów naturalnego środowiska, jak i prowadzi do ich degradacji.

Po drugie, coraz częściej zwraca się uwagę na to, że współczesne technologie pozwalają obniżyć koszty związane z funkcjonowaniem jednostki w wielu segmentach życia społecznego, ale czynią to kosztem negatywnego oddziaływania na środowisko. Za przykład może posłużyć tutaj ekspansja plastiku jako tworzywa wykorzystywanego w niemal każdym gospodarstwie domowym. Jest on niezwykle funkcjonalny, a przy tym tani, ale zarazem niezwykle trudny we wtórnej obróbce. Materiał ten mógłby być zastąpiony przez szkło, ceramikę lub papier, ale z racji swojej powszechnej dostępności stanowi on jedno z najbardziej rozpowszechnionych tworzyw. Paul Levinson tej klasy sytuacje nazywa „kalkulacjami wygody” [129] – jednostka wybierze zwykle medium dla siebie wygodniejsze, choćby w dalszej perspektywie było ono bardziej szkodliwe dla środowiska. Inny wymiar tego procesu podkreśla natomiast Beck. Opisaną przez Levinsona „wygodę” przenosi on wyłącznie na płaszczyznę ekonomiczną – jednostka sięgnie zazwyczaj po produkt tańszy, choćby stanowił on zagrożenie dla środowiska. Sytuację tę nazywa mianem ekonomicznej ślepoty, a jej źródło upatruje w „jednostronnym, zawężonym do rachunku ekonomicznego charakterze racjonalności nauk przyrodniczych i technicznych” [130].

Po trzecie wreszcie, nowoczesne technologie pozwalają na niespotykaną dotychczas eksploatację zasobów naturalnych. Stan ten umożliwia szerszą dystrybucję i dostępność efektów obróbki surowców, ale jednocześnie skutkuje daleko idącymi konsekwencjami dla środowiska. Niezwykle intensywne wydobycie ropy naftowej czy gazu ziemnego z niektórych terenów świata powoduje zarówno ich drenaż (surowiec coraz trudniej pozyskać i jest on gorszej jakości), jak i nierówną akumulację dóbr powstałych z obróbki wydobytego surowca. Nadmierne wykorzystywanie określonego potencjału prowadzi więc do wyjaławiania naturalnych zasobów środowiska naturalnego oraz generuje nierówności o charakterze społecznym.

Opisane powyżej trzy procesy czynią z technologii mechanizm przemian o charakterze regresywnym, uwsteczniającym, pogarszającym jakość życia społecznego. Wyznacznikiem ich niepożądanego oddziaływania jest degradujący wpływ na środowisko naturalne. Zróżnicowane technologie poprzez jego przekształcanie i – w efekcie – wyniszczanie mają również negatywnie wpływać na życie społeczne. Korzeni tego typu postawy Skolimowski dopatruje się w kwantyfikacji natury, która dokonała w XVII wieku. „Wówczas zaczęto widzieć świat jako ogromny, ale doskonale pracujący zegar, którego prawa są nie tylko odkrywalne, ale i odkryte. Wszystkie wyjaśnienia, mające być uznane za prawdziwe, musiały być wyjaśnieniami mechanistycznymi lub sprowadzającymi się do mechanistycznych. Tak więc kwantyfikacja natury została dokonana. To, co nie dawało się określić ilościowo, uważane było za nieistniejące lub nieważne. W tym właśnie czasie nauka dopełniła swego działa na rzecz Technologii, a Technologia gotowa była do rozpoczęcia swego podboju podporządkowywania sobie przyrody nie tylko w teorii, lecz i w praktyce” [131].

Następstwem tego procesu jest według Skolimowskiego wyniszczenie przyrody, a co za tym idzie także pogorszenie kondycji człowieka. Podkreśla on jednak, że jedynym wyjściem jest ponowny zwrot ku naturze. Rekurs ten uosabia ekofilozofia. Podobna logika podkreślająca pewien krytyczny punkt ekspansji technologicznej na świat przyrody obecna była już w latach siedemdziesiątych XX wieku i wiązała się z działalnością Klubu Rzymskiego. Jego przedstawiciele podkreślali globalne niebezpieczeństwa, które niesie proces degradacji środowiska naturalnego [132]. Jean Gimpel argumentował natomiast, że okres fascynacji technologią i jej swoistego nadużywania jest tylko jednym z etapów cyklu cywilizacyjnego, w którym to po okresie korzystania ze złożonych środków następuje zwrot ku wytworom prostym i pozostającym w zgodzie z naturą [133].

Jak starałem się udowodnić powyżej postrzeganie jakości zmian o charakterze cywilizacyjnym stymulowanych przez technologię pozostaje skrajnie zróżnicowanie. Bezsporny pozostaje jedynie fakt, że do zmian tych dochodzi w dużej mierze właśnie pod wpływem technologii.

Uzdolnienie – od-zdolnienie. Kolejnym obszarem, w przypadku którego można obserwować zróżnicowane oceny oddziaływania technologii na życie społeczne, jest ewaluacja jej wpływu na gatunkowe możliwości ciała ludzkiego. Można bowiem spotkać liczne głosy twierdzące, że technologia uzdalnia ciało człowieka, czyni je sprawniejszym i bardziej przystosowanym do życia w otoczeniu. Jednocześnie obecne w dyskursie pozostaje także stanowisko wskazujące, że właśnie to oddziaływanie od-zdalnia [134] ciało ludzkie, osłabia jego biologiczne cechy i czyni w pełni zależnym od zewnętrznego wspomagania.

Uzdolnienie. Przy okazji analizowania procesu uzdalniania organizmu człowieka warto przytoczyć sformułowane przez Gehlena trzy zasady rozwoju technologii. Po pierwsze, jest to zasada przedłużenia, w której technika jest przedłużeniem ludzkich organów naturalnych, czyli to one są jej pierwowzorem, a ona spełnia analogiczne do nich funkcje. Po drugie, zasada wzmocnienia – technika wzmacnia ludzkie organy naturalne, czyniąc to samo co one, lecz silniej, szybciej, skuteczniej itp. Po trzecie wreszcie, zasada zastępowania, gdzie technika również ostatecznie zastępuje ludzkie organy naturalne, eliminując je z wykonywania odpowiednich czynności, i przez to jedną z jej podstawowych funkcji jest ułatwianie [135]. Rozpatrywanie procesu oddziaływania technologii przez pryzmat uzdalniania biologicznego ciała ludzkiego najpełniej realizuje się właśnie w zasadzie wzmacniania, która nie skupia się na usuwaniu ciała człowieka lub umniejszaniu jego roli (jak dzieje się to w przypadku zasady zastępowania) ani na jego oprzyrządawianiu czy obudowywaniem go w system zewnętrznych wzmocnień, ale zajmuje się stymulowaniem rozwoju samego biologicznego organizmu. Ingerencja odbywa się poprzez bezpośrednią interwencję w organizm – „technologia, będąca dotąd na zewnątrz ciała, staje się jego częścią i nie ma już od niej ucieczki” [136]. Posługując się przykładem ze świata sportu, uzdalnianie realizowałoby się na drodze stwarzania sportowcom odpowiednich warunków do pracy nad własnym ciałem oraz poprzez maksymalizację efektów tej pracy. Oznacza to, że zawodnik sterujący bobslejem nie zostałby zastąpiony przez żadnego innego aktora sterującego nim lepiej (np. przez zdalnie sterowanego lekkiego robota) ani także nie posługiwałby się specjalistycznym sprzętem wykorzystywanym bezpośrednio w rywalizacji sportowej (np. wykonany z lekkiego tworzywa pojazd). Ingerencja polegałaby natomiast na stymulowaniu rozwoju organizmu – albo na poziomie anatomicznym (np. poprzez zapewnienie wykwalifikowanego sprzętu do trenowania poszczególnych partii mięśni niezbędnych do odnoszenia sukcesów w tej dyscyplinie), albo fizjologicznym (np. poprzez pobudzanie wzrostu mięśni czy rozwoju wydolności organizmu). Tym samym technologia oddziałuje bezpośrednio na organizm, jednocześnie nie czyniąc go relatywnie upośledzonym. W procesie tym nie tylko nie dochodzi do degradacji biologicznych cech organizmu, ale także stymulacji poddany jest jego rozwój. Uzdalnianie ciała nie odbywa się więc kosztem jego pierwotnych atrybutów, ale wręcz przeciwnie – to one ulegają wzmocnieniu. Mamy tutaj do czynienia z permanentnym „interwencjonizmem” technologicznym [137], lecz nie z jakąkolwiek formą aneksji czy zagarniania. Dobrą ilustracją tego stanu jest myślenie o ciele człowieka w ramach logiki plug-in [138], a więc uczynienie z niego systemu, do którego mogą bez problemu podłączać się najnowsze technologiczne „wtyczki”. Rewolucyjność wtyczek polega na „rozszerzaniu możliwości, ale i na łączeniu potencjałów wielu narzędzi i ułatwianiu użytkownikom korzystania z całej gamy [...] udogodnień” [139]. Można więc powiedzieć, że dzięki wspomagającym wtyczkom zdolności człowieka są na bieżąco uaktualniane i przeprogramowywane.

Osobną sprawą pozostaje fakt, że w związku z tego rodzaju permanentnym oddziaływaniem organizmy sportowców nie mogą dziś już się obejść bez technologicznego wzmocnienia. Ilustracją tego zjawiska jest w zasadzie każda współczesna odmiana sportu zawodowego, gdzie bez odpowiedniego użytkowania technologii niemożliwe jest osiągnięcie sukcesów. W efekcie sportowcy stali się – używając określenia Alexandra Chislenki – fyborgami. Fyborg jest funkcjonalnym cyborgiem, czyli organizmem ludzkim, w przypadku którego ilość ingerencji technologicznej oraz jej przemożny wpływ, powoduje, że nie sposób jest oddzielić tego, co człowiecze, od tego, co technologiczne [140]. Tym samym ceną za uzdolnienie organizmu jest funkcjonalne sprzężenie z technologią.

Od-zdolnienie. Ten właśnie argument zostaje najczęściej podnoszony w krytycznej refleksji nad technologią. Wskazuje się bowiem na fakt, że poprzez permanentną współobecność technologii organizm człowieka uzależnia się od jej zewnętrznego wspomagania, przez co sam nie jest już zdolny sprostać wyzwaniom stawianym mu przez środowisko. Ciągłe stymulowanie zmysłów, czy wręcz całych organów, prowadzi właśnie do ich upośledzenia. Metaforą opisującą tę relację może być porównanie z układem odpornościowym człowieka. W momencie zagrożenia organizmu człowieka przez bakterie czy wirusy układ samoczynnie wytwarza przeciwciała, które mają zwalczyć niebezpieczeństwo. Jeżeli jednak organizm uzależni się od zewnętrznego wsparcia farmakologicznego (np. środki przeciwbólowe), to z czasem reaktywność układu immunologicznego zostaje osłabiona, ponieważ „przyzwyczajony” on jest do pomocy z zewnątrz. Sytuację tę opisuje Marshall McLuhan: „W zależności od tego, jaki zmysł lub zdolność zostają przedłużone za pomocą techniki, czyli »samoamputowane«, można oczekiwać »zamknięcia« innych zmysłów albo inaczej ich prób zachowania stanu równowagi. Każdy wynalazek czy nowa odmiana techniki jest przedłużeniem lub samoamputacją naszego fizycznego ciała, przy czym takie przedłużenie domaga się też nowych proporcji lub nowej równowagi w relacji z innymi organami i przedłużeniami” [141].

W konsekwencji człowiek coraz mniej potrafi sam. W obrębie coraz to kolejnych czynności życiowych jest wspomagany, a czasem wręcz zastępowany przez zewnętrzne stymulanty. Następstwem tego stanu według Bańki są „choroby z ułatwienia”, w których „człowiek najadł się enzymu łatwości i płaci zwykle za tę sytość nudą, czyli swego rodzaju chorobliwym odczuciem przesytu” [142]. Fromm idzie nawet krok dalej i twierdzi, że współczesna istota ludzka nie trawi nawet samodzielnie dostarczonego mu jedzenia [143].

Technologiczne uzależnienie organizmu przekłada się również na jego społeczne funkcjonowanie. Harry Braverman wskazywał na związek ekspansji technologicznej i pracy wykonywanej przez człowieka [144]. Stwierdził on, że na skutek systematycznego powierzania maszynom zadań, które kiedyś człowiek wykonywał własnoręcznie, degraduje się praca ludzka, a sam człowiek ulega od-zdolnieniu [145]. Oznacza to, że coraz mniej on umie, w związku z czym powierzane mu są coraz prostsze czynności. Zwraca na to uwagę również Richta. W empirycznym studium nowej organizacji pracy wywołanej przemianami technologicznymi stwierdza, że „mechanizacja rozczłonkowuje pierwotną pracę rzemieślniczą, doprowadza do skrajnego podziału pracy, czyni podstawą nowoczesnego przemysłu prosty, monotonny nakład siły roboczej” [146]. W efekcie gatunkowe zdolności człowieka stają się nieistotne, ponieważ jednostka musi dostosować się do rytmu pracy maszyn. Jak twierdzi Steve Woolgar, „maszyny poprzez wytyczenie parametrów działalności osób je obsługujących »konfigurują« jednostki” [147].

Rodzi się więc pytanie, na ile technologia jeszcze wspomaga człowieka w jego czynnościach, a na ile zastępuje go w ich realizacji, jednocześnie zmuszając, aby dostosował się do jej logiki działania. Mówiąc innymi słowy, warto zastanowić się, na ile praca ludzka stanowi jeszcze proces odpowiadający na gatunkowe potrzeby człowieka, a na ile jest półautonomicznym systemem, do którego to człowiek musi się dostosować. Pytanie to wprost formułuje Arendt: „Czy maszyny jeszcze służą światu i jego rzeczom, czy przeciwnie, one i automatyczny ruch ich procesów zaczęły opanowywać, a nawet niszczyć świat i rzeczy?” [148]. Autorka ta zauważa, że na skutek ekspansji maszyn człowiek zmienił się z homo faber, który coś łączy i dobrowolnie wypracowuje, w animal laborans, które pracuje i „łączy się z” – wyrabia niekończącą się rozmaitość przedmiotów, których suma stanowi świat rzeczy tworzonych przez człowieka [149]. Efektem tego przejścia jest daleko posunięta dominacja technologicznych narzędzi nad ciałem ludzkim: „Tym, co dominuje w procesie pracy oraz wszelkich procesach wytwarzania dokonywanego na sposób pracy, nie jest ani celowy wysiłek człowieka, ani wytwór, jakiego by człowiek pragnął, lecz ruch samego procesu i rytm, jaki narzuca on pracującym. Narzędzia pracy wciągane są w ten rytm, dopóki ciało i narzędzie nie zaczną poruszać się tym samym powtarzalnym ruchem. Ma to miejsce wtedy, gdy zastosuje maszyny, które są najlepiej ze wszystkich przyrządów dopasowane do dokonań animal laborans – nie ma już ruchu ciała determinującego ruch przyrządów, lecz ruch maszyny wymuszający ruch ciała” [150].

Sytuacja ta znajduje także odzwierciedlenie w tworzonej przez człowieka kulturze. Krytycy współczesnej cywilizacji zwracają uwagę, że przemiany technologiczne doprowadziły do uformowania się monolitycznego przemysłu kulturowego, którego wytwory cechują się jednolitością, wystandaryzowaniem i masowym charakterem [151]. Przełożona na obszar kultury przemysłowa logika pracy prowadzi do urzeczowienia kultury i postrzegania jej w kategoriach wydajności i zysku. Umniejszeniu ulega ranga kulturowych kompetencji człowieka, ustępując pierwszeństwa wymogom technologicznym. W następstwie działalność jednostki w zakresie tworzenia kultury sprowadza się do technicznej reprodukcji [152] i traci swój emancypacyjny potencjał. Powodowana tym niemożność sprostania zróżnicowanym potrzebom człowieka przez przemysł kulturowy prowadzi według jego krytyków do standaryzowania się odpowiedzi na te potrzeby, a w dalszej kolejności – do standaryzacji samych potrzeb [153].

W rezultacie rozwój technologii, która w zamierzeniu miała służyć człowiekowi i go wspomagać, prowadzi do sytuacji wprost przeciwnej, gdzie to człowiek jest upośledzony względem maszyn i to on musi się do nich dostosować. Poważnym następstwem tego procesu jest również sytuacja upośledzenia człowieka względem wytworów jego pracy. Stan ten może opisywać kategoria alienacji używana przez Marksa, a więc wyobcowanie jednostki względem samego procesu pracy oraz jej wytworów [154]. Relacja ta wynika między innymi z odejścia od pracy skupiającej się wokół organicznych (np. manualnych) zdolności pracownika (jego indywidualnego kunsztu i wysiłku włożonego w proces produkcyjny) na rzecz jego dostosowania się do maszyn odpowiedzialnych za ostateczny kształt procesu produkcyjnego. Jednocześnie warto również rozpatrywać to upośledzenie na dwóch innych płaszczyznach. Po pierwsze, wynika ono z faktu, że „jesteśmy otoczeni rzeczami trwalszymi niż czynności ich wytwarzania i potencjalnie nawet trwalszymi od życia ich wytwórców” [155]. W konsekwencji to przede wszystkim wytwory pracy człowieka, a nie on sam, odpowiedzialne są za konstytuowanie porządku społecznego i jego ciągłość. Po drugie natomiast, współczesnym jednostkom towarzyszy opisywany przez Gunthera Andersa wstyd prometejski, czyli poczucie kompleksu człowieka wobec wytworów swojej pracy, wynikające z faktu, że on sam nie jest tak doskonały jak to, co stworzył [156].

Znawstwo – ignorancja. Ostatnią opozycją opisującą niejednorodność w wartościowaniu technologii jest postrzeganie jej jako stymulatora dwóch przeciwnych stanów poznawczych człowieka – znawstwa, rozumianego tutaj jako pogłębiona znajomość mechanizmów rządzących poszczególnymi segmentami rzeczywistości społecznej i umiejętność sprawnego posługiwania się atrybutami im przynależnymi, oraz ignorancji, postrzeganej jako brak wspomnianych przed chwilą kompetencji. Znawstwo i ignorancja różnią się od uzdolnienia i od-zdolnienia naturą – te pierwsze mają wymiar mentalny albo poznawczy, te drugie natomiast wiążą się ze zdolnościami ciała, jego działaniami.

Znawstwo. Teza, że wiedza technologiczna pozwala zrozumieć rzeczywistość społeczną i mechanizmy nią rządzące, była jednym z głównych czynników napędzających ciągłe próby pogłębiania tej wiedzy. Wiązała się ona z pozytywistycznym czy też scjentystycznym przekonaniem, że jedynie kompetencje o charakterze naukowo-technicznym umożliwiają pełne poznanie otaczającego jednostki świata. Jednocześnie przyczyniała się ona także do reorganizacji podstawowych procesów w nim zachodzących – produkcji, konsumpcji, eksploracji nowych pól badawczych itp. Tym samym panowanie nad technologią – zarządzenie nią i jej rozwijanie – oznaczało jednocześnie dysponowanie odpowiednio trafnymi i rzetelnymi narzędziami epistemologicznymi. To z kolei legitymizowało władzę. Zwraca na to uwagę Joanna Kurczewska, podkreślając niezwykłą żywotność idei panowania technokratów [157]. W świetle analizowanej przez nią technokratycznej wizji władzy technologia powinna być pierwszym ogniwem zdefiniowanego przez Foucaulta wiązania „wiedza – władza” [158]. Według bowiem technokratycznej logiki to właśnie technologia zapewnia element znawstwa i kompetencji niezbędny do sprawowania kontroli nad społeczeństwem [159].

Równocześnie technologia niejako podwójnie wpisuje się w projekt ponowoczesnej refleksyjności. Z jednej strony „wyrywa ona działania społeczne z określonego kontekstu i na nowo organizuje stosunki społeczne na znaczne odległości w czasie i przestrzeni” [160]. Dokonywane przez nią zmiany redefiniują ład społeczny i powodują, że jednostki muszą cały czas się do nich dostosowywać. Tym samym „praktyki społeczne podlegają bezustannym przeglądom i reformom w świetle napływającej informacji o tych właśnie praktykach, co zmienia ich charakter w sposób konstytutywny” [161]. Jednocześnie technologia pozostaje jednym z głównych mechanizmów oswajających ze zmianą – to w dużej mierze ona ma dostarczać wyjaśnień i uzasadnień tych zmian. Z tego zadania, jak pisze Wolf Lepenies, od dłuższego czasu miała wywiązywać się dużo skuteczniej niż magia i religia [162]. Dzięki rozbudowanym możliwościom poznawczym technologia dogłębnie eksploruje zjawiska nowe i niezrozumiałe, pozwalając społeczeństwu zrozumieć przyczyny i skutki ich występowania. Za przykład posłużyć tu mogą zaawansowane badania nad nowymi odmianami chorób – najnowsze technologie medyczne nie tylko potrafią je zdefiniować, opisać, ale często również wskazać zarówno na działania o charakterze prewencyjnym (zapobiegającym zakażeniu), jak i interwencyjnym (mające na celu wyleczenie chorej jednostki). Co ważne, wiedza i kompetencje dostarczane przez technologię nie niwelują w żaden sposób poznawczych zdolności ludzkich. Wprost przeciwnie, tylko technologia wzbogacona gatunkowym kapitałem człowieka jest w stanie odpowiednio rozbudować epistemologiczne horyzonty. Trafnie ten stan opisuje przytaczana przez Bruno Latoura metafora winiarza i chromatografu: „Dzięki winiarzowi i chromatografowi gazowemu uwrażliwiliśmy się na różnice wcześniej niezauważalne – jedne rejestrowane przez nasze podniebienie, drugie – na papierze milimetrowym. Udało się nam coś więcej, niż przypisać uczucie, słowa i rachunki do jakiejś zewnętrznej rzecz, która istniała wcześniej; dzięki zwiększeniu liczby instrumentów zyskaliśmy możliwość rejestrowania zupełnie nowych rozróżnień. Zaczęliśmy się liczyć w tej produkcji różnic i mnożeniu niuansów: my i nasz nos, my i nasze instrumenty. Im więcej aparatury mamy do dyspozycji, im więcej czasu spędzamy w winnicy albo w laboratorium, im bardziej wyćwiczone jest nasze podniebienie, gospodarz winnicy umiejętny, a chromatograf czuły – tym więcej rzeczywistości odkrywamy” [163].

Tak więc znawstwo stymulowane przez technologię realizuje się właśnie na drodze kooperacji człowieka z technologią. Pozyskana wiedza stanowi zwykle główny motor poszerzania granic poznania, jednak bez elementu ludzkiego byłaby narzędziem niepełnym, pomijającym wiele aspektów otaczającej jednostki rzeczywistości.

Ignorancja. Jednocześnie w refleksji nad technologią coraz więcej zwolenników ma stanowisko, że wiedza technologiczna od dłuższego już czasu nie ma mocy wyjaśniania i poszerzania horyzontów poznawczych człowieka. Wprost przeciwnie, przyczynia się ona do ograniczenia kompetencji jednostki w zakresie doświadczania rzeczywistości. Przyczyn rozwoju kultury ignorancji, która ma być efektem technologicznej ekspansji, jej krytycy dopatrują się w trzech procesach.

Po pierwsze, przyczyną jest nieadekwatność wiedzy technologicznej. Argumentem świadczącym za tą tezą jest stwierdzenie, że eksploatowane przez nią zagadnienia często wcale nie wpływają bezpośrednio na życie społeczne, a jedynie skupiają się na pewnych bardzo specyficznych niszach, które nie oddziaływają na konstytuowanie ładu, tworzenie reguł czy redefinicje podstawowych praktyk. W konsekwencji technologia jawi się jako system autopojetyczny, samotworzący się i autoodtwarzający, w którym rozwój technologii traktowany jest jako cel autoteliczny. Dla Postmana przykładem tego zjawiska są choćby zaawansowane prace nad samolotem ponaddźwiękowym: „Samolot ponaddźwiękowy [...], klamki i tostery rozumiejące mowę ludzką – pytanie brzmi: jaki problem technologie te rozwiązują? [...] W przypadku samolotów ponaddźwiękowych był to problem głównie gwiazd kina, muzyków rockowych i szefów korporacji. Większość Amerykanów uznała, że nie warto angażować środków publicznych w rozwiązanie tego problemu. Wiele technologii, oczywiście, rozwiązuje jakiś problem, ale może okazać się, że nie jest on problemem każdego ani nawet większości ludzi” [164].

Tym samym w oczach krytyków technologia zamienia się w obszar autonomiczny, oderwany od społeczeństwa i powodujący przerost informacji w obszarach niepotrzebnych i ignorancję w tych naprawdę ważnych. Nie jest ona zdolna rozwiązywać problemy ludzi, bo w ogóle się nimi nie zajmuje. Generowana wiedza ma charakter niezwykle zaawansowany na poziomie swojej własnej struktury, ale nie potrafi odpowiedzieć na problemy stawiane przez codzienność. W konsekwencji, jak twierdzi Yves Lasfargue, przechodzimy od społeczeństwa mozołu do społeczeństwa usterek: „Jesteśmy bardzo uczuleni na wielkie, lecz rzadko występujące zagrożenia technologiczne: katastrofy w zakładach chemicznych, wielkie awarie sieci energetycznych lub telefonicznych, eksplozje rakiet, zagrożenie nuklearne, mamy natomiast tendencję do niedoceniania codziennych mikroawarii urządzeń” [165].

Jednocześnie wiedza technologiczna swoją wielowymiarowością coraz częściej wyprzedza człowieka, jest dla niego zbyt złożona i zbyt drastycznie wykraczająca poza jego horyzonty. Jednostka nie jest więc w stanie świadomie przyswoić generowanych przez nią bodźców. Innymi słowy, nowa wiedza przerasta możliwości – cały czas – starego społeczeństwa. Anders tę sytuację określa mianem „antykwaryczności człowieka”, czyli sytuacji, w której jednostka czuje swoją ułomność wobec technologii i w konsekwencji bezkrytycznie się jej podporządkowuje [166]. Zgodnie z tym stanowiskiem technologia swoimi osiągnięciami nie przyczynia się więc do znawstwa, ale wręcz przeciwnie – wytwarza w jednostkach nieumiejętność radzenia sobie z najbardziej elementarnymi problemami oraz sprawia, że bezrefleksyjnie przyjmują technologiczny opis rzeczywistości jako swój.

Po drugie, wskazuje się, że to sama technologia generuje zagrożenie dla człowieka i powoduje jego bezradność wobec następstw swojej ekspansji. Wielość procesów, ich tempo oraz stopień skomplikowania skutkują niemożliwością zrozumienia każdego z nich, co wpływa na mnożenie się barier epistemologicznych, a w konsekwencji – na poczucie braku ontologicznego bezpieczeństwa jednostki. Niemożność kognitywnego przepracowania zjawisk bezpośrednio wpływających na kształt życia społecznego stanowi według Becka bardzo istotny element ponowoczesnego społeczeństwa ryzyka. Technologiczny kontekst tak rozumianego ryzyka miałby przede wszystkim charakter poznawczy. Przejawiałby się on poprzez towarzyszący jednostkom lęk, wynikający z permanentnego redefiniowania rzeczywistości przez technologię. W związku z ilością obszarów, na które ona oddziałuje, jednostka nie jest w stanie kontrolować wszystkich, a nawet części procesów konstytuujących jej otoczenie. Prowadzi to do epistemologicznego dyskomfortu wynikającego z nieznajomości reguł działania na określonych polach. Według Levinsona skutkiem tego procesu jest sprowadzenie dorosłych ludzi do roli dziecka, ich wtórny analfabetyzm i konieczność nauki nowej, cywilizacyjnej gramatyki [167]. Mówiąc innymi słowy, immanentne cechy technologii, takie jak zdolność do dynamicznego samorozwoju, głębokiej eksploracji poszczególnych zjawisk oraz reorganizacji ładu społecznego, powodują, że jednostce towarzyszy niepewność wynikająca z nadmiaru i płynności kategorii określających ten ład. Staje się ona „niekompetentna we własnej sprawie” [168]. Zwraca na to uwagę Anthony Giddens, podkreślający, że technologia stanowi czynnik wykorzeniający jednostkę, to znaczy wyrywający ją ze znanego kontekstu i pozbawiający poczucia stabilności. O ile bowiem niektóre zjawiska na poziomie wiedzy niepogłębionej przez technologię nie sprawiały problemów natury poznawczej, o tyle ich bardziej dogłębna analiza często problematyzuje je i wskazuje liczne zagrożenia z tej problematyzacji wynikające. Podkreśla to Lepenies: „Samooszukiwanie nie stanowi problemu dopóty, dopóki nauka i technika kontynuują swoje spektakularne postępy w poznaniu zewnętrznej przyrody i w zwalczaniu zewnętrznych lęków. Postęp ten został jednak zahamowany: technologia genetyczna i rozbicie atomu spowodowały następstwa, które już nie likwidują lęków, lecz je wzbudzają, wywołują obawę przed nieodwracalnym zatruciem środowiska naturalnego i zburzeniem naszego świata życia” [169].

Proces ten prowadzi do swoistej „heurystyki strachu”, a więc paradoksalnej sytuacji, w której „nauka i technika dawniej pokonywały lęki, dziś same stają się źródłem zagrożeń i wywołują lęki bardziej spotęgowane” [170]. Tę formę lęku potęguje również pozazmysłowy charakter technologicznie wytwarzanego ryzyka. Kiedyś zagrożenia generowane przez technologię były uchwytne zmysłowo (poprzez zapach, smak, wzrok czy dotyk), a dziś umykają one zmysłowemu postrzeganiu i występują w postaci związków o charakterze chemicznym czy fizycznym (smog, gazy cieplarniane, szkodliwe promieniowanie słoneczne itp.). Pozapercepcyjna współobecność czynników zagrażających jednostce buduje w niej postawę bezradności wobec otaczającej ją rzeczywistości. Według Becka sytuacja ta będzie miała miejsce tak długo, jak długo znajomość mechanizmów związanych z technologią ograniczać się będzie do doświadczenia:„Aby wstąpić na barykady przeciw ryzyku, myślenie i widzenie muszą być podporządkowane wzorom i reakcjom chemicznym, uwzględniać niewidzialne zawartości szkodliwych substancji, biologiczny obieg materii i łańcuchy reakcji [...]. Ostatecznie nikt nie może wiedzieć czegokolwiek o ryzyku, jak długo wiedza oznacza świadome doświadczanie” [171].

Nieumiejętność zrozumienia i kontrolowania technologicznych procesów przejawia się także w kontekście konsekwencji fizycznie istniejących już wytworów technologicznych. Myślę tu zarówno o konsekwencjach zamierzonych, jak i niezamierzonych. Te pierwsze wynikają z rozwoju technologii i z założenia skierowane są przeciwko określonym grupom ludzi. Świadomość posiadania przez Koreę Północną czy Iran broni jądrowej wpływa na poczucie ryzyka wśród ludności znacznej części świata. Równocześnie dzięki globalizacji i dynamicznemu rozwojowi systemów technologii komunikacyjnych ogólnoświatowemu porządkowi zagrażać obecnie mogą już nawet mniejszości, które dysponują zdecydowanie uboższymi technologiami militarnymi. Arjun Appadurai pisze w tym kontekście o „strachu przed małymi liczbami”, czyli sytuacji, w której dzięki „systemom komórkowym” oraz dostępności środków umożliwiających konstrukcję bomby czy gazu bojowego ryzyko potęgowane jest już nawet przez niewielkie grupy ludności [172]. Niezamierzone konsekwencje użytkowania technologii wynikają natomiast z niemożliwości przewidzenia i kontroli wszystkich skutków jej zastosowania. Wiedza technologiczna, która w zamierzeniu miała wspomagać człowieka, często obraca się przeciwko niemu. Przykłady oczywiście można mnożyć – lekarstwa, które z czasem stały się narkotykami, bądź badania nad atomem, które z czasem przysłużyły się do konstrukcji bomby, są tylko wybranymi ilustracjami tego procesu. Tym samym ignorancja człowieka wobec technologii oraz towarzyszący jej lęk przejawiają się nie tylko na poziomie niezrozumienia mechanizmów działania technologii, ale również niezrozumienia ich konsekwencji.

Po trzecie natomiast, do technologicznej ignorancji przyczynia się specyficzny sposób redystrybucji tej wiedzy. Wielu krytyków współczesnej cywilizacji zwraca uwagę na następujący proces: dynamicznemu rozwojowi wiedzy technologicznej nie towarzyszy jej upowszechnienie. Choć poszczególne badania na wielu polach są coraz bardziej zaawansowane (genetyka, farmacja, technologie identyfikacji jednostek, a nawet przenoszenia danych), ich szczegóły rzadko są znane szerszej grupie osób. W konsekwencji na zaawansowanych technologiach zna się niewielka część społeczeństwa, a cała jego reszta ogranicza się jedynie do ich bardziej czy mniej sprawnego oraz świadomego wykorzystywania. Stan ten Juliusz Łukasiewicz określa mianem eksplozji ignorancji i opisuje w następujący sposób: „Samochody, odrzutowce, satelity, telefony, radia, rakiety, telewizory, kuchenki mikrofalowe, komputery, kalkulatory, kamery, zegarki elektroniczne, kopiarki – to »czarne skrzynki«, których zawartość, materiały, z których je zbudowano, oraz technika produkcji są kompletną zagadką dla większości użytkowników [...]. Potok informacji niekoniecznie ułatwia rozwiązywanie problemów społeczeństwa przemysłowego, natomiast człowiek ery przemysłowej, zasypywany informacjami, doświadcza eksplozji ignorancji” [173].

Zasady funkcjonowania technologii są na tyle nieprzejrzyste, że wśród jej użytkowników utworzył się podział na ekspertów i ignorantów. Co ważne jednak, eksperci nie są grupą, której celem jest objaśnianie mechanizmów rządzących stechnologizowanym światem społecznym. Ich działalność najczęściej ma charakter czysto interwencyjny, ogranicza się jedynie do rozwiązania danego problemu.

W konsekwencji układ ten zamiast przezwyciężać ignorancję wzmacnia ją. Czynnikiem, który dodatkowo uwypukla to pęknięcie, jest nieustająca specjalizacja poszczególnych sektorów technologii. Intensywny rozwój niespotykanej dotąd liczby obszarów życia społecznego sprawia, że nie sposób śledzić wszystkie zachodzące na nich zmiany. Pozostaje więc tylko dotrzymywanie im kroku w bardzo wąskiej dziedzinie. W pozostałych obszarach należy zdać się na fachowe poradnictwo ekspertów [174].

[1] Cyt. za: Z. Rosińska, Blaustein. Koncepcja odbioru mediów, Warszawa: Prószyński i Spółka 2001, s. 33.

[2] Emergencję rozumiem tutaj jako zdolność podsystemu do pojawiania się w innych obszarach w sposób niekumulatywny, niezależny od pozostałych części, nieoczekiwany i jakościowo nowy (zob. np. Technology and Social Change, red. R. Bernard, P. Pelto, New York-London: Collier-Macmillan 1972; N. Murphy, W. Stoeger, Evolution and emergence: systems, organisms, persons, Oxford-New York: Oxford University Press 2007).

[3] W. J. Burszta, Świat jako więzienie kultury. Pomyślenia, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 2008, s. 115.

[4] J. Naisbitt, N. Naisbitt, D. Phillips, High Tech, High Touch. Technologia a poszukiwanie sensu, przeł. A. Unterschuetz, Poznań: Zysk i S-ka 2003, s. 62.

[5] Więcej o wątpliwościach dotyczących myślenia o tym, co organiczne i nieorganiczne, w kolejnych rozdziałach.

[6] E. Cassirer, Forma a technika, w: Kultura techniki. Studia i szkice, red. E. Schütz, przeł. I. Sellmer, S. Sellmer, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 2001, s. 267.

[7] Problem badawczy rozumiem za Stefanem Nowakiem jako „pytanie lub zespół pytań, na które odpowiedzi ma dostarczyć badanie”. S. Nowak, Metodologia badań socjologicznych: zagadnienia ogólne, Warszawa: PWN 1970, s. 214.

[8] Zob. J. Coakley, E. Dunning, Handbook of sports studies, London: Sage 2000.

[9] Choć pewnie bezpieczniej byłoby odnosić tę tezę do konkretnych dyscyplin, ponieważ znalazłyby się i takie, które opierają się tym redefinicjom.

[10] Czyli mierzalnego, a w zasadzie „mierzalnego”, biorąc pod uwagę, że znaczna część pomiarów w sporcie ma charakter czysto abstrakcyjny, np. noty w łyżwiarstwie figurowym.

[11] Warto zwrócić uwagę, że upośledzone technologicznie państwa nie są obecne w żadnych „nowych” dyscyplinach – kolarstwo górskie, strzelectwo, windsurfing czy żeglarstwo.

[12] K. Abriszewski, Poznanie, zbiorowość, polityka. Analiza teorii Aktora-Sieci Bruno Latoura, Kraków: Universitas 2008, s. 230.

[13] J. Law, Introduction, w: A Sociology of Monsters. Essays on Power, Technology and Domination, red. J. Law, London-New York: Routledge 1991, s. 10.

[14] Termin użyty przez Kazimierza Krzysztofka w referacie „Człowiek antropotechniczny” wygłoszonym podczas konferencji „Socjologia relacji między ludźmi, nie-ludźmi i hybrydami” na Uniwersytecie Gdańskim w dniach 10-11.05.2010.

[15] K. Abriszewski, Poznanie, zbiorowość, polityka. Analiza teorii Aktora-Sieci Bruno Latoura, Kraków: Universitas 2008, s. 114.

[16] D. Nye, Technology matters. Questions to live with, London: MIT Press 2007, s. 56-57.

[17] Tamże, s. 61.

[18] Zob. A. Siciński, Technika a egzystencja ludzka, w: Technika a społeczeństwo: antologia, t. 1, red. A. Siciński, przeł. K. Wierzbicka, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1974; A. van Melsen, Nauka i technologia a kultura, przeł. S. Zalewski, Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX 1969.

[19] A. van Melsen, dz. cyt., s. 255.

[20] A. Siciński, dz. cyt., s. 11.

[21] Cyt. za: J. Ellul, Cechy charakterystyczne techniki, w: Technika a społeczeństwo: antologia, t. 1, red. A. Siciński, przeł. K. Wierzbicka, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1974, s. 217.

[22] H. Skolimowski, Technika a przeznaczenie człowieka, Warszawa: Ethos 1995, s. 8.

[23] Cyt. za: J. Ellul, dz. cyt., s. 210.

[24] Cyt. za: H. Janne, Technika a system społeczny, w: Technika a społeczeństwo: antologia, t. 2, red. A. Siciński, przeł. K. Wierzbicka, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1974, s. 9.

[25] Tamże, s. 11.

[26] A. van Melsen, dz. cyt., s. 256.

[27] J. Sztumski, Rewolucja naukowo-technologiczna a postęp techniczny, w: Nauka – Technika – Społeczeństwo, red. L. Zacher, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1981, s. 65.

[28] A. van Melsen, dz. cyt., s. 243.

[29] Tamże, s. 273.

[30] Tamże, s. 244.

[31] H. Skolimowski, dz. cyt., s. 60-61.

[32] Tamże, s. 67.

[33] Tamże, s. 57.

[34] M. Czyżewski, S. Kowalski, A. Piotrowski, Rytualny chaos. Studium dyskursu publicznego, Kraków: Aureus 1997.

[35] Zob. Dyskurs jako struktura i proces, red. T. van Dijk, przeł. G. Grochowski, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 9.

[36] Z. Melosik, Poststrukturalizm i społeczeństwo (refleksja nad teorią M. Foucaulta), w: Edukacja wobec zmiany społecznej, red. J. Brzeziński, L. Witkowski, Poznań-Toruń: Edytor 1994, s. 200.

[37] Cyt. za: D. Nye, dz. cyt., s. 2.

[38] H. Arendt, Kondycja ludzka, przeł. A. Łagodzka, Warszawa: Aletheia 2010, s. 25.

[39] Tamże, s. 172.

[40] Zob. D. Nye, dz. cyt., s. 2.

[41] M. Heidegger, Technika i zwrot, przeł. J. Mizera, Kraków: Baran i Suszczyński 2002, s. 14-15.

[42] M. Marody, A. Giza-Poleszczuk, Przemiany więzi społecznych. Zarys teorii zmiany społecznej, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar 2004, s. 125.

[43] Tamże, s. 126.

[44] K. Abriszewski, dz. cyt., s. 68.

[45] J. Łukasiewicz, Eksplozja ignorancji. Czy rozumiemy cywilizację przemysłową?, przeł. A. Rabś-Retkiewicz, Warszawa: Oficyna Naukowa 2000, s. 90.

[46] Zob. G. Le Bon, Psychologia tłumu, przeł. B. Kaprocki, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 1986.

[47] N. Postman, Technopol. Triumf techniki nad kulturą, przeł. A. Tanalska-Dulęba, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1995, s. 28.

[48] K. Marks, Z kapitału. Fragmenty, w: Kultura techniki. Studia i szkice, red. E. Schütz, przeł. I. Sellmer, S. Sellmer, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 2001.

[49] M. Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, przeł. T. Komendant, Warszawa: Aletheia 1998.

[50] N. Postman, dz. cyt., s. 61.

[51] J. Kurczewska, Technokraci i ich świat społeczny, Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN 1997, s. 132.

[52] J. Ellul, dz. cyt., s. 241.

[53] R. Boudon, Efekt odwrócenia. Niezamierzone skutki działań społecznych, przeł. A. Karpowicz, Warszawa: Oficyna Naukowa 2008.

[54] Tamże, s. 8.

[55] Zob. S. Lash, C. Lury, Global culture industry. The Mediation of Things, London: Polity Press 2007, s. 39-64.

[56] S. Lem, Summa technologiae, Kraków: Wydawnictwo Literackie 1974, s. 13.

[57] V. Sobchack, The science of the screen: envisioning cinematic and electronic „Presence”, w: Materialities of communication, red. H. Gumbrecht, K. Pfeiffer, Stanford: Stanford University Press 1994, s. 83.

[58] A. van Melsen, dz. cyt., s. 276.

[59] E. Cassirer, Forma a technika, w: Kultura techniki. Studia i szkice, red. E. Schütz, przeł. I. Sellmer, S. Sellmer, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 2001, s. 269.

[60] A. van Melsen, dz. cyt., s. 249.

[61] Tamże, s. 253.

[62] J. McHale, Rozmiary zmian, w: Technika a społeczeństwo: antologia, t. 1, red. A. Siciński, przeł. K. Wierzbicka, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1974, s. 67.

[63] J. Łukasiewicz, dz. cyt., s. 4.

[64] Sytuacja ta jednak ma miejsce jedynie w odniesieniu do nowoczesnych społeczeństw. W społeczeństwach przednowoczesnych obszar technologicznych testów obarczony był takimi samymi konsekwencjami jak „normalne” praktyki. Dopiero rosnąca złożoność środowiska pozwoliła na pewien stopień autonomizacji technologii i dostarczyła pole do eksperckiego próbowania rzeczywistości.

[65] U. Eco, Rakiem: gorąca wojna i populizm mediów, przeł. J. Ugniewska, Warszawa: W.A.B. 2007, s. 124.

[66] Tamże, s. 123.

[67] M. Heidegger, dz. cyt., s. 10.

[68] Tamże.

[69] Tamże, s. 16.

[70] Tamże, s. 10.

[71] A. van Melsen, dz. cyt., s. 256.

[72] A. Pałubicka, Narzędzia i rzecz w interpretacji kulturowej w kontekście idei filozoficznych M. Heideggera, w: Heidegger w kontekstach, red. N. Leśniewski, Bydgoszcz: Oficyna Wydawnicza Epigram 2007, s. 61.

[73] Zob. J. Naisbitt, Megatrendy. Dziesięć nowych kierunków zmieniających nasze życie, przeł. P. Kwiatkowski, Poznań: Zysk i S-ka 1997.

[74] E. Cassirer, dz. cyt., s. 268.

[75] Cyt za: A. Pałubicka, dz. cyt., s. 133.

[76] A. Toffler, Szok przyszłości, przeł. E. Ryszka, W. Osiatyński, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1974, s. 40.

[77] Metafora ta musi się wiązać jednak z założeniem, że rzeczoną skrzynkę z narzędziami ma każdy, ale, w zależności od społecznego zróżnicowania w dostępie do technologii, jest ona lepiej lub gorzej wyposażona.

[78] M. Marody, Między rynkiem a etatem. Społeczne negocjowanie polskiej rzeczywistości, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar 2000, s. 21.

[79] R. Johnson, User-centered Technology: A Rhetorical Theory for Computers and Other Mundane Artifacts, New York: State University of New York Press 1998, s. 31.

[80] Tamże, s. 32.

[81] Zob. W. Bijker, Why and How Technology Matters, w: Oxford Handbook of Contextual Political Analysis, red. R. Goodin, C. Tilly, Oxford: Oxford University Press 2006.

[82] S. Woolgar, Configuring the User: The Case of Usability Trials, w: A Sociology of Monsters. Essays on Power, Technology and Domination, red. J. Law, London-New York: Routledge 1991, s. 61.

[83] R. Sojak, Paradoks antropologiczny. Socjologia wiedzy jako perspektywa ogólnej teorii społeczeństwa, Wrocław: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Wrocławskiego 2004, s. 243.

[84] A. Feenberg, Questioning Technology, London-New York: Routledge 1999, s. 3.

[85] Cyt. za: J. Łukasiewicz, dz. cyt., s. 44.

[86] Tamże, s. 6.

[87] Zob. K. Abriszewski, dz. cyt., s. 63.

[88] R. Johnson, dz. cyt., s. 25-26.

[89] J. Bańka, Filozofia techniki. Człowiek wobec odkrycia naukowego i technicznego, Katowice: „Śląsk” 1980, s. 159.

[90] E. Schütz, Wprowadzenie, w: Kultura techniki. Studia i szkice, red. E. Schütz, przeł. I. Sellmer, S. Sellmer, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 2001, s. 102.

[91] A. Kiepas, Człowiek wobec dylematów filozofii techniki, Katowice: Gnome 2000, s. 22.

[92] T. Parsons, Szkice z teorii socjologicznej, przeł. A. Bentkowska, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 1972.

[93] M. S. Szczepański, Teorie zmian społecznych: wybrane zagadnienia, t. 1: Teorie modernizacji, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego 1985, s. 13.

[94] P. Sztompka, Socjologia zmian społecznych, Kraków: Znak 2005, s. 24.

[95] Zob. J. Wiatr, Marksistowska teoria rozwoju społecznego, Warszawa: Książka i Wiedza 1973.

[96] K. Marks, Nędza filozofii: odpowiedź na „Filozofię nędzy” p. Proudhona, przeł. K. Błeszyński, Warszawa: Książka i Wiedza 1949, s. 141.

[97] B. Szacka, Wprowadzenie do socjologii, Warszawa: Oficyna Naukowa 2003, s. 97-98.

[98] M. S. Szczepański, dz. cyt., s. 22.

[99] K. Krzysztofek, M. S. Szczepański, Zrozumieć rozwój. Od społeczeństw tradycyjnych do informacyjnych: podręcznik socjologii rozwoju społecznego dla studentów socjologii, nauk politycznych i ekonomii, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego 2005, s. 80.

[100] A. Toffler, dz. cyt., s. 475.

[101] R. Richta, Cywilizacja na rozdrożu. Konsekwencje rewolucji naukowo-technicznej dla społeczeństwa i dla człowieka, przeł. A. Hodoly, Warszawa: Książka i Wiedza 1971, s. 31.

[102] Tamże, s. 173.

[103] Cyt. za: A. Kiepas, dz. cyt., s. 13.

[104] Tamże.

[105] Pewnym przykładem takiego myślenia może być Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), który zakłada, że najważniejszymi narzędziami w misji wprowadzania zrównoważonego rozwoju społeczeństw są demokracja oraz nauka i technika. Zob. raport z realizacji celów UNDP w latach 2010-2011: People-centred development. Empowered lives. Resilient nations, [online:] http://web.undp.org/annualreport2011/downloads/undp_AR_2010-2011_ENGLISH.pdf [dostęp 30.04.2012].

[106] J. Kurczewska, dz. cyt., s. XXII.

[107] J. Bańka, dz. cyt., s. 160.

[108] Zob. P. Nosal, Kultura ekspercka w mediach, „Teraźniejszość – Człowiek – Edukacja” 2009, nr 4 (48).

[109] Przykładem społeczeństwa, które wyjątkowo przyswoiło sobie logikę technokratyczną, jest współczesne społeczeństwo japońskie, gdzie status eksperta cieszy się wyjątkowym prestiżem, a dążenie do wprowadzania technologicznych innowacji jest obecne nie tylko w głównych obszarach życia społecznego, jak gospodarka czy media, ale również w sporcie czy designie.

[110] E. Schütz, dz. cyt., s. 20.

[111] Tamże, s. 22.

[112] L. Holliday, Interakcja gałęzi technologii, w: Integracja technologii, red. L. Holliday, przeł. L. Zienkowski, Warszawa: Wydawnictwa Naukowo-Techniczne 1971, s. 170-171.

[113] Tamże, s. 172.

[114] Tamże, s. 170.

[115] M. S. Szczepański, dz. cyt., s. 13.

[116] N. Postman, dz. cyt., s. 33.

[117] Tamże, s. 54.

[118] J. Bańka, dz. cyt., s. 161.

[119] N. Postman, dz. cyt., s. 17.

[120] A. Keen, Kult amatora. Jak Internet niszczy kulturę, przeł. M. Bernatowicz, K. Topolska-Ghariani, Warszawa: Wydawnictwo Profesjonalne i Akademickie 2007, s. 154.

[121] Cyt. za: W. Lepenies, Niebezpieczne powinowactwa z wyboru. Eseje na temat historii nauki, przeł. A. Zeidler-Janiszewska, Warszawa: Oficyna Naukowa 1996, s. 47.

[122] N. Postman, dz. cyt., s. 36.

[123] Cyt. za: M. McLuhan, Zrozumieć media. Przedłużenia człowieka, przeł. N. Szczucka, Warszawa: Wydawnictwo Naukowo-Techniczne 2004, s. 42.

[124] Zob. T. Adorno, M. Horkheimer, Dialektyka oświecenia, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa: Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN 1994, s. 20-25.

[125] Naturalność rozumiana jest w większości przypadków w sposób zbliżony do ujęcia zaproponowanego przez van Melsena: „Natura to jest to, co istnieje, wzrasta, staje się lub ma miejsce niezależnie od wpływu człowieka”. A. van Melsen, dz. cyt., s. 317.

[126] Zdaję sobie sprawę, że poniższa „typologia” jest zaledwie bardzo ogólnym szkicem dotyczącym wpływu technologii na środowisko naturalne. Nie jest jednak moim celem w tym miejscu dokonywanie wyczerpującego przeglądu dorobku współczesnych społecznych studiów nad przyrodą, ale zaledwie zasygnalizowanie istnienia pewnych procesów.

[127] Cyt. za: P. Macnaghten, J. Urry, Alternatywne przyrody. Nowe myślenie o przyrodzie i społeczeństwie, przeł. B. Baran, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar 2005, s. 145.

[128] U. Beck, Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej nowoczesności, przeł. S. Cieśla, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar 2002, s. 52.

[129] P. Levinson, Miękkie ostrze: naturalna historia i przyszłość rewolucji informacyjnej, przeł. H. Jankowska, Warszawa: Muza 1999, s. 275-280.

[130] U. Beck, dz. cyt., s. 77-80.

[131] H. Skolimowski, dz. cyt., s. 50.

[132] D. Meadows, Granice wzrostu, przeł. W. Rączkowska, S. Rączkowski, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne 1973.

[133] J. Gimpel, U kresu przyszłości. Technologia i schyłek Zachodu, przeł. B. Panek, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie 1999.

[134] Terminu „od-zdolnienie” używam tutaj za stosowanym przez Harry’ego Bravermana angielskim terminem „deskilling” (H. Braverman, Labor and Monopoly Capital: The Degradation of Work in the Twentieth Century, New York: Monthly Review Press 1974), a także parafrazując używany przez Arnolda Gehlena termin „odzmysłowienie”.

[135] Cyt. za: A. Kiepas, dz. cyt., s. 13.

[136] J. Habermas, Przyszłość natury ludzkiej. Czy zmierzamy do eugeniki liberalnej?, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar 2003, s. 31.

[137] B. Bensaude-Vincent, W. Newman, The Introduction, w: The Artificial and the Natural. An Evolving Polarity, red. B. Bensaude-Vincent, W. Newman, Massachusetts: MIT Press 2007, s. 4.

[138] P. Żabicki, Technologiczna codzienność: Internet – bank – telewizja, Warszawa: Trio 2007, s. 59-60.

[139] Tamże.

[140] A. Chislenko, Legacy Systems and Functional Cyborgization of Humans, 1995, [online:] http://www.lucifer.com/~sasha/articles/techuman.html [dostęp 30.04.2012].

[141] M. McLuhan, dz. cyt., s. 84.

[142] J. Bańka, dz. cyt., s. 33-34.

[143] E. Fromm, Rewolucja nadziei. Ku uczłowieczonej technologii, Poznań: Rebis 1996, s. 64.

[144] H. Braverman, dz. cyt.

[145] Za: J. Webster, Advanced manufacturing technologies: work organization and social relations crystallised, w: A Sociology of Monsters. Essays on Power, Technology and Domination, red. J. Law, London-New York: Routledge 1991, s. 197.

[146] R. Richta, dz. cyt., s. 39.

[147] S. Woolgar, dz. cyt., s. 61.

[148] H. Arendt, dz. cyt., s. 179.

[149] Tamże, s. 163.

[150] Tamże, s. 174.

[151] T. Adorno, M. Horkheimer, dz. cyt.

[152] W. Benjamin, Dzieło sztuki w epoce reprodukcji technicznej, w: tegoż, Anioł historii. Eseje Szkice fragmenty, przeł. K. Krzemieniowa i in., Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 1996.

[153] J. Bańka, dz. cyt., s. 213-214.

[154] Zob. np. K. Marks, F. Engels, Manifest komunistyczny, Warszawa: Książka i Wiedza 1966, s. 550-555.

[155] H. Arendt, dz. cyt., s. 120.

[156] G. Anders, Staroświeckość człowieka, w: Kultura techniki. Studia i szkice, red. E. Schütz, przeł. I. Sellmer, S. Sellmer, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 2001, s. 451.

[157] J. Kurczewska, dz. cyt., s. 3-136.

[158] M. Foucault, Archeologia wiedzy, przeł. A. Siemek, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1977.

[159] Ilustracją tego procesu może być niezwykłe zaawansowanie technologiczne państw o charakterze autorytarnym czy totalitarnym, jak Irak czy Korea Północna.

[160] A. Giddens, Socjologia, przeł. A. Szulżycka, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 2008, s. 38.

[161] Tamże, s. 28.

[162] W. Lepenies, dz. cyt., s. 34-35.

[163] B. Latour, Polityka natury: nauki wkraczają do demokracji, przeł. A. Czarnacka, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2009, s. 132.

[164] N. Postman, dz. cyt., s. 49-52.

[165] J. Gimpel, dz. cyt., s. 39.

[166] G. Anders, dz. cyt., s. 412-452.

[167] P. Levinson, dz. cyt., 60-62.

[168] U. Beck, dz. cyt., s. 69.

[169] W. Lepenies, dz. cyt., s. 51.

[170] A. Zeidler-Janiszewska, Z ducha Diderota. Krótkie wprowadzenie do lektury esejów Wolfa Lepeniesa, w: W. Lepenies, Niebezpieczne powinowactwa z wyboru. Eseje na temat historii nauki, przeł. A. Zeidler-Janiszewska, Warszawa: Oficyna Naukowa 1996, s. XVI.

[171] U. Beck, dz. cyt., s. 93.

[172] A. Appadurai, Strach przed mniejszościami. Esej o geografii gniewu, przeł. M. Bucholc, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 2009, s. 55-86.

[173] J. Łukasiewicz, dz. cyt., s. 7.

[174] Zob. M. Jacyno, Kultura indywidualizmu, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 2007.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Technologia i sport Socjologia sportu Technologia i sport 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia Na drugie Stanisław Człowiek. Biografia